Czapki zamiast hełmów, czyli kompromitacja armii Macierewicza

Czapki zamiast hełmów, czyli kompromitacja armii Macierewicza

– „To największe ćwiczenia, jakie były prowadzone w Polsce od długiego czasu. Ćwiczenia Dragon to 17 tys. żołnierzy” – chwalił się minister Antoni Macierewicz. Były największymi manewrami od dwóch lat na terenie Polski i generalnym sprawdzianem współdziałania polskich sił z jednostkami NATO. Miały być wizytówką polskiej armii.

Tymczasem słowa swoje, a życie swoje. Podczas ćwiczeń „Dragon 17” okazało się, że nie przewidziano elementarnych sytuacji jak choćby ta, że któryś z żołnierzy może zachorować, bo nie zabezpieczono odpowiednich lekarstw. Prawie w ogóle nie wzięto pod uwagę tego, że może chcieć skorzystać z toalety. Na 300 żołnierzy przypadały ledwie 2 przenośne ubikacje o standardzie znacznie niższym niż w przygotowanej specjalnie dla Macierewicza pancernej toalecie polowej.

Wizję polskiej armii wyposażonej w najnowocześniejsze śmigłowce, okręty podwodne, tysiące dronów i cyberżołnierzy zastąpiła żenująca i jakże zgrzebna rzeczywistość. Największym wyzwaniem dla polskiego żołnierza było zdobycie wojskowych butów i czystej bielizny. Ćwiczyli w prywatnym obuwiu i czapkach zamiast hełmów. Oszczędzano na wszystkim, także na racjach żywnościowych – brakowało pełnowartościowego posiłku.

Jak opisuje jeden z rezerwistów Piotr Śmielak na portalu mpolska24, problemy zaczęły się już na etapie mobilizacji. Komendy WKU dotarły jedynie do 60-70 proc. rezerwistów. Ci, którzy pojawili się na ćwiczeniach, z pewnością zapamiętają je na długo. Żołnierzy wyposażono tylko w jeden komplet umundurowania. Problemem była też niewystarczająca ilość czystej bielizny, którą uzupełniano we własnym zakresie… Rezerwiści w trakcie ćwiczeń ubrani byli w mundury różnych rodzajów, a na nogach mieli własne buty, w tym sportowe.

koduj24.pl

Rozdział państwa od Kościoła to dziś fikcja

Rozdział państwa od Kościoła to dziś fikcja

Ze wszystkich niemal szkół dochodzą informacje o krzyżach wieszanych na honorowych miejscach w wielu klasach, nie tylko tam, gdzie uczy się religii.

Pisze ojciec trzynastolatka, który oświadczył, że już nie będzie chodził z rodziną na żadne protesty, bo nie ma ochoty spowiadać się z tego grzechu. Zdumionych rodziców odesłał do podręcznika religii dla kl. VII, gdzie w rozdziale 38 wymyślono zapis, że obywatele winni być pokorni i posłuszni władzy państwowej, bo jest to miłe Panu Bogu. – „Czy oni już całkiem powariowali?!” – pyta zdumiony rodzic. – „Czy Kościół naprawdę uważa, że ludzie muszą podporządkować się każdej władzy, także dyktatorskiej? Czy nie tą metodą i ze wsparciem tamtejszego Kościoła Niemcy wyhodowali sobie hitleryzm? Czy domaganie się demokratycznych praw może być grzechem?

Czytam wpis zdenerwowanej matki. Wychowawczyni jej córki postanowiła zapisać hurtem całą klasę do Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej, który chlubi się swoją chrześcijańską proweniencją. Autorka postu przypomina, że szef tej organizacji hm. Grzegorz Nowik, składając kondolencje rodzinom dwóch dziewczynek, które zginęły na harcerskim obozie, wyraził równocześnie opinię, że ta „tragedia była częścią Bożego planu, którego nie potrafimy zrozumieć”. – „Czy wychowawczyni razem z harcmistrzem będą teraz wciskać mojej córce, że Pan Bóg wywołuje huragany po to, żeby zabijać dziewczynki na obozach?!” – pyta wkurzona internautka.

…w rozdziale 38 wymyślono zapis, że obywatele winni być pokorni i posłuszni władzy państwowej, bo jest to miłe Panu Bogu…

Przybywa pytań o skutki funkcjonowania rozmaitych przejawów wiary w życiu publicznym. Rodzice pytają, dlaczego o Janie Pawle II pisze się nawet w szkolnym podręczniku do muzyki (rzeczywiście, tej postaci poświęcony jest tam cały rozdział) i kpią, że niedługo na lekcjach matematyki uczyć będą wyciągania z Papieża pierwiastka trzeciego stopnia. Młodzież, uczęszczająca na religię, pyta: – „Jak to jest, że dziecku nieślubnemu odmawia się chrztu, bo jest „zrodzone z grzechu”, natomiast dziecko zgwałconej dwunastolatki jest „darem Bożym”? A małolaty z podstawówki rozwiązują zadanie z podręcznika do religii: sprawdź, ile dzieci na tym obrazku nosi medalik na szyi i dorysuj medalik tym, którzy go nie mają…

Po sukcesie wyborczym Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego w 1991 r. popularny był żart o zakonnicy, która wskakuje do tramwaju, okazuje legitymację zakonnicy i gromko ogłasza pasażerom: „Proszę przygotować medaliki do kontroli!”. Minęło wiele lat. Już niemal 30, od kiedy religia trafiła do szkół. Nie wprowadzono jej głównym wejściem przez bramę parlamentu, ale tylnymi drzwiami, instrukcją ministra edukacji. Znienacka zażądał tego Episkopat, bez konsultacji i uprzednich uzgodnień, a niechętny tej inicjatywie premier Mazowiecki ugiął się w końcu, bo rząd był wówczas słaby i potrzebował wsparcia Kościoła. Korzystając z tej sytuacji, Episkopat nie szczędził wysiłków, by nauczanie religii w szkołach znalazło późniejsze uzasadnienie w konkordacie, a potem ostateczne potwierdzenie w Konstytucji. Pamiętam dyskusję poprzedzającą decyzję ministra i argumenty zwolenników nowego przedmiotu szkolnego. Hierarchowie zapewniali, że rozdział Kościoła od państwa nie jest zagrożony, ponieważ MEN udostępnia jedynie pomieszczenia szkolne, a wynagrodzeń wypłacanych katechetom nie można utożsamiać z dotowaniem Kościoła. Podkreślali przy tym, że kwalifikacje nauczycieli religii będą wyższe niż innych nauczycieli… Zapewniano, że religia w szkole to tylko kwestia wygody dla rodziców i uczniów, w ogromnej większości katolików, a świeckość szkolnictwa absolutnie nie będzie naruszona. Obawy zdominowania rad pedagogicznych przez księży oraz marginalizacji innowierców i niewierzących zbywano uśmiechem politowania. Minęło niespełna 30 lat…

Ze wszystkich niemal szkół dochodzą informacje o krzyżach wieszanych na honorowych miejscach i w wielu klasach, nie tylko tam, gdzie uczy się religii. Znam państwowe placówki oświatowe, których dyrekcja organizuje wymarsze do kościoła na msze i rekolekcje – praktycznie obowiązkowe, pod nadzorem nauczycieli. Wiem o nauczycielu chemii wyznania protestanckiego, zwolnionym z pracy tak naprawdę za usunięcie krzyża ze swojej pracowni. Wiem o nauczycielach szykanowanych za protest przeciw obowiązkowym modlitwom zbiorowym, inaugurowanym przez proboszcza, zapraszanego do szkoły przy każdej okazji, albo i bez okazji. Wszyscy wiemy, że dla przeważającej części hierarchów Kościoła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest kapelą z piekła rodem. Dowiadujemy się właśnie, że bank Pekao, niedawno „zrepolonizowany” przez władze, nie będzie już wspierał Jurka Owsiaka, bo jak może istnieć narodowy projekt o masowym poparciu bez kontroli PiS?

…chodzić może o to, by pod żadnym pozorem nie dopuścić do oswajania, pracowicie kreowanego przez PiS i część hierarchów, strachu przed OBCYM ŚWIATEM…

W MEN rozważany jest zakaz organizowania zabaw i uczestnictwa młodzieży w maskaradach z okazji Halloween. Zwyczaj ten jest już wyklęty przez Kościół, przy czym podawane są dwie przyczyny owego ostracyzmu – jedna zabawniejsza od drugiej. Po pierwsze: to nie nasza tradycja, tylko – tfu! – zachodnia! Wraża, obca, czyli antypolska… A po drugie – nie wolno straszyć dzieci. To znaczy wolno straszyć na religii ogniem piekielnym i wieczystymi mękami, ale dynią z dziurkami już nie. Ciekawe, dlaczego dzieci tak bardzo się boją szkieletów namalowanych na okolicznościowych pelerynach, ale nie boją się śmierci z kosą ani diabła, którzy od wielu lat wędrują z kolędnikami od domu do domu. Odpowiedź jest prosta: Diabeł i Kosiarz – to postaci z polskiej turoniowej tradycji, a rozmaite maszkary są obce. OBCE!

Nic to, że psychologowie zapewniają o niezmiernie korzystnym oswajaniu dziecięcych strachów halloweenową zabawą. Bo tak naprawdę chodzić może o to, by pod żadnym pozorem nie dopuścić do oswajania, pracowicie kreowanego przez PiS i część hierarchów, strachu przed OBCYM ŚWIATEM, gdzie kościoły świecą pustkami, religię odsunięto daleko od świeckiej władzy nad społeczeństwem, a demokracji nie zagraża żaden prezes – despota ani pokracznie interpretowana ideologia.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Niesławny Święczkowski i jego żona to normalność bylejakości

Po co potrzebna PiS tzw. reforma sądownictwa? Albo inne reformy: edukacji, niedługo medialna? Nie tylko, aby spełniać wolę prezesa i jego wizje. Gdyby nie było Kaczyńskiego, na jego miejscu zjawiłby się inny Kaczor, może nawet o innych parametrach ideologiczno-mentalnych, ale który spełniałby wolę suwerena, a przynajmniej suweren sądziłby, że tę wolę spełnia.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym. I wcale nie chodzi o materię – czyli ekonomię wprost – ale o rzeczy o wiele subtelniejsze, które nazwać należy cywilizacyjnymi, a w życiu społeczno-politycznym – czynnikami demokratycznymi.

Demokracja to kohabitacja różnorodności w ramach procedur. Nauka trudna i bodaj dla Polaków dotychczas nieosiągalna. Po raz pierwszy w historii wydawało się, że Polska normalnieje, co w naszych warunkach można byłoby nazwać cudem.

Tym było 25 lat po roku 1989. To był cud. Ale cudów nie ma i Polska wróciła do swego miejsca, swego koryta, rynsztoku, do swojej bylejakości, kołtuństwa. Wyrwało nam się na nienormalność, zdaje się że to już mamy za sobą. Suweren jest jaki jest, elita zaś mamy nadal próżniacze, leniwe, po polsku bylejakie, nawet nie potrafią imitować tego, w czym inni są oryginalni.

Aby być oryginalnym, trzeba nauczyć się imitować, czyli posiąść wiedzę. Z tym też mamy problem. Po cudzie 25 lat, przyszła normalność w postaci PiS.

Czy potrafimy zdobyć się na kolejny cud, pokonać PiS i kreować elity nieleniwe, niekołtuńskie, a te wzięłyby się za suwerena i sprawiłyby mu solidną edukację, wychowanie, czyli pozytywistyczną pracę u podstaw? Gdy patrzę na opozycję to nie liczę na cud. Opozycja różni się od PiS i to zasadniczo, ale tak samo jest leniwa, kołtuńska, nie chce jej się wypracować zgody, która także jest kohabitacją w ramach opozycyjności.

Wyszedłem od pytania: po co PiS reforma sądownictwa? I proszę, jak na dłoni widać „po co” w przypadku małżeństwa Święczkowskich. Święczkowski to niesławna postać IV RP z lat 2005-2007, był szefem ABW i „wsławił się” tym, że Barbara Blida dokonała „samobójstwa”. Już wtedy było widać, że „samobójstwo” jest szyte grubymi nićmi i to rękami bynajmniej nie Blidy.

Święczkowskiego zobaczyłem w telewizorze, jak dukał przed komisją śledczą. Pytałem się, kto to zacz, który kompletnie nie nadaje się do czegokolwiek. Nie dlatego, że niekumatego udawał przed komisją. O, nie!

A dzisiaj ten ktoś „niesławny” jest prokuratorem krajowym. Jakie więc możemy mieć organa oskarżania, ścigania? Jakby tego było mało, żona Święczkowskiego została prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu. PiS-owi nawet brakuje partyjnych kadr, sięgają po rodziny.

Komusze „nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”. Ten nepotyzm nie jest przypadkowy, Polska po cudzie 25 lat, „normalnieje”. Obsuwa się na margines cywilizacji, a demokracja jest przeszkoadą, jest zbędna, bo trzeba w niej szanować kogoś o innych poglądach, procedury zaś przeszkadzają „racja jest po naszej stronie”.

Sprawiedliwość musi być po stronie PiS. Żona zastępcy Ziobry prezesem sądu w Sosnowcu

Jarosław Karpiński, 05 listopada 2017

Żona Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego została prezesem sądu rejonowego w Sosnowcu – poinformowali na Twitterze m.in. poseł PO Arkadiusz Myrcha oraz dziennikarka Ewa Ivanowa.

Oboje odsyłają na stronę sądu rejonowego w Sosnowcu. A tam rzeczywiście widnieje nazwisko prezes Małgorzaty Hencel-Święczkowskiej.

Komentujący tę informację w sieci nie kryją oburzenia. „Tak ma wyglądać sanacja sądownictwa w wydaniu PiS?” – pyta m.in dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz. „Do tego potrzebowali nowej ustawy, ich rodziny będą sądzić przeciwników. Teraz to samo chcą zrobić w #SN i #KRS.” – ocenił z kolei poseł PO Robert Kropiwnicki.

 

naTemat.pl

Sławomir Sierakowski: Imperium zła Kaczyńskiego i cała reszta

Sławomir Sierakowski: Imperium zła Kaczyńskiego i cała reszta

To, co się udało przez ostatnie 25 lat, jest naprawdę wyjątkiem, nawet na tle międzywojnia. Ostatnie takie wzbicie się do góry to już nawet nie było uchwalenie Konstytucji 3 Maja, bo wtedy było już za późno. Ale to był ruch egzekucyjny w połowie XVI wieku, który gdyby się udał, mogłoby nie być rozbiorów i upadku cywilizacyjnego Polski. Przez to powstał ten typ nacjonalistyczno-katolickiej świadomości, który nie pozwala nam się rozwijać, nawet gdy dobrze zaczniemy, jak po 1989 roku. Ja wiem, jak to brzmi, i że ludzie takie rozważania w dupie mają. Tylko że później przychodzi PRL i wtedy jest wielki żal i cierpienie, że jest bieda i zacofanie. Ale do walki garnie się niewielu. Dziś ci, co się wtedy garnęli, to nie był Jarosław Kaczyński, ani Stanisław Piotrowicz, ale Michnik, Borusewicz, Rulewski, którzy dziś są najbardziej lżeni. To jest chora zamiana ról – mówi w rozmowie z wiadomo.co Sławomir Sierakowski, publicysta, socjolog, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”. I dodaje: – Szkoda gadać. Trzeba działać.

JUSTYNA KOĆ: W jednym ze swoich ostatnich tekstów piszesz, że Polska może zapłacić najwyższą ceną za dyktaturę Kaczyńskiego. Jest aż tak źle?

SŁAWOMIR SIERAKOWSKI: W kontekście tego, co wychodzi na jaw, czyli powiązań Macierewicza, zresztą nie tylko jego, ale i całego jego otoczenia, bo to jest Kownacki, który był obserwatorem wyborów w Rosji, przecież to sekretarz stanu w polskim rządzie, i cały szereg innych podejrzanych figur, sporo tego, piszą o tym nie tylko polskie media, ale i zagraniczne. Możesz o tym poczytać w The Guardian czy Frankfurter Allgemeine Zeitung. Świadomie czy nie to jest realizowanie rosyjskiej polityki zagranicznej w Polsce, której pierwszy punkt brzmi: rozbijać jedność państw zachodnich i skłócać społeczeństwa. Rosja, jako taka, jest dużo słabsza od zintegrowanego Zachodu, ekonomicznie, infrastrukturalnie i technologicznie. Ma niewielu i raczej słabych sojuszników. Natomiast już 1:1 Rosja jest silniejsza od wielu państw i może swój potencjał militarny wykorzystywać.

Polska, która jest hamulcowym wszelkich procesów integracyjnych w Unii, kłóci się ze wszystkimi zachodnimi stolicami, de facto działa przeciwko własnemu interesowi gospodarczemu, wojskowemu i politycznemu. Trzeba być chorym na paranoję nacjonalistyczną, żeby tego nie wiedzieć.

Dlaczego Kaczyński pozwala na te kontakty Macierewicza?

Bo boi się odejścia Macierewicza i urwania jakiejś części wspólnego elektoratu. Może też tak być, że Macierewicz jest niezależny od Kaczyńskiego, czyli krótko mówiąc, coś na niego ma, przecież na polskiej prawicy politykę uprawiano od zawsze hakami, podsłuchami. To nie jest tajemnica, że oni bardziej siebie nawzajem podsłuchują niż nas. Ale dlaczego Macierewicz i jego otoczenie ma tyle powiązań z Rosją, to trudno skojarzyć z czymś innym niż z faktem, że Kreml wszędzie w Europie wspiera skrajną prawicę.

Powinniśmy stale pamiętać o tym, że 250 lat na 300 Polska była pod protektoratem lub w ogóle była częścią Rosji. Dlaczego te rosyjskie aspiracje miałyby się teraz zmienić? Nagle Rosja postanowiła zapomnieć o Polsce i realizować swoje wprost ujawniane ambicje imperialne z pominięciem Polski? I od razu brać się za wpływanie na wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych, Francji i Niemiec? A Polska na mapie ma być oazą niezależności w nagrodę za rozbiory.

Afera taśmowa, zorganizowana przez biznesmena, który winny jest 26 milionów dolarów rosyjskiej kompanii, która jest bardzo blisko Putina, to też zbieg okoliczności? I jeszcze jeden: podobne afery taśmowe wyeliminowały liberalnych polityków na Słowacji, na Węgrzech i każdy z tych krajów skręcił następnie w stronę Rosji. To jest trochę tak, jak u Piskorskiego: 138 razy z rzędu wygrać w ruletkę.

Zastanawiające, bo w opinii publicznej PiS jest partią antyrosyjską.

Orbán zanim zaczął dogadywać się z Putinem był jeszcze bardziej antyrosyjski. Dlaczego jedną z pierwszych decyzji Macierewicza był nocny najazd na centrum kontrwywiadu NATO, który właśnie służy przeciwdziałaniu infiltracji rosyjskiej? Też zbieg okoliczności?

Platforma Obywatelska powołała zespół, który bada powiązania Macierewicza. W przyszłości prace zespołu ma przejąć prokuratura. To dobry ruch?

Platforma reaguje z kilkunastotygodniowym opóźnieniem. Nie mam słów na to zachowanie opozycji. Porównajmy to z tym, jak zachowuje się w USA nie tylko demokratyczna opozycja, ale nawet Republikanie na ujawniane przez prasę fakty na temat uwikłania Trumpa i jego ludzi w związki z Rosją wokół wyborów.

A co z elektoratem Kaczyńskiego, gdyby ten zachował się jak Orbán i skręcił w stronę Rosji?

Być może elektorat Kaczyńskiego jest mu tak wierny, że pójdzie za nim choćby w ogień. Co innego politycy, być może niektórzy się opamiętają i zorientują się, co się dzieje, no, chyba że skala cynizmu u takich polityków jest tak duża, że pójdą w pacht Rosji za Kaczyńskim. Jeden obóz ma swoją prawdę, a reszta to fake newsy. I vice versa. Już prawie nie ma wspólnego mianownika, nawet w sprawie Rosji. Być może rzeczywiście wszystko w dzisiejszych czasach jest post-prawdą. Wtedy nie bardzo jest jak na drugą stronę wpływać, a fakty przestają odgrywać jakąkolwiek rolę.

Aby pokonać PiS, trzeba pogodzić się znacznie bardziej z nadrzędnością pragmatyki. Zniszczenia dokonywane przez Kaczyńskiego są tak wielkie, że nie sposób już mówić, że jest po prostu większe i mniejsze zło.

Jest imperium zła Kaczyńskiego, później wielka przepaść i zaczyna się normalny świat z kiepską Platformą i przyszłościową, ale jeszcze niewielką lewicą.

Dużo się mówi o rekonstrukcji rządu w listopadzie. Minister Radziwiłł, Waszczykowski i Jurgiel to prawie pewniaki do dymisji. Ale mówi się też o wymianie popularnej premier Beaty Szydło na Jarosława Kaczyńskiego. To realny scenariusz?

Może realny, ale to dla mnie bez znaczenia. To kosmetyka. Ośrodek władzy ani linia się od tego nie zmienią.

Wygląda na to, że PiS nic nie szkodzi, ani opieszałość przy pomocy po przejściu nawałnicy, ani protesty w sprawie sądów, nawet protest rezydentów rząd wytrzymał, wydaje się, bez szwanku, a rezydenci zdecydowali się zakończyć swój protest. PiS idzie po drugą kadencję?

PiS jest mocny słabością opozycji. Nie było opozycji, gdy pojawiła się sprawa Macierewicza, nie było, gdy protestowali rezydenci. Nie znamy realnego poparcia PiS-u, gdyby była opozycja reagująca z dobrze dobraną strategią. Ja nie wiem, jaka jest dziś strategia opozycji. Wtedy dopiero moglibyśmy poznać prawdziwe poparcie dla PiS. To jest jedno. Po drugie,

PiS kontroluje dwa najbardziej nośne tematy: sprawy socjalne i temat uchodźców. To są sprawy, które jednak na społeczeństwo działają mocno, może nawet nie w tym sensie, że aktywizują do poparcia, co blokują konkurencję. Ci, którzy dostają 500 Plus, na pewno zagłosują na PiS w momencie, kiedy poczują, że ktoś może im to odebrać.

To, co się dzieje teraz między prezydentem a rządem, będzie miało znaczenie dla poparcia dla PiS-u?

Na pewno. Negatywny scenariusz dla tego obozu to jest spór, albo przynajmniej szorstka przyjaźń między prezydentem a rządem czy Kaczyńskim. Wiemy, że Kaczyński jest pamiętliwy i nie przebacza, prędzej czy później będzie chciał pokonać Dudę, ale na razie był w stanie wykonać gest i przekonać go do jakiejś wersji, która będzie PiS odpowiadała, a jednocześnie symbolicznie pokaże też znaczenie prezydenta. Wszystko na to wskazuje. Tylko że tym razem będzie ciężko wyciągnąć ludzi na ulicę i PiS osiągnie to, co chciał. Przecież Kaczyński nie musi upokarzać Dudy, żeby podporządkować sobie sądy. Zresztą gdyby tamto ultimatum prezydenta sprzed ogłoszenia podwójnego weta zostało spełnione, to nic by się nie zmieniło w tym zagarnianiu sądów, jedyne co, to że trochę władzy przesunęłoby się z Ziobry na prezydenta.

Mówisz o „maleńkiej ustawie”, jak mówił wówczas prezydent. To też pokazywało, jaką ma pozycję w partii rządzącej.

Na razie prezydent nie może dogadać się z PiS. Kolejne spotkania prezydenta Dudy z Kaczyńskim nie przyniosły porozumienia. Do tego mamy pogłębiający spor z Macierewiczem – 11 listopada nie będzie nominacji generalskich.

Będzie rozłam?

Nie sądzę.

Kaczyński w jednym z wywiadów zaproponował, że odda politykę zagraniczną za sądy. Właściwie jako pierwszą powinien zaproponować obronność, mimo że Duda o tym nie ma pojęcia, bo to jeszcze mniej interesuje Kaczyńskiego niż polityka zagraniczna. I doraźnie ma mniejsze znaczenie. Ale ten Macierewicz z jakichś niejasnych powodów jest za silny.

A gdzie w tym wszystkim jest partia Kukiza? Wielu wieściło temu ugrupowaniu los Palikota.

Pewnie taki los ich czeka. Jednak dopiero 2 lata funkcjonują w życiu publicznym. Palikot po 2 latach też się świetnie trzymał. To jest partia bardzo podzielona, ze specyficznym liderem, więc też trudno z nią konstruować jakieś długie plany. Jednocześnie jej elektorat jest młodszy, trochę podobny do zwolenników Korwin-Mikkego. To jest trochę taki anarchokonserwatyzm w nowym wydaniu. Mieliśmy już takie nurty, ale wówczas raczej wśród inteligencji prawicowej.

Dziś już na prawicy pisowskiej żadnej inteligencji prawie nie ma. Po co Kaczyńskiemu inteligencja przy takiej polityce? Do zawracania mu głowy.

PiS wchłonie w końcu polityków Kukiza? Na razie mamy transfer w druga stronę, mówię o młodym pośle Łukaszu Rzepeckim.

Tam jest parę skrzydeł, więc to nie jest takie proste: są nacjonaliści, jest sam Kukiz, który może być wchłonięty, a następnego dnia może się pokłócić i obrazić. Trudno powiedzieć, to zależy w dużej mierze od sondaży. Jeżeli poparcie dla Kukiz ’15 mocno spadnie, to pewnie część pójdzie do PiS. PiS może też próbować ich przekupić: stanowiskami, pieniędzmi. Przecież historia sejmu po 1989 roku to jest historia przekupywania i transferowania posłów.

Gdy widzieliśmy się ostatnim razem, to był styczeń, powiedziałeś, że trudno ci uwierzyć w to, że likwidacja gimnazjów nie skończy się bałaganem. To może zachwiać poparciem dla PiS-u? Mamy koniec listopada, a sondaże dają PiS 40-proc. poparcie.

Tak, i dalej tak uważam. Zobaczymy, co będzie po roku, dwóch. Już widać, że jest bajzel, nie ma podręczników. Pamiętajmy, że Platformę załatwił wiek emerytalny, sześciolatki i afera taśmowa, plus oczywiście taka rozlazłość władzy po 8 latach rządzenia, już nie było tej motywacji, co wcześniej. Uwierzyli, że PiS jest niewybieralny. Moim zdaniem, to samo grozi PiS, tylko w jeszcze krótszym czasie.

Reforma edukacji dotyka większą część społeczeństwa niż ma styczność z sądami, a to jednak PiS-owska reforma sądów wyprowadziła ludzi na ulice. Dlaczego?

Tak, tylko też znajmy proporcje, nie społeczeństwo, tylko 200 tys. ludzi, to nie są liczby, którymi Kaczyński się przejmie. Na Dudę czy PiS głosowały grube miliony. To jest inny rząd wielkości. Kaczyński umie też to wykorzystać dla siebie. Pokazać palcem: o, proszę, wreszcie układ wyszedł na ulice, te łże-elity, o których wam zawsze mówił, zblatowane elity, które są winne wszystkich waszych nieszczęść. Zdobyliśmy władzę i wygoniliśmy ich na ulicę, żebyście mogli sobie na te elity popatrzeć. Tyle że te

sądy są naprawdę kluczowe dla ładu społeczno-politycznego, a także gospodarczego. Państwo, które zostanie skorumpowane, przestanie też być państwem atrakcyjnym dla inwestycji zagranicznych. W takim państwie dobrze się czują firmy rosyjskie, a nie niemieckie.

Myślisz, że ludzie zdają sobie z tego sprawę? Że dlatego wyszli protestować?

Wyszli z powodu arogancji władzy i jej zachłanności, a niekoniecznie tylko w obronie sądów. Jak już zobaczyli, że będzie można wywalać sędziów tuzinami, że wszystko staje na głowie, że prokurator generalny-minister sprawiedliwości wybiera sobie sędziów do SN, to jednak ich zszokowało. To nie w obawie o SN jako taki, tylko w sprzeciwie wobec takiej zachłanności polityki.

Polacy nie lubią, jak władza się zbytnio panoszy, ale generalnie są raczej pobłażliwi?

Raczej tak. Zresztą zobacz,

to, co było przez ostatnie 25 lat, było wyjątkiem, a nie standardem w polskiej historii nowożytnej. Dlatego nie powinniśmy być zaskoczeni, jak to się skończy. Polska na własną prośbę od drugiej połowy XVI wieku zaczęła się osuwać w przepaść, oczywiście w pewnym momencie pojawiły się państwa ościenne, żeby nam w tym pomóc, ale wszelakie reformy społeczno-ustrojowe były po krótkim okresie powodzenia stopowane.

To, co się udało przez ostatnie 25 lat, jest naprawdę wyjątkiem, nawet na tle międzywojnia. Ostatnie takie wzbicie się do góry to już nawet nie było uchwalenie Konstytucji 3 Maja, bo wtedy było już za późno. Ale to był ruch egzekucyjny w połowie XVI wieku, który gdyby się udał, mogłoby nie być rozbiorów i upadku cywilizacyjnego Polski. Przez to powstał ten typ nacjonalistyczno-katolickiej świadomości, który nie pozwala nam się rozwijać, nawet gdy dobrze zaczniemy, jak po 1989 roku. Ja wiem, jak to brzmi, i że ludzie takie rozważania w dupie mają. Tylko że później przychodzi PRL i wtedy jest wielki żal i cierpienie, że jest bieda i zacofanie. Ale do walki garnie się niewielu. Dziś ci, co się wtedy garnęli, to nie był Jarosław Kaczyński, ani Stanisław Piotrowicz, ale Michnik, Borusewicz, Rulewski, którzy dziś są najbardziej lżeni. To jest chora zamiana ról.

Czyli nie potrafimy żyć w demokracji? Liberalnej demokracji?

Słabo zakorzeniona jest u nas tradycja liberalna. Powstańczo-wojenna rzeczywistość sprzyjała ukształtowaniu tożsamość na takich zero-jedynkowych wyborach: albo z nami, albo przeciwko nam, albo wróg, albo przyjaciel, albo zdrajca, albo bohater. Tymczase

liberalizm polityczny to nie jest myślenie w kategoriach wróg albo nasz, ale to jest zaakceptowanie sytuacji, które są: to jest szacunek dla przeciwnika, to zupełnie inna logika funkcjonowania społecznego.

Inna sprawa, że nie pasujemy też do dyktatury, jednak mamy wystarczająco wolności we krwi. I dlatego tak się szarpiemy. Może za mało na demokrację liberalną, ale za dużo na życie w dyktaturze.

To skoro nie liberalna demokracja i nie dyktatura, to co?

Nie wiem, wydawało się, że udało się przekroczyć w kontekście geopolitycznym wiele historycznych barier. Nie mieliśmy w końcu agresorów po obu stronach. Został nam jeden i to jeszcze na glinianych nogach. Dziś polscy eksperci od wojskowości martwią się słabością, a nie siłą niemieckiej armii. Europa zaczęła się integrować, to wszystko stworzyło nam historyczną szansę. I wtedy na scenie pojawili się sami Polacy i… szkoda gadać. Trzeba działać!

wiadomo.co

Wojna Macierewicza i Kamińskiego, czyli PiS pęka?

Wojna Macierewicza i Kamińskiego, czyli PiS pęka?

W resortach siłowych obozu rządzącego pojawia się coraz więcej napięć. Zdaje się, że mamy do czynienia z walką o władzę, jaka toczy się między szefem MON Antonim Macierewiczem i koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim. PiS, które przez lata piętnowała „układ służb”, sama w krótkim czasie zdołała stworzyć aż dwa – twierdzi w ślad za „Wyborczą” portal WP.

Na czym polega istota konfliktu? Mariusz Kamiński chce połączyć ABW z Agencją Wywiadu, natomiast Antoni Macierewicz mówi „nie”. Przy tym, co istotne – Mariusz Kamiński cieszy się bezgranicznym zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego i nigdy go nie zawiódł. Właśnie dlatego ma wolną rękę i w służbach może robić co chce, powierzając główne funkcje w ABW oraz CBA „właściwym i odpowiednim” działaczom.

To nie wszystko. Kamiński przejął również Agencję Wywiadu, wymieniając płk. Grzegorza Małeckiego na Piotra Krawczyka. I chce zostać ministrem ochrony państwa. W jaki sposób? Kamiński planuje połączyć ABW właśnie z Agencją Wywiadu, tworząc nową „specsłużbę”. Oprócz tego rozdaje pracę w spółkach skarbu państwa. Na „giełdzie” padają nazwiska „ludzi Kamińskiego”: Grzegorz Postek, Aleksander Awdziejczyk, Zbigniew Lasek, Mirosław Gładysz i Tomasz Cichoń.

Szefujący obozowi po drugiej stronie barykady Antoni Macierewicz nie chce oddać w ręce Kamińskiego SKW i SWW. Dysponuje siatką bardziej wprawdzie rozbudowaną od grupy Kamińskiego, ale niejednolitą. Chodzi o wpływy szefa MON w służbach, wojsku oraz w strategicznych instytucjach państwa. SKW zaś jest oczkiem w głowie Macierewicza, bo to jego dzieło. Do obozu Macierewicza należą Piotr Naimski, Sławomir Cenckiewicz, Piotr Bączek oraz Piotr Woyciechowski.

Jednak notowania Macierewicza spadają. Problemy szefa MON zaczęły się po głośnych dymisjach w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Sytuacja robi się wiec mocno dynamiczna. Wystarczy, że SKW trafi w ręce Kamińskiego, a wówczas zacznie się upadek szefa MON. Może okazać się zbędny dla PiS-owskiej nomenklatury? Inna sprawa, że Kaczyński, zadeklarowany zwolennik działań typu „dziel i rządź” pewnie na to nie pozwoli…

koduj24.pl

Sprawdziliśmy autorów pochwalnych wpisów pod tweetami . Tak jak przewidywał , to ich pierwsze dni w pracy 😁

 

6-go listopada ulicami Warszawy przejdzie marsz pod hasłem ”Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”. To nawiązanie do listu Piotra Szczęsnego, który 19 października dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury i Nauki. Czy tragicznie zmarły mężczyzna stanie się symbolem?

„Bądźmy pod PKiN wszyscy. Bez logo, bez flag, ubrani w szarość i czerń.” – apelują organizatorzy marszu. – „Jak dziś nie spróbujemy być razem, to nie tylko nie uszanujemy tej śmierci, ale pokażemy swoją małość. Zróbmy wszystko, aby czyn Zwykłego Szarego Człowieka nie został zapomniany. Niech każdy robi to, co może, ale nie walczmy ze sobą, nie występujmy przeciwko sobie. Bądźmy razem. Na początek zróbmy razem coś prostego – opowiedzmy naszym współobywatelom o tym, co się darzyło na Placu Defilad 19 października tego roku. Nie bójmy się mówić o tym – Zwykły Szary Człowiek wzywał nas „Nie czekajcie dłużej!”. Zostawmy w domu flagi, znaczki, transparenty, emblematy przynależności do partii i organizacji. Wreszcie zróbmy coś wspólnie!”

O komentarz poprosiliśmy polityków.

– To jest tragedia ludzka i niechciałbym tego w żaden sposób politycznie wykorzystywać, chociaż jest to silny głos sprzeciwu wobec tego co dzisiaj w Polsce się dzieje – powiedział Mirosłach Suchoń z Nowoczesnej.

W podobnym tonie mówił rzecznik Polskiego Stronnictwa Ludowego, Jakub Stefaniak: – Mam mieszane uczucia co do tego, by z ludzkiej tragedii, tragedii rodziny robić politykę – stwierdził. – Czy robi się to z tragedią smoleńską (…), czy z innymi takimi przypadkami, to ta granica jest bardzo delikatna i mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał jej przekroczyć.

– Powinniśmy pamiętać o człowieku, który w dobrych intencjach, dla zauważenia problemu, postanowił oddać swoje życie – ocenił Marek Jakubiak z ruchu Kukiz’15.

– Życie ludzkie jest bezcenne – uważa Cezary Tomczyk z Platformy Obywatelskiej i stwierdza, że w kategoriach symbolicznych śmierć Piotra Szczęsnego będzie bardzo istotna. – Apelowałbym do polityków PiSu by nie wykorzystywali tej sprawy politycznie, tak jak robi to minister Mariusz Błaszczak – odniósł się na koniec do wypowiedzi do słów szefa MSW, który stwierdził, że Piotr Szczęsny „to ofiara propagandy totalnej opozycji”.

– Od początku tej tragedii powtarzałem: mam nadzieję, że ta sprawa przez nikogo nie będzie wyorzysywana co celów politycznych – zarzeka się Jan Maria Jackowski z Prawa i Sprawiedliwość i dodaje ze mustkiem: – Jak widać, moje nadzieje okazały się płonne.

http://mamzdanie.radiozet.pl/tematy/bedzie-marsz-milczenia-czy-piotr-szczesny-stanie-sie-symbolem-zlej-zmiany

„Gdyby Lech Kaczyński żył, to żadne z tych szaleństw, które PiS wyprawia nie byłoby możliwe”. Kasprzak w programie „Skandaliści”

– Wszystkie te fundamentalne, ustrojowe „PiS-owskie” reformy są wprost zaprzeczeniem słów wielokrotnie rejestrowanych, wypowiedzianych przez Lecha Kaczyńskiego – powiedział w programie „Skandaliści” lider Obywateli RP Paweł Kasprzak.

Kontrmiesięcznice smoleńskie to akcja zainicjowana i prowadzona przez Obywateli RP od 10 marca 2016 roku, znana również jako „protest białych róż”. Wymierzona jest przeciw organizowanym przez PiS miesięcznicom smoleńskim, trwającym nieprzerwanie od 2010 roku.

„Jak minispódniczka gwałciciela”

Prowadząca program Agnieszka Gozdyra zwróciła uwagę na to, że Obywatele RP swoją obecnością na Krakowskim Przedmieściu i swoimi transparentami z wizerunkiem Lecha Kaczyńskiego prowokują prezesa PiS.

– Prowokuję tak samo, jak minispódniczka prowokuje gwałciciela, bandytę – stwierdził Kasprzak.

– Tam jest napisane na tym transparencie, który trzymaliśmy w milczeniu dotąd (podczas kontrmanifestacji-red.), że Trybunał Konstytucyjny jest niezbędnym elementem polskiej demokracji. To jest cytat z Lecha Kaczyńskiego, którego pamięć rzekomo czci jego brat – dodał.

„Zaprzeczenie słów”

Kasprzak stwierdził, że Kaczyński „cynicznie łże twierdząc, że czci pamięć brata, patrioty i realizuje jego testament”. – Wszystkie te fundamentalne, ustrojowe „PiS-owskie” reformy są wprost zaprzeczeniem słów wielokrotnie rejestrowanych, wypowiedzianych przez Lecha Kaczyńskiego – dodał.

– Gdyby Lech Kaczyński żył, to żadne z tych szaleństw, które dzisiaj PiS wyprawia i które wyprawia Jarosław Kaczyński nie byłoby możliwe i jestem o tym gość głęboko przekonany – powiedział lider Obywateli RP.

Znak pokoju z politykami obozu władzy

Kasprzak przyznał także, że „miesiąc w miesiąc” chodzi na poranne msze smoleńskie, na których obecni są również politycy rządu. Lider Obywateli RP powiedział, że w trakcie nabożeństwa rządzący podchodzą do niego, by przekazać znak pokoju.

– Nie mam cienia wątpliwości, że to jest szczery znak pokoju i taki, który nie znosi różnic, nie znosi niechęci wzajemnej – powiedział.

– On jest po to, żeby przeprosić za swoje przewinienia bliźnich i uzyskać przebaczenie od  bliźnich i im też wybaczyć, taki jest liturgiczny sens tego gestu. On tam jest respektowany – dodał.

Wszystkie odcinki „Skandalistów” można obejrzeć w zakładce Nasze Programy.

Polsat News

Całkiem dobrym pomysł z Ziobro jako kapo. Gdzie w Auschwitz ten kapo umieściłby areszt wydobywczy?

Tam gdzie myślę?

 

Rząd ani prawy, ani sprawiedliwy. Nawet ‚i’ nie pasuje”

Rzeczpospolita, 04.11.2017

© Fotorzepa, Jerzy Dudek

To, czy na czele rządu PiS będzie stał Jarosław Kaczyński, czy Beata Szydło, jest obojętne dla Polski i Polaków – przekonywała w TVN24 posłanka PO Monika Wielichowska.

Wielichowska odniosła się do wypowiedzi wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, który przed kilkoma dniami stwierdził, że Beata Szydło prawdopodobnie pozostanie premierem. Wcześniej media spekulowała, że w ramach rekonstrukcji Szydło na stanowisku premiera zmieni Jarosław Kaczyński.

Zdaniem posłanki PO nawet, jeśli Kaczyński nie obejmie fotela szefa rządu, i tak będzie z „tylnego siedzenia” rządził krajem. – Premier wykonuje polecenia (Kaczyńskiego), tak jak i jej ministrowie – oceniła.

– To jest zły rząd. Wyprowadza nas z UE, depcze konstytucję, to jest rząd do zmiany. Ani oni prawi, ani sprawiedliwi. Nawet spójnik „i” jest niewłaściwy – bo rząd PiS zamiast łączyć dzieli Polki i Polaków – kpiła Wielichowska.

Jej zdaniem wymiana ministrów w rządzie może doprowadzić do sytuacji, w której będzie „tylko gorzej”. – Za wszystkim stoi Kaczyński, który nie odpowiada za nic – podsumowała.

Posłanka PO najgorzej ocenia ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, który – jej zdaniem – nie potrafił poradzić sobie z kryzysem związanym z protestem głodowym lekarzy-rezydentów, którzy domagali się zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat.

– Radziwiłł jest ministrem zdrowia, powinien stanąć po stronie młodych lekarzy – oceniła.

Do rekonstrukcji rządu ma dojść w połowie listopada.

msn.pl

„Pijałem tanie wina, z rzadka paliłem zioło”. Trzaskowski postanowił wyręczyć hejterów

Dziennik.pl, 05.11.2017

Rafał Trzaskowski© pap.pl Rafał Trzaskowski

 

Ułatwijmy wszystkim PiSowskim hajterom pracę. Zlustruje się dla Was sam…- takimi słowami zaczyna się wpis Rafała Trzaskowskiego z PO zamieszczony na Facebooku. Odpowiada w ten sposób tym, którzy po ogłoszeniu jego kandydatury na prezydenta Warszawy, wpisują negatywne komentarze na jego temat.

W zamieszczonym w piątek na Facebooku długim wpisie Rafał Trzaskowski sam przypomina hejterom za co go nienawidzić. Kandydat na prezydenta z ramienia PO pisze nie tylko o swoim pochodzeniu, ale również o rodzinie. Przyznaje też, że zdarzało mu się stać pod kamienicą i palić marihuanę.

Polityczne winy znacie. Czas na prywatne. Nazywam się Rafał Trzaskowski. Pra-pra dziad i dziad służyli pod obcym dowództwem – Napoleona i Cesarza Józefa (co przesądza o moich powiązaniach z obcymi mocarstwami). Pradziad zrzucił habit Jezuity (zaprzaniec jeden) i zakładał pierwsze żeńskie gimnazja w Galicji (czyli, umówmy się, był dziewiętnastowiecznym genderowcem). Jego stryj w powstaniu listopadowym, jako podchorąży, atakował Belweder (nieudacznik – wypuścił z rąk Wielkiego Księcia – przypadek?). Brat pradziada zginął w powstaniu styczniowym. Dziadek był w sędziowskiej klice. Ojciec grał niepolską muzykę – muzykę dżazowską, w którą często wplatał motywy polskiej muzyki ludowej (jawna profanacja), jeździł też po świecie – często, przyznaję, do Niemiec, gdzie, o zgrozo, miał przyjaciół” – czytamy.

Trzaskowski zdradza, że ojciec przyjaźnił się z „najgorszym, artystycznym sortem” jak Hłasko i Tyrmand, a dziadek ze strony matki był hipsterskim antykwariuszem, babcia natomiast kochała Piłsudskiego i nauczyła go, że „Marszałek był tylko jeden”. Kandydat na prezydenta Warszawy pisze też o swoim dzieciństwie i młodości. Tu puszcza oko w stronę Patryka Jakiego i wspomina, że też stał pod kamienicą a w młodości przeklinał, pijał tanie wina i z rzadka palił zioło oraz bywał „niegrzeczny”.

https://www.facebook.com

Parę słów we wpisie poświęca także swoim przyjaciołom. „Kumplowałem się z dzieciakami opozycjonistów (ach – Gosia Wende), ale z paru resortowcami też (mój przyjaciel Lech Dobroczyński, jest wnukiem Kliszki). Od dziecka przyjaźnie się z Michałem Żebrowskim (przepraszam)„.

Przyznaje również, że w pierwszych wyborach, w jakich głosował oddał głos na Lecha Wałęsę, a na stypendiach był za pieniądze amerykańskie, polskie i unijne. „Na Oxfordzie byłem na stypendium (tamdaradam!) SOROSA„. Zdradza też, że jego średnio grzecznej córce nie podoba się ani Kaczyński, ani Putin, a 8-letni syn nie chce chodzić na religię. „Gówniarz woli pływać” – pisze.

msn.pl

Szefowa rządu oddała się do dyspozycji prezesa PiS

Beata Szydło oddała się do dyspozycji Jarosława Kaczyńskiego. Przekazała mu, że, jeśli zapadnie decyzja o zmianie premiera, to ona poda się dymisji i nie będzie trzeba jej odwoływać – dowiedział się „Newsweek”. Szefowa rządu wydaje się pogodzona z losem. Kalendarz ma ułożony tylko do końca listopada.

– Prezes jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, ale jest jej bardzo bliski. Szydło ma dziś z nim ograniczony kontakt. Spotykają się rzadko i rozmawiają zdawkowo. Tematu rekonstrukcji unikają, Jarosław trzyma ją w niepewności, jeszcze niczego jej nie zapowiedział – mówi polityk zbliżony do partyjnej centrali na Nowogrodzkiej. Rozmówca z otoczenia szefowej rządu dodaje: – Mimo to Beata przez pośredników przekazała prezesowi, że oddaje się do jego dyspozycji. W razie decyzji o zmianie premiera sama poda się do dymisji, nie trzeba będzie jej odwoływać. Wygląda, że jest pogodzona z losem.

Z naszych ustaleń wynika, że Szydło walczy na o dotrwanie do 16 listopada, czyli drugiej rocznicy swojego zaprzysiężenia. – Dokonanie podsumowania tego dwulecia na pewno ją wzmocni. Wystąpi na konferencji, wykaże swoje osiągnięcia, zbierze pochwały od polityków PiS. Czy to ja uratuje przed dymisją? Nie, ale też nie zaszkodzi – twierdzi rozmówca „Newsweeka”.

W PiS mówi się, że Jarosław Kaczyński będzie gotowy do objęcia sterów rządu dopiero na początku grudnia. Prezes najpierw chce przypieczętować porozumienie z prezydentem i doprowadzić do uchwalenia reformy sądownictwa. Polityk z Nowogrodzkiej: –  Jarosław pozwoli pani premier podsumować dwulecie. 16 listopada jest zresztą datą kluczową. Jeżeli Szydło dokona zmian w ministerstwach, to będzie sygnał, że prezes zmienił zdanie i zrezygnował z premierostwa. A jeśli nie dokona, to znaczy, że przebudowa rządu czeka na Jarosława.

Politycy z otoczenia szefowej rządu nastawiają się dziś na ten drugi wariant. Przyznają, że pani premier ma na razie ułożony kalendarz tylko do końca listopada. W drugiej połowie miesiąca ma przyjąć w Warszawie ostatniego zagranicznego gościa.

newsweek.pl

 

Waszczykowski i Macierewicz idą „na Berlin”. Pytanie brzmi: po co?

Politycy PiS ostro zareagowali na słowa nimieckiej minister Ursuli von der Leyen. Najśmieszniejsze, że kiedy posłuchać całości wywiadu, okazuje się że minister broniła Polski.

„Niemcy za interwencją w Polsce!” – zawrzało wśród prawicowych mediów.

Kacper Pempel/Reuters

„Niemcy za interwencją w Polsce!” – zawrzało wśród prawicowych mediów.

Antoni Macierewicz walczy o swoją pozycję w rządzie wykorzystując wyrwany z kontekstu cytat swej niemieckiej odpowiedniczki. Jeśli przeholuje, do głosu w Berlinie mogą dojść więksi krytycy PiS niż Ursula von der Leyen.

Czwartkowy program na kanale drugim (ZDF) dotyczył podziałów i separatyzmów w Europie (Katalonii, Brexitu) oraz nieporozumień narastających między Zachodem a Wschodem kontynentu. Poza minister obrony gośćmi doświadczonej dziennikarki Maybrit Illner byli prawdopodobny przyszły szef dyplomacji, lider FDP Christian Lindner i Cem Ozdemir z partii Zielonych też typowany do wysokiej pozycji w polityce zagranicznej. Obok słynny himalaista, eurodeputowany Reinhold Messner sam pochodzący z Południowego Tyrolu, regionu przejawiającego niepodległościowe sympatie i historyk Heinrich Winkler, autor książki „Pęknięcie Zachodu” o narastającym rozdźwięku między USA a Europą. W sumie godzina politycznej publicystyki na poziomie u nas niespotykanym, a która tam co tydzień leci w telewizji publicznej.

W krytyce rządów w Warszawie i Budapeszcie najsilniejszy głos należał do historyka Winklera, który powiedział wręcz, że Europa powinna zadbać o to by Polska i Węgry „cofnęły się z niebezpiecznej drogi nacjonalizmu i niszczenia państwa prawa”. Zaskakująco dość (bo u nas uchodziłby przecież za lewaka) Cem Ozdemir stwierdził, że przecież Wschodnia Europa nie była pierwsza, że był Berlusconi oraz skrajna prawica w Austrii. Lindner był ostrzejszy: „nie możemy pozwolić, by tempo integracji określali ci, którzy z Europą nie chcą mieć nic wspólnego”. Jeśli zostanie szefem dyplomacji, język będzie musiał złagodzić, choć poglądów pewnie nie zmieni.

Co powiedziała Ursula von der Leyen?

W pewnym momencie gospodyni programu spytała czy kraje wschodniej Europy w ogóle jeszcze mają poczucie przynależności do Europy Zachodniej, czy wystarczy im bycie w NATO, które walczy z Putinem. Pani minister zaczęła od obrony regionu! Mówiła, że jeśli weźmie się pod uwagę ile wzięły na siebie kraje bałtyckie, żeby wejść do Unii Europejskiej, przyjąć kryteria wprowadzenia euro oraz jaką rolę odegrała Polska, a w Polsce Solidarność, to nie należy tak pochopnie wytaczać przeciwko nim dział. Chwaliła program Erasmus, przyznała że jej dzieci były w Polsce na studenckiej wymianie, kiedy rządy zaczęło PiS.

I wtedy padło to zdanie: „ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce, to należy wspierać”. Dodała, że rolą Europy (w domyśle i Niemiec, choć kontekst był europejski) jest dyskusja z Polską i Węgrami by Europa stawała się coraz silniejsza. Na koniec sprzeciwiła się wizji Lindnera, by podążać naprzód w małych grupkach, nie oglądając się na Budapeszt czy Warszawę. „Może nie powinniśmy hamować ważnych kroków naprzód, ale walka o jedność jest wartością” – zakończyła pani minister.

Jak na słowa niemieckiej minister zareagował PiS?

„Niemcy za interwencją w Polsce!” – zawrzało wśród prawicowych mediów. W internecie pojawiły się memy z czołgami i dyskusje o przeszłości pani minister, która za chwilę zapewne pozna dziadka w Wehrmachcie albo nawet SS. Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski gromi Niemcy w TVP Info za ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski, a szef MON Antoni Macierewicz wzywa na dywanik attache obrony Niemiec. Wygląda to już na pojedynek nasz, polski, wewnętrzny, kto ostrzej zareaguje, kto wyżej uniesie urażony honor.

Ktokolwiek jednak spokojnie obejrzy program ZDF i wsłucha się w kontekst zrozumie, że o żadnym nawoływaniu do wspierania rebelii przeciw rządowi nie było w nim mowy. Z drugiej strony dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że obecne rządy w Warszawie i Budapeszcie nie należą do faworytów Berlina, a po wyborach – kiedy nową koalicję w Niemczech zapewne stworzą wraz z CDU/CSU partie mocno występujące w obronie wartości europejskich i demokratycznych – retoryka może ulec zaostrzeniu. Jednak to nie Ursula von der Leyen, jeśli oczywiście zachowa stanowisko minister obrony, będzie „na froncie” tej walki.

Macierewicz i Waszczykowski ostro reagują na słowa von der Leyen

Front na razie jest zresztą polsko-polski, a walka idzie o to kto wyjdzie wzmocniony z oddalającej się rekonstrukcji rządu. Jeśli słowa von der Leyen uznać za atak (choć można tak uznać tylko nie znając ich kontekstu) trzeba się bronić, a najlepiej kontratakować. Najlepiej by wypaść na tego, kto dobrego imienia Polski broni mocniej. Zagrożony Waszczykowski i wyraźnie tracący pozycję nietykalnego Macierewicz idą więc „na Berlin”, ścigając się kto pierwszy zatknie flagę na Bramie Brandenburskiej.

Ale szef dyplomacji ograniczył się do telefonicznej rozmowy z ambasadorem Rolfem Nikelem i zrezygnował z eskalacji. „Mamy nadzieję, że jest to po prostu lapsus językowy, jaki zdarzać się może politykom. Damy szansę wycofania się z tych słów bez tworzenia jakiegoś incydentu dyplomatycznego” – zdawał się łagodzić ton Waszczykowski.

Antoni Macierewicz poszedł dalej i polecił szefowi wojskowej dyplomacji płkowi Tomaszowi Kowalikowi wezwanie (formalnie sformułowane jako zaproszenie) na rozmowę niemieckiego attache obrony, pułkownika Andreasa Meistera. Wojskowy ten pełni misję w Warszawie od stosunkowo niedawna, około rok temu zastąpił Joachima Franke. I będzie to dla niego najostrzejsze do tej pory zderzenie z polityczną rzeczywistością. Pułkownik stawi się w Departamencie Wojskowych Spraw Zagranicznych w poniedziałek. W komunikacie MON podaje, że celem rozmowy będzie złożenie wyjaśnień w sprawie wypowiedzi pani minister.

Ambasada Niemiec mówi nieoficjalnie o „wyrwaniu z kontekstu pojawiających się w mediach społecznościowych cytatów z programu” i podkreśla, że pani minister występowała w obronie Polski i innych krajów regionu przed bardziej krytycznymi dyskutantami.

Zresztą dla każdego kto audycję obejrzał i zrozumiał, jest to oczywiste. Ale w Polsce propagandowa maszyna już ruszyła i trudno będzie ją zatrzymać. Chwalone dotychczas przez samego Macierewicza związki Polski i Niemiec w polityce obronnej mogą poważnie ucierpieć. Berlin aktywnie wspierał wschodnią flankę NATO, a minister Ursula von der Leyen wiele osobiście zrobiła, by pobudzić świadomość obronną Niemiec. To jej dziełem jest nowy plan modernizacji czy decyzja o powiększeniu sił pancernych. Teraz znalazła się na celowniku Warszawy i może żałuje, że inaczej nie sformułowała swej myśli w programie ZDF.

Ale jeśli to Polska przeholuje z krytyką Berlina, umiarkowany głos von der Leyen w niemieckiej polityce może okazać się słabszy od bardziej radykalnych krytyków „nieliberalnej demokracji”. W sytuacji, gdy Niemcy wraz z Francją i całą Unią pracują nad nowym ułożeniem relacji z NATO i USA, skończyć się to może dla Polski tylko źle.

polityka.pl

%d blogerów lubi to: