Tag Archives: Marek Suski

Krystyna Pawłowicz znalazła sobie kumoszkę od antysemityzmu

Zwykły wpis

„Proszę nas nie pozbawiać swych świetnych i bardzo dowcipnych recenzji naszej rzeczywistości. Czekamy na kontynuację Pani felietonów o Polsce” – napisała Krystyna Pawłowicz do Barbary Pieli, autorki animacji, atakującej WOŚP i Jerzego Owsiaka. W kolejnym wpisie posłanka PiS dodała: – „Nie ma sytuacji bez wyjścia, problemy są do rozwiązywania, a i tak na końcu będzie tak, jak ma być dla nas najlepiej. Najserdeczniej Panią pozdrawiam. Taki talent nie może się zmarnować”.

To nie pierwsza „produkcja” Barbary Pieli. Od pewnego czasu w tej telewizji emitowane są jej „plastusiowie” animacje, których bohaterami są prawie wyłącznie działacze i politycy opozycji. Widzowie mogli więc zobaczyć scenki z udziałem Donalda Tuska, Lecha Wałęsy czy Władysława Frasyniuka.

Piela nie posłuchała wezwań Pawłowicz i pozbawiła – przynajmniej widzów telewizji publicznej – swoich „świetnych recenzji”. Ogłosiła bowiem na Twitterze, że odchodzi z TVP. Krystyna Pawłowicz z pewnością jest niepocieszona…

Depresja plemnika

 „To się nie dzieje naprawdę. Marek Suski jako jeden z argumentów za reformą sądownictwa, powiedział, że „niektórzy sędziowie mają w ogródkach zakopane sztabki złota, nie wiadomo skąd” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Reporter powołuje się na oficjalne sprawozdanie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i  Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego.

Jej przedstawiciele byli w Polsce we wrześniu ubiegłego roku w sprawie pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Spotkali się z przedstawicielami rządu, opozycji, sędziami i organizacjami pozarządowymi.

Marek Suski, który – przypomnijmy jest szefem gabinetu politycznego premiera Morawieckiego – podczas spotkania z komisją z PE twierdził, że dlatego PiS reformuje sądownictwo, bo niektórzy sędziowie poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa są bardzo bogaci, nie wiadomo skąd mają te pieniądze oraz, że… zakopywali złoto w ich ogrodach.

Na jednak nie poprzestał. Jak wynika ze sprawozdania, Suski porównywał  reakcję instytucji unijnych na pisowską reformę do historycznych działań Moskwy. Te „rewelacje” padły na spotkaniu, w którym uczestniczyli także…

View original post 2 366 słów więcej

 

Ucieczka posłów z burdelu

Zwykły wpis

Jak gromadę uczniaków – w pośpiechu uciekających na przerwę – w obawie, że a nuż „pani” jeszcze coś zarządzi – przedstawił posłów w swoim filmiku Paweł Kukiz, gdy opuszczali salę plenarną, spiesząc się do wyjścia.

Swoje „dzieło” zaprezentował na Facebooku, nie szczędząc drwin swoim kolegom.

„To co widzicie na filmiku – ten pęd posłów do wyjścia – to nie alarm bombowy. Lista obecności podpisana, skończyły się wieczorne głosowania, więc można na łeb – na szyję gnać do domu” – skomentował sytuację  lider Kukiz’15

Na nagraniu pokazał, jak nikt już nie zwraca uwagi na to, że jeden z parlamentarzystów… wciąż przemawia. Polityk wydaje się mówić do pustych foteli, bo praktycznie nikt go nie słucha.

„Projektant Sali Plenarnej (Kazimierz Skórkiewicz) okazał się być geniuszem i wizjonerem. Już w latach dwudziestych ubiegłego wieku, wymyślając kształt budynku przewidział, że za sto lat na Wiejskiej zagości cyrk” – skomentował całą sytuację Kukiz.

Było to w piątek wieczorem gdy Sejm przegłosował nowelizację ustawy o cenach prądu. Debata była długa i burzliwa, emocje duże, a posłowie z pewnością nie mogli się więc doczekać wyjścia z pracy.

Depresja plemnika

Dawno temu, w państwie zwanym PRL, opresyjne prawo skłoniło ludzi do szukania możliwości skutecznego oporu. Tak powstały rozliczne instrukcje postępowania szarego obywatela w razie konfrontacji z czerwonym państwem. Najsłynniejsza z nich, to „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. Niniejsza praca jest próbą nawiązania do tamtej światłej tradycji piśmienniczej, tak jak Polska PiS jest próbą powrotu do mroków PRL.

I. Prawo stanowione i prawo ludowe

Podstawą działania sądów, prokuratury oraz rozmaitych służb policyjnych jest, jak na razie, Kodeks Postępowania Karnego. Chociaż niektóre jego zapisy wydają się uniwersalne, jednak ich rozumienie, a co za tym idzie, interpretacja, może ulegać gwałtownej ewolucji. Przykładowo: instytucja ułaskawienia przez Prezydenta do niedawna wiązała się z koniecznością prawomocnego skazania. Ułaskawić można było tylko uznanego przez sąd za winnego. Wydawało się to całkiem logiczne, jednak dziś już takie nie jest. Obecnie Prezydent może ułaskawić każdego, kto popadł w konflikt z prawem lub jest o to podejrzany. Bez czekania na wyrok…

View original post 4 037 słów więcej

 

PiS zwala swoją winę na Platformę i Unię

Zwykły wpis

>>>

Depresja plemnika

„Spytałem Z. Ziobrę o to, czy przeprosi W. Kwaśniaka za słowa o „rozzuchwalaniu przestępców”. Pismo kierowane na Min. Sprawiedliwości-PG i wychodzi rozdwojenie jaźni. Min. Spraw. odmawia odpowiedzi, twierdząc, że ZZ wypowiedział te słowa jako… Prokurator Generalny” – napisał poseł PO Krzysztof Brejza na Twitterze. Do wpisu dołączył swoją korespondencję z szefem resortu sprawiedliwości – prokuratorem generalnym. O słowach Ziobry na temat byłego wiceprzewodniczącego KNF Wojciecha Kwaśniaka pisała w swoim felietonie Eliza Michalik „Ziobro chciał „przykryć” aferę KNF „aferą Kwaśniaka”.

Internauci nie kryli oburzenia odpowiedzią, którą otrzymał poseł Brejza. – „Czy nie jest to lekceważenie i kpina z urzędu. Ci ludzie już tak się rozzuchwalili i są pewni, że będą rządzić dalej, że miło będzie popatrzeć na ich rozczarowanie. Buta kroczy przed upadkiem. W tym przypadku upadek będzie bolesny”; – „To może zrzutka na wizytę u psychiatry dla MS-PG. Rozdwojenie jaźni, niebezpieczne schorzenie”. – „To szczyt bezczelności czy głupoty?” – skomentował…

View original post 2 969 słów więcej

 

Mateusz Morawiecki – dubeltowy Suski

Zwykły wpis

Paniczne zażegnywanie kryzysu, jaki grozi w związku z podwyżką cen prądu, to doskonały przykład PiS w pigułce. Fundnęli nam ten horror na koniec roku, nie powstydziłby się go sam Alfred Hitchcock.

Można było ustawę przeprowadzić już dawno i przesunąć pieniądze z jednej kieszeni budżetu do spółek energetycznych, gdyby rząd pracował nad nią.

To, że dzisiaj do Polaków dotrze wiadomość, że podwyżek nie będzie to guzik prawda, bo szybko ceny dadzą znać o sobie. Nie tylko w samorządach, które obciążone są podwyżkami i dostały już rachunki do zapłaty w przyszłym roku, ale w przedsiębiorstwach, które muszą wpisać cenę elektryczności do kosztów produkcji i usług. Ma być zapis w ustawie o renegocjowaniu cen do kwietnia przyszłego roku. Istny „Miś” Barei na przyszłoroczny Prima Aprilis.

Nagła sesja Sejmu pod koniec roku służy tylko temu, aby przepchać ustawę o cenach prądu. Najpierw nagle spłynął projekt ustawy do Sejmu napisany na kolanie, wielkości dwóch stron, aby tuż przed sesją wpłynęła autopoprawka rządu do własnego projektu wynosząca 11 stron.

Ile będzie błędów w tej ustawie, można tylko sie spodziewać. Zapowiada na bubel prawny roku, a może nawet kadencji, dziesięciolecia, stulecia, bo Komisja Europejska może nie wydać zgody na zasilania spółek skarbu państwa.

Mateusz Morawiecki z trybuny sejmowej uzasadniał podwyżkę cen, że to wina  poprzedniego rządu PO-PSL, konkretnie zaś Donalda Tuska, bo nie zawetował szczytu unijnego w sprawie pakietu klimatycznego. Nie trzeba za bardzo się wysilać, aby na stronach prezydent.pl sprawdzić, iż to Lech Kaczyński w 2008 roku ogłosił to „sukcesem polskim”, nie ma zaś słowa o wecie.

Zresztą, ograniczenie emisji CO2 jest w interesie naszego zdrowia, które jest najcenniejsze dla nas, o tym powinien wiedzieć Morawiecki, który chcąc się kiedyś popisać znajomością fraszki Jana Kochanowskiego, spowodował wybuch śmiechu w internecie. Debatę i zadawanie pytań na sali sejmowej ograniczono do 30 sekund, które nawet nie pozwwalaja na wyrecytowanie „Na zdrowie” Jana Kochanowskiego.

Podwyżka cen prądu jest spowodowana zakupem praw do emisji CO2, a my właśnie go zakupujemy za horrendalne ceny, bo rząd niczego nie robi, aby zmiejszyć zagrożenie dla naszego zdrowia i nie produkować rekordowo CO2.

Dlaczego piszę, że Morawiecki to dubeltowy Marek Suski? Z prostego powodu, bo jeden „orzeł intelektu” Suski był powiedzieć, że gdyby rząd PO Ewy Kopacz nie zamknał kopalni, które planował, to nie trzeba byłoby importować węgla z Rosji. Otóż rząd PO-PSL nie zamknał żadnej kopalni, a zrobiły to rządy PiS Beaty Szydło i Morawieckiego.

Z Suskiego możemy się śmiac, bo to tylko fajtłapa, choć jest szefem gabinetu politycznego Morawieckiego, ten ostatni jest o wiele groźniejszy, gdyż to Pinokio w każdym wygłaszanym zdaniu.

A za podwyżkę cen prądu zapłacimy w podatkach i to większych, niż gdybyśmy płacili bezpośrednio. Zapłacimy jednak czymś bezcennym, czego uczeń Morawiecki w szkole się nie nauczył, zapłacimy swoim zdrowiem, bo podwyżki cen dotyczą tego, że Unia pozwala nam na zakup prawa do emisji CO2.

Nie dość, że dubeltowy Suski, tj. Morawiecki, opróżnia nam kieszenie, to zabiera zdrowie, a niektórym życie – 44. tys. Polaków umiera rocznie z powodu smogu. N iektórzy piszą „M – jak morderca”, a ja napiszę „M – jak Morawiecki”.

>>>

Pisowskie jaja impotentów

Zwykły wpis

Powszechnie wiadomo, że w obozie dobrej zmiany nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystkie te z pozoru bezsensowne i nieprzemyślane ruchy mają swoje drugie dno, wynikają z mozolnie układanej i realizowanej strategii, w żadnym przypadku nie są wytworem chorej i nieposkromionej wyobraźni rządzących.

Nie inaczej jest z wprowadzonym naprędce nowym dniem wolnym, który czeka nas już za 3 tygodnie. Mowa oczywiście o 12 listopada, który to miłościwie nam rządzący postanowili ofiarować Polakom jako kolejny dzień wolny od pracy. Co tam gospodarka, co tam odpowiedzialność.

Teorii na to, czemu dobra zmiana zdecydowała się na wprowadzenie dodatkowego dnia wolnego od pracy zaraz po święcie niepodległości, jest co niemiara. Trzy najbardziej popularne zakładają, że:

1. Skoro wstaliśmy z kolan i odzyskaliśmy godność, to nie ma powodu, żebyśmy stali się pierwszym państwem w cywilizowanym świecie, które swoje święto niepodległości obchodzić będzie de facto przez dwa dni. Tak jest, kto bogatemu zabroni?

2. Inna teoria zakłada z kolei, że politycy obozu władzy tak hucznie podchodzą do świętowania najważniejszych obchodów państwowych, że przyda im się po prostu dzień wytchnienia, który pozwoli w domowym zaciszu wrócić szybko do formy. Na potwierdzenie tej tezy można znaleźć film z prezydentem Andrzejem Dudą, który tak hucznie świętował obchody rzezi na Wołyniu, że ledwo był w stanie utrzymać pion siedząc kościele.

Poseł Suski też pewnie wolałby mieć wtedy wolne niż z rana odpowiadać na trudne pytania dotyczące polityki.

3. Powód na tak szybkie procedowanie ustawy i na wprowadzenie dnia wolnego od pracy akurat 12 listopada może być jednak prozaiczny. W takim ujęciu nie ma on nic wspólnego z przedłużeniem obchodów święta niepodległości. Mianowicie 12 listopada 2018 roku obchodzimy 60. rocznicę wejścia do kin słynnego filmu “O dwóch takich, co ukradli księżyc”. W filmie tym główne role zagrali bracia Kaczyńscy: Lech i Jarosław.  

Który z tych powodów wydaje Wam się najbardziej prawdopodobny?

Pisowskie jaja – tylko tak się mówi – bo to są impotenci, bezjajeczni wielbiciele Kaczyńskiego, któremu libido poszło w ego.

Holtei

Czasem największe tajemnice potrafią ujrzeć światło dzienne z powodu urzędników z drugiego szeregu, którzy nie potrafią ocenić wagi posiadanych informacji rzucając je lekkomyślnie w obecności mediów. Możliwe jest, że byliśmy świadkami takiej właśnie sytuacji w toczącym się sporze rządu PiS z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W rządzie doszło bowiem do znamiennego dwugłosu. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł ogłosił bowiem wczoraj, że rząd przygotowuje nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, dzięki której będzie można zrealizować zabezpieczenie wymagane ze strony europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Tymczasem parę godzin później inny z wiceministrów, Michał Wójcik cytowanie wprost swojego kolegi nazwał manipulacją. Oba zdarzenia zdają się nie być jednak przypadkowe. Dziennikarz RMF FM Tomasz Skory doszedł do wniosków, które wyjaśniałyby grę realizowaną przez Prawo i Sprawiedliwość.

Nieporozumienie ministrów może bowiem wskazywać, że rządzący znaleźli sposób, aby w sporze z TSUE kupić bezcenny czas. Minister Warchoł natomiast był tym, który nie wiedział, że informacje o planach władzy ma…

View original post 2 348 słów więcej

Polacy za PO-PSL byli dumni z Polski, za PiS wstydzą się

Zwykły wpis

Więcej Polaków było dumnych z Polski za rządów PO-PSL (37%) niż jest teraz za rządów PiS (25%) i więcej uważa, że pozycja międzynarodowa Polski była wtedy lepsza (42%) niż obecnie (31%). Polacy czują się dużo bardziej podzieleni za obecnych rządów PiS (42%) niż za PO-PSL (11%), a Kościół według badanych jest teraz bardziej zaangażowany w politykę (53%) niż w przeszłości (10%) – tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

Wyniki badania wskazują, że 37% badanych było bardziej dumnych z Polski w przeszłości za rządów PO-PSL, niż jest obecnie za rządów PiS.  Większą dumę z kraju za rządów PiS wskazało 25% Polaków, a 38% odczuwa taką samą dumę z Polski niezależnie od tego, kto rządzi.

Poczucie dumy narodowej jest silnie związane z sympatiami politycznymi. Zwolennicy Koalicji Obywatelskiej, czyli PO i Nowoczesnej lepiej postrzegają okres za rządów PO-PSL (72%), natomiast zwolennicy PiS okres obecnych rządów Zjednoczonej Prawicy (64%).

Analogiczna sytuacja występuje w odniesieniu do oceny międzynarodowej pozycji Polski. Przeważają opinie, że Polska miała lepszą pozycję międzynarodową za poprzednich rządów PO-PSL niż obecnych PiS (42% vs 31%). Według 27% Polaków pozycja międzynarodowa Polski była i jest taka sama zarówno za poprzednich, jak i obecnych rządów.

Sympatie polityczne ujawniają podział na dwa bieguny w ocenie tej sytuacji. Elektorat PiS w większości (66%) twierdzi, że to obecnie za rządów PiS Polska cieszy się lepszą pozycją międzynarodową, podczas gdy 80% sympatyków Koalicji Obywatelskiej uważa, że ta pozycja była lepsza za poprzednich rządów PO-PSL.

Paradoksalnie, na tle tych podziałów, Polacy są najbardziej zgodni co do tego, że teraz za rządów PiS są dużo bardziej podzieleni niż za rządów PO-PSL (42% vs 11%). Co dziesiąty badany uważa, że Polacy nie są i nie byli podzieleni, podczas gdy 37% sądzi, że podziały są i były niezależnie od tego, czy rządziło PO-PSL czy teraz PiS.

Badanie pokazuje, że wbrew temu, co w mediach sugeruje partia rządząca, to za rządów PO-PSL Polacy byli bardziej dumni z Polski niż są teraz za rządów PiS, znacznie lepiej oceniali pozycję międzynarodową Polski, a społeczeństwo w ich odczuciu było mniej podzielone” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl


Większość badanych (53%) uważa, że Kościół katolicki jest bardziej zaangażowany w politykę obecnie za rządów PiS, niż był w przeszłości za rządów PO-PSL (10%). 37% Polaków sądzi, że zaangażowanie Kościoła w politykę jest niezależne od tego, kto rządzi.

Ponad co trzeci sympatyk PiS (35%) również dostrzega, że Kościół jest obecnie bardziej zaangażowany w politykę niż był w przeszłości. Wśród elektoratu Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej taki pogląd podziela zdecydowana większość – 81%.

Polacy są bardziej dumni z Polski za rządów PO-PSL (37%) niż za PiS (25%) i więcej uważa, że pozycja międzynarodowa Polski była wtedy lepsza (42%) niż obecnie (31%). @pisorgpl @Platforma_org @nowePSL @Nowoczesna @KObywatelska

Holtei

Małgorzata Wassermann (kandydatka PiS na stanowisko prezydenta Krakowa) zorganizowała swoje spotkanie wyborcze w jednym z krakowskich kościołów.

Patryk Jaki i jego sztab chyba powinni cofnąć się do szkoły podstawowej i jeszcze raz zapoznać się z zasadami polskiej ortografii. Na plakatach bliskiego współpracownika Jakiego przeczytać bowiem można, że Sebastian Kaleta kandyduje z PiS do rady warszawskiej dzielnicy Praga- Połódnie!

„Ze sztabu kandydata Patryka Jakiego wyciekły tajne mapy Farszafy” – napisał Szymon Komorowski i dołączył do wpisu „nowe” prześmiewcze nazwy warszawskich dzielnic. – „Intelektualny szturm na Warszawę pisowskich elit kadrowych”; – „To przekaz skierowany do ciemnego lódó”; – „To jest ta nowa dzielnica Jakiego?” – komentowali internauci.

Kaleta tłumaczył się, że to nie on jest winien, tylko… grafik. Nie jest jednak dla nikogo tajemnicą, że przed wysłaniem czegokolwiek do druku, zlecający dostaje projekt do zaakceptowania. No, ale może te reguły nie obowiązują w świecie Sebastiana Kalety i Patryka Jakiego…  – „Nie potrafią…

View original post 1 966 słów więcej

Pisowcy walczą o koryto plus

Zwykły wpis

„Prezes Kaczyński zawiesił Andrzeja Jaworskiego w prawach członka PiS i złożył wniosek o postępowanie dyscyplinarne, które zostało już wszczęte” – poinformował w rozmowie z tvn24.pl Karol Karski, rzecznik partyjnej dyscypliny PiS. Pytany o powody decyzji, wskazał na „nielojalność”, ale odmówił podania szczegółów.

Tymczasem Jaworski – były poseł PiS i kandydat PiS na prezydenta Gdańska w poprzednich wyborach – zaufany współpracownik o. Tadeusza Rydzyka ma faktycznie poważne kłopoty, choć podobno sam nic o tym nie wie, ale – jak informuje „Gazeta Wyborcza” telefonów nie odbiera i na SMS-y nie reaguje.

Dobrze zorientowani opowiadają, że zarówno Jaworskiego jak i jego współpracowników marginalizował w partii obecny szef PiS na Pomorzu Janusz Śniadek. Teraz były radny PiS z Gdańska Łukasz Hamadyk – usunięty z partii kilka miesięcy temu – wiąże kłopoty Jaworskiego właśnie z poczynaniami Janusza Śniadka.

„Uważam, że Śniadek usuwa swoją konkurencję, bo obawia się, że jego dni na stanowisku przewodniczącego są policzone. Odbywa się kolejny etap demolowania osób, które przez wiele lat budowały PiS na Pomorzu” – ocenia Hamadyk.

Andrzej Jaworski karierę zawodową i polityczną zaczynał pod koniec lat 90., u boku Jacka Kurskiego w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku. Za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego w Warszawie kierował w stolicy spółką komunalną. W czasie pierwszych rządów PiS był prezesem Stoczni Gdańskiej. Trzykrotnie z ramienia tej partii kandydował na urząd prezydenta Gdańska.

W maju 2016 r.  Jaworski złożył mandat poselski i wszedł do zarządu PZU SA. W tej kontrolowanej przez skarb państwa spółce pracował niewiele ponad rok i zarobił ok. 2 mln zł brutto łącznie z premiami i odszkodowaniem za zakaz pracy u konkurencji. Od listopada 2017 r. do sierpnia 2018 był członkiem zarządu kontrolowanej przez rząd Krajowej Spółki Cukrowej.

Platforma żąda wyjaśnień Adamczyka ws. tzw. układu radomskiego na najbliższym posiedzeniu Sejmu. „Kaczyński, największy tropiciel układów w Polsce, nie widzi największego, który urósł przed jego nosem”

Od kilku dni jesteśmy zszokowani informacją, która dotyczy PiS-owskiego układu radomskiego, który działa w Radomiu wśród polityków, biznesmenów, powiązanych z PiS. Największy tropiciel układów w Polsce, czyli Jarosław Kaczyński, mamy wrażenie, że nie widzi największego układu, który urósł przed jego nosem, układu w Radomiu. Już wcześniej miał informacje, jak podaje prasa, działania CBA w Radomiu dotyczące polityków PiS-u zostały zamiecione pod dywan, a prawdopodobnie pan prezes Kaczyński otrzymał od swoich polityków z Radomia oświadczenia notarialne o tym, że oni w żadnym układzie nie biorą udziału. Jednak kolejne fakty pokazują, tym razem przy budowie dróg, że ten układ ma się świetnie i dobrze działa i przynosi olbrzymie zyski politykom PiS z Radomia kosztem ludzi, którzy są wyrzucani z domów, bo na trasie są ich domy” – mówił na konferencji prasowej w Sejmie szef klubu PO, Sławomir Neumann.

Żądamy od Marszałka Sejmu, żeby na tym posiedzeniu minister Adamczyk przedstawił opinii publicznej informację o tym jak zmieniała się trasa szybkiego ruchu S12, czyli obwodnica Radomia, kto wpływał na zmianę tej trasy, jaki był udział posłów PiS z Radomia, pozostałych polityków PiS w tej działalności. Wiemy o tym i mamy na to materiały, że to nie jest jedyne miejsce w Polsce, gdzie politycy PiS korzystają na budowie dróg do swoich działek” – dodawał.

„Polska zyskuje moc”. Sieci zapowiada okładkowy wywiad z PAD

– Nie ma tu żadnej tajemnicy. Proszę sobie wyobrazić następującą sytuację: macie panowie reprezentować Polskę na sesji ONZ poświęconej misjom pokojowym. Dostajecie kartkę z porządkiem obrad na której jest napisane, że najpierw przedstawiciel Nepalu, potem Portugalii, a następnie Polski. Czekacie, aż podchodzi pani z obsługi i mówi, że za chwilę będzie wasza kolej wystąpienia. Przesiadacie się zatem. Tak zrobiłem. Obok siedział przedstawiciel Nepalu, przedstawiłem się, przywitałem. Wtedy wszedł pan przewodniczący Donald Tusk. Przywitałem się. Nie było dla niego krzesła, chwilę stał, a potem usiadł trochę dalej. Po czym przedstawiciel Nepalu poszedł wygłaszać przemówienie, a pani z obsługi poprosiła pana przewodniczącego Tuska, by usiadł na zwolnionym miejscu. Czyli obok mnie – stwierdził prezydent Andrzej Duda w rozmowie z „Sieci”.

– To nie była żadna demonstracja ani ze strony przewodniczącego Tuska, ani mojej. Mamy inne poglądy, różnimy się bardzo poważnie, ale jesteśmy z jednego kraju, na międzynarodowym gruncie. Mieliśmy udawać, że się nie znamy? Zamieniliśmy kilka zdań, rozmowa była grzecznościowa, całkowicie prywatna. I taką niech pozostanie – dodał PAD. – Nic [o wyborach prezydenckich]. Ale powtarzam – dla mnie rozmowy prywatne, pozostają prywatnymi, nie mówię o ich treści publicznie – stwierdził.

Andrzej Jaworski zawieszony w prawach członka PiS. Czym naraził się prezesowi Kaczyńskiemu? Walka o koryto trwa.

Holtei

W minioną sobotę Jarosław Kaczyński wraz z premierem Morawieckim odwiedzili Zduńską Wolę.  Jak zwykle, była mowa o dokonaniach partii rządzącej, planach, pracy na rzecz wspólnego dobra i nieustająca krytyka rządów PO/PSL.

Tym razem jednak prezes PiS mocno zaskoczył. Nie wiadomo, czy stracił kontrolę nad tym, co mówi czy też po prostu się przejęzyczył, ale gdy nagle powiedział, że „Nie możemy pozwolić na to, żeby społeczeństwo miało wiedzieć, że to my kłamiemy”, wprawił osoby słuchające go w wielkie zdziwienie.

Trzeba przyznać, że nikt się takich słów po prezesie nie spodziewał. Do tej pory jego partia oszukiwała ludzi, manipulowała nimi, głosząc kłamliwe informacje o budowie dróg, powstaniu Solidarności, wprowadzeniu Polski do UE. Te kłamstwa pozwalają partii rządzącej utrzymać swój elektorat w ryzach, dając całkowicie sfałszowany obraz rzeczywistości, w…

View original post 2 115 słów więcej

PiS szykuje się do rozlewu krwi

Zwykły wpis

Haniebnie Suski nawołuje do rozlewu krwi.

>>>

Policja Polska i Policja Warszawa skarżą się na tt, że protestujący byli wulgarni. Policjantom polskim w gustownych furażerkach i eleganckich podkoszulkach bez żadnych oznaczeń za to z mylącym napisem POLICJA przypomnę kilka rzeczy.

Dość już mam tego gadania, że nie znam prawdziwego życia. I tego głupiego, pogardliwego wyliczania: „Jesteś dziennikarką i mieszkasz w Warszawie, nie znasz prawdziwego życia”. „Stać cię na latte, nie znasz prawdziwego życia”, „Chodzisz do fryzjera, na miłość boską, co ty wiesz o prawdziwym życiu?”, „Co wy w Krakowie, we Wrocławiu wiecie o prawdziwym życiu?”, „Jedźcie na prowincję, to zobaczycie prawdziwe życie”.
Kto i kiedy zdecydował, że prawdziwe życie jest tylko na wsi, w biedzie czy braku wykształcenia i perspektyw, w wielodzietności, nałogach i posiadaniu paru stów miesięcznie na życie? (dla nie potrafiących czytać ze zrozumieniem: nie zrównuję tych rzeczy, po prostu wyliczam). Kto i kiedy uznał, że jeśli jesteś zdolną, utalentowaną, zaradną kobietą, fajnym, mądrym, zamożnym mężczyzną to twoje życie nie jest prawdziwe?

A jakie jest? Nieprawdziwe? Gorsze? Bo kto tak uznał? I dlaczego niby jego opinia ma mieć dla mnie wiążącą moc?

Mówi się tyle o jakiejś wydumanej pogardzie elit dla prostych ludzi – pogardzie, której ja nie widzę, bo znam wielu ludzi z „elit” którzy działają społecznie, pomagają biedniejszym od siebie,takim, których spotkało nieszczęście, choroba, czy wreszcie tym, co dostali od losu na starcie mniej szans.
I znam wielu mieszkańców owych wsi i małych miasteczek, którzy mają wszystko w nosie, biorą zasiłki , bo im się nie chce, oddają się piciu na umór lub zaleganiu całymi dniami przed głupimi serialami.

I nikt mi nie będzie mówił, że to ich życie jest prawdziwe, a nie moje, nasze. Bo to jest dopiero chamstwo, to jest dopiero pogarda!

To nie elita gardzi zwykłym człowiekiem, ale zwykły człowiek gardzi elitą, nie szanuje jej, mówiąc „Ty nie znasz prawdziwego życia”.

Otóż każde życie jest prawdziwe i wartościowe i każde życie ocenia się po tym, co ktoś z nim zrobił.
Ja osobiście nigdy w życiu nie darzyłam nikogo szacunkiem z powodu funkcji, którą pełni: minister, bogaty przedsiębiorca, prezes, nauczyciel, sprzątaczka czy cieć -zawsze było mi wszystko jedno. Szanuję wyłącznie ludzi, a nie ich role społeczne czy sytuacje życiowe.

Zostałam dziennikarką, a moi znajomi są dziennikarzami, pisarzami, biznesmenami, prezesami, sportowcami i prawnikami i nie będę za to przepraszać. Korzyć się przed panią czy panem bezrobotnymi, czy jakimikolwiek innymi. Bo co? Bo ich życie, za które oni są odpowiedzialni, to moja wina? Bo ja jestem utkana z innej materii, taka nieprawdziwa,a oni – o… oni to innego, znają prawdziwe życie?
Oni to dopiero, w przeciwieństwie do nas, ludzi nieprawdziwych, ludzie z krwi i kości?
Bo każdy fajny, mądry, bystry człowiek sukcesu, jakiego znam powinien schować do kieszeni swoją pracę, talent, pracowitość, łut szczęścia, przyzwoitość, przyjaciół, pieniądze i swoje fajne, jak najbardziej prawdziwe życie, żeby oni nie poczuli się gorzej?

(Zresztą: kto powiedział, że mają gorzej?
Znam wielu nieszczęśliwych ludzi „sukcesu” z dużych miast i wielu zadowolonych z życia, mądrych dobrych ludzi ze wsi i małych miasteczek).

Niczyje życie nie jest bardziej czy mniej prawdziwe. Każdy człowiek ma swoje. Prawdziwe jedno życie.
I nie życzę sobie tej obrzydliwej pogardy i braku szacunku jakim jest mówienie mi, że moje życie nie jest prawdziwe.
Zajmijcie się swoim.

PS. Na marginesie, to takie cholernie polskie. Wszędzie na świecie szanuje się ludzi, którzy wbrew niesprzyjającym okolicznościom wyszli z biedy, nałogów, upadku, wyrośli ponad marne, biedne czy po prostu małe środowisko, ograniczonych perspektyw w których się urodzili, kręci się o nich filmy, pisze książki i podziwia. W Polsce hołubi się nędzę materialną, duchową i intelektualną, a zdolnych, mądrych, bogatych się karze i nimi pogardza, mówiąc, że ich życie to jakiś żart, że nie jest prawdziwe.

>>>

Motłoch PiS narzuca swoją narrację przeciw rzeczywistym elitom

Zwykły wpis

Beata Szydło wciąż poszukuje swojego miejsca w polityce. Zdetronizowana z funkcji premiera musiała się zadowolić fasadową pozycją wicepremiera bez realnych kompetencji, którą stworzono tylko po to, aby zmniejszyć opór elektoratu przed zmianą na stanowisku szefa rządu. Wobec Szydło rozważano wiele scenariuszy, od startu w wyborach prezydenckich po posadę europarlamentarzystki. Jednak najbardziej prestiżową i intratną możliwością ze wszystkich było stanowisko unijnego komisarza. Takie spekulacje w rozmowie z Polskim Radiem podnosił nawet publicznie poseł PiS, Marcin Horała.

Okazuje się jednak, że na polityczne ambicje Szydło spadł druzgocący cios. Jak donosi Wprost, w PiS w tym temacie klamka zapadła, że była premier stanowi zbędny czynnik ryzyka dalszego pogorszenia sytuacji międzynarodowej rządu. Rozmówca tygodnika ocenił bez ogródek: “Jej kandydatura niesie ryzyko burzliwej konfrontacji a nawet kompromitacji na forum europejskim”.

Beata Szydło była na tyle realistką, że miała ambicje stanąć na czele Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Była to doskonała okazja, ponieważ już w sierpniu premier Mateusz Morawiecki ma wskazać nowego przewodniczącego tej Rady na kolejną kadencję, co tworzy wizje bezpiecznej posady na parę lat. Jednak i tutaj partia nie okazała się łaskawa, ponieważ wzięły górę obawy, że taka nominacja wywoła awanturę o upolitycznienie rady.

Wszystko wskazuje zatem na to, że jedyną możliwością dla Beaty Szydło pozostaje start do Parlamentu Europejskiego. Jest to funkcja, która oferuje możliwości wzbogacenia się polityków o większe niż nawet kilka kadencji w polskim Sejmie, stąd wielu traktuje Europarlament jako formę lokaty przedemerytalnej. Tu PiS nie powinien stawiać Szydło żadnych przeszkód, ponieważ przy okazji pozbędzie się jej z krajowego podwórka, gdzie przynosi ostatnio rządzącym znacznie więcej problemów niż korzyści. Jednak jak wskazał Roman Giertych i tutaj na Szydło może czekać pułapka. Skok PiS na kontrolujący wyniki eurowyborów Sąd Najwyższy daje bowiem wspólnocie narzędzia do zamrożenia uzyskania mandatów przez ludzi z listy PiS. Przyszłość byłej premier wciąż rysuje się zatem w niepewnych barwach.

Ustawa zasadnicza dobrze służy Polsce – twierdzi były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski.

„Rzeczpospolita”: Równo 21 lat temu, 16 lipca 1997 r., jako prezydent RP złożył pan podpis pod tekstem nowej konstytucji. Czy dzisiaj ma pan jakieś wątpliwości wobec obowiązującej ustawy zasadniczej?

Aleksander Kwaśniewski, były prezydent RP: Żadnych. Jestem z niej dumny. Wykonaliśmy wtedy wielką pracę, która przetrwała 21 lat. Ustawa zasadnicza dobrze służy Polsce.

Zmiany w sądach nie pomogą PiS

Mówi się o niej, że to konstytucja postkomunistyczna, nad którą pracowały tylko środowiska jednej opcji politycznej.

Jest postkomunistyczna tylko według PiS, które chcą ją zniszczyć i nie przestrzega jej zapisów. Konstytucja z 1997 r. była przygotowywana przez wszystkie ugrupowania, które były w parlamencie, a więc SLD i PSL, które tworzyły koalicję, ale także Unię Wolności, Unię Pracy oraz środowiska, które znalazły się w parlamencie w wyniku wyborów. Jak słyszałem prezydenta Dudę, który mówił, że należy szanować wyniki wyborów, to tylko to za nim powtórzę. W wyniku wyborów z 1993 r. udało się stworzyć większość konstytucyjną, co jest rzadkie i trudne. Warto przypomnieć, że pracowaliśmy również nad projektami konstytucji, które były złożone w kadencji 1991-1993, kiedy ugrupowań w Sejmie było ponad 20. Mieliśmy sześć projektów, wszystkie były omówione i dyskutowane merytorycznie.

I w 1997 r. powstała lewicowa ustawa zasadnicza?

To jest mało lewicowa konstytucja. Zresztą lewica ją krytykuje. W preambule jest odniesienie do Boga. W ustawie jest zapis o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. Jest też o ochronie życia w duchu konserwatywnym. Twierdzenie, że konstytucja jest lewicowa czy postkomunistyczna to fałszywa opinia.

W pracach nad konstytucją nie brały udziału środowiska, które są dzisiaj u władzy.

Taki był układ parlamentarny. Porozumienie Centrum nie weszło do Sejmu. Prawica nie dogadała się w Konwencie Św. Katarzyny i do Sejmu nie weszła. Stałem na czele Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego i zabiegałem o to, żeby projekty środowisk prawicowych, które były składane w kadencji 1991-1993, były rozpatrywane, mimo że nie musiałem tego robić, bo w parlamencie obowiązuje zasada dyskontynuacji. Reprezentanci każdego z projektów uczestniczyli w naszych obradach. Dopuściliśmy również projekt obywatelski sponsorowany przez Solidarność. Proces prac nad konstytucją był pluralistyczny i demokratyczny, czego życzę moim następcom, którzy chcą zmieniać konstytucję.

W referendum konstytucyjnym wzięła udział mniej niż połowa uprawnionych do głosowania: niespełna 43 proc.

Frekwencja była niska, ale to jest problem wszystkich demokratycznych wyborów w Polsce, łącznie w pierwszymi w 1989 r. Ważne, że większość Polaków opowiedziała się za przyjęciem nowej ustawy zasadniczej, co uważam za swój osobisty sukces. Tym bardziej, że kampania przeciw konstytucji była brutalna, pełna kłamstw i straszenia ludzi.

Po 21 latach czas na zmianę konstytucji?

Konstytucje nie są dziełem wiecznym, choć ich stabilność jest wartością samą w sobie. Debata nad konstytucją jest potrzebna, tylko że ona w Polsce nie ma miejsca. Ustawa zasadnicza traktowana jest przez rządzących instrumentalnie. Napisaliśmy, że przegląd konstytucji powinien nastąpić po 25 latach, czyli za cztery lata. Byłbym za tym, żeby w Sejmie działała stała komisja konstytucyjna, złożona z wybitnych konstytucjonalistów, posłów, senatorów, przedstawicieli samorządów, żeby przez cztery lata prac parlamentu mogli dokonać analiz i przedstawić sugestie, które mogłyby zostać rozpatrzone przez kolejny parlament. Tymczasem w Polsce debata konstytucyjna jest postawiona na głowie. Mamy markowanie dyskusji, ma odbyć się referendum, nie wiadomo jakie padną w nim pytania i nie ma pewności, czy w ogóle się odbędzie. Konstytucji w Polsce nie traktuje się poważnie, nie wspominając o jej łamaniu przez rządzących przez ostatnie dwa lata.

Może zabrakło w konstytucji zabezpieczeń przed jej naruszaniem?

Nie sposób wszystkiego przewidzieć i zapisać w ustawie. Konstytucji nie obroni się przed rewolucją, przed prawniczymi barbarzyńcami. W ustawie zasadniczej jest odpowiedzialność konstytucyjna, Trybunał Konstytucyjny, a nowa władza zrobiła wszystko, żeby te przepisy obejść lub nagiąć.

Nie ma pan wrażenia, że choćby model podziału kompetencji między prezydentem a ministrem obrony narodowej w kwestii nadzoru nad siłami zbrojnymi jest błędny?

Można o tym dyskutować. Zdecydowaliśmy się wtedy na model mieszany. Ja współpracowałem przez dziesięć lat z ministrami różnych rządów bez większych konfliktów. Litera konstytucji to jedno, a dobra wola i działanie w duchu konstytucji to drugie. Gdyby była dobra wolna między prezydentem Andrzejem Dudą a ministrem Antonim Macierewiczem, to napięć by nie było. Nawet jeśli rządzący będą kombinować przy konstytucji, to jestem przekonany, że te zapisy zostawią, bo Polska nie jest dziś gotowa ani na model czysto prezydencki, ani na model czysto parlamentarno-gabinetowy.

Jest pan za tym, by wpisać do konstytucji obecność Polski w UE i NATO?

Nie, choćby dlatego, że nie wiadomo czy te instytucje będą istniały za pięć lat lub w jakim kształcie. W konstytucji stworzyliśmy ramy dla integrowania Polski ze strukturami europejskimi. Nazywać je z imienia i nazwiska nie ma potrzeby, bo one ulegają przekształceniom.

Dzisiaj jest właściwy moment historyczny na zmianę konstytucji?

Czas nie jest szczególny, po pierwsze dlatego, że obecna konstytucja sprawdza się przez lata, a po drugie alternatywną dla niej jest konstytucja, która będzie ograniczała nasze prawa i wolności, podporządkowana jednemu żarłocznemu obozowi politycznemu. Za tą konstytucją głosowało 451 posłów, poza KPN-BBWR i kilkoma posłami PSL. Po latach Leszek Moczulski powiedział mi, że wtedy popełnili błąd, bo to jest całkiem dobra konstytucja i KPN powinna za nią głosować. Konstytucja, która dzisiaj miałaby powstać, byłaby konstytucją jednej partii i to jest wielkie zagrożenie dla demokracji.

Po PiS zostanie rżysko, a na nim jedno wielkie śmietnisko. Kaczyński i jego szemrane towarzystwo będą mieli gdzie spoczywać. I nie trzeba ich segregować, bo to śmieci ogólnie szkodzące Polsce, taka ich toksyna.

Hairwald

Mateusz Morawiecki został wygwizdany podczas uroczystości w Kraśniku.

Morawiecki przyjechał wraz z innymi przedstawicielami rządu na uroczyste odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego i ofiar katastrofy smoleńskiej. Na miejscu uroczystości pojawili się protestujący rolnicy i sadownicy.

Kaczyński zabrał głos ws. pomnika Lecha Kaczyńskiego: Uhonorowanie odważnej służby ojczyznie

– Dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego państwo prawa i prawo państwa miały się kierować przede wszystkim sprawiedliwością – mówił w Kraśniku premier Mateusz Morawiecki, a w tle słyszał… gwizdy producentów owoców, którzy przyjechali na uroczyste odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego i ofiar katastrofy smoleńskiej.

Mateusz Morawiecki wyraźnie skrócił swoje wystąpienie, podczas którego powoływał się na zmarłego w katastrofie smoleńskiej prezydenta. Nawiązał także krótko do potrzeby wprowadzenia zmian w sądownictwie. Po przemówieniu podszedł do protestujących i krótko z nimi rozmawiał.

W Kraśniku na Lubelszczyźnie odsłonięto kolejny już pomnik Lecha Kaczyńskiego. Trudno już zliczyć wszystkie obiekty upamiętniające zmarłego prezydenta, stawiane w Polsce przez PiS.

Twórca monumentu w Kraśniku ewidentnie…

View original post 2 697 słów więcej

SnoPiSm (2)

Zwykły wpis

Niniejszym powołuje się do życia nowy termin politologiczny, a nawet ideologiczny – hm, hm – Freud mając do czynienia z ludźmi o pewnym efekcie psychicznym powołałby nawet termin psychoanalityczny – snoPiSm.

W dawnych heroicznych czasach naszej suwerenności bodaj Jadwiga Staniszkis apelowała do swoich znamienitych kolegów po nauce, iżby przenieśli na polski grunt nową subdyscyplinę – antropologię polityczną. Myślę, iż posiłkowanie się wyżej wymienionymi naukami pozwoliłoby zidentyfikować, czy ktoś uodził się z zespołem snoPiSmu, czy też nabył go drogą upośledzenia charakteru.

Termin snoPiSm powołał do życia Tomasz Lis, naczelny Newsweeka, który na przykładzie antyinteligenckości PiS, antysnobistyczności, skonstruował słówko godne Mirona Białoszewskiego – snoPiSm.

Snob PiS, czyli wysnuty onomatopeicznie snopek, jest zjawiskiem integrystycznym w partii Jarosława Kaczyńskiego. Gdy Rafał Trzaskowski przypomniał o Bronisławie Geremku, bo przypadała dwa dni temu rocznica jego śmierci, a przy okazji wspomniał wybitnego (jeszcze żyjącego) francuskiego filozofa Edgara Morina (wiele jego książek jest przetłumaczonych na polski) spowodował, iż snopek (snoPiSta) Patryk Jaki na swoim przykładzie orzekł, iż normalnością polską jest nie znać jezyków i nie czytać.

Streszczam tego pisowskiego snopka, bo wstydem jest cytować kogoś o tak miernych cechach osobowych. Acz właściwych dla PiS.

Inny snoPiSta Marek Suski w rozmowie z Robertem Mazurkiem był o sobie skromnie powiedzieć, że „szybko byłbym jednym z najlepszych w Hollywood”. Na podstawie jakich cech tak sądzi ten snopek z Sevres? Bo maluje, pisze wiersze, płacze na filmach. Co do piszących wiersze, to takich grafomanów swego czasu wysadzałem z redakcji na kopach.

Ale inny snoPiSta od kultury Piotr Gliński mógłby na przykładzie Suskiego zrealizować marzenia prezesa Kaczyńskiego o filmie hollywoodzkim, wysłać snopka Suskiego do Hollywood, bo zwolniło się miejsce po Leslie Nielsenie. Acz obawiałbym się o kopy, bo w Hollywood nie patyczkują się z takimi snopkami.

Teraz zrozumiałe jest wyznanie miłosne Mateusza Morawieckiego do furmanek: „Ja bardzo kocham furmanki”. Wszak premier powozi furmanką snopki PiS. Otóż termin politologiczny, psychoanalityczny, antropologiczny, ideologiczny ściśle przylega do tej partii.

>>>