DUMA I POGARDA

Michał Boni, 29 października 2017

Dwa lata temu zmienił się bieg Polskiej Historii. Wybory postawiły tamę polskiemu rozwojowi splecionemu przyjaźnie z europejską drogą rozwiązywania wspólnych problemów. Stajemy się w Europie skansenem skamielin. Marginalizujemy się tak bardzo, że mimo dumnego wołania – nikt nie będzie słuchał tego, co mówimy. Będziemy odległą wyspą.

Jak się okazało, wybory postawiły tamę instytucjom gwarantującym demokrację. Rozbito Trybunał Konstytucyjny i opluto jego sędziów, podminowano niezawisłość systemu sądownictwa rozpętując propagandę insynuacji, zniszczono niezależność służby cywilnej w administracji – traktując niezależnych urzędników jak podbitych niewolników. Wprowadzono możliwość inwigilacji w Sieci na olbrzymią skalę, w imię jawności życia publicznego rozkwitnie usłużne donosicielstwo, a dostęp do informacji publicznej zostanie ograniczony.

Bo obywatele w obecnym sposobie sprawowania władzy nie są potrzebni – ani żeby im służyć, ani żeby ich szanować.

Publiczną telewizję zamieniono w orwellowską propagandę siejącą nieprawdę i nienawiść. Dziennikarze tej propagandy są jak politruki. Organizacje obywatelskie wpasowano w klatkę Narodowego Instytutu Wolności, a deforma edukacji ma wyhodować posłusznych obywateli wpatrzonych w przeszłość, ale gubiących się w przyszłości. Bardziej mamy być Polakami, niż obywatelami czy istotami człowieczymi.

Bo w myśleniu obecnej władzy najważniejszy jest czas teraźniejszy – przeszłość jest fundamentem tego, co teraz. Ale to TERAZ ma trwać wiecznie. Demokracja jest systemem zmian i potrzebuje obywateli. Autokracja jest systemem stabilnego trwania i potrzebuje posłusznej wspólnoty.

Wielki protest nauczycieli i obywatelska prośba o referendum w sprawie gimnazjum zostały olane. Manifestacje wszystkich pokoleń w przeszło 100 miastach w lipcu dały poczucie obywatelskiej siły, ale manipulacje polityczne Prezydenta oszukującego własnych obywateli musiały przynieść gorycz. Bunt rezydentów, który jest wołaniem o godność zawodu lekarza, ale też i pacjenta – jest spychany pod dywan spraw publicznych. Rządzący śmieją się z tego protestu. Jedynie Czarny Protest przyniósł efekt w postaci zmienionej przez Naczelnika Kaczyńskiego decyzji. I jedynie samorządy są jeszcze ostoją świata demokratycznego, choć walka trwa: poprzez oszczerstwa przeciw prezydentom miast, poprzez paralizator CBA działający na marszałków regionów.

Obywatele uczą się więc nowej dumy, dumy przegrywających, ale walczących o słuszną sprawę. Czuję to rozmawiając z dziewczynami z Czarnego Protestu, pełnymi dobrych emocji liderami Akcji Demokracja czy Młodych 2017. Czuję to rozmawiając z politykami opozycji, z których coraz większa część rozumie, że w tej batalii nie chodzi o władzę, o to – kto jest silniejszy, ale chodzi o Polskę. Dumna Polska, to Polska wolności i demokracji, szacunku dla KAŻDEGO.

Ale naprzeciw Naszej DUMY – jest ich POGARDA dla nas. Że jesteśmy gorsi, że jesteśmy elitarni (połowa narodu?), że nie kochamy Polski, bo nie kochamy mitu smoleńskiego, że nie mamy narodowej dumy, bo chcemy rozmawiać z Niemcami o wspólnych europejskich interesach, a powinniśmy domagać się reparacji, co wypomniał mi ostatnio na Klubie Obywatelskim pewien młody człowiek w Czarnej Koszuli. I że nie jesteśmy wrażliwi społecznie, bo uczymy się, by zdobyć lepszą pracę, bo dajemy z siebie wszystko, by poprawiać byt naszych dzieci.

Oni też mają swoją Dumę. Wyrasta z poczucia niesprawiedliwości, jakiego doznali realnie, albo uznali, że jakoś doznali. Opiera się na ważnych narodowych wartościach, które ich cementują, dają quasi-religijną siłę i poczucie wspólnoty. Ta duma osadza się jednak na poczuciu wyższości wobec innych. Dla nas Polaków: uchodźcy nie są ludźmi – są groźnymi wrogami. Trzeba się ich bać – a najlepiej z lękiem dać sobie radę wówczas, gdy można kogoś, kto ten lęk uosabia – sponiewierać. Słowem i czynem – i tak rodzi się wzorzec postępowania: od mowy nienawiści do czynów nienawiści. A dodatkowo – strach rozładowuje władza. Bo to ona otacza nas opieką.

Obecna władza równocześnie dystrybuuje strach i dumę. I daje poczucie pewności tym, którzy go potrzebują w takim właśnie, populistycznym kształcie. Duma z Orła na piersiach, 500 plus w kieszeni, mocni liderzy, i możliwość nieskrępowanej nienawiści wobec tych, którzy są inni, odmienni, myślą inaczej – nie chodzi wyłącznie o religię, kolor skóry, ale także poglądy. Sąsiad staje się wrogiem. Nie tylko tak – jak Żydzi w Jedwabnem. Ale jak Polacy z innego domu, bo głosowali na złodziejską Platformę, czy lewackich zboczeńców, czy tylko dlatego, że się dorobili. To jest język i świat znaczeń, który buduję siłę i dumę, ale też i pogardę jednych do drugich.

Dwa lata po wyborach – taka jest dzisiaj Polska. Skrajnie podzielona.

Mamy dwie Dumy. Mamy dwie Polski. Obyśmy nie mieli dwóch Pogard.

Trzeba unikać nienawiści, choć aż korci atakowanych, by atakować tak samo. Będzie oznaką obywatelskiej odpowiedzialności – jeśli walcząc o to, co uznajemy za Wolną i Demokratyczną Polską nie ulegniemy pokusie nienawiści. Mamy mieć emocje, bo w świecie dzisiejszej polityki, to emocje, silne przywództwo i szeroki front koalicyjny decydują o wygranych – i tak będzie też w Polsce. Ale powinniśmy znaleźć i uruchomić emocje dobre, pozytywne.

Pytam: czy to możliwe, żeby wyłącznie błędy rządzenia w ostatnich latach przed 2015 wygenerowały taką zmianę społeczną i odwróciły bieg polskiej historii ?

Pytam: czy to możliwe, że Polacy w takiej skali naprawdę są tacy: nienawistni wobec części swoich współziomków, wobec obcych, zamknięci na świat i Europę, nie dostrzegający więcej, niż własna kieszeń, treść kazania proboszcza, emocje przekazów Radia Maryja ?

Pytam: co się stało z Andrzejem Dudą, którego pamiętam jako ostrego polityka w Kancelarii śp. Prezydenta Kaczyńskiego, ale też jako rzetelnego urzędnika, pełnego smutku i woli działania w dniach po katastrofie smoleńskiej ?

Pytam: czy wyniki sondaży tak dobre dla rządzących obecnie – są wynikiem wiarygodności ich rządzenia, czy wyrazem słabości opozycji i jej kontr-propozycji ?

Pytam: gdzie są niezdecydowani ? Co myślą i czują ? Czy mogą żyć w takim dystansie do tego przełomu w polskiej historii ?

Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania. Tak po prostu działa alchemia Historii. Krążąc między przewidywalnym a nieprzewidywalnym. W 1987 roku nie było perspektywy 1989 roku i zwycięskich wyborów Solidarności 4 czerwca. W 1916 roku, nawet mimo Legionów Piłsudskiego nie było perspektywy odzyskania niepodległości w 1918 roku. A w 1976, kiedy zakładano KOR – nie było żadnej perspektywy Sierpnia’80.

Dylemat jest taki: czy stanąć przed niewiadomą w bezradności, czy stanąć przed tym, co widać dzisiaj – w neutralnym milczeniu, czy pomyśleć: o własnej dumie obywatelskiej i coś, na jakąś skalę zacząć robić.

Z kilku prostych powodów.

Żeby nasze dzieci i wnuki miały szkołę przyszłości i otwarte głowy. Żeby nasi przedsiębiorcy byli sprawnie obsługiwani i szanowani, a nie śledzeni i ciągle o coś podejrzewani. Żeby niepewność prawna nie zabijała chęci inwestowania w Polsce. Żeby sędziowie byli niezawiśli, sprawnie i uczciwie wykonywali swoje zadania. Żeby państwo było neutralne i nie wchodziło do naszych domów, łóżek, komputerów, i nie kazało nam szukać normalnej apteki, w której kupimy wszystko to, czego potrzebujemy – gdzieś chyba za granicą. Żeby media publiczne bezstronnie pokazywały świat pomagając nam wszystkim go rozumieć. Żebyśmy zamiast toczyć batalię o żubry i łosie – mogli naprawdę walczyć ze smogiem i ocalić polskie jeziora, lasy, morze i góry w obliczu wielkiej środowiskowej destrukcji. Żeby zamiast jałowej gadaniny o innowacji – naprawdę zrobić skok cyfrowy i pokazać nam wszystkim, jak można zmienić usługi zdrowotne używając nowych technologii. Żeby kultura nie musiała walczyć o swoją niepodległość z władzą tak, jak trzeba było to robić w czasach zaborów. Żeby wszystkie organizacje obywatelskie były szanowane i miały dostęp do środków publicznych. Żeby prawa kobiet naprawdę zacząć respektować – wszystkie bez wyjątku tak, jak robi to świat współczesny w wielu krajach. Żebyśmy zrozumieli, że związki partnerskie to prawo do swobody układania własnego modelu życia, a nie wyrodny grzech. Żeby populistyczne zagrywki nie podważały stabilności i bezpieczeństwa finansów publicznych. Żeby trwały rozwój gospodarczy dawał nam poczucie satysfakcji i bezpieczeństwa na co dzień w długiej perspektywie, co najmniej trzy pokolenia wprzód. Żeby nie zamieniać polskiej armii w atrapę wojska. Żeby egoizm Polaków ustąpił zdolności do współpracy i otwartości na innych, inne światy, inne rozwiązania, niż tylko te, które mają narodowy stempel.

I wreszcie – żeby polskich szans na przyszłość nie zabiła wewnętrzna nienawiść.

Michał Boni
29 października 2017

naTemat.pl

Kwiaty i znicze dla Piotra S. przed Pałacem Kultury

Kwiaty i znicze dla Piotra S. przed Pałacem Kultury

Wieczorem na pl. Defilad w Warszawie wiele osób przyszło oddać cześć Piotrowi – Szaremu Człowiekowi, który protestując przeciw obecnej władzy podpalił się przed Pałacem Kultury. Rozdawano jego manifest z wezwaniem – „Obudźcie się!”, składano kwiaty, palono znicze. Z głośników wybrzmiały słowa piosenki „Wolność, kocham i rozumiem”.

Zebrani trzymali świeczki i klepsydrę, a na niej napis: „A ja wolność kocham ponad wszystko, Ś.P. Piotr S. Szary człowiek”. Odśpiewali też hymn Polski. Obok zniczy ktoś rozłożył plakaty z napisem „Konstytucja”. Kilka osób trzymało transparent z napisem: „Piotr S. na zawsze z nami w walce o wolność”.

– „On jest symbolem zmiany, która musi nadejść. Inaczej jego śmierć nie będzie miała sensu” – powiedziała „Gazecie Wyborczej” pani Anna ze znaczkiem KOD na kurtce. Pan Jerzy stwierdził: – „Przyszedłem tutaj z moją 10-letnią córka, żeby pokazać jej, kto jest bohaterem. Piotr S. nie wytrzymał tego, co dzieje się w naszym kraju. To, co zrobił, jest kontrowersyjne, ale pokazuje, do czego człowiek może być zdolny, jeśli naprawdę kocha ojczyznę”.

Piotr S. zmarł wczoraj w wyniku rozległych oparzeń, nie odzyskawszy przytomności. Podpalił się 19 października w proteście przeciwko złu, które dzieje się w Polsce.

 

koduj24.pl

– Jestem przekonany, że to była katastrofa – powiedział w „Kropce nad i” w TVN24 minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. I dodał: – Ja na temat katastrofy smoleńskiej wiem ciut więcej niż ogół obywateli i mogę to powiedzieć z ręką na sercu – zaznaczył Gowin. 

(http://www.tvn24.pl)

 

PiS tworzy następny Instytut – na początek za 75 mln zł

PiS tworzy następny Instytut – na początek za 75 mln zł

Lekarze nie mogą liczyć na dodatkowe pieniądze, nauczyciele też nie… Można by wyliczać grupy zawodowe, które w większości niechętne PiS, nie dostaną należnych im pieniędzy. Za to obecna władza lubuje się w powoływaniu kolejnych instytucji, na które środki pochodzą z budżetu państwa, czyli z pieniędzy nas wszystkich.

W Sejmie jest już projekt ustawy powołującej Instytut Solidarności i Odwagi. Na „pierwsze wyposażenie w środki obrotowe” – jak to określono – dostanie on 75 mln zł jednorazowej dotacji z budżetu państwa.

Czym się będzie zajmował? Honorowaniem i upamiętnieniem osób, które niosły pomoc Polakom „będącym ofiarami zbrodni sowieckich, nazistowskich zbrodni niemieckich, zbrodni z pobudek nacjonalistycznych lub innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych, w okresie od dnia 8 listopada 1917 r. do dnia 31 lipca 1990 r.” – czytamy w projekcie ustawy. W Instytucie szykują się „ciepłe posadki” dla kilku osób, które powoła minister kultury na stanowiska kierownicze.

W uzasadnieniu projektu, pod którym podpisani są posłowie PiS, uwagę przykuwa następujące stwierdzenie. – „Musimy pamiętać także o tych, którzy często w odległych zakątkach świata dawali schronienie uciekinierom z nieludzkiej ziemi. Bez nich nie przetrwałoby wiele polskich istnień”.

Można by przypuszczać, że PiS jednak docenia pomoc, którą otrzymywali przez lata Polacy. Jak to się jednak ma do nagonki propagandowej PiS przeciw przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu? Obłuda, cynizm, głupota? Jak kiedyś PiS wytłumaczy się z tego, że ich rząd nie pozwolił na przyjęcie ani jednego uchodźcy?

koduj24.pl

KATARZYNA BONDA:

Piszę głównie w nocy. Lubię kończyć, kiedy na świecie jest już jasno, mam poczucie, że wydostałam się z jaskini na światło dzienne. Potem idę spać. Piszę ciągami, to znaczy „w kółko”. Kiedy pracuję, prawie nie śpię, nie jem, wyłączam się ze świata. Ludzie często mają pretensje, że nie można się do mnie dodzwonić, nie odpowiadam na wiadomości, nie wpuszczam bliskich do mieszkania, bo każdy kontakt wybija mnie z rytmu. Nie chodzi o wielkie inspiracje ani natchnienia, ponieważ pracuję rzutami i jak rzemieślnik (wiem, co chcę napisać i jaką ten fragment rolę odgrywa w fabule), ale każdą scenę piszę „na jednym oddechu”. Fabuła tak mnie wciąga, że nie tyle nie czuję głodu, co szkoda mi czasu na pichcenie. Żywię się zupkami chińskimi, szprotami podwędzanymi prosto z puszki i pesto z makaronem. Piszę w czapce, starych papuciach.

Fot. Albert Zawada #AgencjaGazeta

Donald Tusk w celny sposób komentuje śmierć Piotra S. Te słowa byłego premiera dają do myślenia

Wczoraj wieczorem media obiegła informacja o śmierci mężczyzny, który 19 października podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Przy mężczyźnie znaleziono ulotki i megafon. Ich treść szybko obiegła media społecznościowe i wskazywała na polityczną motywację – sprzeciw wobec obecnej władzy. To m.in. „protest przeciwko ograniczaniu wolności obywatelskich, zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego, Konstytucji, marginalizowaniu Polski na arenie międzynarodowej, niszczeniu przyrody, ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej”. Na końcu swojego listu pożegnalnego autor wzywał do zmiany władzy.

Jak to niestety bywa w totalnie skłóconej i podzielonej społecznie Polsce, reakcje na śmierć Piotra S. były przeróżne. Z jednej strony pojawiały się apele o pamięć o czynie tego człowieka, który poświęcił swoje życie, by obywatele mogli się „obudzić”, nie czekając na działania polityków opozycji, z drugiej strony padły zarzuty o żerowanie na tragicznej śmierci w stricte politycznym celu. Co ciekawe instrumentalne wykorzystywanie śmierci zarzuca strona, która od 2010 roku co miesiąc to samo robi w sprawie 96 ofiar katastrofy smoleńskiej. Przyznam szczerze, że mnie to obrzydza.

Dziś na Twitterze, sprawę w swoim stylu, krótko i wymownie skomentował były premier i najpopularniejszy swego czasu polityk w Polsce, Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Zwrócił uwagę na to, że w gruncie rzeczy żadna ze stron nie zachowuje się w tej sprawie jak należy. Receptą nie jest ani zakrzyczenie tej sprawy ani jej zamilczenie.

Niezależnie od tego, czy akt Piotra S. był finałem jego depresji, z której przez lata się leczył, czy był aktem szaleństwa czy wręcz działaniem inspirowanym hasłami „totalnej opozycji” to należy nad tym czynem zadumać i się nad nim poważnie zastanowić. Nie spłaszczać go, ubierać w czarno – białe barwy. Nie analizować zero-jedynkowo. To czyn dramatyczny i symboliczny, dlatego trywializowanie go uwłacza pamięci tego człowieka. Wstyd mi za media publiczne, które nie uznały za stosowne nawet wspomnieć o jego śmierci, tym bardziej, że o podobnym czynie szaleńcy Ryszarda Cyby wspominają regularnie. Wówczas jednak szaleństwo jest dobre, bo pomaga nakręcać dalszy podział Polaków. Teraz jest złe, bo zmusza do refleksji.

To właśnie refleksję jesteśmy winny Szaremu Obywatelowi spod PKiN w Warszawie. I modlitwę, by taki czyn nie był powielany.

crowdmedia.pl

Obłudna gra polityków PiS. Tak przedstawiają swoją największą porażkę ostatnich tygodni

Kilka godzin po tym, jak przedstawiciele porozumienia zawodów medycznych publicznie wytknęli rządowi Beaty Szydło lekceważenie ich postulatów oraz aroganckie i bezprecedensowe ignorowanie ich protestu, szefowa Rady Ministrów niczym nieskrępowana i bez mrugnięcia okiem ogłosiła na uroczystości Rady Dialogu Społecznego, że „rząd wsłuchuje się w głos obywateli”. Trudno nie odnieść wrażenia, że postrzeganie rzeczywistości przez stronę rządową coraz bardziej odbiega od tego, co widzą obywatele w mediach nieobciążonych obowiązkiem kolportowania rządowej propagandy.

Ogłaszający dzisiaj zmianę formy protestu medycy, zwrócili uwagę, że w ciągu minionego miesiąca, podczas którego w trosce o kwestię fundamentalną czyli ochronę zdrowia Polek i Polaków premier Szydło znalazła dla nich zaledwie pół godziny, minister zdrowia z kolei wielokrotnie podchodził do ich postulatów z lekceważeniem, traktując jak niewdzięcznych i pazernych na pieniądze uczniaków. Pisaliśmy tu nieraz o tym, jak podchodzili do protestujących posłowie PiS czy rządowa telewizja. Próba przedstawiania dzisiaj rządu, jako strony, która chce rozmawiać i słuchać obywateli, jest po prostu nie na miejscu. Tym bardziej, że ten rząd i ta większość na potęgę unikają konsultacji społecznych w ważnych ustrojowo sprawach, wprowadzając wiele swoich projektów jako projekty poselskie. Zresztą na tę kwestię zwrócił uwagę Piotr Szumlewicz, redaktor kwartalnika Bez Dogmatu oraz portalu lewica.pl, a także felietonista Dziennika Gazety Prawnej.

Pozostaje kwestia jeszcze jednego polityka, który w sprawie protestujących medyków całkowicie stchórzył, choć zarówno zaufanie społeczne jak i pozycja ustrojowa uprawniała go nie tylko do zajęcia stanowiska, ale i do podjęcia się mediacji, gdy rozmowy wyraźnie utknęły w impasie. Andrzej Duda, który sprawą protestujących medyków postanowił zająć się właśnie dziś, gdy ci ogłosili koniec głodówki, zachowuje się niepoważnie. Tym bardziej, gdy z jego ust padają słowa, „że można obiecać wszystko, ale trzeba mieć na to pieniądze”. Wyraźnie widać, że problemy polskiej służby zdrowia przerosły tę władzę i dziś jedyne co im pozostało, to robić dobrą minę do złej gry.

W kampanii wyborczej hasłem Prawa i Sprawiedliwości było głośne i dobitne „Damy radę”. Dziś już widać, że nie dali. Ciekawe jak będą się tłumaczyć, gdy od stycznia medycy zrealizują swoje zapowiedzi i ochrona zdrowia w Polsce znajdzie się w faktycznej zapaści.

Źródło: Polskie Radio

crowdmedia.pl

Kuzyn Kaczyńskiego przyznał sobie nagrodę w wysokości 70 tys. zł

Kuzyn Kaczyńskiego przyznał sobie nagrodę w wysokości 70 tys. zł

Lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, zdeklarowany przeciwnik – jak przynajmniej głosił –  nepotyzmu i kolesiostwa, odkąd tylko jego partia wygrała wybory, szerokim gestem porozdawał swoim krewnym intratne stanowiska w spółkach skarbu państwa.

Kuzyni Grzegorz i Jan Maria Tomaszewscy odpowiadają za sektor medialny. Pierwszy kontroluje „Gazetę Polską”, a drugi Telewizję Polską. Z kolei Konrad Tomaszewski, mianowany dyrektorem Lasów Państwowych, zabezpiecza interesy Jarosława Kaczyńskiego w rządzie.

Robi to – swoim zdaniem – na tyle doskonale, że oprócz wysokiej pensji miesięcznej wysokości 18 tys. zł., zasługuje na okolicznościowe nagrody. Jak podaje „Super Express” poczynając od 2016 r. zdążył już wypłacić sobie 70 tys. zł. ekstra gratyfikacji. Wysoko jak widać, ocenia też swoich podwładnych, którym lekką ręką rozdał w sumie 442 tys. zł nagród. Szczególnie hojnie obdarowani zostali zastępcy Tomaszewskiego. Dyrektor do spraw gospodarki leśnej skasował 60 tys. zł, podobnie – dyrektor generalny do spraw rozwoju. Ciekawe co na to sam prezes PiS, którego wynagrodzenie waha się ponoć w granicach ledwo 12 tys. zł. i pewnie nie przysługuje mu żadna premia, bo… za co?

koduj24.pl

 

Mroczek: Polska nie spełni w przyszłym roku NATO-wskiego wymogu przeznaczenia 2% PKB na wydatki obronne

– Polska nie spełni w przyszłym roku NATO-wskiego wymogu przeznaczenia 2% PKB na wydatki obronne dlatego że z naliczeń, które otrzymał resort obrony, minister Macierewcz dokonuje wyprowadzenia środków do innych dziedzin na inne zadania. Zamiast modernizacji technicznej Wojska Polskiego będziemy mieli przeznaczone 400 mln zł na modernizację policji, na zadania związane z LPR, a ponad 800 mln zostanie przeznaczone na zakup samolotów przeznaczonych dla najważniejszych osób w państwie – mówił Czesław Mroczek na konferencji we Wrocławiu. Jak dodał, są to budżetowe sztuczki.

 

Schetyna: Macierewicz to osoba kompletnie rujnująca wizerunek polskiego bezpieczeństwa i polskiej armii

– Spotkaliśmy się z państwem żeby powiedzieć o kilku ważnych rzeczach, które w ostatnim czasie miały miejsce. Chciałem zacząć od tragicznego samospalenia się, które nastąpiło 19 października. Zakończyło się tragiczną śmiercią. Chcę powiedzieć, że jesteśmy z rodziną ofiary, składamy wyrazy kondolencji a także tak jak rodzina prosimy o to, żeby ta ogromna tragedia i wielki ból nie był wykorzystywany politycznie, bo to wymaga zadumy, szacunku i pamięci – mówił Grzegorz Schetyna na konferencji we Wrocławiu. Jak dodał:

„Chcemy powiedzieć o tym, w jaki sposób minister Macierewicz rujnuje o polskiej armii w świecie i Europie, w jaki sposób demoluje budżet obrony narodowej i w jaki sposób pozbywa się najlepszych dowódców, nie tylko generałów, ale także pułkowników. W jaki sposób doprowadza do sytuacji, w której wszystko co dzieje się wewnątrz armii, wpływa na pogarszający się stan polskiego bezpieczeństwa. Dwukrotnie składaliśmy wniosek o odwołanie ministra Macierewicza i apelowaliśmy do premier Szydło żeby zrobiła to ponadpartyjnie czy ponadpolitycznie, właśnie ze względu na pozycję Polski i rujnowany stan polskiego bezpieczeństwa. Niestety tak jak przed wyborami słyszeliśmy żę to Gowin będzie ministrem, tak teraz przez te 2 lata widzimy w jaki sposób pozycja Macierewicza jest ponad ten rząd i strukturę. To totalna bezradność, ale także odpowiedzialność tej ekipy, PiS-u, premier Szydło, prezesa Kaczyńskiego. Osoba kompletnie rujnująca wizerunek polskiego bezpieczeństwa, polskiej armii, wizerunek Polski”

 

Szydło: Dialog jest niezwykle ważny i potrzebny

– Rzeczywiście za nami jest już czas dwóch lat, kiedy przyjmowaliśmy trudne reformy, podejmowaliśmy trudne decyzje. Nie zawsze decyzje które były decyzjami dla wszystkich akceptowalnymi, ale na tym polega rządzenie, że trzeba brać odpowiedzialność za to, co ma się zapisane w swoim programie i konsekwentnie ten program realizować. Myśmy przyszli do rządu po bardzo wnikliwej ocenie sytuacji społecznej, też swoistych konsultacjach społecznych, właśnie tym dialogu, który prowadziliśmy przez wiele lat, będąc na różnego rodzaju spotkaniach, rozmowach z Polakami, którzy powiedzieli nam jak wyobrażają sobie Polskę i czego oczekują od rządzących. Staraliśmy się jak najlepiej przełożyć te oczekiwania właśnie na projekty, programy które rząd już zrealizował i które rozpoczyna. Kolejne lata, kolejne reformy które stają przed polskim państwem, rządem i też niełatwe, dlatego tym bardziej myślę, że ten dialog, o którym mówił prezydent jest tak niezwykle ważny i potrzebny– mówiła premier Beata Szydło trakcie uroczystości powołania nowych członków Rady Dialogu Społecznego.

Elżbieta Rafalska przejęła przewodnictwo w Radzie Dialogu Społecznego w imieniu rządu.

 

Szydło: Obowiązkiem rządzących jest wsłuchiwać się w głos obywateli

– Obowiązkiem rządzących, bez względu na to jakie pełnimy funkcje, gdzie zostaliśmy postawieni do realizacji programów, które nam powierzono, jest wsłuchiwać się w głos obywateli, ludzi, tych którzy na te służbę nas wysłali. Szczególnie jest to obowiązek rządu i chcę państwa zapewnić, że rząd, którego pracami mam zaszczyt kierować od początku swojego działania wsłuchuje się w głos obywateli i ten dialog prowadzi. RDS jest szczególnym forum, bo jest określona ustawowo, jest to ciało któremu zostały nałożone konkretne obowiązki, zapisane określone cele, które mają być realizowane, ale ten dialog należy prowadzić zawsze i wszędzie i na różnych płaszczyznach. Przynajmniej ja tak rozumiem moją misję i tak rozumie naszą misję rząd – mówiła premier Beata Szydło trakcie uroczystości powołania nowych członków Rady Dialogu Społecznego.

 

PAD: Reforma zdrowia nie jest tematem łatwym. Ale RDS to miejsce, gdzie powinny być omawiane tematy niełatwe

– Od pewnego czasu toczy się też mocna dyskusja nt. systemu ochrony zdrowia i opieki zdrowotnej w naszym kraju. Teraz to przewodnictwo, zgodnie z harmonogramem, przejmuje strona rządowa. Natomiast to ważne zadanie z pewnością będzie kontynuowane jako jedna z największych potrzeb naszego kraju, czyli zmiany w systemie ochrony zdrowia, reforma systemu ochrony zdrowia to jest na pewno to co w tym roku będzie dyskutowane i co – jak państwo wiecie – nie jest tematem łatwym, ale RDS to właśnie miejsce, gdzie powinny być omawiane tematy niełatwe. Powinny być omawiane w atmosferze merytorycznej, przedmiotem debaty, dialogu. To rzecz najistotniejsza – mówił prezydent Andrzej Duda w trakcie uroczystości powołania nowych członków Rady Dialogu Społecznego. Jak dodał, w takie merytoryczne prace zawsze jest gotów się włączyć.

300polityka.pl

STAN GRY: Karnowski: Niemcy dają nam pulchne Helgi w tabloidach, salon popycha TVP do przesady, Fijołek: Szydło atutem, Dorn: Przyspieszenie czy toczenie się?

— PRYMAS POLSKI WZIĄŁ UDZIAŁ W NABOŻEŃSTWIE REFORMACYJNYM: “Wbrew pojawiającej się wciąż pokusie rozdrapywania ran i szukania tego, co nas dzieli, wierzę, że dziś patrzymy na siebie i na nasze Kościoły nie z perspektywy podziału, który się kiedyś dokonał, ale w perspektywie dążenia do jedności” — PEŁNA TREŚĆ: http://gosc.pl/doc/4280998.Prymas-Polski-trzeba-budowac-mosty-a-nie-wznosic-mury

— BEATA SZYDŁO URATUJE PAPIEŻA PRZED FRANCUZAMI – tytuł na całą stronę Faktu.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/beata-szydlo-chce-przeniesc-pomnik-jana-pawla-ii-z-francji-do-polski/vvzff1d

— POLSKI RZĄD NA RATUNEK POMNIKOWI JANA PAWŁA II – GPC NA JEDYNCE.

— 300LIVE:
Tusk: Niektórzy chcą prawdę zakrzyczeć. Inni – „zamilczeć”. Nie wiadomo, co gorsze
Lekarze rezydenci kończą protest głodowy
Szydło: Po raz kolejny nasze służby udowodniły, że Polacy mogą na nich liczyć, kiedy jest trudna sytuacja
W sobotę zjednoczeniowa konwencja Polski Razem. Kaczyński gościem specjalnym
Bochenek o rekonstrukcji: Żadnej rewolucji nie przewidujemy
Trwa odprawa w PSP z udziałem premier Szydło i ministra Błaszczaka
Gowin: Rozpoczęły się rozmowy ws. rekonstrukcji. Nic nie jest przesądzone
Gowin: Co najmniej 80% szans na porozumienie ws. sądów
Sellin: Abonament to anachroniczne rozwiązanie. Zaproponujemy nową opłatę medialną
Sellin: Ustawa o dekoncentracji mediów nie jest w lesie
Łapiński: Będą kolejne spotkania PAD-JK, ale jeszcze za wcześnie mówić o tematyce czy terminach
Petru: Decyzje ws. wyborów samorządowych muszą być podjęte w najbliższych tygodniach
Petru: Nie sądzę, by Jaki był kandydatem PiS
Petru o Piotrze S.: Trzeba się zastanowić, czy jako klasa polityczna nie powinniśmy zrobić dwa kroki wstecz
Polityczny plan poniedziałku: Szydło i Błaszczak na odprawie w PSP, posiedzenie RDS, rząd o programie mieszkaniowym
http://300polityka.pl/live/2017/10/30/

— MICHAŁ KARNOWSKI O POPYCHANIU TVP DO RADYKALIZMU I M.IN PRZEZ TO DĄŻENIU DOB ROZMONTOWANIA INTELEKTUALNEGO ZAPLECZA OBOZU DOBREJ ZMIANY: “1. Utrwalić pochwałami i zaproszeniami przejście do obozu antypisu tych publicystów dawniej niepokornych, którzy się na taką drogę zdecydowali.

2. Zachęcać tych, którzy sygnalizują iż to rozważają.

3. Wyizolować tych, którzy są niezdolni do takiej giętkości sumień i myśli. Podjąć ponowną próbę wulgarnego etykietyzowania. Zmusić do milczenia tych, którzy wolty wymienione w punktach 1 i 2 dostrzegają i o swoim niepokoju mówią.

4. Popychać TVP w kierunku przesady tak dużej, że przekaz staje się niegroźnym pastiszem. Choć to akurat robione jest głównie od środka i zostanie w pełni dostrzeżone dopiero w momencie jakiegoś kryzysu, gdy siła tej stacji, zużyta niepotrzebną skrótowością, może okazać się nagle dramatycznie słaba.

5. Celem zasadniczym jest rozmontowanie zaplecza intelektualnego wspierającego zmiany w Polsce”.

— REDAKCJE PEŁNIĄ FUNKCJĘ MÓZGÓW SPOŁECZEŃSTW, NIEMCY NAM SPRZEDAJĄ PULCHNE HELGI NA OSTATNIEJ STRONIE TABLOIDU – pisze Karnowski: “We współczesnym świecie redakcje pełnią rolę mózgów społeczeństw. Mogą być miejscem swobodnej analizy interesu narodowego, odczytywania zagrożeń i szans. Wiedzą o tym Niemcy, dlatego u siebie pompują pieniądze w nierentowne, ale poważne dzienniki, a nam sprzedają już tylko półrozebrane, pulchne Helgi na ostatniej stronie tabloidu”. https://wpolityce.pl/m/media/364536-oto-najnowszy-plan-obozu-iii-rp-tak-chca-rozmontowac-zaplecze-intelektualne-wspierajace-zmiany-w-polsce

— MARCIN FIJOŁEK TWIERDZI, ŻE WYMIANA PREMIERA TO POZBAWIENIE SIĘ ATUTU: “Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy tąpnięcie po zmianie premiera, do czego dojść z pewnością musi, gdyby decyzja została podjeta, zaowocuje wyraźnym i trwałym spadkiem notowań. Na pewno jednak byłoby pozbawieniem się dodatkowego atutu, jakim jest pani premier, jej spokój i umiejętność wsłuchiwania się w głos Polaków, nawet jeśli jest on czasem jednoznaczną irytacją, czasem czytelnym zdenerwowaniem na samo PiS i arogancję ludzi „dobrej zmiany”. Jarosław Kaczyński lubi grać va banque i patrząc na historię III RP wiele razy mu się to opłacało, ale czy to na pewno dobry, odpowiednio dojrzały w czasie moment, by stawiać na politycznej ruletce zero?” https://wpolityce.pl/m/polityka/364470-chcialaby-dusza-do-raju-ale-grzechy-nie-pozwalaja-co-zmienilo-sie-od-tamtych-slow-i-jaka-jest-stawka-ws-ktorej-warto-grac-va-banque

— LUDWIK DORN UWAŻA, ŻE W CZASACH SPORÓW Z PREZYDENTEM PREMIEREM MOŻE BYĆ TYLKO JAROSŁAW KACZYŃSKI: “Wobec usamodzielnienia się prezydenta słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem. Jedynym zabezpieczeniem przed usamodzielnioną głową państwa jest premier silny, który sam będzie negocjował z prezydentem i pod groźbą skrócenia o głowę zakaże ministrom układania się z nim. Kandydat jest tylko jeden”.

— WYMIANA PREMIERA – POLITYKA TOCZENIA SIĘ VS PRZYSPIESZENIA – DALEJ DORN: “Decyzja w tej sprawie zawierać będzie w sobie odpowiedź na pytanie, jaka będzie polityka obozu władzy w drugiej połowie kadencji. Ujmując rzecz w skrócie, PiS (czyli prezes partii) ma wybór między kontynuacją, czyli polityką toczenia się, i zmianą, czyli polityką przyspieszenia”.

— CO BĘDZIE JEŚLI DOPALACZ W POSTACI PREMIERA KACZYŃSKIEGO NIE ZADZIAŁA – Dorn: “Są  jednak istotne różne rodzaje ryzyka: na drodze mogą pojawić się wyrwy, a przed wózkiem za zakrętem może się wypiętrzyć całkiem spory pagórek. Zabezpieczeniem przed tym mogłaby być polityka przyspieszenia – sięgnięcie po wielką rezerwę, jaką jest nadanie spójności polityce rządu i działaniu poszczególnych resortów, na co sposobem byłoby pozbycie się pani Szydło i objęcie stanowiska premiera przez prezesa Kaczyńskiego. Wtedy pojawiłaby się nadzieja, że pierwsze mieszkania z programu Mieszkanie plus pojawią się w większej liczbie w ostatnim roku kadencji, a szumne zapowiedzi polityki prorozwojowej wicepremiera Morawieckiego doczekają się w tym samym czasie choćby skromnej realizacji, a nie pozostaną wyłącznie na papierze. Ale i ten wybór obarczony jest ryzykiem: co będzie, jeśli „dopalacz” w postaci premierostwa Jarosława Kaczyńskiego nie zadziała? A co, jeśli zadziała, ale za bardzo, i silnik się zatrze?” https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/nowy-premier-kandydat-jest-tylko-jeden,123,2210

— ANTONI MACIEREWICZ MÓWI O UKRYTYCH DOWODACH ZE SMOLEŃSKA – mówi Marcinowi Piaseckiemu w RZ: “Bardzo pomocne są zapisy dyskusji komisji Millera zawierające cenny, a ukryty później materiał dowodowy. Tak więc dowody, którymi dysponujemy, mają przesądzające znaczenie. Są jednak kwestie, nad którymi trzeba będzie pracować dłużej. To np. sprawa identyfikacji wszystkich odpowiedzialnych za tragedię. Już dziś możemy wskazać oficerów rosyjskich odpowiedzialnych za świadomie fałszywe naprowadzanie Tu-154M do lądowania. Ale to zapewne nie oni doprowadzili do eksplozji samolotu. Czy więc mogło do tego dojść na skutek awarii, przypadku? Dzięki pracy komisji wiemy np., że w 2009 r. doszło do dwóch katastrof na skutek wady technicznej silników samolotów typu Tu-154. Wiemy, że nie zbadano na tę okoliczność silników polskiej maszyny, a całą sprawę ówczesna prokuratura wojskowa, ministrowie Bogdan Klich i Tomasz Siemoniak oraz szefowie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego skrzętnie ukryli. Być może odpowiedź na te pytania zajmie trochę więcej czasu. Ale z pewnością wiosną będziemy znali przebieg wydarzeń i bezpośrednią, techniczną przyczynę tragedii”.

— RAPORT NA WIOSNĘ – mówi Macierewicz: “Komisja z pewnością opublikuje wiosną raport ukazujący przebieg wydarzeń i przyczyny tragedii smoleńskiej. Wiemy już dziś tak dużo, że mogę o tym zapewnić. Ale rzeczywiście nie będziemy dysponowali pełnym materiałem, bo np. nie ma jasności, czy prokuratura zakończy do tego czasu analizy związane z ekshumacjami”.

— MACIEREWICZ W RZ O ŚWIADOMYCH DZIAŁANIACH POLSKICH WŁADZ WS DOWODÓW POZOSTAJĄCYCH W ROSJI: “Porozumienie podpisane w imieniu ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego jasno mówi, że czarne skrzynki pozostają w Rosji do „końca postępowania sądowego” (nie prokuratorskiego!), a ostateczną decyzję podejmie Władimir Putin! Mieliśmy do czynienia ze świadomymi działaniami, które doprowadziły do przestępczych zaniechań i zafałszowań.

— MACIEREWICZ O RÓŻNYCH ETAPACH WSPÓŁPRACY Z PAD: “Jak w każdej współpracy są różne problemy i różne etapy, ale chcemy współpracować i współpracujemy. Inaczej polska armia by się nie rozwijała. Krytyka czasami jest bodźcem wyzwalającym nowe siły”.

— ANTONI MACIEREWICZ O SZYBSZYM POZYSKANIU PATRIOTÓW – mówi w rozmowie z Marcinem Piaseckim w RZ: “Dotyczy to nowego podejścia do kwestii rozłożenia pozyskiwania systemu Patriot. W ramach tej propozycji pierwsze baterie zostałyby nam dostarczone wcześniej, za tę samą cenę, a następnie za tę samą cenę modernizowane. Polska uzyskałaby możliwość natychmiastowego szkolenia i względnie szybkich – bo już od roku 2019 – dostaw pierwszych baterii. Taka jest propozycja ze strony koncernu Raytheon, producenta Patriotów, i właśnie teraz jest ona przez nas dyskutowana”.

— MACIEREWICZ O POLITYKACH KRYTYKUJĄCYCH WOT JAK ROSYJSKA PROPAGANDA: “Słyszałem i dziękuję za komplement. Żałuję tylko, że znaleźli się oficerowie i politycy tak nierozsądni, że zwalczają wspólnie zpropagandą rosyjską formację, którą jednocześnie wszyscy analitycy NATO uważają za wielkie osiągnięcie Polski. Radzę im, by się zastanowili – komu bardziej zależy na sile polskiej armii: generałom J. Mattisowi, B. Hodgesowi, M. Breedlove’owi czy propagandystom Putina? Bo krytycy wojsk terytorialnych wspierają raczej propagandę Rusia Today, Sputnika czy „Izwiestii”!”
http://www.rp.pl/Polityka/310299964-Macierewicz-Wspolpracujemy-z-prezydentem.html

— RYSZARD PETRU O CREDO NOWOCZESNEJ w rozmowie z Łukaszem Rojgoszem w onecie: “Moja wizja .Nowoczesnej jest taka, jak od dawna mówimy – partii modernistycznej, która stawia na gospodarkę, tolerancję i Europę. W gospodarce to jest wolność gospodarcza, niskie podatki, konkurencja, silna własność prywatna. W obszarze światopoglądowym – rozdział państwa od Kościoła i legalizacja związków partnerskich jako symbole normalnie funkcjonującej tolerancji. W kwestii Europy – bardzo silna pozycja Polski w Europie i przyjęcie waluty euro”.

— PETRU O PARTIACH, KTÓRE ZA KAŻDYM RAZEM MAJĄ INNE STANOWISKO – mówi onetowi: “Uważam, że Polsce potrzebne są partie skonsolidowane i ideowe, które reprezentują określone wartości i elektorat. To jest fundament. Nie widzę możliwości tworzenia jakiejś ideologicznej mieszanki z ludźmi, którzy wyznają zupełnie inne wartości. Bo to prowadzi do powstawania zupełnie sprzecznych pomysłów, rozwiązań czy strategii. A ja jestem przeciwnikiem partii, która za każdym razem ma w danej sprawie inne stanowisko, przez co dla wyborców nie jest wiarygodna. Tak się dzieje, kiedy mamy różne „skrzydła”, partia polityczna przestaje być wtedy partią idei”.

— PETRU O GOSPODARCE Z JEDNYM SILNIKIEM KONSUMPCJI: “PiS pokazało, że dorobić w Polsce mogą się tylko Misiewicze. Czekają nas poważne problemy gospodarcze. I premier Szydło, i minister Morawiecki działają jak towarzysz Gierek – duże zadłużenie i oparcie całej gospodarki na jednym silniku, czyli konsumpcji. Morawiecki chwalił się nadwyżką, a my mówiliśmy, że będzie mega deficyt. No i będzie – na poziomie 51 mld zł! Wiemy, jak się to skończyło w przypadku Gierka i jak się skończy w przypadku Morawieckiego”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/rachunek-sumienia-nowoczesnej-petru-nie-mozemy-byc-wylacznie-antypis-em/l56c4hw

— ARCHIWALNA WYPOWIEDŹ JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO SPRZED 26 LAT O DEMOKRACJI: “Trzeba tutaj się nie śmiać, a martwić, bo niezależnie od tego jak wyglądają siły, które się dzisiaj spierają, to mamy do czynienia z procesem kompromitowania się demokracji, która w Polsce nie okrzepła (…)która raczkuje, a która już jest ośmieszana. Coraz więcej ludzi mówi, że właściwe lepiej byłoby rządzić Polską na innych zasadach. No jest taki proces ucieczki od wolności, który już wielokrotnie był opisywany i ja się obawiam, że on się nie tyle może zacząć, bo on już się zaczął, ale może ulec przyspieszeniu”. https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-sprzed-ponad-cwierc-wieku-ta-wypowiedz-staje-sie-dzisiaj-aktualna-jak-nigdy-6181746076489345a

— MARTA KACZYŃSKA O BARDZO STYLOWYCH OKULARACH STRYJA:http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/marta-kaczynska-pokazala-niecodzienne-zdjecie-stryja_1025032.html

— EWA KOPACZ O RAFALSKIEJ W FOTELU PREMIERA: “Gdybym chciała trochę namieszać i pokazać coś zupełnie nowego, to na miejscu Jarosława Kaczyńskiego pokazałabym inną kandydatkę na premiera polskiego rządu, kandydatkę, która miałaby raczej twarz społeczną”. https://wiadomosci.wp.pl/ewa-kopacz-wskazala-swoj-typ-na-premiera-w-rzadzie-pis-u-gdybym-chciala-troche-namieszac-6181693870205057a

— A CO Z POMNIKAMI PUTINA I STALINA TEGO SAMEGO RZEŹBIARZA – Roman Pawłowski w GW: “Polska prawica lubi wytykać twórcom, że w przeszłości angażowali się w komunizm czy stalinizm. Z tego powodu PiS chce usuwać ich nazwiska z przestrzeni publicznej, a dzieła – z programów szkolnych. W przypadku Ceretelego prawica stosuje podwójne standardy – tym bardziej rażące, że artysta wcale się swoich sympatii politycznych nie wypiera i np. oficjalnie poparł aneksję Krymu. Ratując dzieło proputinowskiego rzeźbiarza przed „francuską cenzurą”, PiS udowodni, że Polska rzeczywiście jest ostatnią wyspą wolności w Europie. Zaraz po Rosji”. http://wyborcza.pl/7,75968,22581354,premier-szydlo-nauczy-francuzow-czym-jest-wolnosc-artysty.html

— JAK PIS ZROBIŁ W KONIA SOLIDARNOŚĆ RĘKAMI JEJ BYŁEGO PRZEWODNICZĄCEGO – Piotr Miączyński w GW: “Solidarność” dostała właśnie od PiS bolesną lekcję polityki realnej. Zamknięcie sklepów w niedzielę miało być ceną, którą partia zapłaci związkowi za wcześniejsze poparcie. Okazało się, że partia nabrała, wykorzystała i porzuciła „Solidarność”.

— NIE O KASJERKI CHODZI – pisze Miączyński: “W tej ustawie – o czym mało kto wie – zaszyto preferencje dla niektórych firm. Małych stacji benzynowych. Małych polskich sklepów. One w każdą niedzielę miałyby być otwarte. Ale ich konkurencja – zamknięta. I o to tutaj chodzi. O interes kasjerek ani PiS, ani „Solidarność” w gruncie rzeczy nie dbają”. http://wyborcza.pl/7,155290,22579771,lekcja-polityki-realnej-jak-pis-zrobil-w-konia-solidarnosc.html

— SAMORZĄDY UMIERAJĄ PO CICHU – Witold Gadomski w GW: “Opozycja zapowiada ostrą walkę o samorządy, ostatni bastion władzy. Ale rząd już im tę władzę wyrywa. Po cichu, kawałek po kawałku: nad szkołami, wodą, urzędami pracy, nazwami ulic…” http://wyborcza.pl/7,75968,22579618,wszystkie-gminy-w-rece-pis-kaczynski-nawet-nie-musi-miec-swoich.html

— W SIECI SAMI MOŻEMY SOBIE ROBIĆ LEPSZĄ POLSKĘ – Jacek Żakowski w GW: “Wbrew zapyziałemu państwu możemy sobie zbudować całkiem fajną Polskę. Jak aktorzy, którym minister Gliński odebrał wrocławski Teatr Polski, założyli swój teatr, tak rodzice, których MEN pozbawia edukacji seksualnej w szkole, muszą zrobić ją w sieci. Uczniowie spędzają tam więcej czasu i więcej się uczą niż w klasie, więc efekt może nawet być lepszy. W złym państwie budowanie dobrego życia jest oczywiście trudniejsze i bardziej męczące od dobrego życia w dobrym państwie – ale da się zrobić. Nie tylko w sferze edukacji seksualnej i sztuki. A kiedy to zrobimy, państwo pójdzie za nami. Tak historycznie rodziły się dobre demokracje i teraz jest już pewne, że my też innej drogi nie mamy”. http://wyborcza.pl/7,155290,22579771,lekcja-polityki-realnej-jak-pis-zrobil-w-konia-solidarnosc.html

— PIOTR S. NIE PRZEŻYŁ – jedynka GWhttp://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22580825,nie-zyje-piotr-s-mezczyzna-ktory-podpalil-sie-pod-palacem.html

— POLSKA Z CZWARTYM DEFICYTEM W UNII – Anna Cieślak-Wróblewska w RZ: “Podczas gdy większość krajów UE wykorzystuje dobrą koniunkturę do poprawy kondycji swoich finansów, Polska chce zwiększać swój deficyt. Przesądza o tym polityka rządu i nowe wydatki socjalne”. http://www.rp.pl/Budzet-i-Podatki/310299942-Polska-z-czwartym-deficytem-w-Unii.html&template=restricted

— JOANNA LICHOCKA O SKŁADCE ZUS JAKO PRZEJAWOWI KASTOWOŚCI: “I ustanowiono uprzywilejowaną kastę: każ- dy Polak płaci składkę okrągły rok, ale już taki zarząd Agory wydającej „Gazetę Wyborczą” – nie. Teraz PiS wprowadza obowiązek płacenia składki emerytalnej dla najbogat- szych przez cały rok. Dzięki temu do kasy ZUS-u wpłynie aż 5 mld zł więcej. To właśnie jest przywracanie normalności. Chodzi o równość, nie o kastowość”.

— KUKIZ PRZESTAŁ PALIĆ, ZACZĄŁ PEDAŁOWAĆ – SEhttp://www.se.pl/wiadomosci/polityka/pawel-kukiz-przestal-palic-zacza-pedaowac_1025082.html

— CÓRKA SZYSZKI ZOSTAŁA MYŚLIWYM – SE:
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/corka-ministra-szyszki-zostala-mysliwym_1024996.html

— DUŻY FORMAT GW O PODWÓJNYM ŻYCIU SENATORA PIS: “Mąż ostrzegł mnie, bym nie próbowała o tym pisać do prezesa Jarosława, bo on i tak o wszystkim wie. Najbardziej bał się właśnie tego – mówi żona senatora Waldemara Bonkowskiego z PiS. (…) Nie miałam takich zamiarów, ale mu już nie wierzyłam. Wynajęłam panią detektyw – okazało się, że po miesięcznicy w Warszawie wracał z M. do jej mieszkania, a rano z nią wychodził. Gdy chciałam rozmawiać, mówił, żebym się uspokoiła, bo mnie wywiezie w kaftanie. Zaczęłam się bać. Zgłosiłam na policję, że mi grozi”. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22573597,zona-senatora-waldemara-bonkowskiego-z-pis-zalezy-mi-by.html

300polityka.pl

Wielka mistyfikacja Macierewicza

Wielka mistyfikacja Macierewicza

Wiarygodność Polski została nadszarpnięta, a jeszcze całkiem niedawno było tak pięknie. Szef resortu obrony z dumą kiwał głową, kiedy prezydent podpisywał ustawę, w myśl której w roku 2018 po raz pierwszy w historii budżet MON przekroczy 40 mld złotych. Polskie wydatki na obronę narodową liczone razem z tymi poza budżetem MON sięgną 41,14 mld. zł. Od tej pory Polska będzie po USA rekordzistą wydatków obronnych w NATO – donosiły z radością światowe media. Już teraz wydaje 2 proc. PKB na wojsko – a będzie nawet 2,5!

Czy na pewno? Jak dowiadujemy się z „Polityki”, budżet MON wcale tego nie potwierdza. Ma on więcej wspólnego z kreatywną księgowością niż faktami. W funduszu resortu znalazły się bowiem spore kwoty przeznaczone na dwa programy innych ministerstw. Gdyby je odjąć, polskie wydatki obronne nie tylko nie rosną, ale wręcz maleją. MSWiA, „zgarnia” przecież z tej puli na modernizację policji, straży pożarnej, straży granicznej i BOR, a Ministerstwo Zdrowia na szkolenie pilotów LPR… W ten prosty sposób odpada prawie 440 milionów, czyli ponad 1 proc. Trzeba też odjąć 800 mln ekstra, przeznaczonych na zakup samolotów VIP – dorzucony w zeszłym roku do wydatków modernizacyjnych, choć nie mający charakteru zbrojeniowego. Tym sposobem nakłady na obronność maleją do poziomu 1,94 proc.

Na dodatek mniej będzie środków na modernizację oraz realizację kluczowych 15 programów zbrojeniowych z tak zwanego PMT. Na przykład plany przedstawione w Sejmie nie przewidują umowy na tak potrzebne śmigłowce morskie – poszukiwawczo-ratownicze z funkcją zwalczania okrętów podwodnych. MON stwierdza, że jest w stanie uporać się ledwie z zamówieniem śmigłowców dla wojsk specjalnych, a marynarze po prostu muszą zaczekać. W TV Trwam Antoni Macierewicz przekonywał, że Polska postawi na śmigłowce uderzeniowe, choć wcale nie widomo, czy zostaną one kupione choćby w przyszłym roku.

Nie lepiej przedstawia się sytuacja z realizacją największego programu wojskowego – obrony powietrznej „Wisła”. Na program wart według oficjalnych zapewnień 30 mld przyszłoroczny budżet ma tylko… 200 mln złotych.

Niepokojący jest również brak w szczegółowych zapowiedziach, choćby wzmianki  o nowych okrętach podwodnych Orka. Program „Zwalczanie zagrożeń na morzu” ma się w przyszłym roku ograniczyć do „pozyskania niszczyciela min Kormoran II, okrętu patrolowego Ślązak i sprzętu dla morskiej jednostki rakietowej”. Nie będzie też umów na dwa dodatkowe Kormorany.

Dlaczego tak się dzieje? Jak MON uzasadnia zabranie 440 mln ze ściśle wojskowych wydatków na potrzeby innych resortów? Jak powiedział „Polityce” szef departamentu budżetowego gen. dyw. Sławomir Pączek sprzęt formacji mundurowych będzie miał zastosowanie zarówno cywilne, jak i wojskowe, a śmigłowce pogotowia lotniczego dadzą się wykorzystać w czasie wojny.

Jeśli przyjrzeć się sprawie bliżej, wszystko to ma jednak wyraźne tło polityczne i odzwierciedla układy w rządzie.  Wicepremier Mateusz Morawiecki, nie zgodził się już wiosną na istotny wzrost wydatków obronnych – do 2,1 proc. PKB – w obecnej kadencji. Ścieżkę dojścia do mitycznych 2,5 proc. MON musiał wydłużyć, a wzrost procentowy zacznie się od 2020 r.

Suma summarum, informacje zaprezentowane w Sejmie podważają pozytywny przekaz o przeznaczaniu 2 proc. PKB na obronność. Można się spodziewać, że naszym generałom i politykom będą w kuluarach stawiane pytania: jak to jest z tym waszym budżetem obronnym? Rzecz jasna ani NATO, ani USA nie wycofają z tego powodu wojsk sojuszniczych, ale zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent Andrzej Duda, może być narażony na niekomfortową sytuację choćby na lipcowym szczycie NATO w Brukseli. Powiedzmy sobie szczerze, że prezentacja takiego budżetu kilka dni po tym, jak prezydent głośno zachwalał „polskie 2 proc. na obronność”, godzi w jego wizerunek. /jp/

koduj24.pl

 

Autokalipsa Piotra S. z Niepołomic (pieśń)

Ocalić obywatela, szarego człowieka,

czy ocalić w sobie Gilgamesza Hektora Rolanda

 

Ile było w bohaterach szarego człowieka,

a ile jest w nas hohatera

 

Piotr z Niepołomic jest w każdym z nas,

doszedł do złotego runa nicości ostatniej nagrody

 

Zostawił swój manifest,

a wziął ze sobą nasze tożsame  manifesty

 

Alter ego Tadeusz Konwickiego

szedł pod PKiN po małą apokalipsę

 

Szłość samojedna,

jak pisał Miron Białoszewski

 

Piotr S. z Niepołomic dokonał autokalipsy

wśród obróconych plecami

 

Dał nam świadectwo Szarego Człowieka,

abyśmy zostali z tym Łazarzem Obywatelem

 

Musimy go wskrzesić,

bo cudem jest być sobą, być wolnym

 

Prawdy nie da się zakrzyczeć, ani zamilczeć,

płonie, jak olimpijski znicz

Były wiceszef MON o konflikcie prezydenta z ministrem obrony: Macierewicz narusza zależności służbowe

Romuald Szeremietiew, były wiceszef MON staje po stronie prezydenta w sporze z ministrem obrony. Uważa też, że ta publiczna wojna sprawia, że traci na niej autorytet państwa.

W wojsku jest powiedzenie, że każdy powinien znać swoje miejsce w szyku. Ktoś jest przełożonym, ktoś jego podwładnym – mówi w rozmowie z „Super Expressem” były wiceszef MON, Romuald Szeremietiew. Jak tłumaczy, w hierarchii struktur państwa prezydent stoi wyżej niż minister obrony. Dlatego też – jego zdaniem – Antoni Macierewicz kwestionując rolę prezydenta, narusza zależności służbowe, do czego nie powinno dochodzić.

Szeremietiew dodaje, że podwładny musi wykonać polecenie przełożonego. A jeżeli tego nie akceptuje, to albo zaciska zęby i rozkaz wykonuje, albo odmawia wykonania i podaje się do dymisji. Nie wierzy jednak, że szef MON to zrozumie i się podporządkuje głowie państwa. Tymczasem ten spór ma negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa – powoduje choćby opóźnienie reformy systemu dowodzenia.

Były wiceszef MON skomentował też sprawę oficerów z BBN, którzy współpracowali z Wojskową Służbą Wewnętrzną. Jego zdaniem, służba w WSW to nie przestępstwo, ale ma negatywny moralnie wydźwięk. Twierdzi jednak, że takie rzeczy powinno się załatwiać po cichu. „Niestety w warunkach widocznego konfliktu na linii BBN- MON nagłaśnianie takich zdarzeń jest nieuchronne. Cóż, cierpi na tym autorytet państwa – podsumowuje.

dziennik.pl

Władysław Kowalski nie żyje. Aktor filmowy i teatralny miał 81 lat

Gazeta.pl, WB, 29.10.2017

Władysław Kowalski, odtwórca setek ról filmowych i teatralnych, zmarł w wieku 81 lat. O śmierci aktora poinformował Olgierd Łukaszewicz, prezes Związku Artystów Scen Polskich.

Władysław Kowalski był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie z 1959. Zadebiutował w tym samym roku w roli Chucha w spektaklu „Kapelusz pełen deszczu” Michaela Vincente Gazzo w reż. Andrzeja Wajdy w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, gdzie występował do 1960.

Następnie można było go zobaczyć na deskach teatrów warszawskich: w teatrze Ateneum w latach 1960-1974 i Powszechnym w latach 1974-2005. Od 2005 był aktorem Teatru Dramatycznego im. Gustawa Holoubka w Warszawie. Na przestrzeni całej swojej kariery aktorskiej zagrał w kilkudziesięciu filmach między innymi Jerzego w serialu Janusza Morgensterna „Kolumbowie” czy Jankiela w „Panu Tadeuszu” Andrzeja Wajdy.

W ostatnich latach zagrał w filmach „Panie Dulskie” Filipa Bajona, „Body/Ciało” Małgorzaty Szumowskiej i „Bogowie” Łukasza Palkowskiego.

Debiutował w Teatrze Wybrzeże w 1959 roku. Przez 30 lat grał na deskach Teatru Powszechnego, a od 2005 roku – Teatru Dramatycznego. Za swoje role teatralne otrzymał dziesiątki nagród.

Był ojcem reżysera teatralnego Jakuba Kowalskiego. W 2013 roku wraz z synem wziął udział w akcji „Rodzice, odważcie się mówić” Kampanii Przeciw Homofobii.

gazeta.pl

Przez PiS Polska straci pieniądze z Unii? ”Ten głos słychać wszędzie. W Brukseli wiedzą, co się u nas dzieje”

Michał Gostkiewicz
– Nie mamy sojuszników. Sami pozbawiliśmy się pozycji i ważnego głosu w UE. Możemy dostać mniej pieniędzy. Traktujemy UE jak dojną krowę, w dwa lata straciliśmy zaufanie – komentuje gorzko Janusz Lewandowski, były polski eurokomisarz. Tak według niego wygląda obecna sytuacja Polski w Unii Europejskiej.

Michał Gostkiewicz: Na brukselskich korytarzach słychać pytanie: „Dlaczego mamy dawać pieniądze Polsce – krajowi, co do którego UE prowadzi procedurę kontroli praworządności”?

Janusz Lewandowski: – To jest głos, który słyszy się we wszystkich instytucjach unijnych, odkąd wyszły na jaw nadużycia aktualnie rządzącej „dobrej zmiany”.

Ile w Unii wiedzą o tym, co „dobra zmiana” robi?

– Wszystko wiedzą.

To znaczy?

– Proszę mi wierzyć, z Brukseli widać nie tylko demolowanie Trybunału Konstytucyjnego, zamach na niezawisłość sądów i wycinanie Puszczy Białowieskiej…

German Chancellor Angela Merkel, right, speaks with European Commission President Jean-Claude Juncker during a round table meeting at an EU summit in Brussels on Friday, Oct. 20, 2017. European Union leaders gathered Friday to weigh progress in negotiations on Britain's departure from their club as they look for new ways to speed up the painfully slow moving process. (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert)
Jean-Claude Juncker i Angela Merkel (fot. Geert Vanden Wijngaert/AP Photo)

Rozmawiałem z szefem jednej z frakcji europarlamentu. Doskonale wiedział, że np. propozycja prezydenta Dudy ws. sądów nie naprawiała kluczowej wady projektu, czyli podporządkowania wyboru sędziów ministrowi sprawiedliwości.

– Ten szef frakcji nie jest wyjątkiem. Sytuacja w Polsce jest wnikliwie śledzona i doskonale rozpoznana przez europejskich polityków. Ich rozczarowanie jest proporcjonalne do nadziei, jaką wcześniej budził kraj sukcesu na Wschodzie.  Oni doskonale wiedzą, że w Polsce są jeszcze inne kwestie, które już wymagają albo będą wymagały uwagi.

Czyli?

– Samorząd terytorialny, wolność mediów, sytuacja organizacji pozarządowych. Z naciskiem na to ostatnie. Już widać próby odcięcia finansowania całego, niepokornego sektora obywatelskiego.

A propos finansów. W unijnym budżecie jest słowo „conditionality”. Czyli warunkowość – uzależnienie jednego wydarzenia od drugiego. I to słowo pojawia się w Brukseli w następującym kontekście: to, ile w kolejnej perspektywie budżetowej UE na lata 2020-2027 uda się dla Polski zdobyć pieniędzy, może być uzależnione od tego, jak się Polska w tej Unii zachowuje.

– Budżet europejski ma wiele tych warunkowości. Są to np. wymogi, co do przyjazności dla środowiska inwestycji finansowanych z funduszy strukturalnych. Nie zadbasz o naturę – nie dostaniesz środków.

Warunkowości to właściwie reguły gry o unijne pieniądze?

– W unijnym budżecie nie ma pieniądza bezwarunkowego. Urzędnik zatrudniony w Brukseli musi spełnić pewne wymogi, podobnie jak rolnik ubiegający się o dopłaty bezpośrednie. Od roku 2014 mamy warunkowość makroekonomiczną. Jeżeli państwo nie dostosowuje się do zaleceń tzw. europejskiego semestru, czyli decyzji uzgodnionych podczas koordynacji polityki gospodarczej całej Unii w I połowie roku – stąd semestr – to można mu zawiesić wypłatę funduszy strukturalnych.

A jak nam to idzie?

– Tu akurat umknęliśmy sankcjom.

A ktoś kiedyś nie umknął?

– Węgry były blisko kilka lat temu. Ale ja byłem zwolennikiem dania im szansy.

Hungarian Prime Minister Viktor Orban, left, waits for the start of a round table meeting at an EU summit in Brussels on Friday, Oct. 20, 2017. European Union leaders gathered Friday to weigh progress in negotiations on Britain's departure from their club as they look for new ways to speed up the painfully slow moving process. (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert)
Viktor Orban, premier Węgier (fot. Geert Vanden Wijngaert/AP Photo)

Dlaczego?

– Nie jestem zwolennikiem sankcji gospodarczych. Utrudniają one życie nie tym, którym powinny. Ciągle tłumaczę swoim kolegom z Zachodu, że rząd się sam wyżywi. Sankcje gospodarcze wobec Polski ugodziłyby w polskich podatników, a nie w rządzących. To nie byłyby sankcje takie jak te adresowane wobec konkretnych popleczników Putina, którzy nie mogą przez nie jechać na Lazurowe Wybrzeże i muszą poprzestać na Krymie.

Równie przykre jak ewentualne sankcje są złośliwości pod adresem kraju, który kiedyś kojarzył się z „Solidarnością”, a dziś z egoizmem. Pojawiają się poprawki budżetowe blokujące fundusze dla krajów łamiących praworządność, albo całkowicie odmawiających przyjęcia uchodźców. Te poprawki nie mają umocowania w prawie (nie wykluczam, że pojawią się w przyszłych regulacjach), ale świadczą o klimacie wokół Polski i Węgier. Przypomnę – Polska konsumuje jedną piątą budżetu unijnego na politykę spójności. A ja słyszę codziennie: „Polska, jako największy beneficjent funduszy unijnych nie powinna traktować UE jak dojnej krowy, zwłaszcza, że nie przestrzega reguł”. PiS – który bezwstydnie kolonizuje teraz Polskę – tak właśnie Unię traktuje. Wyłącznie jako rezerwuar pieniędzy. Tyle, że ten rezerwuar będzie coraz mniejszy. Już aktualny budżet UE jest „chudszy” od poprzedniego. O tym, że w 2013 roku udało nam się zwiększyć w nim udział i zdobyć dla Polski ponad 440 miliardów złotych (ponad 106 mld euro), zadecydowało zaufanie. Uznano nas za kraj, który mądrze wykorzysta swoją szansę. Spadamy z bardzo wysokiego konia.

File - In this Dec. 9, 2017 file photo, colourful carpets decorate the main meeting room at the Europa building in Brussels. The European Union is making a belated change in venue of their two-day summit opening on Thursday, Oct. 18, 2017 because of toxic fumes in the recently opened Europa building. Instead of the egg-shaped building, the 28 EU leaders will now meet at the adjacent Justus Lipsius building, where they have a long tradition of hosting summits before the switch early this year. (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert, File)
Sala posiedzeń Rady Europejskiej (fot. Geert Vanden Wijngaert / AP Photo)

Ale jeszcze lecimy czy już spadliśmy i leżymy?

– Jeszcze nie leżymy, bo nie uzależniono wypłaty środków od przestrzegania praworządności. Ale rośnie nieufność i zniecierpliwienie, które może zamienić się w zobojętnienie wobec Polski. Moje wrażenie jest takie, że, przez wypowiedzi publiczne o uchodźcach i przez kompletny brak wrażliwości na problemy krajów Południa Europy – Hiszpanii, Grecji, Włoch, Malty, jesteśmy najbardziej nielubianym krajem UE. Sami się wykluczyliśmy z grona krajów decydujących o przyszłości Europy.

Formalnie wykluczyć nas może Komisja Europejska, jeśli zdecyduje się uruchomić wobec Polski art. 7 TUE – który w najgorszym scenariuszu pozbawia nas prawa głosu w Radzie Europejskiej.

– Opcja zwana „atomową” w naszym przypadku nie będzie „atomowa”, skoro i tak nas nie słuchają. Tracąc zdolność koalicyjną Polska będzie coraz częściej przegłosowywana, jak ostatnie w sporze o pracowników delegowanych. Rząd się nadyma, sroży, ale de facto uprawia politykę zagraniczną na użytek wewnętrzny – tak, żeby to, co trzeba, dochodziło do ucha prezesa.

29.09.2017 Warszawa , Sejm . Prezes Jaroslaw Kaczynski podczas piatkowych porannych glosowan . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński na posiedzeniu Sejmu, 29.09.2017 (fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta)

Widzę, że to pana boli.

– Rozmawiamy w budynku (Parlamentu Europejskiego – red.), który był miejscem polskiej chwały. Gdy Jerzy Buzek przełamał monopol „starej” Unii i został wybrany przewodniczącym PE – byłem dumny, że jestem Polakiem. Panowała wspaniała atmosfera – łączyły się dwie części Europy, a kraj, który odniósł największy sukces, został nagrodzony prestiżową funkcją. Było, minęło…

Negocjacje nad nową perspektywą budżetową na lata 2020-2027 to jest coś, do czego już powinniśmy się zacząć przygotowywać?

– Tak.

A robimy to?

– Najpierw musielibyśmy poszukać sobie sojuszników. Z tym coraz gorzej. Nie mogą to być sojusznicy wyłącznie ze wschodu Europy. Poprzednio wsparły nas m.in. Irlandia, Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja. Szeroki krąg „przyjaciół spójności”, organizowany przez Polskę.

Czy jesteśmy w tej chwili w stanie w jakikolwiek sposób oszacować, ile przysłowiowych miliardów możemy dostać w nowym rozdaniu?

– Nie. Brexit jest niewiadomą. Zawsze są jakieś szczególne okoliczności. Wtedy był kryzys, na horyzoncie majaczył Grexit, do którego w końcu nie doszło. Teraz mamy realny Brexit i nie wiemy, ile zobowiązań Anglicy zechcą podtrzymać. Pieniędzy będzie raczej mniej, niż było.

Czy to nie będzie oznaczało, że polska klasa średnia, czyli beneficjent funduszy, za które zakłada i rozbudowuje swoje firmy, dostanie po kieszeni?

– To jest najbardziej realny scenariusz. Duża część z tych ponad 440 miliardów zł, jakie mamy na lata 2014-20 to są pieniądze bezzwrotne. To nie były pożyczki, które trzeba było oddawać. Po raz pierwszy kraj przez stulecia łupiony, rabowany i najeżdżany dostał taką olbrzymią daninę.

Kiedy skończy się ta rzeka pieniędzy?

– Realnie w 2023 roku. Na naszą korzyść pracuje zasada uwzględniająca opóźnienia w wydawaniu środków i realizacji inwestycji, tzw. N+3. Natomiast niezależnie od Brexitu będzie trzeba przesunąć w nowym budżecie trochę pieniędzy z polityki spójności i polityki rolnej – a to dwie najistotniejsze polityki dla Polski – na ochronę granic i politykę migracyjną. To są teraz priorytety UE.

A nie dosypywanie krajowi, który jest postrzegany, jako ten, co chce tylko brać?

– Właśnie. Albo łamie reguły. Naprawdę przeczytałem i usłyszałem już parę razy, że rozszerzenie Unii o Polskę było błędem!

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, gdzie byśmy byli, gdybyśmy nie weszli do UE.

– Tam, gdzie chciał nas widzieć ksiądz Rydzyk.

Ksiądz Rydzyk?!

– Pamiętam propagandę Radia Maryja sprzed lat. Przeciw Unii Europejskiej i nawet przeciw NATO. Gdyby Polacy posłuchali głosu z Torunia, bylibyśmy tam, gdzie dzisiaj są Mołdawia i Ukraina. Pomiędzy Unią a Rosją Putina. Sukces obecnego pokolenia Polaków polega na tym, że wyzwoliło nasz kraj z przekleństwa geopolityki, które dławiło Polskę od czasu rozbiorów.

German Chancellor Angela Merkel, right, speaks with European Council President Donald Tusk during a round table meeting at an EU summit in Brussels on Friday, Oct. 20, 2017. European Union leaders gathered Friday to weigh progress in negotiations on Britain's departure from their club as they look for new ways to speed up the painfully slow moving process. (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert)
Szef RE Donald Tusk i kanclerz Niemiec Angela Merkel (fot. Geert Vanden Wijngaert/AP Photo)

Mimo to pan mówi, że nadal „jesteśmy w UE postrzegani, jako część mrocznego Wschodu”. Czy to nie przesada? Mroczny wschód to by był, gdybyśmy z Unii wyszli.

– Niestety tak jesteśmy postrzegani. Dorobek „dobrej zmiany”! Wracają najgorsze stereotypy, z których Polska się długo wyzwalała. Pupilkami opinii publicznej na drodze Unii byli Węgrzy i Czesi, a Polska była znakiem zapytania. Potem to my staliśmy się liderem. Kotwicą europejskości na wschodzie. To jest dzieło zbiorowe Polaków, a nie tylko dzieło rządowe. Wieloletnie, żmudne gramolenie się, od uprzedzeń po wizerunek kraju sukcesu gospodarczego i politycznego. Ten wizerunek przełożył się na korzyści materialne i geopolityczne. Na zdolność do przekonywania do swoich inicjatyw. Unia Energetyczna, Partnerstwo Wschodnie to są polskie inicjatywy, które stały się unijnymi programami. Ale łatwo to stracić i dorobić się opinii kraju, który do demokracji nie dorósł. Dlatego tak ważne jest to, jak Polacy zaprotestowali przeciw reformie sądów i w obronie praw kobiet. To były manifestacje w obronie wartości. A nie demonstracje gniewu o zbyt wysokie ceny mięsa czy czegoś innego.

Solidarność zaczęła się od manifestacji przeciw zbyt wysokim cenom.

– Tak. Ale później, dzięki temu fenomenalnemu sojuszowi inteligenckiej opozycji z wolnymi związkami zawodowymi stała się ruchem obywatelskim. Dlatego manifestacje w obronie sądów, na które poszli też młodzi ludzie, zaświadczają, że nie cała Polska jest „kaczyńska”.

No właśnie. Te demonstracje też było widać w Brukseli. I naprawdę nie było po nich żadnych sygnałów odprężenia? „Nie jest z tą Polską dobrze, ale jakoś to będzie”?

– Przeciwnie. Jesienią UE czekają trzy tzw. hot potatoes (ang.: gorące kartofle): Brexit, przyszłość strefy euro i Polska. 6 listopada wiceszef KE Frans Timmermans będzie składał kolejne sprawozdanie w sprawie Polski. Wbrew kłamliwej propagandzie wcale się nie cieszy z tej niewdzięcznej roli, która mu przypadła. Pochodzi z tego regionu Holandii, która został wyzwolony przez Polaków. Był honorowany jako przyjaciel Polski. Tymczasem na poprzednim spotkaniu w parlamencie europosłowie zachęcali go, żeby przeszedł od słów do czynów. Co oznacza procedurę z artykułu 7 TUE.

19.05.2017 Warszawa , ul. Czerska 8/10 . Agora , 28. urodziny Gazety Wyborczej . Frans Timmermans podczas gali Czlowiek Roku Gazety Wyborczej . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej (fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta)

Czy uruchomienie wobec Polski tej procedury, która może skutkować wykluczeniem nas z podejmowania decyzji w Radzie, to nadal jest opcja leżąca na stole i gotowa do wykorzystania przez Komisję Europejską?

– Tak. I jeśli Komisja zdecyduje się na uruchomienie tej procedury, poprze ją Parlament Europejski.

Kto bronił w parlamencie Polski na spotkaniu z Timmermansem?

– Już wyliczam. Wcześniej Komunistyczna Partia Czech i Moraw, francuski Front Narodowy i węgierski Fidesz. A poza UE zrozumienie wykazywał Łukaszenko, teraz pewnie Erdogan. Na spotkaniu z Timmermansem głośno protestował niemiecki europoseł-neofaszysta. To ostrzeżenie dla rządzących – jakich mają „sojuszników”!

Ale potrzebna jest zgoda wszystkich krajów członkowskich, na poziomie ich przywódców, żeby wprowadzić sankcje. Pytanie, czy Viktor Orban znów zrobi tak, jak przy wyborze Tuska na II kadencję szefa Rady, czyli go poprze, jako jeden ze zgodnej grupy 27 krajów, czy weźmie stronę polskiego rządu i będzie jeden przeciw 27?

– Przez jakiś czas można w miarę bezkarnie „wstawać z kolan” i co najwyżej nabić sobie guza. Ale przychodzi moment prawdy. Takie „sprawdzam” spotkało wymierzoną w Tuska haniebną intrygę, której twarzą – ku naszemu osłupieniu – był Jacek Saryusz-Wolski. Intryga ośmieszyła rząd i ujawniła jego osamotnienie. To była sytuacja podobna – z zachowaniem wszelkich proporcji – do zabiegów władz komunistycznych, by Wałęsa nie dostał nagrody Nobla.

To jest według pana porównywalne?!

– Tak. Moim zdaniem tak. Chodziło o utrącenie rodaka. Żeby Polak – czyli Polska! – stracił Nobla albo najwyższe stanowisko w UE.

Nie chcę przewidywać, co by było, gdyby doszło do głosowania nad sankcjami dla naszego kraju. Choć nasi rządzący sami się już praktycznie pozbawili głosu w UE. Co oznacza, ze interesy Polaków, od budżetowych, przez energetyczne do interesów imigrantów polskich w Wielkiej Brytanii, nie będą reprezentowane tak, jak być powinny. Jak tak dalej pójdzie, ewentualna druga kadencja PiS może być próbą wyprowadzenia nas z UE.

Poważnie się pan tego obawia? Prezes Kaczyński umie patrzeć na sondaże. Większość Polaków jest za członkostwem w UE.

– Ale praktyczna wyprowadzka już trwa. Zaczęła się od symbolicznego wyprowadzenia flagi UE z Kancelarii Premiera. Dalej – nie bierzemy udziału w unijnych inicjatywach i prowokujemy werbalne wojenki z Brukselą oraz sąsiadami. Poparcia Polaków dla UE nie da się wyrugować w chwilę.  Można natomiast wytrwale obrzydzać Unię Polakom. Nieskutecznie broniąc na przykład interesów pracowników delegowanych.

Od redakcji: jak opisywała „Gazeta Wyborcza”, obecnie pracownicy delegowani pracując w innym kraju UE, rozliczają się z fiskusem w Polsce. To sprawia, że są tańsi, ale zarabiają mniej niż miejscowi. Według proponowanych zmian delegowany będzie musiał zarabiać tyle, ile lokalni pracownicy, ale też będzie rozliczany i chroniony socjalnie zgodnie z prawem państwa, w którym pracuje. Stanie się więc droższy. Na papierze wygląda to na poprawę sytuacji pracownika, w rzeczywistości może doprowadzić do upadku wielu polskich firm delegujących pracowników za granicę.

Jak jeszcze funduszy będzie mniej, a do tego obłożą nas sankcjami za brak praworządności – telewizja publiczna będzie miała materiał do oczerniania Unii. Niestety ogląda ją większość Polaków.

A pamiętam, jak Jacek Kurski był jeszcze europosłem.

– Prezydent Duda też był. Ale zniechęcał Polaków w trakcie kampanii do przyjęcia euro. Chociaż dietę brał w euro i wolał oszczędzać w euro, a nie w złotówkach.

18.12.2015 Warszawa , Sejm . Janusz Lewandowski podczas konferencji prasowej pt ' Gospodarka lupem politycznym PIS ' . Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta
Janusz Lewandowski, b. eurokomisarz, obecnie europoseł PO (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK – POLUB NAS NA FACEBOOKU

Janusz Lewandowski. Ekonomista i polityk, od 2010 do 2014 komisarz europejski ds. programowania finansowego i budżetu w KE, poseł na Sejm I, III i IV kadencji, były minister przekształceń własnościowych, deputowany do Parlamentu Europejskiego. W latach 1980-1989 był doradcą ekonomicznym „Solidarności”, a w 1988 współzałożycielem Kongresu Liberalno-Demokratycznego ze środowiska tzw. gdańskich liberałów. Doprowadził do uruchomienia giełdy i opracowania Programu Powszechnej Prywatyzacji. 

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

weekend.gazeta.pl

Anioł Polak: Milczeć nie mogę

Drodzy Bracia, doprawdy nie rozumiem, po co ciągle budujecie napięcie wśród ludu. Wiele osób uwierzyło – przyznam, że i ja dałem się uwieść – w to, że ten spór między Wami Andrzeju i Jarosławie jest głęboki i może doprowadzić do podziału.
Tymczasem wszystko wydaje się sprowadzać wyłącznie do kwestii nieuzgodnionego wcześniej podziału wpływów. Cieszę się, że wreszcie dochodzicie do porozumienia i ustalacie, że to Andrzej będzie reprezentował kraj Wasz na zewnątrz. Szkoda mi jedynie Witolda, którego przy tej okazji chcecie się pozbyć. No, ale sami z Konradem prosili się o tę biedę. Rozmawiałem w tych dniach z moim kolegą znad Loary. Prosiłem, by namówił Emmanuela, by nieco odpuścił. Powiedział, że u nich jest rozdział między władzą świecką i duchową i nie będzie się wtrącał. Nadmienił przy tym, że jak się odezwie, to może mieć kłopoty, bo wszystkie świątynie u nich są własnością świeckiego państwa, a oni mają je tylko w użyczeniu. Woli zatem siedzieć cicho. Rozmowa z nim skłoniła mnie do zadania sobie pytania: co by się stało, gdybym i ja zamilkł? I powiem Wam, że nie znajduję odpowiedzi. Gdybyście bowiem mieli – jak powiada Siewca – przepasane biodra i zapalone pochodnie… Gdybyście byli „podobni do ludzi oczekuj…

rp.pl

Nie żyje mężczyzna, który dokonał samopodpalenia w Warszawie

Informację o śmieci Piotra S. podał portal OKO.press.

Piotr S. podpalił się na placu Defilad.

Dariusz Borowicz/Agencja Gazeta

Piotr S. podpalił się na placu Defilad.

Piotr S. zmarł po południu 29 października. Miał 54 lata. Dziennikarze portalu OKO.press rozmawiali dziś z jego żoną i dziećmi. „Lekarze ostrzegali, że kryzys może przyjść w każdej chwili, ale zaczynaliśmy już mieć nadzieję. W niedzielę rano okazało się, że trzeba było Piotra podłączyć do sztucznej nerki. To był niepokojący sygnał. O 17.20 od syna Piotra nadeszła wiadomość: »Nie żyje«. Rodzina poprosiła, by jeszcze nie podawać Jego nazwiska” – czytamy.

Piotr S. podpalił się późnym popołudniem 19 października 2017 roku przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. W ciężkim stanie trafił do szpitala.

Mężczyzna podpalił się na znak protestu

Dziennikarze OKO.press byli w stałym kontakcie z rodziną mężczyzny. Piotr Pacewicz pisał, że Piotr „jawi się jako mądry, prawy, szlachetny człowiek (pisał o sobie Szary Człowiek), który nie mógł się pogodzić z tym, co dzieje się w naszej Ojczyźnie. Podjął desperacką decyzję, by ze swego samobójstwa uczynić znak. Jak mówiła nam jego rodzina, prawdopodobnie szykował się do tego aktu wiele miesięcy, ukrywał swój plan przed najbliższymi. Samospalenie Piotra S. było apelem, wezwaniem, aby »przeciwstawić się temu, co robi obecna władza«. Dręczyło Go, że w polityce dzieją się tak złe rzeczy, a ludzie nie reagują”.

 

Głos w sprawie zabrała ponad tydzień temu Agnieszka Holland, która w opublikowanym w OKO.press i przedrukowanym w POLITYCE tekście podkreślała, że „nieznany ogółowi z nazwiska (na imię ma Piotr) 54-letni mężczyzna zostawił nam kilka racjonalnych, głęboko wyważonych, pozbawionych nienawiści, mądrych listów (jeden w pobliżu miejsca samospalenia, inne zdeponowane u rodziny). Spokojnie punktuje kolejne nadużycia łamiącej demokrację pisowskiej władzy, uznając, że zagrażają one demokracji, wolności, bezpieczeństwu Polski i atakują wartości niezbywalne dla wolnego, demokratycznego państwa, o które walczyły lub o którym marzyły pokolenia Polaków”.

„A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!” – takie przesłanie zostawił Piotr S., Szary Człowiek.

polityka.pl

Ohyda

29.10.2017

Ależ się cieszą z tej śmierci. Ależ na nią czekali. Ależ o niej marzyli. Znany dziennikarz-celebryta już skrobie legendę wrażliwca, który nie mógł znieść tego, co się dzieje. Ale gdyby przeżył, nie miałoby to takiej mocy. Więc aż podskakuje z podniecenia. Na minutę się nie zatrzymał. Nie pomyślał. Nie pomodlił.

 

wpolityce.pl

%d blogerów lubi to: