Monthly Archives: Styczeń 2018

Pawłowicz już nie uczy i nie przekazuje dalej swoich poglądów

Zwykły wpis

Przynajmniej jedna petycja w sprawie Krystyny Pawłowicz odniosła skutek! Wyższa Szkoła Administracji i Prawa w Ostrołęce rozwiązała umowę z posłanką PiS. To efekt apelu 2000 osób, które protestowały przeciw umieszczonemu przez nią na Facebooku komentarzowi po samobójstwie 14-letniego Kacpra.

– „Ucieszyłem się, że pani Pawłowicz już nie uczy i nie przekazuje dalej swoich poglądów. Jestem szczęśliwy, że takie działanie, jak apel, może mieć sens” – powiedział wp.pl dr hab. Jakub Urbanik, dyrektor Instytutu Historii Prawa Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Był jednym z współautorów listu w sprawie ukarania Pawłowicz. – „Posłannictwem nauczyciela akademickiego jest dbanie o etyczne postawy naszego środowiska i kulturę publicznych wypowiedzi. Dzisiaj mamy często do czynienia z sytuacją, gdy publicznie posługuje się argumentami poniżającymi i pełnymi nienawiści, zdarza się, niestety, że akademicy wypowiadają się autorytatywnie poza obszarem swojej kompetencji” – stwierdził dr Urbanik.

Z kolei rektor Wyższej Szkoły Administracji i Prawa w Ostrołęce dr Elżbieta Łojko w rozmowie z TVN24 dodała. – „Powinniśmy protestować przeciwko myśleniu w ten sposób o drugim człowieku, formując jakieś uprzedzenia”. Krystyna Pawłowicz odmówiła wp.pl komentarza w tej sprawie.

Brudziński i Morawiecki, krętacze. PiS wykreował takie faszystowskie organizacje, jak Duma i Nowoczesność

Zwykły wpis

Symbolem władzy PiS jest krętactwo.

Szef MSW wydał zgodę dla Dumy i Niepodległości (neonazi opisanych przez Superwizjer TVN) na zbieranie pieniędzy dla mordercy politycznego w RPA., Janusza Walusia.

Dziennikarz Przemysław Szubartowicz (portal wiadomo.co) cytuje wypowiedź posła Marka Wójcika.

A teraz Morawiecki ciemnemu ludowi wciska kit. PiS wykreował faszystów, których pokazano jak na dłoni w TVN.

To jest siła mediów niezależnych.

Czy Frasyniuk zostanie przymusowo doprowadzony do prokuratury?

Zwykły wpis

„Jestem człowiekiem, który całe życie był doprowadzany do prokuratury, do aresztów czy więzienia i znam te procedury” – powiedział Władysław Frasyniuk. Dodał, że jest świadom konsekwencji swej decyzji o niestawieniu się na przesłuchanie.

Opozycjonista i działacz „Solidarności” miał się w ubiegły piątek pojawić w prokuraturze, do której został wezwany w charakterze podejrzanego.

Dzisiaj Frasyniuk powiedział, że nie złożył żadnego dokumentu usprawiedliwiającego jego niestawiennictwo w prokuraturze.

„Moim jedynym usprawiedliwieniem jest oświadczenie, które wydałem w ubiegłym tygodniu i które stało się oświadczeniem publicznym” – stwierdził.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński w miniony piątek zapowiedział, że jeśli Frasyniuk nie złoży dokumentu usprawiedliwiającego nieobecność na przesłuchaniu, to „zgodnie z Kpk w razie nieusprawiedliwionego niestawiennictwa osobę podejrzaną, podobnie jak oskarżonego można m.in. zatrzymać i doprowadzić przymusowo”.

Auto Szydło nie miało ubezpieczenia AC. Bum!

Zwykły wpis

„Bum! Audi A8L za 2,5 mln zł rozbite w Oświęcimiu nie miało wykupionego ubezpieczenia AC. Przypomnijmy – zakupione w grudniu 2016 – rozbite po zaledwie 2 miesiącach użytkowania…” – napisał na Twitterze poseł PO Krzysztof Brejza. Do swojego wpisu dołączył pismo z Biura Ochrony Rządu.

Poseł Platformy zapytał bowiem Biuro, czy limuzyna premier Szydło miała ubezpieczenie autocasco, a także, ile będzie kosztować naprawa auta. Na drugie pytanie odpowiedzi na razie nie dostał. Samochód jest ciągle badany przez prokuraturę. Dopiero po jego zwrocie nastąpi ocena kosztów naprawy. Dodajmy, że śledztwo trwa już prawie rok – do wypadku z udziałem Szydło doszło 10 lutego 2017 r.

Auta, z których korzystają prezydent i rząd mają tylko obowiązkowe OC. Jak wyliczył portal interia.pl, ubezpieczenie OC, AC i NNW jednej limuzyny to wydatek ok. 15 tys. zł. W przypadku samochodów opancerzonych koszt polisy ustalany jest indywidualnie i może wynieść nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Może jednak warto ponieść taki wydatek, bo naprawa luksusowych limuzyn kosztuje zdecydowanie więcej. Można też sięgnąć po najprostszy sposób – nie rozbijać rządowych aut…

Sekta Rydzyka. Prawidłowo Adam Michnik nazwał pasożytów Polski

Zwykły wpis

Adam Michnik nazwał Radio Maryja sektą. A czym jest to, że za każdym wystąpieniem Rydzyk podaje numer konta? To jest typowe dla sekty. Standard.

Portal Karnowskich wsensie.pl informuje o wypowiedzi Michnika na temat Radia Maryja w czasie spotkania KOD w Gorzowie Wielkopolskim. Donos na naczelnego Gazety Wyborczej do prokuratury złożył szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą Ryszard Nowak.

Ks. Walczak zgadza się z Michnikiem.

Damy sobie radę i z tą „dobrą zmianą”.

Sekta Rydzyka rżnie państwo na wszelkie sposoby, bo współdziała z partią typu mafijnego – PiS.

Zaś CBA nie doszukało się nieprawidłowości w przekazaniu toruńskich gruntów Rydzykowi – informuje Onet.pl.

PiS jest krezusem na naszych pieniądzach. Swoich sowiecie wynagradza

Zwykły wpis

Poseł Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej postanowił dowiedzieć się, ile wyniosły nagrody dla najwyższych urzędników państwowych. Wysłał więc tuż przed końcem 2017 r. zapytanie do wszystkich ministerstw. Odpowiedzi, które do niego spłynęły, mówią sporo o tym, ile kosztuje podatnika władza PiS. Wyszły przy tym na jaw ciekawe różnice w postępowaniu ministrów, jak informuje portal NaTemat.

Z przesłanych informacji wynika, że dwóch ministrów miało gest prawdziwie szeroki. Szef resortu rolnictwa wydał na premie… blisko 6 milionów złotych. Wiadomo, że sekretarze stanu Zbigniew Babalski i Jacek Bogucki dostali po 51, 4 tys. zł, tyle samo otrzymało również trzech podsekretarzy.

Jeszcze bardziej szczodry był minister Mariusz Błaszczak. W zeszłym roku nagrody i premie w MSWiA kosztowały podatników prawie 8 mln złotych. Zważywszy na gęstniejącą atmosferę wokół resortu, aż chciałoby się zapytać, za co te nagrody?

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska odpisała posłowi PO, że na wypłatę nagród uznaniowych dla sekretarzy stanu przeznaczono kwotę 58,5 tys. zł. brutto, dla podsekretarzy stanu natomiast 115,8 tys. zł. brutto. Nazwisk nagradzanych pracowników minister nie podała.

Nieco bardziej szczodre okazało się Ministerstwo Środowiska. Jego pracownicy w minionym roku otrzymali od ministra Jana Szyszki nagrody w wysokości 308,4 tys. zł brutto, w równo dzielonych wypłatach po nieco ponad 51 tys. zł dla każdego członka kierownictwa tego resortu. Także w tym wypadku nazwiska pozostały tajemnicą. Wiadomo tylko – z pisma adresowanego do posła Brejzy – że nagrody otrzymali dwaj sekretarze stanu i czterech podsekretarzy.

Obserwatorzy sceny politycznej i poczynań obozu rządzącego nie mają wątpliwości, że partia Jarosława Kaczyńskiego do nadchodzących wyborów dobrze się przygotuje. Na swoim blogu na portalu NaTemat Roman Giertych snuje w tym kontekście ciekawe przypuszczenia, dotyczące planów PiS względem opozycji. Jak pisze, „działania podjęte w ciągu ostatnich dwóch lat wykluczają bowiem […], aby PiS na poważnie rozważał start w wyborach bez odpowiedniego „przygotowania gruntu”. Czego należy oczekiwać jego zdaniem?

Giertych jest przekonany, że „PiS nie planuje zmiany ordynacji wyborczej w ten sposób, aby sfałszować wynik wyborczy”. Ma inny sposób. Jaki? Najprawdopodobniej zechce „wyeliminować z kandydowania osoby, które mogą poprowadzić opozycję”. Należy więc w najbliższym czasie oczekiwać, że PiS podejmie próbę „postawienia jak największej liczby zarzutów karnych politykom opozycji. Widzimy to w ostatnich tygodniach i proces ten będzie się rozszerzał. Po co PiS to robi, skoro i tak większość tych spraw skończy się spektakularnymi uniewinnieniami?” – pyta Giertych. I daje prostą, co nie znaczy banalną, odpowiedź. Jego zdaniem, końcowym procesem przejmowania Trybunału Konstytucyjnego będzie zmiana ordynacji wyborczej, która zakaże (pod szczytnym hasłem walki z przestępczością) kandydowania osobom, które mają postawione zarzuty.

Nie pomoże w tej sytuacji zarzut niekonstytucyjności tego pomysłu, gdyż – pisze Giertych – „Trybunał Konstytucyjny jest zawłaszczony przez osoby, które nie cofną się przed uznaniem za konstytucyjne czegoś wprost sprzecznego z Konstytucją. Taka metoda działania będzie też trudna do skrytykowania przez zagranicę, gdyż zawsze można użyć argumentu, że interwencja zmierza do obrony przestępców”. Efekt? PiS poprzez uległych prokuratorów (jak zapewnia autor bloga, wcale nie musi być ich wielu) wyeliminuje najważniejszych przeciwników z kandydowania.

Co zatem powinna uczynić opozycja? Giertych zachęca polityków PO do „zrewidowania swojego stanowiska w sprawie immunitetów. Instytucja immunitetu parlamentarnego została stworzona właśnie na takie czasy jak teraz” – pisze. Radzi zatem, aby za wyjątkiem spraw zupełnie skrajnych i oczywistych, PO broniła immunitetu każdego parlamentarzysty opozycji. Jak należy to rozumieć? Bynajmniej nie jako zgodę na bezkarność, ale jako „wyrażenie votum nieufności wobec obecnego upartyjnionego wymiaru sprawiedliwości”. Namawia też opozycję do działań radykalnych, w przypadku gdyby PiS próbował wprowadzić do ordynacji odmowę rejestracji kandydatów w oparciu o wspomnianą niekonstytucyjną zasadę. Mecenas zaleca wówczas postawienie sprawy na ostrzu noża. Jego zdaniem, trzeba w takim wypadku „zapowiedzieć […] wycofanie się z wyborów całej opozycji i uznanie, że PiS terrorem przejęło rządy ze wszystkimi konsekwencjami takiego stanowiska. Wówczas odpowiedzią na farsę wyborczą musiałaby być mobilizacja społeczeństwa, włącznie ze strajkiem generalnym” – pisze Giertych.

Roman Giertych przestrzega też przed fałszywym przekonaniem, że polityk, który niczego nie zrobił, nie ma się czego bać. Przytacza słynną maksymę, jakże adekwatną w czasach politycznej niepewności i ataków na demokrację: „Da mihi factum, dabo tibi ius, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: dasz mi stan faktyczny, a przepis się znajdzie. Otóż wobec każdego człowieka (a szczególnie polityka, który miał kontakt z pieniędzmi publicznymi) da się sformułować zarzut” – przestrzega Giertych. I podaje znamienny przykład: zarzut wobec prezesa NIK, że poradził kandydatowi na dyrektora NIK, aby przeczytał artykuł ze strony NIK. Otóż prokuratura uznała, że jest to… nielegalne wpływanie na procedurę konkursową, czyli złamanie art. 231 kk. I nieważne, czy w jakimkolwiek sądzie dojdzie do skazania takiej osoby, bo rzecz tkwi w czym innym. „Jeżeli jednak sam zarzut prokuratorski wystarczy do wyeliminowania z życia publicznego, to cel zostanie osiągnięty” – puentuje swój użyteczny dla opozycji wywód.

W najbliższą środę, czyli 10 stycznia, posłowie zajmą się obywatelskimi projektami zmieniającymi prawo dotyczące aborcji. Jeden z nich zaostrza, a drugi liberalizuje obowiązujące przepisy.

Najpierw odbędzie się dyskusja nad projektem liberalizującym prawo aborcyjne, przygotowanym przez komitet „Ratujmy Kobiety 2017”. Jego założenia przedstawi w Sejmie pełnomocniczka komitetu Barbara Nowacka. Projekt zakłada m.in. prawo do przerywania ciąży do końca 12. tygodnia, wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół, darmową i łatwo dostępną antykoncepcję oraz przywrócenie dostępności pigułki „dzień po” bez recepty. Reguluje również stosowanie klauzuli sumienia przez ginekologów.

Później odbędzie się pierwsze czytanie projektu zaostrzającego prawo aborcyjne, przygotowanego przez komitet #ZatrzymajAborcję. Założenia projektu zaprezentuje pełnomocniczka Komitetu Kaja Godek. Autorzy proponowanych zmian chcą wykreślenia z obowiązującej ustawy przesłanki zezwalającej na legalne przerwanie ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. Przypomnijmy, że poparcie dla tej zmiany już wyrazili niektórzy politycy PiS, m.in. Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Stanisław Karczewski. Andrzej Duda w jednym z wywiadów zapowiedział, że jeśli taka ustawa trafi na jego biurko, to ją podpisze.

O losie obu projektów Sejm może zdecydować jeszcze tego samego dnia, w bloku głosowań zaplanowanym na godz. 22.00. Jeśli tak miałoby się stać, to uczestnicy kolejnej miesięcznicy smoleńskiej będą musieli pospieszyć się, żeby zdążyć na głosowania.

Jarosław Szarek – prezes Instytutu Pamięci Narodowej – to kolejna już osoba, która domaga się zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Nie interesują go koszty, które w związku z tym trzeba by było ponieść. – „Nie trafiają do mnie argumenty, że ten budynek – pomnik Stalina – wrósł w tkankę miasta albo że nie dałoby się go wyburzyć, bo to kosztuje. Niepodległość ma swą cenę” – powiedział w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.

Prezes IPN w swoich zapędach idzie jeszcze dalej. Chciałby, żeby centrum Warszawy wyglądało tak, jak w 1939 r. – „Przecież obok poniemieckich ruin zniszczono potężny obszar miasta, by wybudować ten symbol sowieckiego panowania nad Polską, a obok ziejący pustką pl. Defilad w miejsce tętniącego życiem fragmentu Warszawy” – stwierdził Szarek.

Ale ma też pomysł, w jaki sposób można by pokryć koszty wyburzenia Pałacu. – „Myślę, że akurat z tym, w dobie takiego postępu technologicznego, na pewno byśmy sobie poradzili, a gdybyśmy zdołali uzyskać od Niemiec reparacje, to można je wykorzystać na sfinansowanie odbudowy budynków ulic Chmielnej, Złotej, Siennej”. Prawda, że pomysłowe?

Szarkowi marzy się – niczym prezydentowi Starzyńskiemu – Wielka Warszawa. – „Warszawa, zwana kiedyś Paryżem Północy, mogłaby odzyskać kawałek swojej duszy” – podsumował prezes IPN.

Szarek nie jest w pomyśle wyburzenia Pałacu Kultury odosobniony. Premier Mateusz Morawiecki przyznał, że marzy o tym od 40 lat, czyli zaczął, jak miał niecałe 9 lat… Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński uważa, że to byłby dobry pomysł na uczczenie 100-lecia niepodległości Polski. Orędownikiem zburzenia Palacu od wielu, wielu lat jest także Radosław Sikorski.

W grudniu ubiegłego roku powstał nawet Społeczny Komitet Usunięcia Pałacu Stalina. Jego prezesem jest szef publicystyki TVP Info Tadeusz M. Płużański. – „W miejsce symbolu sowieckiej dominacji nad Polską i Warszawą chcemy stworzyć Polskie Centrum Kultury” – powiedział „Gazecie Wyborczej”. W Komitecie działają także m.in. Jan Pietrzak, Jan Pospieszalski i artysta plastyk Wojciech Korkuć, który zasłynął niedawno plakatami nawołującymi Niemców do wypłacenia reparacji wojennych.

To oznacza, że prokuratura będzie musiała po raz kolejny wszcząć śledztwo w sprawie przeniesienia przez PiS obrad Sejmu do Sali Kolumnowej 16 grudnia 2016 r. Sędzia Igor Tuleya uchylił umorzenie postępowania w tej sprawie. Nakazał prokuraturze m.in. zabezpieczyć wszystkie materiały z przebiegu obrad na Sali Kolumnowej, ponowne przesłuchanie niektórych świadków, dokonanie bliższych ustaleń dotyczących podziału Sali Kolumnowej na sektory i wyjaśnienie okoliczności dotyczących formularzy do obliczania głosów w sektorach oraz wyników głosowania.

Igor Tuleya napisał w uzasadnieniu, że „nie wyjaśniono w sposób przekonujący z jakiego powodu, kiedy faktycznie i kto rzeczywiście podjął decyzję o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej. Wątpliwości sądu potęgują dyskusyjne okoliczności wykluczenia posła Szczerby z obrad Sejmu – która to decyzja stała się impulsem do reakcji posłów opozycji, zresztą łatwej do przewidzenia”.

Powołał się na zeznania posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. Według Tuleyi są one kluczowe w tej „zupełnie pominiętej” przez prokuraturę kwestii. – „Pani świadek Pawłowicz zeznaje: „O tym, że tam mogą odbyć się obrady mówiono już od rana tego dnia; wiem, że ta sala była też od rana przygotowywana pod ewentualne obrady Sejmu. O tym, że obrady mogą być w Sali Kolumnowej wiedziałam na pewno już koło południa tego dnia. Była to w mojej ocenie wiedza powszechna dla posłów, którzy byli w Sejmie”. Zapewne dla posłów partii rządzącej” – stwierdził sędzia. Więcej o rozbieżnościach w tej sprawie pisano szerzej w artykule pt. „Plączą się w zeznaniach. Politycy PiS w opałach”.

Sędzia Tuleya przytoczył też zeznania jednej z pracownic Sejmu, z których wynika, że po godzinie 16, w trakcie przerwy zarządzonej przez marszałka Sejmu, otrzymała polecenie pilnego przygotowania kart do głosowania ręcznego. – „Wtedy nie było jeszcze decyzji o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej, jedynie informacja, że taka sytuacja może zaistnieć” – podkreślił Tuleya.

Razem z uzasadnieniem do prokuratury wpłynęły akta sprawy. Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński stwierdził, że prokurator obecnie analizuje zebrany materiał dowodowy pod kątem czynności zakreślonych przez sąd.