Pupile Ziobry z Prokuratury Krajowej nieźle zarabiają

27 maja 2017

Za przyglądanie się zarobkom ludzi piastujących najwyższe stanowiska w Prokuraturze Krajowej dziennikarze… mogą być ukarani pieniężnie! Może dlatego, że PK jest dziś najlepiej opłacaną instytucją centralną w Polsce. Jej szefowie mają pensje większe o połowę od prezydenta i prawie dwa razy większe od premiera, a do tego dodatki i nagrody.

Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski – jak ustalił Wojciech Czuchnowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej” – zarabia (dane za listopad 2016 r.) 26 175 zł brutto. Do tego ma 2,7 tys. zł ryczałtu mieszkaniowego. Mniejsze o ok. 1 tys. zł wynagrodzenia mają jego zastępcy: Robert Hernand, Krzysztof Sierak, Waldemar Puławski i Agata Gałuszka-Górska. Jeszcze więcej niż Święczkowski pobiera Marek Pasionek, szef zespołu zajmującego się śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej (jest to 29 150 zł; a różnica wynika z tego, że Pasionek ma najdłuższy staż pracy). Dla porównania: premier Beata Szydło zarabia 15 tys. zł brutto plus dodatki. Prezydent Andrzej Duda – nieco ponad 20 tys. zł. Ministrowie – po 12,5 tys. zł, a posłowie – 13 tys. zł.

Zarobki zbliżone do tych w Prokuraturze Krajowej mają sędziowie Sądu Najwyższego, ale nie mogą korzystać z dodatków mieszkaniowych. Tymczasem to właśnie ryczałt mieszkaniowy oraz „dodatek specjalny” decydują o osiąganiu tak wysokiego pułapu dochodów przez prokuratorów krajowych. W listopadzie 2016 r. ryczałt wynosił ok. 3 tys. zł. Jego przyznanie jest możliwe dzięki zmienionej przez PiS ustawie o prokuraturze. Szefowie PK otrzymują go „ze względu na charakter pracy i zakres wykonywanych zadań”. Daje to prokuratorom PK delegowanym spoza Warszawy prawo do zwrotu kosztów wynajmu mieszkania w stolicy. Z siedmioosobowego szefostwa PK dodatki takie pobierają cztery osoby (Święczkowski, Sierak, Hernand i Pasionek), a w całej Prokuraturze Krajowej – 29 osób. Oprócz pensji i dodatków szefowie PK dostają też nagrody roczne. W 2016 r. „za wzorowe i sumienne wykonywanie zadań służbowych” Święczkowski, Hernand, Pasionek i Sierak otrzymali po 15 tys. zł, a Agata Gałuszka-Górska – 14 tys. zł.

Przypomnijmy: Prokuraturę Krajową reaktywował w 2015 r. Zbigniew Ziobro, tuż po objęciu funkcji ministra sprawiedliwości i zlikwidowaniu niezależnego od rządu urzędu prokuratora generalnego, które to stanowisko objął sam, łącząc je z ministrowaniem w resorcie sprawiedliwości. Na czele PK stanął Święczkowski, jeden z najbliższych współpracowników Ziobry, szef ABW w latach 2006-07. Za rządów PO-PSL nie pracował i pobierał wysoką (13 tys. zł) emeryturę, którą zawdzięczał Ziobrze. Ten bowiem, jesienią 2007 r., kiedy było już wiadomo, że PiS przegrał wybory, przywrócił go do PK rozwiązanej później przez PO. W 2016 r. – po reaktywacji PK – na zastępców Święczkowski dobrał sobie w większości prokuratorów związanych kiedyś z Ziobrą.

Wróćmy do dziennikarzy, którzy „ruszają temat”. 4 maja Ewa Ivanova na łamach portalu PolskaMowi.pl podzieliła się wątpliwościami, czy pobieranie tego dodatku przez prokuratorów, którzy na stałe wykonują obowiązki w PK, nie jest nadużyciem. W odpowiedzi wydział prezydialny kierowanej przez Święczkowskiego prokuratury zagroził dziennikarce nakazem wpłaty 60 tys. zł (!) na cele społeczne. Poza tym zażądał od niej i szefostwa portalu publikacji przeprosin z powodu „naruszenia dóbr osobistych” PK. Dziennikarce zarzucono, że w przeszłości w publikacjach „dotkliwie” i „wielokrotnie narażała na uszczerbek dobra osobiste PK”. Tekst został usunięty z portalu. Ivanova sprawę nazywa po imieniu: to jej zdaniem „tłumienie krytyki prasowej”, czyli przestępstwo z art. 44 prawa prasowego, przypomina dziennikarka na Twitterze. Ostatnio podobne wezwanie do zapłaty w wysokości 60 tys. zł za krytyczne teksty na temat PK otrzymał Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

koduj24.pl

SOBOTA, 27 MAJA 2017

STAN GRY: Terlikowski przypomina PiS o obronie życia, Kowal: Ucho Prezesa ważne politycznie, GW: Kurski zrobił z siebie w PiS ofiarę spisku

— 300LIVE: Im bliżej przesłuchania Tusków, tym będzie więcej na nią ataków- uważa Wassermann, Wassermann także o Nowaku i kandydacie na prezydenta Krakowa, polityczny plan soboty: http://300polityka.pl/live/2017/05/27/

PIS MUSI PAMIĘTAĆ, ŻE WŚRÓD JEGO ZWOLENNIKÓW JEST WIELU OBROŃCÓW ŻYCIA – Tomasz Terlikowski w GPC: “Teraz trzeba tylko trzymać palce na paciorkach różańca i modlić się, by władza nie ustąpiła przed histerią feministek i wykazała się w tej sprawie taką samą twardością jak w wielu innych. „Czarnomarszyści” będą dymili, ale tu nie wolno ustąpić, szczególnie że PiS musi pamiętać o tym, iż wśród jego zwolenników jest wielu obrońców życia. A pomijanie ważnych dla nich postulatów jest niezmiernie ryzykowne”. http://gpcodziennie.pl/64501-tomaszpterlikowski.html

INTERNAUCI OCZAROWANI POLSKĄ PREMIER – TYTUŁ W GPC.

GWIAZDY PIS TEŻ ROBIŁY KARIERĘ W PRL – Fakt o Wolskim, Rosiewiczu, Pietrzaku.

OPOZYCJA KŁAMAŁA WS CARACALI – jedynka GPC. http://gpcodziennie.pl/64494-opozycjaklamalawscaracali.html

500 PLUS JEST NA KREDYT – Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim w GW: “Program 500+ jest niesprawiedliwy i jest na kredyt. W naszym wszystkie dzieci (od pierwszego) są objęte świadczeniem i prawie wszyscy – poza najbogatszymi – aktywni zawodowo. Z zasiłków powinni korzystać głównie ci, którzy nie mogą pracować. Na przykład niepełnosprawni czy ich opiekunowie. Chcemy promować w społeczeństwie aktywność, a nie życie na zasiłku”.

BĘDZIEMY MIELI KOBIETY Z GŁODOWYMI EMERYTURAMI – Katarzyna Lubnauer w GW: “Będziemy mieli kiedyś dużą grupę kobiet z głodowymi emeryturami, które będą korzystały z pomocy społecznej. I paradoksalnie nie przybędzie nam też dzieci, bo badania europejskie pokazują związek między możliwością łączenia pracy zawodowej z wychowaniem dzieci a dzietnością”.

KAŻDY, WYCHODZĄC OD LEKARZA POWINIEN DOSTAWAĆ RACHUNEK, NIE PŁACĄC ZA NIEGO – Lubnauer: “Gdyby każdy z nas, wychodząc od lekarza, dostawał rachunek – nie płacąc za niego – w którym byłoby określone, jakie procedury wobec niego zostały zastosowane, jaki jest ich koszt, to każdy by widział, że państwo rzeczywiście o niego dba. Że te składki, które płaci, idą na konkretny cel. Jawność, transparentność są kluczem do funkcjonowania dobrego państwa. I zaufania do niego”.

LUBNAUER O WPŁYWIE LOBBYSTÓW – mówi Tomaszowi Kwaśniewskiemu w GW: “Kluby i posłowie dostają minimalne pieniądze na obsługę prawną, korzystają więc w dużym stopniu z wolontariuszy. A to z kolei rodzi takie kwiatki jak ustawy pisane przez lobbystów – tak mogło wyglądać pisanie przez PiS ustawy o aptekach”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21869497,katarzyna-lubnauer-wyzsze-podatki-nie-maja-sensu-musimy-sie.html

KURSKI ROZGRYZŁ KACZYŃSKIEGO, PRZEDSTAWIŁ MU SIEBIE JAKO OFIARĘ SPISKU – Agnieszka Kublik w GW: “Jeszcze w poniedziałek z rana w PiS byli niemal pewni, że awantury z Opolem Kurski nie przetrzyma. Ale sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Poseł PiS mówi, że prezes doskonale rozgryzł Kaczyńskiego. – On najbardziej współczuje ofiarom spisku, bo sam to przeżył. A najbardziej docenia tych, którzy potrafią się podnieść po ataku – tłumaczy. – Stąd poparcie dla Kurskiego, który Opole przedstawił jako spisek przeciw niemu”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21869655,jacek-kurski-bulterier-kaczynskich-zjada-wlasny-ogon.html

MAREK JAKUBIAK CHWALI KOWNACKIEGO – jak mówi SE: “Choćby pan minister Kownacki. Jest dyskretny, realizuje się, nie jest typem showmana”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/marek-jakubiak-w-wiec-jak-zasada-ze-macierewicz-jest-geniuszem-jest-faszywa_996577.html

MIGRACJA WYWOŁAŁA TERRORYZM – pisze Dawid Wildstein w GPC: “Z konieczności zamach w Manchesterze przywołuje po raz kolejny problem uchodźców. Jest oczywiste – co po- twierdzały służby specjalne zarówno krajów UE, jak i w USA – że fala migracyjna spowodowała wzrost zagrożenia terrorystycznego w Europie”.

GAZETA WYBORCZA TO PRZYBUDÓWKA PO – Dawid Wildstein w GPC: “Jeśli jakakolwiek partia jest tak mocno związana z zagranicznymi siłami, że może dokonać we własnym państwie samobójstwa politycznego, to pokazuje, jak wciąż postkolonialnym krajem jesteśmy. Pięknie pokazała to ostatnio medialna przybudówka Platformy Obywatelskiej, czyli „Gazeta Wyborcza”. W reakcji na stwierdzenie premier Beaty Szydło, że „Polska nie może podążać za szaleństwem unijnych eurokratów”, oświadczyła: oto dzień, w którym nasze państwo wyszło z UE. Cóż, jak widać dla „Gazety Wyborczej” bycie w Unii ma tylko jeden cel – wspólne szaleństwo”. http://gpcodziennie.pl/64473-manchesterasprawapolska.html

POWSZECHNE PRZEKONANIE ŻE POSTAĆ ADRIANA ZMOTYWOWAŁA DO RATOWANIA POLITYCZNEJ SIŁY PREZYDENTURY – pisze Paweł Kowal w RZ: “Wśród obserwatorów powszechne było przekonanie, że to postać „pana Adriana” zmotywowała polityków obozu rządzącego do działania – jeśli chodzi o ratowanie politycznej siły prezydentury. Mówimy oczywiście o odbiorze wśród ludzi. Prezydent zaczął więcej przemawiać, pisać listy do MON, ujawniać treść listów, na które nie otrzymał dotąd odpowiedzi. Pojawiły się nowe propozycje polityczne (referendum konstytucyjne) itd. „Ucho” może więc spełniać wręcz rolę mobilizującą dla rzeczywistych aktorów sceny politycznej. Jest ono wreszcie opowieścią dla narodu o mechanizmach władzy”.

UCHO DZIAŁA NA POLU ZNACZNIE WAŻNIEJSZYM NIŻ FAKTY, NA POLU PERCEPCJI – dalej Kowal w RZ: “Poranne audycje pozwalają uważnemu słuchaczowi rekonstruować wiele wydarzeń z życia na szczytach władzy. „Ucho” działa na innym polu, znacznie ważniejszym w polityce niż fakty – działa na polu percepcji. Naród potrzebuje sobie jakoś wyobrażać salony władzy. Ascetyczny pokój prezesa pojawiał się w fotografiach do wywiadów – jednak zbiorową wyobraźnię uformuje biuro urządzone w pierwszym odcinku przez Mariusza, nieodłącznego towarzysza szefa. Może to jest polskie „House of Cards”? Za mało politycznej brutalności, za mało planu, za dużo przypadku na szczytach władzy. Z „Ucha” wypływa dla ludzi wniosek, że polska polityka nie jest tak brutalna i wyrachowana. Serial przedstawia ją jako sumę przypadków, nieporadności i dobrej woli niepopartej kompetencjami”.

ŁUKASZ WARZECHA O DUDZIE – pisze w SE: “Takiej twardości i zdecydowania Andrzej Duda nie wykazał jeszcze ani razu, wciąż pozostając w cieniu swojej macierzystej formacji. A zegar kadencji tyka nieubłaganie”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/lukasz-warzecha-tom-kirkman-i-andrzej-duda_996270.html

KURSKI NIE ZNALAZŁ POMYSŁU NA KOMPROMIS WS OPOLA – pisze w RZ Bogusław Chrabota: “Tegoroczna awantura nie jest więc niczym nowym. Nie obarczam Jacka Kurskiego za nią szczególną winą. Mam pretensję o co innego. O to, że nie umiał się dogadać. Nie znalazł pomysłu na kompromis. Dotąd zawsze się przecież udawało. Trzeba w sztuce destrukcji naprawdę wiele talentu, by rozbić tę luksusową limuzynę. Ze szkodą dla wszystkich: telewizji, Opola, ogólnopolskiej widowni. Rozumiem determinację prezesa, ale w ciągu kilku tygodni Opola w Kielcach zrobić się nie uda. Nie ma szans, by markę, legendę, tradycję stworzyć w kilka dni. Miast festiwalu powstanie marny „Pis dance show”. Cieszyć się będą tylko konkurenci”.

HOMOSEKSUALIŚCI MOGĄ SOBIE BYĆ ALE NIE MOGĄ SIĘ AFISZOWAĆ – mówi dawny polityk Unii Pracy Andrzej Aumiller w rozmowie z Elizą Olczyk w RZ: “Osobiście uważałem, że pracownikowi należy uczciwie płacić, szanować go i dbać o socjal. Natomiast problemem była dla mnie postulaty obyczajowe UP. Jestem katolikiem. Nie podobało mi się, że partia bierze homoseksualistów na swoje sztandary. Homoseksualiści mogą sobie być, nikt nie może ich prześladować, ale nie powinni się afiszować. Lewica do dnia dzisiejszego wypisuje szokujące rzeczy i dlatego nigdy nie będzie miała więcej niż 5-10 proc. poparcia”.

AUMILLER O ŚMIERCI LEPPERA: FACET KTÓRY WYCHODZI DO SKLEPU PO PLACEK  NIE MÓGŁ SIĘ POWIESIĆ – mówi dalej Olczyk: “Ja mu kiedyś powiedziałem, że John F. Kennedy został zastrzelony, bo wetknął nos tam, gdzie nie powinien. Z Lepperem było tak samo. Facet, który rano wychodzi do sklepu, kupuje placek, robi sobie kawę, włącza telewizor, nie mógł się powiesić. Poza tym nie miał przerwanych kręgów szyjnych, policja nie zdjęła odcisków palców z rusztowania, po którym można się było dostać do łazienki przez okno, sekcję zwłok zrobiono dopiero po trzech dniach. Wszystko to jest podejrzane”.

ZAROBKI ŚWIĘCZKOWSKIEGO I PASIONKA – opisuje Wojciech Czuchnowski w GW: “Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski zarabia (dane za listopad 2016 r.) 26 175 zł brutto. Do tego ma 2,7 tys. zł ryczałtu mieszkaniowego. Nieco mniejsze (o ok. 1 tys. zł) wynagrodzenia mają jego zastępcy: Robert Hernand, Krzysztof Sierak, Waldemar Puławski i Agata Gałuszka-Górska. Więcej niż Święczkowski – 29 150 zł – pobiera Marek Pasionek, szef zespołu zajmującego się śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej (różnica wynika z tego, że Pasionek ma najdłuższy staż pracy)”. http://wyborcza.pl/7,75398,21869459,nasz-drogi-swieczkowski-ile-sie-zarabia-w-prokuraturze-krajowej.html

PO CO KOMU WYROK, NIE WYROK – Ewa Siedlecka w GW: “Obywatele i uprawnione organy nie kierują już spraw do Trybunału Konstytucyjnego. A skierowane wycofują. Bo po co komu wyrok nie wyrok”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21868850,po-trybunale-konstytucyjnym-dobra-zmiana-w-calym.html

— 24 lata temu Sejm RP uchwalił wotum nieufności wobec rządu Hanny Suchockiej.

300polityka.pl
SOBOTA, 27 MAJA 2017

Łoziński: Kaczyński jest człowiekiem, który demokracji w ogóle nie rozumie

19:51

Łoziński: Kaczyński jest człowiekiem, który demokracji w ogóle nie rozumie

– Kaczyński jest człowiekiem, który demokracji w ogóle nie rozumie, prawa nie rozumie. Nie wiem jakim cudem jest prawnikiem, bo to, co mówi na temat prawa, to jest godne jakiegoś ciecia w bramie, a nie prawnika. Nie ma pojęcia o świecie, o rzeczywistości – mówił Krzysztof Łoziński w rozmowie z Piotrem Marciniakiem w „Faktach po faktach” TVN24.

19:39

Łoziński: Sprawozdanie jest jak najbardziej prawidłowe. Nie ma żadnego powodu, żeby je kwestionować

– Sprawozdanie jest jak najbardziej prawidłowe. Nie ma żadnego powodu, żeby je kwestionować. Powoływanie się – tak jak on robi – na jakiegoś nieznanego prawnika, który wydał opinię, nie widać dokumentów, nie znając dokumentów… Jeżeli ktoś mówi, że prawnik, nie znając dokumentów, wydał jakąś opinię, to na pewno nie jest to poważny prawnik, jeżeli w ogóle wydał jakaś opinię – mówił Krzysztof Łoziński w rozmowie z Piotrem Marciniakiem w „Faktach po faktach” TVN24. Jak przyznał, w KOD jest podział, ale nie jest on tak dramatyczny, jak się wydawało.

19:34

Łoziński: Powodem mojego startu w wyborach na lidera KOD była chęć ratowania tego ruchu

– Potrzebna jest nowe otwarcie, nowy wizerunek i trzeba zacząć zajmować się Polską i przestać zajmować się sobą. Powodem [mojego startu na lidera KOD] była chęć ratowania tej organizacji, tego ruchu obywatelskiego. To ogromna wartość, której nie można i zmarnować z powodu jakichś nieprzyjemnych zjawisk – stwierdził Krzysztof Łoziński w rozmowie z Piotrem Marciniakiem w „Faktach po faktach” TVN24.

15:48

Łoziński nowym liderem KOD

Krzysztof Łoziński został wybrany na przewodniczącego KOD. Za jego kandydaturą głosowało 130 delegatów, 28 było przeciw, 7 wstrzymało się od głosu.

14:23

Kijowski wycofał swoją kandydaturę na przewodniczącego KOD

13:19

Nowoczesna w ciągu 3 tygodni złoży projekt ustawy o związkach partnerskich

Nowoczesna zakończyła prace nad założeniami do projektu ustawy o związkach partnerskich. Dokument powstawał przez ostatnie półtora roku w ścisłej współpracy z organizacjami skupiającymi społeczności LGBT. Na mocy zaprojektowanego przez Nowoczesną prawa obywatele Polscy uzyskają prawo do zawierania związków partnerskich. Ustawa zostanie złożona do laski marszałkowskiej w ciągu trzech tygodni.

Jest niesprawiedliwe, że polskie państwo przez lata nie rozpoznawało praw par żyjących w związkach partnerskich, nie zadbało o to, aby sprawy praktyczne które wiążą się z takimi związkami były rozwiązane – mówiła Monika Rosa podkreślając, że relacje międzyludzkie, miłość, związek i więź dwóch osób są wartością i zasługują na ochronę. – Wnosząc ten projekt, Nowoczesna robi to w interesie i z szacunku dla osób, które kochają się i chcą być ze sobą, z szacunku dla wartości jaką jest miłość oraz z szacunku dla życia – dodała Rosa.

Osoby zawierające związek partnerski dostaną prawo do: zmiany nazwiska na nazwisko partnerami lub partnera, informacji medycznej o stanie zdrowia partnera, do spadku, wspólnego rozliczania się z fiskusem, wspólnoty majątkowej, zasiłku opiekuńczego czy do odmowy udzielenia zeznań. Zgodnie z projektem związki partnerskie mają być zawierane w Urzędach Stanu Cywilnego.

Obecnie ze względu na brak uregulowań w Polsce geje i lesbijki zawierają związki za granicą: w 21 na 28 państw EU istnieją bądź równość małżeńska bądź właśnie związki partnerskie. Zaproponujemy, by były one również uznawane w naszym kraju – zapowiedział Paweł Rabiej. – Przede wszystkim przełomem będzie jednak możliwość zawarcia związku partnerskiego w Polsce. Państwo ma obowiązek dbać o szczęście wszystkich Polaków. A związki partnerskie nie naruszają niczyich praw, a wielu dadzą szczęście. Dlatego Nowoczesna wprowadzi związki partnerskie – oświadczył Rabiej.

13:00

Schetyna: Życzę KOD-owi dobrych, przemyślanych wyborów personalnych

KOD to symbol ostatnich 18 miesięcy, to grupa ludzi, tak naprawdę tysięcy ludzi, którzy pokazali, jak można nie zgadzać się na złą praktykę rządów PiS. To wielkie demonstracje, budujące prawdziwe emocje. Wybory zawsze są czymś trudnym i proces wyborczy zawsze komplikuje rzeczywistość i tak było w tych ostatnich tygodniach i miesiącach w KOD. Liczę i życzę KOD-owi dobrych, przemyślanych wyborów personalnych. Liczę, że ten etap będzie już zamknięty i będą mogli znowu razem z nami, tak jak w tych pierwszych miesiącach, organizować demonstracje, aktywizować lokalne społeczności, być dobrą twarzą dobrych emocji – mówił Grzegorz Schetyna przed spotkaniem Klubu Obywatelskiego poświęconego NATO.

12:45

Schetyna wspomina Brzezińskiego: Jego wpływ na politykę amerykańską spowodował, że możemy żyć w wolnej części Europy, w wolnym kraju

Zbigniew Brzeziński – historia, fragment polskiej historii, to bardzo ważna osoba dla całego świata. Jego aktywność, wpływ na politykę amerykańską przez lata spowodował także to, że dzisaij możemy żyć w wolnej części Europy, w wolnym kraju. Jego wsparcie dla „Solidarności”, dla walki o polską suwerenność – nie można tego wpływu przeceniać, ale także później wielki przyjaciel Polski w świecie, w USA, Waszyngtonie. Mieliśmy przyjemność z ministrem Siemoniaka rozmawiać, słuchać jego opinii, rad i  dzielił się doświadczeniem. Bardzo go nam będzie brakować, bo odchodzi wielki Polak i to strata nie do zastąpienia – mówił Grzegorz Schetyna przed spotkaniem Klubu Obywatelskiego poświęconego NATO. Jak dodał:

„Ale dzisiaj też spotykamy się tutaj, żeby rozmawiać o kwestiach bezpieczeństwa, o kwestiach ostatniego szczytu NATO, jakie są szanse i zagrożenia, które stają przed naszą polityką, przed Polską, jak widzimy następne miesiące i lata aktywności sojuszu, gdzie jest miejsce Polski w szukającym nowego formatu NATO, czy wykorzystujemy te szanse, które budowaliśmy przez ostatnie 8 lat w dobry sposób. Tu pojawia się wiele pytań i znaków zapytania. Dzisiaj chcemy o tym rozmawiać”

300polityka.pl

Małgorzata Wassermann leczy kompleksy prezesa

Nie wiem, czy Małgorzata Wassermann cieszy się z tego, że „Ucho prezesa” zakończyło pierwszy sezon, ale szefowa sejmowej komisji do ścigania Donalda Tuska, która nie wiadomo, dlaczego działa pod przykrywka ds. Amber Gold, oczekuje ośmieszenia.

Więcej takich wywiadów w jej wydaniu, jak dla RMF FM, a Wassermann ma szanse antyszambrować wraz z Adrianem pod gabinetem prezesa na Nowogrodzkiej, a może nawet wejść do środka i zameldować: – Prezesie, zadanie wykonałam, ośmieszyłam się.

W audycji RMF FM Wassermann mówiła o ośmieszaniu jej, oczekuje go, bo się boi ośmieszania. Gros wywiadu poświęcone jest tej właśnie obawie, temu wywoływaniu wilka z lasu. A to dlatego, iż Wassermann nie wierzy w powagę misji ścigania Tuska.

Wassermann stoi na czele komisji, która wyrosła z kompleksów Jarosława Kaczyńskiego, te dadzą się streścić: „Dorwać Tuska”. Mali ludzie, intelektualnie nędzni, bo taki poziom umysłowy prezentuje prezes, tak mają, chcą umiejszyć innych. Sami nie potrafią, swoje braki nadrabiają, odejmując innym.

Osiągnięcia tej komisji są żadne, do mediów przebijają się jakieś michałki, a to Wassermann nie może na komisję ściągnąć byłego ministra rządu PO-PSL Sławomira Nowaka, dopiero ten do niej przedzwonił i „dał” się ściągnąć, a gdy stanął to ośmieszył Wassermann. Rozumiem szefową komisji, że poziom dowcipu podczas przesłuchań nie dorównuje „Uchu prezesa”, ale wszystko przed nią.

Choć gwarantem dowcipu (po staropolsku inteligencji) nie jest niejaki Marek Suski, który obok Wassermann zasiada w komisji, można w nim dopatrzeć się na pisowską miarę Jasia Fasoli. Ale nie przepadam za takim małym kabaretem.

Wassermann jednak Tuska nie dorwie, bo to zawodnik wagi ciężkiej. Dotychczas nie zauważyłem, aby inni ją ośmieszali, ale zwrócił moja uwagę wywiad, który w istocie jest autoośmieszaniem, mimowiedną próbką Mrożka. Afera Amber Gold była jakąś aferę, nie za dużą, nie za małą, lecz gdzie jej do afery SKOK-ów, czy też przekrętu, jakim jest zakup od ręki 3 boeingów dla VIP-ów.

Acz rozumiem Małgorzatę Wassermann. Jeszcze Tuska nie przesłuchała, a już się ośmieszyła. A gdy ten stanie przed nią – to, co będzie? Robert Górski może mieć gotowca do otwarcia drugiego sezonu „Ucha prezesa”. Jeżeli Wassemann tak wysoko mierzy, to życzę jej powodzenia.

SOBOTA, 27 MAJA 2017

Wassermann: Im bliżej przesłuchania Tusków, tym większy będzie atak na mnie i komisję

Wassermann: Im bliżej przesłuchania Tusków, tym większy będzie atak na mnie i komisję

Odnoszę takie wrażenie, jak obserwuję pewną część mediów i oczywiście zachowanie posła Brejzy i innych polityków Platformy, że od momentu – to był o ile pamiętam kwiecień, kiedy doszło do przesłuchania Michała Tuska, jak i Sławomira Nowaka, to od tego momentu zaczęło się mówienie o śmieszności. Jestem przygotowana nie tylko na taki atak, również na dalej idący. Nie cofnę się nawet o krok. Będziemy z równą konsekwencją wykonywać dalsze czynności. Mogę sobie tylko wyobrazić, że czym będzie bliżej, czy to jednego pana Tuska, czy drugiego, atak na mnie i na komisję będzie jeszcze większy – stwierdziła Małgorzata Wassermann w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM.

300polityka.pl

Komisja śledcza ds. Amber Gold jest ośmieszana? Wasserman: Jestem przygotowana nie tylko na taki atak

27.05.2017

Mówiło się o tym, że po przejęciu rynku LOT-u, osłabienia LOT-u i utworzeniu pewnej grupy OLT zamierzano to sprzedać, również za granicą – powiedziała szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS). Dodała, że brano pod uwagę sprzedaż na rynku niemieckim.

Wassermann pytana w sobotę rano w programie RMF FM, czy sprawa spółek OLT mogła być intrygą dotyczącą próby przejęcia spółki LOT, powiedziała, że „to nie jest kwestia intrygi”. Wyjaśniła, że z dokumentów zgromadzonych przez komisję śledczą wynika, że „od samego początku brano pod uwagę dwa warianty: pierwszy wariant to jest kwestia nie tyle przejęcia samego LOT-u, co przejęcia rynku LOT-u, osłabienia LOT-u, (…) a z drugiej strony mówiło się o tym – i to wynika z planów, które mieli ci panowie w stosunku do spółek lotniczych – że po przejęciu tego, co zamierzali przejąć, i utworzeniu pewnej grupy OLT zamierzali to sprzedać, nie ukrywają, że również za granicą – wskazywali tutaj kierunek niemiecki”.

Przewodnicząca komisji podkreśliła, że ta sprawa „na pewno znajdzie swój finał w prokuraturze”.

Wassermann uważa, że próby ośmieszenia jej oraz komisji śledczej wzmogły się od momentu, kiedy doszło do przesłuchania Michała Tuska oraz byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. – Od momentu – to był, o ile pamiętam, kwiecień, kiedy doszło do przesłuchania pana Michała Tuska, jak i pana Sławomira Nowaka – to od tego momentu zaczęło się mówienie o śmieszności – mówiła.

-Jestem przygotowana nie tylko na taki atak, również na dalej idący. Nie cofnę się nawet o krok – dodała. Zdaniem przewodniczącej komisji im bliżej będzie przesłuchania „czy to jednego pana Tuska, czy drugiego”, atak na nią „i na komisję będzie jeszcze większy”.

Pytana, czy zamierza startować w wyborach na prezydenta Krakowa odpowiedziała, że „myślenie i decyzje o tym, co dalej, to na pewno jeszcze nie na tym etapie”. Zaznaczyła, że do wyborów na prezydenta Krakowa jest jeszcze półtora roku i nie sądzi, „aby ktokolwiek poważnie mówił dzisiaj o jakichś kandydaturach”. Jej zdaniem „nie wcześniej niż po wakacjach zaczną się na ten temat jakiekolwiek rozmowy”.

dziennik.pl

Krzysztof Łoziński nowym przewodniczącym KOD

Krzysztof Łoziński nowym przewodniczącym KOD

Krzysztof Łoziński został nowym przewodniczącym Komitetu Obrony Demokracji. Tuż przed głosowaniem zrezygnował z kandydowania Mateusz Kijowski. Łozińskiego poparło 130 delegatów, 28 było przeciw, a 7 wstrzymało się od głosu. Uprawnionych do głosowania było 170 osób.

„Czeka nas bardzo trudna robota. Przed nami zatrzymanie tej bardzo złej zmiany, która się w Polsce dzieje” – stwierdził tuż po wyborze Łoziński. Powiedział, że niebezpieczne dla Polski są zmiany w polskiej armii wprowadzane przez Antoniego Macierewicza. – „Zagrożona jest polska demokracja, bo PiS próbuje podstępem zmienić Konstytucję”. Według Łozińskiego KOD musi być uczciwy, mniej centralistyczny, a bardziej oddolny, z większą swobodą grup lokalnych. – „KOD musi odzyskać czystą i uczciwą twarz oraz zaufanie” – powiedział Łoziński.

Wcześniej Kijowski swoją decyzję o rezygnacji z kandydowania uzasadniał przyjęciem przez stowarzyszenie KOD nieprawdziwego – jego zdaniem – sprawozdania finansowego. W TVN24 stwierdził, że nie uwzględniono w nim środków ze zbiórek ulicznych.

Krzysztof Łoziński to jeden z twórców i założycieli KOD. Był działaczem KOR i Solidarności, współpracował z Amnesty International.

koduj24.pl

Ważny dzień dla Beaty Szydło. Jej syn Tymoteusz wstąpił dziś do stanu duchownego

27.05.2017

25-letni Tymoteusz Szydło przyjął święcenia w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej. Swoją pierwszą mszę odprawi już 4 czerwca.

 

Uroczystość rozpoczęła się w bielskiej katedrze o godz. 10. Szefowa rządu była na miejscu już około 9.30. W asyście funkcjonariuszy BOR na placu przed katedrą witała się i rozmawiała z rodzinami przyszłych duchownych, nie zabrakło też chętnych do zrobienia sobie z nią zdjęcia – opisuje „Gazeta Wyborcza”. Diakoni przyjęli święcenia od księdza bp Romana Pindla.

Nauka w seminarium duchownym w Krakowie trwała sześć lat. Beata Szydło w rozmowie z „Niedzielą” mówiła, że wiadomość o powołaniu syna przyjęła z wielką radością i dumą. – Nie widziałam u niego rozterek. Przez cały okres jego formacji modliliśmy się mocno za niego. Chciałabym i bardzo w to wierzę, że będzie po prostu dobrym księdzem – opowiadała.

Po przyjęciu święceń przyjdzie czas na odprawienie pierwszej mszy przez Tymoteusza. Ta uroczystość będzie miała miejsce w niedzielę 4 czerwca.

Fr. Tymoteusz Szydło (FSSP), son of the Polish Prime Minister will offer his First Mass (Usus Antiquioron) 4 June ’17 at 7:15pm.

msn.pl

SOBOTA, 27 MAJA 2017

Wassermann o kandydacie na prezydenta Krakowa: Nie wcześniej niż po wakacjach zaczną się na ten temat rozmowy

09:34

Wassermann o kandydacie na prezydenta Krakowa: Nie wcześniej niż po wakacjach zaczną się na ten temat rozmowy

To, do czego się zobowiązałam, to przeprowadzić komisję najlepiej jak potrafię i zakończyć to konkluzją. Jak pan wie przede mną i pozostałymi członkami komisji jest bardzo dużo pracy. Myślenie i decyzje co dalej to na pewno jeszcze nie na tym etapie. Tym bardziej, że przypominam, że do wyborów jest półtora roku. Nie sądzę, żeby ktokolwiek dziś mówił poważnie o jakichkolwiek kandydaturach. Myślę, że nie wcześniej niż po wakacjach zaczną się na ten temat jakiekolwiek rozmowy – stwierdziła Małgorzata Wassermann w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, pytana czy myśli o starcie w wyborach na prezydenta Krakowa.

09:31

Wassermann: Nie wiem w jaki sposób Nowak przyczynił się do zaprzestania oszukańczej działalności OLT Express

Tutaj są dwa elementy. Pierwszy to jest taki, że w dokumentach, którymi dysponujemy nie ma ani śladu tego, aby pan minister w całym okresie swojej działalności sprawował bieżący nadzór, a taki płynie z ustawy, nad prezesem ULC oraz całym lotnictwem cywilnym w Polsce. Wręcz przeciwnie – tutaj jest pustka i jak to określił „nie mieli ani ludzi, ani narzędzi, żeby ich kontrolować”, ale aby nie być zupełnie gołosłownym podeprę się tutaj raportem NIK i on jest dla ministra Nowaka miażdżący. Wynika z tego, że minister nie wykonywał żadnych obowiązków wynikających z ustawy w stosunku do tego lotnictwa cywilnego i prezesa ULC-u– stwierdziła Małgorzata Wassermann w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM. Jak dodała:

„Natomiast wracając do tego SMS-a. PiS oddało władzę w 2007 roku. Można było wymienić tego pana Kapisa przez te 5 lat w zasadzie w każdym momencie, natomiast minister mija się z prawdą mówiąc o tym, że jak go odwołał to powołał osobę, która zadziała lepiej. Powołał osobę, która zadziałała jeszcze gorzej w stosunku do tych spółek – powołał jednego z wiceprezesów, który nie tylko miał już bardzo nabrzmiałą sytuację związaną z tym, że te braki w dokumentacji cały czas rosły, a zaległości nie malały, to do tego jeszcze to ten pan na pytanie ministra Nowaka – to jedyne, które zadał po wzięciu informacji od ABW, że jest problem z tymi spółkami – to mu odpowiedział, że z tymi spółkami jest wszystko w porządku”

W związku z powyższym nie jestem w stanie z materiału dowodowego wyczytać, w jaki sposób minister Nowak zareagował pozytywnie lub w taki sposób, że można powiedzieć, że nie tylko sprawował nadzór, ale w jakikolwiek sposób przyczynił się do zaprzestania tej oszukańczej działalności – stwierdziła.

Na te słowa Sławomir Nowak odpowiedział już na Twitterze.

09:17

Polityczny plan soboty: wybory w KOD i klub obywatelski o NATO

O 11:00 w Centrum Prasowym Foksal w Warszawie odbędzie się Klub Obywatelski pt. „NATO 2017: Gdzie jest Polska?”, w którym udział wezmą Grzegorz Schetyna, Tomasz Siemoniak, gen. Mieczysław Cieniuch i Jacek Najder. 15 minut wcześniej – o 10:45 – odbędzie się briefing prasowy przewodniczący PO.

Dzisiaj w KOD odbędą się wybory na nowego szefa organizacji. Zmierzą się w nich Krzysztof Łoziński oraz Mateusz Kijowski – dotychczasowy lider.

Łoziński pod koniec kwietnia na Facebooku ogłosił swój manifest programowy. W przeszłości chciał, aby KOD wystartowało w wyborach europejskich, ale już wycofał się z tego pomysłu. Ponadto dziś ma odbyć się ogólnopolski protest samorządowców.

Sobota to także drugi dzień szczytu G7.

300polityka.pl

Co łączy Kempę ze śledztwem w sprawie śmierci Igora Stachowiaka?

Co łączy Kempę ze śledztwem w sprawie śmierci Igora Stachowiaka?

Tego chce się dowiedzieć PO i wysyła do ministra Ziobry wnioski w tej sprawie. Posłowie PO chcą wiedzieć, czy prawdą jest, że szefowa kancelarii premiera Beata Kempa – zaraz po naradzie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z Błaszczakiem i Zielińskim, która odbyła się po wyemitowaniu w sobotę w TVN filmu z kamery w paralizatorze – „w trybie pilnym udała się na Dolny Śląsk. Chcemy wiedzieć, w jakim charakterze tam pojechała”.

Poseł Borys Budka twierdzi, że Kempa pojechała na komendę policji w Oleśnicy, by tam odbyć kolejne spotkanie. – „Czy to możliwe, że to standardy działania wysokich polityków PiS, czy to możliwe, że tak bez przyczyny politycy PiS interesują każdym komisariatem, każdą komendą, a szczególnie tą właśnie w Oleśnicy, na której służyły osoby, zamieszane w sprawę śmierci Igora Stachowiaka?” – pytał Budka.

Platforma wystąpiła o zbadanie rejestru wyjazdów służbowych Kempy, o zabezpieczenie bilingów z jej telefonów komórkowych, komendanta policji z Oleśnicy oraz „komendanta Kokota – tej osoby, która odpowiada za wydarzenia z ubiegłego roku, a która zamiast ponieść konsekwencje otrzymała awans” – mówił Budka.

Jerzy Kokot, w czasie kiedy zginął Stachowiak, kierował komisariatem Wrocław – Stare Miasto; w grudniu zeszłego roku otrzymał awans na I zastępcę komendanta miejskiego we Wrocławiu. W tym samym czasie Dariusz Kokornaczyk z I zastępcy awansował na szefa komendy w stolicy Dolnego Śląska. Obaj wcześniej pracowali w komendzie miejskiej w Oleśnicy, obaj pochodzą z Sycowa – rodzinnej miejscowości Beaty Kempy.

Poseł Budka pytał też na konferencji prasowej, czy prawdą jest, że do tej pory nie został ukarany dyżurny komisariatu Wrocław – Stare Miasto, który po zatrzymaniu na wrocławskim rynku Stachowiaka wydał – niezgodne z prawem – polecenie zatrzymania świadków zdarzenia, którzy policyjną interwencję rejestrowali telefonem komórkowym. – „Co więcej – czy prawdą jest, że dyżurny ten, dziwnym trafem jest policjantem pochodzącym z Sycowa? Czy prawdą jest, że osoba wydająca te polecenia została awansowana i w tej chwili jest dyżurnym komendy miejskiej policji we Wrocławiu?” – dopytywał polityk Platformy.

Platforma ponowiła w piątek swój apel o powołanie w Sejmie komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić okoliczności zatrzymania i śmierci Igora Stachowiaka.

koduj24.pl

Jeszcze Polska nie zginęła, póki potrafimy śmiać się w głos i tworzyć błyskotliwe memy

Paulina Wilk
Po raz pierwszy od stanu wojennego twórcy odmawiają współpracy z telewizją publiczną. Po raz pierwszy testują, czy mogą bez niej żyć i ile będzie ich kosztowała taka postawa.

W tym tygodniu mogłabym napisać o zawracaniu Wisły kijem przez  Jacka Kurskiego. O tym, jak odwołał tiry ze scenografią i techniką spod legendarnego amfiteatru w Opolu i skierował je ku kieleckiej Kadzielni. O gorączce, z jaką ekipa TVP – ta resztka, która się jeszcze ruinami festiwalu polskiej piosenki zajmuje – wydzwania i nakłania, a ściślej – błaga, by wystąpił ktokolwiek. O planach zwożenia publiczności na koncert Jana Pietrzaka, którego nawet TVP nie bardzo chciała, ale jakoś nie wypadało odmówić, dlatego zaplanowano go na sobotę, bo wtedy będzie mecz, więc społeczeństwo i tak spojrzy w inną stronę.

08.01.2016 Warszawa . ul Woronicza 17 . Telewizja Polska . Prezes Jacek Kurski . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta SLOWA KLUCZOWE: tvp jacek kurski telewizja telewizja publiczna nowy prezes jacek kurski /FR/Jacek Kurski (fot. Sławomir Kamiński)

Mogłabym też napisać o poczuciu przyzwoitości Katarzyny Nosowskiej, której decyzja spowodowała falę odmów innych artystów i kandydatów na artystów. Po raz pierwszy od stanu wojennego twórcy odmawiają współpracy z telewizją publiczną. Po raz pierwszy testują, czy mogą bez niej żyć i ile będzie ich kosztowała taka postawa. Niektórzy nawet, już przez upartyjnione media odrzuceni, nakłaniają do bojkotu całkowitego. Mogłabym napisać z przytykiem, że niekoniecznie o honor, godność ani wolność twórczą tu idzie – tylko o uniknięcie linczu, jaki niewątpliwie zgotowaliby im frustraci zamieszkujący zakamarki wirtualnej rzeczywistości, zawsze chętni napluć na prezentowane w sferze publicznej treści (i ten felieton najpewniej nie będzie wyjątkiem).

W tym tygodniu mogłabym również napisać o poczuciu obciachu. A raczej o całkowitym zaniku tego uczucia, zwanego także wstydem. Dałoby się efektownie wykazać ów brak na przykładzie części artystów, ale także Donalda Trumpa, jego żenującego wpisu w księdze pamiątkowej w Instytucie Yad Vashem, kuriozalnej wizyty Rodziny Adamsów w Watykanie – jak przezwano wystrojoną rodzinę prezydenta, który uśmiechał się szeroko, podczas gdy zwykle emanujący ciepłem i radością papież stał przygnębiony i poważny. Mogłabym przy okazji nawiązać do podobnych żartów z Beaty Szydło, które – co tu kryć – są dla mnie pocieszeniem wobec ogólnej paskudności naszego żyćka politycznego i przypominają, że jeszcze Polska nie zginęła, póki potrafimy śmiać się w głos i tworzyć błyskotliwe memy.

Pope Francis meets with President Donald Trump and First lady Melania Trump, on the occasion of their private audience, at the Vatican, Wednesday, May 24, 2017. (AP Photo/Alessandra Tarantino, Pool)Papież Franciszek, Donald Trump i jego żona Melania w Watykanie (fot. Alessandra Tarantino / AP)

Ale śmiech zamiera mi na ustach, bo powinnam napisać o tym, jak premier Szydło – chyba w celu reperowania wizerunku latającej tu i tam rządowym samolotem – udała się na spacer wśród ludu. Niedaleko poszła, tylko do Łazienek (z URM-u wystarczy przejść przez ulicę) i tam szła na własnych nogach, otoczona dwunastoma nogami pracowników Biura Ochrony Rządu, i kłaniała się niereprezentatywnej grupie wyborców, złożonej z mam, ich dzieci oraz wycieczek turystów japońskich. Szkoda, że nie było tam nikogo, kto podszedłby i zapytał nagle: „Pani premier, jak żyć?”. Dużo bym dała, by usłyszeć odpowiedź.

Aż się prosi, żeby napisać o wizycie pary prezydenckiej na Warszawskich Targach Książki. A w szczególności o tym, że z powodu tej obecności de facto wstrzymano targi na półtorej godziny, zablokowano spotkania części autorów z czytelnikami i wykazano niezbicie, że prezydent boi się nie tyle palących opony górników czy sadowników, co właśnie tej części społeczeństwa, którą można podejrzewać o wyższą kulturę. I słusznie, bo mu tam wykrzyczano: „Konstytucja!”. Pora, by oddał się jej czytaniu ze zrozumieniem.

Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda na warszawskich Targach Książki (fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP)Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda na warszawskich Targach Książki (fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP)

Najważniejsze, o czym powinnam napisać w tym tygodniu, to Kongres Prawników Polskich, na którym przedstawiciele różnych zawodów prawniczych umocnili się wzajemnie w pewności, że warto stać na straży prawa i nie ulegać naciskom. I o tym, że minister Jaki porównał ich symboliczny protest ze stadionowym kibolstwem. Czym wróciłabym zgrabnie do braku wstydu u tych, którzy – gdyby go mieli choć odrobinę – nie obejmowaliby stanowisk państwowych.

O tym wszystkim, o urodzaju tematów, jakie podsuwa polska codzienność, rozmyślałam, jadąc do fryzjera. Wsiadłam do tramwaju numer 35 w samym centrum Warszawy, i gdy stałam w nim, czekając na zielone światło, usłyszałam ciężki kaszel. Spojrzałam na przystanek. Na ławce kasłała kobieta, po sześćdziesiątce. Bezdomna. To wydało mi się niewątpliwe – paradoksalnie z powodu schludności i staranności, jakie starała się zachować. Dżinsy – znoszone, pewnie wcześniej przez kogoś innego używane – podwinęła równo przy kostkach tuż nad trzewikami, zawiązanymi na podwójne kokardki. Kurtkę, za ciepłą na nagle gorącą wiosnę, zapięła pod samą szyję i wyłożyła równo kołnierzyk. Włosy, siwe i długie, związała w koński ogon, a wolne kosmyki wpięła wsuwką nad czołem. Tak robią dziewczynki, gdy zapuszczają grzywkę. Na plecach jeden plecak, przy nodze drugi, co chwila poprawiany dłonią, głaskany. Jak warujący pies, wierny towarzysz – jedyne, co się ma. Poprawiła włosy, przesunęła dłońmi po spierzchniętej twarzy, pociemniałej, jakby od wiatru, słońca i mrozu, a potem po udach. Wreszcie splotła ręce na podołku. Trzymała się prosto, kolana złączyła. W tym była godność, staranie o nią. Utkwiła wzrok w chodniku, może metr przed sobą. Miała zatroskane oczy, usta ściągnięte smutkiem, ale także skupieniem. Jakby nad czymś się głęboko zastanawiała, szukała odpowiedzi. Może na pytanie: jak się tu znalazłam? Jak to możliwe, że nie mam domu, jestem uchodźcą we własnym kraju, w swoim mieście? Dlaczego jestem sama?

(fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)(fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

Patrzyłam na nią niepewna, czy wolno mi patrzeć. Czy – jeśli nasze oczy się spotkają – nie poczuje się urażona tym, że ją obserwuję. A może to właśnie by ją ucieszyło. Że ktoś ją dostrzega. Ktoś nie odwraca wzroku, nie pomija. Ostatecznie tylko dzięki innym wiemy, że istniejemy.

Rozejrzałam się wokół. W tramwaju dwie dziewczyny, obie po zabiegach plastycznych, uśmiechały się fałszywymi ustami nabrzmiałymi jak poduszki. Facet z długimi włosami siedział zanurzony w książce SF. Dwie staruszki poprawiały siatki na kolanach. Kilkoro gimnazjalistów w ciuchach rodem z lat 90.  wisiało na poręczach i gapiło w smartfony. Nikt inny na nią nie patrzył. Drzwi się zamknęły. Odjechałam ze łzami, myśląc o tym, że każdego dnia patrzymy obok. Cyrk opolsko-polski gra swoje sztuczki, a Polska wciąż czeka na nasze uważne oczy.


Paulina Wilk.
Ur. 1980. Pisarka, publicystka. Autorka książek „Lalki w Ogniu. Opowieści z Indii”, „Znaki szczególne” o dorastaniu w czasie polskiej transformacji, a także serii bajek dla dzieci o misiu Kazimierzu. Zajmuje się tematyką międzynarodową i literaturą. Stale współpracuje z tygodnikiem „Polityka”, a także z „National Geographic Traveler”, „Przekrojem” oraz magazynem „Kontynenty”. Jest współtwórczynią Big Book Festival – międzynarodowego festiwalu czytania odbywającego się w Warszawie od 2013 r. Pracuje nad książką poświęconą miastom przyszłości.

weekend.gazeta.pl

Zbigniew Brzeziński: Dobiega końca zdominowanie świata przez Zachód

Schyłek Zachodu
O tym, czy powstanie Euroameryka, co dalej z Rosją, Bliskim Wschodem i jakie są w tym polskie interesy.

Jacek Żakowski: – Czy ten kryzys zmienia świat?
Zbigniew Brzeziński: – Niewątpliwie. Żyjemy w wieku, w którym coś zasadniczego się zmienia.

W tym wieku czy w tym roku?
W jednym roku nie. Ale na pewno w tym wieku. Istotne jest, że dobiega końca zdominowanie świata przez Zachód. A tak było od 500–600 lat. Teraz świat się politycznie obudził. Większość ludzkości polityką się nie zajmowała i nie interesowała aż do rewolucji francuskiej, która obudziła postawy polityczne i uczucia narodowe w Europie. Potem to objęło prawie cały świat, który w ciągu ostatniego półwiecza stał się politycznie świadomy. Ta świadomość jest bardzo zróżnicowana i coraz bardziej aktywna; w coraz większym stopniu wynika z frustracji, niepewności, niezadowolenia, poczucia niesprawiedliwości. Te negatywne uczucia w dużej mierze koncentrują się na Zachodzie, a zwłaszcza na Ameryce, która w dużej mierze była sumieniem świata, a stała się w ostatniej dekadzie obiektem rozpowszechnionej niechęci. To jest bardzo groźne: gdyby teraz Ameryka straciła czołową rolę w świecie, żadne inne państwo nie mogłoby jej zastąpić.

Kiedy pracowałem w Białym Domu, największym zagrożeniem był wybuch wojny atomowej. Każdego dnia się z tym liczyliśmy. W ciągu 28 minut mógł się rozwinąć kryzys, który w ciągu następnych 6 godzin spowodowałby śmierć od 80 do 120 mln ludzi.

Na początek.
W ciągu pierwszego dnia! Dziś takiego zagrożenia nie ma. Ale jest niepewność co do stabilności świata, układów politycznych, roli Zachodu. Większość tego pobudzonego politycznie świata negatywnie ocenia rolę Zachodu. Kolonializm, imperializm, wyzysk są zasadniczą częścią dominujących w świecie narracji historycznych.

Ten proces narastał od lat 60. Dekolonizacja była w dużej mierze budowana na odwróceniu narracji kiplingowskiej, na rosnącej niechęci do „białego człowieka”. Ale ekspresja tej rosnącej niechęci była ograniczona, bo układ sił sprzyjał Zachodowi. Teraz to się zmienia. Udział Zachodu w globalnym PKB radykalnie maleje. Zmienia się równowaga kulturalna i militarna. Czy za naszego życia role się odwrócą?
Równowaga militarna zmienia się najwolniej. Ameryka ma większy budżet wojskowy niż wszystkie inne państwa razem wzięte.

Jak długo jeszcze będzie ją na to stać?
Przewaga jest miażdżąca. I dłuższy czas tak będzie. Ameryce nie zagraża żadna centralna wojna. Natomiast zagrażają jej małe wojenki, które są bardzo kosztowne gospodarczo, finansowo i moralnie. To Amerykę osłabia i zmienia sytuację. Ale ta przemiana nie będzie nagła ani destabilizująca. To ewolucja, proces historyczny.

Jak on będzie przebiegał?
Dużo zależy od tego, czy Obamie uda się zmienić rolę Ameryki w świecie i czy Unia Europejska będzie się dalej jednoczyła, czy też pójdzie w przeciwnym kierunku. Bardzo dużo zależy od tego, czy podziwu godny rozwój Chin będzie trwał dalej z tą samą dynamiką. I czy Indiom, Indonezji, Brazylii uda się powtórka chińskiego cudu. Tego oczywiście nie wiemy. Ale to wszystko jest prawdopodobne. Jesteśmy u początku jakiejś nowej ery.

Jakiej?
Ja prorokiem nie jestem. Natomiast angażuję się w pisanie scenariuszy i odpowiedzi na pytanie, jak w takiej sytuacji Ameryka powinna reagować.

Jak?
Popieram założenia polityki Obamy. Jeżeli mu się uda popchnąć Amerykę w nieco innym kierunku w polityce wewnętrznej i zewnętrznej, to będzie ona miała potencjał konieczny, żeby przez kilkadziesiąt lat odgrywać czołową rolę w świecie. A jak się Obamie nie uda, przemiany będą przyspieszone i prawdopodobnie bardziej dramatyczne.

Nas siłą rzeczy najbardziej interesuje przyszłość Europy. A tu kluczowe jest pytanie o Rosję. Niedawno dla „Rzeczpospolitej” mówił pan optymistycznie o przemianach w Rosji. Charles Kupchan wzywa wręcz, by włączyć Rosję do NATO (piszemy o tym też na s. 76). To się mieści w głowie?
Ja w sprawie Rosji jestem optymistą, ponieważ jestem pesymistą wobec samej Rosji.

Czyli?
Jestem pesymistą co do możliwości osiągnięcia przez Rosję jej dawnych imperialnych celów. Rosja już nie ma tego potencjału. To jest oczywiste, gdy się patrzy na statystyki gospodarcze, demograficzne, naukowe – nie mówiąc o otoczeniu geopolitycznym. Na wschód i na południe od Rosji powstają potężne, przeludnione państwa azjatyckie. Rosja nie ma wyboru. Musi iść w stronę Zachodu. I jest w interesie Zachodu, by w tę stronę poszła.

 

Żeby wstąpiła do NATO?
Tu mamy pytanie: co jest ważniejsze – obecność Rosji w NATO, czyli faktyczne zniwelowanie sojuszu, czy powolne wiązanie Rosji z sojuszem, co go może wzmocnić, niczego nie psując.

O jakim zniwelowaniu sojuszu pan myśli?
NATO jest sojuszem o daleko idącej współpracy wojskowej. Wszystkie państwa członkowskie mają wzajemny dostęp do swoich planów wojennych. Czy Rosja by się zgodziła, żeby amerykańscy oficerowie siedzieli w Moskwie i oglądali jej plany? Czy Ameryka zgodziłaby się na taką obecność Rosjan w Brukseli albo Waszyngtonie? To są pomysły bez głowy.

Z Niemcami się udało.
Niemcy leżeli na obu łopatkach i mieli przekonanie, że sami są winni tej klęski. Rosjanie jeszcze nie mają takiego poczucia wobec stalinizmu. Ale to się zmienia. W młodszej generacji rośnie zrozumienie, że Rosja musi dokonać wyboru i że to musi być wybór na rzecz Zachodu. Taki jest historyczny proces. Ale na jego rezultaty trzeba jeszcze poczekać.

A kto z nas doczeka?
Wiele osób. Myślę, że w ciągu 20–25 lat ten proces zmieni definicję istoty Rosji.

W ostatnim numerze „Foreign Affairs”, który kilka lat temu robiłby wrażenie wielkiej księgi baśni, Richard Rosencrance opisuje projekt europejsko-amerykańskiej unii gospodarczej na wzór UE. To realne?
Teraz nie. Ale właściwie, jaką przyszłość ma Zachód, jeśli to nie nastąpi?

Jaką?
Nasza słabnąca przewaga może być podtrzymana tylko przez głębszą, szerszą, bardziej dynamiczną współpracę amerykańsko-europejską. To by służyło Europie i Ameryce.

Mogłaby powstać Euroameryka?
Mówimy o społeczeństwach, które mają wiele podobieństw – demokracja, rynek, chrześcijaństwo. Ich bliskość może się pogłębić, jeśli będzie ku temu zmierzała świadoma działalność polityczna. To, co się udało w Europie, jest dużym osiągnięciem, chociaż jest też powód, by żałować, że ten proces nie poszedł dalej, a może nawet obecnie się cofa.

To jest kwestia sporna. Jedni sądzą, że kryzys nas dezintegruje, a inni, że integruje.
Następne 5–10 lat to raczej będzie czas dezintegracji. Ale zdajemy sobie z tego sprawę i Europa będzie się starała ten kierunek odwrócić. Tylko że to wymaga wysiłku i przywództwa. W Ameryce takie przywództwo istnieje. Prezydent ma ograniczone możliwości, ale może forsować swoją wizję. W Europie sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo nie ma wyrazistego kierownictwa politycznego. Ale kiedy Europejczycy zrozumieją, że dryfują w stronę dezintegracji, zaczną się przed nią bronić.

Widzi pan ryzyko, że Unia się rozpadnie, euro upadnie i wrócimy do Europy bezliku państw i państewek?
Myślę, że to nie nastąpi. Ale dobrze, że teraz się o tym ryzyku mówi, bo inaczej coś takiego mogłoby nastąpić. A to by było groźne. Zwłaszcza gdyby jednocześnie słabła Ameryka. Bo w perspektywie następnego okresu historycznego, czyli 20–40 lat, nie widzę kraju, który mógłby stabilizować świat podobnie, jak to robiła Ameryka. Kryzys Ameryki stanie się kryzysem świata.

Jak by ten kryzys wyglądał?
Wielki bałagan, konflikty, kryzys gospodarczy, wszechobecne rozgrywki na tle politycznym czy religijnym. W różnych regionach świata wyglądałoby to różnie.

Niektórzy twierdzą, że chaos już narasta. Do Palestyny płyną kolejne statki Flotylli Wolności. Są ofiary w ludziach. Władze izraelskie radykalnie potępiają tę akcję. Władze Turcji równie radykalnie potępiają reakcję Izraela. Turcja jest pierwszym krajem NATO w tak otwartym i ostrym konflikcie z Izraelem. Coś się burzy w architekturze Zachodu.
To jest objaw niemocy Zachodu wobec trwającego kilkadziesiąt lat konfliktu na Bliskim Wschodzie. Narasta też podział między światem zachodnim a Izraelem, co dla Izraela oczywiście jest groźne. Więc powinien działać ostrożniej. Wcześniej przepuszczono kilka statków do Gazy. Powiedzmy, że zdaniem władz izraelskich w obecnej sytuacji jest to niemożliwe. Ale można było ten statek zatrzymać, na przykład powodując blokadę śruby i nie stwarzając zagrożenia dla życia załogi.

Dlaczego Izrael tak nie zrobił?
Myślę, że to było po prostu źle zaplanowane. Planowano tę akcję militarnie, a nie politycznie. To wynika może z przesadnego nastawienia na rozwiązywanie konfliktu przy użyciu siły. Bo w społeczeństwie żydowskim zwiększa się poczucie zagrożenia. To jest zrozumiałe, ale nie sprzyja kompromisom.

Jeżeli, jak pan mówi, klucz do Bliskiego Wschodu jest w ręku prezydenta Obamy, to ważne jest pytanie, jakie on ma pole manewru. Pisał pan kiedyś w „Foreign Policy” o potędze izraelskiego lobby w Ameryce.
Tu nie chodzi tylko o siłę lobby, ale też o jego specyfikę. Większość społeczności żydowskiej w Ameryce jest liberalna i demokratyczna. W ostatnich wyborach mniej więcej 70 proc. społeczności żydowskiej głosowało na Obamę. Natomiast politycznie i finansowo wpływowa elita żydowska jest bardziej konserwatywna i identyfikuje się raczej z izraelską prawicą niż lewicą. To ma istotne znaczenie. Polityczne lobby żydowskie ma duży wpływ na Kongres, bo amerykańskie życie polityczne opiera się w dużej mierze na datkach obywateli. Znikoma grupa – jak w przypadku Ormian – może dzięki temu uzyskać duży wpływ polityczny. Lobby polskie mało kiedyś spory wpływ, bo w niektórych stanach były dość silne skupiska polskie, które gorąco angażowały się w sprawę niepodległości Polski. Teraz to zanikło. A polskie lobby nie dostarcza istotnych wpływów finansowych.

Obama jest z Chicago, czyli największego skupiska Polonii.
Wpływ polityczny to dziś nie są głosy, ale pieniądze na kampanie wyborcze. Bo polityka bardzo dużo kosztuje. Ale – mimo wszystko – jeżeli prezydent jest zdecydowany pójść w jakimś kierunku, to samo jego zaangażowanie ma wielki wpływ na postawę Kongresu.

Jaką grę może teraz prezydent Obama prowadzić w związku z kryzysem wokół blokady Gazy?
Sprawy Gazy nie da się rozwiązać, jeśli się nie rozwiąże problemu państwa palestyńskiego. Tu ingerencja z zewnątrz, czyli z Ameryki – jest po prostu konieczna. A to oznacza narzucenie ogólnej formuły, na podstawie której musi się odbyć proces negocjacji. W zasadzie chodzi o cztery podstawowe punkty. Po pierwsze, Palestyńczycy muszą zrezygnować z prawa do powrotu. Tak jak Niemcy nie mogą wrócić do Gdańska czy Wrocławia.

Jeszcze jest demografia. Ona sprawia, że bodaj za ćwierć wieku w Izraelu będzie więcej Arabów niż Żydów.
Może nawet już za 10 lat. Ale tak czy inaczej Palestyńczycy nie mogą liczyć na prawo do powrotu, bo Izraelczycy nie mogą się na to zgodzić. Drugi punkt jest trudny dla Żydów. Bo muszą zrozumieć, że nie będzie trwałego pokoju i pojednania, jeżeli nie będzie stolicy państwa palestyńskiego we wschodniej Jerozolimie. To jest kwestia symboliczna i wizualna. Z każdego miejsca palestyńskiego Zachodniego Brzegu Jordanu widać złotą kopułę Meczetu na Skale. To jest wielki symbol obecności arabskiej w Jerozolimie, gdzie wciąż żyje 300 tys. Arabów. Po trzecie, potrzebna jest wymiana terytoriów, żeby dostosować granice do osadnictwa. Po czwarte, konieczna jest demilitaryzacja terytorium palestyńskiego i umieszczenie wojsk amerykańskich lub NATO na brzegu Jordanu.

Co w tej sprawie może zrobić prezydent Obama?
Może postawić tę sprawę na porządku dnia. Może zgłosić warunki, o których wspomniałem na przykład w Radzie Bezpieczeństwa. O tych warunkach się w Ameryce mówi. Unia Europejska natychmiast je poprze. I przynajmniej 95 proc. państw świata też. To by naznaczyło kierunek procesu pojednania. Powstałby moralny nacisk na obie strony, żeby te warunki przyjęły.

Dlaczego Obama jeszcze tego nie zrobił?
Bo ma na głowie poważny wewnętrzny kryzys w Ameryce. Nie tylko wyciek w Zatoce Meksykańskiej. Cały amerykański system finansowy wymaga reformy. System budżetowy wymaga reformy. Edukacja wymaga reformy. Obama dobrze czuje, co Ameryka powinna robić w świecie, i taki kierunek narzuca. Ale prawdopodobnie z dwunastu godzin urzędowania dziennie światowym sprawom poświęca nie więcej niż jakieś dwie godziny.

Na wygłoszenie ważnego przemówienia to by wystarczyło.
Ale tu trzeba więcej. Mobilizacji, koordynacji międzynarodowej.

A jakie są w tej nowej sytuacji polskie interesy?
Podobne jak wcześniej. Po pierwsze, jak najsilniejsze powiązanie się z Europą. W interesie Polski jest, żeby Europa była zintegrowana i żeby Polska w nią jak najgłębiej wsiąkła. To przede wszystkim wymaga dobrych stosunków z Niemcami. Bo Niemcy są wejściem Polski do Europy. To jest fakt geograficzny, którego ignorować nie można. I szczęśliwie Polska go nie ignoruje. Po drugie, zasadniczo ważne jest utrzymanie sojuszu z Ameryką. Dla Polski jest to zasadniczo ważne i przyczynia się do powiązania Ameryki z Europą. A poza tym ważne jest montowanie czegoś w rodzaju lobby środkowoeuropejskiego w UE. Państwa środkowoeuropejskie mają w Unii tyle głosów co Niemcy. Zmontowanie takiej koalicji pod delikatną egidą Polski, bez nominowania siebie na jej szefa, we współdziałaniu z Rumunią, z krajami bałtyckimi, z Węgrami, z Czechami, stworzyłoby liczącą się grupę wewnątrz Europy. A tego jeszcze nie ma, chociaż są takie tendencje.

Kto powinien wygrać wybory prezydenckie w Polsce?
Lepszy.

rozmawiał Jacek Żakowski

polityka.pl

Nie żyje prof. Zbigniew Brzeziński, wybitny politolog

prof. Zbigniew Brzeziński
prof. Zbigniew Brzeziński

Foto: Fotorzepa, Jakub Ostałowski

Nie żyje prof. Zbigniew Brzeziński, były szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego w ekipie prezydenta USA Jimmy’ego Cartera (1977-1981), jeden z najbardziej wpływowych politologów i strategów polityki zagranicznej USA. Miał 89 lat.

Informację o śmierci Zbigniewa Brzezińskiego przekazały w sobotę amerykańskie media.

Zbigniew Brzeziński urodził się w Warszawie 28 marca 1928 r. Jego ojciec Tadeusz Brzeziński był dyplomatą, od 1938 r. konsulem RP w Kanadzie. Przyszły doradca prezydenta Cartera skończył tam szkołę i Uniwersytet McGilla w Montrealu, a na Uniwersytecie Harvarda obronił pracę doktorską z historii totalitaryzmu sowieckiego. W 1958 r. został obywatelem USA. Rok wcześniej, po raz pierwszy od emigracji za Zachód odwiedził Polskę.

Po doktoracie wykładał na Harvardzie, a w 1960 r. został profesorem na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Od młodości związany był z Partią Demokratyczną, doradzał prezydentom: Johnowi Kennedy’emu i Lyndonowi Johnsonowi. W latach 70. polemizował z antywojenną lewicą w swej partii i krytykował politykę odprężenia prezydentów Richarda Nixona i Geralda Forda, która kładła – jego zdaniem – nadmierny nacisk na kontrolę zbrojeń, nie doceniając kwestii praw człowieka, co prowadziło do ustępstw wobec ZSRR. Reklama

Jako współzałożyciel tzw. Komisji Trójstronnej, organizacji polityków i biznesmenów pragnących zacieśnienia sojuszu USA, Europy i Japonii, Brzeziński zaprosił do niej ówczesnego gubernatora Georii Jimmy’ego Cartera. Kiedy Carter został prezydentem, mianował go swym doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego.

Na nowym stanowisku Brzeziński położył nacisk na kluczową rolę „trzeciego koszyka”, praw człowieka w Akcie Końcowym Helsińskiej Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Wzmocniło to opozycję w ZSRR i krajach Europy Wschodniej. Forsując ten kurs, Brzeziński musiał przezwyciężyć opór sekretarza stanu Cyrusa Vance’a, który opowiadał się za ustępstwami wobec Moskwy, aby ułatwić rozmowy o redukcji broni strategicznej (SALT).

Po sowieckiej inwazji w Afganistanie, Brzeziński zorganizował pomoc dla afgańskich mudżahedinów. Kosztem 3 miliardów dolarów CIA, współpracując z wywiadem Pakistanu, dostarczyła im m.in. pociski rakietowe Stinger, którymi mogli zestrzeliwać sowieckie helikoptery.

Zimą 1980 r. z inicjatywy Brzezińskiego ustępujący z urzędu Carter zmobilizował przywódców Europy Zachodniej oraz papieża Jana Pawła II, aby wystąpili w obronie Polski, zagrożonej interwencją ZSRR. W listach przestrzegli oni Moskwę przed tym krokiem uprzedzając, że położy to kres odprężeniu w Europie.

Po odejściu z rządu w 1981 r. Brzeziński pozostał wpływowym ekspertem ds. polityki zagranicznej USA. Szczególnie angażował się w sprawy polityki wobec ZSRR i bloku wschodniego.

Profesor miał też ogromne zasługi dla Polski. Mocno wspierał przyjęcie Polski do NATO, współpracując na tym polu z Polonią amerykańską. W rozmowach z korespondentami w Waszyngtonie nie stronił od wypowiedzi i rad w sprawach polskiej polityki wewnętrznej.

rp.pl

Andrzej Sadowski: Podwyżki podatków dla bogatych i uderzenie w przedsiębiorców? To głęboko niemoralne [WYWIAD NEXT+]

Piotr Skwirowski, 22.05.2017

Andrzej Sadowski

Andrzej Sadowski (Agencja Gazeta)

Próba dorwania garstki zamożnych ludzi w Polsce nie udawała się do tej pory i w przyszłości też się nie uda. Na koniec okaże się, że sytuacja ludzi mniej zamożnych wcale z tego powodu nie jest lepsza. Natomiast liczba przedsiębiorców, którzy dla świętego spokoju i bezpieczeństwa przenoszą już nie tylko firmy, ale także swoje majątki do funduszy powierniczych za granicą, cały czas rośnie.

 

Piotr Skwirowski: Jaka jest dziś kondycja polskich przedsiębiorców? Mają szansę konkurować z firmami zachodnimi?
Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP: Pod względem stanu posiadania polscy przedsiębiorcy mają najnowocześniejsze fabryki na kontynencie, a niektóre nawet na świecie. Przedsiębiorcy wykorzystali tzw. rentę zacofania, czyli nie podążali po śladach zachodnich przedsiębiorców, tylko przeskakiwali kilka poziomów i jeżeli już zaciągali kredyty, to na najnowocześniejsze linie technologiczne dostępne na świecie.

Oczywiście, w końcu lat 80. XX wieku kupowali zdekapitalizowane maszyny po to, żeby ich używać przez jakiś czas, ale później był skok o kilka pięter powyżej tego, co jest u naszych zachodnich sąsiadów. I to we wszystkich dziedzinach. Jeśli inwestowano na przykład w rozwój przemysłu cementowego, to on dzisiaj należy do najnowocześniejszych, najbardziej efektywnych, energooszczędnych, ekologicznych w tej części świata. Gdyby więc badać jedynie stan posiadania polskich przedsiębiorstw, to inni mogą nam tylko pozazdrościć.

Jeśli jednak wziąć pod uwagę stan otoczenia, w jakim funkcjonują nasze firmy, to jest na odwrót. Im nowsze technologie wprowadzają przedsiębiorcy, z tym gorszymi przepisami mają do czynienia. Codziennie słyszymy komunikaty o odczytach z urządzeń rejestrujących emisję takich czy innych pyłów zanieczyszczających powietrze, którym oddychamy. Podobnie powinno się rejestrować liczbę przepisów, które danego dnia przyjął polski parlament, bo większość z nich zanieczyszcza środowisko pracy, w jakim muszą działać polscy przedsiębiorcy. Bicie rekordów przez polski parlament w uchwalaniu jeszcze większej liczby przepisów niż rok wcześniej jest miarą dramatycznego stanu systemu politycznego, który odbiera nam wolność gospodarczą. Z tego powodu, a nie z braku umiejętności czy technologii, nie możemy czasami sprostać zagranicznej konkurencji.

Mimo to przyciągamy zagranicznych przedsiębiorców. Ostatnio budowę fabryki w Polsce zapowiedziała Toyota. Może nie jest więc aż tak źle?

– Nie przyciągamy, tylko korumpujemy zachodnie koncerny łapówkami w postaci grantów, bo tak to się elegancko nazywa. Zaproszony przez nas do Polski Milton Friedman powiedział, że jeśli w warunkach takich, jakie panują w Polsce, nasi przedsiębiorcy odnoszą sukces, to jest to najlepszy dowód dla zagranicznych przedsiębiorców, iż jesteśmy krajem, w którym warto inwestować. Natomiast sztuczne przyciąganie koncernów za pieniądze polskiego podatnika jest strategią, która zemściła się na wszystkich krajach, które to robiły, od Ameryki Południowej po Azję. Zagraniczne koncerny budują tzw. fabryki kieszonkowe, czyli takie, które w jednej chwili można przenieść w dowolne miejsce na świecie. I to się dzieje po skonsumowaniu wszelkich grantów, ulg podatkowych czy przywilejów, jakimi kuszą je rządy. Zamiast stworzyć konkurencyjne warunki dla wszystkich, a przede wszystkim dla własnych przedsiębiorców, rządy kuszą zagranicznych inwestorów pieniędzmi polskiego podatnika.

Ale rząd mówi, że poprawia klimat działania dla przedsiębiorców. Obniżył stawkę CIT dla małych podatników, zapowiada konstytucję dla biznesu.

– Zamiast kolejnych tzw. ułatwień trzeba przywrócić wolność gospodarczą. Polscy przedsiębiorcy do tej pory pamiętają, ile zawdzięczają ustawie Wilczka. Mieliśmy dzięki niej jedyne jak dotąd masowe powroty do Polski, bo byliśmy krajem największego cudu gospodarczego na świecie końca XX wieku za sprawą tylko przywrócenia wolności gospodarczej. Polacy potrafili zrobić z wolności użytek i masowo zakładali firmy. Polska przyciągnęła również firmy zagraniczne, które wtedy mogły liczyć tylko na siebie, a nie, jak dziś, na przywileje i ulgi. U siebie mieli szklane sufity, których u nas na początku lat 90. XX wieku nie było. To dlatego pojawili się u nas m.in. rolnicy holenderscy, którzy mogli bez żadnych limitów, jak w swojej ojczyźnie, mieć tyle krów, ile zapragnęli. Potrzebujemy przywrócenia wolności gospodarczej, która jest naturalnym środowiskiem dla polskiej pracy i przedsiębiorczości.

Może to już jest niemożliwe? Czasy się zmieniły, może ci, którzy mieli zakładać własne firmy, już to zrobili?

– Polacy dziś zakładają najwięcej przedsiębiorstw w Niemczech. Pod tym względem wyprzedziliśmy nawet dotychczasowego lidera, czyli Turków. Przedsiębiorczość jest naszym narodowym DNA, a duch przedsiębiorczości nie ginie w kolejnych młodych pokoleniach.

Politycy w Polsce często odwołują się do przykładu Irlandii. Zapominają, że tam w czasach dramatycznej emigracji z tego kraju wszystkie siły polityczne porozumiały się co do fundamentalnej zmiany systemu gospodarczego. Irlandia stała się gospodarczym tygrysem nie dlatego, że tak sobie ktoś zaczął ją nazywać, lecz dlatego, że wprowadziła najkorzystniejsze warunki do zakładania firm w tej części świata, łącznie z gwarancjami, że każda firma, która zostanie założona, będzie korzystała z niezmieniania przepisów na gorsze przez 25 lat. Do tego doszedł dobry system podatkowy. W efekcie w ciągu dwóch pokoleń Irlandia przeskoczyła pod względem poziomu dobrobytu Wielką Brytanię. Mamy dowód na to, jak poprzez zmianę systemu można dokonać czegoś, co naszym politykom nie mieści się w głowie, czyli że Polska może wyprzedzić Niemcy w poziomie dobrobytu i rozwoju w dwa pokolenia.

Nasi politycy boją się, że poważna reforma systemu podatkowego zachwieje wpływami do budżetu, a te są potrzebne na realizację coraz bardziej rozdmuchanych wydatków socjalnych, jak program 500+ czy na obniżenie wieku emerytalnego.

– Przed laty premier Saksonii powiedział, że polskie rządy powinny konkurować z krajami Zachodu nie na stawki podatkowe, lecz na korzystniejsze rozwiązania podatkowe. Łatwiej jest wygrać z konkurencją lepszym systemem podatkowym, niż budowaniem przez ćwierć wieku autostrad, które od dawna już są w innych krajach.

Ależ autostrady są potrzebne. Dobra infrastruktura to jeden z warunków skutecznego przyciągania inwestorów.

– Są miejsca na świecie, gdzie nie ma jeszcze autostrad, a przepisy są lepsze. Przecież we Francji jest sieć autostrad, a nie słychać o nadzwyczajnych inwestycjach zagranicznych w tym kraju, tylko o karach za ich przenoszenie w inne miejsca. Jest to m.in. skutek prawa pracy, które liczy już kilka tysięcy stron. Prowadzenie tam przedsiębiorstwa jest podobnie trudne, jak w Polsce. Dodatkowo, kiedy polska firma kupuje francuską, wybuchają strajki przeciwko Polakom, którzy mieli być szefami kupionych przez siebie przedsiębiorstw. Nic zatem dziwnego, że pogłębia się przepaść gospodarcza między Francją i nie tylko Niemcami.

Rumunia zaś, konsekwentnie obniżając VAT i likwidując dziesiątki podatków, jest liderem wzrostu gospodarczego w UE przy zachowaniu wpływów do budżetu. Mieliśmy w Polsce podobne doświadczenia, choćby wtedy, gdy radykalna obniżka akcyzy na alkohol spowodowała zatrzymanie przemytu i wznowienie produkcji na trzy zmiany w zakładach spirytusowych.

U nas nie mówi się w tej chwili o obniżce podatków. Jeśli już, to raczej o ich podwyżce, przynajmniej dla najlepiej zarabiających. Był pomysł, by likwidować 19-proc. liniową stawkę PIT dla firm, rzekomo zbyt dla nich korzystną.

– Kolejny polski rząd stoi przed historyczną szansą. Albo będzie powielał nieefektywne rozwiązania sprowadzające się do ślepej wiary w arkusz kalkulacyjny, w którym powiązanie kolumny stawek z kolumną wpływów budżetowych powoduje po wpisaniu wyższych podatków w jednej wzrost wpływów w drugiej, albo przeciwstawi się szantażowi nieruszania systemu podatkowego, „bo budżet się zawali od obniżki opodatkowania”.

Wszystko sprowadza się do kwalifikacji moralnych rządzących. Polega to na tym, że podejmuje się decyzje korzystne dla obywateli na podstawie doświadczeń innych krajów. Jeśli, do tej pory, obniżki podatków w Polsce i innych krajach okazywały się zbawienne zarówno dla tego bożka, jakim dla części polityków jest budżet państwa, a jednocześnie zwiększały poziom dobrobytu obywateli, to takie decyzje należy bez zwłoki podejmować.

W Polsce, ale też w innych krajach, do głosu dochodzą ugrupowania populistyczne. Zgłoszą raczej propozycję wyższego opodatkowania najbogatszych, uderzenia w przedsiębiorców niż powszechnego obniżenia obciążeń. Tu będą szukały poklasku.

– To jest głęboko niemoralne. Na koniec okaże się, że sytuacja ludzi mniej zamożnych wcale z tego powodu nie jest lepsza. Natomiast liczba przedsiębiorców, którzy dla świętego spokoju i bezpieczeństwa przenoszą już nie tylko firmy, ale także swoje majątki do funduszy powierniczych za granicą, cały czas rośnie.

W Polsce nikt nie próbował wygrać wyborów, mówiąc uczciwie, że dobrobyt obywateli poprawimy, bo będziemy mniej zabierać i więcej zostawiać im do dyspozycji. Obecny rząd chce zwiększyć dobrobyt obywateli oraz poziom kapitału polskich przedsiębiorców. Nie ma do tego innej, lepszej, sprawdzonej na świecie metody niż obniżka podatków – od konsumpcji oraz podatków osobistych, które zresztą trzeba zlikwidować, bo są jednymi z bardziej demotywujących i szkodliwych. Tym sposobem można skutecznie wygrać wybory.

Natomiast próba dorwania garstki zamożnych ludzi w Polsce nie udawała się do tej pory i w przyszłości też się nie uda. Jeśli popatrzymy na listę 100 najbogatszych Polaków, to oni nie byliby najbogatsi, gdyby wszyscy tu płacili podatki w pełnej wysokości. Wielu z nich ma rezydentury podatkowe poza Polską, w różnych krajach w Europie i na świecie.

Dziś już nie pojawiają się propozycje wprowadzenia podatku liniowego czy rozwiązań w stylu 3 x 15. Dlaczego? To przejaw tego populizmu?

– Politycy nie wierzą w mądrość obywateli. Dobrze to było widać, gdy badaliśmy preferencje wyborców poszczególnych partii politycznych. Gdy okazało się, że duża część sympatyków jednej z nich opowiada się za obniżką opodatkowania oraz podatkiem liniowym, jeden z liderów stwierdził, iż linia partii jest inna i nie będzie jej zmieniał dla potrzeb własnego elektoratu. To pokazuje, że politycy partyjni nie reprezentują nawet swoich wyborców.

Jest pan optymistą, gdy patrzy na to, co się dzieje w naszej polityce i w gospodarce?

– Polska praca i przedsiębiorczość jest poważana i szanowana w całej Europie. To Polacy są najlepszymi ambasadorami naszego kraju. Gdy nad Londynem nastąpiło oberwanie chmury, to do pracy dotarli przede wszystkim Polacy. Wchodzili do pustych biur, bo Anglicy uznali, że oberwanie chmury to tak nadzwyczajne wydarzenie, iż nie trzeba ruszać się z domu. Takie symboliczne wydarzenia zbudowały nam reputację. Angielska prasa opisywała przypadki, gdy przedstawiciele innych nacji podszywali się pod Polaków po to, żeby dostać pracę. Bo Polak wyznaczał standard najbardziej odpowiedzialnej, solidnej, ciężkiej pracy.

Rysuje pan bardzo korzystny obraz Polaków, polskich przedsiębiorców. Tymczasem mamy jedną z największych luk w VAT, to samo w CIT. Zdaniem rządu, dowodzi to, że Polacy lubią omijać prawo, oszukiwać na podatkach i dorabiać się tym sposobem.

– Komisja Europejska szacuje, że wyłudzenia VAT w UE sięgają setek miliardów euro rocznie. Wniosek jest jeden: VAT jest podatkiem kryminogennym. Sama Komisja mówi, że należy go zamienić na podatek przychodowy. Tam gdzie mamy VAT tam mamy najlepiej zorganizowaną przestępczość, która rozkwitła jeszcze bardziej po tym, jak transakcje zwrotu tego podatku stały się transakcjami transgranicznymi. To jest nie do opanowania i dlatego trzeba zmienić lub zlikwidować obecny podatek VAT.
Nie można stawiać tezy, że Polacy są narodem kombinatorów bo są to międzynarodowe grupy przestępcze, które wykorzystują każdy kraj. W Polsce dodatkowo rządzący tworzyli system, który sprzyja oszustom, a to dlatego, że przepisy dotyczące VAT, wraz z ich interpretacjami liczą dziś ok. 1,5 mln stron.

Chyba 1,5 tys. stron?

– Nie tysiąca, tylko półtora miliona. Deklaracja VAT w Wielkiej Brytanii liczy do 9 pozycji w Polsce ponad 60, czyli nawet podatek VAT może być mniej skomplikowany. Im bardziej jest on skomplikowany, tym większe są możliwości przestępcze. Tak zwane uszczelnianie polegające na dalszym komplikowaniu systemu i nakładaniu na uczciwych podatników, coraz to nowych obciążeń, spowoduje tylko większą niesprawiedliwość. Z rosnącą patologią VAT ma coraz większy problem cała UE bo to taki podatek. Dodatkowo im wyższe stawki tego podatku, a w Polsce należą one do najwyższych, tym wyższa jest premia za jego niezapłacenie.

„Innowacyjna” przestępczość to nie rabowanie banków, lecz wysyłanie deklaracji o zwrot VAT do urzędów skarbowych.

Ma pan jakąś receptę na to, co złego dzieje się w polskich podatkach?

– Do czasu, aż UE coś zrobi z VAT, możemy z systemu VAT wyłączyć
milion małych firm. Dziś, gdy idziemy do publicznej toalety, dostajemy paragon fiskalny. To absurd. Zmuszono drobnych przedsiębiorców do przyjęcia VAT i stworzono raj dla przestępczości. W tłumie drobnych firm łatwiej ukryć tzw. słup, który służy potem do wyłudzania podatku. Liczbę podatników VAT trzeba więc radykalnie ograniczyć i dzięki temu pozostałych łatwiej będzie kontrolować. W idealistycznym założeniu VAT miał być przywilejem tylko dla największych firm. Potem jednak małych zmuszono do wejścia w VAT, co powoduje straty w tym podatku, bo mali przedsiębiorcy są znaczącymi konsumentami VAT.

Od ręki należy zlikwidować osiem różnego rodzaju podatków i składek nałożonych na pracę na etacie, płaconych w czterech przelewach. Na koniec mamy dwóch płatników, czyli przedsiębiorcę i pracownika.

Natomiast zmiana fundamentalna, to obniżenie opodatkowania pracy. To kluczowe dla konkurencyjności wszystkich polskich przedsiębiorców. Proponujemy też likwidację podatku CIT, czyli podatku dochodowego, który jest podatkiem od braku umiejętności jego niezapłacenia, bo nie płaci go legalnie od 60 do 80 proc. firm. Podatek ten jest bardziej bohaterem medialnych niż poważnym źródłem wpływów budżetowych w przeciwieństwie do podatków z pracy.

Mimo to daje on budżetowi 30 mld zł rocznie.

– Tak, ale to zaledwie 4-5 proc. udział w finansach publicznych. 20 proc. wszystkich tytułów podatkowych daje 80 proc. wpływów do budżetu. Mamy w Polsce odważnych samorządowców, którzy rezygnują z części podatków, bo ich pobór jest droższy niż korzyści, które ów podatek przynosi. Niektóre samorządy rezygnują więc na przykład z pobierania np. podatku za posiadanie psa, bo jest on nieefektywny albo szkodliwie za wysoki. Poprzedni rząd potwierdził słuszność naszych propozycji dotyczących redukcji opodatkowania pracy, ale niestety tylko do jednej grupy pracowników. Uznał mianowicie, że opodatkowanie pracy naszych marynarzy, uniemożliwia naszym armatorom konkurowanie na rynkach międzynarodowych i dlatego rząd przygotował ustawę, która miała to opodatkowanie obniżyć. Skoro wysokie opodatkowanie pracy jest szkodliwe dla marynarzy to również jest szkodliwe dla wszystkich pozostałych branż od górnictwa do startupów. Trzeba wprowadzić redukcję podatków od pracy dla wszystkich zatrudnionych w Polsce.

Rząd dał też przemysłowi stoczniowemu zgodę na stosowanie podatku przychodowego zamiast CIT. Taki podatek miał pomóc stoczniom w czasie kryzysu. Ten system powinien objąć wszystkich przedsiębiorców a nie tylko wybrańców.

Czy gmeranie w systemie sądownictwa jest niebezpieczne dla biznesu?

– W Polsce jest dziś tak źle, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości mogą przynieść tylko poprawę sytuacji.

Myśli pan, że zapowiadane upolitycznienie będzie lepsze dla firm niż to, co dziś mamy w sądach?

– Wymiar sprawiedliwości jest sektorem usług dla obywatela, który musi mieć prawo wyboru sędziów, przynajmniej na poziomie lokalnym. Tak samo, jak wybiera się wójtów czy prezydentów miast. To samo powinno dotyczyć prokuratorów czy komendantów policji. Dlaczego w niektórych państwach, które stoją na najwyższym stopniu demokracji, obywatel może wybierać właśnie sędziów czy prokuratorów? W wyborach bezpośrednich wybieramy prezydenta kraju, którego przeciętny obywatel nigdy w życiu nie spotka, w przeciwieństwie do sędziego, komendanta policji, tymczasem nie ma żadnego wpływu na jego wybór. Wybory powinniśmy sprowadzić na poziom władz, z którymi obywatel ma na co dzień do czynienia i które mają bezpośredni wpływ na komfort jego życia.

Mielibyśmy wtedy wybory chyba co roku. A i tak jest przecież problem z frekwencją przy urnach.

– Jeżeli za wzór demokracji przyjmiemy Szwajcarię, to tam wszystkie ważne decyzje
obywatele podejmują w czasie głosowań, w referendach. Szwajcaria powinna być dla nas punktem odniesienia. W literaturze polskiej końca XIX wieku, choćby u Prusa, Szwajcar pojawia się jako emigrant z biednego kraju, który w warszawskich hotelach otwiera gościom drzwi. Szwajcaria była wtedy krajem dotkliwej biedy. W ciągu kilku dekad kraj ten stał się oazą dobrobytu.

GUS podał niedawno, że w pierwszym kwartale tego roku mieliśmy 4 proc. wzrostu gospodarczego. To chyba dowód, że w tym trudnym otoczeniu prawnym i gospodarczym polscy przedsiębiorcy radzą sobie całkiem dobrze? Może to pana utyskiwanie jest nieco na wyrost?

– Te 4 proc. jest poniżej naszych możliwości. W Polsce jest potencjał i możliwości na wzrost dwucyfrowy.

Na tle Europy wyglądamy całkiem nieźle.

– Mówienie, że gdzieś jest gorzej niż u nas, to najgorsza motywacja, jaką można sobie wyobrazić. W każdym przedsiębiorstwie patrzy się na wyniki i na potencjał. I zastanawia się, co trzeba zrobić, żeby ten potencjał wykorzystać. Dzisiaj najcenniejszym kapitałem. jaki ma Polska, są ludzie. Mamy młode, dynamiczne, dobrze wykształcone społeczeństwo. To był powód, dla którego Wielka Brytania i kilka innych krajów od razu otworzyło dla nas swoje rynki pracy. To pomogło im utrzymać funkcjonowanie wielu sektorów ich gospodarek.

Nasz premier cieszył się przed laty jak dziecko, że w czasie kolacji z premierem Blairem na Wyspach, w grupie czterech obsługujących go kelnerów, trzech było Polakami. Wcześniej rozkładał ręce wobec dramatycznie wysokiego bezrobocia, które sztucznie obniżała i obniża do tej pory emigracja. Rządzący z ulgą pozbywali się obywateli, czyli najcenniejszego, czym dysponowali. Dziś Polacy nie wracają, bo niestety nic nie zmieniło się na korzyść w traktowaniu pracy i przedsiębiorczości, a przekonali się, że w innych krajach jest pod tym względem korzystniej. I nie przyjmuję tłumaczenia, że „nie da się”. Przy takiej argumentacji nie stworzylibyśmy w Polsce „Solidarności”, nie wyprowadzilibyśmy z Polski Armii Radzieckiej i nie zrobilibyśmy w naszym kraju wielu innych wyjątkowych w skali świata rzeczy. Powtarzanie jak mantrę, że „nie da się” albo „gdzie na świecie to zrobiono”, jest dyskwalifikujące w świetle naszej historii. Polska była i może być liderem zmian w Europie, które przywrócą nam nie tylko możliwość konkurencji, ale też mogą pomóc innym krajom wyrwać się ze swoich pułapek rozwojowych.

Andrzej Sadowski (1963) założyciel i prezydent Centrum im. Adama Smitha – Pierwszego Niezależnego Instytutu w Polsce (1989), założyciel Zespołu Badań nad Myślą Konserwatywną i Liberalną na Uniwersytecie Warszawskim (1984-1989). Współzałożyciel i członek zarządu Towarzystwa Gospodarczego w Warszawie (1986–1989). Współzałożyciel wraz z Mirosławem Dzielskim i Aleksandrem Paszyńskim i członek zarządu Akcji Gospodarczej (1988-1989). Jeden z założycieli (1996) i członek Zarządu Transparency International Polska (do 2003).
Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP (2009-2010).
Członek Rady Naukowej Ośrodka Badań nad Przedsiębiorczością Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (2009-)
Przewodniczący rady Fundacji „Razem w chorobie” (2015-).
W 2014 roku odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za propagowanie przedsiębiorczości.
Ponownie powołany do Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP (2015-).

next.gazeta.pl

Historyjki: Pijany generał i katastrofa Wojska Polskiego

Alicja Bobrowicz, Bartosz T. Wieliński, Zdjęcia: Marcin Urban, Montaż: Łukasz Carbone, 26.05.2017

III Rzesza na kolanach. Hitler obchodzi ostatnie urodziny, za 10 dni jego państwo się rozsypie. Tymczasem 200 km od Berlina, polskie wojska ponoszą totalną klęskę. Jedną z największych w czasie II wojny światowej. Wszystko przez to, że gen. Karol Świerczewski uparł się, że zdobędzie Drezno.

Historyjki to nowy cykl Wideo Wyborczej, w którym dziennikarze Gazety Wyborczej Alicja Bobrowicz i Bartosz T. Wieliński biorą na warsztat znane i mniej znane fakty z przeszłości Polski, Europy, świata. Bez nabożnego stosunku do historii i wstawania z kolan – za to z dystansem i celnie.
Na program zapraszamy co dwa tygodnie, w piątek na Wyborcza.pl

 

wyborcza.pl

Zbigniew Brzeziński nie żyje. Doradca prezydenta Cartera miał 89 lat

mako, IAR, 27.05.2017 07

Zbigniew Brzeziński nie żyje

Zbigniew Brzeziński nie żyje (FOT. WOJCIECH OLKUŚNIK / AGENCJA GAZETA)

Zmarł profesor Zbigniew Brzeziński, politolog i doradca byłego prezydenta Jimmiego Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego.

Prof. Zbigniew Brzeziński zmarł w wieku 89 lat w szpitalu w Falls Church pod Waszyngtonem. O jego śmierci poinformowała na Twitterze córka profesora, Mika Brzeziński. „Dzisiejszej nocy odszedł w spokoju mój ojciec. Przyjaciele nazywali go „Zbig”, wnuki „Szef” a dla żony był miłością życia”- napisała. Zbigniew Brzeziński pozostawił żonę Emilie, trójkę dzieci: Iana, Mikę i Marka oraz pięcioro wnuków.

Zbigniew Brzeziński – genialny strateg

Prof. Zbigniew Brzeziński urodził się w Warszawie w 1928 roku. Po wojnie studiował w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. W 1977 roku został mianowany przez prezydenta Jimmiego Cartera na stanowisko doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego. To z jego inicjatywy Stany Zjednoczone wydały miliardy dolarów na wsparcie afgańskiej partyzantki podczas sowieckiej inwazji na początku lat 80-tych. Po odejściu z Białego Domu był wpływowym ekspertem waszyngtońskich ośrodków analitycznych i aktywnym recenzentem amerykańskiej polityki zagranicznej. Jego poglądy polityczne były bliskie demokratom. W 1995 roku został odznaczony Orderem Orła Białego.

– Zbigniew Brzeziński przez ponad cztery dekady stanowił ważną część naszego życia i pełnił niezwykle istotną rolę w życiu publicznym – oświadczył w piątek wieczorem były prezydent Jimmy Carter, czytamy w portalu abc News. – Był dociekliwy i myślał nietuzinkowo. Wybranie go na doradcę do spraw bezpieczeństwa narodowego, kiedy zostałem prezydentem, było dla mnie całkowicie naturalne – zaznaczył polityk.

Fisher, Wajda, Bowie, Cohen, Czubaszek. Oni odeszli w 2016 roku

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,21185747,video.html

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: