Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

PiS wycofuje się z wstCzy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

Nie jest jakimś epokowym odkryciem stwierdzenie, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. I bez spostrzeżenia posłanki Nowoczesnej Joanny Scheuring-Wielgus to wiemy. A obruszenie się Jacka Sasina, aby „nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego”, świadczy o samym Sasinie, a nie jest żadną obroną odwagi Kaczyńskiego.

W polityce tchórzostwo bądź jego antonim są zbędne, a pożądana jest bezczelność – w polskiej polityce na pewno. Problemem jest dobór wykonawców. I tutaj moje uznanie dla Kaczyńskiego, który dobrał ludzi takich, jak Sasin, niekompetentnych, za to mających ambicje wspięcia się jak najwyżej. Tacy są pisowcy i dlatego będą wierni.

Niekompetentny w polityce – znaczy niezbyt zdolny, mało kreatywny, odtwórczy. Taki zbiór ludzi musi być dowartościowany poprzez odjęcie innym cech kompetencji, fachowości, przynajmniej współrzędności. Dlatego Kaczyński użył w stosunku do innych, niepopierających go i protestujących terminu „ludzi gorszego sortu”.

Zdegradował nieswoich zwolenników nie tylko z pozycji społecznych i zawodowych, ale i Polaka. Wszak gorszy sort nie brzmi dumnie. Jak wobec tego zostali wywyższeni zwolennicy Kaczyńskiego, jakiego dostali kopa w samopoczucie, wznieśli się jak balony. Niestety, strona poniżana, choć wzięła w nawias ten sort i potraktowała ironicznie, przeceniła zwolenników Kaczyńskiego – oni naprawdę nie znają słowa ironia.

Czy tchórzostwo Kaczyńskiego, a w zasadzie bezczelność już teraz wysiudają Beatę Szydło z siodła premiera? Wiele by na to wskazywało, czy jednak prezes na to się zdecyduje?

Ostatnio Szydło praktycznie nie jest obecna w przestrzeni publicznej. Dała o sobie znać chęcią eksportowania pomnika Jana Pawła II z Francji, jakby to był wrak smoleńskiego Tupolewa. Odwiedziła nawet Bogdana Rymanowskiego w TVN24, gdzie niczego odkrywczego nie powiedziała. Nie zajmuje głosu w wielu ważnych sprawach.

Z Szydło wychodzi szydło niekompetencji, lecz to jest wygodne dla Kaczyńskiego, bo dla elit politycznych i dziennikarskich on jest instancją. Choć Szydło zaliczy jakąś wpadkę (cóż, taka jest), nikt z tego nie robi zarzutu większego kalibru, bo ona taka jest, a do elektoratu to nie dociera.

Ludwik Dorn twierdzi, że „wobec usamodzielnienia się prezydenta, słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem”. Nie jestem pewien, czy Duda się usamodzielnił. To jego zaplecze pchnęło go do tego, gdyż chcą sięgnąć po frukta, które są poza kancelarią. I nie piszę tutaj o rzeczniku Krzysztofie Łapińskim, a raczej o szefie gabinetu Dudy Krzysztofie Szczerskim.

Duda ma ponoć silną potrzebę akceptacji, tak utrzymuje publicysta „Newsweeka” Michał Krzymowski, który ma dobre wtyki w obozie PiS. Akceptacji potrzebują ludzie nijacy, bez właściwości. Jak ich nie pogłaszczesz po głowie, będą smutni, płaczliwi i doprowadzać się będą do desperacji, aby uścisnąć twoją dłoń, która ma głaskać.

Tak! To prezydent. Kaczyński ustawy sądowe ma dopięte po swojej myśli. Spotykać się będzie jeszcze z Dudą po to, aby omówić inne kwestie i aby nie zadrżała mu ręka przy parafowaniu ustaw, o które rozgorzeją kolejne wojny – np. tzw. repolonizacja mediów.

Czy Kaczyński zrezygnuje z roli naczelnika, do którego na Nowogrodzką schodzą się wszyscy, włącznie z nijaką premier. Wydaje mi się, że bardziej rozsmakował się w ważności, niż odpowiedzialności. Dorn utrzymuje, że kandydat na premiera jest tylko jeden – prezes.

Pozostają wobec tego otwarte pytania: Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem? Czy bezczelność zamieni na odwagę odpowiedzialności, bo prędzej czy później rządzący tej partii staną przed Trybunałem Stanu za rozwalenie demokracji w Polsce?

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Nie żyje Piotr S., który dokonał aktu samospalenia przed Pałacem Kultury

Nie żyje Piotr S., który dokonał aktu samospalenia przed Pałacem Kultury

Wiadomość o śmierci Piotr S. podał portal okopress, powołując się na jego rodzinę. Żona i dzieci Piotra poprosili, żeby jeszcze nie podawać jego nazwiska. Zmarł, nie odzyskawszy przytomności.

Przypominamy słowa Piotra S. – Szarego Człowieka, jak pisał sam o sobie – które nam pozostawił.

„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.

2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.

3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakikolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.

4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.

5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.

6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją bronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).

7. Protestuję przeciwko dzieleniu umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, przeciwko językowi ksenofobii i nienawiści wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.

8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.

9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.

10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.

11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych i innych LGBT, muzułmanów i innych.

12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite) Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.

13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.

14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, niekonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.

15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych protestów służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny.

Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.
Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”.

Był jeszcze drugi list Piotra S. – do mediów:

„Można oczekiwać, że PIS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie „haków”. Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić). Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie. Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie.

Zresztą sformułowanie „choroba psychiczna” odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność, czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość „normalnych” ludzi.

Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo.

Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów, czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości.

A dlaczego tak radykalna forma protestu? Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi) ale, że ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje i trzeba je z tego snu obudzić.

Urodziłem się w 1963 r., dlatego jestem w tej dobrej sytuacji, że pamiętam PRL, pamiętam „Solidarność”, odzyskiwanie niepodległości i kształtowanie się naszej demokracji. Dzięki temu mogę lepiej ocenić to, co się teraz dzieje.

Kiedy wybuchła „Solidarność” byłem jeszcze w liceum. I w tym liceum z kolegami zakładaliśmy Samorządne Zrzeszenie Uczniowskie, bo nie było wszak „Solidarności” dla niepełnoletnich uczniów.

13 grudnia byłem już studentem i nie spałem do południa tylko roznosiłem pierwsze ulotki. W czasie stanu wojennego robiłem to, co miliony innych ludzi w Polsce – roznosiłem ulotki, chodziłem na demonstracje, słuchałem Wolnej Europy, zapalałem świeczki w oknach.

4 czerwca 1989 z radością wziąłem udział w pierwszych, częściowo wolnych wyborach i potem we wszystkich następnych.

Mój wkład w odzyskanie niepodległości był mikroskopijny, wstydzę się, że do tej pory tak mało zrobiłem dla Ojczyzny. I wiem, że muszę to zmienić.

Wstydzę się, że mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie konstytucję (zawetowanie dwóch niekonstytucyjnych ustaw, aby zaproponować dwie inne, ale nadal niekonstytucyjne ustawy nie jest odkupieniem win).

Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia.

Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd.

Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia „nomenklatura” i sformułowania „partia i rząd” tak jak w czasach PRL.

Wstydzę się widząc, jak opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”.

koduj24.pl

„Ja bym chciała, żeby poseł Kaczyński przestał być tchórzem”

„Ja bym chciała, żeby poseł Kaczyński przestał być tchórzem”

Zaczęło się od tego, że Jacek Sasin z PiS oświadczył, że decyzje w rządzie PiS są podejmowane kolegialnie, bez oderwania od zaplecza politycznego. – „Nic w tym dziwnego. W każdym normalnym państwie tak jest”– zapewnił. Te słowa padły podczas cotygodniowego programu z udziałem polityków w TVN 24.

Trzeba było widzieć wyraz twarzy Joanny Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. – „Rozbawił mnie pan bardzo. Decyzje są podejmowane na Nowogrodzkiej, premier Beata Szydło czeka na instrukcje od Jarosława Kaczyńskiego, jest niesamodzielna i wszyscy o tym wiemy” – stwierdziła. – „Mamy teraz taki serial o tym, kto będzie, a kogo nie będzie w rządzie. O rekonstrukcji rządu raczej powinniśmy mówić w momencie, kiedy rzeczywiście jakiś mały element nie działa. Tutaj nie działa 99 procent. Pani premier jest wycofana, sterowana i bierna. Nie ma siły przebicia” – oceniła Scheuring-Wielgus. – „Ja bym chciała, żeby poseł Kaczyński przestał być tchórzem, bo to, że nie bierze odpowiedzialności za to, co się dzieje w naszym kraju, to czyste tchórzostwo. Wszyscy wiemy, że to prezes Kaczyński daje instrukcje wam wszystkim” – te słowa posłanka skierowała do posła PiS Jacka Sasina i rzecznika prezydenta Krzysztofa Łapińskiego. – „Jarosław Kaczyński jest tchórzem” – podkreśliła.

Reakcja? – „Proszę nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego” – oburzył się Sasin. – „Niech pani przeprosi Jarosława Kaczyńskiego za to, że pani go ciągle obraża. Jarosław Kaczyński wykazał wielką siłę i odwagę wtedy, kiedy trzeba było mieć tę odwagę, żeby rzucić wyzwanie ustrojowi komunistycznemu” – przekonywał. Scheuring-Wielgus skomentowała te ostatnie słowa dosadnie: – „Spał 13 grudnia, spał”.

My z kolei – a już na pewno część społeczeństwa zwana „gorszym sortem” – czekamy raczej na przeprosiny od Jarosława Kaczyńskiego. Za „mordy zdradzieckie” i dziesiątki innych epitetów.

koduj24.pl

Szydło chce sprowadzić pomnik, któremu dzieje się krzywda

Beata Szydło, premier od świątków.

Andrzej Saramonowicz skomentował pomysł Beaty Szydło, aby przenieść pomnik Jana Pawła 2 z Francji do Polski.

Szydło nie chodzi ani o chrześcijaństwo, ani o krzyż, ani o JP2, a o straszenie Zachodem.

Dyplomacja 

Niemcy mają zapłacić reparacje

Rosja zwrócić wrak

Francja oddać pomnik

Pewnie nikt tego nie zauważy w Europie. Pani premier Szydło dała znać, czym zajmuje się na swoim urzędzie. Kancelaria Premiera ze zdjęciem Beaty Szydło opublikowała na Twitterze informację, że zaproponują lokalnym francuskim władzom w Ploermel w Bretanii przeniesienie pomnika Jana Pawła II do Polski.

Rząd polski zajmuje się świątkami. Dobrze czytacie. W bretońskim Ploermel wykonują wyrok sądu administracyjnego w Rennes z 2015 roku, w którym orzeczono, iż krzyż z pomnika wielkiego Polaka winien być usunięty, bo we Francji od 1905 roku istnieje ustawowy rozdział Kościoła od państwa.

Symbolika Kościoła katolickiego może komuś przeszkadza, a to dlatego, iż krzyż bywa nadużywany. Bo co komu przeszkadza krzyż? Kiedyś znamionował wartość społeczną i egzystencjalną, dla ludzi biednych był pocieszeniem. Idea Boga była żywa, bo innego pocieszenia za wiele nie było na podorędziu.

>>>

Orły, cokoły i pomnik kartofla

Orły, cokoły i pomnik kartofla

Każda dyktatura rozpoczyna się burzeniem starych pomników i stawianiem nowych.

W szerokiej ofercie tematów, które rządzący podrzucili ostatnio rozsądnej części społeczeństwa, zwróciła moją uwagę koncepcja Antoniego Macierewicza wzniesienia w Polsce stu kolumn na stulecie odzyskania niepodległości. Dlaczego ten pomysł wydał mi się zdarzeniem istotnym? Przecież nie dlatego, że koncepcję firmuje ten akurat minister. Jakaż to nowina, że Macierewicz interesuje się pełnym spectrum życia narodu i jako człowiek renesansu nie szczędzi sił, by zawrócić koło historii i cofnąć nas w tę zamierzchłą, bliską sobie epokę. Poza tym powszechnie wiadomo, że armia jest dla niego tylko widownią bojowych przemówień i tłem snucia fantasmagorii o niezwyciężonym duchu i patriotyzmie, które zastępują helikoptery, okręty podwodne i pociski rakietowe. Wiadomo, że siły zbrojne są w gruncie rzeczy marginesem zainteresowań pana ministra. Wojsko to dla niego zabawka. Ot, dostał od prezesa rowerek, od razu odkręcił w nim boczne kółka i ruszył zakosami, zmiatając po drodze 30 generałów i ponad 250 pułkowników…

Koncepcja Antoniego Macierewicza wzniesienia w Polsce stu kolumn na stulecie odzyskania niepodległości nie zainteresowała mnie również i z tego powodu, że koszty projektu poniesie Ministerstwo Obrony Narodowej, a nie np. resort Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Bo przecież w państwie PiS budżet to zwykła skarbonka, taka większa skarpeta, skąd w razie potrzeby wyciągane są pieniądze. Z budżetu MON modernizowana jest policja i lotnicze pogotowie ratunkowe, z wojskowej kasy finansowane są muzea, liczne imprezy patriotyczne i rocznice. Jeśli nawet cywilne samoloty dla VIP-ów kupuje się za pieniądze MON (z puli przeznaczonej na modernizację techniczną polskiej armii), to można przyjąć, że i jubileuszowe kolumny Macierewicza są niezastąpionym elementem polskiej infrastruktury obronnej.

Od dwóch lat pomniki stanowią bodaj najważniejszy składnik symboliki w procesie kształtowania nowego pokolenia Polaków – ludzi niezłomnie podporządkowanych władzy, patriotycznych do zatracenia i demokratycznie głosujących na PiS. Od dawna PiS zapowiadał weryfikację istniejących monumentów i zburzenie tych, które uzna za niesłuszne. Nie do końca się to udało, tu i ówdzie wciąż jeszcze kaleczą oczy i umysły prowokacyjne „wypomniki”, powstałe w trzeciej, nie całkiem jeszcze zohydzonej Rzeczpospolitej. Za to „opomnikowanie” kraju nowymi symbolami pamięci poszło jak po drożejącym maśle. Z danych zgromadzonych przez BIQdata, w Polsce jest już ponad 450 różnego rodzaju upamiętnień katastrofy smoleńskiej. Do niedawna najpopularniejszym władcą Polski, posadzonym na największej liczbie postumentów, był Jan III Sobieski. Ale od ubiegłego roku prym dzierży już Lech Kaczyński. Daleko mu jeszcze do popularności Jana Pawła II, któremu postawiono dotąd 700 pomników, ale doniesienia z Francji sugerują, że będzie ich ubywać, natomiast doniesienia z Polski dają gwarancję, że w żadnej gminie żadne koło PiS nie zechce podłożyć się prezesowi i tym samym zaryzykować utratę intratnych posad w administracji i spółkach państwowych.

Wielu komentatorów życia publicznego potwierdza, że pomników w Polsce będzie przybywać. Niektórzy wiążą te przewidywania z nowymi podręcznikami historii wprowadzanymi do zdeformowanych (zdaniem rządu – zreformowanych) szkół. Inni prognozują to na podstawie rosnących zastępów lizusów, co to na wyprzódki starają się przypodobać prezesowi, korzystając z inercji oponentów, którzy dla świętego spokoju godzą się na kolejną formę patriotycznego wzmożenia prawdziwych Polaków. Ostatnio słychać też głosy, że PiS planuje odbierać tereny samorządowe, by obsadzać je plantacjami pomników.

Zabór placu Piłsudskiego z dziwacznym uzasadnieniem, że państwowe uroczystości powinny się odbywać na państwowym, a nie samorządowym terytorium, faktycznie budzi podejrzenia, że tak naprawdę zaborcom chodzi o miejsce, gdzie zmaterializują swoje monumentalne marzenie, którego nie mogli dotąd zrealizować na Krakowskim Przedmieściu. Trudno mi w to uwierzyć. No bo jak to – nie mogli? Mogli podeptać Konstytucję, mogli zagarnąć instytucje demokratyczne, mogli odebrać ludziom poczucie godności – a nie mogli poradzić sobie z jakąś tam radą miasta i byle konserwatorem zabytków? PiS z pewnością mógłby nastawić sobie pomników gdzie mu się podoba, bo kto podskoczy szatniarzowi? Już prędzej uwierzę, że tą metodą – ulica po ulicy, plac po placu – PiS zamierza zawłaszczyć całą Warszawę, której nie udało się wcześniej zagarnąć projektem doczepienia do stolicy okolicznych gmin, gdzie elektorat Kaczyńskiego był liczniejszy…

Koncepcja obsadzenia Polski obeliskami Macierewicza jest dla mnie interesująca o tyle, że tak naprawdę nie wiadomo, co i kogo będą symbolizować te piedestały. Na przedwojennych obeliskach orły symbolizujące Polskę odrodzoną z niebytu, po prostu zrywały się do lotu. Czy obecny konkurs wygrają orły odfruwające z symbolicznego wraku Tupolewa? Czy na kolumnach zawisną tabliczki poświęcone pamięci „poległego” prezydenta, czy tylko wzmianka o twórcy monumentalnego konceptu uczczenia jubileuszu odzyskania niepodległości? Czy Macierewicz chce wdrapać się po swoich kolumnach na parnas historii? Czy te i inne pomniki, którymi PiS zamierza kształtować umysły nowych, lepszych Polaków, nie będą przypadkiem budzić protestów, czy nie podzielą nas jeszcze bardziej?

Najistotniejsze jest moim zdaniem pytanie, dlaczego PiS-owska infrastruktura symboliczna jest aż tak napompowana patriotycznymi uniesieniami, które rzadko dodają narodowi ducha, a częściej śmieszą lub straszą, mnożąc waśnie i siejąc wrogość. Myślę, że z tego samego powodu, dla którego PiS kochający pomniki, nie jest w stanie polubić pomników przyrody. Prezes i jego ekipa sprawiają wrażenie, jakby nie lubili niczego, co emanuje spokojem, ciepłem i życzliwością. Obce im są symbole, które budzą ciekawość, refleksje, życzliwe wspomnienie, czy choćby uśmiech. Takie jak Pomnik Szarańczy w Zwierzyńcu upamiętniający zwycięstwo nad tym szkodnikiem w roku 1711, czy 9-metrowy Pomnik Ziemniaka we wsi Biesiekierz, postawiony dla uczczenia nowej odmiany tej rośliny w pobliskiej hodowli, albo choćby Pomnik Grzyba we wsi Łężeczki, z tablicą głoszącą, iż jest to pierwszy pomnik na kuli ziemskiej odsłonięty w trzecim tysiącleciu, czyli piętnaście sekund po północy 1 stycznia 2001 roku. Antoniego Macierewicza też zapewne nie wzruszy pomnik Marzyciela – Dyrygenta Fal, chłopca, siedzącego na pływaku kilkadziesiąt metrów od brzegów Gdyni i poruszającego batutą w rytmie kołysania fal morskich.

Każda dyktatura rozpoczyna się burzeniem starych pomników i stawianiem nowych. W każdym kraju autorytarnym rządzący próbują formować nowego obywatela, na swój obraz i podobieństwo. Każdy reżim ma swoją ideologię – zawsze ślepą, nadętą i groźną – obwieszoną symbolami, które atakują i kaleczą. PiS podniósł kary za znęcanie się nad zwierzętami i dziećmi. Za znęcanie się nad dorosłymi już nie.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Piotr S., Szary Człowiek nie żyje. Cześć jego pamięci!

 „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”

Takie przesłanie zostawił Piotr S., Szary Człowiek. Zmarł po południu 29 października 2017 roku

O 16.30 skończyliśmy rozmawiać z żoną i dziećmi Piotra S. Opowiadali, jak przeżyli 10 ostatnich dni od aktu samospalenia, jakiego dokonał Piotr pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Lekarze ostrzegali, że kryzys może przyjść w każdej chwili, ale zaczynaliśmy już mieć nadzieję. Rano okazało się, że trzeba było Piotra podłączyć do sztucznej nerki. To był niepokojący sygnał.

O 17.20 od syna Piotra nadeszła wiadomość „Nie żyje”. Rodzina poprosiła, by jeszcze nie podawać Jego nazwiska.

Pana Piotra S. nie poznaliśmy osobiście. Ale wiele o nim wiemy z tego, co o sobie napisał w dwóch listach do opinii publicznej oraz z tego, co nam –  a potem kilku innym mediom – opowiedzieli o Nim  jego żona i dzieci. Jawi się jako mądry, prawy, szlachetny człowiek (pisał o sobie Szary Człowiek), który nie mógł się pogodzić z tym, co dzieje się w naszej Ojczyźnie. Podjął desperacką decyzję, by ze swego samobójstwa uczynić znak. Jak mówiła nam jego rodzina, szykował się do tego aktu wiele miesięcy, ukrywał swój plan przed najbliższymi.

Samospalenie Piotra S. było apelem, wezwaniem, aby „przeciwstawić się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję”. Dręczyło go, że w polityce dzieją się tak złe rzeczy, a ludzie nie reagują.

Trudno nam pogodzić się z Jego czynem i z Jego śmiercią. Liczyliśmy na to, że skoro przeżył 10 dni, to już nie umrze.

Źle się dzieje w naszej Ojczyźnie, jeśli ludzie o wyostrzonej obywatelskiej wrażliwości tak reagują.

Ale Piotr nie wzywał nas do wojny polsko-polskiej. „Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to, żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani ‚nawrócić ich’ (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji”.

Nie poznaliśmy Piotra S., ale tak jakbyśmy go dobrze znali. Był – na przekór temu, co możnaby pomyśleć – człowiekiem wewnętrznie zrównoważonym, dojrzałym, spokojnym i dobrym.

Mamy wrażenie, jakby rodzina Piotra i On sam uczestniczył w naszych rozmowach o złej zmianie w Polsce, o tym jakie stanowisko należy  zająć wobec zalewu nieprawdy w życiu publicznym, wobec nagiej siły fałszującej przeszłość i teraźniejszość, wobec coraz bardziej skutecznych zabiegów, by wykluczyć z życia publicznego ludzi innego zdania.

Wobec postępującej w Polsce „normalizacji”, bezradności wobec niszczenia prawa, życia politycznego, mediów publicznych, edukacji, organizacji pozarządowych, a także polskiej przyrody. Zresztą o tym wszystkim lepiej napisał sam Piotr. Przypominamy jego dwa teksty.

Wzywał nas do obywatelskiej refleksji, ale nie do działań heroicznych, na które zdobył się sam.

Dziękujemy rodzinie Piotra, drogiej nam, Jego żonie i dwójce wspaniałych dorosłych dzieci. Życzymy Wam wszystkim wielu sił w znoszeniu tego cierpienia.

Zostaliśmy przez Was zaszczyceni przekazaniem opinii publicznej listu, jaki do nas wszystkich napisał Piotr S. Niestety, zostaliśmy też upoważnieni do przekazanie opinii publicznej wiadomości o Jego śmierci.

W imieniu redakcji OKO.press

Piotr Pacewicz


Oto pełna treść listu rozdawanego przez Piotra 19 października 2017 pod Pałacem Kultury


„1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich.

2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.

3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.

4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.

5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.

6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).

7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie” i przeciwko językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przed władze do debaty publicznej.

8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowiskswoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.

9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak np. Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.

10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.

11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych z LGBT), muzułmanów i innych.

12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia, i zrobieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite), Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.

13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.

14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.

15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało.

Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych którzy decydują o tym kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni, czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Proszę was jednak, pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to żeby toczyć z nimi wojnę (tego właśnie by chciał PiS) ani „nawrócić ich” (bo to naiwne), ale o to, aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Być może wystarczy zmiana kierownictwa partii.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

Ten list opublikowaliśmy w pierwszej relacji z tragicznego dnia 19 listopada 2017. Podkreślenia od OKO.press


List Piotra S. do mediów: Dlaczego tak radykalnie? Bo sytuacja jest dramatyczna


„Można oczekiwać, że PIS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie „haków”. Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić).

Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie.

Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie.

Zresztą sformułowanie „choroba psychiczna” odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność, czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość „normalnych” ludzi.

Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo.

Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów, czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości.

A dlaczego tak radykalna forma protestu?

Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi) ale, że

ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje i trzeba je z tego snu obudzić”.


Do listu do mediów dołączone były dwa fragmenty:


Fragment 1: Tak mało zrobiłem do tej pory dla Ojczyzny

„Urodziłem się w 1963 r., dlatego jestem w tej dobrej sytuacji, że pamiętam PRL, pamiętam „Solidarność”, odzyskiwanie niepodległości i kształtowanie się naszej demokracji. Dzięki temu mogę lepiej ocenić to, co się teraz dzieje.

Kiedy wybuchła „Solidarność” byłem jeszcze w liceum. I w tym liceum z kolegami zakładaliśmy Samorządne Zrzeszenie Uczniowskie, bo nie było wszak „Solidarności” dla niepełnoletnich uczniów.

13 grudnia [1981 – red.] byłem już studentem i nie spałem do południa tylko roznosiłem pierwsze ulotki.

W czasie stanu wojennego robiłem to, co miliony innych ludzi w Polsce – roznosiłem ulotki, chodziłem na demonstracje, słuchałem Wolnej Europy, zapalałem świeczki w oknach.

4 czerwca 1989 z radością wziąłem udział w pierwszych, częściowo wolnych wyborach i potem we wszystkich następnych.

Mój wkład w odzyskanie niepodległości był mikroskopijny, wstydzę się, że do tej pory tak mało zrobiłem dla Ojczyzny. I wiem, że muszę to zmienić”.

Fragment 2: Wstydzę się tłumacząc, że Polska to nie to samo, co polski rząd

„Wstydzę się, że mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie konstytucję (zawetowanie dwóch niekonstytucyjnych ustaw, aby zaproponować dwie inne, ale nadal niekonstytucyjne ustawy nie jest odkupieniem win).

Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia.

Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd.

Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia „nomenklatura” i sformułowania „partia i rząd” tak jak w czasach PRL.

Wstydzę się widząc, jak opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”.

Przekazany nam przez rodzinę Piotra „List do mediów” opublikowaliśmy 20 października.

oko.press

Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

Nie jest jakimś epokowym odkryciem stwierdzenie, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. I bez spostrzeżenia posłanki Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus to wiemy. A obruszenie się Jacka Sasina, aby „nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego”, świadczy o samym Sasinie, a nie jest żadną obroną odwagi Kaczyńskiego.

W polityce tchórzostwo, bądź jego antonim, są zbędne, a pożądana jest bezczelność – w polskiej polityce na pewno. Problemem jest dobór wykonawców. I tutaj moje uznanie dla Kaczyńskiego, który dobrał ludzi takich, jak Sasin, niekompetentnych, za to mających ambicje wspięcia się, jak najwyżej. Tacy są pisowcy i dlatego będą wierni.

Niekompetentny w polityce – znaczy niezbyt zdolny, mało kreatywny, odtwórczy. Taki zbiór ludzi musi być dowartościowany poprzez odjęcie innym cech kompetencji, fachowości, przynajmniej współrzędności. Dlatego Kaczyński użył w stosunku do innych, nie popierających go i protestujących terminu „ludzi gorszego sortu”.

Zdegradował nieswoich zwolenników nie tylko z pozycji społecznych i zawodowych, ale i Polaka. Wszak gorszy sort nie brzmi dumnie. Jak wobec tego zostali wywyższeni zwolennicy Kaczyńskiego, jakiego dostali kopa w samopoczucie, wzienieśli się jak balony. Niestety, strona poniżana choć wzięła w nawias ten sort i potraktowała ironicznie, przeceniła zwolenników Kaczyńskiego, oni naprawdę nie znają słowa ironia.

Czy tchórzostwo Kaczyńskiego, a w zasadzie bezczelność już teraz wysiudają Beatę Szydło z siodła premiera? Wiele by na to wskazywało, czy jednak prezes na to się zdecyduje?

Ostatnio Szydło praktycznie nie jest obecna w przestrzeni publicznej. Dała o sobie znać chęcią eksportowania pomnika Jana Pawła II z Francji, jakby to był wrak smoleńskiego tupolewa. Odwiedziła nawet Bogdana Rymanowskiego w TVN24, gdzie niczego odkrywczego nie powiedziała. Nie zajmuje głosu w wielu ważnych sprawach.

Z Szydło wychodzi szydło niekompetencji, lecz to jest wygodne dla Kaczyńskiego, bo dla elit politycznych i dziennikarskich on jest instancją. Choć Szydło zaliczy jakąś wpadkę (cóż, taka jest), nikt z tego nie robi zarzutu większego kalibru, bo ona taka jest, a do elektoratu to nie dociera.

Ludwik Dorn twierdzi, że „wobec usamodzielnienia się prezydenta słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem”. Nie jestem pewien, czy Duda się usamodzielnił, to jego zaplecze pchnęło go do tego, gdyż chcą sięgnąć po frukta, które są poza kancelarią. I nie piszę tutaj o rzeczniku Krzysztofie Łapińskim, a raczej o szefie gabinetu Dudy Krzysztofie Szczerskim

Duda ma ponoć silną potrzebę akceptacji, tak utrzymuje publicysta „Newsweeka” Michał Krzymowski, który ma dobre wtyki w obozie PiS. Akceptacji potrzebują ludzie nijacy, bez właściwości, jak ich nie pogłaszczesz po głowie, będą smutni, płaczliwi i doprowadzać się do desperacji, aby uścinąć twoją dłoń, która ma głaskać.

Tak! To prezydent. Kaczyński ustawy sądowe ma dopięte po swojej myśli, spotykać się będzie jeszcze z Dudą po to, aby omówić inne kwestie i aby nie zadrązała mu ręka przy parafowaniu ustaw, o które rozgorzeją się kolejne wojny – np. tzw. repolonizacja mediów.

Czy Kaczyński zrezygnuje z roli Naczelnika, do którego na Nowogrodzką  schodzą się wszyscy, włącznie z nijaką premier. Wydaje mi się, że bardziej rozsmakował się w ważności, niż odpowiedzialności. Dorn utrzymuje, że kandydat na premiera jest tylko jeden – prezes.

Pozostają wobec tego otwarte pytania: Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem? Czy bezczselność zamieni na odwagę odpowiedzialności, bo prędzej czy później rządzący tej partii staną przed Trybunałem Stanu za rozwalenie demokracji w Polsce?

 

Wobec usamodzielnienia się prezydenta słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem. Jedynym zabezpieczeniem przed usamodzielnioną głową państwa jest premier silny, który sam będzie negocjował z prezydentem i pod groźbą skrócenia o głowę zakaże ministrom układania się z nim. Kandydat jest tylko jeden – Jarosław Kaczyński. 

(http://www.tvn24.pl)

 

„Jarosław Kaczyński jest tchórzem”, „Niech pani przeprosi”. Spór w „Kawie na ławę” 29 października 2017 (http://www.tvn24.pl)

Ja bym chciała, żeby poseł Kaczyński przestał być tchórzem. Bo to, że nie bierze odpowiedzialności za to, co się dzieje w naszym kraju, to czyste tchórzostwo. Wszyscy wiemy, że to prezes Kaczyński daje instrukcje wam wszystkim – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus (Nowoczesna), zwracając się do Jacka Sasina (PiS) i rzecznika prezydenta Krzysztofa Łapińskiego. – Proszę nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego – zareagował na te słowa Sasin.

(http://www.tvn24.pl)

 

#StałemPodBlokiem czyli o nowej ludomanii

29/10/2017

Stałem pod blokiem razem z Czartoryskimi i Lubomirskimi i przerzucaliśmy się truflami – mógłby zażartować Konstanty Radziwiłł, po tym odzyskany w ramach reprywatyzacji pałacyk sprzedał tuż przed wejściem ustawy o ziemi.  Stałam pod blokiem razem z badylarzami – mogłaby zachichotać Ewa Lichocka, która odziedziczyła, bagatela, 3 miliony po krewnych. Staliśmy pod blokiem z radiem Luksemburg – mogliby zarechotać bracia Biereccy zerkając w swoje deklaracje majątkowe.

Kilka lat temu uczestnicy KOR, rozmów w Magdalence, Okrągłego Stołu, pracujący dla Bolka bracia Kaczyńscy, których partia uwłaszczyła się na redakcyjnych gruntach wartych miliony, wmówili społeczeństwu, że od zawsze byli wrogami III RP. Dziś ta sama partia wmawia, że jest partią biedaków, stojących pod blokiem prostych ludzi, a nie elit, bo to nieprawda, że Jarosław Kaczyński mieszkał w willi nawet jeśli ta willa bliźniaczo podobna do willi Kiszczaka.

Wystarczyło tylko, żeby gazeta.pl dała lead o Patryku Jakim, jako o stojącym pod blokiem, by naiwniackim pędzie puszczać swoje barwne historie, jako to Wy też pod tym blokiem wystawaliście.

Tylko że nie. Wy nie staliście pod żadnym blokiem. Wy w nich mieszkaliście, a to jest zasadnicza różnica. Nie, nie staliście w dresach pod blokiem z kumplami od „co się kurwa, patrzysz” i „kupiłem oligocen mamie”. Nie, co do zasady, nie chodziliście bandami w miasto, nie zarzygiwaliście klatek, nie śpiewaliście jebać ŁKS i nie topiliście papierosami guzików w windzie. O to chodzi w staniu pod blokiem. Nie o to, że graliście w klasy pod trzepakiem. Ok, czasami Wam się poszaleć zdarzało, ale to nie był żaden Was dzień codzienny. Raczej przerywnik w bieganiu między komputerami Amiga a korkami z angielskiego. Przestańcie więc robić z siebie pożal się boże dresiarzy, nigdy nimi nie byliście, zawsze przed nimi uciekaliście jak przed bandą psychopatów. Dlatego jesteście na twitterze i kłócicie się o aborcje i politykę Macrona. Dawni, obecni i przyszli dresiarze twittera mają w dupie (poza czytelnikami weszlo).

W staniu pod blokiem Jakiego nie chodzi więc Gazecie o to, że ten mieszkał w bloku. Chodzi Gazecie o to, że wciąż jest mentalnym dresiarzem. Że nie tylko od dotychczasowych polityków się niczym nie różni, ale wprowadza żenujący poziom dyskusji do jeszcze głębszej kałuży. Że po dyskusji z Patrykiem Jakim można wyjść tylko głupszym. I bardziej brudnym. Owszem, na skutek „niedasie” III RP, lud teraz takich jak Jaki popiera, ale do czasu. Do czasu, aż lud będzie miał dość politycznego dresiarstwa ignorantów, którzy dostali robotę, bo głośniej drą się w telewizji.

Tymczasem u zdesperowanych pisowskim przewrotem widać wręcz początki perwersyjnej ludomanii. Tylko skoro tak kochacie to wystawanie pod blokiem, czemu się z tych bloków tak bardzo chcecie wyprowadzać? Skąd ten boom developerski, skąd problem z przewalutowaniem franków, przecież na blokowisku tak jest cudownie? Czemu, w co drugiej dyskusji o emigrantach, padają straszne oskarżenia o strefy szariatu właśnie na blokowiskach, czemu grodzicie sobie osiedla? Czemu, swego czasu, największą beką miało być haratanie w gałę Tuska na podwórku i czemu, wreszcie, jakoś pod klatkę nie wystawiacie własnych dzieci, tylko jak oszalali wozicie ich od jednych zajęć pozalekcyjnych na drugie?

Czemu? A no właśnie po temu, żeby uchronić życie własnych dzieci od wystawania pod blokiem, bo może to fajnie wygląda we wspomnieniach i rapowych kawałkach, ale jest pomnikiem upadku i beznadziei, za którą lewica tak bardzo znienawidziła okres transformacji.

galopujacymajor.wordpress.com

Premier Szydło chce przenieść do Polski pomnik Jana Pawła II, by ratować go od „ocenzurowania”

Zgodnie z francuskim prawem z pomnika Jana Pawła II w miejscowości Ploermel w Bretanii ma zniknąć krzyż.

Na pomniku Jana Pawła II Ploermel widnieje napis z cytatem „Nie lękajcie się”.

Stephane Mahe/Reuters/Forum

Na pomniku Jana Pawła II Ploermel widnieje napis z cytatem „Nie lękajcie się”.

„Polski rząd podejmie starania, by pomnik naszego rodaka ocalić od ocenzurowania i zaproponujemy, aby przenieść go do Polski, o ile będzie zgoda francuskich władz i społeczności lokalnej” – powiedziała PAP premier Beata Szydło. Przypomniała również wypowiedź papieża o tym, że „historia uczy, że demokracja bez wartości przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Zdaniem premier Szydło „Nasz wielki Polak, wielki Europejczyk jest symbolem chrześcijańskiej, zjednoczonej Europy. Dyktat politycznej poprawności – laicyzacji państwa – wprowadza miejsce dla wartości, które są nam obce kulturowo, które prowadzą do sterroryzowania codziennego życia Europejczyków”.

Mer Ploermel Patrick Le Diffon, komentując deklarację szefowej polskiego rządu, uznał, że nie ma w niej niczego zaskakującego i wyraża ona poparcie dla lokalnych władz zachowania krzyża na pomniku.

O co chodzi w sporze o pomnik Jana Pawła II?

Pomnik autorstwa gruzińskiego rzeźbiarza Zuraba Ceretelego stoi w 10-tysięcznym Ploermel od 2006 roku. Od początku budził kontrowersje w związku z krzyżem, który wieńczy ten ponad 8-metrowy monument. Teraz skargę o usunięcie krzyża wniosła do sądu Federacja Wolnomyślicieli w departamencie Morbihan w Bretanii. Trwająca od kilku lat batalia zakończyła się postanowieniem Rady Stanu, która w ubiegłą środę potwierdziła wcześniejszy wyrok sądu, że krzyż musi zostać usunięty z pomnika. Rada uznała, że krzyż łamie zasadę świeckości państwa. Na mocy ustawy z 1905 roku we Francji istnieje ścisły rozdział kościoła od państwa.

Władze miasta mają na to sześć miesięcy i jeśli nie wykonają wyroku, pomnik nie będzie mógł stać w miejscu publicznym. Dlatego już teraz rozważają zmianę klasyfikacji terenu, na którym stoi pomnik. Mer broni integralności dzieła, uważając, że usunięcie krzyża naruszy prawa autorskie twórcy monumentu, który jest również przeciwny jakimkolwiek zmianom.

Sprawa krzyża od początku budziła ogromne emocje w miasteczku. W uroczystości odsłonięcia pomnika brało udział ok. 1000 osób, choć nie spełniły się nadzieje ówczesnego mera Paula Anselina, że nie przyjechali tu ani Nicolas Sarkozy, ani Bernadette Chirac, żona ówczesnego prezydenta. Przeciwko odsłonięciu pomnika protestowała mała grupa osób, ale kilka tygodni wcześniej w proteście przeciwko pomnikowi uczestniczyło 500 osób. Jego krytycy zarzucali władzom, że wydały na niego 130 tys. euro z publicznej kasy, ale informacje te zostały zdementowane przez merostwo, gdyż jak zaznaczono, dzieło było prezentem artysty dla miasta i nie zostały na niego przeznaczone żadne publiczne fundusze.

Sprawa budzi emocje po obu stronach również dziś. Na Twitterze trwa akcja #MontreTaCroix (Pokaż swój krzyż), do której przyłączają się przeciwnicy usunięcia krzyża. Głos zabierają również polscy użytkownicy.

polityka.pl

Tylko pomniki mile widziane

29.10.2017
niedziela

Co powiedziałby Jan Paweł II rządowi PiS, gdyby widział żałosny spektakl wokół swojego pomnika?

1.

Szczęśliwy to rząd, którego głównym zmartwieniem staje się ściągnięcie pomnika Jana Pawła II z Francji do Polski. Szczęśliwa musi być pani premier Beata Szydło, której snu z powiek nie spędzają strajkujący młodzi lekarze, ale ma czas i energię, by upominać się o papieski pomnik, a chrześcijaństwo wykorzystywać do politycznych połajanek z Francją.

Cóż takiego zmobilizowało pisowski rząd do międzynarodowej ofensywy? Otóż w środę decyzję sądu w Rennes podtrzymała Rada Stanu, najwyższy organ sądownictwa administracyjnego we Francji, że pomnik – a przede wszystkim ogromny krzyż będący jego częścią – narusza zasadę laickości. Od tej decyzji nie przysługuje odwołanie. Na usunięcie krzyża lokalne władze otrzymały pół roku. Jeśli tego nie zrobią, będą musiały zlikwidować cały pomnik.

W ten spór włączyła się premier Polski. Powiedziała, że polski rząd podejmie działania, by pomnik naszego rodaka ocalić od cenzurowania. Rząd zaproponuje, aby przenieść go do Polski, o ile będzie zgoda francuskich władz i społeczności lokalnych. Jednocześnie pani premier skrytykowała decyzję francuskiego państwa w sprawie pomnika, mówiąc: „Nasz wielki Polak, wielki Europejczyk, jest symbolem chrześcijańskiej, zjednoczonej Europy. Dyktat politycznej poprawności – laicyzacji państwa – wprowadza miejsce dla wartości, które są nam obce kulturowo, które prowadzą do sterroryzowania codziennego życia Europejczyków”. To tyle faktów.

2.

Co w tej sprawie daje do myślenia? Po pierwsze, premier Szydło okazała się bardziej papieska od papieża. Zdaje się, że decyzja sądu bardziej ją bulwersuje niż francuski episkopat, nie wspominając o Watykanie.

Po drugie, reakcja polskiej premier pokazuje kompletny brak zrozumienia zasad, na których zbudowana jest Republika: jedną z tych zasad jest laickość państwa. Dla polskiego polityka, gdzie więzi Kościoła i państwa, jak mówił kiedyś abp Stanisław Gądecki, są jak relacja między duszą i ciałem, autonomia między państwem a religią musi wydawać się egzotycznym zjawiskiem.

Po trzecie, laickość sfery publicznej, której Francja trzyma się konsekwentnie, gwarantuje pokojowe współżycie tak różnorodnego religijnie i światopoglądowo społeczeństwa. I znów: w Polsce, gdzie przygniatająca większość to katolicy, takie respektowanie autonomii sfery publicznej wydaje się radykalne. Ale we Francji, która jest tyglem religijnym i kulturowym, neutralność daje możliwość pokojowego współżycia pluralistycznego społeczeństwa. Dlatego kilkanaście miesięcy temu oglądaliśmy spór dotyczący zakazu noszenia burek w miejscach publicznych. Przestrzeganie zasady nautralności religijnej w miejscach publicznych dotyczy wszystkich: katolików, muzułmanów, hindusów…

Po czwarte, premier Szydło pokazuje swoje przywiązanie do katolicyzmu i jego wartości nie wtedy, gdy chce ściągnąć pomnik do Polski, ale wtedy, gdy zaczęłaby realizować jedno z kluczowych wskazań ewangelii mówiące o tym, że należy kochać bliźniego (także, a może przede wszystkim, uchodźcę) jak siebie samego. Gdy więc dziecko uciekające przed cierpieniem prosi rząd polski o chleb, w zamian dostaje kamień. A wiemy, że wiara bez uczynków jest martwa.

3.

I na koniec: rządowe służby informacyjne puściły w świat przy okazji sporu o pomnik cytat z Jana Pawła II mówiący o tym, że demokracja bez wartości zamienia się w jawny bądź zakamuflowany totalitarnym. Parafrazując stwierdzenie papieża Polaka, trzeba powiedzieć: katolicyzm, który na kołku zawiesza przykazanie miłości i solidarność z potrzebującymi, zamienia się jedynie w polityczną igraszkę na pokaz.

Dlatego gdyby dziś żył Jan Paweł II, powiedziałby rządzącym: „Dajcie sobie spokój z jałowym sporem o pomnik, otwórzcie drzwi przed sierotą, wdową, cudzoziemcem, gdyż oni uciekają przed wojną. A w ten sposób pokażecie, że katolicym nie jest dla was tylko na pokaz”.

makowski.blog.polityka.pl

Cała prawda o katastrofie smoleńskiej na jednym zdjęciu? Dziennikarze TVP doszli do zaskakujących wniosków

Fot.: mjr Robert Siemaszko/ CO MON

Temat katastrofy smoleńskiej od samego początku stał się niebywałym polem snucia spekulacji, które z czasem przeobraziły się w coraz bardziej ekscentryczne hipotezy, aż nastał wyścig na najbardziej paranoiczną teorię spiskową. Ale właśnie w tym momencie wydawałoby się triumfu fake news w mediach prorządowych coś poszło nie tak. Trwająca latami negacja faktów i seria szokujących okładek Gazety Polskiej – “nowa teoria zamachu na każdy tydzień” została rozbita przez niczego nieświadomego dziennikarza TVP, który myślał, że opisuje kolejny mało istotny news.

W czasie kiedy eksperci rządu i gwiazdy dziennikarstwa negują zdolność zwykłego drzewa do uszkodzenia samolotu, to okazuje się, że ptak potrafi dokonać tego, w czym drzewo zawiodło.

Dziennikarz zaczyna od stwierdzenia prostego faktu:

„Zawodnicy Oklahoma City Thunder przeżyli trudne chwile, gdy samolot, którym lecieli z Minneapolis do Chicago, zderzył się z ptakiem. Samolot został poważnie uszkodzony”.

To co opisuje później pasuje na scenariusz kolejnego posiedzenia komisji smoleńskiej.

„Początkowo nie było jasne, z jakim obiektem zderzył się samolot. „W co mogliśmy uderzyć o tej porze nocą na niebie?” – zastanawiał sie Carmelo Anthony. Koszykarz zamieścił na Instagramie zdjęcie uszkodzonego samolotu.”

Czy możliwe, aby tak banalna odpowiedź była prawdziwa? Przecież, jakie szanse malutki ptak mógł mieć z potężną maszyną? Czy specjalna komisja nie powinna zbadać możliwości zamachu? Dziennikarz TVP przypadkowo ukazał pokłady hipokryzji przekazu władzy. Dopiero analiza niezwiązanego z Polską przykładu wymusiła odrzucenie przesłony ideologii i powrót do zdrowego rozsądku. Szkoda, że nie potrafią używać go na co dzień.

crowdmedia.pl

Dwa lata temu zmienił się bieg Polskiej Historii-wybory wygrał

Dlaczego Duda ustąpił Kaczyńskiemu? „Andrzej ma bardzo silną potrzebę akceptacji”

Newsweek Polska, Michał Krzymowski, 29.10.2017

© photo: Jacek Turczyk/Marcin Obara / source: PAP

 

Prezydentowi Andrzejowi Dudzie doskwierał konflikt z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim. Dziś jest o krok od jego zakończenia i czuje ulgę. Ma tylko nadzieje, że partia nie będzie go więcej lekceważyć.

Człowiek z Pałacu Prezydenckiego: – Andrzej nie jest wojownikiem, źle się czuje w sytuacji konfliktu. Bardzo by chciał, żeby wszyscy go kochali, i trudno mu się pogodzić z tym, że tak się nie da.

Wieloletni znajomy: – Prezes nie korzysta z Internetu, przez co o wielu rzeczach po prostu nie ma pojęcia. Dopóki nie przyniosą mu wydruków, będzie żyć w błogiej nieświadomości. A Duda ma tablet, Iphone’a i wszystkim się bardzo przejmuje. Jest głową państwa a czyta komentarze internautów pod artykułami. Ile razy mówiliśmy mu „Andrzej, daj spokój, nie truj się tym”, ale nie słuchał. Przecież on odpisuje gimnazjalistom na Twitterze! Ma bardzo silną potrzebę akceptacji.

Po ostatnim spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim – przyznają współpracownicy głowy państwa – spór o sądy jest już właściwie zamknięty. Po kilkutygodniowych targach z prezesem do uzgodnienia zostały jeszcze techniczne szczegóły, ale Duda zdecydował, że nie będzie blokować reformy. Zdaniem naszych rozmówców, temat sądów całkowicie zszedł z agendy w Pałacu a prezydent jest już pochłonięty zupełnie innymi sprawami. Myśli, jak ułożyć relacje z prezesem, który coraz poważniej sposobi się do objęcia premierostwa.

newsweek.pl

Śpiewał o wolności, gdy my o niej marzyliśmy. Jak Leonard Cohen stał się idolem Polaków?

Newsweek Polska, Jacek Tomczuk, 29.10.2017

© pap.pl

 

Mówi się, że „jego słuchacze są jak zakon”. Kanadyjski pieśniarz był w Polsce idolem hipisów i grzecznych studentów, anarchistów i demokratycznej opozycji.

Jacek Kleyff, który kiedyś napisał „List do Leonarda Cohena”, w ostatnich latach nie miał o nim najlepszego zdania. Denerwował go ten głęboki baryton, jakim Kanadyjczyk wyśpiewywał swoje nowe pieśni. – Ciekawe, czy w domu też tak mówił: „poproszę ziemniaki” – Kleyff przedrzeźnia swego mistrza. A potem się uśmiecha: – Od Cohena wiało ciepłą nostalgią, poezją i co bardzo ważne, prostą melodią, łatwą do powtórzenia.

Michał Kuźmiński, 30-letni dziennikarz i fan, też trochę tłumaczący Cohena, właśnie otwierał najnowszą jego płytę, kiedy dowiedział się, że bard nie żyje. Znalazł w internecie „Hallelujah”. „I chociaż wszystko poszło źle / Przed Panem Pieśni stawię się / Na ustach mając tylko hallelujah” – mówi z pamięci.

Mniej więcej w tym samym czasie Maciej Karpiński, pierwszy tłumacz Cohena w Polsce, próbował sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy usłyszał jego piosenki. – Nie mogłem – mówi. Pamiętał za to, jak niedawno fachowcy naprawiali mu coś w domu. Po ich wyjściu zauważył, że na półce z płytami brakuje paru kompaktów Cohena i czteropłytowego pudełka z tłumaczeniami Macieja Zembatego. – Oczywiście, że było mi żal, ale też jakoś byłem zbudowany, że ukradli akurat Cohena. To potwierdza, że ma on w Polsce status artysty kultowego. Jego słuchacze są jak zakon. Trochę przekornie można powiedzieć, że umarł wielki polski poeta, który nigdy nie pisał o Polsce – mówi Karpiński. I wyciąga z półki cienką książeczkę: biało-czarna okładka, słaby papier, rozedrgana czcionka, nad słowami ręcznie dopisane chwyty gitarowe. To pierwsza wydana broszura z polskimi tłumaczeniami Cohena. – Wtedy pół Polski śpiewało jego piosenki – śmieje się.

Zaczęło się w 1968 r., gdy Wojciech Mann przywiózł z Londynu czarnego singla z „Suzanne” i „So Long, Marianne” i puszczał je w radiowej Trójce, która kształtowała wtedy muzyczne gusta polskiej inteligencji.

– Cohen był idolem wąskiej grupy młodzieży na kontrze nawet nie do komunizmu, ale w ogóle do systemu, słuchali go tacy ówcześni hipsterzy – wspomina redaktor „Newsweeka” Piotr Bratkowski, wówczas licealista. – Naszym sąsiadem na Żoliborzu był Jerzy Urban, wówczas ambitny dziennikarz „Polityki”. Kiedyś rodzice zabrali mnie na jakieś party u niego. Błąkając się po domu, wypatrzyłem płytę Cohena i co tu dużo mówić, ukradłem ją. Po powrocie do domu zaraziłem Cohenem ojca. Okazało się, że to artysta międzypokoleniowy.

Piosenki lokatora nowojorskiego Chelsea Hotelu pozostałyby pewnie znane jedynie garstce fanów, gdyby nie duet Maciej Karpiński i Maciej Zembaty. Któregoś wieczoru na początku lat 70. Zembaty zjawił się w mieszkaniu kumpla ze swoją ówczesną narzeczoną. Nie mieli gdzie przenocować, więc wszyscy położyli się w jednym pokoju. Sytuacja była krępująca i nikt nie mógł zasnąć, gospodarz włączył szpulowy magnetofon. To była płyta Leonarda Cohena. Zembaty oszalał z zachwytu.

– Jakość była tak beznadziejna, że trzeba było bardzo blisko przytykać ucho do głośnika, żeby rozróżnić słowa. Zresztą nie tłumaczyliśmy wtedy, raczej wyobrażaliśmy sobie, co on śpiewa – wspomina Karpiński. – Działał na nas samym tembrem głosu, melodią, nostalgią.

Tak naprawdę dowiedzieli się, o czym są te pieśni, dopiero parę lat później. Karpiński w Amsterdamie natknął się na zbiór jego tekstów z akordami na gitarę. – Było to jakieś pirackie wydanie: szary papier, niemal ręcznie szyte kartki – mówi Karpiński. – Ale wreszcie się dowiedzieliśmy, o czym tak naprawdę są te pieśni.

Zaczęli tłumaczyć. Karpiński znał angielski, Zembaty miał ucho do języka i umiał śpiewać. Był już wtedy znaną postacią w środowisku piosenki autorskiej, objeżdżał studenckie kluby w Polsce. – Nie gwiazdorzył, nie silił się na własne interpretacje – mówi poeta, tłumacz i wielbiciel Cohena profesor Jerzy Jarniewicz. – Był śpiewającym tłumaczem, co dodawało mu autentyzmu. Miał charyzmę, pasję, dar budowania atmosfery nabożeństwa. Pamiętam jego koncerty z piosenkami Cohena: były jak msze. Potrafił przerwać koncert tylko dlatego, że ktoś rozmawiał, gdy on śpiewał o słynnym niebieskim prochowcu.

msn.pl

„Spiegel”: Nadwyżka w niemieckim budżecie może wynieść 14 mld euro. Pokryje koszty utrzymania uchodźców

Z szacunków niemieckiego ministerstwa finansów wynika, że w tegorocznym budżecie może powstać nadwyżka w wysokości 14 mld euro – poinformował w sobotę tygodnik „Der Spiegel”. Do tej pory mowa była jedynie o zrównoważonym budżecie bez zaciągania nowych długów.

Gdyby taka nadwyżka rzeczywiście powstała, minister finansów mógłby pokryć z niej koszty utrzymania uchodźców w wysokości 6,7 mld euro oraz zwrot podatku od paliwa jądrowego dla koncernów energetycznych w wysokości ponad 7 mld euro, bez konieczności sięgania po rezerwy finansowe.

Fundusz dla uchodźców w wysokości 20 mld euro nie został do tej pory naruszony. Rząd Angeli Merkel utworzył go w 2015 roku w związku z masowym napływem uchodźców do Niemiec. Zgromadzone środki miały stanowić rezerwę na wypadek dalszego wzrostu liczby migrantów, co jednak nie nastąpiło. W 2015 roku do Niemiec przyjechało 890 tys. obcokrajowców zamierzających zabiegać o azyl.

Przyczyną lepszej niż spodziewana sytuacji finansowej są rosnące wpływy podatkowe, wyższe od oczekiwanych ze względu na szybszy wzrost gospodarczy.

Niemieckie instytuty ekonomiczne spodziewają się obecnie, że krajowa gospodarka wzrośnie w br. o 1,9 proc. PKB. Wcześniej przepowiadano wzrost o 1,5 proc. PKB.

dziennik.pl

Publikacja: 

Sąd Najwyższy igrzyskiem polityków

Fotolia
Spór nie dotyczył pryncypiów, ale rozdziału strefy wpływów.

Obchody stulecia Sądu Najwyższego przebiegały w żałobnej atmosferze. Jeszcze nie tak dawno chyba nikt z nas nie mógł nawet sobie wyobrazić, że historia SN może być przerwana jedną ustawą lipcową… A jednak to się wydarzało, a zamiar polityków rozwiązania SN bez wątpienia był wydarzeniem bez precedensu.

Weta prezydenta Andrzeja Dudy zgłoszone do zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa powstrzymały falę lipcowych protestów społecznych. Warto przypomnieć, że na ulicach ludzie odczytywali Konstytucję RP, domagając się jej respektowania, a nade wszystko, aby prezydent stanął na wysokości zadania i jako prawdziwy strażnik konstytucji. Po zawetowaniu kontrowersyjnych ustaw środowiska obywatelskie i prawnicze wyrażały wdzięczność i podziękowania, że bronił porządku konstytucyjnego. Wszyscy mieli nadzieję, że zapowiedziane propozycje prezydenta będą zgodne z konstytucją.

A WŁAŚNIE ŻE JA

Tymczasem prezydent nie zakwestionował kierunku zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym, tylko stwierdził, że marginalizuje jego rolę względem ministra sprawiedliwości. A przecież to nie on powinien decydować o sprawach personalnych w SN, lecz prezydent.

W ten sposób SN stał się igrzyskiem polityków. Prezydent nie zrozumiał, że ważne jest nie to, który z polityków będzie miał wpływ na skład i funkcjonowanie SN, lecz to, iż takie rozwiązanie podważa zasadę odrębności i niezależności władzy sądowniczej. Chciał większego wyeksponowania swojej roli, podkreślając, że to on jest niezależnym arbitrem i ma demokratyczny mandat. Spór zatem nie dotyczył pryncypiów i poszanowania zasady podziału władzy, a nade wszystko respektu dla odrębności władzy sądowniczej, ale rozdziału strefy wpływów między ministrem i prezydentem. Różnica zdań ostatecznie została zresztą podsumowana jako „spór pokoleniowy między czterdziestolatkami”.

WIELKIE PORZĄDKI

Po dwóch miesiącach prezydent przedstawił swoje propozycje zmian ustawy o Sądzie Najwyższym, które faktycznie ograniczają wpływy ministra, ale znacząco umacniają pozycję prezydenta nad SN. O ile poprzednia ustawa zakładała, że minister miał dokonać weryfikacji wszystkich sędziów, o tyle obecnie to prezydent dokona ich weryfikacji na podstawie kryterium wieku i własnej arbitralnej oceny konkretnych sędziów.

CZYM UZASADNIA SIĘ POTRZEBĘ WERYFIKACJI SĘDZIÓW?

Motywy tej weryfikacji zawiera uzasadnienie prezydenckiego projektu ustawy o SN.

Celem ustawy prezydenta jest oczyszczenie SN, co wprost wskazano w uzasadnieniu projektu: „Często powtarza się, że w Sądzie Najwyższym przeprowadzona została dekomunizacja i nie zasiadają tam osoby, które angażowały się w działalność PZPR. Tymczasem, okazuje się, że istotnie, doszło po 1989 r. do dekomunizacji Sądu Najwyższego, ale, niestety, osoby, które były związane z PZPR, zostały powołane do pełnienia zaszczytnego urzędu sędziego Sądu Najwyższego już w wolnej Polsce. Wśród nich jest osoba, która w czasie stanu wojennego była nie tylko aktywnym działaczem PZPR, ale także sporządzała dla KC PZPR codzienną informację o realizacji przez sądy ustawodawstwa stanu wojennego, czy też osoba, która pełniła w przeszłości funkcję I sekretarza podstawowej organizacji partyjnej PZPR w sądzie.

Można oczywiście postawić pytanie, czy po tak długim czasie, jaki upłynął od początku transformacji, możliwe jest rozliczenie sędziów Sądu Najwyższego z zaangażowania i korzystania z dobrodziejstw PRL. O ile tuż po zmianie ustroju w orzecznictwie Trybunałów Konstytucyjnych państw Europy Środkowo-Wschodniej akceptowano, jako słuszną i dopuszczalną, przesłankę eliminacyjną w postaci współdziałania z poprzednim systemem, o tyle w Polsce nigdy na ten krok się nie zdecydowano, a orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego rozmiękczało lub wprost wskazywało na niezgodność z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej narzędzi ustaw lustracyjnych. Często sprzeciwiały się im szerokie środowiska prawnicze, a wielu z tych, którzy czynili to pod hasłami obrony demokracji, jak się następnie okazywało, występowało w swojej sprawie. Wydaje się, że obecnie trudno jest skonstruować inną obiektywną przesłankę weryfikacyjną niż wynikającą z granicy wieku oraz współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL (…)”.

Potrzebę oczyszczenia całego SN mają uzasadniać dwa przypadki, gdy sędziowie SN, powołani zresztą do SN w wolnej Polsce, w przeszłości angażowali się w działalność PZPR. Prezydent proponuje więc rozwiązanie radykalne, albowiem przy uwzględnieniu stanu kadrowego w SN proponowane rozwiązanie doprowadzi do tego, że regulacją zostanie objętych ponad 30 proc. sędziów.

W uzasadnieniu wskazano także, że sędziowie SN nie potrafią egzekwować konsekwencji przewinień dyscyplinarnych sędziów, co ilustruje brak wykluczenia z wykonywania funkcji sędziów zdeprecjonowanych publicznie, czy też osób z własnego grona, których okoliczności z życia prywatnego, jak np. popełnienie przestępstwa nieumyślnego, powinny skłonić do rezygnacji z zajmowanej funkcji.

ROZLICZENIE POPRZEZ PODZIELENIE

Przywołana treść uzasadnienia projektu pozwala uznać, że celem proponowanych zmian jest, obrazowo mówiąc, rozliczenie części sędziów SN z ich działalności w okresie PRL, jak i obecnego orzecznictwa, zwłaszcza w sprawach dyscyplinarnych. Nie ukrywając nawet swych intencji, prezydent wskazuje, że kryterium, które pozwoli dokonać rozliczenia z przeszłością, jest wiek sędziów.

I choć art. 180 ust. 1 konstytucji stanowi, że sędziowie są nieusuwalni, to prezydent chce przeprowadzić wymianę kadrową w SN. Wymiany tej nawet już nie uzasadnia się, jak to było w ustawie rządowej, zmianą ustroju SN. Tylko taka zmiana ustroju w rozumieniu art. 180 ust. 5 konstytucji umożliwia przeniesienie sędziów w stan spoczynku. W zawetowanej ustawie za taką zmianę miała być uznana de facto reorganizacja izb SN i podział na Izbę Prawa Publicznego, Izbę Prywatną oraz Dyscyplinarną. Zmiany te miały jednak charakter wyłącznie wewnątrzorganizacyjny i nie odnosiły się do struktury sądów oraz relacji instancyjnych. Obecnie uzasadnieniem dla przeniesienia 1/3 składu sądu Najwyższego w stan spoczynku jest de facto dekomunizacja tego sądu, gdyż po 1989 r. do Sądu Najwyższego powołano dwóch sędziów działaczy PZPR.

MÓGŁ WSPÓŁPRACOWAĆ

Rozwiązanie prezydenckie idzie znacznie dalej niż zawetowana ustawa. Proponuje mianowicie istotną zmianę Konstytucji RP, która się dokonuje przepisami ustawy zwykłej oraz obejściem konstytucyjnej zasady nieusuwalności sędziów. Personalnej weryfikacji SN dokona arbitralnie i bez żadnego uzasadnienia sam Prezydent.

Domniemanie jest jednak takie, że każdy sędzia SN, który ukończył 65. rok życia, mógł współpracować ze służbami bezpieczeństwa PRL. Weryfikacji tych sędziów ma dokonywać sam prezydent, udzielając sędziom wotum do orzekania. Negatywna weryfikacja będzie miała swój wyraz w odmowie udzielenia wotum do orzekania. Wotum będzie udzielone na czas określony, tj. trzy lata. Jeśli po tym czasie weryfikacja orzecznictwa sędziego nie wypadnie dla niego pomyślnie, to sędzia nie otrzyma kolejnego wotum od prezydenta. Rozwiązanie takie, pomijając aspekty konstytucyjne, w tym poszanowanie zasady niezawisłości sędziowskiej oraz zasady nieusuwalności sędziów, godzi w godność każdego człowieka. Nawet sędziowie, choć zostali już społecznie zdegradowani do kasty, mają prawo do poszanowania godności i obrony swojego dobrego imienia.

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie

rp.pl

Jan Maciejewski: Filozofię polityczną trzeba stworzyć na nowo

Fotorzepa, Robert Gardziński
Nie ma chyba współcześnie dyscypliny bardziej groteskowej niż filozofia polityczna. Żadna inna dziedzina ludzkiej wiedzy nie oderwała się od rzeczywistości w tak wielkim stopniu jak właśnie ona.

To, w jaki sposób myślano o polityce, wynikało z tego, jak postrzegano w danym czasie naturę człowieka. Te dwie płaszczyzny stawały się czasami wręcz trudne do rozdzielenia; Platon, tworząc wizję idealnego państwa, pisał w rzeczywistości o harmonijnie uporządkowanej duszy pojedynczego człowieka. Wiedział, że prawdziwa nauka polityki bierze się z odkrycia prawdy o człowieku. Tej prawdy, której współcześnie nie chcemy poznać, której tak bardzo się boimy. Filozof polityki jest dzisiaj jak lekarz, który mówi do swego pacjenta: będę cię leczył tym skuteczniej, im mniej się o tobie dowiem.

Slavoj Žižek pisał, że filozofia polityczna pełni współcześnie rolę formacji obronnej. Pozwala bronić się nam przed lękiem. Unikać prawdy o tym, co straszne i niebezpieczne w człowieku. Polityka zbyt często bywała w poprzednim wieku narzędziem zniszczenia, wywlekła na światło dzienne rzeczy, których ludzie wolą o sobie nie wiedzieć. Dlatego teoria polityki stała się zbiorem dogmatów, których nie wolno podważać – dla dobra ludzkości i jej spokojnego snu. Poeci zadawali sobie pytanie, czy pisanie wierszy jest jeszcze możliwe po Auschwitz i „Archipelagu Gułag”, kompozytorzy muzyki współczesnej wzięli na swe barki, jak pisał Theodor Adorno, całą mroczność świata i całą jego winę. A filozof polityki udawał w tym samym czasie, że nic się nie stało; uprawia swoją naukę w oderwaniu od tego, czego człowiek dowiedział się na swój temat. Trudno mieć właściwie o to do niego pretensje – zbyt wiele mroku musiałby on wziąć na swoje barki.

Trzyma się więc kurczowo gotowej recepty, powtarza zaklęcia o demokracji liberalnej – ustroju niedoskonałym, ale najlepszym z tych, które kiedykolwiek wymyślono. Sam już nie do końca wie, czym miałaby ona być. Wystarcza mu fakt, że zbudowano na jej fundamencie świat, który był w stanie wytrzymać kilkadziesiąt lat we względnym spokoju. Polityka jest dla niego rozstrzygniętą zagadką, rozwiązanym równaniem. Zwycięstwo „wolnego świata”, koniec zimnej wojny tylko utwierdziły go w dobrym samopoczuciu. Wydaje mu się teraz, że może bez przeszkód oddać się swojej pasji – dochodzeniu do tego samego wyniku różnymi drogami.

Pisze więc książki o wyższości Arystotelesa nad Hobbesem albo na odwrót – tak długo, jak na końcu będzie dochodził do „słusznych wniosków”, i tak nikomu nie zrobi różnicy sposób, w jaki osiągnął swój cel. Wygłasza odczyty na konferencjach naukowych poświęconych współczesnym doktrynom politycznym, przymykając oczy na fakt, że to, co mówi, nijak się ma do świata za oknem uniwersyteckiej sali. Żongluje pojęciami, które stają się coraz bardziej pozbawione treści. Terminami, które w przeszłości nazywały rzeczywiste zjawiska, wyrastały z gleby wiedzy o naturze człowieka, żyły. Udaje, że nie zauważa, jak słowa, które wymawia, uschły, a przytaczane przez niego teorie, pozbawione dopływu powietrza, skamieniały. Układa z tych skamielin swoją własną mozaikę. Cieszy się, kiedy ma ona ładny i oryginalny kształt. Może nawet zapomina czasami o tym, jak bardzo niepoważne jest jego zajęcie.

Jedyną nadzieją dla filozofii polityki jest opcja zerowa. Cały gmach pojęć, nazwisk i teorii trzeba zburzyć i rozpocząć jego budowanie od nowa. Wziąć lekcję u tych, którzy wykazali się w ciągu poprzednich stu lat większą szczerością i odwagą: pisarzy, poetów, kompozytorów. Być może obejdzie się nawet bez wymyślania nowych kategorii – wystarczy, że te, do których używania przywykli teoretycy, nabiorą rzeczywistej treści i znaczenia. Dopiero wtedy filozofia polityki stanie się potrzebna komuś więcej niż tylko uniwersyteckim wykładowcom.

polityka.pl

Największy kryzys finansowy przed nami. Tak wieszczy znany inwestor

Zdaniem Jima Rogersa najgorszy kryzys naszych czasów nastąpi w ciągu kilku lat.

Nadchodzi największy kryzys finansowy

Kim Kyung-Hoon/Reuters/Forum

Nadchodzi największy kryzys finansowy

Amerykański inwestor Jim Rogers

FDV/Wikipedia

Amerykański inwestor Jim Rogers

„To będzie największy kryzys za naszego życia” – mówi amerykański inwestor Jim Rogers w wywiadzie dla „Business Insider”. Mieszkający w Singapurze biznesmen zbił swój majątek na inwestycjach w surowce. Jest autorem kilku książek o rynku i inwestycjach.

Jak zauważa Rogers, problemy w Stanach Zjednoczonych zdarzają się co 4–7 lat, a od ostatniego kryzysu minęło ponad 8. „To najdłuższy lub drugi pod względem długości okres spokoju, więc kryzys nadchodzi – mówi inwestor. – W 2008 roku mieliśmy problem z powodu zadłużenia. Ale w porównaniu z obecnym tamto zadłużenie to była pestka”. Nawet Chiny, które w 2008 roku miały dużo rezerw, teraz są zadłużone. I ten dług się powiększa.

Gdzie i kiedy zacznie się kryzys światowy?

Co tym razem może być zapalnikiem kryzysu? Na to pytanie Rogers nie podaje dokładnej odpowiedzi, przypomina jednak, że podobne problemy zawsze zaczynają się w miejscach, na które nikt nie zwraca uwagi. Tak było z bankructwem w Islandii w 2007 roku oraz z upadkiem banku Lehman Brothers.

Zdaniem inwestora będą podejmowane próby uniknięcia katastrofy. Najpierw mają wzrosnąć stopy procentowe, ale to nie zadziała i skończy się na zamieszkach, upadną rządy i kraje, rozpadną się partie polityczne, upadną muzea, szpitale, uniwersytety, firmy. „Lepiej zacząć się bać” – przestrzega Rogers. W związku z tym, że Zachód już stoi na skraju przepaści, on sam przeniósł się do Azji, a jego dzieci mówią po mandaryńsku.

O tym, że do takiego kryzysu dojdzie, Rogers mówi już od pewnego czasu. W innym wywiadzie przyznał, że spodziewa się, że rozpocznie się on jeszcze w tym roku albo w przyszłym.

(Źródło Bussines Insider)

polityka.pl

Prof. Andrzej Friszke: PiS działa jak PPR w latach czterdziestych

Prof. Andrzej Friszke: PiS działa jak PPR w latach czterdziestych

Dla mnie postać prezesa Kaczyńskiego jest odpychająca i w tym, co mówi, nie widzę niczego specjalnie mądrego. Jego wizje „układu”, „sieci”, które głosił od wielu lat, są wymysłem, który się nie potwierdził. Natomiast to odbywa się w innej przestrzeni psychologicznej. Niektórzy powiadają, że Kaczyński przyciąga do siebie wszystkich niezadowolonych, sfrustrowanych, skrzywdzonych przez los. Jest ich liderem i zarazem uosobieniem. Zatem powinniśmy to rozpatrywać w kategorii podziałów społecznych, klasowych, mentalnych. Jest też człowiekiem nienowoczesnym, obiektywnie mówiąc, zapewne jakaś część narodu nie chce tej nowoczesności, nienawidzi jej, najchętniej cofnęłaby się o jakieś 200 lat – mówi w rozmowie z wiadomo.co prof. Andrzej Friszke, historyk, członek pierwszego Kolegium IPN (1999-2006) oraz członek Rady IPN (2011-2016)

JUSTYNA KOĆ: Myślałam, że nasza rozmowa zacznie się od protestu rezydentów, ale muszę przyznać, że od kilku dni elektryzuje mnie informacja o sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym. „Gazeta Wyborcza” sugeruje, że wiceprezes TK Mariusz Muszyński od lat 90. prowadzi obecną prezes TK Julię Przyłębską. Czy to możliwe?

ANDRZEJ FRISZKE: Ta sprawa nie jest nowa. O mętnej przeszłości sędziego Muszyńskiego dowiedzieliśmy się, gdy został wybrany. O poziomie intelektualnym pani sędzi Przyłębkiej też się dowiedzieliśmy, jak została wybrana. Z pewnością sprawa przeszłości sędziego Muszyńskiego nie jest w porządku, zwłaszcza na tym stanowisku. Jego rola przy pani Przyłębskiej jest uderzająca, tym bardziej, że ona mianowała go swoim zastępcą i, jak rozumiem, w wielu sprawach odgrywa on rolę pierwszoplanową, a to każe skupić na nim uwagę. Jeżeli dochodzi do tego temat służb i dokumentacji, która siłą rzeczy musi być utajniona, bo taka jest reguła prawna, to wprowadza to nas w stan, w którym nigdy nie będziemy mieć jasności, kim jest ten człowiek. To trudno nawet komentować. Dziennikarz ma prawo stawiać pytania, mnie jako historykowi, który zna trochę materiały służb, ale do roku 90, a właściwe 89, trudno jednoznacznie się do tego ustosunkować, ale sprawa jest, i to poważna.

Panie profesorze, jeżeli mamy służby w TK, jeżeli Tomasz Piątek pisze książkę o dziwnych związkach Antoniego Macierewicza, do tego mówi się o grze teczkami między MON a Pałacem Prezydenckim, jest spór o generała Kraszewskiego, do tego nagłe odwołanie kojarzonego z Macierewiczem Piotra Woyciechowskiego z PWPW, to nawet sceptycy teorii spiskowych dostrzegą, że coś tu jest nie tak.

Powiem tak: to bardzo ponury spektakl niszczenia państwa, standardów państwa demokratycznego. To, co się dzieje, nie jest normalne w praworządnym państwie.

Niestety, Polska nie jest już państwem praworządnym i toczą się różne gry między frakcjami o utrącenie przeszkód i konkurentów, a gra jest bardzo nieprzejrzysta. Tak już, niestety, będzie, bo to jest typowe dla systemu niedemokratycznego, a władza wyzwoliła się spod kontroli prawa.

Prof. Jadwiga Staniszkis mówi, że to, co teraz widzimy, przypomina jej lata 40. Zgadza się pan z tym?

Mnie to przypomina lata 40. już od ponad roku. Oczywiście zależy w jakiej sferze. Natomiast sposób funkcjonowania Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u przypomina zupełnie sposób, w jaki w stosunku do państwa zachowywała się PPR, także wobec opozycji w parlamencie i potencjalnych sojuszników, których próbuje łamać i podporządkowywać, myślę o grupie Kukiza.

To jest podobne do gry, jaką prowadził PPR wobec PPS w latach 40. Tych podobieństw widzę sporo. Cała historia z zamachem na sądownictwo też przypomina operację z tamtych lat, gdy sądy powszechne, odbudowując po wojnie, zarazem pacyfikowano, traktując je jako przedłużenie rządzącej siły politycznej.

Może warto także wspomnieć o tym, co działo się po zamachu majowym w 1926 roku?

Wie pani, tak naprawdę to nie możemy tego, co się dzieje, do niczego porównać. Operacje przeciwko niezawisłości sądownictwa, czy to było po zamachu majowym, czy nawet w latach 40., polegały na próbie podporządkowania sądów, ale w taki sposób, żeby nie naruszyć wiarygodności i autorytetu sędziów. Dlatego, że każda władza potrzebuje sędziów niezawisłych, a nawet zawisłych, ale potrzebuje, aby ich wyroki były uznawane za obiektywne.

Jeżeli uderza się w sędziów, ich wiarygodność i autorytet, atakuje się ich w mediach i ustawia banery na ulicach przeciw nim, to niszczy się podstawową tkankę, jaką jest wiarygodność sądów i wyroków. PiS już to prawie zniszczył i ciekaw jestem, co zrobi, gdy przeprowadzi operację przejęcia sądów do końca.

Ciekaw jestem, co zrobią, żeby wyroki, nawet dotyczące czynów kryminalnych, albo związanych ze sprawami finansowymi, były traktowane jako obiektywne. By ten, kto przegrał proces sądowy, nie twierdził, że to dlatego, że sędzia był przekupiony, ustawiony, albo reprezentuje niewłaściwą orientację polityczną.

Wyroki będą egzekwowane siłą?

Najwyraźniej, bo jeśli się usunie z życia publicznego arbitraż i nadrzędny autorytet ponad podziałami i konfliktami, to wówczas zostaje naga siła do egzekwowania posłuszeństwa, czy nawet respektowania prawa.

Roman Giertych napisał ostatnio, że PiS jest partią narodowo-socjalistyczną. Zgada się pan z tym?

To gra słów, z którą należy ostrożnie postępować, bo wiadomo, jak to się kojarzy…

Narodowy socjalizm, nazizm, hitleryzm, okupacja niemiecka w Polsce, obozy koncentracyjne, Holocaust… Ja z takimi określeniami bym uważał. Natomiast jeżeli by odejść od tej konotacji, a rozumiem, że mecenasowi Giertychowi o to chodziło, aby określić składniki ideologiczne w programie PiS, to już tak.

Tam jest myślenie o gospodarce w kategoriach socjalistycznych, tak samo o polityce społecznej, a jeśli chodzi o warstwę ideologiczną, to mamy nacjonalizm.

My, naród, wspólnota, nie ma natomiast obywatela.

Otóż to, i moim zdaniem całkiem świadomie wyeliminowano pojęcie obywatela, które przede wszystkim wiąże się z oświeceniem i wywodzi z rewolucji francuskiej. PiS często pokazuje, że jest to obca im tradycja. Oczywiście rewolucja francuska to skompilowana sprawa, bo to i Robespierre, i znajdziemy tam szalejącą gilotynę, ale mówimy o pewnych ideałach i zasadzie zbudowania państwa. Obywatel, wszyscy obywatele tworzą naród, republikę, odpowiedzialność za wspólnotę. To jest myślenie, z którego został wyprowadzony cały współczesny porządek demokracji. PiS to neguje, wprowadzają w to miejsce naród rozumiany w sposób etniczny, populistyczny, nawet czasami rasowy, i ten naród jest zupełnie inny niż naród obywateli.

Naród PiS to zbiorowa wola etniczna, spleciona z ludowym kościołem, uosabiana przez elitę tak widzianego narodu, czyli partię i jej wodza. Przecież w gruncie rzeczy w PiS jedyną osobą, która decyduje, jaka jest linia partii, jest wódz.

To konstrukcja przeciwstawna współczesnemu porządkowi demokratycznemu i ma daleko idące konsekwencje w zakresie kultury, respektowania poglądów i wrażliwości innej części narodu, konsekwencje w postaci odrzucenia zasady konsensusu demokratycznego na rzecz narzucenia woli tego, co jest ich zdaniem prawdziwym narodem. Konsekwencją jest też w gruncie rzeczy zakwestionowanie zasady parlamentaryzmu czy równości stron ubiegających się o mandat i reprezentujących inne racje polityczne, jest próbą narzucenia dyktatury jednej racji i autorytetu. Widzimy to nawet ostatnio w tej polemice, jak powinien zachowywać się prezydent wobec prezesa.

To jest śmieszne, ale też to pokazuje coś potwornego, a mianowicie, że prezes partii rządzącej jest ponad głową państwa!

Prezydent jest uosobieniem godności i majestatu Rzeczpospolitej. Tak jest nie tylko w naszej konstytucji, ale każdej konstytucji, prezydent jest następcą króla, a pan prezes jest liderem jednej partii, która akurat teraz rządzi.

PiS można porównywać do PZPR? Tam co jakiś czas ścierały się różne środowiska i następowała wymiana lidera. W PiS mamy prezesa i jego złote myśli, a reszta niemal spija mu słowa z ust.

Wie pani, ja tego psychologicznie nie rozumiem, bo dla mnie postać prezesa Kaczyńskiego jest odpychająca i w tym, co mówi, nie widzę niczego specjalnie mądrego. Jego wizje „układu”, „sieci”, które głosił od wielu lat, są wymysłem, który się nie potwierdził. Natomiast to odbywa się w innej przestrzeni psychologicznej. Niektórzy powiadają, że Kaczyński przyciąga do siebie wszystkich niezadowolonych, sfrustrowanych, skrzywdzonych przez los. Jest ich liderem i zarazem uosobieniem. Zatem powinniśmy to rozpatrywać w kategorii podziałów społecznych, klasowych, mentalnych. Jest też człowiekiem nienowoczesnym, obiektywnie mówiąc, zapewne jakaś część narodu nie chce tej nowoczesności, nienawidzi jej, najchętniej cofnęłaby się o jakieś 200 lat.

A może wystarczyłoby o 50, bo ja mam wrażenie, że to bardziej sieroty po PRL?

Te porównania z PRL dają w ogóle znakomite pole do porównań podobieństw, ale trzeba zaznaczyć parę kwestii. Po pierwsze, PRL to strefa wpływów bloku wschodniego i rola czynnika zewnętrznego, czyli Moskwy, jest kluczowa ze względu na ustawienia różnych układów politycznych i ideologicznych. Ma pani dużo racji, tylko

PZPR była dużo bardziej pluralistyczna od PiS-u.

Co prawda oczywiście w ramach tej jednej ideologii, ale zawsze, właściwie tylko poza okresem stalinowskim przywództwo pierwszego sekretarza było kwestionowane. Zawsze były grupy, które chciały tego przywódcę przynajmniej ograniczyć, albo i wymienić. Istniały różne grupy wpływów związane z różnymi sektorami państwa, osobno aparat partyjny, osobno wojsko, bezpieka, osobno sektor gospodarczy. To sprawiało, że na poziomie kierownictwa partii, czyli biura politycznego, te wpływy się krzyżowały i powodowały, że zawsze ta polityka ostateczna, jaką się realizowało, była wypadkową tych interesów. Dodatkowo to państwo było podatne na słowa płynące z Zachodu, to się przekładało na realne zabiegi o pomoc gospodarczą, korzystne umowy międzynarodowe, o prestiż pierwszego sekretarza w świecie zachodnim. Od tego PiS jest całkowicie wolny, ich w ogóle nie obchodzi świat zewnętrzny. No i mamy zasadniczą różnice ideologiczną. PZPR była partią o charakterze marksistowsko-leninowskim najpierw, jeszcze za Gomułki ta ideologia krzyżowała się z orientacją antyniemiecką, pod tym względem mamy tu bardzo dużo podobieństw w retoryce PiS-u. A w okresie Gierka to w ogóle inna koncepcja, bo to była próba jednoczenia narodu – a nie dzielenia – w imię celów społecznych, ekonomicznych, prestiżu państwa. Pod wodzą partii, ale bez eksponowania różnic i podziałów wśród Polaków. My dzisiaj mamy coś zupełnie innego, dzielenie narodu, nie łączenie. Te słowa o „orientacji niemieckiej”, „drugim sorcie”, „zdrajcach”.

Ale poszukamy dalej. Niewątpliwie

PiS odwołuje się do tej części społeczeństwa, która chce gospodarki podobnej do takiej, jaka była w PRL. Państwo ponosi odpowiedzialność za cały rozwój gospodarczy, za przedsiębiorstwa, obywatele – „czy się stoi, czy się leży, 2 tysiące się należy”;

państwo ma zapewnić wszystko w takim stopniu, że obywatele nie muszą nawet podejmować decyzji, państwo daje im prawdę, mówi, co jest dobre, a co złe, obywatele tylko to akceptują i mają jedną prawdę i jedno wierzenie, narzucane odgórnie rytuały. Jakaś część społeczeństwa tego oczekuje, a PiS się do tego odwołuje.

A reszta społeczeństwa, nawet jak nie akceptuje, to nie chce się wypowiadać i ucieka z polityki.

I to też jest spójne z PRL. W tamtych latach większość również odwracała się od polityki i zajmowała swoim życiem prywatnym. Ich udział w polityce ograniczał się do tego, że raz na 5 lat szli do wyborów i wrzucali kartkę do urny.

Tylko wtedy ta abnegacja była pewną forma sprzeciwu, tak jak słynne spacery w czasie „Dziennika telewizyjnego”. Teraz to wynika raczej z braku zainteresowania.

Wie pani, to jest pytanie.

My jako historycy tak to interpretowaliśmy wtedy, jako właśnie formę sprzeciwu, niezgody, wewnętrznej emigracji, ale to, co się dzieje przez ostatnie lata, każe zweryfikować ten pogląd. Być może to wcale nie był opór, tylko przyswojenie dyktatury, która uwalnia od myślenia i podejmowania decyzji, a zarazem zapewnia minimum egzystencji.

Panie profesorze, w jednej z pana ostatnich wypowiedzi użył pan stwierdzenia, że Jarosław Kaczyński chce dokonać wielkiej zemsty na Polsce liberalnej. To się też trochę wpisuje w to, o czym teraz rozmawiamy. Dlaczego Kaczyński tak nie lubi tej liberalnej Polski?

Być może właśnie dlatego, że część ludzi nie chce być suwerenna i chce mieć pana, który im powie, co jest dobre i słuszne, da twarz, która zawiśnie w szkołach i urzędach i będzie wiadomo, że to ojciec narodu. Pewne jest, że ten podział na Polskę oświeconą, liberalną i Polskę tradycjonalistyczno-klerykalną, niestety, ciągnie się od XVIII wieku. Obawiam się, że tu mamy do czynienia z jego kolejną odsłoną. Polska saska versus stanisławowska, Polska odwrócona plecami do Zachodu, wszystkich nowinek, skoncentrowana na poczuciu własnej nieomylności i niezmienności tradycji i obyczaju szlacheckiego, sarmacka, kontra Polska „francuzików”, jak to wtedy mówiono, czyli zwolenników oświecenia, ubierających się w peruki, zakładających potrzebę modernizacji kraju, postępu oświaty itd.

To jest uderzające, gdy patrzy się na tę formę polskości, którą oni reprezentują, formułę tradycji i składniki, które są przez nich akceptowane, formułę religijności, którą Rydzyk upowszechnił, to jest wszystko Polska saska, oderwana od świata, od Rzymu nawet, od myśli teologicznej, od filozofii, zanurzona w biernym poczuciu doskonałości, bezkrytycyzmu, afirmacji tego, co rodzime.

Tu trzeba odwołać się do biskupa Ignacego Krasickiego, jego wierszy, fraszek, to wszystko strasznie aktualnie brzmi. Niestety, ten podział w Polsce biegnie przez cały wiek XIX, idzie przez II RP, gdzie z jednej strony mamy tendencje modernizacyjne, tendencje liberalne w życiu publicznym, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, a z drugiej strony poczucie chęci zamknięcia się w narodowych mitach, własnej doskonałości i haśle „Polska dla Polaków”.

Czyli endecja.

I dzisiaj mamy odsłonę tego, bardzo wyraźnie to widać w retoryce, w języku, w pojęciach, których się używa, także w Kościele. Proszę spojrzeć na spór pomiędzy prymasem Polakiem a Kościołem Rydzyka.

Prymas odwołuje się do wartości współczesnego Kościoła i teologii, po drugiej stronie mamy Rydzyka i cały jego przemysł, który jest zamknięty na świat, wartości uniwersalne, pielęgnuje Polskę saską.

Słyszał pan o tym, że w podręcznikach historii według nowej podstawy programowej do trzech najważniejszych dat zaliczamy: 3 maja, 11 listopada i 1 marca – czyli dzień żołnierzy wyklętych? Na naszych oczach tworzy się nowego Polaka?

To, jak PiS manipuluje historią najnowszą, to jest coś nieprawdopodobnego, to tworzenie mitów. 1 marca nic się nie wydarzyło, a sami żołnierze wyklęci nie są żadnym podmiotem, coś takiego nie istniało, istniały resztki różnych organizacji konspiracyjnych, różne odziały partyzanckie, które różnie się zachowywały, działały w różnym okresie, oni z tej, tak bardzo złożonej tematyki, tworzą mit, sztuczną konstrukcję, która ideologicznie jest eksploatowana właśnie w takim duchu.

W tej narracji nie ma miejsca na normalną analizę.

To jest wyłącznie konstruowanie ikon, przed którymi należy padać na kolana i wielbić, nie wolno dyskutować, nie ma tu miejsca na żadną analizę historyczną. To są kontrakty dla najbardziej prostego człowieka, który nie jest w stanie niczego zrozumieć, co przekracza 3 linijki. Stąd cała ta mitologia żołnierzy wyklętych odbywa się w całkowitej opozycji do licznych opracowań, źródeł, wspomnień, które tworzą zresztą dość pokaźną bibliotekę.

Ta postawa i te obsesje, o których tutaj mówimy, nieuchronnie prowadzą do tego, że w Polsce może wybuchnąć nowy antysemityzm, jak w 68 roku, i będzie miał charakter dziwny. Wszyscy ci, którzy nie podzielają tych wiar, wizji, autorytetów, będą czy już nawet są określani jako obcy. A żeby ci obcy byli mocniej zaakcentowani, to będą nazywani Żydami, Niemcami, na usługach Unii. Wszystko po to, aby wykluczyć z narodowej wspólnoty.

Takie plemienne postrzeganie tożsamości?

Plemienne rozumienie narodu, w którym inteligencja słabo się mieści, priorytetem jest prosty człowiek, za którego przemawia partia.

Panie profesorze, wiemy z historii, że Polacy mają w sobie wiele z utracjusza, romantycznego sarmaty, tęsknią za PRL-em, ale mamy też mocny gen wolności. Jak to się skończy?

Myślę, że to, co się już zdarzyło, będzie miało konsekwencje przed dłuższy czas. Tego typu podział, irracjonalizm spleciony z nacjonalizmem niestety będzie trwał w jakiejś części społeczeństwa i myślę, że przynajmniej przez pokolenie.

Obawiam się, że nawet gdy PiS się skończy – nie wiem, w jakich okolicznościach, ale musi się to skończyć katastrofą – to pozostanie ogromna wrogość między Polakami, nieufność, odmowa budowania wspólnoty. Na pewno będzie nam ciężko. Zniszczono to, co było wielkim kapitałem Polski w latach, gdy wychodziliśmy z komunizmu.

Tradycje Okrągłego Stołu, kompromis?

Tak, bo to była najbardziej racjonalna postawa. Każda racjonalna polityka zmierza do pojednania obywateli ponad podziałami. Nie musi być nowego okrągłego stołu, ale musi być uznanie, że wszyscy obywatele Polski mają równe prawa. I wypracowanie kompromisu, który pozwoli realizować różne dążenia. I utrzyma Polskę w konstelacji europejskiej. A więc potrzeba realizmu w polityce.

wiadomo.co

 

Mój dłuższy komentarz do niestosownej propozycji polskiej premier sprowadzania do Polski pomnika Jana Pawła II z francuskiej Bretanii.

Dyplomacja

%d blogerów lubi to: