Tag Archives: TV Trwam

Rydzyk, święta krowa

Zwykły wpis

Ludzie skupieni wokół ojca Rydzyka mają dość ataków na swojego ulubionego księdza.  Postanowili więc powołać do życia klub obrońców jego dobrego imienia, by ścigać każdego, kto pozwoli sobie skrytykować duchownego.

Klub skupia głównie polityków PiS, którzy będą „wysłać zawiadomienia do prokuratury, a w przypadku posłów składać doniesienia do sejmowej komisji etyki, żądając kar. Bezpardonowe ataki na osobę ojca dyrektora Rydzyka spotkają się z mocną odpowiedzią”.

Na pierwszy ogień idzie posłanka Kinga Gajewska.  Skomentowała ona na Twitterze pretensje Rydzyka, że jego uczelnia otrzymuje za mało pieniędzy, pisząc „Jak parszywym trzeba być, żeby po otrzymaniu od bezdomnego Maybacha powiedzieć coś takiego. Rydzol mówi publicznie, że mu mało”, a ta wypowiedź oburzyła posłankę Pawłowicz, która postanowiła tym razem nie odpuścić. W Radiu Maryja odniosła się do sprawy, mówiąc, że „Kinga Gajewska często odnosi się w sposób niezwykle agresywny. Zawsze jest osobą przodującą w agresji wśród grupy młodszych posłów Platformy. To jest zwykła prowokatorka ze skrajnie lewicowego środowiska. Wpis był tak bezczelny, że postanowiłam skierować pismo”.

Liderem klubu obrońców jest Andrzej Jaworski, były polityk PiS, mocno związany z Rydzykiem. To on zainicjował akcję wysyłania zawiadomień o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, gdy ojciec Rydzyk znalazł się na jednym z bilbordów PO. Na jego apel odpowiedziało 30 tysięcy ludzi i obecnie sprawą zajmuje się prokuratura w Bydgoszczy.

Jak tłumaczą obrońcy Rydzyka to nie on jest obdarowywany przez obecne władze tylko jego uczelnia, jego geotermia i jego fundacja Lux Veritatis. Skąd więc ta nagonka na księdza, który przecież nie posiada własnego majątku?

W klubie obrony Rydzyka znajdują się też Anna Sobecka, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Krzysztof Jurgiel (były minister rolnictwa), komentatorzy Radia Maryja, europosłanka Urszula Krupa czy Maciej Małecki, poseł PiS z Płocka.

Wydaje mi się, że teraz to prokuratura będzie miała pełne ręce roboty.

Co jeszcze utrzymuje @pisorgpl przy władzy?
A fakt, że Polska bogata jest w naiwnych głupców, którzy sprzedali swe dusze za garść srebrników wierząc ślepo w wizje PMM.

Moje drogie owieczki,korzystajcie ile możecie, bo jak to wszystko pierdolnie, to za 500+ zapałek nie kupicie.

Hairwald

Bogdan Święczkowski (Prokurator Krajowy) był gościem na antenie propisowskiej TV Trwam.

„Kontakty byłego szefa MON z najbardziej prorosyjskim kongresmenem, czyli: Dana Rohrabacher – pożyteczny przyjaciel Putina i Macierewicza?” – pod takim hasłem odbyło się szóste spotkanie posłów PO w ramach parlamentarnego zespołu śledczego, który zajmuje się niejasnymi powiązaniami byłego ministra Antoniego Macierewicza. – Kongresmen Dana Rohrabacher, nazywany przyjacielem Putina, był przeciwny wejściu Polski do NATO, był też za aneksją Krymu przez Rosję – mówi Tomasz Siemoniak. I pyta: – Dlaczego doszło do spotkania z ministrem i prezesem Kaczyńskim?

Przyjaciel Putina

Parlamentarny zespół śledczy ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa powołany przez klub PO od kilku miesięcy…

View original post 1 606 słów więcej

Pisowska retoryka antyunijna oraz miałkość wystąpienia Czaputowicza

Zwykły wpis

Mimo bardzo ważnego wystąpienia szefa MSZ Jacka Czaputowicza, ławy PiS nie są pełne, brakuje też prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego.

Na Twitterze celnie komentował Czaputowicza były ambasador Polski w Kanadzie Marcin Bosacki.

gazeta.pl >>>

„Pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie (…) Właśnie dowiedzieliśmy się, że oddział geriatryczny w Szpitalu Wolskim w Warszawie, który został niemal w całości wyposażony przez naszą Fundację będzie działać do końca marca” – napisał Jerzy Owsiak do Agaty Kornhauser-Dudy. A to tylko jeden przykład dramatycznej sytuacji oddziałów geriatrycznych po wprowadzonej w zeszłym roku przez Ministerstwo Zdrowia sieci szpitali.

Owsiak napisał na Facebooku, że rok temu prosił prezydenta, żeby nie podpisywał ustawy o reformie szpitali: – „Rok 2017 okazał się dla geriatrii fatalnym. Najpierw minister, następnie Sejm, a potem także podpis Pani męża spowodował, że geriatrię wyrzucono z sieci szpitali. Nie ma ochrony budżetowej, nie ma ochrony systemowej. (…) Ten drobny element w układance reformy ochrony zdrowia niczego nie przewróciłby do góry nogami. Pani mąż podpisał, czyli geriatrię wyrzucił!” – napisał do Agaty Dudy.

Szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przypomniał, że podczas kampanii wyborczej Andrzej Duda często mówił o opiece nad seniorami. – „O geriatrii dużo mówił w swoich planach wyborczych nawet Pani mąż. Losy seniorów często w takich właśnie momentach odmieniane są przez wszystkie przypadki. I jak to bywa, następuje wielkie, przeogromne, gigantyczne sadzenie gruszek na wierzbie. My wszystkie nasze obietnice, związane z pięcioma Finałami dla seniorów, nie tylko wypełniliśmy, ale daleko przekroczyliśmy” – zaznaczył Owsiak.

Opisał także bezowocne rozmowy z byłym ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem. – „Powiem Pani szczerze, że był to stracony czas i drugi raz nie pójdę do niego nawet z bólem głowy. Swoją nonszalancją podczas naszej wizyty w Ministerstwie Zdrowia zrobił mnie i mojej żonie wielką przykrość” – skonstatował Owsiak.

Przyznał, że nie liczy na zbyt wiele, wyraził jednak nadzieję: – „Może więc Pani pochyli się nad tym i weźmie je sobie do serca”. Swój list do Agaty Dudy Owsiak zakończył słowami: – „Nie wiem, czy cokolwiek można już odwrócić, zmienić, więc pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie. A może dlatego, że darzę ogromnym szacunkiem Pani rodziców”.

W „Rozmowach niedokończonych” Telewizji Trwam zapachniało sensacją. Tematem programu była afera związana z upadkiem SKOK Wołomin i słowa, które padły, musiały wielu widzów niesamowicie zaskoczyć. „Kaczyński miał nam pomóc, ale jest za krótki”, „premier Morawiecki dostał analizę jak odzyskać miliard zł”, „żadni politycy, nawet obecni, prawicowi nie są zainteresowani, aby wyjaśnić aferę SKOK Wołomin”. Tym razem to już nie Donald Tusk winien. Tym razem autorzy programu szukali winowajców wśród aktualnie rządzących polityków.

Michał Karliński, jeden z gości „Rozmów niedokończonych”, szef stowarzyszenia klientów poszkodowanych w tej sprawie,  przyznał z żalem, że „próbował nam pomóc prezes Kaczyński. W Ministerstwie Finansów oraz Ministerstwie Sprawiedliwości natrafił na ścianę. Jest za krótki. Nawet politycy, którzy wygrywają wybory nie mogą wiele zrobić w sektorze finansowym (…) Byłem na spotkaniu ze Zbigniewem Ziobrą, zwracaliśmy się do wszystkich z premierem Morawieckim włącznie. Dając mu analizę o możliwości odzyskania około miliarda złotych z tej afery. Bardzo mi przykro, żadni politycy, nawet obecni prawicowi, nie są zainteresowani, aby tym się zająć”.

Fakt, ok. 800 klientów SKOK-u Wołomin straciło spore pieniądze, których nie było w stanie pokryć nawet częściowo odszkodowanie z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Prawie 3 mld zł. rozdano osobom bez zdolności kredytowych, którzy nie spłacali rat, bo nie mieli z czego, SKOK upadł, a ludziom pozostały nerwy i ostre wkurzenie zamiast pieniędzy. Karliński jest przekonany, że wypłacone pieniądze tkwią gdzieś w ukryciu i czekają na okazję do zalegalizowania. Jedyną nadzieją jest syndyk, który chce sprzedać niespłacone długi SKOK-u firmie windykacyjnej, co jednak przypieczętuje dokonany przekręt, choć z drugiej strony taki ruch pozwoli na legalny powrót pieniędzy na rynek i spłacanie długów.  Eksperci, którzy brali udział w programie są przekonani, że sprawą SKOK-u Wołomin powinna zająć się komisja śledcza, tylko że obecnej władzy jakoś na jej utworzeniu nie zależy.

Dr Krzysztof Traczyk, ekspert ds. przestępczości gospodarczej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, nie ukrywa, że gdyby np. ostro do roboty wzięło się ABW to w ciągu pół roku ujawnione zostałyby konta i miejsca ukrycia pieniędzy. Cała dyskusję na ten temat podsumował ojciec Janusz, prowadzący program, mówiąc o „upadku państwa”, o „państwie z tektury”, bo mimo zmiany władzy, wciąż nikt nie chce wyjaśnić tej afery.

„Rozmowy niedokończone” oglądał poseł PO, Krzysztof Brejza, który od jakiegoś już czasu bada powiązania SKOK–ów z PiS. Nie krył swego zdziwienie, że właśnie w Telewizji Trwam, do tej pory, bastionie obecnej władzy, pozwolono sobie na tak ostrą krytykę – Mimo różnic z TV Trwam – szacunek za krytykę działań, bezczynności, obecnego rządu w sprawie tego SKOK-u”.

To rzeczywiście zaskakujące, ale też pokazuje wyraźnie, że ojciec Rydzyk ma sporo pretensji do PiS. Nie tak dawno skarżył się, że choć dostał dotację dla Toruńskiej Geometrii to jednak żadne pieniądze na konto nie wpłynęły. Może na ochłodzenie stosunków wpłynęła również dymisja pana Macierewicza, który jest przecież ulubieńcem Rydzyka? Cokolwiek i jakkolwiek to jedno jest pewne. Ochłodzenie relacji na linii Toruń – Warszawa powinno zaniepokoić polityków Zjednoczonej Prawicy. W końcu, znaczna część elektoratu zagłosuje w kolejnych wyborach tak jak zażyczą sobie księża, więc może jednak warto utrzymać dalej tę „politykę miłości, wsparcia i ostrego dofinansowania” Kościoła, by mieć gwarancję pełnego poparcia.

Moje stopy były całe pokrwawione, a w bucikach było pokruszone szkło – mówi Sabina Baral w rozmowie z Magdą Jethon (koduj24.pl >>>)

Magda Jethon: – „W zapiskach z wygnania” opowiedziała Pani całemu światu o swoim dramatycznym wypędzeniu z Polski. Łatwo zrozumieć, że mogła się Pani na Polskę obrazić… Po premierze „Zapisków” w Teatrze Polonia rozmawiałam z młodą Polką, która powiedziała: „Ja też jestem za to na Polskę obrażona”. Jak to dla Pani brzmi?

Sabina Baral: – Słyszę to dziesiątki, setki razy. Mam teraz tournee po Polsce, spotykam się z czytelnikami prawie codziennie. Kiedy podchodzą po autografy, wymieniamy kilka słów, mówią: „ja panią tak bardzo przepraszam” albo „ja się tak bardzo wstydzę”. Patrzę na młodego człowieka i mówię, za co się wstydzisz, przecież nic złego nie zrobiłeś. – „Ja się wstydzę za mój kraj, przepraszam za moją rodzinę, która nic nie zrobiła, żeby panią ratować”. To są ludzkie uczucia, normalne odczucia.

Czyli ta trauma jest nie tylko po waszej, ale i po naszej stronie…

Myślę, że teraz głównie po waszej stronie, bo myśmy sobie już z tym poradzili a Wy, wielu z Was, dopiero sie o tym dowiaduje.  My mamy inne życia w innych krajach, my teraz tylko odwiedzamy Polskę. Ja tu przyjeżdżam odwiedzać przyjaciół, kłaść kamienie na grobach i jeść pierogi. A wy tutaj żyjecie, a co ważniejsze, tutaj żyją wasze dzieci i to wy odziedziczyliście historię niedopowiedzianą, może szeptaną, trochę wstydliwą, niezrozumianą i nieprzetrawioną. Żyjecie w cieniu takiej historii.

Powiedziała Pani kiedyś, że będąc w 68 r. na studiach na Politechnice Wrocławskiej brała udział w strajku, bo walczyła Pani o swoją sprawę, o naszą wspólną sprawę, o polską sprawę. Czy przed Marcem myślała Pani, że Polska jest pani ojczyzną, a Polacy rodakami?

Tak. Choć nie przez całe moje życie, bo nie od razu to rozumiałam. Mieszkaliśmy we Wrocławiu w miejscu, które dziś nazywa się Dzielnicą Czterech Świątyń lub Dzielnicą Czterech Wyznań. Mieszkało tam dużo Żydów. W gruncie rzeczy wyrastałam w czymś w rodzaju samozwańczego getta. Dookoła nas mieszkali ludzie, którzy przeżyli Holocaust, wszyscy ze swoimi traumami. Chodziłam do żydowskiej szkoły. To była szkoła, która miała normalny program, a oprócz tego było kilka dodatkowych przedmiotów: żydowska literatura, historia Żydów, język. I do czasu matury poruszałam się we Wrocławiu jakby w tunelu. Szłam z żydowskiego domu do żydowskiej szkoły, w żydowskim sąsiedztwie, a wszystko inne to były miejsca pomiędzy. Wtedy jeszcze nie myślałam o sobie jako o polskiej patriotce, ale byłam pewna, że jestem Polką. Dla mnie to była harmonijna tożsamość Polka – Żydówka, razem. Nie widziałam w tym żadnego konfliktu. Potem zdałam maturę, poszłam na studia i nagle moje środowisko zupełnie się zmieniło. Nagle wokół mnie było tylko kilkoro Żydów. I na co dzień tematyka rozmów była inna. Zaczęłam odwiedzać domy moich nowych koleżanek. Na elektronice było bardzo mało dziewczyn, więc trzymałyśmy ze sobą. Moja polska tożsamość wtedy się skrystalizowała. Byłam Polką, mogłam dyskutować o Kościuszce, Orzeszkowej lub Żeromskim, recytowałam polską poezję… 

Pewnego dnia w marcu 68 r. wykładowca podczas zajęć włączył radio z przemówieniem Gomułki, tym o „piątej kolumnie żydowskiej”. Czy już wtedy Pani czuła, że coś się święci?

Tak, ale nie myślałam, że to może mieć coś specjalnie wspólnego ze mną. Gomułka mówił o syjonistach, a ja nawet nie wiedziałam, kto to jest syjonista. Izrael był mi bliski, miałam dla Izraela ciepłe uczucia, ale byłam Polką. Rok wcześniej w 67 r., kiedy Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem z powodu wojny sześciodniowej, było mi bardzo przykro. Odbierałam to niejako osobiście, ale moją ojczyzną była Polska, to było oczywiste.

 Polscy Żydzi, nie tylko w roku 68, walczyli o polską sprawę. Wieki wcześniej uczestniczyli w zrywach wolnościowych. Brali udział w powstaniach: kościuszkowskim, wielkopolskim, listopadowym, styczniowym, w powstaniach śląskich. Dobrowolnie narażali się za obcą sprawę?

Dlaczego Pani sugeruje, że to była obca sprawa? Taki postulat tendencyjnie nas oddziela i jest wrecz brunatnym argumentem. Nic w tym obcego — Żydzi bili się o Polskę od stuleci, bo to była ich ojczyzna, ich dom. Uczestniczyli w każdym powstaniu, w każdej wojnie. Do tego stopnia czuli się Polakami, że za Polskę ginęli. Część z nich jest pochowana na polskich cmentarzach wojskowych. Wśród ofiar katyńskich 8% było Żydami — ok. 1000 oficerów wojska polskiego. Żydzi od zawsze identyfikowali się z Polską jako swoją ojczyzną.

Trudno w jednej rozmowie opowiedzieć o wszystkich krzywdach 68 r. Pani „Zapiski” są wstrząsające. Przestała Pani mówić po polsku, nie uczyła Pani swoich dzieci języka polskiego…, ale jednak gdzieś w Pani ta Polska „zalega”. Dlaczego Pani tu jednak wraca?

Dlaczego nie?  Ja się tutaj urodziłam. To był mój pierwszy język, język moich dziadów, pradziadów; moja oryginalna kultura. Nawet nie potrafię powiedzieć, ile pokoleń wstecz było w Polsce urodzonych i pochowanych. Ja już nie mam zadry i to pozwala mi tu przyjeżdżać. Dopóki ją miałam, to mówiłam, że jestem Europejką, a nie Polką.  Polska była jedynym krajem, w którym nie mogłam być Polką. Na całym świecie, kiedy mówię, że urodziłam się w Polsce, słyszę: – „Are you from Poland? Yes? Then you Polish, right?” –  No I’m not Polish” – odpowiadam; nie mogłam tu być Polką, nie pozwolili mi. Ciekawe jakby to było dzisiaj, czy mogłabym powiedzieć tutaj, że jestem Polką?

Zadra zaczęła się zmniejszać po 89 r., kiedy Polska stawała się bardziej „cywilizowana”?

Ładnie to pani ujęła. Stanowczo znaczenie miały i zmiany w Polsce, i zmiany we mnie. Ja już nikomu nie muszę niczego tłumaczyć, bo ja wiem, że jestem Amerykanką. Językiem naszego domu jest angielski, nie mam już żadnego dyskomfortu, nie potrzebuję się już gniewać.

I dlatego wpadła Pani na pomysł odnalezienia swojej klasy?

Szukanie klasy nie miało związku z przemijaniem zadry. To tęsknota do dzieciństwa, młodości, do ludzi, którzy znali moich rodziców, ludzi, którym moja mama piekła serniki. Z 36 osób w klasie maturalnej 35 wyjechało. Kiedy trafiłam do Ameryki byłam jak… ścięte drzewo. Zapuszczanie tam korzeni trwało bardzo długo. Musiałam nauczyć się i Ameryki, i siebie jako Amerykanki, ale tęskniłam – nie do Polski, ale do poczucia przynależności. Brakowało mi kontekstu mojego dziecinstwa, mojej klasy, więc w 2008 r. doszłam do wniosku, że jednak zacznę jej szukać. Z 35 osób znalazłam aż 28. Rozesłałam „listy gończe” po całym świecie. Zachowało się zdjęcie mojej klasy maturalnej. Wydrukowała je w 1965 żydowskojęzyczna gazeta „Fołks Sztyme”. W 2010 r. zjechaliśmy do Wrocławia.

Wtedy przyjęła Pani pierwsze oficjalne przeprosiny – od prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Była Pani wzruszona? To było dla Pani ważne?

Boże kochany, taki wielki chłop ukląkł przede mną! Oczywiście, że to było ważne! W obecności kamer telewizyjnych, mediów i calej wierchuszki miasta, on przede mną klęka, prosi o wybaczenie i wręcza mi symboliczny klucz do miasta.

I co dalej? Dutkiewicz obiecał, że te opowiedziane przez Panią historie będą przekazywane dzieciom. Myślę, że mówił szczerze, ale Polska się zmieniła… Jak wtedy, w 2010 r., Pani to odbierała?  

Przyznam, że miałam nadzieję, że może na 50-lecie Marca’68 (następnej „okrągłej” rocznicy już większość z nas nie dożyje), władze Polski zwrócą się do nas, nie tyle z przeprosinami, co np. z polskim paszportem.  I powiedzą: to była durna pomyłka, wybaczcie. Tak, miałam taką nadzieję. Ale Polska znów się zmieniła.

Pani „Zapiski” są swego rodzaju oskarżeniem nie tylko PRL, ale też współczesnej Polski, również III RP, bo przez te lata nie odzyskaliście paszportów, oficjalnie władze nie przeprosiły Żydów za to haniebne wydarzenie. Sprawa nie została do końca załatwiona, a 50 rocznica Marca’68 już minęła. Myślę, że wielu przyzwoitym Polakom też jest z tym ciężko…

Cóż, ja za kilka dni wylecę do San Francisco, do domu… Będę myślała o moich spotkaniach z czytelnikami, o wzruszających chwilach, o przepięknym spektaklu, który Krystyna Janda i Magda Umer wyczarowały. Ale nie muszę myśleć, że Polska nas nie przeprosiła. De facto ja już z tym nie żyję, ale Pani musi…

Trudno dziś zrozumieć, dlaczego wtedy nikt się za wami nie ujął…

Byłam wtedy zbyt młoda i zbyt przejęta opresyjną codziennością, ale znacznie później miałam na ten temat wiele refleksji. Myślę, że Polacy to butny naród, który zawsze walczy o to, co jest dla niego ważne. W marcu 68 r. Polacy nie tylko nie walczyli w żaden sposób o nas, a wręcz niektórzy szukali możliwości… wzbogacenia się. Urzędnicy i celnicy np. wymuszali łapówki, a sąsiedzi przychodzili do mojej mamy i mówili: „Pani Esterko, ten stół się na pewno nie sprzeda, a państwo musicie zostawić puste mieszkanie, może my ten stół zabierzemy”.

To przykre słuchać o nas takich opowieści, tym bardziej, że jest ich więcej. Z antysemityzmem spotkała się Pani nie tylko w 68 r. Opowieść o butach w przedszkolu jest przejmująca…

To trudna opowieść, faktycznie. W tym przedszkolu trzeba było zmieniać buty na kapcie filcowe. Buty wieszało się na haku w worku. Pod koniec dnia wepchnęłam stopy do butów i choć mnie dziwnie uwierały, doszłam do domu, bo było blisko. Kiedy je zdjęłam, zobaczyłam, że moje stopy są całe pokrwawione. Okazało się, że w moich bucikach było pokruszone szkło. Więcej do przedszkola nie poszłam, nawet nie zdążyłam się pobawić na huśtawkach. Przez lata zastanawiałam się, czy to możliwe, żeby to zrobiły dzieci?

Szukam jakiegoś wytłumaczenia… Może to ktoś chory psychicznie?

Chory psychicznie? A lata endecji, a pogromy przed wojną, po wojnie, różne inne objawy antysemityzmu, mniej lub bardziej krwawe. Określenie „chory psychicznie” sugeruje bagatelizowanie sprawy i próbę uwolnienia się od odpowiedzialności.

Mam nadzieję, że dziś jednak mamy inne czasy. Choć przyznała Pani, że obawiała się, iż podczas premiery przed Teatrem Polonia będą maszerować antysemici, że ktoś rozwinie wrogie transparenty i będzie wykrzykiwał obraźliwe hasła.

Nie wiem, czy się obawiałam, ale przeszło mi to przez myśl. Rozmawiałam o tym z Olgą Tokarczuk, która zapytała mnie: „naprawdę myślisz, że coś takiego jest możliwe?” Odpowiedziałam: „może po prostu wyciągną stare transparenty z 68 r.”?

Szczęśliwie tak się nie stało, więc może ten antysemityzm nie jest taki jak Pani myśli? Może ma Pani gorsze zdanie na temat Polaków niż na to zasługują?

No może, bo z jednej strony mam czytelników, którzy przychodzą i widzę ich zaszklone oczy. Z drugiej jednak strony mam wizerunek Polski, który oglądam w amerykańskiej telewizji, a który jako żywo przypomina faszystowskie Niemcy choćby z 1936 r. Trudno znaleźć harmonię między tymi dwoma obrazami. Muszę sobie zdać sprawę, do jakiego stopnia naród jest teraz podzielony. Myślę, że antysemityzm tutaj był i jest, ale przez te lata wolności, które mieliście on nie był dobrze widziany. Polacy na wzór zachodni uczyli się wyrażać szacunek i akceptować inność. A to nie jest tylko kwestia antysemityzmu, w Polsce po prostu trudno jest być innym. No i jeżeli nawet zdarzało się, że gdzieś, na jakiejś stodole ktoś nabazgrał antysemicki napis, to jednak stanowczo nie w mediach, nie w marszach, nie z przyzwoleniem. A teraz jest przyzwolenie na to wszystko.

Zrobiła Pani w Ameryce błyskotliwą karierę – kobieta sukcesu przez duże „S”. Osiągnęła Pani na pewno więcej niż gdyby Pani tu została, podobnie jak bardzo wielu wygnanych. Często więc pada pytanie: kto stracił więcej, wy, wypędzeni, czy my, bo was nie ma w Polsce? Olga Tokarczuk napisała: „to straszna strata, że was nie ma. Z waszym wyjazdem myśmy stracili szanse na lepszą Polskę”. Czy to są słowa dla Pani ważne, obojętne, czy z Polską łączy Panią już tylko pamięć o krzywdzie?

Z Polską łączy mnie kilkuwiekowa historia mojej rodziny.  Pamięć o krzywdzie jest o wiele mniej ważna niż relacje z takimi osobami, jak Olga Tokarczuk, Krystyna Janda, Magda Umer czy dziesiątki, setki osób, które piszą do mnie i z którymi czuję jakieś wspólne człowieczeństwo. Nie, ja już o krzywdzie nie myślę, aczkolwiek ją pamiętam. Ta krzywda to jest wstyd dla Polski. To jest coś, z czym Polska musi sobie dać radę. To wy straciliście szansę na lepszą Polskę.

Myśli Pani, że teraz Polska pokazała swoje prawdziwe oblicze? Czy jednak te ostatnie zachowania antysemickie czy wręcz faszystowskie to jednak sprawa marginalna?

Marginalna? Zachowanie faszystowskie NIGDY nie powinno być uważane za sprawę marginalną. Znam Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce; są słusznie zaniepokojeni. Kilka dni temu byłam, nie powiem, w którym małym mieście, bo tam mieszka niedużo Żydów i po spotkaniu podeszła do mnie młoda osoba. Naprawdę dramatycznie roztrzęsionym głosem zapytała: „Jeżeli by pani mieszkała dzisiaj w Polsce, to czy przyznałaby się pani do tego, że jest Żydówką”?

Muszę dodac – to WY musicie zdecydowac czy marsz 60,000 narodowców to jest sprawa marginalna.

Ciągle nie ma właściwego klimatu, żeby przyznać się do korzeni żydowskich?

To jest straszne. Są w Polsce Żydzi, którzy ciągle nie mają poczucia, że są tutaj w domu. Przez stulecia mówiło się, że Żydzi czują się w Polsce jak obywatele drugiej kategorii i teraz znowu. Pewna posłanka mówi o ludziach „których geny nie są polskie”; krytykuje ich zachowanie „w kraju ich zamieszkania”… Ale to nie tylko Żydzi, to również homoseksualiści, niepełnosprawni, Romowie….ludzie, którzy są inni. Nie ma w Polsce klimatu dla innych. Dlatego powtarzam: opowiadajcie dzieciom historię Marca’68. Mówcie o tym dzieciom. Marzec ’68 to lekcja krzywdy za inność.

Pisząc po polsku i wydając książkę w Polsce, adresowała ją Pani do Polaków. A Pani marzeniem jest, żeby stała się ona lekturą szkolną. Dlaczego? Chce się Pani opowiadać, tłumaczyć ludziom, jak to było w 68 roku? Zależy Pani, żeby Polacy wiedzieli, jak zachowywali się ich rodacy? Ma pani jakieś poczucie misji?

Sama się zastanawiam. Nigdy nie planowałam żadnej misji. Zadedykowałam tę książkę po polsku mamie i tacie. Jestem z mojego życia bardzo zadowolona, mam wszystkie możliwe satysfakcje: zawodowe, osobiste, finansowe. Wyszło mi. Odpukuję. Ale moi rodzice przeżyli na zachodzie trudne dwadzieścia lat. Nie mogli chodzić do teatru, bo nie znali dostatecznie dobrze języka, stracili poczucie humoru, nigdy się nie zintegrowali i na dobrą sprawę nigdy nie zrozumieli, dlaczego ich wyrzucono i za co. Dlaczego stracili prawo do emerytur? Dlaczego musieliśmy wyjechać? ZAPISKI są dla moich rodziców. Dla naszych, wszystkich rodziców.

W trakcie tegorocznych obchodów Marca’68, ogromne napięcie wywołane ustawą o IPN spowodowało, że wyjątkowo dużo w mediach mówiło się o tamtych czasach. Mam wrażenie, że duża grupa Polaków dopiero teraz dowiedziała się, jak to było. A z tego co wiem, wszyscy, którzy czytali książkę czy widzieli przedstawienie, byli Pani tekstem dogłębnie poruszeni. Myślę, że nam, Polakom „normalnym”, może bardziej nawet niż wam, zależy, żeby jak najwięcej ludzi znało prawdę o tamtych czasach. Czy mimo tej niedobrej dziś atmosfery widzi Pani szanse na normalizację stosunków polsko-żydowskich?

Ja jestem optymistką, więc nie myślę, że zawsze tak będzie, ale to potrwa długo. Musicie kształcić pokolenia, które zaakceptują prawdę i wezmą za nią odpowiedzialność.

Na pocieszenie powiem, że jeszcze 20 lat temu nikt publicznie nie był w stanie wymówić słowa gej, a dziś gej jest prezydentem miasta. Jest więc nadzieja w młodym pokoleniu…

Oczywiście, że mam nadzieję. Choć teraz stosunki polsko-żydowskie są gorsze niż były przez ostatnie lata, kiedy Polska się rozwijała i stawała się normalnym krajem, coraz lepiej rozwiniętym ekonomicznie, z coraz lepiej wykształconymi i podróżującymi Polakami. Ale teraz ta ustawa o IPN bardzo źle zrobiła obu stronom. Żydzi, mieszkający w Polsce znów się boją, tak jak kiedyś. Wielu moich kolegów emigracyjnych nie przyjechało na te obchody ze względu na złą atmosferę, ze względu na pogorszenie relacji polsko-żydowskich, indywidualnych i polsko-izraelskich na poziomie państwowym. Nie udawajmy, że jest dobrze. Nie jest dobrze.

Przeżywamy wstrząs, może on paradoksalnie pozwoli coś zacząć od początku?

Mam nadzieję. Problem polega na tym, że przez ostatnie lata antysemityzm był ukryty, istniał po cichu, ujawnianie się z nim nie było okej. A teraz jest okej, wręcz bym powiedziała, że jest na niego przyzwolenie. Teraz przed myślącymi Polakami, otwartymi na świat, z dużym apetytem na to, żeby Polska była dobrym krajem, który jest wart swojego miejsca w Unii i na świecie, stoi wielkie wyzwanie, by to zmienić. To jest teraz poważne zadanie dla Polaków. Bardzo chciałabym, żeby się udało.

Wojtek Jasiński zostaje ! Zatankował w Orlenie prawie 4 banieczki i udał się na zasłużoną emeryturę. Panie Wojtku, ukłony! Dyplom (i misia!) wręczymy na następnym ! Buziaczki 😘

Józef Żurek, który był najstarszym Polakiem, nie żyje. Mężczyzna zmarł w wieku 108 lat.

O śmierci Józefa Żurka poinformowała Ochotnicza Straż Pożarna w Toporzysku, z którą Żurek był bezpośrednio związany. Mężczyzna, który do momentu swojej śmierci był najstarszym Polakiem, zmarł w wieku 108 lat. Żurek mieszkał we wsi Czarnowo w województwie kujawsko-pomorskim.

Kaczyński, Gowin, Duda wdepnęli w krowi placek

Zwykły wpis

Coraz częściej 2 razy weto Andrzeja Dudy jest oceniane jako ustawka. Kaczyński i jego ferajna przestraszyli się protestów – najwiekszych przecież po 1989 roku.

Więc deforma ma być przesunięta w czasie. Tak sądzi prof. Radosław Markowski.

„Młodzi Polacy zobaczyli, że ich obywatelska postawa miała sens. Obawiam się jednak, że zagrywka pana Andrzeja Dudy miała na celu ich demobilizację. Chodzi mu o te same cele, co prezesowi, tyle że chce to zrobić w rękawiczkach”.

Podobnie patrzą za granicą. Jola Sacewicz pisze o manewrze kremlowskim.

„Świat nas ostrzega: DUDA NIE JEST PRZYJACIELEM OPOZYCJI. ZAGRYWKA Z WETAMI JEST DOBRZE ZNANA JAKO TZW „MANEWR KREMLOWSKI”, często stosowany przez Putina. Putin kilkakrotnie najpierw uśmiercał ostre, kontrowersyjne ustawy (vide o zakazie „propagandy” LGBTQ), a potem uchwalało się je ponownie w wersji trochę lighter. Tłumy się uspokajają, opozycja rozmiękcza, tworzy się „merytoryczną” opozycję wewnętrzną (w odróżnieniu od tej złej, „zdradzieckiej” i „totalnej”), z którą potem maszeruje się dalej ręka w rąsię.”

Niejakim potwierdzeniem cynizmu Kaczyńskiego może być jego wywiad w TV Trwam. Kaczyński jest amoralny. Co dobrze uchwyciła Eliza Michalik.

Prezes jest najwyraźniej wyznawcą Nietzschego, który pisał, że moralność wymyślili słabi, żeby trzymać w ryzach silniejszych od siebie …

A nowy sojusznik Dudy Jarosław Gowin to typowy karierowicz z pretensją do bycia wielkim. A jest tylko przeciętnym… proboszczem.

Nie warto zaginać nad Gowinem intelektu, ten koleś zdradzi każdego, gdy poczuje, ze może utuczyć się na czyjejś krwi. Tak było w Platformie Obywtelskiej, tak jest teraz. Żałosny osobnik o przeciętnym intelekcie.

Jeszcze raz Eliza Michalik.

Jarosław Gowin to ledwo jaskółeczka – jak spadną notowania PiS, dopiero zobaczycie jak będą gimnastykować się oportuniści, żeby się ustawić.

Amoralność pchnęła Kaczyńskiego do polityki. Dlatego pcha nas ku katastrofie, jak kiedyś swego brata Lecha. Gowiny i Dudy lezą jego śladami. Ustawy o sądownictwie to był taki krwi placek – trzy razy pacniety na polską demokrację. Duda wdepnął tylko w jeden. Ale tak samo waniajet.

Rydzyk: Oj tam, oj tam. Dać szmal, rozszerzyć koncesje, anulować kary, Podyktował, co PiS ma zrobić dla niego

Zwykły wpis

O. Tadeusz Rydzyk pogroził Jarosławowi Kaczyńskiemu: Oj tam, oj tam, za mało dajesz dziengów na moje dzieła.

Rydzyk wystąpił w swoim programie „Rozmowy niedokończone”, posadził naprzeciwko siebie członka KRRiT prof. Janusza Kaweckiego (wieloletniego współpracownika Radia Maryja i TV Trwam). Ojciec dyrektor poskarżył się na zbyt małą ilość reklam spółek skarbu państwa w jego mediach, które „karmią tych, którzy uderzają w Polskę”:

– Oni mówili, że reklama musi iść przez domy mediowe. A domy mediowe są z tego samego układu. Czyje są domy mediowe? – pytał.

Szmal ma płynąć bezpośrednio do Rydzyka, a nie przez jakieś domy medialne. Oj tam, oj tam.

Szmalec to jedno. Drugie to dodatkowe częstotliwości.

– Przy tych możliwościach dzisiaj trzeba naprawdę wszystko zrobić – zachęcał Rydzyk do „wszystkiego zrobiania” dla jego dzieł.

Wypomniał szefowi KRRiT, aby mu Kawecki przekazał:

– Na opłatek do Episkopatu pierwszy się pchał. Może nie pchał się, ale był, żeby uwiarygodnić się – wspominał Rydzyk.

Trzecie to kary nałożone na media Rydzyka przez KRRiT w poprzednich latach, w tym za zachętę do spalenia Tęczy LGBT na placu Zbawiciela. Rydzyk żąda, aby kary anulować:

– Są naciągane. Oni zrobili to na zlecenie – tak kombinuje Rydzyk.

I co? Wszystko mu się uda. Szmal popłynie, dostanie nowe koncesje, a kary pójda do kosza.

Oj tam, oj tam. Alleluja i do przodu – to są ulubione słowa biznesmena w kombinezonie sutanny. Jest dopiero 83. na liście najbogatszych Polaków, chce awansować. Wyżej i wyżej.

Beata z Brzeszcz w TV Trwam

Zwykły wpis
szydłowTVTrwam

Obecnie rządzący politycy PiS zakleszczyli się w sprzyjającym im mediach, które mają niewielką oglądalność. Dojdą im media publiczne przeflancowane na narodowe, ale i od nuch publika będzie odchodzić, bo nie będą mieli żadnych kompetentnych dziennikarzy.

Podobnie rzecz się ma z elektoratem, który od PiS odpływa. Zostanie im „twardy wyborca” wydeptany podczas miesięcznic smoleńskich. Lecz z chwilą odejścia Kaczyńskiego i ten się rozpierzchnie. PiS to wydmuszka intelektualno-duchowa.

Beata z Brzeszcz, Polakom znana jako Beata Szydło, wystąpiła u o. Rydzyka w TV Trwam. I wypowiedziała mantry pisowskie. Jako to, Trybunał Konstytucyjny i prezes prof. Andrzej Rzepliński stoją po jednej stronie sporu.

Jeżeli sporem jest Konstytucja RP, to faktycznie Rzepliński stoi po jej stronie, tak jak ogromna większość prawników w kraju, tak jak politycy i komentatorzy zagraniczni. Jakoś wszyscy są stroną w sporze z PiS.

PiS ma przeciw sobie rozum, polityczny rozum i każdy inny. Beata z Brzeszcz niewiele pojmuje z polityki, słychać to w jej wystąpieniach i jej postawie wobec Polaków. A jest ona wroga, jak w stosunku do Komitetu Obrony Demokracji. W manifestacjach uczestniczą zwyczajni Polacy, przykleili się politycy – to prawda, ale oni są do tej rzepki na doczepkę.

KOD atykułuje potrzeby demokratyczne i wolności. Szydło zakleszczyła się, ale jej nic innego nie pozostało, gdyż nie wyjdzie intelektualnie poza swe zakleszczenie.

PiS zniszczył Polakom święta Bożego Narodzenia, niszczy Polskę, lecz tego niedługo, bowiem załamie się pod garbem swoich kłamstw i matactw. Polacy nie pozwolą, aby zabrano im demokrację, wolność i uczestnictwo w projekcie cywilizacyjnym Unii Europejskiej.

Więcej >>>

Arcybiskup birbant z piekła rodem

Zwykły wpis

abp-slawoj-leszek-glodz-643-482

Abp. Sławojowi Leszkowi Głódziowi karierę może skończyć wykładowca UKSW ks. Adam Świeżyński, który potwierdził nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce ekscesy hierarchy gdańskiego opisane przez tygodnik „Wprost”.

Arcybiskup nie żałuje sobie, uwielbia poniżać swoich współpracowników, a w swojej siedzibie regularnie organizuje libacje alkoholowe. Rozrywkowy duchowny, który ma głęboko gdzieś takie sprawy, jak ubogość, służbę biednym ludziom.

Głódź służy sobie i wymaga, aby służył mu podwładny kler. Życia używa jak prawdziwy dekadent, birbant, alkohol żłopie jak hipopotam. Świeżyński „Dziennikowi Bałtyckiemu” powiedział o swojej wizycie u nuncjusza i sypnięciu birbanta arcybiskupa: – Żałuję, że księża w Gdańsku nie potrafili zdobyć się na taki krok. Wszystko ograniczyło się do prywatnych rozmów. Ja teraz przynajmniej mogę spojrzeć sobie w twarz rano w lustrze.

Ksiądz liczy na to, że papież Franciszek da odpowiedni bieg sprawie i arcybiskup zostanie wykopany: – Jeśliby sprawa doszła do papieża, jego reakcja mogłaby być gwałtowna. A według moich informacji komunikat o Gdańsku dotarł już do Kongregacji do spraw Biskupów.

Głódź to zwolennik o. Rydzyka, w Episkopacie był łącznikiem z redemptorystą, pilotował sprawę koncesji na multipleks cyfrowy dla TV Trwam. Urwie się sprawa. Arcybiskup birbant szybciej koncesję dla Rydzyka załatwiłby u Belzebuba, mogliby się stawić w piekle we dwóch i tam na dobrze podgrzanej patelni, smażąc się błagać arcydiabła. Obydwaj są z piekła rodem.