Kaczyński, Szydło i Błaszczak w obronie o. Rydzyka. Są podpisy pod listem do Franciszka

mk, 25.06.2017

Ojciec Tadeusz Rydzyk podczas obrad Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej

Ojciec Tadeusz Rydzyk podczas obrad Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Co najmniej kilkudziesięciu polityków PiS podpisało się pod petycją do papieża Franciszka w obronie Radia Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Autorką petycji jest posłanka Anna Sobecka.

„W naszej Ojczyźnie wolność katolickich mediów jest bardzo poważnie zagrożona” – czytamy w petycji do papieża Franciszka napisanej przez posłankę PiS Annę Sobecką. Według posłanki obiektem ataku jest Radio Maryja kierowane przez o. Tadeusza Rydzyka. Jak pisze parlamentarzystka, wolność katolickich mediów jest zagrożona z powodu „działań „totalnej opozycji”, związanych z nią polityków oraz mediów liberalno-lewicowych”.

„Posługując się kłamstwem i manipulacją próbują zdyskredytować w oczach opinii publicznej dyrektora Radia Maryja o. dr. Tadeusza Rydzyka oraz dzieła ewangelizacyjne utworzone i działające z Jego inspiracji” – twierdzi Sobecka.

„Ale wieczorem są rekolekcje”. Anna Sobecka z PiS myślała, że mikrofony tego nie wyłapią>>>

Jak podkreśla Sobecka, rozgłośnia o. Rydzyka „wiernie służy Panu Bogu, Kościołowi i Polakom wspomagając ich formację katolicką i patriotyczną” i „jako jedyna rzetelnie informuje oraz broni wartości chrześcijańskich”.

„Nie ustaniemy w działaniach na rzecz przywrócenia dobrego imienia dziełom powstałym przy Radiu Maryja, tworzonym przez ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka” – zapowiada Sobecka.

Posłanka Sobecka oburzona kontrowersyjnym spektaklem. „Autor obraził miliony Polaków i katolików”>>>

Pod petycją podpisali się m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Beata Kempa, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, członek KRRiT Janusz Kawecki, Ryszard Terlecki, Elżbieta Rafalska, Jacek Sasin i Jan Maria Jackowski. Łącznie w internecie petycję podpisało jak dotąd ok. 1,5 tys. osób.

O. Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja

Kilka dni temu informowaliśmy m.in. o wartej niemal 2 mln zł działce w Toruniu, którą redemptoryści w wyniku decyzji lokalnych władz otrzymają w wieczyste użytkowanie za ok. 111 tys. zł. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

W ostatnich tygodniach w mediach szerokim echem odbyła się również wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka, który mówił o niewielkim wsparciu Radia Maryja i TV Trwam ze spółek skarbu państwa. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Posłanka Sobecka wspiera apel kuratora w sprawie Halloween. „Kryje w sobie okultystyczne znaki”>>>

gazeta.pl

Kompromitacja prezydenckiego ministra. Sędzia Łączewski miał rację?

Nie milkną echa decyzji sędziego Łączewskiego, który zdecydował się zawiesić postępowanie wytoczone przeciwko prezesowi Trybunału Konstytucyjnego. Sędzia prowadzący sprawę nie miał pewności co do ważności pełnomocnictwa dla adwokata, które zostało podpisane przez Julię Przyłębską. Wszystko to w związku z wątpliwościami wokół sposobu jej wyboru na stanowisko prezesa TK.  Sprawę tę we wrześniu ma rozstrzygnąć Sąd Najwyższy.

Na głowę sędziego Łączewskiego natychmiast posypały się gromy. Dla przypomnienia – mamy do czynienia z tym samym sędzią, który dwa lata temu skazał Mariusza Kamińskiego w pierwszej instancji za przekroczenie uprawnień. Najmocniej uderzył minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który podczas piątkowej konferencji prasowej w Krakowie stwierdził, że: “Jest to naruszenie prawa, i to rażące. Sądy cywilne nie są władne oceniać, czy prezes sądu konstytucyjnego jest wybrany właściwie czy nie, bo sądy cywilne są od rozstrzygania spraw cywilnych”.

Dziś z kolei w programie “Kawa na ławę” na antenie TVN24, sędziego Łączewskiego postanowił zaatakować Paweł Mucha, minister w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy stwierdzając, że: “Sędzia Łączewski podjął decyzję, co do której nie miał żadnych kompetencji…”

Kodeks postępowania cywilnego nie został zmieniony przez PiS. Sędzia ma kompetencje do zawieszenia procesu. Prawnik Dudy tego nie wie?

Sęk w tym, że jednak sędzia Łączewski miał takie kompetencje. Jak zostało słusznie zauważone, PiS nie zmienił póki co zapisów Kodeksu Postępowania Cywilnego, a ten w artykule 177 par. 1 stwierdza, że sąd może zawiesić postępowanie z urzędu, jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku innego toczącego się postępowania cywilnego. Tym samym w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego, które ma zapaść we wrześniu, sąd mógł z urzędu zawiesić postępowanie.

Wygląda na to, że minister Mucha walnął jak kulą w płot, a postawione przez niego zarzuty niespecjalnie trzymają się kupy. Jest to nie pierwszy, ani nie ostatni przykład niekompetencji ze strony najbliższych współpracowników głowy państwa. Nie tak dawno na stronach internetowych Kancelarii Prezydenta zostało zamieszczone stanowisko, które w swojej treści uznawało wyższość argumentów Sądu Najwyższego ponad działaniami głowy państwa, w przedmiocie ułaskawienia przez Andrzeja Dudę Mariusza Kamińskiego.

PiS zrobi oczywiście wszystko, by skompromitować sędziego Łączewskiego i obrzydzić go w oczach opinii publicznej. Póki co jednak czołowi działacze dobrej zmiany kompromitują sami siebie…

źródło: Dziennik.pl / Twitter

crowdmedia.pl

Kryptonim „Krewetka”. Jak szefowa komisji ds. Amber Gold świadomie pomówiła syna Donalda Tuska

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski, 25 czerwca 2017

Małgorzata Wassermann i Marek Suski

Małgorzata Wassermann i Marek Suski (FOT. KUBA ATYS)

Przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS) podczas przesłuchania syna Donalda Tuska świadomie posłużyła się fałszywymi zeznanami drobnego kryminalisty. Trzy lata temu prokuratura uznała, że zostały zmyślone.

Środa, 21 czerwca, siódma godzina przesłuchania Michała Tuska przed komisją ds. Amber Gold. Po raz drugi tego dnia wraca sprawa „koperty”, którą syn premiera miał przyjąć od Marcina Plichty, szefa Amber Gold. Informacja o łapówce oparta jest na zeznaniach Krzysztofa Malinowskiego, drobnego przestępcy, który twierdzi, że widział moment przekazania pieniędzy.

Nigdy wcześniej nie padło takie oskarżenie pod adresem Michała Tuska.

Wassermann: – Zadałam pytanie i je podtrzymuje. Czy to jest prawda, tak jak zeznał ten człowiek, że był świadkiem jak są panu wręczane łapówki. Pan odpowiedział, że nie i rozumiem, że pan to podtrzymuje.

Mecenas Roman Giertych, pełnomocnik świadka: – To są kryminalne pomówienia. Takiego poziomu skandalu nie pamiętam w historii żadnej komisji śledczej. Żeby cytować zeznania jakiegoś człowieka kompletnie niewiarygodnego na temat okoliczności, które są kompletnie absurdalne i zupełnie nieprawdopodobne.

Całe zeznanie Malinowskiego odczytane przez Wassermann szybko trafia na Twittera Samuela Pereiry, szefa publicystyki TVP Info z dopiskiem: „Fragment zeznań świadka, Krzysztofa Malinowskiego, którym zaprzeczył Michał Tusk”. Rządowa telewizja cytuje to jeszcze wieczorem.

„Wyborcza” sprawdziła, jak sprawa „koperty” trafiła na posiedzenie komisji i stała się jednym z głównych przekazów z przesłuchania Michała Tuska.

Z naszych ustaleń wynika, że Małgorzata Wassermann świadomie pomówiła Tuska o przyjęcie od Plichty 200 tys. zł łapówki w gdańskim kinie Krewetka. Cytowała bowiem fragment zeznania z akt prokuratury, która w 2013 r. sprawę umorzyła, bo Malinowski po prostu ja wymyślił.

Wassermann do Tuska: „Sam pan to wywołał”

Podczas przesłuchania dochodziło do licznych spięć Tuska i Giertycha z Wassermann. Przewodnicząca najbardziej zdenerwowała się, kiedy ponad czterech godzinach Michał Tusk skomentował, że jest przesłuchiwany tylko ze względu na ojca i że posłowie komisji są „mistrzami w budowaniu sytuacji pokazujących, że ktoś ma coś do ukrycia, więc ja nie mam nic do ukrycia w tej sprawie”. To była reakcja na kilka pytań posła Stanisława Pięty (PiS), który pytał m.in. o prowadzoną przez Tuska firmę i o jego mieszkania.

„Sam pan to wywołał!”- rzuciła wtedy przewodnicząca. I sięgnęła po dokumenty leżące na biurku. – To pytanie nie jest kompletnie bezzasadne – mówiła podniesionym głosem Wassermann. – Jakby pan zechciał się odnieść w takim razie do protokołu przesłuchania świadka pana Krzysztofa Malinowskiego, który złożył zeznania tej treści: „Pamiętam treść pisma, które przesłałem do ABW. W tym temacie chcę powiedzieć, że zdarzenie związane z łapówką miało miejsce w dniu mojego ostatniego spotkania z Marcinem Plichtą w lokalu w kinie Krewetka. Ja na to spotkanie przyszedłem wcześniej niż się umówiliśmy. To zdarzenie miało miejsce w restauracji. Ja przebywałem na zewnątrz i widziałem, co się dzieje w środku przez szybę. Tam jest wejście przeszklone, widać co się dzieje w środku. Kiedy przyszedłem widziałem Marcina Plichtę oraz Michała Tuska. Oni siedzieli przy stoliku, mieszczącym się po lewej stronie od wejścia, z brzegu. Ja zacząłem ich obserwować. Jak mówiłem, stałem na zewnątrz, oni mnie nie widzieli, ja zrobiłem zdjęcie telefonem komórkowym Nokia N95. Na tym zdjęciu widać jak Marcin Plichta wręcza kopertę Michałowi Tuskowi”.

Czy to jest prawdziwe zdarzenie? – zapytała Wassermann.

Główną zwierzyną łowną jest Donald Tusk – W.Cimoszewicz o przesłuchaniu Michała Tuska przez komisję śledczą.

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21990909,video.html

Siedział, ale nie w Krewetce

Przewodnicząca komisji nie podaje daty tego rzekomego spotkania. Tymczasem z zeznania Malinowskiego wiadomo, że chodzi o 2 maja 2009 r.

Dlaczego to ważne? Tego dnia Plichta nie mógł siedzieć w kinie Krewetka. Siedział, ale w areszcie śledczym w Słupsku, a na przepustki nie wychodził.

Sprawę wyjaśniła posłanka Andżelika Możdżanowska (PSL). Po pierwsze sprecyzowała, datę rzekomego spotkania. Wtedy Michał Tusk powiedział, że w 2009 r. nie wiedział o istnieniu Marcina Plichty.

Po drugie, Możdżanowska poinformowała, że Plichta „w miesiącach luty, marzec, kwiecień, maj 2009 r.” był w areszcie śledczym i na przepustki nie wychodził.

Czyli nie mógł być w kinie Krewetka.

Giertych zwrócił się wtedy do przewodniczącej: – Dlaczego pani to zacytowała bez informacji, że wówczas Marcin P. był w areszcie? I że to jest w ogóle niewiarygodne? Zażądał przeprosin jego klienta za to pomówienie.

Wasserman: – Chyba pan żartuje, nie będę z panem dyskutować.

Prokuratura: „Opisywane czyny nigdy nie miały miejsca”

Sprawdziliśmy, jakie materiały miała komisja – a więc i jej szefowa – gdy czytała zeznania Malinowskiego. To:

  • protokół z przesłuchania Malinowskiego przez ABW z 4 października 2012 r. (nie ma tam mowy o spotkaniu w „Krewetce”)
  • zawiadomienie  Malinowskiego o popełnieniu przestępstwa (tam pojawia się sprawa „łapówki dla Michała Tuska”) do ABW z 10 kwietnia 2013 r.
  • protokół przesłuchania Malinowskiego w łódzkiej prokuraturze z 23 kwietnia 2013 r. (to fragment tego przesłuchania cytuje Wassermann)
  • umorzenie przez łódzką prokuraturę śledztwa w sprawie doniesień Malinowskiego z 23 grudnia 2013 r.
  • notatka Centralnego Zarządu Służby Więziennej wystawiona dla ABW 26 września 2012 r. z datami pobytu Plichty w areszcie

Krzysztof Malinowski (rocznik 1990) to drobny przestępca, był karany m.in. za oszustwa na zakupach w internecie. 4 października 2012 r. (siedząc w areszcie śledczym w Słupsku) został przesłuchany przez funkcjonariusza ABW. Miał mieć informacje o szefie Amber Gold. Twierdził, że na sfałszowane karty kredytowe robił dla niego zakupy w internecie (komputery, biżuterię, zegarki, zagraniczne wycieczki). Plichta miał z nim zerwać współpracę, ale potem przesyłać mu pieniądze do aresztu. Nic nie mówi o relacjach Plichta-młody Tusk.

„Przypomina” sobie o nich 10 kwietnia 2013 r. Z aresztu w Stargardzie Gdańskim wysyła do ABW „zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa”. Pisze, że „przypomniał sobie kilka istotnych faktów”. Chodzi o spotkanie Michała Tuska z Plichtą w kinie Krewetka. To wtedy Plichta miał wręczyć Tuskowi 200 tys. zł w kopercie.

Łódzka prokuratura weryfikuje donos Malinowskiego. Sprawdza czy Plichta nielegalnie handlował w internecie, czy wręczył Tuskowi łapówkę, czy w ogóle znał Malinowskiego. W grudniu 2013 r. umarza postępowanie „z uwagi na fakt, iż czynu nie popełniono”.

Plichta, ale nie ten

Na czym swoją intrygę oparł Malinowski i dlaczego jego relacja zainteresowała ABW?

Siedząc w areszcie Malinowski rzeczywiście dostawał pieniądze od osób nazwiskiem Plichta. Tyle, że była to rodzina Malinowskiego – jego matka jest z domu Plichta. Ani razu Malinowski nie otrzymał przekazu od szefa Amber Gold lub jego żony Katarzyny.

Nie ma też śladu po zdjęciach Michała Tuska z Plichtą, które miał Malinowski zrobić swoim telefonem. Prokuratorów przekonuje, że poprosi matkę, by im to przekazała. Ale ta przesłuchana mówi, że nic o takim zdjęciu nie wie, nie widziała go, a syn nie prosił, by je odszukała.

Przesłuchano też Marcina Plichtę. Szef Amber Gold zaprzecza, by znał Malinowskiego i by wręczał łapówkę Michałowi Tuskowi.

Prokurator umarzając sprawę pisze, że „zeznania oraz zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożone przez Malinowskiego nie są wiarygodne i nie odpowiadają rzeczywistości”. Konkluzja: „Postępowanie należy umorzyć, przyjmując za podstawę takiej decyzji fakty, iż opisywane przez świadka czyny nigdy nie miały miejsca”.

Prokurator podejrzewa, że Malinowski wszystko zmyślił, gdy zobaczył zdjęcie Marcina Plichty na okładce „Blommberg Bussinesswek Polska” i „Wprost” z sierpniu 2012 r. Wtedy wpadł na pomysł, by coś na tym ugrać.

Wassermann o Tusku: „Są zeznania, które obciążają…”

Małgorzata Wassermann być może już wcześniej zaplanowała użycie zeznań Malinowskiego przeciwko Michałowi Tuskowi. Wskazuje na to posiedzeniu komisji 8 marca, kiedy posłowie przegłosowali listę świadków.

Kiedy pada nazwisko Michała Tuska, poseł Krzysztof Brejza (PO) protestuje: – To próba uwikłania Michała Tuska w prace naszej komisji związana z tym, że jutro odbywa się bardzo ważne posiedzenie w sprawie wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej [Donald Tusk został wybrany na drugą kadencję, przeciw głosowała tylko Polska rządzona przez PiS].

Wtedy Wassermann poucza Brejzę: – Zalecam, by pan usiadł i przeczytał trochę akt i zobaczy pan, na przykład, że są zeznania osób, które obciążają Michała Tuska. I ja nie przesądzam o prawdziwości tych zeznań, ale one są.

Najprawdopodobniej chodziło właśnie o sprawę Krewetki.

Wassermann złamała zasady etyczne. Czy również prawo?

Mecenas Giertych nie ma wątpliwości: to, co zrobiła szefowa komisji – cytowanie zeznań kryminalisty już negatywnie zweryfikowanych przez organa śledcze – było głęboko nieetyczne, to było kryminalne pomówienie, naruszało dobre imię świadka i jego dobra osobiste. – Ale panią przewodniczącą chroni immunitet materialny, więc nie mogę dochodzić tego w sądzie. Immunitet materialny chroni posła całkowicie. Było to pytanie zadanie w ramach działalności poselskiej – mówi „Wyborczej” Giertych.

Czy to sprawa dla rady adwokackiej? Wassermann prowadzi w Krakowie prywatną kancelarię. Rzecznik dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie mecenas Marcin Kosiorkiewicz mówi „Wyborczej”, że sprawdzi, czy to był delikt dyscyplinarny.

Brejza czeka na opublikowanie stenogramów z przesłuchania Michała Tuska, by zgłosić zachowanie Wassermann do sejmowej komisji etyki.

Prof. Tomasz Nałęcz, szef pierwszej komisji śledczej ds. afery Rywina ocenia, że przewodnicząca zdyskredytowała się jako szefowa komisji. – To było podwójnie niegodziwe. Raz, bo odwołała się do zeznań, o które wiedziała na 100 proc., że są nieprawdziwe. Dwa – nikogo o tym nie poinformowała. To była jej prowokacja, by stworzyć wrażenie przed całą Polską, że Michał Tusk wziął łapówkę od oszusta, twórcy przekrętu Amber Gold.

Łagodniejszy jest prof. Piotr Kruszyński, karnista z UW. – Prawo dopuszcza cytowanie zeznań w trakcie przesłuchania, natomiast można dyskutować, czy etyczne jest przytaczanie zeznań, co których nie ma wątpliwości, że są fałszywe.

Ryszard Kalisz, prawnik i szef śledczej komisji ds. okoliczności śmierci Barbary Blidy: – Jakiekolwiek wprowadzanie w błąd, niedopowiedzenie, cytowanie dokumentów fragmentarycznie jest złamaniem zasad. To było niedopuszczalne.

W piątek po południu przesłaliśmy Wassermann pytania:

  1. Czy w momencie cytowania zeznań Malinowskiego wiedziała pani, że prokuratura je badała i już dawno uznała za niewiarygodne?
  2. Dlaczego cytując te zeznania nie podała pani daty rzekomego spotkania?
  3. Dlaczego nie poinformowała pani świadka, że w czasie tego rzekomego spotkania Marcin P. siedział w areszcie?
  4. Jaki był sens cytowania tego zeznania? Co pani chciała w ten sposób osiągnąć?
    Coś ustalić, potwierdzić? Co konkretnie?
  5. Czy cytowanie zeznań, o których wiadomo, że w 100 proc. są zmyślone jest zgodne z prawem?

Nie dostaliśmy odpowiedzi.

W środę posłowie przesłuchają Marcina Plichtę, szefa Amber Gold, który od 5 lat siedzi w areszcie. W czwartek przed komisją wystąpi jego żona Katarzyna. Przesłuchania odbędą się w sądzie w Warszawie.

wyborcza.pl

NIEDZIELA, 25 CZERWCA 2017

Lewandowski: Kaczyński odkrył polityczne perpetuum mobile – nakręca spiralę niechęci wobec obcych

19:37

Lewandowski: Kaczyński odkrył polityczne perpetuum mobile – nakręca spiralę niechęci wobec obcych

Sondaże raz rosną, raz spadają dla poszczególnych partii, ale w tych sondażach, które teraz rosną dla PiS-u jest coś niewesołego, bo to jest Polaków portret własny. Myśmy w najczarniejszych scenariuszach dobrej zmiany nie przewidywali, że głównym paliwem politycznym dla PiS-u będzie tragedia uchodźców i straszenie ludzi obcym. Jeżeli to się opłaca i daje punkty sondażowe, to w tym jest trochę wiedzy o tym, jaką spiralę okaleczyć może społeczeństwo tego typu kampania nienawiści wobec obcych i straszenia uchodźcami. W tym sensie to nie jest wesoły portret Polaków – mówił Janusz Lewandowski w rozmowie z Piotrem Marciniakiem w „Faktach po faktach” TVN24. Jak mówił dalej:

„Jarosław Kaczyński – tego mu nie można odmówić – zawsze był sprawny w pobudzaniu ciemnych stron polskiej duszy i w tej chwili odkrył polityczne perpetuum mobile – nakręca spiralę niechęci wobec obcych i żyje politycznie z tej nakręconej spirali. To również okaleczenie polskiego społeczeństwa, bo jeżeli się włączy prezydent Duda ze swoim referendum czyli wylewem demagogii też skierowanie przeciwko obcym, to możemy się zamienić w najbardziej rasistowski kraj w Europie”

18:22

PO złoży wniosek do prokuratury w sprawie pobicia uczestników protestu KOD

W poniedziałek klub PO złoży oficjalne zawiadomienie do prokuratury, do ministra Ziobry z wnioskiem o osobisty nadzór na tym śledztwem, bo przecież w sieci są wizerunki tych ludzi, którzy wczoraj w czarnych koszulkach z napisem Młodzież Wszechpolska atakowali człowieka, uczestnika pokojowej manifestacji. Liczę, żę bedą tak samo sprawni jak 16 grudnia, kiedy wizerunki manifestantów były pokazywane i publikowane w mediach – poinformował Sławomir Neumann na konferencji w Radomiu.

13:45

„Pokolenie złych na Polskę” na okładce Newsweeka

Mieli być wspaniałymi dziećmi naszej wolności, ale odrzucają osiągnięcia rodziców, liberalizm i całą III RP – pisze „Newsweek” na okładce. W tygodniku także artykuł Renaty Grochal nt. sojuszu Beaty Szydło ze Zbigniewem Ziobrą.

11:13

Mucha: Sędzia Łączewski podjął decyzję, co do której nie miał żadnej kompetencji

Sędzia Łączewski podjął decyzję, co do której nie miał żadnej kompetencji. Nie jest uprawiony sędzia sądu rejonowego do rozstrzygania kwestii umocowania do działania prezesa TK. Nie miał prawa dokonywać takiej oceny – mówił Paweł Mucha w „Kawie na ławę” TVN24. Jak dodał, to kolejny eksces sędziego Łączewskiego i powinniśmy takie ekscesy negować.

10:52

Trzaskowski: Wszyscy dobrze wiemy, że trwa w tej chwili nagonka na Donalda Tuska

Wszyscy dobrze wiemy, że trwa w tej chwili nagonka na Donalda Tuska i jeżeli chodzi o kwestie związane ze Smoleńskiem i Amber Gold. Jeśli się nie da zaatakować pana premiera, atakuje się członków jego rodziny. To smutne, bo wszyscy się zastanawiają, jakbyśmy zachowali się w takiej sytuacji, kiedy wiadomo, że dla spektaklu robi się takie rzeczy – mówił Rafał Trzaskowski w „Kawie na ławę” TVN24.

300polityka.pl

Polska idzie do kąta

Polska idzie do kąta

PiS wstaje z kolan, wywracając klęcznik z takim rumorem, że wszyscy wokół kręcą głowami z politowaniem.

Po 16 latach dobrych kontaktów, wzmacniających nasza pozycję w Europie, solidny Trójkąt Weimarski przypomina dziś bezużyteczną ekierkę z pękniętym krótszym bokiem. Kiedy również 16 lat temu Lech Wałęsa, Václav Havel oraz József Antall spotkali się na zamku w Wyszehradzie, przez myśl im nie przeszło, że pierwotny Trójkąt, a po podziale Czechosłowacji – Grupa Wyszehradzka, może być rozsadzana od środka przez kraj, któremu najbardziej powinno zależeć na zwartości i sile przebicia krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Kiedy 1 maja 2004 Polska została członkiem Unii Europejskiej, nikomu nie wpadło do głowy, że kraj, który z takim trudem wypełnił kryteria kopenhaskie i żmudnie zabiegał o akceptację wszystkich dotychczasowych członków wspólnoty, nagle wypnie się na nich i na artykuł 49 Traktatu o Unii Europejskiej, który ustanawia obowiązek szanowania i wspierania sprecyzowanych w artykule 2 wartości UE. Nikt w Europie nie przypuszczał, że w Polsce, gdzie przez kilkanaście lat ludzie ciężko pracowali na opinię lidera europejskich przemian i gospodarczego sukcesu, pojawi się facet, który zdemoluje instytucje demokratyczne we własnym kraju, złamie zobowiązania międzynarodowe, opluje niemal wszystkich sąsiadów i będzie pouczał cywilizowane kraje Europy, czym jest demokracja i prawo.

Unijni partnerzy i obserwatorzy polskiej polityki zagranicznej widzą potęgujący się chaos. Bezładne działania, nieprzemyślane decyzje, niespójne oświadczenia, obsadzanie nieudaczników w roli dyplomatów, niezrozumiałą narrację o historycznych krzywdach, wstawaniu z kolan i o naszych słusznych prawach bez towarzyszącym im obowiązków – taką specjalność oferujemy zdumionemu światu: ciężkostrawny bigos doprawiony solidną garścią nacjonalizmu. Polska, Polacy, Polski, Naród, Ojczyzna, Macierz, Suweren… nawet śpiewających w tym chórze nie da się przekonać, że obecna polityka zagraniczna jest korzystna dla Polski. Nawet kompletnie zindoktrynowani propagandą sączoną z mediów publicznych potrafią przewidzieć, że wodzowskie zapędy i odgrzana przez PiS mocarstwowa idea Trójmorza muszą zrazić wyszehradzkich partnerów, że Czesi i Słowacy wybiorą raczej ściślejszą integrację z Unią, niż wojnę z nią, w dodatku pod biało-czerwonym sztandarem. Średnio zdolny uczeń gimnazjum w ruinie domyśla się, że jedyny sojusznik Orban nie będzie umierał za Polskę, bo ten kandydat na despotę tylko sprawdza, jak daleko może się posunąć, ale w razie czego będzie głosował jak inni. O co więc chodzi cherlawemu słoniowi miotającemu się w składzie porcelany?

Komentatorzy szukają przyczyn samobójczej polityki międzynarodowej w mętnych obszarach jaźni Jarosława Kaczyńskiego, który – tak jak nie zna się na gospodarce i ekonomii – nie ma pojęcia o sprawach współczesnego świata. Boi się nowych idei, myśli i poglądów, które zagrażają jego znanej, poukładanej i bezpiecznej wizji świata z ubiegłego wieku. A wiadomo, że kiedy Kaczyński się boi, to walczy. I zgodnie ze swoją naturą będzie się bił z Europą każdą bronią, na śmierć i życie – do ostatniego członka PiS i do ostatniego wyborcy. Dlatego flaga unijna to szmata. Dlatego przywódcy Unii to lewactwo. Polska racja stanu polega dziś na tym, że my bierzemy od Unii pieniądze, a w zamian Unia nie wtrąca się, otwiera przed Polakami granice, daje im dobrą pracę i płaci zasiłki.

W opinii Kaczyńskiego Angela Merkel wywodząca się z terenu NRD to „imperialistka o mocarstwowych ambicjach”, której wybór na kanclerza „nie był wynikiem czystego zbiegu okoliczności”, a jakby ktoś spytał, o co chodzi, to „już ona wie, co chciałem przez to powiedzieć”. Emmanuel Macron obraził polskie władze i nie wytłumaczył się z tego naszej premier tak, jak zażądał minister Waszczykowski. Ten nieopierzony prezydent myśli, że jak Polacy dali Francuzom widelec, a cesarz Francuzów dał nam przykład, jak zwyciężać mamy, to jesteśmy kwita. Akurat! A kto nas zdradził w Jałcie? Macron uważa, że jak płaci, to ma prawo wymagać – na przykład, żebyśmy tak jak oni przyjmowali uchodźców. A takiego! Nie będą nam bankierzy dyktować, co mamy robić. Cała ta stara Europa to banda egoistów, czyli takich facetów, którzy bardziej dbają o siebie, niż o nas…

Nowy pierwszy sort dyplomatów, którzy zastąpili profesjonalistów z poprzedniej ekipy, ma obowiązek głosić, że Europa nie ma pojęcia o sytuacji w Polsce oraz że demokracja ma się u nas świetnie. Właściwie dopiero od 2015 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość, demokracja naprawdę rozkwitła. Ma tego dowodzić wiele argumentów. Tyle, że wszystkie na NIE. W Polsce jest demokracja, bo jeszcze nie wsadza się przeciwników politycznych do więzienia, nie strzela do demonstrantów i nie podsuwa sędziom w czasie rozpraw gotowych wyroków do odczytania. Nowi dyplomaci jak ognia unikają natomiast pytań o nasze cechy właściwe państwom demokratycznym. Głosząc przewagę polskiej demokracji nad rachitycznym, gasnącym, chorym ustrojem Europy, minister Waszczykowski miota się, wygraża, rzuca groźne spojrzenia, powarkuje i robi takie miny, że byłoby lepiej, gdyby za granicą nosił twarz w pokrowcu.

Polska odzyskuje godność. PiS wstaje z kolan, wywracając klęcznik z takim rumorem, że wszyscy wokół kręcą głowami z politowaniem, pukają się w czoła i na wszelki wypadek wycofują w rejony, gdzie dominuje normalność, pozostawiając Polskę poza zasięgiem jej głosu. Nasza klasa polityczna uzyskuje należne jej miejsce – w oślej ławce. A nasz kraj stawiany jest za karę w ciemnym kącie Europy. Na własne życzenie. Da się to zrozumieć? Ja nie potrafię. Nie pojmuję nawet powszechnej wśród komentatorów tezy, że Kaczyński walczy z Europą, bo jej nie rozumie. Ja nie rozumiem, jak działa komputer, a jednak z niego korzystam.

Andrzej Karmiński

P.S. Sejmowa większość odrzuciła ze wstrętem przygotowany przez Nowoczesną projekt ustawy o mowie nienawiści. Ja się PiS-owi nie dziwię. Gdyby przyjęli tę ustawę mielibyśmy drugi w historii Sejm Niemy. Pierwszy przyniósł 15-letni okres spokoju wewnętrznego i odbudowy gospodarki.

koduj24.pl

Kaczyńskiego heroizm w obronie Rydzyka

Kaczyńskiego heroizm w obronie Rydzyka

Jarosław Kaczyński sięgnął po historię swojego heroizmu w czasie PRL-u, a zwłaszcza na początku stanu wojennego – kiedy to prokuratorem był jego kolega partyjny Stanisław Piotrowicz – i sygnował swoim imieniem i nazwiskiem petycję do papieża Franciszka, która stoi w obronie dzieł (mediów) o. Tadeusza Rydzyka.

Zaiste jest to szczególna odwaga, bo przecież możemy sobie wyobrazić, że najsłynniejszy na globie redemptorysta obraża żonę prezesa, jak niegdyś Marię Kaczyńską (żonę Lecha K.), zwąc ją „czarownicą”. Jarosław nie ma żony, ale gdyby miał, musiałby się liczyć, iż podczas działania dzieł Rydzyka (a jest nim jego szkoła medialna) naraża swoją połowicę na obrazę („ty, taka-siaka”).

Czyż to nie jest heroizm? Jest! Kaczyński także wykazuje się heroizmem w obronie Rydzyka z innego powodu, bo z kasy państwowej dzieła redemptorysty dostały tylko 30 mln zł w czasie rządów PiS (coś koło tego, jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić). Znaczy się, że za mało.

Można mniemać, iż szykuje się jakaś nowa kasa dla dzieł Rydzyka, gdyż poszkodowanemu należy się rekompensata. W liście do papieża w obronie Radia Maryja i o. Rydzyka – obrońcy piszą – „ze smutkiem, niestety, informujemy Waszą Świątobliwość, że w naszej Ojczyźnie wolność katolickich mediów jest bardzo poważnie zagrożona. To zagrożenie wynika z działań totalnej opozycji”. I tak dalej.

Pod listem oprócz prezesa podpisał się cały niemal rząd (jeszcze nie parafowała go Beata Szydło): Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Elżbieta Rafalska, a także szefowie resortów infrastruktury, energii, rolnictwa. Jest też podpis Ryszarda Terleckiego, przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS. Autorzy listu jeszcze nie dotarli do Andrzeja Dudy, ale bez obawy, ten podpisuje wszystko jak leci.

Najprawdopodobniej list został wymyślony przez Annę Sobecką, bo jej nazwisko otwiera (na razie widnieje na niej 67 nazwisk parlamentarzystów PiS) listę zatytułowaną „Z synowskim oddaniem”. Wiem, że czytelnicy mogą się zastanawiać: jak totalna opozycja może zagrażać dziełom o. Rydzyka?

Zaiste możemy nie wszystko wiedzieć. Może to Grzegorz Schetyna ze swoją czarownicą (tj. żoną) trzyma kasę państwa i nie dając z niej grosza Rydzykowi, represjonuje go. Co po takim liście do papieża może się stać?

Tylko odpowiedź. Albowiem inaczej być nie może i Franciszek np. odpowie: „Jego Wysokość Totalna Opozycjo – Grzegorzu Dyndała, tj. Schetyna – oddaj kasę ubogiemu Rydzykowi, bo jest tylko na 83. pozycji listy najbogatszych Polaków, powinien być wyżej ze swoimi dziełami. Z indiańskim oddaniem Howgh”.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Schizy i paranoje PiS. Pisizmy

Minister mówi, o że policja czy straż miejska zaogniłaby sytuację. No to może w ogóle zlikwidować?

Orwella nalezy przypomnieć tym z folwarku zwierząt PiS. Kaczkom sraczkom.

Szczepkowska przegrana w mediach publicznych

Joanna Szczepkowska – ta sama, która 28 października 1989 r. w „Dzienniku Telewizyjnym”, wygłosiła słynne „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” – szybko zapewne przed kamerami TVP już nie stanie. Wszystko za sprawą krótkiego wierszyka, własnego autorstwa, który wyrecytowała, odbierając nagrodę dla najlepszej aktorki na 17. festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2017″ organizowanym przez media publiczne – TVP i Polskie Radio.

Szczepkowską nagrodzono za role „Kobiety z Parasolką” i „Gołej Baby” w jej autorskim spektaklu. Galę wręczania nagród pokazała w środę przed północą TVP 1. Uroczystość prowadziła Danuta Stenka i Artur Żmijewski.

Nagrodę aktorce wręczał wiceprezes TVP Maciej Stanecki oraz Adam Kasprzyk, rzecznik obsadzonej przez PiS spółki skarbu państwa Energa, sponsora tej nagrody.

Rzecznik Energy zagaił: „Choć ten komunizm może nie skończył się po ’89 roku tak jak wszyscy byśmy chcieli, to jest coraz jaśniej, z coraz większą energią”, co miało być aluzją do słynnej wypowiedzi Szczepkowskiej sprzed lat. Słuchała więc tego z nieukrywanym zdziwieniem i zachęcona do zabrania głosu oświadczyła: „Usłyszałam przed chwilą, że jest coraz jaśniej, bardzo różnie widzimy kolory (tu wymownie spojrzała na rzecznika, co sala nagrodziła najpierw śmiechem, a potem brawami). Jako kobieta z parasolką chciałabym naprawdę, naprawdę bardzo serdecznie podziękować całej ekipie, całej od realizatorów po księgową, którzy z wielką miłością podeszli do spektaklu na żywo. (…) Chciałam powiedzieć, że tłum czarnych parasoli wymyśliłam 20 lat temu”. Ta aluzja do marszu „czarnych parasolek” została nagrodzona przez salę brawami. Aby nie było niedomówień dodała: „Jako Goła Baba chciałabym powiedzieć zaskakujący wierszyk: Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje. Dziękuję”. To sala skwitowała ponownymi gromkimi brawami.

25 czerwca 1903 roku urodził się George Orwell. Po latach jego słowa są nadal aktualne.

„To gra na poważnie”. Krzysztof Łoziński, szef KOD-u o rodzinie, górach i polityce

Piotr Wójcik/Picture Doc, 25.06.2017

Jego matka była dowódcą sekcji pułkownika Radwana, podlegały jej powstańcze radiostacje w całym Śródmieściu Warszawy. Jego dziadek Leonard Wawrzyniec Żaczkowski był w czasie powstania warszawskiego komendantem Korpusu Bezpieczeństwa Państwowego, był po wojnie ścigany przez sowietów i polskich komunistów, lata 1948-1956 spędził w więzieniu. Dziś Krzysztof Łoziński stoi na czele Komitetu Obrony Demokracji, ruchu nazywanego przez zwolenników PiS potomkami komunistów i złodziei.

Dzisiaj przewodniczący Komitetu Obrony Demokracji mówi: ‚Czym bardziej umacnia się władza dyktatorska i czym bardziej zaczyna być brutalna, czym bardziej zaczyna być wszechmocna, tym mniejsze są szanse na pokojowe rozwiązanie. Idą bardzo ciężkie czasy, bardzo niebezpieczne i będą wymagały od nas bardzo dużych wyrzeczeń i poświęceń. I bardzo trudnych decyzji. Mówię to jako człowiek, który ma naprawdę różne trudne decyzje za sobą i wiem, ile to kosztuje’.

Zaczął się wspinać w 1960 roku. Na początku na Hali Gąsiennicowej, później coraz wyżej. Bo góry w głębokim PRL-u były przestrzenią wolności – władza tam nie sięgała i . Po 1970 roku zaczął się poważny etap w górskiej pasji Łozińskiego – wyjazdy w Himalaje. Różnił się tym od polskich alpinistów, że wychodził w samodzielne wyprawy na szczyty. O mało nie przypłacił tego życiem.

Po festiwalu ‚Solidarności’ został zatrzymany i postawiono mu zarzut organizowania strajku w stanie wojennym. Problemem było to, że strajk jeszcze się nie zaczął. Został uwolniony i nie był internowany. Nie uniknął jednak później brutalnych przesłuchań.

O współczesnych czasach Krzysztof Łoziński mówi: ‚Nie ma co liczyć, że będziemy cały czas chodzić z balonikami, transparentami i uśmiechami. I że nie będziemy musieli w związku z tym ponosić żadnych kosztów. To nie jest zabawa. To jest gra na poważnie’.

W 2015 roku z Piotrem Rachtanem napisali tzw. raport gęgaczy, w którym opisywali polityczne plany środowiska PiS. Wykrakali w nim wszystkie późniejsze ataki na Trybunał Konstytucyjny, TVP i inne instytucje państwowe. Uznali, że nowa rzeczywistość wymagała stworzenia na wzór Komitetu Obrony Robotników Komitetu Obrony Demokracji. Skala demonstracji pod tym szyldem w 2015 i 2016 roku zaskoczyła Krzysztofa Łozińskiego.

Na demonstracji 4 czerwca 2016 roku mówił: ‚Naszą siłą jest spokój, pogoda ducha, optymizm i rozmowa. Rozmowa – przekonywanie, dyskutowanie, a nie agresja, nie język nienawiści’.

Wywiad Bożeny Aksamit z Krzysztofem Łozińskim już 26 czerwca w Dużym Formacie.

wyborcza.pl

Kaczyńskiego heroizm w obronie Rydzyka

Jarosław Kaczyński sięgnął po historię swojego heroizmu w czasie PRL-u, a zwłaszcza na poczatku stanu wojennego – kiedy to prokuratorem był jego kolega partyjny Stanisław Piotrowicz – i sygnował swoim imieniem i nazwiskiem petycję do papieża Franciszka, która stoi w obronie dzieł (mediów) o. Tadeusza Rydzyka.

Zaiste jest to szczególna odwaga, bo przecież możemy sobie wyobrazić, że najsłynniejszy na globie redemptorysta obraża żonę prezesa, jak niegdyś Marię Kaczyńską (żonę Lecha K.), zwąc ją „czarownicą”. Jarosław nie ma żony, ale gdyby miał, musiałby sie liczyć, iż podczas działania dzieł Rydzyka (a jest nim jego szkoła medialna) naraża swoją połowicę na obrazę („ty, taka-siaka”).

Czyż to nie jest heroizm? Jest! Kaczyński także wykazuje się heroizmem w obronie Rydzyka z innego powodu, bo z kasy państwowej dzieła redemptorysty dostały tylko 30 mln zł w czasie rządów PiS (coś koło tego, jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić). Znaczy się, że za mało.

Można mniemać, iż szykuje się jakaś nowa kasa dla dzieł Rydzyka, gdyż poszkodowanemu należy się rekompensata. W liście do papieża w obronie Radia Maryja i o. Rydzyka – obrońcy piszą – „ze smutkiem, niestety, informujemy Waszą Świątobliwość, że w naszej Ojczyźnie wolność katolickich mediów jest bardzo poważnie zagrożona. To zagrożenie wynika z działań totalnej opozycji”. I tak dalej.

Pod listem oprócz prezesa podpisał się caly niemal rząd (jeszcze nie parafowała go Beata Szydło): Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Elżbieta Rafalska, a także szefowie resortów infrastruktury, energii, rolnictwa. Jest też podpis Ryszarda Terleckiego, przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS. Autorzy listu jeszcze nie dotarli do Andrzeja Dudy, ale bez obawy, ten podpisuje wszystko jak leci.

Najprawdopodobniej list został wymyślony przez Annę Sobecką, bo jej nazwisko otwiera (na razie widnieje na niej 67 nazwisk parlamentarzystów PiS) listę zatytułowaną „Z synowskim oddaniem”. Wiem, ze czytelnicy mogą się zastanawiać: jak totalna opozycja może zagrażać dziełom o. Rydzyka?

Zaiste możemy nie wszystko wiedzieć. Może to Grzegorz Schetyna ze swoją czarownicą (tj. żoną) trzyma kasę państwa i nie dając z niej grosza Rydzykowi, represjonuje go. Co po takim liście do papieża może się stać?

Tylko odpowiedź. Albowiem inaczej być nie może i Franciszek np. odpowie: „Jego Wysokość Totalna Opozycjo – Grzegorzu Dyndała, tj. Schetyna – oddaj kasę ubogiemu Rydzykowi, bo jest tylko na 83. pozycji listy najbogatszych Polaków, powinien być wyżej ze swoimi dziełami. Z indiańskim oddaniem Howgh”.

Jarosław Kaczyński, ministrowie i posłowie PiS. Oni już podpisali się pod petycją w obronie Radia Maryja i o. Rydzyka

Katarzyna Zuchowicz, 25 czerwca 2017

Petycję do papieża Franciszka napisała kilka dni temu posłanka Anna Sobecka. To odpowiedź na inną petycję – również do Ojca Świętego – ale o ukrócenie działalności politycznej toruńskiego redemptorysty. Jak się okazuje zwolennicy Radia Maryja nie próżnują i zwierają szeregi. Trwa akcja zbierania podpisów. Na liście mnóstwo polityków PiS, z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

Brakuje tylko premier i prezydenta. Wśród sygnatariuszy, jak informuje Radio Maryja, jest za to prezes Jarosław Kaczyński, a także szefowa Kancelarii Premier Beata Kempa. Nie brak też ministrów. Swoje podpisy złożył m.in. Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Elżbieta Rafalska, a także szefowie resortów infrastruktury, energii, rolnictwa. Jest też Ryszard Terlecki, przewodniczący Klubu Prawo i Sprawiedliwość oraz sekretarze stanu z kilku ministerstw, a także posłowie i senatorowie PiS oraz europosłowie z tego ugrupowania.

Jak tak dalej pójdzie, może się okazać, że podpisze się pod nią cały rząd. Radio Maryja właśnie przypomina, że trwa zbiórka podpisów. Na liście, do której odsyła, jest 67 nazwisk.

Przypomnijmy, tu pisaliśmy o petycji do papieża, która wywołała taką reakcję w obronie o. Rydzyka. „Mamy nadzieję, że głowa Kościoła Katolickiego, tak jak my, brzydzi się: obłudą, rasizmem, sianiem niezgody i traktowaniem religii jak biznesu” – napisał Adam N., autor petycji. Jego zdaniem o. Rydzyk jest „przykładem patologii występującej w polskim Kościele Katolickim”. Tamtą petycję podpisało już ponad 46 tysięcy osób.

Posłanka Anna Sobecka bardzo szybko zareagowała. W piśmie skierowanym do Franciszka pisze, że to właśnie katolicka rozgłośnia „wiernie służy Panu Bogu, Kościołowi i Polakom wspomagając ich formację katolicką i patriotyczną”. A także, że „jako jedyna rzetelnie informuje oraz broni wartości chrześcijańskich”.

Czytamy w niej, że wolność katolickich mediów jest w Polsce zagrożona. A to za sprawą „totalnej opozycji”.

źródło: Radio Maryja

naTemat.pl

Trwają represje wobec organizatorek Czarnego Protestu

Już w październiku zeszłego roku organizatorki Czarnego Protestu doświadczać zaczęły szykan. Niby proste sprawy, ale dotkliwe – zwłaszcza dla osób z małych miejscowości, gdzie trudniej zachować anonimowość – pisze na łamach „Polityki” Klementyna Suchanow. Jakie? Cięcia premii, odmowy, zwolnienia z pracy na tle światopoglądowym, głównie w małych miejscowościach – w Lęborku, Sanoku, Zgorzelcu, Węgorzewie…. Wiele kobiet woli pozostać anonimowymi z obawy o swoją sytuację. Ale inne milczeć nie chcą i walczą. Nie składają parasolek.

Przypomnijmy kilka spraw: na tydzień przed 8 marca zaczęła się głośna sprawa nauczycielek z Zabrza. Inny przykład. Jedna z organizatorek strajku z Siemiatycz natychmiast dostała wypowiedzenie najmu lokalu, gdzie mieściła się organizacja PełnoAktywni, pomagająca osobom niepełnosprawnym. Umowę miała na niego do końca 2018 r., ale co z tego. Nikt specjalnie nie krył powodu wcześniejszego jej zerwania. Druga organizatorka z cenionej pracownicy spadła do najniższej rangi, a gdy w końcu chciała przejść do innej pracy, zareagował burmistrz miejscowości i… wstrzymał jej przyjęcie w spółce. Albo taka historia. Były radny PiS w Lęborku chodził za działaczkami kobiecego strajku podczas rozdawania ulotek – opowiada Patrycja Konkel – i naśmiewał się: „Czemu na kartonach, nie stać was na ulotki?”. Kobiety słyszą wyzwiska („aborcjonistki”, „nienormalne”) albo każe się im „wypieprzać” – tak jak miało to miejsce w trakcie oprotestowanego spotkania z Tomaszem Terlikowskim w klubie „Gazety Polskiej”.

Celem ataków stają się dzieci i to w perfidny sposób. W podstawówce w Puławach ostrzegano rodziców, że jeśli wezmą udział w strajku, to ich dzieci nie zostaną dopuszczone do komunii lub bierzmowania. Samotne matki nachodzą pracownicy socjalni, grożąc im kuratorem i odebraniem praw do dzieci. W ośrodku „Przystanek” w Puławach, mającym udzielać pomocy ofiarom przemocy, „leczy się” problem modlitwami, zamiast udzielać fachowej opieki. Kobiet nie wpuszcza się do Sejmu. Gdy zjechały one z całej Polski na zaplanowaną konferencję prasową w Sejmie, przetrzymywano je odpowiednio długo w biurze przepustek. Wydane w końcu karty wstępu na nic się zdały, bo było już ok. 40 minut po czasie. Ostatecznie konferencja odbyła się na chodniku przy Wiejskiej.

Ulubionym chwytem obecnie jest sądzenie za symbol Polki Walczącej. Wcześniej była jeszcze sprawa Kowbojki. Użycie plakatu Solidarności z kobietą kowbojem oprotestował związek Solidarność, aż sprawę uciąć musiał właściciel praw do znaku, autor słynnego plakatu. Także powstańcy warszawscy wypowiedzieli się, że nie mają nic przeciwko używaniu symbolu kotwicy przez kobiety, bo służy słusznej walce. Mimo to aktywiści propisowscy ciągają po sądach kolejne osoby za dorysowanie kropek na znaku Polski Walczącej. W Szczecinie sprawę za transparent umorzono, bo – jak uzasadnił sąd – piersi pojawiają się nawet w sztuce. Ale kilka innych spraw jest w toku, jak chociażby ta z Kielc. Niedawno wręczono tam grzywnę w wysokości 2 tys., bo naklejki Polki Walczącej uznano za „obsceniczne”, znieważające symbol, za który „krew przelało w czasie II wojny światowej tysiące Polaków”.

Władza idzie na zwarcie z kobietami w Polsce. Trudno bowiem nie protestować, gdy rządzący co chwilę dostarczają argumentów. – „A to zapowiedzi nowych ustaw antyaborcyjnych, wprowadzające zakaz części antykoncepcji, a to wycofanie dotacji na Niebieską Linię z równoczesnymi skandalami z przemocą w rodzinie wśród członków PiS, a to wycofanie tabletki „dzień po” czy pomysł odizolowania w szkołach dzieci niepełnosprawnych” – wylicza Klementyna Suchanow. Tymczasem w Polsce narasta atmosfera (niemalże) linczu. Najlepszych przykładów dostarczają wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu. 10 maja Angelika Domańska i Elwira Borowiec po podniesieniu białych róż i flagi strajkowej zostały poturbowane przez tłum na wezwanie posłanki Anity Czerwińskiej. Krzyczała ona do stojących wokół ludzi: „Nie puszczajcie ich”. Dziewczyny były szturchane, kopane, podtykano im pod oczy różańce, nie mogły wydostać się z tzw. tłumu smoleńskiego. Ostatecznie Angelika w wyniku cukrzycy zasłabła. Z tłumu wyciągnął ją przypadkowy mężczyzna, przeciągając pod nogami ludzi, w karetce dostała zastrzyk i środki uspokajające. Mężczyznę spisano jako agresora, tłum pozostał bezkarny.

To zdarzenie z 10 maja zelektryzowało kobiety ze Strajku Kobiet. Postanowiły solidarnie stanąć w obronie koleżanek i na czerwcowej miesięcznicy Strajk Kobiet pojawiły się razem z Obywatelami RP. Niekoniecznie, aby blokować Krakowskie Przedmieście, gdyż niektóre chciały stanąć bezpiecznie w miejscu zgłoszonego zgromadzenia Obywateli Solidarnych w Akcji. Gdy jednak policja obstawiła miejsce i nie wpuściła ani organizatorów, ani kobiet, stwierdziły, że skoro pozbawiane są prawa do legalnej formy protestu, pozostaje im tylko przyłączyć się do aktu „nieposłuszeństwa obywatelskiego”. – „Miałam opory przed siadaniem na Krakowskim Przedmieściu, sama kiedyś walczyłam o szacunek w stosunku do innych poglądów. Ale Kaczyński ze swym orszakiem, w asyście zastępów, ba, armii policji, wyprowadził mnie z błędu” – opowiadała Beata Siemaszko. – „To, co chwilę wcześniej wydawało mi się niestosowne, okazało się jedyną możliwością zachowania godności”. Po tej miesięcznicy – wylicza autorka – „ponownie z powodu ataków tłumu, przynajmniej dwie kobiety musiały szukać pomocy u ortopedy (złamania palców), na jednym mężczyźnie policjant zastosował chwyt wykręcania jąder (to pewnie tylko ułamek przypadków). W mijającym tygodniu wysłano pierwsze zaproszenia na przesłuchania dla tych, którzy nie zaakceptowali mandatów”.

11 osób spośród spisanych 102 osób – a wcześniej wyniesionych, przetrzymywanych przez dwie godziny przez policję w sobotę, 10 czerwca – przyjęło mandaty. Jedna z nich – pragnie pozostać anonimowa – ma już za sobą wizytę policji w swoim domu. To samotna matka mieszkająca na wsi. Policjanci poczekali, aż kobieta wróci z zebrania w szkole i przeprowadzili dziwną rozmowę. Byli grzeczni, lecz ironiczni – być może śmieszyło ich zaangażowanie samotnej matki w opozycję w miejscowości zdominowanej przez zwolenników PiS. Na pytania kobiety odpowiadali mało konkretnie („wyklepaną regułką „nie wiemy”, „dostaliśmy rozkaz, więc robimy swoje” etc.”), za to wnikliwie przepytali działaczkę. „Pytania były szczegółowe i dotyczyły tak mojego życia prywatnego (znali nawet wykształcenie), jak zawodowego czy posiadanego majątku, skupiały się wokół stowarzyszenia, do którego należę, i jego planów na przyszłość. Padło także pytanie o to, czy wybieram się do Warszawy 10 lipca. Poinformowali mnie, że pokwapili się osobiście, gdyż wiedzą, iż posiadam trójkę dzieci, i nie chcieli mi robić problemów. Jeśli jednak nie chciałabym z nimi „rozmawiać”, będą zmuszeni oficjalnie wezwać mnie na komendę. Niczym nie straszyli, niczego nie proponowali, ot, potwierdzali już zebrane informacje na mój temat, ale w jakim celu? Nie mam pojęcia” – opowiedziała kobieta, która w Warszawie przyjęła mandat za wykroczenie.

Jak pisze Klemenyna Suchanow, bohaterka wspomnianej wyżej relacji ma dowody na to, że jest obserwowana. Jakie? Pokazała autorce tekstu zrzut z ekranu z ustawień telefonu, w której na liście jako dostępne Wi-Fi pojawia się… „wóz operacyjny ABW nr46_EXT”. Pokazało się to podczas zakłóceń z powodu burzy. O podsłuchach wspomina się u Obywateli RP, i w ruchu OSK (Ogólnopolski Strajk Kobiet) także. Do tej pory można to było kłaść na karb przewrażliwienia. Wygląda jednak na to, że raczej nie ma co pielęgnować już złudzeń, że działalność kobiet władz nie obchodzi. PiS na kobiety zagięło parol. Te jednak nie pozostają bierne. Zdeterminowane zakładają Parasolki, czyli komitet pomocy zaangażowanym. Każda osoba, która potrzebuje pomocy, może się do nich zgłosić.

koduj24.pl

Retweeted

Wczoraj chuligani z Młodzieży Wszechpolskiej zaatakowali pokojowe i legalne zgromadzenie KOD. Nie ma na to naszej zgody.

Wpis został usunięty, więc jeszcze raz zgłaszam i w związku z podejrzeniem nawoływania do przemocy

 

Panowie Ministrowie odpowiadacie dzisiaj za bezpieczeństwo w Polsce.Tolerowanie bezprawia doprowadza do wydarzeń jak dzisiaj w Radomiu!

Twitterowy „odważniak” skasował ten wpis po tym, gdy pokazałam mu skutki internetowych gróźb. No ale za późno. Miłej niedzieli 😊

Dziś, 25.06 g.16:00 – 17:00 na Krak. Przedm. pod Pałacem Prezydenckim w W-wie „W Obronie Praw Obywatela” – protest

Dzień dobry, – czy ten kopiący młodzieniec ze zdjęcia jest już ustalony i zatrzymany? Lubicie się chwalić skutecznością.

Malta Festival. Akcja „Zostań Ministrem Kultury” sukcesem. Udało się zebrać 300 tys. zł

Kajetan Kurkiewicz, 25 czerwca 2017

Malta Festival 2017 - Michał Merczyński w Generatorze Malta na placu Wolności

Malta Festival 2017 – Michał Merczyński w Generatorze Malta na placu Wolności (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Widzowie i sympatycy Malta Festival dali to, czego odmówił minister kultury Piotr Gliński. W internetowej zbiórce na portalu Wspieram Kulturę udało się zebrać równowartość nie przyznanej przez ministra dotacji.

O sukcesie akcji „Zostań Ministrem Kultury” w sobotę przed koncertem zespołu Laibach podczas festiwalu pochwalił się dyrektor Malty Michał Merczyński.

wyborcza.pl

Echa ataku Młodzieży Wszechpolskiej na KOD w Radomiu. „Tam, gdzie w polityce pojawia się przemoc, rodzi się faszyzm”

dyb, 24 czerwca 2017

Atak Młodzieży Wszechpolskiej na KOD w Radomiu.

Atak Młodzieży Wszechpolskiej na KOD w Radomiu. (MARTA DUDZINSKA)

„Dzisiaj w Radomiu została przekroczona granica, która dzieli demokrację od ustroju, w którym nikt z nas nie chciałby żyć” – skomentował atak narodowców na manifestację KOD w Radomiu prezydent miasta Radosław Witkowski. Nie milkną komentarze po sobotnich wydarzeniach.

W sobotę w Radomiu manifestację z okazji 41. rocznicy radomskiego Czerwca ’76 zorganizował Komitet Obrony Demokracji. Została ona zakłócona przez narodowców, głównie ubranych w koszulki z logo Młodzieży Wszechpolskiej. Kilka osób zostało zaatakowanych i pobitych przez narodowców.

W internecie nie milkną komentarze po tych wydarzeniach.

– Dzisiaj w Radomiu została przekroczona granica, która dzieli demokrację od ustroju, w którym nikt z nas nie chciałby żyć. Polityczny spór i dyskusję zastąpiła fizyczna agresja. Na to zgody być nie może. Takich scen nie możemy oglądać! – napisał prezydent Radomia Radosław Witkowski.

W podobnym tonie wypowiedział się Mateusz Tyczyński, dyrektor Kancelarii Prezydenta. – Tam, gdzie w polityce pojawia się przemoc, rodzi się faszyzm – napisał wprost.

Czytaj także: Narodowcy atakują KOD. Bójka na manifestacji w rocznicę radomskiego Czerwca ’76 [WIDEO, ZDJĘCIA]

Jedna z uczestniczek manifestacji KOD wrzuciła zdjęcie gwoździa, jakimi narodowcy mieli, według niej, zaatakować uczestników manifestacji KOD.

Całą manifestację i atak narodowców można obejrzeć na Facebooku:

To on dziś kopał człowieka z KOD w Radomiu. Na FB przedstawia się jako Oskar Gustaw z Warszawy. Na profilu Wyklęci, MW, Marsz Niepodległości

Cały czas komentowana jest też sprawa obecności służb na manifestacji: braku policji i braku interwencji straży miejskiej.

Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

W Radomiu atak ONR na działaczy KOD.Centr.miasta nie pilnowała policja,a patrol straży miejskiej uciekł gdy zaczęły się starcia.

Radomski Czerwiec 1976 – reportaż multimedialny

Zobacz wideo z całego zajścia na manifestacji KOD

Atak narodowców na KOD w Radomiu – całość

http://www.gazeta.tv/plej/19,88286,22004428,video.html

wyborcza.pl

„Sueddeutsche Zeitung” ostro o Kaczyńskim. „Polskie władze są obrażone”

Wprost, 25.06.2017

Jarosław Kaczyński© DAREK NOWAK / FOTONEWS Jarosław Kaczyński

 

W sobotę w jednym z artykułów w niemieckim dzienniku „Sueddeutsche Zeitung” jego autor Daniel Broessler poparł ostrą krytykę prezydenta Francji Emmanuela Macrona wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Komentator uważa, że „spór w Unii Europejskiej jest konieczny”.

„Polskie władze są obrażone. Nabywcy uważają, że prezydent Francji Emmanuel Macron zachował się wobec nich niewłaściwie, ostrzegając ich przed traktowaniem Unii Europejskiej jak supermarketu, z którego tak po prostu można korzystać” – pisze autor. „Prawdą jest jednak, że silny człowiek Polski – Jarosław Kaczyński – nie traktuje Unii Europejskiej jak supermarketu. W supermarkecie należałoby zapłacić” – dodaje. Jak pisze dalej, Jarosław Kaczyński wraz ze swoim „bratem” Viktorem Orbanem uważają, że UE to raczej stodoła, z której można kraść konie.

Broessler zastanawia się natomiast, czy krytyka w takiej formie była teraz potrzebna i pisze, że UE opuszcza w tym momencie „padół łez” i mobilizuje się w polityce obronnej i stawia czoło w handlu Donaldowi Trumpowi. „Po co podkreślać właśnie teraz spór między wschodem a zachodem w Unii?” – pyta. Dochodzi do wniosku, że jest to konieczne, ponieważ „fundamentalny konflikt w UE nie zniknie dzięki temu, że go przemilczymy”.

Komentator zwraca uwagę, że konflikt dotyczy solidarności, ponieważ Polska, Czechy i Węgry odmawiają uczestniczenia w skromnej relokacji uchodźców. Zwraca jednak także uwagę na to, że przez dłuższy czas Niemcy także nie uważali za stosowne, aby pomógł Europejczykom z Południa. „Unia Europejska dysponuje środkami prawnymi przeciwko tym, którzy ignorują decyzje większości. We wspólnocie nie jest to żaden kryzys, lecz dzień powszedni” – ocenia.

msn.pl

%d blogerów lubi to: