Nowoczesna chce ukarania Szydło za dzisiejsze wystąpienie. „Polska Marine Le Pen”

24.05.2017

Joanna Scheuring-Wielgus, Nowoczesna© Leszek Szymański Joanna Scheuring-Wielgus, Nowoczesna

 

W końcu wiemy, co premier Beata Szydło naprawdę myśli. Skandaliczne przemówienie. Polska Marine Le Pen – tymi słowy posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus‏ skomentowała dzisiejsze wystąpienie szefowej rządu. Politycy tej partii chcą ukarania szefowej rządu przez sejmową komisję etyki.

Premier Beata Szydło zabrała dziś głos podczas dyskusji dotyczącej wniosku o odwołanie ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Szydło zarzuciła politykom opozycji, że chcąc odwołać szefa MON w przeddzień szczytu NATO działają nieodpowiedzialnie. Przy okazji tematu bezpieczeństwa odniosła się do kryzysu migracyjnego, który – jak podkreśliła – jest w tym kontekście kwestią zasadniczą i nawiązywała do zamachów terrorystycznych. – Mam odwagę zadać elitom politycznym w Europie pytanie: dokąd zmierzacie, dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci – apelowała Szydło.

Wystąpienie szefowej rządu skrytykowali posłowie Nowoczesnej, w których ocenie połączenie spraw odwołania Antoniego Macierewicza z ostatnim zamachem w Manchesterze jest rzeczą skandaliczną.

„Premier Beata Szydło przeciwko Europie, przeciwko polskiej racji stanu. Katolicy z PiSu przeciwko uchodźcom, ofiarom strasznej wojny w Syrii. Wstyd i hańba” – ocenił poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski. „Haniebne słowa premier Beaty Szydło o uchodźcach jako zamachu na Europę, naszą kulturę i bezpieczeństwo. Moralność i solidarność to nie poprawność polityczna!” – podkreśliła z kolei Monika Rosa, również z Nowoczesnej.

Jak poinformowała Joanna Scheuring-Wielgus‏, posłowie jej partii złożą wniosek do sejmowej komisji etyki o ukaranie szefowej rządu za dzisiejsze wystąpienie. „Premier Beata Szydło broniąc Antoniego Macierewicza wykorzystuje tragedię w Manchesterze i straszy uchodźcami. Domagamy się nagany za ten język. Zgłaszamy premier Szydło do komisji etyki” – napisała na Twitterze posłanka.

msn.pl

Premier Szydło oskarża Europę. Takiego przemówienia szefa polskiego rządu jeszcze nie było

Paweł Wroński, 24 maja 2017

Premier Beata Szydło nazwała propozycję referendum ws. reformy edukacji 'działaniem politycznym'

Premier Beata Szydło nazwała propozycję referendum ws. reformy edukacji ‚działaniem politycznym’ (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Sejmowe wystąpienie Beaty Szydło w obronie Antoniego Macierewicza stało się okazją do wygłoszenia najbardziej antyeuropejskiego i antyimigracyjnego przemówienia szefa polskiego rządu w historii.

– Mam odwagę zadać elitom politycznym pytanie: Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan, w przeciwnym razie będziesz codziennie opłakiwać swoje dzieci – mówiła w Sejmie premier Beata Szydło. Podniesionym głosem oświadczyła: – Nie będziemy uczestniczyli w szaleństwie brukselskich elit.

Premier wystąpiła w debacie na temat wotum nieufności wobec ministra obrony Antoniego Macierewicza, ale tylko część przemówienia poświęciła sytuacji w polskiej armii. Głównie odniosła się do poniedziałkowego zamachu w Manchesterze, w którym zginęły 22 osoby (w tym dwoje Polaków). To nie była jej pierwsza próba wykorzystania zamachu do antyimigranckich wystąpień. W marcu po ataku w Londynie Szydło tłumaczyła, że nie da się oddzielić sprawy imigracji od terrorystów, i uzasadniała tym sprzeciw Polski wobec przyjmowania uchodźców. Sugerowała, że Europa jest sama sobie winna przez „politykę multikulturalizmu”. Jej słowa wówczas ostro skrytykowano. „Uwagi pani Szydło próbujące łączyć zbrodnię terrorysty w Westminsterze z polityką imigracyjną UE były skrajne, niewłaściwe i przypuszczalnie miały na celu zaspokojenie wewnętrznego apetytu politycznego” – pisał w „Rzeczpospolitej” Denis MacShane, były brytyjski minister ds. europejskich.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zapamiętajmy tę datę: 24 maja 2017 r. Beata Szydło wyprowadziła Polskę z Unii Europejskiej

Polska premier postanowiła powiedzieć o „rzeczach fundamentalnych”.

– Jeżeli nie dostrzegacie tego, że zagrożenie terrorystyczne jest faktem, który każdego dnia może dotknąć każde państwo w Europie, i uważacie, że Polska nie powinna się bronić, to idziecie ręka w rękę z tymi, którzy wymierzają tę broń przeciwko Europie, przeciwko nam wszystkim – zwracała się ku opozycji. Stwierdziła, że ten rząd „nie dopuści do tego, by polskie dzieci nie mogły pójść bezpiecznie do klubu, na plac zabaw i do szkoły”.

Zobacz: Manchester po zamachu. Relacja Macieja Czarneckiego

Manchester po zamachu. Relacja Macieja Czarneckiego

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21858549,video.html

Premier starała się wykazać, że to opozycja zagraża Polsce poprzez gotowość przyjęcia uchodźców wojennych w ramach kwot relokacji. Groziła, że jej „gierki i igraszki z bezpieczeństwa” zostaną zapamiętane przez wyborców.

– Polska nie zgodzi się na żaden szantaż Unii Europejskiej – zapowiedziała, nawiązując do stanowiska Komisji Europejskiej grożącej sankcjami trzem państwom, które mimo powziętych zobowiązań nie przyjęły uchodźców. Zaznaczyła, że jej rząd chce pomagać ludziom, „a nie elitom politycznym”. Dowodziła, że elity europejskie są sparaliżowane poprawnością polityczną.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nie zamknęli dżinna w butelce: Macierewicz zostaje

Jej występ przerywały okrzyki posłów opozycji oburzonych wykorzystywaniem tragedii w Manchesterze: „Hańba!”, „Co to ma wspólnego z Macierewiczem?!”, „Wstyd!”. Jednocześnie posłowie PiS nagradzali słowa premier rzęsistymi oklaskami.

– Szydło dziś w Sejmie to polska Marine Le Pen – skomentował poseł Robert Tyszkiewicz z PO, odnosząc się do liderki skrajnie prawicowego Frontu Narodowego i byłej kandydatki na prezydenta Francji. – Idą trudne czasy dla Polski w Unii Europejskiej – dodał.

Według wiceszefa PO Tomasza Siemoniaka antyeuropejska szarża premier wynikała po prostu z braku argumentów w debacie na temat obronności. Inni posłowie zwracają jednak uwagę, że był to element większego politycznego planu. Posłowie Nowoczesnej zapowiedzieli zgłoszenie premier Szydło do komisji etyki poselskiej. Zdaniem posłanki Marii Rosy haniebne są obrażanie polskich posłów i uznawanie „solidarności europejskiej” za szaleństwo.

wyborcza.pl

ŚRODA, 24 MAJA 2017

Magierowski zostanie wiceszefem MSZ

16:59

Magierowski zostanie wiceszefem MSZ

Były rzecznik prezydenta Marek Magierowski zostanie powołany na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych – podaje portal wPolityce.pl. Ma otrzymać nominację jeszcze dziś. W ministerstwie będzie odpowiadał za dyplomację ekonomiczną w relacjach z krajami Azji.

15:14

Sejm odrzucił wniosek o odwołanie Macierewicza

Sejm odrzucił wniosek PO o wyrażenie wotum nieufności wobec szefa MON Antoniego Macierewicza, a we wcześniejszym głosowaniu przyjął dzisiejszą informację rządu w sprawie Igora Stachowiaka. Wiosek Platformy poparło 190 posłów, przeciw było 238 posłów, a 14 wstrzymało się od głosu.

15:10

Macierewicz do opozycji: Kłamiecie, nie potrafiliście wydawać pieniędzy na uzbrojenia dla polskiej armii

Kłamiecie, nie potrafiliście wydawać pieniędzy na uzbrojenia dla polskiej armii – mówił Antoni Macierewicz w Sejmie, zwracając się do opozycji. Szef MON podkreślał, że w polskiej armii były wielkie braki i korupcja, a WOT są efektem poruszenia patriotycznego, ale także odpowiedzią na realne zagrożenia, które nazywamy zagrożeniami hybrydowymi. – Zobowiązuję się do służby Polsce i polskiej armii – dodał.

14:55

Szydło: Mam odwagę zadać elitom politycznym w Europie pytanie: dokąd zmierzacie?

– Mam odwagę zadać elitom politycznym w Europie pytanie: dokąd zmierzacie? Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci – pytała premier Beata Szydło w trakcie sejmowej debaty nad wnioskiem o odwołanie Antoniego Macierewicza. Jak podkreślała: – Polska będzie bezpieczna wtedy, kiedy będzie miała silną armię i wszystkie służby będą odpowiednio przygotowane.

14:53

Szydło: Debata nad wotum wobec ministra obrony to przede wszystkim debata nad stanem bezpieczeństwa Polski

– Chcecie doprowadzić do tego, żeby Polska była bezbronna? Ta debata nad wotum wobec ministra obrony to przede wszystkim debata nad stanem bezpieczeństwa Polski. Tak, my to bezpieczeństwo z dnia na dzień odbudowujemy i nie dopuścimy do tego, żeby polskie dzieci nie mogły bezpiecznie pójść do klubu czy na plac zabaw – mówiła premier Beata Szydło w trakcie sejmowej debaty nad wnioskiem o odwołanie Antoniego Macierewicza.

14:49

Szydło: Nie będziemy uczestniczyć w szaleństwie brukselskich elit

Polska nie zgodzi się na żadne szantaże ze strony UE. Nie będziemy uczestniczyć w szaleństwie brukselskich elit. Chcemy pomagać ludziom, a nie elitom politycznym. Powtarzam: pomagamy i będziemy pomagać, ale tym, którzy pomocy potrzebują i oczekują tam, na miejscu – mówiła premier Beata Szydło w trakcie sejmowej debaty nad wnioskiem o odwołanie Antoniego Macierewicza.

14:41

Szydło do opozycji: Macierewicz odbudowuje to, co wy zrujnowaliście

Dzisiejsza debata jest dobrą okazją do dyskusji o bezpieczeństwu Polski. Odnosząc się do zarzutów stawianych przez wnioskodawców, odpowiem krótko: Antoni Macierewicz odbudowuje to, co wy zrujnowaliście. Dokonuje zmian, które przywracają armii siłę, a Polsce bezpieczeństwo. Oczekuje, żę doprowadzi co końca te zmiany, bo tego potrzebują Polacy i Polska – mówiła premier Beata Szydło w trakcie sejmowej debaty nad wnioskiem o odwołanie Antoniego Macierewicza.

Podważanie pozycji ministra obrony w przededniu ważnego szczytu nie jest mądre i odpowiedzialne. Jest szkodliwe. Jest nie tylko nieroztropnością, jest kardynalnym błędem – dodała szefowa rządu.

13:27

Siemoniak: Macierewicz pierwszym polskim ministrem obrony, który do tej pory nie został zaproszony do Pentagonu

Antoni Macierewicz jest pierwszym polskim ministrem obrony, który do tej pory nie został zaproszony do Pentagonu. Dwa razy był w Waszyngtonie, nie spotkał się z nim żaden sekretarz obrony. Trudno to uznać za przypadek – mówił Tomasz Siemoniak w trakcie sejmowej debaty nad odwołaniem Antoniego Macierewicza.

13:21

Siemoniak: Postawienie Macierewicza na stanowisku szkodzi bezpieczeństwu Polski

Mamy do czynienia z najgorszych ministrem obrony po 1989 roku, stałym liderem rankingów nieufności – mówił Tomasz Siemoniak w trakcie sejmowej debaty nad odwołaniem Antoniego Macierewicza. Jak podkreślał były wiceminister obrony, postawienie Macierewicza na tym stanowisku szkodzi bezpieczeństwu Polski.

300polityka.pl

Awantura w Sejmie i… rozbawieni politycy PiS. Co jeszcze wychwycił nasz operator?

Justyna Dobrosz-Oracz; Zdjęcia i montaż: Anu Czerwiński, 24.05.2017

‚Wstyd’, ‚hańba’, ‚mają krew na rękach’ – tak ostrej debaty dawno w Sejmie nie było. Szef MSWiA nie posypywał głowy popiołem w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka we wrocławskim komisariacie. Wyraził ubolewanie. W swoim wystąpieniu Mariusz Błaszczak zastosował strategię najlepszą obroną jest atak… na PO. Co powiedzieli ministrowie, a co przemilczeli?

wyborcza.pl

Michał Danielewski

Zapamiętajmy tę datę: 24 maja 2017 r. Beata Szydło wyprowadziła Polskę z Unii Europejskiej

24 maja 2017

Premier rządu PiS Beata Szydło. Sejm odrzucił wotum nieufności wobec ministra obrony Antoniego Macierewicza

Premier rządu PiS Beata Szydło. Sejm odrzucił wotum nieufności wobec ministra obrony Antoniego Macierewicza (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jeszcze nie oficjalnie, jeszcze odpowiednie papiery nie zostały przesłane do Brukseli, ale sejmowe przemówienie pani premier nie zostawia wątpliwości: rząd PiS brzydzi się europejskimi wartościami, a każdy dzień uczestnictwa Polski w strukturach UE traktuje jako zagrożenie dla kraju.

Słowa wypowiedziane przez Szydło w debacie nad odwołaniem ministra obrony Antoniego Macierewicza były – i miały być – przerażające. Pełne patosu przemówienie brzmiało niczym upiorna karykatura innego majowego wystąpienia – Józefa Becka z 1939 r.: oto śmiertelny wróg stoi u bram, ale Polska niezłomnie i za wszelką cenę stawi mu czoło. Rolę hitlerowskich Niemiec przejęły „oszalałe europejskie elity” nasyłające na naszą ojczyznę armię uchodźców. Ta – jak można było wywnioskować – ma jeden cel: mordować Polaków. – Nie zgodzimy się na żadne szantaże ze strony UE – krzyczała Szydło. – Nie dopuścimy do tego, żeby polskie dzieci nie mogły bezpiecznie pójść do klubu czy na plac zabaw.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Premier Szydło oskarża Europę. Takiego przemówienia szefa polskiego rządu jeszcze nie było

Taki poziom populizmu i agresji zawstydziłby nawet Marine Le Pen, głównego wodza w wojnie skrajnej prawicy z europejską wspólnotą. Dzięki temu wiemy już, że PiS nie będzie chciał merytorycznie dyskutować na żaden sporny temat: ani w kraju, ani na arenie międzynarodowej. Każdy będzie można zwekslować szczuciem na Syryjczyków uciekających przed bombami.

Można mieć wątpliwości, czy Unia ma receptę na kryzys uchodźczy i terror islamskich fanatyków. Strach przed zamachami też jest naturalny. Ale jedno jest pewne: rozwiązanie można znaleźć tylko przez solidarne współdziałanie w ramach UE. Największymi zaś sojusznikami terrorystów są ci, którzy wraz z nimi dążą do zniszczenia europejskiej wspólnoty poprzez sianie strachu, paniki i atmosfery wojny.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nie zamknęli dżina w butelce: Macierewicz zostaje

Kiedy już zostaniemy sami w niespokojnym i ciągle zmieniającym się świecie, zrozumiemy, że histeryczne okrzyki z trybuny sejmowej nie rozwiązują problemów, tylko je pogłębiają. Tylko że wtedy będzie za późno.

Niewykluczone, że już jest. Jeśli Szydło nie miała oporów przed wykorzystaniem śmierci dziesiątek ludzi w zamachu w Manchesterze (którego zresztą nie dokonał uchodźca) w wewnętrznej i doraźnej akcji politycznej, będzie brnąć dalej. Aż do Polexitu.

Zobacz: Jarosław Kaczyński dąży do tego, by to Unia Europejska była przeciwko Polsce i Polakom – prof. Markowski w „Temacie dnia”

Jarosław Kaczyński dąży do tego, by to Unia Europejska była przeciwko Polsce i Polakom – prof. Markowski w „Temacie dnia”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21853497,video.html

 

wyborcza.pl

Młoda prawniczka obnaża cała prawdę o polskim wymiarze sprawiedliwości

24.05.2017

© source: Materiał prasowy

 

To będzie brawurowy debiut. Ceniona prawniczka napisała mocny kryminał z solidną dawką erotyki, którego akcja dzieje się w prawniczym środowisku. Jej prawdziwego nazwiska prawdopodobnie nigdy nie poznamy. Zbyt wiele w jej książce bulwersującej prawdy o funkcjonowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zbyt wiele autentyzmu, który nie wszystkim zainteresowanym może być w smak. „Prokurator” już w księgarniach.

„Prokurator” to debiutancka powieść młodej, ale już doświadczonej i cenionej adwokat. Paulina Świst, bo tak każe na siebie mówić, na co dzień zajmuje się prawem karnym. Starsi koledzy po fachu sugerowali jej: „Dziecko, może byś się zajęła przyjemniejszymi sprawami – prawo rodzinne lub administracyjne”. Miała to gdzieś. Nie uważa, że prawo karne to zabawa tylko dla mężczyzn, chociaż jej koleżanki raczej nie biorą tego typu spraw. Nie chcą patrzeć na przemoc.

Świst nigdy nie przegrała jeszcze sprawy, której sama się podjęła. Za najtrudniejsze uważa te, w których wie, że klient jest niewinny. „Nie dlatego, że tak mówi” – komentuje – „tylko dlatego, że tak czujesz. To stwarza niesamowitą presję”. Kocha swoją pracę, chociaż przyznaje, że czasem ma ochotę pier*** to wszystko i wyjechać w Bieszczady. Sporo przeklina. Podobno w książce się hamuje, ciężko to jednak zauważyć. W swojej powieści nie stroni od odważnych opisów scen erotycznych. To jeden z powodów, dla których nie zamierza zdradzić swojej tożsamości.

Mówi się, że nie da się zostać prawnikiem w Polsce, nie mając za sobą prawniczej rodziny. Świst się to udało. Uważa jednak, że sytuacja prawników w Polsce zmierza w złym kierunku. Nie mając dużego kredytu albo wsparcia ze strony rodziny nie przeżyje się aplikacji. Stawki, które płaci się aplikantom wołają o pomstę do nieba. Ostatnio znów obniżono wynagrodzenia za sprawy z urzędu. „Dla przykładu – dostajesz do poprowadzenia sprawę o umieszczenie na oddziale zamkniętym osoby chorej psychicznie – musisz stawić się w sądzie na kilka terminów, do tego dochodzą spotkania w kancelarii i czytanie w sądzie akt. I dostajesz za to 120 zł”.

Poza wciągającym wątkiem kryminalnym i doskonale prowadzoną akcją siłą jej książki jest niezwykły autentyzm i doskonała znajomość realiów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pierwowzorami książkowych postaci i sytuacji są autentyczni ludzie i wydarzenia. Przez książkę przelewa się też sporo alkoholu. Zapytana o picie w środowisku Świst cytuje Grishama – „Alkohol i prawnicy są ze sobą związani tak, jak krew i wampiry. Większość prawników pije jak smoki. Cała profesja jest dotknięta plagą alkoholizmu. Przypuszczam, że zaczynają już na uczelni”. Przyznaje, że to fakt – „Pije się czasem na znieczulenie, czasem na zdystansowanie, a czasem dlatego, że to po prostu weszło już w krew”.

Skąd się wziął pomysł, żeby zacząć pisać? „Cały czas mam w głowie mnóstwo historii. Chciałam je z niej wyrzucić. Odciąć się od pracy zawodowej. Wiesz, po zostaniu adwokatem myślałam, że już po imprezie i dopiero za 40 lat będę mogła się tym zająć. A potem zobaczyłam, że Piotr C. („Pokolenie Ikea”) pisze pod pseudonimem, ma się świetnie i dalej wykonuje swoją pracę. Więc stwierdziłam, że będę sobie pluła w brodę jak się za to nie zabiorę teraz”.

„Prokurator” to wybuchowa mieszanka ostrego współczesnego kryminału ze śmiałą erotyką, obficie doprawiona poczuciem humoru. Trzydziestoletnia, niezwykle atrakcyjna Kinga Błońska była szczęśliwą kobietą. Od wielu lat dzieliła życie z tym samym mężczyzną, a zawodowo, jako błyskotliwa adwokat, odnosiła sukcesy na sali sądowej. Z dnia na dzień fortuna odwróciła się od niej: przyłapała męża na zdradzie i została zmuszona do poprowadzenia sprawy groźnego bandyty „Szarego”. Jak się okazuje, „Szary” to jej przyrodni brat, z którym od dawna nie miała, i nie chciała mieć, kontaktu. Wydarzenia ostatnich tygodni postanowiła odreagować w klubie. Pijana wylądowała w mieszaniu Łukasza – poznanego tej nocy mężczyzny. Takiego seksu nie miała nigdy w życiu. W najczarniejszych scenariuszach nie zakładała jednak, że Łukasza będzie widywała, i to regularne. Okazało się, że „facet na jedną noc” jest tytułowym prokuratorem… oskarżającym jej przyrodniego brata. Książka w księgarniach od 24 maja.

msn.pl

Młynarscy wyłączają telewizor

WYWIAD
rozmawia Emilia Dłużewska, 23 maja 2017

Wojciech Młynarski. Festiwal piosenki - Opole 1975

Wojciech Młynarski. Festiwal piosenki – Opole 1975 (Pempel/REPORTER / REPORTER)

Mimo niezgody Agaty, Pauliny i mojej TVP nadal starała się zorganizować koncert. Wycofał się reżyser, więc wzięli innego, wycofał się artysta – zadzwonili po innego. Polityka to jedno, drugie – nie wierzymy, że w ciągu dwóch tygodni da się zorganizować koncert, który byłby na miarę opolskiej legendy oraz dorobku ojca

Z Janem Młynarskim rozmawia Emilia Dłużewska

Emilia Dłużewska: W sobotę Fundacja im. Wojciecha Młynarskiego – czyli pan i pańskie siostry Agata i Paulina – wydała oświadczenie, w którym sprzeciwia się włączeniu do programu Opola koncertu pamięci Wojciecha Młynarskiego. Dlaczego?

Jan Młynarski: Chcieliśmy rozwiać wszelkie wątpliwości w tej sprawie. Nie tylko ze względu na sytuację wokół festiwalu opolskiego czy na to, co myślimy my, spadkobiercy. Przede wszystkim ze względu na wolę ojca, który jasno powiedział, że nie życzy sobie w tym roku żadnego koncertu wspominkowego w Opolu.

Władze TVP twierdzą, że tę wolę szanują. Według nich władze Opola zostały o tym poinformowane już 27 kwietnia.

– Jestem muzykiem. Mam szczęście znać większość ludzi z tzw. branży osobiście. Niemal codziennie odbieram telefony i maile od różnych artystów, którym telewizja zaproponowała udział w tym koncercie. Wiem, że po 27 kwietnia TVP nadal na różne sposoby starała się go zorganizować. Propozycje występów składane były ad hoc, a koncepcja zmieniała się z dnia na dzień. W międzyczasie wycofał się reżyser, więc wzięli innego, wycofał się artysta – zadzwonili po innego.

Telewizja publiczna nigdy nie była wolna od polityki, ale obecna sytuacja jest bez precedensu w historii III RP. Takie było również odczucie ojca. Ale przede wszystkim – po prostu nie wierzymy w to, że w ciągu dwóch tygodni da się zorganizować koncert, który byłby na miarę opolskiej legendy oraz dorobku Wojciecha Młynarskiego.

Piosenki ojca wygrywały Opole niemal co roku przez kilka dekad. Przyjeżdżał jako pierwszy dwa tygodnie przed festiwalem, wyjeżdżał jako ostatni. Jest jednym z kilkorga twórców, którzy mieli w tę imprezę tak wielki wkład. Jeśli poświęcony mu koncert ma mieć formę siedmiu piosenek wciśniętych między Debiuty a Kabareton – a padały takie pomysły – to nie jest to uhonorowanie, ale deprecjonowanie jego twórczości. Zwłaszcza gdyby wykonywać te piosenki mieli artyści z łapanki.

Były problemy ze znalezieniem wykonawców?

– Wszyscy artyści starszego pokolenia, ci bezpośrednio zawodowo związani z ojcem, odmówili udziału w Opolu. Telewizja zaczęła szukać młodszych, z których część pewnie nawet nie słyszała o Wojciechu Młynarskim. Zaczęło się desperackie wydzwanianie po agencjach i menedżerach. Jako spadkobiercy i twórcy fundacji imienia naszego ojca uważamy, że Młynarski musi być obecny przede wszystkim za sprawą młodych artystów rzucających świeże spojrzenie na jego dorobek. Ale nie pozyskanych z braku laku, na szybko, aby zapełnić antenowy czas. Nie tak wspomina się największych.

Obecna władza nie przepadała za pana ojcem. Dlaczego tak zabiegają o koncert?

– Z powodów politycznych ojciec miał problemy tylko podczas komuny, kiedy piosenki zatwierdzała lub nie cenzura, i za rządów PiS, kiedy ze względu na swoje felietony został uznany za artystę wrogiego. Prawicowi publicyści nazywali go staruszkiem, który przez lata brania leków traci rachubę i wypisuje androny. Gdy zmarł, w głównym wydaniu „Wiadomości” nie padło ani słowo na ten temat.

Zdaję sobie sprawę, że w telewizji pracują różni ludzie, również tacy, którzy niekoniecznie zgadzają się z nową władzą. Jest jeszcze sporo tych, którzy pracowali z ojcem. Zakładam, że w chęci zorganizowania czegoś związanego z Wojciechem Młynarskim w Opolu jest też dobra wola.

Muszę dodać, że jestem pod wrażeniem tego, jak zachowują się wykonawcy. Nie chcę podawać nazwisk, ale bardzo wielu zadzwoniło do mnie po otrzymaniu propozycji z TVP. Moja kariera muzyczna trwa 20 lat i pierwszy raz doświadczam takiego rodzaju wspólnoty. W ostatnich latach w tej branży często czuło się brak solidarności, każdy dbał o własny interes. Prawie nikt nie interesował się symbolami, bardziej oglądalnością. Ta fala artystów odmawiających udziału w Opolu daje do myślenia, pokazuje, że potrafimy być razem w ważnych momentach.

Czy gdyby telewizja zdecydowała się zorganizować koncert za rok, by mieć czas na przygotowania, zgodziliby się państwo?

– Taki koncert byłby możliwy tylko w warunkach pełnej wolności wypowiedzi, repertuaru i obsady. A tego, jak wiadomo, obecna władza boi się jak ognia. Każdy, kto przeczytał choć pięć tekstów ojca, z pewnością to zrozumie.

Jako jego dzieci ubolewamy nad tym, że w tym roku Polacy nie będą mogli posłuchać piosenek Wojciecha Młynarskiego – zwłaszcza w Opolu, z którym był tak mocno związany. Ale nie można myśleć tylko o tym, by niezależnie od czasów ludzie mieli rozrywkę z telewizora. Są rzeczy ważniejsze od igrzysk.

Jan Młynarski – muzyk, kompozytor, multiinstrumentalista. Współtworzy m.in. zespoły Warszawskie Combo Taneczne, Baaba i Młynarski Plays Młynarski

Kup prenumeratę Wyborczej i czytaj b

wyborcza.pl

Trwa łapanka artystów na festiwal piosenki w… Kielcach. W terminie Opola

24.05.2017

Amfiteatr w Kielcach gotowy jest na organizację dużych imprez© AKPA Amfiteatr w Kielcach gotowy jest na organizację dużych imprez

 

TVP poszukuje wykonawców, którzy zgodziliby się wystąpić na organizowanej przez nią imprezie muzycznej w Kielcach. Ta ma się odbyć w dniach 9-10 czerwca, czyli w terminie, w jakim miało się odbyć KFPP w Opolu.

Informacja o planowanej przez TVP imprezie w Kielcach jest od kilku dni powtarzana jako nieoficjalna, choć to, że festiwal polskiej piosenki ma się odbyć w innym niż Opole miejscu, zapowiedział prezes TVP, Jacek Kurski. – Mam nadzieję, że na festiwalu w nowej lokalizacji wszyscy będziemy razem – zapowiedział.

Festiwal w Opolu nie odbędzie się, bo miasto zerwało umowę z TVP po tym, jak coraz to liczniejsi artyści rezygnowali z występu na 54. Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki. Duża część zrobiła to w proteście przeciwko istnieniu tzw. „czarnej listy”, na której miała znaleźć się Kayah m.in. za udział w „czarnym proteście”. O istnieniu takiej listy poinformowała 13 maja Gazeta Wyborcza.

Według naszych informacji planowana jest impreza w Kielcach, w tamtejszym amfiteatrze „Kadzielnia”, który jest przygotowany do organizacji dużych, transmitowanych przez telewizję imprez. Potwierdzają to artyści, do których TVP dzwoni. – Nie chce uczestniczyć w politycznym sporze, ale powiem, że odmówiłem. Tylko dlatego, że nie chcę być kojarzony z którąkolwiek stroną sporu – powiedział nam pragnący zachować anonimowość przedstawiciel znanego polskiego artysty hip-hopowego.

Informacje o poszukiwaniu chętnych potwierdza nam też Paweł Hordejuk, menadżer zespołu Happysad. –  Wczoraj (wtorek, 23 maja) przed 22:00 odebrałem telefon z TVP z propozycja występu w Kielcach 9 lub 10 czerwca – potwierdza impresario. Przedstawiciel grupy odmówił, bo zespół od dawna ma ten weekend zaplanowany jako wolny, a część członków ma już zarezerwowane wyjazdy na wakacje. Choć nie ukrywa, że propozycja był zdumiony, bo grupa do tej pory do często prezentowanych przez telewizję publiczną nie należała.

Do TVP wysłaliśmy zapytanie o charakter planowanych w Kielcach koncertów oraz o ewentualny plan transmisji. Na razie czekamy na odpowiedź.

msn.pl

Sejm: Mariusz Błaszczak i Zbigniew Ziobro odpowiadają na pytania o śmierć Igora Stachowiaka

http://wyborcza.pl/relacje/14,126862,21854655.html

ŚRODA, 24 MAJA 2017

Petru do Szydło: Ile razy jeszcze Błaszczak musi się zbłaźnić, żeby pani go zdymisjonowała?

11:4223 min temu

Petru do Szydło: Ile razy jeszcze Błaszczak musi się zbłaźnić, żeby pani go zdymisjonowała?

Panie ministrze, czy ma pan świadomość, że zginął człowiek? W pana wystąpieniu w ogóle to nie padło. Pan powinien występować, posypując głowę popiołem. Pan jest odpowiedzialny za tę śmierć. Całe wasze wystąpienie brzmiało tak, że nic się nie stało. Wniosek jest taki, że on się sam zabił. To był raport aptekarski – mówił Ryszard Petru w Sejmie.

Ile razy jeszcze Błaszczak musi się zbłaźnić, żeby pani go zdymisjonowała? – pytał premier Szydło lider Nowoczesnej.

11:31

Budka: Każdy może być Sebastianem, Igorem, dopóki twarzą polskiej policji będzie Jarosław Zieliński

Wykorzystuje pan śmierć człowieka do tego, by nie umieć powiedzieć słowo „przepraszam”, do tego, by kolejny raz atakować swoich poprzedników, podczas gdy nigdy w historii Polacy nie byli tak bezbronni jak teraz, po 18 miesiącach waszych rządów. Każdy może być Sebastianem, Igorem, dopóki twarzą polskiej policji będzie Jarosław Zieliński. To pan jest symbolem obciachu i hańby dla polskiej policji, bo pan odpowiada za to, co działo się na tym komisariacie, bo pan odpowiada za kadry – mówił Borys Budka w Sejmie.

11:19

Ziobro: Mam do państwa, dziennikarzy prośbę, abyście pozwolili pracować prokuraturze

– Mam do państwa, dziennikarzy prośbę, abyście pozwolili pracować prokuraturze i gwarantuję, że prokuratorzy będą pracować sprawie i skutecznie, ale nie mogą podejmować decyzji pod wpływem medialnej czy politycznej presji – mówił Zbigniew Ziobro w Sejmie, w trakcie informacji dot. sprawy Igora Stachowiaka.

11:03

Ziobro: Prokuratura przystąpiła do działań natychmiast po otrzymaniu informacji. Przesłuchała 58 świadków

Prokuratura przystąpiła do działań natychmiast po otrzymaniu informacji. Przesłuchała 58 świadków, w tym niektórych wielokrotnie. Uzyskała aż 11 opinii biegłych, w tym także opinie, które były wnioskowane przez rodzinę. Średnio co kilkanaście dni prokuratura wydawała kolejne postępowania, które mają doprowadzić do rzetelnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności. Zgromadziła już 16 akt śledztwa i 5 akt podręcznych – mówił Zbigniew Ziobro w Sejmie, w trakcie informacji dot. sprawy Igora Stachowiaka. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny następnie rozpoczął wymienianie działań, jakie podjęła prokuratura w tej sprawie.

10:49

Błaszczak: Apeluję do posłów opozycji, aby nie wykorzystywali tragedii do totalnej wojny i ataków na polską policję

Odpowiedzialność jest bardzo cenną wartością, szczególnie gdy mówimy o potrzebie zapewnienia bezpieczeństwa, a nasz rząd – w przeciwieństwie do poprzedników z koalicji PO-PSL – nie ucieka od odpowiedzialności. Moim obowiązkiem jest przedstawienie podjętych działań i decyzji. Nie ulega wątpliwości, że te wydarzenia bulwersują. Ubolewam, że do nich doszło. W ubiegłym tygodniu, po otrzymaniu informacji, zażądałem zdecydowanych i transparentnych działań oraz wyciagnięcia konsekwencji w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości. W efekcie rozpoczęto wewnętrzne postępowanie wyjaśniające oraz postępowanie dyscyplinarne. Spotkałem się również z ojcem Igora Stachowiaka. Wszystkie materiały – w tym film – zostały przekazane do prokuratury. W celu uniknięcia zarzutów o stronniczość, na mój wniosek sprawę badają śledczy z Poznania, a nie Wrocławia. Zaprzeczam, że jako szef MSWiA miałem dostęp do materiału filmowego z paralizatora. Po upublicznieniu nagrań natychmiast poleciłem powołanie specjalnego zespołu kontrolnego – mówił Mariusz Błaszczak w Sejmie, przypominając o ostatnich dymisjach w policji.

Jak mówił dalej, w policji nie ma i nie będzie przyzwolenia na takie zachowania. – Moi poprzednicy godzili się na iluzoryczny nadzór nad służbami. Ja na coś takiego się nie godzę – dodał. Szef MSWiA podkreślał, że doszło do sytuacji, która nie miała prawa się zdarzyć, ale wydarzenia z Wrocławia nie mogą rzutować na wizerunek wszystkich policjantów.

Apeluję do posłów opozycji, aby wykazali się odrobiną przyzwoitości i nie wykorzystywali tej tragedii do totalnej wojny i ataków na polską policję, bo to głęboko niestosowne w stosunku do tysięcy solidnych i uczciwych polskich policjantów – dodał Błaszczak.

To wy woleliście wydawać na emerytury SB-ków niż na podwyżki dla nowych funkcjonariuszy – stwierdził, przypominając, że rząd PiS wprowadził program modernizacji służb mundurowych.

W swoim wystąpieniu szef MSWiA mówił m.in. o akcji Widelec – atakując Grzegorza Schetynę, a nawet o ośmiorniczkach i nagraniach z Sowy & Przyjaciół. – Symbolem rządów PO-PSL jest nie tylko Widelec, ale też wielka miotła, którą przez 8 lat zamiataliście sprawy pod dywan – stwierdził. Opozycja wielokrotnie krzyczała w czasie jego przemówienia „do dymisji”.

10:34

Gliński o festiwalu w Opolu: Komuś zależało na tym, aby zrobić z tego kolejny front walki politycznej

Problem z festiwalem [w Opolu] został spowodowany decyzją prezydenta Opola. Prezydent nie wpuścił ekip produkcyjnych, a następnie zerwał porozumienie z TVP. Festiwal był przygotowywany jak zawsze przez TVP, program, także artyści deklarowali udział. Komuś zależało na tym, aby zrobić z tego kolejny front walki politycznej, awantury w Polsce i wciągnąć w to rzeczywistość, która z polityką nie ma nic wspólnego. Polską piosenkę, artystów, środowiska, które w polityce się nie angażują. To niepotrzebne, opinia publiczna widzi i obserwuje, wie, kto jest za to odpowiedzialny – mówił Piotr Gliński w Sejmie, apelując o uspokojenie emocji. Wicepremier pytał, „po co otwieracie nowy front walki politycznej”.

09:38

Sellin o ściąganiu abonamentu: Możemy zdobywać dane bez zgody zainteresowanych. Jeśli operatorzy ich nie dostarczą – złamią prawo

Media publiczne wypełniają rolę kulturową. W tym sensie powinny być utrzymywane solidarnie przez wszystkich. Jak np. Muzeum Narodowe, czy Filharmonia Narodowa, choć nie wszyscy te miejsca odwiedzają – mówi Jarosław Sellin w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia ZET.

Zaznacza, że jeżeli operatorzy telewizyjni nie udostępnią danych swoich klientów, to będą łamać prawo. – To ma konsekwencje – dodaje. Sellin zapowiada, że będzie zachęta finansowa. – Platformy cyfrowe i telewizje kablowe będą miały drobny zysk za przekazywanie danych do Poczty Polskiej – mówi polityk.

Ustawa o ochronie danych osobowych mówi, że jest możliwość przetwarzania danych bez zgody osoby, której dotyczą, jeżeli jest to niezbędne do zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa. Takie prawo będzie. To daje możliwość udostępnienia prostych danych osobowych – imienia, nazwiska i adresu – tłumaczy.

Sellin zaznacza, że abonament w Polsce nie jest zbyt wysoki, więc”„ludzie szybko się zorientują, że 1/6 kwoty, którą i tak płacą co miesiąc, to nie jest istotne obciążenie”. Pytany przez Konrada Piaseckiego o kondycję mediów publicznych odpowiada, że „przy kryzysie poboru abonamentu i tak TVP robi wszystko, żeby misję wypełniać”.

08:46

Waszczykowski o rekonstrukcji: Tego typu spekulacje są niepotrzebne, szczególnie w naszym obozie

– Wszystkie kwestie, które są postawione, zadania przed polską dyplomacją są zrealizowane– mówił Witold Waszczykowski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

Tego typu spekulacje są niepotrzebne, a szczególnie w naszym obozie. Premier jasno na ten temat opinię: o tym się nie dyskutuje, to się robi. Będzie trzeba, znajdą się lepsi, decydenci będą podejmować takie decyzje – dodał szef MSZ.

08:41

Waszczykowski o Krasnodębskim: Jeżeli przegramy wybory, to nie z rywalem z innej partii, ale być może w wyniku takich komentarzy

Proszę pytać prof. Krasnodębskiego. Ja też uważam, że jeżeli przegramy następne wybory czy jeszcze następne, to nie z rywalem z innej partii, ale być może w wyniku takich komentarzy – stwierdził Witold Waszczykowski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM, pytany o słowa Zdzisława Krasnodębskiego, iż są ministrowie, którzy są dla rządu wizerunkowym obciążeniem.

08:35

Waszczykowski: Na pewno będę głosować przeciwko wnioskowi o odwołanie Macierewicza

Na pewno będę głosować przeciwko temu wnioskowi. Tylko tyle mogę powiedzieć. Nie zamierzam w ogóle brać udziału w tej dyskusji. Uważam, że jest niepotrzebna, niesłuszna szczególnie teraz, gdy jesteśmy w tak trudnych sytuacjach międzynarodowych, potrzebna jest nam stabilna polityka MON i taką politykę minister Macierewicz zapewnia – mówił Witold Waszczykowski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

08:23

Waszczykowski: Chciałbym, żeby Trump na szczycie NATO spotkał się na chwilę z PAD

– Chciałbym doprowadzić do tego, żeby prezydent Trump chociaż na chwilę spotkał się, przywitał się z prezydentem Dudą [w czasie szczytu NATO]. To okazja, żeby przynajmniej wymienili uściski dłoni – stwierdził Witold Waszczykowski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

08:05

Kempa: Opozycja odpowiadała za policję, prawdopodobnie też za kariery tych panów przez 8 lat

– Debata sejmowa jest nie na wniosek histerii opozycji, bo opozycja odpowiadała za policję, prawdopodobnie też za kariery tych panów przez 8 poprzednich lat, ale też jesteśmy teraz winni tego, aby tę sprawę wyjaśnić i pociągnąć do odpowiedzialności. Nie mnie pytać [czy minister Zieliński stracić stanowisko]. Z tego, co wiem, stara się w tej chwili dokładnie te sprawy wyjaśniać – stwierdziła Beata Kempa w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

07:56

Kempa odpowiada Budce: To brutalny atak polityczny

To po prostu kłamstwa, insynuacje. Te kwestie, które podnosi Platforma, też wczoraj pojawiły się w mediach – zażądałam sprostowania, a także powiedziałam, że jeżeli sprostowania nie zostaną zamieszczone, wytoczymy proces. To, że ktoś pochodzi z mojego miasta, nawet nie miałam wiedzy, że pewne osoby piastują jakieś funkcje czy stanowiska. To nie znaczy, że jeżeli ktoś pochodzi z mojego miasta, to znaczy, że moja skromna osoba czy ktokolwiek inny stoi za karierami tych ludzi. To tak jakby powiedzieć, że za karierę prezydenta Wrocławia stoi jakaś prominentna osoba z danej partii – mówiła Beata Kempa w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24, pytana, czy ma kontakty m.in. z odwołanym zastępcą komendanta miejskiego we Wrocławiu, który też pochodzi z Sycowa.

Jak podkreślała szefowa KPRM, nie ma styczności z komendantami we Wrocławiu. – Platforma robi awanturę, ale zdaje się, że jeżeli ci panowie robili karierę, musieli przez jakieś lata robić karierę, żeby z małego miasta przejść do służby w dużym mieście, to musieli robić kariery za rządów PO. Trzeba zapytać Borysa Budkę czy innych prominentnych polityków Platformy z Wrocławia, czy aby tam nie było jakichś powiązań – dodała, stwierdzając, że to brutalny atak polityczny.

Trzeba by było wytoczyć [proces posłowi Budce], bo już tak daleko idące insynuacje i dywagacje. Wystarczyło zadzwonić – dodała.

300polityka.pl

ŚRODA, 24 MAJA 2017

STAN GRY: GW o torturach za wszystkich rządów, Fakt: Czabański chce wyjaśnień od Kurskiego, SE i GPC o Tusku i uchodźcach, Jedynki o ZUS i skarbówce

2 LATA TEMU ANDRZEJ DUDA ZOSTAŁ PREZYDENTEM!

300LIVE: Waszczykowski wbija szpilę w Krasnodębskiego, Kempa o swoich związkach z policjantami z Dolnego Śląska i odpowiedzialności PO za kariery “tych panów”, Sellin twardo o abonbamencie RTV: http://300polityka.pl/live/2017/05/24/

#wyboryUK – serwis wyborczy 300 pod patronatem Providenta: Po zamachu kampania nadal zawieszona, Torysi wycofali się z kontrowersyjnej reformy pomocy społecznej: http://300polityka.pl/wyboryuk/

JEDYNKI: GW, RZ I DGP O DOSTĘPIE URZĘDÓW SKARBOWYCH DO KONT PODATNIKÓW ORAZ ZUS.

MINISTER WIEDZIAŁ O TORTURACH, PRZEZ ROK NIE WYCIĄGNĄŁ WOBEC WINNYCH ŻADNYCH KONSEKWENCJI – Fakt o Zielińskim: “Co gorsza, wiceminister wiele rzeczy przed posłami przemilczał. Nie wspomniał m.in. o tym, że oprócz Stachowiaka zatrzymano trzy inne osoby nagrywające zdarzenie, a zatrzymanie było wynikiem pomyłki. Przed rokiem parlamentarzyści wnioskowali o udostępnienie wyników postępowania kontrolnego w policji i postępowania prokuratorskiego. Zieliński się zgodził. Ale gdy kilka tygodni temu posłowie upomnieli się w sekretariacie MSWiA o wyniki postępowania, poinformowano ich, że po roku prac wciąż ich nie ma!” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wiceminister-jaroslaw-zielinski-wiedzial-o-torturach-na-igora-stachowiaka/1wt96gd

POLICYJNE TORTURY, BEZ WZGLĘDU NA TO, KTO RZĄDZI – Wojciech Czuchnowski w GW: “W wyciszaniu tych zdarzeń brali udział politycy. Gdy opisaliśmy sprawę z Siedlec, a policjantom postawiono zarzuty prokuratorskie, szef MSW w rządzie PO Bartłomiej Sienkiewicz stanął po ich stronie. Nie sprzeciwił się też przywróceniu ich do służby”. http://wyborcza.pl/7,75968,21853703,policyjne-tortury-bez-wzgledu-na-to-kto-rzadzi.html

DLACZEGO PREZYDENT OPOLA, KIEDYŚ POPIERANY PRZEZ JAKIEGO WYKONAŁ WOLTĘ – GW: “Dotąd współpraca Jakiego i Wiśniewskiego przynosiła profity obu. Wiśniewski miał przełożenie na rząd, Jaki realny wpływ na politykę ratusza i możliwość wyeksponowania tego, co dla Opola w Warszawie załatwił. Decyzja Wiśniewskiego o wyrzuceniu TVP zaskoczyła zarówno jego zwolenników, jak i przeciwników. Pierwszych, bo uznali to za zdradę politycznego obozu, którego dotąd był częścią. Drugich, bo powiększenia Opola w takim stylu i tak mu nie wybaczą”. http://wyborcza.pl/7,75398,21853695,wrog-telewizji-publicznej-kim-jest-prezydent-opola-arkadiusz.html

CZY KURSKI WYLECI ZA OPOLE? CZABAŃSKI ŻĄDA WYJAŚNIEŃ – Fakt: “– Na dzień dziecka Kura może stracić swój fotel, bo obrady z pewnością będą poświęcone opolskiej katastrofie – prognozuje polityk PiS podkreślając, że szef RMN ewidentnie przystąpił do kontrataku. Czy ma na to zgodę prezesa PiS?” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/krzysztof-czabanski-atakuje-prezesa-tvp-jacka-kurskiego-za-opole/hxn69gx

KURSKI WYGRAŁ WS ABONAMENTU – Piotr Miączyński w GW: “Otóż zaraz zacznie się uszczelnianie abonamentu RTV. Rząd młotkowany w tej sprawie przez prezesa TVP w ciągu najbliższych dni wrzuci projekt ustawy do Sejmu, vacatio legis skrócono z sześciu miesięcy do miesiąca. Zatem już na jesieni media publiczne zalać może lawina setek milionów złotych. Przybędzie płacących abonament radiowo-telewizyjny – dzisiejszych klientów kablówek oraz platform satelitarnych. Ich dane osobowe dostanie ściągająca abonament Poczta Polska. Jeśli ktoś więc z Kurskiego drwi, robi niesłusznie, bo zaraz to Kurski będzie drwił ze swoich krytyków”. http://wyborcza.pl/7,155290,21850654,jesli-ktos-z-kurskiego-drwi-to-drwi-nieslusznie.html

O PRL I MEDIACH PUBLICZNYCH – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Wszystko to pachnie PRL-em. Dziennikarze i artyści byli wtedy wprost zależni od władzy i stanowili strategiczną grupę komunikującą się ze społeczeństwem, która była wnikliwie sprawdzana i monitorowana przez rządzących. Teraz jednak mamy coś na kształt pluralizmu. Jest internet i prywatne stacje TV oraz gazety. Szkoda tylko, że nie ma kierujących się misją mediów publicznych”. http://www.rp.pl/Media/305239891-Widzowie-i-sluchacze–ofiary-krucjaty-w-mediach-publicznych.html

GPC O DZIADKU I OJCU PREZYDENTA OPOLA: “Jego syn Henryk Mól – ojciec prezydenta Opola, w 1972 r. zgłaszając się do pracy w MO, powoływał się na milicyjną służbę ojca. Został przyjęty po złożeniu ślubowania, w którym zobowiązał się, że będzie utrwalał socjalizm i zwalczał jego wrogów. Jego upragnioną pracą okazała się służba w ZOMO. Henryk Mól szybko dał się poznać jako lojalny, zaangażowany w służbę funkcjonariusz, co przełożyło się na awanse. Trafił do Komendy Wojewódzkiej Milicji w Opolu. W 1975 r. zmienił nazwisko na Wiśniewski. Na początku lat 80. został przeniesiony do Służby Bezpieczeństwa”. http://gpcodziennie.pl/64364-zamachnafestiwalwopolu.html

WITOLD WASZCZYKOWSKI O KARACH FINANSOWYCH KOMISJI – mówi w rozmowie z DGP: “Dotacje i subwencje UE nie są powiązane z formułą praworządności. Są rekompensatą za otwarcie rynku państwa członkowskiego. Wynikają z ekonomicznych kalkulacji. Aby je ograniczyć pod jakimkolwiek innym pozorem, trzeba by zmienić traktat. Mimo prób wytworzenia niekorzystnego klimatu wobec Polski, nie przekłada się to na relacje gospodarcze, na klimat biznesowy. Przeciwnie: agencje ratingowe dają nam wysokie oceny, handel z Polską rośnie i inwestycje zagraniczne także. Biznes nie ma zastrzeżeń do stabilności politycznej i prawnej Polski”.

TO WYMYSŁ MEDIÓW – WASZCZYKOWSKI O SWOJEJ DYMISJI: “To wymysł mediów. Spekulacje wynikają z tego, że nasza dyplomacja ostatnio dokonała istotnego zwrotu z dotychczasowej ścieżki. Do tej pory dominował pogląd „wystarczy być”. Zapomnieliśmy, że członkostwo w Unii Europejskiej czy NATO to nie cele same w sobie, lecz instrumenty. Sama obecność nie rozwiązuje naszych problemów – dalej musimy zabiegać o kwestie energetyczne czy rynek pracowników. To powoduje niechęć ze strony innych państw, które do tej pory mogły realizować swoje interesy naszym kosztem. Nic dziwnego, że spotykamy się z krytyką zachodnich mediów – myślą, że będziemy siedzieć cicho, podczas gdy teraz jesteśmy aktywni. A wtedy trzeba zaatakować – a to San Escobar, a to zła marynarka czy złe okulary. Każdy popełnia drobne błędy, ale nie robi ich tylko ten, kto nic nie robi. Ja chcę wreszcie zreformować ten urząd – mamy nową ustawę o służbie zagranicznej, chcemy zrobić przegląd kadr”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/550551,witold-waszczykowski-dymisja-media-rzad-dyplomacja.html

RZĄD NIEKONSEKWENTNY WS UCHODŹCÓW – pisze Tomasz Krzyżak w RZ: “Dziś, kiedy Jarosław Kaczyński mówi, że „musimy bronić swoich racji przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, a także bronić się metodami politycznymi”, musi pojawić się pytanie o to, dlaczego nie robiliśmy tego od początku. Po co wyrażaliśmy chęć przyjęcia setki uchodźców i prowadziliśmy prace nad rozporządzeniem o przyjęciu 400? Dlaczego to Słowacja, a nie Polska, wystąpiła z wnioskiem do Trybunału Sprawiedliwości UE?” http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/305239895-Uchodzcy-Rzad-pod-ostrzalem-na-wlasna-prosbe.html

WOJCIECH MUCHA O TUSKU, UCHODŹCACH I TERRORYZMIE – pisze w GPC: “Internautka @1RAgata napisała w ubiegłym tygodniu na Twitterze: „Donald Tusk straszy nas konsekwencjami za nieprzyjęcie uchodźców. A za tydzień napisze: moje myśli są z ofiarami”. Gorzka drwina się potwierdziła. Wczoraj Tusk dokładnie takie słowa napisał. Być może ową formułkę ma już też w „najczęściej używanych”. http://gpcodziennie.pl/64339-wojnawidzianaprzezrozoweokulary.html

NIE PRZESTRASZYSZ NAS TUSKU – NACZELNY SE O UCHODŹCACH PO MANCHESTERZE: “O przybywających do nas przybyszach chcemy decydować sami, według naszego prawa. Nie zrobi na nas wrażenia straszenie Tuska ekonomicznymi konsekwencjami, jeśli nie przyjmiemy uchodźców. Widzieliśmy ciała dzieci porozrywanych w Manchesterze przez bomby islamistów, więc nie przestraszysz nas swoimi słowami, Tusku. Usłyszcie nasze „Nie”! http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/slawomir-jastrzebowski-uslyszcie-nasze-nie_995745.html

RESTART NOWOCZESNEJ PRZEMYŚLANYM POMYSŁEM – Marek Migalski w RZ: “Dlatego restart Nowoczesnej należy ocenić w kategoriach przemyślanego pomysłu na siebie. Nie jako partii marzącej o pokonaniu PiS i PO, ale jako formacji mającej szanse na kilka lub nawet kilkanaście procent. Jako reinkarnacji Unii Wolności, która jako „junior-partner” decydowała de facto w latach 1997–2000 o całej polityce rządu, w którym dominującym podmiotem była AWS. To nie jest głupi pomysł, zwłaszcza przy nieobecności lewicy w Sejmie. (…)  Liderzy Nowoczesnej przemyśleli przyczyny kryzysu i wypracowali program, który może do nich przyciągnąć liberalnych wyborców”.

ZASADNE WĄTPLIWOŚCI CZY PO MA JAKIEKOLWIEK SPÓJNE ZDANIE – dalej Migalski: “A na co liczy PO? Platforma została bardzo mocno skrytykowana, a nawet ośmieszona, za wygibasy, które wyczyniała w ostatnim czasie w sprawie uchodźców, ale także w materii 500+ czy wieku emerytalnego. Salta, które co kilkadziesiąt godzin prezentowali Schetyna z Neumannem, zadziwiały giętkością i bawiły brakiem finezji. Zaiste, jeden spot PiS z czterema pytaniami wprawił Platformę w stan takiego rozedrgania, że zasadne wydawały się wątpliwości, czy formacja ta ma jakiekolwiek spójne i koherentne zdanie w jakiejkolwiek sprawie”. http://www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/305239901-Migalski-W-opozycji–restart-i-redefinicja.html

DOKTRYNA MACIEREWICZA: OBROŃ SIĘ SAM – GW. http://wyborcza.pl/7,75398,21853673,doktryna-macierewicza-polska-zatrzyma-kazdy-atak-z-zewnatrz.html

PETRU I SCHMIDT RAZEM NA ROZDANIU NAGRÓD PRB: http://kobieta.dziennik.pl/twoje-emocje/zdjecia/550525,1,ryszard-petru-i-joanna-schmidt-gala-polskiej-rady-biznesu-2017.html

300polityka.pl

Wojciech Czuchnowski

Policyjne tortury bez względu na to, kto rządzi

24 maja 2017

Marsz przeciwko brutalności policji w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka

Marsz przeciwko brutalności policji w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka (Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta)

Siedlce, czerwiec 2012 r. Policjanci z wydziału kryminalnego komendy powiatowej przesłuchują dwóch sprawców rabunku w sklepie jubilerskim. Złodzieje są rażeni paralizatorem, podtapiani, bici, ich genitalia funkcjonariusze przytrzaskują szufladą biurka. Bicie trwa nawet wtedy, gdy sprawcy już się przyznają. „Na wszelki wypadek”, żeby nie odwołali zeznań przed prokuratorem.

Po przesłuchaniu 19-letni Jędrzej Kryszkiewicz opowiada o torturach rodzicom. Kilka dni później popełnia samobójstwo…

Wrocław, maj 2016 r. Pomyłkowo zatrzymany przez policję 25-letni Igor Stachowiak nie wytrzymuje „przesłuchania” w policyjnej toalecie zamienionej w izbę tortur. Skutego kajdankami mężczyznę funkcjonariusz trzykrotnie razi paralizatorem. Zatrzymany jest też najprawdopodobniej bity. Świadczą o tym obrażenia twarzy widoczne na zdjęciach z sekcji zwłok. Kilkanaście minut później Stachowiak umiera…

Obie sprawy ujawniły media. Siedlce – „Gazeta Wyborcza” w 2013 r. Wrocław – TVN przed kilkoma dniami. Dziennikarze mogli dotrzeć do materiałów dzięki rodzinom ofiar, które nie chciały się pogodzić z bezprawiem i walczyły o sprawiedliwość.

W obu sprawach znikały dowody: nagrania z monitoringu, a kluczowe wydarzenia rozgrywały się tam, gdzie nie było kamer. Zastraszano też świadków bestialskich zachowań.

W wyciszaniu tych zdarzeń brali udział politycy. Gdy opisaliśmy sprawę z Siedlec, a policjantom postawiono zarzuty prokuratorskie, szef MSW w rządzie PO Bartłomiej Sienkiewicz stanął po ich stronie. Nie sprzeciwił się też przywróceniu ich do służby.

W sprawie wrocławskiej szefowie obecnego MSWiA Mariusz Błaszczak i Jarosław Zieliński rok temu zapewniali, że „zajmą się nią i zbadają”. Nie zrobili nic, by ukarać winnych. Funkcjonariusz od paralizatora wrócił do służby. Podobnie jak policjanci z Siedlec, którzy teraz siedzą na ławie oskarżonych.

Nagranie z paralizatora było w aktach. Od roku znały je policja i prokuratura. Gdyby nie pokazała go telewizja, nikt nie poniósłby konsekwencji.

Ujawniając ponure tajemnice komisariatów, media odsłaniają niewielki wierzchołek góry lodowej. Na nagraniu z kamery w paralizatorze użytym przez policjanta we Wrocławiu widać, że funkcjonariusz nie był sam. Towarzyszących mu czterech kolegów nie zrobiło nic, by go powstrzymać. A przecież już samo to, że przeprowadzali oni czynność procesową w toalecie, stanowiło złamanie prawa.

Jeżeli policjanci w biały dzień, przy świadkach, pozwalają sobie na takie zachowania, to znaczy, że czują przyzwolenie innych funkcjonariuszy, przełożonych i polityków.

Nikt nie jest zainteresowany zmianami. Pełny monitoring komisariatów, radiowozów i kamery na mundurach patroli wprowadzane są powoli i z oporami.

Każdy ma tu do załatwienia swój interes: dla kolegów ważniejsza od prawa jest źle pojęta solidarność mundurowych, szefowie chcą mieć wyniki, a politycy liczą na to, że zdeprawowany funkcjonariusz z hakami w życiorysie będzie bardziej posłuszny.

A taki może się kiedyś przydać…

Zobacz:

Mariusz Błaszczak i Zbigniew Ziobro wezwani do prezesa PiS. Na dymisjach komendantów się skończy?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21849325,video.html

 

wyborcza.pl

Podwójny triumf Kurskiego. Będzie uszczelnienie abonamentu RTV. A powszechnej abolicji nie

Piotr Miączyński, 23 maja 2017

Prezes TVP Jacek Kurski

Prezes TVP Jacek Kurski (KUBA ATYS)

Festiwal w Opolu prezesowi TVP Jackowi Kurskiemu nie wychodzi. Za to PiS pomoże mu w ratowaniu finansów publicznej telewizji. Za chwilę projekt ustawy uszczelniającej abonament RTV znajdzie się w Sejmie. I wejdzie w życie szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał.

