Pasożyty pijarowskie z PFN i Solvere

Pasożyty pijarowskie z PFN i Solvere

Pasożyty w naturze dbają o organizm, na którym się tuczą, jest dla nich ciałem egzystencjalnym (ojczyzną). W polityce jest zupełnie inaczej – pasożyty jednoczą się, aby w wyniku sprzyjających warunków demokratycznych dorwać się do jedynego dostępnego żywiciela – do instytucji władzy. Skupiają się na tym, aby nękać tych, którzy potrafią gospodarzyć, a gdy uda im się zwyciężyć lepszych, z władzy robią koryto dla siebie.

W polityce pasożyty nie są do zwalczania, jak dżuma i cholera, nie ma na nie żadnego lekarstwa, a antybiotyk – wiedza – nie zawsze jest skuteczny. Obecnie mamy podręcznikowy przypadek – pasożytów PiS.

PiS pasożytował na demokracji, utuczył się na niej, wreszcie dorwał się do Koryta+. Organizm Polski ma się coraz gorzej, choć był przed władzą PiS dobrze prosperujący. Więc pasożytniczej partii strach zagląda do oczu, likwidują instytucje demokratyczne, aby w ten sposób zostać „wiecznym” pasożytem. Ale zabijany organizm (ojczyzna) odwinie im się w odruchu obronnym. Nie ma obawy – maltretowany organizm nie będzie dbał o kulturę prawną, zastosuje tylko swoiście rozumianą „sprawiedliwość”. Patrz: Ukraina Janukowycza albo Rumunia Ceausescu.

Pasożytów PiS jest więcej niż członków partii, bo ci mają rodziny, a te rodziny tworzą przeróżne formy pożerania ciała (ojczyzny), na którym pasożytują. Doświadczamy więc absurdalnych przypadków, a jest ich codziennie bez liku. Plaga, szarańcza – to poręczne określenia dotyczące władzy sprawowanej przez PiS.

Niedawno mieliśmy do czynienia z absurdalną kampanią Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), która w statucie ma wpisaną promocję Polski. Kolesie (bardzo lekko ich definiuję) promowali w Polsce „Sprawiedliwe Sądy” (taka była nomenklatura tej akcji). Promowali obrzydzenie do niezależnych sądów i sędziów.

Z pewnością znajdzie się to w podręcznikach PR, jak promować kraj w tym samym kraju poprzez obrzydzenie do niezależnych instytucji. Poprzednie zdanie może być opisem metody pasożytowania PiS. Pasożyt polityczny ma na celu zwalczenie niezależności instytucji, bo nie może na niezależności polegać oraz jej przyswojenie, aby uczynić poddaną.

Na kampanię obrzydzania niezależnego sądownictwa PFN wydatkowała 10 mln zł, zaś pomysł kampanii promocji obrzydzenia „Sprawiedliwe Sady” był dziełem agencji Solvere, której właścicielami są byli pijarowcy Beaty Szydło, Anna Plakwicz i Piotr Matczuk.

Pasożyty to szczególne, bo ekskluzywne, podpięte pod kilka źródeł pasożytowania. Jak zapewniał wiceprezes PFN Maciej Świrski (osoba, która potrafi tylko niszczyć dobre imię Polski) Solvere za pomysł akcji dostała w dwóch ratach 240 tys. zł.

Pasożyty jednak kłamią, bo taka ich cecha. Onet.pl dotarł do faktur, jakie Solvere wystawiła PFN, wynoszą one pięciokrotnie więcej niż deklarował (kłamał) Świrski, mianowicie 1,19 mln zł. Na taką sumę utuczyli się Plakwicz i Matczuk, byli pijarowcy Szydło.

To tylko jeden z wielu przykład. Takiej pasożytującej szarańczy politycznej jak okołopisowskie spółki nie było dotychczas w przestrzeni publicznej. Pasożyt żywy organizm ludzki doprowadza do choroby – np. do tyfusu. Pasożyty na organizmie państwa doprowadzają kraj do niewydolności, tak było w przypadku Ukrainy, Grecji. A w skrajnych przypadkach (ulubione słówko prezesa Kaczyńskiego) do utraty niepodległości. Przesada? O przesadzie w stosunku do pasożytów mówili też w XVIII wieku. I jak skończyliśmy?

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

O opaczności – nie mylić z opatrznością

O opaczności – nie mylić z opatrznością

Już za chwilę wejdą w życie nowe ustawy porządkowe – o sądach oraz wyborach – i będzie „pozamiatane”.

W sumie to należy chyba poprzeć postulat Pawła Kukiza, żeby odpuścić sobie te wszystkie komisje, głosowania i obrady, skoro już teraz wiadomo, że więcej żadnych wyborów nie będzie, bo te, co trzeba już się odbyły, dwa lata temu. Demokracja zrobiła swoje i teraz może odejść, skoro suweren wybrał to, co najlepsze dla Polski na teraz, zawsze i na wieki, wieków amen.

Tym bardziej, że w kraju – było nie było – niemal stuprocentowo katolickim – cóż znaczy demokracja wobec wyroków Opatrzności? Nad Wisłą wszystko dzieje się wszak z woli Najwyższego…

Tymczasem Opatrzność we własnej osobie (czy też ściślej – Trzech Osobach) wyjątkowo sprzyja aktualnej władzy. Takie przekonanie tejże (władzy, znaczy) jasno wynika z listu Pana Prezesa, jaki wystosował on z okazji jubileuszu do toruńskiego biznesmena i zakonnika w jednym – Tadeusza Rydzyka.

Zdaniem pana Prezesa, Niebo wyraźnie popiera Polskę „zmiany”, co widać po tym, że wyrokiem Opatrzności Ojciec Narodu z Nowogrodzkiej dostał do pomocy Duchowego Ojca Wszystkich Suwerenów z Radia Maryja. Skoro zaś samo Niebo zesłało patii owo wsparcie, to znaczy, że Ojciec w Niebiesiech jest osobiście zainteresowany powodzeniem rządów Prawa i Sprawiedliwości. Co było do udowodnienia.

I pięknie. Tyle tylko, że na logikę biorąc, to musi chodzić o jakąś szczególną, narodowo-katolicką Opatrzność, czy może Opaczność. Bo przecież to chyba nie może być ten sam Ojciec w Niebiesiech, który „stoi” za wyborem takiego – na przykład – papieża Franciszka. No, tego heretyka w Watykanie.

To musi być Opatrzność zupełnie inna od tej, która z jakichś trudnych do pojęcia nad Wisłą powodów dopuściła do zniewolenia naszego dumnego kraju przez masonów z Brukseli, a niedawno pozwoliła, żeby we Francji do władzy wyniesiono wroga Narodu Polskiego i „lewaka” w jednym. Bo przecież powinna była sprawić, żeby wygrała tam oddana prawdziwym wartościom Marine Le Pen…

No i to chyba oczywiste, że to nie może być ten sam Najwyższy Autorytet, którego symbole Robert Schuman, człowiek głęboko wierzący, wciągnął na sztandary Unii Europejskiej, błękitne jak Niebo i zdobne w koronę dwunastu gwiazd, pożyczoną z wizerunku Madonny Apokaliptycznej. Bo Bruksela, to przecież sami „lewacy i masoni”.

Tak więc, to musi chodzić o Opaczność!

Tym bardziej, że u nas od jakiegoś czasu wszystko jest jakby wbrew światu i nieco „na opak”. Po naszemu, po swojemu, wszystkim i wszystkiemu wbrew. Suwerennie, po prostu.

Świat jedno, my – na czele z DTV – co innego. Komisja Wenecka swoje, nasi ministrowie – swoje. Strzyżono – golono. Rada Europy „tak, tak”. „Rada Państwa” – „nie, nie”. Raz dokoła, raz dokoła, a na koniec larum na złotym rogu i żelazna kurtyna. Wszystko niby jak wszędzie, a przecież całkiem inaczej. Trybunał cokolwiek nie ten, trójpodział nie ten, demokracja nie ta. No bo wiecie, rozumiecie – wola Suwerena…

I oto mamy kolejny, tak długo oczekiwany przez pożytecznych patriotów (genialny termin, swoją drogą, autorstwa Ziemowita Szczerka) odcinek reality show pod tytułem ”Boże Igrzyska”. No ale przynajmniej daje nam to wysoką oglądalność.

Niektórzy może już nawet zwątpili, czy ulubiony serial wszystkich nieprzyjaciół Polski na dobre nie wypadł z naszej narodowej „ramówki”. Bo wyglądało na to, że na ostatnie ćwierć wieku Opaczność jakby na trochę odpuściła. Ale nic z tego. Ona nigdy nas już chyba tak naprawdę nie opuści. Właśnie wróciła, ze swoją ewangelią – „Atlasem Kotów”. Czemu kotów? A bo jednym z najbardziej wymownych symboli działania Opaczności na naszej ziemi jest swojski, ludowy, suwerenny dachowiec z „Co ja pacze”…

Bożena Chlabicz-Polak

koduj24.pl

„Władza nie ma prawa niszczyć państwa prawa”

"Władza nie ma prawa niszczyć państwa prawa"

Pod hasłem „Suweren mówi dość – żądamy rozmów” przed Sejmem zgromadzili się obywatele, którzy domagają się od Andrzeja Dudy wycofania projektów ustaw o SN i KRS. Przypominają słowa prezydenta, w których obiecywał szerokie konsultacje społeczne, do których nigdy nie doszło. Protestują także przeciwko zmianom w ordynacji wyborczej, które zamierza wprowadzić PiS.

Uczestnicy protestu trzymają transparenty: „Władza nie ma prawa niszczyć państwa prawa”, „Sędzio! Minister odejdzie, a smród zostanie”, „Nasze są sądy, nie polityków PiS”. Sejm odgrodzony jest od demonstrantów stalowymi barierami.

Organizatorzy manifestacji zaapelowali do opozycji o zjednoczenie. – „Musicie to zrobić, żeby nie oddać PiS-owi samorządów i my was za to rozliczymy. Do wyborów macie stanąć razem!”. W podobnym duchu wypowiedział się Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”. – „Nie wybaczymy wam, jeśli nie zbudujecie jednego obozu. Tu nie chodzi o Schetynę czy Petru, tu chodzi o Polskę. Musimy też stworzyć własny ruch kontroli wyborów. Twierdzą nam będzie każda obwodowa komisja wyborcza aż po komisję centralną. Jeżeli oni chcą zabronić głosowania niepełnosprawnym, to my musimy ich dowieźć do komisji. Te wybory będą ważniejsze niż w 1989, wtedy głosowaliśmy za wolnością, dziś będziemy głosować przeciwko jej odebraniu” – powiedział Kurski.

Do zebranych przemówił poseł Stefan Niesiołowski: – „Lata temu nie myślałem, że doczekam wolnej Polski. Kiedy wchodziłem do Sejmu w 1989 roku, byłem dumny, że się udało. Dziś ta szajka próbuje nam to wszystko odebrać. Różne były w Polsce dyktatury. Najstarsi pamiętają Bieruta, Gomułkę, Gierka. Ale tak paskudnej, infantylnej jak dyktatura Kaczyńskiego jeszcze nie było. Oni dziś mówią o setnej rocznicy niepodległości. Nie mają prawa o niej mówić! Bojkotujcie pisowskie uroczystości, my będziemy obchodzić rocznicę bez pana Kaczyńskiego i pana Dudy. Oni już swój marsz niepodległości mieli, z hasłami „Cała Polska tylko biała”.

Aldona Krawczyk przyszła przed Sejm z kilkuletnim wnukiem. Ona z flagą unijną, mały Staś z flagą Polski. – „Przyszłam z nim, bo to o jego przyszłość chodzi” – powiedziała reporterowi „Gazety Wyborczej” pani Aldona.

Do demonstrantów z Sejmu wyszli posłowie opozycji z białymi różami w rękach. Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej powiedział: – „Zastanówmy się, jak dziś posklejać społeczeństwo”.

koduj24.pl

Prof. Stanisław Obirek: Bez Kościoła nie byłoby zwycięstwa PiS

Prof. Stanisław Obirek: Bez Kościoła nie byłoby zwycięstwa PiS

Tylko jednoznaczna i bezkrytyczna propaganda PiS-u na poziomie parafii w skali ogólnopolskiej plus występowanie polityków tej formacji, i to kluczowych, jak Macierewicz, Ziobro, Szyszko, w mediach rydzykowych zapewniły zwycięstwo. Część Kościoła, ta konserwatywna, radykalnie fundamentalistyczna i wręcz ksenofobiczna, znalazła w PiS-ie oddanych zwolenników i odwrotnie – mówi nam prof. Stanisław Obirek, teolog, historyk, antropolog kultury, były jezuita, który w pracy naukowej zajmuje się m.in. miejscem religii we współczesnej kulturze. Pytamy też o kondycję polskiego Kościoła, czy bliżej mu do toruńskiego, czy soborowego.

JUSTYNA KOĆ: Czas Adwentu skłania do refleksji nad kondycją polskiego Kościoła. Czy polski Kościół to kościół PiS?

STANISŁAW OBIREK: Nie da się odpowiedzieć na to pytanie: tak lub nie, bo Kościół polski jest różny. Na pewno urodziny Radia Maryja, o których media szeroko informowały, skłaniają do odpowiedzi afirmatywnej. Rzeczywiście wydaje się, że główni politycy pośpieszyli z gratulacjami do Torunia, 15 biskupów plus wielu księży, a treści, które tam usłyszeliśmy, są bardzo znamienne. Tym razem nie było co prawda premier Szydło, ani prezydenta, ani prezesa Kaczyńskiego, ale wysłali swoich reprezentantów i ciepłe listy. Wnioskując z takich wydarzeń, to tak, PiS razem z Kościołem katolickim znajdują się w niezwykłej symbiozie i harmonii. Natomiast faktem jest, że są głosy mniej słyszalne i raczej rachityczne, ale znaczące – bo to biskupi i księża, publicyści katoliccy o orientacji liberalnej od początku tej wyjątkowo zgodnej współpracy z ojcem Rydzykiem – to warto podkreślić, że to nie jest Kościół katolicki, tylko jeden z jego przedstawicieli – wygłaszają daleko idące wątpliwości, czy to jest dobre dla Kościoła i czy to odpowiada katolickiemu duchowi. Tu mógłbym też długą listę otworzyć, poczynając od najbardziej wyrazistego głosu biskupa Pieronka, poprzez głos przewodniczącego episkopatu Gądeckiego, prymasa Polaka, księdza Bonieckiego czy arcybiskupa Rysia. Krótko mówiąc, przedstawicieli o innej orientacji też jest sporo. Powiedziałbym tak:

u progu Adwentu i wyczekiwania Bożego Narodzenia zarówno rząd, jak i imperium medialne ojca Rydzyka zdają się przekonywać Polaków, że tylko w PiS-ie i w Radiu Maryja zbawienie. Ja oczywiście nie podzielam tej euforii, że jest dobrze, wręcz przeciwnie, uważam, że jest bardzo źle.

Panie profesorze, z ostatnich badań wynika, że 59 proc. Polaków uważa, że Kościół wspiera PiS. Jak to możliwe, że o tym wiemy, ale dajemy się uwieść?

I bez tych sondaży widać, że Kościół wspiera PiS. Zacznijmy od tego, że bez Kościoła nie byłoby zwycięstwa PiS. To twardy fakt, że tylko jednoznaczna i bezkrytyczna propaganda PiS na poziomie parafii w skali ogólnopolskiej plus występowanie polityków tej formacji, i to kluczowych, jak Macierewicz, Ziobro, Szyszko, w mediach rydzykowych zapewniły zwycięstwo. Część Kościoła, ta konserwatywna, radykalnie fundamentalistyczna i wręcz ksenofobiczna, znalazła w PiS-ie oddanych zwolenników i odwrotnie. Społeczeństwo odczytuje to poprawnie, bo to jest fakt.

Mówił pan podczas bitwy o sądy, kiedy ważyły się losy prezydenckiego weta, że być może to polscy biskupi będą latem 2017 roku odpowiedzialni za niszczenie demokracji. Pół roku później uważa pan, że są odpowiedzialni, że pozwolili przekroczyć granicę, nie bronili demokracji i praworządności?

Ja bym to bardziej rozciągnął, bo to nie od momentu, kiedy władzę objął PiS, tylko

od 1989 roku mamy rosnącą politykę antydemokratyczną w Kościele. Tu niewiele się zmieniło, a właściwie zmieniło – mamy do czynienia ze wzmocnieniem tej tendencji.

Kościół po 1989 roku domagał się, najpierw nieśmiało, wprowadzenia jakoby bezpłatnej katechezy do szkół, organizując przed porozumieniami okrągłostołowymi specjalne porozumienia jeszcze z rządem przedsierpniowym. Później przybrało to kształt komisji państwowo-kościelnej ds. restytucji dóbr kościelnych zabranych Kościołowi w czasie PRL. Od początku było wiadomo, że Kościół, z przyzwoleniem wszystkich rządów po 1989 roku, jest traktowany jako równiejszy, szczególnie uprzywilejowany. Nikt nigdy, łącznie z chwalonym dzisiaj za wyjątkowy wkład w demokratyzację księdzem Tischnerem, żadnym z biskupów, nawet Janem Pawłem II, który jeszcze wtedy miał się dobrze i współrządził w Polsce, nie widział w tym nic dziwnego, że Kościół jest uprzywilejowanym członkiem społeczeństwa demokratycznego. To oczywiście zmieniało się w zależności od rządów, ale nawet za SLD i prezydenta Kwaśniewskiego, który wywodzi się z lewicowego ugrupowania, nie wątpił w uprzywilejowaną pozycje Kościoła i jej nie kwestionował. W tym sensie podtrzymuję moją tezę, że Kościół w swej większości, a biskupi, stanowiąc jego reprezentację z nuncjuszem i papieżem, tak naprawdę nie pomagają demokracji.

Demokracja polska jest kulawa w dużym stopniu właśnie dzięki wpływowi Kościoła jako siły niedemokratycznej.

Takiej roli i miejsca nie mają inne związki religijne i inne kościoły: protestanckie, prawosławny czy Gmina Żydowska, już nie mówię o związkach muzułmańskich Tatarów polskich.

Z czego wynika zatem ta uprzywilejowana pozycja Kościoła w Polsce? Czy na tę sytuację mają wciąż wpływ uwarunkowania historyczne, czas zaborów czy PRL-u, kiedy Kościół był ostoją?

Na pewno jednym z powodów jest ciesząca się dziś dużym wzięciem polityka historyczna. Bardzo subiektywne, selektywne i manipulacyjne chwilami podejście do historii. Wydobywa się tylko to, co potwierdza z góry podjętą tezę, a teza jest właśnie ta, którą sformułował pod koniec XIX wieku najostrzej Roman Dmowski, dodajmy, sam nie będąc człowiekiem wierzącym. Uznawał, szczególnie w późniejszym swoim okresie, że katolicyzm jest bardzo skutecznym partnerem politycznym i nie ma powodu, żeby z niego rezygnować. Uznał to, samemu nie będąc katolikiem. Znalazł, i słusznie, skutecznego sojusznika w Kościele. Ta wizja Dmowskiego i endecji plus niektórych bardzo radykalnych ugrupowań, jak ONR czy Falanga, że katolicyzm to ta siła, która umożliwi budowanie wyrazistej mocnej tożsamości, została w okresie II wojny światowej wyeliminowana, jak całe państwo. W PRL była zamrożona, ale po 1989 roku została wyjęta z zamrażarki i to przez ludzi, którzy dziś dystansują się do tej obecnej Polski, jak chociażby cała rodzina Giertychów, która bardzo skutecznie przywołała tradycję endecką po 1989 roku.

Dzisiaj, 28 lat później, z jakiejś egzotycznej formacji ta polska endecja wyrosła do jednej z głównych sił kształtujących polską tożsamość.

Dlaczego tak się stało?

Długo by o tym mówić, ale na pewno jednym z powodów jest to, że elementy niewygodne i kłócące się z tą wizją – jak np. udział Kościoła katolickiego i biskupów w Targowicy, czyli w zamachu na modernizacyjny projekt wypracowany przez Konstytucję 3 maja, potem kolaboracyjne doświadczenie tychże biskupów z zaborcami, niechęć biskupów i papiestwa do kolejnych powstań, to wszystko, co można by przypisać jako cień, niechlubną kartę katolicyzmowi rzymskiemu – zostały bardzo skuteczne usunięte z pamięci Polaków. Dziś społeczeństwo pamięta Kościół jako ten narodowotwórczy i tożsamościotwórczy. Wydaje się, że nie ma innej alternatywy, ale tylko dlatego, że z pamięci kulturowej i religijnej społeczeństwa polskiego te elementy zostały wymazane. Nie ma woli ani politycznej, ani kulturowej, aby te alternatywy przywołać i włączyć je w debatę normalną, partnerską i demokratyczną w naszym kraju.

Wiedza o tym, że Kościół kolaborował z zaborcami nie jest powszechnie znana, natomiast dużo słyszałam o roli księdza Popiełuszki, Jana Pawła II czy szczególnej roli listu biskupów polskich do niemieckich w 1965 roku.

To najlepszy przykład selektywnego podejścia do roli Kościoła w PRL.

Mniej się mówi o tym, że kardynał Wyszyński razem z sekretarzami był jednym z głównych czynników dyscyplinujących intelektualistów,

by wspomnieć słynne kazanie Wyszyńskiego z 1976 roku, gdzie wypomniał właśnie obrazoburczą, niechętną Kościołowi w jego mniemaniu twórczość Jerzego Grotowskiego czy Tadeusza Różewicza. W tym samym czasie cenzura państwowa nękała tych samych artystów. Oczywiście wiadomości o tym możemy znaleźć w specjalistycznych opracowaniach Leszka Kolankiewicza czy innych historyków teatru, literatury, natomiast Kościół się tym nie chwali. Kartą martyrologiczną chętniej.

Wie pani, ale ja nie chcę, żeby powstało wrażenie, że jakoś demonizuję Kościół czy że jestem mu niechętny. Jestem przekonany, że tak jak KOR, dysydenci, rewizjoniści, którzy byli częścią składową PRL – w przyszłym roku będziemy zresztą wspominać 1968 rok i nagonkę Gomułki na Żydów, ale w tym samym czasie przecież nie tylko Żydzi cierpieli, ale i Kołakowski i inni dysydenci, o tym się mniej pamięta – także cierpiał Kościół. Ale ludzie o lewicowych poglądach też cierpieli, jak wszyscy inni, przecież eliminacja przeciwników politycznych w ramach obozu PRL to była codzienność. Teraz tylko

dzięki wspomnianej polityce historycznej czy bardzo jednostronnie prowadzonej działalności IPN powstaje wrażenie, że jedynym prześladowanym i broniącym wartości, jak prawa człowieka, był Kościół. Ale zarazem przecież Kościół był częścią współdziałającą z systemem, nigdy nie wybudowany tylu kościołów, ile w okresie PRL.

To też są fakty, że obok tej konfrontacji między Wyszyńskim a Gomułką była też współpraca z reżimem. Dlatego warto różnicować tę przeszłość, a nie bezkrytycznie przyjmować to, co sam Kościół, uprawiając skuteczny PR, mówi.

Co będzie dalej? Czy Kościół, widząc, co się dzieje, rozluźni więzi z PiS-em?

Mimo że kreślę obraz dość ponury, jednak zachowuję optymizm. Może to też jest wynik mojej pamięci życiowej, bo urodziłem się w latach 50., a w latach 60. i 70. żyłem w tym kraju i pamiętam zniewolenie, propagandę w mediach, szkole, gdzie ta jednostronność przekazu była ogromna, a jednak nie mam poczucia, że jestem szczególnie skrzywdzony przez los. Mogłem czytać, co prawda po kryjomu, Gombrowicza i dysydentów, a także słuchać Radia Wolna Europa. Większość ludzi mojego pokolenia pamięta tę schizofrenię. Tak też postrzegam to teraz. Jest pewien brutalny, nachalny przekaz propagandowy tzw. mediów narodowych, ale rozmawiamy przecież w medium nie pisowskim, tylko wręcz przeciwnie. Mamy nową rewolucję informatyczną, social media itd. Jeżeli dodamy do tego jeszcze papieża Franciszka, który jest w zupełnej kontrze do tego, co dzieje się w polskim Kościele, widać, że powoli coś się dzieje. Chociażby nowy głos biskupa łódzkiego Grzegorza Rysia, zainteresowanie słowami księdza Bonieckiego. Takich księży na szczęście nie jest mało, dominikanie i jezuici trochę innym głosem mówią.

Mamy ciągle ośrodki katolicyzmu otwartego, jak „Znak”, „Więź”, „Tygodnik Powszechny”, więc nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Po prostu ten moment jest taki, że bardzo radykalna partia z ambicjami totalitarnymi czy autorytarnymi sprzęgła się z Kościołem, który jest Kościołem nie Franciszka, soborowym, tylko przaśnym z czasów PRL.

Może dlatego jest taki skuteczny, bo wiele w społeczeństwie polskim jest tęsknoty za takim prostym przekazem. I PiS, i Rydzyk wstrzelili się w tę nostalgię za PRL. A to, że nie można na nostalgii budować, jest źródłem mojego optymizmu. Wcześniej czy później, oby wcześniej, jednak się to rozleci.

Ale ciągle zakaz wypowiedzi dostaje ksiądz Boniecki, a Tadeusz Rydzyk poucza w rozmowie telewizyjnej prezydenta, który tłumaczy się jak uczniak.

To też świadczy o przełożonych księdza Bonieckiego, którzy są właśnie z tej epoki PRL-u, to nie najlepiej o nich świadczy. Często ci, którzy zakazują, wystawiają sobie sami niepochlebne świadectwo.

wiadomo.co

PiS zaprasza na obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego z udziałem prezesa Kaczyńskiego

PiS zaprasza na obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego z udziałem prezesa Kaczyńskiego

Obchody odbędą się na pl. Trzech Krzyży.

 

Kukiz: Jeżeli PiS w formie wiarygodnej zobliguje się do tego, że wprowadzi instytucję sędziów pokoju, to możemy rozmawiać o sędziach KRS

– Co będzie z tą ustawą, to się okaże. Jeżeli zostaną zachowane trzy nasze warunki, 3/5 przy wyborze sędziów KRS, instytucja skargi nadzwyczajnej i ławników w izbie dyscyplinarnej SN, to będę się bardzo cieszył, ale jeżeli ta ustawa będzie szła w kierunku lipca, propozycji z lipca, to liczę na to że prezydent po raz kolejny zawetuję tę ustawę – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„Jeżeli PiS w formie wiarygodnej zobliguje się do tego, że wprowadzi instytucję sędziów pokoju, bo na tym powinna polegać reforma wymiaru sprawiedliwości, a nie tylko na wymianach personalnych, a my do świąt będziemy mieli całkowicie gotową ustawę, to możemy rozmawiać o sędziach KRS. Jeżeli takiej woli nie będzie, to nie ma żadnego głosowania nad sędziami KRS. Bawcie się sami”

 

Kukiz: PiS to partia bolszewicka

– Dla mnie to nic innego jak partia bolszewicka [PiS], o mentalności bolszewickiej. Nie mówię tego po to żeby kogoś obrazić, tylko mówię o pewnego rodzaju charakterze, o szybkości zawłaszczania państwa, centralizowania państwa przez jedną partię. To typowy rys partii bolszewickiej – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał, „PiS na mnie szczególnie nie ma co liczyć”.

– Jeżeli PiS dojdzie do takiej arogancji i bufonady, że wyalienuje się całkowicie – a praktycznie już to zrobił – jedyną metodą jest ulica – mówił dalej.

3oopolityka.pl

Mateusz Morawiecki premierem? Kaczyński ujawnia tajny plan

Najnowszy scenariusz rekonstrukcji rządu przewiduje, że wicepremier Mateusz Morawiecki zastąpi Beatę Szydło na stanowisku szefa rządu – twierdzi RMF FM. Taki plan miał podczas zamkniętej narady zaprezentować władzom PiS Jarosław Kaczyński. Premier Beata Szydło opublikowała na Twitterze tajemniczy wpis. To pożegnanie?

Kto wszedłby do kierowanego przez Morawieckiego gabinetu? Według informacji RMF FM zmiany w składzie rządu mają zależeć od propozycji Mateusza Morawieckiego. „Jarosław Kaczyński miał jednak sugerować, że ze stanowiskiem pożegna się szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski”- podało radio.

Również według nieoficjalnych informacji podanych na Twitterze przez dziennikarza „Rzeczpospolitej” Michała Kolanko Morawiecki może zostać premierem w przyszłym tygodniu.

Reakcje posłów PiS na przedstawiony przez Kaczyńskiego scenariusz miały być „zróżnicowane” – twierdzi „Rzeczpospolita”. Nie wiadomo czy w sprawie Morawieckiego zapadła już ostateczna decyzja czy jest to jedynie jedna z koncepcji rozważanych przez Kaczyńskiego.

We wtorek wieczorem prezes PiS spotykał się m.in z szefami okręgów partii i szefami wojewódzkich zespołów samorządowych. Poza tematem rekonstrukcji omawiano także przygotowania do wyborów samorządowych. Poseł Wojciech Szarama (szef okręgu gliwickiego PiS) wychodząc ze spotkania pytany o Mateusza Morawieckiego podkreślił, że „Morawiecki zawsze odgrywał  dużą rolę i dalej tak będzie”. – Będziemy jeszcze o wszystkim rozmawiać – zapowiedział poseł.

Premier Szydło żegna się na Twitterze?

Po tym spotkaniu i spekulacjach na temat awansu wicepremiera Morawieckiego premier Beata Szydło opublikowała na Twitterze tajemniczy wpis.

„Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna. Wyrosła na fundamencie chrześcijańskim, tolerancyjna i otwarta. Nowoczesna i ambitna. To mój kraj. Przykład dla Europy i świata. Tacy jesteśmy Polacy” – napisała szefowa rządu.

Dokonanie zmian w rządzie premier Beata Szydło zapowiedziała pod koniec października; nie podała, kto ma z niego odejść, ani kim będą nowi ministrowie. Jak wówczas mówiła, decyzje w tej sprawie omawia z prezesem PiS. Rzecznik rządu Rafał Bochenek zapowiedział później, że rekonstrukcja Rady Ministrów będzie miała charakter strukturalny.

Szef PiS Jarosław Kaczyński mówił w połowie listopada, że rekonstrukcja rządu pewnie będzie troszkę odłożona w czasie, bo premier zaproponowała interesujące zmiany strukturalne. Według Kaczyńskiego, „ostateczne decyzje co do personaliów” będą „podjęte w ciągu stosunkowo niedługiego czasu, ale pewnie dowiemy się o nich w grudniu”.(

newsweek.pl

Lis: Tak szczerej władzy w Polsce jeszcze nie było

Przedstawiciele PiS-u coraz częściej zdobywają się na szczerość i otwarcie przyznają, o co im idzie. Potrafią się nawet przyznać, że jakieś rozwiązanie jest niezgodne z konstytucją. Jeszcze więcej: potrafią przyznać, że mimo iż jest niezgodne z konstytucją, oni rozwiązanie to popierają.

– Z powodu umowy politycznej będę głosowała tak jak mój klub, natomiast podzielam w pełni pogląd pana ministra Warchoła i uważam, że zapis tutaj zamieszczony w art. 86 par. 1 pkt 1 jest wprost, jaskrawie sprzeczny z Konstytucją w swoim brzmieniu – mówiła posłanka Krystyna Pawłowicz podczas prac komisji nad prezydenckim projektem ustawy o Sądzie Najwyższym.

– Sądownictwo w Polsce to było państwo w państwie, w którym brakowało kontroli – przyznał z kolei otwarcie minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na antenie TVP Info.

– Tak szczerej władzy w Polsce jeszcze nie było – ironizował Tomasz Lis w poniedziałkowym programie. Cały odcinek, a także pozostałe wydania programu „Tomasz Lis.” można zobaczyć TUTAJ.

 

newsweek.pl

Sejm zabarykadowany jak za PRL. Taki symboliczny prezent dla Narodu na 150 rocznicę urodziny Piłsudskiego i inauguracje debaty o 100 leciu niepodległości Polski.

W PiS kolejne konsultacje w sprawie rekonstrukcji

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Ministrowie zniecierpliwieni. Przedłużająca się dyskusja nad przebudową rządu zaczyna odbijać się negatywnie na pracy resortów.

W poniedziałek o godz. 16 rozpoczęły się rozmowy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z szefami okręgów oraz regionalnymi koordynatorami kampanii samorządowej. Spotkania planowane były w turach i miały zakończyć się po godzinie 22.

To kolejne z cyklu intensywnych rozmów, które toczą się w PiS od kilku dni. Jak wynika z naszych informacji, w ubiegły weekend też odbywały się rozmowy z udziałem kluczowych polityków partii, w tym premier Beaty Szydło. Tematem poza kampanią i rekonstrukcją mają być też zmiany w ordynacji.

W ubiegły piątek Joachim Brudziński na antenie radiowej Jedynki dał do zrozumienia, że rekonstrukcja odbędzie się przed Bożym Narodzeniem. – Była mowa o początku grudnia. Wszyscy wiemy, że 24 grudnia siadamy do stołu wigilijnego i nikt po 24 grudnia nie będzie robił rekonstrukcji – powiedział wicemarszałek Sejmu.

Jednocześnie zaprzeczył, że wejdzie do rządu. Kilka dni temu pojawił się bowiem scenariusz, w którym Brudziński miałby zastąpić na stanowisku szefa MON Antoniego Macierewicza.

Pewne jest w zasadzie tylko to, że rekonstrukcja rządu najwcześniej mogłaby odbyć się po dyskusji i głosowaniu ws. konstruktywnego wotum nieufności. Ten wniosek Platformy Obywatelskiej może być głosowany już w środę 6 grudnia. – Warto będzie obserwować, kto i w jaki sposób będzie wtedy zabierać głos – mówi nasz rozmówca z PiS.

Zarówno w partii, jak i w całym obozie Zjednoczonej Prawicy coraz częściej można spotkać się z opinią, że coraz dłuższa dyskusja o przemeblowaniu rządu zaczyna być politycznym problemem dla całego obozu rządzącego. Typowany od wielu tygodni do zmiany minister Witold Waszczykowski przyznał, że utrudnia mu to pracę. – Mam żal. Pani premier ma świadomość tej sytuacji – powiedział Waszczykowski w piątkowej rozmowie z portalem wPolsce.pl.

Jak wynika z naszych rozmów z politykami ze sfery rządowej, przedłużająca się dyskusja nad rekonstrukcją zaczyna się negatywnie odbijać na pracy resortów.

– Wszystko zaczyna zwalniać. Wystarczy spojrzeć na tempo prac Rady Ministrów w ostatnich tygodniach – mówi nam jeden z polityków PiS.

Inny z rozmówców podkreśla, że w partii panuje coraz mniejsze zrozumienie, jeśli chodzi zarówno o cele rekonstrukcji, jak i ogólne cele obozu rządzącego na najbliższe dwa lata. Być może rozwianiu niektórych wątpliwości służy seria spotkań prezesa z działaczami.

W rozmowach z politykami PiS można cały czas spotkać się ze scenariuszem, w którym premierem zostaje Jarosław Kaczyński lub Mateusz Morawiecki. Ale oficjalnie partyjna centrala powtarza, że „prace nad scenariuszem rekonstrukcji cały czas trwają”.

Większość naszych rozmówców jest przekonana, że rekonstrukcja będzie spora. Jednak w tych dniach pojawiły się głosy, że swoje stanowisko zachowa minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, którego dotąd typowano jako pewniaka do odejścia. Po rekonfiguracji rządu Adamczykowi ma podlegać tylko sfera budownictwa oraz koordynacja realizacji programu Mieszkanie+.

rp.pl

To, co PiS robi z sądami, nie obniży notowań partii Kaczyńskiego

https://mr1a.exs.pl/frame=

– Nie sądzę, żeby wyborcy PiS odeszli od tej partii tylko dlatego, że tworzy państwo dla wybranych. To oni będą tymi wybranymi – uważa Ewa Siedlecka.

polityka.pl

Czynnik X, czyli co spowalnia rekonstrukcję rządu

4.12.2017
poniedziałek

Gdyby metafora z buldogami i dywanem nie była do cna zużyta, to właśnie od niej zacząłbym tę notkę o PiS w czasie rekonstrukcji.

Od biedy można by też zacząć od powiedzenia Andrzeja Zybertowicza, ilustrującego władzę i ograniczenia władzy prezesa: „Jarosław Kaczyński może podjąć każdą decyzję, ale nie może podjąć wszystkich decyzji”.

Ale najlepiej zacznę od wyznania, że o tym, co kryje się za przewlekaniem decyzji o zmianach w rządzie – nie mam pojęcia. Coś się jednak kryć musi. Dlaczego tak uważam?

PiS jak rządzi, każdy widzi. Jednym się podoba, inni są mniej entuzjastyczni, ale trzeba tej partii oddać, że rządzi w pewnym sensie racjonalnie. Podejmuje decyzje, które podobają się jej wyborcom lub potencjalnym wyborcom (rozdaje pieniądze, nie wpuszcza uchodźców, demontuje sądownictwo i atakuje elity), oraz unika decyzji, które jej wyborcom lub potencjalnym wyborcom się nie podobają. A jak już PiS pójdzie w tym kierunku, to potem się wycofuje (podwyżki dla posłów).

Teraz, bodaj po raz pierwszy w tej kadencji, PiS w oczywisty sposób działa wbrew swoim interesom. Od półtora miesiąca trwa dyskusja o rekonstrukcji. Padają oficjalne deklaracje, które życie weryfikuje negatywnie.

Beata Szydło mówi, że jest po słowie z Kaczyńskim, że w połowie listopada będzie po wszystkim – i nic.

Ryszard Terlecki mówi to samo – i nic.

Media – także prawicowe, a jakże – odwołały już sporą część ministrów, krążą plotki o dymisji samej Szydło. Kochający PiS tygodnik „Sieci Prawdy” zdążył już napisać:

1) że Szydło leci i będzie Kaczyński
2) że Szydło zostaje
3) że Szydło leci i będzie Mateusz Morawiecki.

Równie mocno kochająca PiS (choć gustująca w innych jego obszarach) „Gazeta Polska” skupia się na obronie Antoniego Macierewicza (przed nie wiadomo jakim, ale licznym i potężnym przeciwnikiem) i Kaczyńskiego (przed „Sieciami Prawdy”).

Jakiś wajchowy zagościł w prorządowych mediach i poprzestawiał zwrotnice. Na bocznicy wylądowały teksty chwalące rząd, na łamy wjechały pełne troski artykuły o przyszłości dobrej zmiany.

Wyborcy już to zaczynają czuć, czego dowodzą pierwsze spadki w sondażach. Nastroje są gorsze, zaufanie topnieje, poparcie się kurczy.

I tak wracam do pytania z początku notki – co się za tym kryje? Dlaczego Kaczyński tak zwleka z ogłoszeniem (a może podjęciem) decyzji, ożywiając niezliczone spekulacje? Co jest czynnikiem spowalniającym rekonstrukcję?

Na szybko przychodzą do głowy trzy.

1) Zdrowie prezesa
2) Wahanie prezesa, wynikające ze świadomości, że premierostwo to być może droga bez powrotu
3) Potężny konflikt na zapleczu, który paraliżuje ośrodek decyzyjny.

Jeśli, drogi Czytelniku, jesteś prezesem lub wiceprezesem PiS, to byłbym wdzięczny za telefon z wyjaśnieniem.

PS Z najnowszych plotek wynika, że rekonstrukcja to kwestia kilku najbliższych dni, ale wcale tak być nie musi; a nawet jeśli tak będzie, to pytanie, dlaczego to tyle trwało, nie przestanie intrygować. Zwłaszcza jeśli Szydło przetrwa.

szacki.blog.polityka.pl

Tajemniczy wpis Szydło na Twitterze. Pojawił się tuż po spotkaniu władz PiS na Nowogrodzkiej

mk, WBG, 05.12.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22649406,video.html?embed=0&autoplay=1
„Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna” – tak swój wpis na Twitterze zaczyna premier Beata Szydło. Tweet pojawił się tuż po północy.

Beatę Szydło na stanowisku premiera zastąpi Mateusz Morawiecki – podają niezależnie dziennikarze „Rzeczpospolitej” i RMF FM. Jak twierdzą, to najnowszy pomysł prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Minister rozwoju i finansów fotel szefa rządu może zająć jeszcze przed świętami. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Decyzję w tej sprawie Kaczyński miał ogłosić politykom PiS na Nowogrodzkiej. Tuż po spotkaniu władz partii, po północy na konto premier Beaty Szydło na Twitterze trafił wpis, który najprawdopodobniej odnosi się do medialnych informacji.

„Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska. Dbająca o rodzinę i wartości, bezpieczna. Wyrosła na fundamencie chrześcijańskim, tolerancyjna i otwarta. Nowoczesna i ambitna. To mój kraj. Przykład dla Europy i świata. Tacy jesteśmy Polacy” – napisała szefowa rządu.

O zmianach w rządzie Beaty Szydło mówi się od końca października – wtedy zapowiedziała je sama premier11 listopada Beata Szydło powiedziała z kolei, że będzie broniła wszystkich swoich ministrów. – To dobra ekipa – przekonywała szefowa rządu.

Pojawiały się też spekulacje, że premierem będzie Jarosław Kaczyński. Niektóre źródła mówiły o tym, że Szydło miałaby kandydować na stanowisko prezydenta Warszawy lub startować w wyborach do europarlamentu.

 

gazeta.pl

Nie z taką Polską będą Panią kojarzyć. Pani to kradzież władzy, której wyborcy nie dali, to niszczenie demokracji i wolności, to katastrofa pozycji w Unii, to wolne ulice dla faszyzmu i ksenofobii. To rola marionetki, a nie szefowej rządu.

 

A na imię miała Beata. Pewnie jej smutno, ale przyjdzie czas, że przypomnimy sobie o jej premierostwie z pomocą Trybunału Stanu.

Swoją drogą to gigantyczna umiejętność zaprzeczyć swojej dotychczasowej postawie politycznej w jednym krótkim tweecie 👏🏻

Fake czy nie fake – pytanie…

Ten desperacki wpis „premier” Szydło niech będzie nauczką dla wszystkich, którzy udają kogoś, kim naprawdę nie są. Koniec zawsze jest taki sam.

Nie bójmy się, bo będzie jeszcze gorzej. Strach ma wielkie oczy. Nie dajmy się zastraszyć jeszcze bardziej. mają służby się BOJĄ‼️ mamy mamy SIŁĘ ‼️💪👊✌️🇵🇱🇪🇺

Kto zastąpi Beatę Szydło? Nieoficjalnie: Jest zwrot akcji. Kaczyński przedstawił nowy pomysł

WBG, 04.12.2017

Beata Szydło, Jarosław Kaczyński

Beata Szydło, Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Beatę Szydło zastąpi Mateusz Morawiecki – podają niezależnie dziennikarze „Rzeczpospolitej” i RMF FM. To najnowszy pomysł prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Minister rozwoju i finansów fotel premiera może zająć jeszcze przed świętami.

Jarosław Kaczyński rozważa zmianę na stanowisku premiera. Według najnowszej wersji Beatę Szydło miałby zastąpić Mateusz Morawiecki. Taką informację podali Michał Kolanko z „Rzeczpospolitej” i Patryk Michalski z RMF FM. Wcześniej poinformował o tym scenariuszu rekonstrukcji rządu prawicowy tygodnik „Sieci”.

Rekonstrukcja rządu PiS przed świętami?

Nowym premierem na dziś ma zostać Mateusz Morawiecki. Prawie na pewno. Prawie, bo to jednak trudna układanka. A stawka wysoka. Zmieni się więcej, niż wielu sądzi

– czytamy w najnowszym wydaniu tygodnika „Sieci”.

Z informacji RMF FM wynika, że do rekonstrukcji rządu PiS ma dojść w przyszłym tygodniu. – Z pewnością przed świętami Bożego Narodzenia – czytamy na stronie RMF FM.

Jarosław Kaczyński ma plan

Jak podaje „Rzeczpospolita”, w poniedziałek na Nowogrodzkiej prezes PiS Jarosław Kaczyński spotkał się z posłami odpowiedzialnymi za kampanię samorządową oraz z liderami okręgów. Właśnie podczas tych rozmów miał przekazać informację, że przyszłym premierem zostanie obecny wicepremier, minister rozwoju i finansów, Mateusz Morawiecki. Zdaniem informatorów RMF FM, prezes chciał sprawdzić, co na ten temat myślą szefowie lokalnych struktur.

O zmianach w rządzie Beaty Szydło mówi się od końca października – wtedy zapowiedziała je sama premier. 11 listopada Beata Szydło powiedziała z kolei, że będzie broniła wszystkich swoich ministrów. – To dobra ekipa – mówiła premier. Pojawiały się też spekulacje, że Jarosław Kaczyński zastąpi ją w fotelu premiera. O rekonstrukcji rządu mówił w TVP sam prezes. Jarosław Kaczyński w TVP. Dłuuugi wstęp o sukcesach PiS. Najważniejsze zostawili na koniec >>>

Rozprawiamy się z mitami o smogu. „3 dni czytaliśmy Wikipedię, więc jesteśmy ekspertami” [MAKE POLAND GREAT AGAIN odc. 12]

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22736602,kto-zastapi-beate-szydlo-nieoficjalnie-jest-zwrot-akcji-kaczynski.html#MT