Tag Archives: Stanisław Piotrowicz

Banaś dopiero zaczął. Czy pójdzie na całość, jak Macierewicz?

Zwykły wpis

Drogi Panie Antoni!

Już wiele dni upłynęło od mojej ostatniej rady dla Pana, tak więc sądziłem, że się Pan ustatkował. A tu znowu wychodzą szczegóły z Pana relacji z młodymi doradcami, którym fundowaliśmy z pieniędzy podatników hotele i przejazdy za grube tysiące.

Panie Antoni!

Po ostatnich moich listach w sprawie Misiewicza obiecywał Pan poprawę a tu znowu to samo.

Czy Pan mógłby mianować jakiegoś doradcę, który skończyłby 25 lat? Tak zrobił minister Gliński, który do swojego gabinetu politycznego wicepremiera rządu RP zaprosił dojrzałego już młodzieńca, który mógł się pochwalić dwoma latami pracy w KFC na ul. Puławskiej w Warszawie.

Taka niespotykana sytuacja, w której ktoś z PiS ma epizod pracy na rynku wzbudziła entuzjazm mediów. Do rządu wchodzi ktoś, kto ma za sobą uczciwą pracę, krzyczały nagłówki gazet. Czy Pan nie mógłby podobnie zatrudnić kogoś z minimalnym doświadczeniem zawodowym (nie mówię tutaj koniecznie o odpowiedzialnej bądź co bądź pracy w KFC, której większość Pana kolegów nie mogłaby wykonywać, gdyż zaraz przy zamówieniu coś pokręciliby), ale chociażby kogoś, o którym nie pisaliby, że rząd jest dla niego programem pierwszej pracy? Uspokoiłyby się nastroje i mógłby Pan wskazywać, że dojrzałość i doświadczenie jest u Pana w cenie.

Tak więc Panie Antoni!

Porzucamy młodzieniaszków i stawiamy na stare wygi. Będą pewnie Pana młodzi koledzy protestować i musi ich Pan jakoś udobruchać.

Proponowałbym na święta kupić każdemu prezent: zestaw trzech książek pod wspólną nazwą: Kronika Podłej Zmiany (można kupić w sklepie internetowym http://www.ecoredonum.plTam jest wiele listów właśnie o tych Pana ekscesach. Może zrozumieją i nie będą zazdrośni o Pana nowych, dojrzałych faworytów.

Więcej >>>

Banaś dopiero zapowiedział, iż może zrobić jesień średniowiecza. Czuję, że się dogada z Kaczyńskim.

Kmicic z chesterfieldem

Pieniądze z Polskiej Fundacji Narodowej szły m.in. na przeloty i zakwaterowanie Edmunda Jannigera, byłego doradcy szefa MON Antoniego Macierewicza. OKO.press przypomina inne przypadki hojności Fundacji, a było ich wiele

Nowe fakty w sprawie PFN odkrył Andrzej Stankiewicz z Onetu.

„Za przelot do USA i zakwaterowanie Jannigera PFN zapłaciła w maju (2019 r.) 6 tys. 284 dolary, czyli niemal 25 tys. zł. Hotel kosztował ponad tysiąc dolarów (niemal 4 tys. zł), a bilet lotniczy — 5 tys. 280 dolarów (ponad 20 tys. zł)” – pisze Onet.

Według prawników wynajętych przez Jannigera, młody człowiek towarzyszył wówczas Macierewiczowi na konferencji: „Polska i USA w obronie wolności: od pokonania komunizmu do zachowania suwerenności narodowej”.

Problem w tym – jak wskazuje w Onecie Stankiewicz – że w maju br. Macierewicz od dawna nie był już ministrem.

„Nie wiadomo więc, czemu na wyjazd do USA zabrał na koszt PFN osobę towarzyszącą. Trudno też mówić o…

View original post 4 483 słowa więcej

Piotrowicz do pierdla!

Zwykły wpis

Sędziowie Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf i Krzysztof Rączka złożyli pozew przeciwko posłowi PiS Stanisławowi Piotrowiczowi. Domagają się przeprosin oraz 50 tysięcy złotych na cele społeczne.

Chodzi o wypowiedź przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z 27 sierpnia, wygłoszoną w siedzibie KRS. Wtedy grupa demonstrantów reprezentujących ruch Obywatele RP przez kilka godzin blokowała rozpoczęcie obrad Krajowej Rady Sądownictwa, na których KRS miała zarekomendować kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego. Członek KRS, poseł PiS Stanisław Piotrowicz odnosząc się do protestu powiedział dziennikarzom, że „nie może być takiej sytuacji, by garstka niezadowolonych z utraty przywilejów blokowała prace organu konstytucyjnego”. Dopytywany, o jakie przywileje chodzi, odpowiedział, że chodzi także o to, żeby „sędziowie, którzy są zwykłymi złodziejami, nie orzekali dalej”.

Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf domagała się przeprosin i zapowiadała, że wejdzie na drogę prawną. Pozew zapowiedział również sędzia Krzysztof Rączka, który stwierdził, że będąc sędzią SN nie może „pozostać biernym” wobec wypowiedzi Piotrowicza, w której „zawarto sugestię popełnienia czynu zabronionego przez sędziów Sądu Najwyższego”. „Stwierdzenie to nie znajduje żadnego uzasadnienia w faktach i godzi w moje dobre imię jako Sędziego SN, jak również godność wszystkich Sędziów zasiadających w najwyższym organie władzy sądowniczej Rzeczypospolitej Polskiej” – napisał w oświadczeniu opublikowanym 5 września.

Piotrowicz nie przeprosił. Trzy tygodnie później Gersdorf i Rączka, jak zapowiedzieli wcześniej, złożyli pozew – poinformował TOK FM mecenas Michał Wawrykiewicz, współzałożyciel inicjatywy Wolne Sądy i Komitetu Obrony Sprawiedliwości KOS.

Sędziowie domagają się od Piotrowicza przeprosin i 50 tys. zł na cele społeczne. Sam poseł PiS jeszcze do pozwu się nie odniósł.

* * *

Pokonać PiS i posadzić takich Piotrowiczów.

Depresja plemnika

Według rozmówców „Newsweeka” Tusk na poważnie rozważa start w wyborach prezydenckich w 2020 r. Ale do tego będzie potrzebował PO i wcześniejszej wygranej opozycji w wyborach parlamentarnych. Dlatego – jak mówi ważny polityk PO – Tusk zawarł sojusz taktyczny z liderem Platformy Grzegorzem Schetyną, który ma pomóc opozycji wygrać wybory europejskie i parlamentarne, a Tuskowi – walkę o prezydenturę.

Ten sojusz został przypieczętowany na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w Helsinkach pod koniec października. Tusk przechadzał się między liderami europejskiej chadecji, do której należą w europarlamencie PO oraz PSL, i odbierał gratulacje za wynik wyborów samorządowych w Polsce. Koalicja Obywatelska wygrała wybory w miastach, wypychając z nich zupełnie PiS. Tusk publicznie chwalił w Helsinkach Schetynę, podkreślając, że dobry wynik Koalicji Obywatelskiej to jego zasługa.

Prawicowe tygodniki straszą powrotem Tuska

Kilku moich rozmówców w PO przyznaje, że wzajemne „obwąchiwanie się” trwało dość długo, bo Schetyna wciąż podejrzewał, że Tusk chce…

View original post 3 278 słów więcej

Grabarz Duda nagrabił sobie

Zwykły wpis

Mimo największych starań i zabiegów, zaangażowania niemałych środków finansowych, małżonka ważnego funkcjonariusza Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusza Mularczyka przegrała wybory na stanowisko prezydenta w Nowym Sączu.

Nie pomogła nawet wizyta głowy państwa na miejscowym cmentarzu, dokąd Andrzej Duda przybył, by razem z kandydatka i jej mężem zapalić znicze na mogiłach „krajan”. Partia jednak nie pozostawia swoich ludzi na lodzie. Porażkę szybko przekuto w sukces i pani Iwona Mularczyk „na pociechę” piastuje już dziś funkcję przewodniczącej rady miasta.

Przyszłość jednak przed panią Mularczyk stoi zapewne otworem, bo do byle kogo prezydent nie przyjeżdża na groby… A tak było parę tygodni temu, gdy 1 listopada przed miejscowy cmentarz zajechała prezydencka limuzyna i nad Nowosądeckimi mogiłami głowę pochylał Duda w towarzystwie Mularczyków.

 „Jestem w końcu synem tej ziemi, a pani Iwona Mularczyk i pan poseł są moimi serdecznymi przyjaciółmi od wielu lat” – wyjaśniał powód swej wizyty prezydent Andrzej Duda.

Dodatkowo w ostatnich dniach przed wyborami samorządowymi aż roiło się od rządowych oficjeli. Miasto wizytowali niemal dzień po dniu minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, wicepremier Beata Szydło, wicepremier Jarosław Gowin i premier Mateusz Morawiecki, a po Wszystkich Świętych jeszcze minister rozwoju Jerzy Kwieciński i minister zdrowia Łukasz Szumowski.

* * *

Program „W tyle wizji” w TVP reklamuje książkę Jacka Międlara, wycofaną już ze sprzedaży w Empiku.

Depresja plemnika

>>>

Dwaj wielcy oponenci polityczni zostali przesłuchani przed gdańskim sądem w związku ze sprawą o naruszenie dóbr osobistych, jaką prezes PiS wytoczył byłemu prezydentowi RP. Domaga się przeprosin i zasądzenia od Lecha Wałęsy 30 tys. zł na cele społeczne. Po raz pierwszy od wielu lat ci niegdysiejsi polityczni współpracownicy, których drogi rozeszły się radykalnie jesienią 1991 r., stanęli tak blisko siebie. Wałęsie spod marynarki wystawała koszulka z charakterystycznym nadrukiem „Konstytucja”. Jeszcze przed salą rozpraw doszło do wymiany złośliwości. Wałęsa Kaczyńskiego i Kaczyński Wałęsę określili mianem swojego „wielkiego błędu”.

Dwaj panowie z traumą

Było to spotkanie ludzi naznaczonych ciężkimi traumami. W przypadku Wałęsy – traumą „Bolka”, oskarżeniami o agenturalną przeszłość. Czego następstwem jest próba „wygumkowania” jego dokonań z najnowszej historii Polski. W przypadku Kaczyńskiego – traumą katastrofy smoleńskiej i pojawiającymi się w przestrzeni publicznej słowami dotyczącymi współodpowiedzialności. Ta rozprawa była swoistym spektaklem publicznego prezentowania swoich krwawiących ran. Spektaklem zainicjowanym przez Jarosława Kaczyńskiego, który tym razem wystąpił nie w roli wodza…

View original post 3 431 słów więcej

Należy pomóc PiS w osiągnięciu zasłużonej klęski

Zwykły wpis

Kapitulacja PiS przed Komisja Europejską w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym została w Brukseli przyjęta ze zrozumieniem. Rzecznik KE orzekł: „jesteśmy usatysfakcjonowani, że zmiana odbywa się dokładnie w tym kierunku, o jaki prosiliśmy”.

Wg Brukseli PiS kroczy w dobrym kierunku, lecz to na razie pierwszy krok. Ale nie Bruksela ma Kaczyńskiego i jego towarzystwo prowadzić za rękę ku praworządności, lecz tutaj na miejscu musimy zadbać, aby w kraju powrócono do obowiązujących standardów niezależnego sądownictwa. A zatem należy przyświecać im kagankiem oświaty, a jak i tego będzie za mało – „łańcuchami światła”.

Politycy PiS mają świadomość, że ten „sukces” jest podobny do słynnego wyniku 1:27, jest ich „zwycięską sromotą”. Starają się ją rozbroić przynajmniej w oczach własnego elektoratu. Pisowski bojownik w zakresie prawa, PRL-owski prokurator Stanisław Piotrowicz był z przynależną mu swadą rzec, iż prof. Małgorzata Gersdorf nie jest I prezes Sądu Najwyższego, ale p.o. –  pełniąca obowiązki.

Inny członek pisowskiego zespołu Monty Pythona, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wcielił się w rolę kowala  i czerwony z emocji zapowiedział, że „do bólu, niczym gorącym żelazem, będziemy wypalać patologie”. A przypominam, że jest to już siódma poprawka ustawy o Sądzie Nawyższym, sześć poprzednich jest patologicznych. Miał Ziobro czas, aby swoim grafomańskim językiem wypalić „gorącym żelazem”.

Z wokandy Trybunału Sprawiedliwości UE jednak spadają zapytania prejudycjalne, jakie zadał Sąd Najwyższy. W ogromnym pospiechu uchwalona nowelizacja ustawy pozwala okopać się PiS-owi w dotychczasowych zdobyczach, mianowicie w Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS), obsadzonej nominatami Ziobry, którzy jednak będą mieli wpływ na nominacje sędziowskie m.in. do SN i NSA. W wielkim skrócie: PiS gra na przeczekanie.

W tej sytuacji Sądowi Najwyższemu na pomoc idzie Naczelny Sąd Administracyjny. Dzień po nowelizacji ustawy o SN zadaje dwa zapytania prejudycjalne do TSUE, dotyczą one KRS. Jak skuteczne i prawomcne są uchwały KRS, które w istocie nie są objęte kontrolę sądowniczą, bo przedstawiciele w KRS „wybierani są przez władzę ustawodawczą”.

KRS jest obecnie partyjną przybudówką PiS, co spotkało się już wcześniej ze zdecydowanym stanowiskiem Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (SNCJ), 17 września polska KRS została zawieszona w prawach członka, bo nie spełnia wymogów niezależności, bo nowi członkowie KRS zostali powołani z naruszeniem Konstytucji.

Walka o niezależność władzy sądowniczej ciągle trwa, przynajmniej w jednym elemencie – sądownictwa – dążenie do autokracji partii Kaczyńskiego się posypało. Jak wypadła jedna cegielką, to i wypadną następne, a do tego nastapiła kumulacja afer PiS, więc należy pomagać PiS w osiągnięciu zasłużonej klęski.

>>>

Nie rydzykuj, głosuj, urna jest twoja

Zwykły wpis

>>>

Podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, a także podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych PiS i Andrzej Duda złamali co najmniej 13 artykułów Konstytucji, niektóre wielokrotnie – twierdzi senacki zespół ds. monitorowania praworządności.

„Ale który artykuł” – dopytywała Agata Duda dziewczynę, która widząc prezydenta i jego małżonkę kupujących jedzenie w KFC zaczęła krzyczeć, że władza łamie Konstytucję.

Wskazanie konkretnych paragrafów nie jest takie trudne. Eksperci pracujący dla senackiego zespołu wskazali ich aż 13. – Do wyborów parlamentarnych w 2019 r. przedstawimy „Białą księgę” wszystkich naruszeń prawa przez rządzących – mówi „Newsweekowi” jeden z członków zespołu, senator PO Bogdan Klich.

Były prokurator stanu wojennego, Stanisław Piotrowicz, jest jedną z częściej pokazywanych twarzy PiS. Udzielił on niedawno szokującego wywiadu na temat decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE dla portalu wPolityce.pl, wspierającego PiS. Można w nim przeczytać między innymi takie stwierdzenia jak „Jestem zaniepokojony stanem UE, a w szczególności stanem demokracji i praworządności w niej”. To cynizm czy zwykły brak wiedzy?

Ale to dopiero początek. Na pytanie redaktora „Strona polska po jego przeanalizowaniu może dojść do przekonania, że racja leży po naszej stronie i zbagatelizować wyrok TSUE?” Piotrowicz odpowiada

„[…] Ciekaw jestem, na mocy jakiego prawa doszło do tego rozstrzygnięcia.”

Narracja prokuratora Piotrowicza wpisuje się w typowe pisowskie postrzeganie świata i ciągoty, żeby władza w Polsce nie podlegała pod kontrolę międzynarodową i międzynarodowe prawo. Tymczasem w referendum unijnym Polacy zdecydowali, że chcą należeć do Europy i chcą być jej pełnoprawnymi obywatelami. I nikt, nawet PiS, nie może Polski z Europy wyciągać. To działanie, które byłoby dla nas niesłychanie szkodliwe.

Decyzja TSUE jest nie w smak układowi władzy, zwłaszcza, że następuje w przeddzień bardzo ważnych dla Polski wyborów samorządowych. Komentatorzy życia politycznego podkreślają, że wybory, które odbędą się w najbliższą niedzielę określą,  czy Polacy chcą być w Unii Europejskiej – głosując na PSL, PO, Nowoczesną i ugrupowania lokalne, czy Polacy chcą zmierzać na wschód – razem z PiS.

13 artykułów Konstytucji, które złamali PiS i Andrzej Duda – nie ujdzie im na sucho. Trybunał Stanu i sianeczko na pryczy pod celą.

Holtei

Unijny Trybunał Sprawiedliwości przychylił się w całości do wniosku Komisji Europejskiej i nakazał wstrzymanie nominacji sędziów Sądu Najwyższego, a tych, którzy zostali odesłani w stan spoczynku, nakazał przywrócić do pracy na warunkach obowiązujących przed wejściem w życie ustawy o Sądzie Najwyższym.

Ponadto Polska ma comiesięcznie informować o wykonaniu środków tymczasowych.

– Na pewno po przeanalizowaniu ustosunkujemy się do tego – skomentował premier Mateusz Morawiecki.

W przypadku niezastosowania się do środków tymczasowych władze Trybunału mogą nałożyć na Polskę kary finansowe. Przypomnijmy, że wysokość kar w sprawie wycinki w Puszczy Białowieskiej wyniosła 100 tysięcy euro dziennie. Jak podaje RMF FM, powołując się na unijnego prawnika, w tym przypadku kara może być nawet wyższa.

TSUE nakazuje zawieszenie przepisów o SN

Waldemar Mystkowski pisał o tym tuż ogłoszeniu wstrzymania bezprawia PiS i Dudy.

Tuż przed ciszą wyborczą siły prodemokratyczne dostają paliwa, aby trwać przy nieposłuszeństwem obywatelskim, a prof. Małgorzata Gersdorf urasta do symbolu tej…

View original post 9 słów więcej

Morawiecki szantażowany. Przez kogo? Czy tylko przez Marka Falentę?

Zwykły wpis

Stało się. Projekt odstąpienia od obowiązkowych szczepień ochronnych został skierowany do prac w komisji sejmowej. W ten sposób antyszczepionkowcy – przedstawiciele ruchu na rzecz prawa wyboru w tej kwestii – wreszcie dopięli swego. Nie będą już dłużej musieli dotować chciwych koncernów farmaceutycznych, ryzykując – jak wierzą – zdrowiem swoich dzieci, masowo zapadających na autyzm i nie wiadomo, co jeszcze.

Protestują lekarze, nauczyciele, większość rodziców i część polityków. Pojawiają się nawet komentarze o „ciemnogrodzie” i powrocie do średniowiecza. A przecież skierowanie projektu obywatelskiego do dalszych prac w Sejmie to triumf podmiotowości i wolności! I kolejny dowód na to, że prawdą jest, co głosi partia aktualnie rządząca, gdy twierdzi, że „demokracja nigdy nie miała się w Polsce tak dobrze, jak właśnie teraz”! Przychylność wobec antyszczepionkowców to bowiem dowód, że władza uważne wsłuchuje się w głosy wszelkich „mniejszości”, które mają przecież prawo do szacunku dla swoich poglądów i wyznawanych zasad. Nie chcą szczepić – niechaj więc nie szczepią!

Wstyd przyznać, ale antyszczepionkowcy byli dotąd jedyną grupą dyskryminowaną u nas ze względu na stosunek do ochrony zdrowia. Bo weźmy zwolenników tak zwanej medycyny naturalnej. Według statystyk, samozwańczych uzdrowicieli jest u nas nawet więcej niż dyplomowanych lekarzy, a i tak mają ręce pełne roboty. Jedni biorą cytostatyki, inni piją ziółka i nikomu nic do tego. Ich zdrowie. Ich życie. Ich sprawa! Można preferować „odczynianie uroków” i nikomu nic do tego. Więc czemu – ktoś zapyta – opinia publiczna uwzięła się akurat na tych nieszczęsnych antyszczepionkowców?

Odbieranie sobie życia nie jest w Polsce karalne. Przynajmniej na razie. Więc jak ktoś bardzo chce, może odejść z tego świata za sprawą – dajmy na to – tyfusu. Dobrowolnie i świadomie szkodzą przecież swojemu zdrowiu palacze, ludzie uzależnieni od alkoholu i innych używek, osoby niekontrolujące swojej diety, ci, którzy zaniedbują kondycję fizyczną, a nawet sportowcy uprawiający sporty ekstremalne i kierowcy niezapinający pasów bezpieczeństwa.

Wolno im? Wolno! I za korzystanie z tej wolności żadna ich kara nie spotyka. Nagrodę nawet można za to dostać, symboliczną, ale zawsze. To Nagroda Darwina, przyznawana za pozytywny wkład w genetyczne dziedzictwo ludzkości, poprzez dobrowolną eliminację ze światowych zasobów DNA osób o skłonnościach do uzależnień oraz zachowań destrukcyjnych i nieracjonalnych.

Problem w tym, że o ile klienci znachorów szkodzą wyłącznie sobie oraz budżetowi państwa (bo niektórym trzeba potem życie ratować w państwowych szpitalach), to jednak unikanie szczepienia dzieci może skutkować epidemią. I co wtedy?

Kto będzie winien ewentualnych ofiar, w tym także śmiertelnych, także w populacji zaszczepionych, bo przecież szczepionka nie daje gwarancji, że się nie zachoruje, a tylko obietnicę lżejszego przebiegu choroby oraz braku ewentualnych powikłań, co rozumie każdy, kto kiedykolwiek szczepił się na grypę.

To jednak mogą rozwiązać obowiązkowe polisy OC od skutków zarażenia kogoś, obejmujące koszty leczenia i ewentualne odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu i straty moralne. A też renty i inne świadczenia, gdy w wyniku takiej infekcji ktoś o słabszym systemie immunologicznym straci życie, z powodu banalnej szkarlatyny, osierocając – dajmy na to – małe dzieci.

Ale jest jeszcze inny kłopot. Dawno niewidziane choroby, przywrócone do życia „dzięki” antyszczepionkowcom, mogą zmutować do postaci, kiedy stracimy nad nimi wszelką kontrolę i wtedy czeka nas biologiczna katastrofa. Kto za to odpowie moralnie i materialnie? I dlaczego – w takim razie – partia aktualnie rządząca popiera postulaty antyszczepionkowców?

Być może, choć formacja u władzy ma – zdaje się – poważne wątpliwości co do teorii ewolucji – chodzi trochę o darwinizm. Konkretnie o darwinizm społeczny, który mógłby rozwiązać rządzącym kilka problemów, takich na przykład, jak rosnąca w zastraszającym tempie liczba emerytów i osób niepełnosprawnych. Bo to wydatki są, a kasa pustawa. Takie osoby zazwyczaj są słabsze od reszty społeczeństwa, także pod względem obniżonej wiekiem i chorobami odporności. Jakaś nieduża epidemia mogłaby więc zdecydowanie zmniejszyć poziom wydatków „na zdrowie i opiekę” ze skąpego budżetu. I to jeszcze na moralny koszt antyszczepionkowców. A wszystko w szczytne imię wolności i szacunek dla mniejszości. A że potem słabsi wymrą na – dajmy na to – cholerę, to proszę mieć pretensje do demokracji. Tego właśnie pragnie – zdaje się – także elektorat. Bo jak dowodzi badanie opinii publicznej opublikowane w „Gazecie Wyborczej”, aż 41 procent Polaków uważa, że szczepienia powinny być dobrowolne! A co z resztą? Cóż – resztę załatwią „prawa naturalne”.

Kilka tygodni musiało zająć prokuraturze w Białej Podlaskiej ustalenie, że zawieszenie koszulki z napisem „Konstytucja” na pomniku Lecha Kaczyńskiego pod kuriozalnym zarzutem znieważenia pomnika nie jest przestępstwem. Na początku sierpnia umieścili ją tam działacze KOD Ryszard Filipiuk i Stanisław Dembowski.

Śledztwo zostało umorzone z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. Nie oznacza to jednak zakończenia sprawy. Teraz prokuratura będzie badać, czy mogło dojść do wykroczenia.

Działaczy KOD tuż po zawieszeniu koszulki spotkały niewspółmierne do ich czynu działania policji i prokuratury. Stanisław Dembowski został zatrzymany na 48 godzin. W mieszkaniu Ryszarda Filipiuka po 6.00 rano pojawiła się policja. O finale tej sprawy w artykule „Rewizja w domu działacza KOD po zawieszeniu koszulki z napisem „Konstytucja” była nieuzasadniona”.

Marek #Falenta ma nagranie kompromitujące premiera #Morawieckiego. To jego „polisa ubezpieczeniowa”!

Holtei

Prezes przekonał mnie, że autor poniższych cytatów, to nie jest ten , który jest teraz premierem. Naprawdę. Ten, który to mówił, to był Morawiecki Tuska. A ten dzisiejszy, to Morawiecki Jarka. Zupełnie inny. Podobny, to fakt. Ale inny.

Na archiwalnym nagraniu sprzed 17 lat, opublikowanym przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus słyszymy, jak obecny polityk PiS-u tłumaczy, że siadanie dzieci na kolanach księdza, całowanie i głaskanie ich przed duchownego ‚nie miały podtekstu seksualnego’. ‚Oglądając tę wypowiedź, mam wrażenie, jakbym nie wyszedł z filmu Kler’ – komentuje Jarosław Kurski i dodaje: ‚Piotrowicz zrobił u boku Kaczyńskiego polityczną karierę. I słusznie. Dowiódł bowiem, że można mu powierzyć każdą brudną robotę’.

Po co nam przekop Mierzei Wiślanej? Kontenerowce nie przypłyną, bo się nie opłaci. Okręty wojenne nie przypłyną, bo za płytko. Rybacy nie przypłyną, bo już nie będzie ryb. Co przypłynie? Głosy dla PiS.

– Jestem przekonany, że pierwsza łopata pod…

View original post 2 738 słów więcej

PiS zaprowadził bagno prawne. Sąd Najwyższy próbuje Polskę z tego wyprowadzić

Zwykły wpis

Sąd Najwyższy wystosował kolejne cztery pytania prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Są one tożsame z pierwszymi pytaniami sądu do TSUE, z 2 sierpnia. Dotyczą zasady nieusuwalności sędziów, niezawisłości i niezależności sądów jako zasad prawa unijnego oraz unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek – informuje portal Onet.

Jednocześnie SN wniósł do TSUE o zastosowanie trybu przyspieszonego oraz o połączenie tej najnowszej sprawy z pytaniami sądu z początku sierpnia. Przypomnijmy – pisaliśmy o tym niedawno – że pytania z sierpnia, nie uzupełnione przez SN upadłyby przed TSUE, bo ZUS wycofał z SN swoją skargę. – „ZUS próbował zaszachować SN. Próżne nadzieje” – skomentował jego działania prezes „Iustitii” Krystian Markiewicz. Uważa, że akcję ZUS należałoby zbadać pod kątem złamania prawa.  „Można je uznać za ewidentne obejście przepisów” – ocenił w rozmowie z portalem. – „Do tej pory o każdą złotówkę walczyli jak lwica, a tu nagle odpuszczają?” – pytał retorycznie dziennikarzy Onetu. „Za pomocą fundamentów prawa, czyli pytań prejudycjalnych, Sąd Najwyższy próbuje wyprowadzić Polskę z tego bagna prawnego i chaosu, który powstał poprzez działania obecnej władzy” – podkreśla Markiewicz. – „Aparat państwa, którego częścią jest ZUS próbował to uniemożliwić” – kwituje prezes „Iustitii”.

Poseł PiS i członek sejmowej Komisji Ustawodawczej, Arkadiusz Mularczyk ma inne zdanie w tej sprawie – uważa działanie sędziów SN za naganne. I nie zawahał się wytoczyć armat. – „To jest próba wojny hybrydowej z rządem, dążenie do konfrontacji” – wystrzelił. Decyzję SN określił jako”zmierzającą do anarchizacji prawa” . Ale to nie wszystko. Zaatakował środowisko sędziowskie w stylu charakterystycznym dla swojej partii. „Widać wyraźnie, że ma to związek z brakiem woli grupy sędziów, by podporządkować się obowiązującym przepisom prawa – podkreślił Mularczyk. – „Możnaby to nazwać próbą tworzenia „sędziokracji”, poprzez tworzenie jakichś nowych praktyk prawnych, które de facto nie istnieją” – kwituje. Tymczasem jeśli TSUE przychyli się do dzisiejszego wniosku SN i zechce połączyć sierpniowe pytania SN z tymi zadanymi dziś, nie jest wykluczone, że utrzyma się lutowy termin rozprawy unijnego Trybunału w tej sprawie, czytamy w portalu.

Sąd Najwyższy próbuje wyprowadzić Polskę z bagna prawnego i chaosu, który powstał poprzez działania obecnej władzy.

Holtei

Premier i prezydent ogrzewają się w cieple mistrzów świata w siatkówce. Tymczasem, na krótko przed triumfem Polaków, sponsorujący siatkówkę PKN Orlen wycofał się ze sponsorowania Polskiego Związku Piłki Siatkowej – ustaliła Gazeta.pl. Wcześniej wypowiedział też umowę dotyczącą rozgrywek ligowych.

>>>

A tak wyglądało to rok temu.

Polska siatkówka straci dużo pieniędzy. Dwie państwowe spółki wycofują się z finansowania

11.09.2017

Pupuiśne gęby Dudy i Morawieckich ustawiają się do zdjęcia, bo inni wykonali ciążką pracę.

Lewizna polityczna PiS.

>>>

Błażej Wojnicz ma zostać powołany na stanowisko wiceministra obrony narodowej – informuje „Rzeczpospolita”. To człowiek blisko związany z Antonim Macierewiczem i Bartłomiejem Misiewiczem. O jego błyskawicznej karierze w artykule „Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej”.

Wojnicz długo nie zagrzał miejsca w PGZ. Był prezesem tej spółki zbrojeniowej tylko przez rok. Został odwołany po zdymisjonowaniu Antoniego Macierewicza. Teraz Wojnicz ma zastąpić Sebastiana Chwałka – wiceministra MON. Odpowiadał za modernizację armii i wojskową…

View original post 4 470 słów więcej

Zaprzańcy, sprzedawczyki i szemrane towarzystwo, których siedliskiem jest PiS

Zwykły wpis

Żyjemy w kraju, (…); gdzie ksiądz jest święty, nawet jeśli krzywdzi dzieci; gdzie biskup (…) chroni pedofila; a prokurator, który uważa, że molestowanie dzieci to nie przestępstwo… JEST SZEFEM KOMISJI SPRAWIEDLIWOŚCI I PRAW CZŁOWIEKA. Śmieszne?

Fragment wywiadu z Kaczyńskim z 1998 roku na temat Targowicy, sprzedawczyków, którym dzisiaj objawia się osobnik Macierewicz.

Macierewicz jest szpiegiem? A co z Piotrowiczem i Kaczyńskim, wszak działają na szkodę Polski?

Zwykły wpis

>>>

We wpisie na Twitterze Zbigniew Hołdys kpi z Małgorzaty Wassermann.

Przewodnicząca sejmowej komisji śledczej badającej aferę Amber Gold jest kandydatką Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Krakowa. Udaje bezkompromisową i konkretną, co pokazują jej braki w trakcie prac komisji. Nie wszystkim się to jednak podoba.

Hołdys kpi, że zwycięstwo Wassermann byłoby dla Krakowa karą. Za co? Za to, że miasto pozwoliło na „bestialskie zamordowanie Smoka Wawelskiego”.

Opozycja jest zadziwiona nowym planem, który w życie zdecydował się wcielić rząd Prawa i Sprawiedliwości. Sala Kolumnowa, będąca jednym z najważniejszych pomieszczeń w krajowym parlamencie, zostanie już wkrótce dodatkowo odseparowana od reszty budynku. Opozycja ostrzega, że PiS chce wykorzystywać Sejm do swoich celów.

Sala Kolumnowa kojarzy się wyborcom szczególnie z wydarzeniami z grudnia 2016 roku, kiedy to politycy opozycji zablokowali sejmową mównicę. PiS zdecydował się więc dodatkowo zadbać o pomieszczenie, zamieniając kotarę osłaniającą jego boczne wejście na normalne drzwi.

– Inwestycja jest związana przede wszystkim z prestiżem. Sala Kolumnowa jest jedną z najbardziej reprezentacyjnych w Sejmie: boczne wejście w aktualnej wersji nie współgra z powagą i znaczeniem tego miejsca. Odpowiednio wkomponowane i zaprojektowane drzwi będą przydatne także podczas różnego rodzaju wydarzeń, nie tylko o charakterze politycznym – wyjaśnił  Andrzej Grzegrzółka, reprezentujący Centrum Informacyjne Sejmu.

Co na to krajowa opozycja?

Co ciekawe, politycy opozycji mają jednak całkowicie inne zdanie na temat przesłanek, które kierują posłami PiS przy realizacji tego projektu. Dlaczego już wkrótce Salę Kolumnową oddzielą od reszty pomieszczeń dodatkowe drzwi?

– Sala Kolumnowa już raz została wykorzystana jako sala awaryjna, do której PiS uciekł, nielegalnie przyjmując budżet. Podejrzewam, że teraz ma zostać przystosowana tak, by stać się żelaznym odwodem dla PiS na wypadek czegoś nieoczekiwanego – stwierdził Marcin Kierwiński z Platformy Obywatelskiej.

Paranoicy realizują się w polityce, bo nie odpowiadają za siebie, tylko za innych.
Paranoik widzi chorobę u innych, a nie u siebie, wszak Kaczyński innych wyzywa od kanalii i mord zdradzieckich.
Czyżby nigdy nie patrzył w lustro? Miałby przed sobą kanalię.
Politykom winno kupować lustra, a gdy zaspokoją narcystyczne potrzeby, udzuelić im zaufania, czyli wymierzyć kopa w doopę.
W ten sposób Kaczyński dołączyłby do swego brata na Księżycu.

Hairwald

>>>

To autorytarny anarchizm. To właśnie anarchizm jest nastawiony na zniszczenie państwa i przeniesienie całej władzy do społeczeństwa. PiS do tego dodaje jeszcze autorytarną zmianę społeczeństwa. Zresztą oni ciągle mówią o przekształcaniu – mówi nam prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. Pytamy o I Prezes Sądu Najwyższego i możliwe scenariusze na najbliższe tygodnie. – Widać, że w samym PiS-ie są podziały, Morawicki musi dostrzegać, jak złą Polska ma opinię na arenie międzynarodowej i widzi bojkot Dudy za granicą, który na pewno jest nieprzyjemny. Sam Duda też musi widzieć, że nie jest szanowany, zaczyna to wszystko do nich docierać.

JUSTYNA KOĆ: PiS przyśpieszył w sprawie Sądu Najwyższego, jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu ma być głosowana zmiana, mimo że pierwsze czytanie było dziś. Czego PiS się boi?

JADWIGA STANISZKIS: PiS chce zrobić jak najwięcej niszczących państwo kroków przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeżeli TSUE źle oceni wcześniejsze działania i zablokuje zmiany, to będzie…

View original post 1 919 słów więcej

Stanisław Piotrowicz, komunistyczny łajdak w imieniu prezesa Ka niszczy niezależne sądownictwo

Zwykły wpis

Prokurator Piotrowicz bronił proboszcza Tylawy mimo dowodów, że ten molestował dziewczynki. Dzisiejszy poseł publicznie dezawuował świadków, w tym ofiary księdza i z pasją tłumaczył, dlaczego należy umorzyć sprawę. Dziś wypiera się odpowiedzialności. OKO.press występuje do TVP Rzeszów o udostępnienie nagrania konferencji Piotrowicza sprzed 15 lat

W sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania. Przypisywane mi wypowiedzi są nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie

Stanisław Piotrowiczoświadczenie – 20/11/2015

Takie oświadczenie złożył w listopadzie 2015 roku Stanisław Piotrowicz, gdy portal gazeta.pl wypomniał mu historię sprzed 15 lat. Kierowana przez niego prokuratura okręgowa w Krośnie umorzyła w 2001 r. postępowanie wobec proboszcza z Tylawy, Michała M.

„Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, a w szczególności nie wykonywałem w takim postępowaniu żadnych czynności procesowych, w tym również nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania (dowód: akta postępowania przygotowawczego). Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie”.

„Autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych” – grozi Piotrowicz.

Rzeczywiście, poseł przewodniczący dziś pracom Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie prowadził sprawy proboszcza z Tylawy. Był jednak przełożonym prowadzącego sprawę prokuratora, a w wypowiedziach publicznych przedstawiał umorzenie postępowania jako swoją decyzję.

Jego ówczesne wypowiedzi – zwłaszcza na konferencji 7 listopada 2001 roku – nie wymagają żadnej „kompilacji”, by przedstawić go jako człowieka skrajnie stronniczego i bezwzględnego w argumentacji, bez śladu wrażliwości wobec ofiar molestowania.

Całowanie dziewczynek w usta przez proboszcza Piotrowicz bagatelizował: „dzieci dawały ciumka księdzu”. Dotykanie miejsc intymnych uznał za przejaw „zdolności bioenergoterapeutycznych”.

Konsekwentnie brał stronę proboszcza. Oraz Kościoła, który go bronił, na czele z abp Józefem Michalikiem, biskupem diecezji przemyskiej i (wtedy) wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski.

Po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości i podjęciu na nowo sprawy przez prokuraturę w Jaśle ksiądz został w 2004 roku skazany na dwa lata więzienia (w zawieszeniu na pięć) za molestowanie sześciu dziewczynek.

Sprawę proboszcza z Tylawy formalnie prowadził prokurator Sławomir Merkwa.

OKO.press zapytało go, jak ocenia fakt, że prokurator Piotrowicz zrzuca na niego całą odpowiedzialność za decyzję o umorzeniu postępowania, choć było przecież inaczej. „Nie chcę wracać do tamtej sprawy, niech każdy sobie wyrobi własne zdanie na ten temat – odpowiedział – Nie namówi mnie pan do komentowania dzisiejszych wypowiedzi pana prokuratora Piotrowicza”.

„A jak chodzi o konferencję, to było i jest normalne, że sprawy prowadzone przez prokuratorów przedstawia mediom rzecznik prokuratury lub jej szef” – dodał.

Piotrowicz człowiek sumienia i abp Michalika

Credo Piotrowicza  słowa Jana Pawła II „Bądźcie ludźmi sumienia”, dlatego, jak deklaruje „w każdej sytuacji staram się być człowiekiem uczciwym i zawsze kieruję się głosem sumienia”.

Piotrowicz, partyjny prokurator w czasach PRL, po 1989 roku zostaje gorliwym katolikiem i parafianinem. W 1992 r. współorganizuje  krośnieńskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, do 2014 r. jest jego prezesem.

Współorganizuje krośnieńskie radio parafialne, miesięcznik parafialny „Przystań”. W rubryce „O mnie” na swej stronie poselskiej Piotrowicz pisze, że jest członkiem Rady Społecznej Archidiecezji Przemyskiej. Jest także komentatorem w Radio Maryja i TV Trwam.

W kwietniu 2011 r. abp Józef Michalik wręczył mu złoty medal „PRO ECCLESIA PREMISLIENSI”, przyznawany „wiernym świeckim za działalność wiernych na rzecz Kościoła lokalnego”. W informacji o odznaczeniu nie ma mowy o jego zaciętej obronie proboszcza z Tylawy.

Historia Tylawy – początek

W maju 2001 do „Gazety Wyborczej” zwraca się Lucyna Krawiecka. To żona grekokatolickiego księdza, która od lat mieszka z rodziną w Tylawie, społeczniczka z powołania. „Sama sobie z tym nie poradzę” – mówi. Krawiecka usłyszała zwierzenia kilku dziewczynek, którymi się opiekowała. Dowiedziała się, że ksiądz Michał M. całuje je w usta i wkłada rękę do majtek. W parafii niemal tradycją były noclegi dzieci w plebanii. Proboszcz sam je kąpał i układał do snu. Potwierdza to kilka dorosłych dziś kobiet.

Krawiecka nagrała wyznania dziewczynek i pojechała do arcybiskupa przemyskiego Józefa Michalika. Usłyszała, że rzuca oszczerstwa.

Arcybiskup dodał, że jeśli ma dowody, to powinna zgłosić się do prokuratury. Krawiecka właśnie to robi. Jej wniosek popiera katolicki zakonnik Michał L., który również rozmawiał z dziewczynkami.

Piszący ten artykuł tylawską sprawę zna z pierwszej ręki, m.in. redagował teksty Małgorzaty Bujary, dziennikarki z rzeszowskiego dodatku „Wyborczej”. W czerwcu wysłuchaliśmy w redakcji „GW” taśmy z nagraniami.

Oto jeden z drastycznych fragmentów (były jeszcze gorsze):

„Pytanie: A powiedz, co ci ksiądz robił?
Odpowiedź: No, do majteczek palce włożył.
P: Tam do pupki, tak?
O: Mhm.
P: To bolało?
O: Trochę musiało. I jeszcze całował.
P: A jak całował?
O: Jakby to powiedzieć.
P: Możesz powiedzieć wszystko, po prostu.
O: Wysuwał język”.

Kościół kontratakuje

Pierwsze publikacje „Wyborczej” – bez nazwisk, nie pada nawet nazwa wsi – wywołują typową agresję. To reakcja obronna, gdy jakieś środowisko dowie się, że ważna dla niego postać dopuściła się molestowania seksualnego. Do Krawieckich dzwoni mężczyzna:

„Atakujecie świętego człowieka. Wiemy o waszych grzechach. Rozprawimy się z wami”.

Prokuratura ustala, że telefony wykonywane były z plebanii w Dukli, gdzie mieszka przełożony księdza M. dziekan Stanisław S. (za telefony do Krawieckiej zostaje później skazany przez sąd, ale odwołuje się od wyroku).

Abp Józef Michalik w specjalnym liście do wiernych nazywa ks. Michała M. gorliwym kapłanem, do którego nie ma zastrzeżeń. Pisze o „znanej z antyklerykalizmu” „Gazecie”, która świadomie wyrządziła krzywdę księdzu prałatowi. Michalik uznaje nawet, że autorzy i redaktorzy „Wyborczej”  „wywodzą się od ojca kłamstwa”.

W lipcu 2001 oskarżenie składa 38-letnia bezrobotna mieszkanka Tylawy, Ewa Orłowska. Twierdzi, że była w dzieciństwie krzywdzona przez proboszcza. Angażuje się też Komitet Ochrony Praw Dziecka z Rzeszowa i fundacja Zanim Nadejdzie Jutro z Sanoka.

Ksiądz nie daje za wygraną, w kazaniach powtarza, że dzieci, które na niego naskarżyły, mają grzech i muszą się z niego wyspowiadać. Po wsiach krążą listy z poparciem dla kapłana.

Trwa nagonka na tych, którzy poszli do prokuratury, i na dzieci, które oskarżyły w śledztwie proboszcza. Ludzie wytykają ich palcami, za Ewą Orłowską krzyczą: „Które dziecko masz z księdzem?!”.
O usunięcie księdza z parafii apeluje Zarząd Ogólnopolskiego Forum na rzecz Ofiar Przestępstw, a także niektórzy parafianie.

Beata Maziejuk pisze do abp. Michalika: „Przeraża mnie myśl, że dla opacznie pojętego dobra Kościoła my, Jego żywe ciało, zostaliśmy świadomie potraktowani jak trawa, po której przechodzi się ku wyższym celom, nie bacząc na szkody jej wyrządzane”.

Prokuratura w Krośnie podczas śledztwa konfrontuje pokrzywdzonych z księdzem; dzieci muszą przy proboszczu opowiadać o swoich przeżyciach.

1 września 2001 ksiądz M. rozpoczyna rok szkolny; władze szkoły, gmina, kuratorium nie znajdują powodu, by zawiesić go w czynnościach nauczyciela. 7 listopada 2001 roku Stanisław Piotrowicz zwołuje konferencję prasową w swoim gabinecie prokuratora okręgowego.

Konferencja prasowa Piotrowicza

Zdumionym dziennikarzom Stanisław Piotrowicz ogłasza, że 30 października 2001 r. prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie”ponieważ czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.

Podkreśla że świadkowie nie byli wiarygodni. Lucyna K.[Krawiecka] najpierw prosiła prokuraturę o dyskrecję, a potem sama „inspirowała teksty w gazetach”. Na rzecz  proboszcza, zdaniem Piotrowicza, przemawiają listy w obronie księdza wysyłane do prokuratury przez parafian.

Informuje, że w śledztwie zostały przesłuchane wszystkie osoby wskazane w doniesieniach, a także te, których nazwiska pojawiały się w kolejnych zeznaniach. Odsłuchano kasetę z nagranymi przez Lucynę Krawiecką trzema dziewczynkami i jedną 19-letnią osobą. „Dwie z małoletnich wycofały się podczas przesłuchania w prokuraturze – podaje Piotrowicz.

„Nagrania dzieci były analizowane przez dwóch psychologów, którzy uznali, że nie są wiarygodne”.

Prokuratura uznaje też za niewiarygodne zeznania dorosłych pokrzywdzonych. Piotrowicz : „W pismach jawi się ona [Ewa Orłowska] jako obrończyni wszystkich ciemiężonych przez księdza dzieci. Podkreśla, że leży jej na sercu dobro tych dzieci, tymczasem okazuje się, że akurat toczy się postępowanie karne w sprawie znęcania się tej pani nad własnymi dziećmi. Zawiadomienie złożył były mąż pani Ewy O., przytaczając różne sytuacje, które jego zdaniem miały świadczyć o tym, że ona znęca się nad własnymi dziećmi”.

Piotrowicz kilkakrotnie podkreśla, że większość świadków uważała za naturalne, że ksiądz bierze dzieci na kolana, przytula je, dotyka, całuje. „Nikogo to w tym środowisku nie raziło i sam ksiądz potwierdza te fakty. Ksiądz zaprzecza jednak, by miały one podtekst seksualny”.

Zeznania o dotykaniu intymnych miejsc Piotrowicz tłumaczy tym, że „ksiądz ma zdolności bioenergoterapeutyczne. Pojawiały się też zeznania, że jeśli dziecko bolał brzuszek, to po dotknięciu przez księdza ból znikał”.

Piotrowicz tłumaczy zwyczaj nocowania dzieci na plebanii: Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według Piotrowicza było na zasadzie „daj ciumka” czy”gilgotanie brodą”.

Piotrowicz podkreśla, że świadkowie oskarżający księdza zostali z nim przez prokuratora skonfrontowani.

Według Piotrowicza właściwym wyjaśnieniem było to, co kapłan powiedział podczas jednej z konfrontacji, że „zawsze był przy dzieciach przyzwoicie ubrany, a nawet gdyby mu się zdarzyło coś, co może się zdarzyć każdemu zdrowemu mężczyźnie, to zadbałby, by tego dziecko nie zauważyło”.

Piotrowicz tłumaczy, że nie było podstaw prawnych do zbadania księdza przez biegłego psychologa. Być może ksiądz za daleko się posuwał w pewnych kwestiach, ja tego nie wiem, ale na to nie ma paragrafu.

Jedna z dziennikarek pyta, dlaczego nie została przeprowadzona wizja lokalna na plebanii. Jak się dowiedziała, ksiądz ubiera figurki świętych w dziecięce ciuszki. „To o niczym nie świadczy, w moim domu jest wiele zabawek ubranych w dziecinne ubranka” – odpowiada Piotrowicz.

Małgorzata Bujara: mówił, że sam jest ojcem

„Nie mogę zapomnieć tamtej historii, była najważniejszym tematem w mojej karierze dziennikarskiej. Konferencję pamiętam doskonale. Ciasno, masa dziennikarzy. Konferencja była długa, nerwowa, męcząca. Pan prokurator ogłosił decyzję o umorzeniu śledztwa i długo ją uzasadniał, bardzo emocjonalnie. Podkreślał, że jest absolutnie przekonany, że ksiądz nie jest winny. Że sam jest ojcem trojga dzieci i nigdy by nie dopuścił do umorzenia sprawy, gdyby miał wątpliwości, czy dzieciom nie stała się krzywda. Wspominał o własnym sumieniu.

W odpowiedzi na pytania dziennikarzy dezawuował świadków oskarżenia, przede wszystkim Ewę Orłowską, która odważyła się zeznawać przeciwko księdzu. To było bardzo nieprzyjemne, nosiło znamiona insynuacji.

Po konferencji zrobiłam z nim wywiad, w którym bronił decyzji o umorzeniu, jakby była jego własną. Nikt nie miał wątpliwości, że to Piotrowicz decydował.

Wywiad o „dawaniu ciumka”

W wywiadzie dla „Wyborczej” (ukazał się 8 listopada 2001 r.) Piotrowicz twierdzi, że zachowanie księdza – na zasadzie „daj ciumka księdzu”-  go osobiście nie razi i że nikt nie czuł się skrzywdzony. Zapytany, czy ta sprawa nie przerosła prokuratury w Krośnie odpowiedział: „Ja już prowadziłem śledztwa, jakich wcześniej nikt w Polsce nie prowadził. I nikt ich od nas nie przejmował”.

Po decyzji Piotrowicza „Wyborcza” pytała retorycznie:

„Pytam prokuratora Piotrowicza, dyrektora gminnej szkoły Aleksandra Kosiora i biskupa Józefa Michalika, czy są zadowoleni, że dzieci w Tylawie będą dalej uczyć się religii od księdza proboszcza? Że będą go nadal odwiedzać w parafii?

Czy tak wygląda triumf prawa, wiary i sprawiedliwości? Czy Kościół jest dumny, że uniknął oskarżenia?”

Lucyna Krawiecka: chciał nas publicznie zlinczować

Lucyna Krawiecka, która jako pierwsza wystąpiła w obronie dzieci, mówi OKO.press:

„Mieliśmy przekonanie, że prokurator Piotrowicz kręci tym wszystkim. Na tej konferencji opowiadał różne rzeczy o mnie, na przykład, że chciałam wygryźć księdza, żeby pracować szkole jako katechetka. Jako grekokatoliczka nawet bym chyba nie mogła, to było wyssane z palca. A on to ogłosił dziennikarzom”.

„Także o Ewie Orłowskiej powtarzał takie ploty, jestem pewna, że wiedział, że to bzdety. Chciał nas publicznie zlinczować. Odebrałam, że jest podłym człowiekiem, który nie ma nic wspólnego z prawem i sprawiedliwością. Strasznie podły człowiek.

2004. Proboszcz skazany za molestowanie sześciu dziewczynek

25 czerwca 2004 roku, w trzy lata od ujawnienia skandalu w Tylawie, Sąd Rejonowy w Krośnie skazał 65-letniego ks. M. na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć za molestowanie sześciu dziewczynek.

Ksiądz nie przyznał się do winy, ale też nie odwoływał się. Sąd potwierdził, że kapłan wkładał ręce pod bluzki dziewczynek i dotykał ich piersi, wkładał ręce do majtek i dotykał krocza, całował, wkładał palec do pochwy. Sąd  zakazał też księdzu wykonywania zawodu nauczyciela, opiekuna i wychowawcy dzieci przez osiem lat.

OKO.press zwraca się o nagranie z konferencji

OKO.press zwraca się do TVP Rzeszów o udostępnienie opinii publicznej nagrania z konferencji Stanisława Piotrowicza z listopada 2001 roku. TVP Rzeszów jest – wedle naszych informacji – jedyną redakcją, która dysponuje nagraniem całego spotkania dzisiejszego przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z dziennikarzami w siedzibie krośnieńskiej prokuratury.

„Przez ponad 70 ostatnich lat Europa stale ponosiła porażki, ale to właśnie one budowały europejski sukces. Dziś jest inaczej. Dzisiejszy chaos nie jest już kolejną szansą, aby Europa znów wzniosła się ku górze. To dźwięk wieszczący zagrożenie całkowitym rozpadem kontynentu” – ostrzega na łamach Foreign Policy Ivan Krastev, politolog, przewodniczący Centrum Strategii Liberalnych w Sofii.

Zdaniem Krasteva Europa, którą znamy dziś, to kontynent opierający się na trzech fundamentach z różnych czasów jej rozwoju. Mamy więc powojenną Europę, która wyłoniła się po 1945 roku, mamy Europę praw człowieka z roku 1968 i zjednoczoną Europę, której początkiem był rok 1989. Niestety – twierdzi politolog – dziś każdy z tych trzech porządków poddawany jest w wątpliwość.

Czasy powojenne

Europejczycy po 1945 byli ludźmi, którzy pamiętali horror i zniszczenie II Wojny Światowej. I żyli w ciągłym strachu i determinacji, aby zapobiec kolejnej wojnie – nuklearnej – która być może byłaby ostatnią. Europa, która o tym pamięta, upada, bo dla młodszych pokoleń czasy II wojny światowej, to zbyt odległa historia, a świadków tych wydarzeń, którzy mogliby o niej opowiedzieć, jest coraz mniej.

Krastev przypomina w tym miejscu myśl Francisa Fukuyamy, którego zdaniem społeczeństwa dochodzą do końca historii, kiedy przeszłość przestaje mieć znaczenie dla teraźniejszości. W takim momencie możemy być właśnie dziś.

Politolog zwraca również uwagę, że mamy dziś do czynienia z paradoksem rewolucji w technologiach komunikacyjnych. Młodzi komunikują się między sobą znacznie intensywniej niż jakiekolwiek poprzednie pokolenie, ale w tej wymianie zdań nie uczestniczą najstarsi, którzy mogliby opowiadać o swoich doświadczeniach. W efekcie ogromna część społeczeństwa traktuje pokój jako coś oczywistego, sytuację daną raz na zawsze.

Jest i trzeci powód. Siła wspomnień o tragedii z lat 1939-1945 jest coraz mniejsza, bo dla większości migrantów czy uchodźców spoza kontynentu, II wojna światowa nigdy nie była ich wojną.

Rok 1968

Pada też projekt Europy, który powstał po rewolucji roku 1968, czyli miejsca dla takich wartości jak prawa człowieka, a w szczególności prawa mniejszości. Osiągnięciem końcówki lat 60. – twierdzi Krastev – był fakt, że Europa zaczęła postrzegać kontynent oczami najsłabszych i prześladowanych.

To jednak uległo zmianie. Dziś zmiany demograficzne i społeczne przekształciły społeczeństwo europejskie i zagrażają większości, czyli tym „którzy mają już wszystko i z tego powodu boją się wszystkiego”. Krastev ma na myśli wszystkich tych, którzy czują się przegranymi globalizacji.

Jak zmiana społeczna wpływa na ich polityczną postawę? Wszyscy ci ludzie – twierdzi politolog – boją się przyszłości, w której staną się mniejszością w swoich krajach, a ich kultura i styl życia będą zagrożone. Na dowód przytacza badania, według których młodzi Europejczycy są dużo bardziej tolerancyjni od starszych, kiedy chodzi o prawa mniejszości seksualnych, ale kiedy przychodzi do postrzegania migrantów spoza Europy, na równi z rodzicami i dziadkami postrzegają ich jako zagrożenie.

Zjednoczona Europa 1989

Kryzys migracyjny doprowadził również do zakwestionowania rzeczywistości zjednoczonego kontynentu po 1989 roku. Dziś widać już, że istnieją dwie zupełnie różne Europy. Gdy Zachód zastanawia się, jak integrować rosnącą liczbę obcokrajowców zamieszkujących ich kraje, mieszkańcy Europy Środkowo–Wschodniej chcą zatrzymania w ojczyznach młodych pokoleń potencjalnych migrantów, którym marzy się ucieczka na Zachód.

Dlaczego? Europa Środkowo-Wschodnia odrzuciła coś, co Krastev nazywa „imperatywem naśladowczym”.

Co to oznacza? Jego zdaniem przez dwie dekady po 1989 roku filozofię Europy Środkowej i Wschodniej można było podsumować jednym imperatywem: „naśladuj Zachód!”. Imitację zachodnich rozwiązań postrzegano jako najkrótszą drogę do wolności i dobrobytu. Efekt jest jednak inny niż oczekiwano. Teoretycznie zjednoczony kontynent w rzeczywistości został podzielony na naśladowców i naśladowanych. A życie imitatora jest pełne poczucia niższości, zależności i zagubionej tożsamości.

Czekając na cud

Podsumowując. Powojenna Europa zawodzi, ponieważ pamięć po wojnie słabnie, a trauma wojny – paradoksalnie – przyczyniła się do powstania Europy pacyfistycznej, niezdolnej do obrony. Model z roku 1968 legł w gruzach, ponieważ po latach oddawania głosu mniejszościom, o swoich prawach przypominają również większości społeczeństw. A zjednoczona w 1989 roku Europa ma się kiepsko, gdyż Wschód nie chce już naśladować Zachodu.

Czy wszystko to oznacza, że Europa nieodwołanie się rozpada? Krastev uważa, że fatalizm byłby błędem. Jego zdaniem Europa powinna dziś zwiększać swoje możliwości wojskowe, zderadykalizować skrajną prawicę (tak jak udało się to w latach 70. i 80. ze skrajną lewicą) oraz znaleźć sposób, by zatrzymać autorytarny zwrot na Wschodzie (nie twierdząc jednak, że jedyną możliwą dla niego drogą jest naśladowanie Zachodu).

„Skoro Europie udało się przekuć tak wiele porażek w sukcesy, można mieć nadzieję, że dziś dokona tego samego cudu” – pociesza politolog.