Świat nie jest zły i bardziej niebezpieczny niż dawniej. To my więcej o nim wiemy – Hartman o swojej książce [FRAGMENTY]

Rozmawiał: Paweł Goźliński, oprac. Krzysztof Lepczyński, 29.10.2013
Jan HartmanJan Hartman (Fot. okładka książki, Agencja Gazeta)

– Świat zrobił się o wiele bardziej skomplikowany, globalny, wielki. Ale, mimo wielkich problemów, jest nieporównanie bardziej stabilny niż w czasach ścierania się potęg militarno-ekonomicznych. Ten świat nie jest taki zły – przekonywał w TOK FM prof. Jan Hartman, opowiadając o swojej nowej książce „Głupie pytania”. Jako pierwsi publikujemy jej fragmenty.
Paweł Goźliński: Chce pan podjąć dialog na tematy filozoficzne ze współczesnym czytelnikiem, choć w swoich tekstach krytycznie wyraża się pan choćby o polskich studentach.

Prof. Jan Hartman: – Na szczęście liczba mądrych ludzi nie maleje, mimo że może uczelnie spisują się gorzej, działając zresztą w trudnych warunkach. Autor może pisać książki tylko wtedy, gdy szanuje swoich czytelników. Chciałem znaleźć kompromis między pisaniem traktatu filozoficznego a pisaniem książki popularyzującej historię filozofii, książki napisanej jasno, wartko i atrakcyjnie. Myślę, że mi się udało. Szukanie tego kompromisu doprowadziło mnie do formuły rozdziałów inicjowanych tradycyjnym, wielkim pytaniem metafizycznym. Pod szyldem tych pozornie głupich, jakby obciachowych pytań omawiam istotne zagadnienia filozoficzne. Przystępnie, bez erudycyjnego obciążenia, na które zresztą nie byłoby mnie stać.

Nie chciał pan iść dalej? Sprowadzić filozofię do praktycznych porad?

– Jestem zawodowym filozofem i jest mi to zupełnie obce. Traktowanie filozofii jako balsamu życiowego nie bardzo odpowiada mojemu charakterowi i nie bardzo w to wierzę. To, w czym mogę mieć przewagę nad czytelnikiem i przez co moja książka może mu coś dać, to zdolność do panowania nad rozległą, wielowątkową materią argumentacyjną, pojęciową, językiem. Zazwyczaj człowiek myśli linearnie, kierując się instynktem upodobania do określonego kierunku. Profesjonalna zdolność filozofowania polega na tym, że można kontrolować wiele kierunków. Większa elastyczność i biegłość pojęciowa jest tym bonusem, które daje wykształcenie filozoficzne. I to chcę dać czytelnikowi.

Ostatni rozdział książki to pytanie „Jak dobrze urządzić ten świat?”. Wydaje się naiwne, bo wielu ideologów kapituluje przed możliwością wyjaśnienia procesów społecznych czy gospodarczych. Pan nie kapituluje. Pan próbuje powiedzieć, co się właściwie dzieje, w taki sposób, żebyśmy nie byli przerażeni.

– Jeszcze zaznaczę, że robię to zupełnie inaczej niż Zygmunt Bauman (śmiech). Jednak moje poglądy można dobrze odnieść do Baumana. Jeśli dopisze się „nie” do zdania Baumana, to będzie mój pogląd. Oczywiście nikt nie urządza świata, władza jest dziś słabo skoncentrowana i nikt nie może mieć poczucia, że kontroluje ogromne obszary rzeczywistości społecznej, w czym jest nadzieja na bardziej sprawiedliwy, egalitarny, zrównoważony świat.

Niestety, świat zrobił się o wiele bardziej skomplikowany, globalny, wielki. Żadna z dyscyplin nie jest w stanie ogarnąć go intelektualnie. Trochę więc dryfujemy, nie mamy intelektualnych ani politycznych opiekunów. Obciążone ogromną liczbą zobowiązań państwa mają zadyszkę, skupiają w sobie coraz mniej władzy i kompetencji. Znacznie więcej realnego wpływu na rzeczywistość mają niekoniecznie demokratyczne struktury biznesowe.

Na szczęście przeszliśmy przez ogromną rewolucję etyczną, która sprawiła, że wytworzył się w świecie uniwersalny konsensus. Mówiący na przykład, że przywileje z urodzenia są niegodziwością, że ludzie mają prawo mieć wpływ na państwo i rządy, że przemoc nie jest godziwym sposobem rozwiązywania konfliktów. Nawet jeśli nie praktykuje się tego na całym świecie, to wszędzie się to głosi. Globalnie zgadzamy się, co jest sprawiedliwe, a co niesłuszne.

I to jest szansa?

– Wielka. Jeśli mamy uwspólnioną świadomość, jest większa szansa, że będziemy w stanie współpracować, tworząc instytucje i regulacje, które będą zapobiegać temu, co najbardziej drastyczne i niepożądane: wojnom i skrajnemu wyzyskowi. I to się udaje. Nasz świat, mimo wielkich problemów, jest nieporównanie bardziej stabilny niż w czasach ścierania się potęg militarno-ekonomicznych. Ten świat nie jest taki zły. Nie jest też bardziej ryzykowny, to ludzie są bardziej wykształceni i mają większą świadomość, jak bardzo duży i skomplikowany jest świat. Dotąd każdy sobie żył w swojej wiosce, niszy społecznej, nie widząc burzy dziejowej, która się nad nim przetaczała. Świat nie jest mniej stabilny niż dawniej.

Na pewno potrzebujemy teraz optymistycznego spojrzenia? Czy raczej ostrzeżeń?

– Po raz pierwszy w dziejach mamy dane, by robić coś więcej, niż snuć w opinie. Spojrzenie w przyszłość, kilku- czy kilkunastoletnią, staje się po raz pierwszy sensowne. Niestosowne i nieodpowiedzialne jest oddawanie się literackiej tradycji budowania katastroficznej wizji przyszłości. Jak i naiwnemu, taniemu utopizmowi. Mamy wiedzę i narzędzia, by na podstawie rzeczowej analizy danych o tendencjach współczesności rzeczywiście wyobrażać sobie warianty rozwoju świata. W wielodyscyplinarnym środowisku polityków, finansistów, biznesmenów, ekologów czy demografów można robić to, o czym marzono od XVIII wieku. Trochę sobie planować. To nie jest doskonałe, widzimy, jak wyglądają rozmowy o klimacie, ale to są globalne dyskusje o silnym zapleczu intelektualnym. A filozofowie mogą mieć w tym wszystkim skromny udział – inicjujący i komentujący. Dobrze, że w ogóle jest dla nich miejsce w świecie.

Rozstanie z utopią, koniec histerii [FRAGMENTY „GŁUPICH PYTAŃ”]

Niepokój o przyszłość, bardzo rozpowszechniony w naszych czasach, nie jest zjawiskiem nowym. Nowością jest jego świecki charakter. Od tysięcy lat znany jest różnym kulturom lęk przed końcem świata, podobnie jak oczekiwanie go z nadzieją. Właśnie ta dwuznaczność jest czymś charakterystycznym. Kres czasów, którego oczekiwały ludy ziemi, jawił się zawsze jako katastrofa i w ten sposób był opisywany przez różne tzw. apokalipsy, czyli pisma poświęcone ostatecznemu objawieniu, „dniom ostatnim”. Jednocześnie oczekiwany był przecież jako chwila triumfu dobra nad złem, Boga nad Szatanem, czas ostatecznego sądu nad wszystkimi grzechami świata.

Wyobraźnia mitologiczna przejawia w tej formie swej ekspresji właściwe człowiekowi jako istocie kierującej swoją działalnością nastawienie teleologiczne, czyli celowościowe. Skoro życie jednostki stanowi jakąś całość od narodzin do śmierci, skoro działanie człowieka ma zwykle na uwadze cel, to również życie wspólnoty musi do czegoś w końcu zmierzać. A jeśli cel w zasadzie wykracza poza działanie, które do niego prowadzi, tak jak na przykład efekt pracy jest czymś innym niż sama praca, to i cel człowieka – jednostkowy i społeczny – zdaje się być czymś spoza porządku życia i jego codziennego toku. Musi być nadzwyczajny i różny od samego życia, jak to się mówi „transcendentny”.

Koniec świata przedstawiano sobie przeto jako przejście w inny, święty i pozaczasowy, wymiar egzystencji. Jeśli jednak, tak jak w Grecji, wyobrażano sobie czas na podobieństwo zjawisk, których cyklicznym i powtarzalnym tokiem czas mierzymy, a więc właśnie jako cykl, „wieczny powrót tego samego”, osobliwość końca świata spotykała się z osobliwością jego początku, powtarzając się nieskończoną liczbę razy. I dla Greków jednak ów koniec-początek miał znaczenie świętości i stanowił ostateczne rozwiązanie dramatu świata w etycznym triumfie boskości. Zwykle w wyobraźni greckiej symbolizował go święty ogień, spalający świat – znoszący wszelkie różnice.

Dopiero czasy nowożytne przyniosły świeckie wizje przyszłości świata, jakkolwiek ich świeckość nie oznaczała, że nie przejawiały się w nich te same obawy i nadzieje, które stanowiły natchnienie dla artystów ducha, tworzących od niepamiętnych czasów mitologiczne obrazy końca świata. Zwyciężanie Boga w historii zastąpione zostało przez postęp naukowo-techniczny i moralny ludzkości. Zbawienie świata, raj na ziemi, umysłowość oświeceniowa zastąpiła wyobrażeniem światowego pokoju i ludzkości szczęśliwej, bo żyjącej pełnią życia w sprawiedliwym ustroju i w rozkwicie cywilizacji materialnej oraz kultury. Nieszczęścia, których dawniej obawiano się jako kary za grzechy przeciwko Bogu, oświecona nowoczesność widzi przed sobą nie mniej wyraziście, lecz przypisuje je przesądom oraz brakom ludzkiej natury, zwłaszcza zachłanności, zawiści (resentymentowi) i nieodpowiedzialności.

Panowało jednakże przekonanie, że da się uczynić wiele dzięki edukacji i praktykowaniu sprawiedliwości społecznej, aby zneutralizować niektóre zgubne skutki przyrodzonych ludzkich wad. Typowy dla religii optymizm, przejawiający się w wizjach triumfu sił boskich nad szatańskimi u kresu czasów, przekształcony został w erze nowożytnej w ideę postępu, tak charakterystyczną dla francuskich encyklopedystów. Taki zeświecczony optymizm wyrażali również pisarze-utopiści, począwszy od Francisa Bacona, prekursora epoki Oświecenia i autora „Nowej Atlantydy”, a skończywszy na marzycielach-komunistach, jak Owen i Fourier.

Wiara w racjonalną samosterowność społeczeństw oraz w zwycięstwo rozumu i moralności nad nienawiścią i ciemnotą stopniowo jednakże słabła w ciągu XIX i XX wieku, zwłaszcza z powodu wojen. Historia pokazała, że rozwój nauki i upowszechnienie wykształcenia, a nawet oddanie rządów w ręce ludzi światłych i kompetentnych, nie gwarantuje ani pokoju, ani szczęścia. Od początku XIX wieku nie ustaje utyskiwanie na cywilizację, która obiecywała wyzwolenie człowieka poprzez rozumną organizację życia oraz wynalazki znakomicie ułatwiające życie, gdy tymczasem nieszczęść nie ubywa. Ta kryzysowa myśl, odzwierciedlająca krytycyzm społeczny i historyczny, będący jedną z najbardziej charakterystycznych cech epoki nowoczesnej, ma już dwustuletnią tradycję. Skoro jednak o kryzysie i nadciągających plagach cywilizacji mówimy już tak długo, a świat jakoś trwa i ma się mimo wszystko lepiej niż sto albo dwieście lat temu, wiarygodność tego krytycznego pesymizmu, który skutecznie wyparł entuzjazm Oświecenia, wyraźnie spadła.

Obie tendencje – pesymistyczna i optymistyczna – rywalizują ze sobą ze zmiennym szczęściem. Raz jedna, raz druga jest górą. Dzisiaj, choć wyobraźnia masowa jest wciąż jeszcze dość katastroficzna, a nawet histeryczna (pamiętamy „koniec świata”, który miał nastąpić w 2012 roku), bardziej elitarna produkcja kulturowa ma barwy wyraźnie jaśniejsze niż jeszcze w niedawnej epoce zimnej wojny. W szerszych kręgach opinii społecznej zmianę tę zaobserwujemy jednakże z dużym opóźnieniem. Tak też, o ile dawniej najbardziej popularną kliszą było wysławianie postępu nauk i wyrażanie nadziei na polepszenie bytu ludzkości we wszystkich obszarach życia, o tyle co najmniej od czasów II wojny światowej analogiczny rytuał społeczny ma znacznie częściej wydźwięk odwrotny – należy mówić raczej o niepewnej przyszłości i zagrożeniu upadkiem coraz bardziej nieobliczalnej cywilizacji współczesnej. Najpierw strach przed wojną atomową, a obecnie głównie strach przed zniszczeniem środowiska naturalnego bądź skutkami inżynierii genetycznej pobudzają wyobraźnię, dopełniając obrazu zatrważającego upadku tradycji i obyczajów oraz plagi bezmyślnego konsumpcjonizmu. Gdyby komuś i tego było mało, może jeszcze bać się zderzenia z asteroidą lub wybuchów na Słońcu.

Wszystko to się jednak zmienia. Świadomi mitologicznego potencjału nowoczesnych utopii i nowoczesnego katastrofizmu oraz po prostu zmęczeni upartą tradycyjną irracjonalnością w mówieniu o przyszłości dopiero dziś staramy się nadać naszym przewidywaniom zrównoważony racjonalnie, a jeśli się da, to nawet naukowy charakter. Jednocześnie również tradycyjna teleologia, czy to religijna, czy to świecko-utopijna, zdaje się dziś tracić zainteresowanie publiczności na rzecz realistycznych i wyważonych propozycji odpowiedzialnego i zrównoważonego rozwoju.

Przede wszystkim widzimy, że katastroficzne wizje po prostu się nie spełniły. Nie negując powagi zagrożeń demograficznych i ekologicznych, trzeba uczciwie przyznać, że w żadnym wcześniejszym okresie dziejów ludzkości tak wielu ludziom nie było tak dobrze jak w naszej epoce. Żyjemy znacznie dłużej niż nasi przodkowie, znacznie mniejsza część populacji cierpi głód i nędzę, znacznie mniej ludzi ginie w wyniku konfliktów zbrojnych, nie mówiąc już o zarazach. Odsetek umiejących czytać i pisać wzrósł w ciągu ostatniego stulecia niebywale, a podstawowa wiedza o świecie stała się udziałem niemalże wszystkich mieszkańców globu. Dzięki niebywale wzmożonej komunikacji – zarówno przemieszczania się, jak porozumiewania na odległość – po raz pierwszy w historii staliśmy się nie tylko abstrakcyjną, lecz zupełnie realną wspólnotą wszystkich ludzi – ludzkością.

Zdarzenia w dowolnym miejscu na świecie mogą mieć wpływ na życie ludzi w odległych krajach, a wynalazki pojawiające się co kilkanaście lat w niedługim czasie odmieniają codzienność nas wszystkich. Nigdy dotąd tak nie było i jeszcze nie nauczyliśmy się tego nowego świata. Bez wątpienia rozpoczęła się już nowa epoka, pierwsza epoka historyczna o prawdziwie globalnym zasięgu, jednak nie wiemy jeszcze, czym ona będzie. Wszyscy jesteśmy dziś jak dzieci, ucząc się świata wokół siebie i próbując niezdarnie w niego ingerować.

O co w tym wszystkim naprawdę chodzi, dowiemy się może za sto lat, lecz bynajmniej nie zwalnia to nas z powinności odpowiedzialnego i wnikliwego myślenia o przyszłości. Okażemy się dla naszych prawnuków naiwni, lecz nie ominą nas zapewne również przywileje należne pionierom nowej epoki, a więc wdzięczność i podziw potomnych. Nie wiemy, kto stanie się w ich wyobraźni ikoną nowej ery, kto będzie Krzysztofem Kolumbem i Galileuszem, kto zaś Michałem Aniołem albo Kartezjuszem. Nie trzymają się naszych głów nazwiska odkrywców DNA, wynalazców komputerów i internetu, autorów przełomu gospodarczego w Azji – a może to właśnie oni symbolizować będą w pojęciu naszych potomków za dwieście czy pięćset lat początek nowej epoki? Z bliska wszystko wygląda inaczej niż z daleka. W pewnym sensie zapewne lepiej rozumiemy nasz świat, lecz w innym sensie lepiej pojmą go nasze późne wnuki. Czyż współczesny historyk nie miałby wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia bohaterom epok, które bada? Pod wieloma względami zna je przecież lepiej niż ci, którzy w nich żyli.

Mamy już długie doświadczenie w podejmowaniu prób antycypowania przyszłości. Nie wszystkie były nieudane. Trzeba przyznać takim autorom, jak Jean-François Lyotard czy Alvin Toffler, że ich przewidywania sprzed kilku dekad raczej się sprawdzają. Co najmniej od lat siedemdziesiątych XX wieku zdawano sobie sprawę, że nieodległą przyszłość kształtować będą postępy w rozwoju technik komputerowych (najczęściej nazywano to cybernetyką) oraz technik komunikowania się. Mówiło się też wiele o wzroście znaczenia instytucji ponadnarodowych oraz uniezależnianiu się wielkiego biznesu od kontroli państw. To również się sprawdziło. Te przykłady zachęcają nas do odważnych prób „futurologicznych”.

Jeśli czujemy, że w ogóle mamy jakiś wpływ na przyszłość, a więc jeśli jest w nas jeszcze odrobina oświeceniowej wiary w człowieka i nadzieja na lepszą przyszłość dla świata, który przecież nie przestał być „łez padołem”, powinniśmy jasno przedstawić sobie rysujące się trendy zmian, starając się odróżnić to, co nieuniknione, od tego, co można powstrzymać lub wywołać przez zaplanowane działanie. Rozumiejąc tendencje zmian i ich dynamikę, możemy dopiero pokusić się o nakreślenie przypuszczalnego pola manewru, czyli sfery działań i celów, które możemy podjąć bądź nie, a które mogą wywrzeć realny korzystny wpływ na życie przyszłych pokoleń.

I to właśnie będzie odpowiedź na pytanie „jak urządzić ten świat?”. Dość już więc histerycznego gadania o kryzysie. I dość marzycielstwa. Utopijne wizje i strachem podszyte narzekania same w sobie niczego nie załatwiają. Przed niczym nie ostrzegają, niczego nie proponują i nie rozwiązują żadnego problemu. Są tylko atrapą odpowiedzialności, jeśli nie wręcz alibi reklamującym nas od podjęcia starań, by uczynić świat nieco lepszym i bezpieczniejszym miejscem dla naszych dzieci.

Źródło: TOK FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s