Wspaniały Filipowicz. O to w tym chodzi!

Kornel Filipowicz, wiersz z tomu „Powiedz to słowo” (1984). Jakże aktualne.

„Jak będzie trzeba, przypomnę mu pewne fakty…”. Czy Ziobro teraz spełni dawną groźbę i wyciągnie haki na Dudę?

Jakub Noch, 25 lipca 2017

Najostrzej na dwa prezydenckie weta do nowych ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa reaguje Solidarna Polska. Najpierw kilka bezpardonowych ataków na Andrzeja Dudę przeprowadziło kierownictwo zdominowanego przez tę część koalicji rządzącej Ministerstwa Sprawiedliwości, a teraz prezydenta stanowczo skrytykowano w specjalnym oświadczeniu partii Zbigniewa Ziobry. Czy na tym walka z Dudą się jednak zakończy? A może szef Solidarnej Polski spełni wreszcie groźby sprzed lat i upubliczni rzekome haki mogące skompromitować obecnego prezydenta?

„Decyzja o wecie jest niezrozumiała” – czytamy w specjalnym oświadczeniu Solidarnej Polski na temat decyzji Andrzeja Dudy o zawetowaniu nowych ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. A potem jest tylko ostrzej. „Cofa proces uzdrowienia polskiego sądownictwa. Ponadto okoliczności złożenia weta stworzyły zachętę do generowania kolejnych protestów ulicznych i nieparlamentarnego zachowania totalnej opozycji, która do dziś nie może się pogodzić z demokratycznym wynikiem wyborów” – tak partia Zbigniewa Ziobry ocenia działania prezydenta.

Emocje buzujące w politykach Solidarnej Polski można zrozumieć: to oni okazali się największymi przegranymi ostatnich dni. Bo Andrzej Duda nie tylko zablokował niekonstytucyjne ustawy i dążenia koalicji rządzącej do przejęcia pełnej kontroli nad wymiarem sprawiedliwości i wynikami każdych kolejnych wyborów. Weta były także głośnym „nie” dla próby uczynienia głowy państwa notariuszem ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Jak daleko może więc zajść zemsta za pokrzyżowanie tych planów?

We wtorkowe popołudnie prawa ręka Zbigniewa Ziobry, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki stwierdził, że prezydent Andrzej Duda mówił nieprawdę na temat tego, iż nie konsultowano z nim kontrowersyjnych ustaw. – Przyjdzie pewnie czas, że będziemy więcej na ten temat mówili – dodał enigmatycznie. To natychmiast przypomniało, co jego pryncypał mówił o Andrzeju Dudzie, gdy pierwszy raz obaj krakowscy prawnicy się poróżnili. A było to w 2014 roku, kiedy kandydaci Solidarnej Polski nie zdobyli ani jednego mandatu w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a triumfujący w tej rywalizacji europoseł Andrzej Duda publicznie wyśmiał dawnego kolegę. Stwierdził, że na Ziobrę ludzie głosowali tylko dlatego, iż nadal brali go za kandydata Prawa i Sprawiedliwości.

– Na posła Dudę oddawano głosy, bo sądzono, że jest jeszcze moim zastępcą w ministerstwie sprawiedliwości – odgryzł się wówczas szef Solidarnej Polski na antenie Polsat News. Zbigniew Ziobro stwierdził też, że to jemu Andrzej Duda zawdzięcza karierę polityczną, a zostając w PiS „zachował się jak Judasz, który poszedł za srebrniki do prezesa Kaczyńskiego”. I dodał coś jeszcze… – Nie chciałbym schodzić do jego poziomu, ale jak będzie trzeba, przypomnę mu pewne fakty, które były dla niego niemiłe – oznajmił Ziobro.

Z.Ziobro o obecnym Prezydencie wówczas (w 2014 r.) posle Andrzeju Dudzie!

Już kilkanaście miesięcy później po konflikcie – przynajmniej oficjalnie – nie było śladu. PiS zawarło koalicję z Solidarną Polską i Polską Razem. Andrzej Duda z ich poparciem przebojem szedł po prezydenturę, a później Zjednoczona Prawica triumfowała w wyborach parlamentarnych. Nie było sensu rozdrapywać dawnych ran. W poniedziałek czas pokoju na prawicy spektakularnie się jednak skończył i pojawia się pytanie, czy dawna groźba Zbigniewa Ziobry przypadkiem nie staje się znowu aktualna.

Jakie haki może on mieć na Andrzeja Dudę? Przed trzema laty Zbigniew Ziobro rąbka tajemnicy uchylił jedynie na tyle, by stwierdzić, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to byłemu koledze „zwróci uwagę na to, że pewnych słów nie wolno rzucać wobec byłych przyjaciół, kolegów, dzięki którym znalazł się w polityce”.

http://natemat.pl/213471,jak-bedzie-trzeba-przypomne-mu-pewne-fakty-czy-ziobro-teraz-spelni-dawna-grozbe-i-wyciagnie-haki-na-dude

On to naprawdę powiedział. Suski porównuje decyzję Dudy do… postawy Armii Czerwonej

past, 25.07.2017

Marek Suski

Marek Suski (Fot. wpolsce.pl)

Prezydent „zachował się miękko”, a nawet jak „wojska rosyjskie” – tak poseł Marek Suski ocenia decyzję o zawetowaniu ustaw o SN i KRS. Dodał też, że wcale nie jest oczywiste, iż Andrzej Duda będzie kandydatem PiS w kolejnych wyborach.

Przytyki wobec prezydenta zaczęły się już na początki rozmowy Marka Suskiego z serwisem wpolsce.pl. Jacek Karnowski zapytał posła, jakie widzi możliwości po wecie prezydenta. – Jakie opcje? Wcześniejszy wybory? – zapytał prowadzący.

– Ale prezydenckie? – odparł Suski. – Dlaczego prezydenckie? – dopytał Karnowski. – No nie wiem, jak prezydent się poda dymisji będą wcześniejsze wybory prezydenckie. Jakie inne miałyby być – mówił poseł.

„Miękkość prezydenta z lekka zaskoczyła”

Suski zbył też spekulacje o rekonstrukcji rządu. – Reformę załamał prezydent, nie rząd. Więc dlaczego rząd miałby się podawać do dymisji – ocenił poseł. Spekulował też, że Duda mógł „szukać pretekstu” do weta.

Dalej Karnowski pytał o „emancypację” Andrzeja Dudy. – No emancypacja to taki ruch kobiecy bardziej, miękki. Miękkość prezydenta rzeczywiście z lekka zaskoczyła – ocenił.

– Dla mnie nie jest oczywiste, czy Andrzej Duda będzie kandydatem PiS w wyborach w 2020 roku – powiedział Suski. – Będziemy oceniać całą kadencję – dodał.

„Można przyrównać to do napadu w ciemnej uliczce”

Po tym zaczęły się bardziej metaforyczne opisy tego, co zrobił Duda.

– Można przyrównać to do ciemnej uliczki. Jak człowieka napadają w ciemnej uliczce, to można się zachować na różne sposoby. Można nic nie robić i dać sobie poderżnąć gardło, można uciec, można się bronić. My przyjęliśmy zasadę, że się bronimy. Pan prezydent uciekł – mówił poseł Suski.

– Może prezydent myśli o takiej postawie bardziej pośrodku. Jak Kukiz, że PiS i PO między sobą konkurują, a my z boku czekamy na rozwój sytuacji. apelujemy o spokój do obydwu stron – powiedział Suki i stwierdził:

To taka trochę postawa jak wojska rosyjskie, kiedy było powstanie w Warszawie. Czekali, aż się powstanie wykrwawi i wtedy my przyjdziemy na gotowe. Nie popieram tej postawy. Takie stanie z karabinem u nogi pomaga opozycji

„I nie, nie ma wojny na górze”

Wypowiedź wywołała oburzenie niektórych dziennikarzy, o czym pisali na Twitterze.

„Marek Suski, akowiec genetyczny, porównał Andrzeja Dudę do wojsk sowieckich w czasie powstania warszawskiego. Obraźliwe, no i kto jest hitlerowcami?” – pisze dziennikarz Wojtek Szacki. „I nie, nie ma wojny na górze” – ironizuje Agnieszka Gozdyra.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22149596,suski-porownuje-decyzje-dudy-do-postawy-armii-czerwonej-podczas.html#Czolka3Img

„Polska – jak na razie – cofnęła się znad krawędzi” „The New York Times” prezentuje postać Jarosława Kaczyńskiego.

W punkt

Pilot pasażerskiego Boeinga do wieży kontrolnej na Ławicy widząc Łańcuch Światła: „yeshche Polskya nye sgyneua”

KaT
25.07.2017

Pilot pasażerskiego Boeinga do wieży kontrolnej na Ławicy widząc Łańcuch Światła: „yeshche Polskya nye sgyneua”

fot. Aveos.pl

Poznańskie Łańcuchy Światła w obronie polskich sądów, które gromadziły tysiące uczestników, zrobiły wrażenie nie tylko na Polakach.

Franciszek Sterczewski, organizator poznańskiego Łańcucha Światła podzielił się na Facebooku anegdotą z ostatniego spotkania mieszkańców przy Arenie. – Dziś po Łańcuchu Światła 8 podszedł do mnie pan z panią, pracujący na co dzień w wieży kontroli lotu (takiej prawdziwej) na Ławicy i odtworzyli z komórki głos pilota, który nagrali gdy przelatywał wczoraj nad Poznaniem, a brzmiało to tak: „pszszsz … this is …….. Airlines … Boeing 404 … 1,4,7,0,6,5 … pszsz … yeshche Polskya nye sgyneua…” – pisze.

Przypomnijmy, że uczestnicy Łańcuchów Światła tworzyli imponujące i widoczne z wysokości napisy VETO, które stały się symbolem tych spotkań. To właśnie napis i morze ludzi ze światełkami dostrzegł pilot samolotu. Więcej zdjęć ze spotkań wykonanych z lotu ptaka TUTAJ.

epoznan.pl

Opozycja powołała zespół ds. reformy sądownictwa

Opozycja powołała zespół ds. reformy sądownictwa

– „Powołujemy zespół ds. reformy sądownictwa, w którego skład wejdzie zarówno Borys Budka, Krzysztof Paszyk, ja ze strony Nowoczesnej. Zespół zostanie skompletowany do końca wakacji i ruszy od początku września” – poinformowała Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej podczas briefingu w Sejmie. Zaznaczyła, że teraz energia obywatelskiego sprzeciwu powinna być nakierowana na obywatelski monitoring, jak wdrażana będzie ustawa o sądach powszechnych, którą podpisał Andrzej Duda.

Według Borysa Budki z PO trzeba zwrócić uwagę, że przez „polityczną KRS” minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro obsadzi 800 nieobsadzonych dotąd etatów sądowych. Ważne jest, aby prokurator generalny nie próbował wpływać na niezawisłość sędziowską poprzez prezesów, których będzie chciał od siebie uzależnić” – stwierdził poseł. Zapowiedział, że opozycja wspólnie z Polakami będzie protestować przed sądami, gdzie Zbigniew Ziobro będzie chciał wprowadzać swoich współpracowników.

– „Już dziś składamy prezydentowi projekt ustawy o KRS, który był procedowany w Sejmie, pod którym podpisali się posłowie PSL, Nowoczesnej i PO. To projekt przygotowany przez środowiska związane ze stowarzyszeniem IIustitia, wybitnych ekspertów. Projekt całkowitej demokratyzacji KRS, zgodnie z polską Konstytucją. PiS ten projekt odrzucił w I czytaniu. Liczymy, że prezydent Duda wykorzysta dobrze przygotowany projekt do tego, by rozpocząć tę dyskusję o polskim wymiarze sprawiedliwości” – mówił Budka.

Piotr Zgorzelski z PSL zapewnił, że opozycja jest gotowa do współpracy przy okrągłym stole, do czego zapraszał prezydent Duda.

bt

Źródło: rp.pl

koduj24.pl

Lichocka: media komercyjne chcą obalić rząd

Lichocka: media komercyjne chcą obalić rząd

Wiele w ostatnim czasie było kuriozalnych wypowiedzi funkcjonariuszy PiS. Joanna Lichocka – nie dość, że posłanka tej partii, to jeszcze członkini Rady Mediów Narodowych – jest autorką kolejnej z nich.

 „Największe media komercyjne chcą razem z opozycją obalić demokratycznie wybrany rząd” – stwierdziła Lichocka. Uważa ona, że media te prowadzą działania zastraszające wyborców Prawa i Sprawiedliwości, a rządzących pokazują jako tych, którzy „nie chcą żyć w wolnym i niepodległym kraju”. Zdaniem Lichockiej, media komercyjne „w sposób niesłychany” łamały standardy dziennikarskie, opowiadając się i angażując po jednej ze stron konfliktu.

Oczywiście, według Lichockiej, media narodowe (kiedyś nazywane publicznymi) protesty relacjonowały „bardzo poprawnie”, pokazując „różne strony konfliktu” i przedstawiając racje każdej z nich we „wszechstronnych relacjach”.

Jak to się ma do rzeczywistości, mógł się przekonać każdy, kto oglądał choćby „Wiadomości” TVP, o tzw. paskach w TVP Info nie wspominając. Lichocka nie zauważyła na przykład zachowań dwóch współpracowników tej – rzekomo obiektywnej – TVP, którzy podczas protestów przed Sejmem prowokowali manifestujących, pokazując im środkowe palce.

bt

Źródło: dziennik.pl

koduj24.pl

Lipcowa rewolucja wydaje się być trwała

Lipcowa rewolucja wydaje się być trwała

Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa.

Andrzej Duda podjął rękawicę rzuconą przez protestujących, zawetował dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa. I nie dlatego to zrobił, że zrozumiał cokolwiek, ale dlatego, że się przestraszył.

Przewroty, upadki, rewolucje zawsze mają za jedną z zasadniczych przyczyn bezpośrednich  – strach. To już się stało i nie jest do cofnięcia, choćby nie wiem, co PiS robił, to se ne vrati. Właśnie! Nie chodzi o decyzję Dudy, chodzi o to, co się urodziło na ulicy dzięki ustawom sądowniczym, a czego niechcący akuszerem został Duda.

Atmosfera się nie uspokoi, bo protest zobaczył się w lustrze. Zobaczył, jaką posiada siłę i przede wszystkim: usłyszał siebie, wyartykułował się, acz są to na razie pierwociny artykulacji, zręby są jednak wyraźne.

Duda na tym nie skorzysta, jest więźniem pisowskiego zaplecza, jest skazany na inicjatywy polityczne akolitów i samego Jarosława Kaczyńskiego. Aby się uwiarygodnić, musiałby wszystko odrzucać, wetować, a tego nie zrobi, gdyż prawdopodobnie jest postawiony na funkcji prezydenta siłą haków, które były w użyciu w słynny poniedziałek (24.07.2017 – warto zapamiętać tę datę), gdy delegacja marszałków i premier chciała na nim wymóc cofnięcie weta.

Duda ma więc świadomość, że parafując jakąkolwiek ustawę nie podobającą się nowemu podmiotowi politycznemu – nazwijmy na razie: protestującymi – spotka się z podobną reakcją ulicy, street politics, jak w lipcu. Nie wejdzie też w żaden bliższy alians z protestującymi, bo gdyby był niezłomny – jak zarzekał się bufoniarsko na początku prezydentury – już dawno wyszedłby do protestujących.

Nie jest to jednakże pocieszająca wiadomość dla opozycji parlamentarnej. Co wrażliwsi mają tego świadomość. Podczas ośmiu dni lipcowych – chyba już możemy używać nazwy rewolucja lipcowa – politycy rzadko byli dopuszczani do głosu. Piszę na przykładzie Poznania. Tylko w pierwszym dniu protestu organizowanym przez KOD do głosu został dopuszczony prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

W następnych dniach prowadzący Franciszek Sterczewski zachęcał polityków do robienia notatek, a nie do gulgotania w sitko, a nawet namawiał do służby w ochranianiu protestu. Usłyszał tę zachętę nie tylko Ryszard Petru, aby wdziać odblaskową kamizelkę. W tym sensie lipcowe protesty – lipcowa rewolucja – jest postkodowska. Nie przekreśla to KOD, nie wyklucza go, ukazała jednak błędy, które popełnił KOD. Acz – to też trzeba mieć na względzie – błędy były nie do uniknięcia. Dlatego, że politycy zostali sprowadzeni do swego wymiaru funkcji: służby, dlatego nagle zjawili się młodzi i objęli dowodzenie nieposłuszeństwem obywatelskim. Wyartykułowali się, bo w trakcie protestów nie tylko słyszeliśmy potrzebę bronienia trójpodziału władzy, szczególnie sądownictwa, ale też potrzeby z innych beczek społecznych potrzeb. To nie był protest gatunkowy (w sprawie sądownictwa), to był protest szerokiego nurtu, głównego i pokoleniowy.

Nie jest to więc dobra wiadomość dla Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, ale dla poszczególnych polityków tych partii owszem, bo mają ucho i otwarty rozum na wrażliwość, która właśnie się artykułuje. Protesty wykreowały młode elity. I są to m.in młodzi prawnicy – norma np. w USA – ale nie tylko, świat nie jest im obcy, a Europa domem takim samym, jak Polska.

Protestujący z rewolucji lipcowej zamyślają o powołaniu nowego podmiotu politycznego. Jedna z uczestniczek Małgorzata Sikorska chce fundować Polskę od nowa, pisze o tym (punkts.blog.polityka.pl): – „Czy potencjał, który tak wyraźnie ujawnił się w czasie ostatnich manifestacji (i to zarówno po stronie przemawiających, jak i uczestników), przełoży się na powstanie nowej siły politycznej, której przedstawiciele być może będą mieli odmienne zdania, co do kwestii szczegółowych, ale zgodzą się co to pryncypiów – tego, że ta „nowa” Polska musi być zbudowana na otwartości, szacunku i solidarności społecznej? Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa”.

Wielce prawdopodobne, że narodził się polski Emmanuel Macron.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

WTOREK, 25 LIPCA 2017

STAN GRY: Kukiz’15 “dumny z PAD”, Fakt umieszcza JK w poczekalni za Adriana, GW: PAD zawęża krąg osób, RZ: Lobbyści przeciw ustawie PiS o zwierzętach

— PIS POPRAWI PSI LOS, LOBBYŚCI WALCZĄ Z PROJEKTEM PIS – Wiktor Ferfecki w RZ: “Posłowie chcą także rozszerzyć katalog czynów uznanych za znęcanie się nad zwierzętami oraz podwyższyć grożące za to kary. Część przepisów ma ułatwić walkę z tzw. pseudohodowlami psów i kotów oraz nieprawidłowościami w schroniskach. Ostatecznie PiS nie zdecydował się na zakaz tresury dzikich zwierząt w cyrkach. W ustawie jest za to zakaz uboju rytualnego, który już 30 dni od ogłoszenia ustawy będzie możliwy tylko na potrzeby członków związków wyznaniowych. PiS chce też, by do 2022 r. zniknęły fermy zwierząt futerkowych. Krzysztof Czabański z PiS mówi „Rzeczpospolitej”, że te dwa ostatnie elementy nowelizacji spowodują jego zdaniem największy opór. – Są już widoczne w wielu klubach sejmowych zabiegi lobbystyczne wymierzone w te przepisy – dodaje”. http://www.rp.pl/Kraj/307249898-Ustawa-o-ochronie-zwierzat-Chca-poprawic-psi-los.html?template=restricted

— CZAS NA UCHO PREZYDENTA – w Fakcie zamiana ról – fotomontaż – Kaczyński siedzący w przedpokoju u Dudy: “ Nawet jeśli Jarosław Kaczyński wyśle do głowy państwa mediatora, Duda będzie mógł odmówić spotkania. Jak szef PiS zniesie to, że teraz to on będzie musiał pokonać nie tylko sekretarkę, ale przedrzeć się przez wielotysięczny tłum przeciwników PiS?”

— FOTOMONTAŻ Z POCZEKALNIĄ U PAD W FAKCIEhttp://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/czekal-adrian-na-prezesa-teraz-kaczynski-poczeka-do-dudy/rvb4c36

— 300LIVE: 
Rząd zajmie się dzisiaj projektem ustawy dot. utworzenia Biura Nadzoru Wewnętrznego
WKK proponuje „gest solidarności”, czyli miesięcznice weta. 24. każdego miesiąca przed SN
Łapiński: Prezydent zachował się bardzo odpowiedzialnie
Łapiński: Prezydent miał świadomość, że podejmował trudną decyzję, wymagającą poczucia odpowiedzialności
Mucha na pytanie Michniewicz czy PAD był namawiany do zmiany decyzji: Decyzja jest nieodwołalna
Mucha: Tak ważnej i systemowej reformy przy takiej niestaranności legislacyjnej nie sposób było przyjąć
Bochenek: Byliśmy trochę zdumieni decyzją prezydenta
Mucha potwierdza podpis PAD pod ustawą o ustroju sądów powszechnych
Bochenek: Są pewne pomysły, to wymaga decyzji politycznych. Trwają rozmowy
Bochenek: 70% Polaków popiera te reformy, które chcieliśmy wdrażać. Szkoda, że prezydent je zawetował
Bochenek: Prezydent wziął na siebie odpowiedzialność za reformę sądownictwa
Polityczny plan wtorku: rozprawa KW, posiedzenie rządu i konferencja opozycji
http://300polityka.pl/live/2017/07/25/

— WETO DUDY POGRĄŻYŁO KACZYŃSKIEGO – jedynka Faktu.

— WYSŁUCHAŁ POLAKÓW, POSTAWIŁ SIĘ KACZYŃSKIEMU, SZOK W PIS – jedynka SE.

— WETO PREZYDENTA RATUJE DEMOKRACJĘ – jedynka Gazety Pomorskiej.

— BRAWO PANIE PREZYDENCIE – tytuł w Fakcie.

— ZACZYNA ROZUMIEĆ CO TO JEST BYĆ PREZYDENTEM WSZYSTKICH POLAKÓW – naczelny Faktu Robert Feluś: “Poprzez podwójne veto Andrzej Duda pokazał, że zaczyna coraz lepiej rozumieć, co to znaczy być prezydentem wszystkich Polaków. Dał też wyraźny sygnał, że ostro wchodzi do gry i że za bardzo mu ciąży bycie w roli kabaretowego Adriana, który bezskutecznie czeka na zydelku w poczekalni na audiencję u prezesa”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/prezydent-rp-andrzej-duda-zawetowal-ustawe-o-sadzie-najwyzszym-i-krs/s18jgfm

— BRAWO PANIE PREZYDENCIE – wicenaczelny SE Hubert Biskupski: “To była bez wątpienia najtrudniejsza próba, przed jaką Andrzej Duda stanął od początku swojej kadencji. I muszę z dumą stwierdzić, że wyszedł z tej próby zwycięsko”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/zdaniem-naczelnego-brawo-panie-prezydencie-brawo-za-odwage-i-roztropnosc_1010173.html

— DUDA WSPARŁ SŁABNĄCEGO ZŁOTEGO – tytuł w RZ.

— TRUMP ZDRADZA PIS – Jędrzej Bielecki w RZ: “W apogeum sporu o Sąd Najwyższy Ameryka sprzeciwiła się planom Kaczyńskiego. Okazało się, że nasz sojusz z USA nie jest bezwarunkowy”. http://www.rp.pl/Prezydent–USA/307249901-Ustawa-o-Sadzie-Najwyzszym-Donald-Trump-zdradza-PiS.html?template=restricted

— POSŁUCHAŁ ZOFII ROMASZEWSKIEJ I POLAKÓW, KTÓRZY WYSZLI NA ULICE – jedynka Gazety Krakowskiej.

— PANI OD KOR I PRAWORZĄDNOŚCI – tytuł w GW.

— TO PO PROSTU NIEDOPUSZCZALNE – ZOFIA ROMASZEWSKA w rozmowie z RZ: “Prezydent konsultował się w tej sprawie z wieloma ludźmi o bardzo różnych poglądach. Ja zwracałam uwagę na to, że ustawa, zwłaszcza o tak dużym znaczeniu, nie może być pisana na kolanie. Poza tym – oddanie absolutnej władzy ministrowi sprawiedliwości? To po prostu niedopuszczalne”. http://www.rp.pl/Wiadomosci/307249877-Zofia-Romaszewska-Prawa-nie-mozna-pisac-na-kolanie.html?template=restricted

— PREZYDENT STAWIA TAMĘ – jedynka największej gazety regionalnej – Dziennika Zachodniego:

 PIS WYCHODZI Z SZOKU PO DUDZIE – Agata Kondzińska w GW: “Od jednego z ministrów usłyszeliśmy, że „sytuacja jest nieciekawa”. W największych opałach jest Zbigniew Ziobro, patron zmian w sądownictwie. Miał się umocnić politycznie, a znalazł się w defensywie. W PiS słychać, że część polityków ma do niego pretensje nie tylko o tempo prac nad ustawami. – To Ziobro przyczynił się do kryzysu, bo w ustawie o Sądzie Najwyższym dał sobie większe uprawnienia niż prezydent. Andrzej Duda się postawił, zaczęło się grzebanie przy ustawach o KRS i SN, negocjowanie prezydenta z Pawłem Kukizem, coraz większy chaos. Ludzie wyszli na ulice, zakłócali też spokój Jarosława, protestując pod jego domem – opowiada nasz rozmówca z PiS”.

— KUKIZ’15 DUMNY Z PREZYDENTA – MAREK JAKUBIAK  w tekście Kondzińskiej: “– Wszyscy w Kukiz’15 jesteśmy dumni z pana prezydenta, wielka klasa – cieszy się Marek Jakubiak. – Pokazał, jak ważnym elementem państwa polskiego jest jego urząd, w chwili gdy wydawało się, że sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Uważamy, że dał czas PiS-owi na rewizję stylu, w jakim uprawia politykę”. http://wyborcza.pl/7,75398,22144574,pis-wychodzi-z-szoku-po-dudzie.html

— SPOTKANIA DUDY Z PREZESEM NIE PAMIĘTAJĄ NAJSTARSI GÓRALE – Agata Kondzińska w GW: “Relacje między Dudą a centralą PiS przy ul. Nowogrodzkiej chłodne są od dawna. Współpracownik prezydenta: – Ostatnie spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim? Dawno. Najstarsi górale nie pamiętają”.

— DUDA ZAWĘŻA GRONO, BY NOWOGRODZKA NIE WIEDZIAŁA – dalej Kondzińska: “Opowiada jeden z polityków: – Jeśli Duda chce, żeby Nowogrodzka nie znała jego ruchu, maksymalnie zawęża krąg osób, które wiedzą, co zrobi. Jeśli chce, by w PiS wiedzieli – opowiada wszystkim o planach. Według naszych informacji tak było z zapowiadanym przez PiS podatkiem paliwowym. – Prezydent powiedział ministrom, że to zawetuje, bo nie będzie umiał wytłumaczyć, że jest podwyżka, a PiS chwali się dobrą gospodarką – opowiada polityk PiS. Partia wycofała ustawę”.

— PREZYDENT CHŁODNO POTRAKTOWAŁ MINISTRÓW Z PIS – Kondzińska: “Święto policji w Legionowie. Jest prezydent, są ministrowie rządu Beaty Szydło. Do prezydenta podchodzą szef MSWiA Mariusz Błaszczak i minister z kancelarii premiera Paweł Szefernaker. – Widziałem, jak ich zbył, chcieli rozmawiać, ale bardzo chłodno ich potraktował – opowiada nam jeden z uczestników uroczystości. To typowe dla Jarosława Kaczyńskiego. – On sam nie zniżyłby się, żeby o coś prosić, woli wysłać emisariusza. Raczej był pewny, że prezydent tu się nie postawi – mówi polityk PiS”. http://wyborcza.pl/7,75398,22144217,spotkania-dudy-z-kaczynskim-nie-pamietaja-najstarsi-gorale.html

— TO PIS BĘDZIE ZALEŻNY OD DUDY, NIE ODWROTNIE – Michał Szułdrzyński w RZ: “Rola prezydenta rośnie, ponieważ do wyborów prezydenckich jeszcze daleko, więc przez najbliższe miesiące to PiS będzie zależny od Andrzeja Dudy, a nie na odwrót. Chcąc przeprowadzić jakąkolwiek poważniejszą zmianę, rząd będzie musiał się najpierw konsultować z prezydentem, by w przyszłości uniknąć weta”.

— DWA OBOZY W OBRĘBIE PRAWICY – dalej Szułdrzyński: “Może to więc wytworzyć sytuację, w której w obrębie prawicy dojdzie do realnego pęknięcia na dwa obozy – radykalno-rewolucyjny, skoncentrowany wokół Jarosława Kaczyńskiego oraz wokół patrona ostatnich reform w sądownictwie Zbigniewa Ziobry, i drugi – bardziej umiarkowany, republikański, konserwatywny, budowany wokół Andrzeja Dudy”.

— KACZYŃSKI MOŻE MIEĆ PRETENSJE TYLKO DO SIEBIE – dalej Szułdrzyński: “To nie Andrzej Duda wrzucił ustawę o Sądzie Najwyższym w środku nocy na posiedzeniu Sejmu, nie przeprowadzając konsultacji. To nie prezydent jest winny, że projekt pisano i poprawiano na kolanie, popełniając błędy. To również nie prezydent jest winien, że Jarosław Kaczyński kilka dni temu wybuchł w Sejmie, nazywając opozycję zdrajcami, mordercami i kanaliami, co zszokowało nawet wielu posłów PiS. Jeśli więc Jarosław Kaczyński może mieć dziś pretensje o rozłam, który zaczął rysować się w dowodzonym przez niego obozie politycznym, to wyłącznie do siebie”. http://www.rp.pl/Komentarze/307249881-Michal-Szuldrzynski-Rozlam-na-zyczenie-Kaczynskiego.html

— WIĘKSZOŚĆ POLAKÓW TO NIE SEKTA WARIATÓW – Rafał Ziemkiewicz w SE: “A ogół Polaków nie jest taki jak te sekty wariatów, które biją się między sobą i usiłują na różne sposoby zdemolować Polskę. Ogół Polaków ceni sobie zdrowy rozsądek i sądzę, że nie kupują oni narracji PiS. Bo to jakobińska narracja o tym, że potrzebna jest totalna rewolucja, trzęsienie ziemi i najlepiej oddać to wszystko pod jednoosobową władzę Jarosława Kaczyńskiego – w myśl zasady, że komendant wszystko wie i wszystko zrobi”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/ogol-polakow-to-nie-sekta-wariatow_1010177.html

— SZEF PUBLICYSTYKI TVP INFO: PREZYDENT POSTAWIŁ SIĘ PO DRUGIEJ STRONIE – mówi Tadeusz Płużański w rozmowie z SE: “- Przyczyną tej decyzji może być zaplecze polityczne prezydenta. To ludzie bardziej umiarkowani od PiS. I być może z tego wynika fakt, że Andrzej Duda zdecydował się na taki manewr, który próbuje godzić opozycję z rządem. Jednak powinien mieć świadomość tego, że jeśli taki cel rzeczywiście mu przyświecał, to raczej nie uda się go zrealizować – bo to jest wojna totalna. I – choć przykro to mówić – w tej wojnie prezydent opowiedział się po drugiej stronie”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/pluzanski-prezydent-po-drugiej-stronie_1010176.html

— ZWYCIĘSTWO OBYWATELI I OBYWATELEK – jedynka GW.

— OBÓZ WŁADZY POGRĄŻY SIĘ W WALCE – Jarosław Kurski na jedynce GW: “Prezydent Duda nie przestał być synem swojej partii, ale właśnie przeciął pępowinę. Dla swoich stał się „częścią wrogiego układu”. Jeżeli prezes nie wybaczy mu „zdrady”, to obóz władzy pogrąży się w wewnętrznej walce”. http://wyborcza.pl/7,75968,22144556,zwyciestwo-obywatelek-i-obywateli.html

— WYRAŹNIE NIE DOCENIONO ANDRZEJA DUDY – pisze naczelny RZ Bogusław Chrabota: “Prezydentowi należy niewątpliwie pogratulować odwagi. Ale nie zgadzam się z tezą, że rozpoczął wojnę z PiS. Sprzeciwił się Jarosławowi Kaczyńskiemu, rozbroił plany konkurenta, czyli Zbigniewa Ziobry, na ich własne życzenie. Gdyby nie furia prezesa w Sejmie, gdyby nie igranie autorytetem urzędu prezydenckiego w procesie legislacyjnym, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Wyraźnie nie doceniono Andrzeja Dudy i właśnie za to się odpłacił”.

— ULICA ZATRZYMAŁA REWOLUCJĘ – dalej Chrabota: “Polska obywatelskich protestów triumfuje przekonana, że ulica zatrzymała rewolucję, czyli dewastację państwa. Jest szansa na naprawienie relacji z Unią Europejską, a władza partyjno-państwowa okazała się nie takim monolitem, jak powszechnie zakładano. Przed polską polityką rodzą się nowe scenariusze i ożywa nadzieja, że można zmieniać kraj w sposób rozsądny i przy powszechnym konsensusie”. http://www.rp.pl/Komentarze/307249882-Sprzeciw-prezydenta-Andrzej-Duda-wetuje-ustawy-o-KRS-i-SN.html

— SKĄD WZIĄŁ SIĘ PLAKAT, KTÓRY STAŁ SIĘ SYMBOLEM PROTESTU: “Nowy symbol walki o praworządność w Polsce zaprojektował malarz i grafik Luka Rayski. Szerokiej publiczności jest znany jako autor rysunków i ilustracji w „Wysokich Obcasach”, „Polityce”, „Zwierciadle” i „Przekroju”. Ponadto jest autorem plakatów, okładek książek, obrazów i rysunków. Plakaty repertuarowe jego projektu wieszało przez pewien czas PKP Powiśle. Zaprojektował okładkę książki „Jak być artystą na przykładzie Tomasza Manna” Małgorzaty Łukasiewicz. Uczył się w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i w Parsons School of Design w Nowym Jorku”. http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22144486,jak-powstal-plakat-protestu-konstytucja.html

— SUWEREN NA WŁASNYCH WARUNKACH WKRACZA NA SCENĘ – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Świadomy tłum obywateli może przecież rozsmakować się we wpływaniu na rzeczywistość polityczną. To, że jutro, pojutrze rozejdzie się do domów, albo nawet wyjedzie na działki, nie zlikwiduje poczucia sprawczości, którą być może obywatele będą chcieli wykorzystać w innych sytuacjach. Być może nawet właśnie teraz dokonuje się wejście do gry prawdziwego suwerena, który w roku 1989 zrejterował z politycznej sceny, by zająć się własnymi sprawami i oddał wszystko politykom”. http://www.rp.pl/Komentarze/307249874-Weto-prezydenta-Suweren-na-wlasnych-warunkach-wkracza-na-scene.html?template=restricted

— PREZYDENT BIERZE ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA REFORMĘ SĄDOWNICTWA – tytuł w GPC.

— OBÓZ MUSI WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI, BO MACHERZY III RP WIEDZĄ, ŻE ICH TAKTYKA ZADZIAŁAŁA – Wojciech Mucha w GPC: “Całość zakończyła się w sposób najgorszy z możliwych. Weto prezydenta Andrzeja Dudy to pokazanie przeciwnikom czarno na białym, że ich metoda walki politycznej jest skuteczna. Ulica, zagranica i przemyślany marketing polityczny wystarczą. Być może prezydent musiał tak postąpić, jednak teraz czas na konsolidację i wspólne działanie. Obóz prawicy musi wyciągnąć wnioski, bo macherzy III RP już wiedzą, że ich taktyka zadziałała. To nie może się powtórzyć”. http://gpcodziennie.pl/66609-czybedziemysilniejsipoporazce.html

— JEDNOŚĆ DOBREJ ZMIANY – Adrian Stankowski w GPC: “(…) zachowanie chłodnej głowy i wielkiej mądrości, by zapewnić jedność obozu dobrej zmiany, którego Andrzej Duda nadal pozostaje jednym z najistotniejszych atutów”. http://gpcodziennie.pl/66611-jednoscdobrejzmiany.html

— ANDRZEJ GWIAZDA KOMENTUJE DECYZJĘ DUDY JAKO WYRAZ SŁABOŚCI – cytowany przez GPC: “Komentatorzy są podzieleni co do oceny działań prezydenta. Andrzej Gwiazda podkreśla, że może to być odebrane jako oznaka słabości. – Dla gangstera nie ma dżentelmeńskich umów. Dla gangstera każde cofnięcie się jest oznaką słabości, czyli sygnałem do ataku – ocenił Gwiazda”.

— RYSZARD PETRU O WSPÓLNYCH LISTACH – mówi w RZ: “Musimy zewrzeć szyki, bo wybory będą fałszowane. Tylko ulica i szeroki front zatrzyma PiS”. http://www.rp.pl/Polityka/307249876-Ryszard-Petru-Milion-protestujacych-obali-rzad-PiS.html?template=restricted

— KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA CHWALI OPOZYCJĘ – jak pisze w GW: “Każdy ma jakąś rolę do odegrania. Rolą opozycji jest walka w Sejmie. I opozycja zrobiła, co mogła. Zablokować ustawy nie była w stanie, ale mogła dać świadectwo swojego sprzeciwu. I nie odpuszczała. Na sali sejmowej, na posiedzeniach komisji, w Senacie. Umiejętnie artykułowała swoje przesłanie w twardych słowach. Wykorzystywała wszelkie możliwości i wszelkie parlamentarne sztuczki, choćby składając ponad tysiąc poprawek do ustawy o Sądzie Najwyższym (zresztą to nie pierwszy taki przypadek, gdy fortelami starano się opóźnić przyjęcie jakiejś ustawy – lata temu związkowiec Maciej Manicki złożył tysiące poprawek, i to na kolorowym papierze, by utrudnić głosowanie nad reformami podatkowymi Balcerowicza). Opozycja pokazała siłę, nawet jeśli dziś to tylko siła bezsilnych”. http://wyborcza.pl/7,75968,22144181,opozycja-ma-najlepszy-program-walczy-razem-z-nami.html

— RYSZARD BUGAJ O SYSTEMIE NARODOWO- ETATYSTYCZNYM PIS – pisze w RZ: “Widać już wystarczająco wyraźnie, że PiS nie wymyśli na nowo demokratycznego kapitalizmu. Zmiany, które wprowadza, prowadzą do systemu, który można chyba określić jako system narodowo-etatystyczny. Jest tam trochę miejsca na solidarność, ale mało na demokrację”. http://www.rp.pl/Publicystyka/307249891-Ryszard-Bugaj-Co-jesli-nie-PiS.html?template=restricted

— PIS-OWI PRZYDAŁBY SIĘ NACISK Z LEWEJ STRONY – NA PRZYKŁADZIE RATOWNIKÓW MEDYCZNYCH pisze Krzysztof Wołodźko w GPC: „Nie tylko sytuacja w ratownictwie medycznym wskazuje, że PiS-owi przydałaby się solidna krytyka i polityczny nacisk z lewej strony – tak- że krytyka o znacznej sile emocji rozgrzewającej i uli- cę, i media społecznościowe. Liberałowie jednak zawsze wzruszą ramionami w takiej sytuacji, nawet gdyby z lewej wyszedł impuls do wspólnego prospołecznego protestu. Oczywiście lewica mogłaby też próbować spokojniej rozmawiać z PiS-em. Ale tego się boi, bo naraziłaby się wła- snym intelektualistom i ich liberalnym mentorom”. http://gpcodziennie.pl/66577-trzeciadrogaczyslepyzaulek.html

300polityka.pl

Jakub Majmurek

Wiele dowiedzieliśmy się z mowy premier Szydło. I są to raczej złe wiadomości. Ale są dwa powody do optymizmu

24 lipca 2017

Premier rządu PiS Beata Szydło, oraz partyjni oficjele, wychodzą z Belwederu. Spotkali się z Andrzejem Dudą po tym jak prezydent zawetował dwie z trzech pisowskich ustaw ograniczających niezależność sądownictwa. Warszawa, 24 lipca 2017

Premier rządu PiS Beata Szydło, oraz partyjni oficjele, wychodzą z Belwederu. Spotkali się z Andrzejem Dudą po tym jak prezydent zawetował dwie z trzech pisowskich ustaw ograniczających niezależność sądownictwa. Warszawa, 24 lipca 2017(Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Gorący polityczny poniedziałek zakończył się dwoma równoległymi, wzajemnie zagłuszającymi się orędziami premier Beaty Szydło i prezydenta Andrzeja Dudy.

W całej historii III RP taka sytuacja nie miała jak dotąd miejsca – nawet w okresach największych politycznych napięć między głową państwa a rządem (Wałęsa – Oleksy, Kwaśniewski – Buzek, Kaczyński – Tusk).

Dwa orędzia tworzą podstawy do spekulacji, że stosunki między Pałacem na Krakowskim Przedmieściu a Nowogrodzką weszły właśnie w epokę lodowcową. Na pewno pokazują, że po całym dniu negocjacji obóz „dobrej zmiany” nie był w stanie wypracować jednego komunikatu w sprawie tego, co dalej po prezydenckich wetach.

wyborcza.pl

Dlaczego ustawa o ustroju sądów powszechnych jest niekonstytucyjna. Druk nr 563 – senacki biały kruk

red., 25 lipca 2017

Posiedzenie Senatu w sprawie Ustawy o Sądzie Najwyższym

Posiedzenie Senatu w sprawie Ustawy o Sądzie Najwyższym (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Prezydent Andrzej Duda podpisał we wtorek 25 lipca ustawę o sądach powszechnych, mimo że jest ona niezgodna z konstytucją. Nie tylko zdaniem wielu gremiów i autorytetów prawniczych, ale także Biura Legislacyjnego Senatu.

Biuro to przedstawiło swoją opinię senatorom na ich ostatnim posiedzeniu przed wakacjami. Mimo to Senat przyjął ustawę bez poprawek.

Poniżej cytujemy fragmenty „Opinii do ustawy o zmianie – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw”, sporządzonej przez Biuro Legislacyjne Kancelarii Senatu 13 lipca 2017 r.

Druk ma numer 563 i nie można go już znaleźć (wśród wielu innych opinii i ekspertyz) na stronie internetowej Senatu. Opinia ta stała się więc białym krukiem.

CZYTAJ TAKŻE: Co jest w trzeciej ustawie o sądownictwie, której nie zawetował prezydent Andrzej Duda?

Czy PiS może odrzucić weto prezydenta?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22144195,video.html

_____

„1) Zgodnie z art. 9a ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (dalej usp) wewnętrzny nadzór administracyjny nad działalnością sądów, polegający na zapewnieniu właściwego toku wewnętrznego urzędowania sądu, bezpośrednio związanego z wykonywaniem przez sąd zadań sprawowania wymiaru sprawiedliwości, sprawują prezesi sądów. Prezesi sądów wykonują także istotne funkcje jurysdykcyjne, takie jak np. w zakresie spraw karnych: w postępowaniu przygotowawczym uprawnienia sądu właściwego do rozpoznania sprawy (art. 85 kpk), kierowanie sprawy na posiedzenie, jeżeli oskarżony złożył wniosek o rozpoznanie sprawy bez postępowania dowodowego (339 § 3a kpk), odmowa przyjęcia wniosku po terminie przez osobę nieuprawnioną (422 kpk), wydłużenie terminu sporządzenia uzasadnienia wyroku (423 kpk), odmowa przyjęcia środka odwoławczego w przypadku wniesienia po terminie przez osobę nieuprawnioną lub [gdy] wniosek jest niedopuszczalny z mocy ustawy (429 kpk), odmowa przyjęcia kasacji (530 kpk) czy też liczne inne funkcje.

Ponieważ nie da się jednoznacznie oddzielić funkcji administracyjnej od orzeczniczej prezesów sądów, uprawnienie Ministra Sprawiedliwości do powoływania i odwoływania prezesów musi być oparte w poszanowaniu przepisów Konstytucji art. 10 – zasady podziału i równowadze [-gi] władz, art. 173 – odrębności i niezależności sądów od innych władz oraz art. 178 ust. 1 – zasady niezawisłości sędziów w sprawowaniu urzędu.

Jednoznacznie należy stwierdzić, iż tego kryterium nie spełnia art. 17 ust. 1 opiniowanej ustawy, który pozwala na odwołanie przez Ministra Sprawiedliwości wszystkich prezesów sądów w trakcie ich kadencji arbitralnie, nawet bez poszanowania przesłanek ustalonych opiniowaną ustawą. Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu do wyroku z 18 lutego 2004 r stwierdził, że ‚w wypadku odwołania prezesa, przed upływem kadencji, chodzić powinno zawsze o przyczynę występującą w danym momencie, wskazującą na zagrożenie prawidłowego funkcjonowania sądu’ (K 12/03). A ponieważ nie wskazano żadnej innej wyżej stojącej, ważniejszej wartości chronionej konstytucyjnie, która pozwalałaby na zastosowanie takiego nadzwyczajnego trybu odwołania prezesów, przepis ten należy uznać za niezgodny z ww przepisami Konstytucji.

Przepis ten budzi wątpliwości także w zakresie ust. 2. Przepis ten pozwala na:

– nieuzasadnione skrócenie okresu pełnienia funkcji przez przewodniczących wydziałów powoływanych na czas określony,

– dwukrotne zwolnienie przewodniczących wydziałów, wpierw dokonane przez ‚starych’ prezesów – w okresie 6 miesięcy od dnia wejścia ustawy w życie, potem przez ‚nowych’ – w okresie 6 miesięcy od dnia ich powołania.

2) Wątpliwości [co do] zgodności z ww. przepisami Konstytucji oraz jej art. 2 budzi także nowa przesłanka odwołania prezesów sądów (art. 1 pkt 7 – art. 27 §1 pkt 3 usp). Minister może odwołać prezesa, jeżeli stwierdzi szczególnie niską efektywność działań w zakresie pełnionego nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy w sądzie lub sądach niższych. Przesłanka ta, mimo dodania w trakcie prac legislacyjnych zabezpieczenia w postaci wiążącej opinii Krajowej Rady Sądownictwa (dalej KRS), wydaje się niezgodna z zasadą określoności przepisów prawa (wynikająca z art. 2 Konstytucji), która nakłada na ustawodawcę obowiązek konstruowania przepisów poprawnych, jasnych i precyzyjnych, aby było możliwe skonstruowanie na ich podstawie jednoznacznych i zrozumiałych dla ich adresatów norm prawnych. Ocena niskiej efektywności działań będzie należała do dyskrecjonalnej władzy Ministra Sprawiedliwości.

3) Wątpliwości [co do] zgodności z Konstytucją budzi także wyłączenie opinii właściwych kolegiów sądów lub KRS o kandydatach na prezesów (art. 1 pkt 6 – art. 23-25 usp) w procesie powoływania prezesów sądów. Trybunał Konstytucyjny już w 1993 r. uznał za niezgodne z Konstytucją prawo Ministra do powoływania i odwoływania prezesów sądów z wyłączeniem jakiegokolwiek, choćby niewiążącego udziału samorządu sędziowskiego. Ponieważ nowa regulacja nie przewiduje udziału zgromadzenia ogólnego, czy choćby udziału KRS, poza przyjęciem do wiadomości wyboru dokonanego przez Ministra, należy uznać, iż przepisy te naruszają art. 10 i 173 Konstytucji.

(…)

6) art. 1 pkt 5 – art. 175f – art. 175g usp – wątpliwości może budzić wprowadzenie do ustawy rozwiązania, w myśl którego Minister Sprawiedliwości będzie mógł na podstawie decyzji administracyjnej przyznać Skarbowi Państwa uprawnienia wynikające z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego sądowe systemy informatyczne, czyli de facto dokonać wywłaszczenia prawawłasności prywatnej. Decyzja taka będzie mogła zostać wydana, jeżeli zagrożona będzie sprawność działania lub ciągłość funkcjonowania programu komputerowego lub systemu teleinformatycznego, wykorzystującego program komputerowy, lub jeżeli zapewnienia ich sprawności działania lub ciągłości funkcjonowania wymagać będzie ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, będzie napotykało przeszkody.

W myśl art. 21 ust. 2 Konstytucji wywłaszczenie jest dopuszczalne tylko wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem. Przy tym przy wprowadzaniu do porządku prawnego przepisów w zakresie pozbawienia prawa własności należy brać również pod uwagę zasadę proporcjonalności wynikającą z art. 31 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którą ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie prawnym dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publiczne albo wolności i praw innych osób. Zaś ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”.

Opinię podpisał Adam Niemczewski, wicedyrektor Biura Legislacyjnego Senatu; skróty i wytłuszczenia od redakcji „Gazety Wyborczej”

wyborcza.pl

Lipcowa rewolucja wydaje się być trwała

Andrzej Duda podjął rekawicę rzuconą przez protestujących, zawetował dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa. I nie dlatego to zrobił, że zrozumiał cokolwiek, ale dlatego że się przestraszył. Przewroty, upadki, rewolucje zawsze mają za jedną z zasadniczych przyczyn bezpośrednich  – strach. To już się stało i nie jest do cofnięcia, choćby nie wiem, co PiS robił, to se ne vrati. Właśnie! Nie chodzi o decyzję Dudy, chodzi o to, co się urodziło na ulicy dzięki ustawom sądowniczym, a czego niechcący akuszerem został Duda.

Atmosfera się nie uspokoi, bo protest zobaczył się w lustrze, zobaczył, jaką posiada siłę i przede wszystkim: usłyszał siebie, wyartykułował się, acz są to na razie pierwociny artykulacji, zręby są jednak wyraźne.

Duda na tym nie skorzysta, jest więźniem pisowskiego zaplecza, jest skazany na inicjatywy polityczne akolitów i samego Jarosława Kaczyńskiego. Aby się uwiarygodnić, musiałby wszystko odrzucać, wetować, a tego nie zrobi, gdyż prawdopodobnie jest postawiony na funkcji prezydenta siłą haków, które były w użyciu w słynny poniedziałek (24.07.2017 – warto zapamietać tę datę), gdy delegacja marszałków i premier chciała na nim wymóc cofnięcie weta.

Duda ma więc świadomość, że parafując jakąkolwiek ustawę nie podobającą się nowemu podmiotowi politycznemu – nazwijmy na razie: protestującymi – spotka się z podobną reakcją ulicy, street politics, jak w lipcu. Nie wejdzie też w żaden bliższy alians z protestującymi, bo gdyby był niezlomny – jak zarzekał się bufoniarsko na początku prezydentury – już dawno wyszedłby do protestujących.

Nie jest to jednakże pocieszająca wiadomość dla opozycji parlamentarnej. Co wrażliwsi mają tego świadomość. Podczas ośmiu dni lipcowych – chyba juz możemy nazywać rewolucją lipcową – politycy nie byli dopuszczani do głosu. Piszę na przykładzie Poznania. Tylko w pierwszym dniu protestu organizowanym przez KOD do głosu został dopuszczony prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

W następnych dniach prowadzacy Franciszek Sterczewski zachęcał polityków do robienie notatek, a nie do gulgotania w sitko, a nawet namawiał do służby w ochranianiu protestu. Usłyszał zachętę tę nie tylko Ryszard Petru, aby wdziać odblaskową kamizelkę. W tym sensie lipcowe protesty – lipcowa rewolucja – jest postkodowska. Nie przekreśla to KOD, nie wyklucza go, ukazała jednak błędy, które popelnił KOD. Acz – to też trzeba mieć na względzie – błędy były nie do uniknięcia.

Dlatego, że politycy zostali sprowadzeni do swego wymiaru funkcji: służby, dlatego nagle zjawili się młodzi i objęli dowodzenie nieposłuszeństwem obywatelskim. Wyartykułowali się, bo w trakcie protestów nie tylko słyszeliśmy potrzebę bronienia trójpodziału władzy, szczególnie sądownictwa, ale też potrzeby z innych beczek społecznych potrzeb. To nie był protest gatunkowy (ws. sądownictwa), to był protest szerokiego nurtu, głównego i pokoleniowy.

Nie jest to więc dobra wiadomość dla Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, ale dla poszczególnych polityków tych partii owszem, bo mają ucho i otwarty rozum  na wrażliwość, która właśnie się artykułuje. Protesty wykreowały młode elity. I są to m.in młodzi prawnicy – norma np. w USA – ale nie tylko, świat nie jest im obcy, a Europa domem takim samym, jak Polska.

Protestujący z rewolucji lipcowej zamyślają o powołaniu nowego podmiotu politycznego. Jedna z uczestniczek Małgorzata Sikorska chce fundować Polskę od nowa, pisze o tym (punkts.blog.polityka.pl): „Czy potencjał, który tak wyraźnie ujawnił się w czasie ostatnich manifestacji (i to zarówno po stronie przemawiających, jak i uczestników), przełoży się na powstanie nowej siły politycznej, której przedstawiciele być może będą mieli odmienne zdania, co do kwestii szczegółowych, ale zgodzą się co to pryncypiów – tego, że ta „nowa” Polska musi być zbudowana na otwartości, szacunku i solidarności społecznej? Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa.”

Wielce prawdopodobne, że narodził się polski Emmanuel Macron.

 

 

MinMaciewewicz wygłasza banialuki z mównicy sejmowej. Pytamy. Odp:banialuki objęte tajemnicą.

 

Interpelacja nr 12916

do ministra obrony narodowej

w sprawie wypowiedzi ministra obrony narodowej z 25 maja 2017 r.

Zgłaszający: Joanna Mucha, Sławomir Nitras, Rafał Trzaskowski, Agnieszka Pomaska, Paweł Olszewski, Cezary Tomczyk

Data wpływu: 29-05-2017

Szanowny Panie Ministrze,

w dniu 24 maja br. z mównicy sejmowej powiedział Pan, że wobec 900 osób jest prowadzone postępowanie prokuratorskie w związku z 400 sprawami „gospodarczymi, związanymi z nadużyciami, z tym co nazywa się przekrętami, i to zarówno sprawy o kilka, jak i kilkaset milionów”. Dalej informował Pan, że: „dotyczy to byłych posłów i ludzi na wysokich stanowiskach w MON, jak i ludzi na poziomie pułkownikowskim”. Poinformował Pan także opinię publiczną o dokonanych zatrzymaniach w związku z tymi sprawami. Proszę o odpowiedź na poniższe pytania:

1) Proszę o wymienienie 900 osób wobec których prowadzone są postępowania prokuratorskie, o których mówił Pan z mównicy sejmowej?

2) Proszę o informację wobec których posłów i „ludzi na wysokich stanowiskach w MON” jest prowadzone postępowanie?

2) Proszę o ujawnienie jakich nieprawidłowości dotyczy 400 prowadzonych spraw?

3) Kto i kiedy oraz pod jakim zarzutem został zatrzymany „ostatnio w tych sprawach”?

Z poważaniem

http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=10EE7887

POLSKA JEST DZIEWUCHĄ! [LIST]

25.07.2017

Podczas protestów Dziewuchy udowadniają, że możemy być razem i solidarnie nie zgadzać się na demolowanie Polski, ale wcale nie musimy mówić jednym głosem.

Protestuję! Jak dotąd nie opuściłem żadnego wiecu, który odbywa się w Łodzi pod Sądem Okręgowym. Wprawdzie przede mną wyjazdy, ale myślę już o tym, jak wyrazić swój sprzeciw wobec działań PiS także poza Łodzią – przeprowadzana ustawami zmiana ustroju jest rzeczą zbyt poważną, by sobie odpuścić. Właśnie ze względu na ciężar spraw pokonuję zmęczenie, kiepski nastrój, dopadający mnie wciąż smutek po śmierci Mamy. I idę. Wiele dobrego mógłbym powiedzieć o organizatorach łódzkich protestów i o samych protestujących. Mnie wyśmiewana przez naszych oponentów „piknikowa atmosfera” wieców bardzo odpowiada: toczą się one w duchu obywatelskiej wspólnoty, w ramach demokratycznych reguł gry, przeciwko deptaniu których protestujemy. Spośród osób, które przemawiają do zebranych, niezmiennie czekam na głos Dziewuch. Zawsze jest on stanowczy w podkreślaniu, jak ważne dla obywatelek i obywateli jest demokratyczne państwo prawne z niezależnymi sądami. Ale często jest on również głosem krytyki — Dziewuchy przypominają, że z prawami kobiet nie było dobrze także przed rządami PiS, a głównym środowiskom politycznym wiele można zarzucić.

Być może się mylę, ale utrzymane w takim tonie wystąpienia Dziewuch spotykają się z najmniej entuzjastycznym odbiorem. Spotkałem się również z zarzutami, że nie służy to wspólnej sprawie, że dziś należy mówić tylko o solidarności i działaniu razem. Nie zgadzam się z takim podejściem przynajmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, dzięki postawie solidarności i krytyczności Dziewuch trudno zarzucić nam, że na wiecach spotykamy się, by bronić liderów politycznych czy wspierać określone partie. Argument ten często pada ze strony zwolenników PiS i — na szczęście — rozbija się o fakty. Dziewuchy udowadniają, że możemy być razem i solidarnie nie zgadzać się na demolowanie Polski, ale wcale nie musimy mówić jednym głosem. Jesteśmy zatem ruchem społecznym, który — by przywołać Alaina Touraine’a — broni fundamentalnych praw i wolności jednostkowego podmiotu, a w obronie tej wykracza poza (lokalne) interesy. Gdyby było inaczej, nasz protest faktycznie byłby tylko agitacją, sposobem nacisku dla korzyści konkretnych polityków.

Po drugie, podmiotowość, a więc zdolność do autorefleksji i budowania własnej tożsamości przez odwołanie do uniwersalnych praw człowieka, najpełniej wyraża się w grupach zdominowanych, „odrzuconych przez rządzących” (znów Touraine). „Grupą, która w największym stopniu reprezentuje dziś podmiot, są kobiety, gdyż bardziej niż jakiejkolwiek innej kategorii przez długi czas odmawiano im prawa do podmiotowości (a w szczególności do praw politycznych)”. To właśnie kobiety dokonują dziś wielkiej kulturowej zmiany i zgadzam się ze słowami Touraine’a, że „nie wkraczamy w społeczeństwo uniseks czy całkowitej równości mężczyzn i kobiet; wkraczamy, już wkroczyliśmy w społeczeństwo kobiet”. To właśnie pokazują nam Dziewuchy — bronią demokratycznego państwa prawnego, bronią niezależności sądów, mówią (a nie jest to częste) o prawach człowieka, podkreślają, że są one wspólne nam wszystkim, a jednocześnie nie godzą się na stary porządek, który był (i jest) dla nich represyjny.

Po trzecie, okoliczności powodują, że nie można nie być krytycznym. Prowokują do tego sami politycy opozycji. Najświeższy przykład pochodzi od Grzegorza Lipca (PO), który napisał: „Dodałbym jeszcze, że byliśmy tam bronić spraw zasadniczych – trójpodziału władzy i Konstytucji, a nie wysłuchać o wszystkim, co kogo boli – o uchodźcach, o prawach LGBT, o Puszczy itp. itd.” (cytat za partią Razem). Niezmiennie ciśnie mi się na usta pytanie, co to znaczy bronić Konstytucji? Czy nie oznacza to obrony praw mniejszości? Przecież cechą definicyjną demokracji liberalnej jest to, że Konstytucja zapewnia ochronę praw mniejszości przed dyktatem ilościowym. Czy nie oznacza bronić zdrowia obywateli? Unikatowych ekosystemów? Czy niezależne sądy nie są nam potrzebne właśnie po to, by wyroki wydawane były w sytuacji, w której wszyscy jesteśmy równi wobec prawa i nie ma uprzywilejowanych: heteroseksualistów, katolików itd. itp.? Obrona abstrakcyjnego trójpodziału władz i Konstytucji-bez-oblicza nie ma sensu. Jest zabawą w obronę teorii. Abstrakcje te nabierają ciała dzięki konkretnym ludziom, poprzez znoszenie poszczególnych wykluczeń, gdy demokracja działa jako system „który respektuje fundamentalne prawa, narzuca ograniczenia wszystkim władzom, zwłaszcza państwu, i przygotowuje «emancypację» grup zdominowanych, czyli pozbawionych podmiotowości”. Touraine ma rację twierdząc, że „Poszanowanie jednostki i jej wyborów jest najważniejszym sprawdzianem demokracji”. Przedstawiciele opozycji parlamentarnej wciąż dowodzą, że w państwie pod ich rządami Polska może takiego sprawdzianu nie przejść!

krytykapolityczna.pl

Poznań zdeterminowany

Kaczyński zostanie zmieciony.

Kamila Gasiuk-Pihowicz: Lawiny zmiatają dyktatorów. Ta zmiecie Jarosława Kaczyńskiego

Jacek Gądek Jacek Gądek, 25.07.2017

MACIEJ ZIENKIEWICZ

– Kamyk do kamyka i tworzy się lawina. A lawiny zmiatają nawet dyktatorów. Jarosława Kaczyńskiego też zmiecie – twierdzi w wywiadzie dla Gazeta.pl Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna).

Jacek Gądek: – „Ulica i zagranica” – dzięki temu udało się opozycji nakłonić prezydenta do zawetowania ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa?

Kamila Gasiuk-Pihowicz: – To skutek dwóch lat mobilizacji obywateli, którzy cenią sobie demokrację i wolność…

…ale wcześniej też były protesty, a nie było wet (oprócz małoistotnego wobec Regionalnych Izb Obrachunkowych). Aż tu nagle prezydent skorzystał z „broni atomowej” wobec flagowych reform PiS?

Siła obywatelskiego sprzeciwu narastała: udało się zablokować ustawę o zakazie aborcji, nie wcielono 33 gmin do Warszawy, a teraz udało się nakłonić prezydenta do zawetowania dwóch z trzech skrajnie niekonstytucyjnych ustaw. Z głębi serca dziękuję wszystkim tym, którzy demonstrowali – pokojowo i systematycznie. Nie tylko w wielkich miastach, ale także w małych…

…jak w Sierpcu, gdzie jedna osoba należąca do Platformy Obywatelskiej protestowała pod sądem. Jedna jedyna. I dopiero kolejnego dnia przyszły kolejne. To pokazuje, że protest jest napędzany przez partie?

Jako posłowie jesteśmy w Sejmie poddani bezwzględnej arytmetyce. Jesteśmy w mniejszości, więc oprócz walki i stawiania oporu niewiele możemy zrobić. Walczymy jednak o każdy zagrożony element wolności i demokracji w Polsce. Społeczeństwo nie jest na szczęście poddane takim rygorom jak Sejm. Może więcej. Obserwuję autentyczny ruch społeczny, z którym idziemy ramię w ramię.

Byłam pod Pałacem, pod Sądem Najwyższym, pod Sądem Rejonowym w Pruszkowie w tłumie – to dla mnie niesamowite, patrzeć na te tysiące ludzi. To w nich tkwi wielka siła, bo są prawdziwi – są tam, bo chcą.

W Sejmie opozycja została rozjechana przez walec PiS?

Podczas prac w Sejmie może nas dopaść bezsilność, ale na ulicy nie ma już tego dławiącej poczucia. Społeczeństwo, każdy z nas z osobna – bez limitu czasu i wyłączania mikrofonu – może tłumaczyć, ostrzegać i rozmawiać także z tymi, co głosowali na PiS i czują się oszukani. Znaczna część z nich jest już przekonana, że partia ta przekroczyła cienką czerwona linię. Młodzi ludzie widzą, że PiS chce im odbierać prawa i wolności obywatelskie, które wydają się oczywiste. Ludzie starsi nie chcą powrotu do standardów znanych z komunizmu. Pracujący 30-, 40-latkowie chcą prawdziwych reform, a nie zmian personalnych.

Drugą grupą ludzi, z którymi musimy rozmawiać, to niezainteresowani polityką. Chcę, aby zdawali sobie sprawę z tego, że upolitycznienie sądów dotknie także ich. W ten sposób narasta ruch obywatelski.

Kiedy na przełomie 2015 i 2016 r. PiS rozprawiało się z Trybunałem Konstytucyjnym, to w Warszawie może demonstrowało nawet więcej ludzi niż teraz. Tamten protest pod szyldem KOD się załamał, a teraz?

Według mnie wtedy PiS zapłaciło wielką polityczną cenę za atak na Trybunał.

I dlatego do dziś w sondażach PiS trzyma się mocno?

Każda partia na stracie rządów…

…otrzymuje w sondażach premię.

Tak. Platforma po wyborach w 2007 r. przez rok miała poparcie ok. 50 proc. PiS żadnej premii nie dostało – to realna strata polityczna. Tamten protest miał sens.

Spotyka pani byłych wyborców PiS?

Tak. Znam wiele osób, które głosowały na PiS, bo po ośmiu latach rządów PO potrzebowały zmiany. Wtedy, przed wyborami, mogliśmy rozmawiać o Smoleńsku i 500+, ale każdy miał swoje racje. Teraz mówię wprost: to mądrzy i rozsądni ludzie, ale dali się oszukać. Takich ludzi jest dużo. PiS prezentowało im się w kampanii jako partia umiarkowana. Wielu czuje się teraz oszukanych i właśnie mówią „stop”.

Ma pani wrażenie, że udało się „złamać Adriana”? Tak pisze choćby szara eminencja KOD-u Krzysztof Król.

Uważam, że zawetowanie tych dwóch ustaw to krok Andrzeja Dudy w dobrą stronę. Oczekiwałabym jednak także weta trzeciej ustawy – o sądach powszechnych. I konkretów odnośnie prac nad nowymi ustawami dotyczącymi wymiaru sprawiedliwości. Kiedy? Z kim zostaną napisane? Jaki jest harmonogramu prac?

Dziś to jest już inny prezydent Andrzej Duda?

Szczerze? Nie czuję, aby istniała teraz potrzeba zajmowania się politycznymi diagnozami obozu PiS. W Polsce dokonuje się teraz wielka zmiana. Powinniśmy raczej mówić ludziom, którzy demonstrowali: wasza presja ma sens! Widać, że Andrzej Duda pochylił się i zobaczył tysiące demonstrantów. Tego niestety nie zdołał dostrzec Jarosław Kaczyński.

Andrzej Duda mówił, że rozmawiał z Zofią Romaszewską – działaczką opozycji antykomunistycznej, a dziś doradcą prezydenta – i to głównie ona miała go przekonać. Nie ulice pełne ludzi, nie pani, nie opozycja, ale jedna osoba – Romaszewska.

Andrzej Duda zwrócił też uwagę, że reformy muszą być wprowadzane przy poparciu ludzi i muszą służyć ludziom. Naszą rolą jest teraz, aby te wnioski prezydenta były zrealizowane.

Andrzej Duda daje sobie na napisanie dwóch nowych ustaw dwa miesiące. Szybkie tempo?

Trochę mi się to nie podoba, by w aż tak krótkim czasie pisać dwie ważne ustawy.

One będą w dużej części kopią tych, które prezydent zawetował?

Dlatego obywatelski protest musi przypilnować prezydenta przy pisaniu nowych ustaw. A potem projekty te nie powinny być procedowane na chybcika, z nocnymi wrzutkami jak to było dotychczas. Te ustawy muszą być konsultowane ze środowiskiem prawniczym, organizacjami pozarządowymi i obywatelami. Oczekujemy od prezydenta przedstawienia harmonogramu prac. Mówiąc wprost: apelujemy o ustalenie, jak mają wyglądać społeczne konsultacje – kiedy, kto i w jakiej formule będzie nad nimi pracował.

Najgorsze, co mogłoby się teraz stać, to rozmycie się tej obietnicy. Nie może być w nowych projektach zapisów niekonstytucyjnych. Nie może być czystki w Sądzie Najwyższym i skracania kadencji członków KRS.

Wcześniej Andrzej Duda stawiał ultimatum: to prezydent ma decydować, kto w czasie czystki pozostanie sędzią SN, a kto nie. Nie chodziło o jakąś gruntowną zmianę projektu, ale o zakres własnej władzy. PiS jednak tylko formalnie dało mu władzę, a w praktyce upokorzyło, bo uzależniono jego decyzje od wniosków ministra sprawiedliwości. Może to walka o władzę, a nie o zasady demokracji?

Mamy teraz otwarty proces pracy nad nowymi ustawami. Jeśli prace będą dalej zmierzać do upolitycznienia sądów, to nie ma na to naszej zgody. A jeśli prezydent będzie chciał sądy usprawniać, to Nowoczesna jest gotowa do współpracy.

Czy sposobem na działanie opozycji jest teraz wbijanie klina między Andrzeja Dudę a PiS?

Działanie opozycji muszą być skuteczne i merytoryczne. Musimy przedstawiać wizję Polski, która jest alternatywą dla wizji PiS. Kładłabym nacisk na pokazywanie własnej propozycji – Nowoczesna ją ma. Polska może być – tak jak chcemy – silna, demokratyczna, z pozycją w Europie i sprawnie działającym wymiarem sprawiedliwości.

No i mówi pani jak Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS.

Obóz PiS de facto mówi: wymieńmy kadry na własne, bo te aktualne kradną. A my mówimy: usprawnijmy sądy. Od 25 lat sądy mają rozszerzany zakres orzekania, a przecież mamy notariuszy, którzy mogliby przejąć część obowiązków sądów – na przykład nakazy w postępowaniu upominawczym. Promujmy mediacje, arbitraż. Zmniejszajmy opłaty sądowe, które blokują dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Mówmy o pozytywnej wizji, a nie o czystce kadrowej.

Politycy PiS chcą położyć łapę na wymiarze sprawiedliwości i wykorzystać sądy do zemsty, a sami chcą się stać kastą stojącą ponad prawem.

Odpowiem argumentem PiS: o „zupełnie nadzwyczajnej kaście ludzi” to mówiła, ale sędzia NSA Irena Kamińska. A teraz my – PiS – chcemy się z ową „kastą” stojącą ponad prawem rozprawić.

Jeśli mówimy o „kaście” w wymiarze sprawiedliwości, to jestem pewna, że efektem trzech ustaw (o KRS, SN i sądach powszechnych) byłoby pchnięcie Polski w kierunku państwa kastowego, klanowego. Takiego, w którym mamy kastę prominentnych polityków PiS stojących ponad prawem.

Nie przesadzam. Przecież to widać: Tomasza Piątka, autora książki o Antonim Macierewiczu, ściga prokuratura wojskowa. Zamiast ścigać polityków PiS, którzy mają niejasne związki z Kremlem, biorą na celownik autora niewygodnej książki. Po karambolu, jak mówią świadkowie, z udziałem limuzyny ministra Macierewicza instytucje przejęte przez PiS uznały, że to była zwykła stłuczka. Instytucje przejęte przez PiS zaczynają działać na korzyść tej partii. Z sądami też tak miało być.

Mówi pani, że Andrzej Duda ugiął się przed społecznym oporem.

Dostrzegł ten opór.

A może dostrzegł to, że od dwóch lat jest upokarzany przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego? A to upokorzenie zmniejsza jego szansę na reelekcję za trzy lata. Może więc chciał wyjść z przedpokoju znanego z „Ucha prezesa”?

Teorie dotyczące prezydenta można mnożyć. A tak naprawdę ważne jest, że dzięki protestom społecznym dwie szkodliwe ustawy zostały zablokowane. Ważne jest, że widzimy sens wywierania presji. Paradoksalnie PiS z jednej strony niszczy polską demokrację, ale z drugiej buduje społeczeństwo obywatelskie – obywateli odważnych i skutecznych.

A może Andrzej Duda chce być polskim – nie liberalnym, ale konserwatywnym – Emmanuelem Macronem? Człowiekiem obok dwóch wielkich bloków politycznych?

Ja widzę siłę protestu, a nie polskiego Macrona.

A jak ludzie podszeptują, że to pani może być polską liberalną Macron?

To odpowiadam, że teraz najważniejsza jest walka o demokrację.

Kiedy zjednoczenie opozycji?

Tę bitwę o SN i KRS wygraliśmy, ale wspólnie musimy jeszcze wygrać wojnę. Obiecuję, że będą wspólne działania.

Strasznie ogólnikowo to brzmi. Co konkretnie?

Decyzje będą zapadały na spotkaniach w najbliższych dniach. Pokazaliśmy już, że umiemy działać wspólnie.

Urosła pani do roli trybuna ludowego?

Obok bycia na wiecach pracuję też w Sejmie, na komisjach – w warunkach, które PiS skrajnie nam utrudniało.

Jest pani ofiarą albo narzędziem astroturfingu? Sztucznego wzbudzania społecznych emocji i ruchów wyglądających na spontaniczne.

Zdecydowanie nie. To, co obserwujemy i w czym uczestniczę, to działanie prawdziwych ludzi w dziesiątkach miast. To nie jest sztuczny zryw, ale szczery i autentyczny. Polacy poczuli, że PiS przekroczyło granicę przyzwoitości i rozsądku, a zaraz obóz władzy odbierze im prawo do sądu niezależnego od wpływu polityków.

Wszyscy wiemy też, że po próbie brutalnego przejęcia sądów, mają iść represje wobec organizacji pozarządowych i mediów. Praktyki prezydenta Turcji Recepa Erdogana takie jak cenzurowanie Facebooka i Twittera w momentach aresztowań czy zamieszek mogłoby się zaraz zdarzyć także w Polsce.

Pani się boi, że PiS zablokowałoby Polakom Facebooka?!

To jest jak najbardziej możliwe. Dlatego nie odkładamy świec za daleko – cały czas mamy je przy sobie. Po prawie dwóch latach rządów PiS mam w sobie bardzo dużą nieufność wobec polityków PiS. Cały czas trzeba być w gotowości i ich kontrolować.

A PiS cały czas nie pęka, bo w sondażach notuje po 35-40 proc. poparcia. W skali Polski obóz rządowy nie traci poparcia.

Ale w końcu pęknie.

A kiedy?

Gdy stracą zaufanie społeczne. Widać, że PiS zdąża właśnie w takim kierunku.

Władza PO upadła dopiero po ośmiu latach.

Lawina sprzeciwu wobec PiS ruszyła jednak dużo szybciej – ten opór nie wygasa. Nie chodzi tylko o sądy, ale też o edukację, wycinkę puszczy, służbę zdrowia, planowane zmiany w mediach i ordynacji wyborczej. PiS-owska rewolucja idzie bardzo szeroką ławą i zaczyna bezpośrednio dotykać zwykłych ludzi. Pomysłem likwidacji Sądu Najwyższego obóz władzy – w oczach młodych – przekracza już granicę obciachu, ale staje się też groźny.

Ma pani wrażenie, że trochę żyje w matriksie „warszawki”, „krakówka”, Poznania, Wrocławia i innych dużych miast?

Nie. Pochodzę z Siedlec. Mieszkam w Pruszkowie. Żyję normalnym życiem – chodzę do sklepu, odprowadzam dzieci do przedszkola i szkoły, funkcjonuję zwyczajnie wśród ludzi, nie w matriksie. Tym bardziej po sporze o sądy nie mam wrażenia, że Polskę można dzielić w taki sposób.

Właśnie teraz demonstracje pokazały, że nie żyjemy w matriksie „warszawki”. Obywatele protestowali także w małych miejscowościach. Byłam na demonstracji w Pruszkowie…

…czyli de facto przedmieściach Warszawy.

Tak, ale to nie jest wielkie miasto: 60 tys. mieszkańców. Sierpc, Płock, Radom… – tam wcześniej protesty nie gromadziły tłumów. Obrona wymiaru sprawiedliwości przebiła się do świadomości mieszkańców. W Pruszkowie przyszło 300 – jeśli każdy z nas, polityków i demonstrantów, wykona swoje zadanie w obronie demokracji, to jutro będzie 600, a potem tysiące. Trzeba tylko rozmawiać i przekonywać osoby, które głosowały na PiS i tych, których polityka jeszcze nie interesuje.

Kamyk do kamyka i tworzy się lawina. A lawiny zmiatają nawet dyktatorów. Jarosława Kaczyńskiego też zmiecie.

Sądzi pani, że osoby wychodzące teraz na ulice protestować są skłonne zagłosować na Andrzeja Dudę w kolejnych wyborach prezydenckich? Czy zdobył on szacunek w oczach nieswoich wyborców?

Ciężko mi to ocenić. Weta to efekt presji obywateli…

…mówi pani idealistycznie, że liczy się społeczny opór i siła obywateli. Ale dla prezydenta, który jest niemal na półmetku prezydentury, najważniejsza jest perspektywa obrony stanowiska. Tak to jest?

Dywagacje o sporach w obozie rządzącym i kolejne wybory prezydenckie odkładam na bok. Przed nim jeszcze trzy lata prezydentury – zobaczymy, czy stanie się obrońcą konstytucji. Tymczasem, czekam aż prezydent poda szczegóły wspólnej, angażującej różne środowiska pracy nad ustawami.

Rozmawiał: Jacek Gądek

Zobacz także: W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

gazeta.pl

Co na to Marcin Wolski?

Duda dostał czas na zmianę decyzji. Znamy kulisy spotkania w Belwederze

25.07.2017

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński w poniedziałek żądał od prezydenta Andrzeja Dudy zmiany decyzji i podpisania ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS – ustalił „Newsweek” . – Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji – mówił Kuchciński. Ale został odprawiony z kwitkiem. Andrzej Duda oznajmił, że raz ogloszonej decyzji nie cofnie.

Andrzej Duda przyjął w poniedziałek w Belwederze wysłanników prezesa PiS: Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i premier Beatę Szydło. Spotkanie trwało półtorej godziny. Po jego zakończeniu rzecznik głowy państwa Krzysztof Łapiński stwierdził w TVN 24, że „decyzja o wecie jest niewzruszona”: – Pan prezydent ogłosił swoją decyzję publicznie, wszyscy to widzieli i słyszeli. Prezydent tej decyzji się trzyma.

Czy to już wojna między pałacem a Nowogdodzką? 

„Newsweek” poznał kulisy tego spotkania. Odbyło się ono w nieprzyjemnej, nerwowej atmosferze. Goście mieli żal do prezydenta, żądali od niego zmiany decyzji i podpisania ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa (formalnie było to możliwe, bo Andrzej Duda jeszcze nie skierował ustaw do ponownego rozpatrzenia w Sejmie; ma to zrobić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin, gdy urzędnicy przygotują uzasadnienie). – Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji – zażądał według ustaleń „Newsweeka” Marszałek Sejmu. Prezydent odpowiedział, że to wykluczone, bo decyzja została już ogłoszona. W efekcie goście wyszli z niczym.

m.newsweek.pl

 

Ustawa o ustroju sądów powszechnych – co zmieni

Foto: PAP/ Wojciech Pacewicz

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawy o Sądzie Najwyższym. Nie odniósł się do bardzo istotnych zmian w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych. Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński poinformował, że Andrzej Duda ją podpisze. Co niesie za sobą nowelizacja?

– Zdecydowałem, że zwrócę z powrotem Sejmowi, czyli zawetuję ustawę o Sądzie Najwyższym, jak również o KRS, albowiem Sejm doprowadził do tego, że są one ze sobą powiązane – oświadczył prezydent Duda.

Inaczej rzecz ma się zmianami w Prawie o ustroju sądów powszechnych. A te pozwalają ministrowi sprawiedliwości na odwołanie prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Będzie miał na to 6 miesięcy. Następnie minister Ziobro sam wskaże następców.

Kolejną kontrowersyjną zmianą jest to, że minister będzie mógł odwołać prezesów i wiceprezesów za „uporczywe niewywiązywanie się z obowiązków służbowych” oraz „szczególnie niską efektywność działań w zakresie pełnionego nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy w sądzie lub sądach niższych”.

Ponadto przepisy pozwalają prezesowi sądu na przeniesienie do innego wydziału „kłopotliwego sędziego” i to bez podawania przyczyny.

Czytaj także: Jak PiS przeforsowało zmiany w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych

Zmiany mają też dotyczyć sędziów po osiągnięciu wieku emerytalnego. Minister Ziobro będzie mógł odmówić im dalszej pracy.

To nie koniec obostrzeń dla sędziów. Częściej będzie też można zwrócić sędziemu uwagę, że źle lub niewłaściwie pracuje. Jeśli zarzuty dotyczyć będą sędziego funkcyjnego, np. przewodniczącego wydziału, stracić on może od 15 do 50 proc. dodatku.

Wątpliwe wydają się również przepisy dot. losowości przydzielania spraw. Z losowania będzie można jednak zrezygnować w przypadku, gdy sprawa podlega przydziałowi sędziemu pełniącemu dyżur. Nie wiadomo jakich spraw będzie to dotyczyć. O tym minister Ziobro ma rozstrzygnąć w rozporządzeniu. Wątpliwości budzi też to, że o dyżurach będą decydować wybrani przez Zbiorę prezesi sądów.

Dyskusyjne są również zmiany, które stanowią o tym, że do przedłużających się spraw, prezes sądu może przydzielić dodatkowych sędziów lub asesorów, których znów wybiera minister sprawiedliwości.

Poza tym każdego roku prezesi będą składać informację o swojej działalności i nieprawidłowościach.

Swój sprzeciw wobec nowego Prawa o ustroju sądów powszechnych wyraził m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich. Uważa, że zagraża ona prawom obywateli do rzetelnego procesu.

– Ich przyjęcie będzie skutkować podporządkowaniem sądów władzy politycznej, a tym samym doprowadzi do ograniczenia prawa każdego człowieka do sądu i rzetelnego procesu – napisał w opinii dla marszałka Sejmu Adam Bodnar.

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak broni nowelizacji.

– Większość wypowiedzi na temat tej ustawy skupia się na kwestii wymiany prezesów czy wiceprezesów. Nic więc dziwnego, że skoro ludzie słyszą tylko o tym, to się zastanawiają, jak taka wymiana ma wpłynąć na sprawność postępowania. Osobiście uważam, że wpłynie, i to pozytywnie.

Czytaj więcej – Piebiak: Czystek nie będzie, wymiana prezesów owszem

rp.pl

Protest w Poznaniu po raz ósmy. Przed Areną ponownie tysiące ludzi [WIDEO]

Jakub Łukaszewski, 24 lipca 2017

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu (LUKASZ CYNALEWSKI)

Organizatorzy protestu w Poznaniu czekają na trzecie weto prezydenta Andrzeja Dudy. – Prezydent nie chce zawetować ustawy o ustroju sądów powszechnych, a ona dotyczy sądów, które są najbliżej ludzi. Zagrożenie jest takie, że minister sprawiedliwości będzie „przywoził sędziów w teczkach” – ostrzegał na proteście „Łańcuch światła” sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia Iustitia.

Poznaniacy protestuje w deszczu. W poniedziałek pod Areną domagali się trzeciego weta od prezydenta Andrzeja Dudy [ZDJĘCIA]

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda ogłosił, że zawetuje dwie spośród trzech ustaw autorstwa PiS – ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym. – Jako prezydent czuję w duszy, że ta reforma nie zwiększy poczucia bezpieczeństwa. Decyzję podjąłem szybko, bez zwlekania – mówił prezydent. Duda nie mówi o zawetowaniu ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Łańcuch światła w Poznaniu. Tysiące osób domagało się trzeciego weta

http://www.gazeta.tv/plej/19,88284,22145609,video.html

Poznaniacy od ponad tygodnia, codziennie, protestowali w obronie niezależności sądów – najpierw na pl. Wolności, potem przed Operą, a ostatnio w Parku Kasprowicza. Dziś okazuje się, że protestujący odnieśli częściowy sukces, bo prezydent zawetuje dwie z trzech ustaw. Dlatego po oświadczeniu Andrzeja Dudy organizator protestów w Poznaniu Franciszek Sterczewski zapowiedział, że poniedziałkowy protest przed Areną będzie póki co ostatnią manifestacją. – Chcemy podsumować dotychczasowe protesty, bo to był niesamowity tydzień. Chcemy też wszystkim podziękować. Musimy się też zastanowić, czy jesteśmy w stanie osiągnąć stuprocentowy sukces. Dlatego protesty trzeba teraz zawiesić. Robimy przerwę, żeby zastanowić się nad kolejnymi krokami – mówił Sterczewski w poniedziałek rano.

„Weto, weto i trzeci powód – weto”

Wieczorem potwierdziło się, że póki co organizatorzy protestu pauzują. – Od tygodnia spacerujemy w Poznaniu, i Polacy też spacerują, z trzech powodów: weto, weto i trzeci powód – weto. Dzisiaj prezydent zadeklarował, że zawetuje dwie ustawy, a podpisze jedną. Ale my oczekujemy wyniku 3:0. Dlatego idziemy dalej, będziemy spacerować. Jutro robimy pauzę, ale obserwujemy sytuację, liczymy na trzecie weto i reagujemy na bieżąco – zapowiadał Sterczewski. Póki co wiadomo, że w sobotę w centrum Poznania odbędzie się marsz dla demokracji „ku wolności”.

Tymczasem w poniedziałek o godz. 21 w Parku Kasprowicza zebrało się mniej ludzi, niż w weekendowe wieczory (zapewne zdecydowały zapowiedzi prezydenta, ale też to, że padał deszcz). Policja szacuje, że przyszło ok. 5 tys. poznaniaków. Głos zabierali głównie eksperci, którzy skupili się na ustawie o sądach powszechnych, której prezydent nie chce zawetować.

Sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia sędziów Iustitia podkreślał, że ta ustawa będzie dotyczyła sądów, które są najbliżej ludzi. – Minister sprawiedliwości będzie mógł podjąć decyzję, że bez powodu odwołuje prezesów sądów powszechnych i powołuje nowych. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie to prezesem przykładowego sądu w Nowym Tomyślu, Śremie czy Poznaniu będzie mogła zostać osoba „przywieziona w teczce”. Każde stanowiska funkcyjne w sądach będą mogły być wymienione. Minister nie będzie miał żadnych ograniczeń. To zachwianie proporcji i odcięcie się od głosu środowiska, bo nie będzie się tutaj liczyła opinia Krajowej Rady Sądownictwa.

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu LUKASZ CYNALEWSKI

Monika Frąckowiak, sędzia z Poznania: – Ustawa, którą prezydent zamierza podpisać przewiduje te same rozwiązania, które obowiązywały przed 1989 rokiem. Minister bez żadnego powodu będzie mógł odwołać każdego sędziego w Polsce. A praktyka ministra sprawiedliwości wskazuje na to, że swojej władzy będzie nadużywał.

Brawa dla PiS, bo wskrzesił społeczeństwo obywatelskie

Prof. Maciej Gutowski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu: – Są dziś powody do radości. Jesteśmy za zmianami, ale za zmianami – nie dla ministra, a dla obywatela. Tyle, że nasze uchwały i propozycje lądowały dotąd w śmietniku. Gdyby nie Państwa determinacja nasze uchwały w tym śmietniku by zostały, a tak wylądowały tam dwa projekty ustaw. Brawa należą się PiS, bo nikt tak nie wyhodował społeczeństwa obywatelskiego jak oni. Brawa należą się też sejmowi i senatowi za to, że głosowali nad dwoma różnymi, wykluczającymi się ustawami. Ale tak na poważnie, to brawa należą się prezydentowi! Nasza rola dalej taka, żeby patrzeć, że zmiany w sądownictwie będą rzeczywiście dla obywatela – że sądy będą dla nas, przyjazne i otwarte.

Głos zabrał też Jakub Głaz, krytyk architektury: – Nie straćmy tej energii, którą już wykrzesaliśmy. W tej chwili musimy pomyśleć, co będzie dalej. Zadbajmy o to, żebyśmy nie byli głupi, nieśmy to światło dalej. Czytajmy książki, oglądajmy mądre filmy, dyskutujmy. Niech to oświecenie zaprowadzi nas do lepszej rzeczywistości, niż ta, w której w tej chwili żyjemy.

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu

Protest w Poznaniu po raz ósmy. 24 lipca poznaniacy domagali się weta w ulewnym deszczu LUKASZ CYNALEWSKI

Poznaniacy bronią niezależności sądów od ponad tygodnia [RELACJE I KALENDARIUM PROTESTU]

Protesty w Poznaniu trwają od ponad tygodnia.

W niedzielę w poznańskim parku Kasprowicza ponownie zebrało się przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Według szacunków policji 15 tys. – Moim obowiązkiem jest bronić demokracji. Wszystko zmierza ku państwu totalitarnemu – mówiła do zebranych 15-letnia gimnazjalistka Weronika.

W sobotę demonstracja przeniosła się do parku Kasprowicza na poznańskim Łazarzu. Przed poznańską Areną zgromadziło się co najmniej kilkanaście tysięcy poznaniaków (według policji było 13 tys. ludzi).

Przemawiał m.in. sędzia Sądu Najwyższego i jego rzecznik Michał Laskowski. – Ośmieliłem się prosić o głos, bo kiedyś publicznie powiedziałem, że nie wierzę, by Polacy stanęli w obronie sądów. Strasznie się myliłem i chcę za to przeprosić – powiedział.

W piątek protest odbył się w nowym miejscu – w parku Mickiewicza przed poznańską operą, niedaleko Poznańskich Krzyży postawionych ku czci bohaterów Czerwca ’56. – Dziękuję, że protestujemy właśnie w tym miejscu, gdzie w 1956 roku było 100 tys. ludzi. Te Poznańskie Krzyże, które widzicie, są dla mnie niezwykle ważne – mówiła Aleksandra Banasiak, kombatantka poznańskiego Czerwca.

W czwartek na pl. Wolności do zebranych przemawiał m.in. Tomasz Piątek, autor głośnej książki „Macierewicz i jego tajemnice”, na którego minister obrony złożył zawiadomienie do prokuratury. – Sądy podlegające politykom będą mogły zakazywać publikacji, niszczyć gazety, prześladować dziennikarzy absurdalnymi zarzutami. Wiem coś o tym, ale nie myślę tu o sobie. Myślę tu o wszystkich dziennikarzach, czytelnikach, których partia rządząca najwyraźniej chce odciąć od prawdy – mówił.

Jacek Jaśkowiak: Brońmy razem demokracji i wolności

W środę – gdy Sejm kolejny dzień zajmował się ustawą o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS – poznaniacy przyszli na pl. Wolności. – To trzeci w tym tygodniu „łańcuch światła” w Poznaniu. Sytuacja jest dramatyczna i wymaga tego, żebyśmy spotykali się teraz co wieczór. To piękne, że dzieją się takie rzeczy. W Poznaniu nie ma zgody na zawłaszczanie sądów przez polityków. Poznań mówi „weto” – mówił do zebranych Franciszek Sterczewski.

Na wtorkowym proteście przemawiał m.in. prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. – Brońmy razem demokracji i wolności. Bo je obronimy! Dajmy szansę tym, którzy dali się zwieść prezesowi Kaczyńskiemu. Dajmy szansę Andrzejowi Dudzie. Może on zatrzyma to szaleństwo. Trzymajmy kciuki – mówił Jaśkowiak. Polityka dopuszczono do głosu w drodze wyjątku – podczas „łańcucha światła” przemawiają mieszkańcy.

Pierwszy protest, który zwołał aktywista miejski Franciszek Sterczewski, odbył się w niedzielę 16 lipca. Zachęcał poznaniaków, żeby stworzyli „łańcuch światła” – Dzisiaj nie będziemy skandować, nawoływać, klaskać. Dziś zjednoczymy się w milczeniu, bo to milczenie jest wymowne – mówił w niedzielę Sterczewski.

Po raz pierwszy poznaniacy na ulicę wyszli jednak w czwartek 13 lipca. Wtedy organizatorem protestu był KOD. – Czuję się winny, bo jako obywatel być może nie zrobiłem wszystkiego, by zatrzymać tę sektę przed rozkładem państwa. Pisałem, krzyczałem, rozmawiałem. Okazało się, że to zbyt mało – mówił wówczas Sławomir Majdański, szef wielkopolskiego KOD.

wyborcza.pl

Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Ale chciałbym, żebyśmy się przyjrzeli językowi po naszej stronie sporu

Jacek Dehnel, 24 lipca 2017

Jacek Dehnel

Jacek Dehnel (Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro – mówił pisarz Jacek Dehnel w publicznym wystąpieniu pod Pałacem Prezydenckim.

Przyszedłem tu, żeby powiedzieć o tym, czym zajmuję się zawodowo: o języku. Bo duża część tego, co się teraz dzieje, dzieje się w języku właśnie. To słowa tych skandalicznych ustaw, aroganckie słowa posłów i senatorów, które przypominają slogany i nowomowę z czasów Gomułki, ale także słowa konstytucji, słowa, które śpiewamy, słowa, które skandujemy, słowa przemówień na wiecach.

Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Łatwo, bo są nie do obrony. Ale chciałbym, żebyśmy się wszyscy przyjrzeli również językowi po naszej stronie sporu.

„Precz z PiSlamem”. „Kurdupel, gnom i karzeł”. „Gdyby Jarek wiedział, jak wygląda kobieta, to dałby sobie spokój”. „Schizofrenik”. „Obywatele i piękne obywatelki”. „Mentalne wieśniactwo”. „Popieram kobiety bo… są sexy”. Wiem, że słyszeliśmy to wszyscy z ust ludzi, którzy chcieli dobrze. Ale te słowa to nie tylko, jak chcieliby niektórzy, „głupie gafy”; świadczą one o znacznie głębszych problemach z tym, jak traktujemy naszych współobywateli.

Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro. Obok nas może stać w tłumie ktoś, kto też jest niewysoki; kto leczy się na schizofrenię czy depresję; kto jest gejem albo lesbijką; kto jest aseksualny, co też nie jest żadną zbrodnią; kto jest samotny, bo ominęła go wielka miłość, bo był wykorzystywany w dzieciństwie, bo jest nieśmiały, z najróżniejszych powodów. Nie sprawiajmy, żeby poczuł się z tego powodu gorszy, bo w niczym nam nie zawinił, a stoi razem z nami.

Obok nas może też stać ktoś, kto jest muzułmaninem, kto ma żonę muzułmankę albo chłopaka muzułmanina, kto ma muzułmańskie wnuki. I kto jest tak samo jak my zwolennikiem państwa prawa i wolności religijnych. Nie możemy w jednym zdaniu nawoływać do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, a w drugim straszyć „PiSlamem”.

Stoimy tu razem, bo zależy nam na wolności i konstytucyjnych prawach, do których należy też równouprawnienie. Wiem, że pan Stefan czy Janusz naprawdę uważa, że mówiąc o „pięknych paniach” i że „kobiety są sexy” prawi uroczy komplement, ale dla wielu kobiet to po prostu instrumentalne traktowanie ich jako obiektów seksualnych. Każdemu panu Stefanowi i Januszowi – ale też Damianowi i Frankowi, bo wbrew stereotypom seksizm nie jest ograniczony do żadnego pokolenia – chciałbym poradzić jedno: wyobraźcie sobie, że to samo macie powiedzieć o mężczyznach. Jeśli chcecie powiedzieć o „naszych sexy obywatelkach”, ale jednak nie powiedzielibyście o „naszych sexy obywatelach”, to znaczy, że fraza jest nieodpowiednia. Wszyscy mamy ciała, ale nie przyszliśmy tu na seksrandkę, tylko walczyć o swoje prawa.

I wreszcie: jesteśmy w Warszawie, ale są z nami też ludzie z małych miast, miasteczek i wsi. I tu, i u siebie, gdzie demonstrowanie wymaga nierzadko znacznie większej odwagi. Pamiętajmy wszyscy, że „prowincjonalność” to stan ducha, a nie adres. I wystrzegajmy się słów o „wieśniactwie”, o „robolach” ale też o „chamach od 500+, którzy sprzedali wolność za pieniądze”. Dla wielu naszych współobywateli 500+ to kwestia godności i również wolności, choć innego jej rodzaju. Program wprowadzony przez PiS jest niesprawiedliwy, nieprzemyślany i cynicznie gra na emocjach, ale zdiagnozował realny problem: wielu z nas nie mogło żyć godnie. A to, że Polska jest państwem sprawiedliwości społecznej, jest dokładnie tak samo zapisane w konstytucji jak to, że jest państwem prawa. I tak samo nas wszystkich obowiązuje i zobowiązuje do dzielenia się ze sobą.

Znaleźliśmy się razem w strasznym i groźnym momencie, a skok na sądy, nie do końca udaremniony, jest tylko częścią problemu. Jeśli ma być to tylko – a taką mam nadzieję – przesileniem, każdy i każda z nas, jedno bardziej, drugie mniej, w tym ja, musi zmienić swój język i, co za tym idzie, swoje myślenie. „Solidarność” odniosła sukces, bo była ruchem masowym, a była ruchem masowym, bo przywracała godność bardzo wielu grupom społecznym. Każdy z nas się liczy, kobieta i mężczyzna, duża i mały, homo i hetero, katolik, muzułmanin i ateistka, z miasta i ze wsi. Nikogo z nas nie możemy odpychać słowami, przeciwnie, musimy go włączać i szanować jego godność. Tylko tak ten kryzys może doprowadzić nas do zwycięstwa i lepszej, sprawiedliwszej Polski, w jakiej wszyscy chcielibyśmy mieszkać.

„Nie powinniśmy schodzić z ulicy”. Ewa Siedlecka komentuje decyzję prezydenta

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22142085,video.html

wyborcza.pl

Świat PiS-u to jakaś głęboka psychopatologia: „układ”, „płaci Soros”, „postkomuna”, „takie same znicze”. Oficjalny dyskurs! Z kategorii UFO.

Zróbmy sobie* Polskę

24.07.2017
poniedziałek

Prezydent Andrzej Duda nieoczekiwanie zawetował dwie z trzech ustaw dotyczących sądownictwa. To otwiera zupełnie nową sytuację. Właśnie teraz jest doskonały moment na powstanie nowej siły na polskiej scenie politycznej.

Manifestacje, które odbywały się w ostatnich dniach, powiedziały nam wiele o sobie jako o społeczeństwie: pokazały, że jesteśmy w stanie – działając ponad podziałami, niezależnie od wieku, poglądów czy wyznania, niezależnie od wielkości miejsca zamieszkania – stanąć solidarnie i pokojowo w obronie tego, co uznajemy za ważne. Utwierdziły, że możemy się zorganizować i protestować w sprawie wartości, że możemy dać wyraz naszej niezgodzie na łamanie prawa (mam wrażenie, że kwestia sądów była tu kroplą przepełniającą czarę), tak samo jak byliśmy w stanie – przede wszystkim byłyśmy, w ramach „czarnego protestu” – masowo protestować w obronie naszej wolności, godności i bezpieczeństwa.

Manifestacje te pokazały także wyraźnie, że partie opozycyjne – a przynajmniej ich liderzy – są dla coraz większej grupy osób, zaangażowanych w sprawy państwa, coraz mniej wiarygodnilub nawet więcej – są w swojej retoryce coraz bardziej antypatyczni. Chyba najwięcej osób gromadziły te protesty, które były organizowane przez organizacje społeczne, na których nie występowali liderzy partyjni, na których zrezygnowano z partyjnych flag, a w przekazie ze sceny i w hasłach skandowanych przez protestujących dominowały żądania dotyczące przestrzegania prawa, wskazanie na wartości („wolność, równość, demokracja”), a nie nawoływanie do rozliczeń, deklaracje na temat „zjednoczonej opozycji” czy szydzenie z obecnie rządzących.

Manifestacje pokazały również, jak duży jest potencjał w „nowych” i młodych osobach, które potrafią rozsądnie, z szacunkiem, a w dodatku z ogromną pasją i energią, odnosząc się do wartości, a nie do „retoryki anty-PiS”, opowiedzieć o tym, z jakich powodów protestują. Widać było także, że właśnie takie opowieści są oczekiwane. Opowieści o Polsce jako o kraju, który jest otwarty i tolerancyjny, taki po ludzku życzliwy i rzeczywiście gościnny (w końcu „gościnność” to cecha, z której Polscy są najbardziej dumni); jako o kraju, w którym solidarność społeczna przekłada się na rzeczywiste działania podejmowane przez instytucje państwowe na rzecz grup społecznych i osób, które z różnych powodów są w trudniejszej sytuacji życiowej; jako o kraju z którego jesteśmy dumni, a ta duma jest zbudowana na tym, że umiemy się różnić, ale umiemy się szanować, znamy swoją historię (różne jej aspekty), oraz na tym, że raczej umiemy się dogadywać, niż kłócić. To jest oczywiście wizja bardzo idealistyczna, ale wyjątkowo potrzeba nam teraz takiej „nowej” – użyję popularnego pojęcia – narracji o Polsce.

Czy potencjał, który tak wyraźnie ujawnił się w czasie ostatnich manifestacji (i to zarówno po stronie przemawiających, jak i uczestników), przełoży się na powstanie nowej siły politycznej, której przedstawiciele być może będą mieli odmienne zdania, co do kwestii szczegółowych, ale zgodzą się co to pryncypiów – tego, że ta „nowa” Polska musi być zbudowana na otwartości, szacunku i solidarności społecznej? Trudno sobie wyobrazić lepszy moment, żeby zacząć „robić” Polskę od nowa.

* „sobie” w sensie: zróbmy to razem i dla nas wszystkich, nie w znaczeniu: zróbmy to tylko dla siebie.

punkts.blog.polityka.pl

Andrzej Duda otworzył sobie szansę, by zostać prezydentem wszystkich Polaków

Weto prezydenta zatrzęsie polską polityką, i to po obu stronach sporu. Czy Andrzej Duda urwał się swojemu obozowi, a przede wszystkim Jarosławowi Kaczyńskiemu?

Przyznam, że nie wierzyłem, nie wyobrażałem sobie, że prezydent zawetuje ustawy o sądownictwie, czemu dawałem wyraz publicznie. Tak więc przepraszam.

Jak już wiadomo, dwie ustawy z trzech (o SN i KRS)odesłał do Sejmu, co tworzy nową rzeczywistość polityczną i zatrzymuje brutalną deformę polskiego sądownictwa. Szkoda, że utrzymała się jedna z tych ustaw, o ustroju sądów powszechnych, która daje możliwości szerokiej, politycznej wymiany kadr wymiaru sprawiedliwości. Ale przynajmniej rewolucja rozbijająca de facto ustrój została zatrzymana, choć niebezpieczeństwo może wrócić, bo – jak wiadomo – upór Jarosława Kaczyńskiego na pewno nie osłabnie, a sprytu mu nigdy nie brakowało.

Przemowa prezydenta Dudy, uzasadniająca decyzję o wecie, miała zręczną konstrukcję i zawierała wiele znaków i sygnałów. Miała swój poważny, urzędowy i godny charakter, miała też swoje – znane od dawna – adresy i krytyczne uwagi, skierowane przeciwko opozycji.

Ale chyba najgłośniej zabrzmiał zarzut do Zbigniewa Ziobry, choć nazwisko nie padło. Prezydent odwołując się do polskiej tradycji i do litery prawa, stwierdził, że protestuje przeciwko idei podporządkowania SN i KRS prokuratorowi generalnemu, tym bardziej że w procesie legislacyjnym sam prezydent był ominięty przez Sejm. Podkreślił, że w ogóle projekty ustaw nie były konsultowane, zostały wprowadzone na dużej szybkości i wbrew krytycznym uwagom zgłaszanym przez wiele środowisk prawniczych, w tym także przez prezydenta. To mocne zarzuty, choć łatwo oczywiście tę listę przedłużać.

Prezydent zabrzmiał autentycznie

Niemniej weto prezydenta zatrzęsie polską polityką, i to po obu stronach sporu. Czy Andrzej Duda urwał się swojemu obozowi, a przede wszystkim Jarosławowi Kaczyńskiemu, czy ta niesubordynacja rozpoczyna jakąś wewnętrzną przemianę układów i sił w obozie rządzącym, czy prezydent przekreślił szansę na swoją drugą kadencję? Każde z tych pytań rodzi kolejne, scenariuszy jest mnóstwo. Zwłaszcza że na forach prawicowych wybuchło szaleństwo, a Andrzej Duda już jest pokazywany jako zdrajca.

W każdym razie po raz pierwszy od swojego zaprzysiężenia prezydent zabrzmiał autentycznie, gdy mówił o nierozerwalności, jak to określił, bytów takich jak państwo, naród i społeczeństwo.

Oczywiście, być może prezydent zachowałby się identycznie, nawet gdyby projekty ustaw wpłynęły do niego bez otoczki społecznej, bez tych demonstracji, masowych i powszechnych. Ale jednak podkreślił, że podejmuje swoją decyzję szybko i zdecydowanie, by uspokoić nastroje, by skontaktować się z protestującymi. Bo nie ulega wątpliwości, że inna decyzja stałaby się zarzewiem kolejnych ognisk, a reputacja prezydenta ostatecznie ległaby w gruzach.

polityka.pl

Przesilenie lipcowe

24.07.2017
poniedziałek

Dziś o 18 pod Pałacem Prezydenckim protest „no logo”. Nie organizuje go żadna organizacja, żadna partia, po prostu: obywatelki i obywatele. Protesty przeciwko przejęciu przez władze PiS sądownictwa zaczynają przypominać ruchy „occupy” z  2013 r. Młodzi ludzie, ale też hippisowscy weterani z lat 60. i 70. po bankowym krachu buntowali się wtedy przeciw „klasie politycznej”, porządkowi, który nie tworzył państwa i społeczeństwa ich marzeń.

W Polsce – nareszcie! – starzy spotkali się z młodymi. W tej samej sprawie: wolności. Nie ma wolności bez niezależnych sądów, bo bez nich człowiek jest bezradny wobec władzy. Nie ma wolności bez trójpodziału władzy, bo bez niego społeczeństwo nie ma jak kontrolować rządzących. Tak jest dziś w Polsce, która powoli przestaje być III RP. I w ogóle z „Rzeczpospolitą”. Zaczyna być „Rzeczpartyjną”, a ściślej „Rzeczpisowską”. A my nie jesteśmy obywatelami „Rzeczpisowskiej”.

Partyjność państwa i polityki to jeden z powodów społecznej bierność. „Oni” i tak załatwiali wszystko za nas, swoimi sposobami. „Oni” są klasą społeczną, z własnymi interesami, własnym językiem, własną siecią powiązań i regułami postępowania. „Nas” potrzebują raz na cztery lata.

Jakkolwiek to uogólnienie może być niesprawiedliwe i upraszczające, to jednak odzwierciedla uczucia ludzi, szczególnie młodych.

Obecne protesty są obok, a czasem przeciw partyjności. Może dlatego są tak masowe i konsekwentne, jak nigdy po 1989 r. Protestują Warszawa, duże i małe miasta i miejscowości. Czasami setki, czasem dziesiątki tysięcy ludzi, a czasem jedna osoba (Sierpc, woj. płockie) czy jedna rodzina (Kędzierzyn-Koźle). Ludzie robią spontaniczne akcje. I charakterystyczne, że PiS, aby je zdeprecjonować, wmawia ludziom, że są partyjne, że organizuje ich „opozycja totalna”. Za wszelką cenę chce upartyjnić ten protest, wpisać go w „walkę plemion”. Nie boi się opozycyjnych partii. Boi się obywateli.

Siłą protestów jest różnorodność i spontaniczność. I otwartość. Nikt nie zabrania politykom robić własnych protestów, wstawiać własnych platform, z których mogą przemawiać. Jeśli jednak zapraszani są na platformy obywatelskie, część wiecujących przenosi się – np. w Warszawie – pod inną platformę, traktując to jako partyjne zawłaszczanie obywatelskiego protestu PiS odebrał sobie wiarygodność, nazywając protestujących „upiorami bolszewickimi, ubeckimi wdowami, oczadzonymi i pożytecznymi idiotami” (senator Waldemar Bonkowski) czy „spacerowiczami i turystami” (szef MSWiA Mariusz Błaszczak). Nie pierwszy raz PiS atakuje demonstrantów, ale po raz pierwszy dotknęło to ludzi młodych, którzy nie wpisywali się w spór PiS-anty-PiS. Obrażając, uczynił ich swoimi przeciwnikami. I niewykluczone, że zachęcił do czynnego włączenia się w życie publiczne, czego do tej pory unikali, kontestując „system”.

Młodzi mają teraz swoją rewolucję. Niezrozumiałe i obciachowe jest dla nich kombatanctwo, uważali, że „kombatanci” zawłaszczają państwo, powołując się na swoją moralną legitymację. To się przełamało, bo teraz oni są siłą. Wszystko zależy bardziej od nich niż od kombatantów. Poczuli moralną siłę i rację. Na tyle, że nie boją się już używać kombatanckich symboli. Skandują „solidarność naszą siłą”, ale jest to ich obywatelska solidarność, którą odkrywają dla siebie i która nie ma nic wspólnego z NSZZ „Solidarność”. Zaadoptowali też logo zaproponowane przez Jerzego Janiszewskiego, twórcę logo Solidarności z lat 80. Słowo „dość”, z biało-czerwoną flagą – na wzór logo „S”.

Myślenie, że można się z życia politycznego pozbyć partii, jest utopią. Taką samą, jak anarchizm. Nie ma polityki bez partii, nie ma państwa bez polityki. Państwa już tak zostały wymyślone. Ale to nie znaczy, że nie można dokonać ZMIANY. Zmiany rozumienia partyjności. Zamiast „klasy politycznej”, która manipuluje opinią publiczną, by skłonić ją do popierania ich wizji, powinny się pojawić partie, które idą za ludźmi, a nie wloką ich za sobą. Które słuchają ludzi, angażują swoich ekspertów i zasoby, żeby opracować realne i sensowne sposoby realizacji ich potrzeb.

Nie wiadomo, czy z protestów wyłoni się nowa siła polityczna czy jedynie skłonią one opozycję partyjną do współpracy i opracowywania planów odbudowy demokratycznego państwa prawa „urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej” (cytat z konstytucji, która wcale się nie zdezaktualizowała). Ale wygląda na to, że zaczęła się ZMIANA.

siedlecka.blog.polityka.pl

Dzień weta. Ziobro do dymisji

24.07.2017
poniedziałek

Jedyną przyzwoitą odpowiedzią ministra sprawiedliwości na podwójne weto prezydenta Dudy jest podanie się do dymisji. Decyzja prezydenta kompromituje posłów PiS, którzy opracowali i przegłosowali zawetowane ustawy.

Kompromituje też ministra Ziobrę i jego współpracowników, tak aktywnie promujących w parlamencie zawetowane ustawy. Powinni odejść.

Podwójne weto jest słuszne i sprawiedliwe. Ale prezydent powinien także zawetować równie szkodliwą ustawę, podporządkowującą sądy powszechne ministrowi Ziobrze. Cały ten pakiet nadawał się do kosza, bo oznaczał upartyjnienie wymiaru sprawiedliwości. Tego nie da się pogodzić z przyjętymi w świecie zachodnim zasadami praworządności.

Brawo, „ulica”! Brawo, obywatele! Gdyby nie wielodniowe pokojowe manifestacje w obronie zasad demokracji konstytucyjnej, prezydent Duda prawdopodobnie nie posłuchałby Zofii Romaszewskiej ani wszystkich innych konsultantów, o których wspomniał w swym porannym oświadczeniu.

Dwa weta prezydenta obnażają za to kunktatorstwo polityczne grupy Kukiza, ludzi, którzy nie mieli odwagi pójść z obywatelami, choć podają się za ich reprezentację, domagającymi się „3xweta”.

Decyzja prezydenta jest wynikiem protestów obywatelskich. To pod ich niesłabnącym naciskiem Andrzej Duda poszedł po rozum do głowy. Szkoda, że swoje oświadczenie przyprawił insynuacjami o rzekomych wezwaniach do zamieszek.

Siła demonstracji polegała właśnie na tym, że nie były konfrontacyjne czy agresywne politycznie. To je odróżniało od hejtu prawicy i całkiem już peerelowskiej propagandy w TVP PiS. Liderzy polityczni opozycji ustąpili miejsca liderom obywatelskim, w tym młodym prawnikom.

Co dalej? Na razie chwila ulgi i zasłużonej satysfakcji. Ale obywatele zachęceni sukcesem nie zechcą szybko zejść z polskich ulic. Kryzys nie został jednak zażegnany. Trwa dalej. Uderzy teraz w obóz rządzący.

Upadek rządu Szydło, ponoszącego polityczną odpowiedzialność za buble zawetowane przez prezydenta, wydaje się kwestią czasu. Władza PiS zachwiała się jak nigdy wcześniej od wyborów. W partii Kaczyńskiego zaczyna się wojna o kierunek i sukcesję.

 

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Duda się urwał

24.07.2017
poniedziałek

Andrzej Duda poparł „totalną opozycję”, zdradził PiS, prezesa i program radykalnej rozprawy z III RP i jej niezależnymi instytucjami (niezależne = wrogie, tak mówi prezes i tak muszą myśleć jego akolici).

To największy kryzys władzy w tej kadencji. Stało się to, czego PiS musiał obawiać się najbardziej. Andrzej Duda zamiast, jak w przypadku ustaw o Trybunale Konstytucyjnym, z uśmiechem zjeść zgniłe jajo podrzucone przez prezesa i poprosić o dokładkę, odrzucił je przy chóralnym aplauzie „totalnej opozycji” i „broniących postkomunizmu demonstrantów”. Gdyby był politykiem PiS, po prostu by wyleciał i tyle by o nim słyszano. Niestety PiS go namaścił, a co gorsza, wciąż go potrzebuje do przepychania swoich, konstytucyjnych i nie, ustaw.

Trudno PiS-owi udawać, że nic się nie stało, choć Duda robił, co mógł, żeby osłodzić swojej dawnej partii ten cios w splot słoneczny, krytykując radykalne protesty i wzywając do uspokojenia i debaty. Jednocześnie przejechał się po Ziobrze, porównując jego pozycję w zawetowanej ustawie do tej prokuratora generalnego w PRL i krytykując kontrolę prokuratora generalnego nad Sądem Najwyższym.

„Adrian” dla Kaczyńskiego był użyteczny. Prezydent Duda jest niebezpieczny – oznacza istnienie niezależnego ośrodka władzy w ramach obozu PiS. Nawet delegowanie niesamodzielnego polityka bez pozycji (umówmy się, także wydawało się zupełnie bez szans na wygraną) okazało się niewystarczające. „Adrian” odważył się wejść do pokoju Prezesa. Na to, czy wyszedł z niego prezydent, trzeba będzie jeszcze poczekać.

W PiS z Kaczyńskim na czele Duda jest skończony. Pytanie, czy oznacza to grę na jakąś nową formację, która wyłoni się na bazie Kukiza, taki trochę mniej szalony PiS, który może sobie trzasnąć selfie na koncercie patriotycznego rocka, ale też zakazać aborcji czy wezwać Merkel do zapłacenia odszkodowań za II wojnę? Jeśli tak, to jest to gra ryzykowna – bo wszystkie takie inicjatywy skazane były dotychczas na klęskę, rozjechane przez walec polaryzacji – PiS kontra anty-PiS. Być może pojawienie się Kukiza w Pałacu oraz przewidywana erozja obecnego rządu sprawiają, że orientowanie się pod samodzielną pozycję wobec Kaczyńskiego przynajmniej dla niektórych na prawicy stało się interesującą opcją.

PiS jeśli chce przejąć inicjatywę, musi 1) odrzucić weto prezydenta, co nie jest możliwe bez powtórki z sali kolumnowej (Kukiz poparł weto), 2) dokonać reorganizacji rządu – pod wodzą Kaczyńskiego – co oznacza w perspektywie utratę notowań, ale tymczasowo wygasi kryzys, 3) ogłosić wybory i walczyć o większość konstytucyjną – co jest bardzo ryzykowne, bo może się skończyć powtórką z 2007 r.

Oczywiście prezes może też przełknąć tę żabę, ogłosić, że w Polsce demokracja ma się dużo lepiej niż za PO, nie zgodzić się z prezydentem i liczyć, że jego własna ustawa uwzględni najważniejsze postulaty PiS, w tym skrócenie kadencji sędziów SN i KRS. A potem liczyć, że sprawa rozejdzie się po kościach wraz z udaniem się wszystkich na wakacje. Byłby to wariant pozornie najbardziej racjonalny. Ale tylko pozornie.

Władza Kaczyńskiego i PiS opiera się przede wszystkim na niekwestionowanej sile. Przecież nie wszyscy podporządkowani mu ludzie są Suskimi. Wielu z nich marzą się inne role niż pionków i popychadeł, chcieliby móc przynajmniej od czasu do czasu wyrazić własne zdanie bez sprawdzania esemesa z przekazem dnia. Szczególnie jeśli zajmują formalnie przynajmniej znaczące stanowiska.

Jeśli okaże się, że na Dudzie buduje się alternatywny układ niezależny od Nowogrodzkiej, że jest możliwość podmiotowego oporu wobec władcy marionetek, wówczas cała konstrukcja, bazująca na niewielkiej większości parlamentarnej, wspieranej dotychczas z Pałacu Prezydenckiego, może się posypać.

Władcy marionetek splątały się sznurki. Być może będzie musiał sięgnąć po nóż.

jazdzewski.blog.polityka.pl

Prezydent w TVN, premier w TVP. Równoległe orędzia Andrzeja Dudy i Beaty Szydło

Duda i Szydło przemówili. Dwa orędzia jednocześnie. Czy to początek wojny w obozie władzy?

Tego jeszcze w polskiej telewizji nie było. O godzinie 20 osoby przełączające się z TVP na TVN mogły być świadkami niecodziennego wydarzenia. O tej samej porze, w dwóch stacjach, prezydent Duda i premier Szydło wygłosili orędzia do narodu.

W jednym z nich (w TVN) prezydent utwierdzał obywateli w przekonaniu, że nie podpisze ustaw dotyczących reformy Sądu Najwyższego oraz Krajowej Rady Sądownictwa. W drugim orędziu (TVP) premier mówiła wprost, że decyzja prezydenta była niezrozumiała, a w reformowaniu sądów PiS nie cofnie się ani przed opinią zagranicy, ani przed oporem ulic.

Oto najważniejsze cytaty z przemówień w TVN i TVP.

W swoim orędziu prezydent Andrzej Duda powtórzył głównie tezy ze swojego rannego wystąpienia w Pałacu Prezydenckim. Wytłumaczył powody swojej decyzji oraz zapewnił, że będzie pracował nad własnymi projektami ustaw o sądach, ponieważ jego zdaniem wymiar sprawiedliwości potrzebuje zmian. Oto najważniejsze cytaty z orędzia prezydenta Dudy:

1. Bez reformy wymiaru sprawiedliwości nie ma możliwości budowania sprawiedliwego państwa. Zmiany są niezbędne.

2. Nie mogłem jako prezydent ich [ustaw – red.] zaakceptować. Korzystam z prawa weta, bo wymagają one zmian, zapewniających zgodność z konstytucją, aby utrzymywały niezależność władzy sądowniczej.

3. W najbliższym czasie przedstawię nowe wersje projektów reformujących sądownictwo. Wierzę, że poprawione ustawy zostaną przez polski parlament uchwalone.

Orędzie premier Beaty Szydło miało daleko bardziej zaczepny charakter. Pani premier w dość ostrych słowach skrytykowała decyzję prezydenta oraz zapewniła, że PiS nie cofnie się przed przeprowadzeniem reformy. Oto najmocniejsze fragmenty jej orędzia:

1. Nie cofniemy się z drogi naprawy państwa. Weto jedynie spowolniło prace nad reformą.

2. Dzisiejsza decyzja pana prezydenta mogła być niesprawiedliwa dla tych, którzy czekają na dobrą zmianę. Dlatego tym bardziej jesteśmy winni być dzisiaj jednością. Nie możemy ulegać naciskom ulicy i zagranicy. Musimy zrezygnować ze swoich osobistych i politycznych ambicji, a skupić się na tym, czego Polacy oczekują.

3. Po pierwsze: muszą odejść ci, którzy odpowiadają za dotychczasowe fatalne praktyki, którzy uczestniczyli w nich czynnie albo się na nie zgadzali. Po drugie: muszą nastąpić zmiany, aby sędziowie odpowiadali za łamanie prawa. Dziś są praktycznie bezkarni. I wreszcie po trzecie: ludzie winni mieć kontrolę nad działaniami sądów. Musimy przywrócić realny trójpodział władzy.

polityka.pl

Marsz Kaczyńskiego zwolnił, ale się nie zatrzymał

Rozmiar społecznego oporu sprawił, że Jarosław Kaczyński został zmuszony do podzielenia swojego skoku na sądy na kilka etapów, a prezydent wykonał plan B.

Jeśli porównać Jarosława Kaczyńskiego do buldoga z często występującym u tego gatunku szczękościskiem, to można powiedzieć, że w przypadku sądów chciał zacisnąć zęby na gardle polskiego społeczeństwa o 10 centymetrów dalej, całkowicie je dusząc, a zadowolił się zaciśnięciem szczęk „zaledwie” o parę centymetrów dalej, pozostawiając nam nieco oddechu. Czy to jest zwycięstwo czy klęska, zależy nie od Kaczyńskiego, który nie odstąpił od swego planu całkowitego zniszczenia liberalnej demokracji w Polsce, ale od protestującego polskiego społeczeństwa i jego elit. Po czarnym proteście protest w obronie niezawisłych sądów jest drugim przykładem, kiedy władza musiała ustąpić, a przynajmniej znacznie spowolnić swoje działania. Takiego poziomu protestu nie da się utrzymać przez 365 dni w roku, ale musimy pamiętać – ta władza boi się wyłącznie wielkich społecznych protestów, a Polacy są już w stanie wielki społeczny protest przeciwko tej władzy zorganizować.

Opozycja musi pozostać zjednoczona, nowi liderzy społecznych protestów z Warszawy, Poznania, Wrocławia, Krakowa, Lublina, Torunia, Nowego Sącza, Brodnicy, dziesiątków innych miasteczek i miast muszą zostać dokooptowani do kierowania wspólnymi działaniami politycznymi i społecznymi. A my wszyscy musimy być gotowi, żeby regularnie wracać na ulice, bo nie odzyskaliśmy swojego państwa. Zaledwie spowolniliśmy proces konsolidacji autorytarnego państwa Jarosława K.

Parę morałów z tej odsłony konfliktu

Po pierwsze, Jarosław Kaczyński nie jest wariatem, ale bardzo niebezpiecznym strategiem. Zdolnym do zagranego nieco publicznego „wybuchu gniewu” adresowanego do swoich 30 procent wierzących wyborców, a jednocześnie zdolnym do wykonywania, zupełnie na zimno, bardzo skomplikowanych manewrów politycznych. Do przyspieszania puczu, kiedy nie widzi wystarczającego społecznego oporu, do spowalniania puczu, dzielenia go na etapy, kiedy opór jest zbyt duży. I kiedy ten opór zbliża się do punktu, który pokazałby, że władza Kaczyńskiego wciąż jeszcze jest bezsilna i pusta, a jego obraźliwe krzyki nie mają za sobą realnej fizycznej siły (wojsko i policja dzisiaj – jeszcze – nie wykonają rozkazu zmiażdżenia wielotysięcznych protestów; Macierewicz i Błaszczak ciągle są raczej żałosnymi histerykami, niż „silnymi ludźmi reżimu” – to się może jednak zmienić w ciągu roku czy dwóch, gdyż proces wymiany kadr w wojsku i policji także się nie zatrzymał, ale raczej przyspiesza).

Po wymianie przez Ziobrę prezesów i wiceprezesów sądów różnych szczebli i po szybkim obsadzeniu choćby części z 700 wakatów sędziowskich, które Ziobro celowo przygotowywał przez ostatnie półtora roku, prawicowymi prawnikami chcącymi awansować w zamian za wykonywanie partyjnych rozkazów, Kaczyński może ruszyć do przodu z niszczeniem opozycji i zastraszaniem zwykłych ludzi.

Po drugie, Andrzej Duda nie jest samodzielnym politykiem, ale człowiekiem, który tę strategię Kaczyńskiego z mniejszym lub większym przekonaniem własnym, ale w absolutnej panice i uległości wobec wodza, zawsze ostatecznie wykona.

Po trzecie, ustawa o ustroju sądów powszechnych, którą Andrzej Duda podpisał i która wejdzie w życie jesienią, otwiera PiS-owi drogę do stworzenia „ciągu technologicznego” niszczącego ludzi uznanych przez Kaczyńskiego za wrogów. Ten „ciąg technologiczny” składa się z prowokacji służb Mariusza Kamińskiego, następnie z wniosku o areszt tymczasowy, a wreszcie z zatwierdzenia tego wniosku przez sąd niższej instancji – na co do tej pory Kaczyński, Kamiński i Ziobro nie mogli liczyć. Jednak po wymianie przez Ziobrę prezesów i wiceprezesów sądów różnych szczebli i po szybkim obsadzeniu choćby części z 700 wakatów sędziowskich, które Ziobro celowo przygotowywał przez ostatnie półtora roku, prawicowymi prawnikami chcącymi awansować w zamian za wykonywanie partyjnych rozkazów, Kaczyński może ruszyć do przodu z niszczeniem opozycji i zastraszaniem zwykłych ludzi. Aby jednak mieć cały „ciąg technologiczny” musi mieć Krajową Radę Sądownictwa i Sąd Najwyższy.

Wówczas ryzyko przegrania procesu i apelacji przestanie dla PiS-u istnieć. Zatem sprawa Sądu Najwyższego i KRS powróci, ale w wygodnym dla Kaczyńskiego momencie, jeśli uzna, że społeczny gniew został zdemobilizowany, czyli za kilka-kilkanaście miesięcy. Już jednak jesienią, po wejściu w życie podpisanej przez prezydenta ustawie o ustroju sądów powszechnych, Kaczyński, Kamiński i Ziobro będą mogli wsadzić każdego, tyle że na razie „tylko” do „aresztu wydobywczego” – od Piniora po Owsiaka, od prezydenta Gdańska po prezydent Warszawy, szczególnie jak PiS przegra wybory w tych miastach, co jest raczej pewne.

Zatem pamiętajmy, że dzięki wspaniałej mobilizacji społecznej zremisowaliśmy, a może nawet wygraliśmy bitwę, ale wojna wciąż trwa. I pamiętajmy, że jedyną naszą szansą w tej wojnie nie jest łaska Kaczyńskiego, bo on jest fanatykiem władzy absolutnej, ani nie odwaga Dudy, bo on jest wobec Kaczyńskiego tchórzem, ale siła i masowość naszego oporu.

Czytaj także: Prezes PiS zaatakował prezydenckiego ministra

newsweek.pl

W Dublinie.

Prezydent wetuje, Macierewicz komentuje. „Wojna hybrydowa”, „na pewno się nie cofniemy”

raq, 25.07.2017

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Minister obrony Antoni Macierewicz był w poniedziałek wieczorem gościem TV Trwam i Radia Maryja. Padły m.in. pytania o zmiany w sądownictwie.

– Od 28 lat społeczeństwo czekało na reformę systemu sprawiedliwości, dziś od prezydenta usłyszeliśmy dwa razy weto – zaczął rozmowę z szefem MON prowadzący ks. Piotr Dettlaff.

– To trudna sytuacja – odpowiedział Macierewicz. I od razu zapewnił, że – jak mówiła w orędziu premier Beata Szydło – rząd na pewno się nie cofnie.

– Bez względu na trudności, jakie napotykamy, ta kwestia jest kluczowa dla możliwości przeprowadzenia reform i odbudowy państwa polskiego – powiedział Macierewicz.

Wojna hybrydowa

Działania wszystkich przeciwnych reformie wymiaru sprawiedliwości minister określił jako rodzaj:

wojny hybrydowej, bazującej na dezinformacji i na presji, mających charakter przemocy

Jeśli chodzi o międzynarodową presję na rząd, minister ocenił, że to „bardzo szeroko zakrojona operacja”. – Olbrzymią rolę odgrywają środowiska antychrześcijańskie, antykatolickie – te środowiska, które kwestionują w ogóle istnienie niepodległych państw narodowych – powiedział.

PiS ma plan

Zapewnił, że PiS ma już gotowy scenariusz dalszych działań w sprawie zmian w sądownictwie. – Chciałbym przeprosić (…), że nie przedstawimy teraz szczegółowego harmonogramu działań, ale zapewniam, że został on przygotowany i będzie realizowany – powiedział szef MON.

– Żyjemy w czasach, w których każde nasze słowo jest nie tylko bardzo obserwowane, ale też traktowane jako punkt odniesienia do działań przeciwnych, jako punkt wyjścia do przygotowań, które mają uniemożliwić nam (…) skuteczne przeciwdziałanie niszczeniu Polski. Dlatego też nie będziemy wykładali publicznie w dniu dzisiejszym całego scenariusza – powiedział Macierewicz.

W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

gazeta.pl

Premier i prezydent wygłosili orędzia. Szefowa rządu wbiła szpilę głowie państwa

24.07.2017

Wielu ludzi zostało przez wymiar sprawiedliwości skrzywdzonych i mają głębokie poczucie niesprawiedliwości – powiedział w poniedziałkowym orędziu prezydent Andrzej Duda. Jak podkreślił, społeczeństwo oczekuje od sędziów, by widzieli zza stosu akt tego, który oczekuje sprawiedliwości.

Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej, podkreślałem wielokrotnie, że prezydent Rzeczypospolitej dwóm wielkim bytom powinien służyć: powinien służyć polskiemu narodowi i powinien służyć polskiemu państwu – rozpoczął swoje orędzie, transmitowane na antenach TVP i Polskiego Radia, Andrzej Duda.

Jak podkreślił, zadaniem prezydenta jest dbać o dobro narodu i czynić wszystko, by zapewnić mu pomyślność, a także bezpieczeństwo. Zadaniem prezydenta jest również dbać o jakość funkcjonowania państwa i jego instytucji – dodał.

Według prezydenta, wymiar sprawiedliwości jest jedną z tych instytucji, które odgrywają ważną rolę w systemie społeczno-politycznym. Od jakości jego funkcjonowania zależy zaufanie społeczeństwa do państwa i jego instytucji. W ostatnich latach postulat reformy wymiaru sprawiedliwości powtarza się wielokrotnie – zaznaczył.

Niestety, wielu ludzi zostało przez wymiar sprawiedliwości skrzywdzonych i mają głębokie poczucie niesprawiedliwości. Społeczeństwo oczekuje od sędziów, że będą fachowcami, że będą etyczni i krystalicznie uczciwi, że będą wydawali wyroki, tak jak przysięgają – bezstronnie według swego sumienia. Ale także, że będą zawsze pamiętali, że wymierzają sprawiedliwość wobec ludzi, że sędzia będzie widział zza stosu akt na swoim stole tego, który przed nim staje i oczekuje po prostu sprawiedliwości – podkreślił prezydent.

Bez reformy wymiaru sprawiedliwości nie ma możliwości budowania sprawiedliwego państwa, czyli takiego, które równo traktuje wszystkich obywateli, do którego Polacy mają zaufanie – podkreślił Andrzej Duda. Według niego, zmiany są niezbędne na płaszczyźnie proceduralnej, formalnej, ale także na płaszczyźnie etycznej.

Przygotowane przez parlament ustawy, reformujące system sprawiedliwości, w dużej części wychodziły naprzeciw społecznym oczekiwaniom. Nie mogłem jednak jako prezydent ich zaakceptować i korzystam z prawa weta, bo wymagają one zmian zapewniających ich zgodność z konstytucją, aby utrzymywały niezależność władzy sądowniczej, ale bez poczucia absolutnej nadrzędności i bezkarności oraz stwarzały warunki, by sędziowie czuli się niezależni od rożnego rodzaju nacisków” – zaznaczył prezydent w orędziu.

Mimo powszechnego oczekiwania reformy sądownictwa przez 28 lat nikt tego nie zrobił. Jako odpowiedzialna władza podjęliśmy się tego zadania. Polacy w wyborach zaufali Prawu i Sprawiedliwości, a my dotrzymujemy złożonych zobowiązań – mówiła z kolei premier Beata Szydło w poniedziałkowym orędziu telewizyjnym, które poprzedziło orędzie prezydenta Andrzeja Dudy.

Premier zwracała uwagę, że wielu Polaków zostało skrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości, o czym, jak mówiła, przekonuje się codziennie podczas spotkań z wyborcami. Polacy proszą mnie o interwencje, bo są bezradni w starciu z korporacją sędziowską – mówiła.

Dodała zarazem, że dzisiejsze weto pana prezydenta spowolniło prace nad reformą; co więcej, zostało potraktowane jako zachęta przez tych, którzy walczą o utrzymanie niesprawiedliwego systemu. Nie cofniemy się z drogi naprawy państwa, nie ulegniemy naciskom, podszeptom; nie teraz, bo jeśli nie teraz, to kiedy.

Jak mówiła, ci, którzy czynili zło, albo przynajmniej na czynienie zła się zgadzali, polskiego wymiaru sprawiedliwości nie zmienią. Wiedzą to zwykli Polacy i ja – jako premier – deklaruję, że w drodze do skutecznej reformy systemu sprawiedliwości będę zawsze stała po waszej stronie. Chcemy dialogu i współpracy, ale nie zrezygnujemy z trzech postulatów, bez których głęboka reforma sądownictwa się nie uda” – dodała Szydło.

Jak mówiła, po pierwsze, muszą odejść ci, którzy odpowiadają za dotychczasowe fatalne praktyki, którzy uczestniczyli w nich czynnie, albo się na nie zgadzali. Po drugie, muszą nastąpić zmiany, które sprawią, że sędziowie będą odpowiadali za łamanie prawa; dziś są praktycznie bezkarni. Po trzecie, ludzie muszą mieć kontrolę nad działaniami sądów. Musimy przywrócić realny trójpodział władzy – podkreśliła.

Premier mówiła, że w Polsce władza sądownicza jest poza wszelką kontrolą. „Chcemy państwa prawa, a nie państwa prawników. To postulaty, z których nie zrezygnujemy. Jesteśmy otwarci na dyskusję o szczegółach, ale rozmowy nie mogą sprawić, że reforma utknie w martwym punkcie, z czym po roku 1989 mieliśmy nie raz do czynienia” – mówiła Beata Szydło.

Odnosząc się do poniedziałkowej decyzji prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowaniu ustaw reformujących sądownictwo, premier mówiła: Dzisiejsza decyzja prezydenta mogła być niezrozumiała dla tych, którzy czekają na dobrą zmianę. Dlatego tym bardziej jesteśmy winni być dzisiaj jednością. Nie możemy ulegać naciskom ulicy i zagranicy, musimy zrezygnować ze swoich osobistych i politycznych ambicji, a skupić się na tym, czego Polacy od nas oczekują. Mamy stabilną większość, nie ulegniemy naciskom, zrealizujemy nasz program – powiedziała Szydło. Nie traćcie wiary, wypełnimy nasze zobowiązanie, naprawimy Polskę – zakończyła.

Premier dogryzła też lekko prezydentowi, który mówił rano, przy zawetowaniu ustaw o KRS i SN, że spotykał się z ekspertami. Cenne są spotkania z prawnikami i filozofami, ale żeby zreformować polskie sądy, trzeba słuchać polskich obywateli – stwierdziła

dziennik.pl

Chrabota: Zdradzieckie mordy zostaną

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Jarosław Kaczyński rozpoczął wojnę, która jest z góry skazana na przegraną. Jest to bowiem wojna z czasem – pisze redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

„Zdradzieckie mordy i kanalie” Jarosława Kaczyńskiego zawisną na długo nad polską polityką. Możliwe, że ta podyktowana emocjami obelga to największy błąd w późnej fazie kariery przywódcy Prawa i Sprawiedliwości. Nie tylko bowiem dał popis brutalizowania polityki, po którym trudno mu będzie utrzymać wizerunek wyważonego i chłodnego analityka, ale przede wszystkim kreatora sceny politycznej. Kaczyński w przypływie słabości obnażył swoje motywacje; pokazał, co nim tak naprawdę kieruje i jak ta motywacja góruje nad racjonalną refleksją. Łamiąc sejmowy regulamin (bo naprawdę, wbrew temu co twierdzi marszałek Brudziński, trudno założyć, że wyrywając się do mikrofonu po przywołaniu doń posła Kukiz’15, miał na myśli jakikolwiek przepis), dał na dodatek popis nie tylko anarchii, ale i swojej pozycji w polityce; lidera, który jest ponad prawem i regulaminami. Podświadomie (albo i świadomie) zachował się jak Piłsudski, za którego alter ego z pewnością się uważa. Brakowało tylko słów Marszałka, które nigdy nie zostaną temu wybitnemu Polakowi zapomniane: „Sejm ladacznic”.

Ambicje na wyrost

Czy Kaczyński może być Piłsudskim? Zapewne ma takie intencje, a osobiste poczucie wyższości budzi w nim pewnie też przekonanie o moralnym prawie do zajęcia takiej pozycji. Opozycja już widzi w nim dyktatora, ale należy zadać pytanie, czy to naprawdę możliwe. Gdyby to były lata 20. czy nawet 70., Jarosław Kaczyński mógłby przeżyć metamorfozę w naczelnika państwa. Problem jednak w tym, że żyjemy pół wieku później, Polska nie jest otoczona agresywnymi państwami totalitarnymi, a Europa nie jest przedzielona żelazną kurtyną. Żyjemy w epoce Unii Europejskiej, otwartych granic, internetu, Facebooka i YouTube’a, które z łatwością zdublują rolę niezależnej radiofonii czy nawet telewizji, gdyby reżim poddał polskie media represji.

W tym sensie obietnica posłanki Pawłowicz choć jest groźna, to pozostaje niemożliwa do spełnienia. TVN czy Polsat można zamknąć, ale odebranie młodzieży internetu to wojna z całą generacją, której wygrać nie można. Nawet jeśliby się bardzo tego chciało. Mam wrażenie, że prócz prezesa i jego najdurniejszych akolitów PiS-owska elita to wie i rozumie swoją bezradność. Rozpoczęła wojnę, która oczywiście (jak każda) będzie eskalować, zmusi do coraz mocniejszych represji, ale jest z góry skazana na przegraną. Bo to wojna z czasem. Ten płynie wbrew intencjom prezesa.

Jak daleko posuną się rządzący? Histerycy po stronie opozycji już widzą emigrację i obozy internowania. Właściwie czemu nie. Taka wizja jest całkiem uzasadniona. Władza ma pełnię środków. Większość sejmową, rząd i prezydenta. Sprawnie działający aparat podległy MSW. Fanatyka na czele MON, czołgi i rozpoznające teren oddziały Wojsk Obrony Terytorialnej. Dostatecznie duże zaplecze na obozy internowania i sporo amunicji, którą rzekomo gromadzi się na odparcie ataku Rosjan. Wystarczy jedna, druga prowokacja, by spacyfikować manifestujący tłum. Środki techniczne więc są. Ale czy jest lub może być ku temu wola? Odpowiedź na to pytanie z jednej strony odziera ze złudzeń, z drugiej je tworzy. Młodzi hunwejbini z kręgów partii rządzącej z pewnością chcieliby mieć swoje powstanie warszawskie (czy rozumieją, że byliby w tej historii stroną pacyfikującą?), ale ludzie z generacji Kaczyńskiego, pamiętający stan wojenny, doskonale wiedzą, że z Polakami 13 grudnia 1981 roku nie da się wygrać.

Każdy ruch prowadzący do zrealizowania takiego scenariusza to krok w niebyt. Prezes doskonale wie, że Polacy jak nikt inny umieją się mobilizować pod presją. Atak na demokrację, wolność, instytucje, represje – to wszystko wciągnęłoby PiS na czarną listę historii, a któż bardziej niż ta formacja historią się kieruje i historii ufa? Nie, dzielenie losu Jaruzelskiego byłoby dla prezesa najgorszą hańbą i porażką zarazem. Aż tak daleko się nie posunie. Co więcej, może Kaczyński jest nawet gwarancją powściągliwości władzy.

Zlekceważeni młodzi

Rządzący wyraźnie nie docenili roli młodzieży. Pacyfikacja SN w czasie wakacji miała odbywać się w społecznej próżni. Studenci na wakacjach, młodzież na obozach harcerskich, Polacy na wiecznym grillu suto podlewanym piwem. Nie udało się. Manifestacje w miastach dowodzą, że nawet w środku „sezonu ogórkowego” potencjał sprzeciwu jest realny. Polacy poszli manifestować i nawet jeśli propagandowa Telewizja Polska minimalizuje te wystąpienia, to fakty są dostrzegalne gołym okiem. PiS uruchomiając opór społeczny, czego dowodzą badania, odwrócił od siebie większość młodzieży. I to na zawsze.

„Zdradzieckie mordy” Kaczyńskiego to dla manifestujących dziś młodych wyborców symbol obciachu. Po tych słowach nic już nie będzie takie same. Niedawno Michał Szułdrzyński na tych łamach pisał o ostatniej wojnie dawnych dysydentów. Nie było chyba w polskiej prasie lepszej diagnozy. Młodzież ma prawo nazwać ją „wojną leśnych dziadków”, którzy okładają się zajadle kosturami, wyzywając przy okazji swoich stronników od esbeków, komunistów i stalinowców. Ale czy młodzież te obelgi rozumie? Nawet jeśli tak, to nie bierze ich do siebie. To obcy język, anachroniczny kod, który głównie śmieszy, tak jak za czasów mojej opozycyjnej młodości śmieszyły inwektywy: „endek” czy „cham bez krawata”. Jeśli nawet przez chwilę, w czasie kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy wydawało się, że PiS znalazł kod dostępu do młodych, dziś bezpowrotnie go traci.

Pycha kroczy przed upadkiem

Przypadek posła Kaczyńskiego kompletnie mnie nie dziwi. Pycha, jak wiadomo, kroczy przed upadkiem. Nie on jedyny w historii popełnia największy błąd w chwili największego triumfu. Ważniejsi dla dziejów byli przed nim. Dziwi mnie nieracjonalność tej władzy. Mając wszelkie środki (łącznie z poparciem społecznym) do przeprowadzenia rozsądnych i koniecznych reform, decyduje się na rewolucję. I to w imię czego? Budowy jakiejś anachronicznej, kompletnie wyrwanej z realiów nowoczesności wizji Polski. Jej obraz w głowie prezesa jest kompletnie wyrwany z międzynarodowego kontekstu. To obraz sprzed dekad. Obraz z mroków PRL. Taka Polska w przyszłości się nie obroni. A rewolucja? Cóż, zawsze prowadzi na manowce. Zostawia głównie zgliszcza, na których nowe pokolenie w przyszłości zatknie swe sztandary. Trochę należy się obawiać, w jakich będą barwach. Czy aby, na zasadzie wahadła historii, nie będą to sztandary radykalnej lewicy?

Tego boję się bardziej, nawet bardziej od epizodu (bo to tylko epizod) PiS-owskiej kontrrewolucji. Ale mamy jeszcze czas. Może jednak warto posłuchać komentarzy płynących z europejskich stolic. Także z Waszyngtonu, gdzie ostatnio krytycznie wypowiedziano się w sprawie zmian w SN od strony administracji prezydenta Trumpa. Może warto posłuchać senatora McCaina? Przecież obiektywnie nie może być tak, że tylko Beata Szydło ma rację a wszyscy inni się mylą.

rp.pl

Sprzeciw prezydenta. Andrzej Duda wetuje ustawy o KRS i SN

Prezydent Duda wytknął sejmowej większości błędy w legislacji, ale zga...
Prezydent Duda wytknął sejmowej większości błędy w legislacji, ale zganił też opozycję za eskalację sporu.

Foto: PAP, Paweł Supernak

W poniedziałek 24 lipca po godzinie 10 polska polityka radykalnie się odmieniła i nabrała nowej dynamiki.

 

Po zawetowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę dwóch kluczowych dla Prawa i Sprawiedliwości ustaw sądowych nic w polskiej polityce nie będzie takie samo.

Prezydent zdecydował się na dramatyczny akt emancypacji wobec macierzystej partii. Symbolicznie odciął pępowinę i nawet jeśli wciąż popiera zręby programu wyborczego PiS, zatrzymał fundowaną przez rządzących brutalną rewolucję w sądownictwie.

Nie chciałbym rozstrzygać, co miało główny wpływ na jego decyzję. Czy bardziej instrumentalne traktowanie jego osoby i urzędu przez dawnych partyjnych kolegów, czy może gigantyczna fala obywatelskiego sprzeciwu, która przewaliła się przez Polskę w ostatnich dniach. Czy przemówiły argumenty polityczne, czy – czego bym nie wykluczał – prawnicze. Macierzyste środowisko zawodowe pana prezydenta w kwestii dewastacji SN było wstrząsająco jednolite.

Ważne motywy można było wyłowić z wystąpienia telewizyjnego prezydenta. Andrzej Duda odwołał się do spokoju społecznego i zgody narodowej Polaków. Tym samym po raz pierwszy zachował się jak arbiter w całym tego słowa znaczeniu w trwającym sporze politycznym i dał szansę na jego złagodzenie. Wylał kubeł zimnej wody na głowy polityków prawicy, ale też wykonał gest w stronę opozycji, licząc na zakończenie wielotysięcznych manifestacji w największych polskich miastach.

Na dodatek, co ma fundamentalne znaczenie dla skłóconych partyjnych elit, publicznie odwołał się do autorytetu jednej z najpiękniejszych postaci opozycji antykomunistycznej, Zofii Romaszewskiej. To jej głos o analogiach między systemem fundowanym przez PiS a Polską Ludową rzeczywiście mógł przekonać prezydenta. Czy zostanie z równą uwagą wysłuchany przez obie strony sporu?

Prezydentowi należy niewątpliwie pogratulować odwagi. Ale nie zgadzam się z tezą, że rozpoczął wojnę z PiS. Sprzeciwił się Jarosławowi Kaczyńskiemu, rozbroił plany konkurenta, czyli Zbigniewa Ziobry, na ich własne życzenie. Gdyby nie furia prezesa w Sejmie, gdyby nie igranie autorytetem urzędu prezydenckiego w procesie legislacyjnym, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Wyraźnie nie doceniono Andrzeja Dudy i właśnie za to się odpłacił.

Ale wojna PiS z prezydentem raczej w grę nie wchodzi. Rządząca partia stałaby się jej zakładnikiem i ofiarą. Efektem byłyby kolejne akty sprzeciwu. Dlatego prawdopodobnym scenariuszem w tej sprawie jest posypanie przez liderów partii rządzącej głów popiołem i przystanie na propozycję prac nad reformą sądownictwa pod egidą prezydenta. Każdy inny scenariusz skończyłby się dla PiS fatalnie.

Daleki też jestem od euforii tych, którzy już widzą partię prezydencką z Gowinem, Ujazdowskim i Szczerskim na czele. To scenariusz prawdopodobny, ale raczej odległy. W poniedziałek 24 lipca, kiedy piszę te słowa, liczą się przede wszystkim fakty.

Polska obywatelskich protestów triumfuje przekonana, że ulica zatrzymała rewolucję, czyli dewastację państwa. Jest szansa na naprawienie relacji z Unią Europejską, a władza partyjno-państwowa okazała się nie takim monolitem, jak powszechnie zakładano. Przed polską polityką rodzą się nowe scenariusze i ożywa nadzieja, że można zmieniać kraj w sposób rozsądny i przy powszechnym konsensusie.

rp.pl

Weto Andrzeja Dudy. Prezydent szokuje PiS

Prezydent Andrzej Duda, ogłaszając podwójne weto, powołał się na słowa...
Prezydent Andrzej Duda, ogłaszając podwójne weto, powołał się na słowa Zofii Romaszewskiej.

Foto: PAP, Paweł Supernak

Rozczarowanie, nerwy, zaskoczenie – to reakcje w obozie władzy na decyzję o podwójnym wecie.

Pierwszy oficjalny komentarz ze strony PiS był ostry. – Układ, który histerycznie się broni, zyskał chwilową przewagę, ale sobie z tym poradzimy – powiedział wicemarszałek Ryszard Terlecki, bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego.

W poniedziałek pojawiły się też informacje o dodatkowym posiedzeniu Sejmu, które miałoby się odbyć w przyszłym tygodniu. – Władze Klubu PiS sprawdzają, czy posłowie są dostępni i dyspozycyjni w okresie od 25 lipca do 4 sierpnia – mówi nam rozmówca z partii.

Jeszcze w niedzielę potencjalne weto prezydenta Dudy wydawało się najmniej prawdopodobnym ze wszystkich możliwych scenariuszy. Jednak gdy tylko w trakcie oświadczenia o 10 w poniedziałek prezydent wrócił do przypominania obietnic z kampanii wyborczej, stało się jasne, że ten mało prawdopodobny scenariusz będzie wkrótce rzeczywistością. „Zofia Romaszewska powiedziała do mnie, że nie chce wracać do państwa, w którym prokurator generalny mógł wszystko” – jak słyszymy, ten fragment oświadczenia prezydenta Dudy został szczególnie źle odebrany w Klubie PiS. – Duda mógł znaleźć mnóstwo wersji, jeśli chciał swoje weto uzasadniać. Zamiast np. mówić o za dużym tempie prac, wolał porównać swoje zaplecze polityczne do władzy z PRL – mówi nam zirytowany polityk z Klubu PiS.

Niektórzy nasi rozmówcy twierdzą, że Duda o projekcie o SN wiedział od wielu tygodni i szykował swój plan. – Jestem po prostu rozczarowany – mówi nam jeden z polityków partii rządzącej. Inny zwraca uwagę, że tym razem zabrakło dobrego „opakowania” PR-owego projektów, które zostały bez przygotowania zaprezentowane opinii publicznej. – Duda zrobił źle, wykorzystał sytuację – mówi nam rozmówca z PiS.

W PiS trudno znaleźć pozytywną opinię o posunięciu prezydenta. – Jedyne, co dobrego się stało, to fakt, że decyzja przyszła szybko. Przynajmniej protesty mogą stracić impet – mówi jeden z naszych rozmówców, ale bez większego przekonania. Tuż po decyzji prezydenta – który zapowiedział przedstawienie własnych projektów ustaw w ciągu dwóch miesięcy – na Nowogrodzkiej odbyła się narada ścisłego kierownictwa partii, na której omawiano m.in., jakie ma być przesłanie PiS wobec decyzji Andrzeja Dudy. Po jej zakończeniu na Nowogrodzkiej pojawił się Jarosław Gowin, a wieczorem miało się odbyć spotkanie władz Polski Razem. W poniedziałek odbyło się też spotkanie prezydenta Dudy z premier Szydło oraz marszałkami Sejmu i Senatu. O ile dla PiS rozczarowanie było bardzo nieprzyjemne, o tyle zupełnie inaczej decyzję Dudy odebrała prof. Gersdorf, prezes SN. – To był dla nas dzień wielu przyjemnych zaskoczeń – przyznała na konferencji prasowej. Gersdorf przeprosiła też za swoje słowa o zarobkach w wysokości 10 tys. zł, za które „można dobrze żyć tylko na prowincji”.

Tymczasem parlamentarna opozycja zachowuje ostrożność, dziękując jednocześnie protestującym na ulicach polskich miast. Grzegorz Schetyna stwierdził, że brakuje jednego weta – w sprawie ustroju sądów powszechnych. Ryszard Petru wezwał opozycję do czujności. – Przy braku mobilizacji i sojuszu z Kukizem to weto może zostać odrzucone – mówił lider Nowoczesnej. Politycy Kukiz’15 zadeklarowali jednak w poniedziałek, że poprą weto. Prezydenta najbardziej chwalił lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. – Wyznaczył granicę, której przekraczać nie można. Warto być przyzwoitym – mówił na konferencji w Krakowie. Informacje o posiedzeniu Sejmu w przyszłym tygodniu i napięciu w PiS na tle decyzji Dudy sprawiają, że trudno spodziewać się, że emocje społeczne szybko wygasną. W poniedziałek w Warszawie planowana była demonstracja pod hasłem „Nie kokietuj, wszystko wetuj”.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.kolanko@rp.pl

Jak to się stało?

Kryzys wokół ustawy o Sądzie Najwyższym rozpoczął się, gdy niespodziewanie PiS zaprezentowało projekt ustawy zmieniającej Sąd.

– 12 lipca późnym wieczorem poselski projekt ustawy o Sądzie Najwyższym został opublikowany na stronach Sejmu.

– 14 lipca, w piątek, opozycja mówi o wspólnych działaniach. Nowoczesna zapowiada powołanie Frontu Demokratycznego.

– 17 lipca PiS podejmuje decyzję o wycofaniu ustawy podwyższającej opłatę paliwową. Następnego dnia ma się rozpocząć posiedzenie Sejmu, na którym ma być procedowany projekt ustawy o Sądzie Najwyższym.

– 18 lipca prezydent Duda zapowiada zgłoszenie poprawki, która zakłada, że Sejm większością 3/5 głosów będzie wybierał członków KRS. W Sejmie rozpoczynają się prace nad ustawą o Sądzie Najwyższym.

– W nocy ze środy na czwartek podczas burzliwego posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka odrzucono ponad 1000 poprawek opozycji.

– W czwartek 20 lipca Sejm przyjmuje głosami PiS ustawę o Sądzie Najwyższym. W całej Polsce trwają już protesty przeciwko ustawie. Największy – przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie

– W piątek 21 lipca PiS organizuje konferencję młodych posłów, którzy popierają reformę. Pojawiają się oskarżenia o astroturfing i sztuczne podsycanie protestów z zewnątrz.

– Protesty rozlewają się po całej Polsce.

– W poniedziałek 24 lipca prezydent Duda ogłasza weta ustawy o KRS oraz o SN.

rp.pl

Prof. Markowski: weto prezydenta to dogadana manipulacja

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/weto-prezydenta-dogadana-manipulacja/x342e13

Prezydent zaczął pękać

Praktyczne skutki weta prezydenta do ustaw sądowych mogą być dotkliwe dla PiS. Już niedługo Sąd Najwyższy zajmie się koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim oraz szefową Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską.
  • Dwa weta prezydenta do sądowych ustaw PiS wybijają zęby fundamentalnej reformie Jarosława Kaczyńskiego
  • To oznacza wojnę Andrzeja Dudy z liderem PiS. A to wywraca do góry nogami polską scenę polityczną — prezydent może się stać najpoważniejszą opozycją wobec Kaczyńskiego.
  • W PiS wściekłość na prezydenta. „Wymiękł”, „swoim zachowaniem podsycał protesty uliczne”, „utopił dobrą reformę” — mówią politycy z rządu

Jeden z wysokiej rangi przedstawicieli rządu, zaangażowany w przygotowywanie ustaw sądowych w rozmowie z Onetem nie kryje wściekłości na prezydenta: — To przez niego te protesty na ulicach, bo zaczął nam stawiać warunki podczas prac w parlamencie nad ustawami sądowymi, czym dał naszym wrogom amunicję. A sięgając po weto, popełnił potworny błąd. To była unikatowa szansa na oczyszczenie sądów. Zaangażowaliśmy w tę reformę ogromne siły i środki, podjęliśmy potężne ryzyko polityczne, a on to bez żadnego uprzedzenia wyrzucił do kosza! Weźmy Izbę Dyscyplinarną dla sędziów łamiących prawo, którą chcieliśmy stworzyć przy Sądzie Najwyższym. Przecież po wecie Dudy cały fatalny korporacyjny system dyscyplinarny sędziów pozostanie bez zmian! Nie wiem, czy jeszcze będzie szansa przeprowadzić poważne zmiany w sądach — mówi zdruzgotany.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki napisał to na Facebooku z otwartą przyłbicą: „W Polsce od kiedy pamiętam było tak, że jak dekomunizacja w różnych obszarach państwa była blisko to zawsze ktoś wymiękał. I tak Polska się nie zmieniała i nie mogła rozwijać na miarę swoich możliwości. (…) Nigdy nie będzie fundamentalnej reformy naruszającej interesy „oligarchii III RP” – przeciwko której nie będzie protestów. Będą zawsze. Dlatego kluczowa jest odpowiedź na pytanie kim chcemy być ? I po co jesteśmy w polityce?”.

Trzy akty rewolucji

W intencji PiS zasadnicze zmiany w sądach zostały podzielone na trzy etapy — i trzy ustawy.

Po pierwsze, PiS chciało zmienić zasady wyboru członków Krajowej Radzie Sądownictwa, która wybiera kandydatów na sędziów. Do tej pory KRS była zdominowana przez sędziów wybieranych w wyborach wewnętrznych przez środowiska sędziowskie. Obóz władzy chciał sobie podporządkować KRS, poprzez wybieranie jej członków przez Sejm. W ten sposób władza zyskałaby też wpływ na nominacje sędziowskie.

Po wtóre, zmianą ustawy o ustroju sadów powszechnych, PiS chciał przyznać ministrowi sprawiedliwości prawo swobodnego powoływania i odwoływania prezesów sądów, co dawało rządowi dużą kontrolę nad wszystkimi terenowymi sądami w Polsce.

Po trzecie, na samym szczycie tej sądowej piramidy znajdować się miała ustawa o najważniejszym sądzie w Polsce — Sądzie Najwyższym. Obecni sędziowie mieli zostać usunięci, a ich następców wyznaczyłby obóz władzy.

Prezydent miał zastrzeżenia do tych ustaw, co sygnalizował politykom PiS podczas prac w Sejmie i już po nich. Większość została zlekceważona, co — jak przyznał Duda — było jednym z powodów sięgnięcia po weto. Prezydent wyrzucił do kosza ustawę o KRS oraz ustawę o Sądzie Najwyższym.

Podpisał za to ustawę o ustroju sadów powszechnych. Co te decyzje znaczą w praktyce?

Że w kompleksowej reformie PiS pojawiły się potężne wyłomy. Co prawda obóz władzy dostał instrumenty, by podporządkować sobie terenowe sądy, to nie będzie miał jednak wpływu na selekcję kandydatów do sędziowskiego zawodu, ani na stojący na szczycie hierarchii Sąd Najwyższy. Nie będzie zatem kontrolował pełnej ścieżki wymiaru sprawiedliwości — od selekcji sędziów rejonowych po obsadę Sądu Najwyższego. A taki właśnie był cel Jarosława Kaczyńskiego.

Dolegliwe kłopoty PiS

Co może teraz zrobić PiS? Zebranie większości 3/5 do odrzucenia weta jest niemożliwe. Ale możliwy jest kolejny maraton prac nad nową reformą — i to mimo że Duda zapowiedział własne projekty ustaw sądowych. Tak już było podczas konfliktu o Trybunał Konstytucyjny, gdy Kaczyński kompletnie zignorował zapowiedzi Dudy, że przygotuje kompromisowe przepisy.

Dolegliwe kłopoty dla PiS związane z wetami Dudy mogą się pojawić już wkrótce. Na 9 sierpnia Sąd Najwyższy wyznaczył posiedzenie w sprawie kasacji dotyczącej ułaskawienia obecnego koordynatora specsłużb Mariusza Kamińskiego. Chodzi o wyrok 3 lat więzienia za przekroczenie uprawnień w czasach, gdy za poprzednich rządów PiS Kamiński był szefem CBA.

Oczywiście, nie ma mowy, by Duda wetując ustawę chciał zaszkodzić Kamińskiemu. Akurat w tej sprawie, prezydent jest w konflikcie z SN — wszak to on ułaskawił ministra, zaś sędziowie już wcześniej kwestionowali legalność zastosowanej procedury. W dodatku nawet gdyby prezydent podpisał ustawę o Sądzie Najwyższym, to jej zapisy weszłyby w życie już po tej rozprawie. W praktyce jednak, zatwierdzenie reformy sądowej przez prezydenta ułatwiłoby PiS naciski na Sąd Najwyższy i przełożenie rozprawy do czasu wprowadzenia do SN swych ludzi.

Podobnie ma się sprawa z rozprawą dotyczącą poprawności wyboru Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Wobec tego wyboru są zastrzeżenia proceduralne, ale — znów — zatwierdził go prezydent. Planowana na 12 września rozprawa może być sporym prawnym i politycznym kłopotem dla PiS. Do tej pory z Sądu Najwyższego — choćby w wypowiedziach I prezes Małgorzaty Gersdorf dla Onetu — dobiegały sugestie, że są „duże znaki zapytania” co do poprawności wyboru Przyłębskiej, która jest gwarantem lojalności TK wobec PiS.

Stryj prezydenta się wstrzymuje

Duda od kilku miesięcy stara się wybić na niezależność — przepychał się o kontrolę nad armią z Antonim Macierewiczem, o nominacje ambasadorskie z szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim, zawetował ustawę o regionalnych izbach obrachunkowych (dawała PiS możliwość wprowadzania zarządów komisarycznych w samorządach), ogłosił referendum konstytucyjne.

I starał się budować swe kruche zaplecze w PiS. Polityczne plotki łączyły ostatnio Dudę z wicepremierami Jarosławem Gowinem i Mateuszem Morawieckim — obaj po wecie złożyli hołdy lenne wobec Kaczyńskiego. Faktem jest jednak, że w jednym z roboczych głosowań w Sejmie dotyczących ustawy o Sądzie Najwyższym wstrzymał się stryj prezydenta Antoni Duda, zaś ostatecznego projektu nie poparł najmłodszy poseł PiS Łukasz Rzepecki, także kojarzony z Pałacem Prezydenckim. Po wecie, gratulował Dudzie na Twitterze.

Owe dwa weta prezydenta to torpedy, która topią fundamentalną reformę Jarosława Kaczyńskiego, o której marzył przez ćwierć wieku. Dla Kaczyńskiego sądy to synonim patologii III RP, sam wierzchołek słynnego układu. Ponieważ w kwestii zmian w wymiarze sprawiedliwości Kaczyński ma ugruntowane poglądy od ćwierć wieku i nie zamierza iść na żadne kompromisy — Duda w praktyce rozpoczął wojnę z prezesem PiS. A to kopernikański przewrót w polskiej polityce.

To znaczy, że przeciwwagą dla Kaczyńskiego może się stać Pałac Prezydencki, a nie sejmowe ławy słabej opozycji. Właśnie te weta do tej reformy mogą być przełomowym momentem prezydentury Dudy, znajdującej się dotąd pod butem Kaczyńskiego.

onet.pl

PONIEDZIAŁEK, 24 LIPCA 2017

STAN GRY: SE: Prezydencie wyrzuć bubel, Żakowski: PAD może być suwerenną siłą, Dąbrowska: Protest w sferze symbolicznej, Szułdrzyński: Pogarda dobrej zmiany

— 300LIVE:
Schetyna: Będzie próba zmieszczenia się między polityką PiS a próbą ratowania własnej niezależności
Schetyna: Jeżeli ktoś będzie prowadził politykę wykluczania i wskazywania tego, kto może przemawiać, to już przegraliśmy
Waszczykowski apeluje do władz PiS o zmianę przewodniczącego komisji spraw zagranicznych
Waszczykowski: Mamy do czynienia z próbami obalenia władz. Kwestia sądów to pretekst
Waszczykowski: Są protesty, które są widowiskowe, ale nie tak olbrzymie, jak pokazują niektóre telewizje
Polityczny plan poniedziałku: spotkania PAD z I prezes SN i przewodniczącym KRS, kolejne protesty
http://300polityka.pl/live/2017/07/24/

 SENAT PRZEGŁOSOWAŁ NIE TĘ USTAWĘ – jedynka DGP: “Prawu i Sprawiedliwości tak bardzo zależało na szybkim przepchnięciu ustawy o Sądzie Najwyższym, że do Senatu przekazano akt w innej wersji, niż uchwalony przez Sejm. Eksperci nie mają wątpliwości, że ustawa o Sądzie Najwyższym jest więc niekonstytucyjna – już tylko z racji nieprawidłowego trybu jej uchwalania”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/554707,ustawa-o-sadzie-najwyzszym-senat-blad-konstytucja.html

— DGP ODPOWIADA NA ZARZUTY KANCELARII SEJMU I SENATU: “W tej sytuacji nie ma już żadnych wątpliwości, że ustawa jest niekonstytucyjna. Przyznaje to nawet prof. dr. hab. Jacek Zaleśny, który jako jedyny z naszych wczorajszych rozmówców uważał, że sama zmiana numeracji nie powoduje niekonstytucyjności. – Teraz nie ma już żadnych wątpliwości, że to co uchwalił Sejm, a to co zostało przekazane Senatowi, jest niezgodne z Konstytucją – mówi konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego”. http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1059743,reforma-sadnictwa-ustawa-sn-senat-sejm.html

— PREZYDENCIE, WYRZUĆ BUBEL SENATU – jedynka SE.

— PANIE PREZYDENCIE ODWAGI – 3 X NIE – komentarz SE pióra zastępcy naczelnego Huberta Biskupskiego: “prezydent, wetując te buble, wyleje kubeł zimnej wody na rozpalone głowy szaleńców, którzy chcieliby Majdanu w Warszawie i wytrąci z rąk opozycji poważny oręż. Uspokoi wzburzone fale, które od kilku dni zalewają Polskę. Wraz z wetem prezydent powinien złożyć do Sejmu własne projekty ustaw rzeczywiście reformujące wymiar sprawiedliwości. Zgodne z konstytucją, pozbawione licznych wad obecnych ustaw, a następnie procedowane zgodnie ze sztuką legislacji i poddane konsultacjom społecznym. W ten sposób nie tylko nie zatrzyma dzieła naprawy Rzeczypospolitej, ale da mu nowy impuls. Bo wymiar sprawiedliwości wymaga naprawy. Trwałej naprawy”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/hubert-biskupski-panie-prezydencie-odwagi-3-x-nie_1009992.html

— POWINIEN UŻYĆ WETA – Rafał Ziemkiewicz w SE: “ Moim zdaniem powinien użyć weta. Po pierwsze, ewidentnie ustawy zostały w pośpiechu spieprzone. Jeżeli w jednym paragrafie pojawia się zapis o wyborze trzech sędziów, a w innym pięciu, to mamy kompromitację ścieżki legislacyjnej, polegającej na uchwalaniu ustaw po nocy, w pośpiechu, czytaniu jednym po drugim. Tak, jakby jakieś nadzwyczajne wydarzenia sprawiały, że ta reforma, na którą chwalić Boga czekamy dwa lata, musiała być uchwalona nagle, po nocy i podpisana przed świtem. Po drugie, mało kto wie, co jest w tych ustawach, można ludzi w histerię wprawiać różnymi niestworzonymi opowieściami, które snują totalna opozycja i jej media”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/rafal-ziemkiewicz-komentuje-andrzej-duda-powinien-uzyc-weta_1010017.html

— POWINIEN POKAZAĆ NIEZŁOMNOŚĆ I PODPISAĆ – Michał Karnowski w SE: “W momencie obejmowania urzędu pan prezydent mówił, że będzie „niezłomny w reformowaniu państwa”. I to jest właśnie ten moment, gdy powinien tę niezłomność pokazać. Jeżeli zdecyduje się na weto, znajdzie się w politycznym osamotnieniu. Ani ci, którzy dziś żądają od niego weta, nie zaczną go szanować, ani ci, którzy apelują o podpis pod tymi ustawami, nie zrozumieją tego gestu”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/michal-karnowski-prezydent-powinien-byc-niezomny_1009993.html

— KAŻDA WŁADZA JEST BEZRADNA KIEDY PROTEST PRZENOSI SIĘ W SFERĘ SYMBOLICZNĄ – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Każda władza jest bezradna, kiedy protest przenosi się w sferę symboliczną: zaczyna mieć swoje własne hasła, kwiaty w określonym kolorze, wstążeczki, logo w mediach społecznościowych czy żarty językowe. Są nawet specjalne podręczniki „robienia rewolucji”, gdzie cały know-how, jak budować ruch sprzeciwu, jest wyłożony”.

— JEST GŁOWĄ PAŃSTWA NIE ZAŚ NICZYIM POPYCHADŁEM – Michał Szułdrzyński w RZ: “Zarówno podpisanie przesłanych przez Sejm ustaw, jak i ich zawetowanie będą drogą w jedną stronę, staną się politycznym Rubikonem. Prezydent albo wybierze lojalność wobec partii i rozczaruje wszystkich przeciwników reformy, albo też wypowie posłuszeństwo partii, lecz i tak nie stanie się ulubieńcem antypisowskiego świata. Miejmy nadzieję, że Andrzej Duda, podejmując decyzję nie będzie się kierował swoją karierą, tym, co pomyśli PiS czy opozycja, lecz przede wszystkim interesem Polski. Od decyzji nie ucieknie, jest głową państwa, nie zaś niczyim popychadłem. Zegar tyka”.

— POGARDA DOBREJ ZMIANY WOBEC TYSIĘCY LUDZI – dalej Szułdrzyński: “ Innym zaskakującym zjawiskiem jest głęboka pogarda obozu dobrej zmiany wobec tysięcy ludzi, którzy od ponad tygodnia protestują na ulicach polskich miast. Antypolityczny i trochę imprezowy charakter tego protestu młodzieży musiał bardzo przestraszyć władze, skoro sięgają do tak absurdalnego twierdzenia, że na ulice wychodzą nic nierozumiejący ludzie zmanipulowani przez sowicie opłacanych prowokatorów posługujących się metodą astroturfingu, czyli sztucznego kreowania rzekomo spontanicznych protestów w celu zdestabilizowania sytuacji w Polsce”. http://www.rp.pl/Sadownictwo/307239933-Szuldrzynski-Prezydent-przed-wyborem.html

— WETO ALBO NIEWOLA – Jacek Żakowski w GW: “Duda jeszcze ma wybór. Jeżeli zawetuje, to bez żadnych podszeptów, w sposób naturalny stanie się suwerenną siłą polityczną, z którą każdy będzie się chciał i musiał układać. Jak nie zawetuje, na zawsze stanie się pacynką bez znaczenia. A nie ma sensu układać się z pacynką. W takiej sytuacji lepiej już postawić na Kaczyńskiego. On też będzie miał coraz więcej powodów, by się obawiać Ziobry, a przynajmniej dysponuje siłą, bo ciągle ma Błaszczaka i zakon PC. Kiedy zemści się na PO etc., będzie szukał rozmówców”. http://wyborcza.pl/7,75968,22140036,weto-albo-niewola.html

— OBRAZ POLSKI W GŁOWIE PREZESA Z MROKÓW PRL – pisze naczelny RZ Bogusław Chrabota: “Dziwi mnie nieracjonalność tej władzy. Mając wszelkie środki (łącznie z poparciem społecznym) do przeprowadzenia rozsądnych i koniecznych reform, decyduje się na rewolucję. I to w imię czego? Budowy jakiejś anachronicznej, kompletnie wyrwanej z realiów nowoczesności wizji Polski. Jej obraz w głowie prezesa jest kompletnie wyrwany z międzynarodowego kontekstu. To obraz sprzed dekad. Obraz z mroków PRL. Taka Polska w przyszłości się nie obroni. A rewolucja? Cóż, zawsze prowadzi na manowce. Zostawia głównie zgliszcza, na których nowe pokolenie w przyszłości zatknie swe sztandary. Trochę należy się obawiać, w jakich będą barwach. Czy aby, na zasadzie wahadła historii, nie będą to sztandary radykalnej lewicy?”

 SZYDŁO MA RACJĘ A WSZYSCY SIĘ MYLĄ? – konkluzja Chraboty: “Tego boję się bardziej, nawet bardziej od epizodu (bo to tylko epizod) PiS-owskiej kontrrewolucji. Ale mamy jeszcze czas. Może jednak warto posłuchać komentarzy płynących z europejskich stolic. Także z Waszyngtonu, gdzie ostatnio krytycznie wypowiedziano się w sprawie zmian w SN od strony administracji prezydenta Trumpa. Może warto posłuchać senatora McCaina? Przecież obiektywnie nie może być tak, że tylko Beata Szydło ma rację a wszyscy inni się mylą. http://www.rp.pl/Publicystyka/307239935-Chrabota-Zdradzieckie-mordy-zostana.html

— GDYBY ODE MNIE ZALEŻAŁO, TEMPO BYŁOBY WOLNIEJSZE – Bartłomiej Wróblewski w rozmowie z RZ: “Gdyby to ode mnie zależało, tempo byłoby wolniejsze. Myślę, że zwyciężyło przekonanie, że zmiany nie mogą czekać, że ta część reformy musi zostać zakończona przed wakacjami”. http://www.rp.pl/Sadownictwo/307239957-Posel-PiS-Wolniejsze-tempo-byloby-lepsze.html

— PAŁAC SUFLUJE, DUDA SIĘ WAHA – Agata Kondzińska w GW: “Jak ustaliła „Wyborcza”, wśród ministrów Dudy trwa spór. Jedni namawiają go do weta, inni – m.in. inspirując publikacje w prawicowych mediach – do jak najszybszego podpisania ustaw, co ma zakończyć uliczne protesty. – Ale to, że manifestacje się skończą, nie jest pewne. Emocje są naprawdę duże – mówi jeden z ministrów”. http://wyborcza.pl/7,75248,22138567,co-nam-zrobi-andrzej-duda-w-sprawie-ustaw-o-wymiarze-sprawiedliwosci.html

— SAMI PROTESTUJECIE, TO NIE ASTROTURFING – Bartosz T. Wieliński w GW.

— TO MY, DWUDZIESTOLETNI ESBECY – Wojciech Karpieszuk w Gazecie Stołecznej.

— MŁODZI POD DOMEM WODZA – tytuł w Gazecie Stołecznej.

— BUNT MŁODYCH – pisze w RZ Michał Płociński: “Jeszcze niedawno marsze „dziadków z KOD” były odbierane jako obciachowe. Inaczej jest dziś z nieometkowanym przez żadną partię czy ruch zrywem przeciwko „leśnym dziadkom z PiS”. Co chwilę przekonuję się o tym również w realu. Młody, wytatuowany fryzjer w hipsterskim „barber shopie” pełen emocji mówi, co działo się dzień wcześniej pod Sejmem. Ekscytuje się tym jednak nie pod kątem politycznym, ale typowo imprezowym: opowiada, kto miał jakie transparenty, co krzyczano, jakie spotkał dziewczyny. Dodaje, że chce kupić sobie bębny, to „będzie z czym chodzić na demonstracje”. http://www.rp.pl/Komentarze/307239931-Spor-o-Sad-Najwyzszy-Bunt-mlodych.html?template=restricted

— WYPOWIADANIEM UMÓW HANDLOWYCH MOŻEMY PRZESTRASZYĆ KAPITAŁ – Bartek Godusławski w DGP: “Do Sejmu trafił właśnie pierwszy projekt ustawy wypowiadającej umowę o wzajemnej ochronie inwestycji (BIT – Bilateral Investment Treaty). Umowa, z której wycofuje się rząd, dotyczy podpisanego na początku lat 90. porozumienia z Portugalią. Jak poinformowało nas Ministerstwo Rozwoju, trwają też prace nad wygaszeniem pozostałych 22 podobnych umów z krajami UE. W sumie mamy ich podpisanych 60 na całym świecie i docelowo wszystkie zostaną przeanalizowane pod kątem ewentualnego wypowiedzenia. W sądach arbitrażowych zaś spieramy się dzisiaj w 11 postępowaniach, a procesy dotyczą roszczeń wartych blisko 10 mld zł.”. http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/554719,inwestorzy-zdani-na-polskie-sady-gospodarka-sadownictwo-ue-firmy.html

— BILLBOARDAMI ROZLICZAJĄ PIS Z OBIETNICY WOJEWÓDZTWA ŚRODKOWOPOMORSKIEGO – jedynka Głosu Pomorza:

— URODZINY: Katarzyna Lubnauer, Justyna Sieklucka, Mateusz Cieślak.

300polityka.pl

Wojciech Maziarski

Nasz prezydent, wasz prezes. PiS się dzieli po prezydenckim wecie

24 lipca 2017

Zima 2014, konferencja prasowa po posiedzeniu zarządu PiS

Zima 2014, konferencja prasowa po posiedzeniu zarządu PiS (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

„Do Rzeczy”: „Po decyzji prezydenta: złotówka w górę, euro w dół”. „wSieci”: „Pod znakiem zapytania staje skuteczność innych reform, które sądy III RP zwyczajnie zablokują”. Prawica znów wchodzi do tej samej rzeki: ledwo się zjednoczyła, a już się dzieli

Wystarczyła niespełna dwutygodniowa wojna o Sąd Najwyższy, by PiS, sprawiający wcześniej wrażenie monolitu, zaczął trzeszczeć w szwach. Weto Dudy będzie katalizatorem przyspieszającym te podziały. Widać to wyraźnie, jeśli porówna się, jak zareagowały na decyzję prezydenta redakcje dwóch tygodników sympatyzujących z PiS-em: „Do Rzeczy” i „W Sieci”. Różnice programowe i polityczne między nimi dostrzegali dotąd tylko wtajemniczeni. Teraz stają się czytelne dla wszystkich.

„Do Rzeczy” wyraźnie orientuje się na Andrzeja Dudę, aspirując zapewne do roli głównego organu prasowego powoli krystalizującego się obozu prezydenckiego.

Paweł Lisicki w komentarzu stwierdza, że weto to „porażka na własne życzenie”. „PiS potknął się o własne nogi. Zabrakło dialogu między różnymi ośrodkami władzy. Gdyby wcześniej i lepiej prowadzono konsultacje między pałacem prezydenckim a ministrem sprawiedliwości, to ani do weta, ani do takiego wzrostu napięcia by nie doszło” – ocenia redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

Warto zauważyć, że komentarz Lisickiego, który niedwuznacznie wskazuje Ministerstwo Sprawiedliwości – czyli Zbigniewa Ziobrę – jako odpowiedzialnego za obecny kryzys, wpisuje się w linię porannego wystąpienia prezydenta, który wielokrotnie – w sposób zawoalowany, ale zrozumiały – kierował ostrze krytyki w tę samą stronę. Nie może być zgody na podporządkowanie Sądu Najwyższego prokuratorowi generalnemu – mówił prezydent.

Ta władza też boi się społecznego oporu, on pokazał, że można ją zmusić do ustępstw – w „Temacie dnia” Henryk Wujec o skali społecznych protestów

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22143617,video.html

„W Polsce wyłonił się nowy suwerenny byt polityczny i jest nim Andrzej Duda –  ogłasza Lisicki. – Wszystkie zmiany dokonywane w Polsce wymagają dziś konsensusu różnych ośrodków na prawicy”.

Ten wybór polityczny – stoimy po stronie Pałacu – przebija także z głosów wielu innych publicystów „Do Rzeczy” – np. Łukasza Warzechy – a nawet z doboru informacji, które w poniedziałek były eksponowane na stronie internetowej tygodnika: „Po decyzji prezydenta: złotówka w górę, euro w dół”, „Polska Razem murem za prezydentem?”.

Publicyści podkreślają, że weto było mistrzowskim posunięciem, które wytrąci broń z ręki opozycji i pozbawi ją politycznego paliwa. Teraz demonstracje bardzo szybko dogasną, na ulicach pozostaną może jakieś szczątkowe grupki – mówi Warzecha.

Tylko niektórzy studzą nastroje. Piotr Semka przestrzega: „PiS został postawiony w kłopotliwej sytuacji. Na pewno zawinił, nie konsultując się z prezydentem  (…). Czy jednak prezydent nie wchodzi na drogę tworzenia nowego obozu politycznego? Wybierając rolę trzeciej siły oddala się od PiS. Ryzykuje rolą zakładnika Kukiza i celu szantaży opozycji. Zraża też swój podstawowy elektorat. Może stracić starych wyborców, a nie zyskać nowych”.

*

Odmiennego wyboru dokonuje redakcja „wSieci”, która wyraźnie opowiada się przeciw prezydentowi, po stronie PiS-owskich radykałów.

„Decyzja prezydenta to najpoważniejszy zakręt polityczny od ostatnich wyborów. Dziś głowa państwa słyszy gromkie oklaski, ale wszyscy na prawicy – także ci dziś gromko klaszczący – jeszcze nieraz zapłaczemy, wspominając ten fatalny dzień 24 lipca” – wieszczy Jacek Karnowski, formułując „5 wniosków po wetach”.

„Skalę odwrotu prezydenta najlepiej pokazuje fakt, że zawetował on nie tylko ustawę o Sądzie Najwyższym, ale także ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, którą można było poprawić (…). Dlaczego głowa państwa zdecydowała się na tak drastyczny ruch, trudno zrozumieć” – pisze redaktor naczelny „wSieci”.

„Poważnej reformy wymiaru sprawiedliwości w tej kadencji nie będzie – prognozuje. – Tym samym pod znakiem zapytania staje skuteczność innych reform, które sądy III RP zwyczajnie zablokują”.

„Opozycja zyskuje nieformalne prawo weta, i to nie tylko wobec zmian w wymiarze sprawiedliwości. Sądzi, że wystarczy odpowiednia mobilizacja swoich zwolenników, a prezydent ustąpi”. A to znaczy, że „Prawu i Sprawiedliwość grozi los AWS – partii spętanej niemocą i zewnętrznymi więzami, skupionej co najwyżej na bieżącym zarządzaniu. Tym samym druga kadencja staje się celem trudniejszym, ponieważ bez głębokich zmian przegrupowany system III RP będzie bardzo groźnym przeciwnikiem” – załamuje ręce Karnowski.

Dlatego „Jarosław Kaczyński musi przeprowadzić daleko idące zmiany. Konieczna jest konsolidacja i przeformułowanie ośrodka parlamentarno-rządowego. Nie dlatego, że trzeba iść na wojnę z Andrzejem Dudą (broń Boże!), ale dlatego, że partii rządzącej grozi dekompozycja, choćby przez orientowanie się niektórych środowisk na ośrodek prezydencki, w nadziei, że i z tego mogą być mandaty. A to będzie oznaczało prawdziwy koniec głębokich zmian w Polsce”.

Co się kryje za enigmatycznym postulatem „przeformułowania ośrodka parlamentarno-rządowego”? Czystka polityczna? Wyrzucenie tych, którzy nie wykazują dość entuzjazmu i mogą zechcieć dołączyć do ośrodka prezydenckiego? Bo chyba nie chodzi Karnowskiemu o przyspieszone wybory.

Jednak i taki pomysł już się pojawił. Głośno wypowiedział go Rafał Ziemkiewicz, który na Twitterze najpierw pochwalił Dudę za to, że „zachował się jak trzeba”, a potem napisał: „Fantazjujemy o jesiennych wyborach? OK, w takim wariactwie narzuca się lista prezydencka; de facto rozpad PiS na ‚smoleński’ i ‚republikański’”.

wyborcza.pl

Duda wetuje ustawy PiS, a wściekła partia „zagłusza” jego orędzie [PODSUMOWANIE]

Wiktoria Beczek Wiktoria Beczek, 24.07.2017

Prezes PiS Jaroslaw Kaczyński i prezydent RP Andrzej Duda

Prezes PiS Jaroslaw Kaczyński i prezydent RP Andrzej Duda (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Andrzej Duda zdecydował się zawetować ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. To wyjątkowo nie spodobało się kierownictwu jego partii-matki. W poniedziałek wieczorem było widać pierwsze oznaki wojny na górze.

Kolejny gorący dzień w polityce, być może najgorętszy w ostatnich tygodniach. Po poniedziałkowym ruchu prezydenta doszło do poważnego rozłamu na szczytach władzy. Oto najważniejsze wydarzenia dnia.

Prezydent wetuje ustawy

O godz. 10 prezydent wygłosił oświadczenie. Po długim wstępie powiedział:

Zdecydowałem, że zwrócę z powrotem Sejmowi, czyli zawetuję ustawę o Sądzie Najwyższym, jak również o KRS, albowiem Sejm doprowadził do tego, że są one ze sobą powiązane

Duda wyjaśnił, że zmiany w sądownictwie są potrzebne, ale nie zgadza się z pomysłem wzmocnienia władzy prokuratora generalnego nad Sądem Najwyższym. Później pojawiła się informacja od rzecznika prezydenta: trzecia z kontrowersyjnych ustaw – o sądach powszechnych – ma być podpisana.

Na decyzję prezydenta miały wpływ protesty i Zofia Romaszewska

Działaczka opozycji demokratycznej w PRL doradzała prezydentowi w sprawie ustaw o sądownictwie. Sam prezydent przyznał, że jej opinia była dla niego bardzo ważna. Romaszewska wyjaśniła, że „żyła już w kraju, w którym prokurator generalny miał pełną władzę nad sądami i nie ma ochoty żyć w nim ponownie”.

Rzecznik prezydenta mówił w TVN24, że ten ma „wiedzę i świadomość, że [protesty] są i przed Pałacem Prezydenckim i na Helu, bo przecież nawet tam je słyszał”. – Mówił tak – obywatele korzystają ze swoich praw. Jeśli te protesty nie są agresywne, tzn. w żaden sposób nie łamią porządku publicznego, nie wzywają do przemocy, do obalenia rządu legalnie wybranego, to każdy ma prawo z nich korzystać. Oczywiście dostrzegał też tendencje niebezpieczne (…) One były na szczęście w mniejszości – tłumaczył Krzysztof Łapiński.

Narada w sztabie PiS

Po ogłoszeniu decyzji prezydenta, w siedzibie partii na ulicy Nowogrodzkiej zebrało się kierownictwo partii. Wchodzący do budynku politycy nie byli zbyt rozmowni. Jedynie wicepremier Mateusz Morawiecki powiedział, że „jest rozczarowany”.

Później premier i marszałkowie Sejmu i Senatu pojechali do Belwederu na spotkanie z Andrzejem Dudą. Z wypowiedzi polityków wynika, że mieli przekonać go do zmiany stanowiska. Misja zakończyła się jednak porażką, o czym również mówił rzecznik prezydenta.

„Dwuorędzie” prezydenta i premier

Orędzie prezydenta było zapowiedziane na godzinę 20 już około południa. Niespodziewanie wieczorem rzecznik rządu poinformował, że orędzie wygłosi też premier Szydło. Na antenach TVP to drugie przemówienie wyemitowano jako pierwsze.  – Musimy zrezygnować ze swoich osobistych i politycznych ambicji, a skupić się na tym, czego Polacy od nas oczekują – mówiła premier Beata Szydło. Wbiła też szpilę Dudzie. – Decyzja prezydenta mogła być niezrozumiała dla czekających na dobrą zmianę. Dlatego tym bardziej winniśmy być dziś jednością – mówiła.

Z kolei prezydent wyjaśniał dlaczego zdecydował się odesłać ustawy do Sejmu. – Korzystam z prawa weta, bo [ustawy] wymagają zmian, zapewniających ich zgodność z konstytucją, aby utrzymywały niezależność władzy sądowniczej, ale bez poczucia absolutnej nadrzędności i bezkarności. Oraz stwarzały warunki, aby sędziowie czuli się niezależni od różnego rodzaju nacisków – mówił. – W najbliższym czasie przedstawię nowe wersje projektów reformujących sądownictwo. Wierzę, że w możliwie krótkim terminie te poprawione ustawy zostaną przez polski parlament uchwalone i mądra, propaństwowa, a przede wszystkim prospołeczna reform

a wymiaru sprawiedliwości stanie się faktem. Ludzie na to czekają – dodał prezydent.

W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

gazeta.pl

Andrzej Duda był niemiłosiernie upokarzany. Teraz na serio zaczął walkę o reelekcję w 2020 r.

Jacek Gądek Jacek Gądek, 24.07.2017

Prezydent RP Andrzej Duda wetuje ustawy o SN i KRS. Warszawa, 24 lipca 2017

Prezydent RP Andrzej Duda wetuje ustawy o SN i KRS. Warszawa, 24 lipca 2017 (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Prezydent Andrzej Duda na serio zaczął walkę o reelekcję w 2020 r. Niemiłosiernie upokarzany i lekceważony przez Jarosława Kaczyńskiego po raz pierwszy na serio powiedział: koniec z traktowaniem mnie jak lokaja na usługach prezesa.

Niedawno krążył dowcip, że Andrzej Duda podpisał nawet kota, którego na chwilę pod opiekę oddał mu prezes PiS. A dziś przekreślił marzenie Kaczyńskiego o jak najszybszym „zaoraniu” sądownictwa. Dlaczego?

Duda schodzi ze ścieżki Komorowskiego

Andrzej Duda doskonale wie, dlaczego wygrał wybory, pokonując Bronisława Komorowskiego. Były polityk PO nigdy nie odciął pępowiny od swojej partii. Duda śmiało więc mógł w czasie debaty prezydenckiej w TVN postawić mu na pulpicie małą flagę Platformy. Komorowski wtedy skarlał, chcąc się pozbyć proporczyka.

Andrzej Duda do dziś szedł drogą utartą przez swojego poprzednika, którą tak przecież gardził. Duda nocą odbierał ślubowania od sędziów „dublerów”. Podpisywał każdą kolejną ustawę, która równała Trybunał Konstytucyjny z ziemią. Był doskonałym narzędziem partii. I stopniowo stawał się obiektem śmieszności. W satyrycznym „Uchu prezesa” tkwił w przedpokoju jako Adrian – człowiek bez charakteru, bez ambicji, bez znaczenia w polityce. Jego obraz był przerysowany, ale bardzo nośny.

Pierwsze weta

Dopiero po prawie dwóch latach od zaprzysiężenia na głowę państwa, Duda zawetował pierwszą ustawę. I znów można zapytać: dlaczego? Z tego samego powodu, dla których teraz postawił dwa weta.

Pierwsze weto dotyczyło Regionalnych Izb Obrachunkowych – dla obozu PiS wcale ta ustawa nie była kluczowa. Miała jednak ogromne znaczenie dla samorządowców, bo była toporem nad ich głowami. Pod zarzutem niegospodarności i niecelowości (czyli uznaniowo) rząd mógł pozbawiać stanowisk wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast. Duda niespodziewanie postawił weto. Dla PiS nie było ono bolesne, ale dla budowania przez Dudę dobrej relacji z elitami Polski lokalnej – bardzo istotne. A to ważne z punktu widzenia przyszłych wyborów prezydenckich.

A miało być drugie weto

Andrzej Duda szykował też weto do ustawy o opłacie paliwowej. Skrajnie niepopularny w społeczeństwie projekt zakładał wzrost ceny litra paliwa o ok. 25 gr. A to co najmniej kilkaset złotych rocznie z kieszeni każdego cywilnego kierowcy, a tysiące złotych od przedsiębiorców, nie wspominając już o wzroście choćby cen choćby żywności.

Weto Dudy uprzedził tutaj prezes PiS Jarosław Kaczyński, który ogłosił, że partia wycofuje się z pomysłu. Prezydent stracił okazję to stanięcia w obronie ludu.

Takie dotychczasowe próby wybicia się na niepodległość w wykonaniu Andrzeja Dudy nie miały jednak większej politycznej wagi. Był jedynie podrygami żołnierza PiS, a nie użyciem bomby atomowej. Dopiero dziś upokorzony i pomijany przez Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobrę, Antoniego Macierewicza prezydent na serio powiedział „basta”.

Blitzkrieg w odpowiedzi na blitzkrieg

PiS postawiło Andrzeja Dudę pod ścianą w sprawie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. W istocie przeprowadziło blitzkrieg nie tylko wobec KRS i SN, ale także przeciwko prezydentowi. Zbigniew Ziobro publicznie naciskał na głowę państwa sugerując, że ewentualne weto Dudy to jedynie bajania.

Andrzej Duda odpowiedział w ten sam sposób: blitzkriegiem. Najpierw żądając zmian w ustawach o KRS i SN – w sumie nie były one fundamentalne, ale miały na celu wyjście z twarzą. Prezydent chciał, aby sędziów do KRS wybierał Sejm większością 3/5, a nie po prostu większością głosów. A wobec ustawy o SN miał oczekiwanie, aby to prezydent decydował, który z elity sędziów ma odejść, a który ma przejść w stan spoczynku. PiS spełniło pierwszy postulat, a przy okazji drugiego upokorzyło Dudę. Jak? Prezydent byłby ograniczony do tych sędziów, których mu podsunie na kartce minister sprawiedliwości. Duda z roli decydenta znów stałby się zatem notariuszem.

Andrzej Duda zatem zaraz po powrocie z Helu do Warszawy ogłosił: weto wobec ustawy o KRS, weto wobec ustawy o SN.

Moment przełomu

To moment przełomowy w prezydenturze Andrzeja Dudy. Definiuje ją na nowo. Andrzej Duda może stać się teraz ojcem dobrej, dopracowanej i przedyskutowanej reformy szczytów sądownictwa. Doły – sądy powszechne – już bowiem oddał pod wpływ Zbigniewa Ziobry, bo ustawy o sądach powszechnych akurat nie zawetował. Jeśli jednak prezydent Duda stanie się patronem realnej zmiany na szczytach sądownictwa, a nie jedynie czystki kadrowej, to zapisze się w historii.

Tak – jest w tym dużo patosu, ale przed Dudą otwiera się ogromna szansa na propaństwowy ruch.

Perspektywa: „Duda 2020”

W najbliższych godzinach, dniach i tygodniach ważył się będzie nie tylko los elity sądownictwa. Ale także samego Andrzeja Dudy w fotelu prezydenta – to, czy głowa państwa zaprzepaści, czy maksymalizuje swoje szanse na reelekcję w 2020 r.

Można powiedzieć: wybory prezydenckie jeszcze daleko. I będzie w tym racja. Podobnie jednak Bronisław Komorowski upajał się słupkami zaufania, które świdrowały sufit, i widokami na Łazienki Królewski, sądząc że jego stołek jest nie tylko wygodny, ale i bezpieczny. Ostatecznie „Bronek” poległ w atmosferze śmieszności.

Prawie na półmetku prezydentury Andrzej Duda w swojej uległości wobec Nowogrodzkiej zaczął się ocierać o śmieszność. O ile PiS może się opierać na twardszych wyborcach, to los Dudy zależy od wyborców środka, „normalsów”. PiS, by zdobyć władzę musiało zdobyć 37,58 proc. głosów. Andrzej Duda ponad 50 proc. Gdyby Duda zamknął się w elektoracie samego PiS, to za trzy lata stałby się najmłodszym emerytowanym prezydentem Polski.

Ryzyko Dudy

Andrzej Duda idąc na wojnę z PiS, choć ona oczywiście może zostać szybko zawieszona, wiele jednak ryzykuje. Wystarczy spojrzeć na wyniku sondażu. W badaniu Kantar Millward Brown dla „Faktów” TVN choć aż 55 proc. Polaków chciało wet Andrzej Duda, to rozkład opinii w elektoratach konkretnych partii jest istotniejszy.

Spójrzmy. Aż 69 proc. wyborców PiS żądało podpisania ustaw (18 proc. – weto). A wśród wyborców Kukiz’15 podpisania ustaw chciało 33 proc. badanych (weto – 53 proc.). Słowem: naturalni wyborcy Andrzeja Dudy – czyli zwolennicy PiS – i duża część zwolenników Kukiza chciała podpisów. Zwłaszcza twardym PiS-owcom Duda mocno się naraził. Czy ich straci? Może część z nich zdemobilizować.

A co zdobył w zamian? Czy wyborcy Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej bądź PSL choć teraz biją brawo Andrzejowi Dudzie, to czy w 2020 r. będą popierać jego, a nie kandydata antyPiS w 2020 r.?

Andrzej Duda jeszcze w maju 2016 r. mówił z uśmiechem, że wcale nie jest „prezydentem wszystkich Polaków”. Jeśli marzy, by być prezydentem także na drugą kadencję, musi wypluć te słowa i wrócić do retoryki z 2015 r. Kampania wyborcza „Duda 2020” już trwa.

Zobacz także. W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

Zobacz także

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: