Pisowska grupa trzymająca władzę

PiS w tej chwili powalić może tylko jedna afera, nad którą traci sterowność, afera, która zaczęła się wraz z ujawnienieniem przez właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego rozmowy z ówczesnym szefem Komisji Nadzoru Finansowego, Markiem Chrzanowskim.

Podczas rozmowy zawiodły szumidła (urządzenia zakłócające nagrywanie) i treść tej rozmowy dotarła do publiczności. Chrzanowski złożył Czarneckiemu propozycję korupcyjną w zamian za usługi legislacyjne.

Afera KNF w nazbyt wielu miejscach przypomina słynną aferę Rywina, która skończyła karierę Leszka Millera i postkomunistycznego SLD. Dzisiaj raczej nie możemy się spodziewać podobnego losu PiS, bo politycy Kaczyńskiego nie dopuszczą do takiej sytuacji. Niemniej nie jest do zamiecenia pod dywan, kwestią jest, co zostanie ujawnione obecnie.

Chrzanowski zaliczył dwumiesięczny areszt i właśnie wyszedł. A to znaczy, że wszystkie nitki aferalne są w rękach Zbigniewa Ziobry.

„Gazeta Wyborcza” dotarła do niektórych ustaleń śledczych. Jak można było się spodziewać, Chrzanowski był tylko wysłannikiem, jak Lew Rywin, który w imieniu grupy trzymającej władzę chciał ułatwić Agorze zakup Polsatu poprzez odpowiedni zapis w ustawie medialnej.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Chrzanowski zeznał, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inicjatywy Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii, afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymająca władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

 

 

Adam Glapiński na czele grupy trzymającej władzę?

24STY

Dwa dni temu opinia publiczna dowiedziała się, że były szef Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski opuścił areszt tymczasowy po dwóch miesiącach od zatrzymania. Co warte odnotowania, sąd odrzucając wniosek prokuratury o przedłużenie aresztu, zaznaczył, że choć istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Chrzanowski dopuścił się zarzucanego czynu, to nie istnieje już obawa matactwa. I właśnie ten aspekt, czyli zasadności postawienia byłemu szefowi KNF zarzutów korupcyjnych, nieco umyka dziś, gdy “Gazeta Wyborcza” informuje o swoich nowych ustaleniach, tak miażdżących dla prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego.

Jeśli bowiem zeznania głównego podejrzanego w wielkiej aferze korupcyjnej, z 40 mln łapówki w tle są prawdziwe (warto pamiętać, że oskarżony wcale nie musi mówić prawdy), to mamy do czynienia z okolicznościami, które całkowicie dyskwalifikują szefa polskiego banku centralnego. Co więcej, biorąc pod uwagę bardzo często stosowaną przez prokuraturę Zbigniewa Ziobry praktykę uruchamiania całej machiny opresyjnej państwa na podstawie zeznań osób oskarżonych, dają tejże prokuraturze pełne prawo, by postawić bardzo poważne zarzuty także Adamowi Glapińskiemu, co miałoby przecież fatalne skutki dla wiarygodności polskiego systemu bankowego. Z kolei możliwość zdecydowania, czy wątek sprawy zarzucić, czy wręcz go nakręcić kolejnymi przeciekami ze śledztwa, bardzo mocno wzmacnia pozycję ministra sprawiedliwości i gwarantuje mu nietykalność w obozie władzy.

Już wcześniej,  po analizie rozmowy Marka Chrzanowskiego z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim pojawiały się w mediach sugestie, że szef KNF jest jedynie “posłańcem” pewnej grupy trzymającej władzę, która ofertę wobec Czarneckiego sformułowała. Dziś wiemy już, że śledczym zeznał, że faktycznie nie spotkał się z milionerem z własnej inicjatywy, tylko został do tego spotkania zainspirowany przez swojego mentora. Wobec powyższego, trudno nie połączyć pozostałych wątków, które poznaliśmy już wcześniej i nie dojść do wniosku, że i oferta korupcyjna, zakładająca konkretne zmiany legislacyjne (tworzone przez resort finansów, opracowywane przez sejmową komisję finansów publicznych, a następnie uchwalone przez Sejm i Senat, by finalnie zostać podpisane przez prezydenta) musiała zostać zainspirowana przez prawdziwych mocodawców Chrzanowskiego. A to prowadzi do bardzo bolesnych wniosków i pokazuje totalne zepsucie polityków, pełniących najważniejsze funkcje w naszym kraju. Jak złośliwie zauważyła na Twitterze Hanna Lis, kiedyś w modzie były ośmiorniczki, dziś w karcie jest Ośmiornica Plus.

– Dramat Kaczyńskiego polega na tym, że jest zakładnikiem wszystkiego, co się stało w NBP, KNF i w wielu innych miejscach, o których jeszcze nie wiemy. Prokuratura jest dziś miejscem, gdzie ukrywa się niewygodne fakty dla PiS-u, a nie wyjaśnia ich w interesie państwa polskiego – podsumował dziś informacje ujawnione przez GW poseł PO Sławomir Nitras w programie “Tłit” w Wirtualnej Polsce.

Co ciekawe, do wyjaśnienia sprawy udziału Adama Glapińskiego w formułowaniu oferty korupcyjnej dla Leszka Czarneckiego ma jednak dojść, nawet jeśli przyniesie to wizerunkowe straty, co zapowiedział dziś w programie “Money. To się liczy” Marcin Ociepa, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

 – Być może jest to kwestia czasu, niech o tym decydują śledczy. Nas, jako rząd, interesuje prawda, nawet jeśli będzie boleć – powiedział wiceminister. Kto wie, czy lada moment nie zostanie wezwany na dywanik prezesa PiS przy ul. Nowogrodzkiej za niekonsultowane przyznanie racji opozycji.

Jedno jest pewne. Grunt pod nogami prezesa NBP staje się coraz bardziej grząski.

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>