Tag Archives: Jacek Liberski

PiS zwala swoją winę na Platformę i Unię

Zwykły wpis

>>>

Depresja plemnika

„Spytałem Z. Ziobrę o to, czy przeprosi W. Kwaśniaka za słowa o „rozzuchwalaniu przestępców”. Pismo kierowane na Min. Sprawiedliwości-PG i wychodzi rozdwojenie jaźni. Min. Spraw. odmawia odpowiedzi, twierdząc, że ZZ wypowiedział te słowa jako… Prokurator Generalny” – napisał poseł PO Krzysztof Brejza na Twitterze. Do wpisu dołączył swoją korespondencję z szefem resortu sprawiedliwości – prokuratorem generalnym. O słowach Ziobry na temat byłego wiceprzewodniczącego KNF Wojciecha Kwaśniaka pisała w swoim felietonie Eliza Michalik „Ziobro chciał „przykryć” aferę KNF „aferą Kwaśniaka”.

Internauci nie kryli oburzenia odpowiedzią, którą otrzymał poseł Brejza. – „Czy nie jest to lekceważenie i kpina z urzędu. Ci ludzie już tak się rozzuchwalili i są pewni, że będą rządzić dalej, że miło będzie popatrzeć na ich rozczarowanie. Buta kroczy przed upadkiem. W tym przypadku upadek będzie bolesny”; – „To może zrzutka na wizytę u psychiatry dla MS-PG. Rozdwojenie jaźni, niebezpieczne schorzenie”. – „To szczyt bezczelności czy głupoty?” – skomentował…

View original post 2 969 słów więcej

 

Akt Odnowy Rzeczypospolitej

Zwykły wpis

Jednym z najczęściej powtarzanych sloganów, jakie pojawiają się z dużą regularnością w przekazach TVP i wieczornych wydaniach Wiadomości jest to, że sejmowa opozycja jest totalna, nie może się pogodzić w werdyktem wyborców z 2015 roku i w ogóle to poza byciem “antyPiS-em”, likwidacją 500+ oraz podniesieniem wieku emerytalnego nie ma żadnego programu. W materiałach reporterów wieczornego wydania flagowego serwisu informacyjnego “dobrej zmiany” nawet jeśli pojawiają się zapowiedzi wprowadzenia szeregu ustaw przez koalicję opozycji, to przedstawiane są one wyłącznie jako zapowiedzi “cofnięcia szeregu ustaw, przyjętych przez obóz Zjednoczonej Prawicy”. Widz zatem, karmiony na co dzień informacjami, że opozycja to, w przeciwieństwie do cudownego PiS-u, samo zło, ma oczywiście sam sobie dopowiedzieć, że skoro opozycja chce cofać reformy, to pewnie chodzi jej właśnie o programy rządowego rozdawnictwa pieniędzy. 

Tymczasem, to co Grzegorz Schetyna zapowiedział jako “Akt Odnowy Rzeczpospolitej” to pakiet ustaw, które pomogą przywrócić w Polsce praworządność, gdy jesienią uda się pokonać PiS w wyborach parlamentarnych. Szczegóły poznamy oczywiście w trakcie kampanii wyborczej, bo prace nad ustawami wciąż trwają. Projekt zawiera jednak siedem punktów, które wcale nie dotyczą polityki społecznej, ale wzmocnienia praw samorządów, odbudowy niezależnych mediów publicznych i służby cywilnej.

W projekcie jest też mowa o przywróceniu niezależności Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądowniczej. Nie wiadomo, jak na tę propozycję zareagują członkowie obecnego TK, jednak posłowie PO obiecują, że ich partia nie posunie się do pisowskich metod. Jak podkreśla Bartosz Arłukowicz „To nie może być tak jak w tej kadencji się to działo , że w nocy przyjmowane ustawy dewastują całkowicie system”.

Wbrew rządowej propagandzie, program “Rodzina 500+” z pewnością zniesiony nie zostanie, gdyż wpisał się on trwale w polski krajobraz polityczny. Według zamierzeń Platformy Obywatelskiej, program może zostać wręcz rozszerzony na pierwsze dziecko w rodzinie, zwłaszcza w przypadku samotnych matek, które przypomnijmy lada moment, wskutek podwyżki płacy minimalnej, mogą trwale stracić szansę na świadczenie. 

Choć posłowie z pozostałych klubów opozycyjnych, tj. Polskiego Stronnictwa Ludowego i Nowoczesnej mówią, że “Akt Odnowy Rzeczpospolitej” to póki co projekt Platformy Obywatelskiej, nie konsultowany z pozostałymi klubami, to zgadzają się z nieuchronną potrzebą przywrócenia fundamentów demokracji i sprawnego funkcjonowania państwa, przez co rozumieją apolityczną służbę cywilną, suwerenną władzę samorządów oraz niezależny i niezawisły wymiar sprawiedliwości.

Depresja plemnika

Dwie sceny mogą być symbolem trzeciego roku rządów „zjednoczonej prawicy”. Konkretne do bólu. Policzek wymierzony przez funkcjonariuszkę obecnej władzy kobiecie domagającej się od prezydenta Dudy respektowania naszej konstytucji. I wyprowadzenie przez policję Władysława Frasyniuka w kajdankach z jego własnego domu.

View original post 4 890 słów więcej

 

Dni PiSu są policzone

Zwykły wpis

. przygotowała program . ✅ Praca musi się opłacać! Państwo musi przestać dbać wyłącznie o PiSiewiczów, a innym stawiać szklane sufity. Te szklane sufity trzeba rozbić❗️

Depresja plemnika

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na…

View original post 4 461 słów więcej

 

PiS idzie z zaparte, nie przyznaje sie do afery KNF

Zwykły wpis

Mamy do czynienia z kolejnym skandalem. Przed chwilą byliśmy z interwencją poselską w KNF-ie. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje nam prawo do interwencji poselskiej w organach administracji państwowej. Takim organem jest KNF. Niestety, przedstawiciele wysłali swojego prawnika, który w oświadczeniu ustnym poinformował nas, że nie jest organem administracji państwowej i nie wpuści nas do środka w celu dokonania przez nas interwencji państwowej” – relacjonowała Marta Golbik z PO.

Skierujemy się do premiera Morawieckiego, któremu podlega KNF, o udostępnienie dokumentów, które próbowaliśmy pozyskać w ramach dzisiejszej interwencji” – dodawała.

„Trzeba zadać pytanie, co KNF ma do ukrycia, że dzisiaj zesłano do nas prawnika, który uznał, że nie możemy dzisiaj przyjść do KNF-u. Przyszliśmy tutaj tak naprawdę w dobrej wierze, w imieniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, którzy oczekują od nas wyjaśnienia największej w historii III RP, czyli afery w KNF”– przekonywała Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej.

Politycy PO i Nowoczesnej niewpuszczeni do KNF z interwencją poselską. Henning-Kloska: Obywatele oczekują od nas wyjaśnienia największej afery III RP.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 624 słowa więcej

Prezes Kaczyński to najnikczemniejszy z nikczemnych. Przestrzegał przed takim Winston Churchill

Zwykły wpis

Marek Suski przetarł metalową płytkę i cofnął się, by z oddali spojrzeć na końcowy efekt swej pracy. Pokiwał głową, poprawił grzywkę, która w trakcie tego nieco się obsunęła, i cmoknął z zadowoleniem. Mosiężna tabliczka przymocowana do drabinki pod wezwaniem Niepokalanego Kolana prezentowała się elegancko i szlachetnie. Napis wyryty w błyszczącym metalu głosił: „Na tej drabince pan Prezes przebywał w chwili ogłaszania wyniku wyborów 2015 roku”.

Zapoczątkowany przez Karola Guzikiewicza rytuał oznaczania miejsc, które w przeszłości pan Prezes zaszczycił swą obecnością, zaowocował licznymi upamiętnieniami w całym kraju. Po sali nr 26 w Stoczni Gdańskiej tabliczki zawisły na ulicach, mostach i ławkach, a także na strzelistych turniach Beskidu Sądeckiego. „20 sierpnia 2017 r. tę górę zdobył pan Prezes w patriotycznej pelerynie z orłem” –  głosiła informacja przymocowana do drewnianej wieży widokowej na szczycie Koziarza (947 m nad poziomem morza).

Nikt nie dotarł tak wysoko jak pan Prezes. Było przed nim trochę śmiałków, którzy zdobyli szczyt tej niebotycznej góry, ale tylko garstka z nich wspięła się jeszcze po trzeszczących stopniach na podest strzelistej wieży, ze świstem wciągając do płuc rozrzedzone powietrze i zgarniając z twarzy kryształki lodu niesione przez porywisty wiatr. W tej garstce najodważniejszych z odważnych był i Pan Prezes. Jednak nie poprzestał na tym. Stojąc na drewnianym tarasie, zgarnął szron z czoła, rozstawił drabinkę i wspiął się na nią. Na pamiątkę tego wydarzenia do wieży przykręcono mosiężną tabliczkę, a minister Anna Zalewska wpisała na listę obowiązkowych lektur szkolnych w klasach maturalnych twitterowy wpis Joachima Brudzińskiego z 20 sierpnia 2017 r. o treści: „Wielu nas poznało dziś ‘smak’ górskiego deszczu i wiatru ale na Koziarza dotarli tylko najtwardsi”.

Pamiątkowymi tabliczkami oznaczono też inne miejsca związane z panem Prezesem. „W tej celi komuniści zamierzali umieścić pana Prezesa po internowaniu go 13 grudnia 1981 r.” – głosił napis na ścianie warszawskiego więzienia na Białołęce, a w gmachu w Alejach Ujazdowskich można było przeczytać: „W tym gabinecie miał urzędować pan Prezes jako premier pierwszego niekomunistycznego rządu Polski po upadku PRL” (jak wiadomo, nie doszło do tego w wyniku spisku, który wyniósł do władzy komunistycznego agenta Mazowieckiego). Na jednym ze skrzyżowań w Koszalinie umieszczono tabliczkę: „Tu stał kiosk, w którym 14 1ipca 1991 r. czytelnik kupił ‘Tygodnik Solidarność’ redagowany przez pana Prezesa”.

Moda na upamiętnienia ogarnęła też poszczególne osoby w drużynie Dobrej Zmiany. Mężczyźni nosili na ramionach i plecach naszywki „Tu poklepał mnie pan Prezes”, zaś kobiety tatuowały sobie na wierzchach dłoni wizerunek warg i datę. Tylko tyle. Każdy i tak wiedział, że za tym romantycznym symbolem kryje się komunikat: „Tę dłoń dnia takiego a takiego ucałowały usta pana Prezesa”.

Kłopot miała tylko Krystyna Pawłowicz. Bezradnie stała przy oknie trzymając w dłoni nieduże plastikowe pudełko i znacznie większą od niego tabliczkę. Na wszelkie sposoby próbowała dopasować oba przedmioty do siebie, ale jej wysiłki za każdym razem kończyły się niepowodzeniem. Była już bliska płaczu, gdy wreszcie zlitował się nad nią i pospieszył jej z pomocą niezwykle koleżeński i uczynny Mariusz Błaszczak.

– Co koleżanka chce zrobić? – zapytał.

– Staram się przymocować tabliczkę do tego pudełka, ale mi nie wychodzi – poskarżyła się płaczliwym tonem i pokazała mu plastikowe pudełko oraz mosiężną płytkę, na której wyryto napis: „Z tego pudełka 17 lutego 2018 r. Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę w Sejmie, gdzie przebywał pan Prezes”.

Ćwiczenia

  1. Porozmawiaj z przedstawicielami starszego pokolenia i na podstawie ich opowieści wskaż w swojej miejscowości miejsca związane z panem Prezesem, które zasługują na upamiętnienie.
  2. Oznacz w swoim mieszkaniu przedmioty związane z panem Prezesem (np. „W tym telewizorze mama wysłuchała konferencji prasowej pana Prezesa” albo „Na tym nocniku siada Piotruś, który dostał 500 plus od pana Prezesa”).

Pisowski obłęd trwa.

Za nami sobotnia konwencja wyborcza Koalicji Obywatelskiej. Czekałem na nią z niecierpliwością, zwłaszcza po przyłączeniu się do Koalicji środowiska Barbary Nowackiej. Od dawna piszę i nawołuję do tego, aby się konsolidować, bo taki jest nakaz chwili. Niestety, dalszej konsolidacji nie będzie. Do wyborów, przynajmniej tych samorządowych, pójdą trzy bloki, bo nie wierzę, aby Kosiniak-Kamysz był grabarzem własnej partii. Na gorąco skreślam kilka zdań o wczorajszym wydarzeniu. Zapraszam.

D’hondt jest nieubłagany. Metoda ta zawsze promowała i promować będzie duże partie lub duże bloki. Czego tutaj nie rozumie lewica, nie mam pojęcia. Jak można siedzieć tyle lat w polityce, dostawać kilka razy porządne lanie i nadal nie rozumieć, że w pojedynkę można być tylko opozycją na ulicy, czyli, mówiąc inaczej, żyć w świadomości garstki wyborców, ale kompletnie nie mieć na nic wpływu. Jak można po porażce 2015 roku, która dodała PiSowi miejsc w Sejmie, dzięki czemu ma on parlamentarną większość – właśnie dzięki metodzie d’Hondta, uparcie trwać w oczywistym błędzie? Widać ego jest ważniejsze. Cóż, taki wybór lewicy.

Zaraz usłyszę głosy, że lewica nie może się skumać z PO, bo PO nie jest lewicowa. Do cholery, ludzie, kiedy do was dotrze, że PO jest partią chadecką, otwartą na wrażliwość lewicową? Kiedy do was dotrze, że, być może (czas pokaże), PO wyciąga jednak wnioski z porażki w 2015 i jednak zdolna jest do zmian? Także dzięki politycznemu wyczuciu Grzegorza Schetyny. Można mieć do niego wiele uwag, ale nie można mu odmówić woli otwarcia się na inne środowiska, po to właśnie, aby budować blok jak najszerszy. Bo tylko duży blok może pokonać PiS i jego cichego koalicjanta, jakim bez wątpienia może być Kukiz’15.

Wczorajsza konwencja pokazała, że tylko Platforma jest zdolna zorganizować konkurencyjną do PiS konwencję wyborczą, równą rozmachem i pełną efektów przyciągających uwagę. Trzeba być ślepym, aby nie widzieć, że tylko PO ma porównywalne z PiS możliwości budowania struktur krajowych. Trzeba także nie rozumieć mechanizmów zachodzących w polityce, aby uparcie trwać w postanowieniu, aby nie dołączać do dużego, silnego bloku. W tym kontekście środowisko Barbary Nowackiej zrobiło jedyny sensowny ruch, jaki mogło zrobić, bacznie przyglądając się zapewne wcześniejszym działaniom Nowoczesnej Katarzyny Lubnauer.

Zatem to już pewne i moim zdaniem postanowione. Do wyborów pójdzie zjednoczona prawica, zjednoczone lewicowo-liberalarno-konserwatywne centrum oraz kompletnie rozbita lewica, bo tam nie ma żadnej woli, ani zrozumienia, czym jest współczesna polityka. Pytanie jedno pozostaje bez odpowiedzi – czy PSL chce zakończyć swój żywot już teraz, czy jednak pozostać na scenie politycznej nadal? Na to pytanie odpowiedź znajdzie się za kilka tygodni. Czas pokaże, czy Kosiniak-Kamysz pochowa swoją partię do grobu.

Co się wczoraj nie udało?

Transmisja na żywo w internecie. Przepraszam, ale nie do zaakceptowania są braki techniczne w tym względzie. Początek relacji zwłaszcza był katastrofalny, gdy na kilka minut dźwięk i obraz się zawiesił. Potem miało to miejsce jeszcze kilka razy, aż wreszcie przekaz się ustabilizował. Nie wiem kto był odpowiedzialny za tę część wydarzenia, ale powinno się z tego wyciągnąć zdecydowane wnioski.

Zabrakło młodych twarzy! Było lepiej, niż drzewiej bywało, głównie dzięki środowisku Lubnauer i Nowackiej, ale nadal Platforma nie potrafi wyjść z tego zaklętego kręgu znanych już od lat twarzy. A przecież w PO jest wielu fajnych, rzutkich i młodych polityków, których twarze nie są kompletnie znane. Nie mówię, że doświadczeni politycy mają nagle ustąpić miejsca młodemu i średniemu pokoleniu, ale radzę więcej odwagi. Jako jeden z założycieli Klubu Swobodnej Myśli deklaruję, że będziemy robić wszystko, aby więcej pokazywać takich właśnie polityków. Jak inaczej dotrzeć do młodzieży, a to ona będzie przecież kluczem do wyborczych zwycięstw w latach 2018-2020.

Był plan, aby na scenie pokazać osobę urodzoną z programu in vitro. Dlaczego to nie zostało zrealizowane?! Tyle się mówi o braku wiarygodności Platformy! Czyż walką z tym twierdzeniem nie byłoby właśnie pokazanie kogoś, kto urodził się dzięki temu programowi, skoro to sztandarowy dla PO program, którym słusznie się chwali? Doprawdy, nie mogę pojąć dlaczego tego zabrakło.

Co się udało?

Udało się przede wszystkim połączenie sił. Wystąpienie Schetyny było dobre. Konkretne, dobitne, momentami lekko sarkastyczne. Widać, że spece od PR pracują nad szefem PO. Dobre było też wystąpienie szefowej Nowoczesnej, choć nadal u Katarzyny Lubnauer zaważyć można pewien brak tak w polityce niezbędnego luzu. Przewodnicząca Nowoczesnej zyskiwałaby znacznie więcej, gdyby zechciała nad tym nieco więcej popracować. Wystąpienie Barbary Nowackiej chwilami traciło rytm, zwłaszcza pod koniec, ale tu też nie szukałabym dziury w całym. Najważniejsze, że każdy z występujących szefów swych ugrupowań położył akcent na inne tematy, dzięki czemu wystąpienia te nie były nudne. A co najważniejsze stały w mocnej kontrze do wystąpień Morawieckiego i Kaczyńskiego na konwencjach PiS. Morawiecki dawno już połknął kij na śniadanie, a prezes to sztandarowy przykład tego, jak można w publicznych wystąpieniach zanudzić słuchaczy, będąc wzorem przewidywalności aż do bólu.

Schetyna przedstawił główne punkty programu, Lubnauer położyła akcent na kobiety (bardzo dobrze!), a Nowacka dodała do tego dobrze doprawiony i wysublimowany dressing o smaku lewicowym. Naprawdę dobrze się to oglądało.

Podobało mi się także wyjście na scenę Jakuba Hartwicha i Adriana Glinki, którzy będą startować z list Koalicji. Na pokazaniu osób niepełnosprawnych akurat bardzo mi zależało, z racji tej, iż jest mi to temat osobiście bardzo bliski. Do tego PiS jest tu całkowicie niewiarygodny i żadne pokazywanie chorej osoby na zespół Downa niczego nie zmieni. Platforma ma w sprawie tej grupy społecznej dużo mniej na sumieniu, niż konkurencja polityczna i to bez wątpienia dobrze wróży na przyszłość, gdyż w kwestii środowiska osób niepełnosprawnych jest jeszcze wiele do zrobienia (także dla rodziców, opiekunów i terapeutów, którzy na co dzień z nimi pracują).

Silnym akcentem konwencji był sześciopak koalicyjny. Sześć głównych punktów programu, podanych w skondensowanej formie, jasno i przejrzyście, a przede wszystkim w kontrze do “piątki Morawieckiego”, która oparta jest głównie na kolejnym rozdawnictwie pieniędzy, fantasmagoriach i zwykłej ściemie, opakowanej w błyszczący papierek. Do tego zmierzającej wprost do gospodarczej katastrofy. Sześciopak KO jest dużo bardziej przemyślany i zdecydowanie bardziej odpowiedzialny, ukierunkowany też na Polskę przyszłości, a co najważniejsze, jest po prostu możliwy do wykonania. I dobrze, że w nie znalazło się w nim nic na temat 500 plus, bo tu jest rzecz o samorządach, a to niewiele ma z nimi wspólnego.

Piątka Morawieckiego kontra sześciopak Koalicji.

Porównajmy zatem. Propozycje PiS:

1. Obniżka od początku przyszłego roku podatku CIT dla małych firm z 15 do 9 proc., czyli najniższego poziomu w UE.

Ściema, nic to nie da małym przedsiębiorcom. Podatek dotyczy wyłącznie spółek prawa handlowego, czyli głównie dużych firm i korporacji. Przede wszystkim obcych. 

2. Wprowadzenie małego ZUS-u naliczanego proporcjonalnie do przychodów dla firm osiągających miesięczne obroty do wysokości 2,5 minimalnych pensji w Polsce. Im mniejszy zarobek, tym mniejszy ZUS.

Brzmi ciekawie, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. O ile konkretnie będzie ten ZUS niższy i od kiedy? Od 2025 roku? 

3. Wyprawka – 300 złotych na początku roku szkolnego dla każdego ucznia rozpoczynającego naukę w szkole podstawowej i średniej.

Kolejna kiełbasa wyborcza, jak pokazuje obecny rok, kompletnie bez większego znaczenia, za to kosztowna.

4. Nowy fundusz budowy dróg lokalnych o wartości co najmniej 5 miliardów złotych. Oznacza to tysiące kilometrów odnowionych dróg we wsiach, małych miastach, gminach i powiatach.

Plagiat schetynówek, jednego ze sztandarowych programów PO w latach 2007-2015. 

5. Program Dostępność+ – likwidacja barier dla osób niepełnosprawnych – ponad 20 mld złotych w ciągu 8 lat.

Całkowity brak wiarygodności po protestach rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie.

Propozycje Koalicji:

1. Szkoła równych szans, przyjazna dzieciom, rodzinie. Powszechny dostęp do dobrej edukacji publicznej, żeby dzieci z biedniejszych rodzin i biedniejszych regionów nie były skazane na niezasłużoną porażkę. Ciepły posiłek, aktywność sportowa, możliwość rozwijania talentów i zainteresowań wszystkich dzieci, a także likwidacja ciężkich tornistrów w podstawówkach (prace domowe mają być odrabiane pod opieką nauczyciela w szkole), przywrócenie prestiżu zawodu nauczyciela (przede wszystkim przez podwyższenie wynagrodzenia), program „złotówka do złotówki” (do każdej złotówki wydanej z budżetu miasta, gminy czy województwa na pensje, posiłki i zajęcia dodatkowe, pomoce naukowe czy nowe budynki koalicja zobowiązuje się dołożyć złotówkę z budżetu państwa).

Konkretne zobowiązania. 

2. Bezpłatny bilet komunikacji publicznej dla wszystkich dzieci i uczącej się młodzieży.

Nie sądzę, aby to przekraczało możliwości samorządów, zwłaszcza przy założeniu, że podatki mają zostawać w samorządach. 

3. Pomoc seniorom. Opieka nad seniorami ma być obligatoryjnym zadaniem dla wszystkich samorządów w Polsce (w każdym mieście i każdej gminie powstaną centra opieki nad osobami starszymi).

Podpowiadam: wprowadźcie program wytchnieniowy, czyli możliwość odpoczynku raz w roku dla rodzin i opiekunów osób starszych przewlekle chorych, aby rodzina mogła spokojnie pojechać na wakacje lub po prostu psychicznie odpocząć. 

4. Czyste powietrze. Zakończenie procederu sprowadzania do Polski śmieci i toksycznych odpadów, walka ze smogiem, obowiązek dbania przez władze o jakość powietrza (na sfinansowanie poprawy jakości powietrza w Polsce zostanie przeznaczone 0,5 proc. PKB).

To skandal, że PiS zrobił z Polski śmietnisko. Obowiązkiem odpowiedzialnej władzy jest z tym walczyć. 

5. Dokończenie projektu „schetynówek” i „orlików” (a więc budowa lub remont dróg lokalnych i budowa boisk piłkarskich).

To jeden z głównych programów rządów w latach 2007-2015. Z wysokim procentem wykonania. 

6. Decentralizacja władzy. Koniec z dublowaniem obowiązków urzędów wojewódzkich i marszałkowskich, a więc ma obowiązywać zasada, że jest jeden gospodarz w regionie (gospodarz samorządowy).

To podstawa filozofii rządzenia i państwa demokratycznego. PiS proponuje dokładnie odwrotną wizję Polski.

Reasumując, nie wszystko się na konwencji udało, ale jest dobry zaczyn, aby dalej to dobre wino robić. Jest duża szansa, że wyjdzie z tego markowy Pinot Noir, a nie fałszywy Chardonnay…

Książka naukowa „Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej” autorstwa prof. Tomasza Rudowskiego z Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW ukazała się przed rokiem. I już wtedy wzbudziła oburzenie i ironiczne komentarze w środowisku fizyków. Dopiero teraz jednak wybuchła prawdziwa burza.

Już przed rokiem książka prof. Rudowskiego była komentowana na blogu Młody Fizyk. A psycholog Tomasz Witkowski, znany krytyk wielu pseudonaukowych trendów i praktyk współczesnej psychologii, pisał: „sam tytuł wskazuje na to, że albo w Polsce dokonano (w głębokiej tajemnicy przed światem) przełomowych odkryć na miarę XXI wieku, albo mamy do czynienia z przekrętem polegającym na marnotrawieniu pieniędzy podatników na absurdalny pseudonaukowy bełkot”.

Ruchy obywatelskie przed wyborami stają w kłopotliwej sytuacji. Pod groźbą utraty wiarygodności nie wolno im poprzeć żadnej partii. Kampania to jednak czas targowania. Targujmy. Z opozycją — na nią mamy wpływ. Chcą naszych głosów.

Hairwald

To będzie bitwa o wolne samorządy – mówił podczas konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej lider PO Grzegorz Schetyna. Przedstawił 6 „kroków do przyszłości”, czyli kluczowych elementów programu wyborczego, w tym m.in. darmowy bilet dla dzieci i młodzieży, opiekę dla seniorów i ograniczenie kompetencji wojewodów. Także przewodnicząca Nowoczesnej przekonywała, że „stawka tych wyborów jest wysoka, bo jest nią Polska”. To ważny dzień. Szeregi KO zasiliło stowarzyszenie Inicjatywa Polska. – Trudne czasy wymagają wyjątkowej odwagi i jedności – mówiła Barbara Nowacka. Została powitana brawami. Z list KO będą startować także Adrian Glinka i Kuba Hartwich, którzy protestowali w Sejmie walcząc o prawa osób niepełnosprawnych.

Schetyna: Zaczyna się walka o przyszłość Polski

– Przed nami wybory samorządowe, może najważniejsze od 29 lat. Zaczyna się walka o przyszłość Polski. Bitwy, jedna po drugiej, które zdecydują, czy będziemy żyć na wschodzie, czy zachodzie Europy (…), czy będziemy wolni, równi i czy będziemy umieli być jedną wspólnotą…

View original post 2 940 słów więcej

Błaszczaka doktryna wojenna ma podstawy w katastrofie Lecha Kaczyńskiego. Taki z niego szweja

Zwykły wpis

Błaszczak postanowił odnieść się do obecności Lecha Kaczyńskiego na wiecu w Gruzji w 2008 r.

>>>

Dyktaturka Kaczyńskiego szykuje się na defiladę

15 sierpnia w Święto Wojska Polskiego odbędzie się największa w historii III RP defilada na warszawskiej Wisłostradzie. Jacy rządzący najbardziej kochają defilady i co one symbolizują? Poczytaliśmy historyków, antropologów i filozofów. I zrobiło nam się niedobrze

Plany wielkiej defilady wojskowej, która odbędzie się 15 sierpnia na warszawskiej Wisłostradzie 8 sierpnia, opisała “Wyborcza” . Przemaszeruje:

  • 16 pododdziałów reprezentacyjnych sił zbrojnych, a także
  • przedstawiciele stacjonujących w Polsce wojsk sojuszniczych: amerykańskich, brytyjskich, rumuńskich i chorwackich,
  • przejadą amerykańskie czołgi Abrams,
  • polskie (produkcji niemieckiej) Leopardy II
  • polski czołg Twardy,
  • transportery amerykańskie Stryker
  • polskie transportery Rosomaki,
  • moździerze Rak i armatohaubice Krab.

Nad Wisłostrada przelecą także myśliwce F-16 i samoloty pasażerskie do przewozu VIP-ów. Na Wiśle mogłaby prężyć muskuły polska marynarka wojenna, ale zdaję się, że chwilowo jej nie mamy.

OKO.press nie analizuje przy tej okazji jak udała się modernizacja polskich sił zbrojnych przez trzy lata rządów PiS i czy rzeczywiście wojsko ma się czym pochwalić, by odstraszyć potencjalnego agresora. Można o tym poczytać w lipcowych raportach „Rzeczpospolitej” albo w wywiadzie b. szefa Sztabu generalnego gen. Mieczysława Gocuła dla „Polityki” z 10 lipca pod tytułem „Polskie siły rozbrojone”.

Nie piszemy także o kosztach tej operacji. W końcu bogaty kraj stać na takie gesty. Zajmiemy się aspektem politycznym i propagandowym takich manifestacji na przestrzeni dziejów.

Morawieckiego metody bolszewickie

Zwykły wpis

Podczas niedawnego pisowskiego objazdu po Polsce, politycy tej partii składali przeróżne obietnice. Nie inaczej zachowywał się Mateusz Morawiecki. Premier na spotkaniu z mieszkańcami Bystrzycy Kłodzkiej deklarował, że już niedługo powstanie droga ekspresowa, łącząca Kłodzko z Wrocławiem. O tym spotkaniu w artykule „Przypadkowe” mycie ulic przed przyjazdem Morawieckiego”.

„Projekt budowy S8 z Wrocławia do Kłodzka ma być gotowy na przełomie tego i przyszłego roku. Prace będzie można rozpocząć za półtora roku” – obiecywał w maju premier. Ale nie tylko Morawiecki mówił mieszkańcom o zbudowaniu bezpiecznej drogi. Wcześniej takie deklaracje składał także Andrzej Duda podczas kampanii wyborczej w 2015 r. Zapewniał, że „po wyborze na urząd prezydencki będzie aktywnie zabiegał o kompleksową realizację tej inwestycji – w razie konieczności wykorzysta przysługujące mu prerogatywy, które umożliwią ustawowe zabezpieczenie środków na jej budowę” – przypomina „GW”.

Teraz okazuje się, że w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nikt nie zajmuje się projektem tej trasy. Trwają jedynie prace nad – jak informuje rzecznik GDDKiA Jan Krynicki – „studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowym oraz koncepcją programową”. – „Zakończenie prac nad studium planowane jest na rok 2020. Decyzja o realizacji inwestycji zostanie podjęta po dokładnym poznaniu kosztów zadania i przyznaniu środków finansowych na ten cel” – powiedział „GW” Krynicki. Cóż, podobne obietnice bez pokrycia w wykonaniu Morawieckiego nie są niczym wyjątkowym.

Drobni handlarze liczyli, że Prawo i Sprawiedliwość wspomoże ich w walce z wielkimi sieciami handlowymi. Zapowiedzią spełnienia tych nadziei miało być wprowadzenie zakazu handlu w niedziele, który powszechnie wiadomo, że częściowo był motywowany chęcią uderzenia w działalność dyskontów i hipermarketów, kiedy w tym samym czasie małe sklepy miały przejąć ich rynek. Teoria ta okazała się jednak pozostać tylko w sferze wyobraźni decydentów i elektoratu, ponieważ statystyki efektów nowego prawa okazały się dla małych sklepikarzy druzgocące.

Okazuje się bowiem, że zgodnie przewidywaniami rzeczywiście straciły największe hipermarkety, jednak ku zaskoczeniu równie mocno oberwały na zakazie właśnie małe sklepy. Paradoksalnie bowiem ustawa jeszcze bardziej pogorszyła sytuację drobnego handlu w walce z dyskontami. Z danych Euromonitor International wynika, że w tym roku można się spodziewać spadku obrotów w tradycyjnych sklepach o aż 5,1 procent. Dzieje się to w momencie, kiedy konsumpcja w Polsce dynamicznie rośnie, czyli realny spadek jest jeszcze bardziej dotkliwy. Spośród wymienionych, placówki oferujące używki, takie jak alkohol i papierosy radzą sobie stosunkowo dobrze, natomiast tradycyjne “spożywczaki” spadają w badaniach jeszcze mocniej, bo aż o 6,3 proc. W tym roku przewiduje się, że zostanie zamknięte kolejne 2 tysiące małych sklepów. Tym samym nadzieję prawicy, że dojdzie do przełomu i kontrofensywy drobnego handlu, okazały się płonne.

Przyczyną tej sytuacji jest zmiana preferencji konsumentów. Ci ostatni pozbawieni handlowej niedzieli wybierają się zamiast tego na większe zakupy w inne dni, a mowa o koszykach, których standardowo nie opłaca się wykonać w sklepie osiedlowym. Do takiej strategii dyskonty zachęcają konsumentów promocjami. Tym samym na nic się zdało przejęcie handlu w niedzielę, kiedy w inne dni tygodnia obroty spadły o 20-30%.

Tym samym populistyczny gest PiS okazał się zaszkodzić tym, którym miał pomóc. Jest to doskonały przykład, jak kończy się ustanawianie prawa przez niekompetentnych polityków, którzy wierzą, że są w stanie jednym przepisem poprawić wolny rynek. Niepoparte analizami działania przynoszą jednak najczęściej efekty odwrotne od zamierzonych.

Pismo zastępcy dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Kielcach do naczelników świętokrzyskich urzędów skarbowych ujawnił blog Białe Kołnierzyki, który zajmuje się tropieniem nieprawidłowości w działaniach urzędników.

Łapać tych, którzy mają majątek

Zgodnie z przesłaną przez jednego z pracowników skarbówki instrukcją „przed wytypowaniem podmiotu do kontroli trzeba przeprowadzić analizę jego sytuacji majątkowej, aby ocenić, czy kontrola może przynieść wymierny efekt finansowy (unikanie typowania podmiotów niewypłacalnych, w upadłości, w likwidacji itp).”.

I dalej: „Pracownicy muszą mieć świadomość, że efektywność kontroli oceniana jest poprzez faktyczne wpływy, a nie ustalenia dokonane w toku kontroli”. W skrócie: zabierajcie się za przedsiębiorców prowadzących realną działalność, bo od nich da się wydusić kasę. A przestępców, słupy i innych takich zostawcie w spokoju, i tak na nich nie zarobimy.

Takie postępowanie stoi w skrajnej sprzeczności z deklaracjami przedstawicieli rządu, z Mateuszem Morawieckim na czele, który zaczynał przecież polityczną karierę jako minister finansów odpowiedzialny właśnie za uszczelnianie podatków i kontrole podatkowe. Morawiecki wielokrotnie się chwalił tym, że uszczelnianie przyniosło wielkie wpływy do budżetu (choć ekonomiści uważają to za półprawdę, bo za zwiększenie wpływów odpowiada też wzrost gospodarczy, a część działań obecnego rządu to kontynuacja działań poprzedników).

Uczciwi nie mają się czego obawiać?

Z drugiej strony Morawiecki zawsze podkreślał, że dobro polskich przedsiębiorców leży mu na sercu, chce, żeby „małe firmy się stawały średnimi, a średnie wielkimi”. I oczywiście powtarzał, że kontrole podatkowe i działania uszczelniające podatki są wymierzone w przestępców, a uczciwi przedsiębiorcy nie mają się czego obawiać. „Staramy się pomagać małym, a równo traktować wielkich, a jednocześnie zwalczać przestępczość we wszystkich możliwych wymiarach, głównie poprzez nowoczesne instrumenty informatyczne” – mówił Morawiecki wiosną tego roku podczas European Start-Up Days w Katowicach.

Pismo, które wyciekło z kieleckiej administracji skarbowej, zadaje kłam tym deklaracjom. I trudno będzie przekonać kogokolwiek, że to jakiś wyskok, samodzielna inicjatywa nadgorliwego urzędnika. Administracja skarbowa należy do najbardziej zhierarchizowanych instytucji w kraju, trudno sobie wyobrazić tego rodzaju inicjatywy na poziomie lokalnym. Ktoś z góry musiał tego urzędnika mocno zachęcić do wprowadzenia takiej polityki, bo w efekcie rozesłał on pismo do podlegających mu naczelników, żądając od nich przykręcenia śruby.

Wyrwane z kontekstu? Nie sądzę

Kielecka Izba Administracji Skarbowej potwierdziła autentyczność tego pisma, choć twierdzi, że zaprezentowany fragment wewnętrznej korespondencji „jest wyrwany z kontekstu i nie oddaje kierunków obranych przez Izbę w woj. świętokrzyskim.
Przeprowadzanie kontroli podatkowej i celnoskarbowej ograniczone jest do tych przypadków, gdzie inne, mniej uciążliwe dla podatnika narzędzia nie znajdują zastosowania”. W te zapewnienia także trudno uwierzyć: cytowane fragmenty pisma są częścią większej całości, o „wyrwaniu z kontekstu” nie ma tu mowy.

Wszystko to przypomina starą anegdotę z PRL: „Żeby w kraju się poprawiło, trzeba rozstrzelać 100 tys. złodziei” – mówi Kowalski. „A jak tylu się nie znajdzie?” – pyta Malinowski. „To się dobierze z uczciwych”. Najwyraźniej administracja skarbowa od tego dobierania z uczciwych chce zaczynać.

Bolszewickie zasady. Liczba złodziei ma się zgadzać z założeniami.
Gdy wieziono na Kołymę wagonami więźniów, umarłych uzupełniano z żywych mieszkających na trasie transportu.
Tak też działają instytucje pod władzą PiS.

vald2

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

„Kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy”

Obcy martwią się o Polskę. W jednym z najważniejszych dzienników globu „New York Times” piszą: – „W tym krytycznym momencie człowiek, który popchnął Polskę na obecny kurs, (…) jest w dużej mierze nieobecny”. Polska nie tylko z amerykańskiej perspektywy wygląda na chorego człowieka Europy. Przywódcę, który doprowadził do tego stanu zapaści, ma też chorego i prawdopodobnie „kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy” – kontynuuje NYT.

Stan zdrowia prezesa PiS jest tajemnicą równą co najmniej tajemnicy zdrowia sowieckich genseków w ZSRR: – „Jest bardziej ukryte niż zdrowie pierwszych sekretarzy za czasów Związku Radzieckiego”. W reżimach przywódcy są pod ochroną sacrum, a takie świętości nie mają prawa chorować, bo są nieśmiertelni, a gdy uda się im zejść z tego świata, dotyczy to tylko ciała, bo ich idea została – zamordyzm. I o ten zamordyzm toczy się „walka buldogów pod…

View original post 1 132 słowa więcej

Srankiewicz o katastrofie smoleńskiej. Taka sobie zrobiła kupę na głowę Stankiewicz

Zwykły wpis

„…należy się najwyższa kara, ten człowiek powinien ponieść najwyższą karę, specjalnie przywróconą do prawodawstwa polskiego w tej sprawie. Mówię tutaj o Donaldzie Tusku, który w drugim dniu oddał śledztwo w ręce Rosjan” – powiedziała dwa lata temu dyrektor artystyczna Telewizji Republika Ewa Stankiewicz, mówiąc o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

https://www.youtube.com/watch?v=SC6jjUDTi1A

Teraz, na Twitterze zareagowała ostro na post posła Adama Andruszkiewicza, który atakuje PO za krytykę pomysłu, by w Święto WP, obywatele oglądali nowe samoloty rządowe.

„Platformo, za waszych rządów Prezydent RP zginął, bo musiał lecieć do Katynia starym sowieckim samolotem – a wy atakujecie rząd za to, że 15 VIII chce pokazać nowe, bezpieczne samoloty? Obrzydliwe!” – napisał Andruszkiewicz

Na te słowa natychmiast zareagowała Ewa Stankiewicz, prezes stowarzyszenia Solidarni 2010. „Prezydent zginął, bo Rosjanie wysadzili samolot w powietrze. Bardzo Pana szanuję. Jest Pan posłem a to zobowiązuje do wiedzy. Proszę zapoznać się z raportem technicznym państwowej podkomisji. Co jest? Żaden z posłów nie ma elementarnej wiedzy tylko swoje przeczucia i przekonania (pisownia oryginalna)” –  odparła Stankiewicz.

Ten dialog przerwał Radosław Sikorski, który wystosował ironiczne pytanie do Stankiewicz. „Czy mogę uprzejmie dopytać jaką rolę w zamachu odegrał Tusk, a jaką ja? Bo chyba nie chce Pani nas wieszać za niewinność?” – napisał i tak nawiązał do wypowiedzi, która padła z ust publicystki w 2016 roku, gdy domagała się kary śmierci dla Donalda Tuska. Powodem miał być brak dostępu do podstawowych dowodów – wraku samolotu i czarnych skrzynek.

Nie milkną echa okoliczności ceremonii pogrzebowej liderki zespołu Maanam – Kory. Zdarzenie do dziś komentują artyści, politycy i media. Swoje do powiedzenia mają także duchowni:

„Pierwszy raz się spotykam, aby duchowny duchownego wyzywał od „klechów”- napisał na Facebooku ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski.

„Na dodatek pisał to publicznie. Mam nadzieję, że ksiądz arcybiskup Grzegorz Ryś z Łodzi, w którego diecezji ks. Lemański ma teraz pełnić posługę kapłańską ustosunkuje się do tej skandalicznej sprawy, bo będąc biskupem pomocniczym w Krakowie często podkreślał, że wśród księży nie ma „równych i równiejszych”.

Tak ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski skwitował wypowiedź ks. Wojciecha Lemańskiego, który komentując słowa jednego z duchownych na temat świeckiej uroczystości żałobnej Kory napisał: Zamilknij klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza”.

W ten sposób nawiązał do molestowania seksualnego, którego – zdaniem artystki – dopuścił się wobec niej duchowny, gdy była dzieckiem.

Lemańskiego sprowokowały do tego m.in. słowa ks. Marka ubolewającego nad formułą pogrzebu: „Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec” – podsumował duchowny.

>>>

Jak PIS jest złośliwy nawet w stosunku do naszych artystów było widać na pogrzebie „Kory”.

Po co nam Ministerstwo Kultury, jak na pożegnaniu „Kory” nie było widać żadnego ich przedstawiciela.

PIS nie jest Polski.

Polish vodka

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach…

View original post 1 085 słów więcej

PiS to czysta bolszewia. Pilne jest, aby ich odsunąć od władzy

Zwykły wpis

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A Targowiczanie marzą o tym, aby Polskę wyprowadzić z UE. Przedbiegi w tej sprawie czyni już Kornel Morawiecki wielki przyjaciel Rosji”; – „Oczywiście, że Polska Zjednoczona Prawica Rzeczpospolitej nie uzna wyroku konkurencyjnego do PZPR organu władzy sądowniczej. Nie po to wstaliśmy z kolan. Gdzieś mamy Europę, niech żyje Wspólnota Niepodległych Państw”; – „Rzepliński, Strzembosz, Zoll, Sadurski, Gersdorf – vs Kaczyński, Ziobro, Wójcik, Piebiak, Kaleta. Profesorowie, znawcy prawa vs PiSbolszewicy. Wolna Polska vs Moskwa. Wybór należy do Ciebie…” – komentowali internauci.

Sławomir Marek, proboszcz parafii w Stanowicach na Dolnym Śląsku, „słynie” z komentowania na Twitterze bieżących wydarzeń. Postanowił zabrać głos także na temat pogrzebu Kory. Tę piękną i wzruszającą uroczystość tak podsumował: – „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”.

Tego było już za wiele dla ks. Wojciecha Lemańskiego, który na Facebooku napisał: – „Zamilknij, klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza. Nie martw się, była i msza w intencji zmarłej i Salve Regina. Gdybyś miał w sobie odrobinę miłosierdzia – sam byś taką mszę odprawił. A gdybyś miał w głowie choć kilka kropel oleju – milczałby w takiej chwili”. Ks. Lemański nawiązał do wyznania Kory, że w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez księdza.

Do wpisu proboszcza ze Stanowic odniósł się także jezuita Grzegorz Kramer. – „Najpierw księża mówią: Kora nie miała nic wspólnego z Kościołem, to nie powinno być katolickiego pogrzebu. Teraz, kiedy on rzeczywiście nie był katolicki, mówi ksiądz: „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”. Czy my naprawdę nigdy nie zrozumiemy, że takim chamskim zachowaniem nikogo do Chrystusa i Kościoła nie przyciągniemy?” – napisał na Twitterze o. Kramer.

I jeszcze jeden głos duchownego katolickiego – księdza Stanisława Walczaka.

Zobacz więcej

„Dziękowałem Bogu za tę kobietę. Kobietę, którą w dzieciństwie kapłan odtrącił od Boga… I potem nie znalazł się inny, który by jej ranę zabliźnił. Na pogrzebie Pani Kory nie raziła mnie nieobecność kapłana. Ksiądz jakoś nawet nie pasowałby do tego wydarzenia. Kościół zaś był obecny w swoich wiernych, szczególnie tych, którzy wyrażali wiarę w spotkanie zmarłej z jej matką, za którą tęskniła. Ludzie przyszli tłumnie, a wielu wierzyło, że śmierć nie może być końcem… A na koniec wspomniana w świeckiej pieśni „Czarna Madonna”, jakoś bardziej tu pasowała niż tradycyjne „Salve Regina”.

Ten moment, kiedy szukasz ucieczki przed lejącym się z nieba żarem, pogrążając się w teoretycznych rozważaniach, i dociera do ciebie, że oto stałeś się klasycznym Freudowskim przypadkiem.

Nienawidzę upału. Marzę o tym, żeby być teraz na archipelagu Svalbard na północ od Norwegii, w połowie drogi na biegun północny. Ale ponieważ utknąłem w domu, mogę tylko włączyć klimatyzację i poczytać… rzecz jasna o trwających falach upałów i globalnym ociepleniu.

A czytać jest o czym. Temperatury powyżej 50 stopni Celsjusza przestały już kogokolwiek dziwić, odkąd regularnie odnotowuje się je w rejonie półksiężyca rozciągającego się od Emiratów Arabskich po południe Iranu, na niektórych obszarach Indii czy w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Teraz okazuje się, że będzie jeszcze gorzej, bo zagrożenie dotyczy już nie tylko obszarów pustynnych. W Wietnamie już teraz z powodu nieznośnego upału wielu rolników śpi w ciągu dnia i pracuje w nocy.

Jeśli nie powstrzymamy globalnego ocieplenia, najgęściej zaludniony region świata – zamieszkała przez rzesze ludzi równina na północy Chin, między Pekinem a Szanghajem, skąd pochodzi spora część produkowanej w kraju żywności – wkrótce nie będzie się nadawał do zamieszkania. Przyczyną będzie zabójcze połączenie upału i wilgotności, mierzone jako temperatura „mokrego termometru” (WBT). Kiedy WBT sięga 35 stopni Celsjusza, ciało ludzkie nie jest w stanie schłodzić się przez pocenie i nawet zdrowy, siedzący w cieniu człowiek umiera w ciągu sześciu godzin.

A więc co takiego się dzieje? Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, jak ostatecznie niepewny jest nasz byt: wystarczy potężne trzęsienie ziemi, uderzenie wielkiej asteroidy czy śmiertelna fala upałów i już po nas. Jak pisze Gilbert Keith Chesterton, „odbierzcie to, co ponadnaturalne – a zostanie to, co nienaturalne”. Powinniśmy promować tę tezę, tyle że w sensie odwrotnym niż zamierzony przez Chestertona: powinniśmy zaakceptować, że natura jest „nienaturalna”, że stanowi wariacki spektakl warunkowanych wzajemnie aberracji bez wewnętrznego ładu i składu. Jednak dzieje się więcej, o wiele więcej.

Globalne ocieplenie uświadamia nam, że wraz z całą naszą duchową i praktyczną działalnością jesteśmy po prostu jednym z wielu gatunków żyjących na planecie Ziemi. Nasze przetrwanie zależy od pewnych naturalnych parametrów, które automatycznie uznajemy za oczywiste.

Globalne ocieplenie uczy nas, że wolność ludzkości była możliwa tylko w warunkach stabilizacji naturalnych parametrów życia na Ziemi (temperatura, skład powietrza, dostęp do źródeł wody i energii itp.). Człowiek może „robić, co chce” dopóty, dopóki jego obecność pozostaje na tyle marginalna, żeby nie stanowić poważnego zakłócenia tych parametrów. Kiedy nasza wolność rozwoju gatunkowego zaczyna wpływać na świat, przyroda w odpowiedzi tę wolność ogranicza, stając się czymś w rodzaju kategorii społecznej.

Celem nauki i techniki nie jest już jedynie rozumienie i odtworzenie naturalnych procesów, lecz generowanie nowych, zaskakujących form życia; chodzi już nie tylko o dominację nad przyrodą (w jej obecnej postaci), ale stworzenie czegoś nowego, większego, silniejszego niż zwyczajna natura, z nami samymi włącznie. Za przykład może tu posłużyć obsesja na punkcie sztucznej inteligencji, zmierzająca do wytworzenia mózgu potężniejszego niż ludzki. Napędem wysiłku technologicznego jest marzenie o procesie, który nie przynosi żadnych korzyści – procesie, który by sam się wykładniczo replikował i rozwijał.

Pojęcie „drugiej natury” jest dziś zatem aktualne bardziej niż kiedykolwiek do tej pory, w obu jego podstawowych sensach. Po pierwsze, rozumiane dosłownie, jako sztucznie wygenerowana nowa przyroda: wybryki natury, zdeformowane krowy i drzewa, czy – w bardziej optymistycznej wersji – genetycznie modyfikowane organizmy, dowolnie przez nas „poprawiane” .

W bardziej standardowym zaś ujęciu „druga natura” dotyczy autonomizacji wyników naszego działania: tego, że nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych czynów, z których rodzą się potwory żyjące własnym życiem. Szok i osłupienie wywołuje właśnie owo przerażenie nieprzewidzianymi skutkami naszych własnych działań, a nie moc natury, nad którą nie mamy kontroli.

Spod kontroli wymyka się już nie tylko społeczny proces rozwoju gospodarczego i politycznego, ale nowe formy naturalnych procesów, od katastrofy nuklearnej po globalne ocieplenie i nieprzewidziane konsekwencje inżynierii biogenetycznej. Czy jesteśmy w stanie choćby sobie wyobrazić potencjalne rezultaty eksperymentów nanotechnologicznych: nowe formy życia rozmnażające się jak komórki rakowe?

Wkraczamy zatem w nowy etap, w którym to po prostu sama przyroda „rozpływa się w powietrzu” (cytując Manifest komunistyczny). Konsekwencją naukowych przełomów w biogenetyce jest koniec przyrody. Należałoby zatem na nowo zinterpretować Freudowskie Unbehagen in der Kultur – dyskomfort w kulturze.

Wraz z ostatnimi wydarzeniami ów niepokój przenosi się z kultury na naturę: przyroda nie jest już „naturalna”, przestała być niezawodnym „gęstym” tłem naszego życia. Przypomina raczej kruchy mechanizm, który w każdej chwili może eksplodować, a konsekwencje mogą okazać się katastrofalne.

Rozmyślając nad falami upałów i gubiąc się w meandrach teoretycznych rozważań, w końcu udało mi się zapomnieć o przykrych realiach nieznośnego żaru. Krótko mówiąc, wpadłem w pułapkę tego, co Freud określał mianem fetyszystycznego zaprzeczenia: mam pełną świadomość tego, jak poważne jest zagrożenie, jednak nie mogę traktować go dość poważnie, bo nie wierzę, że naprawdę do niego dojdzie.

Może się niestety okazać, że przebudzenie nadejdzie za późno – w obliczu autentycznej katastrofy. A wtedy uświadomimy sobie, jak śmieszne są konflikty międzypaństwowe czy polityczne rozgrywki pod hasłami America First i Brexitu, podczas gdy cały nasz świat powoli się rozpada, a jedyna nadzieja leży w podjęciu wspólnego, kolosalnego, globalnego wysiłku.

>>>

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o nadziei dla opozycji.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku, gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.
Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech to będą np. konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: – „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę”.

Kilka dni temu ukazał się w „Krytyce Politycznej” inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS. Nawet nazwał to nowym słowem w polszczyźnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS. Nie żyć w parodii demokracji. Jak Kora „iść z podniesioną głową i jasnymi poglądami”.

Jak przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji

Zwykły wpis

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Jak wielce inteligentnie zauważył na jej pogrzebie Wojciech Mann, który stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to co się wykluje, zależy tylko od nas. Nie możemy pozostać w ekspresji, choćby ona była jak najbardziej szlachetna, musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz na portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.

Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech np. to będą konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę.”

Kilka dni temu ukazał się w Krytyce Politycznej inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS, nawet nazwał to nowym słowem w polszczyżnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS, nie żyć w parodii demokracji, jak Kora „iść z poniesioną głową i jasnymi poglądami”.