Monthly Archives: Kwiecień 2018

Morawiecki jak swawolny Dyzio

Zwykły wpis

Mateusz Morawiecki zachowuje się niczym swawolny Dyzio. Znowu czmychnął. Tak poznaliśmy premiera rządu polskiego, który na początku swoich rządów dał dyla ze szczytu Unii Europejskiej, teraz dał nogę przed protestem niepełnosprawnych i ich opiekunów.

Morawiecki nic sobie nie robi z potrzebujących i plecie dyrdymały w terenie. W Żninie (kujawsko-pomorskie) uczestników spotkania z nim poczęstował kłamstwem, twierdząc „spełniliśmy postulaty protestujących”.

Do swoistej konfrontacji z zakłamanych premierem doszło via ekran telewizyjny. Rodzice i niepełnosprawni oglądali w Sejmie wystapienie Morawieckiego w telewizji i tylko mogli powiedzieć, że Morawiecki posługuje się nieprawdą, jak po piątkowym spotkaniu z minister Elżbietą Rafalską.

Co się dzieje z władzą PiS? Jest aż tak niemoralna, że na zarzuty, krytykę, pytania, propozycje, politycy partii Kaczyńskiego stosują już tylko jedną, uniwersalną odpowiedź – kłamstwa.

Nic nie zostało załatwione. Protest nadal trwa, rząd PiS tylko pudruje problem, podpisując porozumienie z własną przybudówkę, która następnie czuje się wykołowana i przyznaje się, że rząd zrobił ich w bambuko, a następnie proponując dodatek rehabilitacyjny w formie rzeczowej. To nawet nie jest kpina, to coś gorszego, naplucie do zupy.

W tym samym Żninie Morawiecki był pochwalić się jeszcze innym klamstwem: „dzięki rządom PiS z podatków spłynęło więcej o 40 mld zł”. Gdzie jest ten szmal, że nie starcza na pomoc dla niepełnosprawnych? Ile zatem zakupiono „Dam z łasiczką”? Wychodzi, że 80.

Pusty śmiech człowieka ogarnia, gdy słyszy stojacą obok swawolnego Morawieckiego swawolnicę rzecznik Joannę Kopcińską, która może ma ambicje pretendowania do ról w Monty Pythonie, bo rzekła: „Rząd i jego szef jest wrażliwy na sprawy społeczne i nie tylko obiecuje, ale realizuje”.

Morawiecki nie potrafi spojrzeć w oczy niepełnosprawnym, co widziała cała Polska, gdy wił się jak piskorz, gdy odwiedził kilka dni temu protestujących w Sejmie. Teraz jeździ po Polsce, bo mu prezes Kaczyński tak nakazał. Premier nie jest od jeżdżenia, ale rządzenia.

Lecz w tej kwestii Morawiecki nic nie ma do powiedzenia, prezes kazał zakłamywać rzeczywistość, Gdyby prezes był matką dla Dyzia Morawieckiego, to rzekłby, jak w „Ludziach bezdomnych”.

– Dyziu, zachowaj się, jak należy… — rzekła matka, — bo pan oficer wyjmie pałasz i utnie ci głowę.

„Utnie ci głowę”, znaczy zdymisjonuje. Pozostaje to nam uczynić przy urnie wyborczej, zdekapitować Dyzia Morawieckiego.

Pisowski slapstick

Zwykły wpis

Moje podniebienie dowcipu ukształtował Mrożek, Woody Allen, Czechow, Brecht, zaś u wczesnego Barei dostrzegałem niedostatki budżetu na film, tak dzisiaj niewystarczajaco śmieszy mnie „Ucho prezesa”, w którym dostrzegam niedostatki narracji. Wolę Roberta Górskiego jako kabareciarza, niż narratora.

Tak jak wolę genialnego Chaplina z „Gorączki złota”, niż z epoki slapstiku, w której latał po ekranie i zasadzał kopy w zadki żandarmom.

Dzisiaj PiS znajduje się w epoce slapsticku, zasadza kopy we wszelkie zadki i otrzymujemy niedoinwestowanego Bareję, jak w obrazku rodzajowym z pierwszego posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa, który na Twitterze opisał dziennikarz RMF FM Tomasz Skory po wybraniu przewodniczącego tego ciała. Podaję w zapisie scenopisarskim.

PRZEWODNICZACY MAZUR: Czy pan sędzia Mitera wyraża zgodę na kandydowanie?

WICEPRZEWODNICZĄCY JOHAN: Chwileczkę. Jeszcze nie zgłosiłem kandydatury…

WICEPRZEWODNICZĄCY JOHANN (po wyborze): Maćku, gabinet jest obszerny, ale przetrzyj ten fotel po Żurku…

SKORY (na stronie): Zaniemówiłem.

Slapstick, a w zasadzie wczesny Bareja. Pocieszające, iż polityka to jednak nie gatunek narracyjny, literacki, nie może ewoluować do epoki udźwiękowionej, panoramicznej. PiS zatrzymał się w slapsticku, w epoce kamienia łupanego i wali nas maczugami.

Czy długo to wytrzymamy, czy żandarm odwróci się i przyłoży pałą kopiacego go w zadek?

Na razie PiS także żandarmów obsadził swoimi. Tyle ich, bo to farbowane lisy, awansowani przez Błaszczaka, bądź Brudzińskiego. Bynajmniej nie fachowcy.

Tak przynajmniej należy ocenić postępowanie policji w Poznaniu wobec Joanny Jaśkowiak i pięciu innych kobiet. Jaśkowiak w ubiegłym roku podczas protestu w Dniu Kobiet powiedziała: „Od czasu „dobrej zmiany” budzą się we mnie różne uczucia. Najpierw było zdziwienie, później zaskoczenie, oburzenie, złość i wściekłość. Teraz tylko jedno słowo przychodzi mi do głowy – jestem wku******”.

9 miesięcy policja czekała na anonim, który wreszcie się urodził i mogła wezwać Jaskowiak na przesłuchanie. Jaśkowiak i wspierające ją kobiety teraz staną przed sądem. Wszczęto bowiem postępowanie z art. 141 kodeksu wykroczeń. Za używanie nieprzyzwoitych słów w miejscu publicznym grozi ograniczenie wolności, grzywna do 1500 złotych bądź nagana.

Ponoć policja ma opinię jakiegoś biegłego językoznawcy, wg którego hasło prezentowane przez Jaśkowiak jest wulgaryzmem. Czysty slapstick, gdyż rzeczywisty filolog wyśmieje policję oraz tego „rzeczoznawcę” i wyśle tych przedstawicieli pałki do nauki.

Napisałem o policji „farbowane lisy”, bo to w istocie wysługująca się PiS-owi milicja, jak w PRL-u. Joanna Jaśkowiak to żona prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, który doznał podobnej „przyjemności” od organów ścigania w dniu, gdy Platforma i Nowoczesna ogłosiły, iż jest ich kandydatem na prezydenta miasta w najbliższych wyborach samorządowych. Do Urzędu Miasta wkroczyła CBA pod jakimś wyssanym z palca podejrzeniem (znowu pewnie jakiś anonim).

PiS posługuje się takimi maczugami, innej polityki nie znają, żyją w epoce kopania po zadkach, choć chcieliby się podszyć pod wyższe cywilizowane formy. Oto Patryk Jaki, kandydat PiS na prezydenta Warszawy, zmienia strategię: podlizywanie się, a nie kopanie w zadek. Chce nabrać warszawiaków, iż jest cacy. Jaki zapowiedział, że jest gotów rozważyć, „żeby wesprzeć taki program in vitro”. Posuwa się jeszcze dalej, stwierdził w Polsacie: „Rozumiem i wspieram protestujących niepełnosprawnych w Sejmie. Uważam, że mają rację.”

Farbowane lisy, milicja, kopanie w zadki – tak wygląda imaginarium pisowskiego slapsticku.

Władza zawarła porozumienie sama ze sobą ws. protestu niepełnosprawnych

Zwykły wpis

Nikt już raczej nie wyraża wątpliwości, że z władzą PiS jest coraz ciekawiej. Politycy partii Kaczyńskiego nadają nowe znaczenia powszechnie znanym słowom, w myśl definicji klasyka: „Nikt nam nie powie, ze białe jest białe…”

Oto słowo kompromis osiągnęło nowe znaczenie przy okazji protestu w Sejmie opiekunów osób niepełnosprawnych. Władza PiS zawarła porozumienie sama ze sobą, a nie z protestującymi. Gdyby komuniści w sierpniu 1980 roku znali pisowskie możliwości kompromisu, to nie podpisywaliby słynnych porozumień sierpniowych z „Solidarnością”, ale z CRZZ.

Minister Elżbieta Rafalska podpisała porozumienie w sprawie pomocy osobom niepełnosprawnych ze swoim zastępcą. Organizacją działającą na rzecz niepełnosprawnych, która podpisała porozumienie z rządem, jest – ni mniej, ni więcej – Krajowa Rada Konsultacyjna działająca przy – ni mniej, ni więcej – Ministerstwie Rodziny, Pracy i Opieki Społecznej. Proste? Rząd porozumiał się z radą, którą sam wybrał w 2017.

I teraz nikt nie powie nam, że białe jest białe. Porozumienie jest podpisane, acz nie z protestujacymi, ale z wyznaczonymi przez rząd do podpisania.

Politycy PiS bali się, aby dostarczyć porozumienie do protestujących, którzy dowiedzieli się, że ktoś inny został wyznaczony przez rzad, aby z nim się porozumieć. Wreszcie poszła rzecznik rządu Joanna Kopcińska i w pisowskim stylu (mordy zdradzieckie, kanalie) nazwała niepełnosprawnych „nieszczęściem”.

To mniej więcej tak, jak mężczyzn o wzroście 160 cm nazywanoby kurduplami, karłami, krasnalami. Więc nie dziwmy się, że protestujące matki odpowiedziały rzeczniczce Kopcińskiej, że „nasze dzieci nie sa nieszczęściem”, bo miłość nie jest nieszczęściem.

Okazuje się, że PiS jest dobry w dialogu samego ze sobą, a w zasadzie w monologu, gdyż co powie prezes, to wszyscy jego akolici powtarzają. Nie łudzę się, że ten kompomis został wykoncypowany w gabinecie w gmachu przy Nowogrodzkiej. Bo mógł go wymyslić ktoś, kto rodaków nazwał kanaliami, gorszym sortem, mordami zdradzieckimi, a wysłana przez ktosia Kopcińska „nieszczęściem”.

Znamienny dzień dla PiS z programem Knot+

Zwykły wpis

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 roku, może uchodzić za dzień znamienny dla władzy PiS. Ekstrakt, esencja kaczyzmu. Mateusz Morawiecki, aby wyprzedzić wypadki, prezentuje napisany na kolanie tzw. projekt ustawy Dostępność+, który miał pierwotnie dotyczyć grupy seniorów, został naprędce poszerzony o niepełnosprawnych. W piątek premier sam się ośmieszył w rozmowach z protestującymi opiekunami niepełnosprawnych i niepełnosprawnymi w Sejmie, a teraz odkuwa się – i jeszcze gorzej ośmiesza.

Morawiecki robi to w swoim niefortunnym stylu – pokraczności. Podczas prezentacji kolejnego Bubla+ jako widzów wziął sobie niepełnosprawnych, ale nie tych protestujących w Sejmie. Podkreślam: tego Bareja i Mrożek by nie wymyślili, a Szekspir w „Komediii omyłek” to cienki Bolek.

PiS niejako powiela PRL, stosuje zasadę zagłaszania. PRL zagłuszał Radio Wolna Europa, PiS zagłusza protesty i nagrody przyznawane sobie niezgodnie z Kodeksem Pracy, a następnie zwracane tam, gdzie nie powinny – Caritasowi. Przecież kiedyś ministrowie PiS będą musieli zwrócić nagrody do budżetu, bo z niego zostały im przelane na konta, a nie z Caritasu.

Jakby tego było mało w kwestii strajku niepełnosprawnych. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński, którego nie wiem jak określać ze względu na jego cechy osobowe – mamrot? niedołęga? – nie wpuszcza do Sejmu fizykoterapeutów i masażystów, którzy nieodpłatnie chcieli pomóc protestujacym niepełnosprawnym.

Kuchciński nie wyraził zgody i to on w istocie uruchomił projekt dla niepełnosprawnych Chamstwo+, Brak Empatii+. A trzymając się mniemanych wyznawanych wartości przez polityków PiS – program Antychrześcijanstwo+.

Przynajmniej w tych dniach Beata Szydło nie robi z siebie głupka. Jako wicepremier ds. społecznych uciekła z Sejmu, gdzie pieprz rośnie i wylądowała wśród flisaków na Dunajcu, bo słońce grzeje, otworzyła tamm sezon tego zapomnianego zawodu. Zdaje się jednak, że jednak przełomu Dunajca nie będzie, bo to wszystko pic na wodę fotomontaż.

Równolegle odbywał się inny spektakl o dalekosiężnym znaczeniu. Mianowicie Donald Tusk zeznawał na procesie Tomasza Arabskiego, oskarżonego o niedopełnienie obowiązków przy organizowaniu lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska.

Tusk ośmieszył sam akt oskarżenia, jak i pełnompocników oskarżycieli kilku rodzin ofiar smoleńskich, które są mściwym narzędziem Jarosława Kaczyńskiego. Tusk ten funeralny absurd wywrócił na nice. Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Mianowicie posłuszni prokuratorzy zechcą na podstawie tego materiału skonstruować akt oskarżycielski, aby Tuska ewentualnie wyeliminować z polskiej polityki, gdy skończy mu się kadencja szefa Rady Europejskiej.

Jeszcze przed nami wiele emocji, wcale nie jest łatwo wygrać z pokraczną władzą, gdy ta ma w posiadaniu wszystkie narzędzia polityczne. Choć ta pokraczna autokracja skazana jest na wywrócenie, na zaliczenie gleby, to jednak rekordowo wiele zepsuła w kraju i na naszym obliczu – nie poddaje się. I dalej knoci, jak dzisiaj Morawiecki i Kuchciński. Dzisiaj można nazwać, iż PiS realizował swój program Knot+.

Beata Szydło wstaje z kolan, bo Morawiecki fajtnął

Zwykły wpis

Po kilkumiesięcznym zamroczeniu Beata Szydło powstaje z kolan, jej następca Mateusz Morawiecki spektakularnie fajtnął w Sejmie w rozmowach z protestującymi rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Morawiecki zaliczył efektownie dechy, mimo że zagalopował się ze zmianą konstytucji i gołoceniem kieszeni bogatszych Polaków, aby omamić niepełnosprawnych w swoim populistycznym stylu.

Szydło wie, iż Jarosław Kaczyński to strachliwy gościu, zacznie PiS-owi obsuwać się w sondażach, więc może chcieć wymienić Morawieckiego. Na kogo? Na sprawdzoną Beatą, co to jej „się należy”.

Szydło sprawę niepełnosprawnych dzieci bierze na swoje piersi. W RM FM była powiedzieć: „W tej chwili trwają prace w ministerstwie rodziny nad ustawą, o której mówił pan premier, która ma pomóc rodzicom i ich dzieciom”.

Wyręcza zatem Morawieckiego, który przegrał w rozmowach z potrzebującymi rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Szydło nawet poleciala ulubionym językiem prezesa, ktory lubi używać fraz „patrioty” Edwarda Gierka: „ufajcie, uwierzcie”. Szydło: „Jeżeli mogłabym poprosić rodziców, którzy są w tej chwili w Sejmie, żeby jednak uwierzyli panu premierowi, pani minister Rafalskiej”.

Szkoda, że Szydło nie zadała Morawieckiemu pytanie, gdzie podziało się 600 mln zł, które Platforma Obywatelska zabezpieczyła dla opiekunów dzieci niepełnosprawnych. Takie kwoty winny być wpisane do wydatków sztywnych, których są nie do ruszenia przez żaden rząd.

Widać, iż w PiS trwa wojna podjazdowa, jest szansą dla Szydło, aby powróciła do łask Kaczyńskiego. Jeden, dwa sondażyki z obsuwą i była premier może powrócić na tapetę w gmachu przy Nowogrodzkiej. Szydło nawet przypomniała prezesowi swoj sukces z Brukseli 1:27, o Donaldzie Tuska powiedziała: „Słyszałam, że podobno sam rozpowiada różne rzeczy w Brukseli”.

Nie jest to logiczny jezyk polski, ale Szydło nigdy nie była orlicą retoryki. To iście sowieckie przypuszczenie: „wicie, rozumicie”. Ale wstajaca z kolan Szydło nie dba o takie szczegóły. Wszak to nie Wersal, jest szansa, że dowali nowemu faworytowi prezesa, a ten przypomni sobie o niej.

Chciałoby się zakrzyczeć tej walce buldogów pod dywanem: „Beata, wal Mateusza wałkiem, temu populiście się należy”.

Polactwo antysemickie w wydaniu Ziemkiewiczów i Kurków

Zwykły wpis

Antysemityzm w czasie rządów PiS „musiał” odżyć. Kiedyś antysemityzm był wdrukowany w polski prawicowy genom polityczny, wydawało się, że osiągnął agonię w marcu 1968 roku, bo praktycznie Polska pozostała krajem bez Żydów, niemal homogeniczna rasowo i wyznaniowo.

Niestety, PiS odgrzał politykę historyczną, która w wydaniu tej partii jest zakłamana, jak jej prezes. Nikt nie powie Polakom, że białe jest białe, bo ten naród jest cacy.

Kaczyński i PiS kultywuja naszą podrzędność, nie stać ich, aby stanąć w prawdzie, iż Polacy dopuszczali się zbrodni wobec swoich sasiadów. Antysemityzm dzisiejszy jest pochodną ogólnej sytuacji kraju. Wszystko się sypie, nasza reputacja, demokracja, instytucje państwa. Ciężko to odchorujemy, acz z tego wyjdziemy. Z jakimi stratami? Będą mniejsze, im szybciej PiS oderwiemy od koryta plus.

Centrum Kantora przy Uniwersytecie w Tel Awiwie opublikowało doroczny raport o antysemityzmie, w którym wymieniane są wypowiedzi dziennikarzy i celebrytów politycznych, acz w wydaniu prawicy nie wiadomo, kto jest dziennikarzem, a kto celebrytą.

Jako antysemita jest wymieniony Rafał Ziemkiewicz. Kto to zacz? – przecież nie dziennikarz, wszak ten zawód nie polega na pluciu słowem jak jadem. Ziemkiewicz zresztą cieszy się z tego, obecność „na liście antysemitów uważam za zawodowy sukces”.

Tenże sam Ziemkiewicz jednego z autorów z polskiej strony, sporządzających raport prof. Rafała Pankowskiego nazywa kapusiem. Przypomnijmy, iż kilka dni temu Stanisław Skarżyński nie zgodził się zasiadać w studiu RDC wspólnie z Ziemkiewiczem z powodu jego wypowiedzi a o Żydach jako „parchach”.

Obok Ziemkiewicz w raporcie wymieniony jest jego kolega z anteny TVP, z programu „W tyle wizji” Marcin Wolski. Jest także stały bywalec wszlkich raportów o antysemitach w Polsce Stanisław Michalkiewicz, ponadto są prof. Jerzy Nowak i były ksiądz Jacek Międlar. Jest debiutantka Magdalena Ogórek oraz dr Ewa Kurek. Ta ostatnia postać pozostaje symptomatyczna dla PiS, jest niejako wzorcem zakłamania obecnej władzy. Mianowicie dr Kurek miała kilka dni temu w Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku odebrać Nagrodę im. Jana Karskiego (wielkiego Polaka, który zawiadomił aliantów o obozach koncentracyjnych na terenie Polski w czasie II wojny). „Uczona” Kurek twierdzi, że Żydzi sami tworzyli getta i się w nich bawili.

Takie rozpełzło nam sie polactwo antysemickie po kraju w wydaniu Ziemkiewiczów i Kurków, przynosi nam wstyd, hańbi imię Polaka. Za sprawą podobnych ludzi i polityków PiS reaktywowane jest na świecie nazywanie Polaków – Polaczkami. Tak bezczeszczona jest praca na imieni9em Polaków, praca po 1989 roku, spychają nas w podrzędność, w bylejakość, w kołtuństwo.

Morawiecki zmiażdżony przez Rafalską

Zwykły wpis

W rządzie tli się konflikt o system dodatkowego oszczędzania na emeryturę? Na to wygląda! Forsowaną przez premiera Mateusza Morawieckiego reformę mocno krytykuje resort rodziny i pracy Elżbiety Rafalskiej.

Projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych, czyli dodatkowych emeryturach, to oczko w głowie Morawieckiego. Przez półtora roku szlifowano nowe przepisy. Kiedy w połowie lutego wreszcie przedstawiono projekt, firmowały go wspólnie minister finansów Teresa Czerwińska i właśnie Elżbieta Rafalska.

Teraz, kiedy urzędnicy resortu rodziny i pracy wgryźli się w projekt ustawy, wytykają w nim poważne luki. Według nich nowe przepisy nie gwarantują, że dodatkowe oszczędzanie na emeryturę będzie dobrowolne, a nawet że przyszłe świadczenia będą wypłacone! To kolejne ministerstwo, które krytykuje projekt Morawieckiego.

Pierwszy był minister energii Krzysztof Tchórzewski, który ostrzegał, że przez ten projekt PiS może przegrać wybory! Dlaczego? Bo składki mogą okazać się zbyt wysokie dla osób z niskimi pensjami. Ale po kilku dniach pan minister zmienił zdanie. – Po uzyskaniu wyjaśnień jestem przekonany, że ustawa o PPK spotka się z szerokim poparciem społecznym – stwierdził Tchórzewski. Podobnie było z resortem infrastruktury, który także wycofał się z części krytycznych uwag. Ale Rafalskiej premier Morawiecki tak łatwo nie spacyfikuje. Zwłaszcza że już na etapie pierwszych prac jej resort miał dużo zarzutów do projektu dodatkowych emerytur.

Do tego resort rodziny ma wątpliwości:

• Czy program będzie dobrowolny – wszyscy pracownicy obowiązkowo zostaną do takiego planu zapisani. kto nie będzie chciał oszczędzać na dodatkową emeryturę, będzie musiał złożyć rezygnację.

• Nie ma gwarancji wypłaty pieniędzy – resort zwraca uwagę, że wypłata środków będzie możliwa dopiero, kiedy ukończymy 60 lat i trwać będzie 10 lat „zmuszając uczestników do utrzymywania należnych środków na rynku finansowym bez jakichkolwiek gwarancji ich wypłaty w przyszłości”.

• Podział oszczędności w razie rozwodu – projekt zakłada, że państwo będzie mogło przejąć część pieniędzy. Dojdzie do tego wtedy, kiedy małżonkowie rozwiodą się i jeśli jedno z nich nie odkładało pieniędzy w PPK. Kiedy sąd dokona podziału majątku, małżonek, który nie oszczędzał w PPK, nie dostanie np. 50 proc. zasądzonych składek, a tylko 30 proc. Pozostałe 20 proc. przejmie państwo.