Palikot od dwóch lat poza polityką, od siedmiu poza Platformą. Dziś apeluje: Wstępujcie do PO

Dziennik.pl, 30.11.2017

Janusz Palikot© AKPA Janusz Palikot

Janusz Palikot już jakiś czas temu zniknął z aktywnej polityki, ale nie przestaje jej komentować na swoim blogu. Nowe wpisy pojawiają się tam niemal codziennie i odnoszą do bieżących wydarzeń. Były polityk PO, a potem twórca Ruchu Palikota, przemianowanego na Twój Ruch, nie odmawia sobie również opinii z dystansu. Dziś pokusił się o jednoznaczny apel.

– Powtarzam swój apel do wszystkich, którzy działają w polityce i chcą odsunięcia PiS od władzy: wstępujcie do PO i zmieniajcie tę formację na bardziej centrową, liberalną i lewicową, a mniej konserwatywną – napisał na swoim blogu Janusz Palikot.

Stwierdził przy tym, że PiS wszystkich swoich przeciwników i tak do tego zmusi. – Wchodząc do Platformy wynegocjujecie miejsca na listach i zmienicie tę formację na ponownie Obywatelską. I tylko o to dziś chodzi – dodał.

Janusz Palikot w polityce pojawił się w 2005 roku, kiedy w barwach Platformy Obywatelskiej zasiadł w Sejmie. Z partią rozstał się pięć lat później. Zdecydował się wówczas założyć własne ugrupowanie.

Palikot, który po przegranej w wyborach parlamentarnych nie znalazł się w Sejmie, formalnie nie przestał być szefem Twojego Ruchu – partii, która początkowo nosiła nazwę Ruch Palikota. O polityce wypowiada się jednak wyłącznie w roli komentatora. Jak pisała w maju Wirtualna Polska, twórca słynnej komisji sejmowej Przyjazne Państwo poświęca się głównie biznesowi, podróżom i rozwojowi osobistemu.

Nie zmienia to faktu, że Janusz Palikot o polityce ewidentnie nie zapomniał. Na swoim blogu komentuje bieżące wydarzenia, w tym te z życia obecnej opozycji. Odniósł się m.in. do wyboru Katarzyny Lubnauer na szefową Nowoczesnej. Jego zdaniem, jej pozycja w partii jest i będzie słaba, ponieważ nigdy nie będzie miała ona za sobą tego, co Ryszard Petru – sukcesu takiego, jak wprowadzenie zupełnie nowej partii do parlamentu.

– Niestety większość ludzi .Nowoczesnej nie rozumie polityki, nie szanuje lidera i jeszcze szybciej skoczy do gardła liderce, niż dopadła Petru. Dlatego za wszelkie potknięcia i błędy będzie Lubnauer płacić podwójnie. Niestety – pisał Palikot.

O PiS…

W czasie obecności Janusza Palikota w Platformie, był on jednym z najczęściej krytykowanych przez PiS polityków. Doszło do tego, że członkowie partii Jarosława Kaczyńskiego przestali posługiwać się jego nazwiskiem.

Dziś Palikot na swoim blogu przekonuje, że wbrew wielu opiniom i bardzo korzystnym sondażom, PiS nie wygra kolejnych wyborów parlamentarnych. Podaje przy tym sześć powodów, dla których „Kaczyński będzie ostatnim premierem prawicy przez następne dwadzieścia lat”. Jednym z nich ma być choroba prezesa PiS, który – wedle wpisu Palikota – ma przyjeżdżać na leczenie do szpitala w Bydgoszczy. Osłabieniu fizycznemu prezesa ma towarzyszyć osłabienie psychiczne.

Palikot stawia też kategoryczną tezę:

– PiS przegra wybory samorządowe, nawet przy pewnych manipulacjach z okręgami etc. Tym bardziej przegra wybory do europarlamentu, a potem okaże się, że opozycja wcale nie jest taka zła.

msn.pl

Prezerwatywy zdrożeją? Rząd PiS chce podnieść VAT

Program prezerwatywa plus
Rząd B. Szydło wypowiedział wojnę prezerwatywom, których używanie ma charakter antyrodzinny i antyludzki, a co za tym idzie – antypolski.

W Sejmie trwają właśnie prace nad zwiększeniem podatku VAT od prezerwatyw z 8 do 23 proc. W efekcie prezerwatywa zdrożeje i każdy aktywny seksualnie Polak zastanowi się kilka razy, zanim jej chociaż raz użyje.

Pesymiści nie wykluczają, że może ona zdrożeć tak bardzo, że dla niektórych mniej zamożnych Polaków stanie się towarem wielokrotnego użycia.

Rządowi zależy, by dzieci było jak najwięcej

Episkopat nie zajął na razie stanowiska w sprawie propozycji zwiększenia VAT na prezerwatywy. Mówi się jednak, że polscy biskupi mogą potępić fakt, że rząd chce na prezerwatywach robić interes jeszcze lepszy niż do tej pory.

Czy program prezerwatywa plus VAT doprowadzi do zwiększenia liczby ciąż wśród Polek? Przedstawiciele rządu unikają wypowiedzi na ten temat, wiadomo jednak, że rządowi bardzo zależy na tym, żeby dzieci w Polsce było jak najwięcej.

„Puls Biznesu” informuje, że chcąc zachęcić Polki i Polaków do zachodzenia w ciążę w celu posiadania dzieci, rząd – oprócz podniesienia VAT na prezerwatywy – zrezygnował z podniesienia VAT na dziecięce smoczki.

polityka.pl

Wszystkie twarze Antoniego Macierewicza. Ostateczna kompromitacja ministra

Kiedy w 2015 roku Antoni Macierewicz objął tekę ministra obrony narodowej (pierwotnie przeznaczoną wg pani Szydło dla Jarosława Gowina) prawicowe media rozpływały się w peanach na cześć nowego ministra: to najlepszy minister od 1939 roku! Strateg stulecia! Geniusz wojskowości! Szybko jednak okazało się, że to Sun Tzu Podkarpacia, Bonaparte powiatu grójeckiego i Czyngis – Chan Wąbrzeźna (i okolic). Nawet prostackie opluwanie poprzedników z koalicji PO-PSL i prężenie muskułów nie mogło ukryć spektakularnych wpadek ministra, a tych było wiele. Począwszy od Wacka Berczyńskiego (szefa skompromitowanej podkomisji ds. Smoleńska), który anulował przetarg na Caracale, a potem uciekł za wielką wodę, przez Mistrale za dolara, zakup Black Hawk’ów, niejasne powiązania z GRU, Misiewicza w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, Jannigerach w MON, autobusach z Sanoka, odwołanych przetargach, na tysiącu dronów-samobójców skończywszy. Kiedy w wyniku tych i wielu innych kompromitacji z polskiej armii zaczęli odchodzić najwybitniejsi szkoleni na całym świecie dowódcy (ok. 30 generałów i 260 pułkowników) było już za późno.

 

Czarę goryczy przelał konflikt z prezydentem, którego Macierewicz chciał ubezwłasnowolnić i całkowicie odrzeć z konstytucyjnych kompetencji, jakie przysługują głowie państwa(prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych). Kamieniem milowym tego konfliktu było zabranie przez SKW podległe Macierewiczowi dostępu do dokumentów tajnych gen. Kraszewskiemu – bliskiemu współpracownikowi prezydenta z podległego mu BBN. Później ten konflikt przerodził się w otwartą wojnę na złośliwe pisma wymieniane przez obie instytucje zakończone spektakularną odmową przez Pałac Prezydencki podpisania wniosków o awans na stopień generała dla 14 pułkowników wskazanych przez Macierewicza.

Nic dziwnego, że w obozie „dobrej zmiany” zaczął z szybkością wody spuszczanej w klozecie kiełkować pomysł pozbycia się Macierewicza z rządu przy najbliższej rekonstrukcji. Do ministra dotarła smutna prawda, że jego czas w rządzie Beaty Szydło dobiega końca, więc jego aktywność (tak jak i pozostałych zagrożonych ministrów) wzrosła o 16.457% z jedną drobną różnicą: na użytek swoich toruńskich wyznawców zaczął budować legendę zniszczonego przez Moskwę i sprzedawczyków z Polski największego bohatera, który stąpał po ziemi. Tej ziemi. W wywiadzie dla prawicowego dziennika  poinformował o spisku zawiązanym przez Jaruzelskiego i Gorbaczowa w postaci tajnego „Złotego Funduszu”, który został powołany w latach 80-tych w wojsku polskim, aby promować wyselekcjonowaną grupę oficerów, którzy w wolnej Polsce będą sabotować i niszczyć Siły Zbrojne RP pod jego rządami. Jak ci oficerowie pod rządami Macierewicza sabotowali armię? Według Macierewicza… odchodząc z niej (gdybym to ja był takim agentem, to zrobiłbym wszystko, żeby zostać w tej armii i pod pozorem dobrej współpracy z MON niszczyłbym do cna jej struktury, ale co ja tam wiem). W tym samym wywiadzie Macierewicz posunął się do ostateczności i zasugerował, że w tej operacji nieżyjącego już Jaruzelskiego udział wzięli wszyscy prezydenci wolnej Polski z Lechem Kaczyńskim włącznie (to on dał gwiazdki generalskie sporej części oficerów, którzy odeszli za czasów Macierewicza, w tym znienawidzonemu gen. Różańskiemu). Nota bene 13 spośród 14 wyżej wymienionych kandydatów na generałów zablokowanych przez Dudę ma epizod w komunistycznych organizacjach w tym w PZPR, ale znaczna część mianowanych przez Macierewicza attaché wojskowych przy polskich ambasadach za granicą ma chlubną przeszłość w znienawidzonym przez niego WSI.

Jednak pan minister znów zabrał głos i po raz kolejny stwierdził, że „na pewno doprowadzi do końca zadanie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej”. Jeśli to prawda, to w mojej skromnej ocenie zrobi to nie jako minister obrony narodowej, ale jako były minister. Dobrze poinformowani prawicowi dziennikarze piszą z kolei, że Macierewicz w kuluarowych rozmowach jest przekonany, że straci stanowisko i twierdzi, że Jarosław Kaczyński chcąc go usunąć zwyczajnie „zwariował” (przyganiał kocioł garnkowi). Okazuje się, że termin przydatności Macierewicza do spożycia na eksponowanych stanowiskach państwowych, to 2 lata max (minister w rządzie Olszewskiego 7 miesięcy, wiceminister w rządzie Kaczyńskiego 3 miesiące, likwidator WSI 1 rok, szef SKW 1 rok). Tyle wystarczy, żeby zniszczyć każdą instytucję, która została mu powierzona.

Źródło: Onet

crowdmedia.pl

Misiewicz nie będzie odpowiadał za wydanie 650 tys. zł

Misiewicz nie będzie odpowiadał za wydanie 650 tys. zł

Postępowanie przeciw Misiewiczowi zostało wszczęte z zawiadomienia NIK, która badała wykonanie budżetu MON za 2016 r. Zastrzeżenia dotyczyły ponad 650 tys. zł przeznaczonych w marcu ubiegłego roku na działania promocyjne, a nieujętych w planie wydatków urzędu ministra obrony narodowej. Misiewicz był wtedy szefem gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza.

Rzecznik dyscypliny finansów publicznych umorzyła to postępowanie. Jak poinformowało radio RMF FM, uwzględniła wyjaśnienia MON, że wydatki promocyjne były niezbędne ze względu na organizowany w lipcu ubiegłego roku w Warszawie szczyt NATO.

Misiewicz podpisał wtedy dwie umowy: na spot „MON – Bezpieczeństwo” oraz umowę z TVP o emisji filmów reklamowych. Wydał dokładnie 651,5 tys. złotych. Rzecznik uznała, że stopień szkodliwości jego działania dla finansów publicznych jest znikomy – podaje RMF FM.

Dalsza część uzasadnienia jest równie kuriozalna: „Realizacja zamówienia w krótkim terminie i wybór wykonawców determinowane były potrzebą wykonania zadania przed świętami wielkanocnymi tak, by szerokie grono Polaków mogło skutecznie zapoznać się z tematyką szczytu NATO”.

Dodajmy tylko, że rzecznik dyscypliny finansów publicznych podlega ministrowi finansowi, czyli Mateuszowi Morawieckiemu, także wicepremierowi w rządzie PiS.

koduj24.pl

Polityka transakcji PiS

Polityka transakcji PiS

Partia rządząca handluje naszymi prerogatywami obywatelskimi.

Niekonstytucyjne projekty dwóch ustaw sądowych, które powstały w Kancelarii Prezydenta, a które miały zastąpić zawetowane w lipcu, są podobnie niekonstytucyjne. Zawierają zaś kilka zwodniczych  kruczków logicznych. Można rzec, iż spiłowano kanty, ale tak samo znoszona jest niezależność władzy sadowniczej.

Ot, antydemokratyczny diabeł w trzech czwartych, jeżeli Jarosława Kaczyńskiego uznamy za pełnego czarta w wydaniu polskim, jakiegoś Borutę. Co prezes z prezydentem omawiali na słynnych spotkaniach w Belwederze? Bo przecież niby się dogadali.

W tych tete-a-tete Andrzej Duda nie był stroną jako człowiek i polityk. W ten sposób politycy PiS zajmują większą przestrzeń publiczną niż inni, to im najwyraźniej się opłaca, na co wskazują sondaże. Co z opozycją, która dzielnie walczy w Sejmie, ale nie zajmuje mediów i głów Polaków? No, właśnie!

W komisji sejmowej prokurator z PRL-u jest władyką. I tutaj nikt mu nie podskoczy. Projekty ustaw sądowniczych wracają do postaci tych zawetowanych, a nawet w niekonstytucyjności (jeżeli tak logicznie można nazwać) je przerastają.

Dlaczego tak się dzieje? Bo uczestniczymy w spektaklu, który zafundowali nam politycy PiS. Usadzono nas na widowni i farsę nazywają dramatem. Nieudana farsa w rzeczywistości jest tragedią, jak to trafnie, acz nieco knajacko opisał Andrzej Saramonowicz: – „Kiedyś nie bardzo mogłem pojąć, jak te mendy z XVIII wieku doprowadziły Polskę do rozbiorów. A teraz włączam telewizor i widzę”.

Mniej więcej taki jest repertuar PiS. Całkiem zgrabnie przybliżył cele prezesa PiS sławetny prokurator z PRL-u Stanisław Piotrowicz: – „Idziemy na dalekie ustępstwa w sprawie reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Żeby był konsensus, to każda strona musi się cofnąć.”

Po to jest zaostrzona gra PiS, aby mieć z czegoś ustąpić. To mogłoby sugerować, iż mamy do czynienia ze sztuką negocjacji. Nie! To jest błąd! Na naszych oczach, którzy jesteśmy usadowieni w wygodnych fotelach („Zaproście mnie do stołu”; pamiętacie?) wmawia się, że to negocjacje. Jeden diabeł (gangster) paktuje z drugim trzy czwarte diabłem (dilerem dyktatury).

Nie i jeszcze raz nie! To jest transakcja, która ubrała się w owczą skórę negocjacji. Handlują demokracją, a w istocie naszą wolnością. A my jak te barany siedzimy w fotelach, po czym zaprowadzi się nas na rzeź (przypomina mi się w tym kontekście sztuka Sławomira Mrożka „Rzeźnia”).

Nasze wolności, prerogatywy obywatelskie, sprzedaje się, kupczy nimi. Polityka PiS jest polityką transakcji i to na każdym niemal poziomie. Kupczy się nami, tak jak Polską kupczyła Targowica w XVIII wieku: antydemokratyczna, antynowoczesna, proklerykalna i promoskiewska („alarm” Donalda Tuska). Paweł Śpiewak zamierza od nowego semestru na UW prowadzić kurs „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”, bynajmniej fakultet niedowartościowujący prezesa PiS, tylko dekonstruujący jego mało zbożne zamiary – transakcji.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Projekt ustawy zaostrzającej przepisy aborcyjne już w Sejmie

Projekt ustawy zaostrzającej przepisy aborcyjne już w Sejmie

Komitet „Zatrzymaj aborcję” złożył dziś w Sejmie obywatelski projekt ustawy antyaborcyjnej. Znosi on możliwość przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu. Projekt przygotowała Fundacja Życie i Rodzina. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński ma trzy miesiące na przeprowadzenie pierwszego czytania projektu tej ustawy.

Teraz aborcja jest w Polsce dopuszczalna jedynie w trzech przypadkach: gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, zagraża życiu lub zdrowiu kobiety bądź w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Projekt fundacji Życie i Rodzina w praktyce oznaczać może całkowity zakaz aborcji. Z danych resortu zdrowia wynika bowiem, że na 1100 legalnych zabiegów przeprowadzonych w ubiegłym roku aż 1044 dotyczyły tej właśnie przesłanki. Według ekspertów przyjęcie takiego rozwiązania może też spowodować, że lekarze będą się bali kierować kobiety na badania prenatalne.

W Sejmie od przeszło miesiąca na rozpatrzenie czeka inny obywatelski projekt – Komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”, który zmierza do liberalizacji obecnych przepisów w sprawie aborcji. Projekt ten, oprócz prawa do przerwania ciąży do 12. tygodnia na żądanie kobiety, przewiduje także refundację antykoncepcji oraz swobodny dostęp do tzw. antykoncepcji awaryjnej. Obecnie pigułka „dzień po” dostępna jest wyłącznie na receptę. Autorzy propozycji chcą też ograniczenia stosowania przez lekarzy klauzuli sumienia.

Projekt „Zatrzymaj aborcję” popierają biskupi, którzy wspierali także zbieranie pod nim podpisów. Głosowanie za tym projektem zadeklarowało wielu polityków PiS, włącznie z premier Beatą Szydło. A Andrzej Duda już zapowiedział, że taką ustawę podpisze.

koduj24.pl

Budka do Piotrowicza: Protestuje pan tak, jak w latach 80-tych

Budka do Piotrowicza: Protestuje pan tak, jak w latach 80-tych

Trwa kolejny dzień intensywnych prac nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. Posłowie głosują w sprawie kolejnych zmian. Obrady się przeciągają. Stanisław Piotrowicz uważa, że opozycja stosuje obstrukcyjne działanie, żeby spowolnić pracę komisji. Głos z dalekiego Wietnamu zabiera prezydent i ostrzega, że może nie podpisać tego, co „wysmaży” PiS, nie uwzględniając jego warunków brzegowych.

Atmosfera jest gorąca. Między posłami dochodzi do licznych spięć słownych. Burzliwą dyskusję wywołują m.in. zapisy projektu, odnoszące się do nowej instytucji skargi nadzwyczajnej oraz wzajemnych relacji pomiędzy SN a Trybunałem Konstytucyjnym, w kontekście rozpatrywania takich skarg.

W pewnym momencie przewodniczący komisji Stanisław Piotrowicz odebrał głos posłance Kamili Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej, która nazwała część sędziów Trybunału Konstytucyjnego „pseudosędziami”.

– „Rolą przewodniczącego nie jest cenzurowanie wypowiedzi, nie chciałbym nawiązywać do przeszłości” – skwitował ten fakt poseł PO Borys Budka.

– „Nie chciałbym również wybiegać w pańską przyszłość, bo ona również rysuje się nieciekawie, jeżeli już pan nawiązuje do mnie tak ad personam”– odpalił mu Piotrowicz.

– „Wolę swoją „nieciekawą” przyszłość niż przeszłość, jaką ma pan przewodniczący” – odciął się poseł PO.

Nieco później Piotrowicz przerwał wypowiedź Budki, który chciał uzasadnić swoją poprawkę do jednego z artykułów i przegłosować wniosek o przejście do głosowania nad tą poprawką, którą komisja odrzuciła. Budka wniósł do protokołu sprzeciw, że nie mógł dokończyć uzasadnienia wniosku. – „Panie pośle, nie mówi pan do rzeczy” – przerwał mu Piotrowicz. – „Nie zdążyłem przedstawić uzasadnienia” – mówił Budka.

Dopuszczony jednak do głosu poseł PO przedstawił uzasadnienie i dodał, że orzeczenia TK są ostateczne i mają moc powszechnie obowiązującą, „więc każdy, kto zna orzeczenie TK z grudnia 2015 r. ma prawo i obowiązek zwracać uwagę na to, że w Trybunale zasiadają trzy osoby bez odpowiedniej legitymacji” – powiedział Budka.

– „Protestuję przeciwko temu” – powiedział przewodniczący. Budka odparł: – „Protestuje pan tak, jak w latach 80-tych”. Piotrowicz ripostował: – „Pan teraz protestował przed niemieckimi mediami i uskarżał się na państwo polskie”.

Wcześniej Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej mówiła, że trzej sędziowie zasiadają w TK niezgodnie z prawem. Wtedy do akcji wkroczyła niezawodna Krystyna Pawłowicz (PiS), protestując przeciw obrażaniu sędziów TK.

Zupełnym kuriozum było zaskakujące stanowisko posłanki PiS, która wystąpiła przeciw jednemu z proponowanych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym… Przyznała, że jest sprzeczny z Konstytucją, jednak będzie głosować tak, jak chce tego PiS. – „Z powodu umowy politycznej będę głosowała tak, jak mój klub. Natomiast podzielam w pełni pogląd pana ministra Warchoła i uważam, że zapis tutaj zamieszczony w art. 86 par. 1 pkt 1 jest wprost jaskrawie sprzeczny z Konstytucją w swoim brzmieniu”– powiedziała Pawłowicz. – „Art. 188 Konstytucji przyznaje tylko Trybunałowi Konstytucyjnemu prawo do orzekania o zgodności wszelkiego rodzaju aktów z Konstytucją – dodała.

– „Widać, jakie są ich prawdziwe intencje” – powiedział z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz. – „Nie chodzi im o reformę sądownictwa dla Polaków. Chodzi o więcej obozu władzy w wymiarze sprawiedliwości, ale chodzi też być może o pokazanie prezydentowi miejsca w szeregu. PiS chce ograć prezydenta” – ocenił Kosiniak-Kamysz.

koduj24.pl

Polityka transakcji PiS, w której handluje się naszymi prerogatywami obywatelskimi

Niekonstytucyjne projekty dwóch ustaw sądowych, ktore powstały w Kancelarii Prezydenta, a ktore miały zastapić zawetowane w lipcu, są podobnie niekonstytucyjne, zawierają zaś kilka zwodniczych  kruczków logicznych. Można rzec, iż spiłowano kanty, ale tak samo znoszona jest niezależność władzy sadowniczej.

Ot, antydemokratyczny diabeł w trzech czwartych, jeżeli Jarosława Kaczyńskiego uznamy za pełnego czarta w wydaniu polskim, jakiegoś Borutę. Co prezes z prezydentem omawiali na słynnych spotkaniach w Belwederze? Bo przecież niby się dogadali.

W tych  tête-à-tête Andrzej Duda nie był stroną jako człowiek i polityk. W ten sposób politycy PiS zajmują większą przestrzeń publiczną niż inni, to im najwyraźniej się opłaca, na co wskazują sondaże. Co z opozycją, która dzielnie walczy w Sejmie, ale nie zajmuje mediów i głów Polaków? No, właśnie!

W komisji sejmowej prokurator z PRL-u jest władyką. I tutaj nikt mu nie podskoczy. Projekty ustaw sądowniczych wracają do postaci tych zawetowanych, a nawet w niekonstytucyjności (jeżeli tak logicznie można nazwać) je przerastają.

Dlaczego tak się dzieje? Bo uczestniczymy w spektaklu, który zafundowali nam politycy PiS. Usadzono nas na widowni i farsę nazywają dramatem. Nieudana farsa w rzeczywistości jest tragedią, jak to trafnie, acz nieco knajacko opisał Andrzej Saramonowicz: „Kiedyś nie bardzo mogłem pojąć, jak te mendy z XVIII wieku doprowadziły Polske do rozbiorów. A teraz włączam telewizor i widzę”.

Mniej więcej taki jest repertuar PiS. Całkiem zgrabnie przybliżył cele prezesa PiS sławetny prokurator z PRL-u Stanisław Piotrowicz: „Idziemy na dalekie ustępstwa w sprawie reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Żeby był konsensus, to każda strona musi się cofnąć.”

Po to jest zaostrzona gra PiS, aby mieć z czegoś ustąpić. To mogłoby sugerować, iż mamy do czynienia ze sztuką negocjacji. Nie! To jest błąd! Na naszych oczach, którzy jesteśmy usadowionieni w wygodnych fotelach („Zaproście mnie do stołu”; pamietacie?) wmawia się, że to negocjacje. Jeden diabeł (gangster) paktuje z drugim trzy czwarte diabłem (dilerem dyktatury).

Nie i jeszcze raz nie! To jest transakcja, która ubrała się w owczą skórę negocjacji. Handują demokracją, a w istocie naszą wolnością. A my jak te barany siedzimy w fotelach, po czym zaprowadzi się nas na rzeź (przypomina mi się w tym kontekście sztuka Sławomira Mrożka „Rzeźnia”).

Nasze wolności, prerogatywy obywatelskie, sprzedaje się, kupczy nimi. Polityka PiS jest polityka transakcji i to na każdym niemal poziomie. Kupczy się nami, tak jak Polską kupczyła Targowica w XVIII wieku: antydremokratyczna, antynowoczesna, proklerykalna i promoskiewska („alarm” Donalda Tuska). Paweł Śpiewak zamierza od nowego semestru na UW prowadzić kurs „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”, bynajmniej fakultet niedowartościowujący prezesa PiS, tylko dekonstruujący jego mało zbożne zamiary – transakcji.

Socjologia Jarosława Kaczyńskiego – nowy przedmiot na UW

29.11.2017

Studenci Uniwersytetu Warszawskiego od nowego semestru akademickiego będą mogli uczyć się nowego przedmiotu – socjologii Jarosława Kaczyńskiego. 30-godzinny kurs będzie prowadził profesor Paweł Śpiewak. 

Borys Budka przejrzał plan PiS. O to chodzi w sporze z prezydentem

Kontrowersyjne poprawki PiS przywracające prezydenckie projekty reformy sądów do punktu wyjścia, w którym byliśmy w lipcu, jak i odwetowa zapowiedź veta prezydenta nie jest dziełem przypadku. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest to rzucenie prezydentowi rękawicy przez Zbigniewa Ziobrę, który chce postawić na swoim metodą faktów dokonanych. Jednak logika tego posunięcia z perspektywy Jarosława Kaczyńskiego mogłaby wydawać się wątpliwa. Po szeregu spotkań z głową państwa wydawało się, że udało się wypracować rozwiązanie, które zakończy schizmę na szczytach władzy. Sytuacja jest zastanawiająca, zważywszy że PiS stawia prezydenta pod ścianą ryzykując kolejnym vetem, kiedy wypracowany z Andrzejem Dudą kompromis i tak oferował obozowi rządzącemu osiągnięcie większości celów, o jakie walczył. Zdaje się jednak, że Borys Budka, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej rozgryzł plan, jaki ułożył prezes Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem Budki:

 

„Każdy, kto choć trochę zna prezesa Prawa i Sprawiedliwości, wie, że Jarosław Kaczyński w takich sytuacjach nie odpuszcza. Jak ktoś raz go obraził, czy nawet nie obraził, ale mu się przeciwstawił, jest w stanie zrobić wszystko. Nawet poświęcić istotną część własnego planu politycznego tylko po to, by przeciwnika upokorzyć”.

Powyższa teza niesamowicie celnie odzwierciedla obecną sytuację. Andrzej Duda nie tylko sprzeciwił się prezesowi, ale nie omieszkał wykorzystać spotkań z Jarosławem Kaczyńskim, aby poprzez drobne symbole pokazać swoją pozycję, co prezes niewątpliwie potraktował jako osobiste poniżenie. O mściwości Jarosława Kaczyńskiego w polskiej polityce nie trzeba natomiast nikogo specjalnie przekonywać. Zatem prezes PiS jest w stanie zrezygnować z postępu projektu dobrej zmiany, aby tylko jego niekwestionowany autorytet pozostał nienaruszony. Wiele wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński w polityce najbardziej obawia się okazania słabości, co skłoniłoby tylko kolejnych do buntu, a to mogłoby szybko przekreślić formę sprawowania rządów z tylnego fotela.
Borys Budka na potwierdzenie swojej teorii przytacza wydarzenia ostatnich miesięcy:

“Proszę zwrócić uwagę, że prezydent był obiektem niebywałego hejtu ze strony ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, jego współpracowników, rzecznik PiS Beaty Mazurek, wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, wreszcie publicystów z pseudo prawicowych mediów. W związku z czym, niestety, spodziewać się możemy dalszego ciągu. Pan prezes Jarosław Kaczyński zrobi wszystko, by postawić prezydenta do pionu i pokazać mu, gdzie jego miejsce, postawić z powrotem do szeregu”.

Nie można Budce nie przyznać racji, że propaganda władzy nie oszczędzała niejednokrotnie głowy państwa. Obserwując nastroje elektoratu dobrej zmiany można zacząć przypuszczać, że prezes PiS pragnie przedstawić Dudę jako zdrajcę całej sprawy naprawy RP, jeśli ten zdecyduje się tylko na ponowne veto. Machina propagandowa rządu jest w stanie spreparować odpowiedni przekaz pod taką tezę, a obserwacja dyskusji w prawicowej części internetu wskazuje jasno, że społeczna podatność na taki przekaz wśród wyborców dobrej zmiany jest ogromna.

Jesteśmy zatem świadkami brutalnej gry o władzę, w której panuje zasada, że państwo można zamienić nawet w ruinę tylko po to, aby zachować swoją władzę. Pytanie, jak długo wyborcy będą chętni do dalszej gry na takich zasadach.

Źródło: se.pl

 

crowdmedia.pl

Andrzej Duda ostro o poprawkach PiS do ustaw sądowych. Kaczyński nie będzie zadowolony

Opinia publiczna w Polsce żyje obecnie przepychanką wokół dwóch projektów prezydenckich ustaw sądowych: o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa, które Andrzej Duda złożył w Sejmie w drugiej połowie września. Jak donosiliśmy wczoraj, osoba z otoczenia głowy państwa zdradziła, że jeżeli ustawy sądowe zostaną zbytnio zmodyfikowane i wrócą na biurko prezydenta w kształcie podobnym do aktów, które w lipcu głowa państwa zawetowała, to Duda po raz kolejny skorzysta z prawa weta.

Dziś do sprawy odniósł się sam prezydent, który przebywa obecnie z wizytą w Wietnamie. Andrzej Duda stwierdził, że posłowie i senatorowie mają prawo do zgłaszania poprawek, jednakże on stanowczo określił granice zmian dopuszczalnych w obu ustawach, stwierdzając, że przekroczenie tych granic oznaczać będzie niemożliwość podpisania przez niego obu aktów prawych, tak jak to miało miejsce w lipcu.

Prezydent stwierdził: „przypomnę, że 26 września złożyłem dwa projekty ustaw, złożyłem je w Sejmie, gdzie nad ustawami posłowie i senatorowie pracują. Nie jest dla mnie niczym w związku z tym zaskakującym, że posłowie chcą złożyć poprawki. To jest ich prawo”.

Następnie prezydent stwierdził: „Natomiast ja też i określiłem, jakie są granice tego, co postrzegam jako dopuszczalną zmianę w tych ustawach i powiedziałem, że na powrót do tych rozwiązań, które zakwestionowałem w lipcu, z którymi się nie zgodziłem i dlatego były weta do ustaw, że na to się nie zgodzę i to jest ta granica, którą wtedy wytyczyłem…” 

Wyglada zatem na to, że Andrzej Duda wysyła jasny sygnał do obozu PiS, że nie zawaha się po raz kolejny odmówić podpisania ustaw jeżeli poprawki, które zgłoszą parlamentarzyści zjednoczonej prawicy, wyjdą poza ramy, które prezydent ustalił z Jarosławem Kaczyńskim…

 

crowdmedia.pl

Trwa spotkanie Lubnauer-Kosiniak-Kamysz

Trwa spotkanie Lubnauer-Kosiniak-Kamysz

Spotkanie dotyczy podjęcia rozmów koalicyjnych przed wyborami samorządowymi.

 

Piotrowicz: Idziemy na dalekie ustępstwa. Żeby był konsensus, to każda strona musi się cofnąć

– Idziemy na dalekie ustępstwa w sprawie reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Żeby był konsensus, to każda strona musi się cofnąć. Pan prezydent cofnął się i my też zrezygnowaliśmy z kilku postulatów – stwierdził Stanisław Piotrowicz w rozmowie z dziennikarzami.

 

„Byłoby to pożądane, gdyby wrócił” – Protasiewicz kreśli scenariusz wcześniejszego powrotu Tuska do polskiej polityki

– Widzę [taki scenariusz że Donald Tusk porzuca Brukselę jeszcze przed zakończeniem kadencji]. Myślę ze są pewne symptomy jego aktywności. Wskazuje że nie jest na to zamknięty na co się w Polsce dzieje. Wcale się od tego nie odwraca plecami. Byłoby to pożądane, gdyby wrócił – mówił Jacek Protasiewicz w rozmowie z Agnieszką Burzyńską w programie Fakt Opinie. Jak mówił dalej:

„Przy tym stanie opozycji dzisiaj, czyli braku umiejętności czy woli porozumienia się całego tego obozu anty-PiSowskiego, po drugie przy sumowaniu poparcia dla sił opozycyjnych to ciągle wynik niższy niż sondaży PiS-owskich. Wydaje mi się że potrzebny jest ktoś taki jak Donald Tusk który byłby w stanie alternatywną wizję Polski wobec tej którą realizuje Jarosław Kaczyński. Nie ma dzisiaj nikogo po stronie opozycji który miałby taką moc, wiedzę i doświadczenie, umiejętność żeby sformułować nie tylko hasło „wszyscy, którzy nie chcemy PiS-u, łączmy się”, bo to będzie za mało. To pozwoli może na 30% procent. To wizja Polski zakorzenionej w Europie, a nie z tej Europy się wycofującej czy będącej na ścieżce do wyjścia. To koncepcja Polski otwartej, liberalnej w tym rozumieniu bardziej światopoglądowym niż ekonomicznym i tolerancyjnej, która walczy z przejawami ksenofobii, rasizmu a nawet faszyzmu”

– Jestem przekonany że to na czele bloku opozycyjnej [mógłby stanąć], tyle że z wizją – dodał.

300polityka.pl

STAN GRY: Fakt: Szydło zostaje, Trzaskowski nie reaguje na Nycz Tower, Skarżyński o kłopocie ze spadkiem Tuska, Kowalczyk: Trzeba będzie mocno dociskać samorządy

— TRZASKOWSKI NAGABYWANY OD TYGODNIA WS PLANU ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO I NYCZ TOWER POWIEDZIAŁ, ŻE MU SIĘ NIE PODOBA, ALE NIE ZAMIERZA WPŁYWAĆ NA RADNYCH PO…– “Rafał Trzaskowski, nagabywany od tygodnia o zajęcie stanowiska w sprawie szykowanego dla Śródmieścia planu miejscowego, który pozwoli na budowę kilku wieżowców, stwierdził, że ma do niego „wiele zastrzeżeń”. Jednocześnie dodał, że nie zamierza wpływać na radnych w tej sprawie. Szefowi klubu Platformy Obywatelskiej, która w Radzie Warszawy ma większość, projekt planu się podoba”.

— TVN WARSZAWA O UNIKANIU ODPOWIEDZI PRZEZ TRZASKOWSKIEGO: “Wielokrotnie wywoływany do tablicy w tej sprawie przemówił dopiero po południu. Rafał Trzaskowski odpowiedział enigmatycznie, że podziela „niektóre krytyczne opinie dotyczące rejonu Poznańskiej”. https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,trzaskowski-przemowil-w-sprawie-nycz-tower,247573.html

— CZERWONI GENERAŁOWIE MACIEREWICZA – Andrzej Stankiewicz: “Aż 13 z 14 kandydatów Antoniego Macierewicza przedstawionych niedawno do awansów generalskich ma za sobą członkostwo w PZPR, komunistycznej młodzieżówce ZSMP albo w jednym i drugim jednocześnie — ustalił Onet”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/czerwoni-generalowie-macierewicza/zjrvs92


— LUBNAUER O ROLI PETRU I WSTRZEMIĘŹLIWIE WS POPARCIA TRZASKOWSKIEGO – MÓWI PODCZAS REJSU ŁÓDKĄ PO WIŚLE
https://wp.tv/i,kto-nami-rzadzi-lubnaer-petru-ma-swoje-miejsce-w-nowoczesnej-jakie,mid,2011103,cid,2303843,klip.html?_ticrsn=3&ticaid=61a513

— 300LIVE:
WKK: PiS chce ograć prezydenta
GUS: PKB w III kwartale wzrósł o 4,9%
PAD: Na pewno dojdzie jeszcze do niejednego spotkania pomiędzy premierem Kaczyńskim a mną
PAD: Jeżeli te granice zostaną przekroczone, to niestety jako prezydent nie będę się mógł na to zgodzić
Gersdorf: Dostałam tę świeczkę od organizatorów. Było ciemno no to ją wzięłam
Mucha: Da się zauważyć w komisji różnice stanowisk między Kancelarią Prezydenta a Ministerstwem Sprawiedliwości
http://300polityka.pl/live/2017/11/30/

— ROZŁAM I MARGINALIZACJA N NADAL REALNE – Andrzej Stankiewicz w TP: “Szkopuł w tym, że porzucenie Petru przez obie panie nie ułatwia, ale komplikuje sytuację Nowoczesnej. Mimo wpadek to on jest wciąż dla wielu wyborców liberalnych ważną twarzą opozycji. Co będzie, jeśli odejdzie? Rozłam i definitywna marginalizacja partii są wciąż realne”. https://www.tygodnikpowszechny.pl/zmiana-w-nowoczesnej-klopot-opozycji-151165

— TUSK MUSI SIĘ ZMIERZYĆ ZE SPADKIEM PO SAMYM SOBIE JEŚLI CHCE WRÓCIĆ DO KRAJU – pisze Stanisław Skarżyński na wyborcza.pl: “W odróżnieniu od Jerzego Buzka, którego reformy z czasem zaczęto powszechnie doceniać, co dało mu powrót do polityki, Tusk nie może oczekiwać akceptacji społeczeństwa bez wyjaśnienia wyborcom przynajmniej trzech spraw, które stoją dziś na przeszkodzie, by mógł być uważany za polskiego męża stanu, a nie za – może i skutecznego – ale premiera i lidera  tylko żelaznego elektoratu Platformy Obywatelskiej, czyli tych konserwatystów, dla których kapitalizm ćwierćwiecza transformacji ustrojowej był czasem prosperity. Na wspomnienie o Tusku łza się w oku kręci raczej mężczyznom niż kobietom, raczej katolikom niż „tym, którzy te wartości wywodzą z innych źródeł” i raczej starszym niż młodszym, dla których punktem politycznego odniesienia nie jest porównanie z komuną, ale z tym, jak funkcjonują społeczeństwa w dojrzałych demokracjach UE”. http://wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,22712303,jesli-donald-tusk-chce-wrocic-do-polski-na-bialym-koniu-musi.html

— PIOTR LISIEWICZ W GAZECIE POLSKIEJ O PREZYDENCIE JAKO O DUDACZEWSKIM: “Urzędem prezydenta rządzi hybryda, będąca połączeniem jakichś chorych odjazdów Dudy oraz lobby komunistycznych trepów z BBN. Odtąd hybryda owa będzie mieć w niniejszej rubryce nazwę „Dudaczewski”. Obiecuję, że nazwisko prezydenta więcej w niej nie padnie (…), bo kogoś takiego, jako realnego bytu już nie ma. Nie ma, odkąd ośrodek decyzyjny o nazwie Dudaczewski realizuje program o 180 stopni przeciwny do tego, na który dawny kandydat umówił się ze swoimi wyborcami” http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22714396,gazeta-polska-oglasza-nie-ma-juz-dudy-jest-dudaczewski.html

— WPOLITYCE O CORAZ PRAWDOPODOBNIEJSZYM SCENARIUSZU Z PREMIEREM MORAWIECKIM: “Według naszych informacji „na dziś” ten trzeci, z Mateuszem Morawieckim na czele, ale – jak zastrzegają nasi rozmówcy – sytuacja dość często ulega zmianie, i nie można mieć całkowitej pewności. Głównym argumentem za wariantem trzecim jest świadomość, że napięcia na arenie międzynarodowej i pogarszający się wizerunek rządu mogą zaszkodzić przyszłości gospodarczej Polski. Spore znaczenie ma również chęć koordynacji działań Rady Ministrów, możliwie dalekie ograniczenie „Polski resortowej” i zmuszenie poszczególnych ministrów do współpracy, zwłaszcza w sferze gospodarczej”.

— REKONSTRUKCJA NASTĄPI SZYBKO – DALEJ WPOLITYCE: “Jeśli Sejm i Senat przyjęłyby ustawy sądowe w tym i kolejnym tygodniu, to wówczas rekonstrukcja zostałaby przeprowadzona na początku grudnia. Kierownictwo PiS ma bowiem pełną świadomość, że przeciągające się zawirowanie szkodzi notowaniom obozu rządzącego, co pokazują już niektóre sondaże, np. dotyczące zaufania do polityków czy oceny poszczególnych instytucji. Nasze informacje wskazują, że zakres zmian może być bardzo głęboki; stanowiska może stracić kilku ministrów; niektóre źródła mówią nawet o 7-8 szefach resortów”.

— FAKT O DRUGIM EXPOSE SZYDŁO: “Jak ustalił Fakt, w PiS rozpatrywana jest wersja szerokiej rekonstrukcji rządu, ale bez zmiany premiera! Beata Szydło (54 l.) wystąpi do Sejmu o wotum zaufania dla swojego gabinetu, w którym ma dojść do wielu zmian”.

— FAKT O ZMIANACH W KPRM: “Zmiany mają też dotknąć struktury ministerstw – kilka z nich przestanie istnieć. Duże zmiany czekają Kancelarię Premiera. Dziś jest ona nazywana w siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej „dworem Szydło”. – Celem rekonstrukcji jest wyeliminowanie konfliktów – mówi ważny polityk PiS. Ten najpoważniejszy to spór między premier Szydło a wicepremierem Mateuszem Morawieckim (49 l.). Dlatego m.in. ma być powołany nowy szef Komitetu Stałego, którym dzisiaj jest Henryk Kowalczyk (61 l.)”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tak-ma-wygladac-rekonstrukcja-beata-szydlo-wyglosi-drugie-expose/jpjxw6x

— ZDANIEM FAKTU REKONSTRUKCJA MIAŁABY OBJĄĆ TEŻ KEMPĘ I KOWALCZYKA:https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tak-ma-wygladac-rekonstrukcja-beata-szydlo-wyglosi-drugie-expose/g9lgql8

— KSZTAŁT USTAW POKAŻE ROZKŁAD SIŁ PREZYDENT-PREZES – pisze Grzegorz Osiecki w DGP: “Dlatego z punktu widzenia prezydenta czasu na interwencję nie jest dużo, bo do początku przyszłego tygodnia powinien mieć gotowe stanowisko, by skutecznie negocjować z PiS. Jeśli ustawy zostaną przyjęte w wersji, którą trudno będzie mu zaakceptować, to choć można je korygować w Senacie, będzie to osłabiało jego pozycję”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/563640,ustawy-sadowe-w-sejmie-izba-dyscyplinarna-jak-ma-dzialac.html

— STANISŁAW PIOTROWICZ W ROZMOWIE Z GRZEGORZEM OSIECKIM I ŁUKASZEM MĘŻYKIEM: “O wszystkich kwestiach rozmawialiśmy. Proszę się nie obawiać, nie jesteśmy na razie nawet w połowie procesu legislacyjnego, przyjdzie czas na ocenę sprawozdania z prac komisji, przed nami jeszcze drugie czytanie. Przed nim będzie jeszcze czas do namysłu, jeśli będą jakieś problemy, to możemy o nich rozmawiać”.

— NAWET GDYBY SIĘ POJAWIŁY ODSTĘPSTWA TO NIE WIDZĘ PODSTAW DO VETA – PIOTROWICZ: “Na razie nie. Nie widzę podstaw do wetowania ustawy. Nie odchodzimy od projektu pana prezydenta, gdyby się nawet pojawiły jakieś odstępstwa, to nie sądzę, by ich ciężar gatunkowy był taki, żeby uzasadniał weto”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/563640,ustawy-sadowe-w-sejmie-izba-dyscyplinarna-jak-ma-dzialac.html

— FAKT: BĘDĄ VETA: “– Prezydent doskonale zdaje sobie sprawę, że takie rozwiązania nie są wolą większości PiS a jednego człowieka: ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. I na to nie będzie jego zgody – dodaje nasz rozmówca z Pałacu Prezydenckiego”. https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/prezydent-znowu-siegnie-po-weto-w-sprawie-sadownictwa/ckfhbl7

— DOBIJANIE SĄDU NAJWYŻSZEGO – tytuł w GW.

— PISOWSKI WALEC POWRACA – Tomasz Pietryga w RZ: “Mija rok od czasu, gdy PiS wygrał batalię o Trybunał Konstytucyjny, przejmując nad nim kontrolę w grudniu 2016 r. Niewiele się od tego czasu zmieniło. Opozycja, w podobnej atmosferze bezradności, przegrywa kolejną bitwę o sądy”. http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/311299892-Pisowski-walec-powraca—obrady-sejmowej-Komisji-komentuje-Tomasz-Pietryga.html

— EWA SIEDLECKA O BON MOCIE PIOTROWICZA I DECYZJI DUDY: “„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu” – skwitował przewodniczący Piotrowicz. I to można uznać za bonmot roku. Co na to prezydent? Sprawa jest tajemnicza. Od rana do godziny 13 obecna na posiedzeniu komisji minister Anna Surówka-Pasek unikała jak mogła ustosunkowywania się do poprawek PiS. Gdy opozycja kierowała do niej takie pytania, prowadzący obrady Stanisław Piotrowicz starał się ją obronić przed koniecznością odpowiedzi. A jeśli się to nie udało, minister Surówka-Piasek mówiła, że zostawia rzecz do uznania komisji. Natomiast obecna na sali doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska pytana w kuluarach, czy prezydent znał poprawki, odpowiedziała: „do pewnego stopnia”. I oceniła, że niektóre są „nie do zaakceptowania”. „Jeżeli ustawa będzie tak wyglądała, to prezydent powiedział, że zawetuje. Moim zdaniem” – dodała”. https://siedlecka.blog.polityka.pl/2017/11/29/ping/?nocheck=1

— KOWALCZYKA NIE NIEPOKOI LICZBA WNIOSKÓW DO ZUS – jak mówi w rozmowie w DGP: “Nie, bo chociaż wnioski wpływają, to znaczna ich część została złożona przez osoby, które nie wypowiedziały umowy o pracę, więc wypłat emerytur nie ma. Występują do ZUS, by zobaczyć, co im zaproponuje, ale to nie znaczy, że zwolnią się z pracy. Raczej chcą się zastanowić. Pierwsza grupa, która ruszyła po świadczenia, to były osoby, które i tak nie pracowały, bo były na bezrobociu albo pobierały inne świadczenia np. przedemerytalne. Było oczywiste, że oni nie będą czekali. Dlatego na razie nie ma czym się martwić”.

— KOWALCZYK O 30-KROTNOŚCI – mówi DGP: “Jeśli decyzja już zapadła, to trzeba ją wdrożyć. Jednak wdrożenie tego rozwiązania od początku 2018 r. będzie bardzo trudne, czyli możliwe jest wejście rok później”.

— KOWALCZYK O DODATKU DLA EMERYTÓW: “Na pewno coś trzeba zrobić dla emerytów. Ale nie chcę przesądzać, co to mogłoby być. Czy podniesienie najniższej emerytury, czy może jakiś jednorazowy dodatek, a może dodatek do waloryzacji. Trwają rozmowy, żeby wspierać emerytów z najniższymi świadczeniami”.

— KOWALCZYK O WYZWANIACH NA 2018 I DOCISKANIU SAMORZĄDÓW:“Wchłonięcie skutków obniżenia wieku emerytalnego – trzeba to będzie obserwować. Druga rzecz to program „Mieszkanie plus”, on powinien być coraz bardziej widoczny. Trzeba sprawniej uruchamiać grunty pod ten program, podpisywać umowy. I trzecie: bardzo słabo są absorbowane przez samorządy środki europejskie z regionalnych programów operacyjnych. Mam nadzieję, że kumulują one wydatki na przyszły rok, bo jest to rok wyborczy. No ale zdaje się, że już w tym roku powinny zacząć wydawać. Jeśli nadal będzie to szło słabo, to wydatkowanie pieniędzy europejskich może być zagrożone. I wtedy trzeba będzie mocno dociskać samorządy”. http://forsal.pl/gospodarka/finanse-publiczne/artykuly/1088617,rzad-podniesie-najnizsze-emerytury-kowalczyk-trwaja-rozmowy-wywiad.html

— CZY MŁODZI ZOSTANĄ W KRAJU? – Leszek Kostrzewski w GW o emeryturach: “Wizje wicepremiera Mateusza Morawieckiego o gwałtownym przyspieszeniu rozwoju kraju trzeba będzie włożyć między bajki. Aby znaleźć pieniądze na emerytury, trzeba będzie sięgnąć głębiej do kieszeni młodych. Tylko czy, mając taką perspektywę, młodzi zostaną w kraju? Czy może wyjadą tam, gdzie państwo będzie mniej pazerne na ich pieniądze?”

— POTRZEBNA KAŻDA PARA RĄK DO PRACY BO DANE DEMOGRAFICZNE FATALNE – dalej Kostrzewski: “Do tego, gdy wszyscy uprawnieni skorzystają ze swoich praw i w pierwszym możliwym terminie odejdą na emeryturę, z rynku pracy w ciągu najbliższych 10 lat ubędzie aż 2 mln osób. Tymczasem potrzebna jest każda para rąk do pracy, bo dane demograficzne są fatalne. Dziury nie załatają nawet masowo sprowadzani imigranci (do których zresztą PiS nie pała miłością)”. http://wyborcza.pl/7,75968,22715063,kobiety-czekaja-was-biedaemerytury.html

— W GAZECIE POLSKIEJ CODZIENNIE SPONSOROWANY DODATEK BRANŻY FUTERKOWEJ, A W WYDANIU GAZETY TEKST O DZIWNYM ZACHOWANIU POSŁA KUKIZ’15 WS USTAWY DELEGALIZUJĄCEJ ZABIJANIE NA FUTRA: “Jeszcze kilka miesięcy temu Paweł Kukiz wzywał do podpisywania się pod petycją popierającą likwidację ferm hodujących zwierzęta na futra. Kukiz jednak nie przeforsował swojego zdania nawet we własnym klubie. Właśnie jeden z posłów jego formacji, Jarosław Sachajko, zawiadomił ABW o podejrzeniu funkcjonowania zorganizowanej grupy niszczącej przemysł futerkowy”.
http://gpcodziennie.pl/74824-abwzajmiesiekukizem.html

— PIS ZŁAGODZI ZAKAZ ZABIJANIA NA FUTRA – jak pisze w RZ Wiktor Ferfecki: “Początkowo zakaz miał wejść w życie za pięć lat. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że PiS planuje znaczne wydłużenie vacatio legis, nawet do dziesięciu lat. Powodem są skargi hodowców, którzy twierdzą, że muszą mieć więcej czasu na spłatę kredytów i rozliczenie środków unijnych”.
http://www.rp.pl/Ekologia/311299879-Zakaz-hodowli-na-futra-poczeka.html

300polityka.pl

„Myślę, że Polacy zaczną się dusić w państwie policyjnym”

"Myślę, że Polacy zaczną się dusić w państwie policyjnym"

A takie właśnie państwo szykuje Polsce PiS – uważa prof. Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL. – „To, czy zwierzchnikiem sądów – mimo że i w jednym, i w drugim wypadku rządzić będzie polityk – będzie prezydent, czy prokurator generalny, to jest różnica bardzo istotna. To jest istotna różnica ustrojowa, która czyni w wypadku prokuratora generalnego państwo policyjne z naszego kraju” – podkreślił Modzelewski w TVN 24.

Według profesora, przykładem państwa policyjnego jest zachowanie Zbigniewa Ziobry po ujawnieniu przez media sprawy śmierci Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie. – „Minister Ziobro wtedy podjął się oczyszczania policjantów winnych śmierci tego człowieka na torturach, dobrze wypracowaną, wypróbowaną w komunistycznej propagandzie metodą oczerniania ofiary”.

Pytany, jakie sądy szykuje PiS, odpowiedział: – „Ustawy o sądownictwie mają sądy niezawisłe przekształcić w marionetkowe. Przepraszam za to, mówię po prostu otwartym tekstem, bo wydaje mi się, że nie ma co się bawić w ciuciubabkę”. Prof. Modzelewski uważa, że prezydent powinien zawetować ustawy, którymi teraz zajmuje się sejmowa komisja sprawiedliwości. – „Jeżeli chce zachować chociaż minimum konsekwencji i nie chce ustąpić z tej walki o jakiekolwiek własne znaczenie, nie chce się dać ponownie sprowadzić do roli Adriana, to musi zawetować” – powiedział.

Przypomniał, że Andrzej Duda w lipcu nie zawetował ustawy o sądach powszechnych. – „A sądy powszechne to jest trzon niezawisłego sądownictwa i minister Ziobro, prokurator generalny rządzi w nich, robi w nich demolkę personalną, taką, jaką chce i przekształca je w sądy zawisłe tym sposobem. To jest bardzo złe. Ja, który uczyłem się prawa karnego, a postępowania karnego uczyłem się nie na uniwersytecie, tylko na salach sądowych jako oskarżony, dobrze pamiętam z własnego doświadczenia, że prokuratura, podobnie jak bezpieka i milicja, to są organy ścigania. To nie jest wymiar sprawiedliwości, to są organy ścigania, czyli człony systemu represyjnego, policyjnego”.

Prof. Modzelewski uważa, że zmiany w sądach pod dyktando prokuratora generalnego oznaczają „wprowadzenie państwa policyjnego”: – „To jest ten stan docelowy, do którego cały ten ciąg zmierza”. Pytany, czy Polacy zaczną się dusić w państwie policyjnym, jeśli się znajdą w takim stanie, odpowiedział: – „Myślę, że zaczną, ale nie od razu. Dlatego, że nie wiemy, w jakim zakresie i w jakich okolicznościach, to policyjne instrumentarium, czyli instrumentarium represji wobec obywateli, będzie używane. Na pewno będzie używane wobec poprzednich ludzi, poprzednich ekip. To, moim zdaniem, mają zagwarantowane” – stwierdził były opozycjonista.

koduj24.pl

„Sąd boi się orzekać ws. ojca Ziobry”. Stąd nagłe zmiany

Katarzyna Młynarczyk, awa, 30.11.2017

Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Będzie wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie do SN o przeniesienie rozprawy apelacyjnej ws. uniewinnienia lekarzy leczących ojca Zbigniewa Ziobry do innego sądu – Wiemy, jaka jest presja na wymiar sprawiedliwości – mówił profesor Widacki, obrońca jednego z oskarżonych.

Sędziowie sądu okręgowego w Krakowie chcą przeniesienia rozprawy apelacyjnej ws. uniewinnienia czterech lekarzy oskarżonych o błędy, które przyczynić miały się do śmierci ojca Zbigniewa Ziobry, do innego równorzędnego sądu. Chęć wystąpienia z takim wnioskiem do Sądu Najwyższego sędzia uzasadnia wydarzeniami z czterech ostatnich dni.

Prokurator i matka Zbigniewa Ziobry, Krystyna Kornicka-Ziobro, przychylili się do tego wniosku. Jednocześnie prokurator zaznaczył, że podobny wniosek do Sądu Najwyższego składany był na etapie postępowania pierwszej instancji, ale wówczas nie został uwzględniony.

„Sąd boi się orzekać”

Zdaniem obrońcy jednego z oskarżonych profesora Jana Widackiego wniosek jest bezzasadny, a każdy kolejny sąd wyznaczony do prowadzenia tej sprawy znajdzie się w identycznej sytuacji.

– Jest to sytuacja nietypową i dla wymiaru sprawiedliwości niezręczna, przecież stroną jest urzędujący minister sprawiedliwości. Wiemy, jaka jest presja na wymiar sprawiedliwości

– mówił profesor.

Jak twierdzi obrońca, „przeniesienie rozprawy apelacyjnej ws. uniewinnienia 4 lekarzy, którzy zdaniem Z. Ziobry na skutek błędów przyczynili się do śmierci jego ojca, będzie świadczyło o tym, że sąd boi się orzekać w tej sprawie.”

Przypomnijmy, w poniedziałek w tym samym sądzie minister Zbogmniew Ziobro odwołał prezes i jej dwie zastępczynie.

 

TOK FM

Operował ojca Ziobry. „Boję się bardziej niż w stanie wojennym”

– Boimy się bardziej niż w stanie wojennym – powiedział w Radiu Zet prof. Dariusz Dudek, kardiolog, który operował ojca Zbigniewa Ziobro, obecnego prokuratura generalnego i ministra sprawiedliwości. Rodzina Ziobry obwinia medyka o poważne błędy w sztuce. Dziś odbędzie się rozprawa odwoławcza w tej sprawie. Wcześniej czterech lekarzy oskarżanych przez rodzinę o zaniedbania zostało uniewinnionych.

Operował ojca Ziobry. „Boję się bardziej niż w stanie wojennym”

W krakowskim Sądzie Okręgowym rozpoczyna się rozprawa odwoławcza w sprawie śmierci Jerzego Ziobry. Prof. Dudek jest jednym z czterech lekarzy, z którymi od jedenastu lat procesuje się rodzina Jerzego Ziobry. W lutym lekarze zostali uniewinnieni. Sąd Rejonowy nie dopatrzył się związku między działaniami lekarzy a śmiercią pacjenta.

Jerzy Ziobro – znany lekarz i ojciec obecnego ministra sprawiedliwości zmarł 2 lipca 2006 roku w wieku 72 lat, w wyniku komplikacji po zabiegu kardiologicznym. Zbigniew Ziobro uważa, że jego ojciec stracił życie w wyniku błędu medycznego. Proces w sprawie jego śmierci ciągnie się od lat, jednak działania nabrały rozmachu, kiedy Zbigniew Ziobro został ministrem sprawiedliwości. Niedawno prokuratura wszczęła kolejne śledztwa, które mają związek z lekarzami, którzy leczyli lub wydawali opinię w sprawie śmierci Jerzego Ziobry.

Zdaniem prof. Dariusza Dudka, kierownika II Kliniki Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie na lekarzy pracujących w jego placówce (tam zmarł ojciec Ziobry – przyp. red.), wywierana jest presja i szuka się na nich haków. Mówi też, że strach, jaki odczuwa, jest silniejszy niż ten, który towarzyszył mu w czasie stanu wojennego i wyznaje, że „napór na zespół Kliniki jest nie do wytrzymania”.

– Wtedy (w stanie wojennym – przyp. red.) mogliśmy wyjść na ulice, a wieczorem grać w piłkę z kolegami i nikt nie przychodził do domów – podsumował gorzko profesor. Jakie ma podstawy do takich stwierdzeń? Prokuratura Generalnego Zbigniewa Ziobro skrupulatnie bada sprawę i prowadzi już cztery śledztwa z nią związane. Niektóre z nich inicjowała sama matka Prokuratora Generalnego Krystyna Kornicka – Ziobro. 

Jak przypominał TVN24.pl, w śledztwach bezpośrednio i pośrednio związanych ze śmiercią Jerzego Ziobry prokuratury prowadzą od ubiegłego roku cztery nowe śledztwa. Dotyczą one: domniemanego poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej, domniemanej korupcji i niegospodarności przy zakupie stentów przez szpital, prawidłowości prowadzenia badań klinicznych w szpitalu oraz kosztów ekspertyzy biegłych zamówionej przez Sąd Rejonowy w Krakowie na potrzeby procesu.

„To był rutynowy zabieg. Pacjent czuł się dobrze”

Kilka miesięcy temu dziennikarka „Newsweeka” zapytała prof. Dudka, czy żałuje, że podjął się operacji ojca Zbigniewa Ziobry. – Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Jako lekarz nie mogę odmówić pomocy komuś, kto przychodzi do mnie i chce się leczyć. Jak trzeba wykonać zabieg, to człowiek się nie zastanawia, czy chce, czy nie, tylko go wykonuje. Rodzina pana Ziobry wybrała nasz szpital i Klinikę Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego UJ, choć do wyboru miała całą Polskę, Europę i świat. To nie była nagła sytuacja – pacjent nie został przywieziony karetką, trafił do nas po nocnych bólach. Diagnoza: ostry zespół wieńcowy. I decyzja, że wykonujemy koronarografię, a następnie – po dyskusji i konsultacjach – że wszczepiamy stenty z powodu pilnych wskazań – opowiadał lekarz.

Dodał, że to był rutynowy zabieg. Rocznie wykonuje się w klinice półtora tysiąca. Nikt z zespołu nie spodziewał się, że dojdzie do tragedii. Profesor przekonywał w rozmowie z tygodnikiem, że nie było powikłań, a pacjent czuł się dobrze po zabiegu. Dopiero kilka dni później, w nocy, jego stan nagle się pogorszył. Doszło do ponownego zawału. – Przyjechałem do kliniki, razem z kolegami robiliśmy wszystko, by go uratować. Nie udało się. To był szok, bo byliśmy przekonani, że dochodzi do siebie, a tymczasem on zmarł. To się w kardiologii zdarza rzadko – u jednego na stu pacjentów. Ciężko to przewidzieć – tłumaczył kardiolog.

fakt.pl

Zgłaszali się do mnie autokraci, żeby im pomóc w wyborach. Z Polski też – dr Michał Kosiński z Uniwersytetu Stanforda w programie „Świat, którym żyjemy”

Dorota Wysocka-Schnepf, Michał Kosiński; Zdjęcia: Anna Czuba; Montaż: Michał Szyszka, Katarzyna Dworak, 29.11.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22715049,video.html?embed=0&autoplay=1

– Należy spojrzeć prawdzie w oczy, zostawiamy coraz więcej śladów cyfrowych w internecie i bardzo szybko zmierzamy do końca prywatności – mówi dr Michał Kosiński, psycholog społeczny i wykładowca Uniwersytetu Stanforda. Rozmówca Doroty Wysockiej-Schnepf dodaje, że pozostawione przez nas cyfrowe ślady, pozwalają komputerom przewidzieć nasze zachowania lepiej niż nasi bliscy czy my sami. Gość programu ‚Świat, którym żyjemy’ opracował algorytm, pozwalający na precyzyjną analizę zachowań milionów odbiorców mediów społecznościowych. Opowiada, że zgłaszali się do niego autokraci z różnych krajów, od arabskich po Polskę, by pomógł im wygrać wybory. Dr Kosiński odmówił, ale jego metodę badawczą wykorzystała np. firma Cambridge Analytica, która reklamuje się, że ‚zarządza wyborami na całym świecie’ i stała za kampanią Donalda Trumpa oraz zwolenników brexitu.

wyborcza.pl

Obawiam się, że większość parlamentarna chce sobie zapewnić na przyszłość bezkarność – ocenił projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa profesor Marek Chmaj. Konstytucjonalista mówił w „Kropce nad i”, że są one procedowane „na wyścigi, rano, nocą, bez zasięgania opinii, przepychane kolanem”. – Cenę za to zapłacą nie sędziowie, tylko obywatele – dodał Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.

 (http://www.tvn24.pl)

Sejmowa komisja sprawiedliwości pracuje od wtorku nad prezydenckimi projektami ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. We wtorek późnym wieczorem komisja przyjęła nowelizację ustawy o KRS, wraz ze wszystkimi siedmioma poprawkami Prawa i Sprawiedliwości. W środę rozpoczęła się dyskusja nad projektem ustawy o SN i poprawkami zgłaszanymi przez PiS i opozycję. Obrady zaplanowano również na czwartek. (http://www.tvn24.pl)

 

Zmiany w sądach pod dyktando prokuratora generalnego oznaczają wprowadzenie państwa policyjnego – mówił w „Faktach po Faktach” w TVN24 profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL, były senator. 

(http://www.tvn24.pl)

Z Piotrowiczem do kresu nocy

Wojciech Czuchnowski, 

29.11.2017, Warszawa, Sejm. Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka pracuje nad ustawą o KRS i SN

29.11.2017, Warszawa, Sejm. Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka pracuje nad ustawą o KRS i SN (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Komisja sprawiedliwości pracowała do godz. 1 w nocy. Jej szef Stanisław Piotrowicz (PiS) oskarżył opozycję, że to z jej winy prace trwają tak długo. Piotrowicz chce za wszelką cenę zakończyć w tym tygodniu procedowanie prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym.

Po godz. 23 atmosfera na sali posiedzeń komisji zrobiła się bardzo nerwowa. Opozycja (PO i Nowoczesna) domagała się przerwy do rana, argumentując, że na sali są…

 

wyborcza.pl

Sędzia Stępień: Nie żałuję uczestnictwa w demonstracji PO

Nie żałuję uczestnictwa w demonstracji zorganizowanej przez partię polityczną – powiedział w środę w Polsat News były prezes TK, sędzia w stanie spoczynku Jerzy Stępień. W związku z udziałem sędziego w wiecu PO sąd dyscyplinarny TK wszczął wobec niego postępowanie dyscyplinarne.

W ubiegłym tygodniu prezes TK Julia Przyłębska poinformowała w TVP, że postępowanie dyscyplinarne wobec Jerzego Stępnia zostało wznowione. W czwartek portal tvp.info podał, że sąd dyscyplinarny TK zobowiązał sędziego TK, rzecznika dyscyplinarnego Stanisława Rymara do wszczęcia postępowania ws. wystąpienia Stępnia na wiecu PO 6 maja br. Początkowo Rymar odmówił postępowania.

Jerzy Stępień w „Gościu Wydarzeń” wskazał, że początkowo postępowanie dyscyplinarne dotyczyło „wielu jego wypowiedzi”. – Ostatecznie sąd dyscyplinarny umorzył postępowanie we wszystkich innych przypadkach, natomiast jakby polecił rzecznikowi dyscyplinarnemu zająć się właśnie tym przypadkiem i sprawdzić, czy ja w tym przypadku naruszyłem godność sędziego Trybunału czy nie – powiedział sędzia.

Stępień pytany, czy żałuje udziału w demonstracji zorganizowanej przez partię polityczną, odparł: „Nie żałuję absolutnie, to była obrona wymiaru sprawiedliwości, a także samorządu terytorialnego”. Zaznaczył, że czuje się „zobligowany do obrony tych instytucji” i będzie ich bronił „do upadłego”.

Zdaniem byłego prezesa TK „ważne jest, gdzie mówi, a nie gdzie stoi”. – Ja tam broniłem sądownictwa. Nie mówiłem, że popieram tę partię albo że jestem przeciwko tamtej partii – podkreślił.

We wtorek byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego wystosowali list do „wszystkich sędziów Trybunału w stanie czynnym i w stanie spoczynku” ws. postępowania wobec sędziego Stępnia. Wyrazili „zdecydowany sprzeciw” wobec „prób wykorzystywania postępowania dyscyplinarnego do wywarcia presji” zmierzającej – w ich ocenie – do „wyeliminowania” Jerzego Stępnia z debaty publicznej.

W liście byli prezesi TK napisali m.in., że „zabieranie głosu przez sędziów w stanie spoczynku w sprawach związanych z funkcjonowaniem instytucji demokratycznego państwa prawa jest nie tylko dopuszczalne, ale w sposób oczywisty jest spełnianiem obywatelskiej powinności”.

Stępień, odnosząc się do listu, podkreślił, że jest „bardzo wdzięczny kolegom, że zajęli takie stanowisko”. „Nie było w tym żadnej mojej inspiracji” – dodał.

Informację o wszczęciu postępowania wobec Stępnia (prezesa TK w latach 2006-2008, a dziś – sędziego TK w stanie spoczynku) Julia Przyłębska podała w sierpniu br. Powodem był jego „czynny udział w politycznej demonstracji”. „Przecież pan sędzia Stępień może zrzec się stanu spoczynku i wtedy może dowolnie uczestniczyć w życiu politycznym. Nie może być tak, że sędzia w stanie spoczynku aktywnie uczestniczy w politycznych wiecach” – mówiła prezes TK.

dziennik.pl

Gwałt na Temidzie

29.11.2017
środa

Sejm rozpoczął „debatę” nad poprawkami PIS do prezydenckich ustaw o KRS i o Sądzie Najwyższym w niecodziennych okolicznościach. W sądach trwają odwołania (faksem) prezesów i zatrzymania dyrektorów, w mediach publicznych trąbi się o rzekomo monstrualnych patologiach w sądownictwie, trwają echa manifestacji narodowców, w przestrzeni publicznej pojawiły się portrety polityczek (w większości – kobiet), które poparły rezolucję Parlamentu Europejskiego krytyczną wobec poczynań polskiego rządu w dziedzinie praworządności .

Członkowie komisji sejmowych otrzymali poprawki PiS w ostatniej chwili, nie mieli czasu na wcześniejsze zapoznanie się z nimi i przygotowanie się do dyskusji, w której ich wypowiedzi i tak ograniczono do 1 minuty, a nawet mniej. Sama treść ponad 40 poprawek do obu ustaw stanowi w dużym stopniu powrót do sprzecznych z konstytucją projektów zawetowanych przez prezydenta, z pozostawieniem uprawnień dla prokuratora generalnego i wyborem sędziów przez polityków oraz uzależnieniem składu SN od prezydenta. Treść i tryb poprawek (oraz zmian w ordynacji wyborczej do samorządów) pozwala mówić o gwałcie na Temidzie.

Co na to prezydent – nie wiadomo, ponieważ Andrzej Duda bawi w Wietnamie. Prawdopodobnie treści poprawek PiS nie zna, podobnie jak nie znali ich prezydenccy prawnicy. Jest to akurat przykład tego, jak w praktyce ma działać taki system: prezydent niech reprezentuje i podróżuje, a prezes i premier będą rządzili w kraju. Znakomita większość prawników krytykuje sposób „reformowania” wymiaru sprawiedliwości, ale oficjalna odpowiedź brzmi: „Suweren tak chciał, znał nasz program i wybrał nas, a więc wszystko to dzieje się w zgodzie z demokracją”. Sejmowa większość utożsamiana jest z carte blanche dla władzy, która może wszystko. Właśnie dobrała się do ordynacji wyborczej do samorządów.

Jeżeli do tego dodamy zamieszanie i napięcie związane z zapowiadaną rekonstrukcją rządu, która ma m.in. zadecydować o losie premier Szydło i ministra Macierewicza (o którego trwa konflikt PiS kontra prezydent), rekordowe poparcie dla PiS w sondażach, oraz iskrzenie po stronie opozycji (nowa przewodnicząca Nowoczesnej, Lubnauer, podważa porozumienie „warszawskie” z Platformą), to możemy śmiało twierdzić, że klimat polityczny jest podobny do tego za oknem. Listopad – dla Polaków niebezpieczna pora.

passent.blog.polityka.pl

Opozycja: demokratyczny kwiatek do autorytarnego kożucha

29.11.2017
środa

Demokratyczna opozycja w Sejmie jest traktowana przez obecną większość jak wrogowie i zdrajcy, a nie jak demokratyczna opozycja, której prawo do kontroli i krytyki rządu jest solą demokracji parlamentarnej.

To oznacza, że opozycja odgrywa dziś coraz częściej rolę demokratycznego kwiatka do autorytarnego kożucha. Może powinna się zastanowić, czy warto i jak długo odgrywać tę rolę.

Świeży przykład to skrócenie wypowiedzi posłów w debacie nad projektami prezydenckich ustaw sądowniczych do jednej minuty. Tak postanowił poseł Piotrowicz, uśmiechnięta drwiąco twarz pisowskiego niszczenia demokratycznej opozycji parlamentarnej.

Gorzej: ani marszałek Sejmu, ani marszałek Senatu nie potępili natychmiast i jednoznacznie faszystów wieszających symbolicznie eurodeputowanych PO.

Potępił jakby za nich przewodniczący Parlamentu Europejskiego Tajani. Na to minister policji ogłosił, że deputowani są w Polsce całkowicie bezpieczni, natomiast Tajani jest źle poinformowany.

A w ojczyźnie jeden z posłów PiS tweetuje, by powiesić całą PO w reakcji na złożenie przez Platformę zawiadomienia do prokuratury o przestępstwie w Katowicach. Ot, taka przygrywka do obchodów stulecia niepodległości.

Wszystkie wnioski opozycji są odrzucane. Wszystkie jej argumenty ignorowane. Bezsilna i upokarzana musi patrzeć, jak większość niszczy demokratyczny ład konstytucyjny, wmawiając społeczeństwu, że nie niszczy, tylko wzmacnia.

Trudno by się było dziwić, gdyby totalnie olewana opozycja powiedziała: dość! Niech PiS bierze całą i wyłączną odpowiedzialność za swoje rządy, tak jak PZPR w PRL. My w tym ponurym show już udziału nie bierzemy.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

PING

29.11.2017
środa

„PING!” – to dźwięk, który nieustannie towarzyszy pracom sejmowej komisji sprawiedliwości nad prezydenckimi projektami ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. W środę rozlegał się częściej, bo komisja pracowała nad ustawą o SN, a do niej PiS wniósł 35 poprawek. W takim trybie, że nie znało ich ani Biuro Legislacyjne Sejmu, ani posłowie innych klubów.

„PING” rozlegało się w trakcie każdej wypowiedzi opozycji. Przewodniczący Piotrowicz ograniczył głosy do minuty, ale „pingał” wcześniej, gdy mu się wypowiedź nie podobała. Oczywiście „pinganie” nie zniechęcało posłów opozycji, więc „pingnięciu” towarzyszyło wyłączenie mikrofonu. Obecni na sali słyszeli więc dalszą część wypowiedzi, ale oglądający transmisję – już nie.

Przewodniczący Piotrowicz znalazł też sposób, by uniemożliwić mówienie po wyłączeniu mikrofonu: ogłaszał nazwisko kolejnej osoby, która ma mówić. Po czym na jednym oddechu mówił: poseł/posłanka X rezygnuje z zabrania głosu. I wymieniał kolejne nazwiska. Wywołani posłowie krzyczeli, że mają wyłączone mikrofony, ale przewodniczący albo nie reagował, albo stwierdzał, że stosują „obstrukcję i przemoc”. Natomiast części wniosków formalnych opozycji po prostu nie poddawał pod głosowanie, bo „nie widział potrzeby”.

Na półmetku obrad udoskonalił odbieranie głosu: dał sobie prawo do oceny, czy poseł mówi do rzeczy czy nie.

Dzięki zdecydowanej postawie przewodniczącego Piotrowicza praca komisji szła sprawnie. Ten tryb procedowania nie miał wiele wspólnego z regulaminem Sejmu, który daje posłom prawo zabierania głosu, składania poprawek (mikrofon był wyłączany w połowie ich odczytywania) i składania wniosków formalnych. Ale o tym, co jest zgodne z regulaminem Sejmu, decyduje marszałek Sejmu Marek Kuchciński, więc przewodniczący Piotrowicz nie musi się niczego obawiać.

Co do poprawek PiS – też nie były przed głosowaniem odczytywane, co najwyżej pokrótce opisywane. Więc nie do końca wiadomo, co komisja przyjmowała. Generalnie jej poprawki zmierzały do ograniczenia władzy Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, a wzmocnienia władzy prezesa Izby Dyscyplinarnej. Niektóre przyjęte poprawki są kuriozalne. Na przykład aby wystąpić przed Trybunałem Konstytucyjnym czy na komisji sejmowej, I Prezes musiałby mieć zgodę prezesa Izby Dyscyplinarnej. Izba Dyscyplinarna będzie też decydować o przejściu sędziów w stan spoczynku i o przeniesieniu (niekoniecznie z powodów dyscyplinarnych) do innej izby.

Opozycja zauważyła, że de facto w Sądzie Najwyższym tworzy się dwie autonomiczne izby, wyjęte spod kontroli Pierwszego Prezesa SN. Po pierwsze, Izbę Dyscyplinarną (która, nie wiedzieć dlaczego, będzie też rozpatrywać sprawy z zakresu prawa pracy dotyczące sędziów i odwołania od decyzji Krajowej Rady Sądownictwa).

Po drugie, Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która będzie sądzić m.in. protesty wyborcze i rozstrzygać sprawy finansów partii. Te dwie izby mają być obsadzone przez polityków PiS za pośrednictwem Krajowej Rady Sądownictwa już po dobrej zmianie.

Biuro Legislacyjne Sejmu (już po dobrej zmianie) stwierdziło kilkakrotnie, że przepisy mogą budzić wątpliwości konstytucyjne. Chodziło przede wszystkim o to, że obniżony wiek emerytalny dotknie też sędziów już orzekających w SN, co może naruszać zasadę nieusuwalności sędziów. I że przerywa się kadencję obecnej Pierwszej Prezes SN. A także że to prezydent ma decydować, kto pozostanie w SN po osiągnięciu 65. roku życia, a kto nie.

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu” – skwitował przewodniczący Piotrowicz. I to można uznać za bonmot roku.

Co na to prezydent? Sprawa jest tajemnicza. Od rana do godziny 13 obecna na posiedzeniu komisji minister Anna Surówka-Piasek unikała jak mogła ustosunkowywania się do poprawek PiS. Gdy opozycja kierowała do niej takie pytania, prowadzący obrady Stanisław Piotrowicz starał się ją obronić przed koniecznością odpowiedzi. A jeśli się to nie udało, minister Surówka-Piasek mówiła, że zostawia rzecz do uznania komisji. Natomiast obecna na sali doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska pytana w kuluarach, czy prezydent znał poprawki, odpowiedziała: „do pewnego stopnia”. I oceniła, że niektóre są „nie do zaakceptowania”. „Jeżeli ustawa będzie tak wyglądała, to prezydent powiedział, że zawetuje. Moim zdaniem” – dodała.

siedlecka.blog.polityka.pl

Stypendysta Kijowski. Jak nisko można jeszcze upaść? [KOMENTARZ]

ANDRZEJ GAJCY,  30.11.2017
Od kilku dni trwa zrzutka na „stypendium wolności” dla Mateusza Kijowskiego, by zatrzymać byłego lidera KOD w Polsce, który publicznie pożalił się, że od roku nie może znaleźć pracy i rozważa emigrację. To nie żart ani kolejny fake news. Lecz przejaw pewnego fanatyzmu i oznaka zbiorowej wręcz głupoty.
"Co za ironia losu, że zbiórkę na lepsze życie dla Kijowskiego zorganizowała siostra posłanki Pawłowicz"Foto: Jan A. Nicolas / PAP
„Co za ironia losu, że zbiórkę na lepsze życie dla Kijowskiego zorganizowała siostra posłanki Pawłowicz”

Co za ironia losu, że zbiórkę na lepsze życie dla Kijowskiego zorganizowała na jednym z portali siostra posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. Życie potrafi napisać jednak dowcipny scenariusz, tym bardziej że ci wszyscy, którzy uwierzyli w bajeczkę o ubóstwie byłego lidera Komitetu Obrony Demokracji, ponownie zostali przez niego wystrychnięci na przysłowiowego dudka.

Nie wystarczyło, że Kijowski, mający problemy z płaceniem rodzinie alimentów oraz zarzuty prokuratorskie za aferę fakturową, którą na początku roku ujawnił Onet i „Rzeczpospolita”, już raz oszukał tysiące KOD-erów, biorąc do swojej kieszeni pieniądze zebrane przez „obrońców demokracji”. Teraz robi to po raz drugi całkowicie bez jakiegokolwiek wstydu i zażenowania. I nie chodzi w tym przypadku o jakąś malwersację, lecz o zwyczajne wykorzystanie ludzi, którzy ponownie uwierzyli mu i jego bajeczce o ubóstwie, braku pracy i konieczności emigracji.

Kijowski może liczyć także na wąską grupę zwolenników, którzy stali się wręcz jego wyznawcami. „Twoja wiara wystawiła Cię na ciosy. Nie wszyscy byli godni Twojego serca. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś popłyniemy ulicami jak lawa, jak śpiewa KOD-Kapela” – napisał jeden z wiernych sympatyków. Inny dodał: „Mateuszu… trąciłeś kiedyś w naszych duszach strunę… o dźwięku Obywatel… i ona dalej gra tak jakbyś dalej przy niej był. Dla mnie nie odeszłeś nigdy… a więc bądź”.

W niedawnym wywiadzie były lider KOD-u stwierdził, że żyje dzięki pomocy rodziny i przyjaciół, którzy robią mu nawet zakupu spożywcze lub zapraszają na posiłki. Narzekał, że nie może znaleźć w Polsce pracy i z tego powodu rozważa emigrację zarobkową. Brak ofert tłumaczył tym, że ludzie boją się go zatrudniać. Lecz jak się okazuje, nie jest to do końca prawda. Portal dorzeczy.pl opisuje, jak przedsiębiorca z Łodzi chciał zatrudnić Kijowskiego. Propozycja restauratora pozostała jednak bez odpowiedzi. Ponadto trudno uwierzyć w sytuację, że ktoś, kto jak sam twierdzi ma duże doświadczenie w branży informatycznej, nie może dzisiaj znaleźć pracy.

Do tej pory zebrano dla Kijowskiego blisko 20 tysięcy złotych. Co ciekawe, pierwotnie celem zrzutki była kwota 25 tysięcy złotych, którą jednak podniesiono o 10 tysięcy zł. Ciekawe dlaczego? Kwota okazała się zbyt mała w zderzeniu z wydatkami Kijowskiego? A może fakt, iż naiwność ludzka nie zna granic sprawił, że wraz z wpływem kolejnych pieniędzy uznano, że skoro idzie tak dobrze, to warto podbić stawkę.

Zapewne i ta kwota zostanie uzbierana przez wyznawców Kijowskiego, którzy mimo zdezawuowania i ośmieszenia przez niego całego potencjału, jaki miał jeszcze przed rokiem KOD, ponownie postanowili uwierzyć swojemu guru. Oczywiście każdy może wydawać pieniądze, na co chce – prywatna sprawa. Lecz jest tyle o wiele szczytniejszych celów, jak np. ratowanie chorych dzieci, które czekają na nasze wsparcie. Naprawdę dobrze przemyślmy za każdym razem, komu chcemy pomóc i czy ten ktoś naprawdę potrzebuje pomocy, a nie żeruje na swojej utraconej popularności, a wzbudzając publicznie litość, pokazuje, że nie dorósł do polityki, przewodzenia ruchowi społecznemu czy zwyczajnie do dorosłego życia.

onet.pl

Trafne spostrzeżenie i komentarz Andrzeja Saramonowicza

%d blogerów lubi to: