Tag Archives: Adam Bielan

Policja chroni pedofilów w Kościele katolickim

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako…

View original post 1 331 słów więcej

 

PiS idzie z zaparte, nie przyznaje sie do afery KNF

Zwykły wpis

Mamy do czynienia z kolejnym skandalem. Przed chwilą byliśmy z interwencją poselską w KNF-ie. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje nam prawo do interwencji poselskiej w organach administracji państwowej. Takim organem jest KNF. Niestety, przedstawiciele wysłali swojego prawnika, który w oświadczeniu ustnym poinformował nas, że nie jest organem administracji państwowej i nie wpuści nas do środka w celu dokonania przez nas interwencji państwowej” – relacjonowała Marta Golbik z PO.

Skierujemy się do premiera Morawieckiego, któremu podlega KNF, o udostępnienie dokumentów, które próbowaliśmy pozyskać w ramach dzisiejszej interwencji” – dodawała.

„Trzeba zadać pytanie, co KNF ma do ukrycia, że dzisiaj zesłano do nas prawnika, który uznał, że nie możemy dzisiaj przyjść do KNF-u. Przyszliśmy tutaj tak naprawdę w dobrej wierze, w imieniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, którzy oczekują od nas wyjaśnienia największej w historii III RP, czyli afery w KNF”– przekonywała Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej.

Politycy PO i Nowoczesnej niewpuszczeni do KNF z interwencją poselską. Henning-Kloska: Obywatele oczekują od nas wyjaśnienia największej afery III RP.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 624 słowa więcej

Macierewicz już się nie podniesie

Zwykły wpis

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Młotkowy Morawiecki i Duda, któremu Donald Tusk nie każe czekać w korytarzu

Zwykły wpis

Znowu wizyta za oceanem i znów obrazek, który może zaszkodzić prezydentowi Andrzejowi Dudzie (46 l.). Tym razem krótki filmik. Na nim prezydent śmieje się i rozmawia z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem (61 l.). Ot, normalność w każdym kraju. Nie u nas. Rozdzwoniły się telefony od polityków PiS. – Kolejny dowód, że nie może być naszym kandydatem! – mówią.

Scenka miała miejsce w kuluarach posiedzenia ONZ w Nowym Jorku. Duda i Tusk czekali na swoją kolej przemówień. Kamery wychwyciły dość długą rozmowę obu polityków. Obaj panowie rozmawiają i się śmieją.

– No proszę bardzo. Widać! Mógł Duda tylko się przywitać i odejść, usiąść gdzie indziej. A to jest po prostu demonstracja z jego strony – mówi nam pierwszy polityk PiS. Przyznaje się, oczywiście nieoficjalnie, że jest w grupie namawiającej prezesa Jarosława Kaczyńskiego (69 l.), by uniemożliwić Dudzie reelekcję.

Oficjalnie oczywiście nikt w PiS nie wyjdzie poza „przekazy dnia”. Te są takie, że rozmowa z Tuskiem to nic takiego, obaj panowie pośmiali się i posiedzieli sobie, a kto będzie kandydatem na prezydenta, rozstrzygnie się jesienią 2019 r. i wszyscy w PiS czekają na decyzję… Dudy.

– Oj, to się prezesowi nie spodoba, on nie cierpi Tuska – mówi kolejny polityk PiS, który z kolei uważa, że Duda powinien ubiegać się o reelekcję, a jego prezydenturę uważa za gwarant jedności i spokoju w układzie władzy PiS. Ma nadzieję, że ta sytuacja z Tuskiem rozejdzie się po kościach. Otoczenie Tuska nie chce podgrzewać atmosfery wewnątrz obozu rządzącego. – Nic nie powiem, nic nie mówimy – powiedział Faktowi Paweł Graś (54 l.), najważniejszy doradca szefa RE.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość znajdowało się w opozycji, wielokrotnie podkreślało, że gdy przejmą władzę w kraju to, w przeciwieństwie do rządzących z Platformy Obywatelskiej, nie będą się bać podejmowania trudnych decyzji. Teraz, gdy dzierżą niepodzielną władzę w kraju, przed takimi decyzjami uciekają, w sferze uzdrawiania sektora finansów publicznych zachowują się całkowicie beztrosko, przejadając rezerwy, pomniejszając oszczędności i rozdając publiczne pieniądze, a postawieni pod ścianą rozważają odwrócenie trudnych zmian, które poprzedni rząd wcielił w życie.

Taka właśnie sytuacja ma miejsce w przypadku przywilejów policjantów, które poprzedni rząd z powodzeniem ukrócił, zabierając funkcjonariuszom mocno nadużywane preferencje przy rozliczeniu zasiłków chorobowych czy przeprowadzając trudną, ale konieczną reformę wieku emerytalnego dla policjantów i innych służb mundurowych. Dziś, gdy rząd PiS boryka się z bezprecedensowym protestem policji, skutkującym już kilkudziesięciomilionowymi stratami (tylko w lipcu i sierpniu straty z tytułu niewystawionych mandatów szacuje się na 36 mln złotych) i perspektywą ogólnopolskiego protestu, resort spraw wewnętrznych i administracji zaczyna uginać się pod żądaniami związkowców, oferując nie tylko podwyżki (to akurat jest wskazane), ale i daleko idące przywileje tej grupy zawodowej.

Z ostatnich informacji wynika, że minister Joachim Brudziński złożył policjantom następującą propozycję:

  • nadgodziny płatne w 100 proc.
  • podwyżki w 2019 r. o 610 zł – płatne w dwóch transzach – od 1 stycznia i od 1 lipca
  • 100 proc. wynagrodzenia na zwolnieniu lekarskim dla funkcjonariuszy „pierwszej linii” (czyli biorących udział w akcjach policyjnych, zatrzymywaniu przestępców, rozpracowywaniu gangów itp.)
  • zdjęcie obowiązku ukończenia 55 lat przy przechodzeniu na emeryturę

Ta jednak została przez związkowców odrzucona – najwyraźniej zauważyli, że władza jest pod ścianą i skoro zaoferowała tak hojną propozycję, można przycisnąć ją jeszcze bardziej i ugrać jak najwięcej to tylko możliwe. Pozostają nieugięci i żądają podwyżek w łącznej wysokości 650 zł (na funkcjonariusza) od stycznia 2019 roku oraz 500 zł od stycznia 2020 roku. Ponadto – pisemnych gwarancji, iż takie kwoty zostaną im wypłacone. Oczekują też wprowadzenia 100-proc. odpłatności za nadgodziny, wprowadzenia pełnopłatnych zwolnień lekarskich za 30 dniu w roku oraz powrotu do dawnego systemu emerytalnego. Te m.in. żądania podtrzymali w podjętej w poniedziałek uchwale NSZZ Policjantów którą we wtorek przesłali do MSWiA. Jeśli do 2 października rząd się nie ugnie, protest zostanie przeprowadzony.

Joachim Brudziński ma więc nie lada problem. Pokazując swoją słabość i gotowość do dużych ustępstw sprowokował protestujących policjantów do dalszych protestów.Jeśli przystanie na wszystkie ich propozycje, to nie tylko mocno uderzy w budżet na przyszły rok, ale i zachęci inne grupy zawodowe (nie tylko mundurowe) do zaostrzenia protestów, których przecież w budżetówce nie brakuje.

Jak nie idzie, to nie idzie. Obóz władzy notuje ostatnio same porażki w procesie przejmowania władzy nad Sądem Najwyższym i złośliwi przewidują, że bez kolejnej, siódmej już nowelizacji kontrowersyjnej ustawy się nie obędzie. Nie od dziś wiadomo, że dla obecnego obozu władzy właśnie wykorzystywanie nieograniczonej możliwości kształtowania przepisów prawnych jest główną receptą na własną niemoc. Przekonanie, że przepis prawa, nawet jawnie sprzeczny z ustawą zasadniczą ma bezwzględną moc sprawczą jest w tym obozie bardzo silne, dlatego tak duże zniecierpliwienie i wrogość wywołuje powoływanie się przez przedstawicieli świata prawniczego na Konstytucję i jej bezpośrednie stosowanie. Właśnie okazuje się, że po raz kolejny będą jednak musieli uznać wyższość doświadczonych prawników z wieloma tytułami naukowymi nad niedouczonymi i często sfrustrowanymi swoimi zawodowymi niepowodzeniami magistrów.

Sędziowie Sądu Najwyższego, pozostając wierni zapisom ustawy zasadniczej zastosowali się dziś do nowych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, jednak z pewnością nie w sposób, jakiego oczekiwał obóz rządzący. Ustawa przewidywała bowiem obowiązek zwołania zgromadzenia sędziów izby w celu wybrania jej nowego prezesa, jeśli wskutek wejścia w życie wprowadzonych przez PiS zmian dojdzie do usunięcia dotychczasowego prezesa z piastowanej funkcji. Jako że prezydent niecałe dwa tygodnie temu stwierdził przejście w stan spoczynku sędziego Iwulskiego (prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN) oraz sędziego Zabłockiego (prezesa Izby Karnej SN), osoby zastępujące ich na czas nieobecności owszem zgodnie z ustawą zwołały zgromadzenia sędziów, jednak podczas tych posiedzeń uznały, że zwoływanie zgromadzenia w celu przedstawienia trzech kandydatów na stanowisko prezesa Izby jest bezprzedmiotowe. Z komunikatu zamieszczonego na stronie Sądu Najwyższego wynika bowiem, że zdaniem sędziów biorących w nich udział przedmiotowe stanowiska pozostają obsadzone.

– Mamy prezesów dwóch Izb, w związku z tym sędziowie zebrani na zgromadzeniach uznali, że nie ma zgłaszania kandydatur na te funkcje, które nie są funkcjami wakującymi, są funkcjami obsadzonymi – powiedział sędzia Krzysztof Rączka, który poinformował media o podjętej decyzji.

Mateusz Morawiecki ogłosił, że przemysł stoczniowy w Szczecinie się odradza, ale była to tylko mistyfikacja. Miał być prom – nie ma promu. Miały być okręty – nic z tego nie wyszło. A z ulg podatkowych nikt nie skorzystał. Trzy lata temu PiS obiecał Szczecinowi złote góry. I na obietnicach się skończyło.

>>>

„Główne zarzuty PO zostały odrzucone” – twierdzi rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. I właśnie dlatego premier opublikuje sprostowanie. Przecież to nie trzyma logiki.

Taka jest pisowska kupa.

Hairwald

To niewiarygodne, ale PiS znowu swoją ewidentną porażkę usiłuje przekuć w sukces. Tym razem chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego, który nakazał Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić za wygłoszone przez kłamstwo na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Mówił wtedy, że za rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów.

Otóż szef sztabu wyborczego PiS europoseł Tomasz Poręba napisał na Twitterze, że… Sąd Apelacyjny przyznał rację premierowi Morawieckiemu! – „1. Sąd nie nakazał przeprosin. 2. Wniosek został oddalony w części dotyczącej wnioskowanego oświadczenia, jak i zakazu rozpowszechniania informacji o braku budowy przez rząd koalicji PO-PSL dróg oraz mostów. 3. Sąd Apelacyjny przyznał rację PMM w zakresie wypowiedzi „nie było dróg i mostów”. 4. PMM ma wydać jedynie oświadczenie które zostanie opublikowane” – napisał Poręba.

W internecie zawrzało. – Panie Poręba, zmiłuj się, nie zaklinaj już tej rzeczywistości. Morawiecki powiedział nieprawdę, czyli skłamał”; – „Brzydko, panie Poręba, tak manipulować. A i z czytaniem ze zrozumieniem kłopoty”…

View original post 3 351 słów więcej

Sąd Najwyższy – Stalingrad PiS, pod którym polegną

Zwykły wpis

>>>

>>>

W ciągu niecałych trzech lat od przejęcia władzy przez PiS Sylwia Ługowska-Bulak, niegdyś „aniołek Kaczyńskiego”, ocieplający wizerunek prezesa PiS, kilkakrotnie dostała od partii rządzącej intratne posady. – „Widać wyraźnie, że „aniołek Kaczyńskiego” dalej pnie się po szczeblach kariery, bez wątpienia decydują o tym jej wszechstronne kompetencje” – ironizował w rozmowie z onet.pl Krzysztof Brejza z PO.

 „I właśnie jak „aniołek” owa pani skacze sobie z jednej chmurki dyrektorskiej na drugą, z posady na posadę w podległych PiS-owi instytucjach” – dodał poseł PO. Wystarczy wyliczyć miejsca, w których do tej pory pracowała Ługowska-Bulak. Tuż po wyborach w 2015 r. zatrudnił ją ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski. „Newsweek” pisał, że kierowała tam nieoficjalną komórką, która sprawdzała konta społecznościowe pracowników resortu. Chodziło o to, by – jak twierdził informator tygodnika – kontrolować ich aktywność w sieci. Krzysztof Brejza, który ujawnił przyznawanie sobie przez rząd PiS wielotysięcznych nagród, potwierdził, że na liście nagrodzonych znalazła się także Ługowska-Bulak. W ciągu dwuletniej pracy w MSZ dostała nieco ponad 23 tysiące złotych premii.

Kiedy Waszczykowski został zdymisjonowany, pani Sylwia „odnalazła się” w gabinecie politycznym ministra zdrowia. Od połowy lipca natomiast jest wicedyrektorem Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego, o czym zdecydował Joachim Brudziński. Instytut zajmuje się organizowaniem szkoleń dla samorządowców, opracowywaniem analiz oraz szkoleniem kandydatów na komisarzy wyborczych.

„Pani Ługowska-Bulak to typowy przykład „pisiewicza”, dla którego charakterystyczne jest awansowanie bez doświadczenia i bez wiedzy. Nie koniec jednak na tym, bo trzeba przecież przypomnieć, że mąż tej pani także pracuje w spółce podległej rządowi. Czyli „rodzina na swoim”, klasyka w wykonaniu PiS” – powiedział Brejza. Mąż pani Sylwii Sebastian Bulak jest zatrudniony w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, nadzorowanej przez władzę centralną. Jako asystent zarządu ŁSSE, w której skarb państwa ma ponad 70 procent udziałów, w zeszłym roku zarobił 103,7 tys. złotych brutto.

PiS bije rekordy dna, bo zawsze od spodu ktoś od nich puka.

Raskolnikow

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w…

View original post 1 170 słów więcej

Kaczyńskiemu gnije

Zwykły wpis

>>>

>>>

Smród rozkładającej się Polski, jak smród sowieckich onuc.

vald2

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

Jarosław Kaczyński obudził się z medialnej śpiączki, od razu pojawiły się rozliczne znaki zapytania. Jak głęboko był uśpiony i jak głęboko sięgają jego macki? A że sięgają, nie trzeba nikogo przekonywać, bo IV RP lat 2005-2007 to był kraj, gdy zbliżyliśmy się do standardów republiki bananowej. Teraz dłużej trwa ten niezachodni standard, więc można mniemać, że tamte rekordy padły, mamy do czynienia z nowymi.

Podczas wywiadu w TVP prezes był puścić farbę o pośle Platformy Obywatelskiej, Stanisławie Gawłowskim, informując publikę, iż dostanie nowe zarzuty, a nawet podał termin jego przesłuchania przez prokuraturę.

Patrząc na sylwetkę Kaczyńskiego, nie tylko fizyczną, ale psychiczną i biograficzną, oceniamy go jako marność. Jak ktoś taki mógł dojść do takiej władzy? Ale tak się zdarza, inne narody też przechodziły przez podobną tandetę swoich przywódców. A prezes PiS pochodzi z magla. Ma taka przypadłość, iż sam z siebie puszcza farbę, gada namiętnie i…

View original post 1 308 słów więcej

Duda uciekł przed protestującymi. Dopadną go pod Trybunałem Stanu

Zwykły wpis

>>>

>>>

Tak jak w całej Polsce, tak i w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim protestowano w obronie niezależności sądownictwa. Po demonstracji dwoje jej uczestników na chodniku napisało „Konstytucja” i „Duda, wypier***”. Funkcjonariusze chcieli ich zatrzymać.

Ludzie próbowali pomóc zatrzymanym, doszło do przepychanek. Policja użyła gazu łzawiącego. –„Dzięki temu, że było nas tak dużo, policja nikogo nie zatrzymała. Jak to jest możliwe, że całe miasto jest opisane, a policja nie interweniuje. To hasła wolnościowe przeszkadzają. To jest pierwszy raz, ale takie działania policji będą się powtarzać” – powiedziała „GW” Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Interweniował też senator PO Bogdan Klich i poseł Michał Szczerba.

Wcześniej przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy. „Podpisałeś, przysięgę złamałeś”, „Jesteśmy, bronimy, nie odpuścimy…”, „Nie ma wakacji od demokracji” – skandowali. – „Przynieśliśmy tu czterometrowy długopis. Andrzej Duda bezrefleksyjnie podpisuje kolejne ustawy. Z najważniejszego człowieka w Polsce zmienił się w długopis” – powiedziała Julia Olszewska z Akcji Demokracja, organizatora protestu. Ogromny czarny długopis został przełamany. – „Dla mnie długopis symbolizował dotąd Porozumienia Sierpniowe. To, że słabsi mogą skutecznie postawić się władzy. Przez pana, panie prezydencie, będzie symbolizował tchórzostwo” – mówiła ze sceny uczestniczka protestu.

Podczas protestu zbierano też długopisy dla prezydenta, które wrzucano do wielkiej plastikowej urny. Zbierano także podpisy pod „wypowiedzeniem umowy o prace prezydenta”. Skandowano „Kręgosłupa Duda nie ma”, „Będziesz siedział”, „Zdrajca stanu”.

Tłum odśpiewał „Odę do radości” ze zmodyfikowanym tekstem: „Niech Europa nie odpuszcza, niechaj broni sądów bram”, a potem hymn Polski.

Dudy nie było w Pałacu Prezydenckim. Podobno po podpisaniu ustaw sądowych, wiedząc o zapowiadanym proteście, wyjechał do Juraty.

Protesty odbywały się też m.in. w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, ale też mniejszych miastach jak Sieradz, Słupsk, Jurata, Mińsk Mazowiecki i w wielu, wielu innych miejscach.

W czasie, kiedy przed Pałacem Prezydenckim zbierali się ludzie, aby zaprotestować przeciw pisowskim ustawom o sądach, lider tej partii wygłaszał w „Wiadomościach” TVP, a potem w TVP Info coś w rodzaju wykładu. Trudno to bowiem nazwać wywiadem, bo prezenter Michał Adamczyk zadawał pytania, które bardziej przypominały podpowiedzi.

W zamierzeniu propagandystów PiS miał też pewnie „przykryć” protesty przeciw zawetowaniu przez Dudę ustaw m.in. o SN. Być może chodziło też o inne sprawy, na które na Twitterze zwrócił uwagę jeden z internautów: – „Okazali go ciemnemu ludowi, bo lud zaczął szemrać. Ubój rytualny, obsiadający spółki mieli nie kandydować w wyborach, ale jednak będą, 3 lata i kilka podtopionych mieszkań… Może widok stwórcy dobrej zmiany ukoi”.

A może wreszcie trzeba było ludowi pokazać, że lider PiS wciąż czuwa, wbrew pojawiającym się wcześniej zdjęciom schorowanego Kaczyńskiego.

A oto kilka cytatów z Jarosława Kaczyńskiego. „Sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie ideologii liberalnej”. „Ustawa o IPN to bardzo poważny polski sukces”. A ten szczególnie może rozśmieszyć: – „To my zabiegamy o to, żeby sądy nie były upolitycznione, żeby były obiektywne”

Niestety, przy tym cytacie już odchodzi ochota do śmiechu. – „Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, ale oglądają różne telewizje, niekoniecznie tę, w której jesteśmy. A te telewizje, szczególnie jedna, bardzo zmienia ten obraz i buduje coś, co jest kontrfaktyczne” – powiedział Kaczyński. Jak zwykle, zastosował swoją ulubioną metodę niedopowiedzenia, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że chodziło mu o TVN. – „Prezes atakujący jedną z niezależnych prywatnych stacji telewizyjnych, która pokazuje protesty przeciwko decyzjom władzy, pokazuje że marzenie Jarosława Kaczyńskiego jest wciąż aktualne: Polska będzie jak Turcja” – skomentował Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”.

Okazało się także, że szeregowy poseł już wie, co czeka posła PO Stanisława Gawłowskiego. – „Zaraz po wakacjach będzie miał kolejne zarzuty, bo sądzę, że Sejm uchyli immunitet także w innych sprawach” – stwierdził prezes PiS. Dla porządku tylko przypomnijmy, że Kaczyński nie pełni żadnej oficjalnej funkcji, poza liderowaniem swojej partii. – „Naczelnik Państwa JK zirytowany na wyjście posła Gawłowskiego z aresztu ogłosił, że będzie on miał nowe zarzuty we wrześniu. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do politycznego wymiaru całej sprawy, to właśnie zostały rozwiane. Dziękuję panie Prezesie” – skomentował na Twitterze obrońca Gawłowskiego Roman Giertych.

Nasuwa się pytanie – jak sobie ciemny lud poradzi z określeniami używanymi przez Kaczyńskiego, na przykład „dyfamacja”, „kontrfaktyczne” czy „akomodacja”?

Coraz częściej mówi się ostatnio, że jesienią nastąpi zmiana na stanowisku marszałka Sejmu. Marka Kuchcińskiego ma zastąpić Mariusz Błaszczak. Kto więc zostanie nowym ministrem MON? Ponoć Mateusz Morawiecki chciałby widzieć tu swojego człowieka, obecnego szefa KPRM Michała Dworczyka, choć raczej wątpliwe, by prezes Kaczyński wyraził na to zgodę. To mogłoby za bardzo wzmocnić pozycję premiera, co Kaczyńskiemu nie byłoby na rękę.

Możliwe, że to właśnie z tego też powodu zaktywizował się Antoni Macierewicz, który teraz wyszedł z „cienia” i coraz częściej spotyka się z szefem PiS. Ich rozmowy dotyczą głównie spraw związanych z funkcjonowaniem MON. Jak mówi jeden z polityków z kierownictwa PiS „Być może te wizyty Macierewicza u prezesa, to gra obliczona na osłabienie Morawieckiego. Nie od wczoraj wiadomo, że między premierem a Macierewiczem nigdy nie było chemii. Nie liczyłbym jednak, że prezes da drugą szansę Antoniemu i ponownie zrobi go ministrem obrony narodowej”.

Spotkania obu polityków budzą spore zainteresowanie, bo wiadomo, że od dawna ich relacje nie były najlepsze. Macierewicz dowiedział się dzień przed rekonstrukcją rządu, że w MON już nie będzie dla niego miejsca, co było dla niego wielkim zaskoczeniem. Również brak wymiernych efektów pracy podkomisji smoleńskiej też znacznie ochłodziły wzajemne stosunki.

Po odejściu Macierewicza z MON spekulowano, że przymierza się on do utworzenia własnej partii. Temu miały służyć m.in. rozmowy z Robertem Winnickim z Ruchu Narodowego. Wiadomo też, że były minister MON mógłby liczyć na pełne wsparcie Tadeusza Rydzyka. Jednak Macierewicz zaprzecza tym pogłoskom, twierdząc, że nie myśli „o nowym ugrupowaniu. To nie tyle kłamstwo, co próba destrukcji formułowana przez siły starego porządku z dużym wkładem dezinformacji ludzi z WSI. Niektórzy niemądrzy ludzie z racji dezinformacji powtarzają takie głupoty

Cokolwiek i jakkolwiek, taka dobra komitywa między Kaczyńskim a Macierewiczem może jednak zastanawiać. Jak widać, pan Antoni umie kłaść uszy po sobie i wyczekać cierpliwie na odpowiedni moment, by znowu się pojawić i może załapać na jakiś „smaczny kąsek z politycznego stołu”. Wątpię jednak, by w okresie nadchodzących wyborów samorządowych i potem parlamentarnych Jarosław Kaczyński odważył się postawić Macierewicza na świeczniku. Dlatego możemy chyba spać spokojnie. Powrót do MON największego niszczyciela tej instytucji nam chwilowo nie grozi. Jeszcze nie teraz ….

Kolejny „kwiatek” pokazujący, jak politycy PiS potrafią wykorzystać swoją władzę dla celów całkowicie prywatnych. Była premier Beata Szydło bez opamiętania korzysta z przynależnych jej przywilejów i …wykorzystuje samochody Służby Ochrony Państwa w celach zupełnie prywatnych.

Ostatnio przywiozła swoją mamę na badania do szpitala w Warszawie, na ul. Szaserów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, a wręcz odwrotnie. Taka troska o osobę najbliższą zasługuje na wielkie uznanie, jednak… obu paniom w trakcie jazdy towarzyszył służbowy audi Q7. Autor artykułu zwraca uwagę, że  „każda korporacja taksówkowa w Warszawie oferuje równie komfortową podróż na badania co rządowa kolumna. I kosztuje tylko kilkadziesiąt złotych, a jest zgodna z prawem i zasadami. Nam, podatnikom, to się po prostu należy”.  

Dziennikarze „Faktu” zapytali w SOP i kancelarii premiera, na jakiej podstawie przydzielono pani Szydło ochronę na przejazd bliskiej osoby. Do chwili obecnej nie udzielono im żadnej odpowiedzi.

Trzeba przyznać jedno. Pani Szydło ma gest, szkoda tylko, że za nasze pieniądze. Internauci nie pozostawiają na niej suchej nitki. Piszą, że „Baba zarabia masę kasy, że o „bo nam się należało” nie wspomnę i nawet na taksówkę nie chce wydać. To skandal, jak oni czerpią z tego koryta”, „Wydoją ten naród do cna….za chwile zakneblują buzie nieprzyjaznym mediom i z TVP dowiemy się ze Szydło własnym samochodem wozi niepełnosprawne dzieci na rehabilitacje sponsorowane z kieszeni byłej premier….propaganda komunistyczna” czy „nie słyszeliście o programie swój senior +”. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Waldemar Mystkowski pisze o bareizmie.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”