To triumf szefa TVP Jacka Kurskiego. Przez długie miesiące dobijał się do rządu o ekstra pieniądze na publiczną telewizję. Rząd je znajdzie – w kieszeniach abonentów telewizji kablowej.

Założenie jest proste: jeśli ktoś ma w domu płatną telewizję, to ma też telewizor. Kablówki i platformy satelitarne będą więc zobowiązane do przekazywania danych o swoich klientach Poczcie Polskiej. Ta następnie sprawdzi, czy dane gospodarstwo domowe płaci już abonament, a jeśli nie, to czy powinno płacić.

Opłata wyniesie dokładnie tyle samo ile teraz, czyli 22,70 zł miesięcznie, płatne od gospodarstwa domowego.

Kurskiemu udało się też zniechęcić rząd do pomysłu powszechnej abolicji (umorzenia należności) dla osób zalegających z terminowym uiszczaniem opłat.

Zobacz:

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596686,video.html

Projekt zaakceptowany pod koniec ubiegłego tygodnia przez Komitet Stały Rady Ministrów przewiduje, że abolicja będzie, ale warunkowa. Dla tych osób, które zarejestrują odbiornik (nie później niż trzy miesiące od dnia wejścia w życie ustawy) oraz uiszczą opłaty abonamentowe za sześć miesięcy z góry. To oznacza, że muszą zapłacić 136,2 zł.

Prace nad ustawą idą szybciej, niż niedawno zakładano. Rząd się bardzo śpieszy, bo TVP pilnie potrzebuje pieniędzy. W 2016 r. miała 180 mln zł straty.

Projekt prawdopodobnie w najbliższych dniach trafi na posiedzenie rządu, a w ciągu dwóch tygodni zostanie skierowany do Sejmu.

Jeszcze w marcu w projekcie przewidywano sześciomiesięczne vacatio legis. Teraz ustawa wchodzi w życie po upływie miesiąca od dnia ogłoszenia. To oznacza, że nowe przepisy mogłyby zacząć obowiązywać już np. we wrześniu.

Szykuje się rzeź kablówek

Dziś na 13,5 mln gospodarstw domowych zarejestrowane odbiorniki ma 6,5 mln, z czego połowa jest zwolniona z tej opłaty (bo np. ma ponad 75 lat). Tymczasem kablówkę ma 4,5 mln abonentów, telewizje satelitarne – ok. 5,5 mln.

W ubiegłym roku z abonamentu wpłynęło niespełna 750 mln zł. Ministerstwo Kultury, które opracowało projekt, po zmianie przepisów liczy na 1,4 mld zł.

Sieci kablowe i platformy satelitarne są jednak przekonane, że na wprowadzeniu uszczelnienia abonamentu stracą setki tysięcy klientów. Zwłaszcza tych, którzy dziś mają wykupione najtańsze pakiety. Przerzucą się oni na oglądanie bezpłatnej naziemnej telewizji cyfrowej. Takie osoby dalej będą mogły nie płacić abonamentu.

Sieci kablowe i platformy pomysł PiS traktują więc jako dziwną karę wymierzoną w ich branżę.

Co na to rząd? „Odnosząc się do podnoszonego przez wspomniane podmioty argumentu, że proponowana regulacja nie rozwiązuje kompleksowo problemu, ponieważ poza jej zasięgiem pozostanie 1/3 ogólnej liczby gospodarstw niebędących klientami usług telewizji płatnej, należy wskazać, że ustawa o opłatach abonamentowych w obowiązującej wersji nakłada obowiązek powszechnej opłaty abonamentowej na wszystkie gospodarstwa domowe spełniające kryteria wskazane w ustawie” – pisze w raporcie z konsultacji projektu ustawy.

I uściśla, że niezależnie od tego, czy abonent korzysta tylko z naziemnej telewizji cyfrowej, czy także z usług dostarczanych przez dostawców telewizji płatnej, winien on uiszczać opłatę abonamentową. – Ustawa wprowadza jedynie dodatkowe możliwości kontrolne dotyczące osób korzystających z usług dostawców telewizji płatnej, a także dodatkowe możliwości ułatwiające takim osobom wykonywanie ich obowiązków – twierdzi rząd.

Gabinet Beaty Szydło zbywa też argumenty, że nowe przepisy łamią regulacje o ochronie danych osobowych. Danych ma być bowiem niewiele – znajdą się tu tylko imiona, nazwiska, dane adresowe i ewentualnie numer PESEL klientów kablówek.

Nie będzie więc szczegółowych informacji z umów (np. dotyczących pakietów i programów preferowanych przez klienta), historii transakcji czy informacji o tym, ile kto płaci za usługi.

– Nie będzie też zagrożenia zaistnienia nieuczciwej konkurencji – do danych dostęp będzie miała wyłącznie Poczta Polska, która nie konkuruje na rynku telewizji płatnej czy zapewnianiu dostępu do internetu, a otrzymane dane będzie mogła wykorzystać tylko w celu ustalenia, poboru i egzekucji opłat abonamentowych, czyli wykonywania zleconego zadania publicznego, a nie świadczenia usług w ramach działalności gospodarczej – twierdzi rząd.

Ratunek w Brukseli?

Dlaczego rząd uszczelnia abonament, zamiast stworzyć – jak zresztą obiecuje od dłuższego czasu – nową opłatę abonamentową wynoszącą około 8 zł miesięcznie i płatną razem z PIT?

To sprytny wybieg. Nową opłatę musiałaby notyfikować Komisja Europejska. PiS musiałby na to czekać – jak pokazuje praktyka – od ośmiu do 18 miesięcy. Albo i dłużej.

TVP tyle czasu nie ma.

Izby gospodarcze zrzeszające operatorów rozprowadzających programy telewizyjne wystąpiły jednak w kwietniu z wnioskiem do Komisji Europejskiej o sprawdzenie zgodności z prawem unijnym projektu nowelizacji ustawy dotyczącej abonamentu RTV.

Ich zdaniem Komisja powinna zabrać tu głos w sprawie. Dlaczego? Bo projekt zakłada wprowadzenie nowej pomocy publicznej, głównie dla borykającej się z gigantycznymi problemami finansowymi TVP.

Teraz trwa wyścig z czasem.

Zdaniem izb nie ma co czekać na uchwalenie ustawy. Bo co z tego, że Unia uznałaby po jakimś czasie, że przepisy są niezgodne z prawem, skoro dane zostałyby już przekazane, a ich klienci już złożyliby wypowiedzenia.

wyborcza.pl

, 23 MAJA 2017

PiS i artyści. Kronika wojny

Bojkot festiwalu w Opolu przez czołowe nazwiska polskiej muzyki rozrywkowej to kolejny etap długiej wojny, na którą poszedł z artystami PiS praktycznie od razu po przejęciu władzy. Przypominamy najważniejsze bitwy tego konfliktu

Wojna PiS z artystami zaczęła się cztery dni po zaprzysiężeniu rządu Beaty Szydło.

20 listopada 2015 – nowy minister kultury, Piotr Gliński, zaleca marszałkowi Dolnego Śląska „wstrzymanie przygotowań” do premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w reżyserii Eweliny Marciniak. W pozbawionym podstawy prawnej piśmie  resort lekceważy zarówno autonomię władzy samorządowej, jak i instytucji kultury – ani Gliński nie ma prawa wydawać poleceń marszałkowi, ani marszałek decydować o repertuarze teatrów. Premiera spektaklu odbywa się dzień później 21 listopada, towarzyszą jej protesty środowisk prawicowych.

25 lutego 2016 – TVP2 emituje „Idę” Pawła Pawlikowskiego – poprzedza go komentarzami tłumaczącymi widzom film. Nagrodzony Oscarem film od dawna piętnowany jest przez prawicę jako modelowy przykład „pedagogiki wstydu”, niekiedy również jako przykład wpływów lobby żydowskiego w Hollywood. List protestacyjny przeciw ideologicznej „instrukcji oglądania” publikują polscy reżyserzy, m.in.: Andrzej Wajda, Małgorzata Szumowska, Agnieszka Holland, Wojciech Smarzowski. A także Robert Gliński, brat ministra Glińskiego.

Czerwiec-sierpień 2016 – radni PiS protestują przeciwko przyznaniu Oldze Tokarczuk tytułu „Zasłużona dla Miasta Wałbrzycha”. Poszło o wypowiedź pisarki w trakcie gali Nagrody Nike w październiku 2015 roku: „Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości”. Radni PiS uznali, że Tokarczuk „szkaluje dobre imię Polski”:

„To, co publicznie powiedziała pani Tokarczuk, stoi w sprzeczności z założeniami polskiej polityki historycznej i szkodzi dobremu imieniu Polaków (…).

W zgodnej ocenie wielu historyków, wypowiedź pani Olgi Tokarczuk jest nieprawdziwa i prowokacyjna. Wpisuje się w nurt i narrację prowadzenia tzw. polityki wstydu”. W trakcie uroczystości uhonorowania pisarki w Wałbrzychu radni PiS wyszli z sali.


Przeczytaj też:

„Dobra zmiana” idzie po kino. Ludzie PiS w komisjach Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej

JAKUB MAJMUREK  14 STYCZNIA 2017


22 sierpnia 2016 – „Historia Roja” Jerzego Zalewskiego nie zostaje zakwalifikowana do konkursu 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Wicepremier Gliński w oficjalnym komunikacie wyraża „zdumienie i rozczarowanie” nieprzyjęciem „pierwszego wyprodukowanego w Polsce pełnometrażowego filmu fabularnego o Żołnierzach Wyklętych”. Minister kultury najwyraźniej nie słyszał o „Popiele i diamencie” Andrzeja Wajdy z 1958 roku. Słowa Glińskiego wywołują protesty – środowisko widzi w nich próby ręcznego sterowania najważniejszym polskim festiwalem.

27 września 2016 – posłanka Anna Sobecka (PiS) wraz z innymi politykami prawicy składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa podczas spektaklu Olivera Frljića „Nasza przemoc i wasza przemoc” na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy. Przedstawienie ma obrażać uczucia religijne i znieważać symbole narodowe. Cenzurą ekonomiczną grozi Teatrowi Polskiemu w Bydgoszczy również marszałek województwa z PO – Piotr Całbecki. W maju 2017 roku po 15 latach ministerstwo kultury wstrzymuje dofinansowanie Festiwalu Prapremier. Kolejna edycja dopiero co nagrodzonej wyróżnieniem Europejskiego Stowarzyszenia Festiwali międzynarodowej imprezy miała się odbyć we wrześniu  roku. Nie odbędzie się.

grudzień 2016 –  zwolnione zostają ze skutkiem natychmiastowym dyrektorki Instytutów Polskich w Berlinie – Katarzyna Wielga-Skolimowska i Nowym Jorku – Agata Grenda. Pierwsza promowała śląski design (zatem, zdaniem MSZ, wspierała Ruch Autonomii Śląska) i zawiodła przy organizacji niemieckiej premiery „Smoleńska”. Ministerstwo zarzucało jej także „kładzenie nadmiernego akcentu na dialog polsko-żydowski kosztem innych kierunków dialogu międzykulturowego”.

Nowym priorytetem Instytutów Polskich ma być promocja „dziedzictwa myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego” oraz „eliminacja wadliwych kodów pamięci i negatywnych stereotypów dotyczących Polaków i Polski, zwłaszcza w czasie II wojny światowej”.

Wkrótce do mediów wycieka lista nazwisk ludzi kultury rekomendowanych przez MSZ do zapraszania przez Instytuty Polskie za granicą. W kategorii „ludzi pióra” nie ma na niej najczęściej tłumaczonych na języki obce pisarzy – Olgi Tokarczuk, Andrzeja Sapkowskiego czy Andrzeja Stasiuka, są za to Piotr Semka, Jan Pietrzak i Tomasz Terlikowski.

22 lutego 2017 – Katarzyna Kuszyńska, redaktorka TVP Kultura, traci pracę za dopuszczenie do emisji materiału o głośnej „Klątwie” Olivera Frljića, wystawionej w warszawskim Teatrze Powszechnym (premiera 18 lutego 2017). Dziennikarka Anna Mikołajczyk, która materiał przygotowała – zostaje zawieszona. W proteście sama rezygnuje z pracy w TVP – po 12 latach.

27 lutego 2017 – Jacek Kurski karnie „wyrzuca” Julię Wyszyńską z obsady serialu TVP „Na dobre i na złe” i chwali się tym w portalu braci Karnowskich. Powód? Wyszyńska wystąpiła w „Klątwie”. Szybko wychodzi na jaw, że Wyszyńska pożegnała się z widzami telenoweli już trzy miesiące wcześniej, więc wyrzucenie jej jest niemożliwe. Kurski zdejmuje więc z anteny wyprodukowany w 2015 roku spektakl teatru telewizji z udziałem aktorki – „Biały dmuchawiec” (premiera telewizyjna miała być w kwietniu). W ten sposób nie tylko stosuje cenzurę represyjną, ale i marnuje publiczne pieniądze, a na dodatek stosuje odpowiedzialność zbiorową – w końcu przy spektaklu nie pracowała tylko Wyszyńska. „Chcemy ten spektakl na przykład w nowej obsadzie roli głównej. Wyemitowanie spektaklu z rolą główną pani Wyszyńskiej byłoby opowiedzeniem się po jej stronie w sporze, który jest nie do wygrania przez nią” – tłumaczy Kurski.

27 marca 2017 – Minister Gliński – mimo podpisanej umowy oświadcza, że wstrzyma ministerialne finansowanie jednego z najważniejszych festiwali w Polsce – Malty. Powód? Znów Frljić – tym razem w roli jednego z kuratorów poznańskiego festiwalu. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak – główny mecenas Malty – zapewnia o swoim wsparciu dla imprezy i zaprasza Glińskiego do wspólnego obejrzenia „Klątwy”, której żaden z nich nie widział. Na warszawskiej konferencji prasowej Malty (9 maja) artysta Mariusz Wilczyński zachęca kolegów do wystawiania na aukcje swoich dzieł, by wyrównać brak środków od ministra.

26 kwietnia 2017 – PiS-owski wojewoda przedłuża agonię Teatru Polskiego we Wrocławiu – wstrzymuje decyzję o odwołaniu skompromitowanego dyrektora Cezarego Morawskiego (pełnił tę funkcję od 1 września 2016), podpierając się opinią wiceministra Glińskiego. Wojewoda Paweł Hreniak zablokował zarządzenie zarządu województwa, zanim zdążył je otrzymać. Aktorzy i publiczność protestują przeciw Morawskiemu od sierpnia 2016 roku. Z afisza zdjęto kultowe przedstawienia, zastąpione komercyjnymi premierami odkupionymi z teatrów prywatnych. Zaś długo wyczekiwane nowe, własne produkcje Polskiego żenują nawet konserwatywnych krytyków. W dniu odwołania dyrektor idzie na L4, teatrem rządzi księgowa, a próba wejścia do teatru przez wyznaczonego na p.o. szefa sceny Remigiusza Lenczyka kończy się przybyciem policji. Impas trwa, teatr ma dwóch dyrektorów, sprawa może utknąć w sądzie na lata.


Przeczytaj też:

Gliński: Gieleta to „najbardziej znany na świecie polski reżyser”. Niestety, na świecie mało kto o nim słyszał

WITOLD MROZEK  19 MAJA 2017


9 maja 2017 – koniec dyrekcji Jana Klaty w Starym Teatrze. Głowy Klaty od dawna domagali się prawicowi publicyści i skrajne organizacje. Ministerialna komisja wybiera na dyrektora Marka Mikosa, byłego dyrektora TVP Kielce, przed laty krytyka teatralnego „Gazety Wyborczej”. Jego zastępcą do spraw artystycznych zostaje szerzej nieznany polski reżyser z Wielkiej Brytanii, Michał Gieleta – minister Gliński obwołuje go „najbardziej znanym polskim reżyserem zagranicą”. To bezprecedensowa sytuacja, gdy program zwycięskiego kandydata opiera się głównie na krytyce dokonań poprzedników – w dodatku, jak zwracają uwagę eksperci, krytyce bezprzedmiotowej. Mikos i Gieleta zapowiadają odwrót od teatru „reżyserskich wizji” i wprowadzanie w jednym z najważniejszych polskich teatrów – komercyjnych i konserwatywnych „wzorców anglosaskich”.

Przeciwko decyzji Glińskiego protestuje nowo powołana Gildia Polskich Reżyserów i Reżyserek Teatralnych, skupiająca czołówkę tego zawodu. W oświadczeniu wygłoszonym na premierze pożegnalnego „Wesela” w reżyserii Jana Klaty (12 maja) zespół Starego Teatru wyraża zaniepokojenie o przyszłość instytucji. 20 maja na Placu Szczepańskim w obronie teatru i Klaty protestuje publiczność. Wcześniej teatr wywiesza czarną flagę.

OKO.press

Paralizator – broń PiS

Paralizator - broń PiS

Nie jest to wcale łatwa metafora dotycząca PiS, acz partia Kaczyńskiego w naszej historii zasługuje na szczególnie złą ocenę. Poznaliśmy ich w latach 2005-2007 – i niczego się nie nauczyliśmy, więc po 2015 roku zwiększają dawkę swojej władzy. PiS nas paraliżuje. Językiem, polityką i dosłownie paralizatorem – w tym ostatnim wypadku do ostateczności – do śmierci.

Paraliż językiem to domena prezesa Jarosława Kaczyńskiego. On jest wytwórcą jadu: gorszego sortu, elementu animalnego, gestapo. Słownik jadu prezesa to byłby całkiem pokaźny wolumen, nie staram się nic z niego zapamiętać, lecz prezes i jego akolici co rusz nam przypominają. Nigdy się nie nazwałem gorszym sortem, gdyż mam szczególną wrażliwość językową.

Nie przyznaję więc prezesowi prawa do nazywania mnie. Jestem przeciw przyjmowaniu na siebie roli ofiary „gorszego sortu”. Wolę tę dziecięcą (wrażliwość dziecka) odpowiedź: kto się przezywa, sam się tak nazywa. I zawsze tak radzę innym. Kaczyński jest kobrą w swoim pisowskim wężowisku.

Sparaliżowana została polska polityka zagraniczna, spadliśmy we wszelkich rankingach i jesteśmy fatalnym partnerem dla niedawnych naszych przyjaciół. Tego w kraju nie widać, wystarczy jednak poczytać tytuły w zagranicznych mediach, nawet przy pomocy googlowskiego tłumacza.

PiS uczynił z Polski państwo „gorszego sortu”. Wstali z kolan, aby paść na twarz, a w zasadzie na rozum. Padł rozum polityczny. Szczególnie trudny do odzyskania, gdyż ktoś zyskuje naszym kosztem, oddajemy pole i odzyskać je nie będzie łatwo, w stosunkach międzynarodowych nawet między przyjaciółmi grozi to konfliktem.
Ostatnie w kraju perełki – sparaliżowana została piosenka. Jak to możliwe? Przedstawicielom tego show biznesu chcieli odebrać głos, osobowość. Kobiety zachowały się wspaniale. Dla Kayah, Nosowskiej, Rodowicz winno się pisać pieśni. Nie dały się sparaliżować, acz padł festiwal w Opolu.

Jacek Kurski w dawce jadu dorównał prezesowi, uśmiercił dla PiS Opole. Tak właśnie trzeba. Nie przyjmować na siebie jadu, niech sami siebie paraliżują, unieruchamiają, przyjdzie taki moment, że zabuksują się, oniemieją i wyjmiemy im z rąk insygnia.

Naszą bronią jest nie dać się. Tytułuję ten felieton „paralizator – broń PiS”. Nie jest to nadinterpretacja. Przypadek na komisariacie  policji we Wrocławiu jest znamienny. Wystarczy wejrzeć głębiej, aby się przekonać, że śmierć młodego chłopaka ma wszelkie znamiona pisowskich metod.

Ten paralizator był w rękach konkretnych policjantów, lecz politycy PiS zrobili z niego użytek polityczny. O śmierci Igora Stachowiaka wiedzieli Mariusz Błaszczak i jego zastępca Zieliński. Nic się nie stało szefowi komisariatu, a wręcz przeciwnie – awansował na wiceszefa komendy miejskiej we Wrocławiu.

Tak PiS uzależnia od siebie ludzi, masz krew na rękach, jesteś nasz. Taki komendant policji nie odmówi, aby wydać rozkaz pałowania demonstrantów, a może nawet rozkaz do czegoś o wiele gorszego niż użycie paralizatorów. Ten wrocławski paralizator użyty ze skutkiem śmiertelnym to charakterystyka władzy PiS. Paraliżowanie poprzez zastraszanie, oplucie jadem, a w razie czego sięgnięcie po ostateczne rozwiązanie.

Waldemat Mystkowski

koduj24.pl

Paralizator – broń PiS

Nie jest to wcale łatwa metafora dotycząca PiS, acz partia Kaczyńskiego w naszej historii zasługuje na szczególnie złą ocenę. Poznaliśmy ich w latach 2005-2007 – i niczego się nie nauczyliśmy, więc po 2015 roku zwiększają dawkę swojej władzy.

PiS nas paraliżuje. Językiem, polityką i dosłownie paralizatorem – w tym ostatnim wypadku do ostateczności – do śmierci.

Paraliż językiem to domena prezesa Jarosława Kaczyńskiego. On jest wytwórcą jadu: gorszego sortu, elementu animalnego, gestapo. Słownik jadu prezesa to byłby całkiem pokaźny wolumen, nie staram się nic z niego zapamiętać, lecz prezes i jego akolici co rusz nam przypominają. Nigdy się nie nazwałem gorszym sortem, gdyż mam szczególną wrażliwość językową.

Nie przyznaję więc prezesowi prawa do nazywania mnie. Jestem przeciw przyjmowaniu na siebie roli ofiary „gorszego sortu”, wolę tę dziecięcą (wrażliwość dziecka) odpowiedź: kto się przezywa, sam się tak nazywa. I zawsze tak radzę innym. Kaczyński jest kobrą w swoim pisowskim wężowisku.

Sparaliżowana została polska polityka zagraniczna, spadliśmy we wszelkich rankingach i jesteśmy fatalnym partnerem dla niedawnych naszych przyjaciół. Tego w kraju nie widać, wystarczy jednak poczytać tytuły w zagranicznych mediach, nawet przy pomocy googlowskiego tłumacza.

PiS uczynił z Polski państwo „gorszego sortu”. Wstali z kolan, aby paść na twarz, a w zasadzie na rozum. Padł rozum polityczny. Szczególnie trudny do odzyskania, gdyż ktoś zyskuje naszym kosztem, oddajemy pole i odzyskać je nie będzie łatwo, w stosunkach międzynarodowych nawet między przyjaciółmi grozi to konfliktem.

Ostatnie w kraju perełki. To sparaliżowana została piosenka. Jak to możliwe? Przedstawicielom tego show biznesu chcieli odebrać głos, osobowość. Kobiety zachowały się wspaniale. Dla Kayah, Nosowskiej, Rodowicz winno pisać pieśni. Nie dały się sparaliżować, acz padł festiwal w Opolu.

Jacek Kurski w dawce jadu dorównał prezesowi, uśmiercił dla PiS Opole. Tak właśnie trzeba. Nie przyjmować na siebie jadu, niech sami siebie paraliżują, unieruchamiają, przyjdzie taki moment, że zabuksują się, oniemieją i wyjmiemy im z rąk insygnia.

Naszą bronią jest nie dać się. Tytułuję ten felieton „paralizator – broń PiS”. Nie jest to nadinterpretacja. Przypadek na komisariacie  policji we Wrocławiu jest znamienny. Wystarczy wejrzeć głębiej, aby się przekonać, że śmierć młodego chłopaka ma wszelkie znamiona pisowskich metod.

Ten paralizator był w rękach konkretnych policjantów. Lecz politycy PiS zrobili z niego użytek polityczny. O śmierci Igora Stachowiaka wiedzieli Mariusz Błaszczak i jego zastępca Zieliński. Nic się nie stało szefowi komisariatu, a wręcz przeciwnie – awansował na wiceszefa komendy miejskiej we Wrocławiu.

Tak PiS uzależnia od siebie ludzi, masz krew na rękach, jesteś nasz. Taki komendant policji nie odmówi, aby wydać rozkaz do pałowania demonstrantów, a może nawet rozkaz do czegoś o wiele gorszego niż uzycie paralizatorów. Ten wrocławski paralizator użyty ze skutkiem śmiertelnym to charakterystyka władzy PiS. Paraliżowanie poprzez zastraszanie, oplucie jadem, a w razie czego sięgnięcie po ostateczne rozwiązanie.

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Dlaczego prokuratura zawiodła?

MATEUSZ BACZYŃSKI, 23.05.2017
Cały materiał dowodowy ws. śmierci Igora Stachowiaka prokuratura miała tuż po zdarzeniu. Jak poinformował nas Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji, Biuro Spraw Wewnętrznych niemal od razu przekazało prokuraturze m.in. nagrania z monitoringu i paralizator.
  • Prokuratura od ponad roku nie jest w stanie sformułować aktu oskarżenia, choć policja przekazała jej wszystkie materiały tuż po tragedii
  • Policja chciała przyspieszyć postępowanie dyscyplinarne wobec policjantów, którzy znęcali się nad Igorem Stachowiakiem. Nie otrzymali jednak od prokuratury nagrań, które były do tego potrzebne – wynika z informacji Onetu
  • Opieszałość w działaniu, prokuratorzy tłumaczą m.in. długim okresem oczekiwania na opinie biegłych. Chodzi m.in. o nagranie z paralizatora, które miało być słabej jakości i wymagało specjalistycznego „oczyszczenia”

Do śmierci Igora Stachowiaka we wrocławskim komisariacie doszło 15 maja zeszłego roku. Swoje działania rozpoczęło wtedy Biuro Spraw Wewnętrznych – czyli tzw. „policja w policji”, która zajmuje się sprawami przestępstw popełnianych przez policjantów. Swoje dochodzenie prowadziła tylko przez chwilę, bo potem sprawę w całości przejęła prokuratura.

Mariusz Ciarka relacjonuje nam, że już w pierwszych dniach po śmierci Igora Stachowiaka funkcjonariusze BSW zebrali wszystkie najważniejsze dowody w tej sprawie.

– Zrobili oględziny, zabezpieczyli wszystkie urządzenia, rejestrator monitoringu, paralizator, całą dokumentację i od razu przekazali to do prokuratury – tłumaczy Ciarka. – Od tego momentu było to już tylko i wyłącznie prokuratorskie śledztwo, a nam nie zlecano żadnych dodatkowych czynności – dodaje.

Ciarka wyraźnie podkreśla też, że nagrania pokazane w materiale wyemitowanym przez TVN24 nie były zarówno dla policjantów, jak i prokuratury, czymś nowym.  – Prokuratura tymi wszystkimi nagraniami dysponuje od ponad roku, to nie są jakieś nowe materiały, do których nagle dotarli dziennikarze – tłumaczy rzecznik prasowy Komendy Głównej.

Dlaczego teraz te nagrania wyciekły do mediów? Jak wynika z informacji Onetu, pełnomocnik rodziny zwrócił się o możliwość zapoznania się z aktami sprawy. Następnie rodzina poprosiła o ich skopiowanie i przekazała je dziennikarzom. Przy czym prokuratura dysponuje jeszcze większą liczbą nagrań, niż można było to zobaczyć w materiale TVN24.

Z nieoficjalnych źródeł Onet dowiedział się też, że policja chciała przyspieszyć postępowanie dyscyplinarne wobec policjantów, którzy znęcali się nad Igorem Stachowiakiem. Dlatego wnioskowali do prokuratury o udostępnienie nagrań z monitoringu i paralizatora. Prokuratura jednak nie przekazała policji tych materiałów.

Prokuratura czeka na biegłych

Jak to możliwe, że przez rok prokuraturze nie udało się sformułować aktu oskarżenia? Anonimowy informator PAP tłumaczy, że nagrania, które zarejestrował paralizator nie można było wykorzystać jako dowód w sprawie, ponieważ było ono „słabej jakości”.  – Dlatego prokuratorzy zlecili ekspertom oczyszczenie dźwięku i obrazu. Dopiero jakiś czas temu otrzymali nagranie, dzięki któremu można odtworzyć przebieg zdarzeń i zidentyfikować policjantów. To jest właśnie to nagranie, które pokazują media – twierdzi źródło PAP.

Szef Prokuratury Regionalnej w Poznaniu Rafał Maćkowiak odnosząc się do sprawy podkreślił, że prokuratura uzyskała „cały szereg skomplikowanych i specjalistycznych opinii biegłych”. – Gdyby nie czynności, które w tym zakresie wykonane zostały na zlecenie prokuratury nie zobaczylibyśmy takiego filmu, jaki ujawniły media – podkreślił prokurator.

W oficjalnym komunikacie wydanym przez prokuraturę również możemy przeczytać, że opieszałość w działaniu prokuratury wynikała tak naprawdę z przewlekłości działań biegłych sądowych. Chodzi m.in. o uzyskanie opinii z wyspecjalizowanego laboratorium kryminalistycznego. Biegłych w tej sprawie powołano 27 marca 2017 r., natomiast termin dostarczenia opinii wyznaczono na 15 czerwca 2017 r.

„Chodzi bowiem o ustalenie, czy wobec Igora Stachowiaka obok chwytów obezwładniających, kajdanek i paralizatora stosowano inne środki określone w ustawie o środkach przymusu bezpośredniego. Dopiero po uzyskaniu tej ekspertyzy będzie możliwe podjęcie decyzji merytorycznej, a więc przedstawienie zarzutów ustalonym osobom” – czytamy w komunikacie wydanym przez prokuraturę.

Tłumaczenie prokuratury rodzi wiele pytań. Dlaczego wspomnianych biegłych powołano dopiero 27 marca tego roku? Czemu tak długo trwało „oczyszczanie” nagrania z paralizatora? Czy faktycznie nie dało się zidentyfikować policjantów, którzy znęcali się nad Igorem Stachowiakiem? Czy pozostałe nagrania z monitoringu i inne dowody nie były wystarczające do sformułowania aktu oskarżenia? I najważniejsze pytanie – czy gdyby nie doszło do ujawnienia w mediach nagrań z komisariatu we Wrocławiu, to czy w ogóle doszłoby do ukarania winnych?

 

onet.pl

Budka: Mariusz Błaszczak oszukał ojca Igora Stachowiaka i opinię publiczną. Państwo PiS zawiodło

jagor, 24.05.2017

– Minister Zieliński wiedział kilka tygodni po tych wydarzeniach, że użyto niezgodnie z prawem paralizatora. Mariusz Błaszczak oszukał ojcem Igora Stachowiaka, mówiąc, że ta sprawa zostanie niezwłocznie wyjaśniona – mówił w ‚Poranku Radia TOK FM” Borys Budka z PO.

Były minister sprawiedliwości w rządzie PO ocenił, że szokująca sprawa śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu pokazuje, że „państwo PiS zawiodło na całej linii”.

– Jeżeli przez rok nic się nie dzieje, a ustami rzecznika Komendanta Głównego Policji słyszymy, że prokuratora odmówiła wydania zgromadzonych dowodów, by wszcząć postępowanie dyscyplinarne, a szef policji nie zna tego szokującego materiału, to znaczy, że policja w której dokonano czystek kadrowych, nie funkcjonuje na zasadach hierarchiczności  – powiedział poseł PO. Budka doprecyzował, że Komendant Główny Policji powinien natychmiast dostać na biurko policyjne materiały.

Minister Zieliński wiedział kilka tygodni po tych wydarzeniach, że użyto niezgodnie z prawem paralizatora. Wiceszef MSWiA mówił o tym podczas posiedzenia komisji. Co więcej, Zieliński mówił w Sejmie, że wszczęto wszystkie możliwe procedury, że trzy komórki badają tę sprawę. Mariusz Błaszczak oszukał ojcem Igora Stachowiaka, mówiąc, że ta sprawa zostanie niezwłocznie wyjaśniona. Mariusz Błaszczak oszukał także opinię publiczną składając takie same deklaracje. Co się stało? Miesiąc po tych tragicznych wydarzeniach, szef komisariatu awansuje na wiceszef komendy miejskiej policji we Wrocławiu

– wyliczał b. minister sprawiedliwość.

Budka zwrócił uwagę, że sami policjanci mówią, że ta karuzela kadrowa po przejęciu władzy przez PiS, spowodowała, że w wielu miejscach w Polsce znaleźli się na kluczowych stanowiska policjanci, którzy do tego nie mają żadnych kompetencji. – Ci policjanci swój awans zawodowy zawdzięczają wyłącznie przychylności czołowych polityków PiS – mówił Borys Budka w Radiu TOK FM.

To jest najważniejsze pytanie

– A to rodzi pytanie, czy znajomości z politykami PiS nie sprawiły, że zamiast wyjaśnić te sprawę, robiono wszytko by zamieść ją po dywan? To najważniejsze pytanie. Dlatego, że pojawiają się nazwiska polityków PiS na Dolnym Śląsku, chociażby szefowej kancelarii pani premier, czyli poseł Beaty Kempy, która pochodzi z Sycowa, i dwóch policjantów, którzy uzyskują bardzo szybki awansem po przejęciu przez PiS władzy, którzy są odpowiedzialni za to, co dzieje się we Wrocławiu. To  są policjanci właśnie z Sycowa – jak się mówi – sąsiedzi Beaty Kempy – powiedział poseł PO. Jak dodał, nie wie czy to prawda, ale to powinno zostać niezwłocznie wyjaśnione.

TOK FM

Magdalena Środa, filozof etyk

Ekologia gorsza od gender: zagrożenie dla władzy i ludzkości

23 maja 2017

Wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej

Wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej (Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)

Postulat ochrony zwierząt przed cierpieniem, jak również przyrody przed dewastacją nie jest uznawany przez ten rząd. Przeciwnie, traktowany jest jako zagrożenie i dla władzy, i dla ludzkości.

Minęła rocznica podpisania przez polski Sejm ustawy o ochronie zwierząt. Organizacje pozarządowe walczyły latami o to, by politycy wreszcie uznali, że zwierzę nie jest rzeczą, że żyje, czuje, boi się, wymaga ochrony i opieki.

Ustawa ma dwadzieścia lat, a jej stosowanie, zwłaszcza zaś zrozumienie potrzeby ochrony zwierząt przed cierpieniem, jest ciągle nikłe. Bijemy, katujemy, znęcamy się, trzymamy na łańcuchach, głodzimy, pożeramy, organizujemy mięsne i kurze obozy zagłady, wreszcie zabijamy i ranimy dla czystej przyjemności (ot, małe polowanko w przerwie obrad Sejmu). I nie będzie lepiej.

Postulat ochrony zwierząt przed cierpieniem, jak również przyrody przed dewastacją nie jest uznawany przez ten rząd. Przeciwnie, traktowany jest jako zagrożenie i dla władzy, i dla… ludzkości. Można było usłyszeć o tym w Toruniu podczas konferencji „u Rydzyka” (za OKO.press). Piękny to był spektakl, który wejdzie na stałe do historii propagandy, tak jak Jacek Kurski do historii Opola.

Ta władza lubi splendor i tłumy, chętnie za to płaci, dlatego do Torunia zwieziono tysiące. „Słuchacze” toruńscy stawili się „z polecenia służbowego”; każde nadleśnictwo wytypowało osoby na wyjazd. Każde musiało je zawieźć, przytrzymać na miejscu, odwieźć. Koszty tej operacji zapłaciła dyrekcja Lasów Państwowych (no, bo przecież nie dyr. Rydzyk, on zarabia).

Porządek zamiast lasu. Jak wycinana jest Puszcza Białowieska?

Porządek zamiast lasu. Jak wycinana jest Puszcza Białowieska?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21773468,video.html

Prelegentami byli akademicy, brać wiejska, leśna i duchowna. Treść wystąpień, ich wigor, hasłowość – jak za najlepszych czasów propagandy Gierka, tylko widownia nieco skonsternowana, bo leśnicy to wykształceni ludzie (i to nie u ks. prof. Guza z KUL-u, gwiazdy konferencji).

Całość była poświęcona „Polsce, która jeszcze nie zginęła”, i wsi, która razem z Kościołem, wycinką lasu i zabijaniem zwierząt jest Polski podporą. Wystąpienia były „naukowe” i konkretne.

Ale czego tam nie było! Przede wszystkim był jasno określony wróg. Po gejach, gender i uchodźcach pojawił się nowy, prawdziwy wróg Polski, wsi, Kościoła i „tradycji” – ekolog!

Kim on jest? Tu, podobnie jak w przypadku gender, panowała pewna rozbieżność opinii. Prelegenci nie mogli się zgodzić, czy jest on: (1) nazistą, (2) nihilistą, (3) komunistą, (4) ateistą, (5) materialistą czy jakąś ich kombinacją, na przykład „zielonym nazistą”, czy „przebranym z czerwonej na zieloną szatę komunistą”. Przeważyła opinia, że jest gorszy niż nazista, bo ten przynajmniej „uznawał za coś pozytywnego rasę”, a ekolodzy nie uznają nic (stąd „nihiliści”).

Co robią ekolodzy? „Animizują człowieka” i – w ogólności – „chcą doprowadzić ludzkość do… zagłady”.

Były też wątki patriotyczne. A jakże. I deklaracje, że to, co niektórzy nazywają zaściankiem, zacofaniem i barbarzyństwem, stanowi naszą narodową dumę i naszą przyszłość. Będziemy wycinać, zabijać i stosować pestycydy, będziemy odporni na ekologiczne nowinki i ekologicznych nazistów.

Niech żyje minister Szyszko! Co tam zwierzęta, co tam lasy! Byle Polska rosła w PiS, a ludzie żyli pobożniej. Czyli tak, jak im Rydzyk każe.

wyborcza.pl

Pawłowicz piekli się w Sejmie. „Powinniście, jak w Korei, przejść reedukację w obozach”

5/37

© Marcin Obara /pap
Krystyna Pawłowicz (PiS) słała gromy na opozycję podczas posiedzenia komisji sejmowej, rozpatrującej rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.Krystyna Pawłowicz stwierdziła, że opozycja wraz ze środowiskiem sędziowskim tworzy „jedną wielką partię opozycyjną”, która nie przyjmuje wyniku wyborów. – Środowisko sędziowskie wymaga odzyskania dla de-mo-kra-cji! – piekliła się Pawłowicz. I zastosowała zaskakujące porównanie, które zostało skrytykowane jako nawiązanie do metod z reżimu Kim Dzong Una.

Powinniście, jak w Korei, przejść reedukację w obozach, uczących demokracji – dodała. 

– Standardy Korei Północnej jako standardy rozpatrywane na komisji sprawiedliwości i praw człowieka? To Białoruś jest za mało? To Korea Północna jest tym celem, do którego dążymy? – zareagowała Kamila Gasiuk-Pihowicz. Cytuje ją „Rzeczpospolita”.

– Tymi słowami pani poseł zasłużyła na tytuł Krystyna „Kim” Pawłowicz. Marzy o metodach ze zbrodniczej dyktatury? To ignorancja czy głupota? – komentował na Twitterze Marek Tatała z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

 

Sejm o KRS

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości zakończyła dziś prace nad rządowym projektem dotyczącym zmian z Krajowej Radzie Sądownictwa. Przewiduje on m.in. powstanie w KRS dwóch izb oraz wygaszenie, po trzydziestu dniach od wejścia noweli w życie, kadencji jej piętnastu członków-sędziów. Ich następców wybrałby Sejm, a nie – jak teraz – środowiska sędziowskie. Drugie czytanie projektu w Sejmie odbędzie się w środę po południu.

Sędziowie protestują, podnosząc, że nowe przepisy „zmierzają do upolitycznienia sądów i naruszenia ich niezależności”.

msn.pl

Antoni Macierewicz nie jest już nietykalny, ale trzyma Kaczyńskiego w szachu

Jacek Gądek, 23.05.2017

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Antoni Macierewicz nie jest już nietykalny. Osobista wdzięczność Jarosława Kaczyńskiego ustąpiła szorstkiej przyjaźni i trzymaniu się w szachu. Szef MON ma ochotę na schedę po prezesie, ale w partii nie ma chętnych, by iść na dno z ministrem.

Szarmancki i uśmiechnięty Antoni Macierewicz ciąży dziś obozowi władzy jak nigdy po wyborach. Teraz partia go schowała, aby uspokoić sytuację i obronić w Sejmie. Wniosek o dymisję będzie bowiem głosowany na aktualnym posiedzeniu.

– Antoni Macierewicz jest wiceprezesem PiS i realizuje program partii. Ma silną pozycję – zobaczymy to w głosowaniu w Sejmie – mówi poseł PiS Marek Opioła. Ale to oficjalna linia partii. Nikt bowiem nie może publicznie podważać pozycji swojego ministra i to w przeddzień batalii w Sejmie o jego odwołaniu.

Rachunek szkód, jakie szef MON wyrządził własnej partii, jest jednak duży.

Upokorzenie premier

Macierewicz to zwierzę polityczne. Słucha tylko własnego instynktu. Walczy o przetrwanie i pozycję w hierarchii stada. Czyli w partii i rządzie. Jego współpracownik mówi, że „Beata Szydło jest naprawdę w porządku”. – Jak jest problem, to można do niej pójść, pogadać i sprawę załatwić – mówi osoba pracująca w MON.

Z kolei Macierewicz przy każdej nadarzającej się okazji na powitanie chwyta Beatę Szydło za dłoń i całuje w nią, patrząc jej w oczy. Nie traktuje jej jednak jak swojego zwierzchnika. Nazwisko szefa MON z trudem z kolei przechodzi szefowej rządu przez gardło. Premier mówi, że Macierewicz jest krytykowany, bo naruszył wiele interesów. Sama jednak, gdyby to od niej zależało, pozbyłaby się już go z rządu – bo narusza interes całego gabinetu. On nie jest jej ministrem, a ona nie jest jego premierem.

Już samą nominacją dla Macierewicza Szydło została upokorzona – przez Jarosława Kaczyńskiego. Aż do szczytu NATO w Warszawie minister się jednak hamował jakby nie był sobą. Nie od razu przystąpił do czystki w armii. Z poślizgiem powołał podkomisję smoleńską, która kompromitować zaczęła się dopiero po pół roku, gdy w końcu zabrała głos. Od kolejnych rewelacji byłego już szefa podkomisji dr. Wacława Berczyńskiego PiS-owcy zgrzytali zębami. W klubie parlamentarnym jest bowiem wielu smoleńskich ateistów, którzy nie wierzą ani w zamach, ani w wybuch bomby. W tym gronie jest i Zbigniew Ziobro, i Beata Szydło.

Dlaczego jednak „ateiści” lub przynajmniej „agnostycy” smoleńscy milczą? Bo jeśli dziś ktoś odetnie się od hipotezy wybuchowej, to nie zrobi w PiS kariery. W szeregach partii i wśród dziennikarzy krążą jednak historyjki, jak to niektórzy spośród polityków obozu władzy zdobywali się na szczerość, ale dopiero po piwie.

Czy podkomisja smoleńska działa profesjonalnie? Szef sejmowej speckomisji i członek komisji obrony Marek Opioła (PiS): – Obowiązkiem państwa polskiego jest wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej i właśnie tym zajmuje się podkomisja. To jedyny mój komentarz. Trzeba zrobić wszystko, aby wyjaśnić wszystkie wątpliwości, które przez lata narosły wokół katastrofy. Oceniajmy prace podkomisji i prokuratury dopiero, gdy będą przedstawione wnioski i zarzuty, a nie na podstawie strzępów informacji.

Kłopot w tym, że podkomisja wniosek już ma: na pokładzie Tu-154M wybuchła bomba termobaryczna.

Poseł PiS Jacek Świat (stracił w Smoleńsku żonę), który dziś jest następcą Macierewicza w fotelu szefa parlamentarnego zespołu smoleńskiego, nie ma jeszcze pewności, że to ta bomba. – Na podstawie tego, co wiemy dziś, teza podkomisji wydaje się najbardziej wiarygodna. Ale nie przesądzam, bo do końca daleko – mówi Świat.

Macierewicz się postawił

Macierewicz po raz kolejny upokorzył premier i pokazał jej niemoc trzymając u siebie Bartłomieja Misiewicza. Choć premier żądała pozbycia się giermka, to Macierewicz tylko pozbawił go funkcji kierowniczych, dalej więc był pracownikiem MON, a do resortu wpadał nawet w czasie urlopu. Szydło nie miała żadnego sposobu na wymuszenie niczego więcej, więc w marcu uznała: – Antoni Macierewicz wyciągnął konsekwencje w stosunku do pana Misiewicza i ta sprawa jest zamknięta.

Wówczas nic jednak nie było zamknięte.

Macierewicz ignorował także coraz głośniejsze pohukiwania samego Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS mówił, że Misiewicz musi odejść, ale słowo nie stawało się ciałem. Dopiero gdy Kaczyński powołał partyjną komisję złożoną ze swoich najwierniejszych żołnierzy, a oni wręczyli Misiewiczowi wilczy bilet, historia giermka z MON się skończyła. Prezes PiS dowiódł, że jest dziś silniejszy od Macierewicza. Ale szef MON pokazał, że jako jedyny w obozie PiS ma moc postawić się Jarosławowi. Macierewicz dał też przykład swoim wyznawcom: ludzi, którzy są mi wierni, bronię do końca.

Wojna w jednym obozie

Bartłomiej Misiewicz nie jest dziś bezrobotnym studentem. Tomasz Sakiewicz (szef „Gazety Polskiej” i wiceprezes Telewizji Republika) deklarował, że w jego TV jest miejsce dla Misiewicza. Uznał przy tym, że jest on tak „piekielnie medialny” i kompetentny zarazem, żeby prowadzić program telewizyjny o obronności.

Taka ocena jest w kontrze do oficjalnego stanowiska PiS. Partia stwierdziła bowiem, że „Misiewicz nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa czy innych sferach życia publicznego”.

Ten sam „Misiek”, którego inteligencję i patriotyzm opiewał Macierewicz. Ten sam, którego minister stawiał za wzór posłom. Ten sam „piekielnie” medialny i kompetentny. Ten sam, który pod presją prezesa sam zrezygnował z członkostwa w PiS.

Macierewicz z ludem smoleńskim

Macierewicz nie ma swojej frakcji w partii. Posłowie PiS nie chcą umierać za niego. Pozycję w niej zdobył, bo był mózgiem alternatywnego badania katastrofy smoleńskiej. Jako polityk odbudował się dzięki osobistej wdzięczności Jarosława Kaczyńskiego. I tylko prezes może go z partii oraz rządu wypchnąć.

W takim krytycznym momencie Macierewicz mógłby pociągnąć za sobą pojedyncze osoby z PiS – te związane z „Gazetą Polską” oraz najbardziej radykalnych członków rodzin smoleńskich, którzy trafili do Sejmu. Wiceministrowie a zarazem posłowie Bartosz Kownacki i Michał Dworczyk, którzy teraz tłumaczą się za szefa, zapomnieliby o nim w mig. Zwłaszcza, że sami są wymieniani jako potencjalni następcy swojego dzisiejszego szefa. Młodzi, sprawni w kontaktach z mediami, otwarci – na czas kampanii w sam raz.

Czy Macierewicz pozostanie ministrem do końca kadencji? – Dziś ministrem obrony jest Antoni Macierewicz i dobrze by było, aby minister obrony miał możliwość dokończenia ważnych projektów. Warto zachować ciągłość w MON. Przecież trzeba dokończyć choćby Strategiczny Przegląd Obronny i przeprowadzić reformę dowodzenia Siłami Zbrojnymi. Tylko silny minister może tu być skuteczny – odpowiada Marek Opioła.

Słowa klucze to tutaj „dziś” i „ciągłość”. Jutro Macierewicz nie musi być ministrem (kilka miesięcy temu w PiS sondowano, czy nie zrobić z niego marszałka Sejmu), a ciągłość może zapewnić awansujący wiceminister. Pozbycie się Macierewicza z rządu byłoby nowym otwarciem ekipy PiS, ale na pewno nie nastąpi to pod presją opozycji. Jeśli już to sondaży.

Siła Macierewicza to nie jego zaplecze w partii, bo tego nie ma. Po pierwsze ma on bowiem ogromny autorytet w oczach najtwardszego elektoratu PiS. Mimo wygadywania głupot (np. o Mistralach oraz śmigłowcach) i wizerunkowych katastrof (karambol pod Toruniem). „Lud smoleński” pozostaje w niego wpatrzony, a na stratę choć części tych wyborców PiS nie może sobie pozwolić. Ilu ich jest? Wedle sondażu z kwietnia raptem 6,5 proc. Polaków wierzy w wersję podkomisji smoleńskiej (wybuch bomby w czasie lotu), czyli bezgranicznie ufa Macierewiczowi.

Szach i kilka procent

Część z tych wyborców Macierewicz mógłby wyrwać PiS. Jemu niewiele by to jednak dało, ale w te sposób szachuje on prezesa Kaczyńskiego. Tu warto pamiętać, że tuż po kampanii 2010 r. Macierewicz zarzucił prezesowi PiS (wówczas unikającemu tematu katastrofy) prosto w oczy: „Jarek, ty zapomniałeś o Lechu”. Po burzliwym rozstaniu z prezesem PiS mógłby zatem ruszyć na bratobójczą wojnę z nim. Akurat on byłby do tego zdolny.

Zamiast jednak iść na beznadziejną wojnę z Kaczyńskim i jego armią, lepiej byłoby ją przejąć. Albo poczekać na erozję tej armii i na jej gruzach zbudować nową. Na takie zakusy wskazuje wojna wewnątrz medialnego zaplecza PiS.

Z jednej strony jest kombinat Tomasza Sakiewicza, a z drugiej media braci Jacka i Michała Karnowskich. O względy partii rywalizowali już przed wyborami, ale teraz to jest otwarty konflikt. I to mimo, że oba środowiska są personalnie bądź finansowo powiązane z PiS.

Ceniony w tym środowisku Piotr Lisiewicz pisał w „GP”: – Pora napisać to jasno – nikt, kto dziś angażuje się w osłabianie Antoniego Macierewicza nie ma szans na udział w przyszłej sukcesji po Jarosławie Kaczyńskim. A każdy, kto robi to, zawierając taktyczne sojusze, z czasem będzie musiał zniknąć z obozu niepodległościowego. To wynika z owego upodmiotowienia „pisowskiego ludu”. Po prostu dynamika oddolnych procesów zachodzących w naszym obozie go z niego wypchnie. Stanie się niewygodny nawet dla własnych kolegów z powodu ciążącego na nim odium.

Słowem: niech nikt nie podnosi ręki na Macierewicza. Jak do tej pory palcem pogroził mu prezes Jarosław Kaczyński. Dziś cały PiS głośno broni ministra, ale za nim nie podąży.

W historii rodziny Macierewiczów jest tajemnica. Jak było naprawdę? Rodzina była ścigana przez UB. Doszło do tragedii >>>

A teraz zobacz: nieprzyjęcie uchodźców może Polskę drogo kosztować

gazeta.pl

Wróg telewizji publicznej. Kim jest prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski?

Anita Dmitruczuk, Mariusz Lodziński, 24 maja 2017

prezydent miasta Opola Arkadiusz Wiśniewski

prezydent miasta Opola Arkadiusz Wiśniewski (fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta)

Prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski wywodzi się z PO, ale do lokalnych wyborów szedł z ludźmi Patryka Jakiego z Solidarnej Polski., , Dlaczego teraz wykonał woltę i wyrzucił TVP?

Główny powód: blamaż. Z udziału zrezygnowało ponad 40 artystów, którzy mówili, że TVP narusza wolność słowa. Na festiwalu z 50-letnią tradycją, który jest najbardziej rozpoznawalną marką miasta, jedynym pewnym punktem był występ sympatyzującego z PiS Jana Pietrzaka.

Wbrew temu, co sugerował na antenie TVP jej prezes Jacek Kurski, prezydent nie wyrzucił ekip telewizyjnych z zaskoczenia. Najpierw Wiśniewski proponował powołanie rady programowej festiwalu z muzycznymi autorytetami, potem, by program i umowy z artystami były w gestii miasta, a TVP ograniczyła się do wyprodukowania widowiska. Jednak Kurski milczał, a program imprezy, do której próby powinny się zacząć za dwa tygodnie, wciąż był zagadką. Kiedy Wiśniewski doszedł do wniosku, że blamaż jest nieunikniony, chciał przełożyć festiwal na jesień. W końcu wyrzucił ekipy TVP z amfiteatru, a kilka godzin później wypowiedział telewizji umowę.

Zobacz:

Żenujące, że prezes TVP do swojej obrony wykorzystuje zmarłego Zbigniewa Wodeckiego – K. Luft o bojkocie festiwalu opolskiego

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21849966,video.html

Aż do tego momentu TVP miała w Opolu pole manewru. Wczoraj Kurski oświadczył, że do zrobienia opolskiego festiwalu nie potrzebuje… Opola. Chce zorganizować imprezę w innym mieście.

Decyzja Wiśniewskiego o zerwaniu współpracy jest historyczna – nie zrobił tego nikt od 1977 r., kiedy TVP stała się współorganizatorem festiwalu. Kim jest człowiek, który podjął to ryzyko?

CZYTAJ TEŻ: Nieoficjalne informacje: TVP chce przenieść festiwal do Kielc

Prezydent Opola: Najpierw PO, potem Jaki

Opole tak naprawdę o Arkadiuszu Wiśniewskim usłyszało po raz pierwszy w 2002 r. Wtedy jeszcze jako student politologii i szef Młodych Demokratów dostał się do rady miejskiej z komitetu Ryszarda Zembaczyńskiego, który potem rządził Opolem przez 12 lat. Komitet łączył ludzi, którym blisko było do PO i radykalnych prawicowców skierowanych w stronę PiS. Szefem takiego klubu w opolskiej radzie został Wiśniewski. Nie miał opinii politycznego gracza.

Potem drogi PO i PiS się rozeszły, a Wiśniewski został przy platformerskim prezydencie. Był jednym z jego najbliższych współpracowników. Co ciekawe, Patryk Jaki (dziś wiceminister sprawiedliwości) w 2006 r. wszedł do rady Opola z list PO, a kadencję skończył jako jedna z twarzy PiS. Potem został posłem, a podczas rozłamu w partii opowiedział się za Zbigniewem Ziobrą i przeszedł do Solidarnej Polski. Wiśniewski był natomiast wiceprezydentem Opola, aż do momentu odejścia z PO tuż przed ostatnimi wyborami samorządowymi.

– Od początku ostro pracował. Chciał o wszystkim decydować sam, później się okazało, że tak się nie da. Musiał część spraw zostawić podwładnym. Ale zawsze był otwarty na rozmowy – słyszymy od urzędników. Stało się jasne, że w razie kandydowania będą mu kibicować. A ambicje Wiśniewskiego sięgały już prezydenckiego fotela.

– Zauważono, że może być zagrożeniem. Podjęto decyzję, że musi zostać zneutralizowany – słyszymy od opolskich polityków. Plan był taki: doprowadzić do usunięcia go z Platformy. – Drukowano jego rozmowy na Facebooku z mieszkańcami, w których przyznawał, że jakieś decyzje ratusza nie były słuszne. Ponoć jednego z radnych namawiał do odejścia z PO. Pokazano takie kwity prezydentowi Zembaczyńskiemu, a ten wyrzucił swojego zastępcę – mówi polityk PO.

Wiśniewski sam zrezygnował z członkostwa w PO, znalazł pracę w biznesie i postanowił walczyć o prezydenturę. – Wierzył w swoje możliwości, choć nikt nie dawał mu większych szans. Bo Wiśniewski nie był politycznym zwierzęciem. Ale szybko się zmienił. Nie dało się tu nie zauważyć też szkoły Patryka Jakiego, który wspierał go w kampanii, bo bał się wygranej kandydata lewicy. Ta kampania zrobiła z Wiśniewskiego prawdziwego polityka – ocenia jeden z jego najbliższych kolegów.

Po wygranych wyborach Wiśniewski mógł rządzić w Opolu albo z PO, albo z prawicowym komitetem ludzi związanych z Jarosławem Gowinem i z PiS. Wybrał drugą możliwość, co było elementem układu z Jakim. PO podjęła wówczas decyzję o zakazie współpracy jej ludzi z Wiśniewskim. Prezydent otoczył się więc współpracownikami Jakiego.

– Jestem otwarty na współpracę z różnymi środowiskami. Jestem prezydentem niezależnym, i tego mam zamiar się trzymać. W definicję niezależności wpisuje się też to, że potrafię realizować inicjatywy, które wprost nie wiążą się z moimi poglądami i przekonaniami – mówił Wiśniewski.

Prezydent Opola: Polityczny zakładnik?

Na opinię zakładnika Jakiego i PiS prezydent zapracował podczas powiększania Opola. Miasto przejęło tereny od czterech gmin, w tym atrakcyjne działki inwestycyjne i elektrownię Opole, dzięki której do budżetu co roku będzie wpływać kilkadziesiąt mln zł z podatków. Rząd PiS to zatwierdził błyskawicznie dzięki wstawiennictwu Jakiego. Zignorowano sprzeciw mieszkańców sąsiadów Opola.

Podczas kampanii walczący o prezydenturę Wiśniewski o planach powiększenia nie powiedział ani słowa. Zaskoczeniem było więc ogłoszenie tej wizji rok później. Prezydenta krytykowano za brak konsultacji, co doprowadziło m.in. do głodówki mieszkańców sąsiedniej gminy.

Skoro Owsiak nie stracił…

Dotąd współpraca Jakiego i Wiśniewskiego przynosiła profity obu. Wiśniewski miał przełożenie na rząd, Jaki realny wpływ na politykę ratusza i możliwość wyeksponowania tego, co dla Opola w Warszawie załatwił.

Decyzja Wiśniewskiego o wyrzuceniu TVP zaskoczyła zarówno jego zwolenników, jak i przeciwników. Pierwszych, bo uznali to za zdradę politycznego obozu, którego dotąd był częścią. Drugich, bo powiększenia Opola w takim stylu i tak mu nie wybaczą.

CZYTAJ TEŻ: Prezydent Opola: idziemy drogą Owsiaka i „Ucha Prezesa”

Prezydent zamierza natomiast zorganizować Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki sam. Oświadczył, że na rozwodzie z TVP nie wyszedł źle ani Jerzy Owsiak ze swoją WOŚP, ani Robert Górski, który potem stworzył „Ucho Prezesa”. Owsiak oświadczył, że trzyma kciuki za walkę Wiśniewskiego o opolski festiwal. „Miasto Opole jest sercem festiwalu i jedynym miejscem, w którym to legendarne wydarzenie może się odbyć” – napisał Owsiak.

Ale nie tylko festiwal różnił Wiśniewskiego ze środowiskiem PiS. Wcześniej był jednym z prezydentów niemal 30 miast, którzy poparli w wyborach Bronisława Komorowskiego. Kiedy z kolei działacze KOD, a potem PO upomnieli się o skwer im. Władysława Bartoszewskiego w Opolu, na co niechętnie patrzył PiS, Wiśniewski nakazał urzędnikom przygotowanie odpowiedniej uchwały i sprawę załatwił.

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: