Zamiast miesięcznic smoleńskich mogły być miesięcznice gruzińskie

Ekspertyzy WAT w sprawie lotu Tupolewa zostały zmanipulowane

Niewiele brakowało, żeby nie było miesięcznic smoleńskich, a były miesięcznice gruzińskie. Do katastrofy lotniczej mogło dojść dwa lata wcześniej niż pod Smoleńskiem, bo 12 sierpnia 2008 roku. Prezydent Lech Kaczyński leciał Tu154M wraz z prezydentami Litwy, Estonii i Ukrainy do ogarniętej walkami Gruzji. W planie lotu celem było lotnisko w Gandżi w Azerbejdżanie. W trakcie lotu Lech Kaczyński zadecydował, iż tupolew ma lądować na lotnisku w Tbilisi.

Za taką decyzją stała chęć uprzedzenia prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który faktycznie leciał do Tbilisi, ale zupełnie z innej strony. Dowódca polskiego samolotu mjr Grzegorz Pietruczuk odmówił lotu z zasadniczych powodów bezpieczeństwa, mianowicie nie było zgody dyplomatycznej na lot do Gruzji, załoga nie miała informacji o pogodzie na lotnisku w Tbilisi, nie wiedziała nic o tamtejszych systemach nawigacyjnych. Najważniejsze jednak, że nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe.

Gdyby mjr Pietruczuk się nie postawił, Kaczyński faktycznie mógł polec, a nie jak pod Smoleńskiem tylko zginąć. Za to dowódcę samolotu spotkały szykany, poseł PiS Karol Karski złożył doniesienie do prokuratury, pilot usłyszał, że jest tchórzem i przynosi wstyd Polsce.

Drugim pilotem podczas lotu gruzińskiego był kpt Arkadiusz Protasiuk. Tak! Dowódca lotu do Smoleńska, który znając gehennę psychiczną, jakiej poddano Pietruczuka, postanowił lądować w Smoleńsku, a nawet usłyszał od dowódcy wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika przebywającego w kokpicie „Zmieścisz się, śmiało”.

Można więc wykazać w tym miejscu czarny humor i rzec: katastrofa została odroczona na dwa lata.

O tym nie pamiętają propagandziści w TVP, którzy zakłamują wizytę Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, a ten miał „powstrzymać Rosję”. Rosja w tym samym dniu ogłosiła wstrzymanie operacji wojskowej w Gruzji. Lecz zasługę zawieszenia działań wojennych może przypisać sobie tylko prezydent Francji Sarkozy, który działał w imieniu Unii Europejskiej.

Reżimowe TVP Info na swoim profilu na Twitterze informuje: „Słowa prezydenta  #Kaczyński.ego, które powstrzymały Rosję”. Zaś ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski stara się przywrócić rangę prawdy o tamtych wydarzeniach politycznych „Gruzję uratował prezydent Sarkozy w imieniu Unii Europejskiej. Prezydent Lech Kaczyński próbował zapobiec rozejmowi. Został zignorowany.”

Po niedoszłej katastrofie gruzińskiej dużo łatwiej byłoby budować mit „wielkiego” prezydenta Kaczyńskiego, który był faktycznie miernym politykiem. Dzięki mjr. Pietruczukowi mamy tradycję miesięcznic o dwa lata krótszą, prezes Kaczyński deptałby po Krakowskim Przedmieściu już 9 rok. W ten oto sposób zaoszczędził na butach.

Waldemar Mystkowski

 

koduj24.pl

Magdalena Środa o polskich Kim Dzong Unach

Prof. Magdalena Środa o Antonim Macierewiczu i Jarosławie Kaczyńskim o podobieństwie ich do przywódcy Korei Północnej i ws konteście tamtejszych wydarzeń.

Profesor jak zawsze celnie punktuje PiS.

Poseł Nowoczesnej Adam Szłapka napisal kilkanascie interpelacji, do których Macierewicz bedzie sie musiał odnieść. Interpelacje powstały po lekturze Tomasza Piątka „”Macierewicz i jego tajemnice”.

Będzie więcej wiadomo o ewentualnej agenturalnej działalności Macierewicza.

 

Macierewicz odmówił pomocy podczas nawałnicy, gdy zginęły w Suszku dwie harcerki

Jeżeli prawda jest, iż Antoni Macierewicz nie pozwolil wojsku, aby pomogło w Suszku w Wielkopolsce, gdzie zginęły dwie harcerki, to gdzie my żyjemy? W jakim barbarzyństwie. Pani Grażyna Suchocka informuje o relacji znajomego z pomocy dzieciom z obozu harcerskiego w Suszku w czasie nawałnicy.

W obozie uczestniczyło około 140 harcerzy z województwa łódzkiego. Dwie dziewczynki w wieku 13 i 14 lat zginęły na miejscu. Z obrażeniami ciała do szpitali przewieziono 29 osób. 

Internauci są bezlitośni dla rządu.

Sołtysowa to Beata Szydło.

O jaką Polskę walczymy?

13/08/2017

W 1943 roku dwudziestojednoletni Władysław Bartoszewski pisał: Zwalczaj fałszywe społecznictwo, manię wiecowania, dysput, rozszczepiania włosa na czworo, “liberum veto”, nie poddawaj się wilkom w owczej skórze: chorym psychicznie histerykom, “wodzom”. Broń w życiu społecznym praw rozumu, z zasady bądź nieufny wobec wszelkich prądów antyintelektualnych.

O Polskę zawsze musimy walczyć. Toczyć bez pardonu wojny, w których żadna ze stron nie bierze jeńców. Nie możemy budować Polski jak buduje się firmę, sukcesywnie, krok po kroku, mając w ręku biznes plan. My musimy o Polskę walczyć, bo gen walki mamy we krwi od czasów pierwszych Piastów, z Poznania i Gniezna.

O jaką Polskę idzie gra? Gra na pewno nie idzie o Polskę, która będzie prywatnym folwarkiem jakiejkolwiek partii czy organizacji. Gra idzie o Polskę obywatelską, w znaczeniu: należącą do obywateli. Nie od dziś wiadomo bowiem, że głównym naszym zadaniem jest budowa społeczeństwa obywatelskiego z jego najlepszymi cechami. Utopia? Być może.

Tę obywatelskość niszczono w polskim państwie od wieków, dokładniej od rozbiorów. To był pierwszy, najistotniejszy krok w procesie odsuwania obywateli od ich państwa. Po 123 latach, gdy powstańczą, listopadową, styczniową, śląską i wielkopolską krwią odzyskaliśmy na krótko niepodległość – najważniejszym celem Ojców II Rzeczypospolitej była przede wszystkim odbudowa wielonarodowościowego społeczeństwa obywateli. Nie był to łatwy proces, ale przez te krótkie 20 lat uczyniono naprawdę wiele, aby zlepić poszarpane społeczeństwo w jedną całość. Zszywanie trzech różniących się znacznie od siebie pozaborowych tkanin musiało być procesem żmudnym, ale szło to zszywanie nam nad wyraz sprawnie, co z oczywistych względów nie było po myśli hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Dokonując w istocie IV rozbioru Polski we Wrześniu 39 roku, Stalin kilka miesięcy później przypieczętował go mogiłami w Miednoje, Charkowie i Katyniu, a Hitler precyzyjną, niczym chirurgiczny skalpel, dekompozycją społeczeństwa polskiego podczas 6 lat okupacji.

Powstania w Getcie Warszawskim i później Powstanie Warszawskie, mimo oczywistych klęsk, były krótkim i jakże bolesnym zrywem obywatelskości właśnie – Żydzi i Polacy powstali nie tylko by bronić własnej godności, ale także by bronić państwa. Polskiego państwa. To samo przyświecało każdemu żołnierzowi spod znaku białego orła i biało-czerwonej na wszystkich frontach II Wojny.

Potem przyszły ciemne lata Polski Ludowej, celem której było całkowite zniszczenie resztek społeczeństwa obywatelskiego. Nadrzędnym zadaniem tego ustroju było stworzenie nowego człowieka, homo communistarum lub precyzyjniej – homo sovieticusa, niemającego nic wspólnego z człowiekiem obywatelem. Byliśmy jednak zdolni pokazać ówczesnej władzy, że sowietyzacja Polski to plan nierealny do zrobienia. Pokazaliśmy to w Poznaniu w 56, w Warszawie w 68, w Gdańsku w 70, w Ursusie, Radomiu i Płocku w 76 i w całej Polsce w Sierpniu 80 roku. Potem przez lata Stanu Wojennego potwierdzaliśmy to co miesiąc, każdego trzynastego. Wszystkie te zrywy były właśnie brakiem zgody na uparcie wdrażany plan demontażu społeczeństwa obywateli.

W Czerwcu 89 roku wydawało się, że zrozumieliśmy wreszcie jako społeczeństwo czym jest człowiek obywatel. Niestety, nadzieja okazała się płonna – lata komunistycznego rozmiękczania mózgów zrobiły swoje. Na tak przygotowany grunt, po kilku latach mozolnych prób budowy kapitalizmu, zasiały się dwie diametralnie różne Polski: Polska liberalna, oparta na swobodnej myśli oraz Polska interwencjonistyczna, oparta na roszczeniowej postawie społecznej, będąca mieszaniną katolicyzmu, socjalizmu o zabarwieniu narodowym i sumie wszystkich strachów, z jakimi boryka się współczesny świat. Ta druga Polska świadomie i fałszywie nazwana została Polską solidarną (w kontrze do Polski liberalnej), która z solidarnością społeczną nie ma większego związku, poza istotną z punktu widzenia polityków funkcją: część społeczeństwa wynosi na piedestał grupę osób, które budują państwo w całości odporne na kontrolę obywateli tegoż państwa. Déjà vu, prawda?

Polska liberalna nie boi się wyzwań, chce sama o sobie decydować i nie widzi państwa w roli omnipotenta, zapewniającego wszelkie dobra, bo wie, że to w dłuższej perspektywie jest niemożliwe do zrealizowania. Polska liberalna chce od państwa tylko dwóch rzeczy: wędki do łowienia ryb i prostych, jasnych reguł panujących na łowisku. Z całą resztą poradzi sobie sama.

Polska roszczeniowa wszystkiego żąda. Od gwarancji pracy do bezpłatnej służby zdrowia bez kolejek. Państwo ma dać obywatelowi pełną michę i co miesiąc finansowy grant – ochłap, który ma zagłuszyć sumienie, gdy grupka polityków zawłaszcza państwo. Podstawy i standardy demokracji są nieważne, tak samo jak nieważne jest to, co będzie z gospodarką za lat kilka. Po nas choćby potop, dziś liczy się tylko to, że impreza jest na cztery fajerki.

Polska jest podzielona Rowem Mariańskim, wyżłabianym konsekwentnie i z premedytacją od lat, którego zasypać nie zdoła nawet jedno pokolenie. Odwiedzając twitterowe profile tej drugiej Polski i czytając tam zamieszczone wpisy, porażony jestem skrótowością myślenia ich autorów. Nie znajdziesz w nich refleksji, jest za to prosta nienawiść do wszystkiego co inne. I dzika satysfakcja z polityki uprawianej w gabinecie na Nowogrodzkiej. Nie ma nawet żadnej konstatacji, że jest się zwykłym narzędziem w rękach człowieka, który realizuje swą egoistyczną wizję państwa wszędobylskiego z jednej strony i bezwzględnego z drugiej, skutecznie podlewając to pikantnym sosem narodowo-socjalno-katolickim, typowym dla państw XIX i XX wieku. Akolitom tej władzy to odpowiada bardzo, bo tak ich nauczył PRL, przepełniony ideą człowieka sowieckiego.

Polskę obywatelską próbowała odbudować koalicja platformersko-ludowa, ale nie do końca jej to wyszło. Tuskowa ciepła woda w kranie nie była tylko odpowiedzią na największy od lat światowy kryzys gospodarczy (kto to dzisiaj pamięta?). Nie była też tylko odpowiedzią na dwa lata chaosu sprezentowanego Polsce przez pierwszy rząd PiS. Ciepła woda w kranie była próbą pogodzenia obu „Polsk”, była filozofią pokoju i zgody narodowej. Tę wodę w kranach uzupełnił Tusk wielkimi inwestycjami infrastrukturalnymi, zakładając, że nowoczesny kraj połączy społeczeństwo, tworząc fundamenty pod państwo obywatelskie. Polska wyszła z kryzysu w dobrym stanie, z dobrą gospodarką i strategicznymi inwestycjami w rodzaju gazoportu w Świnoujściu. A potem stało się coś, co nie miało prawa się stać – kilku gości dało się nagrać w knajpach jak drobni geszefciarze, oddając przygotowany do ekspansji kraj w ręce żądnego władzy i zemsty bezwzględnego oportunisty.

Dziś wiemy, że część Polski liberalnej ma za złe Tuskowi tę jego filozofię mocno zrównoważonego rozwoju, ale ja uważam, że to nie ciepła woda utopiła rządy Platformy. Platformę utopiła ich zła polityka informacyjna i, co gorsza, ten sam błąd powtarza się także dzisiaj. Gdy rozmawiam czasem z ludźmi Platformy i pytam dlaczego przegrali i przegrywają z PiSem, często powtarza się ten sam zarzut. Kto dzisiaj potrafi wymienić po 3-4 sukcesy rządu Tuska i Kopacz? Tymczasem tych sukcesów i spraw załatwionych było naprawdę dużo – co z tego, gdy dzisiaj wszystkie te sukcesy zawłaszcza sobie PiS, dokładnie tak samo jak całe państwo wraz z jego historią. Platforma nie potrafi skutecznie walczyć z narracją PiSu, wmawiającą suwerenowi, że państwo polskie zaczęło się w roku 2015. Ale ja mówię: jeszcze nie.

Polska liberalna zdecydowanie nie chce dłużej państwa PiS. W tym jednym się zgadzamy. Ale jedna część tej Polski chce polskiego Macrona, druga część wręcz przeciwnie. A ja mówię: dość rewolucji i zadaję niezmiennie te same pytania – kto ma być tym polskim Macronem i na jakiej sile politycznej ma się ten nasz polski Macron oprzeć? Dziś nie czas i nie pora na tworzenie nowej siły, wzmacniać trzeba to co jest. I najważniejsze – skupić się trzeba nad rozpoczętą w poprzednim rozdaniu odbudową społeczeństwa obywateli. To jest zadanie na teraz i na dziś. Nowe siły mogą powstać później jako swoista Polska 2.0. Teraz budujmy Polskę obywatelską.

Tylko taka Polska może skutecznie pokonać państwo PiS, które:

– zawłaszcza historię ojczystą, usuwając z niej postaci i wydarzenia niezgodne z linią partii,

– bezczelnie łamie Konstytucję RP, zawłaszczając Trybunał Konstytucyjny, sądy i przepychając najważniejszą dla państwa ustawę – budżet Polski w sali bez kamer,

– przywłaszcza sobie osiągnięcia poprzedników, przemilczając, że powstały one za ich rządów,

– tworzy nową edukację, jak komunizm tworzył nowego człowieka, w której dzieli się poetów i pisarzy na swoich i obcych,

– od miesięcy nie może wyjaśnić prostych wypadków komunikacyjnych, a wyjaśnioną i w pełni zbadaną katastrofę lotniczą chce na nowo badać, wydając z publicznej kasy miliony,

– ośmiela społeczne niziny i zapewnia im bezkarność, dzięki czemu można spokojnie pobić dziennikarza i nie ponieść za to żadnych konsekwencji,

– zapewnia jednemu pomniki, ulice i wawelską kryptę, a drugiemu odbiera wszelką godność i zasługi, dlatego tylko, że inaczej myśli niż przewodnia partia,

– nęka blisko setką wezwań do prokuratury młodzieńca, za to tylko, że miał pecha, spotykając na swej drodze kolumnę aut premier rządu,

– bestialsko zabija w majestacie prawa omyłkowo zgarniętego z ulicy chłopaka, a następnie przez ponad rok tuszuje sprawę jak tylko się da,

– ma najniższy poziom inwestycji od kilkunastu lat, a wiadomo przecież, że to inwestycje są miarą siły gospodarczej kraju,

– udostępnia tajemnice śledztw szeregowemu posłowi, a minister rządu spotyka się z sędziami, którzy sądzić mają w jego sprawie,

– bez przerwy manipuluje informacją i bezczelnie kłamie, jak chociażby w sprawie rewelacyjnego wzrostu ściągalności podatku VAT, podczas gdy wzrost ten wynosi +0,2%,

– kupuje głosy wybranych wyborców kosztem innych grup społecznych, niepopierających tego państwa,

– z największej katastrofy lotniczej robi paliwo do utrzymania władzy i biznes odszkodowawczy dla wybranych rodzin,

– ściga przeciwników za wydumane afery, podczas gdy nie chce wyjaśnić afer związanych z własnym obozem władzy, jak chociażby uwłaszczenie się na majątku RSW, afery Srebrnej, SKOKów, finansowania kampanii partii koalicyjnej ministra sprawiedliwości, czy afery Caracalgate,

– flirtuje z organizacjami skrajnie prawicowymi w rodzaju ONR oraz z kibolskim półświatkiem, czyniąc z nich wzór patriotyzmu,

– niszcząc najbardziej cenny pomnik przyrody jakim jest unikatowa, dziewicza puszcza, czyni to na zasadzie “nie mamy waszych płaszczy i co nam zrobicie?”,

– przejęło media publiczne w całości, a mimo to chce jeszcze przejąć lub pozbawić możliwości funkcjonowania media prywatne,

– nie ma kompletnie żadnej jasnej wizji polityki zagranicznej, skłócone jest ze wszystkimi sojusznikami, włącznie z przebiegłymi Węgrami i zajętą sobą Ameryką,

– zachowuje się tak jakby miało już nigdy władzy nie oddać, zgodnie z zasadą komunistów: “władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”.

W zasadzie można by tak pisać i wymieniać jeszcze długo, ale robiąc to nie sposób doznać olśnienia, że w zasadzie opisujemy państwo z czasów słusznie minionych, bo w istocie, tym właśnie jest państwo PiS. Polska to obecnie dziwny kraj. Taka literacka utopia z jednej strony, szorstka i kanciasta rzeczywistość z drugiej. W swej czystej istocie faktycznie kamieni kupa. Jeszcze dobrze maskowana, ale już niedługo i to mimo naginanych mocno sondaży poparcia, robionych wakacyjną porą na Podlasiu, Rzeszowszczyźnie i Podkarpaciu. Oczywiście, droga do budowy społeczeństwa obywateli będzie trudna i długa, ale na jej końcu widać już koniec takiej Polski, fałszywej z gruntu i zakłamanej jak PRL.

Walcząc o Polskę obywatelską pamiętać trzeba o fundamentalnym znaczeniu nadchodzących wyborów samorządowych, które będą pierwszym i najważniejszym sprawdzianem nie tylko dla Opozycji, ale także i dla wyborców. Kampanii samorządowej nie można przegrać, a planem minimum jest przynajmniej zachowanie status quo w sensie ilości samorządów w rękach opozycyjnych. Każdy inny wynik będzie rzutował na kolejne trzy wybory w sposób oczywiście negatywny i wzmóc może nastroje apatii wśród i tak już leniwego elektoratu liberalnego. Pozytywny wynik jest zatem bez wątpienia ważny pod względem czysto psychologicznym.

Państwo PiS z każdym miesiącem będzie się dewaluować, nie bez znaczenia jest też coraz bardziej widoczny spór nie o Polskę, tylko o czyste ambicje pomiędzy Dudą a Ziobro i Macierewiczem. I choć nie wierzę w żadne wybicie się na niepodległość (prezydent bez PiS nie istnieje z prozaicznego braku zaplecza politycznego), to jednak przy sporach czysto ambicjonalnych prawie pewne jest pojawienie się reguły “o jedno słowo za daleko”, a to może spowodować pęknięcie, którego skleić się już nie da. Wyśmienity to czas na otwarcie ofensywy.

Czy jako zalążek liberalnego społeczeństwa obywatelskiego jesteśmy na to gotowi? Tylko w pełni świadomi obywatele, angażujący się w sprawy całego państwa, ale także i przede wszystkim w sprawy własnych małych ojczyzn, będą mogli zbudować nowoczesne, silne państwo, a przecież tego właśnie chcemy. Nie bójmy się być obywatelami, nie zamykajmy się w sobie i nie powtarzajmy, że nic od nas nie zależy. Od nas, wolnych obywateli, zależy wszystko.

http://liberski.liberte.pl/o-jaka-polske-walczymy/

List policjanta od miesięcznic: Nie chcę, aby osoby przychylne władzy uważały, że „jestem z nimi”

List policjanta od miesięcznic: Nie chcę, aby osoby przychylne władzy uważały, że „jestem z nimi”

jagor, 13.08.2017

Policja i kontrmanifestanci na miesięcznicy smoleńskiej

Policja i kontrmanifestanci na miesięcznicy smoleńskiej (Fot. Franciszek Mazur)

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński każdego 10. dnia miesiąca wysyła ponad 2 tys. policjantów, radiowozy i barierki do zabezpieczenia miesięcznic smoleńskich. Jeden z funkcjonariuszy, którzy ochraniają zgromadzenia, napisał emocjonalny list, bo jak mówi – poczuł się „wywołany do odpowiedzi”.

„Piszę w swoim imieniu, ponieważ nie jest upoważniony do reprezentowania całej formacji. Wiem jednak, że wielu policjantów czuje to, co ja” – zaczyna swój list do redakcji Radia TOK FM policjant.

Podkreśla, że choć jako funkcjonariusz policji musi pozostać apolityczny, to nie chce, aby wiązano go z partią rządzącą jako tą, z którą się utożsamia.

Nie chcę, aby osoby ze zgromadzeń przychylnych obecnej władzy uważały, że „jestem z nimi”. Nie jestem! Boli mnie bardzo, gdy uczestnicy manifestacji przeciwnych obecnej władzy myślą, że jestem przeciwko nim. Nie jestem. Jestem całym sercem z osobami aktywnymi społecznie i walczącymi o swoje przekonania i racje

– pisze policjant.

Trudno się nie zgodzić. Pod adresem policjantów padają coraz ostrzejsze słowa, często niezasłużone.
Nie dajmy się ponosić agresji.

Jak tłumaczy swój udział w miesięcznicach? „Muszę wykonywać polecenia przełożonych. Chcę czy nie chcę, muszę brać udział w zabezpieczeniach manifestacji. Proszę, abym był odbierany jedynie jako osoba pragnąca zadbać o bezpieczeństwo osób biorących udział w powyższych zgromadzeniach” – przekonuje – jak samo o sobie pisze – szeregowy funkcjonariusz.

Na koniec zastrzega, że nie otrzymuje i nie chce otrzymywać żadnych dodatkowych gratyfikacji w związku z udziałem w miesięcznicach.

Prawo do demonstrowania tak, ale tylko dla PiS

Pod koniec ubiegłego roku uchwalona została nowelizacja Prawa o zgromadzeniach autorstwa PiS, regulującą zasady organizowania zgromadzeń. Zakłada ona m.in. możliwość otrzymania na trzy lata zgody władz na cykliczne organizowanie zgromadzeń i brak możliwości organizacji konkurencyjnego zgromadzenia w tym samym miejscu i czasie.

Nowe przepisy były krytykowane przez organizacje pozarządowe, opozycję, członków Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego, Rzecznika Praw Obywatelskich, a także przedstawicieli OBWE już podczas prac legislacyjnych. Pod koniec grudnia 2016 r. prezydent zwrócił się do TK w tzw. trybie prewencyjnym. Prezydent uznał za sprzeczny z konstytucją przepis noweli, wprowadzający zgromadzenia cykliczne. Nowy TK pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej uznał jednak te przepisy za konstytucyjne.

W. Frasyniuk: Gdyby Lech Kaczyński żył, byłby po naszej stronie

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,21945382,video.html

TOK FM

Kolejka polityków do Trybunału

Członkowie rządu oraz politycy PiS spotykają się z sędziami Trybunału Konstytucyjnego, nawet jeśli mają sprawy przed TK – twierdzi w rozmowie z Onetem były wiceprezes Trybunału prof. Stanisław Biernat.
  • Po objęciu kontroli nad Trybunałem przez PiS, Biernat widywał w TK posła Arkadiusza Mularczyka i wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła.
  • Wie też, że bywał tam również minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i koordynator specsłużb Mariusz Kamiński
  • Biernat zwraca uwagę, że Mularczyk jest wnioskodawcą jednej z najbardziej kontrowersyjnych spraw przed TK, a ułaskawienie Kamińskiego także będzie przedmiotem obrad Trybunału

W wywiadzie dla Onetu były wiceprezes TK opowiada, że sędziowie wybrani przez PiS utrzymują regularne kontakty z obozem władzy. – Członkowie rządu i politycy PiS goszczą w Trybunale i to w części sędziowskiej, gdzie nie można wejść bez imiennego zaproszenia od konkretnego sędziego – mówi prof. Stanisław Biernat. Potwierdza też nazwiska polityków, które podawała fundacja ePaństwo. – Ja widywałem w TK posła Arkadiusza Mularczyka i wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. A wiem od pracowników, że bywał tam też minister Zbigniew Ziobro i koordynator specsłużb Mariusz Kamiński.

Pytamy Biernata: – Uważa pan, że to naprawdę taki kłopot? Ziobro czy Kamiński to konstytucyjni ministrowie, którzy muszą utrzymywać kontakty z innymi instytucjami państwa.

– Przecież Ziobro bywa wnioskodawcą rozmaitych spraw, którymi zajmuje się TK i jednocześnie występuje na rozprawach jako prokurator generalny. Wizyty Kamińskiego są jeszcze bardziej bulwersujące, przecież sprawa jego ułaskawienia będzie przedmiotem orzeczenia Trybunału – zwraca uwagę profesor.

Ma na myśli postępowanie przed TK w sprawie sporu między prezydentem a Sądem Najwyższym o to, czy można stosować prawo łaski wobec skazanego nieprawomocnym wyrokiem. Andrzej Duda ułaskawił Kamińskiego od wyroku 3 lat odsiadki za przekroczenie uprawnień w czasie gdy dekadę temu kierował CBA w poprzednich rządach PiS. Ułaskawił go właśnie po wyroku nieprawomocnym – co Sąd Najwyższy w maju zakwestionował.

Minister nie pójdzie do więzienia

– Z kolei Mularczyk jest wnioskodawcą w kontrowersyjnych sprawach, którymi zajmuje się TK, choćby w sprawie legalności wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na I prezesa Sądu Najwyższego – zwraca uwagę Biernat.

Co na to Mularczyk? – Występuję jako poseł w imieniu Sejmu w sprawach przed TK, stąd moje wizyty. Uczestniczyłem już w wielu rozprawach. Zresztą Biernat chyba ostatnio nie jest zorientowany w tym, co się dzieje w TK – odparowuje poseł.

Dlaczego politycy odwiedzają sędziów? Wiceminister podaje powody

Wiceminister Marcin Warchoł przysłał Onetowi długą listę uzasadniającą wizyty w TK.

I tak m.in. jest autorem artykułu do Księgi Jubileuszowej prof. Bogusława Banaszaka – prawnika, który w czasie sporu o TK i kontrowersji wokół głosowań na Sali Kolumnowej Sejmu przygotowywał opinie korzystne dla PiS. W pracach nad księgą uczestniczy też wiceszef TK prof. Mariusz Muszyński. „Omawiałem z nim tę publikację oraz konferencję z nią związaną, która ma się odbyć w dniach 16-17 października na uniwersytecie Zielonogórskim – tłumaczy Warchoł.

Razem z Muszyńskim oraz innym sędzią prof. Michałem Warcińskim piszą Encyklopedię Prawa w języku angielskim. „Cały czas omawiamy tę publikację, strukturę dzieła, konsultujemy treść, koordynujemy szczegóły na bieżąco”. Warchoł bywał też na wykładach w TK europosła PiS prof. Zdzisława Krasnodębskiego i red. Bronisława Wildsteina z tygodnika „wSieci”. Wreszcie wiceminister odwiedził TK, aby podarować sędziom swą nową książkę „Ciężar dowodu w procesie karnym. Studium prawnoporównawcze”.

– Wcześniej było nie do pomyślenia spotykanie się z politykami zaangażowanymi w sprawy toczące się przed Trybunałem. Jak widać ten czas już minął – mówi prof. Biernat.

Cały wywiad z prof. Stanisławem Biernatem ukaże się w Onecie w poniedziałek.

onet.pl

Czarny scenariusz się spełnił. Szokująca arogancja Prezes Trybunału Konstytucyjnego

Niestety spełnia się czarny scenariusz, o którym protestujący niemal półtora roku temu mówili podczas manifestacji w całej Polsce. Rządząca partia przestała bowiem nawet ukrywać, że Trybunał Konstytucyjny jest jeszcze instytucją od rządu i rządzącej partii niezależną, a jej celem jest kontrola wolności wynikających z Konstytucji. Całkiem niedawno pisaliśmy na łamach naszego portalu o zmianach w regulaminie Trybunału Konstytucyjnego wprowadzających de facto jednowładztwo prezes Julii Przyłębskiej.

Dziś okazuje się, że to dopiero początek złej zmiany w TK. Dziś obiegła media informacja, że politycy PiS są w stałym kontakcie z nominatami partyjnymi w Trybunale Konstytucyjnym.

wywiadzie dla Onetu, który ma pojawić się w najbliższy poniedziałek były wiceprezes TK prof. Stanisław Biernat opowiada, że sędziowie wybrani przez PiS utrzymują regularne kontakty z obozem władzy. Członkowie rządu i politycy PiS goszczą w Trybunale i to w części sędziowskiej, gdzie nie można wejść bez imiennego zaproszenia od konkretnego sędziego – mówi. W Trybunale spotkał posła Arkadiusza Mularczyka i wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. Pracownicy widzieli również Zbigniewa Ziobrę i koordynatora specsłużb MariuszKamińskiego.

Dlaczego sprawa wizyt ministrów w instytucji państwowej miałaby nas bulwersować? Otóż Zbigniew Ziobro jest wnioskodawcą spraw, którymi zajmuje się TK, jednocześnie występując na rozprawach jako prokurator generalny. Wobec Kamińskiego toczy się zaś sprawa jego ułaskawienia, co będzie przedmiotem orzeczenia TK. Wizyty posła Mularczyka mogą również budzić poważne wątpliwości, jest wszak posłem wnioskodawcą choćby w sprawie legalności wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na I prezesa Sądu Najwyższego.

Po kilku godzinach od opublikowania części wywiadu, zareagował Trybunał Konstytucyjny. W swoim komunikacie odpowiedział na słowa Stanisława Biernata. oświadczeniu czytamy: Trybunał Konstytucyjny z przykrością odnotowuje kolejną publiczną wypowiedź sędziego TK w stanie spoczynku Stanisława Biernata zawierającą nieuprawnione sugestie i interpretacje. Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny przypomina, że współdziałanie i komunikowanie się konstytucyjnych organów władzy stanowi jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawa, co explicite wynika z preambuły Konstytucji RP. Wg biura wypowiedzi byłego prezesa TK zawierają nieuprawnione sugestie i interpretacje.

Oświadczenie TK już dobitnie wskazuje, że podległa PiS instytucja przestaje stwarzać jakiekolwiek pozory niezależności. Buta władzy osiągnęła taki poziom, że PiS nie kwapi się nawet do robienia tego co robił do tej pory najlepiej a mianowicie odwracanie kota ogonem. Powodem tego jest być może trudny do opanowania chaos informacyjny, spóźniające się „przekazy dnia” i dezorientacja aparatu propagandowego PiS. To dobrze, że choć w tym obszarze przeszli do defensywy. Niemniej jednak to co odkryła topniejąca czapa lodowa jest przerażające. Od teraz normalnym jest omawianie sprawy przez zaangażowanych interesantów przed wyrokiem – także w Twojej sprawie przez sądem.

Oczywiście harcownicy prawicowej propagandy nie próżnują i tak samo jak błyskawicznie pojawiło się oświadczenie na stronie Trybunału Konstytucyjnego, tak samo szybko zareagowali funkcjonariusze partyjnych, narodowych mediów. Oni zastosowali typową dla prawicy retorykę pt. „łapaj złodzieja”. Jak widać pewne rzeczy się nie zmieniają…

Sędzia Biernat do dziś nie przedstawił swojego oświadczenia majątkowego, mimo że według prawa powinien to zrobić. http://www.tvp.info/33588136/obrona-przez-atak-sedzia-stanislaw-biernat-i-jego-problemy-z-prawem 

Photo published for Obrona przez atak. Sędzia Stanisław Biernat i jego problemy z prawem

Obrona przez atak. Sędzia Stanisław Biernat i jego problemy z prawem

Sędzia nadal nie przedstawił oświadczenia majątkowego, choć powinien to zrobić już dawno.

tvp.info

crowdmedia.pl

Cezary Gmyz znów pojawił się w niemieckich mediach. W „Tageszeitung” korespondenta TVP nazywają „podżegaczem”

Paweł Kalisz, 13 sierpnia 2017

Cezary Gmyz został bohaterem dużego materiału w jednej z największych niemieckich gazet. Tytuł nie pozostawia jednak złudzeń co do oceny pracy naszego dziennikarza. „Podżegacz” to historia człowieka, który był świetnie rokującym dziennikarzem, a stał się zajadłą twarzą rządzącego PiS.

Korespondnent TVP z Berlina przez jednych postrzegany jest jako mitoman i twórca teorii spiskowych, dla drugich jest wyrocznią i męczennikiem walki o prawdę. Dla dziennikarzy siódmej co do wielkości gazety w Niemczech jest „podżegaczem”, osobą tyleż śmieszną, co tragiczną.

Nancy Waldmann opisuje historię młodego dziennikarza, który potrafił poświęcić swój urlop, by pokazywać niemieckim kolegom uroki Polski. Gmyz jeszcze kilkanaście lat temu zdaniem dziennikarki TAZ był zachwycony wielokulturowością Berlina. Zapamiętano go jako otwartego, rzutkiego konserwatystę. Dziś jednak jego dawni koledzy postrzegają w nim zajadłego i radykalnego PiS-owca.

Zdaniem Waldmann, przemiana zaczęła się już w czasie pierwszych rządów PiS. Autorka dowodzi, że wydarzeniem, które ostatecznie zmieniło dziennikarza w pisowskiego propagandystę, była katastrofa smoleńska, w której zginął ksiądz, który udzielał Gmyzowi ślubu.

Źródło: TAZ

naTemat.pl

Michał Kamiński: Andrzej Duda wie, że każda władza mija

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Michał Kamiński mówiąc o konflikcie na linii MON – Pałac Prezydencki powiedział, że Andrzej Duda ma inne spojrzenie na politykę od parlamentarzystów PiS.

We wtorek BBN poinformował, że postanowieniem prezydenta Andrzeja Dudy 15 sierpnia w Święto Wojska Polskiego nie zostaną wręczone nominacje generalskie. Decyzję prezydent uzasadniał trwającymi pracami nad reformą systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi oraz brakiem uzgodnień w tej kwestii.

– Mam wrażenie, że pan prezydent Andrzej Duda zdaje sobie sprawę, że każda władza mija (…). Wie, że kiedyś przyjdą inni. On chce się wpisać – jak mniemam – w taki normalny dyskurs polityczny, w którym się nie zgadzamy, ale pewien interes państwa jest poza sporem – ocenił w TVN24 Michał Kamiński.

Jego zdaniem ekipa Antoniego Macierewicza i prezes Jarosław Kaczyński uważają, że to będzie „tysiącletnia IV RP”.

– Zarówno to weto prezydenta wobec ustaw sądowniczych, jak i teraz „weto” – w cudzysłowie – co do nominacji generalskich, bierze się z tej różnicy w filozofii – dodał.

– W tej sprawie bardzo mocno trzymam kciuki za pana prezydenta, żeby wytrwał w swojej – mam nadzieję – mocnej postawie – powiedział Adam Szłapka z Nowoczesnej.

– Władza wykonawcza jest rozbita między dwa ośrodki – prezydencki i rządowy. Szczególnie w obszarze bezpieczeństwa jest generalna kompetencja przydana prezydentowi, natomiast takie realne uprawnienia pozostają w rządzie. Tu niewątpliwie należałoby wrócić do dyskusji o zmianie konstytucji, żeby to wyjaśnić jednoznacznie jednemu lub drugiemu ośrodkowi – mówił Marcin Horała z PiS.

Więcej: TVN24

rp.pl

Zamiast miesięcznic smoleńskich mogły być miesięcznice gruzińskie

Niewiele brakowało, że nie byłoby miesięcznic smoleńskich, a byłyby miesięcznice gruzińskie. Do katastrofy lotniczej mogło dojść dwa lata wcześniej niż pod Smoleńskiem, bo 12 sierpnia 2008 roku. Prezydent Lech Kaczyński leciał Tu154M wraz z prezydentami Litwy, Estonii i Ukrainy do ogarniętej walkami Gruzji. W planie lotu celem było lotnisko w Gandżi w Azerbejdżanie. W trakcie lotu Lech Kaczyński zadecydował, iż tupolew ma lądować na lotnisku w Tbilisi.

Za taką decyzją stała chęć uprzedzenia prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy, który faktycznie leciał do Tbilisi, ale z zupełnie innej strony. Dowódca polskiego samolotu mjr Grzegorz Pietruczuk odmówił lotu z zasadniczych powodów bezpieczeństwa, mianowicie nie było zgody dyplomatycznej na lot do Gruzji, załoga nie miała informacji o pogodzie na lotnisku w Tbilisi, nie wiedziała nic o tamtejszych systemach nawigacyjnych. Najważniejsze jednak, że nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe.

Gdyby mjr Pietruczuk się nie postawił, Kaczyński faktycznie mógł polec, a nie jak pod Smoleńskiem tylko zginąć. Za to dowódcę samolotu spotkały szykany, poseł PiS Karol Karski złożył doniesienie do prokuratury, pilot usyszał, że jest tchórzem i przynosi wstyd Polsce.

Drugim pilotem podczas lotu gruzińskiego był kpt Arkadiusz Protasiuk. Tak! Dowódca lotu do Smoleńska, który znając gehennę psychiczną, jakiej poddano Pietruczuka, postanowił ladować w Smoleńsku, a nawet usłyszał od dowódcy wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika przebywającego w kokpicie „Zmieścisz się, śmiało”.

Można więc wykazać w tym miejscu czarny humor i rzec: katastrofa została odroczona na dwa lata. A nawet w stylu Woody Allena: co się odwlecze, to krwi nie uciecze.

O tym nie pamiętają propagandziści w TVP, którzy zakłamują wizytę Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, a ten miał „powstrzymać Rosję”. Rosja w tym samym dniu ogłosiła wstrzymanie operacji wojskowej w Gruzji. Lecz zasługę zawieszenia działań wojennych może przypisać sobie tylko prezydent Francji Sarkozy, który działał w imieniu Unii Europejskiej.

Reżimowe TVP Info na swoim profilu na Twitterze informuje: „Słowa prezydenta .ego, które powstrzymały Rosję”. Zaś ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski stara się przywrócić rangę prawdy o tamtych wydarzeniach politycznych „Gruzję uratował prezydent Sarkozy w imieniu Unii Europejskiej. Prezydent Lech Kaczyński próbował zapobiec rozejmowi. Został zignorowany.”

Po niedoszłej katastrofie gruzińskiej dużo łatwiej byloby budować mit „wielkiego” prezydenta Kaczyńskiego, który był faktycznie miernym politykiem. Dzięki mjr. Pietruczukowi mamy tradycję miesięcznic o dwa lata krótszą, prezes Kaczyński deptałby po Krakowskim Przedmieściu już 9 rok. W ten oto sposób zaoszczędził na butach.

Słowa prezydenta Kaczyńskiego, które powstrzymały Rosję. Mija 9 lat

łz, rt, to publikacja: 12.08.2017

Trzy dni po zbombardowaniu przez rosyjskie lotnictwo gruzińskiego miasta Gori, leżącego około 40 km od Tbilisi do Gruzji przyleciał prezydent RP Lech Kaczyński. Gruzini sami przyznają, że był to ważny krok do powstrzymania rosyjskich wojsk przed marszem w głąb ich kraju. Mija 9 lat od tych dramatycznych wydarzeń.

Gruzińsko-rosyjska wojna o Osetię Południową rozpoczęła się w nocy z 7 na 8 sierpnia. Trzy dni później rosyjskie oddziały wyparły Gruzinów z Cchinwali i przekroczyły tymczasową linię rozgraniczającą, posuwając się w głąb Gruzji właściwej. 12 sierpnia, po zbombardowaniu Gori, Rosjanie kontrolowali już tereny oddalone od Tbilisi zaledwie o 40 km.

Tego dnia do stolicy Gruzji przyleciał prezydent Polski Lech Kaczyński, a wraz z nim przywódcy: Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. Przemawiając do tysięcy Gruzinów zgromadzonych przed budynkiem parlamentu, polski prezydent zapewnił ich, że nie zostali sami w walce z Rosją.

– Nasi sąsiedzi pokazali twarz, którą znamy od setek lat. Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy: „Nie!” – powiedział prezydent Kaczyński do tysięcy wiwatujących osób.

12 sierpnia Moskwa ogłosiła wstrzymanie operacji wojskowej w Gruzji, przystępując do negocjowania porozumienia o warunkach zawieszenia broni. Dokument został podpisany dopiero we wrześniu. Jednak jak twierdzą władze w Tbilisi, Rosja do dziś nie wypełniła przyjętych zobowiązań i nie wycofała wojsk z terenów Abchazji i Osetii Południowej.

tvp.info

Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki powinni podać się do dymisji

Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki powinni podać się do dymisji

Posłowie opozycji domagają się dymisji ministra i wiceministra sprawiedliwości po tym, jak w celi białołęckiego aresztu powiesił się Marcin K. – wysoki urzędnik oskarżony o przyjęcie 600 tysięcy złotych łapówki i 30 innych przestępstw.

Jak informuje Fakt, w więziennym areszcie na warszawskiej Białołęce zanotowano dość tajemnicze samobójstwo. Na swoje życie targnął się były naczelnik Pierwszego Śląskiego Urzędu Skarbowego wieszając się w celi, na pasku od spodni, choć zgodnie z przepisami, nie powinien go mieć przy sobie.  K., mógł być ważnym świadkiem w sprawie kolejnych 9 podejrzanych.

Opozycja przypomina, że za czasów rządów Platformy Obywatelskiej też miała miejsce zagadkowa śmierć więźnia, który odsiadywał karę dożywocia za zabicie Krzysztofa Olewnika.

Wtedy jednak ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski –  którego trudno byłoby obciążać za to, że więzień popełnił samobójstwo w celi – uznał, że istnieje coś takiego jak odpowiedzialność polityczna i złożył dymisję. Poczuwając się do winy za podległy mu resort, Ćwiąkalski oddał się do dyspozycji premiera, a Donald Tusk zdecydował się przyjąć dymisję ministra sprawiedliwości.

Jaką odpowiedzialnością wykażą się obecni szefowie resortu? Borys Budka pyta na Twitterze, czy minister Zbigniew Ziobro i wiceminister Patryk Jaki złożą dymisję jeszcze dziś, czy dopiero w poniedziałek?

Dodatkowo zarzuca obydwu panom nietrafiony program „Praca dla więźniów”, którym skompromitowali ministerstwo. Największym „osiągnięciem” owego programu jest ucieczka 118 skazanych. Niespodzianek raczej chyba jednak nie będzie. Praktyka ostatnich miesięcy wyraźnie wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość bardziej broni w Sejmie swoich ministrów niż ich odwołuje i raczej dymisji nie należy się spodziewać.

koduj24.pl

SOBOTA, 12 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Mucha mocno o MSZ, Beylin: Pod wodzą Schetyny skończymy z 2 kadencją PiS, Krzyżak o zniknięciu Beaty od broszki

— BISKUP SŁAWOJ LESZEK GŁÓDŹ: ANDRZEJ DUDA NIE JEST MALOWANYM PREZYDENTEM – fragment wywiadu dla KAI: “ Przed tygodniem rozmawiałem telefonicznie z panem Prezydentem i podobnie jak abp Gądecki wyraziłem mu swoją aprobatę i uznanie za tę decyzję. Wiem, że decyzja ta nie była łatwa, z wielu znanych powodów. Ale ktoś musiał stanąć ponad podziałami. I za to jesteśmy wdzięczni. Prezydent nie może też podpisywać tekstu ustawy, którego mu wcześniej nie przedstawiono do konsultacji. Było to zlekceważenie urzędu Prezydenta. Po drugie, wokół tych ustaw narosło tak duże napięcie społeczne, że trzeba było „spuścić powietrze” i sytuację unormować. I tak się stało. A po trzecie, nie zapominajmy, że pan Prezydent zawetował dwie ustawy a jedną podpisał: o sądach powszechnych. A jest ona jeszcze ważniejszą od zawetowanych ustaw o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa. A to dlatego, że dotyczy ona sądownictwa powszechnego i 10 tysięcy sędziów. Jest to sprawa zasadnicza dla zreformowania pracy sądów. Ustawa ta, skoro została już podpisana przez Prezydenta, po upływie okresu „vacatio legis”, niebawem wejdzie w życie. A biorąc pod uwagę, że Sąd Najwyższy działał dotąd dość ospale, to nie ma większego znaczenia, czy ustawa o nim będzie przyjęta teraz, czy za pół roku. Natomiast Prezydent – i taka jest rola głowy państwa – musi być we wszystkich sprawach ponad. I to dotyczy zarówno polityki wewnętrznej, polityki zagranicznej czy obronności kraju, a konkretnie sił zbrojnych. Andrzej Duda nie jest malowanym prezydentem”. https://wpolityce.pl/kosciol/352784-andrzej-duda-nie-jest-malowanym-prezydentem-abp-glodz-o-wecie-prezydenckim-i-o-roli-kosciola-w-zyciu-publicznym

— GRUPA LOTOS WYCOFUJE TIGERA.

— WOJCIECH MUCHA MOCNO O WASZCZYKOWSKIM –  w komentarzu Gazety Polskiej Codziennie: “Przyglądam się liczbie frontów, na których stara się „walczyć” nasza dyplomacja. Od mówienia o domaganiu się od Niemiec reparacji wojennych, przez deklaracje, że z białoruskiej elektrowni atomowej nie będziemy brali energii, przez Ostrą Bramę i cmentarz Orląt Lwowskich w projektach nowych paszportów. Wszystko i naraz. Tylko wrak rządowego tupolewa jak gnił, tak gnije pod rosyjską plandeką”.

— WASZCZYKOWSKI NIE ZAPRZECZA SŁOWOM, ŻE ARMIA CZERWONA PRZYNIOSŁA POLSCE WYZWOLENIE – dalej Mucha w GPC: “Tymczasem Witold Waszczykowski, szef owej naszej dyplomacji, mówi, że „Polska jest gotowa do współpracy z Rosją”. Ubolewa jednak, że „nie dostrzega z jej strony wzajemności i gotowości do dialogu”. Przy tym nie zaprzecza słowom ambasadora FR w Polsce Siergieja Andrejewa o tym, że Armia Czerwona de facto przyniosła Polsce wyzwolenie, walcząc z Niemcami”.  http://gpcodziennie.pl/67339-dialogimonologi.html

— OBÓZ SIĘGAJĄCY DO 40% UZURPUJE SOBIE ROLĘ JEDYNEGO GOSPODARZA W POLSCE – Piotr Zaremba na wPolityce.pl: “Ta próba forsowania wszystkiego bez jakichkolwiek prób uzgadniania czegokolwiek z kimkolwiek jest charakterystyczna dla strategii PiS. Jeśli dotyczy totalnej opozycji, można ją jeszcze tłumaczyć nastawieniem drugiej strony. Ale już histeria, że oto trzeba będzie kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa uzgadniać z niespecjalnie radykalną opozycją spod znaku Kukiza, pokazuje, że obóz sięgający w porywach 40 procent poparcia uzurpuje sobie rolę jedynego gospodarza w Polsce”.

— ZAREMBA O OCZEKIWANIU, BY PREZYDENT DZIAŁAŁ NA ROZKAZ: “Na przykład ignorować fakt, że Andrzej Duda jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. To przykład nie szanowania prawa, a i zły prognostyk przed podobno czekającą nas debatą o przyszłej konstytucji. Bo jak tu o niej dyskutować, skoro partia rządząca ma do obecnie obowiązujących rozwiązań stosunek całkiem relatywny. Jeśli prezydent ma formalne uprawnienia, są dwie możliwości. Można czekać na jego zachowanie wynikłe z procedur . I można, z powodów politycznych, próbować się z nim dogadywać przed podjęciem decyzji. Jak rozumiem obóz rządzący wybrał możliwość trzecią. Żąda od głowy państwa działania „na rozkaz”. Próbując załatwić tę sprawę pohukiwaniem prawicowych publicystów, którzy przypomną mu o jego miejscu w szeregu. Powołując się na całościowy interes obozu. A tak naprawdę na logikę rewolucji”. https://wpolityce.pl/polityka/352616-czy-prezydent-powinien-dzialac-na-rozkaz-w-odpowiedzi-jackowi-karnowskiemu

— MOŻE NIEMCY W PASZPORTACH POWINNI MIEĆ BRESLAU I DANZIG? – Michał Olszewski na wyborcza.pl: “Dajmy prawo do łezki w oku naszym sąsiadom z Litwy i Ukrainy i wyobraźmy sobie, że Niemcy zaczynają drukować sentymentalne paszporty z miastami Breslau i Danzig, Ukraińcy z Przemyślem, a Litwini z Sejnami”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22220968,wilenska-ostra-brama-i-lwowski-cmentarza-orlat-na-polskich.html

— Z ODDZIAŁAMI POD WODZĄ SCHETYNY SKOŃCZYMY Z DRUGĄ KADENCJĄ PIS – Marek Beylin w GW: “Właśnie dlatego krytykuję PO, Nowoczesną i rozbitą, mizerną lewicę: chciałbym, żeby były lepsze i bardziej przekonujące, ponieważ tylko wtedy PiS może przegrać. Jednak takie wywody jak Rosatiego odbierają mi część nadziei w sprawie PO. Pisze bowiem Rosati, że tylko Platforma „ma realną szansę, aby tę władzę wyrzucić na śmietnik”. Otóż nie! Taką szansę ma koalicja złożona z partii i wspierających je ruchów obywatelskich, koalicja różnorodnych i równych. Natomiast jeśli PO uzna, że inne opozycyjne ugrupowania i ruchy obywateli mają być oddziałami pod wodzą Schetyny, to skończymy z drugą kadencją PiS”.

— OPOZYCJA CIENKA JAK SPRANE PORTKI – pisze Beylin: “Przypomnę więc Rosatiemu, że siły PiS nie tworzą paskudni publicyści, bierze się ona natomiast w sporej mierze ze słabości opozycji cienkiej jak sprane portki. Wbrew temu, co pisze Rosati, to przecież nie ja sądzę, że przyszłe rządy PO byłyby gorsze niż PiS. Tak uważa znaczna większość Polaków”. http://wyborcza.pl/7,75968,22219977,polemika-z-dariuszem-rosatimz-oddzialami-pod-wodza-schetyny.html

— WŁAŚCICIEL SZWEDZKIEGO PORTALU OBURZONY NA PRAKTYKĘ WIADOMOŚCI POWOŁANIA SIĘ NA INTERNETOWĄ SONDĘ: “Głos w tej sprawie zabrał nawet sam właściciel portalu, z którego zaczerpnięto informację. Chang Frick wprost skrytykował to, co zrobiła TVP. Podkreślił, że ankieta nie była sondażem odzwierciedlającym poglądy Szwedów i TVP wyciągnęło z niej mylne wnioski. Chang Frick przyznał, że na jego portalu dominują treści, w których poglądy są podobne do poglądów polskiego rządu, ale „to nie ma znaczenia” i TVP nie powinno opierać się na tego typu źródłach przy podawaniu tak poważnej tezy. Mężczyzna nazwał takie działanie „leniwym dziennikarstwem”. https://wiadomosci.wp.pl/wiadomosci-powoluja-sie-na-ankiete-szwedzkiego-portalu-wlasciciel-jest-oburzony-6154322710911105a?src01=b289a&src02=twitter_wirtualnapolska

— PAŃSTWO PIS TAKŻE BEZRADNE W WALCE Z DOPALACZAMI – katowicka GW: “PiS rządzi już prawie dwa lata. Sprawę w ciągu jednej nocy mogliby załatwić posłowie rządzącej teraz partii, gdyby tylko zależało na tym najważniejszemu posłowi. Widać nie zależy. W Katowicach po spaleniu drzwi wejściowych do sklepu z dopalaczami właściciel kamienicy podobno wymówił lokal „firmie”, która prowadziła sklep. Mają miesiąc na wyprowadzkę. Ciekawe, gdzie się przeniosą?” http://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,22218178,panstwo-pis-takze-bezradne-w-walce-z-dopalaczami.html

— 97 WICEMINISTRÓW U SZYDŁO TO ABSOLUTNY REKORD: “Rząd Beaty Szydło (54 l.) obiecywał, że będzie dążył do zmniejszania biurokracji, a utworzenie nowych ministerstw miało nie oznaczać wzrostu liczby urzędników. Nic z tego! Po tym, jak szóstym wiceministrem zdrowia został Marcin Czech, jest ich już 97! To absolutny rekord w Unii Europejskiej”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/rzad-pis-ma-97-wiceministrow-to-rekord-wszech-czasow/kgcfdwd

— FRAGMENT ODPWIEDZI MINISTERSTWA KULTURY NA PYTANIE GW O USTAWĘ DEKONCENTRACYJNĄ: “Zapytaliśmy, czy ministerstwo potwierdza, że jeden z wariantów ustawy zakłada limit zagranicznego inwestora na poziomie 20 proc. Odpowiedź jest wymijająca. W piśmie od MKiDN czytamy, że „nie ma jeszcze ustalonej kwoty udziału danego podmiotu na rynku medialnym”. A przecież pytaliśmy o udział inwestora zagranicznego, a nie o udział w rynku”. http://wyborcza.pl/7,155287,22220749,amerykanie-ostrzegaja-przed-dekoncentracja-mediow-w-polsce.html

— PATRZYSZ NA SZYSZKO I WIDZISZ, ŻE FACET JEST PRZYGŁUPEM, TO JEST PRZYPAŁOWE TAK JAK SZYDŁO ALE PLATFORMA TO PORÓWNYWALNY OBCIACH – Jakub Żulczyk, pisarz, w rozmowie z Piotrem Witwickim w RZ: “Na protestach w sprawie Sądu Najwyższego było sporo młodych ludzi. To duża zmiana. Młodzi kierują się kategorią nośności i obciachu. Poza wszystkim to patrzysz na takiego gościa jak minister Szyszko i widzisz, że facet jest przygłupem. Opowiada o jakichś nazistach, satanistach, a potem wręcza kopertę przed kamerami. To jest przypałowe, tak samo jak Beata Szydło. To jest obciach. To nie są osoby, które są w stanie pociągnąć za sobą 18-latków. A Platforma to nie jest też przypał dla tych 18-latków? Porównywalny. Może to trochę naiwne, ale myślę, że ludzie marzą o polskim Macronie. Pewnie na niego samego Europa też będzie za pięć lat inaczej patrzeć, bo taka energia konfrontuje się w praniu”.

— ŻULCZYK O ŚPIEWAKU: “Fajnie, jakby w Polsce pojawił się lider, który byłby w stanie wytworzyć taką energię. To może twój kolega Jan Śpiewak? Życzę mu tego z całego serca. Nie jestem znawcą marketingu politycznego, ale mam podejrzenia, że to musiałby być ktoś bardziej friendly”.

— ŻULCZYK NA PYTANIE CZY ZA COŚ DOCENIA PIS “ONI SĄ STRASZNYMI PARTACZAMI – mówi Witwickiemu”: “Podoba mi się idea 500+, ale uważam, że powinna być inaczej wprowadzona w życie. To powinno być nie dla wszystkich, tylko dla tych, którzy zarabiają najmniej. Czemu te pieniądze ma dostawać ktoś, kto zarabia ponad 80 tysięcy rocznie? Ludzie od pewnego pułapu nie potrzebują tych pieniędzy. Mieszkanie+ na papierze wygląda dobrze, ale boję się, jak to wyjdzie, bo oni są przecież strasznymi partaczami. Widać przecież, że ta cała firma źle działa. Podoba mi się to, że Piotr Gliński chce wprowadzić ulgi podatkowe dla zagranicznych producentów filmowych. Takie ulgi są w Czechach czy na Węgrzech. W Polsce nikt nie inwestuje i potem widać plany z Pragi, a nie Warszawy, w oscarowych filmach. To nie zaszkodzi naszym producentom? Wręcz odwrotnie. To wprowadza ruch w interesie. Producenci zagraniczni zaczną chętniej wchodzić w koprodukcję z polskimi. Zresztą przy takiej produkcji zawsze pracuje część polskiego pionu, która przy okazji nabywa doświadczenie. Ważne, bo jesteśmy mocno zapóźnieni. Gliński coś przebąkuje, że mają gotową ustawę; jeśli tak, to jestem bardzo za”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/308109922-Jakub-Zulczyk-Snapchata-nie-kumam.html

— TOMASZ KRZYŻAK W KOLUMNIE ANIOŁA POLAKA W RZ O OCZEKIWANIU NA WYSTĄPIENIE DUDY – pisze w RZ: “Po tym jak Andrzej odmówił nominacji, wszyscy z niepokojem czekają na jego tradycyjne wystąpienie z okazji święta żołnierzy. Kiedy ostatnio przemówił publicznie przy okazji rocznicy uchwalenia ich najważniejszej konstytucji, narobił nieco zamieszania. W szeregi prawych i sprawiedliwych wkradł się niepokój, bo okazało się, że Andrzej nie uzgodnił nic z najważniejszym ośrodkiem decyzyjnym, jakim jest Jarosław. Uzgodnień nie było także w sprawie sądów. I nic nie wskazuje na to, by były przy tej okazji. Według mnie przy Krakowskim Przedmieściu uznali, że trzeba zacząć prowadzić samodzielną politykę. Szczerze powiem, że wydaje się to bardzo rozsądnym posunięciem”.

— KRZYŻAK O ZNIKNIĘCIU BEATY OD BROSZKI: “Dłuższy czas nie widziano Beaty od broszki. Zazwyczaj zatroskana matka tego narodu pojechała chyba na urlop. Dobrze. Przyda się na jesienno-zimowe starcia. Stery rządzenia przejął Mateusz, który uszczelnia tutejszy system podatkowy. Podobno całkiem skutecznie. A, i jeszcze jedno: Jan wciąż tnie. Kornik drukarz ma się dobrze”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/308109928-Tomasz-Krzyzak-Jan-wciaz-tnie-kornik-trzyma-sie-dobrze.html

— PIOTR WITWICKI O MIESIĘCZNICY I MACIEREWICZU: “Podczas sierpniowej miesięcznicy Jarosław Kaczyński mówił: o dojściu do prawdy „jaka by ona nie była”, o konieczności zakończenia miesięcznic Nie mówił o poległych. Odniósł się do ostatnich rewelacji jakby z dystansem: „Słyszymy coraz to nowe komunikaty”. Przed Pałacem Prezydenckim nie było też Antoniego Macierewicza. To oczywiście mogło być wszystko przypadkiem, ale wiem od polityków PiS, że w szeregach partii zaczęto się bać kolejnych rewelacji Macierewicza. Jednak dla każdego posła tłumaczenie się np ze stwierdzenia, że trzy osoby przeżyły katastrofę jest dość ciężkim zadaniem. Wygodna formuła „panie redaktorze nie wiemy, co tak naprawdę stało się w Smoleńsku” przestaje mieć sens, bo PiS już za długo ma wszystkie narzędzia do wyjaśnienia katastrofy. I o tym też wspominał Jarosław Kaczyński: „Mówiłem to tutaj dziesiątki razy i ktoś może powiedzieć: no dobrze, już prawie 2 lata rządów, a ciągle zrealizowane jeszcze nie są.” To wszystko zaczyna wyglądać naprawdę ciekawie”. https://www.facebook.com/PiotrWtwicki/

— W KWIETNIU PIS SCHOWA MACIEREWCZA? – Michał Wilgocki na wyborcza.pl:“Kilka dni wcześniej ostateczny raport ze swoich prac publikuje podkomisja Antoniego Macierewicza. Doszło do wybuchu, są ku temu liczne przesłanki. Ale – wskutek zaniedbań poprzedników – nic więcej nie da się już ustalić. Bo choćby były dowody na zamach, to Rosjanie przez osiem lat przetrzymywania wraku zdążyli wszystko zatuszować. Taką wersję akceptuje prezes Kaczyński i ogłasza, że po długim marszu w końcu doszliśmy do „prawdy”. – Teraz rozpoczynamy walkę o „sprawiedliwość” – ogłasza. Następnego dnia minister Waszczykowski kieruje sprawę przeciw Rosji do Trybunału w Hadze: zapowiadał to już wcześniej, chodzi o zwrot wraku. Wielki Śledczy Antoni dopisuje sobie rozwikłanie smoleńskiej zagadki jako kolejny sukces do CV – po „liście Macierewicza” i likwidacji WSI – a później zostaje schowany w drugim szeregu, bo wyborczy maraton (wybory samorządowe, europejskie i parlamentarne) zaczyna się już niedługo”. http://wyborcza.pl/7,75968,22221139,jak-to-bedzie-kiedy-w-koncu-dojdziemy-do-prawdy-o-smolensku.html

— ŁATWIEJ ZRZUCAĆ WINĘ NA INTERNET, NIŻ WALCZYĆ O TRWAŁOŚĆ RODZIN – Michał Szułdrzyński w RZ: “Może zamiast zrzucać winę na internet, zapytajmy, co się dzieje w społeczeństwach zachodnich, na czym polega kryzys wartości, który pcha młodych w objęcia radykalnych imamów? Szefowa brytyjskiego MSW narzeka, że radykalna propaganda może dojść do komórki każdego chłopca i każdej dziewczynki. Ale czy grozić im będzie radykalizacja, jeśli otrzymają wszystko czego im trzeba od domu, szkoły, gminy czy państwa? No, ale przecież łatwiej krytykować internet, niż wychowywać dzieci, walczyć o trwałość rodzin czy prowadzić skuteczną politykę adaptacji imigrantów”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/308109923-Michal-Szuldrzynski-Winny-internet-czy-cywilizacja.html?template=restricted

— RENATA BEGER O ELICIE Z PO – mówi Elizie Olczyk w RZ: “Andrzej zawsze mówił, że będziemy demaskować tych, którzy źle się zachowywali. Jeżeli ktoś pełni urząd – posłowie, elita – to powinien dawać dobry przykład, szczególnie młodzieży, a oni jak się zachowywali? Co wyprawiali w Sejmie? Jak traktowali ludzi z obsługi? Do nas ci ludzie przychodzili i wiele rzeczy opowiadali, bo wiedzieli, że my szanujemy każdego człowieka. Najpiękniejszą elitę mieliśmy przez osiem lat rządów PO. Na taśmach słychać, jakim językiem się posługiwali, jakie to było chamstwo, jak sprzedawali Polskę”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/308109917-Renata-Beger-Slowa-Leppera-zostaly-w-glowie-Kaczynskiego.html?template=restricted

— KACZYŃSKIEMU MARZY SIĘ SUWERENNY ZAMORDYZM Z POPARCIEM USA – Radosław Sikorski w GW: “W 2004 r. Prawo i Sprawiedliwość w ostatniej chwili się przemogło i poparło wejście Polski do Unii Europejskiej, ale przecież jedna trzecia partii była przeciwko ratyfikacji traktatu lizbońskiego. W PiS jest twarda frakcja antyeuropejska, której przedstawiciele nosili na marszach baner z napisem „Konzentrationslager Europa”. Jarosław Kaczyński musi tę frakcję brać pod uwagę. Na razie wierzę, że nie ma intencji wyprowadzenia Polski z Unii. Ale jego wypowiedzi i posunięcia świadczą o tym, że wzorem jest dla niego Hiszpania z czasów dyktatury Franco czy Portugalia rządzona przez Salazara. Marzy mu się suwerenny zamordyzm z poparciem USA. A tego z członkostwem w UE pogodzić się nie da”

— CELEM ROSJI JEST ROZBICIE UE – MAJĄ MACIEREWICZA – mówi Anne Applebaum w tej samej rozmowie w GW: “Celem Rosji jest rozbicie Unii Europejskiej. Dlatego popiera skrajnie prawicowe partie: francuski Front Narodowy, brytyjski UKIP, niemiecką AfD, polski ONR. Prorosyjskość nie ma dla niej znaczenia. Ważne jest antyunijne, antyzachodnie nastawienie. We Francji nie udało jej się zdobyć wpływu na władzę. Prezydencki wyścig przegrała otwarcie wspierana przez Rosję Marine Le Pen. W Czechach przy wsparciu koncernów energetycznych udało się Rosji zainstalować jako prezydenta prorosyjskiego i antyunijnego Milosza Zemana. A gdy Rosjanie nie mają do dyspozycji partii, korzystają z takich ludzi jak Antoni Macierewicz, wokół którego, jak się okazuje, są osoby w jakiś sposób powiązane z Rosją. Macierewicz i inni politycy PiS mogą być przekonani, że są najbardziej antyrosyjskimi politykami świata. Ale robią dokładnie to, co chce Kreml. Osłabiają Polskę, niszczą jej reputację, wypychają ją z Europy, odcinają od sojuszników”.

— SIKORSKI O MACIEREWICZU: “Niektórzy uważali, że przesadziłem, nazywając pana ministra Antoniego Macierewicza „świrem”. Teraz rewiduję ten pogląd. Boję się, że możemy mieć do czynienia z o wiele gorszą sytuacją. To, że członek polskiego rządu podejmuje od tylu lat tyle działań korzystnych dla nieprzychylnego nam kraju, chyba nie może być przypadkowe”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22222986,anne-applebaum-i-radoslaw-sikorski-kaczynskiemu-marzy-sie.html

— ADRIAN ZANDBERG O DWÓCH TWARZACH JAKIEGO – pisze w SE: “Patryk Jaki korzysta z niego, by z ministerialnego fotela bezkarnie obrażać zwykłych obywateli. W telewizji Patryk Jaki domaga się, żeby Hanna Gronkiewicz-Waltz zeznawała przed komisją ds. reprywatyzacji. Słusznie! Mówi, że polityk nie powinien uchylać się od odpowiedzialności. Brawo! Szkoda tylko, że kiedy gaśnie światło kamer, pan minister sam robi dokładnie na odwrót. Jednego dnia krytykuje w mediach „sędziowską kastę nadludzi”, a następnego – sam chce stać ponad prawem. Naprawdę sądzi Pan, panie ministrze, że nikt nie zauważy tej obłudy? Rząd twierdzi, że sądy uzdrowi tylko oddanie pełni władzy nad nimi politykom. Tylko co powstrzyma wtedy Patryka Jakiego przed wpływaniem na wyrok we własnej sprawie? Już wiemy, że nie będą to ani umiar, ani przyzwoitość”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/adrian-zandberg-dwie-twarze-ministra-jakiego_1012899.html

— DOBRA ZMIANA NIEWIELE SIĘ RÓŻNI OD POPRZEDNIKÓW – Tomasz Walczak o zwolnieniu związkowca z poznańskiego VW – pisze w SE: “Ale „imposybilizm” państwa miał się skończyć wraz z dojściem PiS do władzy. Przykład z Volkswagenem pokazuje, że pod tym względem rządy „dobrej zmiany” niewiele różnią się od rządów poprzedników. Ekipa PiS nadal nie potrafi egzekwować praw chroniących obywateli, a do tego jeszcze przyjmuje przepisy, które w obywateli uderzają. Ot, taki to najbardziej prospołeczny rząd w historii III RP”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/tomasz-walczak-zycie-stao-sie-lepsze-zycie-stao-sie-weselsze_1012898.html

— STRATEGIA PRZYPADKOWEGO ROZWOJU – Ryszard Bugaj o planie Morawieckiego – pisze w GW: “Dokument pewnie powstał jako sklejona przez urzędników Ministerstwa Rozwoju składanka fragmentów dostarczonych przez poszczególne resorty. Rezultat jest fatalny. „SOR” nie może ani absorbować wyobraźni obywateli, ani stanowić punktu odniesienia dla publicznej debaty. Trudno oczekiwać, że zostanie przeczytany przez parlamentarzystów. Można nim wymachiwać z wysokich trybun, ale nie zmieni to faktu, że polska polityka gospodarcza i społeczna nadal pozbawiona jest jasnej wizji. Niestety, nie sformułowała jej również opozycja”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22220694,plan-morawieckiego-strategia-przypadkowego-rozwoju.html

— JEDYNKA FAKTU O AGENCIE TOMKU – ZDEFRAUDOWAŁ 1,4 MLN: “Wojewoda warmińsko-mazurski Artur Chojecki (43 l.) z PiS zlecił kontrolę w domach pomocy, które wraz z żoną prowadzi były poseł PiS Tomasz Kaczmarek (41 l.), szerzej znany jako „agent Tomek”. Efekt jest miażdżący! Dziesiątki zarzutów za bezzasadne szastanie pieniędzmi z publicznych dotacji! Co na to Kaczmarek? W rozmowie z Faktem wyjaśnia, że „kontrolerzy są niekompetentni”. Mówi też o „opętaniu i oszalałych postawach przedstawicieli PiS” i zawiadomieniu, jakie złożył w tej sprawie w prokuraturze i CBA”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kontrola-w-domach-pomocy-agenta-tomka-i-jego-zony/n78d26w

— JURGIEL ZABIERZE DZIECIOM MLEKO – Fakt: “Wszystko można zrozumieć, ale żeby oszczędzać na najmłodszych?! Ministerstwo rolnictwa, jak co roku, obiecywało, że w nowym roku szkolnym przeznaczy więcej pieniędzy na mleko, owoce i warzywa rozdawane uczniom w szkołach. A tymczasem i pieniędzy będzie mniej, a z programu skorzysta mniej dzieci!”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/minister-jurgiel-oszczedza-dzieci-nie-dostana-darmowego-mleka-w-szkole/p3t7fxn

— O ZMOWIE MILCZENIA WS RYNKU AGENCJI OCHRONIARSKICH – Krzysztof Wołodźko w GPC: “Ochrona wielu placów budowy, osiedli mieszkaniowych, miejsc publicznych, hal produkcyjnych itp. to czyste kpiny: schorowani, starsi pracownicy to tak naprawdę żadna ochrona. W dodatku wciąż panują w tym biznesie złodziejskie płace i dzikie warunki pracy. Od lat wokół tej branży panuje zmowa milczenia – zbyt wielu ludziom zależy, żeby nic się nie stało kurze znoszącej złote jaja”. http://gpcodziennie.pl/67314-rynekochronyczypatologicznyuklad.html

— STEFAN NIESIOŁOWSKI NA WAKACJACHhttp://www.se.pl/wiadomosci/polityka/stefan-niesiolowski-na-wakacjach-zdjecia_1012879.html

— ORGANIZATOR MARATONU, DO TYCH KTÓRZY REZYGNUJĄ Z UDZIAŁU PO WIADOMOŚCI O PATRONACIE PREZYDENTA DUDY: “Następnie przekonywał, że to nie „politycy są problemem tego kraju”: – To Wy nim jesteście – nienawidzący inności, odmiennych poglądów, innego systemu wartości, celów i potrzeb. To Wy daliście sobie wmówić, że za inność należy się wykluczenie. I przenosicie te swoje frustracje, swoje poczucie wyższości etyczno-moralnej, na wszystko wokół. Zatruwacie. I nie potraficie zawiesić tej swojej wojenki nawet na czas igrzysk”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/duda-objal-patronat-nad-maratonem-komentarz-organizatora-robi-furore-w-sieci_1012948.html

— JACEK KARNOWSKI O WYWIADZIE PAD DLA 300POLITYKI – PORTAL POZYCJONUJĄCY SIĘ POŚRODKU, POZA POLSKIM SPOREM: “Zwraca uwagę wybór medium na tak ważną wypowiedź – portal pozycjonujący się pośrodku, a może raczej poza polskim sporem. Sporo to mówi o nowej linii obozu prezydenckiego. Ton wywiadu jest adekwatny do miejsca – chęć bycia poza konfliktem, chęć łączenia, jest wyraźnie wybijana na pierwszy plan („chciałbym, aby społeczeństwo polskie nie było tak podzielone, żeby ludzie z przeciwnych stron sceny politycznej patrzyli na siebie z szacunkiem i tolerancją”)”. https://wpolityce.pl/polityka/352067-duzo-sie-zmienilo-ale-znow-wrocilismy-do-sytuacji-w-ktorej-madrzy-ludzie-bronia-porzadku-i-ladu-przed-kaczynskim-i-pis

300polityka.pl

12 sierpnia 2017

Umberto Eco ostrzegał – „Faszyzm powróci ukryty pod bardzo niewinną postacią…”

Włoski pisarz Umberto Eco,  znany między innymi z powieści pt „iImię Róży”, „Wyspa dnia poprzedniego” czy „Cmentarz w Pradze” wygłosił w 1955 roku na Uniwersytecie Columbia wykład, w którym zawarł 14 cech, wiecznego faszyzmu”. Stwierdził, że faszyzm był totalitaryzmem rozmytym, niespójnym, niejednorodnym w różnych odmianach, zaaplikowanych w różnych krajach. Wypreparowany przez niego katalog składników tej ideologii jest jednak wspólny dla wszystkich wersji.

Tekst swojego wykładu pod tytułem „Ur-Fascism” („Wieczny faszyzm”), Eco opublikował w dwutygodniku „The New York Review of Books” oraz w zbiorze esejów pt. „Pięć pism moralnych”.

Eco ostrzegł przed nawrotem faszyzmu, pisząc, że jeśli powróci, to początkowo ukryty pod bardzo niewinną postacią…

  1. Kult tradycji. Polega on na wymieszaniu – w tym i siłowo – najróżniejszych zasad, wierzeń i symboli. Pisarz przytacza tu ideologa włoskiej skrajnej prawicy Juliusza Evolę, któremu udało się połączyć Święty Graal, „Protokoły mędrców Syjonu”, alchemię i Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Skojarzyło się to komuś z nadawaniem szczególnego znaczenia rocznicy chrztu Polski, intronizacją Chrystusa Króla, powtarzaniem tezy, że to Bitwa Warszawska z 1920 r. uchroniła Europę przed kataklizmem? Z lansowaniem mitów o Powstaniu Warszawskim i żołnierzach wyklętych? Ze znakami w rodzaju Szczerbca Chrobrego, falangi, krzyża celtyckiego?
  2. Odrzucenie nowoczesności i irracjonalizm – przykładem może być niechęć do idei Oświecenia jako źródła upadku moralnego. Warto zwrócić uwagę, że z polskiego słownika politycznego powoli zaczęły znikać takie słowa, jak: „modernizacja”, „nowoczesność”, „innowacyjność”? Wzorce z Zachodu, wyznaczające dotąd standardy i cele, teraz uważane są za przejaw zagrażającej przyszłości narodu degrengolady.
  3. Kult „działania dla samego działania”. Nie musi ono być poprzedzone refleksją. Zbytnie rozważanie spraw jest wyrazem niemęskiej słabości. Kultura jest podejrzana, środowiska intelektualne traktowane z podejrzliwością. Tu kłania się uchwalanie ustaw w ciągu jednego czy dwóch dni, przygotowywanie sześciu nowelizacji w tej samej sprawie w ciągu roku oraz przyjmowanie ślubowań sędziów – niesędziów w środku nocy. Nie wspominając o ministrze kultury, zdejmującym z afisza nieobyczajne sztuki i wskazującym, które patriotyczne filmy winny być pokazywane na festiwalach.
  4. Niezgoda  uznawana jest za zdradę. Odwrotnie niż w nowoczesnych społeczeństwach, które wychwalają niezgodę jako środek poszerzenia wiedzy. Zdrajcami są ci, którzy protestują – w kraju i w Europie – przeciw demontażowi demokracji. Nawet swoi mają nie wystawiać nosa poza otrzymany „przekaz dnia”, gdzie wyłożono, co mówić i jak co intepretować.
  5. Strach przed innymi i przed odmiennością. Wszystko jasne: przyjedzie siedemdziesiąt tysięcy muzułmanów (powiedział minister Błaszczak – liczba wzięta z sufitu), przywloką choroby zakaźne i pasożyty, powstaną strefy szariatu, do których policja będzie bała się wchodzić. No i będą gwałcić nasze kobiety.
  6. Indywidualna lub społeczna frustracja. W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku wykorzystywano niezadowolenie biedniejącej klasy średniej; w dzisiejszych realiach byłaby to – jego zdaniem – warstwa drobnych bourgeois, w jaką przekształca się dawny proletariat. Komuż to przede wszystkim służy wypłacanie co miesiąc po 500 złotych na dziecko?
  7. Obsesja spisku. Najlepiej międzynarodowego, ale wróg wewnętrzny też jest konieczny. Do tego dochodzi nacjonalizm i ksenofobia. Tu nie potrzeba żadnego komentarza. Informacji o spiskach pełno w rządowej telewizji i na ustach prominentnych polityków. Najwięcej dziesiątego każdego miesiąca, w przemówieniach z kilkustopniowej drabinki i w okrzykach wielotysięcznego tłumu z pochodniami. Ale i mistrale są dobrą okazją do ujawnienia światowego spisku ponad naszymi głowami.
  8. Uznawanie wrogów jednocześnie za bardzo silnych i bardzo słabych.Wyznawcy powinni czuć się upokorzeni przez bogactwo i siłę wrogów. Jednocześnie muszą mieć przekonanie, że można ich pokonać. Cechą faszyzmu jest więc uznawanie wrogów jednocześnie za bardzo silnych i bardzo słabych. Wiadomo, Unia Europejska się rozpada; jednak jej symbolem są wszechpotężni Niemcy.
  9. Życie jest uznawane za permanentną wojnę, a pacyfizm za paktowanie z wrogiem. Powstaje wielka Obrona Terytorialna, bo trzeba będzie zmierzyć się z agresją zewnętrzną. Nawet antyunijna polityka ma wyjątek w postaci życzliwości i werbalnych zachęt do stworzenia europejskiej armii. Także na płaszczyźnie czystej polityki wewnętrznej dialog i kompromis zostały zastąpione przez narzucenie, zawsze, swojej woli. W tej walce nie bierze się jeńców.
  10. Pogarda dla słabszych, połączona z elitarnością mas (jako się rzekło, całość tej ideologii jest dość niespójna i nielogiczna). Każdy przynależy do najlepszego, wybranego narodu, ale zwolennicy władzy są jego najlepszymi członkami. Stoją tam, gdzie stali w 1981 r.; pozostali – tam, gdzie ZOMO. Obywatele gorszego sortu są spadkobiercami konfidentów gestapo, dziwek, którym golono głowy i targowiczan.
  11. Wiodąca rola bohaterstwa. Każdy obywatel powinien być gotowy, by zostać bohaterem. Młodym Polakom tę ideę udało się zaszczepić. Ilu z nich, pod wpływem „Kamieni na szaniec”, „Miasta 44”, ładnych piosenek o pannach wyklętych, chciałoby, żeby o 4.30 ktoś załomotał do drzwi?
  12. Kult machismo. Chodzi nie tylko o pogardę wobec kobiet, ale też o nietolerowanie odmiennych zachowań seksualnych. To pierwsze jest u nas maskowane – nie te czasy, aby wprost wracać do akceptacji męskiej dominacji; ale przecież zażarcie zwalczano próby wyrównywania statusu kobiet i mężczyzn. Nadano im nawet rangę ideologii (genderyzmu). Mamy do czynienia z promocją tradycyjnego modelu wielodzietnej rodziny i dyskretnym wypychaniem kobiet z rynku pracy. W sprawach środowisk LGBT działa się, na ich niekorzyść, z podniesioną przyłbicą.
  13. Wybiórczy populizm. Prawa jednostek nie są istotne, ważny jest głos Ludu, wyrażający wspólną wolę. Wolę tę definiuje Przywódca. System parlamentarny uznaje się za przegniły. W Polsce nie kwestionuje się roli Sejmu i Senatu – wręcz odwrotnie; na Wiejskiej partia rządząca ma większość, z której skwapliwie korzysta. Na dziś formą ataku na ustrój demokratyczny jest bitwa o Trybunał Konstytucyjny. Oczywiście odwołania do woli „suwerena” są tu na porządku dziennym.
  14. Posługiwanie się nowomową. U nas przykładów tego aż nadto. W katastrofie lotniczej w Smoleńsku politycy i sympatycy PiS polegli, nie zginęli. Odkręcanie reform jest „dobrą zmianą”. Sprzeciwiający się podważaniu mechanizmów demokracji – to komuniści i złodzieje, lewacy.

Źródło: „Fakty i Mity” nr 47/2016.

http://thefad.pl/aktualnosci/umberto-eco-ostrzegal-faszyzm-powroci-ukryty-pod-bardzo-niewinna-postacia/?utm_content=buffera150f&utm_medium=social&utm_source=twitter.com&utm_campaign=buffer

Reforma edukacji według PiS: Jakiego człowieka wychowa szkoła Anny Zalewskiej?

autor: Karolina Nowakowska, 12.08.2017

Anna Zalewska

Anna Zalewskaźródło: PAP
autor zdjęcia: Jacek Turczyk

Szkoła nie tylko uczy, ale i wychowuje. To jak wychowuje, zależy od Ministra Edukacji Narodowej i tego, jakich ekspertów wybierze on do konstruowania podstawy programowej. Młodych obywateli władza kształtuje więc na swój obraz i podobieństwo. Jaki będzie człowiek wychowany przez Prawo i Sprawiedliwość?

Podstawa programowa to najważniejszy dokument ministerstwa edukacji, który przedstawia filozofię, jaką rządzący kierują się myśląc o uczniu, szkole i systemie edukacji. Precyzuje to, co uczeń po zakończeniu danego etapu edukacji powinien wiedzieć i rozumieć.

– W podstawie programowej możemy odkryć, jaki paradygmat edukacji przyjmują jej autorzy: czy bliżej jest im do wizji dziecka jako podmiotu, który może samodzielnie inicjować działania, czy też raczej powinno się ono podporządkowywać. W nowej podstawie programowej te kwestie są ze sobą wymieszane, ale raczej kładzie się nacisk na centralną rolę nauczyciela i jednostronną komunikację. Tendencją dominującą jest także nacisk na etykę chrześcijańską, konserwatyzm i podejście do tradycji – mówi dr Marta Majorczyk, doradca rodzinny, pedagog z Uniwersytetu SWPS w Poznaniu.

Podstawy programowe przygotowane pod kątem reformy edukacji od początku były krytykowane. Przede wszystkim, jak wiele dokumentów powstałych w tej kadencji, były tworzone w olbrzymim pośpiechu. Stąd, jak zaznaczają eksperci, pełno w nich technicznych niedoróbek, błędów merytorycznych, powtórzeń, braku logicznego układu, które wprowadzają do szkół chaos. Zdaniem wielu ekspertów PAN oceniających podstawy kolejnych przedmiotów, proponują one przestarzałe treści kształcenia. Prof. dr hab. Dorota Klus-Stańska, przewodnicząca Zespołu Dydaktyki przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN w uwagach do Podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej pisze wręcz: „Nie wydaje się, by Autorzy projektu znali zasady konstruowania programów, a tym bardziej, by mieli świadomość istniejących na świecie podejść do konceptualizacji formy, struktury i treści takich dokumentów. W efekcie otrzymaliśmy wytwór niskiej jakości”, a Rada Języka Polskiego przy PAN napisała: „Obecna wersja programu nie może być bowiem nazywana podstawą programową i powinna zostać gruntownie zmieniona”.

W pospiesznym tworzeniu podstaw programowych nie umknęła jednak warstwa ideologiczna. Kogo wychowa szkoła Anny Zalewskiej?

Bierność

Nowe podstawy programowe promują postawy bierne. Brak jest w nich miejsca na dyskusję i debatę. Zdaniem ekspertki PAN, cały dokument prezentuje wizję wychowania młodego człowieka, który nie dyskutuje, nie zajmuje własnego stanowiska, nie stawia oporu. – Dziecko postrzegane jest przedmiotowo, jako „człowiek do zrobienia”, a nie jako partner, aktywny uczestnik interakcji, interpretujący sytuację społeczną, rekonstruujący swoją wiedzę, swój obraz świata i siebie w świecie – czytamy w opinii PAN dotyczącej Projektu podstawy programowej wychowania przedszkolnego dla przedszkoli i innych form wychowania przedszkolnego.

Podobny zarzut został sformułowany w odniesieniu do edukacji wczesnoszkolnej: „W sformułowaniu celów edukacji dziecko traktowane jest przedmiotowo, jako osoba z deficytami, niezdolna do wykonywania czynności złożonych”.

– Na pewno podstawa programowa nie jest jedynym czynnikiem, który determinuje wychowanie dziecka i to jak zostanie ukształtowane. Realizacja nowej podstawy programowej sprawi, że dziecko zdobędzie dużą wiedzę, pytanie tylko, czy będzie potrafiło ją wykorzystać. Na pewno będzie też bardziej uległe i podporządkowane. Problemem tak ukształtowanych młodych ludzi będzie brak otwartości – chęci i umiejętności do wyrażania swojego zdania. Co nie oznacza, że już teraz tak nie jest. Ludzie, którzy rozpoczynają studia, dopiero uczą się dyskutować, ponieważ do tej pory byli uczeni schematycznego myślenia, które pozwoli im dopasować się do klucza odpowiedzi na egzaminie – mówi dr Marta Majerczyk. I dodaje: „Szkoła nie tylko dostarcza wiedzy, ale także uczy pewnych zachowań. Uczeń musi wiedzieć, kiedy może zabrać głos i dyskutować, a kiedy nie. Nowa podstawa programowa może sprawić, że częściej będzie dla świętego spokoju milczał. Ucząc dzieci twardego zbioru wartości bez przedstawiania tego miękkiego, jak życzliwość czy tolerancja, powodujemy, że będą one mało odważne w życiu społecznym”.

Jak wylicza prof. Klus-Stańska: „W Podstawie słowo szacunek pojawia się 51 razy zazwyczaj w odniesieniu do okazywania szacunku innym, tradycji, symbolom, dobrom materialnym i przyrodzie itd., ale odwaga już tylko 2 razy, sprzeciw ani razu, określenie nie zgadza się z opiniami 4 razy, a opór dotyczy wyłącznie oporu wody i przewodnika. O doświadczaniu i odkrywaniu własnej wolności mowa jest wyłącznie w celach etyki (tu wątki wolnościowe są mocno podkreślone; dziękuję za to Autorom projektu tego przedmiotu). Dzieci uczą się pisania przeproszenia, ale już nie zażalenia. Jest zatem jasne, jak moralnie ma być ukształtowany absolwent szkoły podstawowej”.

Jedna wizja świata

Zdaniem ekspertów, podstawy programowe zaprezentowane dotąd przez MEN wyraźnie narzucają jedyną słuszną interpretację świata. W odniesieniu do zasad kształcenia na wszystkich etapach pojawiają się te same zarzuty: brak zgody na różnorodność rozumienia, dyskusję o wartościach i możliwość dokonywania wyborów. W szkole po reformie edukacji uczeń ma być „ukierunkowany na wartości”, „skłaniany do podejmowania odpowiednich wyborów i decyzji”, ma „poznawać wartości”. – „Na przykład kształtowanie poczucia dumy z piękna ojczystej przyrody….itd. – stanowi wymóg bezwarunkowy. Wymaga się „kształtowania pozytywnych – emocjonalnych i duchowych – więzi z najbliższym otoczeniem itd.”. Czy postawy krytyczne, sprzeciw wobec tego, czego nie akceptujemy, jest dopuszczalny? Gdzie jest miejsce na wyrażanie własnych wartości, ocen i preferencji? Dlaczego narzucać idylliczne wizje zamiast dawać szansę rozwijania zdolności do refleksji, debaty, tolerancji wobec różnic? Dlaczego zamiast dawania narzędzi budowania osobiście ważnych postaw i indywidualnych systemów wartości, wymuszać gotowe rozwiązania? Jeśli Autorzy Podstawy coś cenią, musi to bez żadnych wątpliwości i kontrowersji cenić uczeń. To orientacja wychowawcza znana nam już bardzo dobrze z uprzedniej formacji ustrojowej. Nie czas do niej powracać” – czytamy w ocenie prof. Doroty Klus-Stańskiej.

Katolicką wizję świata, forsowaną w nowych podstawach programowych widać zwłaszcza na przykładzie zajęć z Wychowania do życia w rodzinie. Zdaniem edukatorów seksualnych z grupy Ponton podstawa do nich „wygląda jak szkolenie ideologiczne”. – Nie daje ona żadnej przestrzeni do różnorodności i przedstawia tylko jeden – katolicki – światopogląd. Świadczą o tym konkretne zapisy w podstawie. Na przykład po kursie uczeń powinien umieć „przedstawić argumenty za rozpoczęciem inicjacji seksualnej w małżeństwie”. Tak sformułowane wnioski wykluczają poważną grupę dzieci i młodzież, bo nie wszyscy heteroseksualni przecież zawrą związek małżeński, a osoby nieheteroseksualne w Polsce w ogóle nie mogą w ten sposób się wiązać. Seks dla tych osób jest prezentowany jako coś niewłaściwego – mówi Aleksandra Józefowska – koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.

Z analizy Pontonu wynika, że w całej podstawie programowej słowo „rodzina” pojawia się 173 razy, a seks zaledwie dwa i to w negatywnym kontekście.

Tymczasem z obserwacji Pontonu wynika, że podczas zajęć z Wychowania do życia w rodzinie chcieliby oni móc swobodnie rozmawiać. Zdaniem edukatorów tak sztywna podstawa programowa nie daje na to szans i zniechęci to młodzież do uczestnictwa w tych zajęciach. – Przy tak skonstruowanej podstawie programowej nie będzie dużą stratą, ale pojawia się pytanie: co dalej? Bo problemy młodzieży nie znikną, a jeśli nie będą mieli dostępu do rzetelnej wiedzy w szkole, będą jej szukać w Internecie. Informacje, na które tam trafią, nie zawsze są kompletne – podsumowuje Aleksandra Józefowska.

Zdaniem dr Marty Majerczyk, każda grupa społeczna (również naród czy rodzina) ma swoje wartości, którymi się kieruje i które pielęgnuje. Jednak zamykanie się na inne wartości, podkreślanie, że nasze są te najlepsze, powoduje powstawanie konfliktów i napięć, a proszę zauważyć, jak już teraz szybko tracimy tolerancję.

To, jak jest zbudowana jest podstawa programowa budzi również niepokój ze względu na nauczycieli. Powinna być spójna, dobrze ułożona, doprecyzowana – tak, aby nauczyciel mógł się na niej oprzeć w codziennej pracy. Te raczej wprowadzają chaos i duże możliwości interpretacji. Nauczyciele, którzy wciąż są niepewni swoich etatów mogą chcieć realizować ją w sposób bardziej „bezpieczny”.

 

http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1064116,reforma-edukacji-podstawa-programowa-idelologia.html?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter

Prawda, Kaczyński chce mieć na pasku wszystko- czego nie ma w realu, ma na pasku w TVP info.

Pilot, który ODMÓWIŁ Lechowi Kaczyńskiemu lądowania w Gruzji: Było niebezpiecznie, ale prezydent ROZKAZAŁ lot do Tbilisi

29.03.2011

W rękach pilota wojskowego, który w sierpniu 2008 roku siedział za sterami Tu-154M leżał los nie tylko prezydentów Polski, Litwy, Estonii i Ukrainy, ale i pozostałych członków załogi oraz pasażerów. Mjr Grzegorz  Pietruczuk odmówił wykonania rozkazu Lecha Kaczyńskiego, aby lądować w ogarniętej walkami Gruzji. Pilot wojskowy wie, że miał rację. Dbał tylko o bezpieczeństwo osób na pokładzie, a mimo to został nazwany TCHÓRZEM, który przynosi wstyd Polsce.

Mjr Grzegorz  Pietruczuk wraca pamięcią do wydarzeń z sierpnia 2008 roku kiedy na pokładzie prezydenckie tupolewa doszło do konfliktu między nim, a prezydentem Lechem Kaczyńskim. Pilot wojskowy dla „Gazety Wyborczej” dokładnie odtwarza całą sekwencję zdarzeń.

Dowódca załogi siedział za sterami Tu-154M, który z prezydentami Polski, Litwy, Ukrainy i Estonii leciał podczas wojny w Osetii Południowej do Gruzji. Lech Kaczyński chciał wesprzeć prezydenta Michaiła Saakaszwilego.
Zgodnie z planem samolot miał lądować w Gandżi w Azerbejdżanie. Chociaż w Gruzji trwał konflikt zbrojny to prezydent zdecydował, by lądować właśnie w Tbilisi.

Przeczytaj koniecznie: Kpt. Protasiuk też nie chciał lądować tupolewem w Gruzji

– Lot był niebezpieczny. Nie mieliśmy zgody dyplomatycznej na lot do Gruzji, nie mieliśmy informacji o sytuacji pogodowej na lotnisku, o jego stanie, o systemach nawigacyjnych. Nie wiedziałem, czy będę miał jakąkolwiek łączność radiową. I wreszcie nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe – tłumaczy mjr Pietruczuk, który nawet z perspektywy czasu wie, że zrobił dobrze odmawiając wykonania rozkazu.

Pilot wyjaśnia, że Tu-154  nie ma systemów, które umożliwiałyby ostrzeganie o namierzeniu przez radar. Na samoloty bojowe załoga więc była ślepa i w każdej chwili mogło dojść do zderzenia.

Dowódca Tu-154M wspomina, że wtedy nikt nie chciał słuchać jego argumentów, cały czas naciskano na niego, by lądował.  – Była tylko argumentacja polityczna, że musimy wylądować przed prezydentem Sarkozym – mówi Pietruczuk.

Chociaż po swojej stronie miał resztę załogi, także drugiego pilota kpt. Arkadiusza Protasiuka, a nawet dowódcę 36. Specpułku to prezydent Kaczyński wszedł do kokpitu i wydał rozkaz pilotowi.

– Wtedy padło pytanie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odpowiedziałem: „Tak, wiem, panie prezydencie”. Na co prezydent: „W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi”. Pan prezydent odwrócił się i wyszedł – opowiada major.

Odmowa wykonania rozkazu pociągnęła za sobą dalsze konsekwencje. Dwa tygodnie później poseł PiS Karol Karski złożył doniesienie do prokuratury, a pilot wojskowy usłyszał ostre słowa krytyki. Zarzucono mu, że jest TCHÓRZEM i przynosi WSTYD Polsce.

– To zabolało najbardziej. Starałem się wykonywać jak najlepiej moją pracę i zapewnić bezpieczeństwo pasażerom – tłumaczy.

http://www.se.pl/wiadomosci/polska/pilot-ktory-odmowil-lechowi-kaczynskiemu-ladowania-w-gruzji-bylo-niebezpiecznie-ale-prezydent-rozkaz_177965.html

Były szef MZS Radosław Sikorski skomentował wczorajsze wypowiedzi prorządowych dziennikarzy, że Lech Kaczyński zatrzymał wojska rosyjskie w Gruzji.

Duda ma dość Dudy

11.08.2017
piątek

Podpisuję się pod tym, co powiedział Tomasz Lis w Radiu TOK FM: to, czego jesteśmy świadkami, to zbrodnia na interesie narodowym. Kilka dowodów.

Konflikt Duda – Macierewicz (a do pewnego stopnia prezydent – premier – prezes) to fatalny sygnał. Siły zbrojne to jeden z filarów państwa, zwłaszcza położonego między Rosją a Niemcami.

Tymczasem nasza obronność jest ośmieszana przed całym światem. Groteskowy przetarg na śmigłowce. Ubytek 36 generałów i setek starszych stopniem oficerów. Zamiast modernizacji – nowy rodzaj wojsk. Narastające napięcie BBN – MON. Wyraźne różnice dotyczące polityki obronnej.

No i wreszcie otwarty konflikt z prezydentem, zwierzchnikiem sił zbrojnych, o generała Kraszewskiego oraz o 46 generałów (i inne tradycyjne awanse 15 sierpnia).

Jeżeli to jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO, to ja za takie wzmocnienie dziękuję. Jak powiedział jeden z emerytowanych generałów w telewizji (oczywiście nie tej publicznej), ten konflikt stawia pod znakiem zapytania zdolność sił zbrojnych, ich dowództwa oraz prezydenta RP do wykonywania swoich obowiązków. Jest to także kompromitacja na skalę NATO.

Konflikt Duda – Macierewicz – Szydło – Kaczyński jest związany z próbą emancypacji prezydenta RP. Duda ma dość Dudy z pierwszych dwóch lat kadencji. Nie chce być tylko notariuszem, który dzień i noc podpisuje, co mu PiS podsunie. Moim zdaniem nie dlatego, że mu ten proceder nie odpowiada (gdyby tak było, toby takiej roli nie grał), tylko dlatego, iż samodzielny prezydent ma większe szanse reelekcji niż notariusz.

Jakie są prawdziwe intencje prezydenta, przekonamy się po jego projektach reformy wymiaru sprawiedliwości.

Prezydent ma także poważną rolę do odegrania w polityce zagranicznej. Wspólnie z rządem doprowadził do izolacji naszego kraju w skali 1:27. Dobra zmiana, a przynajmniej niektóre jej aspekty, takie jak rozprawa z Trybunałem Konstytucyjnym, zamach na Sąd Najwyższy, pacyfikacja KRS i mediów publicznych, atak na organizacje pozarządowe, zapowiadana rozprawa z mediami prywatnymi, powodują alarm w krajach demokratycznych. Rezultat: Bruksela, Komisja Wenecka, ważni politycy w USA, nieliczone międzynarodowe gremia prawnicze i potężne media – wszyscy pokazują nam żółtą kartkę. Najważniejsze kraje Unii – Niemcy i Francja – z trudem ukrywają swój niepokój o miejsce Polski w Unii.

Tymczasem obóz władzy w Polsce co raz bardziej zaostrza kurs antyniemiecki (Tusk agentem Merkel, kandydatem niemieckim itd.), aż po stadion Legii – całkowicie bez sensu, bo Niemcy to nasz największy partner gospodarczy, ważny sojusznik w Unii Europejskiej, sąsiad po wsze czasy. Zamiast przemówić w duchu pojednania i współpracy, ratowania pozycji Polski w świecie, prezydent milczy lub upaja się perspektywą Trójmorza jako alternatywy dla Unii czy przynajmniej dla Niemiec.

Korzystne aspekty „dobrej zmiany”, przede wszystkim w dziedzinie polityki socjalnej i podatkowej, oraz pomyślna koniunktura gospodarcza, w niczym nie usprawiedliwiają spustoszenia w innych dziedzinach.

passent.blog.polityka.pl

12 SIERPNIA 2017

Tylko co 14. wyborca PiS zauważył, że w lipcowych protestach chodziło o wolne sądy. Sondaż OKO.press

https://oko.press/14-wyborca-pis-zauwazyl-ze-lipcowych-protestach-chodzilo-o-wolne-sady-sondaz-oko-press/

DOKĄD PŁYNIEMY?

, 2017-08-12

Pętam się po europejskim świecie i skręca mnie ze wstydu.

Rodacy – od tych wystających z butelką piwa przed tzw. polskimi kościołami w Paryżu i gdzie indziej, po dygnitarzy państwowych i ich klakierów, zmieniających Polskę w zaścianek Europy –  wszyscy oni i wielu innych, są niczym innym jak V kolumną rozkładającą kraj ojczysty na cztery łopatki.

Boże! Chroń nas od bratobójców!

*

Polityk nie jest istotą nieomylną. Nawet największe głupstwa można „odpokutować”. Natomiast niszczenie 100-letnich drzew jest zbrodnią nieodwracalną. Kto tego nie pojmuje – stracił rozum.

Albo jest na usługach wroga.

*

Zniknęło słowo „półinteligent”. Inteligencja wymiera. Zaś półinteligenci zmienili szyld i mają się całkiem dobrze.

Skryli się, zasiadając w fotelach ministrów, biznesmenów, dyrektorów, prezesów, cwaniaków, klakierów itp. Są górą.

Polska zaś płynie dołem.

 

studioopinii.pl

Klątwa Ogórek, czyli gdzie ta lewica?

12.08.2017
sobota

Polska kulturowo jest zaściankowo prawicowa, więc powinna nią rządzić demokratyczna lewica. Wtedy byłaby jakaś równowaga między obu siłami, a to zapewniałoby sterowność państwu. Tak ponoć sądził Jerzy Giedroyc, wybitny patriota i państwowiec.

Tylko że dziś rządzi PiS, a demokratyczna lewica jest beznadziejnie rozczłonkowana i to na własne życzenie. Kwaśniewski i Miller się zestarzeli, i chyba pogodzili się już z rolą politycznych emerytów. Podobnie jak Celiński (,,emerytowany demokrata”) czy Borowski lub Bugaj. Nowacka, Zandberg, Lempart raczej nie dadzą rady wcielić się w Corbyna czy Sandersa.

To zresztą ciekawe, że w USA i Wielkiej Brytanii młody lewicowy elektorat słucha chętniej starszych niż młodszych liderów. A we Francji przesuwa się ku liberalnemu centrum Macrona. Czyżby średnie pokolenie działaczy lewicowych było w kryzysie nie tylko w Polsce?

Zdemokratyzowana lewica po 1989 r. miała wielkie momenty: dwie kadencje Kwaśniewskiego, wejście do Unii za premiera Millera, nowe pokolenie Krytyki Politycznej. W ostatnich latach były powody do optymizmu w sprawie sukcesji. Obiecująco rozwijał się  Olejniczak,  także Tomasz Kalita, niestety przedwcześnie zmarły. Podobny potencjał zauważano w Barbarze Nowackiej, która jednak uległa chyba zbytniej lewicowej radykalizacji, więc znalazła się na obrzeżu polityki, podobnie jak Razem.

Radykalizacja jest wynikiem układu sił politycznych. Dominuje narodowo-katolicko-populistyczna formacja Kaczyńskiego. Część lewicy ma z nią kłopot w innym sensie niż liberalne centrum Schetyny i Petru. Socjalna retoryka pisowska odebrała lewicy część amunicji. Wrogiem PiS-u jest PO, wrogiem lewicy PoPis, ale z akcentem na PO, więc jak tu atakować PiS? Przecież PiS jest wrogiem PO, czyli antyplatformianej i antyNowoczesnej lewicy bliżej do PiS niż do liberalnego centrum.

Wniosek: lewica nie odegra istotnej roli w zmaganiu się z obecnym obozem rządzącym. Stara nie może się pozbierać  po kandydatce Ogórek. To niesamowite, że Miller ją promował na zgubę własnej formacji. Po raz drugi, po akcesie do Leppera, zawiódł go instynkt polityczny. Postawił na populizm w lewicowej oprawie. To w Polsce XXI w. nie działa. Na populizm monopol ma prawica. Wyczuła to Ogórek, dziś gwiazda mediów pisowskich. Efekt Ogórek zadziałał jak klątwa: z taką lewicą nie ma co robić polityki.

Młoda lewica natomiast wybrała splenid isolation na trzyprocentowym marginesie. To znaczy, że lewica do samodzielnej władzy w państwie w przewidywalnej przyszłości nie dojdzie. Ani ta czerwono-zielona, ani ta eseldowska. Polska ma przechył prawicowo-narodowy, jeśli nie nacjonalistyczny.

To oznacza, że straciła, i to może na długo, stabilność w sensie  względnej równowagi instytucji państwowych i sił politycznych. To zaś skazuje nas na izolację w Europie i głęboki konflikt wewnętrzny. Bo nawet jeśli lewica zniknie całkiem ze sceny politycznej, to nie zniknie część społeczeństwa odnajdująca się w etosie lewicowym.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Caracas w Warszawie?

11.08.2017
piątek

Niszczenie demokracji wenezuelskiej pod rządami rewolucyjnej lewicy prezydenta Maduro śledzimy z zapartym tchem w Polsce. Nic dziwnego, bo widać też podobieństwa z sytuacją polityczną w naszym kraju. Pisali o tym w POLITYCE Artur Domosławski i Daniel Passent. Ale wydarzenia w Caracas dalej inspirują.

Po pierwsze, jako przykład, że socjalizm łatwo przepoczwarza się w dyktaturę, ilekroć zaczyna mieć kłopoty gospodarcze wynikające z ignorowania zasad ekonomii, a ludzie zaczynają się domagać oddania władzy w ręce przywódców bardziej kompetentnych.

Po drugie, jako przykład, że demokrację niszczy się wszędzie podobnymi metodami, to znaczy likwidując trójpodział władzy i podporządkowując państwo nie prawu, lecz jednostce uznanej arbitralnie za politycznego mesjasza.

Czy w Polsce może dojść do scenariusza wenezuelskiego? Czyli do sfałszowania wyborów, aresztowania w środku nocy liderów opozycji, zainstalowania konstytuanty złożonej wyłącznie z deputowanych popierających plany obozu rządzącego, aby uchwalić nową konstytucję pozwalającą mesjaszowi rządzić w nieskończoność.

Czy może u nas dojść do kampanii propagandowej przeciwko Unii Europejskiej i innym państwom zachodnim pod hasłem, że spiskują przeciwko rewolucji ludowej? To wszystko dzieje się dziś w Wenezueli. Od kwietnia ponad 70 ofiar śmiertelnych po stronie antyrządowej, 5000 zatrzymanych, ponad tysiąc wciąż siedzi. U nas nie przekroczono jeszcze punktu granicznego: państwo nie użyło jawnej i zmasowanej przemocy przeciwko protestom obywatelskim, opozycja nie wezwała do majdanu ani szturmu koszar. To ogromna różnica. Na szczęście.

A jednak są niepokojące analogie. Obecna władza i jej propaganda starają się osłabić opozycję pełzającymi szykanami policyjnymi i atakami w mediach. Zwraca się przeciwko Unii Europejskiej, gra kartą antyniemiecką, kpi z Brukseli, demonizuje i prowokuje liderów Unii nawołujących do przywrócenia praworządności.

Podobnie reżim Maduro: gra kartą antyamerykańską i antyzachodnią (UE, Wlk. Brytania). Przemilcza krytykę ze strony innych państw latynoskich w taki sposób, w jaki pisowska Warszawa przemilcza krytykę jej poczynań ze strony amerykańskiego Departamentu Stanu, zbieżną z krytyką Komisji Europejskiej. W obu przypadkach efekt jest podobny: postępująca izolacja międzynarodowa. Ale jest też efekt wewnętrzny: wzrost poparcia dla PiS w Polsce i dla chavistów w Wenezueli. I to on decyduje o dalszym rozwoju wydarzeń politycznych. Władza czująca masowe poparcie nie będzie się cofać.

Mamy dziś globalną dyskusję, na jakim etapie znajduje się nasz świat, ten zachodni, do jakiego aspirowaliśmy w PRL i po 1989 r. Czy to już lata trzydzieste, czy może „dopiero” dwudzieste: Hitler czy Mussolini? Kiedy i gdzie wybuchnie wojna światowa? Bo przecież ona wisi w powietrzu tak samo, jak po długiej epoce liberalnej demokracji i globalnej gospodarki wiszą w powietrzu autorytaryzm i etatyzm w gospodarce.

Tak się nie musi stać, oczywiście. Historia nie jest wynikiem spisków, nie powtarza się mechanicznie i w szczegółach, chyba że jako farsa. Tu nie chodzi o biadolenie, zarażanie depresją. Chodzi o odwagę niezależnego myślenia. Takiego, co nie ulega ani propagandzie sukcesu, ani propagandzie klęski. Bo tylko ono może nas jakoś przygotować na złe scenariusze typu wenezuelskiego. Jak mówi prof. Timothy Snyder: Wierzmy w prawdę, a nie w czyjąkolwiek propagandę, postprawdę, fake-newsy.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Ile Bartłomiej Misiewicz kosztował polskich podatników? Te sumy przyprawiają o zawrót głowy

Zdążyliście już zapomnieć o Bartłomiej Misiewiczu, najpotężniejszym rzeczniku prasowym w Polsce? Błąd. Poseł .Nowoczesnej Krzysztof Truskolaski po kilku miesiącach czekania doczekał się odpowiedzi na złożoną wcześniej interpelację. Czarno na białym widać w niej, ile polskiego podatnika kosztowała polityczna działalność ulubieńca szefa MON Antoniego Macierewicza.

Chociaż były rzecznik prasowy MON i były szef gabinetu politycznego ministra Macierewicza z politycznego firmamentu zniknął już dobre kilka miesięcy temu, wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Postać niezwykle barwnego młodego działacza i byłego pracownika apteki tym razem wróciła przy okazji odpowiedzi na złożoną przed czterema miesiącami interpelację posła .Nowoczesnej Krzysztofa Truskolaskiego. Polityk chciał się dowiedzieć od MON, ile z pieniędzy podatników wydano na służbowe podróże Misiewicza. Kwoty przyprawiają o zawrót głowy.

Z dokumentu dowiadujemy się, że Misiewiczowi „przysługiwał pojazd służbowy do wyłącznej i pełnej dyspozycji i bez ograniczenia limitu kilometrów”. Ograniczeń rzeczywiście nie było, bo młody działacz przez rok ministerialną limuzyną pokonał zawrotną odległość przeszło 95 tys. km, co budżet państwa kosztowało ponad 57,5 tys. zł. To niemal 5 tys. zł miesięcznie wydawanych na samo paliwo. W swojej odpowiedzi MON zapewnia jednak, że samochód, który przysługiwał Misiewiczowi „nie generował żadnych kosztów poza zużyciem paliwa”.

Wiele osób oburzało się, że współpracownik ministra Macierewicza służbowym autem jeździł m.in. do białostockiego klubu, co okazało się początkiem końca jego kariery. W MON jednak i na to znaleźli wytłumaczenie. W piśmie od wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego czytamy przecież, że samochód był „do pełnej dyspozycji” młodego działacza.

O Misiewiczu zrobiło się głośno właśnie z powodu całej palety nadzwyczajnych przywilejów, jakimi obdarzył go szef MON. Młodemu politykowi PiS-u (dziś już poza partią) salutowali generałowie, w imieniu swojego pryncypała rozstawiał wszystkich w polskiej armii po kątach, a nawet otrzymał od ministra Macierewicza Złoty Medal „Za Zasługi dla Obronności Kraju”. Odznaczenie zawdzięcza dekomunizacji Wojska Polskiego, budowaniu pozytywnego wizerunku szefa MON w społeczeństwie oraz koleżeńskości i życzliwości.

To także dla niego Polska Grupa Zbrojeniowa zmieniła swój statut, bo w przeciwnym razie nie mógłby zasiadać w radzie nadzorczej spółki. Do PGZ jednak wrócił po niespełna roku. Tym razem miał być pełnomocnikiem zarządu ds. komunikacji. Media informowały, że wynagrodzenie z tego tytułu sięgało 50 tys. zł miesięcznie. PGZ co prawda zaprzeczało tym doniesieniom, ale nigdy ich nie zweryfikowało. Zweryfikowano natomiast, i to negatywnie, samego Misiewicza, którego specjalna partyjna komisja odesłała na polityczną emeryturę w wieku zaledwie 27 lat.

Źródło: SE.plTVN24.pl

Czytaj także: Sąd karał grzywnami prezydent Warszawy, płacili podatnicy. W sumie 151 tys. zł

newsweek.pl

Tajna wizyta sędziów TK u prezesa PiS

Newsweek PolskaMichał Krzymowski, 13.08.2017

© PAP/Radek Pietruszka

 

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński w 2016 r. gościli w głównej siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej – ustalił „Newsweek”. W tym czasie Trybunałem kierował jeszcze Andrzej Rzepliński, ale Przyłębska była już dopuszczona do orzekania.

Muszyński uzyskał ten status już po wizycie w PiS, w grudniu 2016 roku. U kogo byli Przyłębska z Muszyńskim – u Jarosława Kaczyńskiego czy u innego polityka PiS? Zespół Prasy i Informacji TK nie odpowiedział na pytania „Newsweeka”. – Choćbym chciała, to nie mam panu czego wysłać. Nie przekazano mi żadnych informacji w tej sprawie – mówi nam pracownica Trybunału odpowiedzialna za kontakty z mediami. Sędzia Muszyński, którego chcieliśmy spytać o tę wizytę, rzuca słuchawką: – Proszę do mnie nie dzwonić.

Z naszych ustaleń wynika, że sędziowie wchodzili do biura partii nie głównym wejściem a tylnymi drzwiami znajdującymi się w głębi podwórka. Tymi samymi, z których każdego ranka korzysta prezes PiS.

  • Sędziowie TK nie tylko gościli w biurze partii rządzącej, ale też przyjmowali jej polityków w gmachu swojego urzędu.

Sędziowie TK nie tylko gościli w biurze partii rządzącej, ale też przyjmowali jej polityków w gmachu swojego urzędu. Jak podaje portal oko.press, minister-koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy był w Trybunale trzykrotnie. Służby prasowe TK podają, że jedna z tych wizyt miała charakter kurtuazyjny i jej celem było złożenie gratulacji Przyłębskiej w związku z objęciem przez nią funkcji prezesa (sędziowie złożą później rewizytę w Kancelarii Premiera). W tym czasie Trybunał badał sprawy ważne dla Kamińskiego: ustawę antyterrorystyczną i zasady kontroli operacyjnej stosowanej przez służby. W przypadku obu postępowań prezes Przyłębska zmieniała skład sędziowski a sprawozdawcą zostawał Mariusz Muszyński.

– Wśród urzędników powszechną wiedzą jest to, że w trakcie jednej z wizyt Kamińskiego do sekretariatu sędziego Muszyńskiego przyniesiono teczkę personalną pracownicy biura Trybunału Iwony Łączewskiej – mówi „Newsweekowi” rozmówca z TK, który jest gotowy potwierdzić tę relację przed sądem (Trybunał nie odpowiedział na nasze pytanie w tej sprawie). Łączewska prywatnie jest żoną sędziego, który w marcu 2015 r. skazał Kamińskiego na trzy lata więzienia za przekroczenie uprawnień przy operacji CBA związanej z aferą gruntową. W biurze TK pracuje do dziś. Jak zaznaczają nasi rozmówcy, po wizycie Kamińskiego nie spotkały jej żadne nieprzyjemności.

Wizyty polityków PiS w gmachu Trybunału to od kilku miesięcy norma. Mówi sędzia w stanie spoczynku Stanisław Biernat, do 27 czerwca wiceszef TK: – Widziałem w budynku Trybunału w pierwszym półroczu 2017 r. posła Arkadiusza Mularczyka, a także wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła odwiedzających pokoje, które zajmują Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński.

Więcej o politycznych uwikłaniach sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zagadkowych spotkaniach i zatrudnianiu w TK osób powiązanych z PiS przeczytacie w najnowszym „Newsweeku” – w poniedziałek w kioskach, a już w niedzielę wieczorem na Newsweek Plus.

msn.pl

Kukiz przypomina słowa Kurskiego o szefie MON

Rzeczpospolitap.mal, 12.08.2017

© Fotorzepa, Jerzy DudekPaweł Kukiz na swoim profilu na Facebooku opublikował wywiad z Jackiem Kurskim. Obecny szef TVP mówił wówczas o Antonim Macierewiczu i katastrofie smoleńskiejWywiad odbył się trzy lata temu w programie „Gość poranka” w TVP Info. Jacek Kurski mówił o teoriach związanych z katastrofą smoleńską. – Macierewicz szkodzi sprawie – powiedział obecny prezes TVP.- Jarosław Kaczyński jest uzależniony od Macierewicza – dopytała prowadząca program Kamila Biedrzycka-Osica. – Psychologicznie wydaje mi się, że tak. Jako najbardziej radykalny, stawiający tezy najdalej idące, w ten sposób można wytłumaczyć wszystko. Sam Macierewicz w to nie wierzy. Jeżeli mówi, że był wybuch u góry, a potem trzy osoby przeżyły i potem je dobijano, to znaczy, że to jest tworzenie uzależnienia, kościoła smoleńskiego – odpowiedział Kurski.”Takie tam … Raptem trzy lata temu…Pan Kurski o uzależnieniu Pana Kaczyńskiego od Pana Macierewicza” – skomentował nagranie Kukiz.https://www.facebook.com/plugins/video.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fkukizpawel%2Fvideos%2F1548765195191195%2F&show_text=0&width=560

MSN.pl

%d blogerów lubi to: