Czwarta wygrana PiS-u w wyborach, o której w niedzielę po 21 mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński, ma wyjątkowo gorzki smak. Wynik PiS-u na poziomie sejmików wojewódzkich musi w Prawie i Sprawiedliwości budzić obawy w kontekście wyborów parlamentarnych.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze: PiS poprawił swój wynik z wyborów samorządowych z 2014 roku, i to aż o około sześć punktów procentowych. Partia Jarosława Kaczyńskiego zwiększyła też liczbę województw, w których tryumfowała (o trzy). A więc sukces? No cóż, niekoniecznie.

Problem PiS-u polega na tym, że zwycięstwo tej partii, odniesione w wyborach, ma zbyt mały rozmiar. A to oznacza, że mimo ofensywy Mateusza Morawieckiego; mimo świeżo nabytej przed wyborami bezpartyjności Patryka Jakiego; mimo przypominania wyborcom, kto teraz w Polsce trzyma klucze do państwowego skarbca; mimo brawurowej szarży Jacka Sasina na prezydent Hannę Zdanowską – mimo wielu, naprawdę wielu starań, PiS-owi nie udało się w tych wyborach wyjść poza krąg swojego elektoratu. Dobrze pokazują to wyniki w Warszawie, gdzie Patryk Jaki dwoił się i troił, kampania Rafała Trzaskowskiego była raczej średnio udana, a koniec końców układ sił pozostał mniej więcej taki jak w poprzednich wyborach. Podobnie było w większości pozostałych wielkich miast. Również szybki rzut oka na wyborczą mapę Polski pokazuje, że tradycyjnie PiS wygrywa we wschodnich województwach, a PO w zachodnich. Wiele się musiało zdarzyć, żeby wszystko zostało (niemal) po staremu.
Tymczasem PiS – na własne życzenie – postawił się w sytuacji, w której nie może po prostu wygrywać wyborów. Partia Jarosława Kaczyńskiego musi w wyborach deklasować przeciwników, bo w innym przypadku wisi nad nią widmo utraty władzy. Dlaczego? Ponieważ zdolność koalicyjna PiS-u, która już w 2015 roku była bardzo niska, teraz jest w zasadzie równa zero. Z kim bowiem PiS mógłby współrządzić? Z Koalicją Obywatelską? No nie, przecież to w oczach polityków PiS – cytując klasyka – „komuniści i złodzieje”. Z PSL? Po kilku miesiącach atakowania ludowców wszędzie i za wszystko w czasie kampanii samorządowej, zwieńczonych refleksją Beaty Mazurek, że PSL powinien zniknąć z życia publicznego, partia Władysława Kosiniaka-Kamysza podchodzi do PiS – mówiąc eufemistycznie – bez entuzjazmu. SLD? Ideologiczna bezkompromisowość PiS wyklucza taką koalicję mimo faktu, że w kwestiach socjalnych SLD byłoby naturalnym sojusznikiem Prawa i Sprawiedliwości. Pozostaje jeszcze Kukiz’15, ale w PiS zapewne zdają sobie sprawę, jak niestabilny byłby to koalicjant, biorąc pod uwagę, że sensem istnienia tego ugrupowania jest niszczenie istniejącego systemu, a nie funkcjonowanie w jego ramach. PiS z każdym swoim zwycięstwem zostaje więc praktycznie sam.

 

Strategicznym celem dla PiS-u w wyborach samorządowych było potwierdzenie bezwzględnej dominacji na scenie politycznej (na jaką wskazywałby np. sondaże CBOS). To się nie udało. Koalicja PO (plus Nowoczesna) – PSL, oskarżana przez trzy lata przez PiS o wszystkie możliwe grzechy – wciąż trzyma się mocno. Co więcej łączny wynik rywali PiS w wyborach jest znacząco wyższy, niż wynik samego PiS. A Polską rządzi nie ten, kto wygrywa, lecz ten, kto ma większość. Ta myśl – w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych – będzie spędzać sen z powiek niejednemu politykowi partii Jarosława Kaczyńskiego.

msn.pl

Mimo porażki w wielkich miastach PiS świętował w niedzielę wieczorem czwarte zwycięstwo wyborcze. Równie jednak ważne jak doprawione nieco łyżką dziegciu zwycięstwo było oficjalne namaszczenie Mateusza Morawieckiego na drugą osobę w partii. Czy było to wskazanie sukcesora?

Tego nie wiem, niemniej Jarosław Kaczyński występując na scenie obok Morawieckiego wyraźnie wskazał go jako autora sukcesu i wyróżnił. W języku polityki partyjnej oznacza to przecięcie spekulacji o możliwości awansu niechętnych premierowi koterii, spektakularną porażkę konkurentów (porażka Patryka Jakiego jest porażką Zbigniewa Ziobry) i czasową dominację ośrodka premiera.

Wybór logiczny, ale nie dla każdego – zwłaszcza ekspertów od partyjnych gierek – oczywisty. Bo zwycięstwo Morawieckiego (czytaj PiS) w wyborach było okraszone mocnym atakiem i poważnym zawahaniem pozycji premiera.

Po pierwsze potężnie uderzyły w niego odkurzone taśmy od Sowy. Morawieckiego próbowano pokazać jako człowieka z dawnego układu, co twardemu elektoratowi PIS nie mogło się spodobać. Po wtóre został zaatakowany (są hipotezy, że sam zaatakował) ujawnionym w fatalnym momencie wnioskiem Zbigniewa Ziobry o zbadania przez Trybunał Konstytucyjny zgodności przepisów traktatu europejskiego z Konstytucją RP. Przeciwnicy zyskali mocny argument, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii.

Morawieckiemu udało się jakoś wymanewrować potężną rafę i wątek polexitu nie poszedł na jego konto. Kolejnym ciosem w PiS była decyzja TSUE o zawieszeniu przepisów zmieniających ustawę o Sadzie Najwyższym. I tę rafę Morawiecki wyminął, nie spiesząc się nadto z komentarzami dotyczącego decyzji luksemburskiej sędzi.

Ewidentny błąd popełnił jeden, ogłaszając, że zagłosowanie na kandydatów PiS ułatwi pozyskiwanie przez samorządy środków finansowych. Ta deklaracja zapachniała szantażem, a tych w Polsce się nie lubi. Ważnym zarzutem wobec Morawieckiego mogło i wciąż może być, że nie pojawiał się (poza wywiadem w Polsat News) w mediach neutralnych, co mogło by poszerzyć nieco krąg wyborczy kandydatów Zjednoczonej Prawicy o ludzi centrum. Trzymał się w przekazie PiS-owskich lojalistów, ale pewnie tak było trzeba wobec mocnych zarzutów, że jest przefarbowanym człowiekiem dawnych elit i zaprzysięgłym banksterem.

Mimo wszystko więc, i wbrew oczekiwaniom przeciwników wybrał. Symboliczny gest prezesa Kaczyńskiego dowodzi, że przeszedł cało przez kampanię i jego rola w partii będzie rosła.

Co z tym kapitałem zrobi? Zapewne poprowadzi partię do kolejnych wyborów. Jednak by ustrzec się przed „wrzutkami” musi wzmocnić swoją pozycję w rządzie. Wyprosić z rządu i wysłać do Brukseli najważniejszych przeciwników i najsłabszych sojuszników, jak Beata Szydło, Marek Suski, czy Zbigniew Ziobro. Dzięki gestowi prezesa ma do tego tytuł i możliwości. Wszystko w jego rękach.

Możliwe, że właśnie obserwujemy proces politycznej sukcesji. Możliwe, że tylko proces upodmiotawiania się jednego z najważniejszych polskich polityków. Przyszłość rozstrzygnie ten dylemat.

Jedno jest pewne. Morawiecki znalazł w plecaku buławę i wreszcie od niego zależy, co z nią może zrobić.

msn.pl

„Fakt”: Narada przy Nowogrodzkiej. „Szukanie winnych”

W siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie zebrało się z polecenia prezesa kierownictwo partii rządzącej. „Kaczyński planuje jak najszybciej ukarać ‚winnych'” – spekuluje „Fakt”.

Według „Faktu” w siedzibie PiS pojawili się  premier Mateusz Morawiecki, Beata Szydło, minister koordynator Mariusz Kamiński, minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki oraz prezes Orlenu Daniel Obajtek.

Dziennik twierdzi, że Jarosław Kaczyński, mimo ogłoszonego wczoraj zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w wyborach samorządowych, jest z wyników niezadowolony i chce jak najszybciej ukarać „winnych”.

Czytaj relację: Rafał Trzaskowski prezydentem Warszawy. PiS przed Koalicją Obywatelską

Jak przekazali „Faktowi” informatorzy ze ścisłego kierownictwa partii, po tej gremialnej naradzie mają nastąpić spotkania „twarzą twarz” z prezesem, które mają się stać „normą”.

Prezes Jarosław Kaczyński ma bowiem być nieusatysfakcjonowany wynikami wyborów, a szczególnie przykrym zaskoczeniem ma być dla niego przegrana w pierwszej turze Patryka Jakiego, kandydata Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy.

msn.pl

Ziobro największym przegranym?

– Używając terminologii sportowej mamy remis ze wskazaniem na opozycję – komentuje dla Fakt24 prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Chwedoruk przekonuje, że PiS, choć w sejmikach wypadł dobrze, to przegrał rozpoczętą na dwóch frontach bitwę: o zmarginalizowanie PSL i przekonanie wyborców do Mateusza Morawieckiego. A jako nieoczekiwanego zwycięzcę wskazuje szefa PO, Grzegorza Schetynę. 

– Schetyna może być politykiem roku. Objął pokiereszowaną, źle ocenianą partię, która miała w dodatku dużą konkurencję na starcie w postaci Nowoczesnej – mówi prof. Chwedoruk. I dodaje, że wyniki wyborów samorządowych wskazują, iż po stronie opozycji nic nie może się zdarzyć bez Platformy Obywatelskiej.

– Schetyna przetrwał, jego partia nie straciła w samorządach, a w niektórych wręcz zyskała, a poza tym PO skonsumowała Nowoczesną – mówi prof. Chwedoruk. Dalej zaś opowiada o wynikach Prawa i Sprawiedliwości. Tu Chwedoruk nie ma wątpliwości: na notowaniach partii Jarosława Kaczyńskiego odbiło się otworzenie dwóch frontów: z jednej strony walka o wyborców wiejskich i próba uczynienia z PSL „przystawki”, a z drugiej, próba uczynienia z premiera Morawieckiego alternatywy wobec koalicji obywatelskiej dla wyborców centrowych.

Ziobro winny?

Chwedoruk dodaje również, iż z wyników płyną dwa wnioski: PSL nie będzie jedynie przystawką Koalicji, a polska polityka przestaje być teatrem jednego aktora, czyli PiS. Wskazuje również jednego z głównych winnych nie najlepszego wyniku PiS w miastach: Zbigniewa Ziobro.  – Nikt raczej nie rozłoży mu w siedzibie PiS czerwonego dywanu – śmieje się Chwedoruk. Wtóruje mu dr Bartłomiej Biskup.

– Ziobro odebrał PiS trochę poparcia, osłabła jego pozycja. Ale także Jarosława Gowina. Żaden z polityków tych partii nie „odbił” dużego miasta. Jacek Żalek przepadł w Białymstoku – mówi Biskup i dodaje, że Ziobro może mierzyć się teraz z zarzutami PiS o odpływ elektoratu. Przekonuje, że Ziobro rozhuśtał nastroje wyborców, m.in. wysyłając pytania w sprawie zgodności traktatu unijnego z Konstytucją do Trybunału Konstytucyjnego. I dodaje, że PiS wzmocnił się wyborczo, ale osłabił koalicyjnie.

Ubolewa również nad frekwencją. Choć wysoka, to wciąż pokazuje, iż niemal połowa Polaków nie jest zainteresowana udziałem w wyborach, co dr Biskup określa jako efekt kultury politycznej i wciąż rozwijającej się edukacji społeczno-politycznej.

Jaki przegrał przez „Wiadomości” TVP? Ksiądz nie ma wątpliwości

Wiele mówiące zdjęcie ze sztabu Jakiego

msn.pl

Prof. Jadwiga Staniszkis: Wbrew temu, co mówi Kaczyński, bardzo poważnie przegrali

Polityczny nokaut w Łodzi, zwycięstwo w I turze w Warszawie kandydata opozycji. Mimo że PKW nie podała jeszcze oficjalnych wyników, już dziś wiadomo, że nie będą się wiele różnić od danych sondażowych. Z danych late poll Ipsos dla TVN wynika, że Koalicja Obywatelska wygrała w dużych miastach. W województwach PiS wygrało zdobywając 33 proc., KO 26,7 proc., a PSL nieco mniej niż sondaże wskazywały wczoraj, bo 13,6 proc. – PiS dostał karę za łamanie demokracji. Gdyby nie te działania pozytywne, socjalne, to podejrzewam, że wynik byłby jeszcze gorszy dla PiS-u – komentuje dla nas prof. Jadwiga Staniszkis.

Wygrać nie znaczy rządzić

– Po raz czwarty wygraliśmy wybory, to dobrze wróży na przyszłość – przekonywał Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego. Prawdą jest, że Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do sejmików w dziewięciu województwach: dolnośląskim, lubelskim, łódzkim, małopolskim, mazowieckim, podkarpackim, podlaskim, śląskim i świętokrzyskim, ale wygrać nie znaczy rządzić.

Pierwsze wątpliwości już są, bo PiS nie ma zdolności koalicyjnej. Już dziś prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził, że na koalicję PiS-PSL nie ma szans. – Nie będzie koalicji z PiS w sejmikach województw, bo nie wchodzi się w koalicję z partią antysamorządową, a taką partią jest PiS – mówił lider ludowców.

Lekcja pokory w dużych miastach

Niezależnie od tego, jak prezes Kaczyński będzie przekonywał o zwycięstwie w wyborach, w wielkich miastach Zjednoczona Prawica poniosła sromotną klęskę. Poznań, Białystok, Wrocław, Łódź, Warszawa – w tych miastach już wiadomo, że kandydaci KO wygrali w I turze.

W Łodzi Hanna Zdanowska, mimo ostrego ataku PiS, zdobyła ponad 71 proc. głosów łodzian. W Warszawie Rafał Trzaskowski pokonał Patryka Jakiego 54,1 proc do 30,9 proc.

II tura będzie musiała się odbyć w Krakowie, gdzie Jacek Majchrowski, wspierany przez KO, zdobył 43,7 proc. głosów, a kandydatka PiS-u Małgorzata Wassermann 33,6 proc. Według sondaży w II turze Majchrowski może liczyć na zwycięstwo.

Podobnie w Gdańsku, gdzie wyścig rozstrzygnie się pomiędzy obecnym prezydentem Pawłem Adamowiczem i Kacprem Płażyńskim, który kandyduje z listy PiS-u. Tu również sondaże dają zwycięstwo Adamowiczowi.

Mobilizacja w Warszawie

Rafał Trzaskowski od rana na ulicach Warszawy dziękował mieszkańcom za udział wyborach, częstował pączkami i kawą.

– Takiej frekwencji nie było w Warszawie od dawna. Warszawiacy zdali sobie sprawę, jak ważny jest ich głos. Czekamy na ostateczne wyniki, zarówno wyborów prezydenckich, jak i do rady miasta i dzielnic. Wtedy będzie czas na podziękowania kontrkandydatom – mówił Rafał Trzaskowski.

Przyszły prezydent Warszawy zapowiedział też swoje pierwsze decyzje: – Zaczynamy od darmowych żłobków dla wszystkich warszawiaków. Wprowadzimy dopłaty do zajęć dodatkowych dla uczniów i duży pakiet senioralny. Poważnym wyzwaniem, przed jakim staniemy, będzie wywóz śmieci. Mam nadzieję, że nie będą potrzebne żadne podwyżki, wręcz przeciwnie. Wprowadzimy darmowe bilety komunikacji miejskiej dla uczniów szkół średnich – wymieniał Trzaskowski.

Dobra mina do złej gry

Politycy PiS-u przekonują, że wyniki wyborów uszanują. Choć niektórym ciężko pogodzić się z porażką w dużych miastach.

Z kolei Magdalena Ogórek kłopotów kandydata PiS-u w warszawskich wyborach upatrywała w kolejkach do lokali wyborczych.

Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński we wczorajszym przemówieniu nie zająknął się o przegranej Patryka Jakiego. Wieczór wyborczy spędził w sztabie Zjednoczonej Prawicy, Patryk Jaki zaś sam w swoim sztabie.

Wygranej Rafałowi Trzaskowskiemu pogratulował oficjalnie jedynie marszałek Senatu Stanisław Karczewski: – Życzę, żeby przejął wiele pomysłów i inicjatyw, które pan minister Jaki zaproponował, bo warto te bardzo ciekawe, bardzo dobre pomysły dla Warszawy, dla warszawiaków wykorzystać.

Prof. Staniszkis: PiS dostał karę za łamanie demokracji

JUSTYNA KOĆ: Trzy główne ugrupowania ogłosiły sukces wyborczy, a jak jest naprawdę?

PROF. JADWIGA STANISZKIS: Sytuacja do końca nie jest jeszcze jasna, ale w wymiarze symbolicznym w dużych miastach, szczególnie w Warszawie i Łodzi, wygrała Koalicja Obywatelska. To jest bardzo ważne, bo jednak to pokazuje, że mimo różnych działań socjalnych PiS-u, zresztą bardzo potrzebnych moim zdaniem, ludzie myślą o tym, jak funkcjonuje demokracja, jak funkcjonują sądy, niezależność mediów itd. Także w mniejszych ośrodkach wynik PiS-u nie jest imponujący. Tam, gdzie ludzie nie mają czasu oglądać telewizji, nie kupują gazet, także PiS dostał poważne ostrzeżenie, że ludzie doceniają instytucje, mimo że wydawało się, że ludzie gorzej wykształceni nie myślą w tych kategoriach. Jednak oni także doceniają wolność, instytucje, praworządność.

Myślę, że wbrew temu, co Kaczyński mówił, bardzo poważnie przegrali. Nawet ilość sejmików wojewódzkich, w których uzyskali przewagę, nie jest taka imponująca.

Czyli PiS nie dostał premii za rządzenie i rozdawnictwo?
Dostał karę za łamanie demokracji. Gdyby nie te działania pozytywne, socjalne, to podejrzewam, że wynik byłby jeszcze gorszy dla PiS-u. Jak na koszty działań socjalnych i wysiłek włożony w propagandę i kontrolę mediów PiS-u, to wynik jest słabiutki. Moim zdaniem przede wszystkim liczą się w tych wyborach te symboliczne wygrane, myślę tu o Rafale Trzaskowskim w Warszawie czy Hannie Zdanowskiej w Łodzi. Warszawa nie kupiła Patryka Jakiego, który jest typowym wytworem oportunizmu PiS-owskiego i przypochlebiania się.

Pan Jaki dostał po nosie i myślę, że bardzo dobrze. Przez tyle lat walczyliśmy o wolność w czasach komunizmu, że taki autorytaryzm pod osłoną demokracji jest nie do zniesienia.

Wysoka frekwencja, najwyższa w samorządowych wyborach może świadczyć, że PiS przestał być teflonowy?
Ludzie zaczynają się mobilizować, uważają, że sytuacja jest na tyle poważna, że nie można być biernym i mam nadzieję, że to się utrzyma do wyborów parlamentarnych, tak samo jak ta tendencja, że ludzie patrzą władzy na ręce. PiS albo zasadniczo zmieni swoje działania, albo przegra.

Czy wyniki tych wyborów są potwierdzeniem, że projekt jednoczenia się opozycji, jakim jest Koalicja Obywatelska, się sprawdza?
Zdecydowanie tak. Ja

bardzo szanuję Kosiniaka-Kamysza i PSL za to, co robi na wsi, ale uważam, że gdyby stworzono szerszą koalicję, to PiS by przegrał także w sejmikach.

Jaki prognostyk na najbliższe wybory dają wyniki tych wyborów?
Wybory europejskie są bardziej zindywidualizowane, wiele zależy tam od kandydatów. Natomiast jeżeli w wyborach parlamentarnych opozycja wyciągnie wnioski, że dalsza integracja i konkret w krytyce PiS-u się opłaca, to może wygrać. To będzie bardzo ważne dla Polski, bo ten autorytaryzm wprowadzany metodami demokratycznymi jest trudny do zwalczenia i bardzo niebezpieczny.

wiadomo.co