Puszcza Białowieska Lasem Birnam dla PiS

Puszcza Białowieska Lasem Birnam dla PiS

Zawodnik PiS Jacek Saryusz-Wolski wystawiony do starcia z Donaldem Tuskiem odniósł moralne zwycięstwo 1:27. Im dalej w las, tj. od tego zdarzenia, mogę sobie wyobrazić, jak się on czuje. Saryusz-Wolski się nie czuje, bo nieczuciem jest podłe samopoczucie.

Najpierw odreagowywał wpisami ezopowymi na Twitterze, których treść mogli odczytać tylko on i jego demony. Potem przechodził jakąś kurację odwykową od podłości swej, a teraz po swoistym detoksie stara się wejść w buty pisowskie, pomagać partii Jarosława Kaczyńskiego brnąć w absurdy.

Zwykle są to manowce. Najczęstszą metodą obrony w PiS jest stara metoda komusza: „A w Ameryce Murzynów biją”.

„Murzynów” odnośnie Puszczy Białowieskiej Saryusz-Wolski znalazł w Niemczech. Zawodnik PiS zakomunikował na Twitterze, iż „Polsce grożą kary za ochronę Puszczy Białowieskiej. W tym czasie Niemcy wycinają Las Hambach pod kopalnię”.

Jak przeczytali to redaktorzy portali prawicowych, podnieśli larum („larum grają” to wzmożenie patriotyczne, które daje sygnał, aby komuś przywalić). Larum na Niemców ma szczególne umocowanie po tym, jak politycy PiS wpadli na pomysł reparacji wojennych.

Dość szybko się okazało, iż owo zestawienie Puszcza Białowieska i niemieckiego Lasu Hambach to wrzutka rosyjskiego portalu proputinowskiego Russia Today. Porównanie zaś tych obszarów leśnych jest mniej więcej takie jak porównać pustynię z piaskownicą.

Saryusz-Wolski otrzeźwiał z tego larum na Niemców made in Russia, tweeta usunął. Temat jednak żyje. Niemiecki Las nie jest pod żadną ochroną państwową ani europejską. Nie jest parkiem narodowym, ani nawet rezerwatem. A Puszcza Białowieska jest wpisana w światowe dziedzictwo UNESCO, to ostatni nizinny las naturalny Europy. Ostatni, a więc jedyny.

Okazuje się, iż wrzutki Rosji, aby pozyskiwać pożytecznych idiotów w Unii Europejskiej, mają szczególne wzięcie w pisowskiej Polsce. Zresztą coraz bardziej rymuje mi się putinowska Rosja z pisowską Polską.

A z lasów zarówno Saryusz-Wolskiemu, jak i politykom PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele, najbliżej do Lasu Birnam, który jak w „Makbecie” zbliża się do ich twierdzy. Gdy już dotrze pod okna Nowogrodzkiej, będzie oznaczał koniec ich mordu na demokracji i koniec ich władzy.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Prof. Marek Chmaj: Trójpodział władzy już nie istnieje

Prof. Marek Chmaj: Trójpodział władzy już nie istnieje

Trójpodział władzy skończył się już w zeszłym roku. Dziś mamy kolejne ustawy, które pogłębiają te niekorzystne zjawiska związane z łamaniem konstytucji. Niestety, nie ma już trójpodziału władzy, a zasady państwa prawa kilkukrotnie złamano – mówi w rozmowie z nami konstytucjonalista prof. Marek Chmaj

JUSTYNA KOĆ: Panie profesorze, został pan poproszony o ekspertyzę dotyczącą zmian w ordynacji wyborczej, po czym na komisji dostał pan kilkadziesiąt sekund, aby ją przedstawić. To brzmi jak absurd.

MAREK CHMAJ: W piątek dostałem zlecenie na napisanie ekspertyzy od biura analiz sejmowych. Cztery dni zajęło mi przygotowanie ekspertyzy, zrobiłem to bardzo rzetelnie, zgodnie z najlepszą wiedzą, i w czwartek wieczorem na posiedzeniu komisji dostałem od przewodniczącej dosłownie minutę na jej zaprezentowanie. To była kompletnie absurdalna sytuacja, w praktyce

uniemożliwiono mi wypowiedź na ten temat.

To po co była ta ekspertyza?

Ekspertyzę zleciła jedna z wicemarszałkiń Sejmu. Ponieważ została zlecona za publiczne środki, to Biuro Analiz Sejmowych powinno udostępnić ją posłom, nie tylko z komisji, ale wszystkim. Przecież po to Sejm takie ekspertyzy zamawia, aby wzbogacały proces legislacyjny. Oczywiście niektóre ekspertyzy są bardzo krytyczne co do różnych projektów i zauważam tendencje do pomijania takich ekspertyz po to, aby nie przeszkadzać sobie w procesie legislacyjnym.

Co było w pana ekspertyzie, była krytyczne, niewygodna, przeszkadzała w procesie legislacyjnym?

Była rzetelna. Wskazywałem w niej na te elementy, które moim zdaniem budzą wątpliwości konstytucyjne i chciałem, żeby komisja zastanowiła się nad tymi fragmentami projektu, aby uniknąć niezgodności z ustawą zasadniczą. Pamiętajmy, że

z Sejmu, a zwłaszcza z komisji powinny wychodzić projekty absolutnie zgodne z konstytucją, a nie takie, które są z nią rozbieżne.

W teorii tak powinno być, w praktyce wczoraj na komisji sprawiedliwości posłanka Pawłowicz wytknęła, że jeden z przepisów jest niekonstytucyjny, ale zagłosuje za nim zgodnie ze swoim klubem. Dodajmy, że pani Pawłowicz jest profesorem prawa.

Jest to jeden z przykładów, jak podchodzą niektórzy posłowie do stosowania norm konstytucyjnych. Przepisy konstytucji powinny wyznaczać kierunek ustawodawstwa. Nie można świadomie tworzyć ustaw z konstytucją sprzecznych, a już publiczne przyznawanie się do głosowania za rozwiązaniami niekonstytucyjnymi czy popieranie rozwiązań niekonstytucyjnych świadczy o autorze takich słów.

Skoro już rozmawiamy o wydarzeniach na komisji sprawiedliwości, to zapytam o poprawki wprowadzone do projektu prezydenckiego o SN i KRS. Jak pan je ocenia?

Projekt prezydenta już w wielu miejscach był niezgodny z konstytucją.

To jest o tyle smutne, że prezydent zgodnie z art. 126 ust. 2 konstytucji jest organem czuwającym nad przestrzeganiem konstytucji. W ustawie o KRS prezydent zaproponował, żeby to Sejm wybierał 15 sędziowskich członków KRS. Takie rozwiązanie jest niezgodne z kilkoma zapisami konstytucji, m.in. z art. 2, 45, 10, 173 i nawet 187. Obecnie jeżeli będzie zgłoszonych więcej niż 15 kandydatów do KRS, to o wyborze ostatecznej piętnastki ma decydować  prezydium Sejmu. Dodam, że w prezydium obecnie absolutną większość mają osoby z PiS.

Jak ocenia pan sam proces legislacji? Możemy chyba mówić o kolejnym ekspresie?

Wczoraj na komisji sprawiedliwości pokazano, jak wygląda przepychanie procesu ustawodawczego kolanem, jak toczy się legislacyjny walec bez żadnej refleksji, bez słuchania głosów zarówno ekspertów, jak i opozycji.

Komisja nie dość, że zaaprobowała wiele rozwiązań niekonstytucyjnych, to jeszcze uwzględniła te poprawki PiS, które pogłębiały wadliwość projektu prezydenta,

m.in związane z Izbą Dyscyplinarną SN, z nadzwyczajnymi uprawnieniami, które ma dostać przyszły prezes tej izby. Tworzy alternatywny ośrodek władzy w SN, alternatywny w stosunku do Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, a prezes Izby Dyscyplinarnej ma opiniować możliwość dłuższego orzekania przez sędziego, który ukończył 65 rok życia. Decyzję ma w tej sprawie wydawać prezydent, ale to uprawnienie prezydenta wymaga kontrasygnaty prezesa Rady Ministrów, a więc mamy sytuację groteskową: o możliwości dłuższego orzekania przez sędziego ma decydować prezydent po zasięgnięciu opinii prezesa Izby Dyscyplinarnej, a postanowienie prezydenta musi być kontrasygnowane przez premiera. Tak naprawdę ostatnie słowo należy do premiera.

Trójpodział władzy definitywnie  się skończył?

Trójpodział władzy skończył się już w zeszłym roku. Dziś mamy kolejne ustawy, które pogłębiają te niekorzystne zjawiska związane z łamaniem konstytucji. Niestety, nie ma już trójpodziału władzy, a zasady państwa prawa kilkukrotnie złamano.

Panie profesorze, z udziału w pracach komisji nadzwyczajnej ws. zmian w kodeksie wyborczym zrezygnował szef PKW Wojciech Hermeliński…

To bardzo smutne, ponieważ w pracach nad zmianami prawa wyborczego nie weźmie udział nikt z PKW czy Krajowego Biura Wyborczego, w ten sposób

przewodnicząca komisji pozbyła się wsparcia merytorycznego. Co więcej, nawet nie uwzględniła apelu, aby jeszcze raz poprosić PKW o przysłanie swojego przedstawiciela. Ten walec legislacyjny komisji nadzwyczajnej też się toczy, poszczególne poprawki są przyjmowane bez większej refleksji, a przewodnicząca komisji zapowiedziała, że prace będą się toczyć zarówno jutro, jak i w niedzielę.

Jest to o tyle złe i smutne, ponieważ uniemożliwia się rzetelne prace nad kodeksem wyborczym. Nie ma też żadnego usprawiedliwienia, żeby pracować po nocach lub w weekend. A skoro te zmiany mogą być uchwalone do połowy lutego, partia rządząca chce je zastosować w wyborach samorządowych.

Gdzie pan widzi największe zagrożenia w nowej ordynacji wyborczej?

Mamy tu szereg rozwiązań złych, niekorzystnych. Likwidacja głosowania korespondencyjnego, co uniemożliwia głosowanie osobom niepełnosprawnym, dalej mamy zmiany w PKW, która już nie będzie się składała z 7 sędziów, tylko 7 posłów wybranych przez Sejm oraz 2 sędziów.

Czyli partie same będą wybierać swoich przedstawicieli, którzy mają pilnować, żeby wybory były dobrze przeprowadzone?

Tak, i to ma być znacznie leprze i uczciwsze, zdaniem projektodawców, niż skład PKW wywodzący się z niezawisłych sędziów. Upartyjnienie PKW ma być receptą na nieprawidłowości przy wyborach. Likwiduje się też Krajowe Biuro Wyborcze w obecnym kształcie, będzie powołany nowy szef KBW, wprawdzie przez PKW, ale z trzech kandydatów zgłoszonych przez prezydenta, Sejm i Senat.

Wprowadza się komisarzy wyborczych. W miejsce 51 sędziów wprowadza się ponad 400 komisarzy wojewódzkich i powiatowych. Komisarze wprawdzie zgodnie z poprawkami PiS-u mają być apolityczni, ale do obejmowania tego stanowiska wystarczy wykształcenie prawnicze. Inaczej mówiąc,

kandydat na komisarza nawet może być członkiem partii politycznej, wystarczy, że z niej wystąpi i godzinę później może zostać komisarzem.

To rodzi ogromne pole do nadużyć i fałszerstw.

Zwłaszcza że komisarze wyborczy mają ustalać nie tylko obwody głosowania, ale i okręgi wyborcze w powiatach i województwach. W ten sposób można dokonywać tzw. geometrii wyborczej, tzn. tak kształtować okręgi wyborcze, żeby były jak najbardziej korzystne dla partii rządzącej. Tam, gdzie ta partia ma duże poparcie, okręgi zapewne będą trójmandatowe po to, aby w każdym okręgu mogła zdobyć dwa mandaty. Tam, gdzie ma mniejsze poparcie, pewnie będą 5- czy 7-mandatowe po to, żeby wynik był jak najbardziej proporcjonalny i odzwierciedlał realnie poparcie wyborcze. Niestety,

tego typu praktyki, zakazane zresztą w wielu państwach, u nas zaczną mieć miejsce.

Sędzia Beata Morawiec, odwołana prezes Sądu Okręgowego w Krakowie, zapowiedziała pozew przeciwko ministrowi Zbigniewowi Ziobrze. Chodzi o stwierdzenie, że sędzia „nie sprawowała odpowiedniego nadzoru nad działalnością administracyjną Sądu Okręgowego w Krakowie”. Czy to ma sens?

Myślę, że jeszcze tak, bo sprawa sądów nie jest przegrana, zawsze trzeba walczyć o swoje. Pani sędzia została odwołana w takiej złej atmosferze, były insynuacje co do jej uprawnień czy do nadzoru realizowanego nad dyrektorem sądów, którego zresztą powołuje i odwołuje minister. Zatem pani prezes ma odpowiadać za to, co należy do kompetencji ministra sprawiedliwości.

wiadomo.co

Beata Mazurek, rzeczniczka PiS, wie swoje

Beata Mazurek, rzeczniczka PiS, wie swoje

PiS bardzo skrzętnie pracuje nad zmianami w ordynacji wyborczej. Jednym z pomysłów jest też błyskawiczna wymiana członków Państwowej Komisji Wyborczej, co miałoby, w zamyśle rządzącej partii, zapewnić dobrą organizację wyborów. Nie zgadza się z tym PKW, obawiając się powtórki z 2014 roku, kiedy to wprowadzenie „usprawnień systemu informacyjnego” doprowadziło do paraliżu i opóźnień w liczeniu głosów.

Pani Beacie Mazurek, rzeczniczce PiS, podpadł szef PKW Wojciech Hermeliński, mocno krytykujący planowane przez PiS zmiany. Broniąc stanowiska swojej partii, zaliczyła niezłą wpadkę.

Zarzuciła sędziemu, że dzisiaj tak ostro walczy w mediach, tak negatywnie wypowiada się o pomysłach PiS, a przecież „kiedy w 2014 roku w PKW „nawalił” system informatyczny, nie robił konferencji, nie chodził na spotkania z prezydentem i nie tłumaczył, dlaczego tak długo czekamy na wyniki wyborów”. Problem polega na tym, że objął on stanowisko szefa PKW właśnie po tych wyborach, kiedy cały skład Komisji przyjął na siebie odpowiedzialność za wyborczą wpadkę i podał się do dymisji. To właśnie sędzia Hermeliński, wcześniej członek Trybunału Konstytucyjnego, miał przywrócić porządek w PKW i zaufanie do niej. Tak więc, łączenie go z problemami PKW w 2014 roku jest zupełnie pozbawione sensu.

Pani Beata Mazurek jakoś nie przejęła się swoją niewiedzą. Na słowa dziennikarzy, którzy wytknęli jej pomyłkę, odpowiedziała „To nie chodzi o to, czy był szefem PKW, czy nie był szefem PKW, bo w tym PKW ktoś szefował, tak? Chodzi generalnie o zasadę. Jeżeli cokolwiek krytykujemy to najpierw zacznijmy od siebie, wymagajmy od siebie”.

Trzeba przyznać jedno. Próba „odwrócenia kota ogonem” nie bardzo się pani rzeczniczce udała.

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Antoni Macierewicz ma powody do niepokoju?

Antoni Macierewicz ma powody do niepokoju?

Polecam wszystkim sobotni „Superwizjer” w TVN24. Bohaterką programu będzie major Magdalena E. Od 2007 roku pracowała w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, należała też do zespołu, badającego, czy tłumaczka raportu Macierewicza (raport o WSI) współpracowała z rosyjską służbą bezpieczeństwa (KGB). Za samowolkę i przekroczenie uprawnień została zdegradowana. Chodziło o jej udział w uwolnieniu kapitana Wojska Polskiego, który odbywał karę więzienia za szpiegostwo na Białorusi. W kwietniu Administracyjny Sąd w Warszawie nakazał przywrócić ja do stopnia majora. Wyrok nie jest prawomocny.

To kolejne odniesienie do rosyjskich powiązań w otoczeniu ministra Macierewicza, o których mówi się od jakiegoś już czasu. W czerwcu tego roku ukazała się książka Tomasza Piątka, w której przedstawia on wyniki śledztwa będące próbą odpowiedzi na pytanie, czy szef MON-u jest agentem rosyjskim.„Tego nie wiem, bo nie złapałem pana ministra za rękę, natomiast trudno przypuszczać, by otaczając się przez dziesięciolecia ludźmi z GRU lub mocno powiązanymi z GRU, pan minister przez ten cały czas nie zorientował się co robi i kim są jego koledzy, jego najbliżsi współpracownicy”.

Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych nie ukrywa, że „Może być ciekawie (a niewykluczone, że i strasznie)”.

Jaki materiał będzie nam pokazany? Czy rzeczywiście może on wstrząsnąć opinią publiczną? Przekonamy się już jutro.

Tamara Olszewska

koduj24.pl

W sobotę i niedzielę komisja ma kontynuować prace nad zmianami w prawie wyborczym

W sobotę i niedzielę komisja ma kontynuować prace nad zmianami w prawie wyborczym

Posiedzenia zaplanowano na sobotę i niedzielę od 9:00. Chodzi o dwa projekty: PiS oraz Kukiz ’15. W wstępnym harmonogramie przyszłotygodniowego posiedzenia Sejmu nie ma zaplanowanego II czytania – to zawsze może się zmienić, choć rano Adam Bielan mówił, że projekt nie musi być uchwalany na najbliższym posiedzeniu.

 

Brudziński: Nikt po 24 grudnia nie będzie robił rekonstrukcji. Była mowa o początku grudnia

– Taka data padła na wspólnej konferencji prasowej lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego i premier Beaty Szydło – była mowa o początku grudnia. Wszyscy wiemy, że 24 grudnia siadamy do stołu wigilijnego i nikt po 24 grudnia nie będzie robił rekonstrukcji – stwierdził Joachim Brudziński w PR1. Jak dodał:

„Jak na cichego i pokornego pracownika partyjnej winnicy przy Nowogrodzkiej przystało – zawsze podporządkowuje się decyzjom kierownictwa partii, prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Naprawdę dobrze odnajduję się w tych zadaniach, które przede mną postawiono. Do rządu intencjonalnie żadnych działań nie podejmuję i się nie wybieram”

 

Witczak: Polacy mają prawdziwe powody by bać się że w Polsce nie będzie wolnych wyborów

– Polacy mają prawdziwe powody by bać się że w Polsce nie będzie wolnych wyborów. Polacy mają prawdziwe powody by obawiać się że nie chciał oddać władzy w sposób demokratyczny. Łamie na tylu obszarach Konstytucję i prawo, że jedynym wyborem dla PiS-u jest rządzenie, nieoddanie władzy i rządzenie w sposób taki który będzie gwarantowany przez rozmaite zamachy na wszystkie instytucje które miały gwarantować demokratyczną Polskę – mówił Mariusz Witczak na briefingu w Sejmie.

300polityka.pl

STAN GRY: PO-PiS deweloperów – poważne zastrzeżenia ws planu zabudowy Śródmieścia, Sakiewicz o doskonałym momencie na przebudowę obozu, Adamczyk wojewodą?

— PO-PIS DEWELOPERÓW – RELACJA Z PRZYJMOWANIA PLANU ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO DLA ŚRÓDMIEŚCIA – TYLKO LEWICA PRZECIW: “Społecznicy i mieszkańcy krzyczeli podczas sesji: „marionetki”, „za rok wybory”. Przyjęcie planu skwitowali okrzykami „wstyd!”. Na sali trzymano transparenty: „PoPiS deweloperów”, „Radni nie łamcie prawa” czy „Centrum wizytówką stolicy”. http://fakty.interia.pl/mazowieckie/news-burzliwa-debata-stolecznych-radnych-mieszkancy-wstyd,nId,2472081

— ZYSKI DLA DEWELOPERÓW I NYCZ TOWER – głos Partii Razem w relacji Gazety Stołecznej: “– Ten plan to próba wciśnięcia dodatkowych tysięcy samochodów w centrum Warszawy. Czy wyobrażacie sobie skrzyżowanie ul. Emilii Plater i Nowogrodzkiej, na którym będzie o tysiąc samochodów więcej? – pytał Konrad Wiślicz-Węgrowski z partii Razem. Przekonywał:  – Zyski popłyną do deweloperów i kurii, a koszta poniesie samorząd. Co mieszkańcy będą mieli z dzielnicy wysokościowców? Tylko krótkoterminowy zastrzyk gotówki ze sprzedaży działki po Hoffmanowej. A pieniądze się szybko rozejdą – mówił”.

— ŚPIEWAK O ZORGANIZOWANEJ GRUPIE PRZESTĘPCZEJ DZIAŁAJĄCEJ NA RZECZ DEWELOPERÓW: “– Zgadzam się z Hanną Gronkiewicz-Waltz, chyba pierwszy raz, jeśli pamięć mnie nie myli. „W warszawskim ratuszu działa grupa przestępcza” – zacytował ironicznie słowa prezydent Warszawy z konferencji prasowej poświęconej reprywatyzacji aktywista Jan Śpiewak. – Nie jedna grupa. W państwa planie podmioty znane z komisji weryfikacyjnej dostają możliwość nadbudowy nielegalnie zreprywatyzowanych nieruchomości – grzmiał”. http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22718562,rada-warszawy-uchwalila-plan-zagospodarowania-z-tzw-nycz-tower.html

— TEN PLAN NIE CHRONI PRZED ZŁĄ ZABUDOWĄ – Michał Wojtczuk w Gazecie Stołecznej: “Czy budować wieże na miejscu byłego liceum? Można, ale rozsądne jest pytanie, jakie na sesji zadał Konrad Wiślicz-Węgrowski z Partii Razem: co z tego będą mieli mieszkańcy tej części miasta. Co najwyżej zrobią zakupy w lokalach usługowych w parterach tych wieżowców. Wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski obiecywał, że ze sprzedaży działki deweloperom miasto będzie mieć pieniądze m.in. na inwestycje w szkoły. Czyli po to likwidujemy szkołę, żeby inwestować w szkoły? Coś tu nie gra”. http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22721069,ten-plan-nie-chroni-przed-zla-zabudowa-komentarz-wojtczuka.html

— JAN ŚPIEWAK O ODSPAWANIU PO: “PiS i PO ręka w rękę zagłosowali za wyburzeniem zabytkowego kwartału Śródmieścia. Uczynili kardynała Nycza właśnie multimilionerem jeśli nie miliarderem. Pogwałcili elementarne zasady praworządności, pomocniczości, demokracji, złamali po drodze tez kilka ustaw. Jeśli chodzi o interesy ekonomiczne i władzę te partie trwają w symbiozie od ponad dekady. Odpowiedzialność PO za wzrost poparcia dla skrajnej prawicy, postaw faszystowskich i poparcia PiSu jest ogromna. To PO stworzylo PiS i to PO jest gwarantem trwania władzy PiSu. Warunkiem powstania zjednoczonej opozycji jest odsunięcie PO od władzy w samorządach. Trzeba ich odspawać od publicznych stołków i źródeł lewych dochodów. To jest zadanie dla wszystkich demokratów w kraju. Mam nadzieję, że ten proces zaczniemy w Warszawie”. https://www.facebook.com/janekspiewak/posts/10154907835726533

— ADRIAN ZANDBERG O ODPOWIEDZIALNOŚCI MIASTA ZA KOPCIUCHY I SMOG: “warto przypomnieć, że 1700 trujących pieców – takich, które nie spełniają żadnych norm – należy w Warszawie do miasta. Ratusz przyczynia się do trucia dzieci i upowszechnienia chorób układu oddechowego w imię… właściwie nie wiadomo czego. Pełna wymiana trujących kopciuchów to nie byłby duży wydatek dla ratusza. Naprawdę, trudno znaleźć usprawiedliwienie dla oszczędności kosztem zdrowia mieszkańców. Każda zima przypomina, że dziesiątki tysięcy warszawiaków żyją w warunkach niczym z dziewiętnastego wieku. To wstyd, że w europejskiej stolicy tak powszechny jest brak centralnego ogrzewania w kamienicach komunalnych. To wstyd, że miasto zmusza najbiedniejszych do ogrzewania mieszkań komunalnych szaleńczo drogim ogrzewaniem elektrycznym. To wstyd, że miasto samo truje mieszkańców, utrzymując zdezelowane piece”. https://facebook.com/zandberg.razem/posts/934189336734653

— DLA DOBRA ZWIERZĄT TRUSKOLASKI REZYGNUJE W BIAŁYMSTOKU Z FAJERWERKÓW NA SYLWESTRA: http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/171128767-Sylwester-w-Bialymstoku-Lasery-zamiast-fajerwerkow-Dla-dobra-zwierzat.html

— TOMASZ SAKIEWICZ O DOSKONAŁYM MOMENCIE NA REFORMĘ OBOZU RZĄDZĄCEGO – pisze w GPC: “Problemem jest też rozproszenie ośrodków decyzyjnych zarówno na poziomie rządu, jak i relacji między rządem a polityczną bazą. Pewne scalenie tej decyzyjności ułatwi przebrnięcie przez coraz bardziej skomplikowaną sytuację zewnętrzną. Dobra sytuacja gospodarcza i osłabienie antydemokratycznej części opozycji (partii zewnętrznych) jest doskonałym momentem na reformę obozu rządzącego. Za kilka miesięcy może być dużo trudniej”.

— LUDWIK DORN MÓWI O STRATEGII WOJNY PIS Z PREZYDENTEM – w rozmowie z wp: “Mamy do czynienia z bitwą, ale nie jest przesądzone, czy doprowadzi do wojny. Nie wiemy jakie intencje ma PiS rozpoczynając bitwę. W grę chodzą dwa warianty. Pierwszy to przeciąganie liny z celu uzyskania symbolicznej przewagi nad prezydentem. Po jego powrocie z Wietnamu dojdzie do spotkania z Jarosławem Kaczyńskim, na którym prezes PiS powie: „z wszystkich zgłoszonych poprawek się nie wycofamy. Wprawdzie coś było ustalone, ale sytuacja się zmieniła”. To znana sowiecka taktyka „co nasze, to nasze, a co wasze, to o tym możemy porozmawiać”. Chodzi o to, by prezydent wykonał głęboki odwrót i w ten sposób nie skapitulował, ale przegrał. Drugi możliwy wariant polega na przyparciu prezydenta do ściany i zmuszeniu go do kapitulacji. Nie wiemy, który z tych wariantów jest realizowany przez PiS”.

— DOWIEMY SIĘ W PONIEDZIAŁEK CZY PIS CHCE KAPITULACJI PREZYDENTA – DALEJ DORN: “To wróży przejście do fazy konfliktu. Oczywiście PiS może zdecydować, że drugie czytanie odbędzie się nie 6 lub 7 grudnia, a 8 lub przeniesie je na posiedzenie w dniach 12-15 grudnia. Wtedy na negocjacje będzie więcej czasu. O tym czy PiS chce kapitulacji prezydenta, czy tylko daleko idących ustępstw, które w jego mniemaniu pozwolą zachować mu twarz, dowiemy się w poniedziałek. Wtedy marszałek Sejmu ogłosi harmonogram najbliższego posiedzenia Sejmu”. https://wiadomosci.wp.pl/pis-zaczyna-bitwe-z-prezydentem-w-poniedzialek-wyjdzie-na-jaw-jaki-jest-jej-cel-6193381717674113a

— TO MIAŁ BYĆ SPISEK? – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Zadziałało. Czwartek przyniósł już nawet wycofywanie się PiS z pewnych poprawek na rzecz Pałacu Prezydenckiego. Nie wiadomo jednak, co Z tymi, które PiS „klepnął”, ale nie podobają się one Andrzejowi  Dudzie”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/pis-wycofal-sie-z-pewnych-poprawek-na-rzecz-palacu-prezydenckiego/ql41t2x

— ZAWISŁE SĄDY, NIEWOLNE WYBORY – jedynka GW.

— NIE MÓWCIE POTEM, ŻE NIE WIEDZIELIŚCIE – Wojciech Czuchnowski w GW:“Opozycja ma już tylko jeden ruch: gdy prezydent podpisze akt rozbioru polskiego sądownictwa, jej politycy muszą złożyć deklarację: bezprawne ustawy po odsunięciu od władzy partii Kaczyńskiego, Dudy, Ziobry i Macierewicza zostaną unieważnione. Podobnie unieważnione muszą zostać oparte o bezprawne przepisy nominacje personalne. Niech ci, którzy przyłożyli rękę do niszczenia państwa, i ci, którzy na tym skorzystali, nie mówią potem, że „nie wiedzieli”. http://wyborcza.pl/7,75968,22721099,rozbior-polskiego-sadownictwa-nie-mowcie-potem-ze-nie-wiedzieliscie.html

— JAKUB MAJMUREK UWAŻA, ŻE PAD MUSIAŁBY COŚ DOSTAĆ OD PIS, ŻEBY WYJŚĆ Z TWARZĄ: “By wyjść z twarzą z tej sytuacji, Duda musiałby coś od PiS dostać. Być może tak naprawdę na tym polegały negocjacje na linii Nowogrodzka-Pałac Prezydencki. Nie wiemy, czy negocjowano w nich kształt ustaw o sądach, czy też to, co Duda dostanie w zamian za podpisanie ich w wersji odpowiadającej sejmowej większości”. http://newsweek.pl/opinie/czy-prezydent-zawetuje-ustawy-o-krs-i-sn-,artykuly,419785,1.html?src=HP_Section_1

— SONDAŻE PADŁY PIS-OWI NA MÓZG – UWAŻA RAFAŁ ZIEMKIEWICZ: “Sondaże padły na mózg. Arogancja władzy to w Polsce najskuteczniejszy sposób zniechęcenia do siebie wyborców”. https://dorzeczy.pl/kraj/48926/Ziemkiewicz-o-PiS-Sondaze-im-padly-na-mozg.html

— CZY NOWOCZESNA ROZTOPI SIĘ W POLSKIM KONSERWATYZMIE – Jakub Majmurek w GW: “Nawet jeśli Katarzyna Lubnauer będzie lepszą, sprawniej komunikującą się z elektoratem liderką, może to nie wystarczyć, by powstrzymać pochłanianie Nowoczesnej przez PO. Bowiem problemem Nowoczesnej był też od początku brak pomysłu na liberalizm XXI wieku. W kwestiach ekonomicznych partia mówiła Balcerowiczem podrasowanym do ery cyfrowych start-upów. Formacja Petru za ewangelię przyjęła pewne założenia – prywatne lepsze niż publiczne, rynek jest najdoskonalszym systemem regulacji aktywności ludzkiej – które po wielkim kryzysie lat 2008-09 zaczęły być podawane w wątpliwość także w kręgach liberalnych na całym świecie”. http://wyborcza.pl/7,75968,22721042,liberale-gdzie-jestes-czy-nowoczesna-roztopi-sie-w-polskim.html

— W PO POJEDYNEK WICEMARSZAŁKA WOJEWÓDZTWA Z PREZYDENTEM LUBLINA: “Według nieoficjalnych informacji do takiego ruchu był namawiany także wicemarszałek województwa Krzysztof Grabczuk. Ten jednak nie wycofał swojej kandydatury. Zapowiedział nawet, że w razie wygranej zaproponuje Żukowi funkcję swojego zastępcy. Prezydent Lublina unika podobnej deklaracji. Co więcej, nie kryje zdziwienia tą obietnicą. – Platforma nie jest ani Żuka, ani Grabczuka. Skład zarządu wybierze Rada Regionu i to ona określi układ funkcji. Poczekajmy na demokratyczne mechanizmy – mówi Żuk”. http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/przedwyborczy-maraton-w-po-platforma-nie-jest-ani-zuka-ani-grabczuka,n,1000209607.html

— 13 RAD PIOTRA PACEWICZA I AGATY SZCZĘŚNIAK DLA OPOZYCJI – na oko.press:

1. Nie zawstydzajcie zwolenników PiS. Nie krytykujcie 500 plus.

2. Przyznajcie się do błędów. Przeproście.

3. Nie histeryzujcie. Nie lamentujcie. To się szybko zużywa

4. Atakujcie mocne punkty PiS.

5. Nie odwołujcie się do przeszłości. Otwierajcie przyszłość

6. Postawcie na kobiety.

7. Postawcie na Europę.

8. Dajcie ludziom poczucie siły.

9. Zauważcie różnice. Nie wszyscy jesteśmy klasą średnią.

10. Wymieńcie liderów. Nazwiska? Już są, może być więcej.

11. Budujcie koalicje.

12. Bądźcie wytrwali.

13. Nie idźcie na populistyczne skróty”.

— PACEWICZ I SZCZĘŚNIAK O WYMIANIE LIDERÓW OPOZYCJI: “Po wyborach w Nowoczesnej może wzrosnąć także presja na wymianę lidera w Platformie. Grzegorz Schetyna ma zapewne podobne zasługi dla swej partii jak Ryszard Petru, ale jest podobnie niepopularny, a pod względem nieufności, jaką budzi u 46 proc. Polaków przegrywa tylko z Macierewiczem i Kaczyńskim. Potrzebni są nowi liderzy. W starych partiach – są tacy kandydaci i takie kandydatki, jedna właśnie wygrała. W nowych formacjach też są liderzy i liderki. W ruchach obywatelskich pokazało się wiele postaci. Są sprawdzeni działacze samorządowi. Biografie są ważne. Gdula wierzy w Roberta Biedronia: „Jest wiarygodny, miał trudną drogę życiową, doznał cierpienia, jest człowiekiem, który walczy i się nie ugina. Nie kluczy, mówi wprost”. https://oko.press/plan-dla-opozycji-13-punktach-czyli-wygrac-pis-przeprosic-proponowac-lamentowac-uderzac-celnie-grac-swoja-gre/

— PARTIA RZĄDZI, PARTIA SĄDZI – Monika Olejnik w GW: “Teraz wszystko zależy od prezydenta „Dudaczewskiego”: czy będzie w stanie zawetować ustawy, które łamią konstytucję? Inaczej będzie tak: partia rządzi, partia sądzi”. http://wyborcza.pl/7,75968,22720716,pis-partia-rzadzi-partia-sadzi.html

— PIS BĘDZIE SZUKAŁ INNEGO PREZYDENTA – Jadwiga Staniszkis w SE: “- Myślę, że Prawo i Sprawiedliwość i tak będzie szukać innego kandydata. Niezależnie od tego, co Duda zrobi w sprawie sądów. Jest po prostu moim zdaniem marnym prezydentem. Irytującym, udającym, że robi coś w polityce zagranicznej, podczas gdy pozycja międzynarodowa Polski z dnia na dzień słabnie”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-jadwiga-staniszkis-pis-bedzie-szuka-innego-prezydenta_1030013.html

— DOBRY MOMENT NA DEBATĘ NAD OCHRONĄ ŻYCIA – Tomasz Krzyżak w RZ: “Paradoksalnie aborcja może stać się dla PiS dobrym argumentem w starciu ze środowiskami liberalnymi, który w szerszym kontekście wpisuje się w rozgrywkę np. z Parlamentem Europejskim. W połowie września odmowę prawa do usunięcia ciąży PE uznał za formę przemocy wobec kobiet. Argumentem tym zaczynają już posługiwać się np. posłanki Nowoczesnej. Za chwilę dołączą do nich zapewne także (przynajmniej część) posłanki PO – wszak europosłowie tej partii głosowali za wrześniową rezolucją Parlamentu. Kwestia aborcji wpisuje się zatem w starcie dwóch, całkowicie odmiennych, światów. Jarosław Kaczyński dobrze o tym wie”. http://www.rp.pl/Analizy/311309809-Krzyzak-Dobry-moment-na-debate-nad-ochrona-zycia.html&cid=44&template=restricted

— LEPIEJ BYĆ NIE MOGŁO, CZY KTOŚ PRZEZ 2 LATA ZROBIŁ WIĘCEJ W POLITYCE ZAGRANICZNEJ? – Witold Waszczykowski w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Lepiej być nie mogło. Wojska amerykańskie chcieliśmy w Polsce mieć? Mamy. Tarczę antyrakietową chcieliśmy mieć? Mamy. Papież Franciszek odwiedził Polskę? Odwiedził. Światowe Dni Młodzieży z jego udziałem były wielkim modlitewnym spotkaniem młodzieży z całego świata. Także prezydent USA w swojej pierwszej podróży do Europy przyjechał do Polski. Polskę odwiedził także prezydent Chin. Uzyskaliśmy potężny instrument, jakim jest członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa na następne dwa lata. Odbudowaliśmy współpracę regionalną. Stworzyliśmy dziewiątkę bukaresztańską, dwunastkę Trójmorza, trilog Polska– Rumunia–Turcja, czyli największych państw flanki wschodniej, czy szesnastkę, która współpracuje z Chinami. Odbudowaliśmy Grupę Wyszehradzką. Kto w polityce zagranicznej przez dwa lata zrobił więcej?”

— TA WŁADZA ZOSTANIE NA DŁUŻEJ – mówi Waszczykowski w RZ: “A dlaczego tylko dwa? Wariant pesymistyczny, jeśli chodzi o PiS, to rządy Zjednoczonej Prawicy przez trzy kadencje. Ta władza zostanie na dłużej. O mojej dalszej misji zdecyduje premier, ktokolwiek nim będzie”. http://www.rp.pl/Rzad-PiS/311309836-Waszczykowski-Ta-wladza-zostanie-na-dluzej.html&cid=44&template=restricted

— PROGRAM PO TO PÓŁ BALCEROWICZA, PÓŁ LEPPERA – pisze Ryszard Bugaj w RZ: “Potrzebne są alternatywne – w stosunku do polityki PiS – pomysły programowe. Potrzebna i możliwa jest też poważna propozycja liberalna. Kłopot w tym, że to, co przedstawił Schetyna, poważne nie jest. To przepis na pasztet składający się w połowie z pomysłów Balcerowicza, a w połowie Leppera”. http://www.rp.pl/Publicystyka/311309835-Platforma-pozbawiona-refleksji.html&template=restricted

— FRAGMENT ROPZMOWY MAZURKA Z KATARZYNĄ LUBNAUER:
OK, partię ma pani do luftu, ale jedzenie nas łączy.
Partię mam świetną.
Chyba partię mięsa, ale zostawmy politykę. A słodycze?
Zjadam, ale nie jestem łasuchem. Dla mnie ulubiony dżem to tatar, a słodycze to śledzie. Nie jestem też na diecie, choć powinnam.
Witamy w klubie.
Co jakiś czas dopada mnie myśl, że muszę coś zrobić, żeby mieć inną sylwetkę, ale ostatecznie i tak tego nie robię, bo nie mam czasu.
No tak, pięć posiłków dziennie, te klimaty…
Właśnie. Ja dziś śniadanie jadłam o godz. 12, teraz jest godz. 18 i jem obiad…
A kolacja o godz. 23?
Dziś już nie, ale odbiję to sobie kiedy indziej…
Ja zjem za panią.
Próbowałam zamawiać w jednej z firm pudełka, ale kończyło się na tym, że zostawałam na koniec dnia z pięcioma nietkniętymi pudełkami.
Ja z dwoma, trzema i dojadałem czymś innym. Bez sensu.
Przez trzy dni potrafiłam z piętnastu pudełek zjeść siedem, kompletnie nieopłacalne.
Niestety wziąłem wegańskie.
Ja nie, ale i tak były niedobre. Próbowałam za to od Kamili Gasiuk-Pihowicz, miała lepsze.
Trzeba jej było zabrać.
Więc dieta pudełkowa okazała się nie dla mnie, ale jeszcze nie wiem, jaka jest dla mnie. Zresztą przy naszym trybie życia w ogóle nie powinniśmy nic jeść.
Drodzy czytelnicy, nie wyśmiewajcie się z nas, osób okrągłych…
Właśnie, my też jesteśmy ludźmi!”

— SZYBCIEJ SPAĆ – LUBNEUER OPOWIADA ANEGDOTĘ: „
Schwarzenegger opowiadał na spotkaniu coachów, że po tym, jak w USA przegrał pierwsze zawody kulturystyczne, uznał, że może albo wrócić do Austrii, albo wygrać kolejne. Wybrał to drugie i podzielił dobę na 16 godzin ćwiczeń, dwie godziny jedzenia i odpoczynku oraz sześć godzin snu. Udało mu się, wygrał. No i Schwarzenegger opowiada tę historię, a jeden z uczestników pyta go: – A co, jeśli komuś nie wystarcza sześć godzin snu? – Musi spać szybciej”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/563706,lubnauer-do-mazurka-nie-jestem-na-diecie-choc-powinnam.html

— KOTKA FIONA WCHODZI KACZYŃSKIEMU NA GŁOWĘ – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Dlaczego atlas kotów był dla Jarosława Kaczyńskiego ważniejszy od sejmowych głosowań? Okazuje się, że ma poważne problemy ze swoją kotką Fioną. Jak udało nam się dowiedzieć prezes PiS, choć żelazną ręką rządzi i dzieli w partii, to w domu nie daje sobie już rady ze swoją pupilką, która wchodzi mu na głowę! Kaczyński postanowił więc szukać ratunku w poradniku wydanym przez Fakt. – Studiowanie charakterów kotów jest pasją prezesa, który nigdy nie miał kotów rasowych. Podobnie jest z Fioną, która sprawia mu wiele problemów. Kaczyński szukał w atlasie cech jej charakteru, a tym samym klucza do swojej pupilki. Chciał się dowiedzieć od jakiej rasy może pochodzić i jak sobie z nią radzić – mówi nasz informator”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/jaroslaw-kaczynski-ma-problemy-z-kotka-fiona-wchodzi-mu-na-glowe/j5jtph7

— ANDRZEJ ADAMCZYK ZOSTANIE WOJEWODĄ MAŁOPOLSKIM? – Dziennik Polski na jedynce: “- To pewne. Minister Adamczyk zostanie wojewodą, a obecnie sprawujący tę funkcję Piotr Ćwik zajmie jego miejsce w Sejmie – twierdzi nasz rozmówca, dobrze poinformowany małopolski polityk związany z Prawem i Sprawiedliwością. Podobnie uważają dwa inne źródła – z otoczenia premiera”. http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/malopolska/a/minister-moze-zostac-nowym-wojewoda,12726468/

— MAŁGORZATA WASSERMAN 26 DO 38 MAJCHROWSKIEGO, GIBAŁA NA MOCNYM TRZECIM MIEJSCU – sondaż w Dzienniku Polskim i Gazecie Krakowskiej: http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/malopolska/a/krakowianie-chca-nowego-prezydenta-kto-zagrozi-jackowi-majchrowskiemu-sondaz,12726332/

— 300LIVE:
Rabiej: Petru poniósł koszt niewspółmierny do błędów
Rabiej: Sama PO nie wygra wyborów w Warszawie. PO z Nowoczesną to już jest trochę inna konfiguracja strategiczna
Bielan: Ordynacja nie musi być uchwalana na najbliższym posiedzeniu Sejmu
Mucha: Nie zgadzam się z Pawłowicz
Mucha: Nie wykluczam, że PAD będzie chciał wyartykułować pewne rzeczy, które należałoby zmienić
http://300polityka.pl/live/2017/12/01/

300polityka.pl

Miłość PiS do narodowców kwitnie

Miłość PiS do narodowców kwitnie

Nie pozwólmy, by Polska została zapaskudzona tym, co w historii ludzkości stało się największą hańbą.

No tak, znowu wracam do marszu „patriotycznych” narodowców z 11 listopada. Powiecie zapewne, że temat jest jak „odgrzewany kotlet”, ale nie zgodzę się z Wami. Wciąż widać wiele emocji i wciąż uderza w nas ten piękny „dwugłos”, płynący prosto z serca naszej władzy. A ja wciąż w szoku, że moja Polska mogła aż tak nisko upaść.

Zaraz po marszu minister Błaszczak zwołał konferencję prasową, by podzielić się z nami, obywatelami, swoimi odczuciami i radością. Otrzymaliśmy w pakiecie nie tylko opis fantastycznej działalności policji, która czuwała, chroniła opiekowała się chłopcami, ale również słowa uznania dla organizatorów i przebiegu uroczystości w stolicy. – „Święto Niepodległości przebiegało w bardzo dobrej atmosferze, było bezpiecznie. Mogliśmy zobaczyć biało-czerwoną na ulicach Warszawy, to był piękny widok. Jesteśmy dumni, że tak wielu Polaków postanowiło wziąć udział w uroczystościach związanych ze Świętem Niepodległości” – mówił pan minister, zapominając o tym, jak policja potraktowała uczestników kontrmanifestacji. Na pytanie jednego z dziennikarzy o rasistowskie hasła, bardzo zdziwiony przyznał, że on nic takiego nie widział i nie słyszał, prosząc jednocześnie o nieuleganie „takim skojarzeniom jednoznacznym”

Równie ślepa była Jadwiga Emilewicz z partii Porozumienie (wcześniej to partia Polska Razem pana Gowina). Hasła? Jakie hasła? Ona widziała tylko rodziny z dziećmi, świętujące rocznicę Niepodległości. Z kolei Andrzej Dera z PiS-u przyznał smętnie: – „Jest ogólna próba pokazania, że 11 listopada ma jakieś cechy faszystowskie. Taki szedł przekaz środowisk lewicowych i jest to smutne”. Antoni Macierewicz uznał ten marsz za fenomen, a faszyzujące hasła i zachowania to tylko „rosyjska prowokacja”. Do tej teorii skłania się Jarosław Kaczyński. Też użył pojęcia „prowokacja” i to zorganizowana przez kogoś, kto „dobrze wie, jak nam zaszkodzić”. Polska Fundacja Narodowa uznała, że określenie uczestników marszu „nazistami” jest skandaliczne, wymaga sprostowania i przeprosin.

Innego zdania o marszu były zagraniczne media. CNN, The New York Times, Al–Dżazira, Politico, Guardian, BBC. Ojjj, długo by wymieniać… Informacje o marszu narodowców znalazły się w prasie całego świata. Zagraniczni dziennikarze dostrzegli to, czego nie raczyły zauważyć polskie władze, tak pełne zachwytu nad pięknym marszem, pięknych chłopców, z pięknym wezwaniem. Dostrzegli i nie owijali w bawełnę, pisząc o antyislamskich, antyuchodźczych i rasistowskich hasłach. Zwrócili uwagę na odpalane race, powrót falangi. Szokiem dla nich, że „masowa manifestacja ksenofobii, w tym antysemickie, antymuzułmańskie i antygejowskie hasła, nie została natychmiast potępiona przez najwyższych przedstawicieli rządu”. Przypomniano też fragment przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział w Krakowie, że „nasze żądania zostaną spełnione, gdy będzie stała za nimi siła” . Czy tą siłą ma być właśnie skrajna prawica? Czy dlatego PiS przymyka oczy na „wartości”, jakie ona głosi?

Na liczne słowa krytyki, płynące z całego świata i Parlamentu Europejskiego wreszcie zareagowała
Beata Szydło. Nie miała za bardzo wyjścia, bo nawet tak „wszechmocna” władza musi czasami posłuchać, co mówią inni. Oczywiście zrobiła to bardzo po swojemu. – „60 tysięcy ludzi, którzy w Warszawie wyszli na piękną, biało-czerwoną manifestację, żeby uczcić Święto Niepodległości, nie może być nazywanych przez nikogo (…) faszystami. (…) Bardzo jasno potępiamy wszystkie ekstremizmy. Potępiamy takie zachowania, które godzą w zachowania Europejczyków i Polska nie toleruje zachowań, które są przekraczającymi wszelkie, dopuszczalne normy i to było wyraźnie powiedziane. Ale nigdy się nie zgodzę na to, żeby mój kraj, który był ofiarą dwóch totalitaryzmów, żeby obywatele mojego kraju, byli w taki sposób szkalowani i pomawiani. Nie ma na to zgody polskiego rządu!”. Jej wypowiedź wzbudziła wielki entuzjazm wśród narodowców. „WIELKIE BRAWA PANI POLSKA PREMIER POLAKÓW PANI BEATO SZYDŁO!!! SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE JEST Z PANIĄ NIECH PANI BRONI POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA I NASZEJ OJCZYZNY!!!?”, „Pani Premier Beata Szydło zasługuje na wielkie uznanie i szacunek. Jest Pani najlepszym premierem :)?”, „Brawo Pani Premier, nareszcie jakiś odzew, by bronić Nas Patriotów a nie oczerniać i rzucać wyzwiska… Dziękuję.?”, „Państwa które ze strachu usuwają krzyże niszczą kościoły i symbole religijne rozważają nawet usunięcia krzyża z swoich flag narodowych nie śpiewają swojego hymnu aby nie drażnić islamskich przybyszów nie mają prawa nas pouczać jak mamy żyć w naszym własnym kraju” były zapewne jak miód na jej serce skołatane.

Również rzeczniczka PiS raczyła się obudzić. Pani Mazurek, jak to ona – trzeba coś powiedzieć, to powie, ale zrobi to tak, by wyszło na „jej”. – „Święto Niepodległości to było piękne święto, ale rzeczą bezdyskusyjną jest, że taka sytuacja, jaka miała miejsce w Warszawie, nie powinna się wydarzyć; z takimi transparentami nikt nie powinien się pojawić. (…) Jednak w demokratycznym państwie nikt nie jest w stanie w tłumie 60 tys. ludzi kontrolować transparentów”. Z wielkim bólem wydukała jednak z siebie, że „takie hasła, jakie były widoczne na niektórych transparentach szkodzą Polsce”.

Ugiął się wreszcie i minister Ziobro, wyrażając zgodę na prokuratorskie śledztwo, które wyjaśni w sposób „obiektywny”, czy narodowcy w Warszawie propagowali faszyzm i nawoływali do nienawiści. Już kilkanaście dni policja szuka tych, co nieśli rasistowskie transparenty. Szuka i znaleźć nie może. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” podpowiadają: „w pochodzie widoczni byli członkowie Radykalnego Południa, grupy narodowców z Bielska-Białej i Katowic. W sieci można znaleźć ich zdjęcia z nazistowskimi pozdrowieniami”, ale czy panowie policjanci pójdą tym tropem?

Chłopcy narodowcy są pewni, że nic im ze strony obecnej władzy nie grozi. – „Śledztwo nie ma żadnego sensu, wszyscy wiemy, jak się skończy” – twierdzą i muszę przyznać im rację. Niestety, dla PiS-u są jak „święte krowy”. Tak więc będą sobie dalej maszerować, taki Międlar dalej będzie wywrzaskiwał swoje fobie na pochodach, taki Rybak nadal będzie palił różne kukły, w tym może i tę, przedstawiającą żonę prezydenta Dudy.

Władza nadal będzie ich wielbić, licząc, że może „pójdą po rozum do głowy” i z większą agresją zaczną atakować opozycję obywatelską. I wszystko będzie tak, jak sobie PiS zaplanował, zarządził….tylko Polska już nie będzie taka, jak powinna. Stanie się brudna, czarna, zapaskudzona tym, co w historii ludzkości stało się największą hańbą. Ech….

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Puszcza Białowieska Lasem Birnam dla PiS

Zawodnik PiS Jacek Saryusz-Wolski wystawiony do starcia się z Donaldem Tuskiem odniósł moralne zwycięstwo 1:27. Im dalej w las, tj. od tego zdarzenia, mogę sobie wyobrazić, jak się on czuje. Saryusz-Wolski się nie czuje, bo nieczuciem jest podłe samopoczucie.

Najpierw odreagowywał wpisami ezopowymi na Twitterze, których treść mogli odczytać tylko on i jego demony. Potem przechodził jakąś kurację odwykową od podłości swej, a teraz po swoistym detoksie stara się wejść w buty pisowskie, pomagać partii Jarosława Kaczyński brnąć w absurdy.

Zwykle są to manowce. Najczęstszą metodą obrony w PiS jest stara metoda komusza: „A w Ameryce Murzynów biją”.

„Murzynów” odnośnie Puszczy Białowieskiej Saryusz-Wolski znalazł w Niemczech. Zawodnik PiS był zakomunikować na Twitterze, iż „Polsce grożą kary za ochronę Puszczy Białowieskiej. W tym czasie Niemcy wycinają Las Hambach pod kopalnię”.

Jak przeczytali to redaktorzy portali prawicowych, wpadli w larum („larum grają” to wzmożenie patriotyczne, które daje sygnał, aby komuś przywalić). Larum na Niemców ma szczególne umocowanie po tym, jak politycy PiS wpadli na pomysł reparacji wojennych.

Dość szybko się okazało, iż owo zestawienia Puszcza Białowieska a niemiecki Las Hambach to wrzutka rosyjskiego portalu proputinowskiego Russia Today. Porównanie zaś tych obszarów leśnych jest mniej więcej takie jak porównać piaskownicę z pustynią.

Saryusz-Wolski otrzeźwiał z tego larum na Niemców made in Russia, tweeta usunął. Ale eurodeputowany wykopyrtnął i nabił sobie kolejne limo. Temat jednak żyje.

Niemiecki Las nie jest pod żadną ochroną państwową, ani europejską. Nie jest parkiem narodowym, ani nawet rezerwatem. A Puszcza Białowieska jest wpisana w światowe dziedzictwo UNESCO, to ostatni nizinny las naturalny Europy. Ostatni, a więc jedyny.

Okazuje się, iż wrzutki Rosji, aby pozyskiwać pożytecznych idiotów w Unii Europejskiej, mają szczególne wzięcie w pisowskiej Polsce. Zresztą coraz bardziej rymuje mi się putinowska Rosja z pisowską Polską.

A z lasów zarówno Saryusz-Wolskiemu i politykom PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele, najbliżej do Lasu Birnam, który jak w „Makbecie” zbliża się do ich twierdzy, gdy już dotrze pod okna Nowogrodzkiej, będzie oznaczał koniec ich mordu na demokracji i koniec ich władzy.

Saryusz-Wolski mówi putinowską propagandą, czyli dlaczego Las Hambach nie jest „niemiecką Puszczą Białowieską”

Saryusz-Wolski i prorządowe media w roli „pożytecznych idiotów” powtarzają propagandę „Russia Today” o hipokryzji UE, która czepia się Polski przymykając oko na to, jak cięta jest „niemiecka Puszcza Białowieska”. Ale wycinanie resztek starego lasu Hambach – choć to ekologiczny idiotyzm – jest legalne, a wartość przyrodnicza obu lasów jest nieporównywalna.

„Polsce grożą kary za ochronę Puszczy Białowieskiej. W tym czasie Niemcy wycinają Las Hambach pod kopalnię” – napisał na Twitterze europoseł Jacek Saryusz-Wolski, linkując artykuł z sympatyzującego z PiS „Tygodnika Solidarność”. Wcześniej zamieścił zrzut ekranu winiety anglojęzycznego artykułu na ten sam temat pt. „Germany to axe ancient forest as Poland fined by EU for chopping down infected trees” („Niemcy rżną starą puszczę, a Polska karana przez UE za wycięcie zarażonych drzew”). Tweeta usunął, ale temat żyje.

Tekst punktował rzekomą hipokryzję Unii Europejskiej, która chce karać Polskę za wycinkę w Puszczy Białowieskiej. A jednocześnie przymyka oko na rżnięcie przez koncern RWE niemieckiego Lasu Hambach.

W artykule pojawiła się sugestia, że Las Hambach jest co najmniej zbliżony swoją biologiczną wartością do Puszczy Białowieskiej.

Putinowska „wrzutka”

Tę samą narrację podchwyciły inne media. Prorządowy portal wpolityce.pl: „Niemiecki spór nie wywołuje […] tak nerwowej reakcji instytucji europejskich jak bliższa nam kwestia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej”. Nawet niezaangażowana politycznie Wirtualna Polska napisała, że „UE jest bezwzględna w sprawie Puszczy Białowieskiej”, ale nie w przypadku Lasu Hambach.

Nie było tylko wiadomo, z jakiego medium pochodzi cytowany przez Saryusz-Wolskiego tekst. Ustalił to Adam Traczyk z Global.Lab. Okazało się, że artykuł został opublikowany w rosyjskim proputinowskim portalu Russia Today.

https://www.facebook.com

Niedawno Saryusz-Wolski na Twitterze sam ostrzegał przed tą tubą rosyjskiej medialnej propagandy („Russia-linked fake news floods French social media”). Tymczasem – wygląda na to, że świadomie – stał się kolporterem jej treści („pożyteczny idiota czy agent wpływu” – zastanawia się Traczyk).

Problem polega nie tylko na tym, że eurodeputowany rozpowszechnia rosyjską propagandę, która ma na celu budowanie napięcia między Polską a UE i Niemcami. Chodzi też o to, że

między Puszczą Białowieską a Lasem Hambach nie ma żadnej analogii. A protesty, które mają miejsce w związku z niemiecką wycinką, mają zupełnie inny kontekst.


O co chodzi w sporze o Las Hambach?

Las Hambach (Hambacher Forst) leży Nadrenii Północnej-Westfalii, między Kolonią a Aachen. Różne źródła podają, że żyją tu 142 gatunki zwierząt i roślin. W tym – według ustaleń organizacji ekologicznej Bund für Umwelt und Naturschutz Deutschland (BUND) – 12 gatunków ściśle chronionych nietoperzy. W internecie można też znaleźć informację, że las ma 12 tys. lat, co by oznaczało, że jego historia sięga ostatniego zlodowacenia. Nie jest ona jednak pewna.

„Deutsche Welle” podaje, że pierwotnie las liczył 4,1 tys. ha powierzchni (niemiecka Wikipedia: 12 tys. ha).  Do dziś ostało się zaledwie 15 proc. (inne źródła mówią o 10 proc.). Winna jest uruchomiona w 1978 r. kopalnia węgla kamiennego Tagebau Hambach. Ma powierzchnię 85 km kw. i jest jedną z największych kopalni odkrywkowych na świecie, z rocznym wydobyciem węgla ok. 40 mln ton. To właśnie ona pochłania Las Hambach.

Zdjęcie satelitarne kopalni z przylegającym do niej Hambacher Forst. Źródło: Google Maps
Zdjęcie satelitarne kopalni z przylegającym do niej Hambacher Forst. Źródło: Google Maps

Bitwa o Hambacher Forst

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zniknie także ten ostatni fragment Hambacher Forst – widoczna na zdjęciu powyżej ciemnozielona „czapa” na szarej powierzchni kopalni. Koncern RWE Power AG – który jest właścicielem lasu i kopalni – chce bowiem poszerzyć odkrywkę. Sprzeciwia się temu wspomniana organizacja BUND. Zdaniem jej działaczy,

Hambacher Forst powinien znaleźć się w europejskiej sieci obszarów o szczególnych walorach przyrodniczych NATURA 2000.

Protesty ekologów eskalowały w 2015 roku. By zablokować wycinkę, aktywiści rozpoczęli regularną okupację Lasu Hambach. Na leśnych drogach powstały barykady uniemożliwiające wywózkę ściętego drewna. Na drzewach budowano prowizoryczne domki, będące gniazdami oporu.

Aktywiści wdarli się też na teren kopalni i zajęli część sprzętu wydobywczego. Niemieckie media informowały, że doszło do starć z policją. Kilkaset osób aresztowano i postawiono im zarzuty.

Jeden z prowizorycznych nadrzewnych domków i jedna z barykad w Hambacher Forst. Źródło: hambachforest.org / Wikimedia Commons
Jeden z prowizorycznych nadrzewnych domków i jedna z barykad w Hambacher Forst. Źródło: hambachforest.org / Wikimedia Commons

Batalia sądowa

BUND złożył też do sądu skargę, w której domagał się wstrzymania wycinki lasu. Ale 24 listopada 2017 przegrał sprawę z koncernem RWE przed sądem administracyjnym w Kolonii. „Ani RWE, ani władze Nadrenii Północnej-Westfalii nie chciały przystać na kompromis proponowany przez sąd. Jeden z nich przewidywał przesunięcie obszaru wydobycia, tak aby zachować las. Drugi był moratorium do czasu aż rząd w Berlinie podejmie decyzję o rezygnacji z węgla brunatnego” – pisze „Deutsche Welle”.

We wtorek 27 listopada 2017 z lasu wyjeżdżały już pierwsze wycięte drzewa. Zrobiło się gorąco, bo aktywiści zaczęli zakładać blokady, a na miejscu pojawili się policjanci z tarczami i pałkami. „Wykorzystamy wszystkie możliwości uratowania pozostałości po lesie Hambach” – mówił Dirk Jansen z BUND.

Sytuację rozładował sąd administracyjny w Munster, do którego odwołali się ekolodzy. Jako sąd wyższej instancji nakazał wstrzymanie wycinki. To nie koniec sądowej batalii o Las Hambach.

Hambacher Forst to nie „niemiecka Puszcza Białowieska”

Z powyższego opisu jasno wynika, że stawianie obok siebie Lasu Hambach i Puszczy Białowieskiej to grube nieporozumienie.

Nie ma żadnych danych naukowych, że Hambacher Forst pod względem bogactwa przyrodniczego może równać się z leżącym w Polsce i na Białorusi ostatni nizinnym lasem naturalnym Europy.

Wystarczy w wyszukiwarkę publikacji akademickich Google Scholar wpisać „Hambacher Forst” albo „Hambach Forest”. W języku angielskim mamy dwie publikacje – obydwie z zakresu archeologii – a w niemieckim… zero.

Oczywiście, nie znaczy to, że Las Hambach nie jest obszarem cennym przyrodniczo, który nie zasługuje na ochronę. Poświęcanie go w imię rozbudowy kopalni odkrywkowej węgla w czasach, w których od węgla się odchodzi, wydaje się być absurdem. Ale dowodów na to, że Las Hambach to „niemiecka Puszcza Białowieska” brak.


Fot. Obóz dla Puszczy
Przeczytaj też:

Najstarsze drzewa miały 165 lat. Wstrząsający raport ekologów o wycince w Puszczy Białowieskiej

ROBERT JURSZO  29 LISTOPADA 2017


Dwa różne protesty

Ekolodzy w Niemczech i Polsce protestują podobnie. Ale różne są przyczyny protestów i odmienna sytuacja prawna obydwu lasów.

Wycinka w Hambacher Forst – nawet jeśli oceniamy ją krytycznie – odbywa się w zgodzie z prawem.

Firma, która jest właścicielem lasu, mogła ją robić, ponieważ ten las nie jest pod żadną czy to państwową, czy europejską ochroną. Nie jest to ani park narodowy, ani nawet rezerwat. Nie mówiąc już o tym, że nie znajduje się – jak Puszcza Białowieska – w sieci NATURA 2000 i na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Tymczasem wycinka w Puszczy Białowieskiej oznacza złamanie prawa.

  • Już samo zwiększenie skali cięć przez ministra Szyszkę w marcu 2016 roku wiązało się z odstępstwem od unijnego prawa, ponieważ nie przeprowadzono stosownych analiz, jak taka powiększona wycinka wpłynie na puszczańskie ekosystemy.
  • Pod topór poszły też ponadstuletnie drzewostany, czego zabrania Plan Zadań Ochronnych dla obszaru NATURA 2000.
  • Cięcia odbywały się m.in. w strefach ochronnych UNESCO, a Polska nie zastosowała się do apelu tej organizacji, by je zatrzymać.
  • Wreszcie, Polska nie zastosowała się do postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE, by wstrzymać się z cięciami, dopóki nie zostanie rozstrzygnięty spór o ich legalność.

Odmienne są też oficjalne uzasadnienia. W Niemczech chodzi po prostu o powiększenie terenu pod kopalnię. W Polsce – rzekomo – najpierw o walkę z gradacją kornika drukarza, a potem o zapewnienie tzw. bezpieczeństwa publicznego użytkownikom lasu.

W związku z tym, w Niemczech wycina się cały las. A w Polsce w większości – bo są odstępstwa – drzewa zaatakowane przez kornika drukarza albo już uschnięte w wyniku aktywności larw tego chrząszcza, które rozwijają się pod korą.

Jak mówi Jensen z BUND:

„Las Hambach nie ma statusu parku narodowego, co oznacza, że nie podlega ścisłej ochronie. Poza tym wyrąb lasu ma tu inną przyczynę – chodzi o eksploatację przez wielki koncern czerpiący korzyści z wydobycia węgla, którego dzisiaj wcale w Niemczech nie potrzebujemy do zaopatrzenia w energię”.


Przeczytaj też:

„Względy bezpieczeństwa to tylko pretekst dla komercyjnej wycinki”. OKO.press przedstawia raport ekologów o Puszczy Białowieskiej

ROBERT JURSZO  5 WRZEŚNIA 2017


W Niemczech udało się zatrzymać wycinkę

Zestawienie obu przypadków pozwala wskazać na poważną niedoskonałość polskiego prawa. Zwrócił na to uwagę Adam Wajrak we wpisie na Facebooku.

„W Niemczech obrońcy środowiska mogą iść do sądu i zaskarżyć wycinkę na prywatnym terenie. Mogą ją wstrzymać. W Polsce decyzja o wycince publicznego, należącego do wszystkich lasu, czyli Plan Urządzania Lasu jest niezaskarżalna.

Jest wewnętrznym dokumentem między ministrem środowiska, a Lasami Państwowymi i nic wam do tego obywatele, co sobie pan Szyszko z kolegami leśnikami ustali. Polskie sądy w obecnym stanie prawnym mogą im skoczyć” – zauważył dziennikarz.

Organizacje pozarządowe skupione w koalicji „Kocham Puszczę”: ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Greenpeace Polska, Fundacja Greenmind, Fundacja Dzika Polska, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, OTOP i WWF skarżą się na to samo:

“Gdybyśmy mieli możliwość zaskarżenia decyzji o zwiększonej wycince w polskim sądzie administracyjnym, sprawa Puszczy Białowieskiej prawdopodobnie skończyłaby się szybciej.

Naruszenie prawa jest tu ewidentne. Mógłby to rozstrzygnąć polski sąd i zaoszczędzić nam sprawy przed Trybunałem Sprawiedliwości UE” – mówi Agata Szafraniuk z organizacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Dlatego organizacje wysłały skargę do Komitetu Aarhus na niezgodność ustawy o lasach z Konwencją z Aarhus, którą Polska ratyfikowała w 2003 roku. Będzie ona omawiana na posiedzeniu Komitetu w marcu 2018 roku.


Przeczytaj też:

Alfabet Protestu w Puszczy Białowieskiej. 111 dni, 21 haseł, 29 filmików. Dokumentacja, jakiej nie ma nikt

ROBERT KOWALSKI  12 WRZEŚNIA 2017

oko.press

 

Sprawiedliwość dla bogaczy

Sprawiedliwość dla bogaczy

Wypróbowanym już PiS-owskim obyczajem, jednym bulwersującym wydarzeniem przykryto inne, nie mniej trudne do zaakceptowania. Jak dowiedział się „Fakt”, podczas gdy w Sejmie trwały z niepokojem obserwowane przez Polaków obrady komisji sprawiedliwości, a rządzący – wbrew sprzeciwom opozycji – siłą przepychali zmiany w ustawach o KRS i SN, ustalono drakońskie podwyżki opłat sądowych.  Już dziś wiadomo, że np. minimalna opłata sądowa „podskoczy” z 30 do 100 zł.

Kosztować będzie praktycznie wszystko. Zapłacimy nawet za bezpłatny dotąd wniosek o doręczenie uzasadnienia wyroku. O zawrót głowy przyprawia nowa opłata za pozew rozwodowy. Dziś to 600 zł, a ma być… 2 tys. zł! Wszystko dlatego, że ministerialni urzędnicy uznali, iż Polacy zarabiają coraz więcej, a w sądach wciąż obowiązują te same – niedostosowane do rzeczywistości opłaty. Swoją decyzję uzasadniają:

„Brak ciężaru finansowego związanego z żądaniem pisemnego uzasadnienia rozstrzygnięcia powoduje, że takie wnioski są składane bez kalkulacji, czy rzeczywiście są potrzebne”. Tymczasem sporządzenie takiego dokumentu to ponoć rzecz najbardziej czasochłonna w całym procesie. Ministerstwo podkreśla, że sędzia, który ma tylko 14 dni na przygotowanie uzasadnienia, musi odrywać się od innych zajęć oraz „obiektywnie pilniejszych i ważniejszych spraw”.

Jak zapewnia szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, „korekta” opłat ma przyspieszyć postępowania przed sądami cywilnymi. Oby nie było tak, że przyspieszy głównie dlatego, iż niejeden sądowy petent po prostu zrezygnuje z szukania sprawiedliwości, gdy dowie się, ile to kosztuje.

Dziennik precyzyjnie wyliczył, o ile więcej będziemy teraz płacić za sprawiedliwość. I tak opłaty podstawowe m.in. w sprawach spadkowych, gospodarczych oraz ksiąg wieczystych w miejsce obecnej ceny 30 – 60 zł zwiększą się do 100 zł.

Za bezpłatny dotąd wniosek, o sporządzenie uzasadnienia oraz doręczenie odpisu orzeczenia z uzasadnieniem, zgłoszonego w terminie tygodniowym, od dnia ogłoszenia wyroku, też trzeba będzie zapłacić 100 zł.

Kosztujące dotąd 1 zł wydanie kopii dokumentu znajdującego się w aktach sprawy wyceniono na 20 zł i to za każde rozpoczęte 20 stron wydanej kopii. Po kieszeni dostaną też prowadzący biznes, bo np. opłata za pozew m. in. o rozwiązanie spółki lub wyłączenie wspólnika zamiast 2 tys. zł teraz wyniesie 5 tys. zł

W wypadku składania pozwu grupowego zainteresowani będą musieli „wysupłać” z portfela od 300 do 20 tys. zł w miejsce dotychczasowych 100 do 10 tys. zł.

koduj24.pl

Decyzja krakowskiego sądu cofa nas do PRL-u

Decyzja krakowskiego sądu cofa nas do PRL-u

 „Uważam, że decyzja Sądu Okręgowego nie była trafna. Przeżyłem dziś deja vu z czasów, gdy broniłem opozycjonistów w PRL” – powiedział Onetowi mec. Krzysztof Bachmiński, adwokat, były prezydent Krakowa, obrońca prof. Dariusza Dudka w procesie w sprawie śmierci ojca Zbigniewa Ziobry.

To jego komentarz do decyzji Sądu Okręgowego w Krakowie, który w czwartek postanowił wystąpić do Sądu Najwyższego z wnioskiem o przeniesienie rozpatrzenia apelacji w sprawie lekarzy, którzy leczyli Jerzego Ziobrę do innego równorzędnego sądu. Wpływ na to miała wcześniejsza czystka w krakowskim Sądzie Okręgowym, w efekcie której zwolniona została m.in. prezes oraz dwóch wiceprezesów SO.

W opinii Sądu Okręgowego, te decyzje ministra Ziobry część opinii publicznej może uważać za formę presji, która ma na celu uzyskanie korzystnego wyroku. – „Niezależnie jaki wyrok by zapadł, w odbiorze powszechnym mogłyby powstać wątpliwości co do obiektywizmu” – tak tłumaczono wniosek. Do argumentacji sądu przychyliła się strona oskarżająca.

Wcześniej w wywiadzie dla onet.pl prof. Dariusz Dudek, obwiniany przez rodzinę ministra Zbigniewa Ziobry o przyczynienie się do zgonu Jerzego Ziobry, mówił, że „sytuacja jest przerażająca”. – „Trwa potężny napór aparatu państwa. Apeluję, by sprawą zajęły się najwyższe władze państwa i polski parlament. Na rozprawie opowiem w szczegółach o działaniach wymierzonych przeciwko mnie i całemu zespołowi lekarskiemu przez ostatnie jedenaście lat” – opowiadał prof. Dudek.

Mec. Bachmiński, wychodząc tymczasem z założenia, że sąd powinien być odporny na presję zewnętrzną, wyjaśniał: – „Postanowienie sądu kompletnie mnie nie przekonuje. Argumenty, które przytoczył sąd, nie powinny mieć żadnego istotnego znaczenia. Sąd ma orzekać w sposób niezawisły i niezależny, tymczasem mówi o tym, że wśród opinii publicznej powstać mogło „wrażenie presji”. Nie rozumiem tego. Sędziowie muszą pozostać odporni” – ocenił.

Jak dodał, nie spotkał się nigdy z tym, by sąd wnioskując o przekazanie sprawy sądowi równorzędnemu, powoływał się na publikacje medialne i wypowiedzi w nich zawarte, mogące sugerować „wrażenie presji”. Podkreślił jednocześnie, iż prof. Dudek ma prawo mówić, że czuje obawy i to jest całkowicie zrozumiałe. – „Jaki ma związek poczucie krzywdy strony postępowania z niezawisłością?” – pyta mec. Bachmiński.

Dodaje, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż argumentację Sądu Okręgowego w Krakowie będzie mógł teraz zastosować także każdy inny sąd. Powiedział, że nie pojmuje, na czym ma polegać przewaga komfortu innego sądu nad tym, w którym miała zapaść decyzja w sprawie apelacji.

Mecenas zastanawiał się też nad tym co będzie, jeśli Sąd Najwyższy przychyli się do wniosku o przekazanie sprawy, a ta trafi do sądu, w którym minister Ziobro też wymienił prezesa? – „Każdemu będzie wolno powoływać się na „wrażenie presji” i wnioskować o przekazanie sprawy gdzie indziej” – uważa mec. Krzysztof Bachmiński.

koduj24.pl

Prof. Jadwiga Staniszkis: Kaczyński powinien przejść na emeryturę

Prof. Jadwiga Staniszkis: Kaczyński powinien przejść na emeryturę

Zdaniem prof. Jadwigi Staniszkis, „jeżeli mówi się o emeryturze dla sędziów w wieku 65 lat, tym bardziej powinna być emerytura dla członków parlamentu. Kaczyński powinien przejść na tę emeryturę wraz z innymi, ale nie ma dokąd pójść. Nie ma rodziny, to jest sytuacja psychologicznie dla niego trudna. Myślę, że on po prostu chce, żeby wszyscy byli zrozpaczeni tak samo jak on. W takim stanie psychicznym nie powinien sprawować władzy”. Prof. Staniszkis zaprzeczyła tezie, jakoby Kaczyński kierował się chęcią zemsty. – „On chce pokazać, kto jest górą i sprowadzić tych, co się okazali nieodpowiadający jego poziomowi, do parteru„.

Jej zdaniem, Jarosław Kaczyński nie podejmie się zastąpienia na stanowisku premiera Beaty Szydło. – „Wydaje się zmęczony. Praca premiera jest ciężkim codziennym obowiązkiem” – tłumaczyła w rozmowie z „Super Expressem”.

Staniszkis uważa, że nawet przy największej rekonstrukcji rządu Szydło pozostanie na stanowisku. – „Premier Szydło okazała się o wiele lepszym szefem rządu, niż nawet ja początkowo sądziłam. Pokazała pewien rodzaj klasy, zachowując twarz przy tych niszczących procesach poprzez dystansowanie się, niewchodzenie w nie bezpośrednio”– powiedziała socjolog.

Odnosząc się do tematu wyborów prezydenckich w 2020 roku, Staniszkis stwierdziła, że PiS będzie szukać innego kandydata niż Andrzej Duda. – „Niezależnie od tego, co Duda zrobi w sprawie sądów. Jest po prostu moim zdaniem marnym prezydentem. Irytującym, udającym, że robi coś w polityce zagranicznej, podczas gdy pozycja międzynarodowa Polski z dnia na dzień słabnie” – podkreśliła socjolog.

Choć nie wiadomo, kogo wystawi PiS, Staniszkis jest przekonana, kto będzie „głównym i realnym konkurentem”. Mowa o Donaldzie Tusku, szefie Rady Europejskiej. – „On zyskał doświadczenie międzynarodowe, w przeciwieństwie do Dudy. Tusk jako prezydent byłby znacznie lepszy od Dudy. Jako prezydent wniósłby trochę zachodniości. Może takiej prostej, ale jednak” – mówiła Staniszkis.
Uważa, że „nauczył się wiele, nabrał pewnych manier, ma pewną wiedzę o Zachodzie, być może by zapobiegł izolowaniu Polski, czego Duda nie jest w stanie zrobić” – skonstatowała Jadwiga Staniszkis

koduj24.pl

To, co robi PiS z wyborami nie jest niczym nowym. I ma swoją nazwę

KUB, 01.12.2017

Jarosław Kaczyński oddaje głos w wyborach samorządowych

Jarosław Kaczyński oddaje głos w wyborach samorządowych (ADAM STĘPIEŃ)

Gerrymandering to termin oznaczający manipulowanie przebiegiem granic okręgów wyborczych, w celu osiągnięcia jak najlepszego wyniku przez partię, która ma wpływ na kształtowanie ordynacji wyborczej.

Terminem tym określa się też badania nad geografią wyborczą i opisywaniem przypadków nadużyć w tym zakresie.

Trochę historii

Nazwa wzięła się od słowa „gerrymander”, którym w języku angielskim oznacza okręgi wyborcze o dziwnych kształtach stworzone w właśnie w wyniku wspomnianych manipulacji. Termin jest połączeniem nazwiska Elbridge’a Gerry’ego (amerykańskiego polityka z Partii Demokratyczno-Republikańskiej, 1744–1814) ze słowem salamandra. Kształt tego zwierzęcia był podobny do kształtu jednego z okręgów, który Gerry narysował na mapie wyborczej tak, by jego kandydaci mieli jak największe szanse na wygraną.

Dyskusja nad manipulowaniem okręgami wyborczymi rozgorzała po przedstawieniu przez PiS projektu zmian prawa wyborczego.

Jaki jest pomysł PiS, na przejęcie samorządów?

Najprościej mówiąc, PiS może zwiększyć swoją przewagę w wyborach samorządowych, dzięki zmianie ordynacji wyborczej na proporcjonalną oraz możliwości kontrolowania rozmiarów okręgów wyborczych. Ordynacja proporcjonalna premiuje bowiem największe ugrupowania. Z kolei arytmetyka wyborcza, czyli dostosowanie rozmiarów okręgów do wielkości poparcia partii w poszczególnych rejonach, pozwala tym ugrupowaniom na zdobycie jak największej liczby mandatów.
Przypomnijmy, że do tej pory o podziale gmin na okręgi wyborcze decydowali radni. Teraz okręgi narysuje powiatowy komisarz wyborczy, niezależny od radnych.
Jak dokładnie działa ten mechanizm?

Drobiazgowo wyjaśniamy to w tym materiale – kliknij!

TOK FM

Bezczelność Pawłowicz i Piotrowicza. To nie przypadek. To plan

oko, 01.12.2017

Posłowie Krystyna Pawłowicz, Arkadiusz Mularczyk i Stanisław Piotrowicz głosują nad poprawkami PiS podczas posiedzenia komisji ustawodawczej. Wszystkie poprawki przeszły

Posłowie Krystyna Pawłowicz, Arkadiusz Mularczyk i Stanisław Piotrowicz głosują nad poprawkami PiS podczas posiedzenia komisji ustawodawczej. Wszystkie poprawki przeszły (PRZEMEK WIERZCHOWSKI)

Zachowania posłów PiS na komisji i w Sejmie to tylko kolejny kamyczek do procesu rozmontowania demokracji. Degradacja parlamentaryzmu idzie pod rękę z niszczeniem Konstytucji.

Herbert, Miłosz, dwa pogrzeby i degeneracja parlamentaryzmu. Dzisiejsza „trzódka” nie napawała optymizmem, choć trudno się dziwić. Tomasz Lis podsumował dyskusję pełnym nadziei stwierdzeniem: Chyba nie dramatyzowaliśmy za bardzo?

Wczoraj na nadzwyczajnej komisji przepchnięto wszystkie poprawki PiS do ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym. Mimo heroicznej walki posłów opozycji, nie udało się wprowadzić żadnych poprawek proponowanych przez stronę nierządową.Tomasz Wołek w piątkowym Poranku TOK FM zauważył, że trzeba zdawać sobie sprawę, że jesteśmy w momencie przejścia między ustrojami.

To nie koniec pieśni, ale straszliwa klęska demokracji. Powiem więcej, to morderstwo na dwóch fundamentach demokracji

– Znaleźliśmy się w sytuacji zamykania procesu przejmowania państwa przez PiS.Jeżeli nie znajdzie się siła społeczna, która się temu przeciwstawi, to będzie pozamiatane. Wybory samorządowe będą ostatnią próbą sił obywatelskich i energii opozycyjnej.

Tomasz Lis dodał natomiast, że to właśnie wybory samorządowe pokażą determinację władzy w manipulowaniu.

Degradacja parlamentaryzmu jest świadomym działaniem

W studio rozgorzała też dyskusja dotycząca sensu wetowania ustaw przez prezydenta.

Tomasz Wołek stwierdził, że cokolwiek zrobi głowa państwa, to niestety będzie w złej wierze. Natomiast Jacek Żakowski zauważył, że jak pokazują ostatnie miesiące, weta prezydenta odbijają się na polskiej demokracji rykoszetem.

– Bez mrugnięcia biorę te dwa weta, nawet w złej wierze. Zobaczcie, co już się dzieje w polskim sądownictwie, w kontekście sprawy śmierci ojca Ziobry. Ja po ludzku rozumiem, że sąd ucieka od orzekania w tej sprawie, bo albo postanowi tak, jak chce pan Ziobro, albo zrobi wbrew ministrowi, i wtedy będzie prześladowany.

Komentatorzy odnieśli się także bezpośrednio do wczorajszej komisji nadzwyczajnej. Dostrzegli, że nawet w PiS nastąpił rozłam i sam przedstawiciel prezydenta Paweł Mucha miał uwagi do PiS-owskich poprawek.

Z kolei Tomasz Lis zwrócił uwagę, że przykład Muchy świadczy o tym, jak PiS może być oszukany przez PiS.

Sytuacja ostatnich miesięcy pokazuje, w jak fatalnym stanie jest polski parlamentaryzm. – Nastąpiła readrianizacja prezydenta. Jakbyście widzieli dziwnie ruszający się płaszcz w jakimś gabinecie, to to jest Adrian – ironizował Żakowski.

Dodał też, mając na uwadze skandaliczne zachowanie posła Piotrowicza czy Pawłowicz, że degradacja parlamentaryzmu nie jest przypadkiem. Tu nie chodzi o to, że w Sejmie dziwnym trafem znaleźli się tacy ludzie. To rozmontowanie demokracji także na poziomie narracji, dobieranych słów, niszczenie etosu pracy posła, czy posłanki. W tę narrację wpisuje się też Atlas kotów, tak chętnie ostatnio komentowany.

– To nie jest głupota. To czyste zło – dodał Tomasz Wołek.

– Kiedy obserwuję posła Horałę z PiS, to widzę, że, gdy on kłamie, oczy mu się śmieją – kwitował Lis.

To nie jest czas na żart

Tomasz Wołek także dosadnie skomentował ostatnie wydarzenia. – To jest pogrzeb. A tak naprawdę dwa kondukty pogrzebowe SN i KRS. Nie ma miejsca na jaja. Teraz to już tylko opowieść przez powagę jest stosowna.

Komentatorzy bardzo docenili determinację posłów opozycji. Zaznaczyli, że mimo iż arytmetyka sejmowa jest nieubłagana, to walczyli dzielnie i robili, co należy.

Zastanawiając się nad tym, co jeszcze można zrobić, by ratować demokrację Wiesław Władyka odniósł się do słów Radosława Markowskiego, które padły na antenie TOK FM w tym tygodniu. – Atak jednej partii na państwo jest realizowany. Nadchodzi czas zasadniczej próby. Trzeba zrobić pełen sojusz wśród samorządów.

– Musimy być skupieni – apelował Lis.

– Skupieni, kreatywni i gotowi na ofiarność – dodał Żakowski.

TOK FM

„Jeżeli przejmowanie sądów przez PiS ma się odbyć tylko dlatego, że są jakieś skandaliczne przypadki zachowań sędziów, to tak jakbyśmy mieli zlikwidować uniwersytety, bo profesorem jest pani Pawłowicz” :)))) BRAWO!!!!!

Szydło osobiście zakazała drukowania wyroków Trybunału. Ujawniono dokumenty ze śledztwa

30 listopada 2017

Kluczowi świadkowie zgodnie zeznali, że to premier Beata Szydło osobiście poleciła nie drukować wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Mimo to prokurator nie przesłuchał szefowej rządu. Umorzył śledztwo w sprawie domniemanego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w związku z nieopublikowaniem wyroków. 

Beata Mazurek: Zaskakująca jest aktywność pana Hermelińskiego.  Gdy ostatnio nawalił system wyborczy nie chodził do mediów nie udzielał wywiadów, nie wyjaśniał.

Dziennikarze: Ale on nie był szefem PKW.

Beata Mazurek: Ale to nie ma znaczenia.

Dorn rozbiera na kawałki to, co się dzieje wokół ustaw sądowych. „To dlatego prawniczka Dudy milczy”

„Dla mnie nie jest do końca jasne, jaka koncepcja polityczna stoi za działaniami PiS-u wokół tej ustawy. Z jednej strony PiS potraktowało prezydenta jako przeciwnika czy wroga na polu bitwy i zastosowało bardzo zręczny manewr z terminem zwołania posiedzenia komisji. Z drugiej strony widać, że obie strony są w dużej mierze zgodne w sprawie ustawy o KRS” – mówi w rozmowie z dziennik.pl Ludwik Dorn.

Maciej Miłosz: Czy czuje się pan jak podhalański baca? Jako pierwszy przewidział pan to, co się dzieje teraz z prezydenckim projektem ustaw sądowych. Dokładnie tak jak pan stwierdził kilka miesięcy temu, są one zmieniane w kierunku, z którego prezydent się wycofał.

Ludwik Dorn: Podhalański baca przewiduje pogodę na podstawie tego, czy go łupie w kościach. Nie do końca więc czuję się jak ktoś taki. Moje przewidywania polityczne opierały się na tym, że prezydent, który ma przeciw sobie bezwzględną większość na etapie prac sejmowych, jest bezradny. Natomiast jest wszechpotężny na etapie weta, jeśli ta sejmowa większość bezwzględna jest mniejsza niż 3/5 głosów niezbędnych do jego odrzucenia. Dlatego zdziwiłem się, że prezydent sam pisał ustawę, a nie po prostu określił jasne warunki brzegowe, które ustawa pisana przez Prawo i Sprawiedliwość powinna spełniać.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości to wykorzystują.

Dla mnie nie jest do końca jasne, jaka koncepcja polityczna stoi za działaniami PiS-u wokół tej ustawy. Z jednej strony PiS potraktowało prezydenta jako przeciwnika czy wroga na polu bitwy i zastosowało bardzo zręczny manewr z terminem zwołania posiedzenia komisji. Prezydent jest w Wietnamie, jest duża różnica czasowa. Łączność między wodzem naczelnym a dowódcami liniowymi jest zakłócona. Gdyby był np. w Bratysławie, nie było problemu, bo komunikacja trwałaby na bieżąco. Stąd to zamieszanie i to, że prezydencka prawniczka unika odpowiedzi. Ona nie otrzymała jasnego komunikatu, co ma mówić.

Z drugiej strony widać, że obie strony są w dużej mierze zgodne w sprawie ustawy o KRS, która ma znaczenie kluczowe dla PiS, ponieważ umożliwia infiltrację sądów powszechnych. Kwestia Sądu Najwyższego jest ważna dla środowisk prawniczych i jest ważna politycznie. Ale dla PiS ma znacznie mniejsze znaczenie, poza jedną kwestią – Izby Dyscyplinarnej. Ujmę to tak: ustawa o sądach powszechnych daje władzę chleba, a ta o Izbie Dyscyplinarnej władzę miecza.

Co dalej z ustawami sądowymi?

W ustawie o KRS jest jedna poprawka, która stawia sprawę na ostrzu noża. Mówi ona o zgłaszaniu kandydatów do KRS przez prokuratorów – wcześniej nie było o tym mowy i jest wysoce mało prawdopodobne, by prezydent się na to zgodził. Nie mam jasności co do poprawek w sprawie Sądu Najwyższego, ale one osłabiają prezydenta np. poprzez zakaz opiniowania kandydatur na sędziów Sądu Najwyższego przez prezesa Sądu Najwyższego, który odcina prezydenta od informacji. Ponadto w kwestii Izby Dyscyplinarnej SN umożliwiają ministrowi sprawiedliwości wejście w prezydenckie buty.

Nie mam też jasności, jaka jest intencja polityczna tego spektaklu: czy mamy do czynienia z przeciąganiem liny między PiS a prezydentem, co by prowadziło do tego, że dojdzie do kolejnego spotkania prezes – prezydent i coś tam się ustali, przy czym prezydent mocno ustąpi? Z jego punktu widzenia będzie to dużo poniżej szkicu porozumienia zrealizowanego przez plenipotentów obu stron. Czyli nie będzie wywieszenia białej flagi, ale mocny i upokarzający odwrót prezydenta. To dla PiS-u może być ważne, bo gra toczy się o przewagę, o to, kto jest najważniejszym kogutem na podwórku władzy i jako pierwszy ma prawdo dziobać sędziowskie kury. Chodzi o kolejność dziobania, o prestiżową przewagę – rzecz w polityce niesłychanie ważną.

Drugi wariant jest taki, że chodzi o przyparcie prezydenta do ściany z intencją, by wywiesił białą flagę i skapitulował. Przy czym być może w PiS to nie do końca przemyśleli. Bo efektem ubocznym tego, jest danie prezydentowi mocnej karty do innej rozgrywki toczącej się równolegle.

Rozumiem, że chodzi panu o ministra obrony Antoniego Macierewicza?

Przeprowadźmy następujący polityczny eksperyment myślowy. PiS zgłasza tylko takie poprawki, jakie zostały z prezydentem uzgodnione. Prezydent mówi, że wszystko jest w porządku, a następnie dochodzi do rekonstrukcji i Macierewicz pozostaje ministrem obrony. A prezydent może wobec PiS zastosować trzymanie jedynie poprzez zgłoszenie weta wobec ustaw sądowych. Z kalendarza wynika, że podpisane zostaną po rekonstrukcji. Jeśli wszystko jest w porządku, prezydent nie ma prawa tego odmówić – tego nie dałoby się uzasadnić. Natomiast jeśli ustawy nie będą pisane po myśli prezydenta, to prezydent ma wytłumaczenie na swoje weto. I uzyskuje mocniejsze karty w rozgrywce o kształt rządu i zagrożenie pozycji Antoniego Macierewicza.

Pan mówi, że PiS pomogło prezydentowi.

Nie wiem, czy to do końca przemyślano. I tak, i nie. Co będzie, to zobaczymy, nic nie będę już wieszczył.

To może chociaż niczym prawdziwy baca pokusi się pan o przepowiednię, czy na gwiazdkę będzie śnieg?

Kiedy na świętego Prota jest pogoda albo słota, na świętego Hieronima pada deszczyk lub go ni ma.

dziennik.pl

Macierewicz w Radiu Maryja: Raport komisji Millera został sfałszowany. Szef MON wymienia „trzy kwestie”

Mamy do czynienia z niebywałym zjawiskiem, które można by porównać wyłącznie do czasów stalinowskich, wymuszania na Polakach fałszowania najważniejszych spraw bytu narodu polskiego – powiedział w czwartek o raporcie komisji Jerzego Millera Antonii Macierewicz.

– Mamy do czynienia z niebywałym zjawiskiem, takim, które można by porównać wyłącznie do czasów stalinowskich, wyłącznie do czasów, w których okupanci wymuszali na Polakach, którzy się poddawali decyzjom, fałszowanie najważniejszych spraw bytu narodu polskiego. Ta kwestia została skierowana do prokuratury- mówił minister obrony w felietonie „Głos Polski” w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.

– Oczekujemy, że jak najszybciej winni poniosą konsekwencje, bo nie może być tak żeby w sprawie, w której zginęła cała elita narodu polskiego, w której poległ prezydent Rzeczypospolitej, jego małżonka i całe kierownictwo, dowództwo armii polskiej, opinię światową, a także opinię dużej części Polaków kształtowało fałszerstwo, kształtowało kłamstwo, kształtowało przestępstwo – dodał Macierewicz.

Szef MON zaznaczył, że mija blisko półtora roku od czasu powołania podkomisji do spraw ponownego zbadania tragedii smoleńskiej. Ocenił, że poprzednio działająca komisja pod przewodnictwem ministra Jerzego Millera nie wyjaśniła przyczyn katastrofy a raport z badań „zawierał stwierdzenia łącznie z konkluzją, które należy uznać za fałszywe, podobnie jak materiał dowody i przesłanki, na których pracowano”.

Macierewicz podkreślił, że te kwestie podniesiono w zawiadomieniu do prokuratury.

Raport sfałszowany

– Okazało się, że w materiałach, jakie pozostały po poprzedniej komisji, zachowały się dyskusje, narady, które toczyła komisja pana ministra Jerzego Millera, zanim podjęła ostateczną decyzję co do głównych tez, głównych stwierdzeń, jakie zostały później umieszczone w raporcie. Proszę sobie wyobrazić, że okazało się, iż w trakcie tych dyskusji członkowie komisji formułowali zdania, opinie i materiały dowodowe dokładnie przeciwne temu, co później stwierdzili w zasadniczych sprawach, w zasadniczych kwestiach, w raporcie, jaki został opublikowany z pieczęciami państwowymi, z podpisami tych wszystkich ludzi – mówił szef resortu obrony.

Minister podkreślił, że ten raport jest do dziś oficjalnym stanowiskiem Polski a okazuje się, że od początku był sfałszowany. Wymienił trzy kwestie, które odmiennie oceniano w czasie posiedzeń komisji i w raporcie końcowym.

– W raporcie napisano, że komisja zbadała miejsce zdarzenia. W raporcie stwierdzono, że komisja zbadała wrak. W raporcie stwierdzono, że komisja zbadała także rozłożenie ciał tych, którzy tam polegli. Podczas dyskusji w sposób jednoznaczny wszyscy członkowie komisji stwierdzili, że niczego nie badali, ponieważ nie mogli, ponieważ nie dopuścili ich Rosjanie, ponieważ jedyne, co było możliwe, to dowiadywanie się i to tylko częściowe, ograniczone, od strony rosyjskiej co strona rosyjska chciała im przekazać – relacjonował szef MON.

Macierewicz zwrócił też uwagę na kwestię rzekomej obecności gen. Andrzeja Błasika w kokpicie TU-154 M.

– W raporcie napisano, że generał Błasik był w kokpicie i nawet rozstrzygał, wydawał komendy. Podczas dyskusji na ten temat jednoznacznie stwierdzono, że nie ma żadnego materialnego dowodu, iż rzeczywiście pan generał Błasik był w kokpicie. Dyskusja na ten temat trwała kilka dni i wszyscy członkowie stwierdzili, poza jednym (…), że nie ma materialnego dowodu i nie ma nawet punktu odniesienia do stwierdzenia, że gen. Błasik był w kokpicie – stwierdził Macierewicz.

Minister jako ostatnią sprawę wymienił rozbieżności dotyczące przeciążeń w czasie zderzenia samolotu z ziemią.

– W raporcie stwierdzono, że samolot uderzył w odwróconej pozycji w ziemię, wytwarzając przeciążenie wielkości 100 G, czyli 100 razy większym, niż ciężar ciała. To oczywiście musiałoby doprowadzić – gdyby było prawdą – to straszliwych zniszczeń ciała, takich, które są właściwie tylko dla efektów eksplozji, takiego zmiażdżenia, takiego rozrywania ciał, które nie pozwalają nawet zidentyfikować większości tych, którzy polegli. Ale w trakcie dyskusji, w trakcie rozmów, w trakcie analiz, ci sami ludzie jednoznacznie stwierdzają: tam mogło być 2 G, może 8 lub 9 G, ale na pewno nie 100 G. Wyliczają to, dowodzą tego, są do tego absolutnie przekonani – podał szef MON.

Macierewicz półtora tygodnia temu poinformował o złożeniu przez MON zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez część osób z Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, którą kierował Jerzy Miller. Komisja Millera opublikowała raport dotyczący przyczyn katastrofy smoleńskiej w lipcu 2011 r.

dziennik.pl

Macierewicz zmienił MON w twierdzę. „Ma obsesję sprawdzania wszystkiego”

Data publikacji: 01.12.2017, Michał Krzymowski, Paweł Reszka

© photo: Wojciech Pacewicz / source: PAP

 

Antoni Macierewicz zachowuje się, jakby kierował obroną oblężonej twierdzy. Polityk PiS: – Nikomu nie ufa. Uważa, że ktoś na niego czyha.

Nasze źródła w MON mówią, że Macierewicz zarządził przebudowę bezpiecznego pomieszczenia – tak zwanego bunkra – w budynku przy ulicy Klonowej, gdzie urzęduje. Ma być wyposażone w dodatkową aparaturę eliminującą możliwość podsłuchu. – Pomieszczenie było wyposażone dobrze, ale pan minister uważa, że budynek jest zbyt blisko rosyjskiej ambasady i nie jest bezpiecznie. Ma obsesję sprawdzania wszystkiego – opowiada nasz rozmówca.

Szczegółowe i częste są kontrole pirotechniczne. Sprawdzane są nawet pomieszczenia przy Klonowej, do których dostęp ma naprawdę ograniczona liczba osób. A także samochody i samolot transportowy Casa, z którego minister z upodobaniem korzysta. Z ochroną osobistą jest podobnie. Podczas niektórych imprez jest większa niż ta, z której korzysta prezydent.

„Od razu dało się zauważyć, że pan minister GROM nie ufa. Tak jakby się obawiał, że możemy być narzędziem jakiegoś puczu”.

Generał w stanie spoczynku: – To zabawne, ale nawet młody wiceminister Bartosz Kownacki ma dwóch ochroniarzy. Poprzednio zastępcy ministra mieli zazwyczaj kierowcę i tyle.

Osoba związana z jednostką GROM: – Od razu dało się zauważyć, że pan minister GROM nie ufa. Tak jakby się obawiał, że możemy być narzędziem jakiegoś puczu. To było dziwaczne, ale zauważyliśmy, że chce stworzyć jakąś przeciwwagę dla nas. Zaczął gwałtownie wspierać żandarmerię.

Jeden z wyższych rangą dowódców: Z Obrony Terytorialnej odchodzą ludzie. Paliwo zużywamy głównie na wyjazdy na festyny i pokazy dla ludności cywilnej. Brakuje amunicji, nie strzelamy.

Najważniejszy jest dla niego Oddział Specjalny Żandarmerii Wojskowej – ten właśnie, który chroni ministra. Jak podawał Onet, żołnierze z tego oddziału mają wynajęty lokal naprzeciwko mieszkania Macierewicza, by skuteczniej dbać o jego bezpieczeństwo.

Polityk PiS: – Żeby pokazać im, że lojalność popłaca, żandarmi dostali takie dodatki, że zarabiali tak jak GROM. Do tego niemal nieograniczony budżet na sprzęt. Mają teraz takie zabawki, że nawet policji, która na co dzień zajmuje się śledztwami i pracą operacyjną, opadły szczęki.

newsweek.pl

W „Newsweeku”: Jak Jarosław Kaczyński korzysta z politycznego konfliktu?

Jarosław Kaczyński radykalizował konflikt wewnętrzny w Polsce, kiedy walczył o zdobycie władzy. Nie ma w tym niczego dziwnego, podobnie postępował Wałęsa w czasie wojny na górze, Miller w okresie rządów AWS czy Tusk po wyborczej klęsce 2005 roku.

Jednak Kaczyński – jako pierwszy polski przywódca po 1989 roku – ten konflikt wewnętrzny celowo jeszcze bardziej zradykalizował już po zdobyciu władzy. Zmusił cały swój obóz do prowadzenia wyniszczającej wojny domowej. Jego ludzie – ministrowie rządu Beaty Szydło, szefowie kontrolowanych przez PiS mediów, nawet nowi prezesi spółek skarbu państwa – są rozliczani nie z realnych osiągnięć, ale z zakresu prowadzonych przez siebie czystek czy z brutalności ataków wobec opozycji i społecznych elit.

Przed rokiem 2014 silnej i skonsolidowanej Unii Europejskiej, a także silnemu i skonsolidowanemu NATO (przed brexitem i Trumpem) zależało na stabilności w Europie Wschodniej. I Zachód miał instrumenty, żeby taką stabilność wymuszać. Tymczasem w obecnej sytuacji, kiedy Polska znowu stała się państwem frontowym, temperatura wewnętrznego konfliktu wytworzona przez Kaczyńskiego od czasu Smoleńska i jeszcze przez niego podkręcona po zdobyciu władzy stała się podstawowym zagrożeniem dla polskiego państwa.

„Temperatura wewnętrznego konfliktu wytworzona przez Kaczyńskiego od czasu Smoleńska i jeszcze przez niego podkręcona po zdobyciu władzy stała się podstawowym zagrożeniem dla polskiego państwa”.

Dzięki dostarczonemu przez Jarosława Kaczyńskiego alibi – w postaci konieczności prowadzenia faktycznej wojny domowej – szef MON Antoni Macierewicz prowadzi czystki wśród kadry oficerskiej, zrywa lub opóźnia kolejne kontrakty na zakup nowoczesnej broni, osłabia lub zrywa kontakty z kluczowymi sojusznikami Polski, szczególnie tymi z UE. W atmosferze nasilającego się wewnętrznego konfliktu Witold Waszczykowski konsekwentnie niszczy polską dyplomację, prowadzi zupełnie uznaniowe czystki albo korzysta z kolejnych ustaw i regulacji uchwalanych przez PiS. Każdy wywołany celowo lub przez kompletną nieudolność konflikt z instytucjami europejskimi czy z najważniejszymi europejskimi sojusznikami można w tej atmosferze przedstawić jako „atak na polską suwerenność” lub „niedopuszczalne wspieranie opozycji wewnętrznej”. Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki, Mariusz Błaszczak i Jarosław Zieliński od dwóch lat gwarantowali bezkarność radykalnym narodowcom, ponieważ Jarosław Kaczyński uznał ich za sojusznika w walce z liberalną Polską.

Koszty tej polityki dla naszego państwa są wymierne. Choćby to, co się działo w ostatnich dniach. Mieliśmy niszczącą dla wizerunku naszego kraju rezolucję Parlamentu Europejskiego. Łódź przegrała konkurencję o zorganizowanie wystawy International Expo 2022. A Polska została wyeliminowana już w pierwszej turze głosowań ze starań o ulokowanie w naszym kraju nowych siedzib Europejskiej Agencji Leków oraz Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego – mimo obietnic Mateusza Morawieckiego, że rząd wywalczy przeniesienie do Polski części instytucji unijnych, opuszczających Wielką Brytanię po brexicie. Unia przygotowuje też regulacje, które doprowadzą do obcięcia europejskich środków dla naszego kraju w konsekwencji niszczenia przez PiS rządów prawa.

Polska po dwóch latach rządów Kaczyńskiego, Macierewicza i Waszczykowskiego jest zniszczona przez wewnętrzny konflikt, bezbronna i osamotniona. To jest właśnie skutecznie realizowany plan Kremla wobec naszego kraju.

newsweek.pl

 

Staniszkis: Kaczyński chce, by wszyscy byli zrozpaczeni tak jak on

Jarosław Kaczyński chce, żeby wszyscy byli zrozpaczeni tak samo jak on. W takim stanie psychicznym nie powinien sprawować władzy – mówiła prof. Jadwiga Staniszkis.

Staniszkis skomentowała w ten sposób pojawiające się od miesięcy spekulacje, że Jarosław Kaczyński przejmie od Beaty Szydło tekę premiera.

Zdaniem socjolog praca premiera jest ciężka, a Jarosław Kaczyński „wydaje się być zmęczony”, więc najprawdopodobniej Beata Szydło pozostanie jednak na swoim stanowisku – uważa Staniszkis. Dodaje, że premier przez dwa minione lata „pokazała pewien rodzaj klasy”, głównie dzięki zachowaniu dystansu w trudnych sytuacjach.

Socjolog jest przekonana, że Prawo i Sprawiedliwość będzie szukać innego kandydata na prezydenta, którego poprze w kolejnych wyborach.

– Niezależnie od tego, co Duda zrobi w sprawie sądów. Jest po prostu moim zdaniem marnym prezydentem. Irytującym, udającym, że robi coś w polityce zagranicznej, podczas gdy pozycja międzynarodowa Polski z dnia na dzień słabnie – mówiła. Jej zdaniem, Andrzej Duda nie zaryzykuje otwartego konfliktu z PiS, a „kompromis w sprawie sądów będzie polegał na tym, że trochę zniszczy je Duda, trochę zniszczy je Ziobro”.

Profesor Staniszkis – choć podkreśla, że nie jest zwolenniczką Donalda Tuska – uważa, że byłby on lepszy prezydentem niż Andrzej Duda.

– Tusk jako prezydent wniósłby trochę zachodniości. Może takiej prostej, ale jednak. Charakter mu się nie poprawił, jednak nauczył się wiele, nabrał pewnych manier, ma pewną wiedzę o Zachodzie, być może by zapobiegł izolowaniu Polski, czego Duda nie jest w stanie zrobić mówiła socjolog.

Jadwiga Staniszkis komentowała również zachowania prezesa PiS. Jej zdaniem są one wynikiem traumy, jaką Kaczyński przeżył po śmierci brata, ale też próbą „sprowadzenia do parteru” tych, którzy lekceważyli jego żałobę po katastrofie smoleńskiej.

Profesor przyznała, że prezes PiS powinien odejść na emeryturę, zwłaszcza że kierowana przez niego partia forsuje emeryturę dla sędziów od 65 r.ż.

– Kaczyński powinien przejść na tę emeryturę wraz z innymi, ale nie ma dokąd pójść – uważa Staniszkis, według której sytuację utrudnia fakt, że prezes PiS nie ma rodziny. – Jest przecież bardzo bystrym człowiekiem, nawet obserwując to, co się dzieje w komisji, mógłby dostrzegać to łamanie konstytucji i prawa. Ale myślę, że on po prostu chce, żeby wszyscy byli zrozpaczeni tak samo jak on. W takim stanie psychicznym nie powinien sprawować władzy

rp.pl

Martyna Bunda, 1 grudnia 2017

Coraz bliżej wprowadzenia klauzuli sumienia dla aptekarzy

Szklanka wody zamiast

Jak to się dzieje, że mniejszość jest w stanie narzucić swoje poglądy większości? I to w taki sposób, aby większość wyrzekła się podstawowych praw, takich jak godność?

Antykoncepcja jako wróg ideowy, bitwa o Polskę, runda kolejna. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który jeszcze rok temu dystansował się od pomysłów części farmaceutów, aby i ich zawód objąć prawem do klauzuli sumienia, nawet jeśli prowadzą jedyną aptekę w mieście, teraz zmienił zdanie. Jest za. Nawet jeśli chodzi o jedyną aptekę w mieście.

Biuro Analiz Sejmowych, latem 2017 roku oddane w ręce ludzi PiS, też jest za. Popiera ustawę farmaceutów w całej rozciągłości. Teraz trzeba jeszcze piętnastu posłów, którzy projekt zgłoszą, i można procedować. Może nie będzie z tego rewolucji, bo już dziś wiele aptek ignoruje prawo, klauzulując się, nawet sieciowo, względnie mówiąc klientom przychodzącym z receptami, że antykoncepcji brak. Będzie po prostu kolejny zdobyty – czyli stracony – przyczółek.

Ustawa to najświeższa inicjatywa instytutu Ordo Iuris

Korzenie tej organizacji częściowo sięgają radykalnej brazylijskiej organizacji TFP, we Francji zaliczanej do sekt. Głośno zrobiło się o nich przed dwoma laty; próba wprowadzenia całkowitego zakazu w Polsce za pomocą ustawy, którą napisali i pod której projektem zebrali podpisy, skończyła się setkami tysięcy protestujących ludzi na ulicach. PiS się wówczas przestraszył. Ordo Iuris jednak nie próżnowało. W ostatnim roku udało im się wprowadzić do raportu OBWE „O przestępstwach nienawiści” nową kategorię: „przestępstwa nienawiści wobec grupy chrześcijan w Polsce” (gdy zagłębić się w szczegóły: chodzi o kradzież tabernakulum i profanację cmentarza) czy sprowadzić do Polski Norweżkę, której w jej kraju ograniczono prawa rodzicielskie, i w jej imieniu wystąpić w Polsce o azyl polityczny.

Na swoich stronach piszą: „Uważny obserwator bez trudu dostrzeże radykalizm, z jakim podejmuje się dziś krytykę istniejącego ładu społecznego. Nie służy ona jednak oczyszczeniu, lecz stanowi atak na jego fundamenty, również te, które wyraźnie poświadcza i afirmuje Konstytucja RP. Dzieje się to często przy bierności instytucji, które ładu społecznego winny bronić w pierwszej kolejności.

Głos upominającego się o jego poszanowanie społeczeństwa obywatelskiego jest często de facto ignorowany przez władzę, w przeciwieństwie do natarczywych postulatów wąskich środowisk, które ład ten kwestionują. Niezwykle aktualne okazują się słowa Marka Safjana, który już dawno przestrzegał przed wiarą w samoczynną siłę sprawczą samych sformułowań konstytucji: „Często ich obowiązywanie może tworzyć raczej złudzenie stabilności niż realną gwarancję dla ładu społecznego”. Brzmi znajomo, blisko? No właśnie.

Polacy popierają korzystanie z antykoncepcji

Jak to się dzieje, że choć zdecydowani przeciwnicy antykoncepcji to w Polsce margines, kilka procent społeczeństwa, w Polsce nie można już kupić antykoncepcji awaryjnej, a i z dostępem do tej zwykłej są problemy? Jak to się mogło stać, że choć w teorii nikt nie może przedkładać własnego światopoglądu ponad cudze sumienie, ponad jego zdrowie i życie, w praktyce tak się dzieje? Mnożą się opowieści kobiet, pacjentek traktowanych protekcjonalnie, upokarzanych. Mamy już w dorobku i śmierć kobiety, której odmówiono badań, i dziesiątki przykładów na brutalną przemoc, z jaką je ubezwłasnowalniają w białych rękawiczkach, gdy „czekały na badania”, których nie planowano zrobić, gdy „oszczędzano im stresu”, zatajając przed nimi wyniki USG. Że urodziły potem martwy, zniekształcony płód? Sumienie doktora liczyło się wyżej niż cierpienie kobiety. Teraz, choć radykalni przeciwnicy aborcji stanowią w Polsce margines, najwyżej 10 proc. społeczeństwa, Sejm właśnie po raz kolejny zajmuje się ich poczuciem moralności.

Owszem, prawo do wolności sumienia to piękny ideał. Wszyscy go podzielamy. Gdyby każdy trochę się posunął, a trochę się postawał, mógłby nam wszystkim służyć. Tymczasem jedne sumienia wzięły inne w niewolę. I to „przy bierności instytucji, które ładu społecznego winny bronić w pierwszej kolejności”, by zacytować Ordo Iuris.

polityka.pl

„Żyć pod takimi ludźmi jest strasznie niebezpieczne”

30 listopada 2017

– To są ludzie, którzy mają tak rozbudowany narcyzm, że nie są w stanie pogodzić się z rzeczywistością. Używają wszelkich narzędzi władzy, żeby mścić się na całym świecie za swoje niepowodzenia. To jest ciekawa psychologia dla reżysera, scenarzysty, pisarza. Jednak żyć pod takimi ludźmi jest strasznie niebezpieczne – stwierdziła reżyserka Agnieszka Holland w programie „Kropka nad i” TVN24 mówiąc o Kaczyńskim i Ziobrze.

 

Sąd Najwyższy według PiS. Koniec prac nad poprawkami

30 listopada 2017

W czwartek o godzinie 21.30 sejmowa komisja sprawiedliwości skończyła prace nad prezydenckim projektem o Sądzie Najwyższym. Zagłosowała za uchwaleniem projektu Andrzeja Dudy wraz z poprawkami PiS. W najbliższą środę Sejm ma dokonać II czytania tego projektu i przyjętego we wtorek projektu o Krajowej Radzie Sądownictwa.

 (http://www.tvn24.pl)

Tłumaczka raportu WSI współpracowała z rosyjskim KGB? Badał to zespół, do którego należała bohaterka naszego reportażu. Po wyborach odeszła ze służby.

Czy tłumaczka raportu Macierewicza była agentką KGB? Ten reportaż może wstrząsnąć sceną polityczną. W sobotę w „Superwizjerze” TVN24 materiał o tłumaczce raportu WSI.

Pawłowicz przyznała rację opozycji. „Zapis jaskrawie niezgodny z konstytucją” i „demoralizujący prawnie”

– Podzielam w pełni pogląd pana ministra Warchoła że zapis (o skardze nadzwyczajnej – red,) jest wprost jaskrawie sprzeczny z konstytucją w swoim brzmieniu, ale z powodu umowy politycznej będę głosowała tak, jak mój klub – stwierdziła posłanka PiS Krystyna Pawłowicz podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. 

W środę komisja zajmowała się poprawkami PiS do prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. Uczestniczący w posiedzeniu

wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, zwrócił uwagę, że jeden z omawianych zapisów projektu dotyczący skargi nadzwyczajnej, budzi wątpliwości, jeśli chodzi o zgodność z konstytucją.

– W świetle polskiej konstytucji kontrolą konstytucjonalności stanowienia prawa zajmuje się Trybunał Konstytucyjny i tylko Trybunał Konstytucyjny – zauważył Warchoł. I podkreślił, że Trybunał nie zajmuje się kontrolą stosowania prawa. – Tymczasem wbrew konstytucji przyznaje się tutaj takie prawo Sądowi Najwyższemu – tłumaczył wiceminister.

Skarga nadzwyczajna, czyli możliwość wniesienia skargi na prawomocne orzeczenie każdego sądu. Prezydent określił ją jako instytucję korygującą prawomocne orzeczenia sądowe.

Umowa polityczna ponad konstytucją

Niespodziewanie stanowisko wiceministra sprawiedliwości poparła posłanka PiS. – Z powodu umowy politycznej będę głosowała tak jak mój klub, natomiast podzielam w pełni pogląd Krystyna Pawłowicz.

– Sam fakt, że piszemy coś sprzecznego z konstytucją, jest niezwykle demoralizujący prawnie – dodała Pawłowicz.

– Mamy głos bardzo merytoryczny, jak zawsze zresztą – mogę się nie zgadzać, ale zawsze merytoryczny – pana ministra Warchoła. Co więcej, dołącza do niego pani poseł Pawłowicz, która mówi, że zagłosuje za przepisem niekonstytucyjnym, ale się nie będzie cieszyć – skomentował były minister sprawiedliwości Borys Budka, poseł PO, który chwilę później złożył wniosek o zasięgnięcie opinii konstytucjonalistów w tej sprawie.

polsatnews.pl

%d blogerów lubi to: