Prawnicy i show biznes przeciw PiS

W weekend świadectwo co sądzą o nieudacznej władzy PiS dały dwie branże zawodowe: piosenkarze i prawnicy. Bliżej niż dalej, by wypatrywać upadku PiS.

PiS utrzymuje się u władzy, bo ciągle opozycja przestrzega reguł prawa i demokracji. Wspaniale zachowali się prawnicy podczas nadzwyczajnego Kongresu Prawników Polskich.

Jakiś Andrzej Dera – postać groteskowa – reprezentowała Andrzeja Dudę, prezydenta złamanego, mającego nawet wyraz kabaretowy Adriana. Groteskowemu Derze pokazano konstytucję. Tam jest zapisany ustrój Polski. Ale PiS ma tylko takich ludzi politykopodobnym.

Jak zauważyła I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, konstytucja trwa, partie przemijają. A Duda beknie za złamanie prawa. Nie obchodzi mnie, że jest tchórzliwy. Gdy zwykli ludzie łamią prawo, idą siedzieć. Duda do tego jest cieniutki intelektualnie i duchowo.

Ależ dopadła nas nicość, żadność, jak za komuny. Przepraszam, komuchy w stosunku do tombaku PiS byli lepszym tombakiem.

Gorszego okresu w historii Polski nie było, tak niedorobieni nigdy w moim kraju nie rządzili. Gmin, który dorwał się do fruktów.

Więcej >>>

Działacze KOD zwiedzają biuro premiera. Zrobili zdjęcie, które nie spodoba się Beacie Szydło

mk, IAR, 21.05.2017

 

Jedną z instytucji, która podczas sobotniej Nocy Muzeów otworzyła swoje podwoje, była Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Wśród zwiedzających znaleźli się m.in. działacze Komitetu Obrony Demokracji, którzy przeprowadzili z tej okazji happening.

W trakcie Nocy Muzeów, organizowanej corocznie akcji nocnego zwiedzania muzeów, urzędów i instytucji kultury, otwarta była również Kancelaria Premiera. Zwiedzający mieli okazję zobaczyć na własne oczy salę im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, w której odbywają się cotygodniowe posiedzenia rządu.

Wśród zwiedzających była również grupa działaczy Komitetu Obrony Demokracji z Radomia. W trakcie fotografowania się w pobliżu fotela premier Beaty Szydło działacze zdjęli nagle bluzy i koszule, by razem uformować napis „Koniec PiS” z liter umieszczonych na t-shirtach.

Nie była to jedyna akcja KOD-u w Kancelarii Premiera. Inna z grup uformowała napis „TSDLABSZ”, czyli „Trybunał Stanu dla Beaty Szydło”.

W Polsce w akcji Noc Muzeów co roku uczestniczy ponad 100 miast, a w samej tylko stolicy – około 250-ciu placówek. Akcja pod patronatem Rady Europy po raz pierwszy została zorganizowana w 1997 roku w Berlinie, a w Polsce – w 2003 r. w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

gazeta.pl

Z udziału w festiwalu w Opolu zrezygnowało już ponad dwudziestu artystów. Prezydent miasta chce przejąć organizację od TVP

Anita Dmitruczuk, Opole, 21 maja 2017

Opole 2017. W amfiteatrze ruszyły prace

Opole 2017. W amfiteatrze ruszyły prace (ROMAN ROGALSKI)

Czy święto polskiej piosenki w ogóle się odbędzie? Dziś pewne jest tylko to, że na scenę mają wyjść Jan Pietrzak i discopolowy Zenek Martyniuk.

Program największego festiwalu polskiej piosenki (9-11 czerwca) zaczął się sypać, gdy szef organizującej go TVP Jacek Kurski nie zgodził się na występ Kayah. Wokalistkę do udziału w swoim jubileuszu zaprosiła Maryla Rodowicz, ale Kurskiemu nie spodobało się wsparcie Kayah dla KOD-u i „czarnego protestu” (wystąpiła też w piątek na gali Człowiek Roku „Wyborczej”, gdy tytuł odbierał Frans Timmermans, pierwszy wiceprzewodniczący Komesji Europejskiej).

Rodowicz walczyła o jej występ i Kurski odwołał zakaz, ale Kayah oświadczyła, że w takich okolicznościach nie ma ochoty na festiwal: „Nie wystąpię na znak jedności z tymi, którzy na cenzurowanym byli i pozostali, bo wokół nich nie rozpętała się taka burza”.

Zrezygnowała także Katarzyna Nosowska, kolejny filar benefisu Rodowicz. „Wykluczenie, w jakiejkolwiek odsłonie, uznaję za zawstydzające” – napisała.

W piątek wieczorem wycofała się także Rodowicz. Powody? Dramat rodzinny (zmarła jej matka) oraz „atmosfera politycznego skandalu”. TVP złożyła wyrazy ubolewania.

Lawiny nie dało się już jednak zatrzymać. Z festiwalu wyrzucono także Dr. Misio, czyli muzyczne wcielenie aktora Arkadiusza Jakubika, uznając jego piosenkę „Pismo” za „nieemisyjną” (artysta w teledysku występuje w sutannie). – Podejrzewam, że czekali na pretekst, żeby się nas pozbyć – skomentował Jakubik. – Ale w świetle ostatnich wydarzeń, kiedy polityka zaczęła wygrywać z muzyką, nasz występ i tak byłby niemożliwy – dodał. A w proteście zrezygnował m.in. konferansjer Artur Orzech.

Przez cały weekend rezygnowali kolejni zaproszeni artyści. M.in.: Audiofeels, Kasia Cerekwicka, Kasia Kowalska, Kombii, Blue Café, Urszula, Andrzej Piaseczny, który w Opolu miał obchodzić swoje 25-lecie, czy Pectus, który miał występować w aż trzech koncertach. „W wolnej Polsce każdy obywatel ma prawo do własnych poglądów politycznych, czy to lekarz, czy nauczyciel, czy artysta” – napisali muzycy. Tylko z koncertu premier wycofała się połowa artystów. Do tego rodzeństwo Młynarskich zaapelowało do TVP, by zostawiła w spokoju piosenki ich ojca i uszanowała ich żałobę. Telewizja oficjalnie oświadczyła, że koncertu utworów Wojciecha Młynarskiego nie ma już w planach.

Rezygnuje Konrad Smuga, reżyser trzech festiwalowych koncertów. „Nie chcę brać udziału w imprezie, która dzieli środowisko na lepszych i gorszych” – napisał, dodając, że nie opowiada się po żadnej ze stron.

Zareagował prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski. – Zawieraliśmy umowę przy konkretnej liście artystów i m.in. dlatego zdecydowałem się na jej podpisanie – stwierdził. Wczoraj oświadczył, że to Opole jest właścicielem marki festiwalu i może być również jego organizatorem. Chce, aby to miasto ułożyło scenariusz i zawarło umowy z artystami. Po stronie TVP zostałaby produkcja oraz wpływy z biletów i reklam. W związku z tym zmianie miałby też ulec termin festiwalu.

Wcześniej prezydent (do wyborów szedł ze wsparciem Patryka Jakiego z PiS) zadeklarował: – Chciałbym zorganizować koncert artystów, którzy zrezygnowali z udziału. Dla nich scena amfiteatru jest zawsze otwarta.

TVP nie komentuje protestu artystów, nie aktualizuje też programu festiwalu. Nieoficjalnie wiadomo, że dziś i jutro na Woronicza mają zapaść decyzje w sprawie kryzysu.

Na festiwalu ma się odbyć benefis sympatyzującego z PiS Jana Pietrzaka oraz zagra discopolowy zespół Akcent i Zenek Martyniuk, który chwali się tym na swojej stronie.

W 54-letniej historii festiwalu nie odbył się on tylko raz – podczas stanu wojennego.

wyborcza.pl

Pan Prezes i rebelia opolska

Pan Prezes i rebelia opolska

Zatrzymanie islamizacji to moje Westerplatte. Nigdy się w tej sprawie nie cofnę! – krzyknął Patryk Jaki, wyrywając Krystynie Pawłowicz styropianowe pudełko z kebabem.

Oddaj! – wrzasnęła rozjuszona posłanka i rzuciła się na niego z widelcem. Nic jej tak nie irytowało, jak pozbawienie dostępu do niezbędnych protein, cukrów oraz tłuszczów roślinnych i zwierzęcych. A właśnie w tym momencie pudełko z tymi substancjami odżywczymi oddalało się od niej w dłoni Patryka Jakiego. Opolski poseł biegł, klucząc jak młody źrebak między kolumnami Sali Kolumnowej.

Panie Prezesie, pan mu coś powie! – poskarżyła się posłanka płaczliwym tonem.

Pan Prezes spojrzał na nią z wysokości drabinki ustawionej pośrodku sali i głęboko westchnął. Ileż utrapień mam z tymi łobuziakami – pomyślał. – Chwili nie usiedzą w spokoju, ciągle jakieś psikusy, kłótnie i krzyki. Ale tak to już jest z jednostkami wybitnymi. Ich ocierające się o geniusz umysły stale funkcjonują na najwyższych obrotach, wytwarzając dziesiątki konceptów i idei na minutę.

Panie Patryku, niech pan odda kebab koleżance – powiedział pan Prezes łagodnie. Nigdy nie krzyczał. Wystarczyło, że lekko uniósł brwi, a jego miękki, aksamitny ton wywierał na podopiecznych piorunujące wrażenie.

Tak było i tym razem. Patryk Jaki w ułamku sekundy zatrzymał się i zawrócił, by oddać pokarm Krystynie Pawłowicz.

A swoją drogą rzeczywiście powinna się pani zdrowiej odżywiać. Przecież mógł to przyrządzać jakiś uchodźca z egzotycznymi zarazkami na rękach – teraz pan Prezes zwrócił się do posłanki. W działalności pedagogicznej zawsze dbał o równowagę i sprawiedliwość. Starannie rozdzielał racje i pilnował, by nikt w klubie nie był faworyzowany. – Trzeba było zamówić rodzimą golonkę, flaki albo bigos – doradził.

Oczywiście ma pan rację, panie Prezesie, popełniłam błąd – samokrytycznie przyznała Krystyna Pawłowicz. – Jednak ten kebab to konwertyta. Przed jedzeniem umyłam go w kropielnicy z wodą święconą przy wejściu do sali i pomodliłam się. Taki opłukany i omodlony kebab jest już nawrócony na wiarę naszych ojców i przysługuje mu Karta Polaka.

Dość już o kebabie – pan Prezes nadal mówił cicho i łagodnie, ale widać było, że jest lekko zniecierpliwiony. – Nie po to się tu zebraliśmy. Mamy ważniejsze sprawy na głowie. Co się tam ostatnio dzieje w pańskim mieście? – ponownie zwrócił się do Patryka Jakiego.

A co by się miało dziać? Nic szczególnego – Jaki lekko się zarumienił, a zaraz potem pobladł. Gorączkowo się zastanawiał, co takiego ostatnio przeskrobał, o co pan Prezes mógłby się gniewać i nic nie przychodziło mu do głowy.

Taaak? – odparł pan Prezes. – A z tym festiwalem i piosenkarzami to, o co chodzi?

A to… – Jaki odetchnął. W tej sprawie czuł się niewinny. – To nie moja sprawka. Mój resort wymienia elity prawnicze. Elity wokalne to działka Kurskiego.

Szanowni państwo, chyba nie zdajecie sobie sprawy z powagi sytuacji – oświadczył pan Prezes z wysokości drabinki. Wszyscy wbili w niego wzrok i wyprostowali się, stając na baczność. Zawsze przybierali tę postawę, gdy słuchali wskazówek swego opiekuna. – Rzeczywiście, wymiana elit we wszystkich dziedzinach jest konieczna. Jeśli chcemy zbudować nową Polskę, musimy się uwolnić od balastu ludzi zaangażowanych w komunizm i stalinizm. Dość już występów resortowych dzieci i zawodzeń piosenkarzy najgorszego sortu jak Katarzyna Nosowska czy Maryla Rodowicz. Trzeba wyzwolić polską piosenkę spod okupacji osobników o obco brzmiących imionach, jak Kayah, Lanberry czy Audiofeels. Ci agenci Kremla i Brukseli pod tymi samymi pseudonimami występowali już w latach 40. ubiegłego wieku, gdy torturowali i rozstrzeliwali żołnierzy wyklętych…

Słusznie! – wyrwała się Krystyna Pawłowicz, przełykając kebab. – Dość już tych antypolskich wyjców. Ja mogę wystąpić w Opolu zamiast nich. Ksiądz zawsze mnie chwalił, że ładnie śpiewam w chórze. Tylko muszę kupić dużo jajek i wypić na surowo… – zamilkła, bo dostrzegła, że pan Prezes gromi ją wzrokiem.

Ale konieczność oczyszczenia polskiej estrady z agentów i zdrajców to tylko jedna strona medalu – powiedział. – Drugą stroną jest groźba zaraźliwej niesubordynacji. Wprawdzie musimy wymienić elity wokalne i pozbyć się piosenkarzy najgorszego sortu, ale to my zadecydujemy o trybie i czasie przeprowadzenia tej operacji. Nie możemy tolerować sytuacji, w której Partia mówi, że ktoś ma wystąpić na scenie w Opolu, a on odmawia. To antypaństwowy bunt, otwarta rebelia.

W sali panowała głucha cisza. Struchlali działacze wpatrywali się w płomienną twarz pana Prezesa, który w takich momentach uniesienia wydawał się jeszcze większy niż zwykle. Można było odnieść wrażenie, że lewituje 20 centymetrów nad drabinką.

Czy ktoś ma konstruktywne propozycje? – pan Prezes opadł na drabinkę i powiódł wzrokiem po twarzach zgromadzonych.

Ja się tym zajmę – zaoferował się Mariusz Błaszczak. – Mój resort wyśle im urzędowe wezwania, że mają się stawić na scenie w Opolu w charakterze podejrzanych. A jak się któryś nie zgłosi, to go funkcjonariusze przymusowo doprowadzą.

Super! – ucieszył się Patryk Jaki i aż klasnął w dłonie. – A tam już nasi prokuratorzy tak go docisną, że wyśpiewa wszystko.

Wojciech Maziarski
Ćwiczenia

1. Opisz proces repolonizacji kebaba. Scharakteryzuj jego poszczególne etapy. Zwróć uwagę na pierwiastek duchowy (omodlenie) i cielesny (opłukanie). Który z nich wydaje ci się ważniejszy?

2. Na czym polegała antynarodowa działalność Natalii Przybysz w czasach stalinowskich?

3. Czyje piosenki najczęściej ściągali z netu żołnierze wyklęci, a czyje funkcjonariusze UB?
a. Jana Pietrzaka
b. Marii Peszek
c. Macieja Maleńczuka
d. Andrzeja Rosiewicza
e. Big Cyca

koduj24.pl

Kownacki prowadzi polski kontyngent do Lourdes

Kownacki prowadzi polski kontyngent do Lurds

To prawdziwie sensacyjna wydarzenie, skoro sam szef MON Antoni Macierewicz chwali się wszem i wobec, iż jego zastępca udał się z polskimi wojskowymi na pielgrzymkę.

Polski kontyngent, liczący 160 wojskowych ruszył bowiem do słynnego sanktuarium maryjnego we Francji. Staną tam do mszy ramię w ramię z watykańskimi siłami zbrojnymi, gwardzistami szwajcarskimi.

Nie bez przyczyny wycieczkę do Lourdes „pilotuje” Kownacki. W końcu to on właśnie studiował prawo kanoniczne i toczył zacięte boje w zespole parlamentarnym do spraw przeciwdziałania ateizacji Polski. A jak donosiła „Wyborcza” wiceszef MON blokował też inicjatywę zbiórki pieniędzy na tłumaczenie kazania ks. Romana Kneblewskiego, który z ambony mówił o „inwazji najeźdźców islamistów”.

Ponadto, Francja to szczególny kraj dla wiceministra. Chyba każdy pamięta jego komentarz w sprawie przetargu na śmigłowce Caracal dla polskiej armii. Zdaniem Bartosza Kownackiego to Francuzi są odpowiedzialni za to, iż do zakupu nie doszło. Przypomniał też, że to nam zawdzięczają posługiwanie się widelcem. Na szczęście dla Kownackiego, pewnie nad Sekwaną nikt o nim nie słyszał, więc nie powinny go spotkać jakiekolwiek nieprzyjemności

Sama pielgrzymka żołnierzy ma, poza tym, charakter międzynarodowy. Uczestniczy w nich 12 tys. osób z 40 krajów. Tę tradycję zapoczątkowali żołnierze francuscy i niemieccy po II wojnie światowej.

koduj24.pl

Polityka podwórkowa

Polityka podwórkowa

Rządzący naszą hałastrą Zbyszek nie wyróżniał się ani siłą, ani wzrostem, po prawdzie był scherlałym kurduplem, ale potrafił genialnie oszukiwać.

W strasznych czasach, kiedy jeszcze nie było siłowni, a szkolne boiska zamykano na kłódki po zakończeniu lekcji, podwórko mojego dzieciństwa było obiektem marzeń i zawiści wszystkich małolatów w miasteczku. W rzeczywistości było to małe boisko, z prawie stumetrową bieżnią, piaskownicą do skakania w dal, placykiem do gry w koszykówkę i gęstymi krzakami na obrzeżu, gdzie można się było bezpiecznie wysikać. Obiekt należał do internatu pobliskiego technikum, ale prawdziwymi właścicielami byliśmy my, chłopaki z domków przycupniętych na dwóch krzyżujących się ulicach. Nie tylko chłopaki, bo bywały tam także dziewczyny, jeśli tylko wykazały się jakimś szczególnym uzdolnieniem. Była więc taka, która umiała przywalić w mordę i nie uciec, była taka, co potrafiła konstruować kwieciste wielopiętrowe wiązanki przekleństw, pamiętam też spasłą herod-dziewuchę z przetłuszczonymi strąkami włosów, która wynosiła z domu fury żarcia i dzieliła się z nami tym, czego nie miała już siły pochłonąć.

Nasze podwórko było tylko nasze i biada obcym, którzy pojawiali się czasem znienacka i jeszcze szybciej znikali, unosząc śliwkę pod okiem i pędzel z rozkwaszonego nosa. Trafił się jednak jeden, który nie zrażał się naszym ostracyzmem. Siadywał na granicy terytorium, na wale ograniczającym podwórko od strony ulicy i trwał tam godzinami, przyglądając się naszym zwariowanym zabawom. Nie dawał się przegonić, na groźby nie reagował, a w obliczu bezpośredniej konfrontacji wycofywał się na bezpieczną odległość, by wrócić, gdy tylko opadały w nas bitewne emocje. To był jakiś biedak, nędznie ubrany i wychudzony. Pamiętam jego tęskne spojrzenie, jego gorejące oczy, którymi omiatał cudowności niedostępnego mu świata. Powinien budzić współczucie, ale budził tylko niechęć i agresję. Bo szmaciarz, oberwaniec i na pewno ma wszy. Bo przylazł, nie wiadomo skąd i siedzi, kłuje w oczy, gapi się jak szpak w pięćdziesiąt groszy. Ale przede wszystkim – bo nie jest swój. Był OBCY. Wpuść takiego na NASZE boisko, to zaraz sprowadzi sforę takich samych łachmytów, którzy zaczną się szarogęsić, wprowadzać swoje zwyczaje i w końcu nie będziemy już panami na własnym podwórku. Tak mówił Zbyszek, który rządził naszą hałastrą.

Zbyszek nie wyróżniał się ani siłą, ani wzrostem, po prawdzie był scherlałym kurduplem, ale posiadał rzadkie talenty budzące powszechny szacunek. Potrafił na przykład genialnie oszukiwać. Zależnie od okoliczności przywoływał odpowiednio sugestywny wyraz twarzy i kłamał tak szczerze i przekonująco, że aż głupio było zarzucić mu łgarstwo. Pamiętam jego występ, kiedy milicja nakryła go z procą wśród okruchów stłuczonych lamp z dwóch latarni ulicznych: wystarczyła minuta, by mundurowi uwierzyli, że Zbyszek właśnie odebrał procę większemu o dwie głowy Wieśkowi z konkurencyjnej „bandy” i akurat szedł na komisariat zgłosić bezprzykładny wandalizm. Zbyszek dysponował rozległą wyobraźnią, która nieustannie snuła rozmaite robaczywe scenariusze. Opisywał swoją nierzeczywistość bogatym, dorosłym słownictwem, formułując argumenty i preparując dowody, którymi hipnotyzował każdego, kogo złapał za guzik. Na jego poważną minę i udawany ogień w oczach nabierali się wszyscy. Rządził, bo umiał skutecznie podpuszczać jednych na drugich, rzucając niewinne sugestie, że słyszał, jakoby ktoś coś na kogoś powiedział, ale nie powie kto i co, bo nie zajmuje się plotkami. Silny wsparciem swoich przybocznych stawiał się wszystkim i w końcu skłócił się z całym miasteczkiem, izolując nas w enklawie swoich wpływów.

Czułem się w tym towarzystwie jak ryba na rowerze i zdarzyło mi się dwa razy ogłaszać bunt, pytając Zbysia wprost, dlaczego niby się rządzi, czemu bredzi, że wszyscy czyhają, by zagarnąć nasze terytorium i po co szczuje nas na siebie, ale podobne napady przyzwoitości szybko minęły, kiedy oberwałem dwie blachy w czoło i dużego syfona. Spasowałem, bo alternatywą było wykluczenie, samotność i szlaban na wszystko, co zdawało mi się wspaniałe i konieczne do życia. Inni podporządkowali się Zbysiowi bez walki. Niektórzy stali się jego gorliwą asystą, pozostali przywykli albo woleli się nie mieszać, zajęci korzystaniem z uroków życia w enklawie szczęścia.

Minęło wiele lat. Straciłem kontakt ze wszystkimi z mojego podwórka. Nie wiem, co robią teraz. Spotkałem tylko tego wymoczka, który siadywał na granicy podwórka, tęsknie przyglądając się naszym wygłupom. Jest profesorem uniwersytetu w Stanford. Uściskaliśmy się serdecznie. Jeśli chodzi o Zbysia – słyszałem, że próbował robić karierę w trzech kolejnych partiach o rozmaitych programach, a teraz zajmuje się pisaniem usprawiedliwień dla jedynie słusznej polityki „dobrej zmiany”. A co do pozostałych kolegów z dzieciństwa – to chyba się nie zmienili od tamtych czasów. Tylko tak mogę sobie wytłumaczyć reakcję wielu Polaków na obecne bezprawie.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Manipulacje z ochroną Macierewicza – hybrydą PiS

Manipulacje z ochroną Macierewicza - hybrydą PiS

PiS będzie bronił Antoniego Macierewicza jak partyjnej niepodległości. Jarosław Kaczyński przystąpił do obrony ministra obrony w sposób mu właściwy. Podnosząc ogromne zasługi Macierewicza tam, gdzie ewidentnie są to porażki, by nie posądzać o coś więcej.

W wywiadzie dla niezalezna.pl Kaczyński cmoka nad zmianami w armii. Dzięki staraniom Macierewicza armia jest w stanie po raz pierwszy zapewnić „swego rodzaju niezależność i możliwość samodzielnej obrony w krytycznych sytuacjach”.

Którą część ciała Macierewicz wystawił prezesowi do pocałunku? – możemy tylko się domyślać. A co było przed Macierewiczem z polskim bezpieczeństwem? Podkreślam charakter pojęcia używanego przez prezesa PiS – otóż mieliśmy do czynienia ze stanem militarnej anarchii. Tę semantykę należy nazwać: pocałunek z języczkiem. Większy cytat z Kaczyńskiego wygląda następująco: – “Anarchia ta była bardzo ogólna, ale przejawiała się w różnych dziedzinach codziennego życia. Chodzi o podejmowanie decyzji, wydatkowanie funduszy na różnego rodzaju zakupy, o koncepcje, szkolenia etc”.

Tak naprawdę to pustka pojęciowa, żadnych konkretów. I o to chodzi, w ten sposób dokonywany jest akt manipulacji. Zdyskredytować „onych”, wszelkich poprzedników, aby niczego nie powiedzieć o swoich, o rozwałce Wojska Polskiego przez Macierewicza, o zahamowaniu procesu modernizacji wojska, dymisji kilkudziesięciu generałów, wycofaniu Polski z Eurokorpusu, odwołaniu do kraju gen. Janusza Bojarskiego, który pełnił funkcję rektora Akademii Obrony NATO w Rzymie, zerwanie kontraktu na zakup Caracali i nabyciu za 2,5 mld złotych 3 samolotów dla VIP-ów, które pachnie korupcją.

Macierewicz faktycznie rozbraja armię. Czyni nas bezbronnymi wobec ewentualnego najazdu z zewnątrz. W istocie jest bardzo poważnym składnikiem hybrydalnej agresji – zewnętrznej i partyjnej, bo o tę ostatnią zadbają Wojska Obrony Terytorialnej, bez znaczenia militarnie, ale mogą być decydujące w konflikcie wewnętrznym, gdy trzeba będzie rzucić chłopców oenerców przeciw społeczeństwu obywatelskiemu i opozycji.

Jak nazwać sztuczkę PiS z wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla szefa MON? Ha! Tutaj potrzeba skrzyżowania pokraczności języka polskiego Kaczyńskiego z grafomanią takiego Paulo Coelho. Nie będę się napinał, bo polegnę. Debata nad wotum nieufności dla Macierewicza odbędzie się 25 maja w Sejmie. Tego samego dnia w Brukseli będzie miał miejsce szczyt NATO w nowo oddanej do użytku siedzibie sojuszu, na który przybędzie prezydent USA Donald Trump.

Capisce? Trudno sobie wyobrazić, aby miało zabraknąć w takim momencie polskiego ministra obrony, a chyba także Andrzeja Dudy. Z wielkim prawdopodobieństwem debata nad Macierewiczem odbędzie się bez Macierewicza, który spodziewa się, co powie opozycja, ale inaczej to wygląda, gdy pacjent widzi i słyszy, jak eksploduje prawda o sytuacji, do której doprowadził.

A poza tym – media zajmą się ogromnie ważnym szczytem NATO z ciągle zagadkowym Trumpem. Więc zamiast bomby termobarycznej nad Macierewiczem, będziemy mieli z czymś w rodzaju pierdu-pierdu.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Wojciech Czuchnowski

Tam była Polska

20 maja 2017

Andrzej Rzepliński i Ewa Łętowska podczas Kongresu Prawników Polskich.

Andrzej Rzepliński i Ewa Łętowska podczas Kongresu Prawników Polskich. (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA)

W sobotę sędziowie, adwokaci i radcy prawni dali wyraz odwagi, solidarności i godności, której oczekują od nich wolni Polacy.

Z katowickiego Kongresu Prawników Polskich warto zapamiętać kilka momentów: ręce unoszące w górę egzemplarze konstytucji podczas wystąpienia prezydenckiego ministra Andrzeja Dery, słowa prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, że to konstytucji, a nie partii sędziowie przysięgali wierność, wreszcie niemal tysiąc delegatów opuszczających salę w proteście przeciwko ordynarnym połajankom wiceministra sprawiedliwości.

W państwie PiS sędziowie są od miesięcy obiektem niesłychanej nagonki ze strony władzy. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i jego zastępcy nazywają ich „kliką”, „sitwą” i „patologią”. Posłuszne media szczują opinię publiczną, przytaczając wciąż te same przykłady rzekomego zepsucia „kasty sędziowskiej”.

Celem tej nagonki jest zniszczenie konstytucyjnej niezależności sądów – jedynej władzy, która nie jest dziś w Polsce kontrolowana przez partię Kaczyńskiego.

Populizm, oszczerstwa i pomówienia to metody przyjęte przez partię bezwzględnie dążącą do celu. Przygotowanie ogniowe mające poprzedzić atak – wprowadzenie przez Sejm ustaw podporządkowujących sądy politykom. Może się to stać jeszcze w maju. Opluwanym i poniżanym sędziom władza każe milczeć. Prezydent Andrzej Duda dał im w sobotę wykład o „apolityczności” i zabraniał zabierać głos w sprawach publicznych.

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł kazał im rozliczać się za czasy stalinowskie. Wcześniej też zakwestionował ich prawo do zabierania głosu.

W carskiej Rosji na kogoś takiego jak Warchoł mówiło się „stupajka”. Pasuje jak ulał do prostackich wywodów tego urzędnika czy raczej czynownika władzy.

W sobotę sędziowie, adwokaci i radcy prawni dali wyraz odwagi, solidarności i godności, której oczekują od nich wolni Polacy. Demokratyczna i praworządna Rzeczpospolita była na tej sali.

wyborcza.pl

Manipulacje z ochroną Macierewicza, hybrydą PiS

PiS będzie bronił Antoniego Macierewicza, jak partyjnej niepodległości. Jarosław Kaczyński przystąpił do obrony ministra obrony w sposób mu właściwy. Podnosząc ogromne zasługi Macierewicza tam, gdzie ewidentnie są to porażki, by nie posądzać o coś więcej.

W wywiadzie dla niezalezna.pl Kaczyński cmoka nad zmianami w armii. Dzięki staraniom Macierewicza armia jest w stanie po raz pierwszy zapewnić „swego rodzaju niezależność i możliwość samodzielnej obrony w krytycznych sytuacjach”.

Którą część ciała Macierewicz wystawił prezesowi do pocałunku? – możemy tylko sie domyślać. A co było przed Macierewiczem z polskim bezpieczeństwem. Podkreślam charakter pojęcia używanego przez prezesa PiS, otóż mieliśmy do czynienia ze stanem militarnej anarchii. Tę semantykę należy nazwać: pocałunek z języczkiem. Większy cytat z Kaczyńskiego wygląda następująco: “Anarchia ta była bardzo ogólna, ale przejawiała się w różnych dziedzinach codziennego życia. Chodzi o podejmowanie decyzji, wydatkowanie funduszy na różnego rodzaju zakupy, o koncepcje, szkolenia etc”.

Tak naprawde to pustka pojęciowa, żadnych konkretów. I o to chodzi, w ten sposób dokonywany jest akt manipulacji. Zdyskredytować „onych”, wszelkich poprzedników, aby niczego nie powiedzieć swoich, o rozwałce Wojska Polskiego przez Macierewicza, o zahamowaniu procesu modernizacji wojska, dymisji kilkudziesięciu generałów, wycofaniu Polski z eurokorpusu, odwołaniu do kraju gen. Janusza Bojarskiego, który pełnił funkcję rektora Akademii Obrony NATO w Rzymie, zerwanie kontraktu na zakup caracali i nabyciu za 2,5 mld złotych 3 samolotów dla VIP-ów, które pachnie korupcją.

Macierewicz faktycznie rozbraja armię, czyni nas bezbronnymi wobec ewentualnego najazdu z zewnatrz, w istocie jest bardzo poważnym składnikiem hybrydalnej agresji – zewnętrznej i partyjnej, bo o tę ostatnią zadbają Wojska Obrony Terytorialnej, bez znaczenia militarnie, ale mogą być decydujące w konflikcie wewnętrznym, gdy trzeba będzie rzucić chłopców oenerców przeciw społeczeństwu obywatelskiemu i opozycji.

Jak nazwać sztuczkę PiS z wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla szefa MON? Ha! Tutaj potrzeba skrzyżowania pokraczności języka polskiego Kaczyńskiego z grafomanią takiego Paulo Coehlo.

Nie będę się napinał, bo polegnę. Debata nad wotum nieufności dla Macierewicza odbędzie się 25 maja w Sejmie, tego samego dnia w Brukseli będzie miał miejsce szczyt NATO w nowo oddanej do użytku siedzibie sojuszu, na który przybędzie prezydent USA Donald Trump.

Capisce? Trudno sobie wyobrazić, aby miało zabraknąć w takim momencie polskiego ministra obrony, a chyba także Andrzeja Dudy. Z wielkim prawdopodobieństwem debata nad Macierewiczem odbędzie sie bez Macierewicza, który spodziewa się, co powie opozycja, ale inaczej to wygląda, gdy pacjent widzi i słyszy, jak eksploduje prawda o sytuacji do której doprowadził.

A poza tym – media zajmą się ogromnie ważnym szczytem NATO z ciągle zagadkowym Trumpem. Więc zamiast bomby termobarycznej nad Macierewiczem, będziemy mieli z czymś w rodzaju pierdu-pierdu.

PiS musi bardzo ciążyć konieczność obrony Misiewicza i Berczyńskiego skoro planują debatę sejmową o Macierewiczu akurat w dniu szczytu NATO.

Szczyt NATO przykryje debatę nad wotum nieufności dla Macierewicza?

21.05.2017
Szef MON Antoni MacierewiczFoto: THIERRYCHARLIER / AFP

Szef MON Antoni Macierewicz

Głosowanie nad wnioskiem o wotum nieufności dla szefa MON, Antoniego Macierewicza zaplanowano na koniec przyszłego tygodnia. Problem w tym, że w tym samym czasie odbywa się też szczyt NATO w Brukseli. Czy minister obrony będzie obecny w Sejmie podczas głosowania o swojej przyszłości? Tego jeszcze nie wiadomo.
  • Rzeczniczka MON, pytana przez Onet, czy minister wybiera się na szczyt NATO odparła: na razie nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć
  • Siemoniak: to celowe działanie, bo PiS boi się dyskusji o tym, jak złym ministrem obrony jest Macierewicz
  • W Brukseli po raz pierwszy szefowie państw NATO spotkają się z prezydentem Stanów Zjednoczony Donaldem Trumpem

25 maja od rana w Sejmie będzie odbywać się gorąca dyskusja nad wnioskiem o wotum nieufności wobec szefa MON. Wniosek, jeszcze w kwietniu, złożyli posłowie PO.

Marszałek sejmu przesuną jednak termin debaty o tydzień i teraz zbiega się on ze szczytem NATO w Brukseli, również zaplanowanym na 25 maja. Nie wiadomo więc, czy minister obrony Antonii Macierewicz będzie obecny w Sejmie.

Major Anna Pęzioł-Wójtowicz rzeczniczka prasowa resortu obrony, pytana przez Onet, czy szef MON wybiera się do Brukseli na szczyt NATO odparła: na razie nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Ta informacja zostanie przekazana w przyszłym tygodniu – zaznaczyła.

 

Odwracanie uwagi od Macierewicza?

Posłowie PO, twierdzą jednak, że wyznaczenie debaty nad wnioskiem o odwołanie Macierewicza wtedy, gdy w Brukseli będą rozmawiać szefowie państw Sojuszu, to ze strony marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego i partii rządzącej, celowe działanie.

– Trudno nie odnieść takiego wrażenia. PiS przestraszyło się tego, co wyszło na jaw w związku z działalnością Wacława Berczyńskiego w MON – uważa Tomasz Siemoniak poseł PO, były minister obrony.

Jego zdaniem, celowo przesunięto termin debaty sejmowej o przyszłości szefa MON, bo PiS się jej obawia. – Dlatego, będą chcieli odwrócić uwagę od dyskusji o tym, jak złym ministrem obrony jest Macierewicz i skierować ją na wydarzenia w Brukseli. To są jednak złudne nadzieje. Od miesięcy Polska żyje sprawą Berczyńskiego, Misiewicza i Macierewicza, a my mamy naprawdę mocne argumenty – przekonuje Siemoniak.

Bartosz Kownacki: wyrok KIO nie jest prawomocny

 

Niejasna rola Wacława Berczyńskiego

Wniosek o wyrażenie wotum nieufności dla ministra obrony w rządzie Beaty Szydło Platforma Obywatelska złożyła w kwietniu po słynnym wywiadzie Wacława Berczyńskiego, bliskiego współpracownika Antoniego Macierewicza i byłego już szefa komisji ds. zbadania katastrofy smoleńskiej dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Powiedział on wówczas: „to ja wykończyłem caracale”.

Rozpętała się burza medialna. W tym czasie MON sfinalizowało też kontrakt na zakup trzech średnich samolotów dla VIP-ów za około 2,5 miliardów złotych. Samoloty kupiono z wolnej ręki od koncernu Boeing. Berczyński zaś przez wiele lat był pracownikiem Boeinga. Co prawda po wywiadzie złożył on dymisje ze wszystkich sprawowanych w resorcie funkcji i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie na co dzień na mieszka, jednak wątpliwości pozostały.

– Jednak rola Beczyńskiego w obu tych przetargach jest bardzo niejasna. Ale to Macierewicz za nim stoi, i to on jest odpowiedzialny wszystko, co się stało. Dał też Berczyńskiemu dostęp do dokumentów przetargowych w sprawie przetargu na śmigłowce. Pytań jest wiele – przypomina Tomasz Siemoniak.

 

Czystki kadrowe, Misiewicz i WOT

Nie tylko jednak rola Berczyńskiego i sprawa przetargów na śmigłowce oraz samoloty dla VIP-ów budzą wątpliwości posłów opozycji. PO zarzuca szefowi MON, że przeprowadził czystkę w armii. Wyrzucił najbardziej doświadczonych żołnierzy, a awansuje ludzi bez przygotowania.

„Taka polityka kadrowa zagraża prawidłowemu funkcjonowaniu sił zbrojnych”- czytamy we wniosku o wotum nieufności dla Macierewicza.

Opozycja wytyka też szefowi MON sprawę Bartłomieja Misiewicza, obsadzanie swoimi ludźmi stanowisk w spółach zbrojeniowych, czy łamanie autonomii wojskowych uczelni wyższych. Posłowie PO twierdzą też, że szef MON „gra politycznie” tragedią smoleńską.

Kolejna sprawa, która ma obciążać szefa MON to zahamowanie procesu modernizacji wojska. Posłowie PO przypominają, że losy wielu dużych programów modernizacyjnych, takich jak na przykład: bezzałogowych systemów powietrznych, okrętów podwodnych, okrętów nawodnych, systemu wsparcia dowodzenia czy obrony przeciwrakietowej, są niepewne.

We wniosku podniesiona została także sprawa budowy Wojsk Obrony Terytorialnej, które są oczkiem w głowie szefa MON. „Ich budowa jest niezwykle kosztowna i zamiast uzupełnić potencjał obronny polskiej armii staje się jej konkurencją, nazywaną „polityczną armią PiS i Macierewicza” – piszą posłowie PO.

Uważają też, że minister Macierewicz podważa wiarygodność Polski. Podają też przykłady. Nocny najazd na Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO w Warszawie, placówka utworzoną z inicjatywy dziesięciu państw członkowskich Sojuszu, wycofanie Polski z eurokorpusu, czy odwołanie do kraju gen. Janusza Bojarskiego, który pełnił funkcję rektora Akademii Obrony NATO w Rzymie.

Na koniec przypominają sprawę z 20 października 2015 roku, kiedy to Macierewicz oświadczył w Sejmie, powołując się na „bardzo dobre źródło”, że mistrale zostały sprzedane do Egiptu i przekazane Federacji Rosyjskiej za jednego dolara. Okazało się, że rewelacje o mistralach za dolara były nieprawdziwe.

 

Historyczny szczyt NATO

25 maja w Brukseli, spotkają się szefowie państw Sojuszu. Szczyt odbędzie się już w nowej siedzibie NATO, której budowa rozpoczęła się w 2010 roku i pochłonęła ponad miliard euro, nowe ma być też otwarcie w relacjach transatlantyckich. Pierwszy raz obecny na tym spotkaniu będzie nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump.

Prezydent USA ma rozmawiać z Europejczykami o przyszłości Sojuszu. Donald Trump nie raz krytykował rządy państw członkowskich za niedostateczne nakłady na obronność. Mówił też, że NATO jest przestarzałe w walce z terroryzmem. Bezpośrednie spotkanie z sojusznikami będzie więc okazją do rozmowy na te tematy.

Dyplomaci i wojskowi w kwaterze głównej liczą też na to, że Donald Trump poinformuje, że podtrzymuje decyzje poprzedniej administracji dotyczącą wzmocnienia wschodniej flanki NATO.

Jak zapowiedział sekretarz generalny Paktu Jens Stoltenberg, szczyt w Brukseli będzie więc ważnym sygnałem partnerstwa transatlantyckiego. Trudno więc sobie wyobrazić, że zabraknie tam polskiego ministra obrony.

onet.pl

Kolejny popis mistrza manipulacji – tak Kaczyński broni państwa PiS

21/05/2017, Rafał Nowakowski

Kolejne uderzenie mistrza manipulacji, tak Kaczyński broni państwa PiS

Jarosław Kaczyński postanowił w zdecydowanych słowach uderzyć w opozycję w nowym wywiadzie dla portalu Niezalezna.pl. Prezes PiS uciekł się w nim do budowania społecznej paranoi, próbując pokazać wyborcom, że państwo stawia twardo czoła kolejnym wyzwaniom, mimo że jest otoczone przez wrogów ze wszystkich stron, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz.

Kaczyński mówił o tym, że “Wielka próba naprawy Rzeczypospolitej powoli nam się udaje”, Prezes PiS opowiadał o tym, że koniecznym do odniesienia sukcesu przez Polskę jest zwiększenie zasobów ekonomicznych, kulturowych i militarnych. Ten ostatni element został podkreślony przez Kaczyńskiego, który nie krył pochwał dla zmian w armii, która jego zdaniem, dzięki staraniom obecnego rządu będzie w stanie pierwszy raz od lat zapewnić “swego rodzaju niezależność i możliwość samodzielnej obrony w krytycznych sytuacjach”. Jest to teza w kontekście ostatnich zmian w MON kontrowersyjna, o czym niejednokrotnie pisaliśmy. W tym szczytnym zadaniu usiłuje rządowi jednak przeszkodzić wiele sił. Po pierwsze PiS musi stawić czoła potężnemu lobby, które od lat próbuje zepchnąć kraj z właściwego kursu. Kaczyński wprost stwierdził, że obronność Polski została zarzucona po upadku komunizmu, a kraj został celowo wprowadzony w stan militarnej anarchii. Prezes stwierdził, że “Anarchia ta była bardzo ogólna, ale przejawiała się w różnych dziedzinach codziennego życia. Chodzi o podejmowanie decyzji, wydatkowanie funduszy na różnego rodzaju zakupy, o koncepcje, szkolenia etc”

Tym samym Kaczyński gra po raz kolejny kartą układu III Rp, insynuując, że nie ma w polityce przypadków i każde niepowodzenie, jakie zostało poniesione w polityce państwa po 89 roku, jest starannie zaplanowanym spiskiem. Jest to wizja kusząca, zawsze łatwo winić innych, jednak PiS nie wyciągnął z najnowszej historii podstawowej lekcji. III RP to historia wzlotów i upadków, dużego sukcesu gospodarczego, a zarazem olbrzymiej ilości często kosztownych błędów. Czasem z braku doświadczenia, czasem z powodu przyjęcia błędnych koncepcji czy zwykłej ignorancji, jednak to historia pisana naszymi, a nie obcymi rękami, z której niepowodzeń trzeba po prostu wyciągnąć wnioski, a nie budować spiski.

Niestety na tym nie koniec, ponieważ prezes PiS postanowił także zdyskredytować wszystkich tych, którzy krytykują rząd. Nie ma tu znaczenie żaden merytoryczny argument, ponieważ wszystko zostaje podporządkowane podziałowi My kontra Oni, a słowu tych ostatnich, jak każdy wyborca ciągle słyszy, nie można ufać.

“Musimy prowadzić politykę, która jest nastawiona przede wszystkim na interes społeczny. To wywołuje taką furię, bo do tej pory polityka była prowadzona pod dyktando różnego rodzaju uprzywilejowanych grup, które dziś tak usilnie się buntują”.

W polityce europejskiej natomiast Kaczyński opisał warunki bycia oblężoną twierdzą. Z jednej strony Rosyjska ekspansja, która zagraża naszemu bezpieczeństwu, a z drugiej agresja zachodu, która zagraża naszej tożsamości narodowej i kulturowej. Prezes PiS mówił o próbie “roztapiania” Francji przez prezydenta Macrona oraz o prawdziwej twarzy relokacji uchodźców na przykładzie Finlandii. Jarosław Kaczyński wskazał, że Helsinki przyjęły początkowo 100 uchodźców, a teraz mają już ich 18 000, czyli 180 razy więcej. Na zasadzie analogii prezes PiS zasugerował, że przy 7 000 osób zadeklarowanych przez PO moglibyśmy mówić o 1,2 mln uchodźców.

Obawy wzbudza także kwestia przemocy ze strony uchodźców wobec kobiet. Jarosław Kaczyński ocenił, że ewentualna eskalacja przemocy musiałaby wywołać reakcję służb, co przełożyłoby się naeuropejskie oskarżenia o faszyzm, stąd rząd nie powinien dać się w taki mechanizm błędnego koła wpędzić.

Niestety powyższe słowa wpisują się w narrację budowania podziału społecznego, tak popularną w języku partii rządzącej od miesięcy. Cała debata publiczna zostaje sprowadzona do bardzo niskiego poziomu, gdzie zamiast argumentów na wierzch wychodzi granie emocjami i niskimi instynktami. Uderza to w jakąkolwiek próbę budowania w naszym kraju społecznego zaufania i szeroko pojętego kapitału społecznego, bez którego jednak na zwiększenie potencjału państwa nie będzie można liczyć, o czym rządzący zdaje się zapomnieli.

crowdmedia.pl

„Naturalny ten zgon? No właśnie chyba nie”. MSWiA reaguje na wstrząsający reportaż o śmierci Igora

AB, 21.05.2017

Skuty kajdankami Igor był rażony na komendzie paralizatorem

Skuty kajdankami Igor był rażony na komendzie paralizatorem (Fot. ‚Superwizjer’ TVN via YouTube.com)

Śledztwo w sprawie śmierci Igora Stachowiaka, do której doszło na komendzie policji we Wrocławiu, trwa od roku. Teraz TVN opublikował nieznane dotąd nagrania, które mogą rzucić nowe światło na tę głośną sprawę.

Przypomnijmy: 25-letni Igor Stachowiak zmarł w maju ubiegłego roku we wrocławskiej komendzie. Chłopak został zatrzymany na rynku, bo przypominał poszukiwanego mężczyznę, który zbiegł wcześniej policjantom. Gdy Igor usłyszał, że trafi na komendę, zrobił się agresywny – wtedy funkcjonariusze użyli paralizatora po raz pierwszy. Potem, po dłuższej szamotaninie, udało im się w końcu wsadzić mężczyznę do radiowozu. Na komisariacie mężczyzna zasłabł – nie pomogła reanimacja, 25-latek zmarł.

Po śmierci Igora policja wszczęła wewnętrzną kontrolę – wykazała ona, że policjanci popełnili błędy w czasie zatrzymania. Cały czas nie było jednak jasne, co dokładnie wydarzyło się na komendzie. Rodzice chłopaka mieli usłyszeć pierwotnie, że ich syn „spadł z krzesła”, przyczyny śmierci mężczyzny nie wyjaśniła też w jasny sposób pierwsza sekcja zwłok. Policjanci przekonywali również, że obrażenia widoczne na twarzy 25-latka powstały wcześniej (choć nie widać ich na nagraniach z monitoringu klubu, w którym tuż przed zatrzymaniem bawił się zmarły).

„Ku…a, czemu jesteśmy w kiblu?”

W sobotę w programie „Superwizjer” na antenie TVN reporter stacji Wojciech Bojanowski zaprezentował efekty kilkunastu miesięcy pracy. Dziennikarzowi udało się dotrzeć do nowych nagrań z policyjnego paralizatora. Widać na nich, jak skuty kajdankami Igor był rażony prądem. Chłopak leżał wtedy w toalecie na komendzie. – Jeszcze raz się nie zastosujesz do polecenia, będzie powtórka z rozrywki. Słyszysz mnie? – grożą funkcjonariusze. – Ku…a, czemu jesteśmy w kiblu? – pyta 25-latek.

Wiadomo, że policjanci użyli paralizatora co najmniej kilka razy. W pewnym momencie, podczas próby przekucia Igora, zauważyli jednak, że ten przestał oddychać. Sprawa od razu budziła ogromne emocje nawet wśród funkcjonariuszy. „Naturalny ten zgon? – No właśnie chyba nie” – to wymiana zdać policjantów, którą ujawnił TVN.

Cały reportaż można zobaczyć tutaj >>>

MSWiA reaguje na reportaż, PO chce komisji śledczej

Po emisji reportażu szef MSWiA Mariusz Błaszczak oraz komendant główny policji podjęli decyzję o powołaniu i skierowaniu do Wrocławia specjalnego zespołu kontrolnego. W jego skład wchodzą doświadczeni oficerowie Biura Kontroli i Biura Spraw Wewnętrznych.

Komenda Główna Policji wydała też komunikat, w którym przypomniała, że „śledztwo w sprawie tragicznej śmierci od samego początku prowadzi prokuratura”. „Obecnie na wniosek rodziny zmarłego Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, a więc zupełnie niezależny od policji organ wymiaru sprawiedliwości” – czytamy.

Powołania komisji śledczej w sprawie okoliczności śmierci Igora chce też PO. W niedzielę mówili o tym lider Platformy Grzegorz Schetyna i były minister sprawiedliwości Borys Budka.

Śledztwo w sprawie śmierci Igora trwa od roku. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów.

gazeta.pl

Walter Chełstowski, współtwórca KOD

WOŚP w roku 1993 zamierzał grać do końca świata i o dzień dłużej. Fina...
WOŚP w roku 1993 zamierzał grać do końca świata i o dzień dłużej. Finał w dobranym składzie: Agata Młynarska, Jerzy Owsiak i Walter Chełstowski

Foto: TVP/PAP, Jan Bogacz

Pierwsze doświadczenia zdobywał w komunistycznej telewizji. Na festiwalu w Jarocinie promował Jerzego Owsiaka i Pawła Kukiza. Dziś jest współtwórcą Komitetu Obrony Demokracji.

Rodzice mieli wyraźny sznyt lewicowy: Stanisław i Jolanta Chełstowscy pracowali w tygodniku społeczno-politycznym „Po prostu”, który powstał po październikowej odnowie. Potem ojciec przez wiele lat kierował „Życiem Gospodarczym”, a matka była redaktorką naczelną pism harcerskich i autorką książek („Najtrudniejszy pierwszy rok” z 1981 roku, na okładce młodzi ludzie w mundurkach i przepisowych czerwonych chustach). Współpracowała też z naczelnikiem ZHP Andrzejem Ornatem, późniejszym ministrem do spraw młodzieży.

Wojciech Śliwerski, wydawca od lat związany z harcerstwem, uważa, że jej doświadczenie mogło pomóc w rozwiązywaniu napięć w organizacji w latach 1980–1981. W rozmowie z „Plusem Minusem” przypomina jednak, że w stanie wojennym panią Jolantę usunięto z redakcji tygodnika „Motywy” i osadzono w piśmie metodycznym, co było przesunięciem na „boczny tor”. Potem straciła nawet i to stanowisko. Ornat pozostał przyjacielem rodziny – w nekrologu po śmierci pana Stanisława żegnał go życzliwie, Walterowi składał wyrazy współczucia.

Z dziejów walki o wolność

Rocznik 1951. Czy imię dostał po komunistycznym generale Karolu „Walterze” Świerczewskim? Wiele osób tak mówi, ale sam Chełstowski tego nie potwierdza. Przyznaje jednak, że Walter wybił go ponad anonimowość i uczynił odpornym na towarzyskie docinki. Był inny! Już jako nastolatek – dzięki matce – zaczął pisać artykuły do prasy harcerskiej. Wygrało jednak zacięcie do zajęć z narzędziami i poszedł studiować na Politechnice Warszawskiej (Wydział Mechaniki Precyzyjnej, specjalność – technologia sprzętu elektronicznego).

Potem wybrał jeszcze dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim: uciekł w ten sposób od wojska, lecz nauki nie ukończył. Właściwie – nie musiał. Któregoś dnia w auli zjawił się bowiem Mariusz Walter, twórca legendarnego Studia 2, hitu komunistycznej telewizji, który szukał prezenterów do programu. Chełstowski zwrócił jego uwagę imieniem, co oczywiste, ale też pewnością siebie i sposobem bycia. Dostał angaż: był stażystą, terminował u boku reżyserów i realizatorów, z czasem nagrywał własne kawałki.

Chełstowski nigdy nie ukrywał, że Mariusz Walter to jego mistrz, choć ten nie zwykł chwalić, lecz raczej strofował podopiecznych. Walter to członek PZPR i TW „Mewa”. „Poszczególne redakcje zespołu Studia 2 systematycznie uwzględniają w swoich programach tematykę umacniania ładu i porządku publicznego. Szereg audycji jest bezpośrednio poświęconych działalności resortu spraw wewnętrznych, eksponują osiągnięcia MO i SB w walce z przestępczością i prezentują sylwetki funkcjonariuszy” – tak MSW rekomendowało go do nagrody za zasługi. Zdolnego propagandzistę chwalił też Jerzy Urban i planował wykorzystać w antysolidarnościowej nagonce.

Chełstowski w „Rzeczpospolitej” mówił o swoim szefie, że nie rozumiał, dlaczego ten zakazuje pewnych rzeczy i czasem każe wyciąć jakąś wypowiedź. Pochwalił się, że czasem kontestował polecenia Waltera. W brytyjskim serialu „Hotel Zacisze” miał usunąć wzmiankę o strajku śmieciarzy, bo słowo było wówczas zakazane – trwały niepokoje w Lublinie. Ale nie wyciął! – Przez dzień byłem bez pracy – wspominał, co ma być zapewne dowodem bohaterstwa z dziejów walki o wolność. O tamtych czasach pisał też na blogu: „To było wspaniałe uczucie wspólnoty i marzeń. (…) Wezwaliśmy nawet naszego Mistrza i Szefa Studia 2 (M.W.) na spotkanie w domu jednego z nas, aby zażądać natychmiastowej zgody na wszystko. Bez żadnych ustępstw”. Odpowiedzi nie przytoczył.

Wspomina, że siedział w CPA (Centralnym Pokoju Aparatury) na Woronicza, gdzie odbierano sygnał z ośrodków regionalnych – pełen emocji oglądał na żywo przekaz z gdańskiej Stoczni. Do „Solidarności” jednak nie wstąpił. Do partii też nie, choć należał do – zdradził w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” – „Zrzeszenia Studentów Polskich, a później automatycznie do SZSP”. Ciekawe, że drugi skrót nie doczekał się rozszyfrowania na łamach: chodzi o Socjalistyczny Związek Studentów Polskich, który powstał przez scalenie ZSP ze związkami młodzieży socjalistycznej i wiejskiej. Co prawda Chełstowski został zweryfikowany pozytywnie („nie wiem dlaczego, nie potrafię odpowiedzieć”), ale potem i tak wyrzucono go z pracy wraz z kilkuset osobami.

Nie utonął. Był wodzirejem i tokarzem. Prowadził firmę krawiecką. Ale przede wszystkim miał Jarocin.

Z bezpieką nie miał styczności

Jeszcze w latach 70. powołał – wraz z Jackiem Sylwinem, kolegą z TVP – twór o nazwie MMG, czyli Muzyka Młodej Generacji. Chodziło o promocję zespołów, które nie istniały w oficjalnym życiu kulturowym. Nie, żaden tam drugi obieg, raczej niechętnie widziane przez władzę rockowe szarpidruty na dorobku. Obaj panowie mieli ich wyprowadzić na szerokie wody festiwali polskich i zagranicznych. A przy okazji „wypier… w powietrze nomenklaturę muzyki rozrywkowej w PRL”. Podzielili się obowiązkami: Sylwin zajmował się sprawami artystycznymi i promocyjnymi, Chełstowski – technicznymi i produkcyjnymi. „Swoje” kapele promowali w „swoich” programach.

W 1980 roku w Jarocinie, w miejsce odbywających się tam od dekady spędów muzycznych, zorganizowali I Ogólnopolski Przegląd MMG. Od razu sukces: na stadionie zagrały zespoły Maanam, Dżem, Kombi, Kasa Chorych, Krzak. Potem występowali jeszcze inni – Perfect, TSA, Siekiera, Dezerter. Do tego wiele anonimowych grup, ale też uznane gwiazdy – Marek Grechuta i Hanna Banaszak. W 1982 roku jednym z organizatorów festiwalu zostało Studio 2, koncerty były rejestrowane dla telewizji. Ciekawe, że nie odbyły się wtedy Sopot i Opole, bo stan wojenny zakazywał masowych imprez, ale Jarocin się ostał!

Chełstowski mówił: „nasz festiwal”, choć należałoby powiedzieć „jego”, bo wielu zarzucało mu zarządzanie zbyt twardą ręką. W 1983 roku – już sam, bo Sylwin wolał wychodzić z muzyką na świat – zorganizował Festiwal Muzyków Rockowych. W folderze ukazała się wtedy odezwa Chełstowskiego do uczestników. – Czy uważasz, że musiała pojawić się przy czymś tak nieobowiązującym i rozrywkowym jak muzyka rockowa – ideologia? – pytała potem agencja Interpress. – Tak, gdyż każde działanie bez ideologii uważam za stracone. (…) W dalszym ciągu jest tak wiele popowych piosenek o miłości, ale jednocześnie musiała pojawić się sztuka, która wyrażałaby społeczno-polityczne emocje. Dla mnie tą sztuką jest rock. A tam, gdzie następuje wymiana myśli i poglądów, zawsze dochodzi do sformułowania ideologii – odpowiedział.

Mówił też, że Jarocin stał się oazą wolności: artystycznej, obyczajowej i politycznej. Za jaką cenę? Nie wie. Były pisma do KC? Może ktoś jeździł do Warszawy? Nie był wtajemniczony. Opowiadał, że milicja stawiała swoją kamerę VHS i rejestrowała koncerty, co było męczące, ale cenzura specjalnie nie ingerowała w przebieg imprezy, choć teksty trzeba było składać u smutnych panów. Sam Chełstowski z SB nie miał styczności: nikt go nie przesłuchiwał, nie kazał pisać sprawozdań. Ciekawe, bo muzyków przed występami wzywano na przesłuchania, by pokazać im, że są pod czujną kontrolą.

Pisano czasem, że skoro „Solidarność” stała się alternatywą wobec systemu dla dorosłych Polaków, to bunt ich dzieci stanowił właśnie Jarocin. Archiwa IPN wskazują, że festiwal nie stwarzał jednak realnego zagrożenia politycznego. Był raczej wentylem do skanalizowania emocji, bo lepiej, żeby młodzi zbuntowani słuchali rocka, niż wychodzili na ulice. Dawał władzy wgląd w ich światek. Tak uważali Krzysztof Grabowski z Dezertera czy Tomasz Budzyński z Armii. Dla wielu muzyków Chełstowski był więc „wysuniętym ramieniem sprawiedliwości ludowej” czy „częścią systemu”. Tomasz Lipiński z Tiltu uważa, że dyrektor festiwalu cieszył się zaufaniem władz i dlatego był postacią dwuznaczną. – Nie wiedzieliśmy, czy robi ten festiwal dla muzyki, czy dlatego, że chciała tego władza – mówił. Chełstowski swoich krytyków oceniał ostro: „mniej rozgarnięci”. Inaczej niż koledzy ze sceny mówi Paweł Kukiz, który w Jarocinie debiutował z grupą Hak i zwyciężył w konkursie w 1983 roku. Walterowi Chełstowskiemu wiele zawdzięcza, bo ten został menedżerem i producentem drugiego zespołu Kukiza – Aya RL. Muzyk przyznaje, że starszy kolega go ukształtował: uczył, jak oglądać świat z różnych perspektyw. Suflował idee wolnościowe i – zapewnia muzyk – „nigdy nie był ukierunkowany na władzę”. Dlatego zdaniem Kukiza festiwal nie pozostawał na niczyich usługach i mocno wątpi, że intencją Chełstowskiego było sprawowanie kontroli. – Nawet jeśli Jarocin był wentylem, to władza się na tym przejechała, bo wywodzi się stamtąd mnóstwo kontestatorów i wolnościowców – twierdzi Kukiz w rozmowie z „Plusem Minusem”.

Sam Chełstowski też uważa, że teoria o społecznym wentylu to bzdura, bo władza nie interesowała się ich muzyką. Warto jednak pamiętać, że do Jarocina przyjechał Leszek Miller, kierownik Wydziału Młodzieżowego KC; bywał też Aleksander Kwaśniewski, minister do spraw młodzieży (następca Ornata). Zdarzyło się także, że pole namiotowe dla uczestników prowadziło ZSMP! Bywało też, że w Jarocinie pracowało aż 222 funkcjonariuszy SB i MO! Ich raporty pełne były półprawd o subkulturach punków, metali, skinów, rastafarian i regalowców, ale widać z nich, że zakres inwigilacji był ogromny. Służby wynotowały też kolportaż ulotek – przygotowanych specjalnie na festiwal – przez „Solidarność”, „Solidarność Walczącą”, „Wolność i Pokój”, Młodzieżowy Ruch Oporu. O tym próżno czytać w wywiadach z Chełstowskim.

Beatles z Woodstocku

W 1986 roku Chełstowski zrezygnował z prowadzenia Jarocina. Czemu? „Bo skończyła się tam wolność”. A jednak mogły być także inne przyczyny: „Rzeczpospolita” pisała wówczas, że do biur organizatorów weszła kontrola NIK i szukała śladów niegospodarności; muzycy wyrzucali zaś szefowi autorytaryzm (Sylwin w rozmowie z „Plusem Minusem” to potwierdza) i dyskryminację niektórych gatunków muzyki.

Chełstowski szybko wrócił do Jarocina. Nie sam, lecz z Jerzym Owsiakiem. Syn pułkownika MO przyjechał tam najpierw jako kierowca ze sprzętem muzycznym, lecz w 1988 roku był już znowu ze swoim Towarzystwem Przyjaciół Chińskich Ręczników. Wedle IPN wariackie happeningi – jak akcja „Uwolnić słonia”, gdy Owsiak krzyczał z przyczepy traktora abstrakcyjne hasła – pełniły właśnie funkcję wentyla. Z czasem stał się on konferansjerem festiwalu: wyjście na jarocińską scenę nazwał swoim Rubikonem. Za sprawą Chełstowskiego został też dyrektorem artystycznym, by „wyciągnąć Jarocin z lekkiej zapaści organizacyjnej”.

Chełstowski i Owsiak trafili wtedy do TVP. Założyli firmę Ćwierć Mrówki (jej doskonalszą wersją stała się Mrówka Cała), która produkowała show „Róbta, co chceta”. Chełstowski był reżyserem, Owsiak – prowadzącym. Od pierwszych odcinków prowadzono zbiórkę pieniędzy, z której wyrosła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na cały dzień dostali wtedy ogólnopolską antenę i wszystkie ośrodki regionalne, w studiu przy Woronicza dowodzili wspólnie. Następny sukces! Chełstowski się chwalił, że to dzieło jego życia, które wciąż budzi dumę.

Pomagał też Owsiakowi w realizacji marzenia, które ten przywiózł z amerykańskiego Woodstock: by w Polsce stworzyć podobną imprezę. Tak powstał „Przystanek Woodstock”, czyli wakacyjny koncert dla wolontariuszy WOŚP. Orkiestra i Przystanek grają dalej, a jednak drogi ich twórców się rozeszły. Czemu? Chełstowski tłumaczy, że Beatlesi też nie podali przyczyn rozstania. – W związkach artystycznych jest tak, że albo trwają dalej, albo twórcy idą własną drogą – mówi, zupełnie jako Owsiak, zacinając się lekko.

Znów nie utonął. W radzie nadzorczej TVN przygarnął go Mariusz Walter. Miał też profesjonalne studio nagrań CCS, stworzył kilka filmów dokumentalnych (głównie o Jarocinie). Do dziś prowadzi firmę itc.org.pl, która tworzy programy telewizyjne, kręci filmy i reklamy, projektuje animacje i grafiki, organizuje „special events” (Chełstowski mówi, że politycznych zleceń nigdy nie brał, choć propozycje były). Wiele z tych produkcji realizował dla telewizji publicznej. Co prawda w 1998 roku, gdy został członkiem zarządu TVP, obiecywał, że zrezygnuje z produkcji programów. Ale SDP w 2000 roku alarmowało, że „istnieją liczne i udokumentowane przykłady, że osoby zatrudnione w dyrekcjach anten i kierownictwie TVP prowadzą własne programy, pełniąc jednocześnie kolidujące z sobą role zamawiającego i wykonawcy” – jako przykład wymieniono właśnie Waltera Chełstowskiego.

Do tego firmowana przez niego reforma telewizji była krytykowana, a Piotr Najsztub i Jacek Żakowski, gwiazdy „Tok Szoku”, przenieśli się do Polsatu. Czy dlatego zrezygnował? Podawał inny powód: 12 tys. złotych pensji to dużo za mało – i tak stał się pierwszą ofiarą ustawy kominowej, która ograniczyła zarobki w spółkach Skarbu Państwa.

Jak w ogóle trafił do telewizji publicznej? Podobno z poparcia Unii Wolności, choć sam utrzymywał, że w TVP ścierają się osobowości, a nie siły polityczne. Propozycję dostał od Bolesława Sulika, przewodniczącego KRRiTV, którego związki z UW nigdy nie budziły wątpliwości. Zdaniem Chełstowskiego łączyła ich BBC – obaj robili kiedyś filmy dla tej stacji (Chełstowski: „Gruszki na wierzbie” o Jarocinie), więc – jak twierdził – zatrudnienie w TVP to dowód uznania dla jego kompetencji. Po odejściu nie miał sobie wiele do zarzucenia, ale funkcje kierownicze już go nie interesowały. Zarzekał się, że chce stworzyć program, który sprzeda się na świecie i to będzie wiarygodny sprawdzian jego możliwości. Nie udało się.

Podobnie z innym pomysłem, o którym trzy lata temu opowiadał branżowemu magazynowi „Tele Pro”. Mówił, że nie stanie się człowiekiem spełnionym, dopóki nie wdroży własnej telewizji w internecie, gdzie wieczorami można było pić, palić i przeklinać, ale przede wszystkim „swobodnie rozmawiać w gronie inteligentnych osób”. Spróbował i wychodziło to dość siermiężne, z użyciem jednej kamery, bo wszystko tworzył własnym sumptem – nikt nie chciał kupić tego patentu. – To, co robię, zacznie w Polsce rewolucję. Otworzyłem drzwi – odgrażał się buńczucznie, bo zawsze kreował się na wizjonera, który o telewizji wie więcej. Lecz strona http://www.chelstowski.tv jest dzisiaj martwa.

Lepiej wykształceni i lepiej rozwinięci

Do zobaczenia po jasnej stronie mocy – mówi na zakończenie rozmowy z „Plusem Minusem”. Z jego słów wynika, że czuje się liberałem. Wspiera Nowoczesną, bo z „cholerną PO nie zgadzał się od lat”. Optuje za legalizacją prostytucji, marihuana też jest OK. Kościoła nie trawi, gdyż jest ateistą i nie lubi być „owieczką pasaną przez innych”; zresztą jego zdaniem „partie polityczne w Polsce srają od lat ze strachu przed Kościołem katolickim”.

O imigrantach pisał: „Musimy nauczyć się, jak z nimi żyć w pokoju. To działa w obie, dwie strony. Innego wyjścia nie ma”. Miłość do bliźniego nie przekłada się jednak na narodowców, wobec których nie ma podobnej wyrozumiałości. Dał temu wyraz w tekście – jednym z wielu – „Jak radzić sobie z brunatną pleśnią”: „Z pleśnią nie da się dyskutować i czegokolwiek jej wytłumaczyć. Nie bój się tej myśli , nawet jeżeli szacunek dla poglądów innych jest jednym z fundamentów Twojego życia. Otwartość i liberalizm nie stoi w przeszkodzie w zwalczaniu szkodników”. Porównywał ich również do NSDAP: „Co mam napisać? Powoływać się na historyczny przykład z 1933 roku? Który już znikł w mroku zapomnienia historii. Powiem inaczej. Nie ma wyjścia. Trzeba walczyć z początkiem zła. Zanim zło zacznie zwyciężać. Bo wtedy będzie za późno”.

Chełstowski zastrzega jednak, że to nie jest opis PiS, którego elektoratu nie postrzega jako sekty, choć dziwi go niepomiernie, że istnieją w Polsce ludzie marzący o takich porządkach w kraju. Czy dialog z nimi rzeczywiście nie jest możliwy? Odpowiada, że ile razy próbuje porozmawiać, spotyka się z kalką propagandowych argumentów, że jest pogrobowcem PO, chodzi w futrze z norek i je ośmiorniczki. – Oni wszyscy mówią to samo, nikt się nie wychyla. Nie mają żadnych wątpliwości w żadnej sprawie. Chciałbym ich przekonać, że moja wizja Polski jest inna, ale to się nie udaje – uważa. – Zresztą PiS także nie podejmuje dialogu z opozycją, którą traktuje jak wroga, skoro wszystkie jej poprawki do ustaw wyrzuca do kosza – tłumaczy.

– Jak znam Walterka, nie zobaczę go nigdy na czele żadnej siły politycznej – oceniał dawno temu Mariusz Walter. I rzeczywiście, Chełstowski zawsze wolał działać w cieniu, na zapleczu polityki. Jeszcze przed wyborami w 1993 roku poszedł do Bronisława Geremka i, powołując się na doświadczenia w WOŚP, zaproponował zrobienie kampanii jego Unii Demokratycznej. Partia przegrała sromotnie wybory, ale Chełstowski nie stracił zapału. – Zawsze interesował się polityką i gdyby został politykiem, bez wahania oddałbym na niego głos. Można mu ufać – powiedział kiedyś Paweł Kukiz. Pytamy, czy dziś też oddałby głos na Chełstowskiego? – Nie – ucina Kukiz.

Ciężko mu o tym mówić, ale przyznaje, że Chełstowski pogubił się i teraz są po dwóch różnych stronach barykady. Posłujący muzyk unika analizy psychologicznej, ale jego zdaniem postawa kolegi nie wynika z kalkulacji i koniunkturalizmu, lecz po prostu z przekonań. – Trudno wymagać, by człowiek w takim wieku pozostawał rewolucjonistą. On uważa, że w Polsce nie może być już lepiej, a dla mnie i owszem: może. Co, paradoksalnie, wynika z nauk Chełstowskiego – mówi nam Paweł Kukiz.

W czasie wyborów parlamentarnych i prezydenckich Chełstowski z Kukizem wymienili zdawkowe wiadomości, lecz potem, gdy powstał Komitet Obrony Demokracji, już nie rozmawiali. Walter Chełstowski był wśród założycieli KOD, został pierwszym administratorem facebookowego profilu, według niektórych jest wręcz mózgiem całego przedsięwzięcia. Nic dziwnego, że chętnie promuje jego poczynania i komentuje życzliwie, bo przecież: „Lato nasze”. – Ludzie poczuli intuicyjnie, że odbierana jest im wolność i zaczyna brakować tlenu – mówi „Plusowi Minusowi”. Mogli to dostrzec ci, którzy są „lepiej wykształceni i lepiej rozwinięci”. Kilka razy powtarza, że nikt im za to nie płaci. Sam do władz stowarzyszenia się nie wybiera, bo mieszka na wsi pod Olsztynem i Warszawa jest zbyt daleko, zresztą od jakiegoś czasu pozostaje człowiekiem drugiego planu.

Woli pisać: na portalu studioopinii.pl, gdzie wylęgł się KOD, a także na Facebooku. Stąd kpiny, docinki, szyderstwa i złośliwości, czasem na granicy chamstwa, wobec rządzących – to pewnie wyraz przewagi intelektualnej nad bandą, która dorwała się do władzy. Drwi z Lecha Kaczyńskiego („Prezydenta RP jedynego Prawdziwego”) czy Jarosława Kaczyńskiego („Bardzo się cieszę, że nasz Pan Prezes Polski przyjął na audiencji Pana Orbana”).

Wśród próbek stylu Chełstowskiego znajdujemy pojedyncze perełki („Niech nie pier…lą”) czy rozbudowane frazy („Takiego kur…twa propagandowego jak dzisiejsze Wiadomości nie widziałem od czasów PRL i Urbana” lub „Najbardziej wkur… mnie to, że zamiast myśleć, co mądrego i dobrego zrobić w Kraju, to musimy nie wiadomo jak długo bronić się przed napadem szaleńców”).

Najprawdziwsze wydają się jednak osobiste komentarze. Stwierdza więc Walter Chełstowski, że na ciśnienie najlepsze są „Lokren i Prestirum – biorę”, dorzuca: „Muszę zmienić lekarza”. Ale najciekawsze i wiele mówiące o autorze jest inne wyznanie: „Piszę szybko, bo myślę wolno”.

rp.pl

Walter Chełstowski: Za chwilę władza dobierze się do ”Ucha prezesa”

21.05.2017

Robert Górski© Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta Robert Górski

 

Władza nacisnęła gaz do dechy i włączyła piąty bieg. Tylko czekać aż wrzuci szósty – mówi znany producent programów telewizyjnych.

Prosi pan na Facebooku wszystkich artystów o rezygnację z udziału w tegorocznym Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Dlaczego?

– Kayah, która nie zdecydowała się wystąpić, zachowała się bardzo rozsądnie. Z kolei Kasia Nosowska, która jest bardzo wrażliwa, okazała jej solidarność. Podejrzewam, że obie tak naprawdę bardzo chciały wystąpić. Każdemu artyście zależy na maksymalnej liczbie koncertów, a szczególnie na tych prestiżowych, takich jak np. jubileuszowy koncert Maryli Rodowicz. Poza tym każdy artysta jest ekshibicjonistą, to jest natura bycia artystą. Zatem decyzja, żeby nie wystąpić, jest naprawdę bardzo trudna.

I naprawdę w TVP może funkcjonować coś w rodzaju „czarnej listy artystów”?

– Na pewno nie na papierze. Ale przecież każdy inteligentny redaktor wie, który z artystów sprzyja władzy, a który nie, i nie będzie się wychylał. Na Woronicza wszyscy mają wszczepiony genetycznie chip autocenzury.

Pan się temu sprzeciwia i głośno o tym mówi.

– Jeżeli szefostwo TVP w wyniku decyzji politycznych mówi, kto może występować w Opolu, a kto nie, to ja się na to nie zgadzam. Rozumiem, że reżyser festiwalu mówi, który wykonawca nie pasuje mu, a którego chce, ale to są kryteria artystyczne. Kryteria polityczne są nie do przyjęcia. Wyraźnie widać, że „demokratura”, czyli miękka dyktatura, zaczyna dosięgać też artystów.

Nie przesadza pan?

– Władza nie pozwala na występy artystów, którzy jej nie pasują – to jest jeden z elementów dyktatury. A wiemy tylko o tym, co się dzieje wokół Opola. Ile w ostatnich dwóch latach odwołano imprez lokalnych, bo władzy przestraszył się burmistrz lub radni z PiS zażądali wstrzymania koncertu, tego nie wiemy. Do tego dochodzą oskarżenia wobec twórców spektakli, które nie są katolicko-bogobojne, czy zmiany w Muzeum II Wojny Światowej. Powstaje spójna mapa działań mających na celu wzięcie nas za twarz. Buduje się narodowo-katolicko-nacjonalistyczny model w sposób szalenie uproszczony i prymitywny.

Jak dobierano artystów za innych prezesów, gdy pan pracował w TVP?

– Decydowały kryteria artystyczne. Pewnie zdarzały się czasem ograniczenia budżetowe, ale dyskusje toczyliśmy artystyczne. Oczywiście były kłótnie, czy Józek czy Antek, ale spieraliśmy się o gusta czy koncepcje. Nigdy na zasadzie, że skoro ten popiera Platformę czy PiS, to nie wystąpi.

Teraz PiS nareszcie uzyskało pełną, nieograniczoną władzę i może do końca dociskać swoje koncepcje. Władza nacisnęła gaz do dechy i włączyła piąty bieg. Tylko czekać, aż za chwilę wrzuci szósty.

I co zrobi?

– Na przykład dobierze się do „Ucha prezesa”. Musi się do niego dobrać. Emocjonalnie nie wytrzymają takiej świetnej kpiny z PiS. Pewnie ich aż roznosi z wściekłości i pewnie się zastanawiają, jak tego Górskiego ugryźć. W wielu miastach, gdzie rządzi PiS, można zakazać występu jego kabaretu. Ale w innych miastach Górski wystąpi, więc finansowo go to nie trzepnie. Jest za to paragraf za obrazę prezydenta.

Myśli pan, że można się tego uczepić?

– Niby to jest Adrian, ale… Robi się to tak – szeregowy radny w małym mieście albo szeregowy poseł składa indywidualne doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na obrazie prezydenta czy uczuć religijnych. I starczy. Ludzie, także artyści, przeczytają taką informację i niektórzy pomyślą: „A po co ja się będę narażał? Lepiej trzymać dziób na kłódkę”. Albo dojdą do wniosku, że lepiej napisać poemat o Jarosławie Kaczyńskim, zostać ambasadorem na przykład w Kazachstanie i jeszcze medal dostać. Wola partii wolą narodu.

Skądś to znamy.

– Kierunek jest jasny. Tak właśnie, krok po kroku, powstają dyktatury.

I także dlatego, wracając do początku naszej rozmowy, prosi pan artystów, by nie grali w Opolu?

– Oczywiście nie liczę na to, że wszyscy zrezygnują, ale myślę, że to jest już ten moment, kiedy trzeba przekonać ludzi, że żarty się kończą. Że artyści, z których zdaniem ludzie się liczą, powinni jasno powiedzieć: „tej władzy mówimy nie”.

msn.pl

NIEDZIELA, 21 MAJA 2017

Petru: Wiek emerytalny musi być wyższy, niż obecnie i wynosić 67 lat

13:38

Petru: Wiek emerytalny musi być wyższy, niż obecnie i wynosić 67 lat

– To państwo, w którym ludzie będą mogli godne emerytury, ale będą mieli dlatego, że je wypracują. Dlatego wiek emerytalny musi być wyższy, niż obecnie i wynosić 67 lat. To państwo bez PRL-owskich księżycowych pomysłów typu 13. czy 14. emerytura. To państwo, gdzie kultura jest niezależna i nie jest obiektem wpływu cenzury, a media mają mówić prawdę, a nie propagandę. To państwo, gdzie każdy artysta na festiwalu może śpiewać to, co chce. Szczególnie na festiwalu w Opolu – mówił Ryszard Petru na konwencji Nowoczesnej.

13:36

Petru o niskich podatkach, euro, braku przywilejów emerytalnych i uprzywilejowanych związkach zawodowych

My, Nowoczesna stawiamy na Polskę aktywną. W której nie ma miejsca na obietnice bez pokrycia, w której podatki będą niskie, a państwo nie będzie żyć na kredyt. Państwo, które nie pozwoli się nadmiernie zadłużać. Państwo, które doceni i wesprze innowacyjność oraz energię przedsiębiorców. Polskę dobrze zorganizowaną i skuteczną, która podaje pomocną dłoń tym, którzy jej potrzebują, ale nie przeszkadza tym, którzy chcą być aktywni. To państwo w centrum Europy z bezpieczną i stabilną walutą euro. To państwo, w którym nie ma równych i równiejszych. Nie ma przywilejów emerytalnych i nie ma uprzywilejowanych związków zawodowych związanych z rządem, a wiemy, o którym związku mowa – mówił Ryszard Petru na konwencji Nowoczesnej.

13:32

Petru: Dzisiaj mamy tak naprawdę dwie wizje Polski

Jestem przekonany, że Polski nie stać na kolejną straconą dekadę, a Polacy mają swoje oczekiwania, marzenia. Chcą spokojnie żyć i dobrze zarabiać u siebie w kraju. Chcą, aby państwo było skuteczne i aby stwarzało warunki do realizacji naszych planów. Chcą żyć w kraju, który każdy z nas może powiedzieć, że jest u siebie. W poprzednich latach zmarnowano dużo energii Polaków. Wmawiano nam, że jakoś to będzie. I jak jest? Zadowoleni? Efekty są widoczne jak na dłoni. Dzisiaj mamy tak naprawdę dwie wizje Polski. Pierwsza z nich to Polska aktywna, która wstaje codziennie rano i ciężko pracuje. Polska, która wierzy, że jej życie i dobrobyt zależy od niej samej, która trudzi się i stara., w której może znaleźć swoją przyszłość i swoich dzieci, a druga Polska to Polska bierna i pasywna. Polska za twarzą obrażonych na wszystkich, która mówi „nie” sobie i światu. Taka Polska, która nie myśli o odpowiedzialności – mówił Ryszard Petru na konwencji Nowoczesnej.

13:29

Petru: Toksyczna symbioza dwóch partii może sprawić, że Polska znajdzie się poza UE

Ponury paradoks polega na tym, że przyczyną dzisiejszej PiS-owskiej destrukcji jest trwający przez ostatnią dekadę klincz dwóch partii. Ta toksyczna symbioza, ten duopol sprawił, że Polska może dzisiaj znaleźć się niestety poza UE. naszym zadaniem jest przekonać Polaków, że zawsze trzeba być „za”, a nie „przeciw”, że warto być za aktywnością, szacunkiem, przyzwoitością i to jest właśnie nowoczesność – mówił Ryszard Petru na konwencji Nowoczesnej.

13:23

Petru: Polska została napadnięta, a agresorem okazał się rząd PiS

2 lata temu weszliśmy do polskiej polityki z energią po to, aby te politykę zmieniać, aby wnieść do skostniałego układu nowoczesność. To aktywność, szacunek lda wolności, rozdział państwa i kościoła, przyzwoitość. Weszliśmy do polskiej polityki po to, aby przywrócić jej sens. Wiarygodność i znaczenie. Żeby się spierać o Polskę na pomysły, wizję, na ideę, ale niestety szybko okazało się, że zamiast spierać się o Polskę, musimy jej bronić. Musimy jej bronić przed napaścią, agresją i nienawiścią. Bo Polska została napadnięta, a agresorem okazał się rząd. Rządy PiS są napaścią na Polskę i nie zmienia tego fakt, że pochodzą ż demokratycznego mandatu w wygranych wyborach. PiS niszczy Polskę i fundamenty polskiego państwa. Dewastuje system prawny i ustrojowy. Niszczy nasze sojusze i osłabia nas zewnętrznie. Izoluje Polskę w UE i z niej de facto nas wyprowadza. Wobec tego wszyscy, bez względu na różnice, mamy obowiązek działać razem, aby mu się przeciwstawiać – mówił Ryszard Petru na konwencji Nowoczesnej.

12:05

„Nie muszę być liderem Nowoczesnej” – Petru ze Schmidt na okładce Wprost

– Nie muszę być liderem Nowoczesnej – stwierdził w nowym „Wprost” Ryszard Petru, który po raz pierwszy opowiedział o związku z Joanną Schmidt, spadku jego partii w sondażach i konflikcie z Platformą Obywatelską.

11:45

Dworczyk o referendum ws uchodźców: W tej chwili nie ma takiego tematu

W tej chwili absolutnie nie ma takiego tematu – stwierdził Michał Dworczyk w „Kawie na ławę” TVN24, pytany o referendum ws uchodźców.

11:21

Łapiński o KRS: Wyobrażam sobie, że PAD najpierw poczeka na rozstrzygnięcie TK

Prezydent uważa, że reforma wymiaru sprawiedliwości jest konieczna i niezbędna, natomiast to, jak będzie końcowa ustawa, dopiero wtedy będzie mógł się wypowiadać – stwierdził Krzysztof Łapiński w „Kawie na ławę” TVN24.

Wyobrażam sobie, że prezydent Duda najpierw poczeka na rozstrzygnięcie TK, bo jest wniosek w TK dot. tego, czy obecne regulacje dot. KRS są zgodne z Konstytucją – dodał prezydencki minister.

10:18

PO oczekuje dymisji Zielińskiego, informacji od szefa MSWiA ws śmierci Stachowiaka i powołania komisji śledczej

PO domaga się wyjaśnienia okoliczności śmierci Igora Stachowiaka. Jak mówił Grzegorz Schetyna na konferencji we Wrocławiu:

„Dzisiaj jako parlamentarzyści oczekujemy gwałtownych, drastycznych decyzji ze strony polityków PiS, oczekujemy od premier Szydło natychmiastowej dymisji wiceministra Zielińskiego, który nadzorował tę sprawę, pełnej informacji ze strony ministra spraw wewnętrznych w tej kwestii dot. tej tragicznej historii. Oczekujemy tej informacji na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Wniosek w tej sprawie złożymy w poniedziałek. Oczekujemy także powołania komisji śledczej. W takiej sytuacji, kiedy prokuratura prowadzona jest przez polityka rządzącej partii, kiedy MSWiA prowadzone jest przez jego kolegę, nie możemy się zgodzić, że brak obywatelskiej i parlamentarnej kontroli będzie pozwalać na takie tragiczne historie”

10:00

Scheuring-Wielgus: Mówienie o abonamencie, kiedy Jacek Kurski morduje festiwal w Opolu, morduje informacje? To jest skandal

– Media powinny być obywatelskie. Nie może być ża każda władza zawłaszcza media publiczne. Mówienie o abonamencie, kiedy Jacek Kurski morduje festiwal w Opolu, morduje informacje? To jest skandal. Mówienie, że ktokolwiek ma płacić na tę propagandę? To nie zasługuje nawet na grosza – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus w Radiu ZET.

10:00

Sellin o abolicji abonamentu RTV

Będzie wprowadzona zasada, że będzie zapomniane niepłacenie abonamentu jeżeli w ciągu pół roku od wejścia w życie ustawy ktoś zarejestruje odbiornik i wykona gest i opłaci abonament na pół roku z góry– mówił Jarosław Sellin w Radiu ZET.

To jest podatek, który płacą wszyscy, mieliśmy propozycję, żeby był określony procent przekazywany na media publiczne z funduszu, jak na PISF. Symbolem mediów publicznych, których jest 19 jest Telewizja Polska, która jest rządowa – mówiła Iwona Śledzińska-Katarasińska.

09:40

Dera: To zezwolenie na to, żeby były obozy pod specjalnym nadzorem

– Dla tych środowisk Polska jest nieatrakcyjna. Polacy przyjęli ileś rodzin z Syrii i proszę powiedzieć ilu ich zostało w Polsce. Nikt ich nie pilnował i nikt ich nie będzie pilnował. To jest zezwolenie na to, żeby były obozy pod specjalnym nadzorem, a na przymus nie ma żadnej zgody – mówił prezydencki minister Andrzej Dera w Radiu ZET.

09:37

Sellin: Jeśli się pojawi uchodźca wojenny na granicy, to go przyjmiemy, ale się jakoś nie pojawia

– Nie damy sobie wcisnąć polityki imigracyjnej jakiej Polacy nie chcą. Imigrantami są Ukraińcy, którzy wzmacniają polską gospodarkę. Jeśli się pojawi uchodźca wojenny na granicy, to go przyjmiemy, ale się jakoś nie pojawia. Jeżeli sytuacja się zaogni w debacie publicznej, to wiemy jakie są dominujące poglądy, my się takiego referendum nie boimy – mówił Jarosław Sellin w Zetce.

09:32

Scheuring-Wielgus: Zrezygnujcie też ze strefy Schengen, bo w UE mieszka dużo muzułmanów

– Nie rozumiem stanowisk PO i PiS. Macie frazesy o chrześcijaństwie, zamykacie tym ludziom drzwi, a nie mówimy o milionach osób. Zrezygnujcie też ze strefy Schengen, bo w UE mieszka dużo muzułmanów i mogą się przemieszczać. Nowoczesna jako jedyna nigdy nie zmieniała stanowiska – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus w Radiu ZET.

09:30

Scheuring-Wielgus: Mogłabym powiedzieć, że politycy PiS są jak radny Piasecki czy poseł Zbonikowski i dlaczego nie oczyszczają swojego środowiska

– Mogłabym powiedzieć, że politycy PiS są jak radny Piasecki czy poseł Zbonikowski i dlaczego nie oczyszczają swojego środowiska. Mieliście 2 lata bo tyle rządzicie, żeby rozmawiać na ten temat, zwłaszcza prezydent – mówiła Joanna Scheuring-Wielgus w Śniadaniu Radia ZET.

09:25

Sellin: Co uraziło tych sędziów? Powiedzenie prawdy, że środowisko wydaliło jednego sędziego po komunizmie? 

– Liczyłem na to, że zajmą się tym, co jest najważniejsze, własnymi propozycjami reformy. Ludzie mają wrażenie, że nie są traktowani równo. Szukamy mechanizmu, które przywrócą sądownictwo i wymiar sprawiedliwości państwu, a nie że jest to sfera regulowana przez zamkniętą korporację. Uczestnicy wyszli, kiedy min. Warchoł powiedział po prostu prawdę. On mówił do środowiska, że nieprawdą jest, że potrafi się oczyścić. Co uraziło tych sędziów? Powiedzenie prawy, że środowisko wydaliło jednego sędziego po komunizmie? – mówił Jarosław Sellin w Śniadaniu Radia ZET.

300polityka.pl

Thomas Schmid o tym, czy da się jeszcze uratować Unię Europejską

Mamy w ręku niezłe karty

Rozmowa z Thomasem Schmidem, autorem książki „Europa umarła. Niech żyje Europa”, wydanej niedawno z POLITYKĄ.

Schyłek UE jeszcze nam nie grozi.

Theophilos Papadopoulos/Flickr CC by 2.0

Schyłek UE jeszcze nam nie grozi.

Unia Europejska przechodzi kryzys. Czy ma szansę na odnowę i w jaki sposób może to osiągnąć? Na to pytanie odpowiada Thomas Schmid, znawca tematu, wieloletni redaktor w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Wochenpost” i „Welt”.

Autor w przejrzysty i nowatorski sposób omawia kryzysy wstrząsające Unią Europejską i proponuje pewne sposoby ich, jeśli nie rozwiązania, to przynajmniej złagodzenia. Postawa Schmida jest centrowa. Nacisk kładzie na wspólną politykę zagraniczną i większe docenienie krajów Europy środkowo-wschodniej, zwłaszcza Polski. Zarazem jest zwolennikiem większego zróżnicowania wewnętrznego UE.

***

Adam Krzemiński: – Po wygranej Macrona Europa odetchnęła. Wraz z Austrią, Holandią i Francją europejskie wahadło zawróciło?
Thomas Schmid: –
Niezupełnie. Ale wybory w tych trzech krajach jednak pokazały, że drzewa populistów wcale nie sięgają nieba. Od jesieni 2015 przyjaciele Europy długo byli przygnębieni. Wszystko wydawało się wypadać z ręki. UE nie znalazła wspólnej odpowiedzi na napływ uchodźców. Nie było nawet zalążków współdziałania. Unia poniekąd sama się zdyskredytowała. Potem Brytyjczycy zdecydowali się na opuszczenie UE, a rządy węgierski i polski zajęły w gruncie rzeczy wrogie wobec Unii stanowiska. Mrok zapadał nad Europą. Gdy w styczniu tego roku w Koblencji spotkali się przywódcy europejskich populistów – wśród nich Le Pen, Wilders i Petry – zapowiadając triumfalny pochód międzynarodówki nacjonalistów, to niejeden obawiał się, że populiści niebawem rzeczywiście zwyciężą. Teraz jednak wiemy: wcale tak być nie musi. Można wygrywać wybory, zajmując przyjazne Europie stanowisko.

Porażka nie tylko dla Hofera, Wildersa i Le Pen, ale także dla Orbána czy Kaczyńskiego, którzy woleliby UE „poluzowanej”, aby niczym książęta udzielni łatwiej władać nad poddanymi.
Owszem, to porażka dla nich obu. Uważali, i pewnie nadal uważają, UE za słabą i podatną na szantaż. Zakładali, że UE jest niepopularna w całej Europie. Ale najwyraźniej tak nie jest. Więcej: chaotyczne postępowanie rządu partii Kaczyńskiego i brutalna polityka Orbána wielu ludziom uprzytomniła, dokąd może doprowadzić polityka dająca pierwszeństwo wyłącznie własnemu narodowi. Wielu Europejczyków ma krytyczny stosunek do UE – jednak bynajmniej nie chce wylewać dziecka z kąpielą. Kaczynski i Orbán, ale także Trump i wcale nie tacy dżentelmeńscy Brytyjczycy otworzyli im oczy. I dzięki im za to.

Ale same wybory we Francji nie rozwiązują zasadniczych kryzysów w UE: Brexit jest w toku, Grecja nadal jest zadłużona, Putin trzyma Ukraine w militarnym uścisku, nie jest opanowany kryzys imigracyjny, tym bardziej że nabrzmiewa konflikt UE z Erdoğanem. I wreszcie nierozwiązane jest konstytucyjne starcie wewnątrz UE wokół wartości liberalnej demokracji. Kwadratura koła?
To prawda. Jeszcze nic nie jest przesądzone, ale jest chwila wytchnienia. I trzeba ją wykorzystać. W osobie Emmanuela Macrona prezydentem został zdecydowany zwolennik UE. Jeśli on teraz krytykuje Niemcy, to Angela Merkel powinna się uważnie wsłuchać. Dotychczas w UE zawsze jedno wynikało z drugiego. Bieg wydarzeń zależał od wytyczonych ścieżek. W konsekwencji niemal nie obradowano już nad zasadniczym przestawianiem zwrotnic. Mimo że UE jest instytucją niezwykle pragmatyczną, to jednak teraz pilnie należałoby utwierdzić się w jej zasadach. To oczywiste, że wymaga zasadniczych reform. Nie powinny one mieć tak górnolotnych ambicji, jak to było w czasie debaty wokół konstytucji europejskiej. Ale nie mogą też być zbyt pragmatyczne.

Cała konstrukcja UE powinna być przebadana: czy jest zrozumiała dla obywateli i czy jest w stanie przekonać do siebie eurosceptyków. Teraz sensowne byłyby takie pomysły reformy UE w kierunku przekazania kompetencji na dół, które można by przedyskutować bez przymusu natychmiastowego podjęcia decyzji. Jednak nie powinniśmy też być za ostrożni. W czasie swej wizyty inauguracyjnej w Berlinie Emmanuel Macron powiedział, że konieczne jest „ponowne założenie Europy”. Mam nadzieję, że to nie były słowa na wiatr. I moim zdaniem dobrze się stało, że Angela Merkel, która niezbyt jest podatna na patos założycielski, nie sprzeciwiła się temu publicznie.

Podtytuł pańskiej książki brzmi: „światowe mocarstwo musi wynaleźć się na nowo”. To dość optymistyczna teza, że Europa jednak jeszcze jest czy może się stać światowym mocarstwem. Tak też kilkanaście lat temu twierdził Jeremy Rifkin. Ale dziś UE jest w USA czy Azji raczej wyśmiewana niż podziwiana.
To prawda. Ale nie cała. Z Chin dochodzą także inne głosy. Ten dziwny twór, jakim jest UE, ani państwo, ani czysty związek państw, robi wrażenie na niejednym Chińczyku. Widzą w UE alternatywę wobec hierarchicznego, scentralizowanego państwa na wzór chiński. Ale szyderstwo rzeczywiście dominuje. To stary problem jednoczenia Europy, który kiedyś spuentował Henry Kissinger: jaki numer telefonu muszę wykręcić, jeśli chcę rozmawiać z Europą? Do dziś nie ma takiego numeru.

To z jednej strony wada. Europa do dziś nie jest w stanie obronić swoich granic, nie znajduje też wspólnej odpowiedzi na problem uchodźczy. I to nie tylko dlatego, że każdy naród najpierw myśli o sobie. Ale także dlatego, że nie ma instancji, która wspólną politykę wyraźnie mogłaby wcielać w życie. Podobnie było i jest w obliczu rosyjskiej agresji na wschodzie Ukrainy: UE była i jest sparaliżowana.

Jednak to także zaleta, że Unia nie jest scentralizowana. Jako twór, który jest na drodze stania się państwem, ale jeszcze państwem nie jest, nie powinna w jednej instancji łączyć zbyt wiele władzy. Ponieważ jednak nie porusza się w próżni, to znaczy w przestrzeni pozbawionej wszelkiej historii, więc wciąż musi zabiegać o wzmocnienie swoich możliwości działania.

Jakie więc modele byłyby nośne na wiek XXI? Prawica chętnie odwołuje się do gaullistowskiej „Europy ojczyzn”, z kolei jeszcze Giscard sięgał do churchillowskich „Stanów Zjednoczonych Europy”. Robert Menasse i Ulrike Guérot roztaczają utopię „europejskiej republiki, co można ładnie przetłumaczyć na Polski: „Rzeczpospolita Europa”. Technokraci mówią o „Europie różnych prędkości” lub „zmiennych geometrii”. Pan mówi o „europejskiej państwowości bez państwa”. Co to takiego?
Chwileczkę. Jak wiadomo, historia to ląd mało znany, a przyszłość – ląd całkiem nieznany. Dlatego jestem ostrożny. Kto wie, może za 20, 30, 50 czy 100 lat zjednoczona Europa będzie państwem. Nie można tego wykluczyć. Historia potrafiła zaskakiwać. I pięknie by było, gdyby kobieta elektryk z Mazur i rybak z Bretonii, fiński fizyk i plantator cytryn z Salerno kiedyś czuli się – i to w pozytywnym sensie – obywatelami wspólnego państwa. Ale do tego jeszcze daleka droga. I drażni mnie zarzucanie człowiekowi braku woli wspólnoty, gdy zwraca się uwagę na trudności wciąż uniemożliwiające powstanie europejskiego państwa. Europy nie da się stworzyć na siłę. Dlatego uważam za bezsensowne zapowiadanie utworzenia Rzeczpospolitej Europy, choć to bardzo pięknie brzmi.

Bo nie ma europejskiego ludu?
Prawda jest przecież taka, że wielu, bardzo wielu obywateli Europy jest sceptycznych wobec jednoczenia. W większości punktów nie podzielam tego sceptycyzmu. Ale przecież muszę go brać serio. Gdyby dziś zaaplikować UE nowe silne pchnięcie wspólnotowe, to tylko wzmocniłoby to siły odśrodkowe w UE, i rządy wcześniej czy później objęliby przeciwnicy UE. Z tego powodu namawiam w swojej książce do ostrożności i takiej polityki, która pozostawi państwom członkowskim swobodę chodzenia własnymi drogami, także zawierania sojuszy z tymi państwami, z którymi chciałyby ściślej kooperować. Z tym że nie może to powadzić do Europy à la carte: musi pozostać rdzeń wiążącej wspólnoty. Na przykład w postaci kryteriów kopenhaskich. A państwowość bez państwa znaczy po prostu tyle, że proces przekazywania suwerenności instancjom europejskim i dzielenia się nią z innymi powinien być bardzo ostrożny.

Wspólna polityka zagraniczna, bezpieczeństwa i obronna, czy też energetyczna. To według reprezentatywnej ankiety było wyobrażenie większości Polaków. I znalazło się także w programie wyborczym PiS, z dodatkiem – że równocześnie wyraźniej forsowane powinny być interesy narodowe. Znowu kwadratura koła.
To, co teraz robi PiS, jest oczywiście nie do przyjęcia. To rzeczywiście kwadratura koła. Albo raczej: to byłoby uwspólnotowienie likwidowane tylnymi drzwiami. Niemniej i tu nie jestem takim pesymistą. Przecież także wyborcy PiS muszą sobie zdawać sprawę, że Europa tylko wspólnym wysiłkiem jest w stanie chronić swe granice. Czy rzeczywiście każdy kraj tylko dla siebie powinien walczyć z terroryzmem? Poza tym problemy ekologiczne i klimatyczne nie zatrzymują się u granic państw narodowych: tu także konieczna jest wspólnota działania.

I jeszcze jedno: Europa nie jest zbyt bogata w zasoby naturalne. Jeśli chce dotrzymać kroku gospodarce światowej, to musi bardziej niż dotychczas inwestować w badania. To także oczywiste, że więcej osiągniemy, gdy państwa unijne połączą tu swe wysiłki. Znamienne, że nawet w rządzonej przez PiS Polsce większość ankietowanych jak najbardziej może sobie wyobrazić wspólną europejską politykę obronną. Z tym że i tu trzeba działać ostrożnie. Dziś niepodobna ni stąd ni zowąd powołać armii europejskiej. Należałoby postępować powoli. Najpierw łącząc jednostki wojskowe i struktury dowodzenia. Zresztą nad tym już się pracuje.

W UE są dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony Brexit, z drugiej propozycja Macrona stworzenia rządu gospodarczego dla strefy euro. Trwały podział wschód-zachód w UE?
Nie jestem pewien, czy Macron rzeczywiście chce rządu gospodarczego dla strefy euro, a tym samym godzi się na pogłębienie pęknięcia wschód-zachód. Mam nadzieję, że jest mądrzejszy. Domaganie się teraz położenia kresu rzekomej niemieckiej polityce oszczędności jest być może gadaniną, która jego zdaniem należy się francuskim wyborcom. Byłbym rozczarowany, gdyby było inaczej. Przecież Macron twierdził, że będzie przeciwny takim gierkom. Gdy nazajutrz po zaprzysiężeniu poleciał do Berlina i spotkał się z Angelą Merkel, to wypowiadał się o wiele ostrożniej. Merkel i Macron byli zgodni, że UE okaże słabość, jeśli po dramacie z traktatem lizbońskim uzna, że teraz zmiany traktatowe nie są już możliwe. I to jest dobry sygnał. Nareszcie zrozumiano, że trzeba wziąć pod lupę samą substancję UE.

Przyjrzeć się jej przez francusko-niemieckie okulary?
To byłoby fatalne, gdyby znowu chciano uruchomić „niemiecko-francuski” motor. UE nie może i nie powinna już być karolińska. Potraktowanie zwycięstwa Macrona jako pretekstu do tworzenia unii zdominowanej przez Niemcy i Francję byłoby ciężkim błędem. Unia przyszłości musi być policentryczna i musi uznać fakt, że nastąpiło rozszerzenie UE na wschód – rzeczywiste rozszerzenie.

Ale tymczasem Węgry i Polska w związku z swą „nieliberalną demokracją” i konfliktem konstytucyjnym stoją na cenzurowanym.
To wielka szkoda, a właściwie tragedia, że rządzona przez PiS Polska nie odgrywa w UE tej roli, jaka jej właściwie przystoi: dużego aktora w Unii Europejskiej.

Tymczasem grożą jej sankcje. Jakie byłyby w interesie zarówno całej unii, jak i odnośnych państw, aby przestrzegając rządzących, nie szkodziły społeczeństwom, odpychając je od Europy. Symboliczne sankcje wobec Austrii po wejściu w 2000 r. do rządu „wolnościowców” Haidera nie osłabiły FPÖ. I nie zostały powtórzone choćby we Włoszech Berlusconiego.
Również w sprawie sankcji wobec Polski czy Węgier jestem ostrożny. Fakt, że nie uruchomiono ich wobec Berlusconiego, pokazuje, że w EU mierzy lub mierzyło się dwojaką miarą. Gdyby UE wprowadziła sankcje wobec Polski, to powstałoby niebezpieczeństwo zwarcia szeregów między rządem i co najmniej częścią opozycji. Na dalszą metę musimy stawiać na to, że polscy obywatele sami zadbają o to, by ich rząd nie naruszał kryteriów kopenhaskich. Sankcje mogą być jedynie ultima ratio. Zarazem jednak nie powinny być wykluczone.

Dzisiejsza fala nacjonalizmu ma wiele przyczyn. Nierówności społeczne, niepewność wykorzenienia w wyniku szybkiego wzrostu. Przegrani są zapatrzeni w przeszość. Wygrani – większego uznania. To zapatrzenie w siebie zdaje się nie znać europejskiej solidarności. Pada także proeuropejskie wychowanie w szkołach. Zresztą nie tylko w Polsce.
To niestety prawda. Dziś stosunek do UE jest o wiele bardziej funkcjonalny niż dawniej: na ile jest dla mnie korzystna, a na ile niekorzystna? W dużej mierze rozwiała się ta ideowa nadwyżka, którą miały pokolenia wojenne i powojenne. Mam nadzieję, że tak nie będzie zawsze. I opieram ją na niepodważalnym fakcie, że UE więcej przynosi obywatelom korzyści niż strat. Kto chciałby przywrócenia ceł i granic? Dobrze zreformowana UE mogłaby znów pobudzić zaufanie. I myślę, że tak właśnie się stanie. Gdyż raczej wcześniej niż później okaże się, że drogi narodowe, na które zwodzą obywateli Europy niektóre partie i niektóre rządy, to manowce.

Jednak narodowcy są silni nie tylko w Europie środkowo-wschodniej. Niemcy zdają się dziś skałą liberalnej demokracji w „przyboju nacjonalizmu”. Zaświadczają to akurat Anglosasi, którzy po wojnie uczyli Niemców demokracji. Ale na ile silna jest niemiecka demokracja, gdyby w gospodarce popsuła się słoneczna pogoda?
Tego nie wiem i nie odważę się na prognozowanie. Niemniej co nieco przemawia za tezą, że Niemcy już się zaprzyjaźnili z demokracją opartą na podziale władz. I to ze zrozumiałego powodu. W roku 1945 Niemcy były tak totalnie zdelegitymizowane, że wszelka nostalgia stała się niemożliwa. Można powiedzieć, że to demokracja Niemców uratowała: stała się tym domem, w którym teraz chcieli się dobrze urządzić. Dlatego teraz jest dla nich tak ważna i cenna. I nie sądzę, by AfD – Alternatywa dla Niemiec – wiele tu zmieniła. Jest doraźna, nie ma żadnych idei, żyje w świecie negacji.

I to się wyczerpie?
Tak. Bo większość obywateli czuje się dość dobrze w „systemie”, który AfD chce obalić. To rzeczywiście paradoks historii, że dziś akurat Niemcy wśród innych państw europejskich wysoko trzymają sztandar liberalnej demokracji. Dziwaczne jest to, że akurat wielu Brytyjczyków uległo głupawemu antyeuropejskiemu szaleństwu, a w USA prezydentem został człowiek uważający trójpodział władz nie za zdobycz, lecz w najlepszym wypadku za nieuniknione zło. Jeśli pan chce to usłyszeć, to nasi dawni mistrzowie właśnie szykują się do pozostawienia nas samymi sobie. Cóż, w takim razie sami musimy iść tą drogą. Ale proszę, bez dawnej, staroeuropejskiej arogancji wobec upartych Brytyjczyków czy Amerykanów, którzy sprawiają wrażenie, jakby chcieli zdradzić idee swojej własnej rewolucji. Dobrze by było, gdyby sojusz atlantycki mimo obecnych wstrząsów jednak miał przed sobą przyszłość.

Czego nam trzeba, by powstała europejska opinia publiczna i europejski „patriotyzm konstytucyjny”, a przynajmniej przestrzegany był „europejski savoir vivre”? Prawica uważa poprawność polityczną za zniewolenie przez „zakłamane media”. Zwrot „przecież jeszcze wolno to powiedzieć” otwiera drzwi najbardziej chamskim pomówieniom i językowi nienawiści. Po niemiecku mówi się o „wypuszczaniu z siebie świni”.
Dobrze byłoby, gdybyśmy mieli taki „europejski savoir vivre”. To nieco skromniejsze oczekiwanie niż „europejski patriotyzm konstytucyjny”. I bardziej realne. Jak rozumiem, chodzi panu po prostu o reguły cywilizowanego odnoszenia się do siebie nawzajem. Ludzie i społeczeństwa cenią sobie subtelne różnice. Natomiast w procesie jednoczenia Europy poświęcano im za mało uwagi. Od początku hasłem było, że właściwie wszyscy siedzimy w tej samej łódce, mamy takie same albo podobne interesy i tylko jeszcze musimy sobie samym dać kuksańca, by wreszcie się zjednoczyć.

To część tego braku kulturowego rozeznania, jaki zarzucam macherom UE. Oni właściwie powinni to o wiele lepiej rozumieć. Wystarczy spojrzeć na konstytucje państw członkowskich UE: ogromnie się różnią. To samo ma obowiązywać w różnych systemach prawnych i kulturowych, przy różnych systemach szkolnych, socjalnych itd. Te różnice nie muszą dzielić. Trzeba je jednak znać, aby bez szram iść drogą do wzajemnego zbliżenia. Gdyby było więcej wzajemnej ciekawości, a także tolerancji, to już byłoby dużym osiągnięciem. My w Europie jesteśmy równi i różni. Jeśli to odkryjemy i docenimy, to ci, którzy uważają UE za spisek notorycznych kłamców, będą mieli w ręku słabe karty.

polityka.pl

http://www.plotek.pl/plotek/7,78649,21839311,kolejni-artysci-rezygnuja-z-opola-najpierw-kayah-nosowska.html#MT

Maciej Stuhr

Nigdy w życiu tak nie żałowałem, że nie zostałem zaproszony do Opola! Mógłbym teraz tak pięknie zrezygnować…!

Agnieszka Kublik

W „Wiadomościach” ani słowa o Opolu [RECENZJA]

20 maja 2017

'Wiadomości' TVP

‚Wiadomości’ TVP (20 maja, godz. 19:30)

To były „Wiadomości” standardowe. Przekłamań, manipulacji czy insynuacji tyle co zwykle.

20 maja, godz. 19:30, główne wydanie „Wiadomości”.

Było o „Gazecie Wyborczej” (że ma swoje autorytety), o sędziach (że nie są kulturalni, bo buczeli na człowieka Ziobry) czy uchodźcach (że to samo zło).

I chociaż była informacja, że urodziny „Wyborczej” swoim występem uświetniła Kayah, to ani słowa, że zaśpiewała u nas, a w Opolu nie zaśpiewa.

O tym festiwalu prowadząca Danuta Holecka w ogóle nie wspomniała. A przecież kolejni artyści rezygnują ze śpiewania w opolskim amfiteatrze.

Aż dziw bierze, że prezes telewizji Jacek Kurski nie ściągnął na Woronicza Jana Pietrzaka. Nie nie wcisnął mu w dłoń biało-czerwonego bukietu, nie postawił obok siebie przed kamerą i nie podyktował mu tekstu, że w telewizji publicznej cenzury nie ma, a już na pewno cenzorem nie jest Kurski.

Pietrzak bowiem jest niepodważalnym dowodem na brak cenzury. Przecież Pietrzak może uprawiać przemysł pogardy (o opozycji mówi, że to pudernice, koczkodany skrzyżowane z ropuchą, sukinkoty, mendy, glisty). Na antenie TVP i może w Opolu.

No chyba że i Pietrzak z Opola się wycofa. Na znak protestu, że artyści nie chcą śpiewać dla Jacka Kurskiego.

Wtedy to i „Wiadomości” może o tym doniosą.

wyborcza.pl

Żegnaj, Półwyspie Helski?

Tomasz Ulanowski, 20 maja 2017

Półwysep Helski widziany od strony zachodniej

Półwysep Helski widziany od strony zachodniej (Fot. Marek Ostrowski, Jerzy Gumowski)

Wystarczy wzrost średniego poziomu morza o ledwie kilka-kilkanaście centymetrów, żeby częstotliwość ostrych podtopień na wybrzeżu wzrosła dwukrotnie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Taki wniosek ze swoich badań wyciągają naukowcy z USA. Ich pracę publikuje najnowsze wydanie pisma „Scientific Reports”.

W ciągu ostatniego wieku średni poziom morza wzrósł o 20 cm. Obecnie ocean puchnie o 3-4 mm na rok. Według różnych szacunków do końca wieku globalne ocieplenie może podnieść średni poziom oceanu o 0,3-2 m.

Wody w morzach robi się coraz więcej z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wraz ze wzrostem jej temperatury rośnie jej objętość. Po drugie, do oceanu spływa coraz więcej wody z lodowców lądowych. NASA oblicza, że co roku ok. 400 mld ton lodu oddają oceanowi lodowce górskie, 280 mld ton spływa z Grenlandii, a 130 mld ton z Antarktydy.

>>Niech lód będzie z nami

Bardzo trudno oszacować, w jakim tempie topnienie lodowców będzie przebiegać w przyszłości – m.in. stąd różne szacunki dotyczące przyszłego wzrostu średniego poziomu morza. Wiadomo jednak, że lodu ubywa coraz szybciej.

Na różnych mapach zagrożonych terenów nadmorskich zazwyczaj zaznacza się te, które znajdą się pod wodą zalane przez podnoszący się ocean. Dlatego 10-centymetrowy średni wzrost jego poziomu nikogo nie przeraża. Dopiero podniesienie się lustra morza o 1 albo 2 m przemawia do wyobraźni.

Obejrzyjcie pod tym linkiem (BiqData) interaktywne mapy zalewania polskiego wybrzeża.

>>Podtopień na wybrzeżu nie musiało być. Sami jesteśmy sobie winni

Jednak wzrost średniego poziomu morza nie musi być tak wysoki, żeby spowodować zniszczenia. Wystarczy, że na niewielki wzrost nałożą się ekstremalne sztormy.

– Typowe spiętrzenie sztormowe, które mamy co roku, razem z falami podnosi morze o 2-3 m. To ekstremalne – o 4-5 m. A jedna trzecia naszych wydm nie przekracza 5 m wysokości – tłumaczył kiedyś w rozmowie z „Wyborczą” geomorfolog morski dr Tomasz Łabuz.

– Ekstremalne sztormy, które mogą przerwać Półwysep Helski, zdarzają się na Bałtyku średnio co 50 lat

>>Wielka wojna polsko-bałtycka

Teraz w „Scientific Reports” amerykańscy uczeni szacują właśnie ryzyko związane ze sztormami 50-lecia. Z ich obliczeń wynika, że w zależności od rejonu świata wystarczy nawet ledwie kilka-kilkanaście centymetrów wzrostu średniego poziomu morza (jaki spodziewany jest do połowy wieku), żeby sztormy 50-lecia zaczęły przychodzić dwa razy częściej.

Najgorzej wygląda sytuacja w rejonach tropikalnych, w których do podwojenia częstotliwości groźnych sztormów wystarczy wzrost średniego poziomu morza o ledwie 5 cm. Na wyższych szerokościach geograficznych – np. na pacyficznym wybrzeżu Ameryki Północnej i na atlantyckim wybrzeżu Europy – nie stanie się tak bez wzrostu poziomu oceanu o co najmniej 10 cm.

>>Europie grożą sztormy stulecia

Kilka czy kilkanaście centymetrów to teoretycznie ciągle bardzo niewiele. Ale oznacza to, że już za kilka dekad największe aglomeracje miejskie – Vancouver, Seattle, San Francisco, Los Angeles czy Bombaj – staną przed poważnym problemem.

Prawdopodobnie problem ten będzie jeszcze większy, niż szacują amerykańscy badacze. W swojej publikacji nie biorą oni pod uwagę samego wzrostu intensywności ekstremalnych zjawisk pogodowych spowodowanego przez globalne ocieplenie. Jak mówią klimatolodzy, zmiany klimatu przynoszą nam pogodę na sterydach. Rośnie intensywność sztormów, burz, opadów atmosferycznych czy fal upałów, a w efekcie – powodzi i susz.

>>Pogoda na sterydach

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: