Zdrowie chore i głodne

Zdrowie chore i głodne

Według Kaczyńskiego, głodowy protest rezydentów „od samego początku nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia”.

W „Gazecie Wyborczej” Witold Gadomski apeluje z troską, by głodujący rezydenci, którzy żądają podniesienia wydatków na służbę zdrowia, wskazali jednocześnie, skąd wziąć na to środki, bo łatwo wołać o kasę, a trudniej powiedzieć: „niech państwo więcej zabierze z naszych kieszeni”… Podpowiadam młodym lekarzom: wystarczy zażądać, by budżet Instytutu Pamięci Narodowej był tylko 3 raz większy od budżetu Polskiej Akademii Nauk, a nie PIĘCIOKROTNIE, jak zaplanował rząd PiS na rok 2018. Różnica zapewniłaby rezydentom godziwe zarobki w wysokości postulowanej przez ministra Radziwiłła w czasach, kiedy nie był jeszcze ministrem.

Obawiam się, że protestujący nie skorzystają z mojej rady, bo jest ona obciążona konotacją polityczną, a oni kategorycznie i przy każdej okazji odżegnują się od wszelkich asocjacji partyjnych, deklarując absolutną apolityczność. Nie jest to jednak apolityczność modelowa. Podczas sobotniej pikiety w Warszawie zazgrzytało kilkakrotnie. Mówcy informowali licznych demonstrantów, że mają serca po prawej stronie, a jeden z nich wprost zawiadomił zebranych przed KPRM oraz przed telewizorami, że głosował na PiS i zapewne w najbliższych wyborach nie zmieni swoich preferencji. Wspierający protest szef związku zawodowego lekarzy Krzysztof Bukiel nakreślił rys historyczny nierealizowanych obietnic kolejnych rządów w sprawie zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, ale jakoś szczególnie podkreślił zaprzaństwo ekipy Donalda Tuska, słowem nie wspominając, że z racji światowego kryzysu miała ona najmniejsze szanse wysupłania z budżetu dodatkowych pieniędzy dla wsparcia służby zdrowia.

Również inni mówcy rozpościerali nad PiS niewidoczny parasol ochronny, starając się nie narazić rządzącym. Doceniając dotychczasowe prospołeczne dokonania rządu, apelowali o jeszcze jeden taki projekt, pod nazwą ZDROWIE PLUS. Dziękowali Jarosławowi Kaczyńskiemu za przychylność dla idei 6-procentowego udziału zdrowia w budżecie i tytułowali go kilkakrotnie „panem premierem”. Trafił się nawet starszy lekarz, który pracował w przychodni na Nowogrodzkiej i z racji dawnego sąsiedztwa „drzwi w drzwi” upraszał z estrady pana Jarka o wsparcie i życzliwość dla polskiej służby zdrowia. Odpowiedź otrzymał prawie natychmiast – i z pewnością dała mu ona do myślenia: w wypowiedzi dla TVPiS Kaczyński podzielił się przypuszczeniem, że ten głodowy protest „od samego początku nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia”. Czyli prawdopodobnie protestujący to puczyści opłacani przez Sorosa, a głodujący to nie lekarze, tylko pacjenci poradni dietetycznej dla osób z nadwagą, sprytnie przebrani w kitle…

Wiecowy tumult i oratorskie ornamenty zagłuszają ważne pytania o przyszłość naszej służby zdrowia i o rozmiar niezbędnych reform. Na przykład wyobraźmy sobie, że postulaty głodujących zostaną spełnione, bo Kaczyński nakaże zadłużyć Polskę jeszcze bardziej i zapewnić ponad 6-procentowy udział ochrony zdrowia w budżecie. Ale jaką mamy gwarancję, że dodatkowa kasa nie zniknie w chaosie organizacyjnym, że niekompetentni Misiewicze nie wydadzą jej na nietrafione zakupy i podwyżki uposażeń dla najwierniejszych? A nawet jeśli jakimś cudem wydatki będą trafione, to przecież same pieniądze, wbrew obiegowym opiniom, wcale nie mają uzdrawiających właściwości.

Największą bolączką protestujących lekarzy jest szaleńcza pogoń za środkami utrzymania. Pogoń, która demoluje im życie osobiste i rodzinne, zmniejsza możliwości podnoszenia kwalifikacji, obniża poziom obsługi ich pacjentów, rujnuje organizm i psychikę. Powiedzmy, że młodzi lekarze dostaną godziwe wynagrodzenie i będą się mogli skupić na specjalizacji, pracując na jednym dobrze płatnym etacie. Pięknie. Tylko kto ich zastąpi w przychodniach, pogotowiach i szpitalach, gdzie dorabiali dotąd? Jak bardzo wydłużą się kolejki pacjentów? Dla ilu będą to kolejki do lekarza ostatniego kontaktu? Bo według raportu Komisji Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), Polska jest nie tylko wśród krajów UE o najniższych wydatkach na ochronę zdrowia, ale też z najniższą liczbą lekarzy przypadającą na tysiąc mieszkańców. Chorej służby zdrowia nie uzdrowią więc same tylko, największe nawet, pieniądze. Potrzebni są jeszcze nowi lekarze, którym stworzone zostaną takie warunki, by nie myśleli o opuszczeniu kraju. A do tego niezbędni są także mądrzy, uczciwi organizatorzy, którzy nazwę swojej SŁUŻBY czytają ze zrozumieniem.

Nie muszą się nad tym zastanawiać młodzi lekarze i wspierający ich pracownicy chorej służby zdrowia. Nie są ekonomistami ani politykami. To ludzie zdesperowani, zmęczeni pracą na granicy ludzkich możliwości. Ich głosy o konflikcie sumienia, powołania i misji z pracą ponad siły brzmią prawdziwie i poruszająco. W odróżnieniu od chamskich kpin prawicowych trolli, od kłamstw propagandystów udających dziennikarzy i w odróżnieniu od podłych pomówień tych polityków, dla których tropienie spisków, zakłamanie i pazerność są oczywistym sposobem na życie.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Młody lekarz – wróg ludu

15.10.2017
niedziela

PiSowski rząd ma pieniądze, by dotować swoje bojówki dla niepoznaki nazywane wojskiem Obrony Terytorialnej czy też geotermię o. Rydzyka. Ale skąpi pieniędzy dla młodych medyków, którzy leczą wszystkich Polaków

1.

Każdy, kto krytykuje PiSowski rząd z dnia na dzień może stać się wrogiem tzw. obozu „dobrej zmiany”. I nie ma znaczenie, że krytyk jeszcze wczoraj piał z zachwytu, wspierając partię Kaczyńskiego. Przypomnijmy sobie choćby los prof. Jadwigi Staniszkis, która – gdy zaczęła krytykować autorytarne ciągoty PiSowskiej władzy – stała się wrogiem prawicy.

Kilka dni temu, bliski ideologicznie PiS prof. Michał Królikowski, który pisał prezydentowi Andrzejowi Dudzie ustawy mające zreformować sądy, szybko stał się obiektem zainteresowania prokuratury i rządowych mediów, które robiły z niego skarbnika przestępców. Krótko: PiS, nawet swoich ludzi, którzy zaczynają rzucać kłody pod nogi Jarosława Kaczyńskiego, czyni śmiertelnymi wrogami. To jasny sygnał: albo jesteś z nami na śmierć i życia, albo cię zniszczymy.

2.

A co dopiero powiedzieć o rezydentach, czyli młodych lekarzach, którzy od kilkunastu dni domagają się podwyżek swoich pensji. Najpierw sprawę próbował załatwić minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł, który dla młodych medyków miał następując propozycję: „wracacie do pracy, a potem sobie pogadamy”. Premier Beata Szydło umyła ręce – ale co się dziwić, skoro jej moc decyzyjna jest zerowa.

Gdy się jednak okazało, że młodzi lekarze nie zamierzają składać broni, ba, że popierają ich studenci medycyny i pacjenci, gdy się okazało, że nie zamierzają też emigrować, jak im doradzała posłanka PiS, Józefa Hrynkiewicz, do akcji wkroczył Jarosław Kaczyński i TVPiS.

Co się okazało? Prezes w proteście medyków zobaczył spisek, którego celem jest obalenie rządu PiS. W ten sposób Kaczyński odwołuje się do znanej i przetestowanej strategii, czyli insynuacji i szczucia. Komentując protest rezydentów powiedział: „To może być coś, co nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia”.

I znów: przypomnijmy sobie choćby tzw. „pucz kanapkowy”, w którym prezes również widział spiski i skoordynowany atak tajemniczych sił na jego władzę.

Ale słowa Kaczyńskiego to coś więcej: to jasny sygnał dla PiSowskich mediów, że z młodych lekarzy można zrobić „wrogów ludu”. Przekaz PiSowskich mediów i trolli jest jasny: rezydenci to… bogacze, którzy „narzekają na zarobki, a jedzą kanapki z kawiorem”.

Mało tego: prawicowe trolle ruszyły do przegrzebywania facebooka rezydentów, aby – wyciągając zdjęcia z wakacji i podróży – pokazać ludowi „słodkie życie” młodych medyków. Dziś rezydenci to kolejna grupa zawodowa, po sędziach i prawnikach, która w PiSowksiej retoryce i propagandzie robi za „kozła ofiarnego”, stając się łatwym usprawiedliwieniem nieudolnych rządów prawicowego obozu.

3.

Czy można się jakoś bronić przed PiSowską insynuacją, szczuciem i oczernianiem? Przede wszystkim nie można dać się zaszantażować. Dać sobie wmówić, że to ty jesteś winny, bo domagasz się godnej płacy za ciężką pracę. Tym bardziej, że PiSowski rząd nie ma problemu, by dotować fikcyjne wojska Obrony Terytorialnej, kampanie antysądową, geometrę o. Rydzyka, strzelnicę w każdej gminie, a nie ma pieniędzy na służbę zdrowia. Przecież to jawny absurd.

Dalej, nawet jeśli stajesz się przedmiotem nienawiści PiSowskiej propagandy, musisz robić swoje. Chowanie głowy w piasek nic nie da: w zasadzie o to chodzi tej władzy. A mianowicie, żeby zastraszyć ludzi, a gdy poczują strach, to wtedy się schowają. Władza będzie miała spokój. Ale, jak radzi Chuchill: Jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać, jest strach.

Na tym nie koniec. Każdy, kto – jak młodzi medycy – staje się przedmiotem systemowej nienawiści produkowanej przez rząd, powinien móc liczyć na solidarność ze strony ludzi przyzwoitych. Jest naiwnością sądzić, że PiS zostawi nas w spokoju, bo będziemy siedzieć cicho, schowamy się w swojej prywatności. Nie znasz dnia i godziny, kiedy okaże się, że z jakiegoś powodu przeszkadzasz PiSowskiej władzy. Tylko solidarność w takiej sytuacji jest skuteczną bronią.

I ostatnia rzecz: ludzie nie mogą się wstydzić tego, że zdobyli wykształcenie, że dzięki ciężkiej pracy osiągają sukces, realizują swoje pasje. A tego chce PiSowski rząd i armia jego trolli: masz mieć poczucie winny, że skończyłeś dobre studia, że znasz języki, że jeździsz po świecie – czy to na wakacje, czy to na konferencje. Moment, w którym zaczniemy się wstydzić tego, kim jesteśmy i co osiągnęliśmy, a nie tego, że mamy słaby rząd, będzie chwilą naszej ostatecznej klęski.

makowski.blog.polityka.pl

Ile szpitale płacą księżom?

27 września 2012

Wiceminister zdrowia odpowiadał na pytanie posłów Ruchu Palikota Jacka Kwiatkowskiego, Artura Górczyńskiego i Adama Rybakowicza o kapelanów zatrudnionych w Centrum Zdrowia Dziecka i pozostałych podległych resortowi szpitalach-instytutach „w kontekście ujawnionych niedawno informacji o tragicznej sytuacji finansowej szpitali podległych bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia”.

Większość kapelanów w szpitalach podległych bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia jest zatrudniona na umowę o pracę; średnio to 1,5 etatu, co kosztuje jednostkę ok. 4 tys. zł miesięcznie – poinformował w czwartek w Sejmie wiceminister zdrowia Cezary Rzemek.

Jak powiedział Rzemek, większość kapelanów w szpitalach-instytutach podległych resortowi zdrowia jest zatrudnionych na umowę o pracę, średnio jest to 1,5 etatu. Podkreślił, że w Centrum Zdrowia Dziecka jest to 1,5 etatu na 2,2 tys. wszystkich etatów. – Nie myślę, by w tak znaczniej mierze wpływało to na samo zadłużenie – ocenił. Powiedział, że koszty miesięczne ponoszone przez szpital związane z zatrudnieniem kapelana to średnio 4 tys. zł.

Dodał, że zatrudnienie kapelanów wynika z ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz konkordatu, w którym państwo polskie zapewniło osobom przebywającym w zakładach opieki zdrowotnej dostęp do wykonywania praktyk religijnych. Zaznaczył, że kapelani powinni być zatrudnieni i mogą być to różne formy zatrudnienia: umowy o pracę, umowy zlecenia.

Odpowiadając na pytanie posła Górczyńskiego, czy resort zdrowia ma plan naprawczy zadłużonych jednostek szpitalnych, wiceminister powiedział, że najbardziej zadłużone szpitale-instytuty są zobowiązane do przedłożenie ministrowi zdrowia programów naprawczych.

W ubiegłym tygodniu dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka prof. Janusz Książyk przekazał do resortu zdrowia plan naprawczy tego instytutu; placówka jest zadłużona na kwotę ok. 200 mln zł.

Według raportu NIK najbardziej zadłużone szpitale w Polsce to instytuty podległe Ministerstwu Zdrowia. Izba ocenia, że placówkom potrzebny jest kompleksowy plan naprawy, nie wystarczy „zastrzyk finansowy”.

wprost.pl

Paweł Deresz odpowiada na rewelacje Antoniego Macierewicza. „Niech upubliczni nagranie. Ani razu nie pokazał dowodów!”

Włodzimierz Szczepański, 15 października 2017

Antoni Macierewicz znów uraczył opowieścią o ustaleniach komisji smoleńskiej działającej pod skrzydłami jego Ministerstwa Obrony Narodowej. Tym razem zapewnia, że na jednym z rejestratorów „zidentyfikowano moment eksplozji” prezydenckiego Tu-154M. Te rewelacje wiceprezesa PiS w rozmowie z naTemat komentuje Paweł Deresz – mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie.

W sobotę na spotkaniu szefów klubu Gazety Polskiej Antoni Macierewicz obwieścił, że jeden z rejestratorów w rządowym samolocie odnotował moment eksplozji. Jak pan zareagował na te wieści?

Parsknąłem śmiechem. Antoni Macierewicz nie pierwszy raz obwieszcza takie rewelacje. Poprzednio twierdził, że katastrofę przeżyły trzy osoby, a potem mówił o jednym, a nawet trzech wybuchach. No i nie zapominajmy o sztucznej mgle. Te wypowiedzi wynikają ze złego stanu psychicznego ministra.A może to przemyślana polityczna strategia Macierewicza?

Ja widzę, że jedyna obsesja ministra. Powtarza te słowa nie dla celów politycznych, ale jak już, osobistych. Tak moim zdaniem odwraca uwagę od tego, co robi w MON-ie, a jest to wielce karygodne. Zaprzepaszcza tak ważnej sprawie, jak bezpieczeństwo Polski.

Czy paliwo smoleńskie PiS-u, którym napędzał swój elektorat wypala się? Nawet Jarosław Kaczyński zaczął się wycofywać, mówiąc, że prawdy nigdy nie poznamy.

Z pewnością. W tej chwili jest inna narracja. Temat reparacji zastępuje kwestię katastrofy smoleńskiej.

No, ale… minister zapewnia o nagraniu z jednego rejestratora rządowego TU-154 M.

A rejestratorów było kilka. Niech minister upubliczni nagranie. Ani razu nie pokazał żadnych dowodów, zamiast tego używa sformułowań „z całą pewnością”, czy ulubionego „nie ulega najmniejszej wątpliwości”. Tymczasem dowodów nie ma.

Niepokojąco trochę zabrzmiała dalsza część wypowiedzi ministra, że eksperci pracują nad „wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu”.

Mnie nie. Niech udowodnią swoją tezę. Po prostu nie da się dowieść czegoś, co jest nierealne.

Na wiosnę mam być gotowy raport. Minister przedstawi nie tylko dowody, ale osoby odpowiedzialne za „smoleńsk”. Nie zaskoczył pana?

Z chęcią poznam raport, a nim nadejdzie wiosna, radzę ministrowi, aby zgłosił się do poradni zdrowia psychicznego. Razem z raportem powinien pokazać zaświadczenie od lekarza.

naTemat.pl

Zamach PiS na wolne wybory za pomocą bomby – ordynacji wyborczej

Zamach PiS na wolne wybory za pomocą bomby - ordynacji wyborczej

Jarosław Kaczyński chwali siebie i partię, a Paweł Kukiz zamierza metodą rewolucyjną walczyć o demokrację. Lubię język polskich polityków, którzy klasycznie „nie wiedzą, co mówią”. Niestety wiedzą, co chcą osiągnąć.

Kaczyński był łaskaw poinformować swoją gwardię z klubów „Gazety Polskiej” o ordynacji wyborczej, iż jest gotowa i czeka na czas, gdy z Andrzejem Dudą będzie dogadane. Kiedy będzie dogadane? Obawiam się, że po jego najbliższym spotkaniu z prezydentem.

Wówczas kilka spraw posunie się dla Kaczyńskiego do przodu, będzie można upisowić media prywatne, uchwalić nową ordynację wyborczą, która da „taką większość, która zapewni nam [nam, czyli PiS – przyp. WM] skuteczną większość”.

Wiemy nieco więcej o ordynacji, nie znamy najważniejszych rzeczy, tych pisanych małymi literkami – nonparelem. Przezroczyste urny, kamery internetowe to są bzdurki nic nie znaczące, acz kosztowne w eksploatacji, które mają przykryć rzeczy technicznie najważniejsze.

Mają być dwie komisje wyborcze w lokalach wyborczych, jedna nadzorująca przebieg głosowania i druga ważniejsza – licząca głosy. Jak ta druga ma być skonstruowana pod względem osobowym, gdzie ma dokonywać liczenia głosów i kiedy? Tutaj wachlarz „możliwości” jest duży – i w tej drugiej komisji można dopatrywać się „zapewnienia nam [PIS] skutecznej większości”.

Dojdą do tego nowe podziały terytorialne okręgów wyborczych, metoda podziału mandatów. A także nowinka: znikną jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach samorządowych.

Słynne JOW-y, które mają zniknąć, trzepnęły Kukizem do tego stopnia, iż zapowiedział „gigantyczną reakcję”, która ma polegać na tym, że wyprowadzi na ulice milion protestujących, by – o czym już wspomniałem – „drogą rewolucyjną walczyć o demokrację”.

W wypadku muzyka gigantyczna reakcja to może być tylko koncert w plenerze, ale musiałby na niego zaprosić np. Kayah, Krzysztofa Skibę z Big Cycem, Perfect ze Zbigniewem Hołdysem. Im jednak z Kukizem nie po drodze. Solo mu przyjdzie gigantycznie drzeć gębę w „walce o demokrację”.

Kaczyński za to pochwalił siebie i partię w swoim litanijnym stylu – ulubiona forma jego retoryki – powtarzając wielokroć „to jest dobry pomysł”, gdy omawiał nową schowaną jeszcze w korcu ordynację wyborczą, która powstała, bo prezes PiS „obawia się fałszerstw”.

Do takich fałszerstw wyborczych nie doszło, gdy PiS nie rządził, władzę sprawowała PO z PSL – i PiS wygrał. Teraz Kaczyński obawia się, że gdy PiS rządzi, dojdzie do fałszerstw wyborczych?

Po raz pierwszy jestem w stanie uwierzyć Kaczyńskiemu, bo oto jego podwładny szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki był łaskaw się sypnąć – bynajmniej nie nonparelem – w wywiadzie dla wPolsce, gdy zapytano go o tzw. przeliczenie głosów na mandaty: – „Będziemy pracować nad tym, żeby mieć taką większość, która zapewni nam skuteczną większość”.

Jeszcze raz powtórzę: lubię gadkę-szmatkę pisowskich retorów. Powyższy cytat z Terleckiego przełożyć należy na fucktyczny (słówko Manueli Gretkowskiej) sens jego wypowiedzi, który brzmi: –„Będziemy tak fałszować, aby mieć skuteczną większość”.

W istocie PiS za pomocą nowej ordynacji wyborczej chce zamachnąć się na wolne wybory. Fucktycznie.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

 

Na Nowogrodzkiej powstaje brama

Brama przed budynkiem PiS, o planach postawienia której donosiło Radio Zet staje się faktem. Metalowa brama na pilota, ma oddzielić parking przed budynkiem od nieproszonych gości. Jak nam powiedziano na miejscu, to decyzja właściciela budynku a celem jest zabezpieczenie pacjentów przychodzących do istniejącej tam przychodni „Prima”.

300polityka.pl

Wielkie liczenie wiernych w polskich kościołach. Ilu naprawdę chodzi na mszę?

Wprost, 15.10.2017

Wnętrze kościoła św. Agnieszki przy ul. Dietla 30 w Krakowie© Wikimedia Commons Wnętrze kościoła św. Agnieszki przy ul. Dietla 30 w Krakowie

 

Kościół postanowił sprawdzić, na ilu wiernych może liczyć każdej niedzieli. W świątyniach trwa wielkie liczenie.

W niedzielę 16 października w parafiach katolickich w całej Polsce odbywa się liczenie wiernych. Doroczne badanie ma pokazać rzeczywisty poziom praktyk religijnych wśród katolików w Polsce. Liczenie prowadzone jest na zlecenie Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Obejmie ponad dziesięć i pół tysiąca parafii.

– Chodzi o sprawdzenie ile osób przychodzi na Msze, ile z nich stanowią mężczyźni, ile kobiety, a ilu wiernych przystępuje do Komunii świętej. Dane posłużą do uaktualnienia statystyk w polskim Kościele katolickim – tłumaczył ks. Edward Poniewierski, wikariusz generalny Kurii Diecezji Radomskiej.

Badanie nieprzypadkowo przeprowadza się jesienią w niedzielę zwykłą, na którą nie przypada dodatkowa uroczystość religijna. W ubiegłym roku policzono, że do Kościoła chodzi około 40 procent Polaków, a komunię świętą przyjmuje 17 procent. Najlepiej wypadały w tej statystyce diecezje południowo-wschodnie. Najwyższy odsetek uczestnictwa w Mszach świętych niedzielnych odnotowano w diecezji tarnowskiej – było to 70,5 procent. Najgorzej sytuacja przedstawiała się w diecezji szczecińsko-kamieńskiej – było to zaledwie 26 procent.

msn.pl

A Macierewicz dalej twierdzi, że Tupolew eksplodował

A Macierewicz dalej twierdzi, że Tupolew eksplodował

W kwietniu 2018 roku będzie w Polsce gorąco – Antoni Macierewicz obiecał, że wtedy podkomisja ogłosi raport „wskazujący nie tylko przebieg wydarzeń, ale i głównych odpowiedzialnych za tragedię pod Smoleńskiem”. Dlaczego wtedy? Proste. Bo Jarosław Kaczyński wyznaczył taki termin. Podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej prezes PiS stwierdził, że „być może prawdy nie da się ustalić”, ale raport musi być gotowy na kwiecień 2018 r. Zaraz po tych słowach Macierewicz… zapewnił, że jego podkomisja „dojdzie do prawdy”.

No i mamy już pierwsze efekty tego „przyspieszenia”! Szef MON Antoni Macierewicz podczas zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” powiedział: – „Obecnie wiemy dużo więcej. Znaleźliśmy w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji – został zidentyfikowany. Zajmujemy się obecnie jego analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu” – uspokoił zebranych Macierewicz, o czym szczegółowo informuje „Gazeta Wyborcza”. Aż dziw, że od razu nie przedstawił dowodu – to wszak epokowe stwierdzenie – ale jak zwykle sprawa jest w toku. I jak widać minister potrafi: już mieć pewność, a na wykluczanie innych przesłanek zarazem spokojnie poczekać. Ot, logika wyższego rzędu.

Rejestratorów było w samolocie cztery, lecz odnaleziono tylko (aż?) trzy, czytamy na wyborcza.pl. Wszystkie zbadała rządowa komisja Jerzego Millera. Co istotne, rejestratory pracowały do końca i żaden nie nagrał wybuchu ani nie odnotował towarzyszących wybuchowi wzrostu temperatury i ciśnienia, a jedynie krzyki załogi i pasażerów aż do momentu zderzenia się z ziemią. Podobnie polski rejestrator ATM-QAR, uważany za jeden z najdokładniejszych, również odczytany w Warszawie. „Niestety” dla Macierewicza, śladów materiałów wybuchowych nie znaleziono ani na miejscu katastrofy, ani na wraku, ani na ciałach ofiar. W rzeczywistości bowiem – jak ustaliła komisja Millera – do katastrofy doszło, ponieważ Tupolew leciał za szybko, za nisko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego z ziemią.

Cóż, kiedy wybuchy to ulubiony motyw spiskowych teorii Macierewicza od prawie siedmiu lat. A niczym niezrażony minister za każdym razem podaje inną ich liczbę i lokalizację. Na przykład w kwietniu 2017 r. podkomisja Macierewicza podała, że w Tupolewie wybuchła „bomba termobaryczna”, która… nie zostawia śladów charakterystycznych dla eksplozji. Zarówno wtedy, jak i teraz dowodów nie ma, tym gorzej więc dla faktów.

koduj24.pl

Zamach PiS na wolne wybory za pomocą bomby – ordynacji wyborczej

Jarosław Kaczyński chwali siebie i partię, a Paweł Kukiz zamierza metodę rewolucyjną walczyć o demokrację. Lubię język polskich polityków, którzy klasycznie „nie wiedzą, co mówią”. Niestety wiedzą, co chcą osiagnąć.

Kaczyński był poinformować swoją gwardię z klubów Gazety Polskiej o ordynacji wyborczej, iż jest gotowa i czeka na czas, gdy z Andrzejem Dudą będzie dogadane. Kiedy będzie dogadane? Obawiam się, że po jego najbliższym spotkaniu z prezydentem.

Wówczas kilka spraw posunie się dla Kaczyńskiego do przodu, będzie można upisowić media prywatne, uchwalić nową ordynację wyborczą, która da „taką większość, która zapewni nam (nam – PiS) skuteczną większość”.

Wiemy nieco więcej o ordynacji, nie znamy najważniejszych rzeczy, tych pisanych – przysłowiowo – małymi literkami, nonparelem. Przezroczyste urny, kamery internetowe, to są bzdurki nic nie znaczące, acz kosztowne w eksplotacji, które mają przykryć rzeczy technicznie najważniejsze. Mają być dwie komisje wyborcze w lokalach wyborczych, jedna nadzorująca przebieg głosowania i druga ważniejsza – licząca głosy. Jak ta druga ma być skonstruowana pod względem osobowym, gdzie ma dokonywać liczenia głosów i kiedy? Tutaj wachlarz „możliwości” jest duży – i w tej drugiej komisji można dopatrywać się „zapewnienia nam (PIS) skutecznej większości”.

Dojdą do tego nowe podziały terytorialne okręgów wyborczach, metoda podziału mandatów. A także nowinka: znikną jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach samorządowych.

Słynne JOW-y, które mają zniknąć, trzepnęły Kukizem do tego stopnia, iż zapowiedział „gigantyczną reakcję”, która ma polegać na tym, że wyprowadzi na ulice milion protestujących, by – o czym już wspomniałem – „drogą rewolucyjną walczyć o demokrację”.

W wypadku muzyka gigantyczna reakcja to może być tylko koncert w plenerze, ale musiałby na niego zaprosić np. Kayah, Krzysztofa Skibę z Big Cycem, Perfect ze Zbigniewem Hołdysem. Im jednak z Kukizem nie po drodze. Solo mu przyjdzie gigantycznie drzeć gębę w „walce o demokrację”.

Kaczyński za to pochwalił siebie i partię w swoim litanijnym stylu – ulubiona forma jego retoryki – powtarzając wielokroć „to jest dobry pomysł”, gdy omawiał nową schowaną jeszcze w korcu ordynację wyborczą, która powstała, bo prezes PiS „obawia się fałszerstw”.

Do takich fałszerstw wyborczach nie doszło, gdy PiS nie rządził, władzę sprawowała PO z PSL – i PiS wygrał. Teraz Kaczyński obawia się, że gdy PiS rządzi, dojdzie do fałszerstw wyborczych?

Po raz pierwszy jestem w stanie uwierzyć Kaczyńskiemu, bo oto jego podwaładny szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki był się sypnąć – bynajmniej nie nonparelem – w wywiadzie dla wPolsce, gdy zapytano go o tzw. przeliczenie głosów na mandaty: „Będziemy pracować nad tym, żeby mieć taką większość, która zapewni nam skuteczną większość…”

Jeszcze raz powtórzę: lubię gadkę-szmatkę pisowskich retorów. Powyższy cytat z Terleckiego przełożyć należy na fucktyczny (słówko Manueli Gretkowskiej) sens jego wypowiedzi, który brzmi: „Będziemy tak fałszować, aby mieć skuteczną większość”.

W istocie PiS za pomocą nowej ordynacji wyborczej chce zamachnąć się na wolne wybory. Fucktycznie.

Kukiz napina muskuły i grozi, że wyprowadzi ludzi na ulice. Czego zamierza bronić przed PiS jak niepodległości?

Mateusz Marchwicki, 15 października 2017

Lider ruchu Kukiz’15 zapowiada wyprowadzenie ludzi na ulice. Powodem miałyby być zmiany w ordynacji wyborczej, które planuje przeprowadzić Prawo i Sprawiedliwość. Chodzi tu szczególnie o pomysł likwidacji jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do samorządu. To miałoby wywołać „gigantyczną reakcję”.

Tak buńczuczne zapowiedzi, Paweł Kukiz przedstawił w studiu programu „Minęła dwudziesta” w TVP Info. Wyczulony na punkcie JOW-ów, które w kampanii wyborczej były na sztandarach nowego wówczas ruchu politycznego lider Kukiz’15 zapowiedział zablokowanie zakusów Jarosława Kaczyńskiego, a wręcz uliczną rewoltę.

PAWEŁ KUKIZ, TVP INFO

– Zrobię wszystko, by ulica się upomniała o te JOW-y. To jest niedopuszczalne. Jestem zwolennikiem dwukadencyjności przy jednomandatowych okręgach wyborczych, (…) ale nie zmieniając ordynacji w taki sposób, by jedna partia mogła wrzucić w te miejsca „prawych i sprawiedliwych”.

PAWEŁ KUKIZ, TVP INFO

– Jeżeli te jednomandatowe okręgi wyborcze zostaną gdziekolwiek ruszone, to będę robił wszystko, by nawet drogą rewolucyjną walczyć o demokrację.

Z jednej strony zapowiedź walki o ordynacje wyborczą ze strony Pawła Kukiza można wziąć za dobra monetę i cieszyć się, że nie ma zamiaru przyłożyć ręki do demontażu sprawnie działającej maszyny wyborczej w przypadku wyborów samorządowych. Jednak zapowiedzi o „gigantycznej reakcji” na likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych można zaliczyć do kategorii tych kabaretowych. Jeżeli Paweł Kukiz nie zauważył, że najważniejsze sprawy dotyczące ustroju państwa (choćby zdemolowanie  Trybunału Konstytucyjnego) nie wywołały w Polakach znaczącej reakcji, spieszymy o tym przypomnieć. Milion protestujących na ulicach w obronie JOW-ów – to naprawdę egzotyczna wizja. Choć może Paweł Kukiz od dawna ukrywa jakiegoś asa w rękawie, po użyciu którego nie będziemy mogli zamknąć ust otwartych w geście zdziwienia?

naTemat.pl

Kaczyński wreszcie to powiedział. Szykuje się zamach na wolne wybory

Nie oszukujmy się, to było do przewidzenia. Optymistyczne dla Prawa i Sprawiedliwości wyniki badań sondażowych nie gwarantują utrzymania władzy. Na wczorajszym zjeździe Klubów Gazety Polskiej w Spale Jarosław Kaczyński wypowiedział się między innymi ws. ordynacji wyborczej. Człowiek mający w rękach cały aparat państwa publicznie stwierdził, że obawia się fałszerstw wyborczych. Środkiem im zapobiegającym miałyby być właśnie zmiany w ordynacji.

Chcemy […] podjąć sprawę ordynacji wyborczej, zarówno w wyborach samorządowych jak i parlamentarnych i innych wyborach. I to zarówno jeżeli chodzi o różnego rodzaju przedsięwzięcia o technicznym charakterze, które już proponowaliśmy w poprzednich kadencjach, które były odrzucane przez ówczesną większość, a których celem jest zabezpieczenie wyborów przed fałszowaniem. Przeźroczysta urna… Kamery internetowe w każdym lokalu wyborczym, i podczas głosowania i liczenia głosów to na pewno jest dobry pomysł. Nowe zasady odnoszące się do drukowania kart, to na pewno dobry pomysł, nowe zasady dot. okresu i sposobu ich przechowywania to też na pewno jest dobry pomysł, a także ich produkcji, bo tutaj też było dużo bałaganu i takich sytuacji, które zagrażały uczciwości wyborów. Krótko mówiąc, jest szereg działań tego typu, ale są też działania czy cele, które chcemy zrealizować, które mają już charakter nieco inny.

Więcej tutaj.

Odsyłam do definicji ordynacji wyborczej – jest to zbiór przepisów wchodzących w skład tzw. prawa wyborczego regulujących sposób przeprowadzenia wyborów, a w szczególności zasady wyłaniania ich zwycięzców i podziału mandatów. Wyróżniamy więc klasycznie ordynację większościową i proporcjonalną. Z polskich realiów znamy również jednomandatową większościową. Z tego wynika, że mówiąc na temat ordynacji wyborczej powinniśmy mieć na myśli przede wszystkim przełożenie pojedynczego głosu na mandat, czy to względem metody matematycznej, czy zorganizowania okręgu. Wydaje się, że Jarosław Kaczyński nie wie o czym mówi, gdy skupia się na „różnego rodzaju przedsięwzięciach o technicznym charakterze”.

10 października Jarosław Kaczyński ogłosił, że zmiany w ordynacji są już gotowe. Ale partia ich nie ujawnia. Powód? Kaczyński nie wie, jak zachowa się prezydent Duda. Testem mają być ustawy o sądach. Prawo i Sprawiedliwość nie ma wiele czasu. Zgodnie z wyrokami TK zmian należy dokonać najpóźniej rok przed wyborami. Zapowiada się więc #zamachlistopadowy.

Ryszard Terlecki przyznał w rozmowie z wPolsce.pl: Będziemy oczywiście pracować nad tym, żeby mieć taką większość (głosów), która zapewni nam skuteczną większość (w Sejmie). Ale też oczywiście myślimy o ordynacji, niekoniecznie o takich zmianach, które byłyby dla nas korzystniejsze, tylko o takich zmianach, które w ogóle wykluczałyby możliwość takich zdarzeń, jak to było przy wyborach samorządowych poprzednich. Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości dodał, że zmiany wejdą w życie, bo są „dla niego (prezydenta) do zaakceptowania”, jednak nikt w partii nie ma pewności, czy Duda nie będzie składał swoich poprawek, co skutkowałoby niepożądanym opóźnieniem. W rozmowie padł wątek tzw. przeliczania poparcia na mandaty, Terlecki odparł, że projekt jest jeszcze w wczesnej fazie.

Będziemy […] pracować nad tym, żeby mieć taką większość, która zapewni nam skuteczną większość… Nawet totalitarne reżimy starały się pozorować uczciwe wybory. To zdanie zwiastuje zamach na podstawową wolność obywatelską. Niestety wydaje mi się, że znów staniemy przed koniecznością wyjścia na ulicę.

Źródło: dziennik.pl, wyborcza.pl

crowdmedia.pl

Joanna Mucha chce wybić się na niezależność. Manifestacja programowa to początek

Wszystko zaczęło się w ubiegły wtorek od konferencji Joanny Muchy w Sejmie, na której opisała założenia swojego programu i oznajmiła, że przedstawi go liderom partii opozycyjnych. W jej ocenie jest konieczność, żeby określić plan na najbliższe 25 lat. „To nasze pokolenie czterdziestolatków, powinno wziąć na siebie trud przygotowania takiego planu, programu i przekonania Polaków do jego realizacji”. Oznajmiła również, że spotkała się w tej sprawie z Grzegorzem Schetyną, który przyjął jej propozycję z dużym zainteresowaniem.

Po konferencji Polska Agencja Prasowa zapytała liderów Platformy Obywatelskiej, co sądzą o propozycji posłanki. Grzegorz Schetyna – „Bardziej oceniłbym go jako wizję, pewnego rodzaju spojrzenie na przyszłość. To taki zarys programu. Przekażemy go do komisji programowej, bo przygotowujemy program na 21 października.” W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik, Jan Grabiec – „Dwa tygodnie temu rozmawialiśmy o kwestiach programowych, odbywały się również spotkania różnych gremiów decyzyjnych (…) Do tej pory nie mieliśmy okazji się z tym zapoznać, więc dobrze by było, by w tych gremiach te przemyślenia zostały zaprezentowane„. Mniej wyrozumiały był Sławomir Neumann – „Platforma Obywatelska ma program „Polski po PiS”, przyjęty w zeszłym roku na konwencji w Gdańsku, znajduje się na stronie PO. (…) Jest zawieszony na stronie Platformy, można się z nim zapoznać. Jak już pani poseł Mucha ma z tym problem, to mogę wskazać miejsce”. Można odnieść wrażenie, że modne ostatnio wybijanie się na samodzielność nie zostało z wielkim entuzjazmem przyjęte wśród najważniejszych polityków Platformy.

W środę Gazeta Wyborcza opublikowała manifest Joanny Muchy i już w pierwszych akapitach posłanka atakuje doktrynę partyją – „Dzisiaj władzy totalnej musi przeciwstawić się nie tak zwana totalna opozycja, lecz opozycja konstruktywna. W żadnym wypadku nie może to być opozycja wobec wczorajszych i dzisiejszych wyborców PiS.” I dalej pisze – „Przez ostatnie trzy dekady zmiany w Polsce definiowała logika transformacji określonej trzema wektorami: demokracja, rynek, Europa. (…) Nie uniknęliśmy jednak błędów, więc nie dziwmy się, że ten okres przez wielu naszych współobywateli został zapamiętany jako czas wyrzeczeń, drapieżności i niesprawiedliwości. W końcu powiedzieli „dość”.” To tylko bardzo wąski fragment całego manifestu. Dzień później na łamach Wyborczej ukazuje się pełen zachwytów tekst Marka Beylina – „(…)Mimo tych uszczerbków manifest Muchy to najlepsze dokonanie ideowe Platformy. Mam nadzieję, że świadczy on o szerszej woli zmian w tej partii. (…) Ponieważ tylko z odnowioną i prospołeczną Platformą mamy szanse wygrać z PiS. (…)”.

Wczoraj Krytyka Polityczna opublikowała wywiad z Joanną Muchą w którym nie szczędzi uszczypliwości całej opozycji. Wywiad nie skupia się tylko na krytyce, prawie w całości jest poświęcony podwalinom programowym ale są jednak „momenty” – „Mam wrażenie, że opozycja cały czas nie zrozumiała, dlaczego przegrała. (…) Chodzę i opowiadam o tym programie, ale odnowa języka opozycji nikogo nie interesuje. To scenariusz, powiedzmy wprost, przegranej. Przegranej w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Bo jeśli ktoś zakłada, że trup PiS-u sam przypłynie Wisłą, to niech nie liczy, że wydarzy się to przy okazji najbliższych wyborów” – tłumaczyła Joanna Mucha.

Pod tekstem udostępniamy linki do manifestu programowego oraz wywiadu, żeby móc sobie wyrobić zdanie. Celowo nie skupiłem się na programie, ponieważ chodziło mi uchwycenie początku „kociołu” w Platformie, który z zacisznych gabinetów zaczyna się przenosić do mediów. Do tej pory tylko spekulowano o konflikcie między zakonem Grzegorza Schetyny i czterdziestolatkami wspieranymi po cichu starszymi członkami partii. „To jest propozycja zmiany myślenia i działania opozycji, zamiar zmian w partii na młodych” – mówi CrowdMedia.pl anonimowo polityk Platformy i dodaje – „Jeżeli Schetyna tego nie zrozumie, to powstanie opozycja młodych.”. Na razie są manifesty oraz założenia programowe. Gdy program będzie gotowy w PO chwycą za szable, ale nie pobiegną z nimi na PiS, tylko na siebie.

Więcej: wyborcza.plkrytykapolityczna

crowdmedia.pl

niedzielna modlitwa😜

Z sieci – biedni jak mysz kościelna…? Fury tytanowe a Jezus na osiołku…!

To powiedziałem pół roku temu o tezach podkomisji min. Macierewicza – zdania nie zmieniłem.

Szalony weekend Macierewicza. Odparł atak Rosji, wykrył nowy wybuch, zajrzał na zjazd Gazety Polskiej… A to pewnie nie koniec.

Czy rząd PiS chce zrobić z nas pariasów współczesnego świata?

Czy rząd PiS chce zrobić z nas pariasów współczesnego świata?

Dlaczego PiS tak zafascynowany jest śmiercią? Oto pisowski rząd złożył w Komitecie Praw Człowieka ONZ poprawki do Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Drugiego Protokołu Fakultatywnego (P-2) dotyczących przestrzegania prawa do życia.

Rząd PiS chce wykreślenia kilku zdań z Protokołu, które pozwoliłyby na możliwość wypowiedzenia go. A tym samym na możliwość przywrócenia kary śmierci. Ale te dokumenty ONZ uniemożliwiają wyjście z zapisanych w nim zobowiązań. Można wejść, a nie można z nich wyjść.

Rząd PiS sugeruje ONZ swoją interpretację, która kłóci się z obowiązującą wykładnią prawną. W Polsce PiS może sobie, jak chce interpretować Konstytucję (zresztą wbrew niej) i wprowadzać porządki niekonstytucyjne. Nie może tego jednak czynić w prawie międzynarodowym, które powstaje pod egidą ONZ i w innych instytucjach, jak Rada Europy i Komisja Europejska.

Jakie zatem kierują przesłanki PiS, które chce narzucić ONZ swoją interpretację? Przecież z tego powodu Turcja nie może stosować kary śmierci, którą zapowiadał Erdogan po próbie zamachu stanu z lata 2016 roku, a także nie może wyjść z Paktu i P-2 Korea Północna. Czy w zamyśle nie jest to, aby Polskę upodobnić do tych reżimów?

Jak ma się ta chęć PiS przywrócenia kary śmierci do podpisanych przez Polskę Protokołu nr 6 i nr 13 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (nr 6 znosi karę śmierci w czasie pokoju, nr 13 – absolutnie). Przecież ratyfikacja Protokołu 6 była warunkiem wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Jak należy odczytywać przymiarki PiS do wystąpienia z globalnych i europejskich aktów prawnych? Przywrócenie kary śmierci w Polsce skutkowałoby instytucjonalnie tym, że Polska wychodzi z Unii Europejskiej i Rady Europy. Czy już rozpoczęło się igranie PiS z naszym losem cywilizacyjnym? Ponadto Polacy i polskie interesy na całym świecie nie podlegałyby ochronie prawnej. Stalibyśmy się ludźmi podrzędnego sortu, pariasami współczesnego świata. Czy z tym igra PiS?

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

 

 

Macierewicz: znaleźliśmy moment eksplozji w zapisie jednego z rejestratorów

14 października 2017

Moment eksplozji został zidentyfikowany – powiedział w sobotę minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, zapytany przez dziennikarzy o aktualne ustalenia podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej z 2010 roku.

Minister brał udział w zjeździe szefów klubów Gazety Polskiej w Spale (Łódzkie).

(tvn24.pl)

Antoni Macierewicz w trakcie zjazdu szefów klubów Gazety Polskiej w Spale przekazał informacje o aktualnych ustaleniach ws. katastrofy smoleńskiej. Szef MON stwierdził, że „został zidentyfikowany moment eksplozji”.

Minister obrony narodowej odpowiadając na pytania jednego z dziennikarzy przypomniał, że najważniejsze wnioski dotyczące katastrofy zostały zaprezentowane w kwietniowym raporcie podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. Jak przypomniał, podano wówczas, że „doszło do eksplozji, która ostatecznie zniszczyła samolot”.

– Obecnie wiemy dużo więcej. Znaleźliśmy w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji – został zidentyfikowany. Zajmujemy się obecnie jego analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu – wskazał Macierewicz, którego słowa przywołuje portal niezależna.pl. Szef MON zobowiązał się tez, że do końca roku zaprezentowany zostanie raport, w którym zawarte będą nie tylko wnioski co do przebiegu wydarzeń, ale też osób odpowiedzialnych za katastrofę.

Pomógł instytut?

W mijającym tygodniu w wywiadzie dla Telewizji Republika minister obrony narodowej zapewnił, że dzięki analizie przeprowadzonej przez ekspertów, możliwe będzie przedstawienie Polakom szczegółowego przebiegu wydarzeń, które doprowadziły do katastrofy. – To inny poziom jeżeli chodzi o precyzje, jak i stopień naukowej wiarygodności. Te wszystkie materiały pokazywały przebieg wydarzeń, ale nie miały takiej wiarygodności, jak instytut, który podjął z nami współpracę – podkreślił szef resortu obrony. Antoni Macierewicz nie chciał zdradzić, o jaki instytut chodzi.

– Na razie zachowam te informacje dla siebie, znajdujemy się w sytuacji w której ta sprawa, wyjaśnienie dramatu smoleńskiego to nie tylko kwestia sporu intelektualnego. To nie tylko dyskusja wśród naukowców, to element bardzo poważnej walki politycznej, w której bierze udział jedno z największych mocarstw na świecie, które jest zainteresowane tym, żeby wyjaśnienie prawdy nie miało miejsca – wyjaśniał minister, podkreślając, że „nie ma zamiaru narażać tych osób ze względu na posługiwanie się prawdą”.

msn.pl