Policja i ABW tworzą bazę danych manifestantów?

28 lipca 2017

W ubiegłym tygodniu „Gazeta Wyborcza” otrzymała od informatora z kręgu służb specjalnych ostrzeżenie, że „Pod Sejmem i pod Pałacem Prezydenckim będą nagrywać ze wszystkich kamer, będzie też kilkadziesiąt kamer operacyjnych policji”.

Do czego mają prowadzić takie działania? Można się tylko domyślać, że policja do spółki z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego tworzą bazę danych o demonstrantach aktywnych podczas antyrządowych protestów. Chodzi o zdjęcia twarzy i samochodów działaczy Komitetu Obrony Demokracji, Obywateli RP oraz innych organizacji aktywnych podczas manifestacji. Jest to o tyle ważne, że dotychczas „policja nie ma własnego systemu rozpoznawania twarzy. Dysponuje nim Centrum Antyterrorystyczne ABW, które użycza go innym służbom, ale też uzupełnia o nowe dane” – powiedział dziennikowi były oficer Centralnego Biura Śledczego.

System, którym posługuje się CAT ABW, opiera się na bazie porównawczej dostarczonej przez komórki w MSWiA, które zajmują się wydawaniem paszportów oraz dowodów osobistych. Mają dostęp do zdjęć i odcisków palców większości obywateli.

Praktycznie po wrzuceniu do bazy danych fotografii uczestnika demonstracji system identyfikuje jego nazwisko i dane. Można więc bez legitymowania zdobyć informację, kto i ile razy brał udział w danym zgromadzeniu. Można także dołączyć jego wizerunek do zasobu twarzy osób poszukiwanych, tak by wyłapywał go monitoring miejski, do którego służby też mają dostęp. „Pozwala to śledzić ruchy wybranych osób i orientować się, czy nie biorą lub nie brały udziału w zdarzeniach o charakterze przestępczym albo po prostu burdach i pijaństwach” – tłumaczy inny informator. „Takie informacje, nawet jeżeli nie będą przydatne w śledztwie, można np. wykorzystać operacyjnie do rozpracowania osoby lub skompromitowania jej w mediach” – dodaje.

Podobna sytuacja dotyczy obsługiwanego przez ABW systemu automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych. Podobno wprowadzono do niego numery rejestracyjne samochodów osób aktywnych podczas protestów. Kamery podłączone do systemu działają co najmniej w dziewięciu punktach Warszawy. Dzięki nim można lokalizować pojazdy wybranych osób.

GW przypomina, że polskie służby już raz pokazały, jak mogą wykorzystać systemy detekcji do celów politycznych. W 2007 r. za pomocą systemu rozpoznawania twarzy ABW śledziła Janusza Kaczmarka, szefa MSWiA w ówczesnym rządzie PiS, podejrzewanego o to, że zdradził informację o tajnej akcji CBA. Na dodatek obserwacja za pomocą detekcji twarzy i rozpoznawania tablic rejestracyjnych to forma inwigilacji, na którą nie potrzeba zgody sądu czy prokuratury. Nie ma też przepisów określających, jak długo można przechowywać zgromadzone dane i do jakich celów można ich użyć. Wszystko regulują jedynie wewnętrzne przepisy służb.

Komenda Stołeczna Policji zaprzecza oczywiście wszystkim tym informacjom: „KSP nie gromadzi danych nt. uczestników demonstracji antyrządowych ani nie wprowadza ich wizerunków do swoich baz danych, ani systemu rozpoznawania twarzy”. Zapewnia też, że nie prowadzi działań operacyjnych „w związku z ostatnimi demonstracjami”.

Potwierdza natomiast, że monitoruje „przemieszczanie się pojazdów, w tym organizatorów (np. samochodów z nagłośnieniem itp.), w rejonie prowadzonych działań (…) z uwagi na bezpieczeństwo uczestników i osób postronnych”.

Zarzeka się też ABW: „Widoczna w czasach rządów PO-PSL praktyka wykorzystywania służb do walki politycznej zakończyła się wraz z przejęciem władzy przez PiS. Za rządów PiS nikt nie jest i nie będzie poddawany inwigilacji ze względu na poglądy polityczne lub działalność publiczną” – pisze rzecznik koordynatora służb Stanisław Żaryn.

koduj24.pl

Prezes PiS zarządził przyspieszenie. Jak partia rzadząca chce się zabrać za media prywatne?

Justyna Dobrosz-Oracz; zdjęcia: Wojciech Wojda, Anu Czerwiński; montaż: Katarzyna Szczepańska, 28.07.2017

Politycy PiS nabierają wody w usta. Ale specjalny zespół pracuje nad ustawą o dekoncentracji mediów. Kiedy próbowaliśmy zapytać posła Marka Suskiego o szczegóły projektu, odesłał nas do jej autorów. Nie wskazał jednak, kto to jest. – Pani pyta, to pani wie – powiedział poseł PiS naszej dziennikarce Justynie Dobrosz-Oracz. Posłowie opozycji nie mają złudzeń. Partia rządząca na każde medium może znaleźć sposób. – Dla jednych może to być zakaz przy krzyżowaniu się. Więc zapomnijmy, o tym że będzie można mieć radio, gazetę i portal. Innym zarzucą za dużo mają kanałów tematycznych – wylicza Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PO. Jakich mediów chce Jarosław Kaczyński? Czy Prawo i Sprawiedliwość szykuje ofensywę? Jak ma przebiegać repolonizacja mediów według PiS? Zobacz materiał Justyny Dobrosz-Oracz.

wyborcza.pl

Prof. Strzembosz: Ciężko mi słuchać kłamstw rozpowszechnianych przez polityków

Wyb. pst, 28 lipca 2017

Prof. Adam Strzembosz

Prof. Adam Strzembosz (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Sądownictwo zostało przekształcone na podstawie ustaw, które Sejm uchwalił już w grudniu 1989 r. Stało się odrębną niezależną władzą sądowniczą, którą dopiero teraz, po 28 latach, pragnie się z powrotem zamienić na taką, którą będzie można się posłużyć w celach politycznych.

Fragmenty wywiadu Magdaleny Rigamonti z Adamem Strzemboszem – sędzią, profesorem nauk prawnych, wiceministrem sprawiedliwości w latach 1989-90, I prezesem Sądu Najwyższego i przewodniczącym Trybunału Stanu w latach 1990-98; „Dziennik Gazeta Prawna”, 28-30 lipca 2017

1 września ubiegłego roku przeprowadzono bardzo ciekawe badanie opinii publicznej. Wynikało z niego, że zaufanie do sądów miało 44 proc. pytanych, do Sejmu i Senatu – 21 proc., a do rządu – 27 proc., co świadczy o tym, że sądom wierzy dwa razy więcej ludzi niż tym nadzwyczajnym politykom, którzy o wszystkim decydują.

[A skoro aż 56 proc. ludzi sądom nie ufa, to] może trzeba ich zapytać: czy byłeś kiedykolwiek w sądzie? (…) Okaże się, że ponad połowa badanych nie miała żadnego kontaktu z sądami, a swoje opinie opierała przede wszystkim na tym, co usłyszała w telewizji. (…) Nie dziwi więc, że obniżenie autorytetu sądu w ciągu ostatniego roku jest bardzo znaczne. A przecież w samych sądach nie zmieniło się nic na minus. Jeśli już, to na plus, bo jest większe wyczulenie.

(…)

Zwrócono uwagę na przykład, że sędziowie uzasadniają wyroki zbyt hermetycznym językiem. Jednak sędzia musi uzasadnić wyrok w sposób jurydyczny, bo inaczej sąd odwoławczy mu go uchyli. Natomiast uzasadnienie, które wygłasza wobec publiczności, powinno być jak najprostsze i zrozumiałe. I to już wielu sędziów wie, że inaczej się pisze, a inaczej się mówi. Ciężko mi też słuchać kłamstw rozpowszechnianych przez polityków, którzy chcieliby z sędziów zrobić złodziei ciastek, kiełbas, telefonów.

(…)

Nie jest prawdą, że w ciągu ostatnich 28 lat nikt nie potrafił dokonać zmian w sądownictwie, które nadal jest jakby PRL-owskie. To kłamstwo. Sądownictwo zostało w sposób zasadniczy i ideowo jednoznaczny przekształcone na podstawie tych ustaw, które Sejm uchwalił już w grudniu 1989 r. Wcześniej częściowo dyspozycyjne, pod naciskiem prezesów, sposobu nominacji, awansowania i nagradzania stało się odrębną, niezależną władzą sądowniczą, którą dopiero teraz, po 28 latach, pragnie się z powrotem zamienić na taką, którą będzie można się posłużyć, gdy zajdzie taka potrzeba, w celach politycznych.

Nie ma instytucji w Polsce, która byłaby tak oczyszczona po 1989 roku – prof. Adam Strzembosz o Sądzie Najwyższym

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22107054,video.html

wyborcza.pl

Trybunał Sprawiedliwości uderzył w „politykę paranoi” PiS. Komentarz prof. Tomasza Koncewicza

Adam Wajrak, 28 lipca 2017

Puszcza Białowieska

Puszcza Białowieska (Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)

Zgodnie z narracją „polityki paranoi” państwo musi być zawłaszczone i urządzone na nowo, a Puszcza Białowieska nie jest tu wyjątkiem. Ma być „nasza” i basta.

Postanowienie Trybunału Sprawiedliwości UE komentuje dla „Gazety Wyborczej” prof. Tomasz Koncewicz z Katedry Prawa Europejskiego Uniwersytetu Gdańskiego, profesor wizytujący Uniwersytetu Princeton:

– Postanowienie jest druzgocące dla rządu. Fakt, że TS wydaje nakaz zawieszenia wszelkiej działalności na obszarze puszczy przed wysłuchaniem strony rządowej, dowodzi, że sytuacja jest dramatycznie zła i wymagała natychmiastowej reakcji sądu „tu i teraz”.

>>Trybunał Sprawiedliwości zakazuje wycinki w Puszczy Białowieskiej

Świadczy to o powadze sytuacji, mocy argumentów Komisji Europejskiej już na tym etapie postępowania i konieczności działania niezwłocznego, aby puszczę chronić.

Czy to postanowienie i jego ton są dla mnie zaskoczeniem? Absolutnie nie. Każdy, kto obserwuje arogancję tej władzy, nie tylko w puszczy, ale też w sądach, mediach, musi rozumieć, że puszcza jest tylko przedłużeniem polityki paranoi, którą obserwowaliśmy przy likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, aferze ze stadninami koni, atakami na sądy czy stosunku rządu do Unii Europejskiej. Zmieniać się może obiekt ataku, ale metoda jest zawsze ta sama.

„Mam nadzieję, że ktoś w tym rządzie powstrzyma szaleństwo ministra Szyszki”. Adam Wajrak komentuje wyrok Trybunału Sprawiedliwości ws. Puszczy Białowieskiej

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22163123,video.html

Zgodnie z narracją paranoi państwo musi być zawłaszczone i urządzone na nowo, a Puszcza Białowieska nie jest tu żadnym wyjątkiem. Ma być „nasza” i  basta.

Racjonalne argumenty nie grają żadnej roli, ponieważ polityka paranoi i racjonalność nie idą w parze.

Postanowienie TS nie może więc dziwić, skoro na sali sądowej liczy się tylko autorytet z argumentu, a nie ulubiony przez PiS argument z autorytetu. W sprawie puszczy widać, że argumenty znokautowały bieżącą politykę „dobrej zmiany”. Język TS jest na tyle mocny i zdecydowany, że – można rzec – sędziowie widzą, że w puszczy dzieje się bardzo dużo i źle.

Stąd zakaz wycinki na czas trwania postępowania. Puszcza podlega bezwzględnej i kompleksowej ochronie bez żadnych ograniczeń, a wszelkie indywidualne odstępstwa od tej reguły muszą być w sposób przekonywający przedstawione i obronione. Działanie w celu zapewnienia „bezpieczeństwa publicznego” musi być absolutnym wyjątkiem. To wentyl bezpieczeństwa dla zapewnienia możliwości reakcji w sytuacjach wyjątkowych, a nie wygodna furtka dla rządu do sabotowania obecnego postanowienia.

Po pierwsze, interpretacja terminu „bezpieczeństwo publiczne” musi brać pod uwagę to, aby cel postanowienia tymczasowego (ochrona przed grożącą puszczy szkodą) nie był niweczony, lecz realizowany w jak największym zakresie. Dlatego termin  „bezpieczeństwo publiczne” powinien obejmować tylko zdarzenia o nadzwyczajnym polu rażenia czy stopniu zagrożenia dla większej liczby ludzi, np. katastrofalny pożar.

Nie można np. twierdzić bez popadania w absurd, że wycinka jest konieczna ze względu na bezpieczeństwo publiczne, bo gałęzie mogą spadać na drogę. Zgodnie z takim myśleniem trzeba byłoby wyciąć wszystkie drzewa w Polsce. Działanie w celu zapewnienia bezpieczeństwa ma być nie tylko wyjątkowe, ale także musi być proporcjonalne. To znaczy, że np. podcinamy trzy drzewa tam, gdzie to konieczne, a nie wycinamy je na skalę przemysłową.

Słowem, bezpieczeństwo publiczne musi być interpretowane w świetle unikalności przyrodniczej puszczy, którą TS w sposób jasny uznaje i podkreśla w tym postanowieniu.

Po drugie, Trybunał uznał, że puszczy „tu i teraz” grozi szkoda, która, jak zawsze w przypadku ochrony przyrody,  ma charakter nieodwracalny. Konieczne jest działanie wyprzedzające zamiast czekania, aż szkoda zostanie wyrządzona.

Ta spektakularna porażka „dobrej zmiany” w puszczy dowodzi, że w tym sporze rząd nie ma żadnych argumentów.

>>Patrioci obronili Puszczę Białowieską przed Szyszką, który chciał ją „ratować” piłą i siekierą. Dziękuję wam

*Tomasz Tadeusz Koncewicz – ukończył prawo na Uniwersytecie w Edynburgu, adwokat, profesor prawa. Wykłada w Katedrze Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej Uniwersytetu Gdańskiego, jest profesorem wizytującym Uniwersytetu Princeton. Pracował m.in. w gabinecie sędziego brytyjskiego w Trybunale Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Jest autorem ponad 200 prac naukowych i wielu książek

wyborcza.pl

Opozycja mu się nie podobała i dlatego chciał zabić Borysa Budkę

Opozycja mu się nie podobała i dlatego chciał zabić Borysa BudkęNapaść na biuro PO – mężczyzna groził, że zabije Borysa Budkę

Pisaliśmy niedawno o tym, że nieznany mężczyzna wtargnął do biura poselskiego posła Tomasza Kostusia z Platformy Obywatelskiej w Opolu. Groził, że zabije maczetą (!) Borysa Budkę, wiceprzewodniczącego PO, a następnie „zrobi porządek” z resztą największej partii opozycyjnej.

Mężczyzna zbiegł, ale policji udało się go szybko zatrzymać. Znamy już kolejne informacje, dotyczące tego ataku. Okazało się, że to 56-letni Wilhelm R. Za to, co zrobił postawiono mu już zarzuty kierowania gróźb bezprawnych wobec grupy osób z powodu ich przynależności politycznej. Grozi mu za to nawet 5 lat pozbawienia wolności. Na razie wypuszczono go i zastosowano jedynie dozór policyjny oraz zakaz zbliżania się do wskazanych osób z PO i ich biur poselskich.

Gdy trwały jeszcze policyjne czynności policyjne, prowadzonego przez funkcjonariuszy Wilhelma R. udało się na chwilę zagadnąć opolskim dziennikarzom. Na pytanie o to, dlaczego groził śmiercią Borysowi Budce i reszcie polityków Platformy, odpowiedział krótko: – „Bo mi się nie podobało to, co totalna opozycja robiła” – stwierdził. Znamy ten argument, do znudzenia powtarzany przez najważniejszych polityków koalicji rządzącej, prawda? Przytoczmy go w najbardziej znanych wypowiedziach, za portalem NaTemat. – „Totalna opozycja marzy o tym, żeby dochodziło do awantur” – wielokrotnie powtarzał szef MSWiA Mariusz Błaszczak. – „Opozycja totalna nie jest w Polsce szerzej akceptowana. To jest w gruncie rzeczy polityczne awanturnictwo” – mówił sam Jarosław Kaczyński. – „Totalna opozycja będzie robiła wszystko, by nadal prowokować prezesa Kaczyńskiego” – oburzał się też Paweł Kukiz.

Zdecydowanie pora wreszcie uwierzyć, że język propagandy rządowej i wypowiedzi czołowych polityków obozu władzy w Polsce może przynieść realne, niebezpieczne skutki. I tak się właśnie dzieje: trudno się dziwić, że znalazła się osoba, która chciała z „totalną opozycją” zrobić porządek. – „Prezes Kaczyński ma wielką robotę do wykonania. Powinien jasno odciąć się od tego typu incydentów i przeprosić za język nienawiści. Tylko on może spowodować, że debata publiczna powróci na normalne tory. Bo jeżeli polityczny przywódca z mównicy sejmowej mówi o „kanaliach” i „zdradzieckich mordach”, to wszyscy jego wyznawcy odczytują to jako przyzwolenie na tego typu działania” – tak ostatnie wydarzenia w rozmowie z naTemat komentował Borys Budka.

koduj24.pl

http://www.rp.pl/Polityka/170729244-Sondaz-Polacy-uwazaja-ze-demokracja-jest-zagrozona.html?template=restricted

Nie rządzą, latają. W istocie to ucieczka od odpowiedzialności.

Ministrowie latają wojskową CASĄ. Idą na to miliony złotych. Macierewicz na szczycie listy

Jacek Gądek Jacek Gądek, 28.07.2017

Małopolski Piknik Lotniczy. CASA C-295

Małopolski Piknik Lotniczy. CASA C-295 (MATEUSZ SKWARCZEK)

Nie tylko premier Beata Szydło i minister Antoni Macierewicz latają wojskowymi samolotami CASA. Minister środowiska prof. Jan Szyszko wylatał transportową maszyną prawie milion złotych.

Ministerstwo Obrony Narodowej przedstawiło listę ministrów, którzy od zmiany rządu do kwietnia tego roku korzystali z wojskowych samolotów CASA.

Ile poszczególni urzędnicy wydali na loty? Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz- 4 miliony 274 tys. zł. Wicepremier Mateusz Morawiecki wylatał łącznie 992 tys. zł. Minister środowiska prof. Jan Szyszko – 780 tys. zł.

W resorcie obrony na pokład CASY wsiadali też wiceministrowie. Podsekretarz stanu w MON Tomasz Szatkowski wylatał łącznie 466 tys. zł. Podobnie Bartosz Kownacki – 337 tys. zł, a Wojciech Fałkowski – 122 tys. zł.

Wojsko podliczyło też loty szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusza Błaszczaka – na 155 tys. zł.

Beata Szydło wylatała ok. 2,5 mln zł na trasach krajowych.

Koszt jednej godziny lotu samolotu CASA C-295M to szacunkowo ok. 21 500 zł.

Macierewicz latał głównie po Polsce. Na mapie jego podróży były: Mirosławiec, Kraków, Oksywie, Szczecin, Babimost, Rzeszów, Łask, Gdańsk, Radom, Bydgoszcz, Krzesiny. A w dalsze trasy zabierała go CASA do Pragi, Kecskemet (Węgry), Sztokholmu, Aten, Luksemburga, Amsterdamu i Kijowa.

Z kolei Mateusz Morawiecki latał do Mińska, Brukseli i Hanoweru. Mariusz Błaszczak do Burgas (Bułgaria). A Jan Szyszko leciał CASĄ do Brukseli i aż do Marakeszu (Maroka), gdzie miała miejsce światowa konferencja klimatyczna ONZ.

Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,21879717,video.html

 

gazeta.pl

Centralny narodowy lekarz. A nie jakaś grupka kolesi doktorskich.

28 LIPCA 2017

KE postawi Polskę przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Trybunał może nakazać wycofanie ustawy o sądach pod groźbą sankcji finansowych

Komisja Europejska jest gotowa postawić Polskę przed Trybunałem Sprawiedliwości. Argumentuje, że polscy sędziowie są sędziami europejskimi, a ich niezawisłość jest gwarantem skutecznego stosowania prawa europejskiego. Polska może zostać wyłączona z europejskiej przestrzeni prawnej. Będzie traktowana jak kraj trzeci, np. Tunezja czy Ukraina

Komisja Europejska używa wszystkich dostępnych środków, aby powstrzymać wejście w życie polskich ustaw sądowych. Wiceprzewodniczący KE Franz Timmermans 26 lipca 2017 zapowiedział kontynuację zarówno procedury kontroli praworządności, która może, ale nie musi, doprowadzić do uruchomienia art. 7, oraz wszczęcie procedury dyscyplinującej na podstawie art. 258 (infringement procedure), które nastąpi natychmiast po opublikowaniu ustawy o sądach powszechnych.

Procedura artykułu 7 jest procesem politycznym, gdzie decydujący głos mają państwa członkowskie. Znaczące jest więc, że Komisja jest gotowa uruchomić też ścieżkę sądową, która może doprowadzić do postawienia Polski przed Trybunałem Sprawiedliwości. W tym celu sięga po nowatorską i precedensową argumentację, twierdząc, że organizacja sądownictwa, wyłączna kompetencja krajów członkowskich, może być oceniana przez Trybunał Sprawiedliwości.

O procedurze artykułu 7  wiele się w Polsce pisze i mówi. W tej analizie OKO.press skupi się na zagrożeniu prawnym, które może być równie poważne.

Brak chęci dialogu zaostrza reakcję Komisji

Reakcje ze strony polskiego rządu – zbywanie zarzutów Komisji, brak chęci dialogu i brak merytorycznej argumentacji, w połączeniu z nonszalancką krytyką KE i inwektywami pod adresem jej pierwszego wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa – z pewnością zaostrzają reakcję unijną. Polski rząd uparcie powtarza, że Komisja Europejska nie rozumie sytuacji w Polsce, a zarzuty nie są oparte na faktach.

Jak mówi OKO.press dr Maciej Taborowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, ze strony rządu polskiego to błąd. Artykuł 7 nie bez przyczyny nazywany jest bronią atomową – to zapis, który miał odstraszać kraje członkowskie od łamania fundamentalnych zasad UE, ale który nie miał być użyty w praktyce.

Uruchomienie procedury kontroli praworządności to sposób Komisji na rozwiązanie problemów bez konieczności nakładania sankcji zgodnie z art. 7. Bruksela robi, co może, żeby wciągnąć polski rząd do dialogu. Dr Taborowski: „Trzecia rekomendacja z 26 lipca 2017 jest kolejną okazją, którą Komisja daje Polsce, żeby weszła z nią w dialog. To tzw. procedura miękka, więc jeżeli polski rząd wyrazi chęć współpracy, wtedy z pewnością termin miesięczny nie okaże się bezwzględny”.

Przeczytaj też:

KE: ustawa o sądach powszechnych narusza prawo unijne, a usunięcie sędziów SN uruchomi art. 7

SZYMON GEBERT  26 LIPCA 2017

Procedura dyscyplinująca – ścieżka sądowa

W świetle ograniczeń procedury art. 7 tym ważniejsza jest druga ścieżka – tzw. procedura dyscyplinująca z art. 258 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (infringement procedure), dotycząca złamania zobowiązań traktatowych.

W przeciwieństwie do artykułu 7, jest to ścieżka sądowa, a nie polityczna. Procedura stosowana jest wobec krajów, które złamią obowiązujące prawo europejskie i może doprowadzić do postawienia Polski przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Oceniając ustawę o sądach powszechnych Komisja przedstawiła dwa argumenty:

  • dyskryminacji ze względu na płeć (art. 157 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, oraz dyrektywy 2006/54 nt. równouprawnienia płci w zatrudnieniu), oraz
  • zagrożeniu niezawisłości sądów, które może wpłynąć na zastosowanie prawa europejskiego (artykuł 19.1 Traktatu UE) oraz prawo do uczciwego procesu (artykuł 47 Karty Praw Podstawowych UE.).

Decyzja o zastosowaniu procedury dyscyplinującej w kontekście niezależności sądów to sytuacja precedensowa – do tej pory nie była używana w sprawach sądownictwa państwa członkowskiego.

Zagrożenie niezawisłości sądów

Organizacja systemu sądowniczego jest kompetencją wyłączną krajów członkowskich. Komisja będzie musiała więc uzasadnić przed Trybunałem Sprawiedliwości, dlaczego prawo unijne powinno dotyczyć takich spraw, jak np. powoływanie i odwoływanie prezesów sądów przez ministra sprawiedliwości.

Argumentacja Timmermansa jest następująca: Unia Europejska musi kontrolować sposób działania sądów w Polsce dlatego, że ma ono wpływ na ochronę sądową obywateli unijnych, a więc na skuteczność działania prawa unijnego.

Polscy sędziowie są jednocześnie sędziami unijnymi, a ich niezawisłość ma wpływ na systemowe stosowanie prawa europejskiego.

Komisja wskazuje, że wpływ polityków na sądy jest złamaniem prawa do skutecznej ochrony sądowej w obszarach objętych prawem unijnym (art.19.1 Traktatu o Unii Europejskiej), co otwiera możliwość zastosowania standardu Karty Praw Podstawowych UE (art. 47) dotyczącego prawa do niezawisłego i bezstronnego sądu.

W ten sposób wykonywanie kompetencji wyłącznych przez państwa (np. odwołanie i powołanie prezesa sądu) może mieć wpływ na skuteczność zastosowania prawa unijnego.

Najważniejszy od lat 60. proces Trybunału Sprawiedliwości

Komisja będzie musiała wykazać, że już sama ustawa stwarza zagrożenie, że dojdzie do politycznego wpływu na decyzje sądów (np. poprzez powoływanie i odwoływanie prezesów sądów). I że jest wystarczającą przeszkodą dla  niezależności sądów i bezstronnego wykonywania obowiązków przez prezesów sądów, sędziów i asesorów.

Komisja może tu skorzystać z przykładu węgierskiego, gdzie Trybunał Sprawiedliwości w 2014 roku stwierdził, że skrócenie kadencji organu nadzoru danych osobowych ma wpływ na jego niezależność. Jedyny problem? Komisja mogła wtedy powołać się na dyrektywę ochrony danych osobowych z 1995 roku. W sprawie prezesów sądów dyrektywy nie ma.

Według dr Taborowskiego, gdyby Komisji udało się postawić Polskę przed Trybunałem Sprawiedliwości, byłoby to jedno z najważniejszych orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości od lat 60.

Polskie ustawy łamią zasadę wzajemnego zaufania

Jedną z centralnych zasad Unii Europejskiej jest wzajemne zaufanie: państwa członkowskie, w tym organy sądownicze, ufają sobie wzajemnie w sprawie przestrzegania wartości i standardów unijnych.

Dlatego problemy z niezależnością sądów polskich mogą mieć wpływ na zasadę wzajemnego zaufania – sądy i organy innych krajów członkowskich przestałyby ufać polskiemu systemowi sądownictwa.

To z kolei miałoby wpływ na funkcjonowanie wielu obszarów prawa unijnego: rynku wewnętrznego Unii Europejskiej, współpracy sądowej w sprawach cywilnych, np. uznawanie wyroków w sprawie o zapłatę wobec zagranicznego przedsiębiorstwa, czy europejskiego nakazu aresztowania. To może być argument Komisji przed Trybunałem Sprawiedliwości.

Polska wypadnie z europejskiej przestrzeni prawnej?

Dr Taborowski zwraca uwagę, że proces przed Trybunałem Sprawiedliwości może trwać miesiące, a może nawet lata – a w tym czasie obowiązująca ustawa o ustroju sądów powszechnych może spowodować nieodwracalne szkody, takie jak orzeczenia i wyroki wydane bez zachowania wymaganej niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej.

Komisja może próbować temu zaradzić.

„Jedyny sposób to uzyskanie od Trybunału Sprawiedliwości tzw. środków tymczasowych – czyli zakazu korzystania z ustawy do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Inaczej, odwrócenie skutków tej ustawy, szczególnie jej pierwszych sześciu miesięcy, może być, bardzo problematyczne” – mówi Taborowski.

Przeczytaj też:

Polska wypadnie z europejskiej przestrzeni prawnej? Sprawdzamy, co grozi Polsce po zamachu PiS na sądy

MONIKA PROŃCZUK  21 LIPCA 2017

A jeśli KE nie przekona Trybunału Sprawiedliwości?

Klaus Bachmann, profesor nauk społecznych na SWPS uważa, że nawet wtedy uczestnictwo Polski w unijnym systemie prawnym stanie pod znakiem zapytania, bo służby w innych krajach UE nie będą ufały polskim sądom: „Możemy sobie na przykład wyobrazić, że sędziowie pod wpływem ministra sprawiedliwości nie będą w stanie obiektywnie rozstrzygnąć sporu np. pomiędzy inwestorem zagranicznym a dużą formą państwową. Dotyczy to też postępowań w sprawach karnych, jak np. Europejski Nakaz Aresztowania i współpraca policji”.

Nawet gdyby interwencja KE okazała się nieskuteczna, Polska może wypaść ze wspólnej przestrzeni prawnej UE i będzie traktowana jak kraj trzeci, np. Tunezja albo Ukraina.

oko.press

Trybunał i sądy zamienić na muzea

Trybunał i sądy zamienić na muzea

Polityka historyczna PiS niebawem może tak przyspieszyć, że nazwiemy ją kosmiczną polityką historyczną. Zapytacie, dlaczego miałoby się tak stać? Ano, z dnia na dzień może przybyć kilkaset muzeów w całej Polsce. Zdziwieni? Oczy wyszły wam na wierzch? Schowajcie je do oczodołów, bo potrzebny będzie rozum, wysilcie go, tymczasem pospiesznie wyjaśniam.

Demolka Trybunału Konstytucyjnego miała służyć między innymi temu, aby przyspieszono wyrokowanie w sprawach, które zalegają latami. I oto dowiadujemy się, że Trybunał Konstytucyjny w obecnym roku, a już mija 7 miesięcy 2017, orzekał – teraz można wybałuszyć oczy – przez 13 dni. „Fakt”, w którym o tym piszą, nazywa sędziów wprost – „Lenie z Trybunału Konstytucyjnego”.

Ja głównym leniem – rozsadnikiem tej niemocy pracy – nazwałbym panią prezes Julię Przyłębską, która powinna pozostać jako prawnik bezrobotna, tak jak chciał tego Sąd Okręgowy w Poznaniu. Ten nie przyjął jej do pracy ze względu na lenistwo i mierne kwalifikacje („nie przeprowadziła postępowania dowodowego, nie ustaliła istotnych faktów, pisała błędne uzasadnienia” – to tylko niektóre z zarzutów wizytatora w 2001 roku, a następnie komisji kwalifikacyjnej w stosunku do Przyłębskiej, gdy odrzucono jej prośbę o pracę).

Czy Przyłębska od tamtego czasu podciągnęła się? Znowu wybałuszycie oczy. Pani Przyłębska jest na urlopie od 28 czerwca do 11 września, od ostatniego posiedzenia TK do następnego planowanego. Nie podciągnęła swojej fachowości, dalej w głębokim poważaniu ma kwalifikacje.

Jak wiemy Przyłębska jest prezes TK od grudnia ubiegłego roku. Już nie wybałuszajcie oczu, bo je stracicie. W tym czasie przybyło jej 41 dni zaległego urlopu. Jak to się dzieje, że nie pracuje, a przybywa jej urlopu? Ano tak, że urlop jest wówczas, gdy pisze się podanie o urlop, zatwierdza się podanie i na urlop udaje. Przyłębska choć nie pracowała, to nie napisała do siebie podania o urlop, więc nie była na faktycznym urlopie mimo, że bumelowała.

No, fajnie. Zatem, jakim sposobem doszło do tego, że wczoraj – 27.07 – pojawił się komunikat niefachowej Przyłębskiej: – „Sąd Najwyższy złamał prawo, nie zawieszając postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego”. Ten komunikat podał PAP, ano agencja mogła tę wiadomość dostać mailem, np. z Bahamów, gdzie może przebywać Przyłębska wraz ze swym TW Wolfgangiem, a nawet komunikat mógł podyktować telefonicznie prezes Kaczyński.

Trybunał Konstytucyjny orzekał przez 13 dni w roku. Po co? Przecież Konstytucja nie działa. Czy nie lepiej otworzyć jego podwoje dla turystów. Budynek fajny, kupić tylko bambosze i zwiedzający będą śmigać po wypastowanych posadzkach. A kustosz w TK będzie mógł nawijać: – Kiedyś w Polsce przestrzegana była Konstytucja, a tutaj pracowali sędziowie pilnujący zgodności prawa z Konstytucją. I takie tam ble-ble.

Tak sytuacja wygląda z Trybunałem Konstytucyjnym. Prezes Kaczyński chce podobnie zrobić z prawem powszechnym i po części mu się to udało. Ustawa o sądach powszechnych została podpisana przez Andrzeja Dudę, dwie o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa zawetowane.

Jeżeli prawo będzie działało jak Trybunał Konstytucyjny, to po co nam budynki sądów – a tych jest kilkaset. Bezprawie nie potrzebuje sądów. Budynki sądów można przerobić na muzea. I wreszcie na kosmiczną skalę realizować politykę historyczną. Kustosze mogą reklamować przeszłość: – Tu działało prawo – informując gawiedź o przeszłej wielkości narodu polskiego wyznającego prawo i demokrację.
Spełnia się na naszych oczach Franz Kafka – na razie tajniacy śledzą opozycję i społeczeństwo obywatelskie, acz jeszcze nie prowadzą na przesłuchania.

Kaczyński może się w jeszcze jednym odwołać do tradycji, której tak hołduje. Niegdyś panowie władcy – królowie, książęta – rozstrzygali spory prawne, gdy raz do roku udawali się do swoich posiadłości i wydawali wyroki podczas tzw. roków. Kaczyński jako pan może wydawać wyroki podczas wyjazdów w teren czy też kampanii wyborczej (jeżeli takie jeszcze będą), obowiązuje wszak jego wola, a taka Przyłębska tylko symuluje pracę.

Prawo staje się przeszłością, a teraźniejszością i przyszłością będą wspomnienia, czyli muzea. Zaś zawód prawnika może pójść do lamusa, bo będziemy mieli pana prezesa na włościach Polski.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Czterech jeźdźców Apokalipsy

Kaczyński nie przyjechał do Radia Maryja sam – towarzyszył mu „dwór”: Błaszczak i Brudziński.

W Radiu Maryja spotkało się czterech jeźdźców Apokalipsy: poseł Brudziński, uważany za księcia- delfina (ma dziedziczyć schedę ideologiczną i propagandową po prezesie Kaczyńskim, choć dziedzictwo jest symboliczne, bo Kaczyński jest wszak nieśmiertelny); minister Błaszczak, czyli oczy, uszy i wtórne ciało prezesa, człowiek gotowy zrobić absolutnie wszystko dla swego Boga; jego jedynym ograniczeniem jest mierna inteligencja, zerowa wiedza i kompletny brak samodzielności. Dalej – sam prezes, który w Radiu Maryja czuje się jak ryba w wodzie, czy też raczej jak sama Maryja, której imienia notabene lepiej byłoby do tej afery nie mieszać. No i Bóg-Słońce, ojciec Rydzyk, największy beneficjent Polski Kaczyńskiego, który niedługo będzie miał problemy jak król Midas: czego się bowiem nie dotknie, to mu PiS zamieni w złoto. I Rydzyk to złoto jeść musi i musi, choć już miejsca nie ma, ale co robić? Polska bogata, a Rydzyk nienasycony.

Jeźdźcy się spotkali, by omówić sytuację polityczną Polski, to znaczy sytuację Kaczyńskiego, po dziwnej wolcie prezydenta Dudy. Sytuacja prezesa jest bardzo dobra (ktoś, kto w tym towarzystwie zaprzeczyłby temu, nie miałby szans nie tylko na reelekcję, ale na życie w ogóle), sytuacja prezydenta Dudy również, bo nie sądzę, że jego „wybicie się na samodzielność” było prawdziwe. Ot, mały spektakl między Pałacem a Nowogrodzką. Prezydent uszy postawione przez ambitnych ministrów zaraz po sobie położy i ustawę o SN i KRS napisze tak, że prezes będzie zachwycony.

Jeźdźcy w Radiu Maryja mówili o szatanach czyhających na anielsko usposobionego prezesa, o jego Polsce i – niestety – Maryi, która rzekomo tym wszystkim panom sprzyja. Biedna Maryja! Być „patronką” szowinistów, nienawistników, cyników i nihilistów moralnych to dopiero problem. Być może rozwiąże się on w zaświatach. Tymczasem – jak napisał na fb ks. Lemański – jeśli tam (czyli w radiu ojca Rydzyka) – „decydują się losy naszego kraju to znak, że jako naród zgłupieliśmy do reszty”. Częściowo zgłupieliśmy, częściowo nie, bo jednak losy kraju decydują się też na ulicach z dala od upartyjnionych kościołów.

A swoją drogą – skąd ten lęk przez islamistami, gdy my sami jesteśmy państwem religijno-politycznej despocji? Bo czyż jest ktoś ważniejszy w naszym państwie niż ajatollah Rydzyk i jego stadko baranów?

koduj24.pl

Najbardziej na Gowina zmasował się „Znak”, wyrzucili go ze składu redakcji. To jakiś boży hejt.

Czyli interes partyjny był ważniejszy niż przestrzeganie Konstytucji i jakość wym. sprawiedliwości. Oto twarz w obozie PiS.

Lenie z Trybunału Konstytucyjnego. W tym roku pracowali tylko 13 dni!

28.07.2017

PiS reformując Trybunał Konstytucyjny, zapewniało, że to pozwoli usprawnić jego pracę. Wciąż jednak na rozpatrzenie sprawy w Trybunale średnio trzeba czekać aż dwa lata. Ale cóż się dziwić, skoro w tym roku sędziowie od stycznia orzekali tylko przez 13 dni!

– Chciałbym – i to jest najważniejsze – aby Trybunał zabrał się do dynamicznej pracy. Jest wiele zaległości, przede wszystkim, jeżeli chodzi o sprawy obywatelskie, czyli skargi konstytucyjne, które często od lat czekają na załatwienie – tak mówił prezydent Andrzej Duda (45 l.) pod koniec grudnia ubiegłego roku, gdy powoływał Julię Przyłębską (58 l.) na prezesa TK. Z przyspieszenia jednak nic nie wyszło!

Jak wynika z wokandy, TK ciągle jeszcze rozpatruje sprawy z 2015 roku. Cóż się dziwić, że Polacy tak długo czekają na sprawiedliwość, skoro teraz Trybunał ma niemal trzymiesięczną przerwę w orzekaniu. Ostatni raz zebrał się 28 czerwca, a najbliższa rozprawa zaplanowana jest na 11 września. Jak więc widać, sędziowie pod kierownictwem Julii Przyłębskiej na pewno się nie przepracowują. W związku z tym nie muszą nawet chodzić na urlopy. Jak dowiedział się Fakt, sama Przyłębska, która w Trybunale Konstytucyjnym jest od połowy grudnia, ma… 41 dni zaległego urlopu.

Co ciekawe, przed rokiem apelowała o wykorzystywanie urlopu. Nie jest rekordzistką – najwięcej, bo 55 dni urlopu, ma Piotr Tuleja – aż 57 dni. Jak to możliwe, że sędziowie mają tyle wolnego? Oprócz 26 dni, jakie przysługują każdej osobie zatrudnionej na etat, sędziowie mają jeszcze w roku 12 dni dodatkowego urlopu! (Justyna Węcek)

Burza po słowach prezes TK. Sąd Najwyższy złamał prawo?!

Zagrożenie dla trójpodziału władzy? Prezes TK zabrała głos

fakt.pl

To im udało się wyprowadzić na ulice dziesiątki tysięcy Polaków. Sposób był prosty: żadnych polityków

Michał Gostkiewicz

28.07.2017

Prezydenckiego weta ws. zmian w sądach być może bez nich by nie było. Weronika Paszewska z Akcji Demokracji i Franciszek Sterczewski, który rozkręcił Łańcuch Światła w Poznaniu, jednym głosem mówią, że nie idą po polityczne stołki, tylko chcą uaktywnić społeczeństwo.

Michał Gostkiewicz, Weekend.Gazeta.pl: Jakie to uczucie, jak zamiast spodziewanych kilkuset przychodzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi ze świeczkami?

Weronika Paszewska, dyrektorka Akcji Demokracji:– Zdziwiona, wzruszona, pozytywnie zaskoczona. Już pierwszego dnia pod Sądem Najwyższym miałam moment wzruszenia. Wchodziłam na scenę, przemawiałam. Gdy zeszłam, kolega pokazał mi na telefonie zdjęcie – obraz z powietrza.

Zobaczyła pani wtedy, do jakiej rzeszy mówiła.

– To był ten moment, gdy dotarło do mnie, co stworzyliśmy. I tak bardzo się z tego cieszę! Teraz wszystko w naszych rękach.

03.11.2016 Warszawa , ul. Targowa . Weronika Paszewska z Akcji Demokracja podczas odsloniecia muralu - Czarny protest autorstwa Marty Frej .Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Weronika Paszewska z Akcji Demokracja (fot. Franciszek Mazur/AG)

Właśnie. Was nie jest wiele. Fundacja Akcja Demokracja liczy siedem osób plus rada i fundatorzy, prywatne osoby, żadni milionerzy. Nie chodzicie od drzwi do drzwi, a zasięg przekazu o „Łańcuchu Światła” był potężny. Tego nie robi się samym Facebookiem.

– Nas jest o wiele więcej.

Jak to?

W Akcji Demokracja, czyli w różnych naszych akcjach, wzięło do tej pory udział w różny sposób co najmniej 250 tys. osób. Tyle mamy maili w bazie. Czyli takiej liczbie jesteśmy w stanie wysłać maila z informacjami. A potrafimy to robić naprawdę skutecznie. To nie jest byle jaki newsletter. To jest potęga. Budowaliśmy ją półtora roku. To jest możliwe.

To jest ta prawdziwa Akcja demokracja. My – siedem osób – umożliwiamy ludziom działanie, stojąc sobie grzecznie z boczku. Do tego social media i mamy dwa silne, proste narzędzia. I trafiliśmy w dobry moment i z dobrą formułą – demonstracji bez polityków i emblematów partyjnych czy organizacyjnych.

Ludzie podchwycili pomysł.

– Bo ludzie mają chyba przesyt oglądania na demonstracjach polityków prowadzących kampanie wyborcze. Zwłaszcza, gdy zagrożone są nasze prawa i wolności. Myślę, że powaga i zaduma Łańcucha Światła zrobiła swoje. Sytuacja jest poważna i ludzie to czują. Ta godzina refleksji, zadumy, ciszy, jest potrzebna. Czerpiemy z niej siłę. Pomogło też jedno, proste hasło: „Wolne sądy, chcemy weta!”. Przekaz musiał być jednolity. Nie mówiliśmy o innych rzeczach ani nie skandowaliśmy haseł, które mogłyby kogokolwiek obrazić.

Rozbudziliście energię ludzi. Grzechem byłoby jej nie spożytkować. Ale Akcja Demokracja skupia się na konkretnych akcjach, które mają początek i koniec.

– Nie zgodzę się! (śmiech) Skupiamy się na konkretnych tematach: obronie sądów, dostępu do antykoncepcji itd. Ale w długoterminowej perspektywie budujemy ruch ludzi w Polsce. Po prostu ruch ludzi. Mobilizujemy do działania, zapraszamy do uczestnictwa w życiu publicznym. Mamy pomysł i długoterminową wizję tego, co chcemy zrobić z tą mobilizacją.

23.07.2017 Warszawa , Plac Krasinskich . Lancuch Swiatla pod Sadem Najwyzszym . Dzien szosty protestow przeciwko zmianom w ustawie o KRS i sadach powszechnych . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Łańcuch Światła pod Sądem Najwyższym (fot. Dawid Żuchowicz/AG)

Jakie są ten pomysł i ta wizja?

– Dla nas nie jest istotny szyld i logo naszej organizacji. Nasz cel jest taki, żebyśmy robili w Polsce rzeczy stojące w obronie wartości. Cieszymy ze wszystkiego, co prowadzi do większej ochrony przyrody, praw człowieka, obrony demokracji, zwiększania sprawiedliwości społecznej. Teraz pracujemy i będziemy pracować z ludźmi z całej Polski, którzy chcą i będą gotowi podejmować kolejne działania. My się znamy na mobilizowaniu i organizowaniu ludzi. Nie tylko do ulicznych protestów. To mogą być spotkania, tworzenie lokalnych grup. Możliwości jest wiele.

Podobne pomysły ma też Poznań – Franciszek Sterczewski, który zorganizował Łańcuch Światła w Poznaniu, też ma teraz grupę, z którą chce działać dalej. KOD przetrwał tak długo, bo nie ograniczał się wyłącznie do demonstracji.

– Ja się cieszę, że ta taktyka działa. I właśnie teraz, jest dobry moment, żeby ten sukces – bo mimo, że prezydent jedną z trzech ustaw, bardzo szkodliwą, podpisał, to dwa weta to jest duży sukces ludzi – przekuć w coś trwałego. Bo to sukces ludzi. Gdyby obywatele nie wyszli w takiej liczbie na ulicę, tych wet by nie było. Trzeba docenić wszystkich – we wszystkich miastach i miasteczkach.

Prędzej czy później przyjdą wybory. Ludzie muszą na kogoś głosować. W Warszawie ci sami ludzie, którzy przyszli na wiec polityczny opozycji pod pałac prezydencki, poszli potem pod Sejm. Ludziom potrzebny był protest w imię wartości, ale też identyfikacja z jakimś ruchem, stronnictwem, partią, z którą się utożsamiają, które ma przekuć wolę demonstracji w decyzje polityczne. Ludzie mówili o potrzebie odświeżenia istniejących marek politycznych, o wymianie liderów. Akcja Demokracja nie jest partią. Co z tym zrobić?

– Mam poczucie, że wiele osób w Polsce nie ma z kim się identyfikować na poziomie partii politycznych. Obecni liderzy i liderki muszą się zmienić – myślę, że Łańcuch Światła jasno to pokazał. Liczę na to, że obecni przywódcy mogą się jakoś zmienić pod wpływem walki o sądy. I na to, że pojawią się nowi liderzy. Mamy jeszcze dwa lata do wyborów.

918.07.2017 Warszawa . Akcja Demokracja : Wolne sady ! Chcemy Weta ! Lancuch swiatla pod Palacem Prezydenckim . Warszawiacy protestuja przeciw pisowskim ustawom ograniczajacym niezaleznosc sadownictwa ( KRS i SN ). Weronika Paszewska dyrektorka i fundatorka Akcji DemokracjiFot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Weronika Paszewska, dyrektorka i fundatorka Akcji Demokracji (fot. Agata Grzybowska/Agencja Gazeta)


**************************************************************

23.06.2013 Poznan , ul. sw. Marcina . Festyn Piknik pod Alfami ' . Franciszek Sterczewski . Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Franciszek Sterczewski, organizator protestów w Poznaniu (fot. Łukasz Cynalewski/AG)

Michał Gostkiewicz, Weekend.Gazeta.pl: Wyspał się pan wreszcie?

Franciszek Sterczewski, organizator „Łańcucha Światła” w Poznaniu: – Wreszcie tak. Obudziłem się po prezydenckim wecie w poniedziałek. I miałem powody do radości.

Udało się – także panu i protestującym w Poznaniu – wywalczyć  dwie trzecie tego, co chcieliście wywalczyć.

– Pierwszego dnia poszedłem sam, właściwie tylko z sędzią Olimpią Małuszek-Barańską [prezes gorzowskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” – przyp.red.]. Nie mieliśmy nawet nagłośnienia. Pożyczyliśmy głośniki z knajpy. Bardzo się stresowaliśmy, myśleliśmy, że będzie może z 500 osób. Było kilka tysięcy.

Z dnia na dzień było coraz więcej.

– I coraz więcej chciało pomagać.

Na ostatnim – na razie – Łańcuchu Światła w Poznaniu było wg policji 15 tysięcy ludzi.

– To było jak jakiś stan wyjątkowy. Jakbym sztabem kryzysowym dowodził. Tyle, że w tym sztabie ciągle byli chętni do pracy i się udało. Udało się zdobyć zaufanie policji i urzędników. Policja zobaczyła, że nie ma agresji, jest bezpiecznie, nie było żadnej – żadnej! – sytuacji niebezpiecznej. W każdym z miejsc, w których protestowaliśmy – a musieliśmy miejsce zmieniać, bo się nie mieściliśmy. Po proteście w Parku Mickiewicza przyszliśmy z dyrektorem zieleni miejskiej rano sprawdzić, bo ludzie stali na trawie. I żadnej rabatce się nic nie stało. A jeszcze pięć lat temu nie można było leżeć nawet tam na trawie. To jest niesamowite. Pokazuje szacunek do mienia publicznego, finansowanego z naszych podatków. Jestem tym wzruszony.

Dopiero teraz, jak siedzę, oglądam zdjęcia i patrzę, co zrobiliśmy…

To widzi pan, czego dokonał?

– Płaczę jak bóbr. To jest dużo większe, niż się spodziewałem.

]23.07.2017 Poznan , Park Kasprowicza . Antyrzadowa demonstarcja Lancuch swiatla ' przeciwko pisowskim ustawom ograniczajacym niezaleznosc sadownictwa . 15 tys demonstrantow domaga sie od prezydenta Andrzeja Dudy ich zawetowania . Spotkanie zorganizowane przez miejskiego aktywiste Franciszka Sterczewskiego .Fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta
Łańcuch Światła w Poznaniu (fot. Piotr Skórnicki/Agencja Gazeta)

I pan, i Akcja Demokracja zrobiliście coś, na co czekali ludzie: demonstracje bez zgranych twarzy polityków, bez pieniactwa, bez politycznych krzyków, choć temat był bardzo polityczny. Pan zebrał plusy za odmówienie Ryszardowi Petru wstępu na scenę.

– Nie zapraszałem polityków na scenę, w tym pana Petru, bo mianownikiem nie był żaden polityk, tylko nasz postulat – 3 weta i niezawisłość sądów. Pod nim się wszyscy mogli podpisać, ponieważ to jest absolutna podstawa demokratycznego państwa prawa. To nas wszystkich łączy.

Gdybyśmy dopuścili do głosu na scenie jakiegokolwiek polityka, natychmiast byśmy stracili. Byłyby podziały. Ludzie by się denerwowali, że polityk krzyczy, i nie mówi do wszystkich. Politycy mają swój własny język, moim zdaniem błędny: my-oni, bojowa retoryka, wojna polsko-polska. Mamy tego dosyć! Nie robi na mnie wrażenia, że ktoś jest posłem, ze jest sławny itp. Mi chodziło o to, żeby głos na tych spotkaniach zabierali obywatele.

To, że tyle ludzi zjednoczyło się w pod jednym hasłem i absolutnie no-logo, pokazało, że jesteśmy wspólnotą i potrafimy współpracować. Cieszę się, że politycy byli, że przyszli, ale cieszę się też, że udało się utrzymać ich na widowni. Jako społeczeństwo siedzimy na beczce prochu, emocje buzują, gdyby wszedł mi jakiś polityk i zaczął agitować, bałbym się, że protest wymknie się spod kontroli. Tym bardziej, że codziennie musieliśmy go wymyślać na nowo.

Ludzie szybko się nudzą.

– Właśnie. Stąd na początku – Łańcuch Światła. I milczenie. No więc potem pomyśleliśmy, że dla kontrastu przyda się dobry hałas. Taki hiphopowy.

„Zróbcie wielki hałas dla…”

– Dla kolejnych grup społecznych. Ja mówię kogo witamy, a ludzie klaszczą rytmicznie. Zadziałało. Klaskaliśmy dla wszystkich. Na przykład dla wykształciuchów. Chciałem też wykorzystać retorykę władzy i przekształcić ją w coś pozytywnego.

24.07.2017 Poznan . Park Kasprowicza przy Arenie . Demonstracja antyrzadowa Lancuch Swiatla ' w obronie niezaleznosci sadow . Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Poznań, Park Kasprowicza przy Arenie, Łańcuch Światła (fot. Łukasz Cynalewski/AG)

Jest pan doświadczonym aktywistą miejskim. Energia ludzi została rozbudzona. Grzechem byłoby ją zmarnować. Co dalej?

Musimy zastanowić się, co dalej – ludzie są zmęczeni tym tygodniowym maratonem. Udało nam się też dlatego, że ludzie nie stali po pięć godzin bez sensu. Format: przychodzimy, stoimy godzinę i idziemy do domu – i tak codziennie, też zadziałał.

A co dalej? To będzie decyzja grupy. Na początku byłem sam. W tydzień, spontanicznie, stworzyła się grupa, która chce coś robić. Na pewno chcemy dalej patrzeć politykom na ręce. I – pamiętając, że teraz przed kamerami mediów stanęli zwykli ludzie z naszej demonstracji, chcemy dalej zachęcać ludzi do działania.

Do uprawiania polityki obywatelskiej, a nie partyjnej?

– Dokładnie tak. To, co się dzieje w Sejmie, tylko odstrasza ludzi.

23.06.2013 Poznan , ul. sw. Marcin . Festyn
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Franciszek Sterczewski. Rocznik 1988, architekt, społecznik i happener. Absolwent Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Organizował akcje zachęcające do wspólnego spędzania czasu w mieście, m.in. pikniki na poznańskim pl. Wolności. Walczył z nielegalnymi reklamami w przestrzeni publicznej, stworzył też akcję „Pogrzeb zimy” – w jej ramach przez centrum Poznania co rok przechodzi niosący Marzannę korowód ludzi wraz z orkiestrą.

Weronika Paszewska. Dyrektorka i fundatorka Akcji Demokracja, trenerka i aktywistka. Współpracowała z polskimi i zagranicznymi organizacjami pozarządowymi, pracując na rzecz zmiany edukacji dzieci i młodzieży, budowania dialogu polsko-żydowskiego, tolerancji, rozwoju edukacji medialnej i obywatelskiej, aktywizacji niepełnosprawnych fanów piłki nożnej. W Akcji Demokracji odpowiada za całość organizacji.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

weekend.gazeta.pl

Jarosław Gowin to ledwo jaskółeczka – jak spadną notowania PiS, dopiero zobaczycie jak będą gimnastykować się oportuniści, żeby się ustawić.

Prof. Radosław Markowski: Zachwyt nad wetem to monstrualne nieporozumienie

WYWIAD
Rozmawiała Agnieszka Kublik, 27 lipca 2017

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent RP Andrzej Duda podczas uroczystego desygnowania Beaty Szydło na premiera rządu PiS (w piątek trzynastego, o godzinie trzynastej). Warszawa, Pałac Prezydencki, 13 listopada 2015

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent RP Andrzej Duda podczas uroczystego desygnowania Beaty Szydło na premiera rządu PiS (w piątek trzynastego, o godzinie trzynastej). Warszawa, Pałac Prezydencki, 13 listopada 2015 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Młodzi Polacy zobaczyli, że ich obywatelska postawa miała sens. Obawiam się jednak, że zagrywka pana Andrzeja Dudy miała na celu ich demobilizację. Chodzi mu o te same cele, co prezesowi, tyle że chce to zrobić w rękawiczkach

Rozmowa z prof. Radosławem Markowskim

wyborcza.pl

Prezes jest najwyraźniej wyznawcą Nietzschego, który pisał, że moralność wymyślili słabi, żeby trzymać w ryzach silniejszych od siebie …

Gowin: Polityka jest pełna trudnych wyborów. Żakowski odpowiada: To jest niesamowite, nie kapuję chłopaka

28.07.2017

W pełni popieram postulaty prezes TK Julii Przyłębskiej i szefa MS Zbigniewa Ziobry, aby sprawa Mariusza Kamińskiego została przez Sąd Najwyższy zawieszona; wyrok przeciwko M.Kamińskiemu uważam za hańbę wymiaru sprawiedliwości – mówił wicepremier Jarosław Gowin.

Jarosław Gowin pytany był w Radiowej Trójce o postępowanie w sprawie sporu kompetencyjnego między prezydentem Andrzejem Dudą, a Sądem Najwyższym co do prawa łaski dot. Mariusza Kamińskiego. W ocenie prezes TK Sąd Najwyższy złamał prawo, nie zawieszając postępowania w sprawie Kamińskiego. Julia Przyłębska mówiła w TVP Info, że z mocy ustawy, a nie na wniosek, SN powinien to postępowanie zawiesić do czasu rozstrzygnięcia przez TK sporu kompetencyjnego między SN a prezydentem co do prawa łaski.

W czerwcu br. prokurator generalny Zbigniew Ziobro zaskarżył do TK przepis Kodeksu postępowania karnego pozwalający wnosić kasację na niekorzyść podsądnego w przypadku zastosowania wobec niego aktu łaski przez prezydenta. W pełni popieram postulaty pani prezes i pana ministra sprawiedliwości, żeby ta sprawa została przez Sąd Najwyższy zawieszona. Wyrok przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu uważam za hańbę wymiaru sprawiedliwości” – podkreślił Gowin.

Przypomniał, że był ministrem sprawiedliwości i jak mało kto rozumie jak głębokie reformy są potrzebne w sądownictwie. Na pewno te reformy będziemy przeprowadzać – zapewnił. Mam nadzieję, że w sposób bardziej przemyślany poprzedzony dialogiem społecznym i poprzedzony konsultacjami, z tym który na końcu musi złożyć swój podpis pod ustawami, czyli z panem prezydentem – dodał Gowin.

„Głosując za tą ustawą miałem pełną świadomość, że ona nie wejdzie w życie”

Ja głosowałem za tą ustawą z pełną świadomością jej wad. Głosowałem, bo gdybym ja i moi posłowie zagłosowali przeciw, czy wstrzymali się, to by oznaczało koniec koalicji rządowej po takim głosowaniu. Po prostu wstałbym i podałbym się do dymisji – powiedział Gowin pytany w Radiowej Trójce o głosowanie nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym.

Głosując za tą ustawą miałem pełną świadomość, że ona nie wejdzie w życie, dlatego, że byłem pewien, że jeżeli nie zostanie poprawiona na etapie senackim to nie uzyska podpisu prezydenta – podkreślił minister nauki.

Na uwagę, czy to w porządku głosować za ustawą wiedząc, że ona nie wejdzie w życie, odparł: Polityka jest pełna trudnych wyborów. To nie jest tak, że mogłem zbagatelizować ryzyko skrócenia kadencji, zatrzymania planu odpowiedzialnego rozwoju, zatrzymania walki z mafią vatowską, czy mafią paliwową. To wszystko było na jednej szali. Na drugiej szali było zagłosowanie za rzeczywiście ustawą, z którą się bardzo wewnętrznie nie zgadzam – zaznaczył polityk.

Minister zapytany o czwartkowy wywiad prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w TV Trwam powiedział, że zwracał w nim uwagę na coś innego niż krytykę wobec prezydenta.

Ja odbieram te obawy wywiadu pana prezesa Kaczyńskiego jako wyraźny sygnał wewnątrz naszego obozu rządowego. Słuszny zresztą sygnał, że musimy wszyscy głęboko wciągnąć powietrze, zastanowić się nad błędami, które popełniliśmy i zachować jedność – mówił Gowin. Dla mnie tym poważnym błędem było postawienie prezydenta przed koniecznością podpisania, bądź zawetowania ustawy obarczonej takimi wadami jak ustawa o Sądzie Najwyższym – dodał.

Na pytanie co w sytuacji kiedy prezydent wprowadzi zmiany w ustawach o SN i KRS, które Jarosław Kaczyński uzna za niewystarczające, lider Polski Razem odpowiedział: Będziemy dyskutować. Jestem przekonany, że powstawaniu ustawy będą towarzyszyć konsultacje i otwarte i takie nazwijmy to mniej otwarte. Na pewno nie powinniśmy doprowadzić po raz kolejny do otwartego sporu między ośrodkiem prezydenckim, a ośrodkiem parlamentarnym” – podkreślił.

„Nie kapuję chłopaka”

Na słowa ministra nauki zareagował publicysta Jacek Żakowski. Gowin wybrał kolegów przed Polską, konstytucją i demokracją. I to jest jego problem. Jest czymś niesamowitym, że człowiek, który obracał się inteligentnym towarzystwie nie rozumie jak strasznie się kompromituje, kiedy przyznaje, że dla podtrzymania układu władzy zdecydował się działać przeciw własnemu krajowi. To jest niesamowite, nie kapuję chłopaka– stwierdził publicysta na antenie TOK FM.

dziennik.pl

Kaczyński w TV Trwam: Prezydent popełnił błąd, ale nie zatrzyma zmian

Reforma sądownictwa zostanie przeprowadzona. A potem czas na dekoncentrację mediów – mówił w TV Trwam prezes PiS.

Jarosław Kaczyński

Kacper Pempel/Forum

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński i minister MSWiA Mariusz Błaszczak byli gośćmi programu „Rozmowy niedokończone” w TV Trwam. Rozmowa dotyczyła „demokracji i dobrej zmiany w Polsce”.

Jarosław Kaczyński, prezes PiS

O reformie sądownictwa i wetach prezydenta: Wydawało się, że opozycja poniosła klęskę – i oto nagle wystąpił prezydent, który zażądał większości trzech piątych [chodzi o zgłoszone przez prezydenta poprawki dot. ustawy o KRS – red.]. Myśmy się zgodzili, sądząc, że ustawy zostaną potem podpisane. Ale później mieliśmy drugą niespodziankę [podwójne weto prezydenta – red.] i doszło do poważnego kryzysu dotyczącego faktu fundamentalnego – niezwykle uważna reforma sądownictwa, de facto dekomuniazyjna, została zatrzymana.

Poważnie traktuję obywateli i prezydenta. Uważam, że moim obowiązkiem było powiedzieć, że popełnił błąd. Ale kiedy mówię o błędzie, to nie znaczy, że mówię o winie. I na tym trzeba poprzestać, trzeba myśleć, jak z tego wyjść. Dojdziemy do tego celu, którym jest zupełna przebudowa naszego kraju, odrzucenie wszystkiego, co zostało po komunizmie. Przede wszystkim chcemy odrzucić to, co było złe. Dorobek polskiego sądownictwa jest tu ogromny, Sądu Najwyższego – szczególnie wielki. Polskie państwo poniosło przez lata ogromne straty.

Czasem na łamach prawicowej prasy pojawiają się głosy, że zmiana sądownictwa byłaby groźna. Ale należało to zrobić już w latach 90. Zadania nie wykonano, bo nie było do tego warunków politycznych. W latach 2005–2007, kiedy rządziliśmy, nie mieliśmy większości.

Apeluję do wszystkich ludzi, którzy chcą dobrej zmiany w Polsce, żeby byli w tej sprawie zjednoczeni. Dało się to wszystko załatwić inaczej. Przypomnę przypadek ustawy lustracyjnej: mój brat miał do niej zastrzeżenia moralne, czule reagował na tego typu względy. Natomiast politycznie jego propozycje zmian nie były najlepsze. Całe kierownictwo partii, w tym ja, było przeciw temu, co proponował wtedy prezydent. Ale porozumieliśmy się, ustawa została uchwalona, wprowadzono jego poprawkę, mimo że nie byliśmy do niej przekonani. W przypadku sądownictwa też można było wybrać taką drogę. Ale nie wracajmy do tego, idźmy do przodu. Ta sprawa zostanie załatwiona.

O działaniach opozycji: Mamy do czynienia z takim oto zjawiskiem: ci ludzie deklarują, że będą łamać prawo. Jeden z ich przywódców powiedział dokładnie, gdzie ma prawo [chodzi o Władysława Frasyniuka – red.]. Sądy podzieliły społeczeństwo na tych, którzy mają prawa, i na tych, którzy ich nie mają. Doprowadziły do tego, że ludzie wspierający opozycję chcą łamać prawo. Opozycja czuje, że może bezkarnie szantażować posłów. Można rozpowszechniać w Polsce plany obalenia rządów siłą, mimo że to są poważne przestępstwa. Sądy na to pozwalają. Nie ma w Polsce czegoś takiego, co można nazwać wymiarem sprawiedliwości. Machina dzieli społeczeństwo na uprzywilejowanych i na tych, którzy padają ofiarami różnego rodzaju opresji. Mówię zarówno o sferze politycznej, która jest drugorzędna, ale i o zwykłej sferze społecznej.

Zakres bezprawia, za które odpowiadają sądy, z Sądem Najwyższym na czele, jest ogromny. Kto tego broni, broni wielkiego zła. Często pada argument, że to niekonstytucyjne. Przypomnę, że art. 4. konstytucji mówi o zwierzchności ludu i o tym, że tę zwierzchność wykonuje się poprzez referenda lub przedstawicieli władzy. Podstawa konstytucyjna jest więc całkowicie pełna.

Co dalej z reformą sądownictwa: Prezydent wyraźnie powiedział, że chce przejąć inicjatywę, nie będziemy mu w tym przeszkadzać. W Sejmie trwają wakacje, Sejm nie podejmie teraz działań, one są możliwe we wrześniu. Warto poczekać na przedłożenie pana prezydenta. Mam nadzieję, że to będzie zmiana idąca bardzo daleko. Jeśli chodzi o kontakty, doradztwo – to wszystko jest wola pana prezydenta. W tej chwili za tę sprawę odpowiada on. Przygotowanie takiej reformy to duży wysiłek, jak to będzie wyglądało w praktyce, zobaczymy. Reforma sądownictwa ma fundamentalne znaczenie dla przywrócenia porządku demokratycznego w naszym kraju, ale i dla sytuacji politycznej.

O procedurze praworządności podjętej przez KE wobec Polski: Cóż, przeczekamy. W drugiej fazie tej procedury potrzebna jest jednomyślność, jestem przekonany, że nie zostanie uzyskana. To są próby nacisku. Musimy zdecydowanie odrzucić zasadę, którą nam się wmawia: że to oni decydują, co mamy robić. Trzeba jasno powiedzieć: nie, nie i jeszcze raz nie.

O planowanych reformach: Przed nami stoi kwestia dekoncentracji mediów, i to na pewno spotka się z silnym oporem. Będzie sprawa reformy służb specjalnych. Pewne sprawy odkładamy na czas „po wyborach 2019 r.”. Jeśli sytuacja będzie się rozwijać tak jak teraz, to w przyszłym roku chcemy wykonać kilka posunięć prospołecznych. Do tego dochodzi ogromna sfera działalności gospodarczej. Jest jeszcze reforma służby zagranicznej, która pewnie też będzie przedmiotem ostrego sporu. Jeśli spojrzeć na poszczególne resorty, to właściwie w każdym jest wiele do zrobienia, począwszy od resortu kultury, kończąc na resorcie pracy. Na pewno nie zakończyło się dzieło uszczelniania naszego systemu podatkowego.

O atakach na PiS: Są dwa sposoby atakowania nas. Po pierwsze, PO i Nowoczesna prowadzą atak furiacki. Inny sposób krytykowania nas to mówienie, że jesteśmy tacy sami jak Platforma. To jest obrona starego systemu. Musimy się umieć temu przeciwstawić, bo jesteśmy całkowicie inni. Ale nie wszyscy są całkowicie inni. Będę oczekiwał od rządu i pani premier decyzji i konsekwencji. Ktoś, kto działa w imię PiS, musi być uczciwy. Musi wiedzieć, co wolno, czego nie wolno.

O rekonstrukcji rządu: Zdecyduje pani premier. Wielka prośba do ojca dyrektora i widzów: proszę nie wierzyć w wieści prasowe, to często fake news. Decyzję dotyczącą reorganizacji rządu podejmuje premier.

O relacjach z ruchem narodowym, kibicami i o manifestacjach: Ten ruch [narodowy] nie ma tendencji do porozumiewania się z nami. Jesteśmy formacją, która czerpie z różnych, innych tradycji, przede wszystkim z tradycji „Solidarności”. Ale jeśli kibice przyjdą na nasze manifestacje, to będziemy zadowoleni. Ale zadym robić nie chcemy. Awantur chce druga strona, my nie chcemy doprowadzać do ulicznych konfrontacji. Zresztą o bezpieczeństwo dbają funkcjonariusze resortu pana Błaszczaka. Pan Frasyniuk, pan z niepełnym uzębieniem, pani Siedlecka z POLITYKI – nie mogą się już położyć na ulicy.

Mariusz Błaszczak, szef MSWiA

Błaszczak o reakcjach zagranicy i interwencji Komisji Europejskiej: To wszystko związane jest z poprzednimi rządami, z ich próbą pomniejszania pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Dziś jest inaczej, polski głos jest słyszany. Przykładem wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa, jego pierwsze wystąpienie w Europie, entuzjastycznie przyjęcie w Warszawie. Widzieliśmy kontrast między tym, co się działo w Warszawie, i tym, co się działo w Hamburgu. Polska jest krajem bezpiecznym, gościnnym. Tymczasem na ulicach Hamburga wszczynano awantury.

O uchodźcach: Mimo presji i nacisków stanowisko polskich władz w sprawie tzw. uchodźców jest niezmienne. Doszliśmy do wniosku, że to, na co zgodzili się nasi poprzednicy, to pierwszy krok do katastrofy społecznej. Widzimy, co dzieje się w dużych miastach zachodniej Europy. Nie zgodzimy się na takie zagrożenia w Polsce.

Komisarz ds. migracji nie podzielił moich argumentów przesłanych przeze mnie, a dotyczących braku zgody na relokację, na przyjmowanie muzułmańskich emigrantów, tych, którzy się nie integrują. Zachód nie zdołał ich zintegrować, bo nie są chętni. Jest próba podzielenia się problemem, a nie rozwiązania go. Chodzi o narzucenie innym państwom rozwiązania, które jest z gruntu złe. Jeśli ci ludzie i przestępcy słyszą, że w Europie są wprowadzone mechanizmy rozdziału, to jest to dla nich zachęta, dlatego płyną do Europy. Czy Komisja Europejska tego nie widzi? Ślepa nie jest. Postawię tezę oczywistą: chodzi o pewną inżynierię społeczną, o zburzenie relacji społecznych. W XX w. takie działania prowadziły do totalitaryzmów. UE nie ma kompetencji, żeby coś komuś narzucać, to kwestia polityki wewnętrznej. Stanowisko polskich władz jest niewzruszalne w tej kwestii. Doprowadziłem do tego, że państwa Grupy Wyszehradzkiej mają w tej sprawie jednolite stanowisko.

O opozycji: W trakcie miesięcznicy próbowano nas zagnać do kruchty. To pokazuje, jakie są dążenia totalnej opozycji. Ci ludzie nie mają problemu z eksponowaniem swoich poglądów, mówią wprost, że będą łamać prawo. To niespotykane, ale świadczy o mechanizmach, które totalna opozycja próbuje wprowadzić: ulica, awantura, zamieszki.

O sądownictwie: Sytuację należało zamknąć. Na skutek decyzji prezydenta sprawa jeszcze się toczy. Nam zależy na dogłębnej zmianie, do mojego biura napływają skargi na przewlekłość postępowań sądowych. Nie wszyscy sędziowie tacy są, ale konieczność zmiany wymiaru sprawiedliwości jest niepodważalna.

polityka.pl

Ostatnia szansa opozycji

27.07.2017
czwartek

Nie mam szczególnie wysokiego zdania o zdolnościach strategicznych Jarosława Kaczyńskiego, bo to, co wyprawia z pozycją Polski w Europie czy opętańcza i idiotyczna szarża na Tuska, nie przejdą raczej do annałów jako wyrafinowane partie politycznych szachów, ale nie sądziłem, że jest aż tak tragicznie. Przeceniłem Jarosława i pomyliłem się haniebnie.

Gdy Duda ogłosił niepodległość, było to zachowanie tak drastycznie odmienne od jego dotychczasowej, zastanawiającej również, służalczości, że nie mogłem powstrzymać się od myśli, że cała ta gra mogła być opracowana od początku. W końcu to nic trudnego: umówić się, że najpierw robimy blitzkrieg, podpisujemy, co się da, zaogniamy, co bierzemy na klaty, stosunki z centrum i UE, a następnie wygładzamy to wszystko przez podzielenie się rolami: Jarosław obstawia prawą ścianę, od której, jak wiemy, nigdy nie lubi się za bardzo ruszać, a Duda – idealny do tej roli – odbija centrum.

Osłabiając przy okazji i tak słabą opozycję. Taktyka trzy kroki w przód, jeden w tył to poza tym taktyka Orbána, a biorąc pod uwagę, że węgierski know-how PiS i tak w Polsce wprowadza, uznałem, że za pomocą tej prostej i łatwej w ogarnięciu gry PiS ustawił się na polskiej scenie politycznej na długie lata.

A tutaj – nie. Nawet tak prosty i, wydawałoby się, jedyny pozwalający PiS-owi wyjść z twarzą z całej tej awantury z sądami – nie był przez PiS przemyślany. Taktyka walca drogowego to nadal jedyna taktyka PiS. Między bajki, faktycznie, trzeba włożyć nadzieje na jakąkolwiek subtelność pisowskiej gry politycznej.

Oczywiście, wojna domowa w pisowskim środowisku może cieszyć, a jak wiemy z doświadczenia politycznego w Polsce, walka z Kaczyńskim to raczej walka na śmierć i życie. Nietórzy „zdrajcy”, jak Ziobro czy Kurski, wracali, owszem, na prezesa łono i kto wie, czy i Duda, który przecież ma bardzo słabe zaplecze, by długo walczyć – też nie będzie zmuszony powrócić. Ale jeśli nie – to trzeba zrobić wszystko, by go w te ręce z powrotem nie wepchnąć.

A opozycja musi zrobi wszystko, by się w końcu ogarnąć. Bo możliwe, że dla polskiej opozycji to ostatni moment, żeby skutecznie zadziałać. PiS jest w rozscypce, ma przeciw sobie coraz większą energię młodego pokolenia. Dopóki PiS nie zacementował jeszcze państwa dokumentnie, dopóki jakieś tam ostatki dmeokratycznych reguł jeszcze działają i jest szansa na wygraną w wyborach – trzeba działać, bo później może to być najnormalniej w świecie niemożliwe.

Najprawdopodoniej to ostania szansa, by pochować – tak jak zrobił to PiS przed wyborami – nielubianych polityków w szafach i pieczarach i postawić na nowych. Ustawić się w roli partii chcącej zmian. Zmian na lepsze, a nie na dawne, i to jest bardzo ważne, najważniejsze, by to w końcu zakomunikować.

By wyjść naprzeciw oczekiwaniom wyborców, którzy chcą zmian – i to wcale nie jakichś zagadkowych, tylko tych, które zasygnalizował już PiS: większa opieka społeczna, reforma działania aparatu państwowego, reforma sądów, stawianie sobie przez państwo ambitnych celów i realizowanie ich – tylko że nie każdy, kto popiera te, atrakcyjne przecież, hasła, musi od razu być kopalnym konserwatystą, nacjonalistą i paranoikiem à la smoleński odłam prawicy.

To jest ostatni moment. Nie spieprzcie tego.

szczerek.blog.polityka.pl

Sukces czy porażka Goebbelsa

27.07.2017
czwartek

Prezes Kaczyński udzielił wywiadu swojej ulubionej Telewizji Trwam. Kilka przemyśleń przewodniczącego zasługuje na uwagę.

„Powstało niebezpieczeństwo negatywnego przełomu”. 20 miesięcy działalności opozycji nie było w stanie stworzyć takiego zagrożenia, jakie stworzyli demonstranci kilka dni temu. Prezes nie wyjaśnia, co ma na myśli, mówiąc o negatywnym przełomie, ale chyba chodzi o obalenie rządu, tym bardziej że i takie hasło padało. Kaczyński nie lekceważy demonstracji, powiedziałbym, że boi się ulicy z jej niekontrolowanym rozwojem wypadków.

„Mamy obowiązek powiedzieć, że decyzja pana prezydenta to był błąd, poważny błąd, ale idziemy do przodu”. Po pierwszym szoku, który trwał 2-3 dni, prezes odzyskał mowę. Cel pozostaje ten sam: przejęcie wymiaru sprawiedliwości, ale sytuacja nieco się zmieniła. Nie można już w stu procentach liczyć na Dudę, ten będzie musiał w swoich projektach ustaw wykonać pewne ustępstwa na rzecz „układu”, Brukseli, ulicy i zagranicy. Nawet Gowin robi miny i robi stójkę na rzęsach: głosował „za”, a popiera weta prezydenta, jak gdyby był „ przeciw”. Prezes chyba trochę się skurczył, weta prezydenta to był jednak cios. Pozostaje liderem swojego obozu, ale jego terytorium się zmniejszyło. Duda i Kaczyński, prezydent i rząd wzajemnie się potrzebują, więc o zerwaniu nie ma mowy, ale i o sentymentach trudno mówić. Prezes ma dobrą pamięć. Potrafi przebaczyć, ale nigdy nie zapomina. Blizny pozostaną.

„Mamy pośmiertny triumf Goebbelsa”, czyli propaganda opozycji skutkuje. Dlatego teraz zabierzemy się za media. Prezes zapowiedział dwie ważne reformy, z których jedną niechybnie będzie atak na niezależne media. „Dekoncentracja”, „repolonizacja” – jak zwał, tak zwał, wiadomo o co chodzi. Triumf Goebbelsa? Moim zdaniem raczej jego porażka: mimo zorkiestrowanej kampanii oszczerstw i nienawiści wobec sądów i sędziów ulica skandowała „Dzię-ku-je-my!”.

„Pan prezydent powiedział, że chciałby przejąć inicjatywę, nie będziemy mu w tym przeszkadzać”. Zapowiedź prezydenta, że przygotuje własne projekty ustaw, to błąd Dudy. Z chwilą kiedy skieruje swoje projekty do Sejmu, ustawy trafią w ręce posłów PiS, a ci będą je tak ulepszać, aż staną się bliźniaczo podobne do ustaw, które Duda zawetował. Może powstać sytuacja paradoksalna: Duda nie pozna swoich ustaw, będzie musiał je zawetować i narazi się na śmieszność. Swoją drogą ciekawe, jaka będzie „kompromisowa” wersja ustaw, którą PAD zaproponuje.

„Od 2005 r. Platforma odrzuca wszelkie reguły i ten spór się zaostrza. To najazd barbarzyńców na nasze życie publiczne, musimy go odeprzeć i sprawić, by polskie życie publiczne wróciło do normy”. Co jest normą – prezes nie wyjaśnił. Tego już kanalie i zdradzieckie mordy muszą domyślić się same.

polityka.pl

CZWARTEK, 27 LIPCA 2017

#wielkiSpacer ul. Rakowiecką – w sieci pojawiła się inicjatywa kolejnego powitania Tuska

#wielkiSpacer ul. Rakowiecką – w sieci pojawiła się inicjatywa kolejnego powitania Tuska

W serwisach społecznościowych pojawiają się banery reklamujące inicjatywę powitania Tuska udającego się na przesłuchanie do prokuratury 3 sierpnia.

 

300polityka.pl

PIĄTEK, 28 LIPCA 2017, 08:05

 

Schetyna: Uspokojony, uczesany Kaczyński wczoraj to nie jest prawdziwy prezes

– Chciałbym powiedzieć słowo o formule tego przekazu, bo oglądałem go w TVP. Nie wiem czy jest drugi taki kraj na świecie, gdzie telewizja publiczna przerywa program i łączy się z telewizją prywatną, społeczną i pokazuje, organizuje ten przekaz, pokazuje konkurencję na swojej antenie – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM. Jak dodał:

„Kilka dni zajęło mu, żeby dojść do siebie. Został jednak cieżko przejechany przez tę sytuację ostatniego tygodnia. Uspokojony, z towarzyszącym mu Mariuszem Błaszczakiem, ale to próba wykładu, który pokazuje: mamy wszystko pod kontrolą, kto nie z nami ten przeciwko nam i to jest adres do środowiska prezydenta Dudy, żeby zrozumiał, że nie ma szans w tym starciu”

– Mnie ten przekaz szczególnie nie przeraził. Bardziej niż taki przygotowany, uspokojony prezes Kaczyński – bo tak go widziałem wczoraj – przypominam sobie i zawsze będę pamiętał, do końca mojego życia te 17 sekund prezesa Kaczyńskiego w sali sejmowej. To był prawdziwy prezes Kaczyński, tam były prawdziwe emocje i nerwy – dodał.

– Te 17 sekund to pokazanie jego stosunków, relacji z opozycją, z tymi wszystkimi, którzy nie są w PiS-ie. Jest pokazanie, co chciałby im zrobić, gdyby mógł, a grzeczny, ugrzecziony, uspokojony, uczesany prezes Kaczyński wczoraj to nie jest prawdziwy prezes Kaczyński – mówił dalej lider PO.

Jak dodał, „zawsze jest to samo pytanie: jak zatrzymać szaleństwo Jarosława Kaczyńskiego”.

300polityka.pl

PIĄTEK, 28 LIPCA 2017

STAN GRY: Warzecha o pisowskich pelikanach, Mucha: Nie Majdan, tylko ambicje, GW: PAD ze wsparciem Kościoła, SE: Agata Duda wchodzi do gry

 


— 300LIVE:
Witek: W naszym głębokim przekonaniu Kamiński i Wąsik są ułaskawieni i mogą wypełniać swoje obowiązki
Witek: Poczekajmy na ruch ze strony prezydenta
Witek: Rzeczywiście to jest taki moment, kiedy jest przełom. Musimy się na coś zdecydować
Gowin: Poważnym błędem było postawienie prezydenta przed koniecznością podpisania ustawy z takimi błędami

Schetyna: Nie widzę dwumilionowej demonstracji w Warszawie, widzę wielotysięczne demonstracje w całej Polsce
Schetyna: Gowin jest jednym z większych przegranych tego starcia
Schetyna: Wierzę, że prezydent rozpoczął budowę własnej prezydentury, jej nowego początku
Schetyna: Uspokojony, uczesany Kaczyński wczoraj to nie jest prawdziwy prezes
http://300polityka.pl/live/2017/07/28/

— WIRAL POPULARNY WŚRÓD POSŁÓW OPOZYCJI – T.LOVE – SUPERDOBRAZMIANA: https://www.youtube.com/watch?v=KPWQ4YENEmE&feature=player_embedded

— TK PRZYŁĘBSKIEJ PRACOWAŁ W TYM ROKU TYLKO 13 DNI – ustalenia Faktuhttp://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/sedziowie-trybunalu-konstytucyjnego-pracowali-tylko-13-dni/nhdg783

— KOLEDZY Z TVP CHCĄ ZROBIĆ DOBRZE UKRAINOŻERCZEJ CZĘŚCI PRAWICY – pisze Wojciech Mucha w GPC: “Cóż, koledzy z TVP wielokrotnie udowodnili, że zarówno poprzez dobór gości, jak i tendencyjne przedstawianie wydarzeń na Ukrainie chcą „zrobić dobrze” ukrainożerczej części polskiej prawicy. Budowanie nieustannych paralel między aktualnymi wydarzeniami na Wschodzie a ludobójstwem na Wołyniu, płynne przechodzenie komentatorów politycznych od emigrantów zarobkowych do siepaczy UPA – to wszystko niestety wpisuje się w szerszy problem polskiej prawicy. Problem, którego nikt, zdaje się, nie chce rozwiązać”.

— IDENTYCZNE STANOWISKO RADYKALNEJ PRAWICY WS SOROSA JAK UKRAIŃSKI PRAWY SEKTOR – pisze Mucha: “Co ciekawe, do najbardziej radykalnych przedstawicieli polskiej prawicy powinno dotrzeć, że w swojej postawie przeciwko lewicowo-liberalnym wpływom spod znaku George’a Sorosa i międzynarodowego kapitału zajmują identyczne stanowisko jak… ukraińscy nacjonaliści spod znaku Prawego Sektora i Pułku Azow, od zawsze wskazujących na te zagrożenia. Sprawa jest więc o wiele bardziej skomplikowana”.

— NIE MAJDAN TYLKO AMBICJE W SAMYM OBOZIE PRAWICY – konkluzja Wojciecha Muchy w GPC: “Dziś, gdy kurz emocji opadł, warto wyciągnąć wnioski. A pierwszy i najważniejszy jest taki – to nie żadna opozycja (zewnętrzna i wewnętrzna) jest zagrożeniem dla obozu niepodległościowego, nie żaden majdan (co za absurdalny pomysł). To podziały, ambicje i niezałatwione sprawy w samym obozie prawicy”. http://gpcodziennie.pl/66718-kijowwarszawacalkieminnasprawa.html

— PIERWSZA DAMA WCHODZI DO GRY – SE: “Ale w ciągu kilku miesięcy wszystko ma się zmienić. Pierwsza dama ma być aktywniejsza medialnie. – Od czasu do czasu może się wypowiedzieć w sprawach politycznych, ale głównie będzie się chciała skoncentrować na wsparciu dzieci, młodzieży, młodych przedsiębiorców – dodaje nasz rozmówca. I ta dobra zmiana ma wpłynąć na lepszy wizerunek prezydenta”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/agata-duda-wchodzi-do-gry_1010679.html

— CZY ŻONA WICEMINISTRA ZIELIŃSKIEGO ZNOWU UNIKNIE KARY ZA WYPADEK? – FAKT: “To nie pierwszy wypadek żony wiceministra Zielińskiego. 3 listopada 2003 roku Lilianna Zielińska jadąc należącym do jej męża seatem cordobą wyjechała nagle z drogi podporządkowanej i uderzyła w bok jadącego główną drogą mercedesa, zmieniając jego tor jazdy. Mercedes zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka busem. W mercedesie była Celina L. z podsuwalskiej Węgielni i jej dwaj synowie Gabryś (16 l.) i Bogdan (14 l.). Cała trójka zawdzięcza życie kierowcy busa. Wyciągnął nieprzytomnych na drogę. Chwilę później mercedes zapalił się. Celina L. po wypadku nie wróciła do zdrowia. Jeździ na wózku inwalidzkim. Lilianna Zielińska nie poniosła kary ani za spowodowanie tego wypadku, ani za nieudzielenie pomocy jego ofiarom. W 2003 roku Jarosław Zieliński był posłem PiS”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zona-wiceszefa-msw-jaroslawa-zielinskiego-lilianna-znow-miala-wypadek/vs5vv9c

— TWOJA TWARZ W SYSTEMIE WŁADZY – Wojciech Czuchnowski w GW: “„Pod Sejmem i pod Pałacem Prezydenckim będą nagrywać ze wszystkich kamer, będzie też kilkadziesiąt kamer operacyjnych policji” – takie ostrzeżenie przekazał nam w ubiegłym tygodniu informator z kręgu służb specjalnych. Jego zdaniem policja do spółki z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego tworzy bazę danych o demonstrantach aktywnych podczas antyrządowych protestów. Chodzi o zdjęcia twarzy i samochodów działaczy Komitetu Obrony Demokracji, Obywateli RP oraz innych organizacji aktywnych podczas manifestacji. – Policja nie ma własnego systemu rozpoznawania twarzy. Dysponuje nim Centrum Antyterrorystyczne ABW, które użycza go innym służbom, ale też uzupełnia o nowe dane – mówi „Wyborczej” były oficer Centralnego Biura Śledczego”. http://wyborcza.pl/7,75398,22159763,policja-nagrywala-uczestnikow-antyrzadowych-protestow-czy-tworzy.html

— INWIGILACJA DLA DOBRA OPOZYCJI – jedynka GW: “– Doszło do złamania prawa i przekroczenia uprawnień. Nie można prowadzić inwigilacji pod pretekstem działań zabezpieczających. One nie mogą być podstawą do akcji o charakterze operacyjnym wymierzonej w polityków – mówi „Wyborczej” Paweł Wojtunik, szef CBA, a wcześniej szef policyjnego CBŚ. Protestował, gdy w czasach pierwszego rządu PiS (2005-07) CBŚ inwigilowało dziennikarzy w ramach operacji „Cele”.

— POSŁOWIE PO PYTAJĄ KOMENDANTA GŁÓWNEGO PO CO BYLI NAGRYWANI – dalej GW: “A posłowie PO wysłali pismo do komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka. „Podczas demonstracji 20 lipca przy szlabanie przy Sejmie byliśmy nagrywani kamerą przez policję (posłowie Cezary Tomczyk, Agnieszka Pomaska i Sławomir Nitras). Uznaliśmy wtedy, że może to być związane ze standardową pracą policji w związku z ochroną wydarzenia. Dzisiejsze [czwartkowe] wydanie Wyborczej publikuje jednak nagrania dowodzące, że policja śledzi opozycję” – piszą posłowie”. http://wyborcza.pl/7,75398,22160004,po-ujawnieniu-nagran-policja-tlumaczy-obserwacja-petru-i.html

— PETRU: CZY W GRUDNIU TEŻ MNIE ŚLEDZONO? – jak mówi Ryszard Petru w rozmowie z GW: “Tłumaczenie policji jest kuriozalne, bo przecież – skoro policja zabezpieczała Sejm – czemu szła ze mną aż na Nowy Świat? Czy teren Sejmu nagle się rozszerzył? To są ewidentne działania operacyjne związane ze mną. Chciałbym się więc dowiedzieć, czy podczas poprzedniego protestu w grudniu również mnie śledzono. A także jak często takie działania mają miejsce i w oparciu o jaką podstawę prawną”. http://wyborcza.pl/7,75398,22159432,ryszard-petru-dla-wyborczej-o-inwigilacji-to-przerazajace.html

— NA JEDYNKACH GAZET REGIONALNYCH POLSKAPRESSE WALKA BOKSERSKA DUDA- KACZYŃSKI.

— PIS POLUJE NA POSŁÓW – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Według naszych rozmówców, zarówno z PiS, jak i innych partii, które miałyby stracić na personalnych roszadach, mowa jest o dwóch posłach z PSL, pięciu z Kukiz’15 i dwóch z… Platformy Obywatelskiej”.

— PSL GROZI, ŻE ZOSTANIE KOŁEM – dalej Dąbrowska: “W najgorszej sytuacji są ludowcy, bo po niedawnym odejściu Andżeliki Możdżanowskiej, która – jak mówi się w kuluarach – odejść „musiała, a wcale nie chciała”, pożegnanie kolejnego parlamentarzysty spowoduje spadnięcie PSL do poziomu koła poselskiego. W dodatku osłabi całą opozycję, odbierając jej czas w debatach parlamentarnych. I to jest, jak przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” jeden z ludowców, główny powód działań PiS, który nie może darować ludowcom ich zachowania w czasie ostatniego kryzysu i postawy prezesa Władysława Kosiniaka-Kamysza, który wyrósł na jednego z bardziej merytorycznych przeciwników prezesa Kaczyńskiego. Rozpad klubu mógłby zachwiać jego pozycją tuż przed kampanią samorządową”.
http://www.rp.pl/Prawo-i-Sprawiedliwosc/307279890-PiS-poluje-na-poslow-innych-ugrupowan.html#ap-1

— CZY KOŚCIÓŁ WPŁYNĄŁ NA PREZYDENTA DUDĘ? – Michał Wilgocki w GW: “24 lipca Andrzej Duda ogłasza zaskakujące weto do dwóch ustaw – o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. Zaledwie kilka godzin po jego wystąpieniu gratulacje przesyła mu abp Stanisław Gądecki – przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. W jego liście pada bardzo mocny cytat z wystąpienia Jana Pawła II podczas kongresu włoskiego Stowarzyszenia Sędziów. „Równowaga między władzami: prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą (…) jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji”. Choć komentatorzy krytykowali abp. Gądeckiego za opieszałość, wiele wskazuje na to, że hierarcha oświadczenie przygotowywał wcześniej. Świadczy o tym moment jego publikacji. Dokument mógł oczywiście powstać godzinę po wecie, jest to jednak mało prawdopodobne. (…) Po wecie prezydenta Dudę pochwalił również abp Henryk Hoser, nazywając go „mężem stanu”. A „L’Osservatore Romano” odnotowało, że prezydent „zaapelował o spokój społeczny”. http://wyborcza.pl/7,75398,22159243,zamach-na-sady-czy-kosciol-wplynal-na-prezydenta-dude.html

— KACZYŃSKI NIE MOŻE DOPUŚCIĆ DO ROZŁAMU – Michał Szułdrzyński w RZ: “Prezes nie może jednak zapominać, że zemsta może go słono kosztować. PiS wygrał wybory, dopiero gdy przygarnął obie partie prawicowe, które choć samodzielnie nie miały szans wejść do Sejmu, to były w stanie odebrać partii Jarosława Kaczyńskiego po kilka punktów procentowych poparcia, obniżając tym samym jej wynik. Jeśli więc prezes PiS rzeczywiście marzy o tym, by rządzić dwie kadencje, nie może dopuścić do rozłamu. To samo dotyczy relacji z prezydentem Andrzejem Dudą. To on dziś trzyma w ręku długopis niezbędny do podpisania ustaw, na których wejściu w życie bardzo zależy PiS. Choć można się domyślać, że liderzy PiS marzą dziś o zemście za podwójne prezydenckie weto, zaostrzanie konfliktu sprawi, że Duda będzie mógł teraz dalej budować swoją pozycję w kontrze do partii rządzącej”. http://www.rp.pl/Komentarze/307279879-Szuldrzynski-W-co-gra-Andrzej-Duda.html

— SE O PLANIE WYSTAWIENIA SZYDŁO PRZECIW DUDZIE: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/szydo-wystartuje-przeciw-dudzie-oto-tajny-plan-kaczynskiego_1010682.html

 PRAWIE MILION ZŁ ZA MIESIĘCZNICĘ- SE: “Koszty manifestacji organizowanych przez PiS każdego 10. dnia miesiąca rosną wręcz lawinowo! Zabezpieczenie obchodów z 10 lipca pochłonęło rekordową kwotę 758 932 zł!”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/oto-koszt-miesiecznic-kwietnia-gigantyczna-kwota_1010685.html

— SĘDZIA BARBARA PIWNIK O DECYZJI PREZYDENTA: “Stawiałoby to prezydenta w złej sytuacji, gdybyśmy sugerowali, że komuś uległ, że ktoś wywarł na niego wpływ. Jako obywatel uznaję, że prezydent w ramach swoich obowiązków podjął właściwą decyzję. Czymś innym byłaby i będzie zapewne praca nad ustawą, kiedy będzie konsultował i zasięgał opinii różnych środowisk. Rozumiem grzecznościowe „dziękuję”, ale to nie te kategorie”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/barbara-piwnik-komentuje-to-bedzie-stracony-czas_1010728.html

— ŁUKASZ WARZECHA CZYLI O PELIKANACH – WYBORCACH PIS, KTÓRZY ŁYKAJĄ WSZYSTKO: “- Słuchaj, teraz skojarzyłem. Taki jest doktor, bardzo mądry, on się na służbach zna, i on mówił, że Dudę to służby rozpracowały i zrobiły potem „Ucho prezesa”, żeby nim sterować! Nie wiedziałem, o co biega, a teraz rozumiem.

– Ale po co sterować, skoro i tak jest kumplem Michnika?

– No, nie wiem. Może, żeby mieć pewność? Ja pindolę, i ja na tego zdrajcę głosowałem!

– Ale słuchaj, Kaczor przecież wszystko wie. To o tym nie wiedział, jak go brał na prezydenta?

– Na pewno wiedział, ale wiesz, Kaczor widzi wszystko sto ruchów naprzód. Wziął Dudusia, to musiał mieć powód. Przekonamy się za 50 lat.

Podobieństwo bohaterów niniejszej scenki do autentycznych przedstawicieli żelaznego elektoratu PiS (zwanego „pelikanami”, jako że łykają wszystko, co im powie partia rządząca) jest celowe i zamierzone”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/lukasz-warzecha-z-zycia-pelikanow_1010730.html

 MONIKA OLEJNIK – PREZYDENT PRZESTAŁ BYĆ NOTARIUSZEM – pisze w GW: “Szok w obozie prawicy: prezydent Duda przestał być notariuszem i po raz pierwszy postanowił nie łamać konstytucji. Namawiał go do tego m.in. prof. Strzembosz: niech nie brudzi sobie rąk ustawą o Sądzie Najwyższym. Namawiała też Zofia Romaszewska. Prezydent nie ugiął się przed swym środowiskiem i powiedział „nie”, co wprawiło we wściekłość polityków PiS. Zawetował ustawy o SN i KRS. Szkoda, że nie ustawy o sądach powszechnych”. http://wyborcza.pl/7,75968,22159852,dwa-razy-nie.html

— POŚMIALIŚMY SIĘ, ALE CI LUDZIE SĄ ODPOWIEDZIALNI ZA BEZPIECZEŃSTWO NASZEGO KRAJU – Paweł Wroński w GW: “Z wypowiedzi ministra obrony Rzeczypospolitej należy więc wnosić, że albo demonstracje były dziełem Rosji, której udało się do ich wsparcia skłonić Zachód, albo jesteśmy ofiarami wojny podobnej do tej z 1939 r., w której zaatakowały nas Niemcy i Rosja. Pośmialiśmy się. A teraz jedno zdanie na serio. Ci ludzie odpowiedzialni są za bezpieczeństwo kraju”. http://wyborcza.pl/7,75968,22159946,pierwsza-wojna-hybrydowa.html

— ADAM STRZEMBOSZ O IUS I LEX ORAZ O TYM, ŻE NIE WIDZI OD 12 LAT – mówi Magdalenie Rigamonti w DGP: “To znaczy, że prawo może być zgodne z podstawowymi zasadami moralnymi i wtedy jest Ius, a może być też niezgodne z tymi zasadami i wtedy to jest tylko Lex, tylko ustawy. Ja jestem za Ius. Pani mi potem przeczyta tę naszą rozmowę. E-mailem też ją może pani wysłać, z tym że i tak ktoś będzie musiał mi przeczytać, bo ja od 12 lat ani nie czytam, ani nie piszę. Nie widzę po prostu. I bez rozpaczy to mówię, bo jestem człowiekiem pogodnym, mam udane życie, kochającą i kochaną żonę, dzieci, ośmioro wnucząt, a równocześnie za sobą życie pełne różnych istotnych elementów. Wojna, straszny okres stalinowski, 1956 r., stan wojenny, kiedy to zostałem wyrzucony przez Radę Państwa z Instytutu Badania Prawa Sądowego i z sądu wojewódzkiego, co uważam za duże wyróżnienie, a nawet najwyższe życiowe wyróżnienie. Potem wolna Polska, Sąd Najwyższy… I cóż mi narzekać, mam co jeść, mam gdzie mieszkać, mam z kim rozmawiać”.

— STRZEMBOSZ O UNIEWINNIANIU W SPRAWACH POLITYCZNYCH: “Dla przykładu powiem, że Sąd Wojewódzki pierwszej instancji w Warszawie w okresie stanu wojennego uniewinniał w procesach politycznych co drugiego człowieka. Trzeba pamiętać, że na mój wniosek prezydent Komorowski odznaczył 12 sędziów wysokimi odznaczeniami państwowymi, ponieważ w żadnej sprawie politycznej nie wydali innego wyroku jak uniewinnienie. Niech sobie to przypomną ci, którzy opowiadają o komunistycznych złogach w sądownictwie, niezlustrowanej kaście sędziowskiej”.

 STRZEMBOSZ O SWOIM KANDYDOWANIU NA PREZYDENTA Z POPARCIEM PC – mówi dalej Rigamonti: “Porozumienie Centrum wydawało mi się wtedy takie umiarkowane – ani lewica, ani wielka prawica. Umiarkowana organizacja. I to było zachęcające. Wcześniej zaproponował mi stanowisko premiera. Odmówiłem. Nie czułem się kwalifikowany, nigdy nie zajmowałem się twardą polityką. Nie miałem żadnego zaplecza politycznego. A premier przecież powinien mieć, by nie być figurantem i marionetką. Prezydent oczywiście też powinien, ale bez tego zaplecza, jeśli potrafi obsadzić kancelarię, to sobie jakoś poradzi. Pewnego dnia jednak Jarosław Kaczyński po prostu przestał mnie popierać jako kandydata na prezydenta. Jego otoczenie mówiło, że nie dlatego, że chce wysunąć brata, ale jednak wysunął brata. Pan Szyszko, który był szefem mojego sztabu wyborczego, przyszedł i mówi, że jest tak ogromnie zajęty pracą naukową, że nie może pracować ze mną. Po czym, po dwóch tygodniach już był szefem sztabu Lecha Kaczyńskiego. Wtedy w 1995 r., przed wyborami prezydenckimi ujawniły się tendencje Jarosława Kaczyńskiego do autorytaryzmu. Chciał mnie sobie absolutnie podporządkować. Nie dałem się i dlatego spokojnie sypiam”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/555057,adam-strzembosz-prawo-sad-sedziowie-dekomunizacja-sad-najwyzszy-zbigniew-ziobro-patryk-jaki-pis.html

— MICHAŁ WÓJCIK ZACZYNAŁ W POLITYCE POD SKRZYDŁAMI KUTZA, NA SPOTKANIE PRZYSZEDŁ Z MATKĄ – pisze GW: :Pierwsze kroki w polityce stawiał kilkanaście lat temu z pomocą Kazimierza Kutza. Były senator wspomina, jak pewnego dnia do jego katowickiego biura przyszedł w towarzystwie swojej matki. – Mówiła, że właśnie kończy studia prawnicze i pytała, czy bym mu nie pomógł. Poradziłem mu, że musi znaleźć sobie jakiś własny temat i podpowiedziałem, żeby zajął się parkiem w Chorzowie. Skorzystał z mojej rady, a ja jego działania pilotowałem – opowiada były senator”. http://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,22153974,kim-jest-michal-wojcik-slaski-ziobrysta-ktory-uderza-w-andrzeja.html

300polityka.pl

Gowin polemizuje z Kaczyńskim: Poważnym błędem było danie prezydentowi takiej ustawy do podpisu

DoRzeczy Online, 28.07.2017

Jarosław Gowin© Piotr Polak Jarosław Gowin

 

– Poważnym błędem było postawienie prezydenta przed koniecznością podpisania ustawy z takimi błędami – powiedział w radiowej Trójce wicepremier Jarosław Gowin. Odniósł się w ten sposób do słów prezesa PiS, który wczoraj stwierdził, że weto prezydenta było „poważnym błędem”.

Zwróciłbym uwagę nie na tony krytyczne prezesa Kaczyńskiego. Ja odbieram jego słowa jako słuszny sygnał dla naszego obozu, że musimy wciągnąć powietrze i odbudować jedność. (…) Musimy odbudować jedność. Obóz zjednoczonej prawicy ma wiele do zrobienia a potem będziemy się razem ubiegać o ponowny mandat – dodawał polityk.

Po tym, jak prezydent Andrzej Duda zawetował dwie ustawy dot. sądownictwa, Polska Razem Jarosława Gowina wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że zdecydowanie podtrzymuje wolę przeprowadzenia głębokich reform wymiaru sprawiedliwości, ale jednocześnie „ze zrozumieniem” przyjęła decyzję prezydenta. „Krytyczne argumenty podniesione przez Głowę Państwa są zbieżne z zastrzeżeniami, jakie nasza partia podnosiła na forum koalicyjnym wobec projektu ustawy” – napisano.

Wczoraj do decyzji prezydenta w tej sprawie odniósł się po raz pierwszy w TV Trwam prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Zatrzymanie przez prezydenta reformy, która miała na celu dekomunizację sądownictwa, było poważnym błędem, ale teraz trzeba myśleć o tym, jak z tego wyjść, jak doprowadzić do tego, by to był tylko incydent, który zostanie szybko zapomniany – powiedział.

msn.pl

W co gra Andrzej Duda?

Rzeczpospolita, Michał Szułdrzyński, 28.07.2017

© AFP

 

Prawu i Sprawiedliwości nie opłaca się dalsza eskalacja sporu z prezydentem Andrzejem Dudą

Może sobie pozwolić na mniej lub bardziej ostentacyjne grillowanie głowy państwa czy jego współpracowników, ale podsycanie otwartego konfliktu mogłoby być niebezpieczne. Ostatnie wydarzenia pokazały, że PiS nie może być pewien swojej większości w Sejmie, choć dysponuje 234 posłami. Trzech posłów PiS wyciągnęło w trakcie głosowania nad ustawą o Sądzie Najwyższym swoje karty i nie oddało głosu. Dwóch senatorów związanych z Jarosławem Gowinem wstrzymało się od głosu podczas prac nad ustawą.

Dalsze zaognianie konfliktu wokół zmian w Sądzie Najwyższym byłoby więc igraniem z ogniem. Dlatego zrozumiałe jest, że partia rządząca sonduje wśród ludowców, kukizowców, a nawet posłów PO możliwości transferów do Klubu PiS, by zabezpieczyć sobie stabilną większość na wypadek nieoczekiwanych wolt czy secesji. Zwiększenie liczebności Klubu PiS dałoby też w dłuższej perspektywie Jarosławowi Kaczyńskiemu pole do dokonania wewnętrznych rozliczeń, ukarania, pogrożenia czy wręcz usunięcia ze swoich szeregów buntowników.

Prezes nie może jednak zapominać, że zemsta może go słono kosztować. PiS wygrał wybory, dopiero gdy przygarnął obie partie prawicowe, które choć samodzielnie nie miały szans wejść do Sejmu, to były w stanie odebrać partii Jarosława Kaczyńskiego po kilka punktów procentowych poparcia, obniżając tym samym jej wynik. Jeśli więc prezes PiS rzeczywiście marzy o tym, by rządzić dwie kadencje, nie może dopuścić do rozłamu.

To samo dotyczy relacji z prezydentem Andrzejem Dudą. To on dziś trzyma w ręku długopis niezbędny do podpisania ustaw, na których wejściu w życie bardzo zależy PiS. Choć można się domyślać, że liderzy PiS marzą dziś o zemście za podwójne prezydenckie weto, zaostrzanie konfliktu sprawi, że Duda będzie mógł teraz dalej budować swoją pozycję w kontrze do partii rządzącej.

Tu jednak dochodzi drugi czynnik, czyli motywacje samego prezydenta. Decydując się na weto, musiał wiedzieć, że przekracza polityczny Rubikon. Pytanie tylko, czemu to zrobił. Czy celem jest budowa własnej, niezależnej pozycji przed wyborami 2020 roku? Jeśli prezydent myśli o reelekcji, musi mieć świadomość, że bez wsparcia PiS nie ma szans wygrać. A może celem jest budowa własnej siły politycznej, partii, która miałaby konkurować z PiS w wyborach za dwa lata? Do budowy partii potrzeba sił i środków, całego sztabu ludzi oraz wyraźnych liderów. Biorąc pod uwagę niepewny rezultat i olbrzymie koszty, ryzyko ogromne.

Być może więc Duda wcale nie chce trwałego konfliktu z PiS, lecz zależy mu wyłącznie na tym, by zgłosić siebie jako kandydata do walki o schedę po Jarosławie Kaczyńskim, gdy ten zdecyduje się przejść na polityczną emeryturę. Czyżby więc prezydenckie weto było rozpoczęciem wyścigu o sukcesję na prawicy?

msn.pl

Kaczyński zdradza kulisy rozmowy z bratem. „Gdybym wiedział, błagałbym go, żeby nie leciał”

DoRzeczy Online, 27.07.2017

Lech i Maria Kaczyńscy© Wojciech Pacewicz Lech i Maria Kaczyńscy

 

W rozmowie z TV Trwam Jarosław Kaczyński tłumaczył, dlaczego zdecydował się na pozew wobec Lecha Wałęsy. – Znałem Lecha Wałęsę, choć Mój brat znał go lepiej, i wiedziałem, z kim mam do czynienia, ale twierdzenia, że doprowadziłem do śmierci mojego brata są niedopuszczalne – stwierdził.

Jak zaznaczył „miał już dosyć” tego typu oszczerstw i postanowił zareagować. – Z przykrością, bo nie zależy mi na takim procesie, ale musiałem ten proces wytoczyć – mówił. Dodał, że nawet w Sejmie słyszy czasem tego rodzaju insynuacje rzucane ze strony posłów opozycji.

Jednocześnie wyjaśnił, że owszem telefonował do brata, ale było to jeszcze zanim samolot wleciał w zamglony obszar, a rozmowa dotyczyła tylko i wyłącznie stanu zdrowia ciężko chorej matki braci Kaczyńskich.

– Gdybym wiedział, że jest niebezpieczeństwo, to bym na kolanach błagał brata, robił wszystko, żeby nie doszło do tragedii – podkreślał.

Wczoraj media obiegła informacja, że Jarosław Kaczyński złożył pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko byłemu prezydentowi Lechowi Wałęsie.. Pozew dotyczy wpisów Lecha Wałęsy na portalu społecznościowym, w których pisał o chorobie psychicznej prezesa Prawa i Sprawiedliwości i sugerował przyczynienie się do katastrofy smoleńskiej.

msn.pl

„Dobra zmiana”? Idea IV RP zdechła, a Piłsudski poszedł do kąta

Newsweek Polska, Aleksandra Pawlicka, 28.07.2017

© pap

 

– Kiedyś w myśleniu Kaczyńskiego był kierunek sanacyjny, piłsudczykowski, idea budowania Polski na pewnych mitach, ale to zostało zarzucone – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” historyk idei prof. Marcin Król. – Skoro więc o nic nie chodzi, poza władzą dla władzy, można by założyć, że to postawa nihilistyczna, ale żeby być nihilistą, trzeba być wybitnym człowiekiem – dodaje.

NEWSWEEK: Czuje się pan jako obywatel bankrutem?

PROF. MARCIN KRÓL: Trudno się nie czuć, choć muszę poczynić dwa zastrzeżenia: po pierwsze – tego rodzaju ciosów doznają także inne kraje Zachodu, i po drugie – mnie od dawna nie podobała się droga, którą idziemy, czyli liberalna demokracja. To, z czym mamy dziś do czynienia, przewidziano prawie 200 lat temu, i ja – mała mrówka – także o tym pisałem.

W książce pod tytułem „Byliśmy głupi” ostrzegał pan, że jeżeli nie zdecydujemy się na zmiany, demokracja neoliberalna nie przetrwa kolejnego półwiecza. Poszło jak widać znacznie szybciej.

– Niestety. Alexis de Tocqueville już w XIX wieku ostrzegał w „Demokracji w Ameryce”, że największym zagrożeniem demokracji jest tyrania większości rozumianej jako większość obywateli, ale przede wszystkim jako większość parlamentarna. Jego korespondencja na ten temat z Johnem Stuartem Millem to fascynująca lektura.

Obu uznaje się za twórców liberalizmu demokratycznego.

– Dla Tocqueville’a tyrania większości parlamentarnej jest groźna, dla Milla – śmiertelna. Dlatego ten drugi uważa, że bez elitaryzmu zagwarantowanego prawem demokracja nie ma szans, bo obywatele są najzwyczajniej w świecie głupi. Głupi w cudzysłowie, bo nie chodzi o jakość umysłu, ale o niedostateczne poinformowanie, niedostateczne zaciekawienie, niedostateczną gotowość do uczestnictwa. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce, to tyrania większości parlamentarnej.

Jesteśmy wobec niej bezsilni?

– Niezupełnie. Nie zgadzam się z tymi, którzy ogłaszają śmierć demokracji. Jest kilka sposobów, aby ją obronić, choć wymaga to dobrej koniunktury. Wielu filozofów, od Machiavellego poczynając, mówiło, że bez sprzyjającej fortuny nie da się dokonać przemian. Czasami trzeba więc odrobinę poczekać. Doskonale wiedział o tym Churchill, który na swój moment w historii czekał 20 lat, będąc wcześniej posłem wyśmiewanym, poniżanym, którego nikt nie chciał słuchać.

Jaki będzie następny etap działań PiS-u?

– To jest kluczowe pytanie. Wiem, że to, co powiem, wzbudzi niechęć moich kolegów prawników, ale zniszczenie wymiaru sprawiedliwości, choć jest sprawą fundamentalną z punktu widzenia funkcjonowania państwa, nie jest jedyną i chyba nie najważniejszą.

prof. Marcin Król, historyk idei „Newsweek” „PiS uczyniło ukochanego suwerena służącym. To cecha wszystkich populizmów – powoływanie się na naród, aby mówić mu, co jest moralne, a co nie. PiS nie jest niczyim reprezentantem, ani narodu, ani suwerena” PiS uczyniło ukochanego suwerena służącym. To cecha wszystkich populizmów – powoływanie się na naród, aby mówić mu, co jest moralne, a co nie.

Co jest najważniejsze?

– Niszczenie pluralizmu. Niszczenie wolności – mojej, pani i wszystkich obywateli. Nie jestem pewien, czy studenci, z którymi prowadzę zajęcia, będą się chcieli zabijać za prawo, ale za pluralizm już prędzej. Pluralizm to gwarancja wolności. Nie tylko zapisana w prawie, ale funkcjonująca także w obyczajach. Nie chodzi o możliwość wyboru: pojechać do Egiptu czy do Tunezji, bo to jest wszystko jedno, ale o pewność, że mogę robić, co chcę i jak chcę, dopóki nie naruszam czyjeś wolności. A to właśnie próbuje nam zmienić Kaczyński et consortes.

Urządzić wszystkim świat na własną modłę?

– Co przeczy tradycji demokratycznego świata. Politycy nie są od moralności. Te dwie sfery nie mają albo – mówiąc precyzyjniej – nie powinny mieć nic wspólnego. Politycy są od skutecznego wykonywania zadań, które powierzyło im społeczeństwo, a nie od tego, żeby mówić, w co mamy wierzyć i jak mamy wierzyć. To są nasi, powtarzam to w kółko, służący. Nikt nie pyta służącego, czy włożyć cylinder, czy kapelusz. Po prostu każe mu przynieść kapelusz.

PiS odwróciło te role?

– Uczyniło ukochanego suwerena służącym. To cecha wszystkich populizmów – powoływanie się na naród, aby mówić mu, co jest moralne, a co nie. PiS nie jest niczyim reprezentantem, ani narodu, ani suwerena. PiS ma tylko większość parlamentarną, dzięki której urządza nam życie. A to oznacza tyranię.

Wielu mówi, że to zamach stanu.

– W jakim sensie: zamach?

W takim, że władza zmienia ustrój państwa bez zmiany konstytucji. Zamach bez użycia siły, ale z pogwałceniem prawa.

– Będę się upierał, że to tyrania albo despocja, jak kto woli. Inna rzecz, że kompletnie nie wiadomo, czemu ta tyrania służy. Dla historyka idei, jakim jestem, to bardzo ciekawe zjawisko, którego nie mieliśmy dotychczas w dziejach.

A na Węgrzech?

– Węgry w wyniku obu wojen, a zwłaszcza pierwszej, stały się krajem, którego połowa obywateli znalazła się poza granicami. Sytuacja Kaczyńskiego jest inna niż Orbána. Można go porównać do Lenina, Hitlera czy Mussoliniego, ale czy Kaczyński chce zbudować jakąś polską III Rzeszę? Albo polską utopię komunizmu? Czy wiemy, dokąd to PiS na końcu chce dojść?

Była idea IV RP.

– Dawno zdechła. Kiedyś w myśleniu Kaczyńskiego był kierunek sanacyjny, piłsudczykowski, idea budowania Polski na pewnych mitach, ale to zostało zarzucone. Piłsudski poszedł do kąta. Skoro więc o nic nie chodzi, poza władzą dla władzy, można by założyć, że to postawa nihilistyczna, ale żeby być nihilistą, trzeba być wybitnym człowiekiem. Wydaje mi się, że Kaczyńskim i tą formacją kieruje wyłącznie nienawiść i chęć zemsty na tych, od których doznali upokorzenia. Pisowcy to ludzie, którym nieustająco ulewa się żółć. Żółciowcy, a Kaczyński to pierwszy żółciowiec RP.

Ładne określenie: żółciowiec.

– Inaczej mówiąc: człowiek, który żyje negacją, złem po prostu. W tym sensie jest swego rodzaju diabłem.

msn.pl

Manewr Kremlowski z Nowogrodzkiej

Jolanta Sacewicz, 27 lipca 2017

Świat nas ostrzega: DUDA NIE JEST PRZYJACIELEM OPOZYCJI. ZAGRYWKA Z WETAMI JEST DOBRZE ZNANA JAKO TZW „MANEWR KREMLOWSKI”, często stosowany przez Putina. Putin kilkakrotnie najpierw uśmiercał ostre, kontrowersyjne ustawy (vide o zakazie „propagandy” LGBTQ), a potem uchwalało się je ponownie w wersji trochę lighter. Tłumy się uspokajają, opozycja rozmiękcza, tworzy się „merytoryczną” opozycję wewnętrzną (w odróżnieniu od tej złej, „zdradzieckiej” i „totalnej”), z którą potem maszeruje się dalej ręka w rąsię.

Świat nas ostrzega: DUDA NIE JEST PRZYJACIELEM OPOZYCJI. ZAGRYWKA Z WETAMI JEST DOBRZE ZNANA JAKO TZW „MANEWR KREMLOWSKI”, często stosowany przez Putina. Plan akcji wyglada tak:

1. Przedstawia się mocno „PRZESADZONE” projekty ustaw. Wzbudza furię tłumów, ostre reakcje zagranicy itp, itd. Przegłosowuje się je doprowadzając napięcie szczytu.

2. Wówczas prezydent wkracza na scenę, robi Rejtana i wetuje najbardziej złowieszcze ustawy. Opozycja i tłumy w ekstazie. PiS zaskoczony i „zdradzony”. Zagranica już mniej naburmuszona. Pustoszeją ulice, choć Paweł Kasprzak zdziera gardło, by stać. Obóz antypis chucha delikatnie w tlącą się nadzieję na konflikt „na górze” i rozłam w PiSie. Naiwni i wielkoduszni gotowi są nawet bronić prezydenta przed jego własnym PiSem i budować wokół niego obóz polityczny. Część PiSu, która wstydzi się Kaczyńskiego przylega ciasno do Dudy. Dla nich z Adriana wykluł się Andrzej.

3. Duda przedstawia swoje ustawy. W parlamencie PiS je ostro „przyprawia” swoimi poprawkami i przegłosowuje. Są prawie tak samo niszczące dla systemu sprawiedliwości, jak te zawetowane, ale to są DUDY projekty i Duda nie będzie SWOICH ustaw blokować.

4. Duda zostaje wykreowany na wewnętrzna opozycję. „Redaktor” Pereira już okrzyknął Dudę w TVPiS jedyną „MERYTORYCZNĄ OPOZYCJĄ”. Portal Pikio ogłasza w tytule: „Prezydent Duda zaproponuje radykalne zmiany.Wbrew PiS”!

5. Do nowych wyborów stają w przyjaznej rywalizacji i koalicji: okołoprezesowy PiS Czerstwo-Różańcowy – z Antonim i groźną Betti oraz okołoprezydencki PiS Cool-Konserwa – z Ziemkiewiczem i „think tankami”.

PiS Czerstwo-Różańcowy bierze kiboli, rozwodnione ONRy, nazioli, Pawłowicz i cały obciach, a PiS Cool-Konserwa tych co się prezesa wstydzą, są dumni, że Andrzej mówi po angielsku i wierzą, że można go odchudzić, by znów wyglądał jak Kwaśniewski w kampanii. Ta koalicja sił socjalnej, populistycznej „prawicy” wygrywa wybory, Andrzej bierze druga kadencję i już!

Bloomberg opisał to ostatnio, jako „zabieg kremlowski”, wielokrotnie stosowany przez PUTINA.

Putin kilkakrotnie najpierw uśmiercał ostre, kontrowersyjne ustawy (vide o zakazie „propagandy” LGBTQ), a potem uchwalało się je ponownie w wersji trochę lighter. Tłumy się uspokajają, opozycja rozmiękcza, tworzy się „merytoryczną” opozycję wewnętrzną (w odróżnieniu od tej złej, „zdradzieckiej” i „totalnej”), z którą potem maszeruje się dalej ręka w rąsię.

Pytanie ciśnie się na usta: To skąd po wetach to zaskoczenie w PiSie, to oburzenie?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Na manewr kremlowski umawia się bardzo wąskie grono. Reszta partii nie musi więc udawać zaskoczenia. Ta reszta jest autentycznie zapowietrzona i wkurzona. Wszystko według planu. Podział jest wkalkulowany w manewr.

Poniższy link zawiera artykuł z agencji Bloomberg opisujący, jak się robi „manewr kremlowski” w Moskwie i jak bliźniaczo wyglada to co się zdarzyło w Polsce.

https://www.bloomberg.com/view/articles/2017-07-25/poland-s-president-is-no-friend-of-the-opposition

PS.
Z ostatniej chwili:

Kaczyński:

W krótkim czasie sprawa sądów zostanie załatwiona. Reforma musi być radykalna.

– Sprawa (sądów) jest za nami, przeszłości się nie cofnie, idźmy do przodu, idźmy w ten sposób, żeby było jasne i to w krótkim czasie, że ta sprawa zostanie załatwiona i że będzie to oznaczało, że także kolejne sprawy, które mamy jeszcze do załatwienia z tych najważniejszych – jak dekoncentracja mediów – też będą załatwione. Chociaż też przecież będzie pewnie wielki opór – powiedział.

naTemat.pl

%d blogerów lubi to: