ZBIGNIEW SZCZYPIŃSKI: JEŚLI NIE TERAZ TO KIEDY, JEŚLI NIE MY, TO KTO?

2017-08-01.

Zacznę tak samo – pamiętacie wierszyk –„wracasz z wakacji… a tu nie ma demokracji”. Tydzień temu wierszyk ten posłużył mi jako ilustracja nietrafionych prognoz.

Weto – a dokładniej dwa weta – PAD-a zamieszały w obozie władzy. Zamieszanie trwa.

Jaki będzie koniec – można spekulować, ale to tylko puste igraszki, mogące dostarczyć satysfakcji jedynie tym, którzy obstawią te scenariusze, które się spełnią. Nic więcej.

Miniony tydzień przyniósł mnóstwo komentarzy, dotyczących motywów prezydenckiego weta, od hipotezy „ustawki”, poprzez przerażenie skalą społecznego protestu na ulicach polskich miast, po domniemanie zakulisowych działań kościoła katolickiego czy najbliższej rodziny prezydenta.

Można tak bez końca. Tylko po co?

Walec „dobrej zmiany” nie został zatrzymany. Weta prezydenta oznaczają jedynie to, że to obóz prezydencki przygotuje własne propozycje ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Propozycje te trafią do Sejmu i Senatu, gdzie PiS ma większość. Może je przyjąć – albo odrzucić. Odrzucenie jest prawnie możliwe, a psychologicznie prawdopodobne – byłoby to jasne pokazanie prezydentowi jego miejsca w szeregu.

Chyba że… projekty ustaw przygotowanych przez Kancelarię Prezydenta będą tak samo ostre, tak samo demolujące system sądownictwa w Polsce, jak ustawy przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości (bo to, że to zwykła „ściema” z tymi projektami poselskimi, to jest już jasne dla wszystkich, nawet dla posłów PiS-u.). Od razu będą takie, albo po odpowiedniej „modyfikacji” w parlamencie?

I co wtedy? Co zrobi ulica? Co zrobi zagranica? Co zrobimy my wszyscy, którzy nie godzimy się na demontaż państwa prawa i wprowadzanie rządów autorytarnych jednego człowieka ogarniętego szaleństwem i żądzą zemsty na wszystkich, pragnieniem ukarania wszystkich (łącznie z sobą…) za wszystkie niepowodzenia i nieszczęścia, jakie go w życiu spotkały…

Co zrobimy?

To nie będzie dobry czas letniej kanikuły. Może być tak, jak jest zwykle w Polsce jesienią, czy zimą: zły czas dla demonstracji ulicznych …

Teraz, teraz, w tych tygodniach, musi się wykształcić nowy model działania po stronie opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Trzeba dogadać – na spotkaniach „okrągłego stołu”, w kontaktach osobistych, w Sieci, wszędzie, gdzie można – wspólną strategię wobec posunięć władzy.

Dynamika procesów jest taka, że znając stopień determinacji władzy nie wykluczam wariantów siłowych – masowych aresztowań ludzi, których władza „namierzyła”. Metoda prowokacji policyjnej jest dobrze znana i stara, jak autorytarne reżymy pod każdą szerokością geograficzną.

Tym wszystkim, którzy zakrzyczą wielkim głosem, że to nie u nas, że to się nigdy nie zdarzyło (naprawdę?), odpowiem krótko – to, że jeszcze tego nie było, to nie dowód, że nie może się zdarzyć. Na przykład jesienią 2017.

Skala protestów ulicznych była znaczna – ale to nie jest taka skala, która zmiata ekipy rządowe. Jeżeli w mieście kilkusettysięcznym w manifestacji bierze udział pięć tysięcy ludzi – to dużo, ale to nie jest jeszcze przekroczenie granicy za którą rodzi się NOWE.

Jeżeli w kilkudziesięciu miastach w Polsce zbierali się ludzie z zapalonymi zniczami, tworząc łańcuch światła opasujący budynki sądów – to jest to ładne, dobrze wygląda w telewizji, buduje poczucie wspólnoty, ciepła. Dosłownie i w przenośni. I tyle.

Prezydent Andrzej Duda jednak podpisał ustawę o sądach powszechnych, pan Zbyszek zacznie swoje rządy gdy tylko minie czas vacatio legis, a więc już niedługo. Raz jeszcze okaże się, że silniejsza jest pieczątka, niż nawet najszlachetniejsze porywy ludzi, grzejących się w cieple i blasku świec.

Młodzi, którzy byli znaczącą siłą ostatnich miejskich demonstracji, wrócą do szkół, na studia. Skończy się fiesta, a zacznie normalne życie.

Prawo i Sprawiedliwość ma dla młodzieży propozycję polityki, jak nazywa ją prof. Andrzej Leder – narodowo-katolickiej dumy. Można sobie wyobrazić wiele takich okazji, w których władza zaproponuje młodym z małych miasteczek i wsi takie imprezy, aby poczuli swą siłę. To łatwe, gdy ma się do dyspozycji cały aparat państwa i państwowe pieniądze: na przykład Marsz Niepodległości 11 listopada w Warszawie i wszystkich miastach, w których były uliczne manifestacje w obronie sądów…

Mając wszystkie środki, pieniądze, policję, kościół można zorganizować marsze których skala i liczba uczestników przyćmi wszystkie nasze działania.

To, jak będzie jesienią czy zimą, decyduje się terazJeżeli nie teraz to kiedy, jeżeli nie my, to kto?

Wierszyk o powrocie z wakacji i końcu demokracji nie precyzuje, o które wakacje chodzi, może o wakacje zimowe?

studioopinii.pl

W sprawie Kamińskiego postępowanie zawieszono, a te tak czy siak odwiesza się

W sprawie Kamińskiego postępowanie zawieszono, a te tak czy siak odwiesza się

Chciałem przypomnieć, że Sąd Najwyższy nie rozpatrywał, czy 2 razy weto Andrzeja Dudy leżało w jego kompetencjach, albo czy protestujący słusznie się domagali weta w sprawie ustaw dotyczących niezależności sądownictwa. Sąd Najwyższy w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez tegoż Dudę wyraził tylko, iż w sporze legalności ws. ułaskawienia Kamińskiego zawiesza postępowanie.

Zawiesza. Prokuratura Krajowa stanęła za Kamińskim, czyli stała się jego adwokatem – takie pomylenie porządków tylko w Polsce, ale nie dziwota, gdyż ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro. Za Kamińskim stanęła także Julia Przyłębska, szefowa Trybunału Konstytucyjnego, ciała ustrojowego, które jest fasadą.

Z tego prostego opisu wynika, że sprawa Kamińskiego jest polityczna, a nie prawna. Nie stanęło za Kamińskim prawo, a polityka, która jest w tej chwili dyrygowana przez PiS. Ale jest małe „ale” – zawieszenia postępowania pozwala w przyszłości odesłać Kamińskiego do więzienia na 3 lata, bo tyle dostał.

Mamy więc do czynienia ze sporem politycznym, a nie prawnym, acz w sferze politycznej i prawnej facet z 3 latami więzienia jest facetem z wyrokiem, czyli kryminalistą. Czy ktoś taki może być ministrem? Okazuje się, że tak. Warunek: rządzi partia PiS. Taki stan prawny z ministrem z wyrokiem nazywamy bezprawiem.

Sędziowie SN mogli się kopać z koniem, ale nie każdy do takiego kopania się nadaje, nie każdy jest wybitnym prawnikiem – Andrzejem Rzeplińskim, albo Małgorzatą Gersdorf, między nimi a takimi magistrami prawa jak Zbigniew Ziobro jest cała smuga wykonujących ten zawód. I to właśnie dzięki takim średniakom trwają autokracje, reżimy, satrapie.

Na miejscu Kamińskiego bym się nie cieszył. 3 lata kiblowania ma jak amen w pacierzu, jak w chińskim banku, w którym się nie zapomina, co jesteś winien, a dorzucone mu zostanie to, co teraz wywinie. Za recydywę płaci się więcej niż za utratę dziewictwa, bądź honoru.

Rządy PiS nie będą trwały długo, bo Polska nie może żyć długo w takim poniżeniu, zatem Kamiński tak czy siak dostanie szanse na kilkuletnie przemyślenie w samotni, w celi, swej marności, chyba, że mu dorzucą innego wyrokowca. Naszego kraju nie stać, aby tacy ludzie z prawem na bakier, byli cokolwiek władni. Jeżeli chcemy być cywilizowani ze standardami demokratycznymi i prawnymi a chcemy, prawdaż?

Wynika z tego wniosek dla Kamińskiego: postępowania zawieszone – odwiesza się.

Waldemar Mystkowski

 

koduj24.pl

Czystka według Antoniego Macierewicza

W ciągu dwóch lat rządów PiS z armii odeszło łącznie 36 generałów. Przyjrzyjmy się temu dokładniej. W 2016 roku zostało zwolnionych 25 generałów, w tym ośmiu ze względu na osiągnięcie wieku emerytalnego – jak poinformowało MON w odpowiedzi na interpelację grupy posłów. W 2017 roku do czerwca z armią pożegnało się już 11 generałów, przy czym tylko jeden z nich ze względu na wiek emerytalny. W tym czasie odeszło całe dowództwo sił zbrojnych: szef sztabu gen. Mieczysław Gocuł, dowódca generalny sił zbrojnych gen. Mirosław Różański, gen. Marek Tomaszycki, szef wojsk specjalnych gen. Jerzy Gut. Kolejna grupa pozostaje w rezerwie kadrowej. Jednocześnie minister Antoni Macierewicz przesyła do prezydenta… aż 46 wniosków o nominacje generalskie.

Fakt przeprowadzania czystek na taką skalę, nie ma precedensu w III RP ani sensownego uzasadnienia merytorycznego. Co na to wskazuje? Dziwne rozbieżności w narracji ministerstwa! W oficjalnym komunikacie MON zmiany kadrowe służą zastąpieniu oficerów dobranych przez PO oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie. W Telewizji Trwam Antoni Macierewicz tłumaczył zaś, że… odeszli oficerowie, którzy stworzyli „błędny system dowodzenia”. W odpowiedzi na interpelację poselską ministerstwo sugeruje, że zmiany, jakie zaszły na szczytach polskiej armii, mają charakter normalny, i porównuje je z latami 2011-15, gdy wprowadzano model armii zawodowej. Przypomnijmy: została ona wówczas okrojona ze 155 do 100 tys. żołnierzy, zmieniały się również zasady emerytalne. W latach w latach 2012 i 2013 odeszło po 18 generałów, w 2014 – dziewięciu. Jednak w 2015 roku, przed przejęciem władzy przez PiS i Antoniego Macierewicza, z siłami zbrojnymi rozstało się jedynie ośmiu generałów, w tym pięciu z powodu osiągnięcia wieku emerytalnego.

Pod rządami Macierewicza część generałów zwolnionych ze stanowisk i przeniesionych do rezerwy kadrowej do dziś błąka się lub do niedawna jeszcze błąkała w różnych instytucjach podległych MON. Przykład? Gen. Piotr Patalong, były dowódca naszego kontyngentu na Bałkanach, a potem jednostki GROM, ze stanowiska inspektora sił specjalnych został skierowany do „pełnienia zadań w Dowództwie Operacyjnym”. Inny z generałów, inspektor sił powietrznych Tomasz Drewniak, stracił stanowisko, gdy podczas odprawy kadry na prośbę prezydenta Andrzeja Dudy przedstawił faktyczną sytuację w lotnictwie. Po przeniesieniu do rezerwy kadrowej trafił do dyspozycji dowódcy generalnego sił zbrojnych, a po złożeniu wypowiedzenia – został zwolniony 30 czerwca ze służby wojskowej. Na jego miejsce został mianowany gen. Cezary Wiśniewski, później gen. Jan Śliwka, a teraz stanowisko p.o. inspektora zajmuje gen. Mirosław Jemielniak.

Powróćmy do narracji resortu obrony. MON przez pewien czas utrzymywało, że polskie wojsko ma zbyt dużo generałów (dla jasności obrazu: obecnie jest ich 68). Mimo tego w lipcu Antoni Macierewicz przesłał do Kancelarii Prezydenta aż 46 wniosków o nominację (chociaż zwykle było ich kilkanaście). Z nieoficjalnych informacji wynika, że część z kandydatów zostanie odrzucona, bo nie spełnia standardów. jednak Macierewicz nie ma powodów do zmartwienia. W „jego” armii każdy nosi „buławę” w plecaku – wszak obecna ustawa daje ministrowi możliwość awansowania oficera o dwa stopnie i więcej, a oficerowi – możność „uzupełnienia” wykształcenia już po nominacji. Poza tym minister Macierewicz potrafi zadbać, aby nikt mu w tej kwestii nie wchodził w paradę. Jak? Otóż – jak podaje „Gazeta Wyborcza” – poprzednio część kandydatur zablokował gen. Jarosław Kraszewski, dyrektor biura zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Z miejsca spotkała go za to „kara”. Podległa ministrowi Macierewiczowi Służba Kontrwywiadu Wojskowego wszczęła postępowania przeciwko generałowi, odbierając mu również dostęp do informacji niejawnych.

koduj24.pl

Wojciech Maziarski odniósł się do planów polityka PiS Dominika Tarczyńskiego, który chce napisać ustawę w celu karania mediów za pisanie nieprawdy.

A ten news dotyczący medalu Bartłomieja Misiewicza jest horrendum roku.

Operetkowe postaci – żule Tarczyński i Misiewicz.

W sprawie Kamińskiego postępowanie zawieszono, a te tak czy siak odwiesza się

Chciałem przypomnieć, że Sąd Najwyższy nie rozpatrywał, czy 2 razy weto Andrzja Dudy leżało w jego kompetencjach, albo czy protestujący słusznie się domagali weta w sprawie ustaw dotyczących niezależności sądownictwa. Sąd Najwyższy w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez tegoż Dudę wyraził tylko, iż w sporze legalności ws. ułaskawienie trzech lat więzienia dla Kamińskiego zawiesza postępowanie.

Zawiesza. Prokuratura Krajowa stanęła za Kamińskim, czyli stała się jego adwokatem – takie pomylenie porządków tylko w Polsce, ale nie dziwota, gdyż ministrem sprawiedliwosci i prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro. Za Kamińskim stanęła także Julia Przyłębska, szefowa Trybunału Konstytucyjnego, ciała ustrojowego, które jest fasadą.

Z tego prostego opisu wynika, że sprawa Kamińskiego jest polityczna, a nie prawna. Nie stanęło za Kamińskim prawo, a polityka, która jest w tej chwili dyrygowana przez PiS. Ale jest małe „ale” – zawieszenia postępowania pozwala w przyszłości odesłać Kamińskiego do więzienia na 3 lata, bo tyle dostał.

Mamy więc do czynienia ze sporem politycznym, a nie prawnym, acz w sferze politycznej i prawnej facet z 3 latami więzienia jest facetem z wyrokiem, czyli kryminalistą. Czy ktoś taki może być ministrem? Okazuje się, że tak. Warunek: rządzi partia PiS. Taki stan prawny z ministrem z wyrokiem nazywamy bezprawiem.

Sędziowie SN mogli sie kopać z koniem, ale nie każdy do takiego kopania się nadaje, nie każdy jest wybitnym prawnikiem – Andrzejem Rzeplińskim, albo Małgorzatą Gersdorf, miedzy nimi a takimi magistrami prawa jak Zbigniew Ziobro jest cała smuga wykonujących ten zawód. I to właśnie dzięki takim średniakom trwają autokracje, reżimy, satrapie.

Na miejscu Kamińskiego bym się nie cieszył. 3 lata kiblowania ma jak amen w pacierzu, jak w chińskim banku, w którym się nie zapomina, co jesteś winien, a dorzucone mu zostanie to, co teraz wywinie, a w bezprawiu Kamiński jest biegły, bo intelektualnie i duchowo to ubogi człowiek. Za recydywę płaci się wiecej niż za utratę dziewictwa, bądź honoru.

Rządy PiS nie będą trwały długo, bo Polska nie może żyć długo w takim upodleniu, poniżeniu, zatem Kamiński tak czy siak dostanie szanse na kilkuletnie przemyślenie w samotni, w celi, swej marności, chyba, że mu dorzucą innego wyrokowca. Naszego kraju nie stać, aby tacy ludzie z prawem na bakier, byli cokolwiek władni. Jeżeli chcemy być cywilizowani ze standardami demokratcznymi i prawnymi a chcemy, prawdaż?

Wynika z tego wniosek dla Kamińskiego: postępowania zawieszone – odwiesza się.

Amerykański portal pyta wprost: „Czy Macierewicz jest rosyjskim agentem?”

Katarzyna Zuchowicz, 01 sierpnia 2017

Jest to korespondencja z Wrocławia, napisana przez Josephine Huetlin, działaczkę Human Rights Watch na Europę i Azję Centralną. Jej analiza na pewno nie spodoba się szefowi polskiego MON. Jego historia została ubarwiona tezą, że „superpatrioci” mogą być też agentami-prowokatorami. I że – jak pisze – atakując zdrajców, sami mogą nimi być.

Josephine Huetlin pisze,  że Antoni Macierewicz zrobił polityczną karierę, „węsząc” wszędzie rzekomych radzieckich czy rosyjskich agentów. Że spędził siedem lat próbując udowodnić, iż katastrofa smoleńska była zamachem, za którym stał rząd Putina, i w tym celu posunął się nawet do eksperymentu z eksplodującą parówką. Nawet Donald Trump w czasie wizyty w Polsce – Macierewicz rozmawiał z nim przez 5 minut – miał obiecać pomoc w odzyskaniu wraku. Zauważa teraz nowym celem Macierewicza jest stworzenie armii ochotników, którzy bedą gotowi walczyć, z „realnym wrogiem” – czyli Rosją.

 

Huetlin pisze o nim „nacjonalista”. Zauważa, że Antoni Macierewicz i jego ludzie grają nacjonalistyczną kartą, by „przykryć swoje wpadki”. Podaje przykład polskiej armii, która potrzebuje natychmiastowej modernizacji, ale kontrakt z Francuzami nie doszedł do skutku, a jeden z wiceministrów powiedział, że „Polska uczyła Francuzów jeść widelcem”.

 

„Czy ten minister obrony jest podwójny, rosyjskim agentem?” – zastanawia się. Przypomina niedawną sytuację z Sejmu, gdy pod adresem szefa MON rozległo się: „Do Putina!”. Cytuje politologa Radosława Markowskiego, który mówi, że cokolwiek Macierewicz zrobi, można być pewnym, że na Kremlu otworzą szampana. Wreszcie rozmawiała z Tomaszem Piątkiem, autorem głośnej książki o rosyjskich powiązaniach Antoniego Macierewicza, przytacza jego tezy i konkluduje, że są szokujące.

Piątek dużo jej opowiada o sytuacji w Polsce, podobnie jak inni rozmówcy. Cały artykuł można znaleźć na stronie thedailybeast.com.

naTemat.pl

Rekordowa sprzedaż słynnej książki Tomasza Piątka o Macierewiczu

Rekordowa sprzedaż słynnej książki Tomasza Piątka o Macierewiczu

W ciągu miesiąca, sto tysięcy egzemplarzy książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice,” trafiło na półki polskich księgarń. Mimo to, ciągle trudno ją zdobyć.

Dodruk wciąż trwa, cztery drukarnie pracują dzień i noc. Wydawca i księgarze mówią o prawdziwym rekordzie. „Na polskim rynku takie rzeczy się nie zdarzają” – z niedowierzaniem mówi autor, komentując liczbę sprzedanych egzemplarzy książki o rosyjskich powiązaniach polityka PiS. Szef wydawnictwa Arbitror – Marcin Celiński zaznacza, że wielkim sukcesem w Polsce jest sprzedaż tytułu w 20-30 tys. egzemplarzy. W tym przypadku sytuacja jest wyjątkowa, zdecydowanie mamy do czynienia z bestsellerem.

„Książka ukazała się 26 czerwca w nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Cały nakład rozszedł się w ciągu jednego dnia, więc konieczny był dodruk, który trwa do dziś.” – mówi Tomasz Piątek.

Tymczasem, Marcin Celiński informuje, że dziś pełną parą rusza akcja promocyjna „Macierewicza i jego tajemnic”. W największych miastach w całej Polsce pojawi się łącznie 70 billboardów reklamujących książkę Piątka. Najwyraźniej wydawnictwo liczy na to, że można poprawić i tak rekordowy już wynik.

„Cieszy mnie, że ludzie czytają. To dobrze, że interesują się poważnymi sprawami. Na początku mieliśmy obawy, czy znajdą się chętni do lektury, skoro książka jest naszpikowana faktami, a przez to niełatwa. Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne. Martwi mnie jednak, że ta książka musiała w ogóle powstać, że ministrem obrony naszego kraju jest Antoni Macierewicz.” – mówi autor. Piątek pytany o to, co się dzieje z zawiadomieniem do prokuratury, które złożył minister Macierewicz z powodu publikacji, odpowiada: „Nie dostałem żadnego wezwania na przesłuchanie. Wygląda na to, że nawet prokuratura nie traktuje poważnie absurdalnych, lecz groźnych oskarżeń Macierewicza, który zarzucił mi działania o charakterze terrorystycznym, w tym bezprawny zamach na urzędnika państwowego. Prokuratura rozgrywa sprawę medialnie, bo od razu powiadomiła PAP, ale jakoś nie kwapi się do działania” –  powiedział Piątek. Dodał, iż odnosi wrażenie, że „chodzi o zastraszenie dziennikarzy i opinii publicznej. O to, by nad moją głową wisiała groźba” – podsumował autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”.

koduj24.pl

PiS przejmuje zabytki w Warszawie. Wojewoda zrywa umowę ze stołecznym konserwatorem

Wojciech Karpieszuk, 01 sierpnia 2017

Katastrofa smoleńska. Krakowskie Przedmieście. Widok na Pałac Prezydencki. Przed nim tablice upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej.

Katastrofa smoleńska. Krakowskie Przedmieście. Widok na Pałac Prezydencki. Przed nim tablice upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej. (AGATA GRZYBOWSKA)

Wojewoda Zdzisław Sipiera z PiS wypowiada porozumienie, na mocy którego stołecznemu konserwatorowi zabytków powierzono opiekę nad zabytkami w Warszawie, w tym również opiniowanie lokalizacji pomników. Czy to pierwszy krok do tego, by na Trakcie Królewskim stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego?

– To porozumienie było pomysłem Lecha Kaczyńskiego. Jako prezydent Warszawy podpisał je w 2003 roku z ówczesnym wojewodą. Chodziło o wzmocnienie samorządu, który lepiej się orientuje w kwestiach lokalnych. W 2005 roku był aneks, który znacznie je rozszerzył – mówi Michał Krasucki, stołeczny konserwator zabytków.

Wiceprezydent Warszawy: „Zawłaszczanie państwa”

Na mocy porozumienia stołeczny konserwator przejął opiekę nad większością zabytków w Warszawie, wydawał pozwolenia na prace konserwatorskie, roboty budowlane wokół zabytków, opiniował lokalizację pomników. Jego zgoda była również potrzebna na wycinkę drzew. – To ogrom obowiązków. Nasze biuro rozrosło się przez lata. Pracuje w nim ok. 50 osób. Wydajemy rocznie ok. 5 tys. różnych decyzji, ok. tysiąca postanowień i 2 tys. zaleceń. To znacznie więcej niż służby wojewódzkiego konserwatora zabytków na całym Mazowszu – wylicza Michał Krasucki.

Wypowiedzenie porozumienia do kancelarii ratusza wpłynęło w poniedziałek o godz. 15.45. Przestanie obowiązywać od 1 listopada. Od tego dnia pieczę na zabytkami w Warszawie przejmie biuro wojewódzkiego konserwatora zabytków. W gestii stołecznego konserwatora zostanie przyznawanie dotacji na renowację zabytków, prowadzenie gminnej ewidencji i programu opieki nad zabytkami, działania edukacyjne.

– To element zawłaszczenia przez PiS kolejnego fragmentu państwa. PiS nie znosi sytuacji, kiedy czegoś nie kontroluje. Chce mieć wpływ na wszystko – komentuje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy. Dodaje: – Dowodem jest głaz upamiętniający prezydenta Kaczyńskiego, który nielegalnie stanął przed ratuszem na pl. Bankowym. Dla PiS prawo nie jest czynnikiem rozstrzygającym, jest nim wola prezesa.

Głaz był zarzewiem konfliktu między stołecznym konserwatorem a wojewodą. Stanął w trybie samowoli w kwietniu 2016 r. Początkowo montaż przygotowywał wojewoda. To on zamówił u rzeźbiarza tablicę z napisem zawierającym sformułowanie, że Lech Kaczyński „poległ w służbie ojczyzny” 10 kwietnia 2010 r. Słowo „poległ” negatywnie zaopiniowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, tłumacząc, że jest ono zarezerwowane dla żołnierzy, którzy ginęli w boju. Wtedy sprawę wziął w swoje ręce poseł PiS Andrzej Melak. Ustawił głaz wraz z zakwestionowanym napisem w partyzanckim stylu, bez uzgodnień ze stołecznym konserwatorem zabytków. Michał Krasucki negatywnie wypowiadał się w sprawie tej samowoli i prowadził postępowanie o jej usunięcie. Kiedy porozumienie przestanie obowiązywać, sprawa głazu w ogóle zostanie wyłączona z jego kompetencji.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wielokrotnie powoływała się na słowa stołecznego konserwatora zabytków „o zamkniętym układzie Krakowskiego Przedmieścia”, argumentując odmowę budowy tam pomników ofiar katastrofy smoleńskiej i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od 1 listopada stołeczny konserwator nie będzie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. W ratuszu zastrzegają jednak, że na budowę pomników zgodę musi wydać również Rada Warszawy, chyba że staną na terenie podlegającym np. Kancelarii Prezydenta w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Prezydenckiego.

„Zebrano milion złotych na smoleńskie pomniki”. Jacek Sasin zdradza Justynie Dobrosz-Oracz, gdzie PiS planuje je postawić

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21560196,video.html

Wojewódzki konserwator: „Jestem otwarty na współpracę”

Od stołecznych urzędników słyszymy też, że w biurze wojewódzkiego konserwatora zabytków pracuje ok. 85 osób, które zajmują się całym Mazowszem. Według nich to za mało na opiekę nad całym regionem i stolicą. W związku z tym postępowania dotyczące pozwoleń na budowę i warunków zabudowy mogą przekroczyć 14- lub 30-dniowe terminy. Skutki mogą być katastrofalne, bo doprowadzi to do tzw. samouzgodnień (domniemana zgoda konserwatora) wszelkich spraw związanych z obiektami ujętymi w gminnej ewidencji bądź położonymi na obszarach ewidencyjnych. W skali miasta to ok. 9,5 tys. obiektów i kilkadziesiąt obszarów, na które wojewódzki konserwator straci wpływ, jeżeli nie dopilnuje terminów. W ratuszu mają obawy, że zaraz po przejęciu obowiązków w biurze wojewódzkiego konserwatora będzie panować chaos. Wtedy masowo uderzą tam inwestorzy, którym już wcześniej w ratuszu odmówiono wydania pozwoleń na budowę.

W marcu prof. Jakub Lewicki, wojewódzki konserwator zabytków, w rozmowie ze „Stołeczną” tak oceniał Michała Krasuckiego: „W przeciwieństwie do mojej poprzedniczki [Barbary Jezierskiej] liczę na współpracę stołecznego konserwatora Michała Krasuckiego. Bardzo go cenię, pamiętam go jako mojego studenta. Radzi sobie znakomicie. Myślę, że będziemy bardzo dobrze współpracować”.

Prof. Lewickiego pytamy, co się zmieniło od tego czasu. – Wypowiedzenie porozumienia to decyzja rządowa. Ja ją mam tylko wykonać. Dołożę wszelkich starań, by przejęcie obowiązków odbyło się w sposób profesjonalny. Otrzymałem zapewnienie o dodatkowym rządowym finansowaniu potrzebnym m.in. na nowe etaty. Pracownikom biura stołecznego konserwatora zabytków zaproponuję przejście na dobrych warunkach do mojego biura.

Czy wypowiedzenie porozumienia może być związane z budową pomników na Krakowskim Przedmieściu? – Nikt na ten temat nie rozmawiał – zapewnia prof. Lewicki. Dodaje, że porozumienia z samorządami dotyczące konserwatorskiej ochrony negatywnie oceniła Najwyższa Izba Kontroli. – Jestem otwarty na współpracę z Michałem Krasuckim. Będę próbował gasić próby konfliktowania nas – mówi prof. Lewicki.

Wojewoda Zdzisław Sipiera ma odnieść się do sprawy w środę na konferencji prasowej. – Dostosujemy organizację urzędu do nowych obowiązków związanych z ochroną zabytków – ogólnie informuje jego rzeczniczka Ewa Filipowicz.

– Prezydent Lech Kaczyński zdecydował się na podpisanie porozumienia, bo zdawał sobie sprawę, z jakim ogromem pracy wiąże się ochrona warszawskich zabytków. Służby wojewody nie dawały sobie z tym rady. Mam nadzieję, że wojewoda z PiS wycofa się z tego wypowiedzenia – kwituje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy.

wyborcza.pl

WTOREK, 1 SIERPNIA 2017

Sejm udostępnił wnioski PAD o ponowne rozpatrzenie ustaw o SN i KRS

17:05

Sejm udostępnił wnioski PAD o ponowne rozpatrzenie ustaw o SN i KRS

Na stronie Sejmu pojawiły się prezydenckie weta – jeszcze bez numerów druków – czyli wnioski o ponowne rozpatrzenie ustaw o KRS i SN.

16:17

 

„Wypowiedź ministra wynikała zapewne z nieznajomości lub niezrozumienia treści uchwały” – rzecznik SN odpowiada Jakiemu

– W związku z wczorajszą wypowiedzią podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Patryka Jakiego w programie „Fakty po Faktach” na antenie TVN 24 (31 lipca 2017 r, godz. 19.25), odnoszącą się do orzeczenia Sądu Najwyższego, którego efektem miało być zmniejszenie zakresu odpowiedzialności osób unikających opłacania podatku VAT, zaś skutkiem powszechnym konieczność płacenia wysokich podatków przez wszystkich obywateli (mam nadzieję, że trafnie oddałem myśl Pana Ministra), należy kategorycznie zaznaczyć, że w uchwale składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 24 stycznia 2013 r., sygn. I KZP 19/12, rozstrzygnięto rozbieżności w orzecznictwie w tym zakresie i od tego czasu, a więc od 2013 r., przesądzone zostało jednoznacznie, że wobec tzw. oszustów podatkowych stosuje się, mówiąc w skrócie, bardziej surowy tryb odpowiedzialności, z dłuższym okresem przedawnienia włącznie, co zresztą spotkało się wtedy z krytyką niektórych komentatorów – napisał rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski w komunikacie.

– Wypowiedź Pana Ministra wynikała zapewne z nieznajomości lub niezrozumienia treści uchwały, chcąc uniknąć dalszych pochopnych wniosków w tej materii przedstawiam wzałączeniu treść uchwały wraz z uzasadnieniem – podkreślił Laskowski.

Wypowiedź ministra Jakiego z FpF cytowaliśmy wczoraj na 300POLITYCE

300polityka.pl

WTOREK, 1 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Wielowieyska: Kaczyński do PAD: Ty masz Episkopat, ja o. Rydzyka, SE: 70% za wetami, Szułdrzyński: Połowa wyborców PiS za Dudą

— 300LIVE:
SN zawiesił postępowanie kasacyjne ws. Mariusza Kamińskiego
Rosa: PiS i Ziobro nie będą się chcieli cofnąć przed niczym. Nadzieja jest w prezydencie
Rosa: Polacy wyszli na ulice. Tej fali PiS nie powstrzyma
Błaszczak: Tusk nie stoi ponad prawem. Tak było przez czas III RP, że byli równi i równiejsi
Błaszczak: Oni poprzez awantury i zamieszki na ulicach chcą doprowadzić do przesilenia rządowego
Błaszczak: W III RP opartej o fundamenty zgniłego kompromisu, wartościowe było to, co służyło pewnym kręgom władzy
Polityczny plan wtorku: dodatkowe posiedzenie SN, konferencja szefa BOR, PAD na obchodach 73. rocznicy wybuchu PW
http://300polityka.pl/live/2017/08/01

— URZĘDNICY RATUSZA USUNĘLI PRZECINEK JAK W “LUB CZASOPISMA” – czytamy na jedynce DGP: “– To takie „lub czasopisma”. Tylko na znacznie większą skalę. Hanna Gronkiewicz-Waltz z dekretu Bieruta, który miał charakter wywłaszczeniowy, stworzyła zupełnie nowy dekret o charakterze uwłaszczeniowym. I w ten sposób wielu kombinatorów uwłaszczyło się na naszym wspólnym majątku – uważa Jan Śpiewak”. http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1061606,reprywatyzacja-gronkiewicz-waltz-brak-przecinka-dekret-bieruta.html

— RODZINA ZAPŁACI 100 ZŁ WIĘCEJ ZA WODĘ – DGP: “Jeśli oprzeć się na danych zawartych w samej ustawie przyjętej przez parlament, można przyjąć, że 4-osobowa rodzina rocznie za wodę dopłaci ok. 100 zł – twierdzi Łukasz Czopik, prezes Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów SA, spółki zaopatrującej w wodę 3,5 mieszkańców Śląska”. http://gospodarka.dziennik.pl/artykuly/555325,prawo-wodne-cena-wody-podwyzka-oplaty.html

— 160 MLN NA URZĘDNIKÓW DOBREJ ZMIANY – SE O NAGRODACHhttp://www.se.pl/wiadomosci/polityka/160-milionow-dla-urzednikow-dobrej-zmiany_1011178.html

— MON KRYJE ROSYJSKIEGO ŁĄCZNIKA – tytuł na jedynce Faktu: “Dlaczego napisaliśmy w tej sprawie do MON? Bo fundacja, więcej o niej poniżej, raportuje do resortu obrony dlatego, że zajmuje się tą problematyką. O Kotasie pisaliśmy już w Fakcie. Teraz nasze teksty cytują europejskie media. O co chodzi? Dziesięć lat temu Kotas był wiceszefem MON. I dostał od Macierewicza – wówczas szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego – dostęp do tajnych informacji polskiej armii. A Kotas od 2002 r. (z przerwą na pracę w MON) związany jest z grupą deweloperską Radius. Właściciele tych spółek mają liczne i udowodnione powiązania z rosyjską mafią, a jeden z nich robił interesy z ludźmi z bezpośredniego otoczenia Władimira Putina (65 l.)! http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kim-jest-rosyjski-lacznik-mon-odmawia-wgladu-do-dokumentow/dcy24sb

— MAREK MATUSZEWSKI MIAŁ OSTRZEGAĆ WYBORCÓW PRZED ŁUKASZEM RZEPECKIM – ZGRZYTA MIĘDZY POSŁAMI PIS – na jedynce Dziennika Łódzkiego:

— DOROTA KANIA – POLITYKA INFORMACYJNA TEŻ WYMAGA REFORM – pisze w GPC: “Potrzebne są sprawne biura prasowe, informujące na bieżąco, prostu- jące fake newsy (a mówiąc po polsku – zwykłe kłamstwa), przekładające treści skomplikowanych projektów na język zrozumiały dla zwykłych ludzi. Utrzymanie władzy mogą jej zapewnić realizacja składanych obietnic i szeroki dialog społeczny, a nie jakieś efekty specjalne. Zresztą poślizgnęło się na nich wielu, w tym Donald Tusk i Ewa Kopacz. Polityka informacyjna to taka sama dziedzina jak inne i również wymaga reform. Pora się do nich zabrać”. http://gpcodziennie.pl/66883-politykainformacyjna.html

— O NOWYM PJN WOKÓŁ KUKIZA I DUDY – pisze Krzysztof Karnkowski w GPC: “Triumf środowiska sędziowskiego może się okazać chwilowy, z kolei zbliżenie się otoczenia Pawła Kukiza do Andrzeja Dudy zaowocować może w przyszłości nawiązaniem pod patronatem prezydenta współpracy ugrupowania Kukiza z PiS-em i kolejnymi daleko idącymi reformami, ze zmianą konstytucji włącznie. Jest to jednak scenariusz zbyt optymistyczny, który wydaje się mało realny w świetle dotychczasowej praktyki naszej polityki. Wariant pośredni jest taki, że, jak sugerują niektórzy publicyści, często niekryjący swoich sympatii do dawnego PJN-u, dziś zaś najczęściej życzliwi właśnie Kukizowi, powstanie polityczna reprezentacja prezydenckiego otoczenia, być może poszerzona o kukizowców, która mogłaby liczyć na wynik wyborczy w granicach 10–15 proc.”

— KARNKOWSKI W GPC O WOŁANIU O POWRÓT DO SPRAWNEGO PR-U: “Ostatnie dni to jeden wielki apel do rządzących ze strony ich wyborców – wołanie o powrót do sprawnego piaru pamiętanego z czasów obu wielkich kampanii wyborczych”.

— NIEPOTRZEBNE TARCIA Z OTOCZENIEM PREZYDENTA – dalej Karnkowski w GPC: “Opozycja nie potra  zdyskontować pewnej szansy, jaką dały jej ostatnie protesty. Czy PiS będzie potrafiło wyciągnąć z nich wnioski, czy da się wciągnąć w niepotrzebne tarcia z otoczeniem prezydenta? Zaangażowanie ludzi pokroju Sorosa przypomina, że gra idzie tu o stawkę większą niż wybory w latach 2019 i 2020”. http://gpcodziennie.pl/66856-tydzienniepewnosci.html


— ZIOBRO OBRAŻA LUDZI PREZYDENTA: TO LARWY – na jedynce SE: “Kolejna odsłona wojny między obozem rządowym a prezydentem Andrzejem Dudą (45 l.)! Tym razem minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (47 l.) w bardzo ostrych słowach zaatakował otoczenie głowy państwa. – To ludzie, którzy niczym larwy chcą się rozwijać w politycznym ciele prezydenckiego zaplecza – rzucił Zbigniew Ziobro w tygodniku „Sieci prawdy”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/ziobro-obraza-ludzi-prezydenta-to-larwy_1011190.html

— ZIOBRO SIĘ BRONI POPRZEZ ATAK – Paweł Lisicki w SE: “Nie od dziś wiadomo, że najlepszą obroną jest atak. W tym przypadku – przynajmniej z tego, co obserwuję i co do mnie dociera – wynika, że wielu posłów PiS to ministra Ziobrę obarcza odpowiedzialnością za kształt odrzuconych przez prezydenta ustaw. Kształt, który pozbawiał prezydenta władzy. Gdyby od początku toczona była realna rozmowa między prezydentem a ministrem sprawiedliwości, to do tego weta by nie doszło. Odpowiedzialność polityczna za nie w jakiejś mierze spada na Zbigniewa Ziobrę”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/lisicki-atak-ziobry-wyglada-na-tuszowanie-sabosci_1011180.html

— ZIOBRO UDERZA W PREZYDENTA, WIEMY DLACZEGO – tytuł w Fakcie.

— MINISTRA ZŻERA ZAZDROŚĆ – podpis pod zdjęciem Ziobry.

— DWA LATA CZEKAŁ ZBYSZEK ŻEBY WYLAĆ ŻÓŁĆ – jak pisze Mikołaj Wójcik w Fakcie: “– Dwa lata Zbyszek czekał na to, by wylać żółć, którą w sobie zgromadził. I jeśli nie spotka się to z reakcją premier Szydło czy Kaczyńskiego, to znaczy że oni mu na to pozwalają. A jeśli tak, to wojna trwa i to jest kompromitacja władz PiS – mówi nam polityk związany z Pałacem Prezydenckim. Reakcji żadnej nie ma. – Przecież Ziobro nie jest samobójcą! – śmieje się jeden z polityków PiS. I tłumaczy, że Beata Szydło (54 l.) dogadała z prezesem, że to Ziobro będzie idealną osobą by zaatakować Dudę. To Ziobro przez lata uważał siebie za nadzieję prawicy i to namaszczonego przez Lecha Kaczyńskiego (†60 l.). Budował swoją pozycję, by pewnego dnia zostać prezydentem. To nie podobało się otoczeniu prezesa PiS, który zaczął pokazywać Ziobrze miejsce w szeregu”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zbigniew-ziobro-uderza-w-prezydenta-oto-powod/3qyme9r

— OBÓZ WŁADZY NIE PĘKNIE – Dominika Wielowieyska w GW: “Do zgody dojdzie zresztą o wiele wcześniej. Bo żadnej ze stron wojna między obozem PiS a prezydentem się nie opłaca. Przecież ktoś kolejne ustawy będzie musiał podpisać. A Duda ma niezwykle silny atut w ręku: jest jedynym politykiem, którego Jarosław Kaczyński nie może pozbawić stanowiska. Ma też coś jeszcze – poparcie Episkopatu. Zaryzykuję tezę, że to Kościół był głównym doradcą Dudy. Bez tego wsparcia prezydent nie odważyłby się na weto, bo jest politykiem bez zaplecza w rodzimym obozie politycznym”.

 TY MASZ EPISKOPAT, JA MAM O. RYDZYKA – dalej Wielowieyska: “Poparcie hierarchów to ważna karta i Jarosław Kaczyński doskonale to wie. Nie bez przyczyny pierwszego wywiadu po wetach udzielił TV Trwam. To była demonstracja: „Ty masz Episkopat? Ale ja mam ojca Rydzyka”.

— MAŁO REALNA WOJNA – konkluzja Wielowieyskiej: “Prawdziwa wojna w obozie rządzącym mogłaby się rozpocząć tylko wtedy, gdyby notowania Zjednoczonej Prawicy w sondażach gwałtownie zaczęły spadać i Duda chciałby budować swoją formację. Ale to na razie jest mało realne”. http://wyborcza.pl/7,75968,22174486,oboz-wladzy-nie-peknie.html

— ZIOBRO I DUDA – SOJUSZNICY IDĄ NA WOJNĘ, DUDA NAZWAŁ GO BRUTUSEM – Agnieszka Kublik i Iwona Szpala w GW: “To Ziobro był głównym bohaterem uzasadnienia dla prezydenckiego weta wobec dwóch ustaw o sądownictwie. Usłyszał wtedy razem z całą Polską, że w polskim porządku prawnym nie ma tradycji, która oddawałaby sądy pod kontrolę prokuratora generalnego. I wściekł się jak diabli. Ponoć w obecności podwładnych mówił o głowie państwa per „Brutus”. http://wyborcza.pl/7,75398,22174321,gdy-minister-uslyszal-o-wecie-mial-nazwac-prezydenta-brutusem.html

— PREZYDENT SIĘ ROZKRĘCA, WYKRĘCA CZY ZAKRĘCA – Katarzyna Kolenda-Zaleska w GW: “o zawetowaniu dwóch ustaw sądowych wielu ogłosiło, że 24 lipca narodził się prezydent Duda. Czy faktycznie się rozkręcił, dopiero się okaże. Tęsknota za niezależnym prezydentem jest zrozumiała, więc może stąd ta hurraoptymistyczna nadzieja, że oto faktycznie wyrwał się ze szponów władzy i zaczął działać samodzielnie. Niektórzy zalecają ostrożność”.

— KOLENDA O ZAPRZYSIĘŻENIU SĘDZIEGO NA MIEJSCE ZMARŁEGO LECHA MORAWSKIEGO: “Po śmierci sędziego Lecha Morawskiego w Trybunale jest wakat. Był on tak zwanym dublerem, czyli wybranym przez obecną większość na miejsce już zajęte. Prezydent może czekać, aż Sejm wybierze nowego sędziego, albo zaprzysiąc tego, który został legalnie wybrany. To by znaczyło, że Andrzej Duda rozkręcił się na dobre. Gniew PiS i prezesa byłby straszny, ale proces przywracania godności urzędu i szacunku dla własnej osoby nabrałby przyspieszenia”. http://wyborcza.pl/7,75968,22172908,andrzej-duda-sie-rozkreci-wykreci-czy-zakreci.html

— 70% POPIERA WETA – SONDAŻ SE: “Większość ankietowanych nie miała co do tego żadnych wątpliwości- 70 proc. z nich uznało, że decyzja ta była słuszna. Jedynie 11 proc. oceniło ją negatywnie, zaś pozostałe 19 proc. nie potrafiło jednoznacznie ocenić postępowania Dudy”.

— WIĘCEJ POLAKÓW PRZECIW USP: “Na pytanie, „czy prezydent Andrzej Duda uczynił słusznie podpisując ustawę o ustroju sądów powszechnych?” głosy osób biorących udział w badaniu rozłożyły się zdecydowanie bardziej równomiernie. Co prawda 40 proc. ankietowanych oceniło, że była to zła decyzja prezydenta, jakkolwiek przeciwnego zdania było aż 32 proc. respondentów. 28 proc. badanych wybrało odpowiedź „nie wiem”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/sondaz-sepl-i-nowa-tv-po-prezydenckich-wetach-jak-polacy-postrzegaja-andrzeja-dude_1011167.html

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI O KWADRATURZE KOŁA DUDY – pisze w RZ o wynikach własnego badania RZ: “ Złe oceny pojawiają się wyłącznie w elektoratach PiS (20 proc.) i Kukiz’15 (17 proc.). I tylko w elektoracie partii rządzącej jest tak wysoki odsetek niezdecydowanych. To może zaś oznaczać, że decyzja głowy państwa jest niezrozumiała dla tzw. twardego elektoratu antysystemowego, który kontestuje III RP. To dla prezydenta dość duży kłopot. Pokazuje bowiem, że zdobywając w centrum, może tracić elektorat radykalny. To polityczna kwadratura koła”.

— POŁOWA WYBORCÓW PIS POPIERA WETO – Szułdrzyński o sondażu RZ: “Wiele wskazuje na to, że Andrzej Duda zakwestionował takie rozumowanie. I okazuje się, że ta decyzja znajduje uznanie w oczach Polaków. Wbrew tezom Ziobry i tych, którzy zachęcają PiS do przyjmowania jak najostrzejszego kursu, weta prezydenta dobrze ocenia połowa wyborców PiS, a tylko co piąty podchodzi do nich krytycznie. Co drugi wyborca PiS ma zatem poglądy umiarkowane, a 20 proc. to radykałowie. Zarazem aż 30 proc. nie potrafi ocenić decyzji Dudy dobrze ani źle. I to te osoby są dziś przedmiotem rozgrywki nazywanej wojną na górze”. http://www.rp.pl/Komentarze/307319887-Michal-Szuldrzynski-Prezydent-i-kwadratura-kola.html

— SZYSZKO MA ZA NIC EUROPEJSKI NAKAZ WSTRZYMANIA WYCINKI – jedynka GW: “Minister środowiska Jan Szyszko za nic ma europejski nakaz wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej. A jego resort proponuje, by na lekcjach biologii skończyć z „ekoterroryzmem”. http://wyborcza.pl/7,75398,22174459,szyszko-tnie-ekoterrorystow.html

— POWSTANIE Z PRĄDEM – Paweł Wroński w GW: “Teraz tragedię 180 tys. ludzi przejął dział marketingu PGE. I powinien spłonąć ze wstydu”. http://wyborcza.pl/7,75968,22174488,powstanie-z-pradem.html

— O SYMBOLICE W NOWYCH PASZPORTACH KTÓRE SĄ PROWOKACJĄ WOBEC UKRAINY I LITWY – pisze w RZ Jerzy Haszczyński: “Tym bardziej czuję się uprawniony do stwierdzenia, że pomysł, aby obywatele Polski jeździli po świecie z oficjalnym dokumentem, w którym są fotografie z miast nienależących do Polski, jest prowokacją. Niezależnie od tego, że miejsca te kojarzą się z odzyskiwaniem przez nasz kraj niepodległości. Nietrudno sobie wyobrazić, jaki krzyk (i słusznie) podniósłby się w Polsce, gdyby w niemieckich dokumentach pojawiły się zdjęcia ratusza w Poznaniu czy Hali Stulecia we Wrocławiu. Oczekując wrażliwości od innych, wymagajmy jej od siebie”.  http://www.rp.pl/Komentarze/307319889-Jerzy-Haszczynski-Rocznicowa-prowokacja-MSWiA.html

— PIS Z BALCEROWICZEM – Marian Piłka w RZ: “Mimo deklaracji obecny rząd wcale nie zrywa z dotychczasową polityką gospodarczą. (…) Państwo poprzez telewizję publiczną jest w stanie promować patriotyzm konsumencki jako dźwignię rozwoju rodzimej przedsiębiorczości, a zwłaszcza handlu. Zamiast tego pojawiają się pomysły wykupienia upadających zagranicznych czasopism wydawanych w Polsce. To tylko przykład, jak używając hasła „polonizacji” rynku medialnego można wspomóc zagraniczne przedsiębiorstwa medialne w ratowaniu ich finansów”. http://www.rp.pl/Publicystyka/307319904-Marian-Pilka-PiS-z-Balcerowiczem.html

— 48 TYS. NAGRODY DLA PREZESA NIK, A PIS OBIECYWAŁ, ŻE GO USUNIE – tytuł w Fakcie. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/pis-o-nim-zapomnialo-a-on-jak-paczek-w-masle/218shqs

— JEST NOWA STRONA GŁÓWNA http://niezalezna.pl

300polityka.pl

„Bić się należy niezwłocznie”. Powstanie wcale nie miało wybuchnąć 1 sierpnia

Zryw Burzy

W jakich okolicznościach doszło do podjęcia decyzji, którą gen. Władysław Anders uznał za „nieszczęście”?

[Artykuł ukazał się w Pomocniku Historycznym „1944 Powstanie Warszawskie” w 2014 roku]

Zmiana planu. W marcu 1944 r. Warszawa została wyłączona z planu Burza. Jeszcze w czerwcu i nawet na początku lipca 1944 r. zarówno rząd polski w Londynie, jak i delegat rządu w kraju Jan Stanisław Jankowski poważnie rozważali sprawę nakłonienia Niemców, przy pomocy kół watykańskich i szwajcarskich, do uznania jej za miasto otwarte i w ten sposób do wyłączenia ze strefy działań wojennych. W ciągu kilku tygodni dowódca AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski zmienił zdanie raptownie i całkowicie, i 21 lipca uznał, że Warszawa powinna być oswobodzona od Niemców polskim wysiłkiem, na krótko przed spodziewanym wejściem Rosjan do miasta. 22 lipca Jankowski zatwierdził plan Komorowskiego. Obaj oceniali, że na froncie wschodnim Niemcy ponieśli klęskę, że Rosjanie wkrótce wejdą do Warszawy i że w rezultacie wyłania się okazja do opanowania stolicy.

21 lipca 1944 r. dowódca AK meldował do Londynu: „Trzy armie frontu środkowego zostały rozbite, a na ich miejsce OKW (Oberkommando der Wehrmacht) nie rozprowadziło świeżych sił w ilości wystarczającej dla zatrzymania armii sowieckiej”. Dowódca AK był przekonany, że dalszy marsz tej armii na zachód będzie szybki i „dojdzie ona bez większych skutecznych przeciwdziałań niemieckich do Wisły i przejdzie Wisłę w dalszym ruchu na zachód”.

„Ogólnie wydaje się pewne, że na froncie wschodnim [Niemcy] nie są już w stanie odebrać inicjatywy z rąk sowieckich ani też przeciwstawić się im skutecznie. (…) Ostatni fakt zamachu na Hitlera łącznie z położeniem wojennym Niemiec doprowadzić może do ich załamania się w każdej chwili. Zmusza to nas do stałej pewnej [chyba powinno być „i pełnej” – J.C.] gotowości do Powstania”. Autorem tej przesadnie optymistycznej, niestety, oceny sytuacji był – według relacji gen. Tadeusza Pełczyńskiego, ps. Grzegorz – gen. Leopold Okulicki, ps. Kobra, Niedźwiadek, który parł za wszelką cenę do wybuchu powstania. Jak to później ujął gen. Bór, „tylko przez walkę można było wykazać dążenie narodu do wolności i niepodległości. Chodziło o walkę o stolicę, która reprezentuje całość i dalszą sprawę: przez zajęcie Warszawy przed zajęciem jej przez Rosjan musiała się Rosja zdecydować aut aut: albo uznać nas, albo siłą złamać na oczach świata”.

Gotowość do walki. 22 lipca gen. Bór podał w depeszy do Londynu swoją ocenę położenia politycznego Polski i wnioski z niej wypływające. „Do Polski wkraczają Sowiety, których celem jest, między innymi, zlikwidowanie niepodległości Polski, a co najmniej politycznego podporządkowania się Sowietom po okrojeniu od Wschodu. Jest konieczne, by świadomość tego przeniknęła wszystkie czynniki życia polskiego, a przede wszystkim kierownicze”. 25 lipca dowódca AK wysłał kolejną depeszę: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne. Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję”.

Niemcy pospiesznie ewakuowali w tym czasie Warszawę i wydawało się, że nie mieli ani woli, ani środków do jej obrony. W rzeczywistości natomiast, gdy Komorowski meldował Londynowi swą gotowość do walki o Warszawę, gwałtownie odtworzona niemiecka 9 Armia szykowała się do jej obrony. Pomimo ich trudnej sytuacji militarnej na przedpolu Warszawy Niemcy postanowili – ze względu na spodziewane powstanie – nie wysyłać ze stolicy Polski na front wszystkich stacjonujących w niej oddziałów zbrojnych. Hitler nakazał bezwzględne utrzymanie Warszawy i jej przedpola.

Londyn otrzymał telegram Komorowskiego 26 lipca, na krótko przed odlotem premiera Stanisława Mikołajczyka do Moskwy na rozmowy ze Stalinem. Tego samego dnia premier upoważnił delegata rządu do ogłoszenia powstania powszechnego w „momencie przez nas wybranym”.

Militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom. Głównym orędownikiem podjęcia walki z Niemcami w Warszawie był gen. Leopold Okulicki, zastępca szefa Sztabu Komendy Głównej AK do spraw operacyjnych. „To był jego projekt” – podkreślał zawsze gen. Bór. Przywódcy krajowi, podrywając Warszawę do walki, kierowali się głównie względami politycznej, ideologicznej i militarnej natury. Sądzili, że opanowanie Warszawy przez AK wzmocni w oczach zachodnich aliantów oraz opinii światowej prawa rządu londyńskiego do objęcia i reprezentowania władzy w Polsce i uświadomi światu, kto powinien rządzić powojenną Polską – prawowite władze Rzeczpospolitej, nie zaś komuniści popierani przez Stalina. W dowództwie AK panowało, zdaniem szefa sztabu gen. Tadeusza Pełczyńskiego, „jasne i zdecydowane przeświadczenie, że wraz z przelewającym się przez Wisłę frontem sowiecko-niemieckim odwróci się nad nami karta dziejowa, odwróci się po raz ostatni w ciągu toczącej się wojny”.

Powstanie Warszawskie było zatem militarnie skierowane przeciwko Niemcom, a politycznie przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Miało też być wielką, dramatyczną zachętą dla zachodnich aliantów do opowiedzenia się po stronie polskiej w czasie tej antysowieckiej kampanii politycznej. Gen. Bór prosił władze w Londynie o zapewnienie brytyjskiej pomocy lotniczej dla powstania w Warszawie. Dowódca AK zabiegał o wysłanie do Warszawy polskiej brygady spadochronowej, zbombardowanie przez RAF niemieckich lotnisk dookoła Warszawy, wysłanie na lotniska obsadzone przez AK polskich dywizjonów myśliwskich z Anglii oraz przyznanie praw kombatanckich dla żołnierzy AK.

Między PKWN a 9 Armią niemiecką. Tymczasem 23 lipca Armia Czerwona zajęła Lublin, a Warszawa dowiedziała się o powstaniu PKWN. Jego utworzenie było zasadniczym krokiem do przyszłego objęcia władzy w całej Polsce przez komunistów i ich sympatyków pod egidą Moskwy. 26 lipca płk Antoni Chruściel, ps. Monter, komendant Warszawskiego Okręgu AK, przedstawił dowództwu AK mizerny stan uzbrojenia, który wywarł na zebranych deprymujące wrażenie; posiadane środki pozwolą działać zaczepnie przez 3–4 dni, a w obronie wytrwać do 14 dni. Monter liczył na zdobycie broni i na zrzuty oraz na rozwikłanie sytuacji przez wejście Rosjan do stolicy. Uważał, że brak broni zastąpi furia odwetu.

Tegoż dnia dowództwo 9 Armii niemieckiej już wiedziało, że AK ogłosiła stan pogotowia dla swych oddziałów. „Wskutek tego zarządzono wzmożony nadzór nad wszystkimi obiektami. Ruchy wojsk niemieckich ze wschodu zaniepokoiły ludność. By przekonać ją o zamiarze utrzymania miasta, dowódca 9 Armii zarządził, aby wszystkie nowe oddziały przybywające z zachodu i wyładowywane w Warszawie przemaszerowały w jak najlepszym porządku przez miasto”.

27 lipca dowódca AK informował Londyn: „Po wyraźnej panicznej ewakuacji Warszawy od 22 do 25 VII Niemcy okrzepli. Władze administracyjne powróciły i objęły z powrotem urzędowanie”. Uzależniał swoje działanie od wyniku niemiecko-sowieckiej bitwy na wschodnim brzegu Wisły. Donosił również, że 25 lipca Sowieci przystąpili do rozbrajania 27 dywizji piechoty AK w rejonie Kock–Lubartów. „Fakt ten, jak też wrogi stosunek do naszych sił w rejonie Wilna, wyraźnie wskazuje na to, że Sowieci chcą zniszczyć AK jako polską siłę dyspozycyjną, im nie podporządkowaną. Konieczne pilne poinformowanie Anglików – ze zwróceniem uwagi, że tego rodzaju stanowisko sowieckie doprowadzić musi do zdecydowanego przeciwdziałania z naszej strony. Zmusi to nas do samoobrony”.

Pierwsza mobilizacja. Tego samego dnia, 27 lipca, Moskwa ogłosiła, że PKWN jest „jedyną legalną tymczasową władzą wykonawczą w Polsce”, a z kolei niemiec­ki gubernator dystryktu warszawskiego zarządził, aby 100 tys. osób stawiło się 28 lipca do robót fortyfikacyjnych. Ludność stolicy zignorowała to zarządzenie całkowicie. Ale pod wpływem tego rozporządzenia płk Monter zarządził alarm i mobilizację swych oddziałów na 28 lipca.

Rozkaz „alarm” był rozkazem przygotowawczym do walki i odwołany być nie mógł. Stan pogotowia, zgodnie z ustalonymi planami, miał się skończyć wybuchem walki. Mobilizacja udała się całkowicie. Do godziny policyjnej – 21 – w lokalach konspiracyjnych zebrało się 80 proc. żołnierzy okręgu, którzy przebywali w nich przez całą noc z 28 na 29 lipca. Tegoż dnia stan alarmu został jednak odwołany, co wywołało zamieszanie i podważyło zaufanie żołnierzy do dowództwa. Zapał bojowy osłabił przeraźliwy brak broni ujawniony w czasie mobilizacji.

W tym samym dniu Stalin nakazał marszałkowi Rokossowskiemu, dowódcy I frontu białoruskiego, by pomiędzy 5 i 8 sierpnia zajął Pragę i utworzył przyczółki na zachodnim brzegu Wisły na południe od Warszawy. Także w tym samym dniu delegat rządu otrzymał od premiera Mikołajczyka następującą depeszę: „Na posiedzeniu rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca was do ogłoszenia Powstania w momencie przez was wybranym. Jeśli możliwe, uwiadomcie nas przed tym. Odpis przez wojsko dla komendanta AK”. 29 lipca Mikołajczyk zawiadomił delegata rządu o swojej misji do Moskwy na rozmowy ze Stalinem.

Odprawa 29 lipca: położenie nie dojrzało do działania. Kiedy 29 lipca dowódca ze sztabem AK zebrał się na ponowną odprawę – znał już te ważne doniesienia. Spotkanie zakończyło się stwierdzeniem, że „położenie nie dojrzało do działania”. Niemniej zapadły dwie decyzje, które poważnie zaważyły na losach powstania. Po pierwsze, że wybuch nastąpi o godz. 17, a nie jak dotychczas planowano w nocy; po drugie, że na ponowną mobilizację ma wystarczyć zaledwie dwanaście godzin.

Wady tego planu: żołnierze byli ćwiczeni do wystąpienia w nocy – słabo uzbrojone oddziały AK, atakujące w biały dzień silnie obsadzone i ufortyfikowane obiekty niemieckie, były narażone na miażdżący ogień nieprzyjaciela; skrócenie okresu mobilizacji do dwunastu godzin wprowadzało zbytni stan nerwowości i pośpiechu. Tegoż dnia gen. Bór zadecydował, że gdyby dotychczasowe dowództwo nie mogło z jakichkolwiek względów pełnić swych obowiązków, na czele AK stanie gen. Okulicki.

29 lipca o godz. 20.15 radio Moskwa zaczęło wzywać ludność Warszawy do natychmiastowego podjęcia walki z Niemcami. Było jasne, że na przedpolu Warszawy zaczynał się niemiecko-sowiecki bój o Warszawę, który dla Rosjan zakończył się chwilowym niepowodzeniem. „Niemcy osiągnęli cel zamierzony – stwierdzi gen. Bór w 1965 r. – uderzenie Rosjan zostało powstrzymane”.

31 lipca: decyzja o powstaniu. Na porannej odprawie 31 lipca dowództwo AK stwierdziło, że „walka nie zostanie podjęta 1 VIII i że mało prawdopodobne jest podjęcie jej 2 VIII, gdyż położenie jest nadal niejasne”. A jednak ok. godz. 18 tegoż dnia dowódca AK zdecydował się na podjęcie walki z Niemcami nazajutrz. Na decyzję miał wpływ meldunek płk. Montera, że czołgi sowieckie są już pod Pragą, a także jego opinia, że walka o Warszawę powinna być podjęta niezwłocznie.

Decyzję o powstaniu w Warszawie dowódca AK podjął nie wysłuchawszy opinii swego szefa wywiadu, szefa oddziału operacyjnego ani szefa łączności operacyjnej, którzy przybyli na popołudniową odprawę nieco później. Należy też podkreślić, że wódz naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski wypowiedział się następująco 29 lipca: „W obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powstaniu powszechnemu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zamianie jednej okupacji na drugą” oraz: „Wasza ocena sytuacji niemieckiej musi być bardzo trzeźwa i realna. Omyłka pod tym względem kosztowałaby bardzo wiele”. Ostrzeżenia te nie miały żadnego wpływu na decyzję dowódcy Armii Krajowej o podjęciu walki.

28 lipca brytyjski MSZ poinformował ambasadora Edwarda Raczyńskiego, że AK nie może liczyć na brytyjską pomoc dla powstania. Po wojnie Anthony Eden oświadczył, że zostało ono wszczęte przez „lokalnego polskiego dowódcę” bez porozumienia z rządem brytyjskim i bez uzgodnienia z sowieckimi siłami, które parły na Warszawę. Władze brytyjskie uzależniały pomoc dla Powstania Warszawskiego od wyniku rozmów pomiędzy Mikołajczykiem i Stalinem w Moskwie.

Trzeba przyznać, że nigdy nie obiecywały wsparcia dla powstania zbrojnego w Polsce. Świeżo przybyły z Londynu 30 lipca kpt. Jan Nowak-Jeziorański, emisariusz AK, poinformował krajowych dowódców, że Warszawa nie może liczyć na wielkie zrzuty broni i wysłanie brygady spadochronowej z Anglii oraz że „efekt Powstania i wpływ na rządy i opinię publiczną w obozie sojuszniczym” będzie „burzą w szklance wody”.

1 sierpnia Stalin wydał rozkaz do wszystkich wojsk sowieckich działających w Polsce, że ujawniające się oddziały AK należy rozbrajać, oficerów aresztować, a żołnierzy wcielać do armii Berlinga. W tym samym dniu doszło do wybuchu Powstania Warszawskiego. W parę godzin później gen. Władysław Anders uznał decyzje dowódcy AK za „nieszczęście”. Wywołanie powstania w stolicy uważał „nie tylko za głupotę, ale za wyraźną zbrodnię”.

***

Krzysztof Kamil Baczyński

Niebo złote ci otworzę…

Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę w rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi
jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal – różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Ten wiersz Krzysztof Kamil Baczyński napisał 15 czerwca 1943 r. Ur. w 1921 r., był w czasie wojny żołnierzem AK, podchorążym, harcmistrzem Szarych Szeregów; jako poeta związany z pismem „Płomienie” i miesięcznikiem „Droga”. W czasie okupacji ogłosił cztery tomiki poezji. Zginął w Powstaniu Warszawskim 4 sierpnia 1944 r., jako żołnierz batalionu Parasol.

Utwór ten, z muzyką Zygmunta Koniecznego, stał się jedną z najbardziej znanych i popularnych piosenek Ewy Demarczyk.

polityka.pl

Wiceminister odczytał referat ministra Jana Szyszki. A w nim? … Sataniści

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM, 01.08.2017

Minister Jan Szyszko

Minister Jan Szyszko (Fot. Przemek Wierzchowski)

Miała być konferencja naukowa, wyszło – spotkanie ideologiczne. W Zwierzyńcu na Lubelszczyźnie zorganizowano konferencję „Człowiek i przyroda – Roztocze”. Roztocze to park narodowy, z wieloma rzadkimi gatunkami roślin i zwierząt. Tyle, że w trakcie wykładów o Roztoczu, pojawiły się też takie wątki, jak Puszcza Białowieska, Komisja Europejska czy ekolodzy i ekologiści.

Konferencji w Zwierzyńcu miał przewodniczyć minister środowiska. Jan Szyszko co prawda nie dojechał – bowiem w tym czasie ogłaszał w Warszawie, że Polska nie wykona decyzji Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej – ale i bez ministra konferencja się odbyła. Przyjechał wiceminister, Sławomir Mazurek z referatem szefa. – Żałuję, że w ogóle tu jestem. Dawno nie słyszałem tak politycznych wystąpień. To miała być konferencja naukowa, a wyszło… wiadomo co – mówił nam jeden z leśników – uczestników spotkania.- Nie chcę się przedstawiać, bo wiadomo, jak to zostanie odebrane. Obawiam się konsekwencji służbowych – służba leśna to jednak instytucja zhierarchizowana – przekonywał nasz rozmówca. Takie głosy można było usłyszeć od większej grupy leśników.

Co konkretnie zirytowało leśników? Przekaz, jak płynął zza mównicy

Wiceminister przekonywał, że w Puszczy Białowieskiej prowadzony jest w tej chwili… projekt badawczy, w ramach którego jedna trzecia puszczy zostaje pozostawiona naturalnym procesom, a dwie trzecie to tereny, na których prowadzone są działania ochronne. Czyli mówiąc krótko – wycinka drzew. – Zaniechanie działań ochronnych, czyli powstrzymanie gradacji kornika drukarza, kosztowałoby państwo polskie około dwóch miliardów złotych. To jest wielka odpowiedzialność, od tej odpowiedzialności nikt ani leśników, ani państwa polskiego nie zwalnia – mówił Mazurek.

Wiceminister odczytał referat ministra Jana Szyszki. A w nim? … Sataniści

Oto kilka cytatów:

„Nie możemy pozwolić na to, by człowiek traktowany był jako największe zagrożenie dla zasobów przyrodniczych, a najwyższą, jedynie zrozumiałą formą ochrony był zakaz wycinki drzew i zakaz zabijania zwierząt, co kreowane jest ostatnio zarówno przez ruchy satanistyczne, jak też ludzi o wielkim sercu, ale minimalnej wiedzy przyrodniczej”.

„Zamiast kształcenia w kierunku zrozumienia istoty zrównoważonego rozwoju i zrozumienia zasad funkcjonowania przyrody, zmieniono tak mentalność znacznej już części społeczeństwa, że zakaz wycinania drzew i zakaz zabijania zwierząt zaczął urastać do rangi najwyższej i praktycznie jedynej formy ochrony przyrody. Polskie leśnictwo i polskie łowiectwo zaczęło być traktowane jako główne zagrożenie dla polskiej przyrody ożywionej”.

„Jedyną szansą jest edukacja w zakresie ekologii integralnej, pozwalającej na rozumienie przyrody i roli, jaką człowiek powinien pełnić w stosunku do przyrody, chroniąc ją przez użytkowanie dla swojego i jej dobra”.

Na tym kontrowersji nie koniec

Wykład dla ponad 100 leśników wygłosił też ksiądz profesor KUL, Andrzej Guz. Wykład o ekologistach i ekologach. Zdaniem księdza – wykładowcy z Katedry Kształtowania Przestrzeni KUL, największym ekologiem w Polsce jest… minister Jan Szyszko. Ci natomiast, którzy sprzeciwiają się wycince drzew, to ekologiści. – Zabraniają prowadzenia racjonalnej gospodarki w lesie, zabraniają ingerencji człowieka w życie Puszczy Białowieskiej – mówił nam ks. Guz. I dowodził, że w puszczy już dawno powinna być zastosowana… chirurgia ekologiczna. – Nie zastosowano jednak tej metody, nie zatroszczono się w sposób racjonalny, zgodny z rozumem, o zdrowotność Puszczy Białowieskiej – mówił ksiądz.

Odwoływał się też m.in. do komunizmu, ale i Unii Europejskiej. Mówił o tym, że człowiek to najwyższe dobro, które nie może stawiać wyżej od siebie świata zwierząt czy roślin. Kilka cytatów:

„Komunizm PRL-owski ochronił nas przed jeszcze radykalniejszą formą komunizmu światowego w postaci m.in. ekologizmu, bo ekologizm tak, jak genderyzm wpisuje się w trend myślenia neomarksistowskiego”.

„Dzisiaj płacimy cenę za poniewieranie naszą państwową, narodową godnością na arenie UE. Musimy płacić tę cenę poniżenia i pogardy przez niektórych eurokratów tylko dlatego, że Polacy opowiadają się za człowiekiem jako człowiekiem i jego nietykalną godnością. Widzimy, że zarówno pan Timmermans, jak i jego koledzy, którzy podobnie myślą, łamią prawo Unii Europejskiej. I my jako Polacy musimy to zdemaskować w obronie polskiej racji stanu, Polaków jako ludzi. I musimy dopomóc narodom Europy, bo one miłują Polaków”.

„My wiemy, jak ratować lasy. Nikt nas nie będzie pouczał”

O ataku na Polskę mówił w rozmowie z nami również dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, Jerzy Stądel. – To jest coś chorego. Szaleńcy z Zachodu, opłacani nie wiadomo przez kogo są napuszczani na polskich leśników, na naszego ministra, najlepszego w historii. My doskonale wiemy, jak ratować lasy i nikt nas nie będzie pouczał – mówił Stądel.

Dostało się też Platformie Obywatelskiej i Nowoczesnej. – Donosiciele z  PO czy Nowoczesnej donoszą na własny kraj, na własną matkę do Unii i instytucji unijnych. Co jest warty syn czy córka, która donosi na własną matkę? – pytał dyrektor. – Myślę, że wreszcie naród zmądrzeje i przepędzi to dziadostwo. Używam mocnych słów, bo trzeba używać mocnych słów – usłyszeliśmy od dyrektora Lasów Państwowych w Lublinie.

Konferencję „Człowiek i przyroda – Roztocze” organizował minister środowiska i Roztoczański Park Narodowy, a instytucjami współuczestniczącymi były Państwowe Gospodarstwo Leśne „Lasy Państwowe” oraz Polski Związek Łowiecki.

TOK FM

Misiewicz w rytmie cza-cza w serduszku Macierewicza

Andrzej Rozenek tweetuje, iż MON wybiło medal im. Bartłomieja Misiewicza.

I nie jest to fake news.

O co więc chodzi? Czyżby Macierewicz aż tak był uzależniony?

I jakie jest w tym działanie libido?

Czy Wąsik wart jest mszy?

01/08/2017

Od kilku dni, pewnie nie tylko ja, zastanawiałem się jaka będzie decyzja Sądu Najwyższego ws. ułaskawienia Kamińskiego z Wąsikiem. Na ile Sąd Najwyższy ma instynkt samozachowawczy, na ile potrafi myśleć taktycznie, na ile będzie odporny na podszepty „antypisowskiego betonu”. Okazało się, że kolokwialnie mówiąc, politycznie ma (wreszcie!) łeb na karku.

Nie będę analizował prawej decyzji o zawieszeniu postępowania, specjaliści zaraz zrobią to za mnie. Mówiąc z grubsza, Sąd Najwyższy miał podstawy prawne zarówno, aby wniosek TK o zawieszenie kasacji odrzucić, jak i uwzględnić. Zrobił to pierwsze i z taktycznego punktu widzenia, zrobił dobrze, bardzo dobrze.

Po pierwsze, nawet jeśli na skutek merytorycznej decyzji Sądu Najwyższego sprawa Kamińskiego i Wąsika wróciłaby na wokandę do sądu okręgowego, to w międzyczasie i tak Trybunał orzekłby, że Sąd Najwyższy, ani żaden inny sąd nie ma prawa podważać prezydenckiego weta.

Po drugie, Sąd Najwyższy wytrąca swym przeciwnikom z ręki zarzuty o działaniu na rzecz opozycyjnej sitwy, a jednocześnie kieruje ukłon w stronę prezydenta i jego koncyliacyjnego rozwiązania sporu o sądownictwo.

Po trzecie, Sąd Najwyższy jedynie zawiesza postępowanie, z wyraźną sugestią, że jego zdaniem sporu kompetencyjnego nie ma. Oznacza to, że istnieje, co prawda wąska, furtka do podważenia decyzji Trybunału. Mamy więc do czynienia ze wzajemnym się szachowaniem kilku graczy, z których każdy w zanadrzu ma jakieś asy w rękawie.

Wreszcie, po czwarte nawet jeśli Wąsik z Kamińskim unikną kary, to ich sprawa nie jest aż tak ważna jak przyszłość zagrożonego dziś Sądu Najwyższego.  Zwłaszcza, że prezydent, jeśli tylko zdąży, ułaskawi ich znowu. Dlatego Kamiński z Wąskiem warci są mszy, warci są pełnych baków z paliwem, warci są nawet tego dyskomfortu (o ile naprawdę są winni), że im się upiekło. Zaprawdę powiadam Wam, nie takie osoby unikały kary w tym kraju, w myśl tej patologii, jaką jest proces ułaskawiania przez polskich prezydentów.

Są bowiem sprawy ważne, ważniejsze i najważniejsze. W pierwszej kolejności proponuję się skupić na tych ostatnich. Potem można zająć się całą resztą.

https://galopujacymajor.wordpress.com/2017/08/01/czy-wasik-wart-jest-mszy/

Tweet dnia, a może więcej. Donald Tusk jak zawsze celnie. Nie ma w jego języku żadnych kanalii, zdradzieckich mord.

„Pamięć o żołnierzach Powstania i cywilnych ofiarach łączy wszystkich Polaków. Jesteśmy i będziemy różni, ale nigdy w tej sprawie.”

Przy okazji Krzysztof Piesiewicz przypomina pierwszego marszałka Sejmu po 1989, powstańca ’44, Wiesława Chrzanowskiego, którego kto prześladował?

Tak! – genetyczmny patriota, to znaczy antypatriota – o czym dokumentuje książka Tomasza Piątka – Macierewicz.

 

Wiceminister odczytał referat ministra Jana Szyszki. A w nim? … Sataniści

Sąd Najwyższy. Ziobro i Przyłębska próbowali zablokować sprawę Kamińskiego. Udało się

http://www.newsweek.pl/polska/polityka/sad-najwyzszy-ziobro-i-przylebska-probowali-zablokowac-sprawe-kaminskiego,artykuly,414018,1.html

To tak odnośnie Pana Ziobry, Gowina i wielu innych PiS owoców

Wreszcie jesteśmy pierwsi. Szkoda, że w tym.

Sąd Najwyższy zawiesił postępowanie ws. ułaskawienia Kamińskiego. Chciała tego prokuratura

past, IAR, 01.08.2017

http://www.gazeta.tv/plej/19,114883,22175930,video.html?embed=0&autoplay=1
Na wniosek Prokuratury Krajowej i prezes TK Julii Przyłębskiej Sąd Najwyższy zawiesił rozpatrywanie sprawy kasacyjnej w sprawie Mariusza Kamińskiego i innych byłych funkcjonariuszy CBA.

Na dodatkowym posiedzeniu Sądu Najwyższego rozpatrzono dwa wnioski o zawieszenie postępowanie kasacyjnego ws. Mariusza Kamińskiego i innych byłych funkcjonariuszy CBA.

– Sąd Najwyższy postanowił stwierdzić zawieszenie powstępowania kasacyjnego – powiedział przedstawiciel SN na posiedzeniu. Chodzi o spór kompetencyjny dotyczący tego, czy Sąd Najwyższy może w ogóle sprawą aktu łaski wobec Mariusza Kamińskiego się zajmować.

W uzasadnieniu podkreślono, że SN nie uznaje, że zachodzi spór kompetencyjny, a jedynie, że na podstawie wniosków TK i Prokuratury Krajowej oraz odpowiednich przepisów postępowanie zostaje zawieszone.

– Dopiero po decyzji TK o tym, czy zachodzi spór kompetencyjny, będzie podstawa do dalszego postępowania – komentował chwilę później na antenie TVN24 rzecznik SN sędzia Michał Laskowski. Podkreślił, że Sąd przedstawił stanowisko, że zdaniem SN nie zachodzi spór kompetencyjny. – Liczę na szybką decyzję Trybunału – dodał rzecznik zapytany przez dziennikarzy, czy nie obawia się, że TK będzie starał się przedłużać postępowanie.

Wnioski Przyłębskiej i prokuratury

Sąd rozpatrzył wnioski, które przesłała prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, wnosząc o zawieszenie sprawy kasacyjnej. W pierwszym dokumencie poinformowała ona, że Trybunał wszczął postępowanie w sprawie sporu kompetencyjnego pomiędzy prezydentem i Sądem Najwyższym.

Wniosek w tej sprawie zgłosił Marszałek Sejmu, który ma wątpliwości czy Sąd Najwyższy miał prawo badać prezydenckie prawo łaski. W drugim piśmie prezes Przyłębska przekazała kopię wniosku Prokuratora Krajowego, który domaga się zawieszenia sprawy Kamińskiego – byłego szefa CBA – do czasu rozpoznania sporu kompetencyjnego.

W 2015 roku sąd rejonowy skazał Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika oraz dwóch funkcjonariuszy Biura na karę bezwzględnego więzienia za prowokację wobec Andrzeja Leppera.

Zanim Sąd Okręgowy w Warszawie zbadał ich apelację, w listopadzie 2015 roku prezydent Andrzej Duda ułaskawił wszystkich czterech. Wobec tego sąd uchylił wyrok i umorzył sprawę, jednak oskarżyciele posiłkowi złożyli kasację do Sądu Najwyższego.

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22174995,sad-najwyzszy-zawiesil-postepowanie-ws-ulaskawienia-kaminskiego.html#MT

Wiceszef MON: Dzieci i wnuki zwyrodnialców próbują nas pouczać o wolności i demokracji

past, 01.08.2017

Bartosz Kownacki

Bartosz Kownacki (Fot. Łukasz Antczak / Agencja Gazeta)

– Na ulicach Warszawy byli niemieccy zwyrodnialcy. Dziś ich dzieci i wnuki próbują nas pouczać – mówił na wczorajszym wystąpieniu wiceminister Bartosz Kownacki.

Dzień przed rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego wiceminister obrony Bartosz Kownacki wygłosił wystąpienie podczas koncertu pieśni powstańczej i wojskowej.

– Dziś obchodzimy szczególne święto. Nie jest to obchodzenie klęski, jak chcieliby nieżyczliwi, ale jak mawiał prezydent Lech Kaczyński, jest to uczczenie tragicznej i wielkiej daty w historii Polski. Daty, która była dowodem determinacji, odwagi, niezłomności, a ponad wszystko – woli do życia w wolnej, nieokupowanej ojczyźnie – mówił wiceszef MON.

– Niektórzy zadają pytanie, czy było warto. Nie można było powstrzymać tego powstania. Wbrew temu, jak wielką ofiarę krwi ponieśliśmy, było warto – stwierdził Kownacki. – To powstanie było krzykiem wolności – dodał.

„Dzieci zwyrodnialców nie mają prawa nas pouczać”

– Na ulicach Warszawy była po jednej stronie. Po jednej stronie byli żołnierze AK walczący o wolność ojczyzny. Po drugiej stronie byli niemieccy zwyrodnialcy, to trzeba jasno powiedzieć, którzy mordowali kobiety, dzieci, często na ich rękach – mówił Kownacki.

– Ci zwyrodnialcy mordowali z zimną krwią, a później wracali do swoich domów, jakby nic się nie stało – stwierdził i kontynuował:

Trzeba o tym pamiętać szczególnie dzisiaj, kiedy ci, którzy współtworzą naszych współczesnych sąsiadów, dzieci i wnuki tamtych, próbują nas pouczać, czym jest wolność i demokracja, próbują mówić, czy czołgi mogą czy nie mogą wjechać na terytorium Polski. Oni nie mają do tego moralnego prawa. Najlepiej aby zamilkli, bo nigdy nie zapłacili za tamte krzywdy.

– To wydarzenie było fundamentem naszej wolności. To pamięć o tamtym wydarzeniu pozwoliła nam przetrwać i współtworzyła „Solidarność”. To smutne, że III RP często zapominała o tych, którzy walczyli i jakby się ich wstydziła. To się na szczęście zmieniło – ocenił wiceminister.

gazeta.pl

01 VIII 2017

Oświadczenie MON ws. systemów Patriot

W nawiązaniu do artykułu zamieszczonego na portalu POLITYKA pt. „Polska stawia ultimatum Amerykanom. Chodzi o Patrioty” informujemy co następuje:
Oświadczenie MON ws. systemów Patriot - zdjęcie

Polska od  grudnia 2015 roku realizuje proces pozyskania przeciwlotniczych i przeciwrakietowych zestawów rakietowych średniego zasięgu – WISŁA. Należy podkreślić, że Ministerstwo Obrony Narodowej realizuje postępowanie zgodnie z przepisami prawa: procedurą opisaną w ustawie offsetowej i założeniami gwarantującymi realizację polskiego interesu narodowego. Założenia te dotyczą między innymi konieczności pozyskania kluczowych technologii w ramach umowy offsetowej. Korzystna decyzja w tej sprawie została przyjęta w memorandum podpisanym przez przedstawicieli MON i Departamentu Obrony USA. Przywołany w „Polityce” list wiceministra MON jedynie potwierdza rozstrzygnięcie zawarte w memorandum.

Nie zmienia to faktu, że upublicznienie tendencyjnie dobranych fragmentów wewnętrznej korespondencji między rządami Polski i USA jest próbą pogorszenia wyjątkowo dobrych relacji między naszymi państwami. Pozyskanie kluczowych technologii w ramach umowy offsetowej  leży w interesie polskich sił zbrojnych, polskiego przemysłu obronnego i interesie bezpieczeństwa naszego kraju. Publikacja „Polityki” i wypowiedź posła PO Tomasza Siemoniaka zmierzają do utrudnienia negocjacji a może nawet do zerwania tego korzystnego dla Polski kontraktu.

Strona polska zapewnia, że będzie kontynuowała negocjacje w duchu obopólnego zrozumienia oraz bardzo dobrej atmosfery, czego wyznacznikiem była między innymi wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce oraz podpisanie memorandum na szczeblu rządowym. MON potwierdza gotowość podpisania I etapu umowy określonej w memorandum do końca 2017 roku. Podpisanie etapu drugiego nastąpić  ma do 2018 roku.

Centrum Operacyjne MON

mon.gov.pl

Płacz nad niepotrzebną górą trupów, ruin i cierpienia, przez decyzję podyktowaną patriotyzmem bez rozumu.

Wycinka drzew, chętka, by zabijać żubry, łosie, bobry, wilki, lekceważenie smogu, przeszkody dla OZE. PiS nienawidzi środowiska naturalnego.

Coraz goręcej wokół Macierewicza. Rosyjskie powiązania szokują!

Pamiętacie jak w kampanii wyborczej kandydatka na premiera błyskawicznie dementowała pogłoski, że szefem Ministerstwa Obrony Narodowej miałby zostać jeden z najbardziej kontrowersyjnych polityków środowiska prawicy? Antoni Macierewicz jest postacią nie tylko barwną, ale też skrywającą wiele tajemnic i prowokującą wiele pytań. Wówczas „bombę” rozbrojono wmawiając wyborcom, że szefem MON zostanie Jarosław „Przeciw ale za” Gowin, dziś jednak taki trik nie zadziała. A wokół Macierewicza znowu zbierają się czarne chmury.

Tym razem jednak nie chodzi o kolejne zarzuty o żerowanie na ofiarach katastrofy smoleńskiej czy wciskaniu kitu, że samolot bez skrzydła może bezproblemowo latać. Nie chodzi też o przekonanie obywateli, że pracownik apteki, z ledwie średnim wykształceniem zasługuje na medal za zasługi dla obronności kraju i sowitą pensję w państwowej spółce sektora zbrojeniowego. Tym razem chodzi o powracające doniesienia o bardzo niebezpiecznych z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski powiązaniach Antoniego Macierewicza z prorosyjskimi działaczami czy wręcz rosyjskimi służbami specjalnymi. Resort konsekwentnie dementuje oświadczeniami, jednak twardych dowodów przeciwnych pokazać nie potrafi.Wobec dziennikarza Gazety Wyborczej, Tomasza Piątka, który w swojej książce szczegółowo opisał ustalenia, podpierając się szeregiem dokumentów, Antoni Macierewicz uruchomił prokuraturę wojskową, co spotkało się z bardzo negatywną oceną międzynarodowego środowiska dziennikarskiego.

Sprawa powiązań Macierewicza oraz jednego z wiceministrów, Bartosza Kownackiego z działaczami prorosyjskiej partii „Zmiana” zainteresowała także dziennikarzy niemieckich. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” przedstawia świadków, w tym wiceszefa „Zmiany” Konrada Rękasa, którzy wprost mówią o bezpośrednich kontaktach z szefem polskiego MON. Sam Rękas podkreśla, że często kontaktuje się z Macierewiczem, zwłaszcza od 2011 roku, gdy wręcz pomagał mu podczas kampanii wyborczych do Sejmu. Co ciekawe, dziennikarzowi „FAZ” Kancelaria Sejmu odmówiła wglądu w księgi wejść, choć była to okazja, by rewelacje Rękasa zdementować.

Szokujące jest to, że choć na ustach polityków partii Jarosława Kaczyńskiego bardzo często pojawiają się ostrzeżenia przed rosyjską ingerencją w polskie procesy polityczne, a Rosję przedstawia się jako realne zagrożenie dla polskiego bezpieczeństwa, rząd Beaty Szydło toleruje Antoniego Macierewicza i pozostaje głuchy na kolejne już informacje sugerujące, że wcale nie musi być tak kryształową postacią, za jaką prawicowi politycy go mają. Jedno jest pewne. Opozycja nie może tematu odpuścić i w miarę możliwości wykorzystać poselskie uprawnienia, by uzyskać twarde dowody. Bezpieczeństwo Polski tego wymaga.

http://crowdmedia.pl/coraz-gorecej-wokol-macierewicza-rosyjskie-powiazania-szokuja/

Ku Klux Klan w Polsce. Internauci są przerażeni

31.07.2017

„Czy polska policja wie o istnieniu takiego ‚bractwa’?” zapytał na Twitterze jeden z internautów, dołączając link przekierowujący na stronę polskiego Ku Klux Klanu. Internauci z przerażeniem komentują treści, które można przeczytać na stronie organizacji.

„Ku Klux Klan Polska” to nie internetowy żart, ale prężnie działająca i aktywna w sieci organizacja rasistowska. „Rasizm to dar natury, który umożliwia zachowanie w czystości podziału ludzkości który ewoluował przez wieki” – brzmi motto organizacji, widoczne zaraz po wejściu na stronę.

Aby dołączyć do bractwa nie wystarczy jedyni wypełnić formularza. Dopiero administratorzy strony decydują, czy dana osoba nadaje się do „walki w imię Białej rasy'”.

Na stronie czytamy, że wszyscy członkowie tworzą swoistą rodzinę, a ich relacje oparte są na szacunku i braterstwie oraz miłości do „Białej rasy”. Za swój wspólny priorytet uważają „zwycięstwo nad błotnymi mieszańcami”. Z opisu aktywności organizacji można się dowiedzieć, że największe znaczenie dla jej uczestników mają czyny i słowa, a „jeśli deklarujesz się, że podejmiesz się zadania, musisz je wykonać bez względu na wszystko”.

Na stronie opublikowano też 10 wartości, którymi musi kierować się każdy członek klanu.

KuKluxKlanPolska/screen

Podziel się

W odpowiedzi na opublikowany przez jednego z internautów link do strony Ku Klux Klanu internauci zamieszczają pełne przerażenia komentarze. Część z nich podejrzewa, że to żart, inni pytają, dlaczego do tej pory policja nie rozprawiła się z administratorami strony, a jeszcze inni po prostu nie mogą uwierzyć.

ja sie pytam co na to prokuratura, hę?

https://wiadomosci.wp.pl/ku-klux-klan-w-polsce-internauci-sa-przerazeni-6150262437410433a

Cenzura Internetu tuż, tuż… Minister w rządzie Szydło zdradza plany

W ostatnich tygodniach daje się zauważyć niespodziewany wzrost aktywności jednego z najważniejszych ministrów w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Pawła Szefernakera odpowiedzialnego za wizerunek partii rządzącej w sieci. Wzrost nieprzypadkowy. Przez ostatnie lata PiS, dzięki wprowadzeniu pełnej dyscypliny w przekazie internetowym, nad którym czuwał młody polityk PiS, wsparty hordami internetowych trolli, trwale zdominowało polski Internet. To też bezpośrednio przekładało się na sympatie wyborcze najmłodszych głosujących, którzy przez ostatnie lata w bardzo dużym stopniu popierali właśnie ugrupowania prawicowe.

Łaska młodych na pstrym koniu jednak jeździ i jak widać rząd poczuł się zbyt pewny siebie. A młodzi, czerpiący wiedzę głównie w sieci, odwrócili się od partii rządzącej. Jak pokazują ostatnie badania z drugiej dekady lipca, aż 83% wyborców poniżej 30 roku życia określa się jako przeciwników rządów Beaty Szydło. Zdecydowany przełom nastąpił podczas lipcowych protestów w obronie niezależności sądów i sądownictwa. Coraz słabsi w internecie są też prawicowi Ninja social mediów, bowiem opozycja po latach zaniedbań też w końcu położyła nacisk na tę sferę oddziaływania na wyborców. To właśnie wtedy z ukrycia wyszedł Paweł Szefernaker, który by ratować poparcie dla reform wśród młodych, zorganizował naprędce konferencję prasową „młodych posłów PiS”, podczas której starał się wmówić, że w sieci panuje dezinformacja na temat reformy, a partia rządząca w gruncie rzeczy chce dobrze dla wszystkich.

Screen – Wprost.pl

Akcja była wyraźnie spóźniona i nie przyniosła spodziewanych efektów. Dlatego równolegle rozwijano narrację o rzekomej operacji #Astroturfingu, a więc pozorowanej spontanicznej akcji w sieci, która miała na celu zmanipulować możliwie największą ilość internautów i wyprowadzić ich na ulicę. Teoria idealnie pasująca do budowanej przez lata narracji PiS o zagranicznych służbach, które bezpośrednio ingerują w wydarzenia polityczne w Polsce. Tu dowodem na udział zagranicznych organizacji miał być raport dla portalu politykawsieci.pl. Z daleka wyglądało to na próbę wykreowania afery, która usprawiedliwiałaby właśnie Szefernakera. Ten, który gwarantować miał poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości w sieci zawiódł. Zawiodła też próba wmówienia młodym Polakom, że ich protest nie jest autentyczny, a sztucznie wykreowany.

Dlatego też z dużym zainteresowaniem przeczytałem dzisiaj wywiad w „Rzeczpospolitej” właśnie z nieoficjalnym królem internetowych trolli w służbie PiS. Sam wywiad był generalnie poświęcony kwestii zawetowania przez Andrzeja Dudę dwóch ustaw, przyszłym scenariuszom dotyczącym konfliktu prezydenta z Prawem i Sprawiedliwością oraz właśnie kwestii obrazu protestów w sieci. Na bardzo ważne słowa zwrócił uwagę Jan Grabiec, rzecznik Platformy Obywatelskiej.

Rząd szykuje się do cenzury internetu? Nieudana PiS-owska prowokacja z  ma być pretekstem do objęcia internetu nadzorem służb.

Zapowiedź wzmocnienia instytucji państwa w zakresie cyberbezpieczeństwa, mająca na celu kontrolę treści pojawiających się w Internecie do żywego przypomina najbardziej kontrowersyjne rozwiązania stosowane chociażby w Rosji czy Turcji. Ciekawostką jest fakt, że Władimir Putin właśnie podpisał ustawę, która zakazuje anonimowości w sieci, czyniąc programy typu TOR nielegalnymi. Kontrolą przestrzegania zakazów z niej wynikających mają się zająć specjalne oddziały MSW czy FSB. Czy takie wzmocnienie instytucji państwa ma na myśli minister Szefernaker? Dziś co prawda trudno spodziewać się, by rząd odważył się zakazać korzystania z Wikipedii, Youtube’a, Twitter’a czy Facebook’a jak ma to miejscy choćby w Chinach, Iranie czy Korei Północnej, jednak czy wprowadzenie ustawowego monitoringu treści nie będzie zachętą choćby do uznaniowego, choćby czasowego ograniczenia możliwości z jego korzystania? Ta władza niestety pokazała już przez ostatnie miesiące, że jest gotowa do tego się posunąć.

http://crowdmedia.pl/cenzura-internetu-tuz-tuz-minister-w-rzadzie-szydlo-zdradza-plany/

Wiceminister w rządzie PiS ujawnia kulisy planowanego skoku na media prywatne

O tym, że Jarosław Kaczyński chciałby dzierżyć władzę absolutną, wie w Polsce każdy, kto choć przez chwilę przyglądał się jego poczynaniom przez ostatnie 25 lat lub choć trochę śledzi działania PiS po objęciu przez tę partię władzy. Powszechnie wiadomo, że jednym z marzeń prezesa jest monopol na przekaz medialny. Dlatego też solą w oku dobrej zmiany są wszelkie przejawy mediów niezależnych, które nie są w żaden sposób powiązanie z partią lub nie wchodzą w skład tzw. mediów narodowych.

Na naszych łamach pisaliśmy już, że następnym krokiem po skoku na wymiar sprawiedliwości będzie rozprawienie się właśnie z mediami komercyjnymi.

Plany te potwierdził dziś oficjalnie wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin, który w rozmowie z Dominiką Wielowieyską na antenie TOK FM stwierdził, że: „To było sygnalizowane od wielu, wielu lat, że Polska popełniła tutaj przez ostatnie ćwierć wieku błędy, jeśli chodzi o dopuszczenie do tak dużej koncentracji właścicielskiej zwłaszcza kapitału zagranicznego w mediach prasowych, zwłaszcza regionalnych i lokalnych” .

Wiceminister przyznał, że projekt będzie gotowy wczesną jesienią. Sellin uchylił również rąbka tajemnicy, o co tak naprawdę chodzi PiSowi, stwierdzając, że: „Mówimy o dekoncentracji struktur właścicielskich w mediach. Pracujemy nad nim. Myślę, że gotowy projekt przedstawimy wczesną jesienią. Wiadomo, że nowy sezon polityczny zaczyna się mniej więcej w połowie września, bo wtedy rozpoczyna prace ponownie Sejm i myślę, że jesienią będziemy nad tą ustawą debatować „.

Co więcej, Sellin dodał, że pewne firmy z zagranicznym kapitałem powinny się za wczasu na taką dekoncentrację przygotować. Brzmi jak zawoalowana groźba pod adresem niepokornych wobec obecnej władzy mediów.

Wiceminister ponadto stwierdza, że polskie firmy powinny się przygotować na wykup zagranicznej konkurencji, dodając, że: „Na tym to powinno polegać, że to będzie wykupywanie udziałów„.

Ciekawe czy Senator PiS Grzegorz Bierecki, współtwórca medialnego imperium PiS sypnie groszem ze SKOKów lub sam zdecyduje się na zakup udziałów np. w Newsweeku. To by dopiero był cyrk na kółkach…

źródło: TVP Info

http://crowdmedia.pl/wiceminister-w-rzadzie-pis-ujawnia-kulisy-planowanego-skoku-na-media-prywatne/

%d blogerów lubi to: