Tag Archives: Adam Bodnar

Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej nie przejmuje się prawem, pomaga Kaczyńskiemu w Polexicie

Zwykły wpis

Trybunał Konstytucyjny jest fasadą, dekoracją do pisowskiego autorytaryzmu, zaś prezes Julia Przyłębska – nie trzymająca profesjonalizmu – służy niekiedy do przyznawania jej tytułów „człowieka wolności” przez pisowskie media.

O tym quasi Trybunale jakbyśmy zapomnieli, a nie powinniśmy, bo to jedno z ważniejszcyh narzędzi służących Jarosławowi Kaczyńskiemu do Polexitu. W Trybunale Przyłębskiej zupełnie nie przejmują sie prawem, instytucja nie stoi na straży Konstytucji, bowiem ma być kijem na instytucje unijne.

Oto Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) 19 marca ma ogłosić wyrok ws. pytania prejudycjalnego zadanego przez Sąd Najwyższy co do zdolności nowej Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) do wykonywania konstytucyjnego zadania stania na straży niezależności sądów. Czy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, której skład wyłoniła nowa KRS, będzie niezależnym sądem w rozumieniu prawa unijnego?

Zaś Trybunał Przyłębskiej już 14 marca wyda wyrok ws. tychże przepisów o KRS zmienionych w grudniu 2017 roku. Posiedzenie TK ma być niejawne. W istocie będzie nieważne, bo zostanie podjęte wbrew przepisom ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz o samym Trybunale.

Trybunał Konstytucyjny odpowie na połączone wnioski samego KRS i grupy senatorów, a przedstawienie stanowiska ws. wniosków przez RPO Adama Bodnara upływa 22 marca, czyli 30 dni po terminie, gdy wpłynął wniosek grupy senatorów.

Ponadto udział w rozpoznaniu sprawy ma brać Justyn Piskorski, tzw. sędzia dubler, który został wybrany w skład TK niezgodnie z konstytucją, a tym samym jego wyroki i postępowania z jego udziałem są nieważne.

Wyrok Trybunału Przyłębskiej ma ubiec wyrok TSUE, ten ostatni wyda postanowienie, które nie spodoba się władzy PiS, gdyż sądownictwo ma być niezależne, a nie w rękach rządzących polityków.

>>>

PiS skończy jak SKOK Wołomin

Zwykły wpis

Po zatrzymaniu byłych urzędników KNF i postawieniu im zarzutu „niewłaściwego nadzoru nad SKOK Wołomin” pan Ziobro wraz ze swoim prokuratorem krajowym, Bogdanem Święczkowskim, zorganizowali konferencję, na której z dumą ogłosili, że oto „to jest prawdziwa afera KNF”, przy której ta, związana z Chrzanowskim, to mało znaczący i zupełnie nie powiązany z PiS-em, epizod.

Zarzut postawiony urzędnikom wydaje się nieco naciągany. Wszyscy oni zajmowali się nadużyciami właśnie w SKOK Wołomin, a czterech z nich było autorami opublikowanego w październiku 2018 r. raportu o sytuacji w SKOK-ach, który pokazuje, że 78% pieniędzy było ulokowanych w kasach, wykazujących straty. W marcu tego roku odsetek ten wynosił zaledwie 9,5%. Wychodzi więc na to, że kryzys dotknął już największe kasy. Po opublikowaniu raportu zostali oni zwolnieni z pracy.

Decyzję o zwolnieniu tych urzędników podjął Marek Chrzanowski, szef KNF oraz Filip Czuchwicki, od lipca br. dyrektor w KNF odpowiedzialny za bankowość spółdzielczą i SKOK-i. Czuchwicki wcześniej pracował w Kasie Krajowej SKOK oraz był prokurentem w kancelarii prawnej rady nadzorczej Kasy Krajowej syna Grzegorza Biereckiego, jednego z „bohaterów” taśm Leszka Czarneckiego, od których zaczęła się afera KNF.

Kondycja finansowa SKOK-ów jest fatalna. „W ostatnich latach SKOK-i bankrutowały jeden po drugim. Upadłe kasy kosztowały już Bankowy Fundusz Gwarancyjny 4,3 mld złotych, a liczba poszkodowanych Polaków sięgnęła 250 tys. Najdroższy był upadek SKOK-u Wołomin, który kosztował aż 2,2 mld zł.

Wiadomo od dawna, że SKOK-i znajdują się pod szczególną ochroną PiS. Zapewne przez dłuższy jeszcze czas nikt by ich nie tykał, ale pojawił się Ziobro i namieszał. Chciał dobrze. Chciał znaleźć coś, co przesłoni aferę Chrzanowskiego i pozwoli kolejny raz tak rozegrać sprawę, by znowu całe zło znalazło się po stronie PO. Jednak pomysł z zatrzymaniem urzędników KNF i postawienie im zarzutu związanego z, jakoby, niewłaściwym nadzorem nad SKOK-iem okazał się bardzo nietrafiony. Nie dość, że nie przesłoni to ostatnich wydarzeń w KFN to jest też szansa, że tym razem nie uda się już zamieść problemów ze SKOK-ami pod dywan i wreszcie zostaną wyjaśnione wszelkie zależności oraz powiązania między nimi a partią rządzącą. To posunięcie Ziobry może sporo kosztować PiS w kolejnych wyborach.

Depresja plemnika

Rada do Spraw Ogólnych UE, czyli szefowie MSZ-tów państw unijnych, odbyli kolejna rundę dyskusji o stanie praworządności w Polsce i na Węgrzech. Na tę okazje Komisja Europejska przygotowała dokument podsumowujący, jak do tej pory Polska wywiązywała się z unijnych zaleceń w sprawie wymiaru sprawiedliwości poddanego „reformie” PiS.

Portal OKO.press zdobył ten dokument. Wynika z niego, że jedyne, co Komisja wita z zadowoleniem, to cofnięcie „wycinki” sędziów, który ukończyli 65 lat, z Sądu Najwyższego i NSA. Reszta rekomendacji dotyczących Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i sądów powszechnych nie została zrealizowana, a sytuację w polskim wymierzę sprawiedliwości Komisja ocenia źle.

KRS największym problemem

Z dokumentu wynika, że największym problemem jest w tej chwili Krajowa Rada Sądownictwa. To jej działalność sprawia, że w pozostałych dziedzinach – poza sytuacją w Trybunale Konstytucyjnym – dzieje się źle. KRS obsadza bowiem wolne miejsca sędziowskie w Sądzie Najwyższym, sądach administracyjnych i powszechnych, sama będąc ciałem – jak stwierdza Komisja – nieodpowiadającym europejskim standardom z powodu sposobu, w jaki pozbyto się z niej sędziów: przerywając kadencję…

View original post 2 356 słów więcej

Bździna Kaczyńskiego – poseł Matuszewski

Zwykły wpis

W polityce, podobnie jak w meczu piłki nożnej, sytuacja potrafi odwrócić się jak w kalejdoskopie, co właśnie bardzo boleśnie odczuwa Prawo i Sprawiedliwość. Choć minęły zaledwie dwa tygodnie od przesłuchania przed komisją śledczą ds. afery Amber Gold byłego premiera Donalda Tuska, to dziś wydaje się to całą wiecznością. Nie tylko dlatego, że przewodniczący Rady Unii Europejskiej rozniósł w pył przesłuchujących z PiS, ale przede wszystkim z powodu narracji, jaką posługiwała się wówczas Małgorzata Wassermann i jej koledzy. Ta bowiem, po wybuchu afery KNF stawia PiS w fatalnym położeniu.

Dopiero co słyszeliśmy, że za funkcjonowanie i ewentualne zaniedbania Komisji Nadzoru Finansowego odpowiedzialny jest premier, a by wzmocnić swoją tezę, niedoszła prezydent Krakowa nawet dyktowała przepisy ustawy, które to potwierdzają. Dziś PiS zmuszone jest przekonywać, że nadzór premiera Morawieckiego nad KNF jest iluzoryczny, a on sam nie ponosi żadnej odpowiedzialności za funkcjonowanie komisji. Słyszeliśmy także dużo sugestii, że były premier “załatwił” swojemu synowi pracę w prywatnych liniach lotniczych związanych z Marcinem P., co miałoby być przejawem zepsucia i uwikłania premiera w aferę. Tymczasem media żyją dziś fuchą dla syna szefa służb specjalnych w Banku Światowym z polecenia prezesa NBP oraz przy okazji przypomnieniu, że takich fuch dla dzieci polityków PiS jest znacznie więcej.

Kierownictwo partii rządzącej zmuszone zostało do kuriozalnych tłumaczeń, że przecież dzieci gdzieś muszą pracować, a w ogóle nasze dzieci to są zdolne, wykształcone, znające języki, więc nic dziwnego, że pracują na wysokich stanowiskach. Bo przecież PiS to partia wysokich standardów, wróg nepotyzmu i kolesiostwa, nie to co ta “złodziejska opozycja”. Taki przekaz miał wizerunek partii uratować.

Jakaż musiała być wobec tego wściekłość kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, gdy wczoraj popołudniu dziennik Fakt opublikował szczegóły “układu zgierskiego”, którego mózgiem jest poseł PiS Marek Matuszewski. Nie bawił się w półśrodki i ustawienie jedynie swoich dzieci. Jak pisały media, poseł ustawił całą swoją rodzinę. Na państwowe posady i miejsca na listach PiS mogą liczyć: córka, syn, chrześniak, cioteczna siostra żony, jej mąż, syn i jego żona, dyrektor biura posła i jego brat oraz ich krewniacy. 

Rozmachu posła Matuszewskiego jednak w centrali na Nowogrodzkiej nie docenili. Jak poinformowała wczoraj na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek, decyzją samego prezesa Kaczyńskiego poseł został zawieszony w prawach członka PiS. Zdaniem prezesa działał on na szkodę Prawa i Sprawiedliwości.

Pozostaje teraz jednak zadać istotne pytanie. Z tłumaczeń polityków PiS, stających w obronie zatrudnienia syna Mariusza Kamińskiego w Banku Światowym wynika, że zdolne i kompetentne dzieci dostają intratne posady, bo na nie zasługują. Można wręcz interpretować, że są dla tych instytucji wsparciem i wzmocnieniem. Dlaczego zatem obstawienie swoją rodziną spółek i lokalnych list wyborczych przez posła Matuszewskiego jest działaniem na szkodę partii? W partii muszą zadbać o spójność narracji kryzysowej. Na dziś wychodzi im to źle.

* * *

Poseł PiS Matuszewski to bździna Kaczyńskiego.

Depresja plemnika

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie pojechał do Brukseli, by bronić swojego rządu przed oskarżeniami o łamanie w Polsce praworządności i fundamentalnej w demokracji zasady niezależności sądownictwa. Na publicznym wysłuchaniu przed komisją Parlamentu Europejskiego rządu RP nie reprezentował w efekcie nikt.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Albo stchórzył, albo idzie w zaparte

Przyczyny nieobecności ministra mogą być dwie. Albo Zbigniew Ziobro nie ma argumentów na swą obronę (bo to przecież on forsuje plan osłabienia pozycji sądów i sędziów w Polsce) i w obawie przed kompromitacją zwyczajnie stchórzył. Albo minister sprawiedliwości rządu PiS ma Parlament Europejski, by tak rzec, gdzieś. I ekipa PiS próbuje w tej kwestii nadal iść w zaparte.

Nie bez powodu wypowiadający się eurodeputowani z PiS próbowali zwekslować przesłuchanie na kwestię… dopuszczalności aborcji (Marek Jurek) lub dumy narodowej i win poprzednich ekip rządzących w kwestiach emerytalnych (Jadwiga Wiśniewska).

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

Wykład Timmermansa

Znamienny – i symboliczny – był miniwykład, jakiego kolejny raz udzielił rządowi w Warszawie wiceszef Komisji Europejskiej…

View original post 1 347 słów więcej

PiS ma sposób jak orżnąć w wyborach samorządowych w Warszawie

Zwykły wpis

Już 2,2 tysiące osób wpisało się w tym roku do rejestru wyborców w Warszawie – informuje „Rzeczpospolita”. To osoby, które nie są zameldowane w stolicy, ale twierdzą, że w niej mieszkają. Gazeta podaje, że kilka tygodni temu otrzymała informację o rozważanym przez jeden ze sztabów wyborczych pomyśle zwożenia do Warszawy wyborców autokarami w dniu wyborów.

By wpisać się do rejestru wyborców w danej gminie teraz wystarczy jedynie oświadczenie, że się w niej mieszka. Wniosek można przesłać drogą elektroniczną, wypełniając formularz ze strony Ministerstwa Cyfryzacji.

Informator „Rzeczpospolitej” kilka tygodni temu przekazał gazecie, że w sztabie jednego z kandydatów na prezydenta stolicy rozważany jest pomysł legalnego „pomnożenia” wyborców. Jak mówił, w dniu wyborów mieli być zwożeni do lokali wyborczych.

Jak przypomina „Rz”, „mnożenie wyborców” nie jest nowością. Przed ostatnimi wyborami w 30-metrowej kawalerce miało mieszkać 45 osób – wszyscy byli zarejestrowani jako wyborcy.

Rzecznik Praw Obywatelskich chce wiedzieć, jakimi przesłankami kierowali się rzecznicy dyscyplinarni, wzywając sędziów na przesłuchania. Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu przesłuchiwani byli sędzia Ewa Maciejewska z Łodzi, która zadała pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie niezawisłości sędziowskiej w kontekście wprowadzanych przez PiS zmian, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” sędzia Bartłomiej Przymusiński, sędzia Igor Tuleya z Sądu Okręgowego w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” sędzia Krystian Markiewicz. Monika Frąckowiak z poznańskiego sądu rejonowego wezwana została na przesłuchanie przez rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Jej wezwanie miało związek z wystąpieniami w mediach oraz podczas manifestacji w obronie sądów. Po szczegóły przesłuchań w dwóch artykułach: „Sędzia z Łodzi, która wysłała pytanie do TSUE, przesłuchana przez rzecznika dyscyplinarnego” oraz „Sędzia Tuleya: „Trzymamy się mocno i nie zrobimy ani jednego kroku w tył”.

Zastępca RPO Stanisław Trociuk w pismach skierowanych do rzeczników dyscyplinarnych pyta też, kto podjął decyzję o wezwaniu sędziów na przesłuchania. Przypomina, że zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające na żądanie ministra sprawiedliwości, prezesa sądu apelacyjnego lub okręgowego, kolegium sądu apelacyjnego lub okręgowego, Krajowej Rady Sądownictwa, a także z własnej inicjatywy – po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych dla stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego.

Zdaniem RPO, działania rzeczników dyscyplinarnych mogą prowadzić do wywołania efektu mrożącego, polegającego na „zniechęceniu tych oraz innych sędziów do udziału w przyszłości w debacie publicznej na temat reform ustawodawczych dotykających sądownictwa i bardziej ogólnie – problemów związanych z zapewnieniem niezależności sądów”. Rzecznik zwrócił też uwagę, że według Traktatu o funkcjonowaniu UE polscy sędziowie mają prawo zadawać pytania TSUE, jeżeli mają wątpliwości wobec danego aktu prawnego.

Schetyna o spotkaniu z Merkel: Takie spotkania są potrzebne, też pokazują, że polska polityka jest ważna dla najważniejszych polityków w Europie

– Nie spotykałem się za niczyimi plecami. Miałem otwarte spotkanie z panią kanclerz Angelą Merkel, z szefową CDU, partii siostrzanej dla Platformy Obywatelskiej, dla Polskiego Stronnictwa Ludowego. Razem jesteśmy w Europejskiej Partii Ludowej. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, które są dzisiaj ważne w polityce europejskiej, przede wszystkim o wyborze kandydatów przy szczycie, który będzie w Brukseli w połowie października, potem o szczycie, który będzie w Helsinkach i decyzji na temat najważniejszych funkcji w strukturach europejskich. Jak będziemy budować tę personalną, także personalną politykę Europejskiej Partii Ludowej w Unii Europejskiej. Uważam, że takie spotkania są potrzebne, też pokazują, że polska polityka jest ważna dla najważniejszych polityków w Europie – mówił Grzegorz Schetyna na konferencji prasowej.

>>>

W Olsztynie prezes spróbował zdefiniować patriotyzm, który staje przeciw literze prawa. To raczej znamy, bo dla Kaczyńskiego niepatriotyczna jest Konstytucja, zwłaszcza w tych miejscach, które nie są zgodne z jego wolą. Na Warmii i Mazurach prezes napadł na sędziów, którzy zgodnie z prawem rozstrzygali spory, co do praw własności. Na tych terenach zaszłości właścicielskie dotyczą autochtonów, którzy nie zawsze wybrali Polskę, a dzisiaj dochodzą swych praw ojcowizny.

Dotyczy to niewielkiej grupy osób, wielu autochtonów długo przebywało w Polsce po 1945 roku, niektórzy zrazili się do nas, albo zostali przepędzeni urzędniczym ostracyzmem, dzisiaj dochodzą swoich praw własności. I o tym rozstrzyga sąd.

To Kaczyńskiemu się nie podoba. Sędziowie mają stać na straży woli prezesa, a nie prawa, więc zostali oskarżeni o „nienawiść do własnej ojczyzny, własnego narodu”. A przy okazji Kaczyński na nowo wzbudza resentyment niemiecki. Warmia i Mazury to wszak dawne Prusy Wschodnie, Borussia.

Kaczyński uzyskał trzy w jednym. Wylał pomyje na sędziów, wskazał zagrożenie niemieckie, a w związku z tym unijne, bo Unia nie jest patriotyczna, gdyż przestrzega porządku prawnego.

>>>

Tydzień temu rozmawiałem z politykiem PSL, który powiedział mi, że w tych wyborach będzie mu łatwiej, bo wszystkie zakonnice z regionu (kilka filii zakonów) jadą do Warszawy rejestrować się i głosować na Jakiego.

Hairwald

Poseł Nowoczesnej Adam Szłapka po prawie dwóch miesiącach otrzymał odpowiedź na swój wniosek do Warszawskiej Prowincji Redemptorystów o udostępnienie informacji publicznej. Pisaliśmy o tym w artykule „Poseł Szłapka nie odpuszcza – dalej pyta o auta od bezdomnego dla Rydzyka”.

Redemptoryści odmówili posłowi odpowiedzi na jego pytania. – „Mamy obowiązek wynikający zarówno z prawa kanonicznego, jak i prawa powszechnie obowiązującego, strzec wszelkich danych osobowych darczyńców, którzy jako osoby prywatne mogą dokonywać darowizn ze swojego prywatnego majątku. W związku z tym Pana pytanie powinno być każdorazowo kierowane do poszczególnych osób prywatnych, które przekazują darowizny ze swojego prywatnego majątku” – napisał wicesekretarz prowincji ojciec Janusz Dołbakowski.

Brzmi to prawie jak kpina, bo trudno zadać pytanie osobie, która nie żyje. Sam Tadeusz Rydzyk, chwaląc się dwoma autami od bezdomnego pana Stanisława, ubolewał, że darczyńca umarł.

Dołbakowski w swojej odpowiedzi powołał się także na „wolność religijną”.  – „Zdaniem Prowincji należy pamiętać, iż przekazywanie darowizn może…

View original post 1 397 słów więcej

Rydzyk, święta krowa

Zwykły wpis

Ludzie skupieni wokół ojca Rydzyka mają dość ataków na swojego ulubionego księdza.  Postanowili więc powołać do życia klub obrońców jego dobrego imienia, by ścigać każdego, kto pozwoli sobie skrytykować duchownego.

Klub skupia głównie polityków PiS, którzy będą „wysłać zawiadomienia do prokuratury, a w przypadku posłów składać doniesienia do sejmowej komisji etyki, żądając kar. Bezpardonowe ataki na osobę ojca dyrektora Rydzyka spotkają się z mocną odpowiedzią”.

Na pierwszy ogień idzie posłanka Kinga Gajewska.  Skomentowała ona na Twitterze pretensje Rydzyka, że jego uczelnia otrzymuje za mało pieniędzy, pisząc „Jak parszywym trzeba być, żeby po otrzymaniu od bezdomnego Maybacha powiedzieć coś takiego. Rydzol mówi publicznie, że mu mało”, a ta wypowiedź oburzyła posłankę Pawłowicz, która postanowiła tym razem nie odpuścić. W Radiu Maryja odniosła się do sprawy, mówiąc, że „Kinga Gajewska często odnosi się w sposób niezwykle agresywny. Zawsze jest osobą przodującą w agresji wśród grupy młodszych posłów Platformy. To jest zwykła prowokatorka ze skrajnie lewicowego środowiska. Wpis był tak bezczelny, że postanowiłam skierować pismo”.

Liderem klubu obrońców jest Andrzej Jaworski, były polityk PiS, mocno związany z Rydzykiem. To on zainicjował akcję wysyłania zawiadomień o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, gdy ojciec Rydzyk znalazł się na jednym z bilbordów PO. Na jego apel odpowiedziało 30 tysięcy ludzi i obecnie sprawą zajmuje się prokuratura w Bydgoszczy.

Jak tłumaczą obrońcy Rydzyka to nie on jest obdarowywany przez obecne władze tylko jego uczelnia, jego geotermia i jego fundacja Lux Veritatis. Skąd więc ta nagonka na księdza, który przecież nie posiada własnego majątku?

W klubie obrony Rydzyka znajdują się też Anna Sobecka, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Krzysztof Jurgiel (były minister rolnictwa), komentatorzy Radia Maryja, europosłanka Urszula Krupa czy Maciej Małecki, poseł PiS z Płocka.

Wydaje mi się, że teraz to prokuratura będzie miała pełne ręce roboty.

Co jeszcze utrzymuje @pisorgpl przy władzy?
A fakt, że Polska bogata jest w naiwnych głupców, którzy sprzedali swe dusze za garść srebrników wierząc ślepo w wizje PMM.

Moje drogie owieczki,korzystajcie ile możecie, bo jak to wszystko pierdolnie, to za 500+ zapałek nie kupicie.

Hairwald

Bogdan Święczkowski (Prokurator Krajowy) był gościem na antenie propisowskiej TV Trwam.

„Kontakty byłego szefa MON z najbardziej prorosyjskim kongresmenem, czyli: Dana Rohrabacher – pożyteczny przyjaciel Putina i Macierewicza?” – pod takim hasłem odbyło się szóste spotkanie posłów PO w ramach parlamentarnego zespołu śledczego, który zajmuje się niejasnymi powiązaniami byłego ministra Antoniego Macierewicza. – Kongresmen Dana Rohrabacher, nazywany przyjacielem Putina, był przeciwny wejściu Polski do NATO, był też za aneksją Krymu przez Rosję – mówi Tomasz Siemoniak. I pyta: – Dlaczego doszło do spotkania z ministrem i prezesem Kaczyńskim?

Przyjaciel Putina

Parlamentarny zespół śledczy ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa powołany przez klub PO od kilku miesięcy…

View original post 1 606 słów więcej

Kaczyński che che che życzy wszystkim śmierci

Zwykły wpis

Adam Bodnar podjął z urzędu sprawę użycia gazu przez policję przed Pałacem Prezydenckim. Dyrektor zespołu prawa karnego Biura RPO Marek Łukaszuk napisał do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo, w którym prosi o „udzielenie szczegółowych wyjaśnień co do zasadności oraz legalności użycia gazu przez policję”.

RPO chce także wiedzieć, czy w tej sprawie prowadzone jest „wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i ewentualnie jakie poczyniono ustalenia”. Komendant stołeczny ma odpowiedzieć na pytanie, czy w sposób „niezwłoczny i prawidłowy zabezpieczono nagrania z monitoringu dokumentującego działania funkcjonariuszy”?

W komunikacie na stronie Rzecznika czytamy również, że Adam Bodnar apelował do prezydenta o zawetowanie ustaw o sądach. – „Nowelizacja zmierza do podporządkowania sądów władzy politycznej, a niezależność sądownictwa to najważniejszy mechanizm ochrony praw i wolności przed przemocą ze strony władzy publicznej” – podkreślił RPO.

Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL) o antyrządowej manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Moja Bohaterka! Mimo tego, że Krystyna Pawłowicz zgłosiła na policję za obklejenie biura poselskiego plakatami z napisem KONSTYTUCJA, Ala i Mińsk się nie dadzą zastraszyć! ❤️❤️❤️

Satyryczka Klaudia Jachira umieściła najnowszy filmik w związku z podpisaniem przez prezydenta Andrzeja Dudę pisowskiej ustawy dewastującej niezależność Sądu Najwyższego.

Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, przyjęta z kolejnym rażącym naruszeniem procedury stanowienia prawa w demokracji parlamentarnej, zamyka etap najważniejszych pozakonstytucyjnych zmian ustroju sądownictwa, zmian w rekrutacji, kadencyjności oraz obsadzie kadr sędziowskich. Ustawa zwana przez jej projektodawców „dopinającą reformę” umożliwia poddanie sądownictwa wpływowi władzy politycznej, co rujnuje podział władz. Na wszystkich szczeblach sądownictwa zwiększają się zagrożenia i jednocześnie zmniejszają gwarancje dla niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Niszczy to zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa i anarchizuje życie publiczne w Polsce.

Łamiąc Konstytucję, zmieniono prawo tak, aby umożliwić arbitralne, nieprzejrzyste i nieobjęte efektywną kontrolą sądową działanie władzy wykonawczej. Obniżanie standardów i wybiórczość stosowania prawa zaczynają być odczuwalne. Przykłady to ograniczenia prawa o zgromadzeniach, prawa wykroczeniowego, ograniczenia jawności i dostępu do przestrzeni publicznej, ograniczenia w korzystaniu przez jednostki z wolności, niepewność ochrony prawnej. Prawo i jego stosowanie używane jest coraz szerzej do antagonizowania społeczeństwa, zastraszania obywateli i ich grup.

Pisaliśmy w lutym tego roku i teraz to powtarzamy: okres, jaki minął od listopada 2015 r. przyniósł najwięcej wyzwań i zagrożeń dla praw i wolności człowieka po 1989 roku. Dziś jest to już głęboki kryzys demokracji: parlament staje się atrapą, a jego pracę cechuje lekceważenie Konstytucji i niepoważne traktowanie legislacji. Towarzyszy temu zakłamany, wykluczający język, niszczący kooperację i dyskurs społeczny.

Destrukcja demokratycznych standardów praw i wolności człowieka oddala nasz kraj od ładu demokracji liberalnej i zbliża do autorytarnych rządów jednej partii.

Podpisali członkowie Komitetu Helsińskiego w Polsce: Teresa Bogucka, Halina Bortnowska-Dąbrowska, Janusz Grzelak, Jacek Kurczewski, Ewa Łętowska, Wojciech Maziarski, Danuta Przywara, Andrzej Rzepliński, Mirosław Wyrzykowski

Warszawa, 26 lipca 2018 r.

Partia rządząca skupia w swoim ręku coraz więcej władzy, ale jeszcze nie używa w sposób brutalny nowych uprawnień. Przyczyną jest przede wszystkim to, że nie czuje się zagrożona utratą władzy. Ale jeżeli zaczną się kłopoty, to instrumentarium zostanie użyte do stanowczej rozprawy ze społeczeństwem i opozycją – mówi w rozmowie z nami prof. Tomasz Nałęcz, historyk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – PiS łamie konstytucję, prezydent łamie konstytucję, premier łamie konstytucję. Oni muszą w wolnej Polsce stanąć przed Trybunałem Stanu, nie ma innego wyjścia. Linią, na którą rząd autorytarny zostanie zepchnięty, są ławy sądowe, a potem cele więzienne. Dlatego nie waha się przed użyciem żadnej broni – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: „Mam ciężkie poczucie zwrotu od sensu naszych dziejów wolnościowych ku przepaści. Koniec wolnej Polski. Początek dyktatury i łamania praw obywatelskich, gwałtowne złamanie tradycji narodowych” – napisał na Facebooku prof. Andrzej Friszke. Dramatyczne słowa. Pan by się pod nimi podpisał?

PROF. TOMASZ NAŁĘCZ: Historykowi bardzo łatwo zrozumieć taki wpis. To, co się w Polsce dzieje, działo się już w przeszłości wielokrotnie. Ale ocenianie tego jako dyktatury wydaje się jednak przesadzone. Mamy do czynienia z miękką fazą dyktatury, chociaż wolę mówić o rządach autorytarnych. One mają to do siebie, że bardzo rzadko od razu są ustanawiane jako twarda dyktatura. W Polsce mamy do czynienia z przypadkiem, który nie jest niczym nowym – po rządy autorytarne sięga ugrupowanie, a właściwie lider ugrupowania, które wygrało wybory i łamie wszelkie dotychczas obowiązujące reguły.

Uważam, że w procesie ewolucyjnym dochodzimy do schyłkowej fazy miękkiego autorytaryzmu. Partia rządząca skupia w swoim ręku coraz więcej władzy, ale jeszcze nie używa w sposób brutalny nowych uprawnień. Przyczyną jest przede wszystkim to, że nie czuje się zagrożona utratą władzy.

Ale jeżeli zaczną się kłopoty, to instrumentarium zostanie użyte do stanowczej rozprawy ze społeczeństwem i opozycją. Zasada jest prosta – im partia skupia w swoim ręku więcej władzy, tym jest mniej demokracji. Pesymistyczny wpis prof. Andrzeja Friszke bierze się z obserwacji tego, co się dzieje, ale także z przekonania o nieuchronności jeszcze czarniejszej prognozy rozwoju wydarzeń.

Pan jest optymistą?

Nie mam złudzeń, że przyjdzie moment, w którym PiS się na tej drodze zatrzyma. Ona jest historykom doskonale znana i opisana. Takie działanie nigdy nie jest bezkarne i w przypadku PiS-u też będzie miało swój koniec. Największą słabością rządu autorytarnego jest to, że im więcej władzy zagarnia, tym bardziej słabnie. To rodzi poczucie bezkarności, korupcję, rozpasanie władzy, odsuwanie mądrzejszych na rzecz głupszych.

Największą szansę na karierę w takim systemie mają ludzie o mentalności Rocha Kowalskiego z „Potopu”. W PiS-ie widzę postać, która wypisz, wymaluj do tego obrazka pasuje…

Kto to?

Marek Suski. Tak jak książę Radziwiłł miał kaprys, aby niezbyt mądrego żołnierza mianować oficerem, tak prezes Kaczyński miał kaprys, żeby posła Suskiego zrobić ministrem. On tak nadaje się do roli ministra, jak Roch Kowalski do dowodzenia jakimkolwiek oddziałem. To jest doskonały przykład kaprysu człowieka, który nie musi się liczyć z żadnymi ograniczeniami. W XVII wieku takim człowiekiem był magnat, we współczesnej Polsce to prezes PiS-u. Ale to właśnie poczucie bezkarności powoduje, że partia w coraz głupszy sposób rządzi i przez to naraża się obywatelom.

Ostatni przykład takiej głupoty?

Głosowanie nad wnioskiem prezydenta w sprawie referendum konstytucyjnego.

To, co po odrzuceniu tej inicjatywy robili politycy PiS-u, było festiwalem absolutnej głupoty. Jak można tłumaczyć, że wniosek przepadł głosami senatorów PO, którzy nie mają w Senacie większości?! I nazywać porażkę sukcesem? W demokratycznym systemie takie coś nie byłoby możliwe, bo tylko w państwie twardo trzymanym „za twarz” król może chodzić po ulicy i nikt nie jest w stanie powiedzieć, że jest nagi.

Kiedy w końcu ktoś się odważy krzyknąć, a społeczeństwo dostrzeże, że król jest nagi? Przed wyborami parlamentarnymi?

Już teraz społeczeństwo w coraz większym stopniu to dostrzega. To, jak będą wyglądały najbliższe wybory parlamentarne, zależy od wielu czynników. Uważam, że wynik PiS-u nie będzie najlepszy. Z jednej strony władza mówi o przywiązaniu do wolności i demokracji, a z drugiej sprzeniewierza się temu i łamie zasady – coraz więcej Polaków będzie to zauważało. Poza tym sukces PiS-u wziął się z rozdawnictwa i hojnej polityki socjalnej. Ale ona ma to do siebie, że kolejne grupy ustawiają się w kolejce po pieniądze i trzeba im coraz brutalniej odmawiać. Najlepszym przykładem był ostatni protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. Rząd nie był w stanie nic wyskrobać, bo kasa zapewne zaczyna świecić pustkami.

Myślę, że wizerunek PiS-u jako formacji wrażliwej społecznie bardzo ucierpiał. A to jeszcze nie koniec, w kolejce będą ustawiały się kolejne grupy i PiS będzie się im narażał.

Najbardziej boję się prób podfałszowania wyborów, chociaż to też może być przeszkoda, na której PiS polegnie. Władza przygotowała sobie instrumentaria, zmieniła kodeks wyborczy, podporządkowała organy sądowe, które orzekają o ważności wyborów, a w polityce jest tak jak w sztuce Czechowa – jeżeli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to ona musi w czasie spektaklu wystrzelić. Jeżeli jakaś siła polityczna przygotowuje sobie broń rażenia na ostatnią godzinę, to jak zegar zaczyna bić, broń zostaje użyta. Rządy autorytarne mają to do siebie, że nie mają się gdzie cofnąć.

Formacja, która szanuje demokrację i konstytucję, może odejść od władzy i przejść do opozycji z nadzieją, że to się niedługo zmieni. Inaczej jest w przypadku ludzi, którzy rządzą w sposób autorytarny, oni po prostu lądują w więzieniu.

Tak będzie i tym razem?

Demokratyczne państwo rozlicza za przewinienia. PiS łamie konstytucję, prezydent łamie konstytucję, premier łamie konstytucję. Oni muszą w wolnej Polsce stanąć przed Trybunałem Stanu, nie ma innego wyjścia. Linią, na którą rząd autorytarny zostanie zepchnięty, są ławy sądowe, a potem cele więzienne. Dlatego nie waha się przed użyciem żadnej broni. Jeżeli werdykt obywateli oznacza oddanie władzy, to trzeba go sfałszować. Ale

wierzę w przywiązanie Polaków do wolności i w to, że nawet zwolennicy PiS-u takiego działania nie zaakceptują. To jest ostatnia linia obrony demokracji.

Bronią, która już zawisła na ścianie i ma w odpowiednim momencie wystrzelić, jest przejęty Sąd Najwyższy?

Nie chodzi tylko o Sąd Najwyższy, który rozstrzyga protesty wyborcze w przypadku wyborów parlamentarnych. Wybory samorządowe oceniają sądy niższych instancji. Jednym z powodów, dla których PiS dokonuje zamachu na niezawisłość sądów i podporządkowuje je politycznej dyspozycji, jest właśnie perspektywa wyborcza. Tym bardziej, że zbliża się festiwal czterech następujących po sobie aktów wyborczych i ta potrzeba staje się bardzo ważna.

Dlatego PiS się tak spieszy z przejęciem Sądu Najwyższego? To jest ostatni element na drodze do twardego autorytaryzmu?

Twardy autorytaryzm to są represje, czyli odnosząc się do tego, co powiedziałem wcześniej, strzelanie ze strzelby, która zawisła na ścianie. Tej fazy jeszcze nie mamy, ale długo nie będziemy na nią czekać. Gdy władza autorytarna przejmuje sądownictwo, to szybko zaczną się ustawione procesy polityczne. Na szczęście w tej godzinie próby okazuje się, że mamy bardzo budującą postawę sędziów.

Wśród 100 sędziów zasiadających w SN nie udało się znaleźć Judasza, który zgodziłby się pójść za rękę z łamiącym konstytucję prezydentem. Ale wśród 10 tys. sędziów w całym kraju znajdą się zapewne tacy, którzy dadzą się złamać i będą posłuszni władzy, tak jak w Trybunale Konstytucyjnym.

Z przejęciem SN władza spieszy się także ze względu na nasze członkostwo w UE. PiS naiwnie sądzi, że jeżeli gwałtu dokona przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości, to fakty dokonane zostaną zaakceptowane. Nie chce się także ostro konfliktować z instytucjami europejskimi, bo nie chce narazić się swoim proeuropejskim zwolennikom. Dlatego też robiąc wszystko, aby wyprowadzić Polskę z Unii, zapewnia, że tego nie zrobi. Dzisiaj europejski ogranicznik jest jednym z najpoważniejszych, jeśli chodzi o bezprawie, jakie czyni władza.

Prezydent bez wahania podpisał najnowsze ustawy sądowe. Był pan zaskoczony?

Nie! Prezydent od początku czuł się tylko aparatczykiem PiS-u i kierował się tylko interesem partyjnym. Był moment zawahania w zeszłym roku po wetach do ustaw sądowych, ale szybko okazało się, że nie chodziło o obronę praworządności, tylko własnej pozycji w partii. Po prostu poczuł się za bardzo upokorzony przez ministra sprawiedliwości.

Zachował się jak zbój, który pokłócił się z hersztem o obronę łupów. Ale nawet w tej roli służebnej jest bardzo nieudolny. Pokazał to podczas przejmowania Sądu Najwyższego, kiedy nie był nawet na tyle odważny, żeby wręczyć odwołanie I Prezes SN, ale nie tylko.

Nie był też na tyle silny, żeby przeforsować pomysł referendum?

Senatorowie PiS-u, nie Platformy Obywatelskiej, bez mrugnięcia okiem odrzucili wniosek prezydenta, a on nawet na to nie zareagował. Skoro Andrzej Duda uważał, że to była taka dobra inicjatywa i poświęcał jej uwagę przez ponad rok, to powinien przynajmniej wyrazić niezadowolenie i skrytykować senatorów. Zamiast tego wziął długopis i w ciszy gabinetu podpisał kolejną ustawę. Pewnie jest nad Bałtykiem, w Juracie, i boi się wychodzić z apartamentu, żeby go sinice nie zaatakowały.

Prezydent nie uczy się na błędach swojego poprzednika.

To tylko kolejny dowód na całkowity brak profesjonalizmu i nieudolność. Jeśli chciał zgłosić inicjatywę referendalną, to powinien zapoznać się z losami poprzednich inicjatyw. Nie tylko nieszczęsnego pomysłu Bronisława Komorowskiego, ale także wcześniejszej Lecha Wałęsy z 1995 roku.

Do tej pory każda inicjatywa podejmowana na potrzeby wyborcze kończyła się porażką. Bronisław Komorowski też popełnił bardzo poważny błąd. Andrzej Duda miał dwóch znokautowanych poprzedników na ringu, a i tak na niego wszedł. Miał jeszcze szansę zejść z ringu, jak okazało się, że partia mu nie kibicuje. Ale okazji nie wykorzystał i zabrnął za daleko.

Wraca sprawa reparacji. Komisja ustawodawcza pozytywnie zaopiniowała wniosek, by Sejm zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zasadności immunitetu jurysdykcyjnego obcego państwa w przypadku zbrodni wojennych. Podobno PiS ma taki plan, że wykorzysta TK, który zniesie immunitet państwa niemieckiego tak, żeby można było je pozwać.

(Śmiech)

Dobry plan?

Moja mama zawsze mówiła, że jak Pan Bóg chce na kogoś zesłać nieszczęście, to mu najpierw rozum odbiera. W tym wypadku widzę proroctwo tego powiedzenia. Jeżeli PiS chce wywlec na forum międzynarodowe prawomocność wyroków polskiego TK, to niech to robi… Przecież każdy prawnik powie, że wyroki trybunału w takim składzie są nieważne, bo działa z wadą prawną.

PiS może tylko doprowadzić do tego, że instytucje międzynarodowe będą musiały odnieść się do legalności funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Nic więcej nie zyska.

Ale może stracić. To znowu zaogni i tak złe stosunki polsko-niemieckie.

To wpisuje się w scenariusz władzy autorytarnej. Najpierw tłumaczy, że musi mieć więcej władzy, żeby rozprawić się z nieprawościami. Jak zgromadzi uprawnienia, a nieprawości jest tyle samo, a nawet więcej, to trzeba znaleźć jakieś wytłumaczenie i jest nim właśnie zagrożenie zewnętrzne. PiS nie jest taki głupi, żeby wypowiedzieć wojnę, ale cały czas mnoży wrogów. Z Ukraińcami mamy otwarty front walki historycznej. Przez ćwierć wieku kolejne rządy i prezydenci, w tym także Lech Kaczyński, stawali na głowie, żeby budować pojednanie z Ukrainą, kierując się przesłaniem, że nie ma suwerennej Polski bez niepodległej Ukrainy. PiS wszystko przekreśla. To wschodni front, kolejnym jest zachodni. Ale to absurd. Czy bylibyśmy w UE i NATO, gdyby nie Niemcy? To byli nasi protektorzy. Dlatego do tej pory każda ekipa dbała o te relacje. Sprawą reperacji od Niemiec PiS może oczarować swoich zwolenników, ale skoro są tacy odważni, to dlaczego nie zażądają ich od Rosji? Szukając wroga PiS zanurza się głęboko w historię i to jest bardzo niebezpieczne.

Wyciągnięcie reparacji to próba rozwiązania poważnego problemu za pomocą siekiery. Ale jestem przekonany, że ta sprawa odbije się na zdrowiu Jarosława Kaczyńskiego, nie dość, że ma kłopoty z kolanem, to siekierą rozharata sobie stopę.

Jest jeszcze jedno słowo klucz – nienawiść. Taki język działa?

Autorytaryzm odwołuje się do nienawiści. Nie da się zastosować represji na chłodno, trzeba najpierw odczłowieczyć ofiarę. Prześladowca nie tylko godzi się na taką rolę, bo jest polecenie, ale musi także kierować się wewnętrzną motywacją. Chodzi o uruchomienie nienawiści jako siły motywującej do działania. To jest bardzo niebezpieczne, bo to jest siła zaraźliwa, która udziela się obu stronom i eskaluje konflikt. Rozróżniam nienawiść zdeterminowanego opozycjonisty i chłodno działającego autokraty, ale to jest uczucie z tej samej bajki. PiS od początku odwołuje się do nienawiści, używa języka odczłowieczającego przeciwnika. Niestety, to będzie eskalowało, do czasu…

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński wrócił na krótki wywiad w TVP. Czy to będzie dłuższa jego obecność wśród zdrowych – trudno orzec. Niektórzy uważają, że zobaczyli nie tylko chorego człowieka, ale i przegranego (Paweł Wroński), inni odnosząc się do tego spostrzeżenia uważają, że to pobożne życzenie – „wishful thinking” (Tomasz Lis).

Nie oglądałem tego wywiadu, bo protestowałem. Bardziej interesujące wydaje się być pytanie: dlaczego Kaczyński akurat w tej chwili dał głos? Raz – by pokazać nam teatrzyk, w którym prezes godzi sprzeczności w PiS? Dwa – bo przegrał Andrzej Duda ze swoją koncepcją referendum konstytucyjnego i trzeba było jakoś ugłaskać swojego prezydenta i elektorat? Trzy – bo prezes chciał niedowiarkom udowodnić, że żyje i ma się lepiej niż Breżniew w ostatnim roku życia, gdy podtrzymywano mu rękę, aby pomachał do swoich wiernych sowietów?

Poprzestanę na tych trzech powodach autokraty Kaczyńskiego, bo tak należy go nazywać. Kaczyński wlał ducha w swoich sowietów, a nas utwierdził w najgorszych przypuszczeniach, że po odebraniu niezależności sądom nie cofnie się przed naszymi protestami ani żadną Brukselą. Następne dzieło zniszczenia będzie dotyczyło mediów prywatnych, sprowadzenia opozycji parlamentarnej do fasady. Na koniec zostawi sobie nasze wolności osobiste społeczeństwa obywatelskiego.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf prezes Kaczyński potraktował w swój niewybredny sposób, interpretując art. 180 Konstytucji („Pierwszego Prezesa SN powołuje Prezydent RP na sześcioletnią kadencję”): – „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który też się może rozchorować, nie daj Panie Boże, niczego złego nie życzę, ale może też umrzeć i wtedy według tych twierdzeń, które na poważnie prezentowane są w mediach niechętnych rządowi, w dalszym ciągu pełniłby tę funkcję co dotychczas”.

A jeżeli może I prezes umrzeć, to można ją odwołać wbrew Konstytucji zwykłą ustawą, bo w niej nie ma niczego o zejściu z tego świata. Życzenie śmierci Kaczyński podkreślił: „Che, che, che”.
Onomatopeję „che, che, che” nie wydało chore kolano, ale głowa. I tu przychylam się do opinii Wrońskiego – „chory i przegrany”.

Kaczyński nie życzył śmierci byłemu sekretarzowi generalnemu Platformy Obywatelskiej Stanisławowi Gawłowskiemu, lecz wie, że będzie w stosunku do niego rozszerzony katalog zarzutów prokuratorskich, a nawet pochwalił się wiedzą, kiedy poseł PO będzie przesłuchiwany, choć o tym, nie wie jego adwokat Roman Giertych, a możliwe, że i prokurator prowadzący śledztwo. Na tym aktualnie etapie znajduje się autokracja, Kaczyński steruje śledztwami dotyczącymi opozycyjnych polityków.

Podsumujmy prezesa: w polu jego zainteresowań znajduje się – che, che, che – śmierć Gersdorf, represjonowanie Gawłowskiego. O mediach też był łaskaw się wyrazić, z jednej z telewizji jest szczególnie niezadowolony: – „… szczególnie jedna, bardzo – można powiedzieć – zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne”. Kontrfaktycznie, czyli nie po myśli prezesa, realizowana jest publicystyka polityczna oczywiście w TVN.

Amerykańscy psychiatrzy apelowali o przebadanie swojego prezydenta Donalda Trumpa. Ciekawi mnie, co sądzą polscy lekarze od głowy o tej niedługiej wypowiedzi prezesa partii rządzącej. Jeżeli prezes choruje nie tylko na kolano, czy z tego powodu cały kraj ma odczuwać zapaść, która prędzej niż później objawi się Polexitem i samotnością Polski w Europie, jak w latach 30-tych ubiegłego wieku?

Kora Jackowska, wokalistka zespołu Maanam, nie żyje. Piosenkarka zmarła nad ranem, w swoim domu w Bliżowie na Roztoczu, w otoczeniu najbliższych osób, męża Kamila Sipowicza, dwóch synów i przyjaciół. Miała 67 lat. W 2014 roku ujawniła, że jest chora na raka.

>>>

„Czekam na wiatr, co rozgoni

Ciemne skłębione zasłony

Stanę wtedy na „RAZ!”

Ze słońcem twarzą w twarz”

Okładka z Korą sprzed kilku lat. Warto przeczytać to co jest napisane pod tytułem.

Klementyna Suchanow, Małgorzata Gersdorf – wielkie Polki

Zwykły wpis

– Im bardziej oddalamy się od praworządności w sądach, tym bardziej policja sobie pozwala – powiedział w TOK FM mec. Jarosław Kaczyński, obrońca protestujących przed Sejmem, współpracujący z Nowoczesną.

Z mecenasem Jarosławem Kaczyńskim połączyła się Hanna Zielińska w Wieczorze TOK FM już w piątek (20 lipca). Prawnik mówił sprzed siedziby komisariatu policji na Wilczej w Warszawie. Jak powiedział, czekał na spotkanie z jedną z kilku osób zatrzymanych podczas protestu w obronie Sądu Najwyższego przed Sejmem. Mecenas mówił o pięciu osobach, policja natomiast w sobotę (21 lipca) potwierdziła, że do aresztu trafiły cztery osoby.

Według rzecznika KSP Sylwestra Marczaka z zatrzymanymi prowadzone są czynności w kierunku postawienia im zarzutów naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Rzecznik utrzymuje też, że podczas wieczornej demonstracji pod sejmem rannych zostało dwóch policjantów.

O rannych mówią też demonstranci. Według nich zatrzymane osoby były przez policję podduszane i bite. Dwie z nich, pod policyjną eskortą, trafiły do szpitala.Przez kilka godzin mundurowi nie chcieli udostępnić informacji, w której placówce poszkodowani się znajdują.

– Jakie zarzuty postawiono zatrzymanym? – zapytała mecenasa Jarosława Kaczyńskiego Hanna Zielińska.

– Jeszcze nikomu nie zostały postawione, policjanci prowadzą czynności procesowe – odpowiedział mecenas Jarosław Kaczyński. Dodał, że prawdopodobnie zatrzymani ludzie usłyszą zarzuty o naruszenie nietykalności policjantów, gdyż policjanci twierdzą, że to demonstrujący wykazali wobec nich agresję fizyczną.

– Dwie protestujące osoby trafiły do szpitala na Solcu. Jedna ma rozcięty łuk brwiowy. Druga ma krwotok z nosa i ból karku, bo policjanci powalili ją na ziemię i przyciskali butem szyję – poinformował prawnik. Obie osoby zostały potem przewiezione do komisariatu przy Wilczej.

Napięcie wzrasta

– Mamy poczucie bezradności. Poziom napięcia między demonstrantami a policją wzrasta. Następuje przekraczanie wzajemnych granic fizycznych – zauważyła Hanna Zielińska, według której atmosfera jeszcze kilka dni temu była znacznie lepsza.

– Im bardziej oddalamy się od praworządności w sądach, tym bardziej policja sobie pozwala – skwitował mecenas Jarosław Kaczyński. – Czy to kwestia przyzwolenia na przekraczanie granic czy realizowanie instrukcji? – zapytała Hanna Zielińska. – Jeżeli dostaliby takie instrukcje, to byłoby bardzo źle – ocenił mecenas.

Hanna Zielińska zapytała, co dalej z zatrzymanymi.

– Prawdopodobnie dziś lub jutro usłyszą zarzuty – odpowiedział mecenas Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że policjanci również są przesłuchiwani ws. tych wydarzeń. Prawnik zaapelował, by osoby które dysponują nagraniami rzeczonych wydarzeń sprzed Sejmu lub są świadkami, przesyłały dokumentację lub zgłaszały się na adres pomocORP@proton.mail.com

Mój dziadek uciekał, ojciec uciekał, ja mam uciekać i – kurde – moja córka będzie musiała uciekać? Co to za kraj, z którego co pokolenie trzeba uciekać? Rozmowa z Klementyną Suchanow

>>>

Chciałbym zwrócić uwagę na rzecz, która była dla mnie symbolicznym wydarzeniem. Przychodzę do Sejmu, wchodzę do korytarza, gdzie przebywają posłowie i przedstawiciele innych organów i tam jest lista obecności. Należy się na niej podpisać; są tam poszczególne [osoby], np. prezes NBP – Adam Glapiński, RPO – Adam Bodnar. Jest też rubryka I Prezes SN i nie ma żadnego nazwiska obok, czyli, jak rozumiem, Kancelaria Sejmu już nawet w  swojej praktyce nie uznaje Małgorzaty Gersdorf za I Prezes SN. To już jest na takim poziomie. Nie to, że jest jakiś spór, tylko już nie uznajemy” – opowiadał w TVN 24 Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. To według niego, przykład jak dalece posunął się PiS.

Wcześniej w Sejmie przedstawił informację o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w 2017 r. oraz o działalności RPO. Podczas jego wystąpienia ławy, w których zasiadają posłowie PiS były puste. –„Nie ma ani jednej osoby z PiS. Są tylko puste butelki po Sprite i Coca Cola, które pozostawili po głosowaniu nad SN. Nawet posprzątać po sobie nie potrafią. Co za wstyd” – napisała na Twitterze Joanna Scheuring-Wielgus.

W swoim wystąpieniu RPO mówił o zmianach legislacyjnych dotyczących systemu sądownictwa. – „Największy niepokój budzi nieprzestrzeganie w praktyce konstytucyjnej zasady dialogu społecznego i współdziałania władz, co przejawia się m.in. w braku konsultacji projektów wielu ważnych ustaw. Ponadto wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego zwiększają wpływ czynników politycznych na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a tym samym osłabiają system ochrony praw człowieka” – powiedział Adam Bodnar. W jego ocenie niezwykle poważnie ograniczona jest także rola Trybunału Konstytucyjnego. Dodał, że dochodzi „do licznych ograniczeń naszych praw i wolności o charakterze osobistym oraz politycznym„. Jako przykład wskazał m.in. „naruszanie prawa do organizowania kontrmanifestacji”. Rzecznik powiedział, że obserwowany jest wzrosła liczba przestępstw motywowanych uprzedzeniami lub nienawiścią, np. wobec osób innej rasy, pochodzenia etnicznego lub narodowości i religii”.

– „Nam się wszystkim wydawało, że 21 lat temu zagwarantowano nam prawa obywatelskie, że zostaną one nam zagwarantowane na zawsze i że nikt nie podniesie na nie ręki. Stało się inaczej” – powiedział Michał Szczerba z PO. Zarzucił rządowi, że „walczy ze wszystkimi niezależnymi instytucjami. Zawłaszcza media, prowadzi ohydną propagandę, szczuje na siebie ludzi, sortuje ich, narusza prywatność, działa arbitralnie, wprowadza do języka polityki mowę nienawiści, afirmuje w przestrzeni publicznej nacjonalistów, a usuwa w sposób brutalny obywatelki i obywateli. Doktor Adam Bodnar, jako Rzecznik Praw Obywatelskich (…) jest również strażnikiem konstytucji, wtedy, kiedy inni z tego obowiązku świadomie rezygnują” – stwierdził Szczerba.

– „To, że dzisiaj obradujemy przy prawie całkowicie pustej sali z prawej strony wystawia świadectwo posłom koalicji rządzącej. Wystawia świadectwo ministrom, a zwłaszcza ministrowi sprawiedliwości i jego zastępcom, o tym, jaki jest ich stosunek do praw człowieka” – powiedział poseł Jacek Protasiewicz w imieniu Klubu Poselskiego PSL-UED. Natomiast Joanna Scheuring-Wielgus (Liberalno-Społeczni) oceniła, że Rzecznik Praw Obywatelskich jest jedną z ostatnich wolnych instytucji w Polsce. A możliwość wysłuchania sprawozdania z jego działalności było „świętem demokracji”.

„Napisz do Pierwszej Prezes SN” – to akcja społeczna, którą zainicjowali sędziowie z Krakowa, do której włączyli się prawnicy – ale nie tylko oni – z innych części kraju. Wysyłają pocztówki do prof. Małgorzaty Gersdorf. – „W ten sposób chcemy ją symbolicznie wesprzeć i pokazać, że tak, jak ona nie odpuszcza – tak i my nie odpuścimy. Pocztówki są symbolem, ślemy je zarówno z miejsc pracy, jak z wakacji, o ile ktoś na nich przebywa” – powiedział onet.pl sędzia Waldemar Żurek.

Żurek dodał, że dla każdego prawnika w Polsce powinno być oczywiste, że prof. Gersdorf jest I Prezes SN do końca kadencji, czyli do 2020 roku. – „Każdy, kto twierdzi inaczej, jest albo osobą niedouczoną, nieznającą własnej Konstytucji, albo po prostu chce pochlebić obecnej władzy oraz się jej przysłużyć. A nasza akcja „pocztówkowa” ma znów postawić sprawy we właściwym świetle – Konstytucja jest nadrzędna wobec ustaw. Tu nie ma żadnego pola do interpretacji czy innych prawniczych „wygibasów”, które próbuje uprawiać obecna władza” – stwierdził sędzia Żurek.

W wysyłanie pocztówek do I Prezes SN włączyła się także Akcja Demokracja. – „To jest ogromnie ważny symbol tego, co myśli znaczna część społeczeństwa. I nie wolno ulegać myślom, że to nic nie da. Nieprawda, każdy potrzebuje wsparcia, a jeśli – jak prof. Gersdorf – staje się naprzeciw całej niemal machiny państwowej, to wsparcie jest tym bardziej niezbędne, by miała siłę i trwała na stanowisku, które do 2020 roku gwarantuje jej Konstytucja” – powiedziała onet.pl Weronika Paszewska z Akcji.

Pocztówkę do prof. Małgorzaty Gersdorf można wysłać na adres Sądu Najwyższego: pl. Krasińskich 2/4/6, 00-001 Warszawa.

Dementuję to, że chcemy zmieniać ordynację do PE. Nic z takich rzeczy absolutnie nie planujemy robić” – tak w styczniu 2017 r. mówiła w Radiu Maryja rzeczniczka PiS Beata Mazurek. Miała też wtedy „dobre rady” dla opozycji. – „Proponowałabym, żeby politycy, szczególnie Platformy Obywatelskiej, skoncentrowali się na pracy w parlamencie, a nie na tworzeniu sytuacji czy faktów, które kompletnie nie mają miejsca” – stwierdziła.

Jej wypowiedź przypomniał były poseł PiS Łukasz Rzepecki. Podczas wczorajszej debaty o zmianie ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego mówił: – „Mam takie pytanie do pani rzecznik Pragnę przypomnieć jej wypowiedź z 24 stycznia 2017 roku, kiedy mówiła publicznie, że nie chcemy zmieniać ordynacji wyborczej do PE. Czy kłamała pani wtedy, czy teraz państwo kłamiecie. Wtedy kłamaliście i dzisiaj kłamiecie po raz kolejny. Wstyd, że pani tak okłamuje swoich wyborców, Polki i Polaków”.

Mazurek – oczywiście – nie odpowiedziała, a Prawo i Sprawiedliwość przeforsowało w Sejmie ordynację wyborczą korzystną dla siebie. Nowe przepisy faworyzują partię Jarosława Kaczyńskiego, dając jej więcej miejsc do obsadzenia w Europarlamencie.

Powstają coraz większe podejrzenia, iż przeciw protestującym nie jest rzucana policja, ale bojówki – coś odpowiedniego ukraińskiego Berkutu – np. z Wojsk Obrony Terutorialnej.