Bartoszewski: Żebyśmy znowu nie schrzanili

Aleksandra Klich, Jarosław Kurski, 28.02.2015
Prof. Władysław BartoszewskiProf. Władysław Bartoszewski (Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta)

Powtórzę za Janem Nowakiem-Jeziorańskim: największym zagrożeniem dla Polski są sami Polacy. Rozmowa na 93. rocznicę urodzin prof. Władysława Bartoszewskiego.
Władysław Bartoszewski – pisarz, historyk. Żołnierz AK, były więzień polityczny, w PRL-u działacz opozycji. 19 lutego skończył 93 lata.ALEKSANDRA KLICH, JAROSŁAW KURSKI: Panie profesorze, nie wypada życzyć panu stu lat.

WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: Dajcie spokój. Skoro zgadzam się na to, żeby przy okazji wydania mojej książki organizowano moje kolejne urodziny, to nie dlatego, że jestem jakiś bardzo ważny, ale dlatego, że być może są to urodziny ostatnie.

???

– Nie, nie żegnam się ze światem. Mam jeszcze jedną książkę do napisania, ale mój wiek ma swoje prawa.

„Kryptonim >>Bonza<<” to opowieść o ludziach, którzy odeszli. O pana przyjaciołach, współpracownikach, polemistach.

– Wiecie, co teraz jest dla mnie najważniejsze? Nawet nie to, że doradzam pani premier w sprawach niemieckich i żydowskich, choć to prestiżowa praca, ale to, że sam, bez cenzury i nie pytając nikogo, piszę książki o ludziach. O różnych ludziach, którzy byli dla Polski i dla mnie ważni. Z wieloma się nie zgadzałem, ale ich akceptowałem. I odwrotnie: oni się ze mną nie zgadzali, ale mnie szanowali. Pisanie tych książek to moja prywatna formuła szukania polskiej wspólnoty. Mimo różnic, które nas dzielą.

Syzyfowa praca. Polska zawsze była krajem ogromnych podziałów.

– I paradoksów. Kończyłem liceum katolickie. Maturę zrobiłem w 1939 r.: jestem ostatnim produktem sanacyjnego wychowania. Znam polskie figle historii. Moim kolegą z tajnego kompletu polonistyki był Tadeusz Gajcy, który w 1939 r. robił małą maturę u ojców marianów w jednej klasie z… Wojciechem Jaruzelskim.

Wrogość Polaków do siebie, mimo wspólnoty losów, to taka nasza cecha narodowa.

– Zgoda, ale choć mam własne zdanie, np. na temat rozpadu „Solidarności” po Okrągłym Stole, to nie szukam w nikim win. Dlaczego się tak pokłóciliśmy, będzie można obiektywnie ocenić za 30 lat, gdy nas nie będzie. Nigdy nie jest tak, że ludzie myślą tak samo.

Dzieliłem więzienne cele z ludźmi najróżniejszych poglądów, od Brygady Świętokrzyskiej po PPS. Przez kilkadziesiąt lat przyjaźniłem się z Wiesławem Chrzanowskim, z którym się na ogół nie zgadzałem. On wychował całe pokolenie polskiej prawicy, ludzi przyzwoitych. Podobnie przyjaźniłem się z Janem Józefem Lipskim czy Janem Strzeleckim. Bo mimo różnych poglądów można traktować się z szacunkiem, a nawet współpracować. Byłem doradcą w sprawach historycznych prezydenta Warszawy, mam na to kontrakt z własnoręcznym podpisem Lecha Kaczyńskiego. Ale to nie oznacza, że mając podobny punkt widzenia na niektóre wydarzenia historyczne, miałem podzielać ideologię jego brata!

Pan ze swoim życiorysem – więźnia Auschwitz, konspiratora, powstańca warszawskiego, więźnia stalinowskiego, współpracownika RWE, sprawiedliwego wśród narodów – powinien być bohaterem prawicy, noszonym na rękach „żołnierzem wyklętym”. Tymczasem pan jest wyklęty, ale przez nich. Dlaczego?

– Bo się nie podlizuję. Bo mówię, co myślę. W każdej epoce byli ludzie wspaniali i nikczemni. I była pasywna większość, która po prostu chciała żyć. Zauważyłem, że wobec innych narodowości my, Polacy, jesteśmy bardziej wymagający niż wobec samych siebie. Wytykamy innym kolaborację, ale o nas samych nie godzi się nam mówić inaczej niż jak o bohaterach. Otóż mnie się godzi! I kiedy pytacie, dlaczego mnie tak nie lubią, to może dlatego, że nie idealizuję Polaków. Bo osobiście znałem bohaterów, jak Jan Karski, ale i kolaborantów i zdrajców, których się bałem i przed którymi uciekałem.

Ale żeby wygwizdywać pana nad grobami przy okazji rocznic powstania warszawskiego?

– To szczególnie obrzydliwe. To jest postępowanie – powtórzę to, choć byłem za to ganiony – motłochu! To nie są ludzie, którzy szanują inne poglądy. Ja na tym cmentarzu nie spotkałem żadnej koleżanki ani kolegi z AK. Jako stary pracownik białego wywiadu zrobiłem kiedyś eksperyment. Starą harcerkę, łączniczkę, poprosiłem, by wmieszała się w ten tłum. Ona zaczęła rozpytywać: „Przepraszam, gdzie tu jest kościół Karola Boromeusza?”. I żadna z osób z kategorii „wyjców” nie wiedziała, gdzie na Powązkach jest kościół! To nie są akowcy ani ich rodziny, to przywieziona zorganizowana klaka.

Skoro potrafi się pan dogadać z każdym, to dlaczego nie z polską prawicą?

– To nie jest żadna prawica. To ja jestem konserwatysta. Mnie jest bliskie angielskie myślenie o państwie. W Anglii konserwatysta może być jednocześnie lordem i rabinem. Nie wyobrażam sobie, by w Polsce rabin mógł być senatorem z list kiedyś np. endecji, a dzisiaj PiS-u. Były oczywiście takie – wstydliwe i kamuflowane przypadki – jak ten, że matka pewnego prawicowego redaktora okazała się Żydówką. Co za skandal! A ja pytam: i co z tego? Matka Boska też była Żydówką.

Bez przesady, panie profesorze…– Interes państwowy powinien górować nad interesem małej grupy czy partii. W Polsce takie myślenie nie jest jeszcze powszechne. Staram się to zrozumieć, bo kiedy w Europie pod koniec XIX wieku kształtowała się nowoczesna państwowość, my walczyliśmy o przetrwanie. Przez to ciągle jesteśmy spóźnieni w rozumieniu, czym jest nowoczesna wspólnota państwowa.

A jak pan, katolik, patrzy dziś na polski katolicyzm?

– To, że wierzę w Pana Boga katolickiego, nie znaczy, że nie wierzyłbym w Pana Boga protestantów, gdybym był tak wychowany. Wiara w Boga to dla mnie wiara w pewien porządek rzeczy wywodzący się z dziesięciu przykazań. I nigdy nie zrozumiem, dlaczego my uznajemy Stary Testament, słuchając w kościołach czytań żydowskich proroków jako prawd naszej wiary, i możemy być antysemitami? Przecież Jezus i wszyscy apostołowie byli obrzezani, wierzący i praktykujący wiarę w jednego Boga – Jahwe. Nie pamiętam w Ewangelii nauki o Trójcy Świętej. To potem narosło. Ja tego nie neguję, ale jako stary człowiek się nad tym zastanawiam i staram zgłębić.

Czy papież Franciszek nie jest dla pana, konserwatysty, zbyt liberalny?

– Konserwatysta brytyjski, niezależnie od tego, co myśli o królowej, uważa instytucję monarchii za podstawową i najważniejszą w interesie narodu czy państwa. Ja tak myślę o papiestwie. Iluż ja papieży przeżyłem… Naukę religii pobierałem za czasów Piusa XI, zwolennika nauki społecznej Kościoła i pierwszego krytyka ideologii hitleryzmu. Kto dziś pamięta, jaki to był reformator?

Franciszek ma po prostu latynoską pomysłowość. To jest inny świat i wyzwanie dla człowieka wychowanego w katolicyzmie środkowoeuropejskim. Mieliśmy Włochów, Polaka, Niemca, teraz Argentyńczyka. Gdy patrzę na Franciszka i jego zachowanie, zaczynam rozumieć uciechę Wojtyły, gdy słuchał tam-tamów w Afryce czy patrzył na skąpo odzianych tancerzy w Ameryce Południowej. Widział, jak powszechne jest przesłanie Ewangelii.

Jak polski katolik zniesie decyzję Franciszka, gdy pewnego dnia ogłosi on, że rozwodnicy będą mogli przystępować do komunii?

– Doskonale to sobie wyobrażam, skoro jest to możliwe w innych odłamach chrześcijaństwa. Żyłem w Niemczech, 12 semestrów wykładałem na tamtejszych uczelniach. Obserwowałem ludzi i muszę stanowczo powiedzieć: przynależność wyznaniowa nie ma żadnego przełożenia na postawy i decyzje ludzi. Mój syn jest katolikiem, wnuczki – katoliczkami. Ale synowa, wybitna historyczka – anglikanką jak jej matka, jej ojciec zaś luteraninem. Czy oni są z powodu swojej wiary od nas gorsi?

Mój Kościół to jest ten, jaki wpojono mi w czasach młodości – otwarty, ekumeniczny. To Kościół ks. Ziei, którego poznałem na 30 lat przed jego wstąpieniem do KOR-u. Spowiadałem się u niego załamany po wyjściu z Oświęcimia w 1942 r., a on mi powiedział: „Przestań się nad sobą użalać. Widziałeś, co się dzieje w getcie? Zrób coś, by pomóc Żydom”. Mój Kościół to Kościół abp. Życińskiego, Józefa Tischnera, Adama Bonieckiego, Ludwika Wiśniewskiego. Jak się spotkało takich ludzi, trudno stracić wiarę w mój Kościół.

Jako były więzień śledził pan obchody 70. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz. Cytowano tam Primo Leviego, który uważał, że jeśli coś tak strasznego mogło się wydarzyć raz, może wydarzyć się zawsze. Czy jesteśmy dość wrażliwi i czujni, by to się nie powtórzyło?

– Jeśli nie będziemy czujni i wrażliwi, to się powtórzy, bo natura ludzka jest mroczna i nieprzewidywalna. Obchodząc 70. rocznicę zakończenia wojny, obchodzimy przecież rocznicę pewnego zjawiska – straszliwego w skutkach jednoczesnego triumfu dwóch totalitaryzmów. Dlatego pomysł Bronisława Komorowskiego, by zorganizować konferencję i obchody końca tej strasznej wojny na Westerplatte, nie jest przypadkowy i bardzo mi odpowiada.

Putin w Moskwie chciałby z całym światem świętować radzieckie zwycięstwo nad faszyzmem.

– A to mi nie odpowiada. Ludobójstwo jako system II wojny światowej zaczęło się w 1940 r. Ujawniają się dzisiaj elementy pewnej wspólnoty mentalnej. Nie mamy dostępu do archiwów w Moskwie, ale z tych berlińskich wiemy o regularnych rozmowach władz bezpieczeństwa ZSRR i III Rzeszy w Krakowie i Zakopanem w zimie 1939/40 r. Spotykali się dla omówienia wspólnego przeciwdziałania zjawiskom wrogiej agitacji i irredenty. I tu pojawiają się zbieżności kalendarzowe. Koniec marca 1940 r. – Himmler wydaje rozkaz utworzenia KL Auschwitz, a w kwietniu 1940 mamy Katyń. Przypadek? Może. Potem Miednoje, Charków… i równolegle akcja w Palmirach. Od czerwca do jesieni 1940 r. wywózki inteligencji warszawskiej i krakowskiej do Oświęcimia. Wszystko to jeszcze przed decyzją o „ostatecznym rozwiązaniu” kwestii żydowskiej.

Do czego pan zmierza?

– Że na tę wojnę każdy naród patrzy inaczej. Inaczej Litwa, Łotwa czy Estonia, które straciły niepodległość. Inaczej Francuzi, a jeszcze inaczej my, pierwsze ofiary paktu Ribbentrop-Mołotow. Zresztą gdy Putin przyjechał w 2009 r. do Gdańska, to powiedział Donaldowi Tuskowi, że to był niemoralny pakt. Dziś by tak nie powiedział.

Nie odpowiada mi bizantyjski sposób myślenia, zamiast ofiar czci się polityków. Nie zaproszono Amerykanów na żadną z rocznic oswobodzenia Dachau, Mauthausen-Gusen, choć to oni oswobadzali. Nie zaproszono też Anglików, choć oni wyzwalali Bergen-Belsen. Czczono tam ofiary, a nie polityków. Rosjanie mają pełne prawo świętować koniec wojny ojczyźnianej, trwającej dla nich od 22 czerwca 1941 do 9 maja 1945 r., tak jak Amerykanie czczą swój koniec wojny z Japonią. Każdy miał swoją wojnę i swoje losy. Dlaczego mamy czcić tylko rosyjską wojnę ojczyźnianą? Refleksja na Westerplatte da tym obchodom bardziej uniwersalną formułę.

W „Kryptonimie >>Bonza<<” wiele miejsca poświęca pan przyjacielowi, Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu.

– Janek powtarzał, że największym zagrożeniem dla Polski są sami Polacy. Bał się polskiej anarchii, która prowadzi do upadku państwa. Ale też nie posiadał się ze szczęścia, że dożył czasów tak dobrych, jakich Polska nie miała, jego zdaniem, od Jana III Sobieskiego.

Ale ta koniunktura właśnie się kończy. Wracają pytania o elementarne bezpieczeństwo, o utrzymanie suwerenności etc.

– Wiecie, czego ja się naprawdę boję? Że my, Polacy, znów to wszystko schrzanimy.


Władysław Bartoszewski, Michał Komar, „Kryptonim >>Bonza<<. Życie jednoznacznie podwójne„, PWN, Warszawa 2015. Na okładce książki Jan Nowak-Jeziorański (z lewej) i Władysław Bartoszewski

Wyborcza.pl

Najważniejsze cytaty Władysława Bartoszewskiego

D, 24.04.2015
Władysław BartoszewskiWładysław Bartoszewski (Fot. Adam Stpie / Agencja Gazeta)

Zmarły w piątek wieczorem Władysław Bartoszewski jest autorem ponad 40 książek i blisko 1,5 tys. artykułów. Znany był także z barwnych wypowiedzi i celnych obserwacji. Przedstawiamy wybór jego cytatów.
***O lekarzu świadczy opinia chorych, o nauczycielu – uczniów. A o człowieku posługującym się zawodowo piórem – czytelników.

Debiutowałem jako dwudziestoletni dziennikarz w katolickiej prasie w podziemiu niepodległościowym w latach II wojny światowej, a mając lat dwadzieścia dwa – także w prasie Armii Krajowej. Pracuję więc piórem już prawie sześćdziesiąt pięć lat.

Napisałem sporo rzeczy lepszych i gorszych, ale źródłem prawdziwej satysfakcji jest dla mnie to, że nie muszę się niczego, co napisałem, wstydzić albo marzyć, aby zapadło się pod ziemię.

***

Jak się ktoś urodził człowiekiem, to łatwiej mu jest być człowiekiem, niż stać się świnią.

***

Warunkiem wiarygodnego dialogu jest bycie sobą, dlatego że nasi rozmówcy wyczuwają, czy reprezentujemy samego siebie, czy stosujemy elementy retoryki i gry, czyli taktykę. Oczywiście taktyka jest ogólnie przyjętą praktyką, nie może jednak dominować nad sprawą i dobrą wolą.

***

Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.

***

Jeśli wszystko nas dzieli, to dialog nie ma sensu.

***

Należymy do kręgu kulturowego, którego najważniejsze pojęcia etyczne są ukształtowane przez chrześcijaństwo. Czyli nie zrzucamy starców ze Skały Tarpejskiej, szanujemy dzieci.

***

Ktoś to przecież powinien zrobić, znak zapytania. Ktoś powinien reagować, znak zapytania. Ktoś powinien się przeciwstawić, znak zapytania. Ktoś powinien protestować, znak zapytania. Ja sobie też zadawałem takie pytania, sam. I znajdowałem taką odpowiedź – jeżeli ktoś, to dlaczego nie ja?

***

Kocham moich rodaków, choć doprowadzają mnie do cholery.

***

Jeśli polityka ma polegać na wielkim kłamstwie, to ja będę mówił, że do Oświęcimia wpakowali mnie Francuzi.

***Jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona.

***

Największym problemem Polski jest zły stosunek do samego siebie: podejrzliwość, kłótliwość, swarliwość, nienawiść, kompleksy, brak pewności siebie i negatywny stosunek do własnej historii, i aby jeden drugiemu mógł dojechać dobrze, gotów jest przy okazji popełnić samobójstwo.

***

Inteligent tym się różni od nieinteligenta, że nie obraża się o żarty, rozumie żarty i lubi żarty.

***

Po co twarz ludziom, którym patrzą tylko na ręce.

***

Kiedy coś uparcie gaśnie – zaufaj iskierce nadziei.

***

Nie wierzcie zegarom – czas wymyślił je dla zabawy.

***

Warto być przyzwoitym.

***

Warunkiem wiarygodnego dialogu jest bycie sobą, dlatego że nasi rozmówcy wyczuwają, czy reprezentujemy samego siebie, czy stosujemy elementy retoryki i gry, czyli taktykę. Oczywiście taktyka jest ogólnie przyjętą praktyką, nie może jednak dominować nad sprawą i dobrą wolą.

***

Kto gardzi ludźmi, obojętnie, z powodów wyznaniowych, z powodów rasowych, z powodu ksenofobii wobec kogokolwiek, wobec ludzi pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego, rosyjskiego, niemieckiego, żydowskiego – ten przede wszystkim gardzi sobą.

***

Ludzie wychowywani w latach 40. nie wiedzieli, że żyją w Polsce numer dwa. Ci, którzy umierali w Katyniu, też nie ginęli za numerki, tylko za swoją ojczyznę.

***

Jeżeli będziemy tylko krzyczeć o Polsce, to może wychylić się Pan Bóg z płonącego krzaka i zapytać, jaka ma być ta Polska.

Zapal znicz, napisz wspomnienie

wyborcza.pl

Michał Komar: Był rzecznikiem tego, co najlepsze w nas. Ludziach

Michał Komar*, 24.04.2015
Władysław BartoszewskiWładysław Bartoszewski (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Mówię to do dziewiętnastolatków i do ich rodziców.
Jest rok 1941. Umierający na sepsę dziewiętnastolatek, Polak, katolik, został wypuszczony z obozu koncentracyjnego Auschwitz. Takich były setki, wystarczy sprawdzić w archiwach muzeum obozu.Dziewiętnastolatek spowiada się księdzu Ziei. Spowiednik mówi: „Przestań się użalać nad sobą. Nieopodal ciebie są ludzie, którzy bardziej cierpią, bo są skazani na śmierć”. Miał ks. Jan Zieja na myśli Żydów skazanych na zagładę.

Dziewiętnastolatek, Polak i katolik, podjął decyzję. Po latach Jerzy Lerski, sławny emisariusz Jur, nazwał Władysława Bartoszewskiego filantropem, miłośnikiem ludzkości. Ale Władysław zawsze powtarzał, że to pomyłka, nie był filantropem, chciał po prostu ratować ludzkie istnienia.

Podporucznik Armii Krajowej, odznaczony Krzyżem Walecznych, pracownik Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, działacz Żegoty – Rady Pomocy Żydom, powstaniec warszawski.

Dziennikarz „Gazety Ludowej”, organu Polskiego Stronnictwa Ludowego, więziony w latach 1946-1954. W roku 1963 podjął decyzję o samodzielnej, tajnej i niezależnej współpracy z Radiem Wolna Europa, ponieważ uznał, że musi sam prowadzić walkę – tak jak to czynił dawniej.

Był Człowiekiem Dobrym, który niekiedy wpadał w furię, ale była to furia zawsze ku dobremu.

A reszta – mówią o tym Jego książki. Mówi o tym Jego przemówienie w Bundestagu. W 1995 roku – kiedy 20 mln telewidzów niemieckich słuchało po raz pierwszy w historii słów ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, więźnia Auschwitz, Władysława Bartoszewskiego, który przez długie lata walczył o to, co obiecał księdzu Ziei – pomyślałem, że dobrze zaczynać dziewiętnaście lat z takim postanowieniem.

To samo przesłanie powtarzał przez dziesięciolecia młodym Polakom w szkołach podstawowych, średnich i na uniwersytetach. Słuchali Go z niedowierzaniem i z podziwem. Czuli, że ich rodak, człowiek nieposzlakowanego męstwa, przywraca im oraz pielęgnuje pamięć o Innym i cześć Innego w ich własnym kraju i narodzie. Przeniósł przez pokolenia światło człowieczeństwa, przez lata pogardy i zapomnienia. I w ten sposób służył Polsce. Najlepiej, jak można.

Mówię to do dziewiętnastolatków i do ich rodziców. Proszę: Powtarzajcie to innym.

*Michał Komar – pisarz, Jego przyjaciel

wyborcza.pl

Adam Michnik: Bez niego trudno nam będzie bronić polskiej normalności

Adam Michnik, 24.04.2015
14 maja 2010 r.. Adam Michnik i Władysław Bartoszewski podczas uroczystości nadania profesorowi tytułu Człowieka Roku 14 maja 2010 r.. Adam Michnik i Władysław Bartoszewski podczas uroczystości nadania profesorowi tytułu Człowieka Roku „Gazety Wyborczej” (Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta)

Ta śmierć okryła żałobą całą Polskę demokratyczną. Polskę ludzi myślących i uczciwych.
Władysław Bartoszewski należał do najważniejszych jej obywateli. W wolnej Polsce był szefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ambasadorem, senatorem, doradcą premierów i prezydentów.Biografię miał bogatą, dramatyczną i tragiczną. Więzień Auschwitz w epoce okupacji hitlerowskiej, a potem więzień stalinowskiego reżimu. Żołnierz AK, uczestnik powstania warszawskiego, działacz PSL w okresie Stanisława Mikołajczyka, uczestnik opozycji antystalinowskiej. W latach okupacji jeden z organizatorów Rady Pomocy Żydom Żegoty.

Był budowniczym mostów: między Polakami i Żydami, Polakami i Niemcami, światem inteligencji katolickiej i laickiej. Aktywny w Klubie Krzywego Koła, blisko zaprzyjaźniony z Pawłem Jasienicą i Janem Józefem Lipskim, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, nieoficjalny współpracownik Radia Wolna Europa. Był autorem ważnych książek: „Ten jest z ojczyzny mojej…” (wspólnie z Zofią Lewinówną) – świadectwo ratowania Żydów i „Warszawski pierścień śmierci” – o represjach hitlerowskich.

Do ostatniej chwili był aktywny, uparcie bronił dobrego imienia Polski w świecie; robił to z wielką kulturą i kompetencją. Władek Bartoszewski był człowiekiem pełnym odwagi, humoru i patriotyzmu. Ten jego patriotyzm wolny był od śladu nacjonalizmu. Nie znosił megalomanii narodowej i resentymentów szowinistycznych typowych dla polskiej radykalnej prawicy. Z pogardą wyrażał się o filozofii politycznej „dyplomatołków”. Przestrzegał przed naszymi polskimi specjalistami od organizowania głupich awantur w Polsce i za granicą.

Władysław Bartoszewski był gwarancją istnienia polskiej normalności. Bez Niego trudniej nam będzie tej normalności bronić.

Zapal znicz, napisz wspomnienie

wyborcza.pl

Władysław Bartoszewski nie żyje

wach, u, 24.04.2015
Władysław BartoszewskiWładysław Bartoszewski (Fot. Adam Stpie / Agencja Gazeta) 

Władysław Bartoszewski zmarł dziś wieczorem w wieku 93 lat. Dwukrotnie pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych, był senatorem, od ośmiu lat odpowiadał za dialog polsko-niemiecki. Jest autorem 1500 publikacji prasowych i 50 książek.
Profesor Władysław Bartoszewski trafił dziś (w piątek) popołudniu do szpitala MSW przy ulicy Wołoskiej w Warszawie. Z informacji „Wyborczej” wynika, że źle się poczuł we własnym domu. Stamtąd zabrało go pogotowie. Był w ciężkim stanie. Zmarł wieczorem. 

Dwa miesiące temu – 19 lutego – obchodził 93 urodziny. Niecały tydzień temu – 19 kwietnia – przemawiał przed pomnikiem Bohaterów Getta na Muranowie. Było to podczas uroczystości 72. rocznicy powstania warszawskim getcie.

– Pamiętam dokładnie te straszne dni niepewności, te próby udzielenia pomocy, które głównie mogły polegać na dopomożeniu im w ucieczce z getta. A to byli młodzi ludzie, którzy chcieli się bić, a nie uciekać. Chcieli, żeby im dawać broń, dawać ludzi, a myśmy mogli najwyżej zrobić dziurę w murze i rzeczywiście przez takie dziury i kanały wyszło sporo ludzi. Ale to nie o to przecież chodziło – mówił donośnym głosem prof. Władysław Bartoszewski, wspominając swój udział w Radzie Pomocy Żydom „Żegota”.

Był rodowitym warszawiakiem. W 1937 r. ukończył tu Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki. W roku wybuchu II wojny światowej zdał maturę w Liceum Himanistycznym Towarzystwa Wychowawczo-Oświatowego „Przyszłość”.

„Z jego biografii można by wykroić kilka pracowitych życiorysów”

Władysław Bartoszewski urodził się 19 lutego 1922 roku w Warszawie. W czasie kampanii wrześniowej Bartoszewski uczestniczył w cywilnej obronie Warszawy, po czym pracował w Czerwonym Krzyżu.

19 września 1940 został zatrzymany na Żoliborzu w masowej obławie zorganizowanej przez okupantów niemieckich. Od 22 września 1940 był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz (numer obozowy 4427). Z obozu został zwolniony 8 kwietnia 1941, prawdopodobnie dzięki działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża i jeszcze w tym samym miesiącu wrócił do Warszawy. Tam rozpoczął tajne studia i nawiązał jednocześnie kontakt z podziemiem niepodległościowym.

Podczas okupacji podejmował się różnych zadań, głównie związanych z działalnością propagandową, uczestniczył też w pracach nad gazetami podziemnymi. Uczestniczył w powstaniu warszawskim, udało mu się jednak uniknąć niewoli. Po zakończeniu działań wojennych przez krótki czas działał jeszcze w resztkach polskiego podziemia, jednakże jeszcze w 1945 roku postanowił związać się z PSL, lansowanym wtedy jeszcze jako „alternatywa” dla władzy PPR. Współpracował z redakcjami wielu gazet opozycyjnych.

Już wkrótce jednak PSL zostało zniszczone przez działania komunistów, a jego działacze prześladowani. Bartoszewski był kilkakrotnie aresztowany i zwalniany, by ostatecznie zostać skazanym na 8 lat więzienia. W 1955 został jednak ostatecznie zwolniony i zrehabilitowany.

W latach 50 i 60. był jednym z najaktywniejszych polskich pisarzy, publikując wiele prac (w tym historycznych) na temat II wojny światowej, działalności AK i powstania warszawskiego.

W latach 1973-1982 i 1984-1985 prowadził wykłady historii najnowszej (ze szczególnym uwzględnieniem wojny i okupacji) w Katedrze Historii Nowożytnej Polski na Wydziale Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Po narodzinach „Solidarności” stał się jednym z jej pierwszych i najaktywniejszych członków spoza środowiska „Stoczniowców”. Po wprowadzeniu w grudniu 1981 roku stanu wojennego był przejściowo internowany. Od początku lat 90. ponownie wrócił do polityki. Był ministrem spraw zagranicznych w latach 1995 i 2000-2001, oprócz tego pełnił funkcję posła i ambasadora RP w Austrii.

Od 2007 sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie odpowiadał za dialog polsko-niemiecki.

Bartoszewski kierował się „niesłychanie silną busolą, który pokazuje, gdzie jest słuszna sprawa”

Według słów prezydent Bronisława Komorowskiego Bartoszewski zawsze w życiu kierował się „niesłychanie silną busolą, kompasem, który pokazuje, gdzie jest słuszna sprawa, słuszna strona”. – Nie wszystkim się to udawało. Tobie Władku udało się przez tyle, tyle lat stawać po stronie słusznej sprawy – podkreślał prezydent w czasie 90. urodzin Bartoszewskiego.

Z kolei przemawiający wtedy premier Donald Tusk zaznaczył, że na tle biografii Bartoszewskiego, wszystkie słowa wypadają blado. – Jest pan bezcennym dobrem nie tylko narodowym, ale też bezcennym dobrem w życiu wielu z nas – powiedział ówczesny premier.

wyborcza.pl

Władysław Bartoszewski nie żyje. „Życie nie musi być łatwe. Gorzej, jeśli jest nudne”

agor, 24.04.2015
Władysław Bartoszewski nie żyjeWładysław Bartoszewski nie żyje (Fot. DAMIAN KRAMSKI/ AGENCJA GAZETA) 

Władysław Bartoszewski nie żyje. Żołnierz Armii Krajowej, więzień KL Auschwitz zmarł w wieku 93 lat. Po odzyskaniu niepodległości był ministrem spraw zagranicznych, publicystą, pisarzem i działaczem społecznym wyróżnionym m.in. medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.
Władysław Bartoszewski nie żyje. Więzień Auschwitz, świadek upadku Powstania Warszawskiego, który sześć lat spędził w komunistycznych więzieniach, mówił o sobie, że jest optymistą. „Czy było łatwo? Nie. Ale w jakim moralnym, historycznym lub społecznym kodeksie jest powiedziane, że życie człowieka, narodu, a nawet ludzkiego gatunku ma być łatwe? Otóż życie nie musi być łatwe. Gorzej jeśli jest nudne” – powiedział w jednym z wywiadów. 

Władysław Bartoszewski i II wojna światowa – polityczne i etyczne trzęsienie ziemi

Władysław Bartoszewski urodził się w 1922 roku w Warszawie. „Należę do generacji ludzi wychowanych w Warszawie w latach międzywojennych, szczególnie ważnych dla Polski. Było to pierwsze pokolenie wychowane nie w niewoli, a potem skonfrontowane z potwornością II wojny światowej. Była ona dla wielu osób, nie tylko w Polsce, trzęsieniem ziemi w kategoriach politycznych, ale również etycznych” – podkreślał Bartoszewski w rozmowie z „Rzeczpospolitą” (10 listopada 2004 r.).

Numer obozowy 4427 – Władysława Bartoszewskiego

We wrześniu 1940 r. Bartoszewski został aresztowany podczas łapanki i wywieziony do obozu koncentracyjnego Auchwitz – Birkenau (nr obozowy 4427). Dzięki staraniom Polskiego Czerwonego Krzyża zwolniony w kwietniu 1941 r.

Po latach w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział: „Gdyby mi ktoś 60 lat temu, gdy stałem skulony na placu apelowym KL Auschwitz, powiedział, że będę miał przyjaciół Niemców, obywateli demokratycznego i zaprzyjaźnionego kraju, tobym powiedział, że to wariat”.

W 1942 roku wstąpił do AK pod pseudonimem „Teofil” i rozpoczął współpracę z Radą Pomocy Żydom „Żegota” przy Delegacie Rządu na Kraj. W wywiadzie dla „Die Welt” wspominając ten okres okupacji, Bartoszewski powiedział: „Jeżeli niemiecki oficer zobaczył mnie na ulicy i nie otrzymał rozkazu aresztowania mnie, nie miałem się czego bać. Ale gdy polski sąsiad, który zauważył, że kupiłem więcej chleba, niż zwykle – musiałem się bać”.

Podczas Powstania Warszawskiego był adiutantem dowódcy placówki informacyjno-radiowej „Asma” i redaktorem naczelnym czasopisma „Wiadomości z Miasta i Wiadomości Radiowe”.

Bartoszewski w komunistycznej Polsce skazany za szpiegostwo 

W 1946 r. zatrudnił się w związanej z Polskim Stronnictwem Ludowym Stanisława Mikołajczyka „Gazecie Ludowej”. Za działalność w wówczas jedynej realnej opozycji wobec komunistów – PSL, Bartoszewski został w 1946 r. aresztowany pod zarzutem szpiegostwa i skazany na dwa lata więzienia. Po odzyskaniu wolności Bartoszewskiego przyjęto na trzeci rok polonistyki na UW. Studia przerwało kolejne aresztowanie w grudniu 1949 r. W maju 1952 r. Bartoszewski został skazany na 8 lat więzienia za szpiegostwo, zwolniony w 1954 r. w związku ze złym stanem zdrowia.

Po uwolnieniu Bartoszewski współpracował m.in. z tygodnikiem „Stolica” oraz „Tygodnikiem Powszechnym”, wykładał historię najnowszą na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL, prowadził także wykłady w Monachium i Eichstaett.

W 1976 r. Bartoszewski poparł list intelektualistów przeciwko zmianom w Konstytucji PRL, tzw. List 64.

W sierpniu 1980 r. Władysław Bartoszewski został członkiem NSZZ „Solidarność” i współtworzył Komitet Obrony Więzionych za Przekonania przy Komisji Krajowej „S”. Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany; wypuszczono go na wolność w kwietniu 1982 r.

Od ambasadora do ministra sprawa zagranicznych

W latach 1990-95 był ambasadorem Polski w Austrii, później przez kilka miesięcy – ministrem spraw zagranicznych w rządzie Józefa Oleksego. W latach 1997-2001 Bartoszewski był senatorem IV kadencji z ramienia Unii Wolności. Szefem polskiej dyplomacji ponownie został w rządzie Jerzego Buzka; funkcję tę sprawował w latach 2000-2001. Od 2001 r. przewodniczy Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej przy Premierze RP.

Władysław Bartoszewski o Polsce: „Jeśli panna nie jest piękna i posażna…”

W lipcu 2006 r. Bartoszewski podpisał list otwarty byłych ministrów spraw zagranicznych, krytykujący odwołanie przez stronę polską spotkania przywódców państw Trójkąta Weimarskiego, w którym miał uczestniczyć ówczesny prezydent Lech Kaczyński (szczyt z udziałem prezydentów: Polski, Francji i Niemiec, odwołano tuż przed terminem. Powód: choroba Lecha Kaczyńskiego – red.).

Bartoszewski oceniając ówczesną politykę Polski porównał ją do brzydkiej panny na wydaniu: „Jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona”.

O prezesie PiS: „Zdolny do wielu złych rzeczy”

W październiku 2007 r. Bartoszewski stanął na czele komitetu honorowego Platformy Obywatelskiej przed przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. O liderze PiS mówił: „Jarosław Kaczyński jest zakompleksiony, arogancki, inteligentny i zdolny. Zdolny do wielu złych rzeczy”.

Z kolei podczas wyborów prezydenckich w 2010 r. wszedł w skład honorowego komitetu poparcia kandydatury Bronisława Komorowskiego na prezydenta. Wtedy słowami – „Lepszym prezydentem będzie ktoś, kto wychował pięcioro dzieci, niż człowiek z doświadczeniem hodowli zwierząt futerkowych” – wywołał oburzenie wśród przeciwników politycznych. 

O swoim ciętym języku przypomniał też podczas kampanii wyborczej PO we wrześniu 2007 roku, kiedy to o przeciwnikach z PiS powiedział: „Nie chcę umierać w Polsce dyplomatołków”.

Po wygranych wyborach został sekretarzem stanu w Kancelarii premiera Donalda Tuska i pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego.

W 2009 r. spotkał się w Berlinie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Jak mówił potem, spotkanie z szefową niemieckiego rządu było „rozmową w zaprzyjaźnionym gronie”.

O Steinbach: „Ona jest antypolką”

Gdy niemiecki Związek Wypędzonych (BdV) po raz pierwszy zgłosił kandydaturę Eriki Steinbach do rady fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” Bartoszewski ostro komentował tę decyzję, ostrzegając Niemcy przed pogorszeniem stosunków z Polską. „Steinbach tak się nadaje do pertraktacji z Polską jak zdecydowany antysemita do pertraktacji z Jerozolimą. Ona jest antypolką” – mówił.

We wrześniu 2010 r. Steinbach stwierdziła, że Bartoszewski ma zły charakter. Później powiedziała, że żałuje tej wypowiedzi.

Pisarz, publicysta, Kawaler Orderu Orła Białego

Władysław Bartoszewski jest autorem ok. 1,5 tys. artykułów i ok. 40 książek. Od marca 1995 r. Władysław Bartoszewski był wiceprezesem polskiego PEN Clubu, w latach 2001-2010 prezesem, a później jego prezesem honorowym.

Bartoszewski jest laureatem wielu nagród, odznaczeń i wyróżnień, m.in. Orderu Orła Białego, Krzyża Wielkiego Orderu Zasługi RFN, papieskiego Orderu św. Grzegorza Wielkiego. W 2011 powołany został przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w skład Kapituły Orderu Orła Białego. Kapituła tego orderu wybrała go na funkcję Kanclerza.

Sam Bartoszewski tak mówił o sobie: „W wieku 68 lat zostałem dyplomatą, ambasadorem; ministrem mając 73, senatorem – 75, ministrem po raz drugi – 78. Można powiedzieć, że przywykłem”.

TOK FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s