Tag Archives: Marcin Kierwiński

Kaczyński już nie ukryje, prowadzi Polskę na Wschód, w stronę Kremla

Zwykły wpis

W Warszawie dojdzie do spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim.

Depresja plemnika

Na początku roku, w którym odbędą się wybory do europarlamentu, nominację na stanowisko wiceministra cyfryzacji uzyskał Adam Andruszkiewicz: narodowiec, prymitywny homofob i przeciwnik UE. A w przyszłym tygodniu do Warszawy – na zaproszenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – przybywa Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi Północnej, minister spraw wewnętrznych Włoch, przeciwnik „elit brukselskich” i sankcji wobec Rosji.

Andruszkiewicz jest pierwszym ministrem polskiego rządu, który uznał za konieczne oświadczyć w „Super Expressie”, że „nigdy nie był faszystą”. Salvini, który przez część przywódców unijnych jest oskarżany o faszyzm, m.in. za swój stosunek do uchodźców, już na to określenie się nie obraża. „To nie faszyzm, to stosowanie prawa” – mówi.

Te dwa zdarzenia obrazują ideową ewolucję PiS. Kończy się „eksperyment”, w ramach którego szef MSZ Jacek Czaputowicz miał poprawić relacje z Unią, zabagnione za czasów jego poprzednika Witolda Waszczykowskiego. Dziś Czaputowicz publicznie obraża szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz europejskich partnerów takich jak Francja.

View original post 2 082 słowa więcej

 

Bździna Kaczyńskiego – poseł Matuszewski

Zwykły wpis

W polityce, podobnie jak w meczu piłki nożnej, sytuacja potrafi odwrócić się jak w kalejdoskopie, co właśnie bardzo boleśnie odczuwa Prawo i Sprawiedliwość. Choć minęły zaledwie dwa tygodnie od przesłuchania przed komisją śledczą ds. afery Amber Gold byłego premiera Donalda Tuska, to dziś wydaje się to całą wiecznością. Nie tylko dlatego, że przewodniczący Rady Unii Europejskiej rozniósł w pył przesłuchujących z PiS, ale przede wszystkim z powodu narracji, jaką posługiwała się wówczas Małgorzata Wassermann i jej koledzy. Ta bowiem, po wybuchu afery KNF stawia PiS w fatalnym położeniu.

Dopiero co słyszeliśmy, że za funkcjonowanie i ewentualne zaniedbania Komisji Nadzoru Finansowego odpowiedzialny jest premier, a by wzmocnić swoją tezę, niedoszła prezydent Krakowa nawet dyktowała przepisy ustawy, które to potwierdzają. Dziś PiS zmuszone jest przekonywać, że nadzór premiera Morawieckiego nad KNF jest iluzoryczny, a on sam nie ponosi żadnej odpowiedzialności za funkcjonowanie komisji. Słyszeliśmy także dużo sugestii, że były premier “załatwił” swojemu synowi pracę w prywatnych liniach lotniczych związanych z Marcinem P., co miałoby być przejawem zepsucia i uwikłania premiera w aferę. Tymczasem media żyją dziś fuchą dla syna szefa służb specjalnych w Banku Światowym z polecenia prezesa NBP oraz przy okazji przypomnieniu, że takich fuch dla dzieci polityków PiS jest znacznie więcej.

Kierownictwo partii rządzącej zmuszone zostało do kuriozalnych tłumaczeń, że przecież dzieci gdzieś muszą pracować, a w ogóle nasze dzieci to są zdolne, wykształcone, znające języki, więc nic dziwnego, że pracują na wysokich stanowiskach. Bo przecież PiS to partia wysokich standardów, wróg nepotyzmu i kolesiostwa, nie to co ta “złodziejska opozycja”. Taki przekaz miał wizerunek partii uratować.

Jakaż musiała być wobec tego wściekłość kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, gdy wczoraj popołudniu dziennik Fakt opublikował szczegóły “układu zgierskiego”, którego mózgiem jest poseł PiS Marek Matuszewski. Nie bawił się w półśrodki i ustawienie jedynie swoich dzieci. Jak pisały media, poseł ustawił całą swoją rodzinę. Na państwowe posady i miejsca na listach PiS mogą liczyć: córka, syn, chrześniak, cioteczna siostra żony, jej mąż, syn i jego żona, dyrektor biura posła i jego brat oraz ich krewniacy. 

Rozmachu posła Matuszewskiego jednak w centrali na Nowogrodzkiej nie docenili. Jak poinformowała wczoraj na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek, decyzją samego prezesa Kaczyńskiego poseł został zawieszony w prawach członka PiS. Zdaniem prezesa działał on na szkodę Prawa i Sprawiedliwości.

Pozostaje teraz jednak zadać istotne pytanie. Z tłumaczeń polityków PiS, stających w obronie zatrudnienia syna Mariusza Kamińskiego w Banku Światowym wynika, że zdolne i kompetentne dzieci dostają intratne posady, bo na nie zasługują. Można wręcz interpretować, że są dla tych instytucji wsparciem i wzmocnieniem. Dlaczego zatem obstawienie swoją rodziną spółek i lokalnych list wyborczych przez posła Matuszewskiego jest działaniem na szkodę partii? W partii muszą zadbać o spójność narracji kryzysowej. Na dziś wychodzi im to źle.

* * *

Poseł PiS Matuszewski to bździna Kaczyńskiego.

Depresja plemnika

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie pojechał do Brukseli, by bronić swojego rządu przed oskarżeniami o łamanie w Polsce praworządności i fundamentalnej w demokracji zasady niezależności sądownictwa. Na publicznym wysłuchaniu przed komisją Parlamentu Europejskiego rządu RP nie reprezentował w efekcie nikt.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Albo stchórzył, albo idzie w zaparte

Przyczyny nieobecności ministra mogą być dwie. Albo Zbigniew Ziobro nie ma argumentów na swą obronę (bo to przecież on forsuje plan osłabienia pozycji sądów i sędziów w Polsce) i w obawie przed kompromitacją zwyczajnie stchórzył. Albo minister sprawiedliwości rządu PiS ma Parlament Europejski, by tak rzec, gdzieś. I ekipa PiS próbuje w tej kwestii nadal iść w zaparte.

Nie bez powodu wypowiadający się eurodeputowani z PiS próbowali zwekslować przesłuchanie na kwestię… dopuszczalności aborcji (Marek Jurek) lub dumy narodowej i win poprzednich ekip rządzących w kwestiach emerytalnych (Jadwiga Wiśniewska).

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

Wykład Timmermansa

Znamienny – i symboliczny – był miniwykład, jakiego kolejny raz udzielił rządowi w Warszawie wiceszef Komisji Europejskiej…

View original post 1 347 słów więcej

Edukacja pod rządami PiS i Zalewskiej, która szczerząc zęby, pokazuje próchnicę mózgu, sprowadza się do poziomu szkółek przykościelnych

Zwykły wpis

„Mówiliście w kampanii wyborczej o wychowaniu. I co dzisiaj mamy? Jak dzisiaj wychowujecie nasze dzieci? Uczycie dzieci, że dla utrzymania władzy można kłamać, manipulować i oszukiwać” – mówiła Krystyna Szumilas z PO podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o wotum nieufności dla Anny Zalewskiej. Dodała, że premier polskiego rządu w kampanii wyborczej „posługuje się kłamstwem, aby wygrać z opozycją”. – „Daje przykład młodym ludziom, że dla zdobycia władzy wszystkie chwyty są dozwolone” – podkreśliła.

Wniosek o odwołanie minister edukacji złożyła Platforma Obywatelska. Napisano w nim, że Zalewska wprowadziła do szkół chaos, skróciła o rok edukację ogólną, obciążyła uczniów klasy VII i VIII nadmiernym i niemożliwym do zrealizowania materiałem, w efekcie czego są zestresowani i przemęczeni oraz doprowadziła do przepełnienia szkół podstawowych. Według PO, nauczyciele masowo uciekają ze szkół, bo m.in. nie chcą pracować w kilku placówkach, by uzbierać godziny do pełnego pensum.

– „Od początku roku szkolnego rodzice alarmują, że dzieci są przeciążone nauką, uczą się w tłoku i w ścisku na dwie lub trzy zmiany. A co słyszą od pani minister? To wina dyrektorów szkół i samorządów. To pytam pani minister, kto podpisał rozporządzenia, kto podpisał ustawy zmuszające dyrektorów szkół do zmieszczenia w budynku dodatkowych dwóch roczników?” – pytała Szumilas. Posłanka PO mówiła także o problemie ciężkich tornistrów. – „Minister edukacji chce przekonać społeczeństwo, że tornistry są lekkie jak piórko. I co robi? Waży tornistry, w których nie ma podręczników” – powiedziała

„Szkole potrzeba spokoju, a nie szalonych pomysłów” – stwierdziła inna posłanka PO Urszula Augustyn. – „Kilka dni temu była pani w szkole lub przedszkolu i maluchy zadały pani pytanie, bardzo zresztą sympatyczne: o czym pani marzyła, kiedy była pani dzieckiem, kim pani chciała zostać i pani im szczerze odpowiedziała, że chciała zostać baletnicą, i powiem równie szczerze: trzeba było trzeba iść w tym kierunku” – powiedziała Augustyn.

Posłanka PO odniosła się do wypowiedzi Zalewskiej, że w wyniku „reformy” o 18 tys. zwiększyła się liczba etatów dla nauczycieli. – „Mówi pani o dodatkowych miejscach pracy, powstały one w przedszkolach, ale co to obchodzi fizyka” – zaznaczyła. A te nowe miejsca to oferta po kilka godzin w różnych szkołach. W efekcie nauczyciele muszą jeździć między kilkoma placówkami, by wypełnić pensum lub porzucają pracę w szkole i podejmują ją poza dotychczasowym zawodem. Mówiła też o podwyżkach dla nauczycieli. – „Zapomniała pani powiedzieć, że te podwyżki to 100 zł rocznie. Nawet związkowcy z Solidarności przyszli przed MEN z czerwoną kartką” – powiedziała Augustyn, zwracając się do Zalewskiej.

„Kuratorzy na niespotykaną w wolnej Polsce skalę ingerują w życie szkół, upolityczniając je, wywierając naciski na nauczycieli. Liczne przypadki nasyłanych na szkołę kontroli po wyrażaniu przez nauczycieli własnych poglądów lub demonstrowaniu solidarności z protestującymi przeciwko zmianom. Zastraszanie nauczycieli to niedopuszczalna sytuacja, to jest ograniczanie praw człowieka w demokratycznym kraju. Mówicie tak pięknie o patriotyzmie, ale wam się myli patriotyzm z nacjonalizmem i indoktrynacją” – podkreśliła Augustyn.

Jak się okazało, nie tylko to im się myli. Mateusz Morawiecki na Twitterze postanowił podziękować minister edukacji. – „Takie będą Rzeczypospolite jakiej młodzieży chowanie”. Dziękuję pani Annie Zalewskiej za budowanie lepszego wykształcenia, ku pożytkom Rzeczypospolitej, ku pożytkom naszej gospodarki. Dziękuję za jej reformy, bo to dobra zmiana dla polskiego systemu edukacji” – napisał na profilu Kancelarii Premiera. A my proponujemy premierowi, żeby sam się doszkolił. „Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”– tak brzmi właściwy cytat (źródło: encyklopedia.pwn.pl, hasło: Jan Zamoyski).

>>>

>>>

Premier Morawiecki zapewne nie spodziewał się, że przyjdzie dla niego tak trudny czas. Właśnie Onet ujawnił nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, których to on jest głównym bohaterem. O „nieznanych taśmach Morawieckiego” napisał Newsweek już w 2016 roku, gdy został on wicepremierem w rządzie PiS. Jakoś wtedy sprawa umarła śmiercią naturalną, ale teraz wróciła, i to z wielkim hukiem.

Według dziennikarzy Onetu „obaj kelnerzy, którzy dokonywali podsłuchów, obciążają ówczesnego prezesa Banku BZ WBK Mateusza Morawieckiego. W ich zeznaniach pojawia się wątek kupowania nieruchomości na podstawione osoby (tak twierdzi Łukasz N.) oraz brania na takie osoby kredytów (tak uważa Konrad Lasota)”.

Ujawnione nagranie to prawie trzygodzinny zapis rozmowy premia z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, szefem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. W rozmowie Morawiecki chwali się świetnymi relacjami m.in. z Tomaszem Arabskim, szefem kancelarii Donalda Tuska czy Janem Krzysztofem Bieleckim. Jest też mowa o stanowisku ministra skarbu w rządzie PO/PSL dla Morawieckiego i o SKOK-ach, których sytuacja jest fatalna i są one finansowane przez „niepokorne” media.

Morawiecki w ostrych słowach wypowiada się o finansjerze z Niemiec i Szwajcarii. Jak mówi „K.., siedzą ci bogaci Amerykanie, Żydzi, Niemcy, Angole, Szwajcarzy, nie? Siedzą w swoich głębokich, wiesz, fotelach. Mają nakumulowane tego oczywiście kapitału tyle, że możesz ich tam w dupę pocałować. Jeszcze się prosisz oczywiście o ten kapitał, nie? Oni oczywiście w tej swojej chciwości… Ja cały czas tak patrzę na ten świat z punktu widzenia geo i historycznego trochę. I mi się wydaje, że popełniają błąd (…) Jakby nie dokonując pewnej redystrybucji tego”.

 Bardzo pozytywnie mówi za to o Angeli Merkel, która „działa na najważniejszych rzeczach społeczeństwa, czyli oczekiwaniach. My nie wiemy, ale być może zakończy się to dobrze, jeżeli my, ludzie, we the people, prawda, a już zwłaszcza we the people w Niemczech czy w Hiszpanii, we Francji, musimy obniżyć nasze oczekiwania. Bo jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, się da zreperować. Będziemy zapier… i rowy, ku… kopać, a drudzy będą zakopywać, będziemy zadowoleni. Wtedy my jako ludzie mniejsze będziemy mieć emerytury”.

Dodaje też, że właśnie Merkel oraz Sarkozy, Hollande i inni muszą odkręcić przekonanie ludzie, że „w takim świecie, jak dzisiaj są, gdzie przez pięćdziesiąt lat ludziom się wydawało, że zawsze będzie lepiej, emerytury będą dość wysokie, żyć będziemy coraz dłużej, służba zdrowia będzie za darmo k… i edukacja za darmo”. 

Gdy Matuszewska mówi, że „przyzwyczaić się do lepszej sytuacji jest daleko łatwiej niż do gorszej”, Morawiecki odpowiada: „Najlepszym sposobem zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w pięć minut”.

Morawiecki nie ukrywa też, co myśli o imigrantach z Afryki. „No k… Wiesz, kiedyś przypłyną, kiedyś coś zrobią. (…) Te iPhone’ye pokażą im: tu żyje się tak a tu tak. I co my zrobimy jak flotylla tratw k…, nawet tam z północy Afryki będzie na południe? (…) Będziemy strzelać, będziemy odpychać ich, wiesz”.

Wszystko wskazuje na to, że istnieje kilka taśm z nagraniem Morawieckiego i jego gości w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Pytanie tyko, w czyich są one rękach. Jeden z byłych funkcjonariuszy CBA w połowie sierpnia powiedział „Gazecie Wyborczej”, że Biuro ma „nagranie kompromitujące Morawieckiego” i jest ono „jest gwarancją bezpieczeństwa” dla Mariusza Kamińskiego i jego ludzi. Kolejny rozmówca nie ukrywa, że Morawiecki chciał odsunąć Kamińskiego, ale musiał się wycofać, właśnie ze względu na tę taśmę.

Dziennikarze wysłali 22 sierpnia zapytanie do rzeczniczki rządu, Joanny Kopcińskiej, „Ile razy w latach 2013-14 Mateusz Morawiecki odbywał spotkania towarzysko-biznesowe w restauracjach Sowa i Przyjaciele lub Amber Room?, Czy szef rządu był szantażowany ujawnieniem treści nagrań? Jeśli tak, to czy powiadomił o tym prokuraturę lub inne służby? Czy prawdą jest, że premier chciał zdymisjonować Mariusza Kamińskiego?”.

Rzeczniczka odpowiedziała krótko – „W śledztwie podsłuchowym p. Morawiecki ma status osoby pokrzywdzonej. Jednocześnie pragnę zapewnić, że Pan Premier nigdy nie był szantażowany ujawnieniem treści jakichkolwiek nagrań.” I dodała: „Premier nie zamierzał i nie zamierza dymisjonować Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Powtarzanie tego typu spekulacji nie ma żadnych podstaw faktycznych. Współpraca Premiera z Ministrem Mariuszem Kamińskim jest bardzo profesjonalna i układa się bardzo dobrze”.

CBA zapytane, czy jest w posiadaniu taśm, które nie zostały przekazane prokuraturze, zdecydowanie temu zaprzecza.

Sporo mógłby tutaj powiedzieć Marek Falenta. Jak mówi jeden z jego byłych pracowników, to właśnie „taśma Morawieckiego” chroni go przed pójściem do więzienia.

Trzeba przyznać, że ujawnienie tych rozmów przez Onet wywołało jednak sporą nerwowość w szeregach PiS. Beata Mazurek, rzeczniczka tej partii, napisała na Twitterze, że „Niemiecki Onet kolejny raz insynuuje. To atak na Polski Rząd taśmami i zeznaniami, które są dostępne od 4 lat. Mafie VAT, mafie paliwowe, mafie tytoniowe, mafie alkoholowe pozbawione miliardów dochodów szukają sojuszników”.  Znowu więc mamy do czynienia z klasycznym odwróceniem kota ogonem.

Ciekawe, co będzie dalej. „Afera podsłuchowa” była jedną z przyczyn przegranej PO w wyborach parlamentarnych 2016 roku. Lud oburzony tematem rozmów i retoryką, opartą na ostrych wulgaryzmach, żądał natychmiastowej dymisji uczestników tych spotkań. Czy teraz będzie podobnie? A może daruje Morawieckiemu tego typu wtopę, bo przecież „swoim” wolno wszystko?

Pojawia się też pytanie, kto miał interes w tym, by taśmy z Morawieckim w roli głównej, wyszły na światło dzienne?  Według mnie odpowiedź wydaje się prosta. To ktoś, kto chce wyeliminować premiera z szeregów PiS, kto czuje się zagrożony, kto jest uczestnikiem w walce o schedę po prezesie Kaczyńskim. Pamiętajmy, że to właśnie o Morawieckim mówi się jak o ewentualnym następcy szefa PiS, a to się kilku aktywistom tej partii musi bardzo nie podobać.

Jak nie idzie, to nie idzie…

Niby PiS zapewni nam rzekomą mądrość i cnotę. Pytam się: jaką cnotą i mądrością jest ohydne łamanie Konstytucji, niszczenie trójpodziału władzy, wstrętna propaganda, brudna antysemicka i szowinistyczna retoryka? To są wasze mądrości i cnoty. Dziękuję nie skorzystam …

Holtei

Prof. Wojciech Sadurski opowiada się za delegalizacją PiS po przegranych wyborach przez obecnie rządzących.

Platforma Obywatelska złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z agitacją wyborczą Mariusza Błaszczaka podczas koncertu w Legionowie. – „Podczas imprezy finansowanej ze środków unijnych z programu operacyjnego dotyczącego rybołówstwa, podczas imprezy firmowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie, imprezy, która była również współorganizowana przez Żandarmerię Wojskową, doszło do ewidentnej manipulacji, doszło do prowadzenia kampanii wyborczej przez ministra Mariusza Błaszczaka. Mamy do czynienia ze zwykłem wiecem wyborczym partii PiS i prezentacją kandydata PiS-u na prezydenta miasta. To jest niebywały skandal” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec.

Jako dowód zaprezentowano fragment wypowiedzi Błaszczaka z koncertu. – „Chciałbym podkreślić, że już niedługo, bo już za niecały miesiąc będą wybory samorządowe, więc zapraszam państwa do tego, żeby wziąć udział w wyborach, żeby głosować. Chciałem też zarekomendować państwu świetnego kandydata na urząd prezydenta miasta Legionowa…

View original post 1 456 słów więcej

Jak kler dyma państwo i gwałci dzieci. Duda jako pożyteczny idiota

Zwykły wpis

„Chodzi nam o budowanie Kościoła, w którym nie ma zła zamiatanego pod dywan i zła, które się bezkarnie panoszy”

Biskup Piotr Libera podczas poniedziałkowej konferencji prasowej oznajmił, że diecezja płocka walczy ze wszystkimi przejawami pedofilii w Kościele. Zaznaczył, iż do zwołania konferencji, której tematem była „Ochrona małoletnich w praktyce diecezji płockiej” skłonił go m.in. niedawny List do Ludu Bożego papieża Franciszka, a także minione 10 lat od objęcia biskupstwa płockiego. Przypomnijmy: W ogłoszonym w sierpniu Liście do Ludu Bożego papież Franciszek przywołał m.in. słowa św. Pawła: „Gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki”. Pisze w nim o czynach popełnionych przez „znaczną liczbę księży i osób konsekrowanych”. Skala nadużyć zdaniem papieża „wymaga przyjęcia odpowiedzialności w sposób globalny i wspólnotowy”, a uświadomienie sobie tego, co się stało, nie wystarcza.

W odpowiedzi na List do Ludu Bożego papieża Franciszka we wszystkich dekanatach diecezji odbyły się nabożeństwa pokutne w intencji ofiar nadużyć w Kościele. – „Od samego początku pobytu w Płocku, czyli od czerwca 2007 r., wydałem wojnę przestępcom. Nie uchylamy się od odpowiedzialności za popełnione przestępstwa. Egzekwowanie zasady „zero tolerancji” wobec zachowań pedofilnych wśród duchownych było i jest nadal moim priorytetem” – oświadczył bp Libera. – „Skala krzywd, jakie te dzieci, osoby małoletnie, doznały jest wielka. To nie jest złamanie kości czy siniaki. To rany osobowości, z którymi będą musiały żyć latami” – czytamy w portalu Onet.

Od 31 maja 2007 r. do 17 września 2018 r., czyli w okresie 11 lat posługi bp Libery 9 duchownych oskarżonych zostało o nadużycia seksualne względem nieletnich, w tym dwóch z osobami poniżej 15 roku życia. Zaden z nich nie pracuje już z dziećmi lub młodzieżą, a cześć usunięto ze stanu duchownego. Niezależnie od tego, czy sprawa była w sądzie cywilnym umarzana, to sądy kościelne procedowały i wydawały wyroki. We wszystkich sprawach badanych we wspomnianym okresie poszkodowanych zostało 16 osób, w tym trzy poniżej 15 roku życia.

„Odczuwamy zażenowanie i wstyd, ale konsekwentnie idziemy drogą oczyszczenia i drogą prawdy – mówił biskup pomocniczy płocki Mirosław Milewski, przedstawiając na konferencji powyższe dane. – „Nie chodzi nam o jakieś proste zamknięcie przeszłości, ale o trzymanie się z determinacją drogi, na której jest potępienie dla sprawców i pomoc dla ofiar. Chodzi nam o budowanie Kościoła, w którym nie ma zła zamiatanego pod dywan i zła, które się bezkarnie panoszy”. Kuria diecezjalna nie ma natomiast „jasnych informacji i danych”, co działo się przed objęciem rządów w diecezji płockiej przez bp Liberę.

Każdy zgłaszany przypadek duchownego oskarżonego o przestępstwa seksualne wobec najmłodszych jest badany przez specjalny zespół, a ofiarom oraz ich bliskim oferowana jest bezpłatna pomoc prawna i psychologiczna. Jak zauważył ks. prałat dr Marek Jarosz, rektor płockiego Wyższego Seminarium Duchownego i zarazem delegat biskupa płockiego ds. ochrony dzieci i młodzieży w diecezji, w myśl dokumentów Kościoła, przestępstwo seksualne wobec osoby poniżej 18 roku życia jest traktowane z taką samą surowością, jak podobny czyn w prawie karnym względem osoby małoletniej, czyli poniżej 15 lat. Podejmowane są równiez szkolenia prewencyjne; w ciągu ostatnich 5 lat wzięło w nich udział udział ok. 470 świeckich katechetów, ponad 30 sióstr zakonnych – katechetek oraz 380 księży – katechetów.

Tymczasem niedawno zapadł wyrok, który może okazać się przełomem w zwalczaniu pedofilii wśród księży. Dotyczy księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, który po wywiezieniu od rodziców 13-letniej Kasi (ofiarę poznał na lekcji religii i zapraszał ją na plebanię), więził ją i gwałcił przez kilkanaście miesięcy. Mimo skazania go za ten czyn na cztery lata więzienia, nadal jest księdzem. Poszkodowana postanowiła wytoczyć proces całemu zgromadzeniu. Wyrok ogłoszono już w styczniu, ale dopiero teraz przestał być tajemnicą dla opinii publicznej. Sąd Okręgowy w Poznaniu zasądził przyznał w nim poszkodowanej milion złotych zadośćuczynienia oraz 800 zł dożywotniej, comiesięcznej renty. Kluczowe w wyroku jest to, że zapłacić musi nie ksiądz, ale Kościół. Sędzia wydająca wyrok podkreślała, że „nie ma wątpliwości co do odpowiedzialności cywilnej Kościoła, a ksiądz pedofil wykorzystał do przestępstwa swoją funkcję i pozycję”. Plebanię w wyroku uznała za „miejsce służbowe”, a gdyby Roman B. nie uczył religii, ofiary nigdy by nie spotkał. Proces apelacyjny w tej sprawie rozpoczyna się 20 września.

Wyrok sądu niebywale oburzył Janusza Korwin-Mikkego, lidera partii Wolność (sic!), który zamieścił na swoim profilu na Twitterze potępieńczy (i żenujący) wpis.

Jezus-Maria! Kościół ma zapłacić milion + dożywotnią rentę(!!) kobiecie, którą w wieku 14 lat całował i obmacywał ksiądz. Teraz nastolatki (czytają internet, czytają…) będą się masowo podstępem lub siłą pchaly księżom do łóżek. Sąd zastosował bardzo silny bodziec ekonomiczny…

Trump wykorzysta tę wizytę propagandowo: oto jest w Europie kraj, w którym politycy są zapatrzeni cielęcym wzrokiem w jego obraz. Wiadomo, jaki stosunek do Trumpa mają zachodni politycy, więc pewnie Trump uznał, że warto stracić czas z Dudą – mówi nam prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dyplomata, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – Trump posłuży się każdym pożytecznym idiotą, który może przysłużyć się w destrukcji Unii – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Spotkanie z prezydentem Trumpem w Białym Domu to sukces polskiej dyplomacji czy wybłagana wizyta?

ROMAN KUŹNIAR: Na pewno Kancelaria Prezydenta bardzo się starała, aby prezydent został przyjęty przez Donalda Trumpa. Z pewnością nie doszłoby do niej, gdyby nie była też na rękę Trumpowi, który ma potężne kłopoty w kraju i szuka wizerunkowych sprzyjających mu sytuacji. Oczywiście dla niego to jest drobiazg, ale na pewno Trump wykorzysta tę wizytę propagandowo: że oto jest w Europie kraj, w którym politycy są zapatrzeni cielęcym wzrokiem w obraz Trumpa. Wiadomo, jaki stosunek do Trumpa mają zachodni politycy, więc pewnie Trump uznał, że warto stracić czas z Dudą. Niewątpliwie w grę wchodzą też różne interesy, które przy okazji będą omawiane. Wiadomo, że Trump posłuży się każdym pożytecznym idiotą, który może przysłużyć się w destrukcji Unii.

Trump z Putinem nienawidzą Unii i wykorzystają każdego, żeby się przyczynić do rozbicia jedności Europy.

Czy ta wizyta może przynieść Polsce realne korzyści? Minister Krzysztof Szczerski powiedział, że prezydenci Duda i Trump podpiszą jakiś „bardzo ważny dokument”.
Minister Szczerski opowiada różne rzeczy. Jestem pod wrażeniem, jakie od czasu do czasu potrafi wyprodukować fajerwerki dla swojego szefa. Pomijając te zdolności ministra Szczerskiego, to pewnie podczas wizyty będą omawiane jakieś konkrety, bo niezależnie od powodów spotkania i ich hierarchii, to dokument, o którym mówił minister Szczerski, powstanie. Pewnie będzie definiować i określać jakieś zasady współpracy polsko-amerykańskiej; energetycznej, inwestycyjnej, militarnej, zbrojeniowej. Wiadomo, że Trumpowi chodzi w dużej mierze o to, aby wydawać pieniądze w Stanach i kupować od Amerykanów ich zabawki, Trump jest doskonałym lobbystą tego sektora. Polska zachowuje się tu w sposób skrajnie nielojalny wobec europejskiego konsorcjum produkcji broni, ponieważ wszystkie pieniądze wkłada w producentów amerykańskich. Pewnie więc dojdzie do jakichś potwierdzeń zakupów w tej sferze. Co do energii, to oczywiście będzie chodziło o gaz łupkowy, żeby go importować, bo w tej sferze Trumpowi nie idzie tak dobrze, jak to miało wyglądać. Zresztą my też mieliśmy swoją przygodę z łupkami, z mizernym skutkiem.

Jeżeli chodzi o sferę inwestycyjną, to prezydent w tej sprawie nie ma najmniejszego wpływu, bo biznes jest w rękach prywatnych i kieruje się własnymi kalkulacjami. Nawet jeśli w tej sferze jakieś deklaracje zostaną zapisane, to nie będą one miały żadnego wpływu na dalsze zachowania biznesu.

Czy ta wizyta oznacza, że Ameryka akceptuje niszczenie praworządności w Polsce? Pamiętamy, że przy ustawie o IPN i sporze z Izraelem dyplomacja waszyngtońska jasno deklarowała, że nie ma mowy o wizytach i spotkaniach z prezydentem dopóki ten spór nie zostanie zażegnany.
Dla Trumpa to jest bez znaczenia. On lubi spotykać się z Dudą, bo on idealnie się wpisuje w ten panoptikom przywódców; chociaż trudno mówić o prezydencie Dudzie jako o przywódcy, to jest wyimaginowany prezydent i w Ameryce z całą pewnością zdają sobie z tego sprawę. Natomiast Duda jest potrzebny Trumpowi jako swoisty bibelot, w tej roli zresztą Duda się świetnie sprawdzi. Dla amerykańskiego prezydenta to, o czym pani mówi, jest bez znaczenia. Trzeba tu odróżnić Biały Dom od Departamentu Stanu, gdzie wyraźnie widać rozdźwięk. Szef Departamentu Stanu też jest z tego samego paradygmatu co Trump, ale zawodowi urzędnicy, co prawda mocno przetrzebieni przez prezydenta, widzą co się dzieje w Polsce i od nich płyną sygnały, że to ma znaczenie.

Duda będąc w Białym Domu dołączy do takich watażków, z którymi spotyka się Trump, jak Kim Dzong Un czy Rodrigo Duterte, rządzący autorytarnie swoimi krajami.

To jest też powód, dla którego PiS tak wrogo odnosił się do Obamy, bo dla niego takie wartości jak praworządność były ważne. Zresztą taka zawsze była tradycja amerykańskiej polityki zagranicznej. Skoro USA nie przywiązują od pewnego czasu do tego wagi, szczególnie prezydent Trump, to te sprawy nie będą stawać podczas rozmowy. Oczywiście powinny, bo jesteśmy sojusznikami i jest Artykuł 2 Traktatu Waszyngtońskiego, który mówi o wolnych instytucjach, a u nas właśnie przestają być wolne. Gdyby był „normalny” prezydent Stanów Zjednoczonych, to ta sprawa musiałaby stanąć. Tu

będziemy mieć do czynienia z takim spotkaniem dziwnych osobliwości. Z jednej strony wiemy, kim jest Trump, z drugiej strony będziemy mieć wyimaginowanego prezydenta, który z pogardą odnosi się do instytucji demokratycznych i do własnej konstytucji. Tu warto podkreślić, że to ich zdecydowanie różni. Trump szanuje swoją konstytucję i dobrze o niej mówi, podczas gdy Duda systematycznie nią pogardza i po niej depcze.

Natomiast, jak mówiłem wcześniej, dla amerykańskiego prezydenta przywódcy krajów demokratycznych nie są miłym towarzystwem. Natomiast on świetnie się czuje w otoczeniu przywódców takich krajów jak Korea Północna, Filipiny czy niektórych krajów arabskich. Duda z PiS-em świetnie się wpisują w ten paradygmat światopoglądowy Trumpa.

Ta wizyta urośnie do spektakularnego zwycięstwa w kraju, który będzie wykorzystany przez PR w 100 proc.?
Nie ma żadnych wątpliwości, że zarówno wspomniany wcześniej minister Szczerski, jak i cała machina propagandowa, wcześniej zwana mediami publicznymi, ogłosi wielki sukces.

>>>

Rozmowa Piaseckego:

Pytanie: „Pamięta Pan co obiecywaliście w 2015 roku jeśli chodzi o drogi. Był Pan Szefem Sztabu PiS”,
Marszałek Karczewski „Coś tam pamietam ale nie dokładnie. Na pewno coś tam mówiliśmy”.

🤣 Najlepsze podsumowanie obietnic PiS.

Hairwald

Kolejny świetny projekt plakatu autorstwa Andrzeja Pągowskiego.

– Jestem tylko reżyserem. Ale chciałbym, żeby system finansowania Kościoła był jawny, księża pedofile trafiali do więzienia i żeby polski Kościół wziął wreszcie odpowiedzialność za ofiary – mówi Wojciech Smarzowski. We wtorek 18 września na festiwalu w Gdyni premiera „Kleru”, najgłośniejszego polskiego filmu tej jesieni.

Tadeusz Sobolewski: „Kler” będzie polskim „Spotlight”? Oscarowy film z 2015 r. opowiadał o pedofilskim skandalu w amerykańskim Kościele.

Wojciech Smarzowski: To inna sytuacja. Trzeba pamiętać o tym, że w żadnym kraju Kościół sam z siebie nie oczyścił się z win. Musiała być pomoc państwa, instytucji świeckich. Zresztą „Kler” nie jest filmem tylko o pedofilii. Ważne było dla mnie, aby zrobić film o ludziach, których wyróżnia tylko to, że noszą sutanny. Są trzy wektory napędzające tę historię: żądza pieniędzy – chciwość, żądza władzy, no i żądza seksualna.

A skoro od tego zaczęliśmy, zajmijmy się tym grzechem. Badania w Niemczech…

View original post 3 463 słowa więcej

Dudę i tak już czeka Trybunał Stanu

Zwykły wpis

Kto podpisał się pod oświadczeniem, wydanym przez Kancelarię Prezydenta RP, komentującym komunikat Sądu Najwyższego o zawieszeniu części przepisów ustawy dotyczącej SN i skierowaniu w ich sprawie pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – pyta poseł PO Marcin Kierwiński.

Sąd Najwyższy w czwartek zawiesił obowiązywanie niektórych przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym (dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku) i skierował pytanie w ich sprawie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Michał Laskowski, rzecznik SN, wyjaśniał, że SN do TSUE dotyczą „14 sędziów przeniesionych ustawą w stan spoczynku” (wśród nich znajduje się m.in. I prezes SN Małgorzata Gersdorf). Sąd Najwyższy zwrócił się do TSUE w ramach tzw. pytań prejudycjalnych. Kancelaria Prezydenta wydała już oświadczenie, w którym ocenia działania SN jako „bezskuteczne”.

Kancelaria Prezydenta RP opublikowała w odpowiedzi oświadczenie, w którym stwierdza, że działanie Sądu Najwyższego, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, „nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP, ani jakiegokolwiek innego organu”.

„Sąd Najwyższy wykreował, w oparciu o przepisy ustawy – Kodeks postępowania cywilnego, instytucję dotychczas nieznaną i niestosowaną w polskim porządku prawnym, tj. instytucję zawieszenia stosowania przepisów ustawy, w szczególności wobec podmiotów, które nie są stronami postępowania, tj. Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i Krajowej Rady Sądownictwa. W ocenie Kancelarii Prezydenta RP, w polskim prawie nie ma przepisów będących prawidłową podstawą takiego działania Sądu Najwyższego” – czytamy w oświadczeniu KPRP.

Pod oświadczeniem nie znajduje się żaden podpis. Zwrócił na to uwagę na Twitterze Marcin Kierwiński, poseł Platformy Obywatelskiej. „Mam pytanie do prezydenta – kto przygotował i kto podpisał się pod tym oświadczeniem? To ważne kto w przyszłości i na podstawie jakich przepisów będzie za to odpowiadał. Jak rozumiem nie podpisał się pod tym prezydent Andrzej Duda?” – pytał.

„To z obawy przed Trybunałem Stanu? On i tak już na niego czeka” – dodał polityk Platformy.

W ocenie KPRP, dzisiejsze działanie Sądu Najwyższego, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP, ani jakiegokolwiek innego organu” – napisała w czwartek na Twitterze Kancelaria Prezydenta.

Chciałaby, żeby tak było w istocie, ale niestety tak nie jest, co w prostych słowach wyjaśnia prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego.

Prawnik przekonuje, że czwartkowa decyzja Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku, nie budzi wątpliwości. Co więcej, prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji SN.

Jak wiemy wcześniej Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie części przepisów ustawy o SN w związku ze skierowaniem pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pytania dotyczą zgodności ustawy z prawem europejskim.

Komentując na swoim blogu zdarzenie Matczak dowodzi, że SN mógł to zrobić, m.in. dlatego, że Polska jest od 2004 roku członkiem UE, a unijne prawo jest na mocy konstytucji także prawem polskim.

Dodał, że kiedy sąd krajowy, który jest także sądem unijnym, rozstrzyga kwestię z elementem międzynarodowym, musi mieć pewność, że jest rzeczywiście sądem unijnym, który z definicji musi być niezależny od polityków, a w związku z tym, czy Polska, zgodnie z art. 19 Traktatu o UE zapewnia skuteczne środki zaskarżenia (skuteczny jest tylko środek kierowany do niezależnego sądu). I jak dalej wskazuje Matczak, z powodu zmian w prawie wprowadzonych przez PiS, Sąd Najwyższy takiej pewności nie ma i stąd pytanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Macierewicza przebadać wiarografem, a może nawet Tworkografem

Zwykły wpis

Ponoć szef placówki NATO w Elblagu gen. Krzysztof Motacki był przebadany wariografem, bo przechodził szkolenie w sowieckim wywiadzie wojskowym GRU.

Nie wierzę w to, bo to narracja poniżająca honor żołnierza. Ale taki jest pisowski kit. Tak powiedział Macierewicz, potwierdził jego zastępca Dworczyk.

Poseł PO Marcin Kierwiński uważa, iż wobec podejrzeń co do Macierewicza wynikających z publikacji Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice” minister obrony powinien być sprawdzowny na wariografie.

Faktycznie, na Macierewicza potrzebny jest wariatkograf, a najlepiej Tworkograf.

Caracale pod specjalnym nadzorem. Macierewicz mataczy, powinien siedzieć w areszcie

Zwykły wpis

Od pół roku szczecińska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie caracali. Pół roku – i nic. Wówczas to Platforma Obywatelska złożyła doniesienie.

W ostatnich dniach wyszła na wierzch inna okoliczność – afera na kilksanaście miliardów złotych. Kilkanaście, a przynajmniej dwa miliardy. Wacław Berczyński, który pochwalił się, że uwalił kontrakt na caracale z francuskim Airbusem, zbiegł z kraju.

Ba, szef Berczyńskiego Antoni Macierewicz zakontraktował 3 VIP-powskie samoloty w Boeingu, gdzie kiedyś pracował Berczyński.

Czyż to nie pachnie korupcją na kwotę przeszło 2 mld zł?

Platforma domaga się od Ziobry  specjalnego nadzoru nad śledztwem dotyczącego caracali. Mariusz Witczak, poseł PO:

„Wnioskujemy do prokuratora generalnego o objęcie specjalnym nadzorem przez prokuraturę generalną śledztwa dotyczącego Caracali”.

Ponadto Cezary Tomczyk domaga się komisji śledczej:

„Składamy wniosek i żądamy natychmiastowego procedowania wniosku PO o komisję śledczą ws. przetargu na śmigłowce. Mamy sprzeczne zeznania i wypowiedzi polityków w ciągu ostatnich dni dotyczących, być może, najważniejszego przetargu w tym kraju. Być może mamy do czynienia z największą aferą III RP, bo mówimy o przetargu wartym 13 miliardów złotych”.

A Marcin Kierwiński domaga się informacji od Szydło:

„Zwrócimy się do marszałka Kuchcińskiego, aby na najbliższym posiedzeniu Sejmu pani premier Beata Szydło przedstawiła informacje nt. tego postępowania przetargowego, aby powiedziała o tym Polakom, jaka była rola pana Berczyńskiego”.

Ależ rządzą nami łajzy. Jeden Macierewicz ma więcej za paznokciemi niż wszyscy poprzednicy pomnożeni przez dziesięć. Aferalna partia – PiS.  Macierewicz w zasadzie powinien być zamknięty w areszcie, bo zaciera ślady i mataczy.