Dyktaturka kalafiorowego gangstera i jego paprochów

Wybitny aktor Andrzej Grabowski w wywiadzie dla portalu WP.pl dzieli się refleksjami z pracy nad rolą w sztuce teatralnej Bertolda Brechta „Kariera Arturo Ui”, która jest jedną z najwybitniejszych o totalitaryzmie w całej literaturze powszechnej. Brecht pisząc sztukę w 1941 roku, wzorował się na współczesnym mu Hitlerze, lecz jest ona przede wszystkim uniwersalna dla każdego czasu. Z przedsmakiem autorytaryzmu mamy do czynienia w dzisiejszej Polsce.

Grabowski gra w sztuce aktora, który przysposabia do życia publicznego „kalafiorowego gangstera”, uczy Arturo Ui, jak zostać politykiem, wygrać wybory i wprowadzić dyktaturę.

Grabowski ostrzega przed takimi gangsterami: „Takich Uiów wokół nas mamy całą furę”. Aktor samoistnie analizuje dykaturkę w Polsce, która już nam zieje w twarz: „Rządy takich kalafiorowych cwaniaczków mogą prowadzić do władzy totalitarnej. Najczęściej, tak jak to przedstawia Brecht, taki gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości.”

Żaden gangster nie przyzna się, że jest gangsterem, ani dykator, że jest nim, badź dąży do dyktatury: „Przecież nie dąży do władzy totalitarnej, niczego nie niszczy, chce tylko dobrych zmian”.

Grabowskim wszak nie powoduje tylko to, że nie lubi Kaczyńskiego, bądź PiS: „Potrafią sobie wszystkich podporządkować i wmówić im, że działają dla dobra całego społeczeństwa. Straszą zagrożeniami ze Wschodu i z Zachodu, gwarantują bezpieczeństwo i kreślą wspaniałe perspektywy”.

Sztuka szybciej reaguje na zagrożenia niż nauki polityczne, socjologiczne, które wikłają się w ideologiczne spory i nie potrafią z nich wybrnąć. Acz możemy zgodzić się z Ludwikiem Dornem, który dla Krytyki Politycznej ten „przedsmak autorytarzymu” nazywa: sadyzmem społecznym.

Jeżeli Kaczyński nie jest jeszcze w pełni dojrzałym Arturo Ui, to z pewnością osiągnął jego rozmiary kieszonkowe. Dyktator kieszonkowy to jest taki, który schowany za barierami i ochronami stara się niszczyć, co aktualnie w jego zasięgu ręki się znajduje. Jak zatem nazwać wysłanników delegowanych przez dyktatorka? Ano, paprochami wyciągniętymi z tejże niesprzątniętej kieszeni.

Przed takimi paprochem z kieszeni dyktatorka przestrzega na FB Andrzej Saramonowicz, scenarzysta i reżyser: „Bylejaki, byle nie Jaki!” Jaki nie ma walorów intelektualnych i moralnych, ale ma „zająć przyczółek, jakim jest prezydentura Warszawy”.

Warszawiakom należy życzyć wszystkich byle nie Jakiego. Co przypomina mi stary skecz „Student Awas” z kabaretu Elita grany przez Wojciecha Pszoniaka i Piotra Fronczewskiego. Byle kto, byle nie Jaki. W innym wypadku warszawiacy skażą się na pokazywanie sobie kółek na czole.

 

 

Grabowski o politykach: Ludzie żądni władzy często nie bardzo wiedzą, co jest dobrem, a co złem

Andrzej Grabowski w granej przez siebie sztuce „Kariera Artura Ui” Bertolta Brechta widzi wiele odniesień do obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Zdaniem aktora, mamy do czynienia z „rządami kalafiorowych cwaniaczków”.

Bertolt Brecht pisząc swoją sztukę w 1941 roku wzorował się na postaci Adolfa Hitlera. Andrzej Grabowski wcielając się w przedstawieniu w postać aktora, który ma nauczyć „kalafiorowego gangstera” jak zostać politykiem, wygrać wybory i wprowadzić dyktaturę, znajduje w spektaklu przestrogę dla współczesnych polskich polityków:

Takich Uiów wokół nas mamy całą furę i dlatego „Kariera Artura Ui” przed nimi ostrzega. Rządy takich kalafiorowych cwaniaczków mogą prowadzić do władzy totalitarnej. Najczęściej, tak jak to przedstawia Brecht, taki gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości. Gdyby jeszcze zrozumiał, dlaczego manipulowanie granicami praworządności jest tak niebezpieczne, znaczyłoby to, że tę sztukę zrozumiał. Ale i tak sprawę zbagatelizuje i powie, że ta sztuka nie jest o nim. Przecież nie dąży do władzy totalitarnej, niczego nie niszczy, chce tylko dobrych zmian. A tak naprawdę często ludzie żądni władzy nie bardzo wiedzą, co jest dobrem, a co złem. Żaden Ui nie przyzna się, że jest Uiem, a Uiów przybywa, i to nie tylko tych na wysokich stanowiskach – powiedział w rozmowie z WP

Aktor dodała, że do podporządkowania sobie ludzi nie trzeba inteligencji i wykształcenia, wystarczy odpowiednia propaganda i straszenie wrogami:

Byle jaki niedokształcony głupek powie, że skoro tamten dureń może sprawować tak ważny urząd, to ja wcale nie jestem gorszy, też to potrafię. Panowie i panie Zero lub Nikt nie rozumieją tych inteligentniejszych od siebie i mądrzejszych. Często te głupie Uie, które na początku kariery nie umieją powiedzieć jednego poprawnego zdania, potrafią sobie wszystkich podporządkować i wmówić im, że działają dla dobra całego społeczeństwa. Straszą zagrożeniami ze Wschodu i z Zachodu, gwarantują bezpieczeństwo i kreślą wspaniałe perspektywy – twierdzi Grabowski.

dziennik.pl

Andrzej Grabowski: nie każdy „kalafior” może dojść do władzy

30.04.2018
– Każdy gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości – mówi w rozmowie z Leszkiem Konarskim Andrzej Grabowski – aktor i artysta kabaretowy.

Leszek Konarski: W „Karierze Artura Ui” Bertolta Brechta w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego gra pan aktora, który bardzo skutecznie uczy małego „kalafiorowego gangstera”, jak przejąć wymiar sprawiedliwości, media, kulturę i wygrać wybory. Musi pan otrzymywać wiele propozycji od naszych polityków, zarówno z partii rządzącej, jak i z opozycji.

Andrzej Grabowski: Nikt się nie zgłosił do mnie na korepetycje. W kraju mamy dużo specjalistów, którzy tego uczą.

Ale pan jest świetny! Uczy pan Artura Ui, jak porwać tłumy, jak mówić, chodzić, gestykulować. Nie jest ważne, co ludziom się mówi, trzeba się spodobać i zostać zauważonym. Po pana lekcjach prymityw Ui zaczyna pięknie przemawiać, niszczy sądownictwo, przejmuje gazety i staje się dyktatorem. Czy z każdego małego cwaniaczka można zrobić polityka?

Bez przesady, nie z każdego Pana Zera można zrobić bohatera. Ui uczy się dobrych manier, gestykulowania, przemawiania; myśli, podpatruje, naśladuje moje ruchy i intonację. Potem przemawia do tłumu i nie liczy się, o czym mówi, ważne, że ludzie słuchają go z zainteresowaniem. Ale nie każdy „kalafior” może dojść do władzy, musi mieć choć trochę charyzmy.

I zdolności aktorskich.

Żeby kłamać, trzeba być dobrym aktorem. W sztuce Brechta mówię Arturowi Ui, że ludzie nie będą go rozumieli. On mi odpowiada, że nie chodzi o to, aby go zrozumieli, ale by wyglądał dobrze i podobał się. Każdy, kto występuje publicznie, musi mieć coś z aktora. Ksiądz w kościele raz mówi podniesionym głosem, a innym razem cicho, gestykuluje, śpiewa, milczy. Kelnerka w restauracji też jest osobą publiczną i innym językiem mówi do gościa przy stoliku, a innych słów używa, zwracając się do koleżanek w kuchni. Wszystko zależy od tego, jak polityk te zdolności aktorskie wykorzystuje, ile pojemności ma jego mózg, jaka jest produktywność jego komórek mózgowych, ile wypił, ile mu jeszcze zostało. Takich Uiów wokół nas mamy całą furę i dlatego „Kariera Artura Ui” przed nimi ostrzega. Rządy takich kalafiorowych cwaniaczków mogą prowadzić do władzy totalitarnej.

W sztuce nie pada nazwisko Adolfa Hitlera, ale wiadomo, że Brecht, publikując ją w 1941 r., myślał o jego karierze.

W spektaklu reżyserowanym przez Remigiusza Brzyka też nie ma nazwisk, bo ta sztuka przekazuje nam treści uniwersalne, ostrzega przed władzą totalitarną i powinna być grana zawsze i wszędzie, nawet w najbardziej demokratycznych państwach. Gdyby nie charyzma Hitlera, same zdolności aktorskie nie wystarczyłyby do zdobycia władzy. Polityk z charyzmą może być mały lub wysoki, a nawet się jąkać, musi jednak mieć coś do powiedzenia. Ilu mamy ludzi, którzy pięknie przemawiają, a w głowach mają mądrości za dwa grosze? Mało inteligentnych Uiów lub wręcz głupich mamy całą furę.

Myśli pan o naszym kraju?

Ui to jest Ui, bez względu na to, gdzie mieszka. Głupie Uie mogą być zarówno w Ameryce, jak i w Polsce. Najczęściej, tak jak to przedstawia Brecht, taki gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości.

Czy pan się nie boi, że kiedyś na widowni zasiądzie jakiś mężczyzna i krzyknie: „Panie Ferdek, pan mnie obraża, nie zniszczyłem niezależnego sądownictwa, ja je tylko zreformowałem!”?

– Gdyby jeszcze zrozumiał, dlaczego manipulowanie granicami praworządności jest tak niebezpieczne, znaczyłoby to, że tę sztukę zrozumiał.

Czy Uie chodzą do teatru?

– Może chodzą, może nie chodzą. Ale gdyby przyszły, i tak sprawę zbagatelizują i powiedzą, że ta sztuka nie jest o nich. Przecież nie dążą do władzy totalitarnej, niczego nie niszczą, chcą tylko dobrych zmian. A tak naprawdę często ludzie żądni władzy nie bardzo wiedzą, co jest dobrem, a co złem. Żaden Ui nie przyzna się, że jest Uiem. My sobie tak gramy i gramy tę „Karierę Artura Ui”, zresztą wystawianą w Polsce już od lat 60., a Uiów przybywa, i to nie tylko tych na wysokich stanowiskach.

W miastach, powiatach, gminach?

Uiem można być w wymiarze świata, kraju, województwa, gminy. Może nim być sołtys, który nie liczy się z głosem mieszkańców swojej miejscowości. Sztuka Brechta jest ostrzeżeniem również przeciwko takim totalitarnym sołtysom.

Z pewnością myśli pan o Polsce, ale przecież Uie to nie polska specjalność, są na całym świecie.

Każdy kraj ma takiego Uia, na jakiego zasłużył. Nie wszystkie kraje zasługują na tych Uiów, których sobie wybrały, i nad tym czasem ubolewam.

To dlaczego ludzie na nich głosują?

A dlaczego w sztuce Brechta ten pospolity gangster Ui wygrywa wybory i potem rządzi całym miastem? Bo on najpierw straszy ich różnymi zagrożeniami, które na nich czyhają, wprowadza element niepewności o ich losy, aby potem wskazać drogę do sukcesu, dać im wiarę w zwycięstwo pod jego kierownictwem. Cała lokalna społeczność zmienia się w posłuszny mu tłum i na niego głosuje.

Sami są sobie winni…

Wszyscy jesteśmy winni. Demokracja, o której Churchill kiedyś powiedział, że nie jest najlepszym ustrojem, ale lepszego nie wynaleziono, pozwala na narodziny coraz to nowych Uiów, bo każdemu się wydaje, że może rządzić, i startuje w wyborach. Byle jaki niedokształcony głupek powie, że skoro tamten dureń może sprawować tak ważny urząd, to ja wcale nie jestem gorszy, też to potrafię.

Potem głupie Uie niszczą mądrych ludzi.

Oczywiście. Panowie i panie Zero lub Nikt nie rozumieją tych inteligentniejszych od siebie i mądrzejszych. Często te głupie Uie, które na początku kariery nie umieją powiedzieć jednego poprawnego zdania, potrafią sobie wszystkich podporządkować i wmówić im, że działają dla dobra całego społeczeństwa. Straszą zagrożeniami ze Wschodu i z Zachodu, gwarantują bezpieczeństwo i kreślą wspaniałe perspektywy.

Nie z każdym Uiem musimy się zgadzać.

Trzeba jednak mieć odwagę to powiedzieć. Jeżeli tego nie zrobimy, wrócimy do czasów podziemia, drukowania ulotek na powielaczach i picia bimbru.

Nie każda osoba sprawująca władzę jest Uiem, są też politycy mądrzy, inteligentni.

Nigdy nie powiedziałem, że wszyscy są Uiami. Niemniej jednak jest ich dużo i chyba w ostatnich latach ich przybyło.

Jest pan bardzo popularnym aktorem. W Stanach Zjednoczonych na prezydenta wybrano aktora Ronalda Reagana, gubernatorem Kalifornii był Arnold Schwarzenegger. Nie ciągnie pana do polityki?

Jan Pietrzak też w 1995 r. uważał, że jest popularny i jak wystartuje w wyborach, to zostanie prezydentem Polski. Dostał tylko 1%, bo Reagan to nie Pietrzak, a Pietrzak to nie Reagan. Publiczność ceni komików i satyryków, ale im nie dowierza. 80% społeczeństwa zna mnie z serialu „Świat według Kiepskich” i oni myślą, że ja jestem kretynem, bezrobotnym alkoholikiem, brudasem, typem patologicznym, mam tyle rozumu co Ferdynand. Często koledzy pytają mnie, dlaczego gram w takim g… To niech ktoś stworzy nowy serial, który nadawany od 20 lat ciągle ma widzów. Nie wszystko musi być mądre, czasem musi służyć rozśmieszaniu ludzi, aby poczuli się lepiej. Teksty Ferdka to już niekiedy nie głupota, ale nadgłupota. Jak wykazały badania, „Świat według Kiepskich” ogląda najwięcej osób z podstawowym i wyższym wykształceniem. Ci ostatni śmieją się właśnie z tej nadgłupoty. Dlatego nikt by na mnie nie głosował.

A może któregoś dnia wyjdzie pan na scenę Teatru im. Słowackiego, by uczyć Uia, jak wygrać wybory, a tu na widowni pełno ludzi z zeszycikami, posłowie, senatorowie, z partii lewicowych lub prawicowych i pilnie notują: trzeba wywołać stan zagrożenia, pokazać wrogów, przejąć kontrolę nad sądownictwem, podporządkować sobie prasę, dać wiarę w zwycięstwo i dobrą zmianę, kontrolować przebieg wyborów…

Dla mnie byłoby największym sukcesem, gdyby choć jeden polityk zobaczył sztukę Bertolta Brechta, wrócił do domu, popatrzył w lustro i rzekł do siebie: „Tak, jestem Uiem, muszę się zmienić”.

Wywiad ukazał się w tygodniku „Przegląd”.

wp.pl

HAnia@mamaaleksa

Świetny wywiad, polecam.
„Każdy gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości i musi umieć przejąć media, kulturę i wygrać wybory.”https://wiadomosci.wp.pl/andrzej-grabowski-nie-kazdy-kalafior-moze-dojsc-do-wladzy-6246680357901953a 

Andrzej Grabowski: nie każdy „kalafior” może dojść do władzy

– Każdy gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości – mówi w rozmowie z Leszkiem Konarskim Andrzej Grabowski – aktor i artysta kabaretowy.

wiadomosci.wp.pl

 

Reżyser Andrzej Saramonowicz wypowiedział się na temat kandydatury Patryka Jakiego (PiS) na stanowisko prezydenta Warszawy.

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaadepdlpepl111aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaasdckodekodekdodeo2222

https://www.facebook.com/plugins/comment_embed.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fpermalink.php%3Fstory_fbid%3D1887848337912967%26id%3D100000634566548%26comment_id%3D1887866707911130&include_parent=falsehttps://www.facebook.com/plugins/comment_embed.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fpermalink.php%3Fstory_fbid%3D1887848337912967%26id%3D100000634566548%26comment_id%3D1887852777912523&include_parent=false

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakeodkeodkodkeo31725487_10209487227771483_2160297236251017216_n.jpg

      

 

Krytyka Polityczna >>>

Bartłomiej Radziejewski: Zakopani w pieluchach Polski nie zmienią

Fotorzepa, Darek Golik
Złota era się kończy i trzeba się brać do roboty, a nasi politycy siedzą w piaskownicy i wyszarpują sobie zabawki – uważa Bartłomiej Radziejewski, lider środowiska skupionego, wokół pisma „Nowa Konfederacja”.

Plus Minus: Rafał Matyja mówił ostatnio o tym, że środowiska Klubów Jagiellońskich i „Nowej Konfederacji” powinny założyć jakieś „prawicowe Razem”.

Bartłomiej Radziejewski: Efektowne, ale mało realne. Dziś polityka oferuje ludziom takim jak my skandaliczne warunki zatrudnienia…

A do tego będą jeszcze obniżki.

Mówię bardziej metaforycznie. Powstały dwie armie zombi, które zajmują się realizacją widzimisię liderów. Ci są zainteresowani posiadaniem tych partii na własność. Takim jak my – ale przecież też takim osobom jak Ludwik Dorn – oferują role dworaków. Względnie, pasożytowanie na publicznym groszu. Albo jedno i drugie.

No i właśnie są dwie drogi: albo w to wejść, albo założyć „prawicowe Razem”.

Prawicowe czy jakiekolwiek inne Razem brzmi dla mnie kiepsko i minimalistycznie. Należałoby wstrząsnąć podstawami polskiej polityki. Zmienić reguły gry, a nie dostarczać znudzonym widzom innej – może trochę lepszej, a może nie – rozrywki.

Kiedyś trzeba zacząć.

Nie widzę w moim pokoleniu potencjału ku temu. Jest zakopane w pieluchach i kredytach. Skłonność do ryzyka i nonkonformizmu jest w nim niska. Są szanse polityczne, ale one nie są stricte pokoleniowe. Ludzie w naszym wieku mogą odegrać dużą rolę, ale nie jedyną. Może jak skończą czterdziestkę, odchowają dzieci i spłacą kredyty. Może gdy skonsoliduje ich odpowiednik tego, czym dla dzisiejszych 60-, 70-latków były pierwsza Solidarność czy rok 1989 r. Obecnie trzeba działać szerzej, bardziej ponadpokoleniowo. Samą wiarę w zbawczą rolę naszej generacji uważam za coś w stylu…

…szukania polskiego Macrona?

Czy innej manny z nieba. Patrzymy na politykę i widzimy: tu jest słabo, tam jest słabo. W dodatku marny kapitał społeczny i kiepskie instytucje. Upatrujemy nadziei w nowym pokoleniu, bo ono jest nieskompromitowane. Ale to ostatnie może się akurat szybko zmienić. Myślę, że wszyscy powinniśmy się wziąć do roboty, zamiast wyglądać męża – czy pokolenia – opatrznościowego.

A dlaczego jesteście „konformistyczni”?

Przez to zakopanie w pieluchach i kredytach. Także przez zabetonowanie systemu: nasze pokolenie pozakładało rodziny, ale dużych karier ani pieniędzy nie zrobiło. Więc pielęgnuje swoje małe sukcesy. Zostało też wychowane od początku w warunkach ścisłego już klientelizmu w życiu publicznym, bez doświadczenia bycia pionierami, tworzenia reguł gry. Generalnie warunki III RP nie zachęcają do aktywności publicznej.

To może trzeba budować następną.

To akurat staramy się w „Nowej Konfederacji” robić. Rafał Matyja mówi w swojej ostatniej książce o fundamentalnej potrzebie walki o wyobraźnię i tu od początku działamy.

Ale docieracie do tych, którzy już są przekonani. O tym, że trzeba budować silne instytucje dowiadują się głównie ci, którzy już chcą je budować.

Docieramy do tych i z lewa, i z prawa. Mam poczucie, że przekonujemy niektórych ludzi. „Nowa Konfederacja” to nie jest towarzystwo wzajemnej adoracji. Cały czas odkrywamy nowe tereny. Jest sporo młodych, młodszych od nas, którzy pytają, co mają myśleć i robić.

Wielką bitwę o wyobraźnię można stoczyć tylko z poziomu politycznego.

Tak. To zrobił z sukcesem Jarosław Kaczyński.

Jesteście w stanie sprawić, że wasz przekaz stanie się atrakcyjny dla wyborców?

Tak. Na razie mamy komfort – i ograniczenie – mówienia głównie do elit, więc na tym się skupiamy.

Może trzeba zacząć działać, a nie tylko mówić.

Chwilowo nie mam wolnych 10 milionów na koncie.

Trzeba znaleźć własnego Sorosa.

To, co robimy, jest też fundamentalnie ważne. Polityka jest zawsze rzeźbieniem z tego, co jest. Mamy często wysokie oczekiwania wobec polityków, a nie dostrzegamy, jak oni mają mało czasu na czytanie i myślenie. Korzystają z tych ekspertów i z tych diagnoz, które są. Jarosław Kaczyński też składa swój przekaz z tych klocków, które przynieśli mu prawicowi publicyści czy intelektualiści. Jeśli mówimy o marności rządu, to trzeba pamiętać, że wynika w wielkiej mierze z marności otoczenia. Płynie stąd z jednej strony oskarżenie polityków o to, że nie budują otoczenia lepszego lub je wręcz psują. Z drugiej – kluczowa rola organicznej roboty. Nie jest ona specjalnie doceniana ani dobrze płatna, ale jest bardzo ważna. Ma moc zmieniania wyobraźni i budowy lepszych elit. Myślę, że mamy tu pewne sukcesy, na miarę skromnych możliwości.

I może czas na następny krok.

Jak się wejdzie do polityki, to zaczyna się życie między celebrą, Twitterem a intrygami. Nie masz czasu na pracę intelektualną, więc korzystasz z tego, co jest. Ponieważ to, co cię otacza, jest marne, to i twoja polityka jest marna.

Czyli idąc dalej za Rafałem Matyją, czas na Think Tank Polska?

Tak. I to jest na miarę możliwości naszego pokolenia w obecnym stanie ducha. Staramy się coś takiego robić. Szkoda, że politycy w Polsce nie cenią wiedzy i nie chcą z niej korzystać.

A dlaczego?

Po pierwsze, dlatego, że są ignorantami. Często nie znają świata poza polityką, a ponieważ ta jest ciemna, to i oni są ciemni. Nie rozumieją, że wiedza to władza. Po drugie, dlatego że nie ma wydeptanych ścieżek między tymi światami, nie ma sensownej relacji między politykami a uniwersytetami i think tankami. Ciągle słyszę od polskich naukowców i ekspertów, że musieli zdobywać swoją wiedzę wbrew systemowi, a politycy i urzędnicy oczekują, że za darmo albo względnie półdarmo zrobią sobie z tej wiedzy „spin”.

Po trzecie, polska polityka jest po prostu niepoważna. Brakuje presji na jakość rządzenia, a tylko ona – jeśli nie dobra wola polityczna – może sprawić, że politycy zaczną cenić wiedzę, bo tylko dobry ekspert lub intelektualista powie, jak rozwiązać konkretne problemy. Zresztą 500+ czy uszczelnienie podatków też wymyślili eksperci, bo niby kto. Problem generalny polega na tym, że dopóki można wygrywać obrażaniem przeciwnika, to po co się wysilać.

Dlaczego nie ma presji na jakość rządzenia?

Media jej nie wywierają, bo po ostatnim kryzysie branży tak zbiedniały – i się zdezorientowały – że właściwie chodzą już niemal wyłącznie za tematami podrzucanymi przez partyjnych piarowców. Role się odwróciły. Społeczeństwo obywatelskie akurat się rozwija, ale wciąż jest zbyt słabe i uzależnione od pieniędzy publicznych. Co chyba najważniejsze, rządzą nami politycy, którzy mieli wielkie historyczne szczęście i ono ich rozbestwiło. To, że mogą się przedstawiać jako budowniczowie demokracji i kapitalizmu, jako ci, co wprowadzili nas do NATO i UE, to przede wszystkim zasługa świetnej koniunktury. Postęp od 1989 r. był duży, niekiedy ogromny, ale zarazem nie osiągnęliśmy nic istotnego więcej niż maleńka Estonia czy Słowacja. Nawet niż Chorwacja czy Rumunia. Wszystkim się udało, bo taki był trend. Podobnie jest z wynikami gospodarczymi. Były całkiem niezłe, ale inni mieli podobne. Polscy politycy fałszywie przypisują sobie zasługi. Nie ma jednego kraju w regionie, który by poszedł inną drogą.

Ukraina?

To jest zupełna inna historia i inny już region. Ukraina czy Białoruś nie zostały objęte po rozpadzie Sowietów inwazją zachodniego kapitału na tę skalę, co my. Jak ktoś ma w danym miejscu dużo i coraz więcej pieniędzy, to po jakimś czasie zaczyna się zastanawiać, jak ochronić ten obszar. To jest właściwe tło naszego wejścia do UE i NATO. Weszliśmy tam głównie dlatego, że chcieli nas przyjąć. Po Ukrainę Zachód spróbował poważniej sięgnąć dopiero w 2013 roku, wraz z próbą unijnej umowy stowarzyszeniowej. Wtedy jednak Rosja była już na tyle mocna, żeby ostro zareagować. W latach 90. i trochę później wschodnią granicą zasadniczej ekspansji Zachodu była Polska, Słowacja, Węgry, Bułgaria i Rumunia.

Osiągnęliśmy coś swojego?

Pomijając sprawy w rodzaju jakości bankowości internetowej – nie. Nic pierwszorzędnego. Miernota. Nie jestem zwolennikiem tezy ani o kraju w ruinie, ani o najlepszym okresie w historii Polski.

A znasz jakiś lepszy?

Niewątpliwie między XIV i początkiem XVII wieku zdziałaliśmy znacznie więcej. Ale rzecz w tym, że nasi politycy ciągle się legitymują tą zupełnie nieadekwatną Ukrainą. Właściwszym punktem odniesienia jest Słowacja. Przez prawie całe lata 90., pod rządami Mecziara, była symbolem zacofania, korupcji i siermięgi w regionie. Koniec końców i tak weszła do NATO, Unii Europejskiej, zbudowała demokrację i kapitalizm, osiągnęła podobny poziom dobrobytu. Wzrost zamożności zapewnili nam inni, bezpieczeństwo też. Nie wykorzystaliśmy przewagi skali, strategicznego położenia, erupcji społecznej energii, wielkiej pracowitości Polaków bardziej niż miernie. Nasi politycy rozpieszczeni tymi świetnymi warunkami mogą się zajmować dworskimi intrygami.

Teraz mamy trend w inną stronę. I idzie z Węgier. Widziałem, jak na Facebooku przestrzegasz prawą stronę przed fascynacją Orbánem.

Bo to wybitny polityk, który jednak likwiduje liberalną demokrację i robi za unijnego kontestatora. Ale jego kraj leży w innym miejscu Europy.

I jakkolwiek Węgry urosły w naszej wyobraźni przez nieustanne powoływanie się na nie, to są małym krajem.

I bardziej peryferyjnie, ale też geopolitycznie bardziej komfortowo położonym. Jednak to, że Viktor Orbán potrafił wyrzucić Międzynarodowy Fundusz Walutowy ze swego kraju i prowadzić politykę antyamerykańską, antyniemiecką i w ogóle antyeuropejską i nie poniósł poważniejszych konsekwencji, pokazuje, jak osłabły te centra. Wystarczy sobie przypomnieć, jak wyglądało to za Jörga Haidera (prawicowy polityk austriacki, po wejściu jego partii do rządu w 2000 r. UE zastosowała sankcje wobec Austrii – red.).

Orbán jest jednak o wiele bardziej utalentowanym politykiem i nieprawdopodobnie pragmatycznym.

A także wizjonerem, niekoniecznie albo nie tylko w dobrym tego słowa znaczeniu. Umiejętnie obraca się między Berlinem, Pekinem, Moskwą i Brukselą.

PiS-owi brakuje tej zręczności.

Orbán potrafi lawirować, cofać się, wracać. Nigdy nie został postawiony przed procedurą kontroli praworządności, mimo że realnie wstrząsnął podstawami demokracji liberalnej, a my zrobiliśmy ledwie kilka korekt. Elity europejskie ostrzej reagują w przypadku Polski, bo widzą jej znacznie większe od Węgier znaczenie strategiczne, ale Polska PiS jest na pewno mniej kompetentna dyplomatycznie niż Węgry Orbána. Kaczyński definiuje siłę polityki międzynarodowej jako stawianie się możnym tego świata, a Orbán rozumie, że to trzeba równoważyć: jak zaostrza relacje z Berlinem, to poprawia z Moskwą czy Stambułem i na odwrót. Bieguny naszej polityki są inne, ale zasada ta sama.

Polityka Węgier jest wielowektorowa, a PiS mocno nonszalancka i niesiona przez retorykę.

Podstawowa różnica jest taka, że pozycja międzynarodowa Węgier za Orbána wzrosła, a nasza przez ostatnie dwa lata osłabła. Jedyne, co zdobyliśmy przez ostatnie dwa lata, to zweryfikowaliśmy parę założeń teoretycznych. Wiemy już, że polska opinia publiczna jest w stanie popierać rząd w sporze z Brukselą. Dla kontrastu, Jan Rokita wspominał, że za czasów hasła „Nicea albo śmierć” opinia publiczna domagała się kapitulacji kraju. Pod tą presją działały główne partie. Wiemy też, że Komisja Europejska nie realizuje wszystkich gróźb. Możemy sobie też mówić o reparacjach.

Tylko po co nam ta wiedza właściwie potrzebna?

Pole manewru jest w polityce kluczowe. Tyle że to kontestowanie UE jest sprzeczne z polską racją stanu, podczas gdy z węgierską niekoniecznie. Osłabianie spójności Unii, gdy nie chodzi o nasze strategiczne interesy, jest szkodliwe. Nawet w perspektywie tego, co PiS sobie wyznacza np. w sprawie sądownictwa, można to było wszystko zrobić znacznie skuteczniej. Mniej nonszalancko, bez narażania naszej reputacji w Unii Europejskiej.

PiS mówi, że reputacja w Unii tak czysto praktycznie nie ma wielkiego znaczenia.

Mówił, ale ostatnio sobie zaprzecza.

Wymiękł, ale pokazał, że jednak za bardzo przez ostatnie lata martwiliśmy się reputacją.

To prawda. PiS w wielu krytycznych diagnozach miał zresztą rację. Za bardzo przejmowaliśmy się reputacją. Ale teraz przeginamy w drugą stronę.

Kaczyński mówił, że Unii potrzebny jest nowy traktat, ale zdaje się, że nikt go nie pisze.

Robimy za unijnego kontestatora zamiast przedstawiać jakąś pozytywną wizję. Mamy mandat i możliwości, żeby to robić. Zwłaszcza że jest do tego lepsza koniunktura niż kiedykolwiek.

PiS nie czuje się w obowiązku przedstawiać jakiejś pozytywnej wizji, która wykraczałaby poza hasła wyborcze.

A sytuacja robi się poważna. Świetna koniunktura coraz wyraźniej się kończy. Polska poza Unią i NATO spadłaby z poziomu półperyferii do peryferii.

Bez Unii jesteśmy bezbronni. Po ostatniej aferze Cambridge Analytica widać, jak słabo idzie mocarstwom w starciu z wielkimi korporacjami, takimi jak Facebook. Unia może przynajmniej starać się odpowiedzieć na tego typu zagrożenia. Tak jest na przykład z RODO, ale sama Polska jest bezbronna. W latach 90. mogliśmy sobie jeszcze jakoś radzić bez Unii, ale teraz jest ona naprawdę potrzebna.

Zgoda. Unia broni nas z jednej strony przed Gazpromem czy Google’em w sposób, którego nie jesteśmy w stanie osiągnąć samodzielnie. W naszym interesie leży utrzymanie Unii Europejskiej. I w odróżnieniu od Węgier nasz głos ma spore znaczenie, może przechylić szalę w ważnych momentach.

Od paru lat trwa dyskusja o przyszłości UE, w której nas nie ma, bo nic nie mówimy. Wizja Macrona to wizja małej, scentralizowanej, ujednoliconej Unii opartej na strefie euro. Gdyby zharmonizować podatki i wydatki socjalne, to nasza konkurencyjność zostałaby zabita. Na szczęście Niemcy są w stanie to zablokować bez nas i prawdopodobnie to zrobią. Natomiast to, że my właściwie nie mamy stanowiska w tej sprawie, dowodzi dziecinności polskiej polityki. Jeśli francuski prezydent jednak wygra, Polska, nie wchodząc do strefy euro, sama postawi się de facto poza Unią.

Mówisz o Unii dwóch prędkości?

Różne prędkości mamy już teraz. Gra się toczy o to, czy powstanie nowa Unia na bazie strefy euro. Jestem przeciwnikiem wejścia do dzisiejszej unii walutowej. Ale Węgry i Rumunia dały ostatnio sygnał, że mogłyby wejść.

Przy okazji wracamy do zręczności i wielowektorowości polityki Orbána.

I pojawia się pytanie: z kim my wtedy zostaniemy?

Z dumą.

I perspektywą zacieśniania relacji z Białorusią. Tylko trzeba pamiętać, że złoty czas się kończy. Zachód słabnie, a przyszłość Unii Europejskiej i NATO jest niepewna. W ogóle wróciły czasy niepewności, czego symbolicznym momentem jest rok 2008 z kryzysem finansowym, wojną w Gruzji, igrzyskami w Pekinie. Upadła wiara w to, że dotychczasowy Zachód gwarantuje dobrobyt, i że gwarantuje go demokracja liberalna. Oczywistym kontrapunktem jest południowo-wschodnia Azja ze swoim błyskawicznym rozwojem i despotycznym kapitalizmem. Złota era się kończy i trzeba się brać do roboty, a nasi politycy siedzą w piaskownicy i wyszarpują sobie zabawki.

rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News)

Bartłomiej Radziejewski, ur. 1984, publicysta i eseista, dyrektor „Nowej Konfederacji”, współtwórca i były szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

rp.pl

PiS publikuje listę niedzielnych spotkań z politykami

PiS publikuje listę niedzielnych spotkań z politykami

Prawo i Sprawiedliwość@pisorgpl

W niedzielę (6 maja) zapraszamy na kolejne spotkania z udziałem Parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, które odbędą się w całej Polsce. 🇵🇱

300polityka.pl

20 politycznych tematów maja

Prace nad obniżeniem uposażeń parlamentarzystów, podwyższeniem renty socjalnej do kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy czy komisją śledczą ds. VAT – to tematy, które zdominują majowe posiedzenie Sejmu – jedyne w tym miesiącu. Sejmowe komisje zajmą się kandydaturą Marka Magierowskiego na stanowisko ambasadora RP w Izraelu, a także nad postawieniem Krzysztofa Kwiatkowskiego przed Trybunałem Stanu.

Maj to także kolejny etap nieformalnej kampanii samorządowej. Patryk Jaki i Rafał Trzaskowski zapowiedzieli już kilka eventów na długi weekend, a w kolejnym tygodniu Platforma i Nowoczesna mają przedstawić swojego kandydata na prezydenta Gdańska. Mniej więcej w tym samym czasie decyzję ws. startu na prezydenta Krakowa podejmie Jacek Majchrowski.

Prezydent Andrzej Duda, w związku z przewodnictwem Polski w RB ONZ, uda się do USA. Niewykluczone, że TK wyznaczy termin rozprawy ws. nowelizacji ustawy o IPN – w lutym zaskarżył ją prezydent. Julia Przyłębska dała do zrozumienia, że nastąpi to w stosunkowo niedługim czasie, bo nie ma już żadnych przeszkód proceduralnych.

W połowie miesiąca kwestią praworządności w Polsce zajmie się unijna rada ds. ogólnych – być może wcześniej dowiemy się, czy PiS zamierza przeforsować kolejne zmiany w ustawach sądowych. Swoją konwencję planuje SLD, które ma przedstawić też kandydata na prezydenta Warszawy. Platforma z kolei organizuje w Warszawie – tak, jak w ubiegłym roku – Marsz Wolności.

Ponadto 24 maja upływa termin na zgłaszanie kandydatów na ławników Sądu Najwyższego. Zgodnie z nową ustawą o SN, Senat przystępuje do wyboru 36 ławników SN pierwszej kadencji, ale raczej nie nastąpi to w maju, bo jedyne posiedzenie w tym miesiącu zaplanowano na pierwszą połowę maja, a kolejne – dopiero na czerwiec. Także w maju odbędzie się kolejne posiedzenie KRS.

*****

Kontynuacja sejmowego protestu. W Sejmie ciągle trwa protest rodziców i opiekunów niepełnosprawnych osób. Wiele wskazuje na to, że ten stan rzeczy nie zmieni się w najbliższych dniach, bo opiekunowie odrzucili kolejną propozycję rządu, a Sejm zbiera się dopiero 8 maja. Protestujący zapowiadają obecność w Sejmie przez cały długi majowy weekend.

Prezydencja Polski w RB ONZ. 1 stycznia Polska objęła na dwa lata niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Od 1 maja nasz kraj będzie sprawować miesięczne przewodnictwo w radzie. Wśród tematów obrad rady w czasie polskiej prezydencji znajdą się konflikt w Syrii i stosunki społeczności międzynarodowej z Koreą Płn., o czym poinformował szef MSZ Jacek Czaputowicz.

Obchody Święta Pracy. 1 maja wypada Międzynarodowe Święto Pracy. Jak zapowiada SLD, “w ten szczególny dzień będziemy manifestować, aby upomnieć się nie tylko o godną płacę, pracę i prawa pracownicze, ale również o wolność, równość i swobody obywatelskie dla wszystkich obywateli”. Pochód w kierunku placu Zamkowego w Warszawie rozpocznie się o 12:00.

Propozycja nowego budżetu UE. 2 maja Komisja Europejska ma przedstawić projekt budżetu na lata 2021-2027. Według nieoficjalnych informacji, po raz pierwszy będzie on połączony z propozycją uzależnienia otrzymywania funduszy od praworządności – choć oficjalnie będzie mowa o efektywnym zarządzaniu finansami.

Obchody 3 maja. 3 maja prezydent Andrzej Duda wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą wezmą udział w uroczystościach z okazji Święta Narodowego 3 Maja. O 10:00 odbędzie się msza święta w intencji ojczyzny, a o 12:00 – uroczystość na placu Zamkowym, gdzie PAD zabierze głos. Zdaniem współpracowników prezydenta, będzie to ważne wystąpienie dot. referendum konsultacyjnego.

Decyzja Gersdorf. Zgodnie z nową ustawą o SN – która weszła w życie 3 marca – sędziowie SN, którzy ukończyli lub ukończą do 3 lipca 65 lat, następnego dnia, czyli 4 lipca, przechodzą w stan spoczynku, chyba że w ciągu miesiąca złożą prośbę o dalsze orzekanie przez trzy lata, a prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego SN. W teorii więc Małgorzata Gersdorf ma do 3/4 maja czas na podjęcie decyzji, ale w praktyce ogłosiła już, że stosownej prośby nie zgłosi. Także w maju odbędzie się kolejne posiedzenie KRS, a 24 maja upłynie termin na zgłaszanie kandydatów na ławników SN.

Kandydat PO i N na prezydenta Gdańska. – Koalicja obywatelska PO i Nowoczesnej po weekendzie majowym przedstawi kandydata na prezydenta Gdańska – zapowiedziałSławomir Neumann w rozmowie z PAP. Kandydatem będzie najpewniej albo Agnieszka Pomaska, albo Jarosław Wałęsa. Grzegorz Schetyna wykluczył niedawno poparcie dla Pawła Adamowicza.

Decyzja Majchrowskiego. – Decyzję o kandydowaniu podejmę w długi weekend – zapowiedział Jacek Majchrowski, odnosząc się do pytań o jego ponowny start w wyborach na prezydenta Krakowa. Swoją decyzję ma ogłosić w tygodniu następującym po długim weekendzie majowym. Jak dodał, na razie analizuje wszystkie za i przeciw.

Renta socjalna. 7 maja o 19:30 na posiedzeniu sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny odbędzie się I czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o rencie socjalnej, zakładającego zmianę kwoty renty socjalnej poprzez jej podwyższenie do kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, to jest do kwoty 1029,80 zł. To realizacja jednego z postulatów protestujacych rodziców. II czytanie odbędzie się 8 maja o 13:00, a Sejm przyjmie cały projekt w tym samym tygodniu.

Obniżka uposażeń dla parlamentarzystów. Pod koniec kwietnia sejmowa komisja regulaminowa przyjęła projekt zakładający obniżenie uposażeń parlamentarzystów o 20%. Wszystko wskazuje na to, że propozycja zgłoszona przez PiS zostanie przyjęta na najbliższym posiedzeniu Sejmu, 8-11 maja. II czytanie zaplanowano odbędzie się 8 maja o 18:00.

Zaopiniowanie kandydatury Magierowskiego. 10 maja o 13:00 sejmowa komisja spraw zagranicznych zaopiniuje kandydaturę Marka Magierowskiego na stanowisko ambasada RP w Izraelu. Tym samym potwierdzają się styczniowe informacje 300POLITYKI.

Wniosek o odwołanie Kuchcińskiego. W pierwszej połowie kwietnia opozycja złożyła wniosek o odwołanie Marka Kuchcińskiego z funkcji marszałka Sejmu. Zgodnie z regulaminem, rozpatrzenie takiego wniosku i poddanie go pod głosowanie następuje na najbliższym posiedzeniu Sejmu przypadającym po upływie 7 dni od dnia jego złożenia, nie później jednak niż w terminie 45 dni od dnia złożenia wniosku. Najbliższe posiedzenie przypada akurat na 8-11 maja.

Komisja śledcza ds. VAT. Na najbliższym posiedzeniu 8-11 maja ma powstać komisja śledcza ds. VAT, którą PiS zapowiadało kilka tygodni temu. Zgłoszony przez PiS projekt uchwały został już skierowany do I czytania, które – według wstępnego harmonogramu – odbędzie się 9 maja o 21:30, razem z drugim projektem autorstwa Kukiz ‘15. Marcin Horała – który ma zostać przewodniczącym komisji – mówił w połowie kwietnia, że “wszystko wskazuje na to, że komisja śledcza zostanie powołana na następnym posiedzeniu Sejmu”.

Wotum nieufności wobec Glińskiego. Wniosek opozycji – zainicjowany przez PSL – o odwołanie Piotra Glińskiego z funkcji ministra kultury został już skierowany do komisji kultury. Posiedzenie w tej sprawie nie zostało jeszcze wyznaczone, ale można przypuszczać, że Sejm zajmie się tym wnioskiem na majowym posiedzeniu Sejmu. W innym przypadku zostanie on rozstrzygnięty dopiero w czerwcu, bo wtedy odbędzie się kolejne posiedzenie Sejmu.

Komisja o Kwiatkowskim. 10 maja o 16:00 sejmowa komisja odpowiedialności konstytucyjnej powróci do sprawy Krzysztofa Kwiatkowskiego. W planie jest rozpatrzenie wniosku wstępnego o pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu prezesa NIK – wyjaśnienia, a także ustalenie dalszego toku postępowania komisji oraz propozycji harmonogramu przesłuchiwania świadków.

Konwencja SLD. 12 maja odbędzie się konwencja samorządowa SLD – zapowiedział to szef SLD Włodzimierz Czarzasty. Ponadto 7 maja partia przedstawi komitet obchodów stulecia niepodległości środowisk lewicowych, na którego czele stanie Aleksander Kwaśniewski. W najbliższym czasie ugrupowanie przedstawi także swojego kandydata na prezydenta Warszawy – będzie to najpewniej Andrzej Celiński.

Marsz Wolności. 12 maja w Warszawie odbędzie się organizowany przez Platformę Marsz Wolności. – Wszyscy, którzy chcą Polski praworządnej, którzy chcą niezależnego sądownictwa, przestrzegania Konstytucji i podmiotowej obecności Polski w Unii Europejskiej, są zaproszeni do Warszawy. To chwilę po święcie Europy i to tradycyjne nawiązanie do marszu wolności sprzed roku i do marszu europejskiego sprzed dwóch lat. Te dwa marsze, organizowane przez Platformę Obywatelską, zgromadziły ponad 100 tysięcy ludzi. Uważam, że teraz też nas będzie bardzo wielu i musimy pokazać, że cały czas będziemy się upominać o praworządność w Polsce – mówił w Sejmie Jan Grabiec.

Rada ds. ogólnych o Polsce. 14 maja unijna rada ds. ogólnych znów ma zająć się kwestią praworządności w Polsce. Zdaniem części komentatorów, ministrowie ds. europejckich mogliby “wygasić” procedurę art. 7 wobec Polski, ale konieczne są dalsze ustępstwa. Jak pisaliśmy na 300POLITYCE, w obozie władzy są rozważane różne warianty, ale projekt na chwilę obecną nie wpłynał do Sejmu. Teoretycznie PiS jest w stanie uchwalić stosowną ustawę jeszcze przed 14 maja.

PAD w USA. 16-20 maja prezydent Andrzej Duda z małżonką złoży wizytę w USA. W związku z objęciem przez Polskę przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ prezydent poprowadzi w siedzibie ONZ w Nowym Jorku debatę otwartą wysokiego szczebla nt. roli prawa międzynarodowego w utrzymaniu międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Głównym celem wizyty Pary Prezydenckiej w Chicago będą spotkania z Polonią.

TK o IPN. Termin rozprawy ws. nowelizacji ustawy o IPN – zaskarżonej przez prezydenta Dudę – nie został co prawda wyznaczony, ale możliwe, że nastąpi to w maju, czego nie wykluczyła Julia Przyłębska. – Nie ma już żadnych przeszkód proceduralnych, żeby wkrótce wyznaczyć termin. Tak, że myślę, że wkrótce będzie wyznaczony – mówiła prezes TK w Polskim Radiu. Zapytana, czy możemy poznać termin tej rozprawy po długim weekendzie majowym, odparła: “Być może tak będzie”. Ponadto 24 maja TK ogłosi orzeczenie – na wniosek RPO – w sprawie ustawy antyterrorystycznej, a 29 maja odbędzie się rozprawa ws. stosowania dowodów zdobytych z podsłuchu

300polityka.pl

%d blogerów lubi to: