Morawieccy – ojciec i syn będą przerabiać

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbo0wał swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

 

Kornel Morawiecki jest za przyjęciem uchodźców, ale trzeba ich „przerobić na nas”. Krytykuje Piotrowicza i Macierewicza

Ludmiła Anannikova, 

Marszałek Senior Kornel Morawiecki. Warszawa, 24 listopada 2016

Marszałek Senior Kornel Morawiecki. Warszawa, 24 listopada 2016 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Kornel Morawiecki, lider koła poselskiego Wolni i Solidarni oraz ojciec premiera Mateusza Morawieckiego, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że Polska może przyjąć 7 tys. uchodźców. Skrytykował również Antoniego Macierewicza za psucie relacji z Rosją.

– Te 7 tys. na 40-milionowy kraj, na które zgodził się poprzedni rząd, nie powinno być problemem. Tylko powinniśmy przybyszom postawić wymagania, zmusić ich do wysiłku, sami podjąć działania, które „ich” przerobią na „nas” – stwierdził Kornel Morawiecki w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej”.

Według lidera klubu Wolni i Solidarni obecny rząd, którym kieruje jego syn Mateusz, powinien uruchomić korytarze humanitarne. – Nie ma powodów do zwlekania – powiedział.

„On chciał doradzać i Tuskowi, i Lechowi Kaczyńskiemu”. Kornel Morawiecki ujawnia nieznane dotąd historie z przeszłości premiera

http://www.gazeta.tv/plej/19,155168,22807471,video.html

O uruchomienie korytarzy humanitarnych już w 2016 r. zabiegał Caritas Polska. Chciał pomagać Syryjczykom, którzy uciekli do Libanu, a których życie wciąż jest zagrożone. Po przyjeździe do Polski byliby włączani do rodzin lub umieszczani pod opieką parafii. Choć początkowo chodziło o zaledwie 50 osób, rząd Beaty Szydło się nie zgodził.

Kornel Morawiecki: Nie możemy się odwracać od Rosji

W wywiadzie Morawiecki skrytykował również decyzję PiS o wyborze Stanisława Piotrowicza na przewodniczącego komisji sprawiedliwości. Gdy dziennikarz zapytał, czy on jako bojownik walki z komuną nie ma problemu z tym, że to właśnie Piotrowicz, były prokurator stanu wojennego odznaczony przez poprzedni reżim za gorliwość, pełni dziś tę funkcję, Morawiecki odpowiedział, że to była „zła decyzja”.

Morawiecki ma również zastrzeżenia do Antoniego Macierewicza. Jego zdaniem szef MON nie powinien oskarżać Rosji o zamach w Smoleńsku „bez żelaznych dowodów”, bo psuje relacje z sąsiadami. – Nie możemy odwracać się od Rosji. Powinniśmy szukać porozumienia – powiedział Morawiecki. Dodał też, że w komisji smoleńskiej powinni byli się znaleźć eksperci z komisji Millera. – Raportowi zespołu Macierewicza, choćby był rzetelny, i tak połowa polskiego społeczeństwa nie da wiary – zaznaczył lider klubu Wolni i Solidarni.

Na pytanie, czy Macierewicz powinien pozostać w rządzie, Morawiecki odpowiedział: – Pod warunkiem że znajdzie porozumienie z prezydentem.

Morawiecki mówił również o brexicie, do którego jego zdaniem w ogóle nie powinno dojść, a Polska „powinna być tym państwem, które zaproponuje Wielkiej Brytanii pozostanie w UE”.

 

wyborcza.pl

Tłumy na protestach, wypadek Szydło i ‚Atlas Kotów’. Polityka 2017 roku na zdjęciach

Wiktoria Beczek, 19.12.2017

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114884,22807911,tlumy-na-protestach-wypadek-szydlo-i-atlas-kotow-polityka.html#MT

PRL zwalczała opozycję. PiS będzie ją „ochraniać”

27.12.2017
środa

Na biurku prezydenta Andrzeja Dudy czeka na podpisanie ustawa, dzięki której – bez zgody sądu – specjalnie do tego utworzona Służba Ochrony Państwa będzie mogła inwigilować opozycję – parlamentarną i pozaparlamentarną.

SOP będzie prywatną służbą ministra spraw wewnętrznych, wyłączoną spod nadzoru koordynatora służb specjalnych, a więc premiera. Ma swoje prywatne wojsko (obrona cywilna) minister Antoni Macierewicz, będzie miał swoje i minister Mariusz Błaszczak. Z tym że wojsko Błaszczaka podlegać będzie kontroli prezesa PiS.

Ustawa może być reakcją na ujawnienie latem tego roku faktu śledzenia przez służby specjalne Obywateli RP i ówczesnego szefa Nowoczesnej Ryszarda Petru. Krytykowano wtedy służby za nadużycie władzy. To teraz nadużycia nie będzie: Służba Ochrony Państwa może opozycję inwigilować legalnie. I to nie tylko – jak ujawniono latem – „chodząc” za konkretnymi osobami, ale też stosując wszelkie inne techniki operacyjne, włącznie z inwigilacją telefonów i korespondencji, także elektronicznej. Nie mówiąc o śledzeniu poruszania się i ustalaniu sieci kontaktów za pomocą „billingowania”, co służby robią już od lat, sięgając, bez konieczności uzyskania zgody sądu, po dane od operatorów teleinformatycznych. I werbowaniu agentów.

O ustawie czekającej na podpis prezydenta napisał na portalu OKO.press Piotr Niemczyk, człowiek niewątpliwie wiedzący, co pisze – jako były zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa (w latach 1993–1994).

Służba Ochrony Państwa ma zastąpić BOR i mieć znacznie od niego szersze kompetencje. Jej rolą ma być nie tylko ochrona ważnych funkcjonariuszy publicznych i budynków państwowych, ale też wykrywanie i ściganie przestępstw. I dostaje prawo do „kontroli operacyjnej”, stając się bodaj jedenastą uprawnioną do tego służbą w Polsce. Ponieważ od przybytku i tak nas już głowa boli, to ta dodatkowa służba niewiele by pogorszyła sytuację.

Ale…

Jak każda służba, SOP musi uzyskiwać zgodę sądu na „kontrolę operacyjną”, która w polskim prawie, mimo wyroków Trybunału Konstytucyjnego, trybunałów w Strasburgu i Luksemburgu, nadal rozumiana jest wąsko – jako podsłuch i podgląd w miejscach prywatnych i kontrola korespondencji (a więc poza tą definicją znajduje się większość współczesnych sposobów inwigilacji).

W ustawie o SOP zawarto jednak mechanizm, dzięki któremu będzie można legalnie omijać zgodę sądu. Wystarczy polityka opozycji czy osobę aktywnie działającą na rzecz obrony konstytucji – np. przez uliczne protesty czy publiczną krytykę działań władzy – objąć… ochroną SOP. Można też taką ochroną objąć jej rodzinę czy krąg znajomych. A „ochrona” obejmuje m.in. kontrolę operacyjną ochranianego i jego otoczenia.

Nowa ustawa w art. 3 wymienia, kogo chronić będzie SOP. W ustępie 1 pkt. d otwiera jednak ten katalog na każdą osobę, którą „ze względu na dobro państwa” wskaże minister spraw wewnętrznych (na ministra wskazuje art. 4 ust. 1).

Wprawdzie szczegóły owej ochrony SOP ma ustalać „w porozumieniu” z ochranianym, ale Piotr Niemczyk zwraca uwagę, że decyzja w sprawie objęcia ochroną może być niejawna. A w wypadku takiej kolizji przepisów (to już nie Niemczyk, to moje rozumowanie) to SOP i minister będą decydować, jak je interpretować – zawiadamiać „ochranianego” czy nie. Mieliśmy już twórczą interpretację uprawnień CBA do fałszowania dokumentów nie tylko „legalizujących” agentów, ale też dotyczących sprzedaży ziemi, za co sąd skazał ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, uznając to za nadużycie władzy. To był jednak sąd przed dobrą zmianą.

Piotr Niemczyk podaje natomiast inny sposób na inwigilację „ochranianego” bez jego wiedzy: „Powołując się na potrzebę zapewnienia mu bezpieczeństwa, SOP będzie mogła prowadzić w jego otoczeniu czynności operacyjno-rozpoznawcze”. A skoro „ochraniany” się ze swoim otoczeniem kontaktuje, siłą rzeczy też będzie inwigilowany.

Jest też w ustawie o SOP ubezwłasnowolnienie „ochranianego”, które można wykorzystać przeciwko opozycji. Z ochrony SOP można zrezygnować. Ale tylko z ochrony „fizycznej”, czyli chodzenia za osobą i zasłaniania jej – w razie potrzeby – własną piersią. Ale nie można zrezygnować z ochrony polegającej na inwigilacji, jeśli jej celem jest „pozyskanie informacji dotyczących bezpośrednich zagrożeń względem osób objętych ochroną”. Na przykład taka Kinga Kamińska, Obywatelka RP, która razem z czternastoma innymi paniami usiadła w środku Marszu Niepodległości, a wcześniej wielokrotnie protestowała przeciw demonstracjom „narodowców”, idącym pod nienawistnymi, ksenofobicznymi hasłami. Otóż jest ona stale zagrożona i atakowana, także fizycznie i poza demonstracjami. I to może być doskonałe uzasadnienie dla utrzymania wobec niej „ochrony” operacyjnej. Zresztą inni Obywatele RP, a także aktywiści KOD, działaczki Czarnego Protestu itd. stale otrzymują groźby i bywają atakowani fizycznie. Powodów do „ochrony” nie zabraknie.

Do tego SOP będzie mógł paraliżować komunikację telefoniczną czy internetową np. podczas obywatelskich protestów. Art. art. 39 stanowi: „Komendant SOP (…) może zarządzić zastosowanie urządzeń uniemożliwiających telekomunikację na określonym obszarze przez czas niezbędny do wykonywania czynności przez SOP”.

Ale z drugiej strony, nie ma co narzekać. W PRL opozycję zwalczano, w Polsce PiS będzie się ją „ochraniać”.

 

polityka.pl

Śledczy w sprawie wypadku Szydło proszą o pomoc Niemców. Polscy specjaliści nie dali rady

tps, 28.12.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22682488,video.html?embed=0&autoplay=1
Ekspertyza ws. wypadku Beaty Szydło jest już gotowa, ale biegłym nie udało się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: z jaką prędkością poruszała się limuzyna ówczesnej premier – donosi „Rzeczpospolita”.

Jak informowaliśmy w środę, ekspertyza biegłych dotycząca wypadku rządowej limuzyny w Oświęcimiu trafiła już do specjalnego zespołu śledczych z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Zawartość dokumentu stanowi jednak tajemnice śledztwa, stąd nie wiadomo, co dokładnie zawiera.

Odpowiedzialny za jego przygotowanie krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna przekazał jedynie, że ekspertyza obejmuje m.in. rekonstrukcję zdarzeń z 10 lutego tego roku.

Biegłym nie udało się jednak ustalić, z jaką prędkością poruszała się wówczas pancerne audi przewożące Beatę Szydło – dowiedziała się „Rz”. „Z odczytem danych nie poradzili sobie nawet najlepsi w kraju specjaliści z Politechniki Krakowskiej” – pisze dziennik. Stąd o pomoc poproszono ekspertów z Niemiec. Ich opinia ma być gotowa w ciągu trzech tygodni.

Wypadek Beaty Szydło

Do wypadku limuzyny z Beatą Szydło doszło 10 lutego w Oświęcimiu, gdy rządowa kolumna z pojazdem wiozącym ówczesną premier wyprzedzała fiata seicento. Ranna została wówczas szefowa rządu oraz dwaj funkcjonariusze BOR.

Zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał 21-letni kierowca fiata seicento – Sebastian K. Do ostatecznego wyjaśnienia sprawy potrzebne jest jednak ustalenie wszystkich okoliczności wypadku – nie tylko prędkości rządowej limuzyny.

Wątpliwości budzi również to, czy cała kolumna poruszała się z wykorzystaniem sygnałów dźwiękowych – zgodnie z przepisami – czy tylko świetlnych. O wykorzystaniu dźwięków zapewniają funkcjonariusze BOR, przeczą jednak temu postronni świadkowie.

gazeta.pl

„Mam problem z panem Piotrowiczem”. Mocne słowa Kornela Morawieckiego. Dostało się też Macierewiczowi…

Rząd Morawieckiego powinien uruchomić korytarze humanitarne i zaproponować uchodźcom naszą kulturę – powiedział w czwartkowej „Rzeczpospolitej” Kornel Morawiecki, lider partii Wolni i Solidarni, ojciec premiera Mateusza Morawieckiego.

Morawiecki powiedział, że „te 7 tysięcy (uchodźców – PAP) na 40-milionowy kraj, na które zgodził się poprzedni rząd, nie powinno być problemem”. Zaproponujmy im naszą kulturę. Powinniśmy z uchodźców czynić nas. Tylko powinniśmy przybyszom postawić wymagania, zmusić ich do wysiłku, sami podjąć działania, które „ich” przerobią na „nas”. Ocenił, że rząd kierowany przez jego syna powinien uruchomić korytarze humanitarne, o które od dłuższego czasu apeluje Kościół. Nie ma powodów do zwlekania – zaznaczył.

Kornel Morawiecki był też pytany o ocenę ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza i jego wpływ na relacje Polski z Rosją. Na uwagę dziennikarza, że szef MON „publicznie oskarża Rosję o katastrofę smoleńską”, powiedział, że „Antek nie powinien tak mówić bez żelaznych dowodów, bo psuje relacje Polski z sąsiadami”. Nie możemy odwracać się od Rosji. Powinniśmy szukać porozumienia – ocenił polityk. Dodał, że w kierowanym przez Macierewicza zespole badającym okoliczności katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 r. powinni się znaleźć eksperci z komisji Jerzego Millera, która wcześniej zajmowała się badaniem tego zdarzenia.

Pytany, czy Macierewicz powinien zasiadać w rządzie, Kornel Morawiecki odpowiedział, że „pod warunkiem, że znajdzie porozumienie z prezydentem”.

Morawiecki był też pytany, czy jako opozycjonista z czasów PRL nie widzi problemu, że „twarzą PiS zmian w sądownictwie” jest Stanisław Piotrowicz – prokurator z czasów stanu wojennego. Przyznał, że „ma problem z panem Piotrowiczem”. Pan poseł Piotrowicz jest na eksponowanym stanowisku przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości. To zła decyzja – ocenił polityk.

 

dziennik.pl

Kornel Morawiecki: Mam problem z Piotrowiczem

Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
Rząd Morawieckiego powinien uruchomić korytarze humanitarne – mówi polityk Kornel Morawiecki.
Rzeczpospolita: Pański syn zaczął premierostwo od falstartu, skracając udział w szczycie UE? Nie bronił też skutecznie Polski przed uruchomieniem art. 7 unijnego traktatu, nie uczestniczył w spotkaniu dotyczącym brexitu. Kornel Morawiecki, lider koła poselskiego Wolni i Solidarni: Bronił Polski i będzie bronić. A to, że nie uczestniczył w spotkaniu dotyczącym brexitu, mnie osobiście bardzo cieszy. Uważam, że brexitu nie powinno być. Może syn, skracając swój udział w unijnym szczycie, chciał zasygnalizować krajom Unii, że nie popiera tego kroku? Co to znaczy? Polski rząd powinien wystąpić z inicjatywą przerwania brexitu i zaproponować ponowne referendum w Wielkiej Brytanii. Brexit był błędem. Polska powinna być tym państwem, które zaproponuje Wielkiej Brytanii pozostanie w UE. Tym bardziej że chcą tego teraz też Anglicy. Ma pan poczucie, że pański syn jest przygotowany do funkcji premiera? Jest przygotowany jak mało kto. Jest wykształcony, zawodowo doświadczony, z…

 

rp.pl

To nie komunizm się skończył, tylko demokracja

Gdy minister policji ogłasza, że podpisane przez prezydenta ustawy niszczące konstytucyjny ustrój prawny są końcem komunizmu, gotuje się krew w żyłach.

Mariusz Błaszczak ogłosił koniec komunizmu.

Grzegorz Skowronek/Agencja Gazeta

Mariusz Błaszczak ogłosił koniec komunizmu.

Pan Błaszczak w kontrolowanym przez PiS Polskim Radiu zmałpował aktorkę Joannę Szczepkowską. Gdy ona w 1989 roku ogłosiła w TVP, kontrolowanej jeszcze przez PZPR, że w Polsce po wyborach 4 czerwca skończył się komunizm, to pan Błaszczak za koniec komunizmu w Polsce uznał podpisanie ustaw sądowniczych przez prezydenta Dudę.

Gdyby Błaszczak nie był ministrem spraw wewnętrznych, nie byłoby o czym mówić. Ale niestety jest. Pod jego rządami trwa akcja nękania przez policję uczestników legalnych pokojowych protestów obywatelskich. Gdy minister policji ogłasza, że podpisane przez prezydenta ustawy niszczące konstytucyjny ustrój prawny są końcem komunizmu, gotuje się krew w żyłach.

PiS buduje ustrój na wzór PRL

Nie, panie ministrze. Jest dokładnie odwrotnie. Podpisanie przez prezydenta trzech demolujących ustaw oznacza nie koniec, tylko początek komunizmu. Jeśli minister policji ubolewa, że środowisko sędziowskie nie było poddane kontroli, a teraz będzie, i to dzięki tym ustawom, to zachowuje się jak dygnitarz komunistyczny. Oni też uważali, że sędziowie mają służyć partii i powinni być kontrolowani przez władze, kontrolowane z kolei przez PZPR. Taki to był ustrój, a PiS buduje dziś podobny.

Pan Błaszczak, jak typowy polityk pisowski, lubi prowokować. Podszywanie się pod słowa Joanny Szczepkowskiej to jeden przykład więcej. Chodzi o odwracanie i wypaczanie sensu słów. Zgodny z zasadami demokracji i trójpodziału władz system obowiązujący w Polsce po roku 1989 Błaszczak nazywa „komunizmem”. Tymczasem system budowany przez Zjednoczoną Prawicę na gruzach demokracji konstytucyjnej jest systemem autorytarnym, takim jak późny PRL (wczesny był totalizmem).

Chodzi też o manifestowanie pogardy dla niepisowskiej części społeczeństwa. Mówcie sobie, co chcecie, wy i Bruksela, a my wiemy swoje, mamy władzę, co nam zrobicie. Taka była postawa większości dygnitarzy komunistycznych. Czuli się właścicielem państwa i narodu, a każdy protest uważali nie za sprzeciw wobec ich autorytarnych rządów, tylko za spisek antypaństwowy, zmowę z obcymi siłami i wywiadami „antypolskimi”.

Kiedy w Polsce naprawdę skończył się komunizm?

Te same tony słychać u Błaszczaka, gdy powtarza propagandową kliszę pisowską o „donosie” w sprawie łamania konstytucji pod rządami PiS. Prawda resortowa i pisowska ogłaszana przez pisowskie media nie ma nic wspólnego z prawdą realną.

Komunizm skończył się w Polsce jako system autorytarny w wyniku porozumień opozycji solidarnościowo-demokratycznej (w których uczestniczyli bracia Kaczyńscy) i w wyniku pierwszych częściowo wolnych wyborów.

Od dwóch lat pod rządami PiS i prawicy trwa natomiast proces budowy państwa narodowo-katolickiego, z zakusami autorytarnymi, wymierzonymi w prawa i wolności obywatelskie. Nawet jeśli ma spore poparcie, nie jest to system demokratyczny. To nie komunizm się skończył, panie ministrze, tylko demokracja.

 

polityka.pl

„Gazeta Wyborcza”: nikt nie chce MON po Macierewiczu

28.12.2017
Z resortu obrony odchodzą wiceministrowie, ale dymisja Antoniego Macierewicza podczas rekonstrukcji nie jest pewna. Bo w PiS brakuje kandydatów, którzy chcieliby zastąpić szefa MON – czytamy w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”.
Antoni MacierewiczFoto: Jacek Bednarczyk / PAP
Antoni Macierewicz

O tym, że los Macierewicza w czasie rekonstrukcji jest przesądzony, informowały nawet media rządowe. Powodem miał być otwarty konflikt ze zwierzchnikiem sił zbrojnych, prezydentem Andrzejem Dudą. Macierewicz miał być pierwszą ofiarą porozumienia Jarosława Kaczyńskiego z prezydentem, dzięki któremu ten podpisał ustawy o SN i KRS.

Do ministra cierpliwość miał też stracić sam prezes, również z powodu braku postępów w sprawie wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Problemem w ewentualnej wymianie ministra ma być zwyczajny brak kandydatów. Na giełdzie nazwisk mówiło się o wicemarszałku Sejmu Joachimie Brudzińskim, ewentualnie o szefie MSWiA Mariuszu Błaszczaku, ale obaj nie kwapią się do zmiany posady. W PiS nie ma też nikogo o dużym znaczeniu politycznym i choćby minimalnej wiedzy o armii – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

Z wypowiedzi polityków PiS wynika, że w partii nie ma nikogo, kto byłby skłonny ponosić polityczne konsekwencje dotychczasowych decyzji szefa MON.

onet.pl

%d blogerów lubi to: