Nieprzypadkowy atak przypadkowych ludzi

Nieprzypadkowy atak przypadkowych ludzi

Narodowy w formie i socjalistyczny w treści rząd znalazł sobie nowego wroga. Kto jeszcze pamięta o sędziach, którzy czają się w sklepach, by ukraść kiełbasę bądź spodnie? Teraz głównym przeciwnikiem władzy są lekarze rezydenci, którzy dopiero co skończyli studia, a już podnoszą rękę na Prawo i Sprawiedliwość.

– „Kto płaci za jednakowe koszulki strajkujących młodych lekarzy? A za jedzenie dla strajkujących i głodujących?” – pyta na swoim koncie na Facebooku Krystyna Pawłowicz. – „Jest przypuszczenie, że to może być coś, co tak naprawdę od samego początku nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia. Mam nadzieję, że tak nie jest” – domniemywa Jarosław Kaczyński. – „Niech jadą” – bagatelizuje problem drenażu mózgów posłanka Józefina Hrynkiewicz.

Kontrolowana przez Jacka Kurskiego Telewizja Polska tropi z kolei kanapki z kawiorem, które mają być ulubionym przysmakiem każdego rezydenta. W szeroko komentowanym artykule Ziemowit Kossakowski, były (?) członek Forum Młodych PiS i kandydat z ramienia partii do Rady Dzielnicy Ursynów (w Internecie z łatwością można znaleźć nagrania, na których debatuje z młodymi działaczami innych ugrupowań – a w zasadzie nie tyle debatuje, co krzyczy na nich i ich obraża) nazywa ponadto wyjazdy na misje humanitarne – np. do irackiej części Kurdystanu – luksusowymi wakacjami. To właśnie Kossakowski zaatakował Bronisława Komorowskiego w trakcie spaceru po ulicach Warszawy w maju 2015 roku. Właśnie wtedy padły słynne słowa o „zmienieniu pracy i wzięciu kredytu”. Cóż, teraz rzekoma siostra pełniącego obowiązki dziennikarza polityka PiS zapewne nie musi już emigrować, gdyż sytuacja materialna jej rodziny z całą pewnością uległa poprawie.

Portalem internetowym TVP Info, na którym ukazał się artykuł, dowodzi z kolei Samuel Pereira, związany z „Gazetą Polską” i portalem niezależna.pl były rzecznik prasowy stowarzyszenia „Solidarni 2010”. Jednym z postulatów organizacji jest, jak czytamy na prowadzonej przez nią stronie,„osądzenie i sprawiedliwe ukaranie Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego, Bogdana Klicha, Tomasza Arabskiego, Jerzego Millera za podejrzenie o zdradę interesów państwa polskiego”. Swoją drogą, działacze „Solidarnych” osobliwie pojmują prawo, skoro chcą karać za samo podejrzenie popełnienia przestępstwa. Żona Pereiry, Maria, na początku 2016 roku rozpoczęła pracę w Kancelarii Premiera. Informował o tym między innymi portal natemat.pl. We wrześniu tamtego roku broniła jej na Twitterze Marzena Paczuska, ówczesna szefowa „Wiadomości”. Przekonywała, że praca w KPRM wiąże się z „psimi pieniędzmi”.

Po co ta wyliczanka? By pokazać, skąd aż tak nienawistny atak na rezydentów. Co pozwala Kossakowskiemu na taki pogardliwy ton wobec lekarzy, ironiczne nazywanie ich „gwiazdami protestów”? Co pozwala Samuelowi Pereirze na aprobowanie takich artykułów? I nie ma tu znaczenia, że później poinformował on o zawieszeniu Ziemowita Kossakowskiego w obowiązkach. Inni młodzi dziennikarze – Filip Styczyński i Lucjan Ołtarzewski – także zostali w lipcu zawieszeni, by we wrześniu wrócić do pracy (zawieszenie spowodowane było pokazywaniem środkowych palców w kierunku protestujących wobec zmian w sądownictwie).

Sytuację w kraju trafnie ocenił Roman Giertych, który 13 października napisał na Facebooku: –„Rządzą nami ludzie, którzy zasadniczo w rynkowym, normalnym życiu nie mieliby żadnych szans”. Dlatego jakiekolwiek tąpnięcie w rządzie, możliwość utraty poparcia i władzy przez PiS godzi w ich żywotne interesy. Jakakolwiek grupa zawodowa czy społeczna, jeśli tylko w czymkolwiek skrytykuje ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego, będzie opluwana, odsądzana od czci i wiary i wyzywana. A PiS intelektualistów nie lubi od dawna. Pamiętamy „wykształciuchów” i „łże-elity”.

W styczniu tego roku „Puls Biznesu” opublikował listę 1000 osób, które „za kadencji obecnego rządu objęły stanowiska w spółkach skarbu państwa, agencjach i innych instytucjach państwowych”. Zaraz po zmianie władzy, „misiewicze” ci wylecą z tych stanowisk, a w wielu przypadkach ludzie odpowiedzialni za ich przyjęcie zapewne będą musieli tłumaczyć się przed sądem.

A co z szarymi obywatelami? Najwyżej uleczy nas Jerzy Zięba swoimi strukturyzatorami wody za 2500 zł, które „przywracają wodzie utraconą pamięć magnetyczną, porządkując jej dipole”. Znachor często zapraszany jest na spotkania organizowane przez Kukiz’15, bywa przez to także w Sejmie. – Absolwent [medycyny – przyp. red.] powinien odpracować albo oddać pieniądze za studia, jeśli chce leczyć w innym kraju” – przekonuje poseł Marek Jakubiak. Nie przeszkadza mu wcale wyjazd z kraju wykształconych lekarzy. W końcu „odra i inne infekcje chronią przed rakiem, stwardnieniem rozsianym, atakami serca i udarami” – jak możemy przeczytać na stronie stowarzyszenia Stop NOP, które propaguje antyszczepionkowe teorie. Jedna z jego liderek, Justyna Socha, bezskutecznie kandydowała do Sejmu z list byłego muzyka.

Wypowiedzi Patryka Jakiego czy Beaty Szydło na temat sytuacji z porwaniem niemowlaka ze szpitala w Białogardzie nie były przypadkowe. Sojusz przeciwko nauce i rozumowi zaatakuje z pewnością jeszcze wiele razy. Bo nauka i rozum to przeciwnicy tego rządu. Po lekarzach przyjdzie kolej na nauczycieli i wykładowców akademickich. Taka jest niestety rzeczywistość Polski drugiej dekady XXI wieku.

koduj24.pl

Kaczyński – człowiek zło. Instalacja w plenerze

Tak, to siewca zła. Odpowiedzialny za dramatyczne rozdarcie narodu, za rozbrat i morze nienawiści Polaków między sobą, jakiego nie było.

Do takich dochodzi instalacji w plenerze.

Zło trzeba wyiskać i zgnieść, bo nas zaraża i zaraża, jak tyfus.

7 policjantów spisywało dwóch licealistów przed Sejmem

7 policjantów spisywało dwóch licealistów przed Sejmem

Co takiego zrobili dwaj młodzi ludzie, że otoczyło ich aż 7 policjantów? Otóż wystarczyło, że przed Sejmem rozwinęli plakat z napisem „Wolność, równość, demokracja”.

Jeden z licealistów poinformował o sprawie na Twitterze. Maciej Wrabiec poszedł z klasą na wycieczkę. Na parkingu przed budynkiem Sejmu on i jego kolega wyciągnęli plakat z napisem, który – jak się okazało – nie spodobał się funkcjonariuszom policji. Wrabec, który sam przedstawia się jako członek Obywateli RP i Stowarzyszenia Młodych Demokratów (młodzieżówki PO), napisał na Twitterze: – „Pilnuje mnie 7 policjantów. Spisali mnie już 4 razy”.

Na tym – na razie – się skończyło, choć pewnie można było tak „niebezpieczne osoby” zaprowadzić na komisariat.

Sam Wrabec napisał, że jest w drodze powrotnej do szkoły. I czeka na to, jakie konsekwencje wyciągnie sama placówka.

koduj24.pl

 

 

Szydło przed wyjazdem do Brukseli gra w „Uchu prezesa”

Beata Szydło ma problem psychologiczny, który ma się do jej wiedzy przedmiotowej. Tym problemem jest syndrom wcześniej u niej zaobserwowany, a w jej partii zdefiniowany dawno temu. Sukcesem jest przegrać 1:27. W psychologii jest to odwrócenie kota ogonem, tabeli do góry nogami.

Ten syndrom brzmi: jesteś pierwszym, gdy postawisz wszystko na glowie. Na głowie jest postawiona władza PiS. Wszak prezes powiedział, że białe nie jest białe („Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”).

Odwrócenie na głowie ma się z braku wiedzy i braków profesjonalizmu. Prezes Kaczyński jest w tym klasykiem, myli Zbigniewa Herberta z Janem Twardowskim (a on zawsze chce zaimponować wiedzą tajemną), tych pomyłek rzeczowych u niego wystepuje więcej i więcej. Zaś Szydło nawet nie wiedziała, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, pomylić się o 12 lat to jak przegrać wszystko w teleturnieju..

I Szydło jedzie na szczyt UE w Brukseli, aby wszystko przegrać. W kraju przed wyjazdem robi takiego psychicznego klocka. Wypowiedziała „myśl”: „Oczekuję równego udziału krajów UE w debatach o reformach”.

Co to zdanie ma znaczyć? Tak wypowiada się osoba zakompleksiona, reprezentująca kraj zakompleksiały, w imieniu którego przegrywa 1:27. Tak wypowiada się polityk, w którego władza w kraju ma problem ze standardami demokratycnzymi i wolnościowymi.

Tak wypowiada się… Co napisawszy żachnąłem się, bo przeciez taki mamy problem z obecną władzą. Szydło jest pionkiem w rękach prezesa i zobaczywszy mikrofone wypowiada zacytowaną przeze mnie tę”myśl” i inne godne satyrycznego sztambucha.

Piszę „myśl” w cudzysłowie, bo po Szydło zostanie cydzysłów. Premier? Nie! „Premier”. Szydło jeszcze nie wyjechała, a już mówi tekstem z „Ucha prezesa”, w Brukseli nie będzie prezesa, za to będzie sitcom „Ucha…” z jej udziałem.

Tacy politycy – „politycy” też powinno być w cudzysłowie – zdegradowali Polskę, zrobili krajem peryferyjnym. W ciągu dwóch lat zniszczyli to, co budowano z takim mozołem po 1989 roku. Mogę tylko współczuć Donaldowi Tuskowi, który z Polaków wspiął sie najwyżej w politycznej historii, współczuć, że będzie miał naprzeciw (koło siebie – jakkolwiek) tak nijaką osobę, jak Szydło, która ma problemy psychologiczne (nie potrafi się wyrazić), ma problemy przedmiotowe (nie ma wiedzy).

W wyniku reform w Unii Europejskiej – gdy dłużej Polską będą rządzić pacynki Kaczyńskiego – Polska nie tylko zostanie zdegradowana, ale potraktowana, jak chory człowiek Europy, nie stosujący się do obowiązuyjących na Zachodzie standardów i pozbawiający swoich obywateli wolności.

Polska zostanie wykluczona. Tak jak PRL byl wykluczony cywilizacyjnie. I zostanie nam jakiś sojusz w czworkącie: Mińsk, Ankara, Budapeszt- Warszawa. Czworokąt bermudzki.

Sasin: Jutro poznamy wyniki konkursu na pomnik smoleński i pomnik Lecha Kaczyńskiego

Sasin: Jutro poznamy wyniki konkursu na pomnik smoleński i pomnik Lecha Kaczyńskiego

– Jutro [poznamy wyniki konkursu na pomnik smoleński i pomnik Lecha Kaczyńskiego]. Odpowiedź jest bardzo łatwa – mówił Jacek Sasin w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM. Jak dodał, do prezentacji dojdzie na terenie wyścigów konnych na Służewcu.

 

Sasin: Kaczyński jest kimś ważniejszym niż premier. Jest szefem większości parlamentarnej, najważniejszą postacią

– Powiem tak: Jarosław Kaczyński jest kimś ważniejszym niż premier, bo jest szefem większości parlamentarnej, a bez tej większości parlamentarnej nie byłoby ani tego rządu ani tego premiera. Nie mówimy o protokole, mówimy o pewnej rzeczywistości politycznej. Rzeczywistość polityczna jest taka. To szef większości parlamentarnej, lider ugrupowania, które wygrało wybory, jest postacią najważniejszą – mówił Jacek Sasin w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM.

16.00

Szydło: Oczekuję równego udziału krajów UE w debacie o reformach

– Rozpoczynamy szczyt, dwa dni intensywnej pracy. Polska była pierwszym państwem unijnym, które podniosło konieczność reform i zmian w UE. Bardzo dobrze, że w tej chwili kolejne państwa do tego dołączają. To już przesądzone, że wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że te reformy są potrzebne – stwierdziła premier Beata Szydło w rozmowie z dziennikarzami przed szczytem UE.

Jak dodała, dyskusja na temat tych zmian i reform powinna toczyć się na szczycie europejskim, a nie w mniejszych grupach i klubach. – Oczekuję, że przewodniczący Donald Tusk zapewni, że wszystkie państwa będą miały taki sam udział w tym procesie – powiedziała szefowa rządu.

300polityka.pl

STAN GRY: Kolejny rekord Orlenu, GW: PO czyści teren, Czabański mocno krytykuje Wiadomości, Fakt: Córka ministra u Tuska przejęła kamienicę

— 300LIVE:
Karczewski o starcie na prezydenta Warszawy: Jeśli będzie taka propozycja, to nie odmówię
Karczewski: Czy Duda i Kaczyński już jutro osiągną porozumienie – tego nie wiem
Gowin: Gdyby prezydent nie miał zastrzeżeń do poprawek PiS, to do spotkania Duda-Kaczyński doszłoby szybciej
Gliński o TVN: Teflonowy, obłudny cynizm. Szkło kontaktowe to formatowanie Polaków do nienawiści
Gliński: W ciągu kilku tygodni będzie wiadomo jak będą wyglądały kwestie pomników, gdzie będą stały i jakie koncepcje będą realizowane
http://300polityka.pl/live/2017/10/19/

*****

— 33. ROCZNICA ZAMORDOWANIA PRZEZ KOMUNISTÓW KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI:
http://popieluszko.net.pl/obchody-33-rocznicy-meczenskiej-smierci-ksiedza-jerzego-popieluszki/

— KS. POPIEŁUSZKO NIE WSZYSTKIM BY SIĘ DZIŚ PODOBAŁ – KARDYNAŁ NYCZ: “Z pewnością byłby także księdzem, który nie wszystkim by się podobał, bo wiele rzeczy komunikował wprost – o prawdzie, o Ewangelii. Można sobie wyobrazić, że dziś byłby księdzem nonkonformistycznym w tym znaczeniu, że mówiłby prawdę wszystkim: tym, którzy chcą słuchać, i tym, którzy słuchać wcale nie chcą. Najbardziej obiektywną prawdą był dla niego Chrystus”
http://laboratorium.wiez.pl/2017/10/18/kard-nycz-o-ks-popieluszce-nie-wszystkim-by-sie-podobal/

— PRZYPOMINAMY WAŻNY TEKST PIOTRA ZAREMBY: “To człowiek w jakiejś mierze niewygodny dla wszystkich. I to jest prawda najważniejsza wyłaniająca się z tylu nieprawd”.
http://www.teologiapolityczna.pl/piotr-zaremba-ksiadz-jerzy-to-postac-niewygodna-dla-wszystkich

*****

— 7 LAT TEMU W okręgowym biurze poselskim PiS w Łodzi 62-letni Ryszard Cyba zastrzelił Marka Rosiaka, asystenta deputowanego do PE Janusza Wojciechowskiego i ciężko zranił nożem Pawła Kowalskiego, asystenta posła na Sejm RP Jarosława Jagiełły.

*****

— TEGO DNIA:

1997 – Dwóch posłów AWS zawiesiło nocą w sali obrad krzyż.

2001 – Leszek Miller został premierem.

2005 – Kazimierz Marcinkiewicz został desygnowany na urząd premiera.

*****

— 50 lat kończy Beata Mazurek.

*****

— PLATFORMA TO PUDROWANY TRUP, NOWOCZESNA SIĘ ROZŁAZI JAK NAJGORSZY SWETER PO GORĄCYM PRANIU, MYŚLISZ, ŻE KTOŚ Z TYCH LUDZI TU JESZCZE PO ZAUFA? – LIROY opowiada też o spotkaniach z Jarosławem Kaczyńskim o marihuanie: https://wiadomosci.wp.pl/liroy-nie-zostawia-suchej-nitki-na-kolegach-z-klubu-kukiz-15-6178390208514177v

— KOLEJNY REKORD ORLENU: “PKN ORLEN zakończył III kwartał 2017 roku z wynikiem EBITDA wg LIFO ponad 3 mld zł, poprawiając rezultat w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o ponad 800 mln zł. Do osiągniętego wyniku przyczynił się dalszy wzrost wolumenów sprzedaży, o 10% (r/r), rekordowy poziom przerobu ropy naftowej oraz sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Koncern konsekwentnie realizował strategię rozwoju przyjętą w grudniu 2016 roku. Spółka wypłaciła swoim akcjonariuszom najwyższą w historii dywidendę w łącznej wysokości 1,3 mld zł, czyli 3 zł na akcję. Kontynuowano dywersyfikację źródeł finansowania – PKN ORLEN wyemitował pierwszą serię obligacji detalicznych na kwotę 200 mln złotych, z programu obejmującego papiery dłużne na łączną kwotę 1 mld zł. PKN ORLEN znalazł się na 43. pozycji w rankingu 250 największych firm energetycznych na świecie publikowanym przez S&P Global Platts, awansując w ciągu roku o 15 miejsc”. http://transmisje.orlen.pl/

— ATAK DROŻYZNY – CENY CHLEBA OSZALAŁY – jedynka SE.

— SONDAŻ DLA WP: POPARCIE DLA DUDY WZROSŁO OD LIPCA O 7 PKT: Jeśli wybory odbyłyby się w nadchodzącą niedzielę to Andrzej Duda w pierwszej turze uzyskałby 44 proc. głosów. W porównaniu z badaniem z lipca poparcie dla niego wzrosło o 7 pkt. proc. Na wskazywanego jako możliwego kandydata PO w wyborach prezydenckich Donalda Tuska chce zagłosować 20 proc. wyborców. Jest to wynik gorszy od lipcowego, kiedy na przewodniczącego Rady Europejskiej chciało oddać swój głos 23 proc. Polaków. https://opinie.wp.pl/andrzej-duda-wygrywa-w-sondazu-prezydenckim-najgrozniejszych-rywali-zostawia-daleko-w-tyle-6178142207391873a

— PREZYDENT POWIEDZIAŁ, ŻE UJAWNIŁBY ANEKS, ŻEBY UPOKORZYĆ MACIEREWICZA, ALE OŚMIESZONE ZOSTAŁOBY PAŃSTWO – Magdalena Rubaj w Fakcie: “– Prezydent powiedział, że gdyby chciał upokorzyć Macierewicza, to by ujawnił aneks do raportu WSI. Ale nie zrobi tego, bo ośmieszyłby wówczas także własne państwo, a na to nigdy sobie nie pozwoli – tak bliski współpracownik prezydenta skomentował płynące z MON apele, by prezydent ujawnił aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych albo przekazał go Służbie Kontrwywiadu Wojskowego”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wojna-o-aneks-wsi-macierewicz-stawia-warunki-prezydentowi/c6tsem3

— CÓRKA ĆWIĄKALSKIEGO ODZYSKAŁA KAMIENICĘ DLA 118-LATKA – Fakt: “Historia dotyczy kamienicy przy ul. Joteyki 13 na warszawskiej Ochocie. Przed wojną w połowie należała ona do urodzonego w 1889 r. Aleksandra Piekarskiego. O zwrot kamienicy wystąpiło dwóch adwokatów: jednym z nich była właśnie córka Ćwiąkalskiego, która została kuratorem. Jej obowiązkiem było potwierdzenie, czy Piekarski wciąż żyje. Gdyby żył, w momencie wydawania tej decyzji czyli w 2008 r., miałby 118 lat. Dopiero kilka lat później sami lokatorzy kamienicy – przeprowadzili w tej sprawie własne śledztwo – ustalili, że Piekarski zmarł w 1958 roku!”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/corka-cwiakalskiego-byla-kuratorka-zmarlego-w-procesie-przejecia-kamienicy/hreqw61

— JACEK KURSKI O PLURALIZMIE ROZLICZANYM W BILANSIE WSZYSTKICH WIODĄCYCH MEDIÓW – mówi Marcinowi Piaseckiemu w RZ: “TVP po prostu stała się przeciwwagą dla TVN i Polsatu, które prawie już nie informują o pracach państwa i rządu, tylko zajmują się metodycznym zwalczaniem obozu rządzącego. Telewizja publiczna musi to równoważyć. Dlatego wyważenie i pluralizm nie powinny być rozliczane na poziomie TVP, tylko w bilansie wszystkich wiodących mediów elektronicznych w Polsce. Marzę o telewizji wyważonej i tym samym jeszcze bardziej obiektywnej, ale musielibyśmy mieć obiektywne TVN i Polsat, a wtedy TVP w oczywisty sposób też nie tylko chciałaby, ale wręcz musiałaby być bardziej wyważona. A w stacjach komercyjnych czasem mamy wręcz nieinformowanie albo informowanie z kontekstem, z tezą i z przekazem negatywnym”.

— KURSKI O DYKTACIE FIRM MEDIOWYCH: “To wynika ze zorganizowanego dyktatu domów mediowych i telewizji komercyjnych. Utrzymują monopol badań Nielsena i doprowadzają do systematycznego ograbiania TVP. Zresztą odbywa się to też kosztem reklamodawców. Ale nawet w badaniach Nielsena TVP średniorocznie zdobywa 30 proc. oglądalności, telewizja Polsat – niecałe 25 proc., TVN – 23 proc. Krótko mówiąc, jest logiczne, że powinniśmy prowadzić, być na czele przychodów reklamowych. Jest dokładnie odwrotnie -jesteśmy na szarym końcu i zarabiamy z reklam komercyjnych połowę tego, co słabsze od nas telewizje”. http://www.rp.pl/Rozmowy-czwartkowe/310189865-Jacek-Kurski-Obiektywizm-mediow-jest-nieosiagalny.html

— KRZYSZTOF CZABAŃSKI MOCNO O WIADOMOŚCIACH TVP – mówi Agnieszce Kublik w GW: “– Oglądałem piątkowe i sobotnie „Wiadomości”, odniosłem wrażenie, że jest trochę rzeczowości, ale i trochę za dużo emocji, których nie powinno być w takich relacjach. (…) W niedzielę było zdecydowanie więcej rzeczowości, ale więcej się dowiedziałem z rozmowy z panią Beatą Mazurek [rzeczniczka PiS] niż z samego dziennika. To nie za dobrze świadczy o profesjonalizmie programu”. http://wyborcza.pl/7,75398,22532136,posel-pis-w-wiadomosciach-jest-troche-rzeczowosci-ale-wiecej.html

— POGODA DLA UBOŻSZYCH – Krzysztof Wołodźko w GPC: “To interesujący paradoks: najbardziej znienawidzony przez liberalne i lewicowe elity rząd III RP cieszy się stabilnym i bardzo dużym społecznym poparciem. Również wśród socjalnego elektoratu, który teoretycznie powinien popie- rać starą i nową lewicę. A przecież żadne ugrupowanie w Polsce nie miało przez lata przeciw sobie tak regularnego ostrzału ze strony większości dużych mediów. (…) Niemała część młodych, wykształconych, z wielkich miast w latach 2008 –2017 zaczęła zakładać rodziny, zaczęły im się rodzić dzieci. I to także wpłynęło na inne spojrzenie na kapitalizm po polsku. Pewnie się dziwią, ale pogoda dla uboższych jest także dla nich”.

— ZAPOWIEDŹ ROZMOWY GOŚCIA NIEDZIELNEGO Z PREMIER SZYDŁO: Bogumił Łoziński zadaje też Beacie Szydło pytanie o to, kto naprawdę rządzi Polską, i czy nie jest to pewien „zwykły poseł”. Odpowiedź premier może być dla niektórych zaskakująca. W wywiadzie pada również pytanie dlaczego PiS wyłączył ze swoich priorytetów kwestie moralne, takie jak wprowadzenie zakazu aborcji czy ustawę o in vitro. Premier deklaruje, że zagłosuje za zakazem aborcji eugenicznej, jeśli obywatelski projekt będzie rozpatrywany w Sejmie. W „Rozmowie Gościa” szefowa rządu wyjaśnia też jaki jest jej stosunek do feministek, co rząd Prawa i Sprawiedliwości zrobił dla kobiet i dlaczego nie popiera pomysłu, by w kolejnym filmie o Jamesie Bondzie agenta 007 zagrała kobieta. http://gosc.pl/doc/4259321.Beata-Szydlo-To-musi-byc-zdecydowane-ciecie

— TUSK NIE WIDZI PRZYSZŁOŚCI DLA RELOKACJI UCHODŹCÓW: Jego zdaniem należy szukać porozumienia, które „nie będzie separowało Polski i innych krajów Grupy Wyszehradzkiej od reszty Europy”. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/donald-tusk-nie-widze-przyszlosci-dla-projektu-relokacji-uchodzcow/cq2g6lr

— PO CZYŚCI TEREN I STAWIA NA MŁODYCH – Iwona Szpala w GW: “ Jej trzon tworzą posłowie, którzy podczas grudniowego kryzysu w Sejmie protestowali najdłużej. W szpicy był wtedy poseł Sławomir Nitras, który co wieczór prowadził relację na żywo z zamkniętego gmachu przy Wiejskiej. Teraz może zawalczyć o Szczecin. Jego konkurentem jest tam Bartosz Arłukowicz. – Potwierdzam, jestem wśród kandydatów – mówi były minister zdrowia. Tak samo jak Agnieszka Pomaska. Bo zmiana szykuje się też w Gdańsku. – Dla mnie byłby to naturalny powrót do źródeł, przez lata byłam radną – mówi posłanka. Jej konkurentem jest poseł Jarosław Wałęsa. Z gry najpewniej wypadnie wieloletni prezydent Paweł Adamowicz, choć jego start poparły lokalne struktury partii. – Raczej nie dostanie naszej rekomendacji – mówi współpracownik Schetyny”.

— W KRAKOWIE THUN ALBO SONIK – pisze Szpala: “Sprawą otwartą jest Kraków. – Tu proponujemy eurodeputowaną Różę Thun albo naszego senatora Bogusława Sonika – informuje rozmówca z PO. – Są w puli kandydatów, ale nie wiadomo, co dalej z obecnym prezydentem Jackiem Majchrowskim – słyszymy w PO”. http://wyborcza.pl/7,75398,22532303,po-czysci-teren-i-stawia-na-mlodych-w-wyborach-samorzadowych.html

— LOS GOWINA ZALEŻY WYŁĄCZNIE OD KAPRYSU KACZYŃSKIEGO – Andrzej Stankiewicz w TP: “Żeby się obronić, Gowin próbował uciec do przodu. Chciał ściągnąć do swej partii kilkoro niezrzeszonych posłów, tak aby wzrosło jego znaczenie w koalicji. I znów dostał bolesną lekcję. Kaczyński wciągnął ich bezpośrednio do klubu PiS. Dziś więc, gdy Gowin zapowiada nowe wielkie otwarcie – poprzez współpracę z uciekinierami z korwinowskiej partii Wolność oraz mikrymi Republikanami, z którymi zresztą współpracuje od kilku lat – jest to nie wesele, lecz stypa. PiS ma już spokojną większość bez niego. Los Gowina zależy wyłącznie od kaprysu Kaczyńskiego. Panowie zjedli pojednawczą kolację, ale to lider PiS był proszony”. https://www.tygodnikpowszechny.pl/gowin-ucieka-przed-kaczynskim-150430

— PRZY 100 OKRĘGACH DRAMATYCZNIE WZROŚNIE LICZBA POSŁÓW WCHODZĄCYCH Z 1 MIEJSCA NA LIŚCIE – dr Jarosław Flis ala wPolityce.pl: “Jeżeli się wprowadzi te 100 okręgów, to dramatycznie wzrośnie liczba posłów, którzy wygrają wybory startując z pierwszego miejsca na liście. W tej sytuacji znacznie zmniejszy się motywacja tych wszystkich, którzy są dalej na listach. W tej chwili to jest tak, że w PiS jest 41 posłów startujących z pierwszego miejsca, natomiast jest ok. 200 posłów, którzy dostali się do Sejmu z dalszych miejsc i co najmniej ok. 60 z nich to są tacy, którzy przeskoczyli innego kandydata na liście. Tacy posłowie są bardzo często siłą napędową, oni się najbardziej starają w kampanii wyborczej”. https://wpolityce.pl/m/polityka/362797-nasz-wywiad-dr-flis-o-zmianie-ordynacji-wyborczej-jak-sie-raz-to-zrobi-na-twardo-to-sie-otwiera-w-przyszlosci-konkurentom-furtke-zeby-zrobili-to-samo

— DZIAŁACZKA AKCJI DEMOKRACJA O STARYCH KOLEINACH OPOZYCJI: “Opozycja parlamentarna przede wszystkim nie mobilizuje ludzi wokół wizji przyszłości, nie oferuje pomysłu na lepsze, bardziej sprawne i wspierające obywateli państwo. Wierzy, że wystarczy trzymanie się starych, neoliberalnych i konserwatywnych kolein, że wystarczy zadeklarować przywiązanie do demokracji i europejskich wartości, ale bez konkretów. Można tu dostrzec pewien paradoks – jeśli definiować konserwatywny światopogląd jako przekonanie, że lepiej już było, wówczas to lewica okazuje się siłą konserwatywną, idealizującą przeszłość zamiast myśleć o przyszłości”. https://www.greeneuropeanjournal.eu/nie-oddawajmy-emocji-populistom/

— PREZES ROZMAWIAŁ ZE MNĄ ŻYCZLIWIE – Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Z dużą życzliwością rozmawiał ze mną nie tylko na temat wyborów samorządowych, ale także projektów ustawowych prowadzonych w Ministerstwie Rozwoju. Wspomniał też, że szanse kandydatów na prezydentów większych miast zostaną przebadane”.

— EMILEWICZ O KANDYDATURZE WASSERMANN: “Musi to być kandydat poszerzający elektorat, który będzie w stanie przyciągnąć pozapartyjne środowiska i ruchy miejskie. Jeśli pani poseł Wassermann zdecyduje się kandydować, to włączę się w jej kampanię wyborczą. To kandydatura, z którą prof. Majchrowski miałby poważny kłopot”.

— EMILEWICZ ZA REFERENDUM DUDY 11 LISTOPADA: “Mamy problem z frekwencją i jeśli chcemy przyciągnąć uwagę wyborców, to połączenie referendum z wyborami w święto narodowe może okazać się dobrym pomysłem. Argumentem jest też obniżenie kosztów”.

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI SCEPTYCZNIE O ZAKAZIE HANDLU W NIEDZIELE – pisze w RZ: “PiS chwali się sukcesami gospodarczymi, wzrostem PKB i malejącym bezrobociem. Z ekonomicznego punktu widzenia ograniczanie handlu w niedzielę uderza w każdy z tych elementów. Politycy PiS powinni o tym pamiętać”. http://www.rp.pl/Komentarze/310189871-Szuldrzynski-Niedziela-na-sprzedaz.html

300polityka.pl

Awans dla sędziego, który uchylił wyrok uniewinniający działaczy KOD

Awans dla sędziego, który uchylił wyrok uniewinniający działaczy KOD

Zbigniew Ziobro korzysta z uprawnień ustawy, której nie zawetował Andrzej Duda i bez podania powodów odwołuje prezesów sądów. Często dzieje się tak przed upływem ich kadencji. Zaczął od Warszawy – teraz przyszła kolej na Gdańsk, Białystok, Augustów i Suwałki.

Niektórzy z prezesów o odwołaniu dowiadują się z mediów. – „Minister odwołał mnie z funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, o czym dowiedziałem się z doniesień medialnych” – napisał do gdańskich sędziów Przemysław Banasik.

Natomiast o swoim powołaniu nowy prezes sądu w Suwałkach Jacek Sowul z pewnością został powiadomiony w cywilizowany sposób. Trudno się dziwić, bo to on właśnie nakazał ponowny proces działaczy KOD za zakłócenie otwarcia wystawy o generale Andersie, zorganizowanego w ostatnim dniu kampanii wyborczej jego córki – Anny Marii. Poprzedniczkę Sowula – prezes Danutę Poniatowską – Ziobro odwołał w czasie trwania kadencji. A oficjalny powód zmiany brzmi: – „W celu poprawienia wyników Sądu Okręgowego w Suwałkach”.

Jacek Sowul to były prezes Sądu Rejonowego w Suwałkach. Przed awansem był zastępcą rzecznika dyscyplinarnego Sądu Okręgowego w Suwałkach oraz sędzią wizytatorem ds. karnych. Jak pisze oko.press., do objęcia stanowiska prezesa przygotowywał się już od listopada ubiegłego roku. Wtedy odszedł ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Stowarzyszenie bardzo krytycznie ocenia zmiany wprowadzane przez PiS w wymiarze sprawiedliwości, a zwłaszcza zwiększenie władzy ministra sprawiedliwości nad sądami.

W kwietniu tego roku Sowul uchylił wyrok uniewinniający działaczy KOD. Zostali oni oskarżeni o zakłócenie porządku publicznego podczas otwarcia wystawy o armii generała Władysława Andersa. Według nich impreza, w której brali udział szef i wiceszef MSWiA – Mariusz Błaszczak i Jarosław Zieliński – była elementem kampanii wyborczej córki generała – Anny Marii Anders. Startowała ona wówczas, jako kandydatka PiS, w wyborach uzupełniających do Senatu.

Sąd Rejonowy w Suwałkach uniewinnił pięciu działaczy KOD, uznając, że impreza mogła „sprawiać wrażenie wiecu”, a jej przerwanie nie było „bezprawnym wybrykiem”. Policja odwołała się od tego wyroku, a sędzia Sowul uchylił wyrok. W uzasadnieniu powiedział m.in. – „Wolność nie jest przecież nieograniczona, gdyby tak było, przerodziłaby się w anarchię”. Jego zdaniem, dowody zgromadzone w sprawie zostały ocenione w sposób dowolny.

Za komentarz niech posłuży wypowiedź jednego z warszawskich sędziów dla „Gazety Wyborczej”: – „To nie do końca jest tak, że wśród nas nie ma solidarności. Wielu kolegów odrzuca prezesowskie nominacje oferowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zgadzają się tylko miernoty, które chcą wykorzystać szansę”.

 

koduj24.pl

Macierewicz zaskoczył: znaleźliśmy moment eksplozji. Ale podkomisja smoleńska studzi emocje

AB, 19.10.2017

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Adam Stępień)

Kilka dni temu szef MON ogłosił, że w zapisie jednego z rejestratorów z pokładu Tu-154M zidentyfikowano moment eksplozji. Teraz oświadczenie wydała podkomisja smoleńska… I nie da się nie zauważyć, że brzmi ono trochę inaczej.

Minister Obrony Narodowej był w niedzielę gościem Nadzwyczajnego Zjazdu Klubów Gazety Polskiej w Spale koło Tomaszowa Mazowieckiego. W pewnym momencie szef MON został zapytany przez dziennikarzy o aktualne ustalenia podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. – Moment eksplozji zidentyfikowany, znaleźliśmy go w zapisie rejestratora – stwierdził Antoni MacierewiczCZYTAJ WIĘCEJ >>>

Teraz, „w związku z licznymi pytaniami dotyczącymi prac Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 roku”, wydano specjalne oświadczenie.

W wyniku tych analiz stwierdzono, że zapisy jednego z nich zawierają parametry, wskazujące na gwałtowne zjawiska towarzyszące ostatnim sekundom lotu. Zapisy tych parametrów nie były analizowane dotychczas przez żadną z powołanych wcześniej komisji. Należy też dodać, że wspomniane parametry mogły być wynikiem oddziaływania na samolot bardzo dużej energii. Dalsze prace Podkomisji mają na celu zbadanie i przeanalizowanie wszystkich hipotetycznych zdarzeń oraz zjawisk, które mogły wygenerować taki zapis. O ostatecznych wynikach prowadzonych prac opinia publiczna zostanie poinformowana po ich zakończeniu

– czytamy w piśmie rzecznik podkomisji Marty Palonek.

„Gwałtowne zjawiska towarzyszące ostatnim sekundom lotu” nie są jednak tożsame ze słowem „eksplozja” – a w oświadczeniu podkomisji to nie pada ani razu. Portal rmf24.plzapytał o tę rozbieżność rzeczniczkę. „Analizy trwają, są zaplanowane kolejne badania, które mają dać ostateczną odpowiedź, czy gwałtowne zjawiska zapisane przez jeden z rejestratorów mogą być identyfikowane z eksplozją” – odpisała.

Lasek: Rejestrator głosu nie zarejestrował odgłosu wybuchu

Teza o wybuchu ładunku termobarycznego na pokładzie Tu-154 została zaprezentowana przez członków podkomisji MON w 7. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Tuż po jej ogłoszeniu ustalenia komisji skomentował w TOK FM Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, a dziś szef zespołu parlamentarnego PO ds. manipulowania przyczynami katastrofy smoleńskiej.

– Podchodząc do tego z powagą mogę powiedzieć, że rejestrator głosu nie zarejestrował odgłosu wybuchu. Zarejestrował za to krzyki załogi i pasażerów do momentu zderzenia się z ziemią – mówił Lasek.

– Rejestrator parametrów lotu, który rejestruje ciśnienie panujące w kabinie, nie zarejestrował skoku ciśnienia, który byłby spowodowany wybuchem bomby termobarycznej – wyliczał doktor. Jak przypomniał, nie było śladów materiałów wybuchowych, a samolot był sprawdzony pod kątem pirotechnicznym. – Nie ma żadnych dowodów na to, że do tego wypadku doszło w wyniku detonacji – podkreślił Lasek. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

***

25 października 2015 roku PiS wygrało wybory parlamentarne w Polsce. Jak oceniacie dwa lata rządów tej partii? Piszcie do nas – listydoredakcji@gazeta.pl

gazeta.pl

 

Nawet podkomisja smoleńska nie potwierdza słów Macierewicza o eksplozji

Nawet podkomisja smoleńska nie potwierdza słów Macierewicza o eksplozji

Antoni Macierewicz musi przeżywać trudne chwile. Nie dość, że najprawdopodobniej zataja przed prezydentem istotne fakty, to okazuje się, że po raz kolejny mija się z prawdą. Jak podaje RMF FM, rzeczniczka podkomisji smoleńskiej Marta Palonek stwierdziła, że zapisy jednego z rejestratorów Tupolewa zawierają „parametry wskazujące na gwałtowne zjawiska towarzyszące ostatnim sekundom lotu”. Nie padło jednak słowo „eksplozja”.

A nie dalej jak w ubiegłym tygodniu na spotkaniu z klubami „Gazety Polskiej” w Spale Macierewicz twierdził, że w zapisie jednego z rejestratorów prezydenckiego Tupolewa znaleziono moment, w którym doszło do eksplozji. Tego słowa użył dwukrotnie. Dodał, że trwają pracę nad wykluczeniem innych interpretacji tego zapisu.

Jak podaje RMF FM, ze stanowiska rzeczniczki podkomisji wynika, że nie znaleziono „momentu wybuchu”, o którym mówił Antoni Macierewicz. „Gwałtowne zjawiska” można tłumaczyć zderzeniami samolotu z kolejnymi przeszkodami. – „Analizy trwają, są zaplanowane kolejne badania, które mają dać ostateczną odpowiedź, czy gwałtowne zjawiska zapisane przez jeden z rejestratorów mogą być identyfikowane z eksplozją” – mówi Marta Palonek w rozmowie z RMF FM.

Nie przeszkodziło to Macierewiczowi – przed zakończeniem badań! – wygłaszać „prawd objawionych” o eksplozji na pokładzie Tupolewa.

koduj24.pl

„Radny PiS powiedział mi coś takiego, że trafiłam do szpitala”. Skandal w Bytomiu z seksizmem w tle

http://natemat.pl/220571,radny-pis-powiedzial-mi-cos-takiego-ze-trafilam-do-szpitala-skandal-w-bytomiu-z-seksizmem-w-tle

Internet i protesty – skomplikowany związek

http://liberte.pl/internet-i-protesty-skomplikowany-zwiazek/

Dr K. Pikulska, lekarka rezydentka pokazana w materiałach TVP o „kawiorze i wakacjach”, chce przeprosin na wizji.

Ojciec Rydzyk dla „Naszego Dziennika”: gdyby nie ostatnie wybory, to co mielibyśmy w Polsce?

19.10.2017

onet.pl

Domek z taśm

Domek z taśm

Aferę taśmową w 2014 r. ujawnił w mediach współpracownik CBA, dzisiejszy dziennikarz wpływowej „Gazety Polskiej”, Piotr Nisztor, w uzgodnieniu z ówczesnym szefem tej służby, Pawłem Wojtunikiem.

Dziennikarz „Gazety Polskiej” Piotr Nisztor w latach 2010–2014 współpracował z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Zarejestrowano go jako kontakt operacyjny „Jelinek” – ustaliła „Gazeta Finansowa”. W 2014 r. Nisztor, w uzgodnieniu z ówczesnym szefem biura Pawłem Wojtunikiem, ujawnił nagrania m.in. z podsłuchanej rozmowy szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Narodowego Banku Polskiego. Operacja wbrew zamierzeniom inspiratorów, zamiast doprowadzić do małej zmiany w rządzie i awansu Wojtunika wymknęła się spod kontroli i przyniosła ostatecznie temu ostatniemu dymisję po dojściu PiS do władzy. Wyjaśniamy jedną z największych tajemnic polityki ostatnich lat.

Na własną prośbę

– Piotr Nisztor współpracę z kierowanym wówczas przez Pawła Wojtunika CBA podjął dobrowolnie. Prosił, wręcz nalegał, aby zorganizować mu spotkania z oficerami – opowiada człowiek, którego Nisztor zaatakował na łamach ostatniej „Gazety Polskiej” (przedstawiając jako „X”, „Tomka” lub „Borysa”). Nisztor bezpodstawnie pomówił go o współpracę z mafią pruszkowską, naraził na niebezpieczeństwo i zepsuł wiele operacji polskich służb. Działania blokujące funkcjonowanie mafii przedstawił jako współpracę z nią. – To ja wiozłem go na pierwsze spotkanie z Wojtunikiem w siedzibie biura – opowiada zaznaczając, że takie środki ostrożności były podyktowane obawami, aby Nisztor nie nagrał rozmowy.

W trakcie współpracy z CBA dziennikarz przyjął łącznie ok. 80 tys. złotych, plus okazjonalne prezenty rzeczowe np. na koniec roku. CBA Nisztor przekazywał nie tylko informacje, ale również nagrania rozmów osób z którymi się spotykał.

W 2008 roku Nisztor, jako dziennikarz „Rzeczpospolitej” wspólnie z Izabelą Kasprzak i Piotrem Kubiakiem przygotował tekst o rzekomej korupcji prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Nisztorem zainteresowali wówczas oficerowie gdańskiej delegatury CBA. Do pierwszych poważnych rozmów z dziennikarzem doszło pod koniec 2009 r., gdy Kamiński został zdymisjonowany, a jego miejsce zajął Paweł Wojtunik, wcześniej przez lata związany z Centralnym Biurem Śledczym Policji.

Funkcjonariusze CBA chcieli przy jego pomocy uzyskać informacje, z których prokuratur i komend policji wyciekają materiały. Oficjalna współpraca Nisztora rozpoczęła się w 2010 roku. Wówczas doszło już do oficjalnego pozyskania ówczesnego dziennikarza „Rzeczpospolitej” do współpracy. Zgody na niejawne spotkania z publicystą wydał ówczesny minister nadzorujący służby – Jacek Cichocki. Aby uniknąć wymaganej prawem aprobaty premiera na pełny werbunek, Nisztor swoje wynagrodzenie otrzymywał pod pretekstem zwrotu kosztów. Po wręczeniu mu pierwszych pieniędzy operacyjnych został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Jelinek”. Pseudonim wziął się od nazwy ulicy, przy której znajdował się lokal wykorzystywany przez CBA, gdzie dochodziło do spotkań. Później pobierał wypłaty rzędu 5 tys. złotych, a także okazjonalne prezenty (z okazji świąt Bożego Narodzenia i końca roku), jak długopisy czy ozdobne części garderoby. Wkrótce po przyjęciu pieniędzy od funkcjonariuszy warszawskiej delegatury, jego prowadzenie przejął Maciej Klepacz, wiceszef CBA, a na końcu sam Wojtunik. Panowie przeszli na „ty” i wytworzyła się między nimi prawdziwa „chemia”. – Paweł go po prostu po ludzku polubił – mówi nam oficer CBA.

Pierwsze zadania, pierwsze pokusy

Nisztor wziął udział w serii operacji biura. Zaczął od przekazania w 2010 roku materiału dotyczącego Michała Dzięby, wpływowego młodego polityka Platformy Obywatelskiej. Materiały o ludziach Nisztor zbierał jako dziennikarz. Jednak CBA nie było jedynym beneficjentem pozyskiwanej wiedzy. Nisztor nie zdecydował się na publikację tekstu o Michale Dziębie i „złotej młodzieży” Platformy, w zamian za uzyskanie od niego zapewnienia, że jak jego ojciec Zdzisław Nisztor będzie miał kłopot z utrzymaniem pracy w grupie Lotos, to Michał pomoże. – To ja poznałem Dziębę z Nisztorem – opowiada Jan Piński, redaktor naczelny „Gazety Finansowej”. – Rzeczywiście taki układ trwał między nimi kilka lat – dodaje. Dodatkowym „gwarantem” umowy był zajmujący wysokie stanowisko w ABW pułkownik przyjaźniący się zarówno z Dziębą i Nisztorem. Na koszt pułkownika Nisztor odbywał wiele mocno zakrapianych spotkań, ale chociaż był traktowany jako źródło informacji, to do formalnego werbunku ze strony ABW nie doszło.

W 2012 roku Nisztor – już jako dziennikarz „Pulsu Biznesu” – po spotkaniu z Dziębą wysłał mu agresywne pytania o informacje… które wcześniej od niego uzyskał. – Dzięba był w szoku i zadzwonił do mnie – opowiada Piński. – Powiedziałem mu, że obecnie pilota do Nisztora ma już dr Jan Kulczyk i umówiłem go z doradcą Doktora. Tekst się nie ukazał – dodaje. Związki Nisztora z ludźmi Kulczyka datują się od sierpnia 2011 r. gdy pod wpływem serii rozmów z nimi odstąpił od opublikowania jego krytycznej biografii. Książka, którą w końcu wydał w 2015 r. była więcej niż pochlebna i napisana na dodatek „przy współpracy z Kulczykiem” (cytat za materiałami promocyjnymi wydawnictwa).

CBA przymykało jednak oczy na wybryki swojego człowieka, bo współpraca z nim i materiały, które dostarczał, były oceniane bardzo wysoko. Były to na przykład taśmy z rozmowami, które prowadził m.in. z innymi dziennikarzami czy ludźmi służb. – Według naszych informacji Nisztor nagrywał swoje okolicznościowe imprezy w mieszkaniu, na których gościli ludzie służb i dziennikarze – opowiada oficer ABW. Od 2016 r. ABW szukała, gdzie Nisztor przechowuje nagrania ze swoich przyjęć. Ustaliła, że przynajmniej jedno takie nagranie istnieje (Nisztor powoływał się na nie podczas jednej z prowadzonych przez siebie rozmów).

Wśród dziennikarzy, o których działaniach informował, znalazł m.in. się obecny reporter Polskiego Radia Łukasz Kurtz (wówczas Polsat). Do CBA Nisztor zaniósł też słynną rozmowę z Janem Pińskim i Romanem Giertychem z 2011 roku, na której rozmawiał o sprzedaży praw do krytycznej biografii Jana Kulczyka, które Giertych chciał kupić dla swojego mocodawcy Ryszarda Krauze. – Nisztor prosił, aby sprawdzić czy można Pińskiemu lub Giertychowi na bazie nagrania postawić zarzuty karne – opowiada oficer CBA. – Co ciekawe, Nisztor odrzucił ofertę Giertycha – 450 tys. zł, ale jak wspominałem, dogadał z przedstawicielami Kulczyka, zapewne na znacznie wyższą kwotę. Rozpracowywał także Krzysztofa Winiarskiego, przedsiębiorcę z południa Polski o szerokich kontaktach, podejrzewanego przez służby, że nagrał na początku 2008 r. kompromitującą dla Bronisława Komorowskiego (wówczas marszałka Sejmu) rozmowę.

Innymi sprawami, które Nisztor rozpracowywał dla CBA była afera SKOK Wołomin. Tu również szybko zaprzyjaźnił się z szefami instytucji (mający dziś poważne zarzuty prezes SKOK Wołomin Mariusz G. był z nim na „ty”, zatrudniał go w mediach przez siebie kontrolowanych i był na każdej uroczystości organizowanej przez dziennikarza). Gdy koledzy ze SKOK Wołomin zaczęli mieć kłopoty z prawem, Nisztor błyskawicznie wyplątał się z kłopotliwej wizerunkowo znajomości.

Nisztor biznesowo wykorzystał też materiały na temat wpływowego barona PSL Jana Burego i jego znajomych. Krytyczne teksty się nie ukazały, a on sam dostał dobrze płatną pracę w tygodniku, który ufundował syn biznesmena kojarzonego z ekipą Burego – Andrzeja W., wówczas prezesa i właściciela firmy z branży energetycznej Elektrix, obecnie oskarżonego o korumpowanie prokuratorów i wywieranie nacisków na sądy w jednym z wątków tzw. afery podkarpackiej. Nisztor konsekwentnie publicznie milczy o zarzutach współpracy z tym biznesmenem.

Nisztor pomagał również uszczelniać przecieki z wrocławskiej delegatury CBA, dotyczące Pawła Wojtunika i jego wiedzy na temat taśm. To właśnie ta delegatura była nazywana w CBA za rządów PO ostatnim bastionem Mariusza Kamińskiego. Działania Nisztora skutkowały zwolnieniami osób podejrzewanych o sympatyzowanie z poprzednim szefem.

W 2013 roku dziennikarz chciał przekonać doradcę biznesmena Sławomira Janowicza, aby ten zainwestował w wydawanie przygotowywanego, nowego czasopisma milion złotych. Pismo miało opisywać zagadnienia związane z dyplomacją, bezpieczeństwem, gospodarką i prawem międzynarodowym. Wcześniej polecał przedsiębiorcy zatrudnienie swojego ówczesnego kolegi Piotra Kubiaka, byłego dziennikarza „Rzeczpospolitej” za pensję 20 tys. zł miesięcznie, aby ten zajmował się jego wizerunkiem. – Propozycję od Piotra Nisztora otrzymałem w Złotych Tarasach w maju 2013 r. W spotkaniu wziął udział, oprócz Piotra Nisztora, szef tego projektu, Piotr Kubiak oraz dwoje dziennikarzy „Rzeczpospolitej” – opowiada doradca Janowicza. – Nisztor przekazał nam kosztorys tego projektu, zawierający wycenę „inwestycji” na 0,5–1 mln zł – dodaje. Gdy nie spełniono jego oczekiwań, w ciągu kilku miesięcy rozpoczął negatywną kampanię przeciwko biznesmenowi. Gdy sprawę opisaliśmy w „Gazecie Finansowej”, Nisztor użył „Gazety Polskiej”, by zaatakować Janowicza. Naczelnemu „Gazety Polskiej” nie przeszkadzało, że Nisztor wykorzystuje łamy pisma do ataku na przedsiębiorcę, który nie chciał dawać mu pieniędzy. Drugą opisywaną w tym tekście postacią, jest natomiast wspomniany „X” vel „Tomek” lub „Borys”, który w rzeczywistości jest osobą, która na prośbę Nisztora skontaktowała go z oficerami CBA, i której zawdzięcza werbunek. Nisztor utrzymywał z nim zażyłe kontakty, zapraszał do domu na imprezy, wspólnie bawili się na mieście.

Afera taśmowa, czyli vabank Wojtunika

Osobą publicznie znaną Nisztor stał się w czerwcu 2014 r., za sprawą rozpoczęcia na łamach tygodnika „Wprost” afery taśmowej. Jak ustaliśmy, materiały dostarczył szef CBA. Pierwsze uderzenie zostało wymierzone w szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza (ujawniono jego rozmowę z prezesem NBP Markiem Belką) oraz w Andrzeja Parafianowicza, byłego wiceministra finansów i szefa Głównego Inspektoratu Informacji Finansowego, wówczas już w zarządzie PGNiG. Z obydwoma miał na pieńku Wojtunik. Były dwa powody podjętych działań. Po pierwsze Wojtunik marzył o funkcji koordynatora – szefa wszystkich służb. Drugą przyczyną był mocny konflikt z Sienkiewiczem i obawa, że PO odwoła go przed końcem kadencji.

Operację zaplanowano bardzo drobiazgowo. Miały ją osłonić działania Nisztora, który tuż przed publikacją „przykleił się” do zlecającego i mającego nagrania biznesmena Marka Falenty. W okresie od 2 czerwca 2014 roku do 24 czerwca 2014 roku doszło do ok. 279 e-maili i połączeń telefonicznych (w tym SMS) między telefonami tego przedsiębiorcy i Nisztora.

Ze swojej strony Wojtunik dał się nagrać na początku czerwca kelnerom podczas rozmowy z Elżbietą Bieńkowską, ówczesną wicepremier i minister rozwoju i infrastruktury. Na tej pozorowanej wpadce Wojtunik nie mógł się powstrzymać, aby nie pogrążyć Sienkiewicza, insynuując, że szef MSW kazał podpalić budkę pod ambasadą rosyjską podczas marszu niepodległości. – Odsłuchując taśmę Wojtunika z Bieńkowską, nie miałem żadnych wątpliwości, kto stał za nagraniami – mówi były oficer ABW, zajmujący się sprawą. Wojtunik zwyczajnie wiedział, że jest nagrywany i precyzyjnie rysował swój wizerunek twardego gliny walczącego z korupcją.

– Dzięki temu to Falenta (który był tylko jednym ze zlecających i płacących za nagrania), został uznany za winnego publikacji. Sam Falenta (zabezpieczając się przed ewentualnymi konsekwencjami), także współpracował z agentami CBA i informował swoich rozmówców, o trwającym przez wiele miesięcy procederze nagrywania.

Nisztor przestał pobierać pieniądze z CBA właśnie w 2014 roku. Powód jest prozaiczny: zaczęło się śledztwo w aferze podsłuchowej i związki Nisztora z CBA były widoczne gołym okiem. Wojtunik znalazł jednak sposób, aby pomóc podopiecznemu. Znając relacje Nisztora z otoczeniem dr. Kulczyka, pomógł mu otrzymać nagrania biznesmena. Nawet już po śmierci dr. Kulczyka Nisztor nie odważył się puścić taśm z jego rozmowami pod swoim nazwiskiem. Dlatego te materiały trafiły do innych dziennikarzy.

Informatorem Nisztora (a także CBA) był Krzysztof Baszniak, były wiceminister pracy w rządzie Leszka Miller, mający doskonałe relacje z menadżerami Łukoilu. Nisztor sam to napisał we wspomnianym tekście. A to właśnie rosyjscy biznesmeni związani z tym koncernem założyli restaurację Lemongrass znajdującą się w pobliżu Sejmu. Tam też pracował zespół kelnerów, którzy dokonywali nagrań. Tuż po wybuchu afery taśmowej „Rzeczpospolita” napisała, że jeden z kelnerów utrzymywał, iż to Nisztor dostarczył im sprzęt nagrywający. On sam zaprzeczył i nazwał tę informację pomówieniem. Nie wyjaśniono jednak, skąd renomowany dziennik miał taką informację. Artykuł nie był też przedmiotem sporu sądowego, ani nawet sprostowania. Podobnie jak informacja, że kelner Łukasz N. miał żądać po zatrzymaniu „przesłuchania w trybie tajemnicy państwowej”.

Jednak już w sobotę 14 czerwca, dzień po informacji w mediach o zbliżającej się publikacji taśm (tygodnik ukazał się 16 czerwca we „Wprost”), część funkcjonariuszy CBA zajmujących się sprawą zorientowała się, że intrydze maczał palce ich szef. Już po publikacji nagrań liczba spotkań Nisztora z Wojtunikiem spadła, panowie starali się spotykać nieoficjalnie, np. w okolicach stacji metra Warszawa Ursynów.

Co istotne – nagrania, które gromadziło CBA Wojtunika, nie pochodziły tylko od tych kelnerów, którzy zostali skazani za udział w tym procederze. Nagrywano w szeregu innych lokali, m.in. w okolicach Sejmu i placu Trzech Krzyży. Nie wiadomo, co się stało z tymi materiałami.

Sienkiewicz na tropie Wojtunika

Podejrzenia, że to szef CBA stoi za publikacją nagrań z afery taśmowej miał szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Powołana przez niego specjalna grupa operacyjno-śledcza inwigilowała Wojtunika i jego najbliższych współpracowników. Jeszcze za rządów PO w październiku 2014 r. Wojtunik ujawnił na posiedzeniu sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, że był inwigilowany w sprawie afery podsłuchowej. Nie wspomniał jednak o podstawach działań Sienkiewicza. Tymczasem minister miał rozległą wiedzę operacyjną o roli Wojtunika, charakterze jego relacji z Nisztorem, ale brakowało mu przysłowiowego „dymiącego pistoletu”. Dodatkowo wszyscy się bali, jakie taśmy mógł jeszcze zachować dla siebie Wojtunik.

Ten zresztą zręcznie gmatwał sytuację. Na początku 2015 r. przekazał do prokuratury 11 nagrań polityków i biznesmenów zdobytych przez CBA „operacyjnie”, ale nie chciał wyjawić prokuraturze źródła ich pochodzenia. Do dziennikarzy puszczono zaś plotkę, że to efekt międzynarodowej operacji CBA. Było to ostrzeżenie dla wszystkich, którzy rozważali prowadzenie śledztwa w sprawie zbadania roli CBA w aferze podsłuchowej. Po tej akcji Wojtunik zaczął być nazywany przez podwładnych Hooverem. Było to nawiązanie do legendarnego szefa amerykańskiego FBI, J. Edgara Hoovera, który dzięki zebranym materiałom kompromitującym kolejne ekipy rządzące, piastował swoją funkcję niemal pół wieku, aż do śmierci w 1972 r.

Sienkiewiczowi nie udało się zdobyć dowodów przeciwko Wojtunikowi. Nie mógł liczyć nawet na wsparcie prokuratury, która nie próbowała wydostać z CBA informacji np. o statusie Nisztora. Po publikacji taśm Sienkiewicz był zbyt słaby, a podlegli mu funkcjonariusze bardziej obawiali się Wojtunika, niż wierzyli, że ich szef przetrwa publikację nagrań. Sienkiewicz proszony o komentarz do naszych informacji odpowiada krótko: bez komentarza.

Nisztor: ABC mnie mogło zarejestrować

21 sierpnia 2010 roku Nisztor w internetowym czacie z Janem Pińskim (obaj uchodzili wówczas za bliskich kolegów, by nie rzec przyjaciół) chwalił się, że dostał od wspomnianego X propozycję wysokiego stanowiska w ABW. Asekurował się także przed możliwą dekonspiracją współpracy z biurem, bo Piński uchodził za bardzo dobrze poinformowanego. – Po spotkaniu z misiem (X, Tomkiem, Borysem – red.) mam poważniejsze obawy, że ABC (chodzi o CBA – red.) mnie mogło zarejestrować, a ja o tym nawet nie wiem – pisał Nisztor asekuracyjnie w korespondencji prowadzonej na komunikatorze do Pińskiego, prosił go o sprawdzenie, czy jest zaliczany już w poczet agentów biura.

W innej rozmowie internetowej między nimi 30 stycznia 2012 r. Piński zarzuca Nisztorowi, że nagrał ich rozmowę z Giertychem w sierpniu 2011 r., na co ten – jako doświadczony już agent – wszystkiemu zaprzecza i tłumaczy, że musi spotkać się mecenasem i wytłumaczyć, że wszystko to tylko dezinformacja służb, „bo tylko ch…e nagrywają kolegów”. Taśmę z tego spotkania Nisztor, po dokonaniu manipulacji nagraniem (stwierdził ją biegły sądowy), opublikował ponad 2 lata później, gdy Giertych żądał pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej za publikacje nielegalnych podsłuchów.

Pierwsze informacje o współpracy Nisztora z CBA podał już w czerwcu 2014 r. tygodnik „W sieci”. „Kim tak naprawdę jest Piotr Nisztor? Czy możliwe, że tajnym współpracownikiem CBA?” – pytał dziennikarz tygodnika Wojciech Surmacz. Według opublikowanych przez niego informacji, Nisztor miał podpisać zobowiązanie do współpracy na spotkaniu z wiceszefem CBA Maciejem Klepaczem w restauracji „Na rozdrożu” obok siedziby biura. Nisztor głośno wszystkiemu zaprzeczył i zapowiedział pozew przeciwko „W sieci”. Słowa jednak nie dotrzymał. Natomiast według naszych informatorów po tej publikacji nalegał, aby Wojtunik zniszczył wszystkie materiały dowodzące jego współpracy z biurem. – Takie zapewnienie otrzymał, ale nie rozumiał, że to jest niewykonalne – mówi nam oficer CBA.

Nisztor nie potrafił też kryć się ze swoimi nieproporcjonalnie wysokimi wpływami. Gdy w 2011 r. stracił pracę w „Rzeczpospolitej”, to pracownicy Kulczyka zabiegali o jego ponowne zatrudnienie. A gdy wyleciał z „Rzeczpospolitej” po raz drugi, to kolejną przystań znalazł w „Pulsie Biznesu”, gdzie naczelnym był przez lata kluczowy pracownik Doktora Jana – Jarosław Sroka. W „Pulsie Biznesu” jego miesięczne zarobki wynosiły – według naszych rozmówców – ok. 5–6 tys. złotych. Nie przeszkadzało mu to wydawać nawet i kilku tysięcy złotych jednego wieczoru w klubie.

Największym problemem – na pewno wizerunkowym – Nisztora jest kwestia posiadanego majątku, który nie pokrywa się z dochodami z działalności dziennikarskiej. Nisztor łączy bowiem pracę dziennikarza z przyjmowaniem zleceń, które de facto są działalnością public relations. Co ciekawe Główny Inspektor Informacji Finansowej zaczął obserwować Nisztora, co najmniej od lipca 2014 roku, w związku z podejrzeniem prania brudnych pieniędzy. Co faktycznie się wydarzyło? GIIF zaalarmował wysoki przelew na konto Nisztora. Przekroczył bowiem pewien próg – tj. ponad 40 tys. złotych. Sprawa była badana, ale nie dopatrzono się przestępstwa. W międzyczasie Nisztor zaatakował poprzedniego szefa GIIF Parafinowicza, ujawniając, że był on na niejawnym etacie w ABW.

Ciekawe jest to, że Piotr Nisztor znalazł w 2014 r. zatrudnienie w „Gazecie Polskiej”, gdzie przez lata był negatywnie oceniany za m.in. pozytywne publikacje o Wojskowych Służbach Informacyjnych i zblatowanie się ze środowiskiem oficerów peerelowskiej bezpieki. Dziś za jego głównego informatora i przyjaciela uchodzi szkolony przez KGB były oficer komunistycznej Wojskowej Służby Wewnętrznej i Wojskowych Służb Informacyjnych Wojciech Janas.

Nisztor wiedział, że pracujemy nad materiałem o nim od wielu miesięcy i atakując ludzi, którzy mają o nim ogromną wiedzę, zapewne liczył na to, że dzięki temu będzie mógł twierdzić, iż ujawnienie jego współpracy z CBA to zemsta służb, których interesy naruszył. Przeliczył się. Próby orwellowskich manipulacji, cyniczne kłamstwa i brak skrupułów nie wytrzymują bowiem próby czasu. Jak zauważył Abraham Lincoln: „Można oszukiwać wielu ludzi jakiś czas, a niektórych ludzi cały czas, ale nie można oszukiwać wszystkich ludzi cały czas”.

Piotr Nisztor i były szef CBA Paweł Wojtunik nie odpowiedzieli na wysłane im pytania.

GFokpz3

 

gf24.pl

Adam Bielan: Jarosław Kaczyński jest politykiem bardzo skromnym

19.10.2017
Nie sądzę, żeby Jarosław Kaczyński chciał publicznie debatować nad tym, czy prezydent powinien go witać na zewnątrz, czy już w środku – mówił na antenie TVN24 Adam Bielan, który dodał, że lider PiS jest człowiekiem skromnym. Przypomnijmy, jutro dojdzie do kolejnego spotkania Andrzeja Dudy z prezesem PiS ws. reformy sądownictwa. – Najpierw wysłuchamy uszami Jarosława Kaczyńskiego propozycji, a później zastanowimy się, co zrobić dalej – stwierdził.
Adam BielanFoto: Piotr Polak / PAP
Adam Bielan

Do tej pory prezesa PiS przed Pałacem Prezydenckim witał minister Szczerski. – Każdy, kto obserwuje sposób bycia Jarosława Kaczyńskiego, wie, że Jarosław Kaczyński jest politykiem bardzo skromnym – dodał. Zdaniem senatora, prezes PiS nie uważa zachowania prezydenta Andrzeja Dudy w tej sprawie za dyshonor. Polityk także mówił o szansach na osiągnięcie kompromisu ws. prezydenckich poprawek do sądowych ustaw.

– Chciałbym, żeby do tego kompromisu doszło już dawno. Chciałbym, aby te prace przebiegały jak najszybciej. Sejm mógłby zacząć pracować, gdyby w piątek doszło do porozumienia. Doniesienia medialne sugerują, że nasze propozycje nie zostały w pełni zaakceptowane. Przekonamy się po jutrzejszym spotkaniu – zaznaczył Bielan.

Wicemarszałek Senatu stwierdził, że „nie chce w tej chwili bawić się w ocenianie szans”. – Jeżeli jutro nie będzie takiego kompromisu, to będziemy starali się go osiągnąć dalej; być może w przyszłym tygodniu. Jak dodał, wychodzi z założenia, że „mamy porozumienie w 80-85 proc. kształtu tej reformy”. – Moim zdaniem przy dobrej woli obu stron jesteśmy w stanie w ciągu kilku najbliższych dni dojść do porozumienia – podsumował.

Szerokim echem odbiły się wczorajsze słowa Adama Bielana. – Jestem z natury optymistą, chociaż w tej sprawie nie jestem pewny, czy uda się osiągnąć kompromis już w piątek – mówił o spotkaniu prezydenta z prezesem PiS Adam Bielan. Wicemarszałek Senatu zaznaczył, że nie rozmawiał w tej sprawie z Andrzejem Dudą, jednak „słyszał z plotek, że do kompromisu nie jest blisko”.

Adam Bielan o rekonstrukcji rządu

Polityk pytany o ewentualne zmiany w rządzie odparł: „Nie chcę przesądzać, kiedy i czy w ogóle dojdzie do rekonstrukcji. My mówiliśmy, że w połowie kadencji dojdzie do oceny pracy poszczególnych resortów i pracy całego rządu”.

– Nie dam się wciągnąć w żadne spekulacje personalne. Spekulacje o tym, kto może przestać być ministrem, tylko utrudniają pracę członkom obecnej Rady Ministrów – stwierdził.

Nie słyszałem, by została podjęta decyzja o odwołaniu żadnego ministra – odparł, pytany o to, czy decyzja o odwołaniu ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego już zapadła.

onet.pl

Nowym prezesem Sądu Okręgowego w Suwałkach został 50-letni sędzia Jacek Sowul.

Premier dla „Gościa Niedzielnego”: Andrzej Duda kandydatem PiS w wyborach prezydenckich

19.10.2017

PAP

– Polską rządzi Prawo i Sprawiedliwość wraz z naszymi koalicjantami. Stworzyliśmy stabilny rząd. Liderem zaplecza parlamentarnego dla rządu jest Jarosław Kaczyński. Od momentu, gdy zostałam premierem, nie ukrywałam, że się z nim konsultuję. Dla mnie jest to oczywiste i byłoby niezrozumiałe, gdybyśmy takich rozmów nie prowadzili. Każdy wykonuje to, co do niego należy, i dzięki temu mamy tak duże poparcie społeczne – odpowiedziała.

– Całym swoim politycznym życiem Jarosław Kaczyński udowodnił, że potrafi doprowadzić nasze środowisko do władzy i, co więcej, jestem przekonana, że dzięki niemu będziemy rządzić przez następną kadencję – dodała premier.

Podsumowując dwa lata rządu powiedziała, że to efekt intensywnej pracy rządu. – Mamy duże poparcie z powodu reform, które już zrealizowaliśmy, przede wszystkim 500 Plus. Mateusz Morawiecki wprowadza plan gospodarczy, który przynosi świetne rezultaty. Ludzie mają pracę. Zaczynają żyć godnie. PiS jest postrzegany jako ugrupowanie, które daje gwarancje bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie i w Europie, Polska jest bezpieczna. Myślę, że ludzie popierają nas także z tego powodu, że dotrzymujemy słowa, że jesteśmy przewidywalni. Czasem popełniamy błędy, nikt nie jest od nich wolny, ale konsekwentnie realizujemy to, do czego się zobowiązaliśmy – wyjaśniła.

„Dobre sondaże mogą usypiać”

Jak dodała Beata Szydło, dobre sondaże mogą usypiać i „doprowadzić do tego, że uwierzymy w swoją wielkość i nieomylność”. – To byłoby fatalne. Dlatego wciąż powtarzam swoim ministrom: praca i pokora. I to zaprocentuje – powiedziała.

Rekonstrukcja rządu. Pięcioro ministrów może stracić stanowiska

Na pytanie, jaka ocenę postawiłaby sobie po dwóch latach pracy premier odpowiedziała: „Z pokorą podchodzę do tego, co robię. Mogę jednak powiedzieć z ręką na sercu, że już na półmetku zrealizowaliśmy większość naszych dużych reform, a pozostałą część rozpoczęliśmy. Rozliczenie będzie na końcu kadencji, bo umówiliśmy się z Polakami na cztery lata. To Polacy nas wybrali, dla nich pracujemy i im pozostawiamy ocenę tego, co robimy. Ufam, że będzie ona pozytywna”.

Premier w „Gościu Niedzielnym”: jestem przeciwko aborcji eugenicznej

Premier Beata Szydło zapowiada, że zagłosuje w Sejmie za przyjęciem obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”. „Jestem przeciwko aborcji eugenicznej” – mówi w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”.

We wrześniu zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem zaostrzającym prawo aborcyjne rozpoczął Komitet inicjatywy #ZatrzymajAborcję. Autorzy proponowanych zmian chcą zniesienia tzw. przesłanki eugenicznej, czyli możliwości przerwania ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. Proponowane rozwiązania poparli ostatnio m.in. wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki oraz wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin i marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Przeciw aborcji eugenicznej jest również prezydent Andrzej Duda.

– Jestem przekonana, że ten projekt znajdzie bardzo duże poparcie w naszym klubie parlamentarnym. Ja będę oczywiście głosować za jego przyjęciem, jestem przeciwko aborcji eugenicznej – powiedziała premier.

Pytana, co jest dla niej ważniejsze – reforma sądownictwa czy zakaz zabijania nienarodzonych dzieci z powodu podejrzenia, że są chore – Beata Szydło powiedziała, że nie hierarchizuje tych spraw. – Między zakazem zabijania nienarodzonych dzieci a reformą sądów czy innymi zmianami, jakie wprowadzamy, nie ma równości. Mamy pakiet zadań do realizacji i staramy się je przeprowadzić – podkreśliła.

Dopytywana, dlaczego z tego pakietu rząd wyłączył kwestie moralne, jak zakaz aborcji, in vitro czy wypowiedzenie konwencji przemocowej, premier wyjaśniła, że „zmiany w ustawach dotyczących trudnych kwestii moralnych muszą być dobrze przygotowane i przeprowadzone bardzo spokojnie”.

– Proszę sobie przypomnieć, jaki rok temu był atak na obywatelską inicjatywę zakazującą aborcji. Zjednoczona Prawica jest bardzo blisko związana z nauką społeczną Kościoła, wielu naszych polityków jest katolikami i tego nie ukrywają. Jednak, by nie do końca dopracowanymi projektami nie wyrządzić więcej złego niż dobrego, musimy być w tych działaniach ostrożni i myśleć pragmatycznie – powiedziała szefowa rządu.

Szydło: jestem za tym, aby wszystkie niedziele były wolne

Osobiście jestem za tym, aby wszystkie niedziele były wolne od pracy – powiedziała w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” premier Beata Szydło. Przyznała, że w obozie rządzącym głosy w tej sprawie są podzielone. Będę przekonywała do mojej opinii – dodała.

Z obywatelskiego projektu ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę opublikowanego po zakończeniu prac sejmowej podkomisji wynika, że handel będzie dozwolony w drugą i czwartą niedzielę miesiąca, jak również w kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia oraz niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy. Sprzeciwia się temu „Solidarność” – która chce wszystkich wolnych niedziel.

Zapytana o opinię do propozycji podkomisji premier powiedziała: „Rząd przyjął stanowisko z pozytywną rekomendacją dla tego projektu. Osobiście jestem za tym, aby wszystkie niedziele były wolne. Zobaczymy, jaki będzie ostateczny kształt tej ustawy, ale w naszym obozie głosy są podzielone. Będę przekonywała do mojej opinii, ale oczywiście trzeba też wysłuchać drugiej strony, bo przedsiębiorcy mają tu inne zdanie”.

Obywatelski projekt wprowadzający ograniczenia w handlu w niedziele trafił do Sejmu jesienią zeszłego roku. Projekt autorstwa Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, w którego skład wchodzi m.in. NSZZ „Solidarność”, zakłada ograniczenie handlu w niedziele w większości placówek handlowych. W sejmowej podkomisji ds. rynku pracy posłowie PiS przygotowali pakiet poprawek do projektu tej ustawy. Zakładają one ograniczeniu handlu w drugą i czwartą niedzielę miesiąca.

onet.pl

Kochani, bez jaj, proszę powitać Pana Prezesa! DZIEŃ-DO-BRY 🙄 [cytat z tvn24.pl]

Byli wysocy generałowie alarmują o sytuacji w polskiej armii

 

© pap

Antoni Macierewicz uwielbia mówić o tym, jak jest silna i sprawna jest armia od czasu, gdy ją nadzoruje. Rzeczywistość brutalnie jednak weryfikuje deklaracje szefa MON. Okazuje się bowiem, że nowe władze nie będą w stanie zrealizować w pełni żadnego kluczowego programu modernizacji polskich sił zbrojnych.

Programy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej „Wisła” i „Narew” nie będą gotowe na czas, Marynarka Wojenna nowoczesny sprzęt widuje i widywać będzie jedynie na obrazkach, a na cyberbezpieczeństwo MON na razie nie ma nawet konkretnego pomysłu.

Takie wnioski płyną z raportu dotyczącego Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych do 2022 roku, który przygotowała Fundacja Stratpoints. Tworzą ją oficerowie Wojska Polskiego, którzy rozstali się z armią za czasów „dobrej zmiany” – m.in. były dowódca generalny Sił Zbrojnych gen. broni Mirosław Różański czy niedawny dowódca Inspektoratu Uzbrojenia (instytucja MON odpowiadająca za usprawnienie procesu zakupu broni dla polskiej armii) gen. brygady Adam Duda.

To ten ostatni jest twórcą raportu „Ocena stanu realizacji planu modernizacji technicznej SZ RP na lata 2013-2022. Sukces czy porażka?”. Z dokumentu jasno wynika, że najbliższe lata dla polskiego wojska rysują się w czarnych barwach. Wszystko z powodu opieszałości w przeprowadzaniu najważniejszych dla naszych sił zbrojnych inwestycji.

Jakie konkretnie zarzuty przedstawiają byli dowódcy polskiej armii? Wybraliśmy te dotyczące najbardziej istotnych programów dotyczących naszej obronności.

Program 1. System Obrony Powietrznej

Wśród ekspertów od wojskowości i polityków panuje zgoda, że to absolutny priorytet dla polskich sił zbrojnych. Kluczowe są dwa projekty – „Wisła” (zakup amerykańskich systemów przeciwrakietowych Patriot) i „Narew” (zakup systemów przeciwlotniczych średniego zasięgu).

Tymczasem, jak pisze w raporcie gen. Duda, „pomimo znacznego stanu zaawansowania powyższych programów uzbrojenia, to jednak zasadnicze dwa programy – WISŁA, a przede wszystkim NAREW – znajdują się na takim etapie, że nie ma praktycznie szans na wykorzystanie bojowe tych zestawów w perspektywie 10 lat od uruchomienia planu (…)”, co jednoznacznie „należy uznać za porażkę”. Upraszczając – nie wejdą do służby przed 2023 rokiem.

Program 2. Śmigłowce transportowe, wsparcia bojowego, zabezpieczenia, transportu VIP

Ich zakup to kolejne strategiczne dla polskiej armii przedsięwzięcie. Do społecznej świadomości śmigłowce przebiły się, kiedy Antoni Macierewicz zerwał porozumienia z koncernem Airbus dotyczące zakupu śmigłowców H225M Caracal. Jednak celem tego programu nie jest pozyskanie wyłącznie maszyn transportowych, ale także specjalistycznych i szturmowych. Aktualnie są prowadzone trzy postępowania na zakup nowych maszyn. Dwa z nich zostały rozpoczęte niedawno, po zerwaniu negocjacji z Francuzami.

„Podsumowując, unieważnienie postępowania na pozyskanie 50 szt. śmigłowców różnych typów uniemożliwiło rozpoczęcie wyposażenia SZ RP w nowe śmigłowce już od 2017 roku” – pisze autor raportu. Dodaje, że obecny stan negocjacji przetargowych nie daje szans na pozyskanie śmigłowców uderzeniowych i transportowych przed rokiem 2022.

Program 3. Zintegrowane systemy wsparcia dowodzenia oraz zobrazowania pola walki C4ISR

Chodzi o zintegrowanie funkcjonujących w polskiej armii systemów łączności i dowodzenia. W ramach programu trwa wiele postępowań zakupowych, żadne z nich nie zwiastuje prędkiej dostawy sprzętu dla żołnierzy. „Znajdujemy się na początku tej drogi” – przyznaje gen. Duda.

Program 4. Modernizacja Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych

W ramach tego programu MON planuje dostarczyć nowy sprzęt najciężej uzbrojonym oddziałom polskiego wojska. Chodzi zwłaszcza o czołgi i transportery opancerzone. W ramach działań modernizowane są dziś niemieckie czołgi Leopard 2, oraz trwają prace nad nowym bojowym wozem piechoty „Borsuk”. W minionym roku porzucono prace nad lekkim czołgiem „Gepard”. Co gorsza, w zamian nie powstał żaden alternatywny cel.

„Podsumowując stan realizacji programu, jako sukces należy uznać zakup kolejnych czołgów Leopard i realizację modernizacji ich starszych wersji, natomiast jako porażkę nieudaną próbę opracowania Wozu Wsparcia Bezpośredniego GEPARD siłami krajowego potencjału przemysłowego” – czytamy w raporcie gen. Dudy. „Szczególnie trudny do zaakceptowania jest fakt, że aż 5 lat trwało wypracowanie decyzji o braku zasadności opracowywania wozu wsparcia bezpośredniego klasy Gepard, zamiast typowego czołgu średniego, co było typowym błędem na etapie definiowania wymagań. Uruchomione projekty BORSUK i modernizacja Leopardów dadzą realną poprawę potencjału wojsk pancernych dopiero po roku 2022” – dodaje.

Program 5. Zwalczanie zagrożeń na morzu

Nie chodzi tylko o budowę nowych okrętów wojennych, ale także drobniejszego sprzętu dla Marynarki Wojennej czy wyposażenia dla drugiego Nabrzeżnego Dywizjonu Rakietowego.

„Podsumowując realizacje tego programu należy stwierdzić, że bez radykalnych decyzji, konsekwentnej realizacji planu i konsensusu politycznego co do kierunków modernizacji MW RP nie ma realnych szans na wyprowadzenie tego rodzaju sił zbrojnych z zapaści technicznej w najbliższych 10 latach” – wylicza gen. Duda.

Program 6. Rozpoznanie obrazowe i satelitarne

Oczy i uszy polskiej armii, czyli jak najlepsze rozpoznanie z powietrza i kosmosu. Kluczowy jest tutaj dostęp do informacji z satelitów rozpoznawczych albo nawet zakup własnego. Ważną rolę w planach MON odgrywają także drony o różnym przeznaczeniu.

„Reasumując, program wyposażenia SZ RP w bezzałogowe systemy powietrzne nie ruszył jeszcze z miejsca, a czas niezbędny na przeprowadzenie postępowań, zawarcie umów i produkcję tych systemów, szczególnie klasy GRYF i ZEFIR nie daje nadziei na ich wdrożenie do wojsk w perspektywie przed 2022 roku” – przekonuje gen. Duda.

Program 7. Indywidualne wyposażenie i uzbrojenie żołnierza TYTAN

Nowoczesne mundury, kamizelki kuloodporne, radiostacje, drobne wyposażenie, ale przede wszystkim broń. To wszystko miał zagwarantować polskim żołnierzom program „Tytan”. Niestety, jak większość programów w polskiej armii, tak i ten napotkał na poważne opóźnienia. W dużej mierze z powodu przedstawionej w ubiegłym roku zmiany wymagań dotyczących radia. Poślizg okazał się na tyle duży, że zadecydowano o wycofaniu z programu i oddzielnym rozwoju systemu MSBS, który dotyczy wyłącznie broni.

„Podsumowując postęp w realizacji tego programu należy podkreślić, że system ten może być wdrażany do eksploatacji od 2020 roku. Uwzględniając skalę potrzeb, należy stwierdzić, iż zmiany w zakresie radiostacji przekreśliły jednoznacznie zakończenie procesu przed 2022 rokiem” – przewiduje gen. Duda.

Program 8. Modernizacja Wojsk Rakietowych i Artylerii

W porównaniu do innych programów, akurat tutaj MON wypada naprawdę dobrze. Armatohaubice „Krab” i moździerze „Rak” są już produkowane, a resort planuje jak najszybciej podpisać także umowę na zakup wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu Homar.

„Reasumując, program modernizacji Wojsk Rakietowych i Artylerii jest najbardziej zaawansowanym programem realnie zwiększającym zdolność do rażenia Wojsk Lądowych i stopień jego realizacji pomimo wielu wcześniejszych perturbacji należy ocenić pozytywnie” – docenia gen. Duda.

Program 9. Symulatory i trenażery

Jeden ze skromniejszych programów w PMT dotyczy wszelkiego rodzaju urządzeń, służących do realistycznego i ekonomicznego ćwiczenia używanego w polskim wojsku uzbrojenia. Od symulatorów lotniczych po urządzenia służące do symulowania skoków spadochronowych.

„Program ten jest realizowany dość konsekwentnie i w wielu obszarach pozyskany sprzęt podniósł jakość i efektywność szkolenia” – uważa gen. Duda, choć zaznacza, że stopień realizacji poszczególnych projektów jest mocno zróżnicowany.

Program 10. Samolot szkolno-treningowy AJT

To również jeden z mniejszych i tańszych programów w polskiej armii, ale co najważniejsze w dużym stopniu zrealizowany. W 2014 roku MON podpisało umowę na dostawę ośmiu samolotów M-346 Master wraz z pakietem dodatkowego wyposażenia. Później, już po wyprodukowaniu samolotów, okazało się jednak, że z winy producenta (włoskiego koncernu Leonardo) maszyny nie spełniają wymagań strony polskiej. Mają zostać do nich wdrożone wszelkie niezbędne poprawki.

„Gdyby nie to roczne opóźnienie, to realizacja tego programu mogłaby być dobrym przykładem, że można szybko i sprawnie pozyskać w oparciu o przepisy ustawy Prawo Zamówień Publicznych w trybie konkurencyjnym skomplikowany system szkoleniowy” – podsumowuje gen. Duda.

Program 11. Samoloty transportowe

Tutaj sytuacja jest dość specyficzna, ponieważ kiedy wpisywano ten program do PMT, był on już w dużym stopniu zrealizowany. Zarówno samoloty CASA C-295, jak i PZL M-28 są w polskiej armii od wielu lat.

„Jest to jedyny program operacyjny zrealizowany obecnie w całości” – napisał w swoim raporcie gen. Duda.

Program 12. Kołowe Transportery Opancerzone „Rosomak”

Chociaż transportery „Rosomak” znajdują się na uzbrojeniu wojska już od dekady, to wciąż niemal jedynie w podstawowej wersji (z wieżą Hitfist-30). MON planuje na ich podstawie stworzyć zarówno wozy specjalistyczne, jak również transportery uzbrojone w bezzałogową i posiadającą wyrzutnie rakiet przeciwpancernych wieżę ZSSW.

„Wdrożenie KTO z wieżą Hitfist 30 przebiegało relatywnie sprawnie, natomiast opracowanie wersji specjalistycznych KTO trwa zdecydowanie zbyt długo, szczególnie, że od wdrożenia KTO mija już 15 lat, czyli połowa cyklu życia transportera, ciągle nie posiadamy wielu wersji specjalistycznych” – czytamy w raporcie gen. Dudy.

Program 13. Przeciwpancerne pociski kierowane „Spike”

W tym wypadku chodzi jedynie o zakup izraelskich pocisków przeciwpancernych, które do polskiej armii są dostarczane od przeszło dekady. Co prawda w przeważającej części są produkowane w kraju, to jednak nie w całości, a to było pierwotnym celem MON.

„Program ten jest kolejnym projektem, którego realizacja przebiega bez większych zastrzeżeń. Jedyną uwagą jaką można mieć do jego realizacji jest osiągnięty poziom transferu technologii, który nadal nie daje samodzielności w produkcji tych rakiet” – ocenia gen. Duda.

Program 14. Rozpoznanie patrolowe

W tym programie MON zakłada wyposażenie Wojsk Lądowych w szereg małych pojazdów i systemów łączności, dzięki którym możliwe będzie skuteczne prowadzenie szeroko pojętego zwiadu. Chodzi m.in. o kupno małych wozów terenowych „Żmija” i transporterów opancerzonych „Kleszcz”.

„Program ten jako ustanowiony stosunkowo późno znajduje się w początkowej fazie realizacji i żaden z jego projektów nie znajduje się fazie produkcji i dostaw” – wskazuje gen. Duda.

Program 15. Cyberobrona i narodowa kryptologia

Najpóźniej dodany do PMT program – dopiero w 2016 roku. Wciąż nie wiadomo, jakie konkretnie są jego założenia, więc nie sposób ocenić ich realizacji.

Wnioski? Polityka przed bezpieczeństwem

Z raportu gen. Dudy płynie ponury wniosek, że program modernizacji polskiej armii jest potężnie opóźniony, a zgodnie z harmonogramem idą jedynie drobne i zakrojone na małą skalę programy. W tych kluczowych szanse na dostawy sprzętu przed 2022 rokiem – a przecież to było celem całego planu – są iluzoryczne.

– Nie traktuję wyników realizacji pierwszej części PMT jako definitywnej porażki, ale jako ważną lekcję, jaką MON otrzymało od rynku – wyjaśnia w rozmowie z TVN24.pl gen. Duda. – Wnioski i doświadczenia z realizacji po raz pierwszy tak dużego i ambitnego planu powinny być wdrażane natychmiast. Niestety dokonywane zmiany prawne i organizacyjne są tylko kosmetyką istniejącego systemu. – Nie uchylam się od odpowiedzialności za wyniki realizacji tego planu. Podejmowałem w mojej ocenie optymalne decyzje w danych warunkach i przy danej wiedzy – gen. Duda w rozmowie z portalem TVN24.pl

Były szef Inspektoratu Wojskowego zauważa też, że bez odważnych i szybkich decyzji próżno liczyć na poprawę i przyspieszenie realizacji programu modernizacji. Tak samo jak bez politycznego porozumienia ponad podziałami dla dobra polskich żołnierzy i bezpieczeństwa całego kraju. Tyle że kierownictwo MON do PMT i zarzutów o jego słabą realizację podchodzi z dużym dystansem, zaznaczając, że… plan jest już w dużej mierze nieaktualny. Zamiast tego Antoni Macierewicz i jego ludzie skupiają się na opracowanym przez siebie Strategicznym Przeglądzie Obronnym. To na jego podstawie powstaną nowe plany zakupów. Jaka jest jego główna przewaga nad stworzonym za rządów PO-PSL Planem Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP? Został stworzony już za obecnej władzy.

Newsweek.pl

Tusk: zadaniem rządzących w Polsce jest integrować, a nie dzielić Europę

PAP, 18.10.2017

epa06273770 European council president Donald Tusk speaks during EU social summit in Brussels, Belgium, 18 October 2017, ahead to a European leader summit. Leaders will gather from tomorrow for the autumn Summit. EPA/OLIVIER HOSLET Dostawca: PAP/EPA.© OLIVIER HOSLET EU social summit

 

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział w środę w Brukseli, że zadaniem rządzących w Polsce jest jak najbardziej integrować i scalać politycznie Europę, a nie sprzyjać podziałom. Integrowanie Europy – jego zdaniem – leży w interesie Polaków.

Tusk zapytany o to, czy opublikowany przez niego „Program Przywódców” – który ma usprawnić pracę unijnych liderów – ma przeciwdziałać budowie Europy dwóch prędkości, odparł, że to jest jego cel.

„Widzę wyraźnie, że Europa ma dziś wielki, pozytywny potencjał” – powiedział, ale zastrzegł, że równie realna jest możliwość rozpadu Unii.

Dodał, że najbliższe miesiące będą miały znaczenie „właściwie rozstrzygające” dla Europy.

Zdaniem Tuska w Unii „formalnie jeszcze wszystko jest okay, ale w powietrzu wisi narastająca niechęć pomiędzy różnymi grupami polityków”.

„Moim zadaniem jest, aby Polska na tym nie straciła” – dodał.

„Głęboko w to wierzę (…), że w interesie Polski i Polaków jest Europę jak najbardziej integrować i scalać politycznie, a nie sprzyjać podziałom i (…) negatywnym emocjom. (…) Ja zrobię co w mojej mocy tutaj, ale to jest przede wszystkim zadanie dla rządzących w Polsce” – powiedział.

Dodał, że nie rozumie postępowania niektórych państw unijnych, w których interesie jest dbanie o zjednoczoną Europę o jednej prędkości.

„Mam tu na myśli przede wszystkim moją ojczyznę” – wyjaśnił. Podkreślił, że bardzo by chciał, aby wróciło „proeuropejskie nastawienie, które odbierze argumenty tym na Zachodzie, którzy myślą sobie: okay, nie chcecie być w UE, to będziemy próbowali tworzyć (…) nowe grupy”, i dodał, że zagrożeniem jest po prostu rozpad wspólnoty.

W opublikowanym w nocy z wtorku na środę „Programie Przywódców” na najbliższe kilkanaście miesięcy Tusk podkreśla, że dbanie o jedność Unii nie może stawać się usprawiedliwieniem dla gospodarczej stagnacji, a jednocześnie ambicje poszczególnych rządów nie mogą prowadzić do podziałów we Wspólnocie.

Szef Rady Europejskiej uważa, że instytucje unijne powinny skupić się przede wszystkim na praktycznych rozwiązaniach rzeczywistych problemów obywateli UE, by przywrócić im poczucie stabilności, bezpieczeństwa i przewidywalności.

Jednak – zdaniem Tuska – tego rodzaju podejście wiąże się z koniecznością wprowadzenia zmian. Proponuje on jednak metodę stopniowego rozwiązywania problemów, choć do niektórych kwestii „należy odnieść się (…) natychmiast, szybko, z ambicją i determinacją – tak, by zapewnić realny postęp”.

Przewodniczący Rady Europejskiej podkreśla, że należy zachować jedność UE. „Jedność ta jest nam potrzebna, by rozwiązać kryzys migracyjny, stawić czoło nieuczciwym aspektom globalizacji, działaniom agresywnych krajów trzecich, ograniczyć szkodliwe skutki Brexitu i zachować oparty na zasadach porządek międzynarodowy w tych trudnych czasach. Będziemy w stanie to zrobić tylko wówczas, jeśli będziemy działać wspólnie” – czytamy w dokumencie.

Tusk proponuje też szefom państw i rządów zmianę metody pracy podczas ich spotkań na szczytach w Brukseli, aby przezwyciężyć poczucie bezsilności wynikające z rozbieżnych interesów politycznych lub ograniczeń biurokratycznych. Szef Rady Europejskiej chce bardziej politycznego podejścia do dyskusji w gronie liderów, a jeśli będzie to konieczne – częstszych spotkań.

msn.pl

Prof. Roman Kuźniar: Prezydent mówi od rzeczy

Prof. Roman Kuźniar: Prezydent mówi od rzeczy

To jest czynienie z Polski piątej kolumny w sprawach europejskich, i to na kolejnym obszarze. Polska staje się siłą rozsadzającą Unię. Ale to, niestety, wpisuje się w profil obozu rządzącego, który jest zasadniczo antyeuropejski. Dlatego władza szuka różnych trójkątów i czworokątów w rodzaju Warszawa-Mińsk-Budapeszt-Ankara – mówi w rozmowie z wiadomo.co prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dyplomata, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego

KAMILA TERPIAŁ: Zdziwiła pana wizyta prezydenta Turcji i to, z jakimi honorami i zapewnieniami był przyjmowany w Polsce?

ROMAN KUŹNIAR: Tak i myślę, że nie jestem jedyny. Polakom taki wstyd się nie należał. Turcja pod kierunkiem Recepa Erdogana skręciła w kierunku nie tylko autorytarnym, ale także silnie antyeuropejskim.

Prezydenta Turcji jako rozmówcę dyskwalifikuje to, co wygaduje o UE i naszych najbliższych partnerach, w tym zwłaszcza kanclerz Merkel. Przyjęcie go w Polsce było nielojalne w stosunku do Europy.

Trzeba grać zespołowo, bo Unia Europejska jest wspólnotą, a jeżeli się tego nie rozumie, to jest dla Polaków powód do poważnego niepokoju.

Andrzej Duda nie tylko przyjmuje, ale też deklaruje: wspieraliśmy i będziemy wspierali starania Turcji o wstąpienie do UE.

Żałuję, że muszę to powiedzieć, ale prezydent mówi od rzeczy. W obecnej sytuacji to w ogóle nie jest temat. Nieprzypadkowo rozmowy o członkostwie Turcji w UE utknęły w martwym punkcie. Nieprzypadkowo prezydent Erdogan mówi, że nie potrzebuje Europy i doskonale sobie bez niej poradzi. Wyrywanie się z bezsensownymi deklaracjami tylko po to, aby zrobić przyjemność despocie z Ankary, było nie na miejscu.

Retoryka Erdogana wobec Unii jest obrzydliwa i haniebna, nie można na to przymykać oczu. Takie zachowanie mnie dziwi, bo jest w pewnym sensie zdradą polskich uczuć wobec Europy i wobec naszej europejskiej tożsamości.

To jest czynienie z Polski piątej kolumny w sprawach europejskich, i to na kolejnym obszarze. Polska staje się siłą rozsadzającą Unię. Ale to, niestety, wpisuje się w profil obozu rządzącego, który jest zasadniczo antyeuropejski. Dlatego władza szuka różnych trójkątów i czworokątów w rodzaju Warszawa-Mińsk-Budapeszt-Ankara.

Dołączamy do niechlubnego antydemokratycznego i antyunijnego grona. W taką stronę idzie Polska?

Odwrót od demokracji i kurs w stronę autorytaryzmu podszytego nacjonalizmem mamy od pierwszych dni tej władzy. Ale do tego

manifestowanie przyjaźni z władzą i człowiekiem, który ma obrzydliwy i pogardliwy stosunek do Europy, jest nie tylko niemoralne, ale także nieestetyczne. Powtórzę – to jest pewien rodzaj zdrady ideałów i wartości UE.

Dlaczego władza tak działa? Jaki ma w tym interes?

Są dwa wytłumaczenia tego, co się dzieje. Po pierwsze, oni naprawdę nie czują się Europejczykami, mają postsowiecką mentalność i forsują taką politykę. Po drugie, szukają doraźnych koalicji antyeuropejskich, ponieważ mają kłopoty z UE. Dlatego szukają towarzystwa, które ma podobne polityczne instynkty i problemy. Ale przynajmniej mogą pokazać, że nie są sami. Ale to jest wbrew uczuciom Polaków, którzy czują się silnie związani z UE. Szkoda, że takiego poczucia brakuje na szczytach władzy.

Z jednej strony władza chce otworzyć drzwi UE dla Turcji, z drugiej strony nie zmienia podejścia do imigrantów. To chyba pewna kolizja?

Oni są słabi w głębszym myśleniu. Są chytrzy i sprytni w przypadku sprawowania władzy, ale nie są poważni, jeżeli chodzi myślenie o Europie w kategoriach historycznych i cywilizacyjnych.

A przy tej okazji nawet przeoczyli spójność przekazu. Wiadomo przecież, że gdyby Turcja weszła do Unii, to znacznie więcej Turków, wiele milionów, chciałoby i mogłoby się osiedlić w Europie. Turcy to przecież są muzułmanie. Jak to pogodzić z silnym antyislamskim podejściem tej władzy? Tu spójności nie ma. Ale oni się tym w ogóle nie przejmują, bo są cynikami.

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski mówi, że po 2 latach rządu może zameldować wykonanie zadania. Czego PiS dokonał w polityce zagranicznej?

Najważniejsze, że minister Witold Waszczykowski wstał z kolan… Bo klęczenie było chyba bardzo niewygodną pozycją. Ale na poważnie, nie może mówić o żadnych sukcesach.

Polityka zagraniczna tego rządu została zredukowana do obrony autorytarnego zwrotu. Polityka zagraniczna w podręcznikowym znaczeniu nie istnieje. Została zredukowana, tak jak chciał Jarosław Kaczyński, do roli tarczy przeciwko zewnętrznemu zainteresowaniu i zmartwieniu Polską.

Dyplomaci robią wszystko, aby wytłumaczyć, że wszystko jest tak jak być powinno. Spieramy się z UE, czy jesteśmy jeszcze krajem demokratycznym, i tu prowadzimy grę na czas. Może to jest sukces resortu spraw zagranicznych?

Tak naprawdę jedyne dwa sukcesy były przejęte po poprzednikach. Chodzi o szczyt NATO i członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dobrze, że przynajmniej tego nie spartaczyli.

Minister wstał z kolan chyba po to, aby odejść z rządu. Myśli pan, że to już przesądzone?

Nie odnoszę się do spekulacji. Stanie się tak, jak zdecyduje człowiek, który uważa się za właściciela Polski i Polaków.

 

wiadomo.co

Debata Staniszkis/Strzembosz. Władza niszczy państwo i zohydza sądownictwo

Debata Staniszkis/Strzembosz. Władza niszczy państwo i zohydza sądownictwo

W Sądzie Najwyższym odbyła się debata z cyklu „Wyzwania demokracji”, zorganizowana wspólnie przez nasz portal i Fundację Państwo Prawa, z udziałem prof. Jadwigi Staniszkis i Prof. Adama Strzembosza. Znana socjolog i były Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego dyskutowali o proponowanej przez PiS tzw. reformie sądownictwa. Debatę poprowadził redaktor naczelny portalu wiadomo.co Przemysław Szubartowicz.

Po zawetowaniu przez prezydenta ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa Andrzej Duda przedstawił własne projekty i przesłał je do Sejmu. Według ekspertów, są niezgodne z prawem, bo prowadzą do wyboru sędziów przez polityków, ale PiS i tak nie chce ich poprzeć w takiej wersji.

Andrzej Duda dwa razy spotkał się w tej sprawie z prezesem PiS-u, w piątek ma się spotkać po raz trzeci. Do czego Jarosław Kaczyński przekona prezydenta? Na razie „reforma sądownictwa” została zastopowana. Ale co dalej?

Prof. Jadwiga Staniszkis i prof. Adam Strzembosz nie szczędzili gorzkich i mocnych słów.

– Uważam, że nie ma umowy między prezydentem i PiS-em. Tu chodzi o wykorzystywanie zależności.

Obie strony prowadzą do tego samego, upolitycznienia sądów i zatarcia podziału władz. To, co cechuje Jarosława Kaczyńskiego, to całkowity brak zaufania do kogokolwiek. To przeniesione do polityki ma tak niszczący efekt – mówiła prof. Staniszkis.

Socjolog uderzyła się także we własne piersi: – Czuję się odpowiedzialna po wyborach, bo głosowałam na PiS. Nie przypuszczałam, że jest taka potrzeba irracjonalnego niszczenia państwa. To jest cofanie się, niszczenie nowoczesnego państwa demokratycznego. Najbardziej szokujące jest to, że w warunkach demokracji z użyciem procedur parlamentarnych coś takiego może się zdarzyć.

Według prof. Strzembosza, weto prezydenta w pewnym sensie zablokowało zmianę. Ale na jak długo? – Weto prezydenta to jest blokada, która zaskoczyła twórcę koncepcji reformy sądownictwa w Polsce. Ale

PiS idzie po swoje i po drodze łamie konstytucję. Ale najważniejsze teraz jest to, że pod różnymi pozorami i hasłami władza chce zohydzić sądownictwo – diagnozował były Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego.

Co możemy zrobić? – Demokracja zawsze ustąpi przed siłą, chyba że dojdzie do wybuchu, w którym siła zostanie wyparta przez inną siłę. Gdyby na polskie ulice wyszło 500 tys. ludzi, to nawet bez użycia siły byłaby to manifestacja, która mogłaby powstrzymać dewastację systemu prawnego. To, co proponuje PiS, nie jest żadną reformą sądownictwa, chodzi tylko o nagą władzę i na to nie mogę się zgodzić – mówił prof. Strzembosz.

Wiadomo.co

%d blogerów lubi to: