Na dobry wieczór

„Nie chcą zabić, tylko dają nauczkę”

Książka „Macierewicz i jego tajemnice” zirytowała szefa MON. Składa zawiadomienie do prokuratury

27.06.2017

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz składa zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka, autora książki „Macierewicz i jego tajemnice” – poinformował we wtorek wiceszef MON Michał Dworczyk.

Wcześniej, we wtorek, politycy PO wezwali szefa MON Antoniego Macierewicza, by wytłumaczył się z powiązań z b. współpracownikami SB oraz służb ZSRR i Rosji, które wymienia w swej książce Tomasz Piątek. Platforma oczekuje, że premier Beata Szydło natychmiast „przynajmniej urlopuje” szefa MON.

 

Wiceszef MON Michał Dworczyk stwierdził na briefingu prasowym, że książka Piątka zawiera kłamstwa i pomówienia oraz stała się asumptem do tego, żeby ministra obrony narodowej zaatakowali parlamentarzyści PO. Ta książka złożona jest z samych kłamstw i pomówień, dlatego minister obrony narodowej złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – poinformował.

Mamy nadzieję, że prokuratura i sąd zakończą ten spektakl, który trwa i który polega na nieustannych atakach na ministra obrony narodowej” – dodał.

Według wiceszefa MON, niektóre środowiska, media i partie polityczne „specjalizują się” w atakowaniu ministra obrony narodowej w przeddzień ważnych wydarzeń z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski.

Tak jest i dzisiaj, kiedy minister obrony narodowej w przeddzień spotkania z prezydentem Stanów Zjednoczonych, spotkania, na którym mają być omawiane najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa polskiego kwestie, jest brutalnie atakowany przy użyciu kłamstwa, pomówienia i oszczerstw – zaznaczył. W ocenie wiceszefa MON, politycy PO są w stanie powiedzieć wszystko, byleby wzbudzić niepokój, niechęć, nienawiść do PiS i Antoniego Macierewicza.

Dworczyk na wtorkowym briefingu mówił, że to Antoni Macierewicz walczył o wolną, suwerenną, niepodległą Polskę i sprzeciwiał się sowieckim i postsowieckim wpływom w III RP. Zarzucanie mu tego, że jest właśnie w jakiś sposób uwikłany w tego rodzaju działania na rzecz czy to byłego Związku Sowieckiego czy dzisiaj Federacji Rosyjskiej czy związany z jakimiś środowiskami postkomunistycznymi to jest wyjątkowy cynizm – powiedział.

Rzecznik PO Jan Grabiec podkreślał na wtorkowej konferencji prasowej, że książka Piątka zawiera cały szereg opisów biografii osób związanych z Antonim Macierewiczem, jego bliskich współpracowników, osób z którymi Antoni Macierewicz w ostatnich latach robił interesy, ale też osób, które dziś są w otoczeniu ministra obrony narodowej. Wśród nich są osoby, które zostały skazane za swoją przeszłość agenturalną, za współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, ale również za współpracę ze służbami Związku Radzieckiego, a później Rosji – dodał poseł PO.

Jak ocenił, tego typu powiązania szefa MON budzą „największy niepokój” i muszą zostać wyjaśnione przez Macierewicza. Nie ulega wątpliwości, że Antoni Macierewicz, który ma dostęp do tajemnic państwowych, tajemnic wojskowych, również dotyczących naszych relacji z NATO powinien być poza wszelkim podejrzeniem o to, że w jego otoczeniu, że jego współpracownicy są współpracownikami, agentami obcych wywiadów – podkreślił Grabiec.

Dlatego – jak mówił – Platforma oczekuje od Macierewicza wyjaśnień dotyczących jego powiązań z osobami wskazanych w książce Piątka, a od premier Beaty Szydło, że sprawą zajmą się służby specjalne.

Po przeczytaniu tej książki można zadać właściwie jedno pytanie: kim pan jest, panie ministrze Macierewicz? Co tak naprawdę robi pan w towarzystwie osób opisanych w tej książce? – mówił z kolei Marcin Kierwiński (PO). Polityk wyraził zdziwienie „milczeniem” na temat publikacji Piątka polityków Prawa i Sprawiedliwości, m.in. premier Beaty Szydło. Wydaje się, że politycy PiS chcą przemilczeć ten temat, ale tego tematu nie da się przemilczeć, bo dotyczy jednej z najważniejszych osób w państwie – podkreślił poseł PO.

Przekonywał, że Macierewicz, dopóki nie złoży wyjaśnień, powinien zostać natychmiast przynajmniej urlopowany. Skala szkód, którą pan minister Antoni Macierewicz i osoby z nim związane mogą wyrządzić Polsce, może być gigantyczna – powiedział Kierwiński.

Jak można przeczytać, m.in. na portalu gazeta.pl, Tomasz Piątek, dziennikarz „Gazety Wyborczej” przez półtora roku badał koneksje ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Rezultaty swojego śledztwa opublikował w książce pt. „Macierewicz i jego tajemnice”. Jak twierdzi Piątek, jego półtoraroczne śledztwo wykazało powiązania Antoniego Macierewicza m.in. z rosyjskimi służbami wywiadowczymi i Kremlem

dziennik.pl

KE: mniej pieniędzy w nowym budżecie, jednym z warunków praworządność

27.06.2017

Będzie mniej pieniędzy dla Polski w nowym, unijnym budżecie po 2020 roku, część z nich może być uzależniona od przestrzegania zasad praworządności. Jutro Komisja Europejska przedstawi wstępny dokument dotyczący założeń przyszłej perspektywy finansowej i prześle unijnym stolicom do konsultacji.

To, że w przyszłym, unijnym budżecie będzie mniej pieniędzy, w tym także dla Polski, było wiadomo w związku z Brexitem, ale po raz pierwszy Komisja w dokumencie pisze o nowych wyzwaniach i priorytetach – migracją i obronnością, a to wszystko kosztem funduszy strukturalnych z których obecnie w największym stopniu korzysta Polska.

Ponadto Komisja proponuje większą elastyczność w przesuwaniu pieniędzy na nowe cele lub odbieraniu jeśli jakiś kraj ma problemy z wydawaniem przyznanych funduszy. Zamiast budżetu na 7 lat, ma być 5-letnia perspektywa. Jeden z unijnych urzędników powiedział, że to sprawi, iż krajom trudniej będzie wykorzystać pieniądze, a Komisji łatwiej będzie je odbierać.

Na razie w dokumencie nie ma zapisów dotyczących ograniczania pieniędzy w związku z zarzutami o łamanie praworządności, ale nie jest wykluczone, że zostaną wprowadzone zmiany i Komisja rozpoczynając konsultacje, zada państwom członkowskim pytanie dotyczące warunkowości w przyznawaniu pieniędzy. Przyznał to wczoraj komisarz do spraw budżetu Guenther Oettinger.

– Co z praworządnością? Co zrobić jeśli jakiś kraj nie chce przyjmować wyznaczonej liczby uchodźców? Zadajemy to pytanie w sposób neutralny, bo nie możemy go unikać – mówił unijny komisarz i dodał, że w najbliższych miesiącach Komisja będzie czekać na odpowiedź z państw członkowskich. Nie brak jednak głosów, że uzależnienie funduszy od przestrzegania zasad praworządności może być zaskarżone przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości.

onet.pl

Jaśkowiak w TVN o uchodźcach: poczucie przyzwoitości wymaga, żeby coś dla Unii zrobić

komp, 27 czerwca 2017

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak (DARIA ŁAKOMA)

To my, w samorządach, korzystamy z inwestycji za pieniądze unijne, i poczucie przyzwoitości wymaga, żeby też coś dla Unii zrobić – mówił Jacek Jaśkowiak we wtorek wieczorem w programie „Fakty po Faktach” w TVN.

W zeszłym tygodniu szef PO Grzegorz Schetyna zadeklarował, że samorządy rządzone przez Platformę – w tym Poznań – mogłyby przyjąć uchodźców. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak potwierdził, że miasto jest gotowe przyjąć „kilka matek z dziećmi, o sprawdzonej wcześniej tożsamości”. Skrytykowali go za to politycy PiS.

Jaśkowiak: Musimy mówić w sprawie uchodźców jednym głosem

We wtorek w „Faktach po Faktach” Jaśkowiak zadeklarował: – To my, w samorządach, korzystamy z inwestycji za pieniądze unijne, i poczucie przyzwoitości wymaga, żeby też coś dla Unii zrobić. Zwłaszcza, że chodzi o uchodźców, którzy zostali już sprawdzeni. Rozmawiałem o tym ze starostą Grabkowskim (starosta poznański Jan Grabkowski – przyp. red.) i marszałkiem Woźniakiem (marszałek wielkopolski Marek Woźniak – red.). Uważamy, że musimy mówić w tej sprawie jednym głosem, bo to my poniesiemy konsekwencje obcięcia dotacji unijnych – mówił Jaśkowiak.

Dodał, że Poznań we współpracy z fundacją Estera przyjął już 30 uchodźców z Syrii. Większość z nich jednak – co potwierdził prezydent – wyjechała do rodzin w Niemczech i Norwegii.

Jaśkowiak: Jest podobnie, jak przed wojną

Jaśkowiak odniósł się także do poruszonego w programie tematu wzrostu liczby napaści na tle politycznym i rasowym. – Jest podobnie jak przed wojną, gdy bojówki ONR atakowały Żydów – ocenił. Skomentował też agresję w stosunku do demonstrantów KOD-u w Radomiu. – Emocje zostały podgrzane, przestajemy ze sobą rozmawiać, zaczynamy krzyczeć. To jest problem.

Prezydent Jacek Jaśkowiak zaprasza na obchody Poznańskiego Czerwca 1956 r.

poznan.wyborcza.pl

WTOREK, 27 CZERWCA 2017

Prezydent Poznania: Ten rząd pokazał wielokrotnie, że w wypadku presji, która brzmi donośnie, potrafi zmienić stanowisko

19:51

Prezydent Poznania: Ten rząd pokazał wielokrotnie, że w wypadku presji, która brzmi donośnie, potrafi zmienić stanowisko

– Nie chcemy wyręczać rządu, ale mamy prawo zabrać głos. Ten rząd pokazał wielokrotnie, że w wypadku presji, która brzmi donośnie, potrafi zmienić stanowisko. Chcemy, by rząd rozmawiał z Unią, że wybrniemy z tego problemu wizerunkowego, ale to nakazuje też zwykła przyzwoitość. Większość uchodźców z Poznania, przyjętych przez fundację Estera wyjechała do Niemiec. Mamy dobre doświadczenia z uchodźcami z Ukrainy. Kiedyś tak wyciągano rękę do Polaków, to wymaga od nas pewnej postawy – mówił Jacek Jaśkowiak w TVN24.

19:42

Prezydent Poznania: Taka jest retoryka naszego rządu. To przypomina sytuację Polski przed wojną, kiedy bojówki  atakowały Żydów

– Wielkim problemem jest wzrost przestępstw na tle rasowym. Taka jest retoryka naszego rządu. To przypomina sytuację Polski przed wojną, kiedy bojówki Młodzieży Wszechpolskiej i ONR atakowały Żydów. Ta retoryka jest widoczna, że obcokrajowcy, zwłaszcza o innym kolorze skóry przenoszą pasożyty i choroby. Demonstracja przeciw nacjonalizmowi została zaatakowana przez kryminalistów z wyrokami na koncie – mówił prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak w TVN24.

– Słowo staje się bardzo agresywne, te emocje zostały bardzo podgrzane w Polsce. To odpowiedzialność MSW, policja musi sobie z tym radzić, ale problemem jest wykreowanie tych emocji – mówił Jaśkowiak.

300polityka.pl

Pisowskie skamieliny po minionym reżimie: Dworczyk i Mazurek

Pisowskie skamieliny po minionym reżimie: Dworczyk i Mazurek

Przyznam się, że nie rozumiem języka pisowskiego. Na pewno nie jest to język polski, a przynajmniej nie jest to język polski komunikatywny. Jaki? Zaraz dojdziemy.

Oto informacja podana przez portal TVP.info. Wiceszef MON Michał Dworczyk poinformował: „Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka”. Czyli Dworczyk informuje o poczynaniach Macierewicza, bo przecież Dworczyk nie może informować o ministrze w jego prywatnej sprawie.

O ile wiem książka Piątka zarzuca Macierewiczowi czyny niegodne. Ale Macierewiczowi, a nie ministerstwu, ani ministrowi. Funkcji nie można zarzucić, tylko człowiekowi, który akurat sprawuje funkcję tę i ową. Dworczyk nie może się wyrażać zatem służbowo, bo Piątek pisał o Macierewiczu, a nie o np. Tomaszu Siemoniaku, który też był ministrem obrony.

Nie chcę komentować dalszych słów Dworczyka, bo są one nie tyle obroną Macierewicza, ale recenzją książki Piątka. Nie czytałem tej publikacji zwartej, ale znam gros artykułów tego dziennikarza i pisarza, które składają się na książkę, gdyż były publikowane w prasie. Oczywiście, w książce mają pogłębioną formę. Piątek – jak przystało na rasowego dziennikarza i pisarza dokumentalistę – swoje wywody o mało chwalebnych czynach Macierewicza opatruje przypisami, tj. powołuje się na kwerendy po dostępnych archiwach.

I na tej podstawie sporządza portret mało chwalebny Macierewicza. A ten jeżeli czuje się niewinny, może wystąpić na drogę sądową jako osoba prywatna. Już dość państwo zapłaciło odszkodowań za Macierewicza w sprawie tzw. raportu dotyczącego rozwiązania WSI, gdzie nakłamał w swoim stylu. PiS ponosi odpowiedzialność za ministra Macierewicza, który nie nadaje się do niczego, a na pewno nie do reprezentowania państwa polskiego.

A co do wiceministra Dworczyka. Nie słyszałem, aby opublikował książkę czy też artykuł źródłowy, w którym by szedł trop w trop za pisarzem Piątkiem. Raz słyszałem Dworczyka i przepraszam za określenie: Dworczyk jest grafomanem. Prezentuje poziom poniżej drukowalności.

Język Dworczyka nie jest językiem polskim, tylko językiem sowieckim, językiem krętaczy. To, że Dworczyk pełni funkcję publiczną, nie zwalnia go z solidności i znajomości procedur komunikacji. „Mówisz – to wiesz, o czym i dokumentujesz”. Dworczyk mógłby zgłosić się – za godziwe honorarium – na naukę języka polskiego do pisarza Piątka, a nie choćby do A. Mickiewicza, bo ten z kolei pisarz i poeta nie żyje.

Inne curiosum to pani Beata Mazurek. Ta to już kompletnie nie zna języka polskiego. Po wpadce z „rozumiem” młodych faszystów, którzy w Radomiu pobili działacza KOD – i w ten sposób świat dowiedział się o pani Mazurek – dalej brnie w swój sowietyzm.

Otóż w rozmowie z portalem wPolityce.pl. mówi ta biedna kobieta: – „Jasno powiedziałam, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. To, że rozumiem, co się zdarzyło, nie znaczy, że to popieram. Rozumiem, bo wiem, że agresja może wywoływać agresję. Tylko tyle i aż tyle”.

Nie chcę kpić z osoby, która nie wie, co to jest ironia. Może nawet nie wie – bo wypiera; znana przypadłość psychologiczna kłamców – kto powiedział o rodakach jako gorszym sorcie, elemencie animalnym – to jest agresja językowa, którą metaforycznie należy nazwać pluciem na Polaków.

Pani Mazurek mogłaby się dowiedzieć, co to są synonimy. Takie proste słówko i może by posiadłaby wreszcie podstawową wiedzę o języku polskim, iż rozumiem – to znaczy m.in. popieram. A nawet jest relacja zwrotna. Zresztą, polityk PiS otwiera usta i nie słyszysz języka polskiego, tylko sowiecki.

PRL minął, ale Mazurek i Dworczyk zostali. Takie to skamieliny po minionym reżimie.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

W PL panuje klimat destrukcji tego,co udało się zbudować przez ponad ćwierć wieku- Stanisław Soyka w

Szokujące wypowiedzi Dudy

Kancelaria Prezydenta kopie dołki pod Dudą?

Czy Andrzej Duda naprawdę wie, co mówi? To pytanie ciśnie się na usta po lekturze fragmentów wywiadu, jakiego udzielił „Gazecie Polskiej”

Zapytany o kontrmanifestacje podczas obchodów miesięcznic smoleńskich, a zwłaszcza o ostatnią, czerwcową, stwierdził, że to „wielka prowokacja nakierowana na jakiś cel polityczny”. Według Dudy, nie można wykluczyć, że działania „choćby tzw. Obywateli RP” przyjmą jeszcze bardziej radykalne formy i dojdzie do zamieszek.

Zupełnie kuriozalnie brzmią i pytanie, i odpowiedź w dalszej części wywiadu. Duda został zapytany, czy na bazie tych wydarzeń możliwa jest „kolejna próba doprowadzenia w Polsce do przewrotu”, odparł, że „być może tak właśnie jest”. – „Proszę zwrócić uwagę na ten nieustanny histeryczny ton, w jakim opozycja i wspierające ją media opisują działania demokratycznie wybranych przez Polaków władz” – podkreślił.

Zdaniem Dudy, „opozycja wykorzystuje każdą możliwość, by pokazać Polskę w negatywnym świetle – jako kraj izolowany, niespokojny, nieakceptowany”. Brakuje tylko stwierdzenia, że to… wina Tuska.

A przecież – zdaniem prezydenta nie wszystkich Polaków – nasz kraj to bez mała kraina miodem i mlekiem płynąca. – „Kraj się rozwija, ludzie zaczynają korzystać ze wzmocnienia i racjonalnego zarządzania państwem. Rośnie gospodarka, spada bezrobocie. Polskie matki mają możliwość pozostania w domu z dziećmi i nie muszą pracować w markecie za tysiąc złotych” – zauważył prezydent.

Starszym czytelnikom te sformułowania z pewnością kojarzą się z propagandą sukcesu uprawianą w czasach PRL. Młodszym przypominamy, że wtedy w TVP oglądać można było reportaże o dynamicznie rozwijającym się  kraju, a w rzeczywistości większość artykułów spożywczych i przemysłowych kupowało się na kartki, stojąc na dodatek w długich kolejkach.

bt

Źródło: polsatnews.pl

koduj24.pl

PRL bis = PiS

 

Polska Zjednoczona Partia PiS szykuje się na przyjęcie Trumpa.

Wkrótce do Polski zawita nasz Wielki Brat, sojusznik naszego narodu, prezydent Donald Trump. Przygotowania idą pełną parą. Służby wyposażone w nowe paralizatory. Trawa pomalowana na zielono. Produkcja chorągiewek trwa dzień i noc.

Chodzą słuchy, tajemnicze szepty, że Trump ma spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim. Prezes podobno ma go namawiać do zmiany skompromitowanego imienia Donald. Tłumacze już pracują nad wyuczeniem prezesa kilku zdań „w tym temacie”. Ma powiedzieć, że nie może wymawiać tego imienia bez wstrętu, że dla obustronnych kontaktów byłoby lepiej, żeby Donald dokonał dobrej zmiany i zmienił to odpychające imię na Bob, John albo coś w tym guście.

Jeśli nie, to w przemówieniu powitalnym na Nowogrodzkiej za prezesem stanie znany krzykacz Brudziński (pamiętacie? – Komuniści i złodzieje!). Otóż gdy prezes, stojąc na jeszcze wyższej drabince (Donald Trump ma prawie 1,9 m wzrostu!), rozpocznie mowę od: „Witam prezydenta”, Brudziński wrzaśnie: „Donalda”! A prezes doda: „Trumpa”. Jest jednak problem, prezes mógłby się pomylić i powitać Donalda Tuska, tak jest przyzwyczajony do zbitki „Donald Tusk i Wina Tuska”. Musi być dodatkowo sufler, który podpowie: „Trumpa”!

Każdy członek Polskiej Zjednoczonej Partii PiS ma zaprosić 50 osób na powitanie Trumpa. Te 50 zaproszą kolejnych 50. Mają być sami swoi. Wszyscy zostaną przywiezieni autokarami, jak to drzewiej bywało (drzewiej – czyli w czasach, gdy drzewa nie były zagrożone). Wówczas była to tzw. klasa robotnicza, jednak PiS woli swoich. W spółkach i na ulicach. Dzieci w strojach ludowych z chorągiewkami ZSRR, sorry, Stanów Zjednoczonych oraz polskimi, będą machały, nawieziona z całego kraju ludność wzniesie okrzyki na znak dany przez ministra Błaszczaka.

W PRL-u w okolicznościach wizyt prominentów z zaprzyjaźnionego obozu, a zwłaszcza z radzieckiego, zamykano wichrzycieli, szczególnie prowodyrów. Na wszelki wypadek. PiS to rozważa. Ma wprawę w tłumieniu manifestacji. Niedawno policja wyniosła protestującego Frasyniuka. Trzeba spacyfikować innych. Tych, którzy jeszcze żyją. Resztę opluje się pośmiertnie. Prezes TVP Kurski sądzi, że ciemny lud to kupi. TVP ma już gotowy program z tej wzniosłej uroczystości. Wstawi się tylko sylwetkę Trumpa i gotowe. Co się dzieje? Lud nie kupuje jego telewizji! 500+ to za mało, by za to przykuć widzów do fotela. Co sobie myślą? Za 500+ mamy oglądać telewizyjny kit Kurskiego? Niedoczekanie!

koduj24.pl

Pisowskie skamieliny po minionym reżimie: Dworczyk i Mazurek

Przyznam się, że nie rozumiem języka pisowskiego. Na pewno nie jest to język polski, a przynajmniej nie jest to język polski komunikatywny. Jaki? Zaraz dojdziemy.

Oto informacja podana przez portal TVP.info. Wiceszef MON Michał Dworczyk poinformował: „Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka”.

Czyli Dworczyk informuje o poczynaniach Macierewicza, bo przecież Dworczyk nie może informować o ministrze w jego prywatnej sprawie.

O ile wiem książka Piątka zarzuca Macierewiczowi czyny niegodne. Ale Macierewiczowi, a nie ministerstwu, ani ministrowi. Funkcji nie mozna zarzucić, tylko czlowiekowi, ktory akurat sprawuje funkcję tę i ową. Dworczyk nie może sie wyrażać zatem slużowo, bo Piatek pisal o Macierewiczu, a nie o np. Tomaszu Siemoniaku, ktory tez był ministrem obrony.

Nie chcę komentować dalszych słów Dworczyka, bo są one nie tyle obroną Macxierewicza, ale recenzją książki Piątka. Nie czytałem tej publikacji zwartej, ale znam gros artykułów tego dziennikarza i pisarza, które składają się na książkę, gdyż były publikowane w prasie Oczywiście, w książce mają pogłębioną formę. Piątek – jak przystało na rasowego dziennikarza i pisarza dokumentalistę – swoje wywody o mało chwalebnych czynach Macierewicza opatruje przypisami, tj. powoluje się na kwerendy po dostępnych archiwach.

I na tej podstawie sporządzą portret mało chwalebny Macierewicza. A ten jeżeli czuje się niewinny, może wystąpić na drogę sądową jako osoba prywatna.

Już dość państwo zapłaciło odszkodowań za Macierewicza w sprawie tzw. raportu dotyczącego rozwiązania WSI, gdzie nakłamał w swoim stylu. PiS ponosi odpowiedzialność za ministra Macierewicza, który nie nadaje się do niczego, a na pewno nie do reprezentowania państwa polskiego.

A co do wiceministra Dworczyka. Nie słyszałem, aby opublikował książke, czy też artykuł źródłowy, w którym by szedł trop w trop za pisarzem Piątkiem. Raz slyszałem Dworczyka i przepraszam za określenie: Dworczyk jest grafomanem. Prezentuje poziom poniżej drukowalności.

Język Dworczyka nie jest jezykiem polskim, tylko jezykiem sowieckim, jezykiem krętaczy.

To, że Dworczyk pełni funkcję publiczną, nie zwalnia go z solidności i znajomosci procedur komunikacji. „Mówisz – to wiesz o czym i dokumentujesz”. Dworczyk mógłby zgłosić się – za godziwe honorarium – na naukę jezyka polskiego do pisarza Piątka, a nie chocby do A. Mickiewicza, bo ten z kolei pisarz i poeta nie żyje.

Inne curiosum to pani Beata Mazurek. Ta to już kompletnie nie zna języka polskiego. Po wpadce z „rozumiem” młodych faszystów, którzy w Radomiu pobili działacza KOD – i w ten sposob świat dowiedział się o pani Mazurek – dalej brnie w swój sowietyzm.

Otóż w rozmowie z portalem wPolityce.pl. mówi ta biedna kobieta: „Jasno powiedziałam, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. To, że rozumiem co się zdarzyło, nie znaczy, że to popieram. Rozumiem, bo wiem, że agresja może wywoływać agresję. Tylko tyle i aż tyle”.

Nie chce kpić z czlowieka, która nie wie, co to jest ironia. Może nawet nie wie – bo wypiera; znana przypadłość psychologiczna kłamców – kto powiedział o rodakach jako gorszym sorcie, elemencie animalnym – to jest agresja językowa, którą metaforycznie należy nazwać pluciem na Polaków.

Pani Mazurek mogłaby się dowiedzieć, co to są synonimy. Takie proste słówko i może by posiadłaby wreszcie podstawową wiedzę o jezyku polskim, iż rozumiem to znaczy m.in. popieram. A nawet jest relacja zwrotna. Zresztą, polityk PiS otwiera usta i nie słyszysz języka polskiego, tylko sowiecki.

PRL minął, ale Mazurek i Dworczyk zostali. Takie to skamieliny po minionym reżimie.

Szef MON zawiadamia prokuraturę ws. książki dziennikarza „Gazety Wyborczej”

zpk, mnie publikacja: 27.06.2017

Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka – poinformował wiceszef MON Michał Dworczyk. Piątek jest autorem książki „Macierewicz i jego tajemnice”. Politycy PO wzywają szefa MON, by wytłumaczył się z powiązań z b. współpracownikami SB oraz służb ZSRR i Rosji, które wymienia w swej książce dziennikarz „Gazety Wyborczej”.

Michał Dworczyk stwierdził na briefingu prasowym, że książka Piątka zawiera kłamstwa i pomówienia. Według wiceszefa MON stała się ona też asumptem do tego, żeby ministra obrony narodowej „zaatakowali parlamentarzyści PO”.

„Te zarzuty to wyjątkowy cynizm”

– Ta książka złożona jest z samych kłamstw i pomówień, dlatego minister obrony narodowej złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Mamy nadzieję, że prokuratura i sąd zakończą ten spektakl, który polega na nieustannych atakach na ministra obrony narodowej – poinformował Dworczyk.

Wiceminister obrony przypomniał, że Antoni Macierewicz był tym, który czynnie sprzeciwiał się sowieckim i postsowieckim wpływom w III RP.

– Zarzucanie mu, że jest w jakiś sposób uwikłany w tego rodzaju działania na rzecz czy to byłego Związku Sowieckiego, czy dzisiaj Federacji Rosyjskiej, czy związany z jakimiś środowiskami postkomunistycznymi – to jest wyjątkowy cynizm – powiedział.

„Powiązania szefa MON budzą niepokój”

Rzecznik PO Jan Grabiec podkreślał na konferencji prasowej, że książka Piątka zawiera „cały szereg opisów biografii osób związanych z Antonim Macierewiczem, jego bliskich współpracowników, osób, z którymi Antoni Macierewicz w ostatnich latach robił interesy, ale też osób, które dziś są w otoczeniu ministra obrony narodowej”. Jak ocenił, powiązania szefa MON budzą „największy niepokój” i muszą zostać wyjaśnione przez Macierewicza.

Piątek: Macierewicz powiązany z rosyjskimi służbami

Jak można przeczytać m.in. na portalu gazeta.pl, Tomasz Piątek przez półtora roku badał koneksje ministra obrony narodowej. Rezultaty śledztwa opublikował w książce pt. „Macierewicz i jego tajemnice”. Jak twierdzi dziennikarz „GW”, jego półtoraroczne śledztwo wykazało powiązania Antoniego Macierewicza m.in. z rosyjskimi służbami wywiadowczymi i Kremlem.

tvp.info

WTOREK, 27 CZERWCA 2017

Mazurek: Ataki nie powinny mieć miejsca. To, że rozumiem, co się stało, nie oznacza, że to popieram

17:12

Mazurek: Ataki nie powinny mieć miejsca. To, że rozumiem, co się stało, nie oznacza, że to popieram

Jasno powiedziałam, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. To, że rozumiem co się zdarzyło, nie znaczy, że to popieram. Rozumiem, bo wiem, że agresja może wywoływać agresję. Tylko tyle i aż tyle – stwierdziła Beata Mazurek w rozmowie z wPolityce.pl.

300polityka.pl

Asystent europosła PiS zmuszał żonę do prostytucji?

DoRzeczy Online, 27.06.2017

Zdjęcie ilustracyjne© Pixabay/domena publiczna Zdjęcie ilustracyjne

 

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy – Pragi Północ trwa proces Marcina P. Akredytowany w Brukseli asystent europosła PiS Edwarda Czesaka jest – według dziennika „Fakt” oskarżony o zmuszanie do prostytucji własnej żony i zarabianie na stręczycielstwie innych kobiet.

Według doniesień tabloidu, proceder miał trwać osiem lat. Już w 2014 r. żona asystenta europosła miała zeznać, że mąż zmuszał ją do prostytucji, bił, a także podpisywał za nią na fakturach w firmie, którą prowadziła. Agnieszka P. wskazywała także, że kiedy chciała skończyć z takim życiem, słyszała że ma siedzieć cicho, bo nikt nie da dziecka prostytutce.

„Fakt” wskazuje, że prokuratura dysponuje dowodami potwierdzającymi działania Marcina P. „Miał opowiadać, że jest wpływowym asystentem europosła i „jak zechce” zmieni prokuratora zajmującego się śledztwem. Najwidoczniej jednak „nie zechciał”, bo akt oskarżenia do sądu trafił, a prokurator Michał Chałubiński nie zostawił suchej nitki na jego wiarygodności” – czytamy w „Fakcie”. W ocenie prokuratury, wyjaśnienia podejrzanego mają być nielogiczne i wzajemnie sprzeczne.

Co na to europoseł PiS, którego Marcin P. jest asystentem? W rozmowie z „Faktem” Edward Czasek przyznaje, że jest zszokowany tymi informacjami. Wskazuje, że dowiedział się o nich dopiero od dziennikarzy i podkreśla, że będzie musiał się rozstać ze swoim współpracownikiem. Tymczasem sam Marcin P. twierdzi, że Czesak o wszystkim dowiedział się z anonimu, ale on tłumaczył mu, że to zemsta żony.

ms.pl

Prof. Dariusz Libionka: Ta nienawiść już tu była

CZERWIEC 27, 2017,

– Mimo iż nietolerancja jest głęboko zakorzeniona w naszej historii, ten język i ta nienawiść zostały w pewien sposób narzucone – mówi nam prof. Dariusz Libionka, historyk z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. – Na razie trzeba starać się przetrwać i otwarcie występować przeciwko agresji, nadużyciom i manipulacjom. To wszystko już kiedyś było. Teraz jeszcze pojawia się przemoc wobec obcokrajowców i wobec przeciwników politycznych, dla której władza znajduje „obiektywne uzasadnienia” – dodaje. Pytamy też o polski antysemityzm i czy miejsce Żydów zajęli uchodźcy.

Justyna Koć: Czy Auschwitz to dobre miejsce do prowadzenia polityki? Pytam w kontekście sławnych już słów pani premier, że „Auschwitz to lekcja tego, że należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”.

Dariusz Libionka: Te słowa z jednej strony zostały wyrwane z kontekstu, bo przemówienie pani premier składało się z wielu elementów, natomiast kiedy usłyszałem to konkretne zdanie, to skojarzenia, jakie miałem, były jednoznaczne. Pytanie, na ile wynikały z nieznajomości historii i ignorancji, a na ile z chęci fałszowania historii, a na ile z jej instrumentalizacji. Mimo tego, co słyszymy od obrońców tych słów, z samym prezydentem Dudą, to tłumaczenia tych słów wydają się całkowicie nieprzekonywające czy wręcz obrażają naszą inteligencję. Te słowa padły i zostały zrozumiane właściwie, i to nie tylko przez krytyków PiS-u.

Trudno powiedzieć takie słowa przez pomyłkę.

Te słowa wywołują u wielu szok, konfuzję i niedowierzanie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę język, jakim posługują się politycy PiS-u

i jak się komunikują ze społeczeństwem, jak to społeczeństwo dzielą, i co mówią o polityce zagranicznej, jaki jest ich stosunek do „obcych”. Jeżeli dołączymy do tego wątek Holocaustu, to włosy na głowie zaczynają się jeżyć.

Skoro mówimy o języku, to czy język, którego dziś używa partia władzy, nie przypomina języka z początku wieku? „Roznoszą choroby i pierwotniaki”, „to hołota” – można tu podstawić wymiennie uchodźcę lub Żyda.

Rzeczywiście, kiedy w konspiracyjnej prasie nacjonalistycznej zniechęcano tych nielicznych Polaków, którzy ukrywali Żydów, niezależnie, czy robili to bezinteresownie, czy za pieniądze, to pisano, że to przejaw nieodpowiedzialności, bo to nie tylko obcy, ale że też poważne zagrożenie. Zagrażają narodowej wspólnocie, nienawidzą Polaków, odpowiedzialni są za wzrost pospolitej przestępczości, sprowadzają represje, no i po wojnie to właśnie Żydzi będą zaprowadzać w Polsce komunizm. To, co teraz słyszymy, brzmi znajomo. Oczywiście, premier Szydło zapewne nie to chciała powiedzieć, ale wyszło jak wyszło. Na pewno nie była to pochwała obozów koncentracyjnych, ale te słowa mają taki wydźwięk: państwo może używać wszelkich środków do tego, aby bronić swoich obywateli. Pamiętajmy, że

obozy koncentracyjne, jak Dachau czy Auschwitz, służyły także do pozbywania się przeciwników politycznych. Bo państwo powinno bronić obywateli zarówno przed wrogiem zewnętrznym, jak i wewnętrznym; wiadomo, kim jest wróg wewnętrzny. To gorszy sort, pomiot komunistyczny, lewacy, cykliści. Tych epitetów z ust Kaczyńskiego i jego ludzi padło bardzo dużo

i słowa premier Szydło idealnie się w to wpisują, także w takie przedstawianie PiS-owskiej rzeczywistości, która jest, ich zdaniem, zagrożona. 

Czym może się skończyć takie dzielenie na naszych i obcych?

To niesłychanie groźne i tak łatwo nie da się później skleić. Część społeczeństwa powiedziała „nie” elitom i władzy, która rządziła przez 8 lat. Oczywiście, część wyborców ma do tego powody, ponieważ nie odnaleźli się po transformacji, natomiast część buntuje się po prostu przeciwko inteligencji. Inna jeszcze sprawa to zagubienie i radykalizacja sporej części młodego pokolenia.

A PiS to podchwycił i odwołuje się do najgorszych instynktów.

To jest najbardziej przerażające, że nie odwołuje się na przykład do etosu polskiej lewicy, oczywiście niekomunistycznej, tylko odwołuje się do skrajnej, faszyzującej prawicy. Aleksander Smolar napisał taki tekst w wydawanym w Londynie „Aneksie” w 1986 roku, że polska prawica właśnie dlatego posiada siły oddziaływania, ponieważ nie została skompromitowana współpracą z Niemcami w okresie II wojny światowej. Wyszła z tego okresu inaczej niż inne partie prawicowe w Europie, które po prostu skompromitowały się kolaboracją. Polska prawica nie współpracowała z Niemcami i dodatkowo stała się obiektem prześladowań nowej władzy ze strony komunistów, i łatwo można to przywoływać. Z drugiej strony,

począwszy od 1989 roku trwało budowanie legendy skrajnej prawicy.

Oczywiście, była to reakcja na manipulacje dotyczące choćby Narodowych Sił Zbrojnych. To zresztą dość skomplikowane, bo nawet w okresie wojny te skrajne organizacje prawicowe kontestowały Polskie Państwo Podziemne. Część prawicy, Stronnictwo Narodowe, była jego częścią, ale Obóz Narodowo-Radykalny już nie. Próby podporządkowania i przywołania do porządku Narodowych Siły Zbrojnych spełzły na niczym.

PiS próbuje pisać historię na nowo?

Nie tylko PiS teraz. Po 1989 roku, wspomniałem już, że z różnym natężeniem, rozpoczęło się gloryfikowanie skrajnej prawicy. Na początku zajmowały się tym jedynie małe grupy amatorów, potem coraz silniej ten trend zaczął wchodzić do głównego nurtu. Teraz mamy do czynienia z produktem finalnym. Proszę sobie wyobrazić, że IPN od szeregu lat wydaje publikacje gloryfikujące Obóz Narodowo-Radykalny. Tych publikacji jest kilkanaście, m.in. Jana Żaryna o Brygadzie Świętokrzyskiej; jest książka o przedwojennym i okupacyjnym ONR. Na jej okładce oprócz logo IPN znajdują się logo Obozu Wielkiej Polski i ONR.

Wszyscy oburzali się, gdy jakiś ONR-owiec przyszedł do szkoły głosić to czy owo, ale przegapiliśmy, kiedy te wytwory trafiały do szkół. Popularność pewnych idei nie wzięła się znikąd.

Czyli ten język nienawiści, ksenofobia, wrogi stosunek do uchodźców, flirt z ONR jest hodowany w społeczeństwie od lat?

Tak, po prostu pozwolono na to. Oczywiście nie wprost, historię skrajnej prawicy poddano pewnej obróbce. Inaczej rozkładano akcenty, łagodzono stosunek do Żydów, zaciemniano rzeczywisty kontekst konfliktu z Armią Krajową, no i wyolbrzymiano okupacyjne i powojenne zasługi. W tym również w pomocy dla Żydów! Ta narracja stawała się powoli narracją dominującą. Teraz nic dziwnego, że teren jest już świetnie przygotowany. Młodzi ONR-owcy uczą się dziś na pismach i książkach wydawanych w IPN, i to nie teraz za „dobrej zmiany”, tylko wcześniej. Teraz po prostu nastąpiło przyśpieszenie, ale to nie jest nowa jakość, tylko kontynuacja. Długo nie chciano tego zauważać, albo nie chciano wchodzić w spory z tymi środowiskami, bo podejmowanie z nimi rozmów jest dość nieprzyjemne. Dziś te skrajne środowiska są rozbudowane i mocne.

Czyli to nie PiS-owska wersja historii, PiS dołączył do niej gdzieś po drodze?

Ta wersja jest dość niespójna. Zastanawiałbym się, czy można mówić o PiS-owskiej wersji historii. Składa się ona z wielu elementów i tradycji, które doraźnie kompiluje się ze sobą.

Jeśli jednak coraz częściej bohaterami są ludzie z Brygady Świętokrzyskiej, którzy wycofywali się ręka w rękę z Niemcami w 1945 roku z Polski, to coś jest nie tak. Ogon najwyraźniej macha psem.

Przecież nawet ojciec prezesa Kaczyńskiego, o ile wiem, był żołnierzem AK, walczył w Powstaniu Warszawskim. W tym czasie narodowcy, oczywiście z różnych powodów, jednak dystansowali się od tej walki, a pewna ich część, właśnie wówczas, gdy trwało Powstanie Warszawskie, utworzyła Brygadę Świętokrzyską, która kilka miesięcy później opuściła Polskę pod ochroną Wehrmachtu. I z takich ludzi robi się dziś bohaterów. Taki przypadek zdarzył się ostatnio w Lublinie, gdy wbrew stanowisku wielu historyków uhonorowano jednego z oficerów Brygady. Żadne racjonalne argumenty nie przemawiają: kto prezentuje krytyczne podejście do NSZ, staje się wrogiem władzy i lewakiem.

Jak do tego doszło?

Przyczyn upatruję w bezkarności. Ta sytuacja doprowadziła do tego, że mamy jakąś narrację nieprzystającą do rzeczywistości historycznej. Jeszcze bardziej ewidentne jest to w przypadku tzw. żołnierzy wyklętych, niewiele wspólnego ma podziemie narodowe z większościowym podziemiem Armii Krajowej, zresztą podkreślają to najwybitniejsi badacze tej problematyki. Co ma wspólnego nacjonalistyczna konspiracja antykomunistyczna z organizacją Wolość i Niezawisłość, która powstała na bazie AK?

WiN nie ma z działaniami narodowców nic wspólnego, a dziś stawia się wszystkich w jednym szeregu.

Mam wrażenie, że sami działacze PiS-u nie zdają sobie z tego sprawy, kto dziś piszę tę historię.

A ja zastanawiam się, jak to możliwe, że przez wiele lat ksenofobia, hasła faszystowskie to był obciach, wstyd. A dziś wpełzły na salony.

Bo teraz to nie jest wstyd i na wszystko znajdzie się uzasadnienie. Nie sięgając dalej w historię, ostatnią emigrację mamy po stanie wojennym, i to nie była emigracja polityczna, tylko emigracja gospodarcza. Duża część ludzi, która wyjechała, chciała po prostu lepiej żyć, działacze „Solidarności” nie stanowili w niej większości. Teraz zapomina się o tym, albo się nie chce pamiętać. Albo stosuje się podwójne standardy, że Polakom się wszystko należy. To mnie bardzo martwi. To zniechęcanie Polaków do działań na rzecz struktur ponadnarodowych, zaangażowania, ta niechęć do brania udziału w czymś, co ma szerszy wymiar. I to nieustanne straszenie Europą, uchodźcami, wszelkiego rodzaju odmiennością.

Czy czeka nas mentalna powtórka z 68 roku?

Jak słyszę język władzy, to obawiam się, że w pewien sposób tak. Tu można podać wiele przykładów. Ta narracja historyczno-patriotyczna, poszukiwanie w ten sposób legitymizacji dla rządzących.

Czy Żyda zastąpił uchodźca?

W pewien sposób tak, tylko Polacy żydowskiego pochodzenia byli wtedy w Polsce, oczywiście nie stanowili żadnego niebezpieczeństwa, byli częścią społeczeństwa, po prostu łatwo było na nich zrzucić to odium nienawiści. W 1968 roku jak Polska długa i szeroka przez wiele tygodni odbywały się imprezy, które można nazwać kwadransami nienawiści. Piętnowano „syjonistów”, wrogów wewnętrznych i zewnętrznych: amerykańskich imperialistów i niemieckich rewizjonistów.

Gdy czytam relacje z tamtego okresu, publikacje, przeglądam gazety, to dokładnie to samo słyszę teraz od Kaczyńskiego na przykład podczas miesięcznic smoleńskich. Ten sam język, teorie spiskowe, nienawiść i fantazje.

To wszystko już kiedyś było. Teraz jeszcze pojawia się przemoc wobec obcokrajowców i wobec przeciwników politycznych, dla której władza znajduje „obiektywne uzasadnienia”.

Problem uchodźców jest Kaczyńskiemu na rękę?

Oczywiście, zresztą nie tylko jemu, całej prawicy w Europie.

Czy ta część społeczeństwa, której nienawiść i ksenofobia jest obca, może szukać nadziei w historii?

Mimo iż nietolerancja jest głęboko zakorzeniona w naszych historii, ten język i ta nienawiść zostały w pewien sposób narzucone. Na razie trzeba starać się przetrwać i otwarcie występować przeciwko agresji, nadużyciom i manipulacjom. PiS miał swoje 5 minut, tak się nieszczęśliwie złożyło, że ma pełnię władzy, ale to się nie powtórzy.

Jest pan optymistą?

Jestem o tym przekonany. Inna sprawa, że prawdziwym problemem będzie przezwyciężenie tego dziedzictwa.

wiadomo.co

Tomasz Lis Retweeted Radio ZET NEWS

Redaktorowi Piątkowi serdecznie gratuluję świetnej i darmowej reklamy jego książki. Teraz to już nie ma wyjścia- trzeba przeczytać.😂😂😂

Kolebka

http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-kolebka-imperium-ojca-rydzyka,742832.html

WTOREK, 27 CZERWCA 2017

STAN GRY: PB: Sukces Jasińskiego na Litwie, Jedynki 3 gazet ze zwrotem “pogrąża HGW”, Szułdrzyński: Kolejne trupy w szafie PO, KKZ: PO się miota

300LIVE: Jaki o kandydowaniu w Warszawie, Neumann chce przeprosin od Mazurek, PO zapyta o działki na których uwłaszczył się PiS, polityczny plan wtorku: senacka komisja o leczniczej marihuanie, rząd o Instytucie Wolności, PO na Pomorzu http://300polityka.pl/live/2017/06/27/

JEDYNKA PULSU BIZNESU O SUKCESIE JASIŃSKIEGO NA LITWIE: “Wieloletni spór między Orlenem a litewskim przewoźnikiem zakończy się dziś porozumieniem. Spadną koszty logistyczne rafinerii w Możejkach. Dobra zmiana dotarła na Litwę. Według informacji „PB”, w środę w Wilnie w asyście Sauliusa Skvernelisa, premiera Litwy, i Wojciecha Jasińskiego, szefa Orlenu, zostanie podpisane oficjalne porozumienie, kończące spory między Orlen Lietuva a Lietuvos Geležinkeliai, czyli litewskimi kolejami. To finał trwającej od lat próby sił między spółkami, w której gra toczyła się o dziesiątki milionów euro, płacone za transport paliwa z rafinerii w Możejkach. Szczegóły porozumienia nie są jeszcze znane, ale wiadomo, że udało się wynegocjować nowe taryfy, które przyniosą Orlenowi znaczące oszczędności. Obie strony mają także odstąpić od licznych spraw sądowych i postępowań arbitrażowych, toczących się przed litewskimi sądami”. https://www.pb.pl/zgoda-nafciarzy-z-kolejarzami-865063

POLITYCY PIS UDERZAJĄ W JAŚKOWIAKA DEKLARACJĄ SCHETYNY – wielkopolska GW: “Burza po słowach szefa PO Grzegorza Schetyny, że samorządy rządzone przez jego partię – w tym Poznań – mogłyby przyjąć uchodźców. – Czy Grzegorz Schetyna został prezydentem Poznania? – pytają politycy PiS”. http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22012870,pis-uderza-w-prezydenta-jaskowiaka-za-deklaracje-ze-poznan.html

ZWYCZAJNI LUDZIE PLUJĄ NA MUZUŁMANÓW – jedynka GW: “Młodzi muzułmanie z Berlina przyjechali do Polski, by uczyć się o Holocauście. W centrum Lublina nieznany mężczyzna napluł w twarz 18-letniej Dalmie. Miała na głowie chustę. Policjanci zareagowali śmiechem”. http://wyborcza.pl/7,75398,22014886,muzulmanscy-uczniowie-z-berlina-przyjechali-do-polski-18-letniej.html

IDZIE BRUNATNA FALA – Jarosław Kurski w GW: “Uchodźców z Aleppo, których przyjęcia odmawiamy, rząd PiS zrównuje z terrorystami. I w tej akurat sprawie ostentacyjnie lekceważy stanowisko Kościoła katolickiego i papieża Franciszka. To klęska ewangelicznej misji Kościoła. Nie jesteśmy już krajem solidarności. Jesteśmy krajem egoizmu narodowego. Nie krajem otwartym, ale ksenofobicznym, choć uważamy się za gościnnych i pieścimy w sobie mit Polski tolerancyjnej – kraju bez stosów”. http://wyborcza.pl/7,75968,22014796,idzie-brunatna-fala-nie-mozna-juz-zamykac-oczu-i-powtarzac.html

NARODOWCY BILI, POLICJANCI SIĘ BAWILI – tytuł w GW.

MIOTANIE SIĘ PLATFORMY WS UCHODŹCÓW – Katarzyna Kolenda-Zaleska w GW: “Opozycja uznała, że skoro PiS cieszy się niezmiennym poparciem, to ich strategia działa. Należy więc ją powielać. Miotanie się Platformy w sprawie uchodźców pokazuje nieumiejętność wyboru tego, co jest naprawdę ważne. Widać jak na dłoni, że politycy PO, tak jak PiS, mają ludzi za idiotów, którzy w strachu przed rzekomymi uchodźcami porzucą to, co stanowi filar ich moralności”.

UPRAWIANIE POLITYKI WYMAGA ODWAGI – KKZ DO OPOZYCJI – dalej pisze w GW: “Uprawianie polityki wymaga odwagi. Macron udowodnił, że to popłaca. Teraz i Platforma, i Nowoczesna powinny zrewidować swoje strategie. Rozumiem, to trudne, bo propaganda rządu leje się ze wszystkich możliwych stron. Ale warto zaryzykować, bo ludzie naprawdę nie są głupi. Opozycja może przecież mieć dziś wsparcie w polskim Kościele, który coraz wyraźniej i coraz głośniej daje do zrozumienia, że to, co robi rząd, ma się nijak do wyznawanej przez nich wiary, że nie wystarczy jeździć od mszy do mszy. Trzeba między mszą a mszą działać wedle wskazań, które na niej usłyszeli”. http://wyborcza.pl/7,75968,22013529,odejdzmy-od-tych-baranow.html

TRYBUNAŁ JUŻ ZBĘDNY – jedynka DGP: “Autorytet Trybunału Konstytucyjnego jest dziś minimalny. Przynajmniej w oczach sędziów sądów powszechnych. Radykalnie zmniejszyła się liczba pytań prawnych kierowanych przez sądy do TK. Liczba pytań spadła w ciągu ostatnich miesięcy aż sześciokrotnie”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/552996,trybunal-konstytucyjny-sady-pytania.html

PIERWSZY ŚWIADEK OBCIĄŻA HANNĘ GRONKIEWICZ-WALTZ – jedynka RZ.

ŚWIADEK POGRĄŻYŁ GRONKIEWICZ-WALTZ – tytuł na jedynce Faktu.

URZĘDNIK POGRĄŻYŁ GRONKIEWICZ-WALTZ – jedynka SE.

URZĘDNICY SYPIĄ HGW – jedynka GPC.

KOLEJNE TRUPY W SZAFIE PLATFORMY – Michał Szułdrzyński w RZ: “To bardzo zła wiadomość dla Platformy Obywatelskiej, bo jeśli kolejne fakty, jakie ustali komisja, będą dla Hanny Gronkie-wicz-Waltz równie kłopotliwe, afera reprywatyzacyjna, zamiast zostać zapomniana przez opinię publiczną, będzie podkopywać zaufanie do partii Grzegorza Schetyny. Platforma musi więc szukać pomysłu na wyjście z politycznej defensywy. Tym bardziej że także nowe fakty ujawniane przez media w sprawie Amber Gold ukazują skalę zaniedbań i nieprawidłowości, dzięki którym oszust wyprowadził niemal miliard złotych z kieszeni łatwowiernych klientów swego parabanku. PiS może więc tylko zacierać ręce. Tyle tylko, że prócz aspektu politycznego sprawa ma też charakter państwowy. Komisja weryfikacyjna, podobnie jak śledcza ds. Amber Gold, pomoże ujawnić skandale i umożliwi PiS-owi „grillowanie” PO. Ale państwo nie stanie się od tego lepsze”. http://www.rp.pl/Opinie/306269865-Szuldrzynski-Kolejne-trupy-w-szafie-Platformy.html?template=restricted

UKŁAD WARSZAWSKI – Grażyna Zawadka w RZ: “Były urzędnik ujawnia patologie w stołecznym ratuszu. Zeznania to spory kłopot dla prezydent miasta”. http://www.rp.pl/Reprywatyzacja-w-Warszawie/306269879-Uklad-warszawski.html?template=restricted

GW W SYLWETCE KORONNEGO ŚWIADKA KOMISJI JAKIEGO: “Główny specjalista, jak podało Radio ZET, był też wyznaczony przez swoich szefów do kontaktów z ABW – miał konsultować i pomagać śledczym. O sukcesach ABW w tropieniu reprywatyzacyjnych przekrętów do dziś nie słychać”. http://wyborcza.pl/7,75398,22014963,swiadek-koronny-komisji-jakiego-kim-jest-krzysztof-sledziewski.html

CAŁE PAŃSTWO PRZEGRAŁO Z GRUPĄ PRZESTĘPCZĄ – Patryk Jaki w rozmowie z Iwoną Szpalą i Małgorzatą Zubik w GW: “Za mało, bo jak widać, całe państwo w tej sprawie przegrało z grupą przestępczą. Dlatego trzeba było powołać komisję. Ponadto prokurator, uczestnik postępowania, nie może zmienić decyzji administracyjnej, a komisja, owszem. Dlatego ma szansę być skuteczniejszą”.

JAKI: POMYSŁ KOMISJI BYŁ MÓJ – mówi GW: “Pomysł jest mój. Czytałem tekst „Wyborczej” o działce przy Chmielnej 70, potem włączyłem telewizor i usłyszałem adwokata, który mówi: „Może coś z reprywatyzacją było nie tak, ale nie da się nic już zrobić, bo to się stało”. Stwierdziłem: o nie, tak nie będzie. Najpierw pomyślałem o ustawie, która skasuje dekret Bieruta [reprywatyzacja wciąż odbywa się na podstawie prawa z 1945 r.]. Zaprosiłem prawników z ministerstwa”. http://wyborcza.pl/7,75398,22011688,patryk-jaki-w-sprawie-reprywatyzacji-cale-panstwo-w-tej-sprawie.html

W INNYCH KRAJACH TO BYŁBY KONIEC HGW – Mirosław Skowron w SE: “Nie wiem, na ile ta komisja będzie działała sprawnie i jak zakończą się jej prace. Wiem, że sytuacja, w której mąż i córka prezydent stolicy kraju wzbogacili się na mieniu skradzionym Żydom zamordowanym w Holocauście byłaby nie do pomyślenia w żadnym kraju europejskim, a zapewne nawet kilku azjatyckich. To byłby koniec jej, jak i partii, która zdecydowałaby się stać za nią murem”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/miroslaw-skowron-czkawka-po-aferach_1005950.html

UCHODŹCY I KOMISJE – POLITYCY PO ZACZYNAJĄ SAMI DLA SIEBIE STANOWIĆ NAJWIĘKSZE ZAGROŻENIE – Krzysztof Karnkowski w GPC: “Wyobraźmy sobie warszawską kampanię pod hasłem „Warszawa – Paryż północy”, zaopatrzoną konkretnymi zdjęciami ze stolicy Francji. Trudno też przewidzieć, jaka będzie decyzja wyborców, gdy z politykami PO ścigać się zaczną ich koledzy z Nowoczesnej i, tak jak kandydujący w Szczecinie Piotr Misiło, zadeklarują przyjęcie uchodźców w swoich miastach i we własnych domach. To jednak kwestia nadchodzących miesięcy, teraz nasza uwaga skupiać się będzie na pracach komisji. Jednej, która coraz mocniej pogrąża Tuska i drugiej, groźnej dla Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pozostali politycy Platformy, przynajmniej w wymiarze samorządowym, sami zaczynają stanowić dla siebie największe zagrożenie”. http://gpcodziennie.pl/65519-latogoracychkomisji.html

PIS BĘDZIE NAS CZAROWAŁ – autorzy DGP – m.in Grzegorz Osiecki i Marek Chądzyński: “Po okresie burzy i naporu teraz partia Jarosława Kaczyńskiego – jak mówią jej politycy – chce tonować nastroje i wyciszać, na ile to możliwe, konflikty. Ma to jej zapewnić głosy wyborców zbliżonych do centrum. (…)  Kongres ma być punktem zwrotnym, ma zamknąć powyborczy okres rządów partii i przygotować ją na trzy kolejne kampanie wyborcze: samorządową, europejską i parlamentarną”.

AUTORZY DGP O ZAGROŻENIU WSKAŹNIKA DEFICYTU W WYPADKU SPOWOLNIENIA: “Mało budżet wydaje też na inwestycje, co już najlepszą informacją nie jest. Ekonomiści zwracają uwagę, że dobra koniunktura nie trwa wiecznie i że przy mocnym spowolnieniu i wielu nowych wydatkach z państwowej kasy rząd może mieć problemy z utrzymaniem deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB”. http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1053439,kongres-partii-kaczynskiego-gospodarka.html

PIS 34 (bz), PO 23 (-3), Kukiz 10 (-4), SLD 7 (+1), N 6 (-2), PDL 5 (+1) – sondaż RZ.

PIS MOŻE BYĆ SPOKOJNY O REELEKCJĘ – dr Rafał Chwedoruk w SE: “Gdy PO coś się wreszcie udało i wiosną gwałtownie awansowała w sondażach, stając się główną siłą opozycji, to jednak w dalszym ciągu ta partia jest zmuszana do podobnych licytacji jak ta dyskusja o uchodźcach, które wpędzają całą opozycję do politycznego narożnika. A w tym narożniku toczy się gra o te same 30 proc. wyborców, bez perspektyw wyjścia ponad ten próg. W takiej sytuacji PiS może być dużo spokojniejszy o reelekcję, zwłaszcza jeśli temat uchodźczy będzie jeszcze przez ileś lat towarzyszył europejskiej polityce. I to nawet jeśli partii rządzącej będą zdarzały się różne taktyczne błędy”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-rafal-chwedoruk-pis-moze-byc-spokojny-o-reelekcje_1005959.html

KONGRES PIS BEZ SZYDŁO – PREMIER W PRZYSZŁOŚCI MA BYĆ KOMISARZEM W UE – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Wyjazd Szydło na pogrzeb Kohla idealnie wpisywałby się w plan, który wydaje się dzisiaj w PiS oczywisty. Obecna premier ma stać na czele rządu do końca tej kadencji, a potem zostać kandydatem Polski na unijnego komisarza. A to oznacza, że otwiera się w PiS niemal oficjalna walka o schedę po jej pozycji: i we władzach partii, i na fotelu premiera (bo PiS zamierza rządzić i w kolejnej kadencji). A to szansa dla Morawieckiego. – Na kongresie Morawiecki ma przedstawić plany, zapowiedzi nowych wielkich inwestycji oraz ułatwień dla przedsiębiorców – mówi nam ważny polityk PiS. Wicepremier bardzo zabiegał o to, aby to on był twarzą nowego otwarcia programowego. – To będzie dla niego test – przyznaje polityk bliski prezesowi Kaczyńskiemu”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/beata-szydlo-nie-pojedzie-na-kongres-pis/ed5gjw7

REFERENDUM DUDY BĘDZIE NIE TYLKO KARYKATURĄ, ALE PLEBISCYTEM POPULARNOŚCI RZĄDZĄCYCH – ANDRZEJ DUDA BAWI SIĘ PUSZKĄ PANDORY – pisze w RZ Bogusław Chrabota: “Na dodatek, każda z dyskutowanych kwestii będzie jak metronom odmierzać rytm całej polskiej debaty publicznej i ogniskować ją wokół kwestii czysto aksjologicznych. W zainteresowanie gości prezydenckich wyższością kanclerskiego modelu demokracji nad prezydenckim podczas tych spotkań jakoś nie chce mi się wierzyć. To tematy trudne i hermetyczne. Dużo łatwiej iść do prezydenta w sprawie własnych interesów. Jeśli konsultacje potoczą się właśnie w ten sposób, to referendum będzie nie tylko karykaturą tego, czym w założeniu miało być, ale również kolejnym plebiscytem popularności rządzących. Chciałbym w tej sprawie się mylić”. http://www.rp.pl/Opinie/306269870-Chrabota-Andrzej-Duda-bawi-sie-puszka-Pandory.html?template=restricted

MARCIN P. OBCIĄŻY TUSKA – Michał Kolanko w RZ: “A to przesłuchanie może okazać się kluczowe dla sprawy – przynajmniej w jej politycznym aspekcie. Bo chociaż rola Michała Tuska w całej historii jest niewielka, to po jego deklaracji „wiedzieliśmy, że OLT to lipa” sprawa Amber Gold staje się coraz większym politycznym problemem dla jego ojca. Dlatego najbliższe dni mogą być kluczowe – nie dla wyjaśnienia afery Amber Gold, ale ocenienia szkód, jakie sprawa wyrządzi Donaldowi Tuskowi w kontekście jego hipotetycznego powrotu do polskiej polityki”. http://www.rp.pl/Amber-Gold/306269880-Marcin-P-obciazy-Michala-Tuska.html

SŁOWA NIKT NAS NIE RUSZYŁ KLUCZOWE – Jarosław Krajewski w rozmowie z SE: “W najbliższy czwartek przed sądem odbędą się przesłuchania i pana Marcina P., i pani Katarzyny P. Myślę, że pytania o to, jaką wiedzą dysponowali w sprawie sytuacji Polskich Linii Lotniczych LOT, spółki niezwykle ważnej dla strategicznego bezpieczeństwa państwa, na pewno padną. Podobnie jak pytania o słowa w sprawie zatrudnienia syna premiera, że „nikt nas nie ruszył”. To sprawy istotne do wyjaśnienia poprzez bezpośrednie zadanie pytań osobom, które są na ławie oskarżonych w tej sprawie – Marcinowi P. i Katarzynie P.”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/jaroslaw-krajewski-nagrania-obnazaja-teoretyczne-panstwo-platformy_1005953.html

NIE DAŁEM SIĘ WCIĄGNĄĆ W POLITYCZNE ROZGRYWKI – Adam Bodnar w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Troska o bezstronność towarzyszy mi na każdym kroku. Ale w środku wojny politycznej oznacza to czasami narażanie się każdej stronie sporu politycznego. A zwłaszcza obozowi rządzącemu, którego niektórzy przedstawiciele nie chcą uznać, że mamy różne role w państwie. Mimo to nie dałem i nie dam się wciągnąć w polityczne rozgrywki. Nie dam się też zastraszyć. Dla mnie najważniejsi są obywatele, ochrona ich praw i wolności. To z szacunku dla nich, a nie z lęku przed odwołaniem, dbam o to, aby moje działania były zgodne z konstytucją, ustawą o RPO i złożonym ślubowaniem. I to z szacunku dla obywateli, jeśli popełnię nawet najmniejszy błąd, użyję niewłaściwego słowa, będę ich przepraszał. Bardzo chciałbym zresztą, aby stało się to normą w polskim życiu publicznym”. http://www.rp.pl/Polityka/306269878-Adam-Bodnar-rzecznik-praw-obywatelskich-Nie-daje-sie-wciagac-w-polityke.html?template=restricted

INTERNET ZWIERCIADŁEM NIENAWIŚCI – pisze prof. Michał Kleiber w RZ: “Mark Zuckerberg obiecał jakiś czas temu, że wykorzystując możliwości sztucznej inteligencji, Facebook poradzi sobie niebawem z tym problemem. Czas chyba ogłosić porażkę tego planu. Przytoczę tylko dwa przykłady z tysięcy zdarzeń uwidocznionych na tym portalu, dokumentujące owo niepowodzenie. Dwaj muzułmanie napadają w Wiedniu na młodą Austriaczkę i biją ją do nieprzytomności. Nagrywany przez bandytów film umieszczony został przez nich samych (!) na Facebooku, skąd w wyniku interwencji władz zdjęty został dopiero po paru dniach. (…) Z kolei w Tajlandii niezrównoważony psychicznie mężczyzna zabił swoje małe dziecko i umieścił na Facebooku dwa filmy dokumentujące tę zbrodnię. Portal usunął filmy dopiero po 24 godzinach”. http://www.rp.pl/Publicystyka/306269864-Kleiber-Internet-zwierciadlem-nienawisci.html?template=restricted

FALSTART ADAMCZYKA NA S7 – tytuł w GW: “Na poniedziałek rano minister infrastruktury I budownictwa Andrzej Adamczyk zaprosił kierowców na otwarcie nowego odcinka drogi ekspresowej S7. Nadzór budowlany podległy Adamczykowi nie zezwolił jednak na użytkowanie drogi i minister nie przeciął wstęgi. Pod kierownictwem Adamczyka budowa dróg w Polsce się opóźnia, a koszty przekraczają plany”. http://wyborcza.pl/7,155287,22014681,blamaz-ministra-adamczyka-na-s7-budowa-drog-ekspresowych-w.html

SYN SZYDŁO MODLIŁ SIĘ Z PIS – SE: “Posłowie i senatorowie PiS z Jarosławem Kaczyńskim (68 l.), 10 ministrów, szef policji, pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda (45 l.), marszałek Senatu – wszyscy zjechali w poniedziałek na Jasną Górę, bo ks. Tymoteusz Szydło (24 l.) odprawiał tam mszę przed obrazem Matki Boskiej Jasnogórskiej. Pomagał mu… o. Tadeusz Rydzyk (72 l.)”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/syn-beaty-szydlo-odprawil-msze-na-jasnej-gorze-pomagal-mu-o-rydzyk_1005864.html

300polityka.pl

Asystent europosła PiS oskarżony o stręczycielstwo!

26.06.2017

Marcin P. (42 l.) to akredytowany w Brukseli asystent europosła PiS Edwarda Czesaka (66 l.). Wcześniej był z rekomendacji PiS przewodniczącym rady miasta w podwarszawskich Markach. Kandydował też na burmistrza. Miał też drugą twarz. Starannie ją ukrywał. Ale śledczy go zdemaskowali.

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy – Pragi Północ trwa proces, w którym Marcin P. jest oskarżony o to, że przez lata zmuszał do prostytucji własną żonę i zarabiał na stręczycielstwie innych kobiet oraz fałszował podpisy żony.

Agnieszka P. (41 l.) – jest w trakcie sprawy rozwodowej – w 2014 r. zeznała, że mąż zmuszał ją do prostytucji, bił, a także podpisywał za nią na fakturach w firmie, którą prowadziła. Dziennie zarabiała jako prostytutka nawet 1600 zł. Proceder miał trwać aż 8 lat. Chciała z tym skończyć, ale mąż jej groził. – Mówił, że prostytutce nie dadzą dziecka i mam siedzieć cicho – żaliła się na męża, wówczas… radnego. – Namawiając mnie na świadczenie usług seksualnych mi mówił „Aguś, Aguś, nie damy rady finansowo” – zeznała.

Prokuratura ma dowody na działalność Marcina P. – to m.in. kalendarze, z których wynika, że płacił on za ochronę prostytutek „chłopakom z miasta”! Świadkowie zeznawali, że P. ich zastraszał. Miał opowiadać, że jest wpływowym asystentem europosła i „jak zechce” zmieni prokuratora zajmującego się śledztwem.

Najwidoczniej jednak „nie zechciał”, bo akt oskarżenia do sądu trafił, a prokurator Michał Chałubiński nie zostawił suchej nitki na jego wiarygodności. „Wyjaśnienia (podejrzanego – przyp. red.) budzą uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności m.in. z tego względu, że są one nielogiczne i wzajemnie sprzeczne” – czytamy.

Podobnie nielogiczne i sprzeczne są jego wyjaśnienia dla Faktu. Twierdzi, że europoseł Czesak o wszystkim dowiedział się z anonimu, ale on tłumaczył mu, że to zemsta żony. Tymczasem Czesak opowiada, że od nas dowiedział się, o co jest oskarżony P. Podczas rozmowy z nami był zszokowany. – Wygląda na to, że będziemy musieli zakończyć współpracę – stwierdził polityk PiS. Nic nie wie, o rezygnacji złożonej przez Marcina P. Z kolei P. przekonuje nas, że złożył ją miesiąc temu. I to tylko dlatego, że walczy o opiekę nad dzieckiem i musi mieszkać w Polsce.

fakt.pl

Istnieją dwie odmiany wody? Taki zdumiewający wniosek płynie z badań szwedzkich naukowców

Piotr Cieśliński, 27 czerwca 2017

Dwa gatunki wody według artysty.

Dwa gatunki wody według artysty. (Mattias Karlén)

Istnienie dwóch odmian wody – o innej strukturze i gęstości – może wyjaśniać różne dziwactwa tej cieczy, dzięki którym możliwe jest… życie.

Woda to jedna z najpowszechniejszych, ale i najbardziej zagadkowych substancji na Ziemi. Jest na przykład jedną z bardzo rzadkich cieczy, która osiąga największą gęstość powyżej punktu zamarzania (w temperaturze ok. 4 st. C). Chłodniejsza jest lżejsza, a więc się unosi, dzięki czemu zbiorniki wodne zamarzają od góry, a przy dnie temperatura nigdy nie spada poniżej 4 st. (co jest wielce szczęśliwą okolicznością dla podwodnego życia).

Woda ma też zadziwiająco dużą pojemność cieplną, dzięki czemu morza i oceany łagodzą dobowe wahania temperatury na Ziemi.

Moment równowAgi: Picie wody to podstawa. Jak ją urozmaicić, by była pyszna i zdrowa?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22010775,video.html

W informacji prasowej na temat swojego odkrycia szwedzcy naukowcy podają, że woda odróżnia się od zdecydowanej większości innych cieczy w aż ponad 70 różnych własnościach. Jest zagadką, skąd się bierze ta jej odmienność.

Choć woda jest bardzo prostym związkiem chemicznym – dwa atomy wodoru i jeden atom tlenu – wciąż nie potrafimy w pełni wyjaśnić jej anomalnych własności.

Wiadomo, że między sąsiednimi cząsteczkami wody tworzą się wiązania wodorowe. Te lokalne połączenia nie są trwałe, stale się zrywają, ale też stale zawiązują się nowe. W temperaturze 20 st. C w każdej chwili aż 80 proc. molekuł wody „trzyma się za rękę”, tworząc co chwila zmieniające się struktury (klatraty).

>>W czym się szybciej pływa – w kisielu czy w wodzie?

Kiedy wodę schłodzi się tak szybko, że jej cząsteczki nie zdążą zająć swoich miejsc w uporządkowanej strukturze krystalicznej (np. heksagonalnej, jak w zwykłym płatku śniegu), powstaje tzw. lód bezpostaciowy, zwany też amorficznym. W takim lodzie utrzymany zostaje nieporządek charakterystyczny dla cieczy, tj. cząsteczki wody nie tworzą sieci krystalicznej. Słowem, struktura wody zostaje „zamrożona” w jej chwilowym i chaotycznym stanie. Fachowo mówi się, że ulega zeszkleniu, czyli ma strukturę podobną do szkła.

Naukowców od dawna intryguje to, że lód amorficzny ma dwie odmiany – mniej i bardziej gęstą. Spekulowano, że obie fazy takiego lodu mogą odpowiadać dwóm odmianom ciekłej wody, które mają różną strukturę na poziomie molekularnym.

Teraz szwedzkim naukowcom udało się to potwierdzić. Za pomocą promieniowania rentgenowskiego badali strukturę oraz ruch cząsteczek H2O podczas przemiany bardziej gęstej odmiany amorficznego lodu w mniej gęstą. Odkryli, że ta przemiana na poziomie atomowym przypomina przejście między dwoma ultralepkimi cieczami. Tak jakby rzeczywiście były to dwie odmiany zeszklonej wody – o mniejszej i większej gęstości.

Badania lodu amorficznego promieniami X przeprowadzono w Argonne National Laboratory koło Chicago oraz w laboratorium DESY w Hamburgu. Wyniki publikuje najnowsze wydanie tygodnika „PNAS”.

To fascynujące, że wciąż można dokonywać nowych odkryć na temat wody – mówi Daniel Mariedahl, doktorant na Uniwersytecie Sztokholmskim. – Niewielu wie, że już Wilhelm Röntgen, odkrywca promieniowania X, sugerował, że woda istnieje w dwóch formach i to może wyjaśniać jej dziwactwa i anomalie.

– Prawdopodobnie w temperaturze pokojowej woda nie może się zdecydować, którą formę przyjąć – o niskiej lub wyższej gęstości – więc stale fluktuuje między obiema fazami – mówi Lars G.M. Pettersson, profesor chemii teoretycznej na Uniwersytecie Sztokholmskim. – Można by rzec, że woda to nie jest skomplikowana ciecz, lecz dwie ciecze ze skomplikowanymi relacjami między sobą.

 

wyborcza.pl

 

Wiemy już, gdzie byli policjanci z Radomia w czasie ataku na manifestantów -u nacjonalistów z MW.

 

Balcerowicz: Odsunięcie PiS od władzy jest konieczne, bo będziemy mieli PRL, tyle że w narodowo-katolickim sosie [WYWIAD NEXT]

Piotr Skwirowski
26.06.2017

 

Leszek Balcerowicz

Leszek Balcerowicz (Agencja Gazeta)

Reżimy autorytarne, albo te, które dążą do opanowania państwa, posługują się trzema metodami. Przekupywanie, czyli dosypywanie pieniędzy z budżetu. Tu PiS już osiągnął maksimum. Ogłupianie. Myślę, że tu też już jest maksimum. Bez jakichś specjalnych ruchów, przejęcia mediów prywatnych, co byłoby bardzo źle odebrane za granicą, nie mają rezerw. Zostało zastraszanie – mówi prof. Leszek Balcerowicz

 

Piotr Skwirowski: Stwierdził pan niedawno, że trzeba bić się z PiS o Polskę…

Leszek Balcerowicz, profesor SGH, były wicepremier i minister finansów, były szef NBP, przewodniczący Unii Wolności: Nawet to napisałem.

Napisał pan książkę pod takim tytułem. Dlaczego trzeba się bić z partią Kaczyńskiego? Co takiego złego się dzieje?

– „Dobra zmiana” jest próbą cofania nas w kierunku ustroju, który był bardzo zły i z którego cudem wyszliśmy począwszy od 1989 r. To znaczy do socjalizmu i PRL-u, tyle tylko że w narodowo-katolickim sosie. Tamten ustrój polegał na tym, że w miejsce podziału władz, mieliśmy koncentrację władzy w rękach jednej partii. To wykluczało demokrację. Nadto, w tamtym ustroju wszystko było państwowe, czyli upolitycznione, bo był zakaz własności prywatnej. Tamten ustrój trzymał się na trzech fundamentach. Po pierwsze – rozdawnictwo. Tak długo jak się dało. Epoka Gierka jest ostatnim przykładem socjalistycznego rozdawnictwa. Po drugie – ogłupianie poprzez opanowane media. I po trzecie – zastraszanie poprzez środki represji i tak zwany wymiar sprawiedliwości.

Widzi pan to wszystko w dzisiejszej Polsce?

– Nie twierdzę oczywiście, że jesteśmy dziś w sytuacji PRL-u. Na szczęście nie i nie dopuścimy do tego. Trzeba jednak patrzeć na to, co się dzieje. Na kierunek. Żeby reagować mocno i na czas.

Co się dzieje?

– Mamy polityczne rozdawnictwo na skalę niespotykaną po 1989 r. Po pierwsze z budżetu. Tak, że on trzeszczy, a wymaga naprawy. Do tego dochodzi rozdawnictwo posad. To przypomina być może PSL, tylko skala w przypadku PiS-u jest nieporównywalnie większa. I to jest kompletnie bezwstydne. Uzasadniane patriotyzmem, potrzebą posiadania patriotycznych kadr. Mateusz Morawiecki, powiedział niedawno, że wreszcie, po 25 latach, mamy w Polsce patriotyczne kadry!

Idźmy dalej. Ogłupianie, którego skala przewyższa to, co pamiętam ze stanu wojennego. Mamy do czynienia z agresywnym prostactwem i nawałem kłamstwa.

No i wreszcie zastraszanie. Oczywiście, że nie jest to skala PRL-u, gdzie wszystkie służby państwa działały w celu utrzymania monopolu partii i własności państwowej. Ale PiS próbuje iść w tym kierunku. Mamy przejęcie prokuratury przez człowieka, który nigdy nie powinien podejmować decyzji w sprawach innych ludzi. Mam na myśli Zbigniewa Ziobrę. A obok niego Mariusza Błaszczaka i Antoniego Macierewicza. To osoby, które nawet nie tają, że służą partii i wodzowi, a nie praworządnemu państwu. Wzrosły uprawnienia prokuratury, Trybunał Konstytucyjny został przekształcony w PiS-TK. Mamy ataki na niezawisłe sądy.

PiS próbuje więc opanować państwo i się w nim utrwalić. Aby temu przeciwdziałać potrzebne są silne struktury społeczeństwa obywatelskiego. W dalszym ciągu pokładam duże nadzieje w KOD. Cieszę się, że ma on nowe władze. Mam nadzieję, że będą tak działać, że żaden funkcjonariusz państwa, który łamie zasady państwa prawa, nie będzie anonimowy. PiS nie będzie wieczny. Nic nie zostanie zapomniane. I będzie rozliczone.

Wierzy pan w rozliczenie? Czy będzie tak jak po poprzednich rządach PiS? Na wszystko co złe machniemy ręką?

– Nie chodzi tylko o rozliczenia w sensie prawnym. Jest też kwestia ostracyzmu ze strony różnych środowisk społecznych. Proszę sobie przypomnieć, jak skończyli spikerzy telewizyjni stanu wojennego. Trzeba też bacznie obserwować co spotyka ludzi, którzy przeciwstawiają się psuciu tego, co Polska osiągnęła po 1989 r. To kiedyś robił KOR. Teraz muszą to robić organizacje społeczeństwa obywatelskiego. Żeby te osoby nie czuły się osamotnione. Trzeba zwiększać ryzyko konsekwencji dla potencjalnych złoczyńców i zmniejszyć poczucie ryzyka dla tych, którzy nie godzą się ze złem.

A wymiar sprawiedliwości?

– Jedną z największych zdobyczy Polski po 1989 r. było to, że sądy stały się niezawisłe. Teraz mamy do czynienia z atakiem na niezawisłe sądy przypominającym czasy wczesnego faszyzmu. Mam nadzieję, że badacze języka zajmują się analizą porównawczą języka PiS, języka komunizmu i języka faszyzmu. Ja sam dostrzegam tu podobieństwa, ale nie jestem zawodowym badaczem języka, tylko zaangażowanym amatorem.

Wedle mojej wiedzy w żadnym ustabilizowanym kraju demokratycznym nie ma takich ataków na sądy, z jakimi mamy do czynienia w Polsce za PiS-u. Temu należy się zdecydowanie przeciwstawiać. Jeśli doszłoby do prób kontrolowania sądów, trzeba rejestrować kto to robi, i jacy sędziowie ulegają naciskom.

Mamy problemy ustrojowe, próbę odejścia od demokracji…

– Ja bym powiedział, że mamy atak na państwo prawa, które definiuje się między innymi w ten sposób, że nikt nie stoi ponad prawem, że państwo respektuje podstawowe wolności, zwłaszcza prawo do uczciwego procesu. To jest samo w sobie bardzo ważne. Jeżeli państwo prawa jest nadwyrężone, to pośrednio bije to w demokrację. Proszę popatrzeć co dzieje się z liderem opozycji w Rosji, Aleksiejem Nawalnym. Trafia pod sąd Putina i ten pozbawia go możliwości konkurowania. Proszę popatrzeć co dzieje się w Wenezueli pod rządami Maduro. Tam mamy Maduro-Trybunał. Tak jak my mamy PiS-Trybunał.

U nas jeszcze opozycji nie zamykają. Nie jest aż tak źle.

– Zaraz, zaraz! Jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny, to to co zrobił PiS przypomina to, co zrobił Maduro. Ten Trybunał, który został przejęty przez prawników słuchających rozkazów Maduro, przyjął przepisy, które pozbawiły opozycyjny parlament kompetencji. Oni się trochę cofnęli, ale Trybunał został.

Przejdźmy do gospodarki…

– Jeszcze moment. Chcę powiedzieć, że ta część niegospodarcza jest niesłychanie ważna. Rozdział na politykę i gospodarkę jest sztuczny. Nawet, gdyby było tak, że w gospodarce jest dobrze, to sam fakt przekształcenia państwa, z państwa prawa i demokracji, w ich przeciwieństwo, jest bardzo niepokojący i haniebny. Wywołuje reperkusje międzynarodowe. Wystarczył, żeby zrobić z Polski pariasa na Zachodzie. Oprócz tego, jeśli ktoś nadwyręża państwo prawa, to szkodzi gospodarce. Podważa zaufanie do państwa. A przecież najważniejszy czynnik rozwoju, czyli inwestycje prywatne, opiera się na zaufaniu.

I tych inwestycji nie ma.

– Jeszcze przed PiS-em były zbyt niskie, a polityka PiS-u je dołuje.

Ale mimo to gospodarka jako całość wygląda zupełnie nieźle. Przynajmniej jeśli spojrzeć na podstawowe wskaźniki: wzrost, inflację, zatrudnienie, konsumpcję, bezrobocie, produkcję…

– Działacze PiS i hejterzy próbują pokazać, że jest dobrze, a nawet lepiej. I wmawiają krytykom, że jakoby mówili, iż natychmiast po przejęciu rządów przez partię Jarosława Kaczyńskiego gospodarka się załamie. Może tacy byli. Ale nikt z poważnych.

W fundacji FOR prawie dwa lata temu powstał raport, w którym pokazywaliśmy co będzie się działo z gospodarką za 25 lat. Pokazaliśmy zagrożenia dla wzrostu: spadek zatrudnienia związany z demografią, bardzo niskie inwestycje, zwłaszcza prywatne i spadające tempo wzrostu efektywności. Na tym tle przedstawiliśmy trzy scenariusze. Optymistyczny, czyli taki, w którym podejmuje się kroki żeby zneutralizować te niebezpieczeństwa. Na przykład podnosi się wiek emerytalny, aktywizuje się nieczynnych zawodowo ludzi zdolnych do pracy, usuwa się przeszkody dla inwestycji, przede wszystkim niepewność tworzoną przez politykę.

Drugi scenariusz był zły. Nie podejmowało się tu kroków neutralizujących zagrożenia. Pokazywaliśmy, że to musi prowadzić do wyraźnego spowolnienia. Nie mówiliśmy, że to będzie od razu oznaczało załamanie, lecz stopniowe wytracanie szybkości przez Polskę i wielkie ryzyko, iż przestaniemy doganiać Zachód, w tym Niemcy. W związku z tym utrzyma się spora luka w poziomie życia pomiędzy Polską i Niemcami i młodzi Polacy będą wyjeżdżać, głównie do Niemiec.

Trzeci scenariusz był najgorszy. Nie dość, że nie było w nim reform, to były antyreformy. Choćby obniżenie wieku emerytalnego, czy wzrost upolitycznienia gospodarki. Czyli dodanie problemów do tych już istniejących. Ostrzegaliśmy, że w tym scenariuszu spowolnienie będzie wyraźniejsze. I gdyby do tego doszły wstrząsy zewnętrzne, które by sprzęgły się z problemami wewnętrznymi, zwłaszcza w finansach publicznych, to nie da się wykluczyć załamania gospodarki.

To, co do tej pory obserwujemy, to najgorszy scenariusz: brak reform i antyreformy. Na krótką metę jest to neutralizowane poprawiającą się sytuacją gospodarczą w Unii Europejskiej, zwłaszcza u naszego największego partnera gospodarczego, czyli w Niemczech. Ale na dłuższą metę PiS ciągnie nas w kierunku silnego spowolnienia, a być może kryzysu.

No, ale wzrost wrócił właśnie do 4 proc.

– Są analizy poważne i niepoważne. Głupie analizy przy każdym bieżącym wskaźniku, który się poprawia, ogłaszają sukces. Nie odróżniają wahań od tendencji. Nie odróżniają wskaźników istotnych od nieistotnych. W dużej mierze takie analizy piszą ekonomiści bankowi, którym płaci się za to, że patrzą na krótką metę. Złośliwie można by powiedzieć, że są opłacani za krótkowzroczność.

Jeśli ktoś myśli o nieco dalszej przyszłości, to na przykład patrzy na takie wskaźniki, jak dług publiczny, jego wzrost w stosunku do PKB oraz na to, co dzieje się z inwestycjami prywatnymi. A te wskaźniki wyglądają u nas źle. To sygnalizuje, że jeżeli polityka się nie zmieni, to te problemy, najpierw w finansach publicznych, będą szybko rosły.

Gdyby konsumpcja, która rośnie przez ileś kwartałów, zapewniała automatycznie dalszy trwały wzrost gospodarki, to do dziś żylibyśmy w cudzie Gierka. Za Gierka wzrosła w Polsce nawet konsumpcja bananów.

Ale tylko w okolicach świąt.

– Nieeee. Wtedy pojawiły się banany poza świętami. Każdy człowiek zrozumie, że między niektórymi działaniami, a ich skutkami występują opóźnienia. Tak jest też w przyrodzie. Nikt nie oczekuje, że dziecko narodzi się zaraz po poczęciu. W gospodarce pod rządami PiS mamy miłe złego początki, lecz koniec żałosny. Trzeba patrzeć na wskaźniki, które sygnalizują zagrożenia dla przyszłości. Trzeba patrzeć na tendencje. I to wszystko porównywać.

Tego, co stało się z inwestycjami w 2016 r. nie da się wytłumaczyć żadnymi innymi przyczynami niż wewnętrzne, czyli polityką.

Ekonomiści dość powszechnie twierdzą, że inwestycje się odbiją.

– Bez wątpienia odbiją się inwestycje samorządów. Odbiją się w związku z wykorzystywaniem przez nie nowej puli pieniędzy unijnych. Samo w sobie może to wystarczyć nawet do podbicia tempa wzrostu do poziomu 4 proc. PKB. Tylko z tego nic nie wynika dla zagrożeń. Trzeba patrzeć na dynamikę długu publicznego i na inwestycje prywatne.

Jeśli patrzy się na dłuższą metę, to trzeba zwrócić uwagę na miny jakie podkłada rząd PiS. Ogromną miną, która może wybuchnąć, jest przejmowanie banków przez państwo.

No właśnie, jak pan patrzy na repolonizację banków?

– Trzeba to nazwać nacjonalizacją. Opieram się na porządnych badaniach. Z dziesięć lat temu ukazał się raport Banku Światowego z badań 110 krajów. Wynikało z niego, że im więcej państwa w bankach tym większe ryzyko kryzysu bankowego. Bo jak jest państwo w bankach, to na ogół mamy polityczną ingerencję w rozdział kredytów. A to się smutno kończy. Na przykład w Słowenii, gdzie 70 proc. aktywów bankowych było w rękach państwa. I wybuchł ogromny kryzys w bankach, straty wynosiły ok. 30 proc. PKB. W Hiszpanii banki upolityczniane na poziomie regionów (cajas) poszły w inwestycje pod publiczkę, w budowę aqua-parków. Skończyło się to krachem. To tylko przykłady.

PiS o tym nie wie? Prezes Kaczyński z pewnością doskonale pamięta PRL.

– Ale może nie rozumie. Nie wiem co Kaczyński ma na myśli, gdy mówi „silne” państwo. Że państwo ma rozległą władzę? Gdy słucham Mateusza Morawieckiego i innych działaczy PiS, to myślę, że ich zdaniem polityka gospodarcza, to powiększanie państwowego folwarku i zarządzanie tym folwarkiem. To są naleciałości, albo z feudalizmu, albo z socjalizmu. Z PRL pamiętamy zjednoczenia, teraz mamy narodowe holdingi. Ma być narodowy holding hotelarski, narodowy holding przemysłu spożywczego, itp.

Ale przecież Mateusz Morawiecki pracował w prywatnym, zagranicznym, banku.

– Proszę pana….

Pracował w radzie gospodarczej przy premierze Tusku.

– To czynnik obciążający. Bo razem z Janem Krzysztofem Bieleckim popierali etatyzm, czyli wzmacnianie obecności państwa w gospodarce. Jak ktoś nie zrozumiał na czym polega wolna gospodarka w ramach prawa, to właśnie tak się zachowywał. Zostawmy to jednak. To, że ktoś pracował w prywatnym banku zagranicznym, nie musiało oznaczać, że odpowiadał za jakieś istotne sprawy. I, że w związku z tą pracą, pojmuje całą gospodarkę.

Wierzy pan w skuteczność planu Morawieckiego?

– To nie jest żaden plan. Bo plan to jest jasno określony cel i fachowo dobrane środki. W „planie” Morawieckiego jest mnóstwo sloganów. Między innymi cytaty z Piłsudskiego, który jak wiadomo był wielkim ekspertem gospodarczym (śmiech). Mówił, że albo Polska będzie wielka, albo jej nie będzie wcale. Morawiecki to powtarza. Ale są tam też pewne sensowne cele: żeby zwiększyć oszczędności i inwestycje w Polsce i przyspieszyć wzrost. Tyle tylko, że proponowane środki są przeciwne do tych, które prowadziłyby do osiągnięcia owych celów.

Mamy być potęgą w nowych gałęziach gospodarki. To chyba dobrze?

– Dowiadujemy się, że w Polsce ma powstać milion samochodów elektrycznych. Faraonowie też mieli swoje kaprysy.

I sporo po nich zostało.

– Tak. Tylko szkoda ludzi. Gdyby Morawiecki wykładał własne pieniądze, to byłaby zupełnie inna sytuacja. Na tym polega istota problemu z politykami, którzy chcą decydować o projektach inwestycyjnych. Oni nie ryzykują własnych pieniędzy, lecz publiczne. Nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za straty. I co gorsza, inwestycje pod publiczkę, za które są nagradzani popularnością, są często marnotrawieniem pieniędzy. Jest też druga strona: jeśli trafią, co zdarza się rzadko, nie mogą uczestniczyć w zyskach. Czyli, system bodźców polityków jest przeciwieństwem tego, co potrzebne do trafnego wyboru inwestycji. Każdy, kto wierzy, że zwiększanie udziału polityków w inwestycjach jest drogą do rozwoju, ma sprany mózg, albo nie wyciągnął wniosków z PRL. Zresztą nie chodzi tu tylko o PRL, a o wszystkie doświadczenia etatyzmu.

A Grabski?

– W II Rzeczpospolitej, skoro pan o niej wspomina, było wielu świetnie wykształconych ekonomistów, którzy wskazywali na marnotrawstwo związane z etatyzmem. Co do Grabskiego, to jego główna zasługa polegała na stłumieniu hiperinflacji, zresztą po paru nieudanych próbach. Ponadto, co do niektórych propozycji, trudno się było pomylić. Bo gdzie można było w tamtych warunkach wybudować port? Tylko w Gdyni.

Agencje ratingowe po pierwszym okresie silnego zaniepokojenia tym, co dzieje się w Polsce przestały nas karcić cięciami ocen. Ba, podnoszą prognozy wzrostu gospodarczego.

–  Bo nie doceniły dynamiki polskich samorządów. Oraz tego, że wzrost konsumpcji ciągle się utrzymuje. Ale gdyby prognozować na podstawie dynamiki konsumpcji, to jak już mówiłem mielibyśmy do dziś bonanzę gierkowską. Agencje, i to nie jest żadna krytyka, są wynagradzane za dostarczanie wierzycielom informacji o ryzyku niewypłacalności kraju. Zwłaszcza na krótszą metę. Taką mają misję. A choć sytuacja finansów publicznych Polsce jest, jak na obecną koniunkturę, zła, to nie ma dostrzegalnego ryzyka niewypłacalności. Co nie znaczy, że nie mamy przed sobą niedobrych scenariuszy.

Przypominam kompletną utratę sojuszników. I sprowadzenie Polski do poziomu pariasa na Zachodzie.

W gospodarce są nam potrzebni sojusznicy?

– Nawet Niemcy w UE na ogół nie są w stanie bronić samodzielnie tego, co by chciały. A Polska?! Dostarczamy amunicji tym, którzy chcieliby przeprowadzić przez Unię projekty dla nich politycznie dobre, ale niekoniecznie korzystne dla innych krajów. Na przykład używanie hasła dumpingu socjalnego, żeby podwyższać ceny wprowadzane na usługi, które my świadczymy, na przykład transportowe, to nieuzasadniony protekcjonizm ze strony krajów bogatszych. Ale żeby skutecznie przeciwstawić się takim pomysłom, trzeba mieć zdolność do zawierania sojuszy. A jaką Polska, pod rządami PiS, ma zdolność sojuszniczą? Nawiasem mówiąc, trzeba się dowiedzieć, czy rząd PiS nie protestował przeciw niekorzystnym dla polskich przewoźników i kierowców propozycjom Komisji Europejskiej. I czy te propozycje popierał Związek Zawodowy „Solidarność”. Niech publicznie odpowiedzą na to pytanie.

Politycy w demokracji biorą pod uwagę nastroje społeczne. Polska ma zszarganą przez PiS opinię we Francji, Niemczech i innych krajach. A przecież tam były i są głosy, że polski hydraulik zabiera pracę rodzimym fachowcom. Tamtejszym politykom nie opłaca się iść pod prąd takim głosom i stawać po stronie kraju, któremu własny rząd dorobił gębę. To konsekwencja nieodpowiedzialnej polityki PiS, która doprowadziła do osamotnienia Polski w UE. Polska polityka jest dziś antyeuropejska, a przecież UE jest nam bardziej potrzebna, niż my jej. Niż my na przykład Francji. Im Putin nie zagraża.

Widzi pan groźbę wyjścia Polski z Unii?

– Właśnie to powiedziałem, nie używając tego słowa.

Dlatego dopytuję.

– Powiem wprost. Ludziom, którzy dokonali haniebnego ataku na Trybunał Konstytucyjny nie można wierzyć. Trzeba przyjąć, że są zdolni do wszystkiego. Dziś Trybunałem dyryguje osoba pozbawiona moralnych i intelektualnych kompetencji. To nie jest już Trybunał, to jest PiS-Trybunał. Uważam zresztą, że nazywając instytucje niekonstytucyjnie przejęte przez PiS należy dodawać przedrostek PiS, żeby ludzi nie wprowadzać w błąd. Mamy więc PiS-Trybunał, PiS-TV…

Wspominał pan kilka razy konsumpcję. Jak pan ocenia program 500+, który konsumpcję napędza?

– Wszystko zależy od kryteriów. Jeśli trzymać się obietnicy z kampanii, że będzie dzięki temu więcej dzieci, to należy to traktować jako oszustwo.

Nie będzie więcej dzieci?

– Nie znam badań międzynarodowych, które pokazywałyby, że od programów tego typu znacząco przybędzie dzieci. Jeśli będzie trochę więcej dzieci, to przy horrendalnych kosztach. Ten sam cel można by było osiągnąć przy niższych kosztach zwiększając np. sieć żłobków i przedszkoli.

Część ekonomistów zwraca uwagę, że dzieci z programu 500+ trafią na rynek pracy najwcześniej za 20 lat.

– No właśnie. Chyba, że wprowadzą obowiązek pracy nieletnich (śmiech).

Tu to pan już przesadza. Może wrócą czyny społeczne, partyjne, skoro mamy się trzymać retoryki z czasów PRL. Ale nie praca dzieci.

– Tak poważnie, jeśli chce się pomagać ludziom, to trzeba zadbać o tych, którzy potrzebują pomocy. Zobaczyć, kto nie ma pracy, a byłby do niej zdolny. Zobaczyć, gdzie są bariery edukacyjne. I tu skierować pieniądze.

Trudno sobie wyobrazić dobre życie rodziny w sytuacji, kiedy się nie pracuje. A 500+ zachęca niektórych ludzi do rezygnacji z pracy. W sytuacji, w której i tak mamy problem na rynku pracy.

Jak pan ocenia obniżkę wieku emerytalnego?

– Szukam porównań. To jest to, co robiła Grecja, gdy zmierzała do katastrofy. Tam rozdawano przywileje emerytalne. Coś podobnego jak u nas. Bo niższy wiek emerytalny to rodzaj przywileju. Przejdziesz na emeryturę i przez więcej lat będziesz pobierać pieniądze, których w kasie państwa nie ma. Dlaczego ZUS-u nie dało się obrabować? Bo tam nie ma pieniędzy. Tam pieniądze są wpłacane i natychmiast wypłacane emerytom. Trudno sobie wyobrazić większą nieodpowiedzialność niż coś takiego. To zresztą jest część paktu Dudy z Dudą. Szef „Solidarności” Piotr Duda zawarł go z Andrzejem Dudą i całym PiS-em. I w ten pakt wpisali najgorsze propozycje: niższy wiek emerytalny, zakaz handlu w niedzielę… To nie jest „Solidarność”. To anty-Solidarność.

Jeśli wiele osób zrezygnuje z pracy i zacznie wcześniej pobierać pieniądze, to w sytuacji trzeszczącego budżetu, będziemy mieli dodatkowy cios, w postaci zwiększonych wydatków i mniejszej liczby pracujących. Kompletne przeciwieństwo tego, co nam potrzebne.

Kłopoty na rynku pracy fundujemy sobie sami?

– Wie pan, paradoksalnie może być tak, że ci, którzy poszukują pracy, będą mieli jeszcze lepszą sytuację. Zwolnią się miejsca pracy, pracodawcy będą musieli płacić więcej, by przyciągnąć pracowników. Dla firm to jednak kłopot. Dla gospodarki też. Będziemy też mniej konkurencyjni i będziemy się wolniej rozwijać.

Imigranci mogą tę lukę wypełnić?

– Dobrze, że możemy ściągnąć do siebie ludzi bliskich nam kulturowo. Ale z analiz wynika, że nie zasypią oni całej dziury na naszym rynku pracy.

Mamy tu też paradoks. Jeśli na skutek rządów PiS dojdzie do spowolnienia wzrostu, a to jest bardzo prawdopodobne, to część ludzi będzie z Polski wyjeżdżać. Już nie do Wielkiej Brytanii, ale do Niemiec. I będą się tam osiedlać. PiS-owscy patrioci, przez swoją politykę, będą tam wypychać ludzi.

A mieli sprawić, że Polacy zaczną wracać do kraju.

– No właśnie: czarne jest białe, a białe czarne.

Za czasów Jacka Rostowskiego w Ministerstwie Finansów, bardzo dobitnie alarmował pan, że szybko rośnie nam dług publiczny. Teraz jest o tym ciszej. Nie mamy problemów z długiem?

– Tu nie chodziło o Rostowskiego. Trzeba było zacząć o tym mówić.

Ale teraz pan i fundacja FOR mówicie o tym rzadziej.

– Problem z długiem oczywiście cały czas jest. I to potężny. Przyjmuję sygnał od pana, że za rzadko o tym mówimy.

Na waszym liczniku długu publicznego w centrum Warszawy jest już ponad bilion złotych.

– To upamiętniliśmy. Przypomnę hasło: I ty możesz być bilionerem.

Deficyt sektora finansów publicznych. Balansujemy na dopuszczalnej w UE granicy 3 proc. PKB, ale jesteśmy poniżej. Grozi nam, że przekroczymy tę granicę?

– Cały czas o tym mówię. Mówię o całości finansów publicznych. W tym stanie koniunktury gospodarczej powinniśmy mieć nadwyżkę. A mamy jeden z najwyższych deficytów w UE. Czesi mają wzrost podobny do nas i będą mieli 0,5 proc. deficytu. Szwajcaria ma nadwyżkę. Niemcy też. W strefie euro większość krajów ma dużo niższy deficyt niż my.

Od początku było wiadomo, że samo uszczelnienie podatków nie jest w stanie sfinansować dwóch rzeczy na raz: dodatkowych wydatków i ograniczania deficytu.

Rząd wykonał pewne ruchy, które pozwolą mu wykazać, że w tym roku nie ma katastrofy. To, że zrobiono wcześniej zwroty VAT, pod koniec zeszłego roku, odciążając tegoroczny budżet, to, że zmieniono zasady rozliczeń tak, że można dłużej trzymać pieniądze podatników, to, że blokowane są zwroty VAT. To pomaga budżetowi, ale nie uzdrawia sytuacji.

Nie wierzy pan w skuteczność walki o uszczelnienie systemu podatkowego?

– Chyba sam PiS patrząc na, jak wyliczono, sięgającą blisko 50 mld zł lukę w VAT, nie wierzył, że uda się ściągnąć całą tę kwotę. W FOR przygotujemy ocenę rozwiązań uszczelniających. Popatrzymy, które mają skutki uboczne i czy bardziej nie biją w uczciwych podatników, niż w oszustów. Ocenimy dlaczego ludzie wolą płacić podatki za granicą, na przykład w Czechach.

Do głosu doszła u nas mentalność autorytarna: trzeba więcej kontrolować i mocniej karać. 25 lat za jakieś przestępstwo podatkowe, to skrajny przejaw takiej mentalności.

Jak to się stało, że populiści doszli do władzy i decydują dziś o naszej przyszłości.

– W polityce jak w sporcie. Czasami wygrywa słaby. Dlatego, że rywal jest jeszcze słabszy. PiS na tym skorzystał. Mam na myśli błędy PO. Rozmontowanie OFE to błąd polityczny. Mogło się podobać wyborcom PiS, ale nie mogło przypaść do gustu wyborcom PO. Do tego taśmy z podsłuchów. Swoją drogą ciekawe, kto je zainspirował.

Ale te ośmiorniczki z taśm przy tym co dzieje się dziś, przy skoku na posady, na kasę, przy deformie edukacyjnej, wycince drzew, ataku na sądy, Trybunale… to przecież żałosny drobiazg.

– I właśnie o to chodzi. Z małych rzeczy mogą być duże polityczne konsekwencje. Każdemu wydaje się, że się zna na ośmiorniczkach, ale na miliardach już mniej. Na Zachodzie też zdarzają się afery. Ale wyciąga się z nich konsekwencje. Premier Irlandii, który miał duże zasługi w wyciąganiu tego kraju z kryzysu zapowiedział, że nie będzie się ubiegał ponownie o to stanowisko z powodu jakiegoś skandalu w policji. A my mamy śmierć człowieka na komisariacie i nikt nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. To przepaść między mentalnością polityków, zwłaszcza PiS, a standardami zachowań przyjętymi w krajach Zachodu.

PiS miał niebywałe szczęście. Komorowski nie musiał przegrać. Nie musiało się tak stać, że dwie partie naraz otrą się o próg wyborczy i nie wejdą do parlamentu. Czynników, które sprzyjały wygranej PiS było bardzo dużo.

Może Platforma zapłaciła też za podniesienie wieku emerytalnego? To było bardzo niepopularne.

– Być może. Popierałem to rozwiązanie, jako wyraz odpowiedzialności Donalda Tuska i PO za kraj. Zrobiono to jednak bez kampanii, która tłumaczyłaby ludziom, o co chodzi. Takie rzeczy robi się po dużej, dobrze przygotowanej kampanii informacyjnej i edukacyjnej. No chyba, że jest katastrofa, jak w 1989 r., i nie ma co tracić czasu, bo trzeba gasić pożar. Tu tego zabrakło.

Jaki scenariusz na przyszłość pan widzi? PiS zostanie odsunięty od władzy w najbliższych wyborach?

– Uważam, że prognozowanie jest stratą czasu. Jestem przekonany, że odsunięcie PiS jest konieczne i możliwe. I na tyle, na ile mogę, staram się przyczyniać do tego, że ludzie, którzy nie wierzą w straszną propagandę PiS-u, bardziej się zmobilizują i spowodują, że PiS z Kukizem nie będą dalej rządzić. A Andrzej Duda nie zostanie wybrany na następną kadencję.

A jest w ogóle szansa wygrania z populistami? Z kimś kto łopatami rozdaje pieniądze?

– Reżimy autorytarne, albo te, które dążą do opanowania państwa, posługują się trzema metodami. Już o nich mówiłem. Przekupywanie, czyli dosypywanie pieniędzy z budżetu. Tu PiS już osiągnął maksimum. Ogłupianie. Myślę, że tu też już jest maksimum. Bez jakichś specjalnych ruchów, przejęcia mediów prywatnych, co byłoby bardzo źle odebrane za granicą, nie mają rezerw. Zostało zastraszanie. Nie sądzę, żeby nawet jeśliby chcieli, było to możliwe na skalę masową. Będzie to więc raczej selektywne. Przy pomocy prokuratury, służb specjalnych. I tu jest rola zorganizowanej opozycji, łącznie z KOD-em, żeby żaden funkcjonariusz, który będzie brał w tym udział, nie był anonimowy i musiał się liczyć z ryzykiem, że będzie rozliczony, w taki czy inny sposób. I wtedy ta trzecia dźwignia będzie mało efektywna.

next.gazeta.pl

%d blogerów lubi to: