Festyn smoleński tuż tuż. A co z kontrfestynem?

Wcale nie uważam, aby program festynu PiS zaplanowany na 10 kwietnia był bogaty. Prezes Kaczyński nazwałby, że jest skrajnie skromny.

Proszę się zastanowić! Miesięcznice smoleńskie odbywają się każdego miesiąca, a Boże Narodzenie, czy też Wielkanoc – raz w roku. Dlaczego więc tak ważne święto PiS-u ma zarezerwowany tylko jeden dzień? Czy nie mogłoby to być dwudniowe święto poprzedzone wigilią? Akurat w tym roku wypada ono we wtorek, przeddzień święta (wigilia) wypada w poniedziałek,  Polacy mieliby zatem wolne 5 dni od pracy, to byłby długi weekend, że hej.

Dzień 10. kwietnia jest tak gęsty w imprezy, iż nie na wszystkie można będzie się załapać. Start od godziny 8-ej, gdy odbędzie się msza, a zaraz apel smoleński (8.41) przed Pałacem Prezydenckim. Następnie trzeba biec na Plac Piłsudskiego, na którym kino w plenerze fundnie dwa bloki filmowe. Po wrażeniach artystycznych odświeży się tradycję średniowieczną przez odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego.

Następnie wiekopomna chwila, bo odsłonięty zostanie pomnik smoleński (Pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r.), a pod drugi – najważniejszy pomnik: brata Jarosława Kaczyńskiego – położony będzie kamień. Mówkę palną prezydent i prezes. Po czym dojdzie do kolejnej części artystycznej – koncertu. Tym, którym będzie mało mowy prezesa, zaplanowane jest jeszcze jedno wystapienie pod Pałacem Prezydenckim.

Ufff… To ma być swięto? To mordęga, jak na jakimś festiwalu filmowym w Cannes, albo w Wenecji, gęstym od zdarzeń. Dlatego moje pretensje, aby rozłożyć to na wigilię i dwa dni świąt, są – przynajmniej dla mnie – zasadne.

Jest wiele pytań, na które dzisiaj nie ma jeszcze odpowiedzi. Kto przybędzie zza granicy? Ile tysięcy policjantów będzie pilnowało festynu? Jak wysokie będzie ogrodzenie, bo wielu chciałoby popatrzeć, jak prezes się bawi?

Ba! W kontekście orzeczenie Sądu Najwyższego, iż wojewoda nie może zakazać kontrmiesięcznic, nawet pod groźbą kary więzienia, powstaje pytanie – dla mnie ważne – gdzie zostanie zorganizowana kontrrocznica (tak jak kontrmiesięcznice)?

Gdzie? Bo mnie świerzbią nogi, aby też pobiegać. Jedźmy dalej: jeżeli sprawca katastrofy smoleńskiej (nawet uznany za mimowolnego) – Lech Kaczyński – bedzie miał pomnik, to gdzie można postawić kontrpomnik? W każdym razie festyn pisowski winien otrzymać w ramach symetrii równie bogaty kontrfestyn. Takie jest moje zdanie, moje ucho od śledzia.

 

 

Organizatorzy kontrmiesięcznic wygrali przed SN. Wojewodzie grozi kara więzienia za ich zakazywanie

Sąd Najwyższy orzekł, że sądy muszą rozpatrywać odwołania od zakazów zgromadzeń, nawet jeśli minął ich termin. Będą mogły m.in. stwierdzać bezprawność wydawanych w ostatniej chwili zakazów przez wojewodę mazowieckiego ws. kontrmiesięcznic smoleńskich. Wojewodzie grozi za to do trzech lat więzienia

Sąd Najwyższy odpowiedział dziś (28 marca 2018) na pytania sądu apelacyjnego dotyczące zakazów zgromadzeń wydawanych przez wojewodę. Pytania skierował do SN sąd, do którego trafiły odwołania od zakazów kontrmiesięcznic wydawanych przez wojewodę mazowieckiego Zbigniewa Sipierę, urzędnika mianowanego przez premier Beatę Szydło.

SN odpowiadając na pytania sądu orzekł, że:

  1. Organ gminy (np. prezydent Warszawy) może odwoływać się od zarządzeń zastępczych, którymi wojewoda zakazuje zgromadzeń, i może być stroną w postępowaniu cywilnym w sprawie dotyczącej odwołania od takiego zakazu.
  2. Sądy powszechne mają obowiązek rozpatrywać odwołanie od zakazów zgromadzeń nawet po upływie ich terminu.

Może się wydawać, że to czysto formalna kwestia, ale ma ona istotne znaczenie dla wolności zgromadzeń, którą PiS próbuje bezprawnie ograniczać.

Wojewoda Sipiera od maja 2017 roku tzw. zarządzeniami zastępczymi co miesiąc zakazuje organizacji kontrmiesięcznic smoleńskich organizowanych przez członków stowarzyszeń Tama Wawa i Obywatele Solidarnie w Akcji: Macieja Bajkowskiego, Dariusza Kornackiego, Arkadiusza Szczurka i Kajetana Wróblewskiego .

Pan Sipiera w swoich zakazach powołuje się na wprowadzone przez PiS do prawa o zgromadzeniach przepisy, które dają mu prawo zakazania manifestacji mającej odbyć się w miejscu i czasie zarezerwowanym dla zgromadzenia cyklicznego, o ile nie zrobi tego prezydent miasta. Zgromadzenia cykliczne rejestruje wojewoda, a jednym z nich jest marsz smoleński od Katedry św. Jana pod Pałac Prezydencki.

Dariusz Kornacki z Tamy Wawa odkrył jednak, że w nowelizacji PiS jest luka: wojewoda nie dostał prawa do zakazania zgromadzenia zgłoszonego w tzw. trybie uproszczonym, czyli takiego, którego organizacja nie spowoduje utrudnień w ruchu ulicznym.

W maju 2017 Tama Wawa i OSA zgłosiły więc swoje kontrmanifestacje w trybie uproszczonym. Wojewoda i tak ich zakazał, ale jego decyzję jeszcze przed 10 maja uchylił sąd. Podobnie stało się w czerwcu – wojewoda zakazał, sądy zakazy uchyliły, manifestacje odbyły się legalnie.

Po tych wyrokach posłowie PiS zapowiadali, że będą musieli znowelizować ustawę, ale nie zrobili tego. PiS znalazł inny sposób na obejście gwarantowanego przez Konstytucję prawa do zgromadzeń. W czerwcu wojewoda Sipiera zaczął regularnie zakazywać kontrmiesięcznic tuż przed lub wręcz w trakcie ich przebiegu.

Nawet gdyby uznać, że może zakazywać zgromadzeń zgłoszonych w trybie uproszczonym, powinien robić to najpóźniej na 96 godzin przed ich rozpoczęciem. Wygląda więc na to, że pan Sipiera łamał prawo jawnie i złośliwie – by uniemożliwić organizatorom odwołanie się od jego decyzji i odbycie się manifestacji.

Policja nęka protestujących

Prawie udało mu się dopiąć celu. Na manifestacje Tamy Wawa na placu Hoovera przy Krakowskim Przedmieściu dociera zaledwie kilka osób, którym policjanci grożągrzywnami za udział w nielegalnym zgromadzeniu. Nie pozwalają im też na korzystanie z nagłośnienia.

W zgromadzeniach OSA na wysokości ulicy Karowej brały udział nawet setki uczestników, ale ich także nękała policja: odłączając nagłośnienie lub wyciągając pojedyncze osoby z tłumu, by ukarać je grzywną. Jak dotąd żaden z organizatorów ani uczestników kontrmiesięcznic nie został skazany – sądy ich uniewinniają.

Interwencje policji utrudniają jednak lub nawet uniemożliwiają przebieg zgromadzeń i mają tzw. efekt mrożący, tzn. mogą zniechęcać do angażowania się w protest. Ryzyko nie jest błahe.

Mec. Jarosław Kaczyński (zbieżność nazwisk przypadkowa), adwokat Dariusza Kornackiego z Tamy Wawa, obliczył, że gdyby jego klient miał zostać ukarany za zorganizowanie wszystkich jedenastu zgromadzeń od maja 2017 roku, musiałby spędzić w areszcie nawet jedenaście miesięcy lub zapłacić 55 tysięcy złotych grzywny.

Wyrok po czasie wciąż potrzebny

Od maja 2017 Zbigniew Sipiera wydał 32 zarządzenia zastępcze w sprawie zgromadzeń kolidujących ze zgromadzeniami cyklicznymi.

Pięciokrotnie zdarzyło się, że sądy umarzały sprawy dotyczące odwołań od zakazów wydawanych przez Sipierę, bo uznawały, że skoro czas manifestacji minął, orzeczenie sądu nie jest już potrzebne.

Częściowo miały rację, bo wyrok nie cofnąłby czasu, ale – jak orzekł Sąd Najwyższy – jego wydanie ma ważne konsekwencje dla przyszłości.

Po pierwsze, orzeczenia sądów są wskazówką dla organizatorów zgromadzeń, urzędów gmin i wojewodów. Jeśli zapadną kolejne wyroki uchylające zakazy wydawane przez Sipierę lub innych wojewodów, coraz trudniej będzie im przekonywać, że mieli prawo do własnej interpretacji przepisów.

Po drugie, wyroki uchylające zakazy wojewody są też podstawą do uniewinnienia organizatorów i uczestników zakazanych zgromadzeń obwinianych przez policję.

Po trzecie, wyroki uchylające zakazy Sipiery lub innych wojewodów mogą być też podstawą do skazania wojewody mazowieckiego lub innych wojewodów za przekroczenie uprawnień (art. 231 kodeksu karnego).

Dariusz Kornacki złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, ale w piątek (23 marca 2018) po zażaleniu Kornackiego sąd nakazał jej to zrobić.

Po czwarte, organizatorzy miesięcznic i innych manifestacji kontrcyklicznych będą mogli domagać się odszkodowań za bezprawne zakazanie ich zgromadzeń na drodze cywilnej.

I po piąte – last but not least – orzeczenia krajowych sądów będą istotną wskazówką dla Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, do którego Dariusz Kornacki złożył skargę na działania wojewody Sipiery. A Trybunał w Strasburgu będzie mógł nakazać Polsce nie tylko wypłatę odszkodowania, ale i zmianę prawa o zgromadzeniach na takie, które nie pozostawi wątpliwości co do kompetencji rządowych urzędników.

Dzisiejsze orzeczenie Sądu Najwyższego jest więc istotne dla obrony konstytucyjnej wolności zgromadzeń.

Będzie miało zastosowanie nie tylko do miesięcznic smoleńskich, które prawdopodobnie skończą się w kwietniu tego roku, ale także do pozostałych zgromadzeń cyklicznych: Marszów Niepodległości, rocznic Godziny “W” 1 sierpnia na warszawskim Placu Zamkowym i wszelkich innych, które jeszcze powstaną.

Od dzisiaj wojewodowie muszą mieć się na baczności: ich decyzje nie pozostaną bez kontroli.

oko.press

Platforma chce specjalnego posiedzenia Sejmu. „Wyjaśnić interesy PiS w cieniu służb”

Platforma chce specjalnego posiedzenia Sejmu. "Wyjaśnić interesy PiS w cieniu służb"

– Informacje dotyczące osób, które pełnią najważniejsze funkcje w służbach specjalnych i ich podejrzanej działalności przy aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie muszą zostać wyjaśnione – mówi szef klubu PO poseł Sławomir Neumann. Według polityków PO, „czas chowania głowy w piasek przez premiera Mateusza Morawieckiego się skończył”. Dlatego domagają się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w najbliższą środę o godz. 11. Chodzi o niejasne powiązania koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, jego zastępcy Macieja Wąsika i szefa CBA Ernesta Bejdy.

Co łączyło szefów służb z Jakubem R.?

Szefowie służb specjalnych Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński wypierają się znajomości z przebywającym w areszcie Jakubem R., kluczowym podejrzanym w aferze reprywatyzacyjnej. W odpowiedzi Marcin Rudnicki, brat Jakuba, pokazuje zdjęcia ze wspólnych towarzyskich spotkań. – Nasze kontakty były bliskie. Wypieranie się tego jest sprzeczne z prawdą i niesmaczne – mówi w programie „Czarno na białym” w TVN24. Tłumaczy, że  zarówno Wąsik, jak i reszta ludzi związanych ze służbami, których zna, „kreuje w mediach zupełnie inny wizerunek od tego, jacy są naprawdę”. Znajomym Jakuba R. miał być również obecny szef CBA Ernest Bejda.

Jakub R. był wiceszefem Biura Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Do warszawskiego ratusza trafił w 2006 roku, kiedy w stolicy rządziło Prawo i Sprawiedliwość. Teraz prokuratura zarzuca mu przyjmowanie łapówek w zamian za pozytywne decyzje o zwrotach nieruchomości. Jest głównym podejrzanym, ale przed Komisją Weryfikacyjną Patryka Jakiego do tej pory nie stanął.

W listach z aresztu Jakub R. pisze, że znajomość z Kamińskim czy Bejdą nie była bezinteresowna. Pod koniec 2006 roku PiS stracił władzę w Warszawie, a na prezydenta wybrano Hannę Gronkiewicz-Waltz. Do Jakuba R. – według jego relacji – mieli wtedy odezwać się ludzie, którzy wcześniej mieli pomóc mu zdobyć pracę w ratuszu. – Mój brat powiedział mi o tym, że Ernest Bejda przyszedł do niego w sprawie Srebrnej, ale nie wypytywałem, o co dokładnie chodziło. Nie interesowało mnie to za bardzo – opowiada w TVN24 Marcin Rudnicki.

Historia spółki Srebrna i cypryjski ślad

Spółka została utworzona w 1995 roku. Założyły ją osoby należące do partii politycznej Porozumienie Centrum. Głównym udziałowcem Srebrnej została Fundacja Prasowa „Solidarność” Jarosława Kaczyńskiego. W 2012 roku władze Fundacji zdecydowały o jej likwidacji. Udziały w spółce Srebrna przekazały na rzecz Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego. Od tej pory Instytut stał się większościowym udziałowcem spółki Srebrna. Członkiem zarządu Srebrnej jest Adam Lipiński, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

Spółka Srebrna od zawsze zajmowała się zarządzaniem nieruchomościami. Posiada olbrzymi majątek przejęty zaraz po upadku PRL. To głównie nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach w centrum stolicy. Na jednej z działek spółka Srebrna planuje wybudować jeden z najwyższych wieżowców w stolicy, tzw. „Kaczyński Tower”. Problem w tym – jak twierdzą reporterzy programu „Czarno na białym” – że do działki roszczą sobie prawa spadkobiercy. A chodzi o ogromne pieniądze. Budowa wieżowca i jego ewentualna sprzedaż może prowadzić na Cypr. W ubiegłym roku ziemię należącą do Srebrnej chciała kupić cypryjska spółka Conarius. Tutaj pojawia się jeszcze więcej pytań.

O sprawie niejasnych powiązań Srebrnej z cypryjską spółką pisała już „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek”.

PO: „Historia wielkiego układu”. Sprawa musi zostać wyjaśniona!

– Informacje są na tyle bulwersujące i ważne, że wymagają jasnego stanowiska premiera – mówią krótko politycy PO. Dlatego złożyli wniosek do marszałka Sejmu, w którym domagają się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w najbliższą środę o godz. 12.

Marcin Kierwiński@MKierwinski

Dziś @Platforma_org składa wniosek o nadzwyczajne posiedzenie Sejmu ws powiązań ministrów PiS z aferą reprywatyzacyjną i aferą Srebrna. Afera reprywatyzacyjna, afera Srebrna, przejęcie gruntów w Warszawie – środowisko Kaczyńskiego musi się z tego rozliczyć.

Na nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu posłowie mieliby wysłuchać informacji premiera Morawieckiego o działalności najważniejszych osób w służbach oraz informacji Zbigniewa Ziobro o transferach finansowych i niejasnych powiązaniach między spółką Srebra i spółkami na Cyprze.

– Przez ostatnie tygodnie i dni nie padło ani jedno zdanie z ust Mateusza Morawieckiego na ten temat. PiS udaje, że nie ma sprawy. Ale my nie pozwolimy na to, aby w cieniu służb specjalnych ukrywane były wielkie interesy finansowe PiS-u. Żądamy od marszałka Marka Kuchcińskiego zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu po to, aby na tym posiedzeniu premier rządu mógł odnieść się do informacji i wyjaśnić zaangażowanie najważniejszych osób kierujących służbami specjalnymi państwa w działania przy aferze reprywatyzacyjnej – mówi szef klubu PO poseł Sławomir Neumann.

– Czy panowie, którzy kierują służbami specjalnymi, bardziej dbają o interes państwa, czy spółki związanej ze środowiskiem PiS-u? – pyta także poseł PO Marcin Kierwiński. I dodaje: – Od lat 90. środowisko związane z Jarosławem Kaczyńskim buduje oligarchiczny układ władzy oparty o przejęte w centrum Warszawy nieruchomości, to m.in. słynna nieruchomość przy ulicy Srebrnej. Nie ma w Polsce drugiej partii, która przejęłaby tak gigantyczny majątek od Skarbu Państwa. To wymaga wyjaśnienia.

– Czas chowania głowy w piasek przez pana premiera minął. Wiemy, że jest pan w trudnej sytuacji, bo wszystkie nitki w tej sprawie prowadzą do Jarosława Kaczyńskiego. Ale został pan premierem i musi pan wyjaśnić te powiązania. Tego wymaga bezpieczeństwo finansowe państwa – mówi Kierwiński.

wiadomo.co

PiS ujawnia plan uroczystości na 8. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Program będzie bogaty

 

past, IAR 29.03.2018

 

We wtorek 10 kwietnia, o godz. 15.30 na placu Piłsudskiego w Warszawie zostanie uroczyście odsłonięty Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej – poinformowało PiS na swej stronie internetowej. Przewidziano wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Na placu Piłsudskiego odsłonięty zostanie także kamień w miejscu, gdzie stanie pomnik upamiętniający prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Zaplanowane obchody rozpoczną się o godz. 8 rano – mszą świętą w kościele seminaryjnym w intencji ofiar. Tuż po eucharystii – o godzinie 8.41 przewidziany jest apel pamięci, który odbędzie się przed Pałacem Prezydenckim.

W dalszej części dnia przewidziano dwa bloki filmowe: od godziny 9 do 12 i od 12.15 do 15. Filmy zostaną wyemitowane na Placu marszałka Józefa Piłsudskiego. O godzinie 15 uczestnicy odmówią koronkę do Miłosierdzia Bożego, po czym o 15.30 nastąpi uroczyste odsłonięcie Pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r., a także złożone zostaną kwiaty pod pomnikiem.

Z kolei na godzinę 16 przewidziane jest odsłonięcie kamienia w miejscu, w którym powstanie Pomnik upamiętniający prezydenta Lecha Kaczyńskiego. O godzinie 16.15 na Placu Piłsudskiego swoje wystąpienie będzie miał prezydent Andrzej Duda i prezes PiS Jarosław Kaczyński. O 16.30 odbędzie się tam koncert.

Kolejnym punktem programu obchodów jest msza święta w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej w Bazylice Archikatedralnej pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie, po której swoje przemówienie przed Pałacem Prezydenckim wygłosi prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Zakończenie uroczystości zaplanowano na godz. 21.15 – przed pomnikiem ofiar tragedii smoleńskiej.

 

gazeta.pl

 

Danecki: Nie bądźcie miłe, dziewczyny, bądźcie radykalne. Martin Luther King miły nie był
Kuba Danecki 29.03.2018

„Nie bądźcie takie radykalne” – słyszą feministki. „Schowajcie plakaty z cipkami, nie denerwujcie ludzi”. Martin Luther King też słyszał, że ma być miły, a niemal każde z jego działań było oceniane jako szkodliwe dla sprawy. Tyle że byciem miłym nie da się wywalczyć społecznej zmiany, a krytyka to nie głos w debacie. To narzędzie pacyfikacji.

 

To nie tak, że da się wywalczyć społeczną zmianę byciem miłym. Spuszczenie z tonu, odejście od swoich postulatów, kapitulacja i kompromisy nic nie dadzą.

Za każdym razem po Czarnych Protestach czy po Manifach pojawiają się głosy mędrków, że „to szkodzi waszej sprawie”, bo hasła są „zbyt radykalne”, bo plakaty z cipką szokują „zwykłych ludzi” i mogą ich odstraszać. Te głosy można wsadzić bardzo głęboko w tyłek historii. Spasione misie zawsze będą karciły każdą osobę, która podniesie głowę, żeby walczyć o swoje prawa.

Przeczytaj także Broniarczyk do Kraśki: Przestańcie nas straszyć i pouczać na temat aborcji. Zacznijcie słuchać kobiet

Tylko jedna piąta Amerykanów popierała czarnoskórą mniejszość, która łamała segregację rasową w autobusach i siadała na miejscach dla białych. W 1961 roku 61 proc. Amerykanów twierdziło wręcz, że protestujący szkodzą integracji rasowej.

Nieestetyczna walka prześladowanych

W maju 1963 roku 37 proc. Amerykanów oceniało Martina Luthera Kinga źle. W sierpniu tego samego roku odbył się marsz na Waszyngton, w trakcie którego dr King wypowiedział słowa, które zainspirowały miliony ludzi na całym świecie do walki o swoje prawa – „Miałem sen”. Tylko 23 proc. Amerykanów popierało ten marsz, a opinia o Kingu stawała się coraz gorsza. W 1966 roku zdecydowanie źle myślało o nim już 63 proc. Amerykanów.

Opinia publiczna nie lubi wichrzycieli. Jeśli ktokolwiek domaga się równości, respektowania swoich praw, wolności wyboru – musi liczyć się z oporem. Ci, którzy co dzień nie doświadczają dyskryminacji i nie muszą obawiać się o swoje zdrowie i życie nie zrozumieją walki prześladowanych. Zawsze będzie niepotrzebna, zbyt radykalna, nieestetyczna.
W październiku 1964 prawie trzy czwarte Amerykanów zgadzało się ze stwierdzeniem, że skoro czarnoskórzy wyrazili już swoje oburzenie i pojawiły się pierwsze akty prawne spełniające część ich postulatów, powinni przestać demonstrować. Było to rok przed ustawą o prawach wyborczych, która ograniczyła dyskryminację Afroamerykanów przy urnie i cztery lata przed uchwaleniem „Fair Housing Act” uznawanego za zwieńczenie ruchu na rzecz zakończenia segregacji.

 

W roku, kiedy doszło do zamieszek w Stonewall Inn, które wskazuje się jako kluczowy momentu w historii walki środowiska LGBT o swoje prawa, 63 proc. Amerykanów uważało, że homoseksualiści bardziej szkodzą niż służą społeczeństwu.

Sprzeciw liderów cudzej sprawy

Lamenty o zdrowy rozsądek to nie głos w debacie – to narzędzie pacyfikacji. Nic nie osiągniemy będąc miłymi dla prawicowych ekstremistów i fundamentalistów, można tylko stracić, bo oni nie cofną się nigdy. To nie jest kwestia debaty, prawa człowieka nie podlegają negocjacjom, stoją znacznie wyżej niż dobre samopoczucie publicystów, którym przeszkadza rysunek cipki na transparencie albo stwierdzenie, że aborcja jest ok.

„Popierałbym, gdyby”, „jestem z Wami, ale” to nie głosy sojuszników, to nie życzliwa rada. To upupianie, próba odebrania budowanej na nowo tożsamości i przywrócenia sobie roli liderów cudzej sprawy. Nie będą Was lubili, jeśli się nie dacie, ale to nie tak, że możecie zrobić cokolwiek – oprócz zupełnego porzucenia sprawy – żeby zyskać sympatię, chociaż nawet wtedy nie ma co do tego pewności.

Jutro nie ma co liczyć na czyjąkolwiek sympatię, ale nie po to maszerujemy, żeby nas lubili. Trzeba pokazać nieludzkiej władzy, że ma się bać.Odwagi i nieustępliwości, jesteście po dobrej stronie historii. Ci, którzy lepiej wiedzą, jak miałybyście walczyć o swoje prawa nie różnią się niczym od tych, którzy lepiej wiedzieli, jaki sen miał Martin Luther King i kiedy powinien o nim mówić.

Kuba Danecki – kiedyś polityk, teraz mąż i ojciec. Z zawodu projektant, z wykształcenia judaista.
wiadomosci.gazeta.pl