Skandaliczne słowa Ziemkiewicza o samopodpaleniu Piotra S.

Skandaliczne słowa Ziemkiewicza o samopodpaleniu Piotra S.

Trudno znaleźć cenzuralne określenia na „żarty” Rafała Ziemkiewicza z dramatycznego aktu samopodpalenia Piotra S. przed Pałacem Kultury. W Telewizji Republika, wspólnie z Emilią Pobłocką, komentowali protest mężczyzny przeciw poczynaniom PiS.

Piotr S. w kilkunastu punktach spisał powody swojego protestu. Manifest zakończył wstrząsającą konkluzją: – „Chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”. Całość jego listu opublikowaliśmy 19 października w materiale pt. „Samopodpalenie przed Pałacem Kultury w proteście przeciw PiS”.

Zdaniem Ziemkiewicza, zapisane przez Piotra S. słowa to „dość ciekawy materiał do badań socjologicznych, a mężczyzna w 15 punktach streścił dyskurs propagandy totalnej opozycji z ostatnich dwóch lat. Kompletne 15 bredni„. „Wybitny” prawicowy publicysta uważa, że jeśli ktoś włącza TOK FM, czyta „Gazetę Wyborczą” albo ogląda TVN, to musi to prowadzić do histerii i potem ten ktoś „musi zwariować”. – „Totalna opozycja ma swój zamach w Smoleńsku” – powiedział.

Wtórowała mu rzeczona Emilia Pobłocka, która stwierdziła, że media „grzeją spaleniem”. Ziemkiewicz zaapelował też do celebrytów, żeby sami się podpalili, skoro uważają rządy Prawa i Sprawiedliwości za reżim. Pobłocka podsumowała: – „Troszkę się tu śmialiśmy z tego samospalenia„.

Zamiast komentarza – Piotr S. ma oparzenia 80 proc. ciała, w bardzo ciężkim stanie przebywa w szpitalu.

koduj24.pl

NOWY PATRIOTYCZNY ORGAN PIS OTRZYMA 75 MLN ZŁ NA START

Autor 
Nowy patriotyczny organ PiS otrzyma 75 mln zł na start

PiS zamierza powołać Instytut Solidarności i Odwagi. Nowy organ otrzyma 75 milionów złotych dotacji z budżetu państwa.

Zgodnie z treścią projektu ustawy, do zadań instytutu należało będzie inicjowanie, podejmowanie i wspieranie działań mających na celu upamiętnienie i uhonorowanie osób żyjących, zmarłych lub zamordowanych, zasłużonych dla Narodu Polskiego, zarówno w kraju, jak i za granicą, w dziele pielęgnowania pamięci lub niesienia pomocy osobom narodowości polskiej, lub obywatelom polskim innych narodowości będącym ofiarami zbrodni sowieckich, nazistowskich zbrodni niemieckich, zbrodni z pobudek nacjonalistycznych lub innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych.

Organizacja odpowiedzialna będzie za okres od 8 listopada 1917 do 31 lipca 1990 roku. ISO popularyzować ma wiedzę o osobach zasłużonych dla Polski oraz doprowadzać do odznaczania ich Krzyżem Wschodnim lub Krzyżem Zachodnim. W skład Instytutu Solidarności i Odwagi wchodzić będzie Rada Pamięci, złożona z 7-11 osób wyróżniających się wysokimi walorami moralnymi oraz wiedzą z zakresu historii Polski i Narodu Polskiego.

W uzasadnieniu projektu czytamy, że istnieje obowiązek docenienia osób ratujących Polaków i płacących za to często życiem swoim i swoich rodzin. Do zadań Rzeczypospolitej Polskiej należy bowiem wyrażenie wdzięczności oraz utrwalenie bohaterstwa tych Sprawiedliwych, którzy jeszcze żyją. To najwięksi przyjaciele Polski i Polaków, którzy w sposób najwspanialszy z możliwych osobistym heroizmem i poświęceniem dali świadectwo w godzinie próby.

Posłowie PiS przekonują, że dziesiątki lat po tragicznych wydarzeniach większość bohaterów, którym polska zbiorowość winna jest wdzięczność, już jednak nie żyje. W wielu przypadkach polskie państwo będzie więc mogło uhonorować przedstawicieli następnych pokoleń. Musimy pamiętać także o tych, którzy często w odległych zakątkach świata dawali schronienie uciekinierom z nieludzkiej ziemi. Bez nich nie przetrwałoby wiele polskich istnień.

Zdaniem wnioskodawców docenianie szlachetnych ludzi i czynów, wyrażanie wdzięczności wobec sprawiedliwych jest takim działaniem w relacjach międzynarodowych, które wydobywa i eksponuje to, co w stosunkach między narodami najlepsze i w najwyższym stopniu godne czci. Działalność tego rodzaju stanowić może więc największy z kroków, wiodących ku wzajemnemu zrozumieniu, zbliżeniu, pojednaniu.

Instytut Solidarności i Odwagi otrzymać ma 75 milionów złotych z części budżetowej, którą rozporządza minister kultury. Będą to pieniądze na rozruch nowego organu.

przekrojgospodarczy.pl

Rządowa wersja historii będzie kosztować miliony. Ta instytucja ma „wypromować” nowych bohaterów narodowych?

Prawo Sprawiedliwość stawia pierwszeństwo polityce historycznej nad rozwiązywaniem bieżących problemów społecznych. Podczas gdy nie ma środków na protestującą ochronę zdrowia, to w tym samym czasie lekką ręką znajdują się pieniądze na politykę historyczną partii rządzącej.

IPN z budżetem 290 mln zł ma zgarnąć kolejne 100 mln przyznane przez państwo. Teraz światło dzienne ujrzała informacja o planowanym powołaniu nowej instytucji historycznej – Instytutu Solidarności i Odwagi.

Ma on w założeniach objąć kompetencjami:
„inicjowanie, podejmowanie i wspieranie działań mających na celu upamiętnienie i uhonorowanie osób żyjących, zmarłych lub zamordowanych, zasłużonych dla Narodu Polskiego, zarówno w kraju, jak i za granicą, w dziele pielęgnowania pamięci lub niesienia pomocy osobom narodowości polskiej lub obywatelom polskim innych narodowości będącym ofiarami zbrodni sowieckich, nazistowskich zbrodni niemieckich, zbrodni z pobudek nacjonalistycznych lub innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych.”

Nowa instytucja będzie zajmowała się okresem pomiędzy 8 listopada 1917 a 31 lipca 1990 roku. Posłowie PiS argumentują to nie tylko koniecznością upamiętnienia ofiar, ale także uhonorowania najbardziej zasłużonych dla Polski jej uczestników. W założeniach Instytut mógłby prowadzić kampanie edukacyjne o takich osobach i inicjować odznaczenie Ich Krzyżem Wschodnim lub Krzyżem Zachodnim.

“W wielu przypadkach polskie państwo będzie więc mogło uhonorować przedstawicieli następnych pokoleń. Musimy pamiętać także o tych, którzy często w odległych zakątkach świata dawali schronienie uciekinierom z nieludzkiej ziemi. Bez nich nie przetrwałoby wielu polskich istnień”.

Idea uhonorowania i pokazaniu światu życiorysów polskich bohaterów Drugiej Wojny Światowej jest bardzo szlachetna i słuszna. Mogłoby się wydawać, że potrzebujemy takiej instytucji. Wszakże o Polakach z okresu wojny krąży na świecie sporo niesprawiedliwych stereotypów, a państwo polskie nie okazało wystarczającego wsparcia wielu z tych, którzy dla ratowania życia innych ryzykowali swoje własne.

Jednak myśląc nad nową instytucją pojawiają się dość szybko pierwsze wątpliwości. Czy na pewno będzie ona działa zgodnie z pięknymi ideami zapisanymi przej jej pomysłodawców? Mamy przecież IPN, który choć potrafi wykonać kawał dobrej roboty, to także stał się miejscem upychania ludzi związanych z PiS oraz narzędziem politycznego polowania na wrogów obecnej władzy, np. poprzez prawnie kontrowersyjne decyzje ws. byłego prezydenta Lecha Wałęsy. Mamy już zbudowany mit żołnierzy wyklętych, który rozrasta się do poziomu, który wykracza poza pamięć o prawdziwych i godnych pamięci bohaterach tamtego czasu, ale na zasadzie grubej kreski chroni też zbrodniarzy.

Pamiętamy, co podczas rocznicy Porozumień Sierpniowych na antenie TVP w czasie największej oglądalności powiedział Andrzej Gwiazda, że „Każda swołocz mogła zapisać się do Solidarności” oraz podważał istnienie wspólnoty narodowej w Polsce sugerując istnienie dwóch obozów”.

W świetle powyższej retoryki może dojść do sytuacji, że nowy instytut stanie się kolejną Polską Fundacją Narodową, która porzuciła promowanie dobrego imienia Polski za granicą na rzecz ataku na sądy. Tak więc Instytutu Solidarności i Odwagi może zamiast promować historię bohaterów wojny stać się narzędziem do stworzenia nowej wersji historii Solidarności. Odesłać obecnie ikony na śmietnik historii i w ich miejsce wstawić nowe. Władza zdążyła nas przyzwyczaić do tego typu hipokryzji, przecież co dopiero dostaliśmy nowa ustawę o jawności, która likwiduje de facto dostęp do informacji publicznej.

Bardzo niepokojące jest skupienie się rządzących na polityce historycznej. O przeszłości należy pamiętać, jednak jej rozpamiętywanie już nic nie zmieni na lepsze dla współcześnie żyjących. Jeszcze gorzej, kiedy tak jak teraz, historia jest ofiarą politycznej wojny i nie liczy się już prawda, ale przynależność do konkretnego „obozu”.

Instytutu Solidarności i Odwagi musi podlegać uważnej obserwacji opinii publicznej, która nie może wyrazić akceptacji na odstępstwa od oficjalnych celów instytucji, w przeciwnym razie ofiary i bohaterowie nie zostaną upamiętnieni, ale zamiast tego poniżeni, a tego musimy uniknąć.

 

crowdmedia.pl

W niewypowiedzianej wojnie o Polskę PiS uzyskał przyczółek na placu Piłsudskiego

W niewypowiedzianej wojnie o Polskę PiS uzyskał przyczółek na placu Piłsudskiego

PiS rozporządza terytorium Polski, jak chce. Warszawie został wyrwany centralny plac Piłsudskiego i oddany w rozporządzenie PiS, w tym wypadku minister infrastruktury przekazał go wojewodzie mazowieckiemu. Pisowiec dał pisowcowi.

Czy to prawne działanie? Raczej nie. Tak podpowiada rozum. Własność municypalna nie jest własnością państwa. Miasto może użyczyć teren na jakąś okoliczność, zaś państwo musi wspomóc miasto, gdyby teren miejski ktoś chciał zawłaszczyć. Mamy paradoksalną sytuację, bo państwo ewentualnie musiałoby stanąć przeciw sobie. Nie chcę zanadto filozofować, widać że państwo zarządzane przez PiS poszło na rympał i zagarnęło własność miasta dla partyjnej potrzeby.

Ratusz warszawski może dochodzić tego w sądzie. W niezależnym sądzie – a takiego już prawie nie ma, za jakiś czas nie będzie w ogóle niezależnego sądu. Co pozostaje robić miastu? Bronić tego kawałka swego terenu.

Czy warszawiacy, a może inni Polacy są w stanie obronić skrawek swego kraju, bo zawłaszczyła go partia? Nawet jeżeli staną w obronie, to teraz można się dowodnie przekonać, po co zostały powołane Wojska Obrony Terytorialnej.

Tak naprawdę znaleźliśmy się w stanie niewypowiedzianej wojny wewnętrznej. Partia, która rządzi, agresywnym aktem bezprawnym zawłaszczyła własność miasta, społeczności miejskiej, a że jest to stolica, niejako bezpośrednio staliśmy się ofiarami tej agresji, my, Polacy. Nie obawiam się, że prawo jest po stronie miasta, czyli po naszej, ale gdzie dochodzić swoich racji? Gdzie?

Wydarcie kawałka powierzchni Polski na potrzeby partyjne jest pierwszym sukcesem terytorialnym PiS w wojnie domowej. Czy potrafimy odzyskać ten skrawek ojczyzny? Wcale nie przesadzam z opisem tego, co zaszło. Kto zagarnia nie swoją własność, staje się wrogiem właściciela, nawet – a może zwłaszcza – jeżeli ten wróg nie przyszedł z zewnątrz.

Agresora zatem znamy, jak każdy agresor będzie sięgał po więcej. Nawet widać kolejne agresywne symptomy, acz będą dotyczyć sfery symbolicznej. Antoni Macierewicz w akcie desperacji wymyślił 100 kolumn na 100-lecie odzyskania niepodległości.

Po kiego te kolumny? Wiadomo. A do czego potrzebne są PiS wszelakie apele podczas uroczystości państwowych? Do tego potrzebne są te kolumny, do wyrycia na nich nazwisk dwóch bohaterów walki o niepodległość: Piłsudskiego i Kaczyńskiego. Te kolumny to więcej niż pomniki Lecha Kaczyńskiego.

Wróg do Polski przyszedł z wewnątrz Polski. Na razie zalicza sukces za sukcesem, jak tasiemiec zjada nas od wewnątrz. PiS to obcy w naszym wnętrzu (Alien 2, bo Alien 1 był w latach 2005-07).

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Ech ten PiS… ech ten PRL…

Ech ten PiS… ech ten PRL…Gospodarka według PiS prawie jak za Gierka

PiS przywraca „najwybitniejsze osiągnięcia” PRL–u.

Minęło już 28 lat, odkąd Polska przestała być PRL–em. Pamiętam te dni, pełne radości, oczekiwań, tak przesycone wolnością, że człowiek był jak pijany. Padały pomniki, do szkół wchodziła prawdziwa edukacja, głównie z historii i języka polskiego. Wydawało się, że wreszcie zamkniemy rozdział pt. Polska Ludowa i – nauczeni przykrymi doświadczeniami – zaczniemy budować demokrację. To raptem 28 lat… Nie zdążyło jeszcze wyrosnąć piękne drzewo, które wtedy było zaledwie ziarenkiem. Nie zdążyło pojawić się pokolenie, wolne od „umoczenia” w PRL-u, ale… zdążyła wrócić tęsknota do tamtych czasów. Niesamowite!

Odnoszę wrażenie, że to właśnie wśród wielbicieli posła K. jest najwięcej tych, którzy wspominają poprzednią epokę z wielką sympatią i nostalgią. To ludzie w starszym wieku, opowiadający swoim wnukom, jak to było fajnie. To ci, którzy w PRL wchodzili w dorosłość i tęsknią, bo byli tacy młodzi, bo to życie wyglądało inaczej niż teraz. Jakże więc oprzeć się PiS–owi, który tak pięknie wpisuje się w ich wspomnienia, tak kusi „powtórką z rozrywki”? No nie da się, po prostu, nie da.

Ech… wtedy to było życie – słyszę wielokrotnie. Ludzie sobie spokojnie pracowali, nie przemęczając się za bardzo, często zgodnie z zasadą: „czy się siedzi, czy się leży, pensja zawsze się należy”. Efekty takiego podejścia do pracy były bardzo widoczne. Fuszerki, niedoróbki na okrągło. Nikt się nie przejmował jakością, ważne, że kasa co miesiąc wpadała do portfela. Pamiętam robotników, którzy spędzali głównie czas na opalaniu się lub sączeniu trunków kiepskiej jakości, ale za to wysokoprocentowych. Nikt ich za lenistwo i picie nie wywalał, bo przecież w PRL–u to nie licowało z polityką prospołeczną.

Pamiętam, gdy przejeżdżając przez wsie, widziałam krowy z tak brudnymi zadkami, iż przez lata byłam przekonana, że to po prostu taka ich uroda. Te roje much, niedomyte kanki z mlekiem, ot… taka peerelowska rzeczywistość w PGR–ach. Gdzieś tam produkcja samogonu i delektowanie się nim w godzinach pracy, jakiś pokątny handel towarami deficytowymi, bo to przecież było państwowe, nie swoje, więc co tam… „jak nie moje, to nie kradzież”.

Ech… wtedy to było życie. Mniej zmartwień, mniej stresów, takie wolniejsze i spokojniejsze. Wszyscy żyli mniej więcej równo, oczywiście poza prominentami, ale to teraz nieważne. Na sąsiada patrzyło się krzywym okiem, gdy wystał pralkę automatyczną czy kupił „malucha”, poza tym jednak była taka solidarność społeczna, bo praktycznie każdy borykał się z podobnymi problemami, każdy musiał wykazać się sporą dozą cwaniactwa. Ludzie nie „żyli”. Ludzie „organizowali” sobie życie, tu kantując, tam coś przemycając, a jeszcze gdzie indziej jakimś szwindelkiem się wspomagając. Kilka rodzin gnieździło się w dwu-, trzypokojowym mieszkaniu, ale za to jak było wesoło, jak rodzinnie.

O wiele lepsza była polityka społeczna państwa. Co roku dopłata do wyjazdu wakacyjnego w góry lub nad morze. Stać było na wysłanie dzieci na kolonie czy na zimowisko, bo koszty pokrywały głównie zakłady pracy. Na święta jakieś paczki, na Dzień Kobiet rajstopy i kawa. Nie płaciło się „jak za zboże”, gdy potrzebny był żłobek czy przedszkole, szkoły nie kosztowały tyle co teraz, a i sama edukacja była taka przyjemniejsza, łatwiejsza.

Ech… wtedy to było życie. Człowiek nie musiał się nadmiernie wysilać, bo państwo myślało za niego, podejmowało za niego decyzje, mówiło mu, jak tu żyć, by było ok. Służba zdrowia, choć kiepska, ale łatwiej można było się dostać do specjalisty czy szpitala. Pomoc społeczna bardziej efektywna. Nie było bezrobocia, biedy, narkomanów, alkoholików. Nie było, bo gdyby były, to telewizja by o tym trąbiła. Nie było tylu zagrożeń, jak dzisiaj. Jedyną niesprawiedliwością była pozycja prominentów, ale poza tym było super. Żadnej dyskryminacji, rasizmu, antysemityzmu. Ludzie się częściej spotykali, byli wobec siebie życzliwsi, bo przecież wszyscy jechali na tym samym wózku.

I teraz, po tylu latach, pojawiła się partia, która spadła tym tęskniącym jak z nieba. Po tylu latach nostalgii przywraca ona „najwybitniejsze osiągnięcia” PRL–u. Człowiek znowu czuje się bezpieczny. Czuje, że państwo zadba, państwo da, państwo się zatroszczy. Tu 500 Plus, za chwilę Mieszkania Plus, dobre wsparcie socjalne, walka z biedą, spadek bezrobocia i te zapewnienia, że na wszystko Polskę stać, bo mądra polityka obecnej władzy ruszyła z marazmu naszą gospodarkę. Mają wrócić spółdzielnie rolnicze, coś na wzór dawnych PGR–ów, centralizacja przemysłu, reforma usprawniająca służbę zdrowia. Wredni sąsiedzi zostaną rzuceni na kolana, UE wreszcie zrozumie, komu się należy największa kasa. Wreszcie rząd, który zaspokaja tęsknoty swoich wyborców. Wreszcie człowiek może czuć się ważny, potrzebny, dopieszczony na maksa. Ech… życie znowu nabiera smaku. Zaczyna być tak, jak kiedyś…

Zastanawiam się, czy jest cokolwiek, co byłoby w stanie przekonać tych ludzi, jak bardzo są w błędzie, jak dają się omamić i zmanipulować. Są głusi i ślepi na wszelkie argumenty. Co ich obchodzi Konstytucja, jakaś tam demokracja? Ta władza spełnia ich marzenia i to jest najważniejsze. A cała reszta? Cała reszta jest bez znaczenia, bo prawdziwy Polak, tęskniący Polak ma w nosie wszystko, co bezpośrednio go nie dotyka.

Witamy w Polsce PiS–u o zabarwieniu peerelowskim. Witamy w rzeczywistości, gdzie o dobre zakończenie będzie bardzo, bardzo trudno. Witamy w krainie, w której do głosy dochodzą demony sprzed 28 lat tylko dlatego, że tak sobie życzą Polacy…

Tamara Olszewska

koduj24.pl

W niewypowiedzianej wojnie o teren Polski PiS uzyskał przyczółek na placu Piłsudskiego

PiS rozporządza terytotium Polski, jak chce. Warszawie został wyrwany centralny plac Piłsudskiego i oddany w rozporządzenie PiS, w tym wypadku minister infrastrukty przekazał wojewodzie mazowieckiemu. Pisowiec dał pisowcowi.

Czy to prawne działanie? Raczej nie. Tak podpowiada rozum. Własność municypalna nie jest własnością państwa, miasto może użyczyć teren na jakąś okoliczność, zaś państwo musi wspomóc miasto, gdyby teren miejski ktoś chciał zawłaszczyć. Mamy paradoksalną sytuację, bo państwo ewentualnie musiałoby stanąć przeciw sobie. Nie chcę zanadto filozofować, widać że państwo zarządzane przez PiS poszło na rympał i zagarnęło własność miasta dla partyjnej potrzeby.

Ratusz warszawski może dochodzić tego w sądzie. W niezależnym sądzie – a takiego już prawie nie ma, za jakiś czas nie będzie w ogóle niezależnego sądu. Co pozostaje robić miastu? Bronić tego kawałka swego terenu.

Czy warszawiacy, a może inni Polacy są w stanie obronić skrawek swego kraju, bo zawłaszczyła go partia? Nawet jeżeli staną w obronie, to teraz można się dowodnie przekonać, po co zostały powołane Wojska Obrony Terytorialnej.

Tak naprawdę znaleźliśmy się w stanie niewypowiedzianej wojny wewnętrznej. Partia, która rządzi, agresywnym aktem bezprawnym zawłaszczyła własność miasta, społeczności miejskiej, a że jest to stolica, niejako bezpośrednio staliśmy się ofiarami tej agresji, my, Polacy. Nie obawiam się, że prawo jest po stronie miasta, czyli po naszej, ale gdzie dochodzić swoich racji? Gdzie?

Wydarcie kawałka powierzchni Polski na potrzeby partyjne jest pierwszym sukcesem terytorialnym PiS w wojnie domowej. Czy potrafimy odzyskać ten skrawek ojczyzny? Wcale nie przesadzam z opisem tego, co zaszło. Kto zagarnia własność nie swoją staje się wrogiem właściela, nawet – a może zwłaszcza – jeżeli ten wróg nie przyszedł z zewnątrz.

Agresora zatem znamy, jak każdy agresor będzie sięgał po więcej. Nawet widać kolejne agresywne symptomy, acz będą dotyczyć sfery symbolicznej. Antoni Macierewicz w akcie desperacji wymyślił 100 kolumn na 100-lecia odzyskania niepodległości.

Po kiego te kolumny? Wiadomo. A do czego potrzebne są PiS wszelakie apele podczas uroczystości państwowych? Do tego potrzebne są te kolumny, do wyrycia na nich nazwisk dwóch bohaterów walki o niepodległość: Piłsudskiego i Kaczyńskiego. Te kolumny to więcej niż pomniki Lecha Kaczyńskiego.

Wróg do Polski przyszedł z wewnątrz Polski, na razie zalicza sukces za sukcesem, jak tasiemiec zjada nas od wewnątrz. PiS to obcy w naszym wnętrzu (Alien 2, bo Alien 1 był w latach 2005-07).

Rodzić po ministerialnemu

Rodzić po ministerialnemu

Polityka zabiła nie tylko zdrowy rozsądek, ale i elementarną wrażliwość Konstantego Radziwiłła.

Kiedy minister Radziwiłł przestanie już być ministrem, polecam mu realizację badań nad zależnościami między polityką a zdrowym rozsądkiem. Wielu filozofów podejmowało ten temat, jednak jeszcze nigdy nie zrobił tego jakiś praktyk czy ofiara takich zależności. Pan Radziwiłł nie będzie musiał poszerzać pola badań, wystarczy, że przeanalizuje swoją własną metamorfozę z dobrego lekarza w jakieś polityczne monstrum.

Często słuchałam pana ministra, gdy w poprzednim wcieleniu wygłaszał swoje stanowisko, na przykład w kwestiach etyki lekarskiej czy autonomii pacjenta. Równie często się z nim nie zgadzałam, ale rozumiałam jego racje, tezy i ich źródło. Dawniej nie był ministrem, choć zawsze miał coś z ministranta z racji swojego położenia względem Kościoła, wszelako jako lekarz rodzinny i prezes Naczelnej Rady Lekarskiej był rozsądnym człowiekiem. W tym wcieleniu zajmował się jeszcze wieloma sprawami, nie tylko obroną zarodków i gnębieniem kobiet. Na przykład uważał, że tak zwani lekarze rezydenci powinni zarabiać dwukrotną średnią krajową. Dziś, po jedenastu latach po tej wypowiedzi, twierdzi, że „poruszamy się w pewnej rzeczywistości”, więc na takie podwyżki nie ma szans. Ciekawa jest ta „pewna rzeczywistość”, bo z jednej strony minister Radziwiłł jest zachwycony wielkim bogactwem, które naszemu narodowi dostarcza PiS i wspaniałymi („bez precedensu” – jak mówi pan minister) dochodami, które PiS dla kraju już wypracował, ale z drugiej strony – twierdzi – przecież wszyscy chcieliby podwyżek, dlaczego dawać je akurat rezydentom? Pewno dostaną je żołnierze, bo mimo lojalności, minister Radziwiłł jest jednak znacznie dalej od ucha prezesa niż minister Macierewicz i mimo skrajnej pobożności, jest jednak dalej od łask ojca Rydzyka niż minister Szyszko, więc podwyżki dostaną się leśnikom (plus specjalnie premie dla obrońców wiary z Białowieży).

Żądania rezydentów – twierdzi dziś pan minister – to oczywiście gra polityczna totalnej opozycji. I biedni lekarze „nawet nie zdają sobie z tego sprawy, że są jej częścią”. Tylko oświecony łaską wiary w PiS minister Radziwiłł wszystko przejrzał, wszystko wie, więc i racji dla żądanych podwyżek nie widzi. No, chyba że prezes zdecyduje inaczej.

W czasie swojej kariery minister dał się jednak przede wszystkim zapamiętać jako autor wypowiedzi, która dowodzi nie tylko jego religijnego (czy raczej kościelnego) zaślepienia, ale wyjątkowego okrucieństwa: – „Nie przepisałbym pacjentce pigułki dzień po. Nawet w przypadku gwałtu”. To, że pan Radziwiłł jako lekarz chce skazywać pacjentki na szczególny rodzaj cierpienia – to trudno, lekarzy można zmieniać (jeszcze), ale że mówi to jako minister, zdając chyba sobie sprawę z władzy, którą reprezentuje, to znaczy, że polityka zabiła nie tylko jego zdrowy rozsądek, ale i elementarną wrażliwość.

Dla pana ministra kobiety stanowią istoty niezbędne co prawda do rodzenia dzieci, ale infantylne, bezwartościowe, niesamodzielne. W porównaniu z zarodkiem ich wartość jest wyłącznie usługowa. Kobieta zgwałcona, nosząca martwy płód, skazana na urodzenie dziecka-warzywa, ma rodzić bo taka jest wola boża oraz wola ministra. Ta wola ma zastąpić prawa kobiet, nawet te związane z opieką okołoporodową, bo po co „rodzić po ludzku”, skoro trzeba „po bożemu”. Po ministerialnemu.

Magdalena Środa

koduj24.pl

Macierewicz postawi w całej Polsce 100 kolumn

Macierewicz postawi w całej Polsce 100 kolumn

Było już 1000 szkół na 1000-lecie państwa polskiego, a teraz będziemy mieli 100 kolumn na 100-lecie odzyskania niepodległości. Taki właśnie pomysł ma Antoni Macierewicz. W MON zostanie opracowany wzór pomników w postaci kolumn, a nowe „zabawki” szefa resortu mają kosztować 5 mln zł.

Jak MON uzasadnia postawienie 100 kolumn? – „Chcemy w ten sposób upamiętnić wysiłek Polaków, dzięki którym dziś możemy cieszyć się wolnością. Chcemy oddać hołd tym, których nazwiska znamy, ale też bezimiennym bohaterom naszej historii. Chcemy przypomnieć o historii lokalnych społeczności, dzięki którym dziś cała Ojczyzna może cieszyć się niepodległością, wolnością. Szanujemy niepodległość i chcemy przypominać wszystkim i wszędzie, jak jest ona dla nas ważna” – mówi Antoni Macierewicz.

Program ma być realizowany w trzech etapach: konkursu na projekt artystyczno-architektoniczny, konkursu na przyznanie dotacji na wsparcie budowy kolumn oraz uroczystego ich odsłonięcia w 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Na zwycięzców czekają nagrody – dla autora wybranego projektu w wysokości 30 tys. złotych, a dla autorów wyróżnionych prac – dwie nagrody po 8,5 tys. złotych.

Postawieniem 100 kolumn mają zająć się samorządy, bo tak prozaicznym zajęciem Macierewicz nie będzie się przecież zajmował.

koduj24.pl

Plac Piłsudskiego w Warszawie przejęty przez PiS

Plac Piłsudskiego w Warszawie przejęty przez PiS

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk podpisał decyzję o przekazaniu w trwały zarząd wojewodzie mazowieckiemu pl. Piłsudskiego – brzmi suchy komunikat, oznaczający, że PiS przejął właśnie największy plac Warszawy.

Wczoraj pisaliśmy, że może do tego dojść – dziś zapadła decyzja. Droga do postawienia pomników smoleńskich stoi przed PiS-em otworem, bo tak nieoficjalnie komentowane jest przejęcie placu. Oficjalnie chodzi o organizowane tam państwowych uroczystości.

– „Dziś metodą faktów dokonanych, niemalże zza węgła władza zagarnia ten plac. Już zagarnęła praktycznie Krakowskie Przedmieście – tam praktycznie co miesiąc są barierki, nie mogą przejść mieszkańcy, nie mogą przejść turyści. Za chwilę plac Piłsudskiego też będzie ogrodzony. (…) Dostęp będzie tylko wtedy, kiedy władza na to pozwoli. (…) Będą tu stawiać pomniki, takie jakie chcą. Ich celem jest centralizacja władzy, odebranie samorządom ich prawa samostanowienia” – mówiła dziś prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem, PiS chce upokorzyć stolicę i jej mieszkańców. – „Chcą pokazać, że to oni tu rządzą, że oni są właścicielami Polski. A my uważamy, że wszyscy są jej właścicielami” – powiedziała.

Z kolei wiceprezydent stolicy Michał Olszewski podkreślił, że teren na którym odbywają się uroczystości przy Grobie Nieznanego Żołnierze, nie znajduje się na we władaniu Skarbu Państwa. Jak zaznaczył, jest to teren należący do miasta stołecznego.

Rzecznik Ministerstwa infrastruktury Szymon Huptyś twierdzi jednak, że „właścicielem nieruchomości zajmowanej przez plac Piłsudskiego w Warszawie jest Skarb Państwa, który ma prawo nią zarządzać w sposób swobodny, ograniczony wyłącznie ramami prawnymi i społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa„.

Prezydent stolicy zapewniła, że miasto tak łatwo nie odda placu. – „Placu niezłomnej stolicy. Ratusz ma cztery możliwości zareagowania na decyzję PiS. Nie chcemy na razie o tym mówić, ale zareagujemy jak najszybciej” – powiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz.
(Źródło: onet.pl, fot. Adrian Grycuk CC BY-SA 3.0 pl)

koduj24.pl

Duda o handlu w niedziele: To już nie jest projekt obywatelski. To wielka rysa na relacjach S z PiS

Duda o handlu w niedziele: To już nie jest projekt obywatelski. To wielka rysa na relacjach S z PiS

 

HGW: Nie możemy pozwolić na stworzenie eksterytorialnego państwa PiS

– Nie możemy być obojętni, nie tylko my ale i Warszawiacy. My jesteśmy suwerenem w Warszawie. Każdy z nas tu obecnych zostaliśmy wybrani bezpośrednio przez Warszawiaków. Nie możemy pozwolić na stworzenie eksterytorialnego państwa PiS – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz na briefingu.

 

HGW: Nie oddamy tak łatwo placu Piłsudskiego

– Ten plac [Piłsudskiego] należy do Warszawiaków, to tutaj była msza żałobna kardynała Wyszyńskiego, to tutaj przejechał Jan Paweł II i powiedział te znamienne słowa o odnowieniu oblicza tej ziemi, to tutaj w 30 lat po tej mszy rada Warszawy i miasto Warszawa postawiło ten krzyż. To nasz plac – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz na briefingu. Jak dodała:

„Dzisiaj metodą faktów dokonanych, niemalże zza węgła władza centralna zagania ten plac. Już zagarnęła Krakowskie Przedmieście (…) Za chwilę to też będzie ogrodzone. Nie będzie dostępu, tylko kiedy władza centralna sobie zażyczy i pozwoli, kiedy będzie miała uroczystości”

– Nie oddamy tak łatwo tego placu. Placu symbolu, Warszawiaków, niezłomnej stolicy – stwierdziła HGW. – Niektórzy mówią, że tu będą stawiać pomniki takie jak chcą. Nie wiem jaki cel. Cel jest centralizacja władzy, autorytaryzmu, odebrania prawa samostanowienia – dodała.

 

HGW: Zwycięstwo PiS w Warszawie jest realne

– W wyborach w Warszawie nie musi wygrać PO ani Nowoczesna. Realne jest zwycięstwo PiS– mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w internetowej części Gościa Radia Zet.

Pytana o Patryka Jakiego odpowiedziała, że ten nie czuje miasta. – To osoba, która nie mieszkała w Warszawie i nie zna tej Warszawy – dodała. Kandydaci PO? Jej zdaniem Platforma Obywatelska powinna zrobić badanie, który z kandydatów miałby największe szanse na wygraną.

– Trzeba walczyć. Wygra ten, kto jest większym fighterem. Ale kampania nie może być taka, jak kampania Bronisława Komorowskiego – mówiła prezydent Warszawy.

 

PiS złożyło w Sejmie projekt ustawy o Instytucie Solidarności i Odwagi

Do Sejmu wpłynął właśnie projekt ustawy o Instytucie Solidarności i Odwagi złożony przez klub PiS. Projekt na razie nie jest dostępny, zgodnie z opisem „Dotyczy określenia organizacji i zadań Instytutu Solidarności i Odwagi”. Przedstawicielem wnioskodawców jest posłanka Kruk. Projekt został skierowany do opinii BL i BAS.

 

Bochenek: 16-17 listopada szczyt w Szwecji. Decyzje ws. zmian w rządzie zostaną ogłoszone tuż przed lub zaraz po

– Są obszary, które można by skuteczniej realizować. Lepiej, szybciej… Dobrym momentem do kompleksowych podsumowań będzie to zapowiedziane przez panią premier na połowę listopada (…) Pani premier prawdopodobnie 16-17 listopada jest w Szwecji na szczycie poświęconym rodzinie i polityce społecznej. Ten szczyt jest dogrywany; natomiast decyzje ws. zmian w rządzie zostaną ogłoszone tuż przed szczytem lub zaraz po nim – mówił Rafał Bochenek w rozmowie z Radiem Warszawa.

 

Morawiecki: Mój syn jest w tym rządzie najlepszy. Bez żalu pożegnałbym szefa MSZ

– Myślę, że rekonstrukcja rządu nie obejmie mojego syna. Jest tam najlepszym ministrem – stwierdził Kornel Morawiecki w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM. Jak dodał:

„Bez żalu żegnałbym ministra spraw zagranicznych. Uważam, że cała polityka zagraniczna Polski jest złą polityką. Nie wiem, kto do końca ją prowadzi, ale on [Witold Waszczykowski] powinien prowadzić, jest jej twarzą (…) To jest coś nienormalnego, że elity, rząd, media również nastawiają Polaków przeciwko Rosjanom – i po drugiej stronie to sam (…) Marginalizujemy się w sytuacji dynamizmu na świecie”

Pytany, kogo jeszcze widziałby poza rządem, odparł: – Podobna jest sytuacja z ministrem infrastruktury. Nie widać wykorzystania środków unijnych, kolei nie widać, Mieszkania Plus i tak dalej.

 

HGW: Jeżeli dyktatura będzie postępować, to pewnie będę musiała z nią walczyć

– Nie jestem jasnowidzem. Jeżeli będzie dyktatura postępować, to pewnie będę musiała – gdziekolwiek będę, czy na uniwersytecie czy gdzie indziej – z dyktaturą walczyć, bo walczyłam w 1980 roku, kiedy współtworzyłam „Solidarność” na wydziale prawa – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

– Musi wejść nowe pokolenie do partii. Mówiłam im to na każdym spotkaniu. Mogę powiedzieć, gdzie się chowa ulotki itp. – mówiła dalej.

 

HGW: Nie wszyscy w PO mnie namawiają do pójścia na KW. Np. Mucha mnie popiera

– Nie wszyscy mnie namawiają [w Platformie do pójścia na komisję weryfikacyjną]. Np. Joanna Mucha rozumiem mnie popiera. Myślę, że [Grzegorz Schetyna] jest historykiem a nie prawnikiem i stąd nasza różnica w poglądach – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

HGW: Mamy do czynienia z pełzającym zamachem stanu, mamy rząd autorytarny. Będę stawiała opór

– Ona jest niekonstytucyjna [komisja weryfikacyjna], to bezprawie. Mamy do czynienia z pełzającym zamachem stanu, mamy rząd autorytarny i ja będę póki żyła, będę stawiała opór. Ktoś musi postawić. Ludzie mnie na ulicy zaczepiają – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

HGW: Nie podam się do dymisji. Będę walczyć do końca

– Nie [nie podam się do dymisji]. Będę walczyć do końca – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. – Nie [nie uważam, żę należy stawić się przed komisją weryfikacyjną], bo ona jest niekonstytucyjna – dodała prezydent Warszawy.

Jak stwierdziła, ona powinna zawnioskować do TK, ale jej zdaniem dzisiaj go nie ma, a Juilia Przyłębska i Mariusz Muszyński nie są dla niej wiarygodnymi osobami. Nie wyklucza za to wniosku do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

 

HGW pytana czy wykańcza ją spisek służb: Nie wykluczam tego, ale nie uważam tego za jedyny powód

– Uważam, że służby mogły być wplątane od początku w te sprawy. Służby Mariusza Kamińskiego czy inne, które tam działały, dopiero po kilku latach… Te służby nie zapobiegły nagraniu ważnych polityków, czyli coś z tymi służbami było nie tak. Albo miały wewnętrzne rozkazy, albo niestety Platforma Mariusza Kamińskiego trzymała do 2009 roku, w związku z tym pozostawiał różnych swoich agentów – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

Pytana, czy ma przekonanie, że to spisek służb wykańcza HGW, odpowiedziała: – Nie wykluczam tego, ale nie uważam tego za jedyny powód. Nie mam pretensji [do siebie].

 

HGW: Jaki nie odróżnia apelacji od kasacji

– Dziwię się, że taki młody człowiek [Patryk Jaki] w ogóle nie zwraca uwagi na prawo, oczywiście zdecydował się być szefem komisji, a nie odróżnia apelacji od kasacji, bo jednak trochę trzeba wiedzieć o prawie. Nawet się bał wystąpić, wysyłał swoich kolegów, pana Kaletę i Zaradkiewicza, bo po prostu nie czuł się na siłach, a jednocześnie oszukuje mieszkańców mówiąc, że wszystko od tej pory będzie dobrze. Nie będzie dobrze, bo proces się nie skończył i potrzebna jest ustawa reprywatyzacyjna – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

Łapiński: Spotkanie PAD-JK to może być kwestia kilkunastu dni

– Ono nie było odwołane [spotkanie Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim]. Było zapowiadane, że pewnie w najbliższych dniach i każdy się spodziewa, że skoro prezydent z prezesem spotykali się co piątek, ale też nie było co tydzień co piątek, to każdy pewnie się spodziewał, że dzisiaj. Z racji tego, że prace nad tymi uzgodnieniami dot. poprawek, które zamierza zgłosić PiS jeszcze trwają i nie zostały zakończone, to spotkanie odbędzie się w innym terminie. To niej est kwestia tego, że zostało odwołane. Póki nie ma ostatecznego finału prac osób, które zajmują się pod kątem prawnym, to spotkanie będzie wtedy, kiedy będzie zakończone – mówił Krzysztof Łapiński w Polskim Radiu 24.

– Myślę, że to może być kwestia kilkunastu dni. Tak się układa kalendarz, w następnym tygodniu mamy Wszystkich Świętych, potem Święto Zadusznych, więc praktycznie wszyscy odwiedzają groby swoich bliskich. Następny tydzień to poniedziałek-wtorek, potem już przez to święto rozumiem że każdy poświęci czas na to, żeby odwiedzić groby zmarłych i pewnie jakoś w następnym [tygodniu]. Na spokojnie, nie szukałbym sensacji – dodał.

300polityka.pl

STAN GRY: Fakt: Program PO to kopia z 2007, Romaszewska ostro krytykuje sędziów, Matyja o nowym projekcie politycznym w 2018

— 26 lat temu odbyły się przedterminowe, pierwsze od zakończenia II wojny światowej wolne wybory do Sejmu oraz wybory do Senatu. Wygrała je Unia Demokratyczna o włos wyprzedzając postkomunistów.

— RADA EPISKOPATU DS MEDIÓW OPRACUJE DOKUMENT “MŁODZI W SIECI”:http://episkopat.pl/rada-episkopatu-ds-mediow-opracuje-dokument-mlodzi-w-sieci/

— 300LIVE:
Morawiecki: Mój syn jest w tym rządzie najlepszy. Bez żalu pożegnałbym szefa MSZ

HGW: Jeżeli dyktatura będzie postępować, to pewnie będę musiała z nią walczyć
HGW: Nie wszyscy w PO mnie namawiają do pójścia na KW. Np. Mucha mnie popiera
HGW: Nie podam się do dymisji. Będę walczyć do końca
Łapiński: Spotkanie PAD-JK to może być kwestia kilkunastu dni
Polityczny plan piątku: ostatni dzień posiedzenia Sejmu, konsultacje ws. referendum
http://300polityka.pl/live/2017/10/27/

— FERENC MA W RZESZOWIE 73% POPARCIA – SONDAŻ KANTAR DLA GW:http://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,22570641,czy-ktos-pokona-prezydenta-tadeusza-ferenca-sondaz-na-rok-przed.html

— ZOFIA ROMASZEWSKA O TYM, ŻE KAŻDY MINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI OPRÓCZ LECHA KACZYŃSKIEGO BAŁ SIĘ KONTROLI SPOŁECZNEJ NAD SĄDAMI – MÓWI ROBERTOWI MAZURKOWI W DGP: “Żaden z ministrów sprawiedliwości, może poza Lechem Kaczyńskim, nie lubił kontroli społecznej. O to się wszystko rozbijało. Poza tym ministrowie musieliby zadrzeć z sędziami, którzy bardzo długo pracowali na to, by nikt, absolutnie nikt, nie oglądał tego, co robią. Nie przypadkiem od 1990 r. była straszna awantura o to, by nie krytykować sędziów. Samo komentowanie wyroków było podważaniem niezawisłości sędziowskiej. Mówisz, że wyrok jest zbyt łagodny? Z miejsca upada sędziowska niezawisłość. W końcu sędziowie to absolutnie nadzwyczajna kasta, sądzą świetnie i po co im jeszcze na sali jacyś dziennikarze?!

– Rozumiem, że byłaby awantura, ale dlaczego od ćwierć wieku nikt tego nie wprowadził?

– Bo nadzwyczajna kasta sobie tego nie życzy. Po co im moja krytyka? Co prawda niezawisłość sędziego powinna być na tyle silna, by moje zdanie na jego temat guzik kogo obchodziło. Ale z drugiej strony ja mam prawo to swoje zdanie wyrażać i je wyrażam”.

— ZOFIA ROMASZEWSKA WSPOMINA SPOTKANIE Z MICHNIKIEM: “Lata 60. to czas pierwszych kontaktów z niezależnie myślącą inteligencją. Wtedy poznaliśmy Michnika. Byłam bardzo przejęta, wydawało mi się, że robimy coś niebywale nielegalnego, bo zaprosiliśmy go na obiad. Przyszli jacyś znajomi, no i on. Wyglądał jak cherubinek o niebieskich oczętach i loczkach dookoła dziecięcej buzi. Bardzo sympatyczny, ładny, jąkający się aniołek.

– A spotkanie?

– Sam obiad był rozczarowaniem, on szybko uznał, że jesteśmy do niczego, nieciekawi, nie ma z nami o czym gadać. W związku z tym nie dosiedział do końca, choć ja się tak okropnie starałam, i powiedział, że musi jechać taksówką na Żoliborz, więc żebyśmy mu pożyczyli pieniądze. A my byliśmy goli, ledwo wydłubaliśmy tyle, on wziął i wybiegł. Oczywiście do dziś nie oddał… (śmiech)”.

— ZOFIA ROMASZEWSKA O KURONIU – mówi Mazurkowi w DGP: “Niesłychanie serdeczny, ciepły, empatyczny, bardzo sympatyczny człowiek, trochę babiarz, dowcipny. Jego się nie dało nie lubić, zawsze bardzo dobrze odnosił się do tych wszystkich niedołęgów, którzy lgnęli do niego, szukając pomocy. Wszyscy go lubili, tylko potem Zbyszek, który go szczerze podziwiał, uważał, że jest politycznie niemądry i wykorzystali go jako zasłonę dymną do tego, żeby mogli tu kraść”.

— KACZYŃSKI PISAŁ JAK KURA PAZUREM – mówi Romaszewska Mazurkowi: “Oczywiście Jarka, już w 1977 r., kiedy zgłosił się, by załatwiać jakieś interwencje. A ponieważ jeździł do Białegostoku na uniwersytet, to brał jakieś przypadki stamtąd i rzeczywiście był bardzo dzielny. Wysyłaliśmy go czasem do trudniejszych spraw, jeździł gdzieś na południe Polski. Z mojego punktu widzenia miał jedną koszmarną wadę.

– Czyli?

– Pisał jak kura pazurem”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/561250,zofia-romaszewska-o-kaczynskim-michniku-kuroniu-macierewiczu.html

— PIS MA KŁOPOT Z ATAKOWANIEM ROMASZEWSKIEJ – ADAM LESZCZYŃSKI NA OKO.PRESS: “PiS ma jednak kłopot z frontalnym atakowaniem Romaszewskiej ze względu na przeszłość – i ostentacyjny szacunek, jaki jej okazywano niedawno. Dlatego atakują ją harcownicy PiS, a nie politycy z pierwszego szeregu. W tym sensie Romaszewska przydaje się Dudzie: może chować się za jej autorytetem jak za tarczą, wiedząc, że PiS nie wytoczy przeciwko najcięższej artylerii”. https://oko.press/zofia-romaszewska-zostala-wrogiem-harcownikow-pis-wyszkowski-pijany-zajac/

— WYNIK WYBORCZY PIS BYŁ PIĄTYM Z DZIEWIĘCIU POLSKICH WYBORÓW, A DAŁ SAMODZIELNĄ WIĘKSZOŚĆ – analiza Piotra Pacewicza na oko.press: “Jarosław Kaczyński powinien codziennie posyłać kwiaty Barbarze Nowackiej, liderce Zjednoczonej Lewicy i Adrianowi Zandbergowi z PR, którym nie udało się wejść do Sejmu w 2015 roku. W wyborach zmarnowało się aż 17 proc. głosów. Dzięki temu przeciętny (piąty wśród dziewięciu głosowań) wynik PiS dał po raz pierwszy sejmową większość. Druga rocznica wyborów 2015. Paradoksem najnowszych polskich dziejów – nie pierwszym, i nie ostatnim – jest to, że tak zasadniczy zwrot w polityce kraju był możliwy dzięki wynikowi wyborczemu z 25 października 2015 , który wcale nie był imponujący. Był raczej przeciętny, dokładnie – piąty z dziewięciu polskich wyborów”.

— BAZA PODZIAŁU MANDATÓW BYŁA O 10PP MNIEJSZA – PACEWICZ: “Kluczem do „triumfu” PiS okazała się niezwykle wysoka – aż 17 proc. – liczba głosów zmarnowanych, czyli oddanych na partie, które do Sejmu nie weszły. Wynik PiS liczył się zatem tylko wśród 83 proc. oddanych głosów, i ta baza było o prawie 10 pkt. proc. mniejsza niż w dwóch poprzednich wyborach! To sprawiło, że przeciętne poparcie społeczne 37,6 proc., przełożyło się aż na 51,1 proc. mandatów, co daje umowną „premię dla zwycięzcy” prawie 14 pkt. proc.”.

— LEWICA MIAŁABY 47 MANDATÓW, PIS 211: “Według analizy Jarosława Flisa gdyby Partia Razem przyłączyła się do Zjednoczonej Lewicy (co jego zdaniem wymagałoby odsunięcia się Leszka Millera i Janusza Palikota), cała lewica zdobyłaby 47 mandatów. Pozostałe partie dostałyby oczywiście mniej niż w wyborach. PiS miałby tylko 211 mandatów”. https://oko.press/wybory-2015-paradoks-zmarnowanych-glosow-gigantycznej-premii-zwyciezcow/

— PO ODKURZA STAROCIE, TAK OPOZYCJA CHCE WYGRAĆ SAMORZĄDY? – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Największe partie opozycyjne wystartowały z kampanią wyborczą. PO na sobotniej konwencji określanej mianem „przełomowej” ogłosiła program, z którym chce wygrać. Tyle tylko, że ten zestaw obietnic do złudzenia przypomina programy tej partii z 2007 i 2011 roku. Wiele propozycji to prawie dokładnie te same hasła, które partia proponowała parę lat temu!”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tak-opozycja-chce-wygrac-samorzady-po-odkurza-starocie-petru-zmienia-nazwe/3nbzqy0

— TO, CZY KACZYŃSKI ZOSTANIE PREMIEREM ZALEŻY OD SIŁY ZIOBRY – Dominika Wielowieyska w GW: “Pomysł, by Jarosław Kaczyński stanął na czele rządu, jest dla PiS nieopłacalny. A jeśli do tego dojdzie, to wskutek walk frakcyjnych w obozie władzy. I dlatego, że prezes uznał, iż nadmiernie urósł minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.(…) Kluczowe jest pytanie, czy Ziobro jest już na tyle mocny, że trzeba reagować, czy jeszcze czekać, skoro wiernie realizuje politykę prezesa w sprawie sądów. I jest dzielnym żołnierzem w starciu z Dudą. Prezes Kaczyński chyba jeszcze sobie na to pytanie nie odpowiedział”. http://wyborcza.pl/7,75968,22571189,to-czy-kaczynski-zostanie-premierem-zalezy-od-sily-ziobry.html

— SKALĄ ZMIAN PERSONALNYCH PIS PODNOSI STAWKĘ ZA ZWYCIĘSTWO W WYBORACH PARLAMENTARNYCH – RAFAŁ MATYJA – w rozmowie z Jackiem Gądkiem w gazeta.pl: “PiS w ten sposób podnosi stawkę za zwycięstwo w wyborach. Każdy kolejny wygrany będzie miał – pod hasłami walki z PiS i jego złymi reformami – prawo do odbicia każdej instytucji, by potem pójść jeszcze dalej. Władza, która przyjdzie po PiS, od razu będzie przejmować całą pulę, a nie tylko fotele ministrów i inne wysokie stanowiska. Jeśli ktoś wygra z PiS, to z dnia na dzień weźmie TVP. Nikt nie będzie czekał na zakończenie kadencji Rady Mediów Narodowych ani prezesów mediów publicznych”.

— PIS DO TEJ PORY NIE ZAWIODŁO ŻADNEJ Z TRZECH GRUP SWOICH WYBORCÓW – mówi Matyja Gądkowi: “Elektorat PiS tworzą trzy podstawowe grupy ludzi. Po pierwsze: ci, którzy nie znoszą elit. Dla nich wyrzucenie dziennikarza z TVP jest powodem do satysfakcji. Część z nich nawet nie lubi umiarkowanych dziennikarzy prawicowych, bo kurs ma być twardy i basta. Druga grupa wyborców PiS to ludzie, którzy zawsze będą głosować na partię będąca najbliżej Kościoła. A trzecia grupa to ludzie, którzy zwracają uwagę głównie na elementy patriotyczno-narodowo-godnościowe. PiS jak do tej pory nie zawiodło żadnej z tych trzech grup wyborców”.

— NOWE ŻĄDANIA PŁACOWE WRÓCĄ DO RZĄDZĄCYCH – UWAŻA MATYJA:“Studziłbym te zapędy, bo frajda wynikająca z trąbienia o sukcesach bardzo szybko wchodzi w kolizję z realnymi możliwościami państwa. A jeśli premier Beata Szydło mówi, że „wystarczy nie kraść”, to jest to już robienie ludziom kociokwiku w głowach. Pojawią się nowe żądania płacowe i te słowa „wystarczy nie kraść” wrócą do rządzących wcześniej czy później”.

— RAFAŁ MATYJA O NOWYM ROZDANIU I GAME CHANGERZE: “ Mam przeczucie, że to następne rozdanie może być rzeczywiście w jakimś stopniu założycielskie, ale jego wygranym nie będzie ani PiS, ani żaden z dzisiejszych jego przeciwników w rodzaju Grzegorza Schetyny.

Niech pan umiejscowi w czasie ten nowy porządek.

– Stare powiedzenie mówi: prorokujcie, ale nie podawajcie dat. Nie mówię więc o datach, bo to zależy od zbyt wielu wydarzeń, które nie są przewidywalne. Nagrania kelnerów i ich wyciek nie był do przewidzenia. Podobnie powódź z 1997 r., która zmiotła SLD.

Argumenty wskazujące na nieuchronność nowego rozdania są dwa. Pierwszy: istnieje problem pokoleniowy w polskiej polityce. Mamy najstarszy rząd w Trzeciej Rzeczpospolitej. Mamy jedną z najstarszych grup w Parlamencie Europejskim. PO jest najstarszą partią narodową w PE. W Sejmie, rządzie nadal słabo obecne jest pokolenie wyżu demograficznego. To się musi zmienić. W dwa lata może się wydarzyć bardzo dużo, a jeśli ktoś będzie dobrze przygotowany i pod koniec 2018 r. sprawnie odpali swój nowy projekt polityczny, to może być game changerem w wyborczym roku 2019. Przecież Kukiz’15 i Nowoczesna powstały na miesiące przed wyborami”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22554842,rafal-matyja-pis-ksztaltuje-nowa-tozsamosc-czesci-polakow.html

— PIOTR KRAŚKO O BANALNYCH SŁOWACH PLATFORMY: “- Nie ma co pisać w programie zdań tak banalnych jak „dla młodych przygotujemy dedykowane dla nich programy mieszkaniowe”. Jeśli mamy pisać takie banały to lepiej nic nie pisać albo umieć to jakoś sformułować. Nie wiem, czy akurat największym problemem jest dla Polaków czy mają wojewodę czy nie. Trzeba mówić o samorządności, ale trzeba mówić takim językiem, żeby to dla każdego było zrozumiałe, żeby mógł się z tym utożsamić”. http://m.tokfm.pl/Tokfm/7,109983,22565656,krasko-apeluje-do-politykow-po-kiedy-mowimy-do-ludzi-nie-uzywajmy.html

— BEATA SZYDŁO TO PERŁA W KORONIE PIS – pisze naczelny Gościa Niedzielnego Bogumił Łoziński: “Jak by nie oceniać praktyki władzy PiS, to jednak ona stoi na czele rządu, który odnosi sukcesy i ma rosnące poracie społeczne, a ona sama wysokie notowania. Ma tyle pozytywnych cech, że można powiedzieć, iż jest to perła w koronie PiS. Warto, aby politycy tej partii mieli tego świadomość i tej perły nie zniszczyli”. http://gosc.pl/doc/4275314.Perla-w-koronie-PiS

— DLACZEGO GOWINOWI WOLNO WIĘCEJ? – Jakub Majmurek w GW: “Tymczasem to właśnie ta strona powinna się martwić scenariuszem, w którym Gowin odnosi polityczny sukces, przyciągając ku Kaczyńskiemu nowe środowiska. Nawet jeśli efektem będzie wzmocnienie w rządzącej koalicji bardziej koncyliacyjnej frakcji skupionej wokół prezydenta i Gowina, to taki scenariusz całkowicie przyciśnie sferę publiczną do prawej ściany”.
http://wyborcza.pl/7,75968,22570621,gowin-tajna-bron-pis.html

— TOMASZ SIEMONIAK UWAŻA, ŻE PIS ZBLIŻA SIĘ DO SONDAŻOWEJ MASY KRYTYCZNEJ: “Z notowaniami opinii publicznej jest tak, że do pewnego momentu nic się nie ima rządzących, ale następuje w końcu taki moment, w którym to zaczyna się odwracać. Uważam, że zbliżamy się do takiej masy krytycznej. To nie muszą być zasadnicze ustrojowe sprawy, ale te życiowe. Towary w sklepach drożeją, ludzie o tym rozmawiają i próbują zrozumieć, co się dzieje. Sprawa protestu lekarzy pokazuje za to, że PiS traci słuch społeczny i nie potrafi tego problemu rozwiązać. To są przesłanki do tego, że coraz więcej ludzi zacznie dostrzegać minusy rządów PiS-u. Do tego dochodzi nadmiar propagandy i pogarszające się relacje społeczne. I za to wszystko przyjdzie im zapłacić”.
https://wiadomo.co/tomasz-siemoniak-pis-traci-sluch-spoleczny/

— POTRZEBNY SILNY KANDYDAT W WARSZAWIE – GRZEGORZ SCHETYNA W RZ – mówi w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem: “Potrzebny jest nam silny, rozpoznawalny kandydat, który wygra wybory. On już teraz musi być na tyle silny, żeby móc wygrać w pierwszej turze. Na pewno kandydaci Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej nie mogą iść przeciwko sobie.

Rafał Trzaskowski?

Na pewno ma bardzo duże szanse. Jest popularny w Warszawie, pochodzi stąd, dobrze czyta miasto, ma doświadczenie i wiedzę.

A nie Andrzej Halicki czy Małgorzata Kidawa-Błońska?

Będziemy rozmawiać również z innymi środowiskami. Kluczem jest zbudowanie większego wsparcia wokół ostatecznego kandydata.

W Szczecinie – Nitras czy Arłukowicz?

Obaj są w grze. Jest też poseł Marchewka. Rozmowy przed nami”.

— SCHETYNA CHCE POPRZEĆ MAJCHROWSKIEGO: “Jeśli prezydent Majchrowski chciałby obronić Kraków przed PiS i zbudować szeroką koalicję wokół swojej kandydatury, to może liczyć na poparcie Platformy Obywatelskiej. W wyborach samorządowych nie mogą być ważne indywidualne ambicje, ale obrona samorządów przed PiS”.
http://www.rp.pl/Polityka/310269831-Schetyna-Kaczynski-jest-Krzaklewskim-bis.html

— BODNARA CHCĄ WZIĄĆ GŁODEM, A TVP KARMIĄ JAK GĘŚ – Rafał Zakrzewski w GW: “Rządzących to nie interesuje, dla partii władzy ważne jest jedynie, by maszynka do płukania mózgów wartko się kręciła. Powie ktoś: jest jeszcze parlament, tam przecież większość pisowska może pójść po rozum to głowy i to poprawić. O naiwności! Jak działa przemoc polityczna w Sejmie, nieraz już widzieliśmy”. http://wyborcza.pl/7,75968,22567712,bodnara-chca-wziac-glodem-a-tvp-karmia-jak-ges.html

— JAŚKOWIAK MÓWI, ŻE SŁUPSK BIEDRONIA JEST INSPIRACJĄ DLA POZNANIA: “Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak przyznał, że Słupsk zarządzany przez prezydenta Roberta Biedronia jest inspiracją dla samorządu poznańskiego. Samorządowcy tej kadencji ze Słupska i Poznania współpracują od dłuższego czasu. Tym razem Jacek Jaśkowiak złożył wizytę w Słupsku. Zapewniał, że miasto bardzo mu się podoba i podziwia działalność prezydenta Roberta Biedronia. Obaj samorządowcy urządzili wspólną konferencję, na której wystąpili w koszulkach promujących oba miasta. Biedroń pokazał się w koszulce Wolne Miasto Poznań, a Jaśkowiak w koszulce Super Słupsk”.

— MONIKA OLEJNIK UWAŻA, ŻE POZYCJA PREZYDENTA ROŚNIE – jak pisze w GW: “Pozycja prezydenta rośnie, choć Zbigniew Ziobro przewidywał, że może zostać młodym komentatorem z ochroną. Prezydent postawił się PiS-owi, negocjuje, chociaż my, obywatele, nie jesteśmy wtajemniczeni w to, na czym polega spór między nim a Kaczyńskim. Może prezydent wyrasta za bardzo? Może czas, żeby prezes zaprezentował się w roli premiera? Opustoszałaby Nowogrodzka, ale za to byłby bliżej Belwederu.

— OLEJNIK O GOWINIE W MON: “A może premier zrobi nam żart i Gowina zrobi szefem MON, jak to obiecywała w kampanii Beata Szydło? To by były jaja!”
http://wyborcza.pl/7,75968,22570655,gorace-krzesla-runda-pierwsza-w-co-gra-kaczynski-wymieniajac.html

— ZNAJDĄ BAT NA KOD – jedynka GW: “Do uczestników protestów przeciw rządom PiS przychodzą nakazowe wyroki skazujące. Jeśli nie zapłacą grzywny, może im grozić więzienie. Rośnie też liczba przesłuchań i procesów”. http://wyborcza.pl/7,75398,22571174,dostaja-listy-z-wyrokiem-skazujacym-od-wladzy-wina-protestowali.html

— GDYBY NIE REPRYWATYZACJA, MOGŁABY BYĆ PREZYDENTEM WARSZAWY DOŻYWOTNIO – Patryk Słowik w DGP: “Przegrana politycznie, osamotniona, straszona prokuraturą. Ale jednocześnie Warszawa pod jej rządami stała się stolicą z prawdziwego zdarzenia. I gdyby nie afera reprywatyzacyjna, którą Hanna Gronkiewicz-Waltz fatalnie rozegrała, mogłaby zasiadać w najważniejszym fotelu w mieście dożywotnio”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/561276,sylwetka-hanny-gronkiewicz-waltz.html

— CZY UDA SIĘ Z POLSKI ZROBIĆ PAŃSTWO OPIEKUŃCZE NIE PODNOSZĄC PODATKÓW? – Marek Chądzyński, Jacek Kapiszewski w DGP: “Jesteśmy świadkami ciekawego eksperymentu: czy da się zrobić z Polski państwo opiekuńcze, nie podnosząc podatków. Po tym, jak rząd postanowił przeznaczać 23 mld zł rocznie na wspieranie rodzin, po serii deklaracji o sprawiedliwszym podziale owoców gospodarczego wzrostu, po przechwałkach, że dzięki wysokim wydatkom publicznym Polska wdarła się do unijnej czołówki zestawienia państw, dla których socjal to priorytet, pytanie: czy RP jest już państwem opiekuńczym? – stało się zasadne”. http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/561275,polska-pis-to-juz-rzeczpospolita-opiekuncza-gospodarka.html

— KOLEGA MACIEREWICZA BIERZE ZAMEK – FAKT: “Niespełna 11 miesięcy zamiast ustawowych 3 lat. Tyle potrwają rządy dra hab. Przemysława Mrozowskiego (59 l.) na Zamku Królewskim w Warszawie. Jak ustalił Fakt, nominowany na stanowisko dyrektora 30 grudnia 2016 r. Mrozowski, wkrótce ustąpi ze stanowiska. Kto je zajmie? Człowiek szefa MON Antoniego Macierewicza (69 l.)”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/prof-wojciech-falkowski-bedzie-dyrektorem-zamku-krolewskiego/lhnbte5

— SZEF NFZ ZDRADZA PRAWDĘ O REFORMIE RADZIWIŁŁA – SIEĆ SZPITALI NIE SKRÓCI KOLEJEK: – FAKT: “Zaskakująca deklaracja szefa NFZ. – Likwidacja kolejek to nie był cel sieci szpitali – oświadczył Andrzej Jacyna podczas XIII Forum Rynku Zdrowia. Krótszy czas oczekiwania pacjentów na zabiegi i wizyty u lekarzy może być jedynie skutkiem ubocznym reformy. Może ale nie musi. To według prezesa Funduszu okaże się najwcześniej na początku nowego roku. Zupełnie co innego mówił do tej pory minister zdrowia”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/zaskakujaca-deklaracja-szefa-nfz-to-skroci-kolejki-do-szpitali/egp60v5

— RZ O USTAWIE O STRAŻY MARSZAŁKOWSKIEJ – jak pisze Wiktor Ferfecki: “Liczniejsza, odmłodzona i wyposażona w szable – taka ma być po reformie straż marszałkowska”.

— KŁOPOT LIBERAŁÓW, ŻE RZECZYWISTOŚĆ ZACHOWUJE SIĘ WBREW ICH PRZEWIDYWANIOM – opisuje Adam Leszczyński w KP: “Kłopot liberałów polega nie tylko na tym, że rzeczywistość uparcie zachowuje się na przekór ich przewidywaniom, ale także na tym, że nikt ich już nie traktuje poważnie. Znaleźli się dokładnie w takiej samej sytuacji, w jakiej byli obrońcy socjalizmu, ale i po prostu krytycy realnego kapitalizmu w latach 90. – nie słuchani, traktowani z góry, wyśmiewani jako epigoni i wstecznicy, którzy rozminęli się z duchem dziejów. Taki był los chociażby prof. Tadeusza Kowalika w pierwszych dwóch dekadach transformacji. Wtedy to liberałowie byli górą: to ich była dominująca narracja, więc brutalność przychodziła im łatwo. Teraz i narracja, i władza wymknęły im się z rąk”.

— PORA, ŻEBY LIBERAŁOWIE TO ZROZUMIELI… – konkluzja Leszczynskiego:“Warunek powrotu jest jednak jasny: liberalizm musi postawić świeżą diagnozę społeczną rzeczywistości i pokazać, że odzyskał zdolność do refleksji, a zamiast powtarzać tylko stare zaklęcia. Musi pokazać propozycję odpowiedzi na najważniejsze problemy współczesności – takie jak wzrost nierówności społecznych – a nie toczyć po raz kolejny wygranej w latach 70. wojny z państwowym socjalizmem. Nie, powtarzanie że „przypływ podnosi wszystkie łodzie” – czyli że wzrost gospodarczy podnosi poziom życia wszystkich – się już nie liczy. Bo niemal wszyscy już wiedzą, że to fałsz. Pora, żeby liberałowie też to zrozumieli”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/adam-leszczynski-jak-liberalowie-przegrali-polske/

300polityka.pl

Lis: Polska stoi dziś przed wyborem ważniejszym niż w 1918 czy nawet 1989 roku

og, 27.10.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,102433,22572570,video.html?embed=0&autoplay=1
– W tych dniach i w następnych wyborach rozstrzygamy z czego jest Polska, czy jesteśmy ze wschodu, czy z zachodu – zapowiedział w Poranku TOK FM Tomasz Lis z okazji dwulecia rządów PiS.

W TOK FM Tomasz Lis porównał przyszłe wybory w Polsce do przełomowych wydarzeń z lat 1918 i 1989. Według niego, Polaków czeka trudna decyzja, ponieważ nie będzie ona tak oczywista jak kiedyś.

„Za komuny było prościej”

– Mówiliśmy o tym, że poniekąd za komuny było prościej, bo jak było coś nie tak to zawsze można było powiedzieć, że „to oni, to okupanci, to Sowieci”, że bez nich to byśmy zupełnie inaczej tę Polskę urządzili – opowiadał w Poranku TOK FM Tomasz Lis.

Jeszcze wcześniej, przed wojną, mieliśmy te dwa totalitarne wektory wciskające w Polskę z jednej i z drugiej strony. Dzisiaj one idą na zewnątrz i według mnie dzisiaj rozstrzygnięcie przed Polską jest bardziej dramatyczne i istotniejsze niż to, które było przed Polską w roku ’18 czy nawet ’89

– ocenił publicysta.

– W sensie? – dopytywał prowadzący audycję Jacek Żakowski.

– W tym sensie, że w ’89 roku, jakby ktoś nas zapytał na ulicy o co chodzi, to byśmy odpowiedzieli, że generalnie o to, żeby ta Polska była demokratyczna, bezpieczna i bogatsza – stwierdził Lis. – Czyli był to dylemat polityczno-historyczny, fundamentalny – tłumaczył.

Wszystko w rękach Polaków

– Ale dzisiaj on jest jeszcze dalej idący, ponieważ dzisiaj w nieporównanie większym stopniu jest on cywilizacyjno-kulturowy. Teraz, w tych dniach, w tych miesiącach i w następnych wyborach rozstrzygamy z czego jest Polska, z jakiej gliny jesteśmy i na końcu – czy jesteśmy ze wschodu, czy z zachodu. To jest istota tego – podsumował Lis.

 

TOK FM

Macierewicz postawi pomniki w całej Polsce. Będą identyczne

27.10.2017
Resort obrony rusza z programem budowy pomników, które staną w miejscach szczególnych dla historii Polski. MON opracuje wzór memoriałów w postaci kolumn, a ich postawieniem mają zająć się samorządy. Koszt tego przedsięwzięcia? Co najmniej 5 mln zł.

Kolumny mają być jedną z form uczczenia, przypadającej w 2018 roku, setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. – Chcemy w ten sposób upamiętnić wysiłek Polaków, dzięki którym dziś możemy cieszyć się wolnością. Chcemy oddać hołd tym, których nazwiska znamy, ale też bezimiennym bohaterom naszej historii – mówi szef MON Antoni Macierewicz.

Resort, ujawniając szczegóły programu „Kolumy Niepodległości”, wyjaśnia, że nawiązuje on do podobnych działań w 1926 roku. Wtedy też w całej Polsce stawiano pomniki związane z niepodległością, często w formie kolumn z orłem zrywającym się do lotu i ze zrzuconymi kajdanami.

Jeden wzór na licencji

Jak będą wyglądały monumenty postawione tym razem? To rozstrzygnie konkurs artystyczno-architektoniczny, którego zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 30 tys. zł. „Wybrany projekt zostanie udostępniony na licencji wszystkim zainteresowanym podmiotom” – wyjaśniają służby prasowe MON.

Jednak ministerstwo samo nie będzie budowało memoriałów. – Naszą ideą jest stworzenie w Polsce społecznego ruchu na rzecz świętowania niepodległości i radości z jej odzyskania – mówi Michał Dworczyk, zastępca Macierewicza i jednocześnie koordynator projektu.

Zadanie dla samorządów

Resort liczy przede wszystkim na władze lokalne, które mają też pomóc we wskazaniu miejsc, gdzie staną „Kolumny Niepodległości”. „Inicjatorem budowy mogą być samorządy, bo to one najczęściej dysponują terenem umożliwiającym ustawienie kolumny, a także osoby fizyczne lub prawne, np. kombatanci, grupy rekonstrukcyjne, harcerze i stowarzyszenia proobronne” – wyjaśnia resort.

MON wyjaśnia też, że będzie wspierać finansowo zainteresowanych, a w swoim budżecie zaplanował na ten cel 5 mln zł. Czy to wystarczy? Wszystko zależy od wybranego projektu i liczby chętnych gmin czy organizacji.

https://wiadomosci.wp.pl/macierewicz-postawi-pomniki-w-calej-polsce-beda-identyczne-6181233983068289a?src01=b289a&src02=twitter_wirtualnapolska

Ustawa pozwala arbitralnie ograniczać prawo do informacji, bo ktoś „uporczywie” pyta i urzędowi utrudnia to prace. To tak, jakby ograniczyć prawo do opieki zdrowotnej, bo ktoś jest chorowity i przez to utrudnia pracę lekarzom.

PiS już nic nie powstrzyma. Ta ustawa to ostateczna rozprawa z samorządami

O planowanej ofensywie przeciwko opozycji i przedsiębiorcom przy pomocy aparatu państwowych służb i kontrolowanych sądów mówi się w kuluarach od dawna. Jednak to, co wydawało się teorią, zdaje się na naszych oczach materializować. Prawo i Sprawiedliwość w sposób dotychczas niewidziany postanowiło bowiem wręczyć CBA znacznie większą władzę, którą posłuży się przeciw samorządom. Biuro czeka w pierwszej kolejności olbrzymi zastrzyk gotówki. Do budżetu CBA wpłynie bowiem dodatkowe 68,4 mln zł. Przy dotychczasowym finansowaniu na poziomie 158 milionów jest to olbrzymi wzrost nakładów. Będzie on miał jedną konsekwencję – więcej placówek, więcej agentów i więcej postępowań. Zatem czymś wszystkich nowych agentów będzie trzeba zająć. Niezbędne narzędzie pracownikom biura wręcza głośna ustawa o jawności życia publicznego. Z jednej strony będzie ono mogło znacznie dotkliwiej karać przedsiębiorców – karami do aż 10 mln zł. Wprowadzona zostanie instytucja sygnalisty, która zagwarantuje ochronę państwa osobom, które będą składały do biura donosy o nieprawidłowościach.

Powyższe w połączeniu z obowiązkiem przygotowania podlegających kontroli biura procedur antykorupcyjnych sprawi, że ilość medialnych spraw w wykonaniu CBA będzie coraz większa. Jednak nie to stanowi sedno problemu, ponieważ sama walka z korupcją nie jest czymś nagannym. Problemem jest natomiast granica między ściganiem przestępców, a oczernianiem niewinnych, ale niewygodnych ludzi. PiS zostawił sobie bowiem furtkę do zmasowanego ataku na samorządy, który przyćmi całkowicie głośną przecież sprawę warszawskiej reprywatyzacji. Już dotychczas sprawy prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej i innych prezydentów pokazały, że władza nie cofnie się przed użyciem Biura w wojnie podjazdowej, rzucenia oskarżeniem, medialnego ostracyzmu, a potem pozwalania na zakończenie postępowań śmiercią naturalną z braku realnych dowodów, o czym media już tak hucznie nie napiszą.

Jednak tym razem rządzący mogą pójść już znacznie dalej i nic ich nie powstrzyma.

Nowe prawo o jawności jest bowiem perfekcyjnym politycznie uformowanym tworem, który z jednej strony chroni spółki Skarbu Państwa przed ujawnianiem informacji obywatelom pod pozorem uporczywości wniosku czy zagrożenia interesom spółki, a z drugiej uwrażliwia samorządy na atak przez przymus publikacji wszystkich umów cywilno-prawnych, co samo w sobie jest dobrym kierunkiem, ale tutaj użyte zostało w złej wierze.

Jawność zawarta w ustawie jest tylko w nazwie, ponieważ realny dostępne do informacji publicznej spadnie, ale efekt polityczny zostanie uzyskany. Tradycyjnie cel uświęca środki.

Mechanizm będzie bardzo prosty. Instytucje centralne będą zasłaniały się zapisem ustawy pozwalającym nie udzielać informacji, jeśli wniosek jest składany w sposób „uporczywy” oraz, że jego realizacja „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. Równocześnie w momencie utworzenia rejestru umów dojdzie do medialnej ustawki. Prorządowe media, podstawione organizacje i instytucje państwa zaczną wielkie polowanie na wszelkie nieprawidłowości w samorządach. Sygnalista zachęci wielu do przejścia na stronę dobrej zmiany i opowiedzenia o kuluarach pracy samorządów. Trzeba mieć świadomość, że polityka nie jest i nigdy nie była krystalicznie czysta. Działania o mechanizmie układu, czy korupcji towarzyszą ludzkości od zarania i także w samorządach istnieją liczne, może nie tak efektowne jak skok PiS na stołki, ale wciąż poważne patologie, które przez lata zamiatano pod dywan. Nowa ustawa to pretekst do wyciągnięcia wszystkich brudów bez potrzeby budowania atmosfery polowania.

W obecnych warunkach prawnych powiedziałoby się, że rząd rozpoczął nagonkę, ale dzięki sprytnej grze PiS będzie mógł ogłosić, że po prostu naprawił złe prawo, które w końcu zagwarantowało tą przejrzystość, której podobno partia Jarosława Kaczyńskiego jest przeciwna.

Zostaną zatem wyciągnięte trupy z szaf dużych samorządów, które będą publicznie wałkowane miesiącami. Rejestr umów pozwoli budować TVP niekończące się wykresy prawdziwych, a potem zmyślonych już powiązań między ludźmi i firmami, co umocni poczucie istnienia układu III RP w sposób dotychczas niespotykany. Dzięki ślepej lojalności polityków, instytucji, mediów partia rządząca będzie w stanie wywrzeć wrażenie, którego nie potrafiłby zbudować inne, nietraktujące jednostki tak przedmiotowo formacje.

W całej tej sytuacji przejęcie sądów da dodatkowy argument w ręce rządu. Procesy nie musza zakończyć się wcale skazaniem, aczkolwiek będzie do tego dochodziło, jeśli prawo umożliwi je choćby przy maksymalnym jego nagięciu. Tym, co wystarczy, będzie przeciąganie spraw w nieskończoność poza margines najbliższych wyborów. Po ich zakończeniu wyroki nie będą miały już przecież znaczenia. Wielka bitwa o samorząd, ostatni bastion opozycji zostanie wygrana, a ludzie zniesmaczą się do ostatniej idei, która ma duże poparcie społeczne i nie jest po stronie władzy – polski samorządnej.

Czy samorządy będą potrafiły odpowiedzieć na tak potężny atak? Trudno przewidzieć, ale pewne jest jedno – wymagałoby to silniejszego niż dotychczas zjednoczenia społecznego oraz umiejętności obnażenia hipokryzji władzy przy równoczesnym nie zapędzaniu się w kozi róg negacji wszystkich ujawnionych nieprawidłowości. Zadanie trudne, godne prawdziwego lidera zjednoczonej opozycji.

crowdmedia.pl

„Ucho prezesa”: Wejście Joja! Czyli Joachima Brudzińskiego

Odcinek z udziałem Joachima Brodzińskiego nie jest efektowny, nie bawi do łez, ale dobrze oddaje relacje za kulisami obozu władzy.

„Ucho prezesa”

Youtube

„Ucho prezesa”

Jednym z większych „przekłamań” serialu „Ucho prezesa”, jeżeli opierać się na doniesieniach dziennikarskich, jest fakt, że u boku Prezesa nie widujemy najczęściej Mariusza Błaszczaka, bo miejsce to zajmuje Joachim Brudziński. To on jest najbliżej Kaczyńskiego, to on szepcze mu do ucha, to on wreszcie zabiera Prezesa na wakacje – o czym przypomniały słynne zdjęcia z wycieczki w góry, z Kaczyńskim odzianym w biało-czerwoną pelerynę. Która zresztą w „Nawałnicy roboty” się pojawia. Jeżeli więc można powiedzieć, że Prezes ma w partii kumpla, to jest nim Jojo.

„Ucho…” świadomie odeszło od tych faktów. Teraz jednak nadrabia, dosyć dobitnie pokazując, kto jest Prezesowi najbliższy. Przy Joju Prezes jest swobodny, ugina się pod jego namowami, ostatecznie uśmiecha się nawet do wspomnień wspólnych wyjazdów. Sam Joachim krzywo zaś spogląda na łaszącego się do Prezesa Płaszczaka. Który zresztą nie pozostaje Jojowi dłużny.

„Ucho” ujawnia, jak Kaczyński steruje swoim rządem

W nowym odcinku „Ucho…” ilustruje też coś, co często wraca w publikacjach o Nowogrodzkiej: twardość Prezesa, który potrafi (i często to robi) ostro swoich podwładnych przeczołgać – bo choć na zewnątrz nigdy do porażek partii się nie przyznaje, w zaciszu swojego gabinetu rozlicza polityków. Ot, choćby za spóźnioną reakcję na potężną nawałnicę, która jakiś czas temu nawiedziła Polskę, a po której przez kilka dni ludzie musieli sprzątać sami, bo minister Płaszczak ociągał się z reakcją. Albo za głośne wydarzenia na jednym z komisariatów, gdzie zginął młody człowiek – a śledztwo w tej sprawie na dobre ruszyło po roku, po dziennikarskiej publikacji.

Debiutuje przez to w „Uchu prezesa” wiceminister Jarosław Zieliński, świetnie skarykaturowany przez Cezarego Żaka, w którego osobie zamknął się chyba cały strach polityków PiS przed Prezesem. Przy okazji Górski i spółka komentują dymisję wiceministra infrastruktury, wykorzystując ją jako przykład do pokazania sposobu sterowania rządem przez Kaczyńskiego.

Pada w „Nawałnicy…” takie ważne zdanie: „To jest samodzielna decyzja pani premier, muszę jej tylko o tym powiedzieć”.

polityka.pl

Premier Szydło upomina Tuska: Chciałabym, żeby pamiętał, skąd pochodzi

W specjalnym wywiadzie dla „Polski The Times” premier Beata Szydło jednoznacznie przecina trwające od tygodnia spekulacje o zmianie na fotelu szefa rządu – czytamy na e-stronach „Polski The Times”.

Oczywiście to, kto stoi na czele rządu, to zawsze jest wypadkowa różnych okoliczności i wszystko może się zmienić. Podchodzę do tego z pokorą, ale na dziś nie widzę w Polsce sytuacji, która wymagałaby jakichś gwałtownych zmian w rządzie – stwierdza premier Beata Szydło, w wywiadzie dla „Polski The Times”, w odpowiedzi na pytanie, czy pozostaje na swoim stanowisku.

Szydło o spotkaniach z Kaczyńskim

W ocenie szefowej rządu układ władzy, w którym to ona sprawuje urząd premiera w stałym porozumieniu z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim nadal sprawdza się „bardzo dobrze” – czytamy.

Być może czasem jest niedosyt spotkań, głębszej analizy spraw, ale to wynika tylko z braku czasu – mówi premier. Jednocześnie przyznaje, że jest świadoma „tego, co trzeba poprawić, aby pracować jeszcze skuteczniej”. Jak pisze gazeta, tym samym potwierdza, że w najbliższych dniach do zmian w rządzie dojdzie.

Mogę powiedzieć tylko tyle, że jeżeli ktoś traci tempo, musi usiąść na ławce rezerwowej – powiedziała Beata Szydło odpowiadając na pytania o rekonstrukcję.

Jednocześnie przyznaje, że nie wszystkie zachowania polityków jej obozu budzą jej aprobatę, jak choćby ostatnie lekceważące wypowiedzi na temat strajkujących rezydentów. Potwierdza również, że bywało, iż zauważała, że niektórzy ministrowie próbują walczyć o wpływy w spółkach skarbu państwa i jako szefowa rządu musiała interweniować – czytamy na e-stronie „Polski The Times”.

Premier Szydło: Zmęczona to się może czuć Angela Merkel

Ja nie powiedziałabym dziś, że nie mamy z kim przegrać. Mamy. Możemy także przegrać z samym sobą. I choć oceniam, że na dziś opozycja jest bardzo słaba, to przestrzegałabym wszystkich moich kolegów przed zbytnim optymizmem – ostrzega szefowa rządu.

Premier zapewnia, że nie czuje się zmęczona swoją rolą. „Czuje się dobrze w tym miejscu” – mówi. Jak dodała, zmęczona „może się czuć Angela Merkel, która rozpoczyna 13. rok rządzenia”.

Premier: Czasami trafia mnie szlag

Jak pisze gazeta, szefowa rządu przyznaje, że czasem po ludzku trafia ją szlag, kiedy słyszy po raz kolejny, że choć jest premierem, to nie ma nic do powiedzenia w praktyce, jednak szybko o tym zapomina i robi swoje. – Nigdy nie jest tak, że jest się lubianym przez wszystkich. Czasem słyszę zarzuty, że nie jestem decyzyjna. A ja podejmuję wiele decyzji, tyle, że niekoniecznie muszą one być wszystkim na rękę. Również w mojej partii – tłumaczy.

Premier Szydło przypomina również, że nigdy nie ukrywała, iż ważne decyzje konsultuje z Jarosławem Kaczyńskim. – Martwiłabym się raczej, gdyby przestał ze mną rozmawiać – mówi w wywiadzie dla „Polski The Times” Beata Szydło.

Jej zdaniem „zdrowe podejście do polityki” ma dzięki temu, że nie oderwała się od zwykłych ludzi. – Wciąż obracam się wśród nich: robię jak oni zakupy, chodzę wciąż do tej samej fryzjerki, pani Kasi, czy jak dawniej do kina w Bielsku-Białej, a niekoniecznie w blasku fleszy w Warszawie. Zdradzę, że ostatnio nikt nie zauważył, że pojechałam do domu pociągiem i to było świetne – dodała premier.

W wywiadzie Beata Szydło odnosi się również do sporu na linii rząd – prezydent w sprawie reformy sądownictwa. Nie ukrywa, że miała żal do Andrzeja Dudy za weta dwóch ustaw, ale – jak deklaruje – już jej przeszło. – Na tyle na ile go znam, wiem, że się na nim w tej sprawie nie zawiodę – stwierdza szefowa rządowa. Odrzuca sugestie, płynące również z samego PiS, jakoby weta prezydenckie były podyktowane chęcią zaznaczenia swojej pozycji przez Andrzeja Dudę. – Sądzę, że tu nie chodziło o żadne ego, jak twierdzą niektórzy. (…) Myślę, że faktycznie miał te wątpliwości. Moim zdaniem nie docenił tylko kontekstu politycznego – zauważa Beata Szydło.

Beata Szydło o Tusku

Na pytanie, jak ocenia współpracę z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, czy unijną komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług Elżbietą Bieńkowską, premier powiedziała: „Mam wrażenie, że oni chyba poczuli się bardziej Europejczykami, niż wszyscy inni Europejczycy. Dali sobie naiwnie narzucić narrację, według której istnieje coś tak uniwersalnego, jak Unia Europejska, która jednakowo o wszystkich dba. A trzeba być realistą. Tak nie jest”.

– Ja widzę, jak funkcjonują w praktyce politycy europejscy z innych krajów: pełniąc swój mandat, nigdy nie zapominają, skąd pochodzą. Chciałabym, by Donald Tusk pamiętał skąd pochodzi – dodała Szydło.

Podkreśliła, że pod naciskiem polskiego rządu, Tusk zmienił stanowisko w kwestii polityki migracyjnej, co – jak mówiła – odczytuje jako „pozytywny sygnał”. – Czy jest to zmiana trwała? Nie jestem pewna. Zobaczymy – stwierdziła szefowa rządu.

Premier uważa, że po ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej zmienia się nastawianie wobec Polski i jest to duży sukces. Ale – jak dodała – w UE będą jeszcze podejmowane próby „stawiania Polski do kąta”, bo „ten europejski salon personalnie, mentalnościowo jeszcze się nie zmienił”.

– Myślę jednak, że kryzys imigracyjny był taką cezurą w myśleniu i działaniu Unii. Nie ma powrotu do tej Europy, która była przed nim. To, że w wielu krajach dochodzą do głosu partie bardzo eurosceptyczne, to jest wynik tego kryzysu – powiedziała szefowa rządu.

Pytana o dysonans pomiędzy tym, co w temacie imigrantów mówi Kościół a polską polityką w tym zakresie, premier powiedziała: „Kościół patrzy na to z innej perspektywy. Dzieło miłosierdzia, które Kościół chce realizować, jest wspaniałe, ale moja głęboka wiara w to miłosierdzie musi iść w parze z pragmatyzmem i odpowiedzialnością za ludzi, za państwo. Nie możemy udawać, że terroryści nie wykorzystują fali migracyjnej. Terroryzm w Europie jest faktem. To, że asymilacja tak różnych grup kulturowych jest bardzo trudna – także”.

Dodała, że ludziom trzeba pomagać i rząd polski się w to angażuje przez różne akcje pomocowe i charytatywne. – Jeszcze teraz pod koniec roku część pieniędzy z rezerwy budżetowej przeznaczyliśmy właśnie na uczestnictwo w takich projektach Unii – powiedziała premier.

dziennik.pl

PiS ma problem z Szydło. Nie wie, co z nią zrobić po dymisji

Michał Krzymowski, 27.10.2017

© photo: Marcin Obara/PAP

 

Rosną szanse na objęcie funkcji premiera przez Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli do tego dojdzie, partia rządząca stanie przed pytaniem: co zrobić z Beatą Szydło? Na razie nie ma na nie dobrej odpowiedzi, bo – według ustaleń „Newsweeka” – prezes PiS nie zgadza się, by pani premier została Marszałkiem Sejmu.

Do dymisji Beaty Szydło miałoby dojść przy okazji listopadowej rekonstrukcji rządu. Taki scenariusz wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, w czwartek mówił o nim w Radiu Wnet europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski: – Celem jest jak najsprawniejsze rządzenie, a osoby są drugorzędne. Krążą takie informacje, że występuje klincz między ministerstwami i że należałoby dynamiczniej rozwiązywać tego rodzaju wątpliwości. Rekonstrukcja byłaby korzystna ze względu na jakość rządzenia. I to nie tylko wymiana ministrów, ale głębsza zmiana, także może z wymianą kapitana.

Polityk PiS zbliżony do Nowogrodzkiej dodaje: – Prezes uważa, że Szydło nie panuje nad ministrami. Nie ogarnia intelektualnie wielu spraw, nie ma odpowiedniego formatu. Jest nią zirytowany. Dlatego zamierza wziąć sprawy w swoje ręce.

Pytanie jednak, co stanie się z Beatą Szydło, jeśli stanowisko premiera obejmie Jarosław Kaczyński. – Pani premier, gdyby nastąpiła taka zmiana, będzie dalej odgrywać ważną rolę, mówi się o polityce europejskiej – stwierdził w Radiu Wnet Krasnodębski.

Nieoficjalnie wiadomo, że Beata Szydło ma ambicję, by objąć stanowisko komisarza europejskiego lub – w najgorszym wypadku – wystartować w wyborach do europarlamentu. Tyle że będzie to możliwe dopiero po wyborach europejskich w 2019 roku. Co może stać się z Szydło do tego czasu? W krajowej polityce są tylko dwa stanowiska, które wypada objąć byłemu premierowi. To fotel prezesa NBP lub funkcja Marszałka Sejmu.

Rozmówca z Nowogrodzkiej: – Pierwsza opcja odpada, bo nie można skrócić kadencji szefa banku centralnego. Druga też jest mało prawdopodobna. Szydło jest za słaba, żeby wywalczyć sobie takie stanowisko, a prezes nie da jej go za darmo. Jakiś czas temu mówiło się o placówce w Watykanie, tyle że z ambasady trudno byłoby nagle przenieść się później do europarlamentu. W grę może też wchodzić prezesura w jakiejś dużej spółce, ale to z kolei wyglądałoby jak skok na kasę. Chyba nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji.

newsweek.pl

Paweł Kasprzak: Nie stoję na Krakowskim Przedmieściu za kasę, nie jestem płatnym pachołkiem zabójców prezydenta

Jeden ze smoleńskich braci krzyczał do mnie: świnia oderwana od koryta. Mówiłem, że w dalszym ciągu świetnie zarabiam. Patrzył na mnie podejrzliwie i nie uwierzył – mówi m.in.Paweł Kasprzak, jeden z liderów ruchu Obywatele RP, prezes zarządu Fundacji Wolni Obywatele RP w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Widzę, że szykuje się pan do dużej polityki. Nowe zęby to wydatek tysięcy złotych. 
Mniej, nie byłoby mnie stać. Trochę mi zresztą szkoda, bo szczerbata paszcza jest dowodem mojej wiarygodności.

Raczej tego, że pan o siebie nie dbał. 
Dbałem, nie wchodźmy w medyczne wątki. Nie tak dawno rozmawiałem z pewnym smoleńskim bratem.

Ależ ironicznie pan mówi. Z pogardą. 
Ironicznie, ale bez pogardy. Mówię o kimś, kto nazywał mnie ścierwem. Te obelgi wytrzymałem. I dużo więcej, np. plucie w twarz – nie w przenośni.
Takie, po którym ma się na twarzy cudzą ślinę. Jeden ze smoleńskich braci krzyczał do mnie: świnia oderwana od koryta. Mówiłem, że w dalszym ciągu świetnie zarabiam. Patrzył na mnie podejrzliwie i nie uwierzył. Po raz kolejny się przekonałem, że braki w uzębieniu są moim atutem. I myślę, że przekonałem ich, że mnie o coś chodzi, że nie stoję na tym Krakowskim Przedmieściu za kasę, nie jestem płatnym pachołkiem zabójców prezydenta, że jestem w zasadzie tak samo wytrwały, jak smoleńscy bracia i mogę z nimi rozmawiać. Nawet z sektą obrońców świętego krzyża.

To też jest dla pana święty krzyż?
Nawet może bardziej dla mnie niż dla nich, bo ja – co gorsza – jestem prawosławny i mam paskudną tendencję do bardziej dosłownego traktowania symboli religijnych.

Dobrze, ale po co to robić?
Myślałem przede wszystkim o tym, żeby znaleźć miejsce konfrontacji, które jest dla nas wygodne i w którym Kaczyński nie ma jak wygrać. Wynieść nas stamtąd to wizerunkowy koszmar. Nie potrafi też znieść tego, że musi nas tolerować. Kiedy tam staliśmy z prawdziwymi cytatami z rzekomo czczonego tam Lecha Kaczyńskiego, skutecznie rozmontowywaliśmy smoleński mit i psuliśmy pisowski spektakl. Dla PiS nie ma dobrego wyjścia i my wszystkie cele zrealizowaliśmy. Wizerunkowe koszty są przerażające – te fortyfikacje na pół miasta. A równocześnie mit smoleński leży. Szef jednej z frakcji smoleńskiego bractwa powiedział nam do kamery, że barierki pokazują prawdę o PiS i sytuacji kraju i że Kaczor – tak się sam wyraził – zaczął przychodzić na Krakowskie Przedmieście dopiero wtedy, kiedy dostał w d…ę w wyborach prezydenckich w 2010 r. Prawa do demonstracji obroniliśmy – bo demonstracje się odbywają mimo zakazu. Proszę też pamiętać, że jeszcze kiedy nas było kilkadziesiąt osób, zdołaliśmy wymusić porozumienie o nieagresji z rządzącą w Polsce partią. Podpisał je Cezary Andrzej Jurkiewicz z PiS, a potem tak rządził tym smoleńskim tłumem, że przez dwa miesiące nikt się na nas nie darł, nie nazywał ścierwem. Jurkiewicz teraz jest szefem Polskiej Fundacji Narodowej. Tej, która dostała 100 mln od spółek Skarbu Państwa i która wydała 19 mln na kampanię o sądach.

Platforma was wspiera?
Nie. Próbuje rozmawiać, ale to jest dla nich ciężkie doświadczenie. Jak się np. pytam Platformy, czy nas zechce wesprzeć finansowo w systemowych opracowaniach dotyczących skutków ustawy o zgromadzeniach, to słyszę, że regulamin im nie pozwala. I mówię wtedy: ale ja o tym napiszę, publicznie powiem, że wam regulamin nie pozwala. I wtedy sytuacja się zmienia.

Z przewodniczącym Schetyną pan współpracuje?
Znam go jeszcze z Wrocławia i nie cenię specjalnie. Nie sądzę, żeby on mnie traktował poważnie. Liczymy się tylko wtedy, kiedy jesteśmy na fali, co się czasem zdarza. Schetyna myśli jak cała formacja polityczna: oni nie potrafią sobie wyobrazić, że ludzie na ulicach mogą doprowadzić obecną władzę do kapitulacji. I być może tego nawet nie chcą. Fantazjując – choć w lipcu to niezupełnie była fantazja – stutysięczny tłum blokuje Sejm, Kaczyński, Kuchciński i Karczewski wychodzą negocjować. I co, komu mają oddać władzę?
Przygotowani do tego żadną miarą nie jesteśmy, więc ja się tej sytuacji boję, Schetyna prawdopodobnie również, choć z innych powodów. Komu PiS ma oddać władzę – to jest to pytanie, na które różnie odpowiadamy z zasadniczo różnych powodów.

Panu?
Liderem opozycji będzie ten, kto zanotuje sukces…

Czyli kto?
Ten, kto wygra cokolwiek, kto pierwszy zrobi własną głową dziurę w PiS-owskim murze.

dziennik.pl

%d blogerów lubi to: