Tag Archives: Jakub Majmurek

Przykrycie afery KNF nie wyszło. Walczący ze SKOK-ami Wojciech Kwaśniak górą, choć zapłacił dotychczas ogromną cenę

Zwykły wpis

>>>

Depresja plemnika

„Piekło istnieje na ziemi”, „Dość hipokryzji w Kościele”, „Kościele, nie chroń zła”, „Na to nie ma przedawnienia” – z takimi hasłami protestowali w Gdańsku uczestnicy manifestacji pod pomnikiem ks. Henryka Jankowskiego, któremu zarzuca się molestowanie dzieci.

Figura prałata została opasana łańcuchem, do którego przymocowano tablicę z napisem „Pomnik ofiar Kościoła katolickiego”. Do łańcucha przyczepiono pluszowe maskotki i dziecięce buciki, mające symbolizować ofiary pedofilii.

Jedna z organizatorek protestu Joanna Krysiak ze stowarzyszenia Trójmiejskie Dziewuchy Dziewuchom mówiła podczas wiecu, że „księża powinni być traktowani jak normalni obywatele i powinni ponosili odpowiedzialność za swoje czyny”. – „Pomnik ks. Jankowskiego powinien zostać przekształcony w pomnik hańby Kościoła katolickiego, a jeśli jest to niemożliwe, to w pobliżu powinno się ustawić pomnik ofiar”. Domagają się także wykreślenia prałata z listy honorowych obywateli Gdańska.

W proteście udział wziął Marek Lisiński, prezes Fundacji „Nie lękajcie się”, która pomaga ofiarom pedofilii w Kościele katolickim w Polsce. – „Jestem…

View original post 2 669 słów więcej

Gang Kaczyńskiego tanio kupił Kałużę

Zwykły wpis

W środę dzięki Wojciechowi Kałuży Koalicja Obywatelska przegrała śląski sejmik.  Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk i wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podpisali porozumienie z radnym, który do sejmiku startował w wyborach z listy Koalicji Obywatelskiej.

Ubolewając nad tym, że wiele władzy opiera się na jednym, dwóch, trzech głosach, były wicepremier, minister gospodarki w rządzie PO-PSL Janusz Piechociński ocenił, w porannej rozmowie z Gazeta pl, iż „takie sytuacje tworzą społeczne wrażenie, że wszyscy ci, którzy pracują po tamtej stronie władzy to kandydaci na złodziei”.

Według Piechocińskiego, takie decyzje to korupcja polityczna. Najsmutniejsze jest to, że w tym procesie uczestniczył wysłannik premiera – ocenił były wicepremier. Dodał, że Kałuża jako nowy wicemarszałek sejmiku śląskiego ma zarabiać „skromne 12 tys. brutto przez 5 lat”.

* * *

Gang Olsena tanio kupił Kałużę.

Depresja plemnika

Krótko mówiąc: na froncie walki o sądy Nowogrodzka zarządziła odwrót.

Skąd ten zwrot w tył?

To może zaskakiwać, bo Partia Jarosława Kaczyńskiego cofa się bardzo rzadko. Jest przekonana, że samodzielna większość w Sejmie daje jej absolutne prawo, do kształtowania polskiej rzeczywistości. Zdarzało się już jednak w przeszłości, że PiS napotykał na tak wielki opór, że niezależnie od sejmowej arytmetyki musiał ustąpić.

Mimo nacisku części własnego zaplecza, obóz rządzący nie odważył się wprowadzić przepisów jeszcze bardziej utrudniających polskim kobietom dostęp do legalnej aborcji. Do zatrzymania się zmusiła PiS bezprecedensowa mobilizacja kobiet w całej Polsce. Ich protesty pokazały, że w Polsce nie ma społecznej zgody na dalsze zaostrzanie przepisów regulujących warunki przerywania ciąży. Kaczyński zrozumiał, że jeśli spróbuje ograniczyć wolność kobiet w tym zakresie, to słono za to zapłaci przy urnie wyborczej.

Także kwestii ustawy o IPN PiS zmienił stanowisko o 180 stopni. Zmianę wymusiło zderzenie się ze ścianą na…

View original post 2 293 słowa więcej

PiS doprowadził do sytuacji, że w manewrach „żołnierze” uczestniczą z atrapami broni

Zwykły wpis

Jutro rozpoczynają się największe w tym roku manewry pod kryptonimem “Anakonda 18”. Ćwiczenia odbywają się cyklicznie co dwa lata. W tym roku wojsko będzie ćwiczyć między innymi na poligonie w Drawsku Pomorskim i Orzyszu oraz w przestrzeni powietrznej Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Niektóre z epizodów zostaną rozegrane poza poligonami. Celem manewrów jest sprawdzenie, jak w warunkach wojennych współdziałają ze sobą wojsko, administracja cywilna, a także struktury dowodzenia NATO. 

Scenariusze zostały ustalone tak, aby w miarę realnie odpowiadały tym, z którymi będzie musiało się zderzyć państwo w czasie wojny. Chociaż nikt tego głośno nie mówi, chodzi o odpowiedź na agresję Rosji na Polskę i kraje bałtyckie. Ćwiczenia będą też rozciągnięte w czasie i podzielone na dwa etapy: 7-16 listopada będą to manewry z wojskami, a od 26 listopada do 6 grudnia dowódczo-sztabowe wspomagane komputerowo. W manewrach wezmą udział żołnierze z dziecięciu krajów NATO – głównie Amerykanie, ale także m.in. żołnierze tureccy, niemieccy, rumuńscy i czescy. Na terenie Polski będzie ćwiczyć około 12 tysięcy żołnierzy, a blisko 5 tysięcy w krajach bałtyckich oraz na morzu.

Dzisiejsza Rzeczpospolita informuje, że pomimo wątpliwości Amerykanów w manewrach wezmą udział organizacje proobronne. Udział tych organizacji budzi kontrowersje US Army. Notatka, która 27 kwietnia 2016 roku trafiła do Centrum Operacyjnego MON, zawierała informacje, że dzień wcześniej w trakcie spotkania w Biurze do spraw proboronnych MON przedstawiciele amerykańskiej armii wyrazili niepokój w związku z udziałem cywilów z formacji paramilitarnych w ćwiczeniach. Wątpliwości Amerykanów dotyczyły tego, że w rejonie bezpośrednich wojsk USA nie mogą przebywać cywile. Oficerowie Wojska Polskiego poinformowali gazetę, że członkowie organizacji wyjdą na ćwiczenia z… atrapami broni.

Rzeczpospolita zapytała eksperta o wątpliwości, co do udziału w manewrach takich organizacji – “Nie wiadomo, w jaki sposób te organizacje miałby zostać włączone w system obrony państwa. Nie mają określonych zadań w czasie pokoju i wojny, np. wsparcia ludności cywilnej – w przeciwieństwie np. do Wojsk Obrony Terytorialnej” – tłumaczy. MON nie określił m.in. modelu funkcjonowania organizacji pozarządowych w w systemie obrony państwa, w tym korzystania z obiektów wojskowych czy wyposażenia Sił Zbrojnych. Co więcej, resort nie zdefiniował jednoznacznie, czym są organizacje proobronne. I chyba najważniejsza sprawa. Wątpliwa jest podstawa prawna włączenia ich do ćwiczeń wojskowych. 

Brakuje jeszcze kosynierów i husarii, bo jak już się bawić to na całego. Wątpliwa podstawa prawna i do tego system, który w swoich założeniach nie uwzględnia tego typu organizacji, to gotowy przepis na tragedię, w imię ambicji MON, które jak widać pozostały bez zmian po wymianie szefa MON. To tupolewizm w wydaniu mundurowym. 12 tysięcy żołnierzy, a wśród nich ludzie biegający z atrapami krzyczący “pif-paf” i bawiący się w wojnę. Dla wielu to jest czysty Bareja, ale to nie jest komedia ponieważ tu aż za bardzo unosi się zapach dramatu.

W PiS nie wiedzą, czy Małgorzata Wassermann wygrała wybory na prezydenta Krakowa, czy przegrała.

Depresja plemnika

Moją pierwszą reakcją było uczucie radości, że koszmar, który wydawał się nieuchronny i nienaruszalny, może się zatrzymać. Wierzę, że przełoży się to na kolejne wybory i jest początkiem przegranej PiS-u. Mam nadzieję, że w imię wolności i poczucia, że agresja wdrukowywana w społeczeństwo jest niebezpieczna, nastąpi polityczna zmiana poprzez demokratyczne procedury – mówi socjolog prof. Jadwiga Staniszkis. – Myślę, że tak musiały wyglądać polityczne procesy członków elity w latach 30. w Rosji. Wtedy kończyło się obozami i wyrokami śmierci, a tutaj chodzi o to, aby zdyskwalifikować Donalda Tuska – mówi o przesłuchaniu szefa Rady Europejskiej.

KAMILA TERPIAŁ: PiS przegrał w II turze wyborów samorządowych prawie we wszystkich miastach. Nawet w swoich matecznikach: Radomiu i Nowym Sączu. To jasny sygnał – Polacy nie chcą tej władzy?

JADWIGA STANISZKIS: PiS ewidentnie przegrał te wybory. To jest bardzo istotne. Po pierwsze, wszyscy oportuniści, którzy wspierali pisiaków dla stanowisk, spostrzegli, że oportunizm…

View original post 7 728 słów więcej

Rydzyk z Kaczyńskim paktują jak Ribbentrop z Mołotowem

Zwykły wpis

Jak donosi portal Wirtualna Polska, w miniony poniedziałek w Warszawie doszło do tajnego spotkania lidera partii rządzącej, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i ojca Tadeusza Rydzyka, twórcy Radia Maryja i Telewizji Trwam. Na podstawie relacji informatora portalu, na pierwszy rzut oka można wysnuć wniosek, że to toruński redemptorysta został wezwany na dywanik przez nieformalnego naczelnika naszego kraju by tłumaczyć się ze zbyt mało intensywnego wspierania kandydatów partii rządzącej w wyborach samorządowych.

– Te 34 procent, jakie PiS uzyskało w wyborach, prezes odczuł jako porażkę. Liczył na ok. 40-procentowy wynik. Ale do tego potrzebna jest mobilizacja twardego elektoratu PiS. Taką mobilizację do tej pory zapewniał w swoich mediach ojciec Rydzyk. Tym razem wsparcia dla kandydatów PiS zabrakło – ujawniła osoba, która zna przebieg tego spotkania.

Tyle tylko, że niewiele wskazuje na to, by takie połajanki że strony Jarosława Kaczyńskiego robiły na Rydzyku jakiekolwiek wrażenie. Ten bowiem jest przede wszystkim biznesmenem, który swoje działania uzależnia od konkretnych, płynących do niego lub ludzi z nim związanych korzyści. Do ich realizacji natomiast w coraz mniejszym stopniu potrzebuje sprzyjających decyzji partii rządzącej. Co więcej, jeśli brak otwartego wsparcia ze strony mediów Rydzyka jest przez kierownictwo obozu władzy interpretowane jako czynnik wpływający na ostateczny wynik wyborczy, to zakonnik właśnie zyskał kolejny atut, którym może szantażować lidera Prawa i Sprawiedliwości oraz stawiać swoje warunki. A tych ma bez liku.

Mało powiedzieć, że chciałby mieć wpływ na obsadę jedynek w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu, by w kolejnym rozdaniu mieć nadal swoich ludzi w najważniejszych instytucjach państwowych i międzynarodowych. Wiadomo przecież, że widziałby również Antoniego Macierewicza i Jana Szyszko znów na prestiżowych funkcjach ministerialnych. Jednocześnie warto także przypomnieć, że na naszych oczach tworzy się kolejny wielki sojusz Rydzyka ze Zbigniew Ziobro, z którego resortu do przedsięwzięć zakonnika płynie najszersza rzeka publicznych pieniędzy. Na takiej współpracy zyskują obie strony – Rydzyk materialnie, Ziobro politycznie. Jeśli wskutek dalszego pogłębiania się różnic między PiS a środowiskiem toruńskim doszłoby do faktycznego wystawienia konkurencyjnej dla PiS listy do Parlamentu Europejskiego, to Zbigniew Ziobro z pewnością mógłby być jednym z jej liderów.

Ciekawym wątkiem, jaki poruszyli dziennikarze Wirtualnej Polski jest natomiast kwestia konkurencyjnej do Radia Maryja katolickiej rozgłośni o światowym zasięgu, a mianowicie EWTN, która na polskim rynku zaczyna się prężnie rozwijać. 19 października zaczęła nadawać z wrocławskiego studia, na razie głównie w Internecie, jednak plany zakładają dostanie się do telewizji satelitarnych i kablowych. Pojawiają się źródła, które ujawniają, że politycy Prawa i Sprawiedliwości sondują możliwości współpracy z tym medium. Dla Rydzyka i jego pozycji byłoby to olbrzymie zagrożenie.

Sojusz Rydzyka z Kaczyńskim wygląda tak, jak sojusz PRL z ZSRR, przy czym Toruń nie jest Warszawą.

Holtei

>>>

Marsz 11 listopada pod znakiem neofaszystów. Będzie prelekcja włoskiej organizacji oskarżonej o zabójstwa na tle rasowym, a dla relaksu koncert z pieśnią: „Mein Kampf drogę nam wskazało, na której końcu czeka ład aryjskiego człowieka”

Rok temu w Marszu Niepodległości faszyści śpiewali o „białej Europie”, nieśli ksenofobiczne transparenty. Nikt nie został za to ukarany. W tym roku ich „program” będzie jeszcze bardziej rozbudowany.

Autonomiczni Nacjonaliści, jedna z grup, która podpięła się pod marsz sprzed roku, zapowiada: „Obowiązuje czarny ubiór i strój. Chusty, szaliki i kominy [kominiarki] mocno wskazane”, „flagi, banery i wszelkie symbole organizacji, ekip i kolektywów mogą być swobodnie prezentowane”. To ostatnie z zastrzeżeniem, że usuwane będą te, które wymierzone są w „bratnie narody”.

Ale już dzień przed marszem, w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym przy ul. Wilczej, w centrum stolicy, neofaszyści organizują konferencję, na której wystąpią działacze skrajnej prawicy z Serbii, Czech i Włoch. Ostatnich reprezentować będzie Nicola Piscopello, działacz organizacji…

View original post 5 003 słowa więcej

Dla PiS niepełnosprawni to nie elektorat

Zwykły wpis

Nie zostanie więc wprowadzony m.in. „urlop wytchnieniowy” dla tych wszystkich, którzy opiekują się takimi osobami ani elastyczny czas pracy i ochrona w pracy dla opiekunów osób niesamodzielnych. – „Wyrzucenie projektu ustawy do kosza jest symbolem tego, w jaki sposób władza traktuje osoby z niepełnosprawnością” – powiedziała posłanka PO Joanna Augustynowska.

W projekcie zapisano także urlop opiekuńczy do 6 miesięcy w celu sprawowania opieki, który pozwalałby „powrócić do pracy tym wszystkim, którzy chwilowo będą zobowiązani do tego, żeby się zająć swoimi bliskimi”. W Polsce przybywa bowiem osób starszych niesamodzielnych i niedołężnych, które wymagają opieki osób bliskich. Projekt zakładał, że rodziny i same osoby niesamodzielne miałyby dysponować specjalnym czekiem opiekuńczym o wartości 1000, 800 lub 600 złotych miesięcznie. Wysokość czeku zależałaby od orzeczonego stopnia niesamodzielności.

Debacie w tej sprawie chciał przysłuchiwać się Adrian Glinka, jeden z uczestników protestu niepełnosprawnych w Sejmie. Nie został jednak wpuszczony do budynku. Kancelaria Sejmu napisała, że „jego wstęp z uwagi na wcześniejsze jego zachowanie i na protest jest obecnie zawieszony”.Posłanka Augustynowska zapowiedziała, że złoży oficjalne zapytanie do Kancelarii Sejmu, jakie złe zachowanie Adriana Glinki powoduje, że ma zakaz wstępu do Sejmu.

Zdaniem Glinki najważniejszym zapisem w projekcie było powołanie asystenta osoby niepełnosprawnej. – „Nie powinniśmy się go domagać, powinniśmy go mieć. Nie powinniśmy o niego prosić, nie powinniśmy żadnych wniosków składać, tylko powinniśmy mieć to zagwarantowane przez poprzez opcję, która rządzi naszym krajem” – powiedział Glinka. Posłanka Marzena Okła-Drewnowicz zapowiedziała, że projekt ustawy Platforma złoży teraz w Senacie.

PiS jedno mówi, drugie robi 👉Właśnie odrzucił ustawę wspierającą osoby niesamodzielne 😡 nawet nie pozwolił na jej procedowanie 🤷🏻‍♀️

Holtei

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała…

View original post 3 700 słów więcej

Jak kler dyma państwo i gwałci dzieci. Duda jako pożyteczny idiota

Zwykły wpis

„Chodzi nam o budowanie Kościoła, w którym nie ma zła zamiatanego pod dywan i zła, które się bezkarnie panoszy”

Biskup Piotr Libera podczas poniedziałkowej konferencji prasowej oznajmił, że diecezja płocka walczy ze wszystkimi przejawami pedofilii w Kościele. Zaznaczył, iż do zwołania konferencji, której tematem była „Ochrona małoletnich w praktyce diecezji płockiej” skłonił go m.in. niedawny List do Ludu Bożego papieża Franciszka, a także minione 10 lat od objęcia biskupstwa płockiego. Przypomnijmy: W ogłoszonym w sierpniu Liście do Ludu Bożego papież Franciszek przywołał m.in. słowa św. Pawła: „Gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki”. Pisze w nim o czynach popełnionych przez „znaczną liczbę księży i osób konsekrowanych”. Skala nadużyć zdaniem papieża „wymaga przyjęcia odpowiedzialności w sposób globalny i wspólnotowy”, a uświadomienie sobie tego, co się stało, nie wystarcza.

W odpowiedzi na List do Ludu Bożego papieża Franciszka we wszystkich dekanatach diecezji odbyły się nabożeństwa pokutne w intencji ofiar nadużyć w Kościele. – „Od samego początku pobytu w Płocku, czyli od czerwca 2007 r., wydałem wojnę przestępcom. Nie uchylamy się od odpowiedzialności za popełnione przestępstwa. Egzekwowanie zasady „zero tolerancji” wobec zachowań pedofilnych wśród duchownych było i jest nadal moim priorytetem” – oświadczył bp Libera. – „Skala krzywd, jakie te dzieci, osoby małoletnie, doznały jest wielka. To nie jest złamanie kości czy siniaki. To rany osobowości, z którymi będą musiały żyć latami” – czytamy w portalu Onet.

Od 31 maja 2007 r. do 17 września 2018 r., czyli w okresie 11 lat posługi bp Libery 9 duchownych oskarżonych zostało o nadużycia seksualne względem nieletnich, w tym dwóch z osobami poniżej 15 roku życia. Zaden z nich nie pracuje już z dziećmi lub młodzieżą, a cześć usunięto ze stanu duchownego. Niezależnie od tego, czy sprawa była w sądzie cywilnym umarzana, to sądy kościelne procedowały i wydawały wyroki. We wszystkich sprawach badanych we wspomnianym okresie poszkodowanych zostało 16 osób, w tym trzy poniżej 15 roku życia.

„Odczuwamy zażenowanie i wstyd, ale konsekwentnie idziemy drogą oczyszczenia i drogą prawdy – mówił biskup pomocniczy płocki Mirosław Milewski, przedstawiając na konferencji powyższe dane. – „Nie chodzi nam o jakieś proste zamknięcie przeszłości, ale o trzymanie się z determinacją drogi, na której jest potępienie dla sprawców i pomoc dla ofiar. Chodzi nam o budowanie Kościoła, w którym nie ma zła zamiatanego pod dywan i zła, które się bezkarnie panoszy”. Kuria diecezjalna nie ma natomiast „jasnych informacji i danych”, co działo się przed objęciem rządów w diecezji płockiej przez bp Liberę.

Każdy zgłaszany przypadek duchownego oskarżonego o przestępstwa seksualne wobec najmłodszych jest badany przez specjalny zespół, a ofiarom oraz ich bliskim oferowana jest bezpłatna pomoc prawna i psychologiczna. Jak zauważył ks. prałat dr Marek Jarosz, rektor płockiego Wyższego Seminarium Duchownego i zarazem delegat biskupa płockiego ds. ochrony dzieci i młodzieży w diecezji, w myśl dokumentów Kościoła, przestępstwo seksualne wobec osoby poniżej 18 roku życia jest traktowane z taką samą surowością, jak podobny czyn w prawie karnym względem osoby małoletniej, czyli poniżej 15 lat. Podejmowane są równiez szkolenia prewencyjne; w ciągu ostatnich 5 lat wzięło w nich udział udział ok. 470 świeckich katechetów, ponad 30 sióstr zakonnych – katechetek oraz 380 księży – katechetów.

Tymczasem niedawno zapadł wyrok, który może okazać się przełomem w zwalczaniu pedofilii wśród księży. Dotyczy księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, który po wywiezieniu od rodziców 13-letniej Kasi (ofiarę poznał na lekcji religii i zapraszał ją na plebanię), więził ją i gwałcił przez kilkanaście miesięcy. Mimo skazania go za ten czyn na cztery lata więzienia, nadal jest księdzem. Poszkodowana postanowiła wytoczyć proces całemu zgromadzeniu. Wyrok ogłoszono już w styczniu, ale dopiero teraz przestał być tajemnicą dla opinii publicznej. Sąd Okręgowy w Poznaniu zasądził przyznał w nim poszkodowanej milion złotych zadośćuczynienia oraz 800 zł dożywotniej, comiesięcznej renty. Kluczowe w wyroku jest to, że zapłacić musi nie ksiądz, ale Kościół. Sędzia wydająca wyrok podkreślała, że „nie ma wątpliwości co do odpowiedzialności cywilnej Kościoła, a ksiądz pedofil wykorzystał do przestępstwa swoją funkcję i pozycję”. Plebanię w wyroku uznała za „miejsce służbowe”, a gdyby Roman B. nie uczył religii, ofiary nigdy by nie spotkał. Proces apelacyjny w tej sprawie rozpoczyna się 20 września.

Wyrok sądu niebywale oburzył Janusza Korwin-Mikkego, lidera partii Wolność (sic!), który zamieścił na swoim profilu na Twitterze potępieńczy (i żenujący) wpis.

Jezus-Maria! Kościół ma zapłacić milion + dożywotnią rentę(!!) kobiecie, którą w wieku 14 lat całował i obmacywał ksiądz. Teraz nastolatki (czytają internet, czytają…) będą się masowo podstępem lub siłą pchaly księżom do łóżek. Sąd zastosował bardzo silny bodziec ekonomiczny…

Trump wykorzysta tę wizytę propagandowo: oto jest w Europie kraj, w którym politycy są zapatrzeni cielęcym wzrokiem w jego obraz. Wiadomo, jaki stosunek do Trumpa mają zachodni politycy, więc pewnie Trump uznał, że warto stracić czas z Dudą – mówi nam prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dyplomata, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – Trump posłuży się każdym pożytecznym idiotą, który może przysłużyć się w destrukcji Unii – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Spotkanie z prezydentem Trumpem w Białym Domu to sukces polskiej dyplomacji czy wybłagana wizyta?

ROMAN KUŹNIAR: Na pewno Kancelaria Prezydenta bardzo się starała, aby prezydent został przyjęty przez Donalda Trumpa. Z pewnością nie doszłoby do niej, gdyby nie była też na rękę Trumpowi, który ma potężne kłopoty w kraju i szuka wizerunkowych sprzyjających mu sytuacji. Oczywiście dla niego to jest drobiazg, ale na pewno Trump wykorzysta tę wizytę propagandowo: że oto jest w Europie kraj, w którym politycy są zapatrzeni cielęcym wzrokiem w obraz Trumpa. Wiadomo, jaki stosunek do Trumpa mają zachodni politycy, więc pewnie Trump uznał, że warto stracić czas z Dudą. Niewątpliwie w grę wchodzą też różne interesy, które przy okazji będą omawiane. Wiadomo, że Trump posłuży się każdym pożytecznym idiotą, który może przysłużyć się w destrukcji Unii.

Trump z Putinem nienawidzą Unii i wykorzystają każdego, żeby się przyczynić do rozbicia jedności Europy.

Czy ta wizyta może przynieść Polsce realne korzyści? Minister Krzysztof Szczerski powiedział, że prezydenci Duda i Trump podpiszą jakiś „bardzo ważny dokument”.
Minister Szczerski opowiada różne rzeczy. Jestem pod wrażeniem, jakie od czasu do czasu potrafi wyprodukować fajerwerki dla swojego szefa. Pomijając te zdolności ministra Szczerskiego, to pewnie podczas wizyty będą omawiane jakieś konkrety, bo niezależnie od powodów spotkania i ich hierarchii, to dokument, o którym mówił minister Szczerski, powstanie. Pewnie będzie definiować i określać jakieś zasady współpracy polsko-amerykańskiej; energetycznej, inwestycyjnej, militarnej, zbrojeniowej. Wiadomo, że Trumpowi chodzi w dużej mierze o to, aby wydawać pieniądze w Stanach i kupować od Amerykanów ich zabawki, Trump jest doskonałym lobbystą tego sektora. Polska zachowuje się tu w sposób skrajnie nielojalny wobec europejskiego konsorcjum produkcji broni, ponieważ wszystkie pieniądze wkłada w producentów amerykańskich. Pewnie więc dojdzie do jakichś potwierdzeń zakupów w tej sferze. Co do energii, to oczywiście będzie chodziło o gaz łupkowy, żeby go importować, bo w tej sferze Trumpowi nie idzie tak dobrze, jak to miało wyglądać. Zresztą my też mieliśmy swoją przygodę z łupkami, z mizernym skutkiem.

Jeżeli chodzi o sferę inwestycyjną, to prezydent w tej sprawie nie ma najmniejszego wpływu, bo biznes jest w rękach prywatnych i kieruje się własnymi kalkulacjami. Nawet jeśli w tej sferze jakieś deklaracje zostaną zapisane, to nie będą one miały żadnego wpływu na dalsze zachowania biznesu.

Czy ta wizyta oznacza, że Ameryka akceptuje niszczenie praworządności w Polsce? Pamiętamy, że przy ustawie o IPN i sporze z Izraelem dyplomacja waszyngtońska jasno deklarowała, że nie ma mowy o wizytach i spotkaniach z prezydentem dopóki ten spór nie zostanie zażegnany.
Dla Trumpa to jest bez znaczenia. On lubi spotykać się z Dudą, bo on idealnie się wpisuje w ten panoptikom przywódców; chociaż trudno mówić o prezydencie Dudzie jako o przywódcy, to jest wyimaginowany prezydent i w Ameryce z całą pewnością zdają sobie z tego sprawę. Natomiast Duda jest potrzebny Trumpowi jako swoisty bibelot, w tej roli zresztą Duda się świetnie sprawdzi. Dla amerykańskiego prezydenta to, o czym pani mówi, jest bez znaczenia. Trzeba tu odróżnić Biały Dom od Departamentu Stanu, gdzie wyraźnie widać rozdźwięk. Szef Departamentu Stanu też jest z tego samego paradygmatu co Trump, ale zawodowi urzędnicy, co prawda mocno przetrzebieni przez prezydenta, widzą co się dzieje w Polsce i od nich płyną sygnały, że to ma znaczenie.

Duda będąc w Białym Domu dołączy do takich watażków, z którymi spotyka się Trump, jak Kim Dzong Un czy Rodrigo Duterte, rządzący autorytarnie swoimi krajami.

To jest też powód, dla którego PiS tak wrogo odnosił się do Obamy, bo dla niego takie wartości jak praworządność były ważne. Zresztą taka zawsze była tradycja amerykańskiej polityki zagranicznej. Skoro USA nie przywiązują od pewnego czasu do tego wagi, szczególnie prezydent Trump, to te sprawy nie będą stawać podczas rozmowy. Oczywiście powinny, bo jesteśmy sojusznikami i jest Artykuł 2 Traktatu Waszyngtońskiego, który mówi o wolnych instytucjach, a u nas właśnie przestają być wolne. Gdyby był „normalny” prezydent Stanów Zjednoczonych, to ta sprawa musiałaby stanąć. Tu

będziemy mieć do czynienia z takim spotkaniem dziwnych osobliwości. Z jednej strony wiemy, kim jest Trump, z drugiej strony będziemy mieć wyimaginowanego prezydenta, który z pogardą odnosi się do instytucji demokratycznych i do własnej konstytucji. Tu warto podkreślić, że to ich zdecydowanie różni. Trump szanuje swoją konstytucję i dobrze o niej mówi, podczas gdy Duda systematycznie nią pogardza i po niej depcze.

Natomiast, jak mówiłem wcześniej, dla amerykańskiego prezydenta przywódcy krajów demokratycznych nie są miłym towarzystwem. Natomiast on świetnie się czuje w otoczeniu przywódców takich krajów jak Korea Północna, Filipiny czy niektórych krajów arabskich. Duda z PiS-em świetnie się wpisują w ten paradygmat światopoglądowy Trumpa.

Ta wizyta urośnie do spektakularnego zwycięstwa w kraju, który będzie wykorzystany przez PR w 100 proc.?
Nie ma żadnych wątpliwości, że zarówno wspomniany wcześniej minister Szczerski, jak i cała machina propagandowa, wcześniej zwana mediami publicznymi, ogłosi wielki sukces.

>>>

Rozmowa Piaseckego:

Pytanie: „Pamięta Pan co obiecywaliście w 2015 roku jeśli chodzi o drogi. Był Pan Szefem Sztabu PiS”,
Marszałek Karczewski „Coś tam pamietam ale nie dokładnie. Na pewno coś tam mówiliśmy”.

🤣 Najlepsze podsumowanie obietnic PiS.

Hairwald

Kolejny świetny projekt plakatu autorstwa Andrzeja Pągowskiego.

– Jestem tylko reżyserem. Ale chciałbym, żeby system finansowania Kościoła był jawny, księża pedofile trafiali do więzienia i żeby polski Kościół wziął wreszcie odpowiedzialność za ofiary – mówi Wojciech Smarzowski. We wtorek 18 września na festiwalu w Gdyni premiera „Kleru”, najgłośniejszego polskiego filmu tej jesieni.

Tadeusz Sobolewski: „Kler” będzie polskim „Spotlight”? Oscarowy film z 2015 r. opowiadał o pedofilskim skandalu w amerykańskim Kościele.

Wojciech Smarzowski: To inna sytuacja. Trzeba pamiętać o tym, że w żadnym kraju Kościół sam z siebie nie oczyścił się z win. Musiała być pomoc państwa, instytucji świeckich. Zresztą „Kler” nie jest filmem tylko o pedofilii. Ważne było dla mnie, aby zrobić film o ludziach, których wyróżnia tylko to, że noszą sutanny. Są trzy wektory napędzające tę historię: żądza pieniędzy – chciwość, żądza władzy, no i żądza seksualna.

A skoro od tego zaczęliśmy, zajmijmy się tym grzechem. Badania w Niemczech…

View original post 3 463 słowa więcej

PiS po utracie władzy powinno być zdelegalizowane

Zwykły wpis

Wszyscy magistrowie prawa z PiS-u, na czele z magister Julią Przyłębską (tak zwaną prezes tak zwanego TK) zapewniają teraz w mediach przychylnych aktualnej władzy, że istnieją takie wyroki sądowe, do których władza może się nie zastosować. A to niby dlaczego?

W uzasadnieniu tego kuriozalnego na skalę całego cywilizowanego świata stanowiska, padają okrągłe zdania o naruszaniu jakichś tam paragrafów, o braku podstaw prawnych, a nawet działaniu wbrew Konstytucji. Tak, tej samej „przejściowej” Konstytucji, którą zazwyczaj prawnicy z formacji władzy traktują mniej więcej tak, jak posłanka Pawłowicz flagę europejską.

Że większość konstytucjonalistów i w ogóle – polskich i zagranicznych gremiów prawniczych, włącznie z unijną Komisją Sprawiedliwości i Trybunałem w Strasburgu, uważa inaczej? A, to nic nie szkodzi.

Pani magister Przyłębska już dawno temu stwierdziła przecież publicznie, że wprawdzie nie jest profesorem, ale zupełnie jej to nie przeszkadza. Podobnie, jak panu prezydentowi w podpisywaniu ustaw jawnie sprzecznych z Konstytucją nic a nic nie przeszkadzało, że jest doktorem. Prawa, jakby ktoś pytał, Ba, aktualnemu szefowi KRS też nie wadziło, że obejmuje stanowisko pomimo kontrowersji wokół „ustaw sądowych”. Choć – inaczej niż pani magister z TK – akurat on jest naprawdę profesorem. Też prawa, gdyby ktoś jednak miał wątpliwości.

Tych państwa, niezależnie od tytułów naukowych i poziomu edukacji prawniczej, po prostu nikt i nic nie przekona, że „białe jest białe, a czarne – czarne”. I właśnie dlatego robią kariery w partii aktualnie rządzącej, gdzie jedynym w sumie kryterium oceny kwalifikacji zawodowych jest ów swoisty daltonizm właśnie. Zdolność do postrzegania czarnego jako białego i odwrotnie. Oraz kręgosłup moralny giętki, jak – nie przymierzając paragraf. Te same cechy dzielą też z nimi prawicowi publicyści, którzy wiedzę o niuansach prawniczych posiedli – zdaje się – w wyposażeniu genetycznym, więc znają się na tym nawet lepiej, niż zawodowi prawnicy. Toteż nie bawiąc się w subtelności kodeksowe od razu zdecydowali, że najnowszego orzeczenia SN nie należy traktować poważnie.

Ale nie ma co sobie dworować z magistrów i redaktora Ziemkiewicza, bo ci wszyscy państwo mają przecież do wykonania niezwykle ważne zadanie. Za wszelką cenę, w tym także cenę zawodowej wiarygodności, muszą przeforsować zmiany w Sądzie Najwyższym. Więc z kamienną twarzą i miedzianym czołem żonglują teraz w mediach paragrafami bez pokrycia. Wiedzą, że cokolwiek powiedzą i tak jest bez znaczenia. Wiadomo przecież, o co w tym wszystkim chodzi. A chodzi o to, żeby to Prawo i Sprawiedliwość przesądzało, czym jest w IV RP prawo i sprawiedliwość. I kto ma iść siedzieć za „winy Tuska”.

Po domknięciu sądowych reform o tym wszystkim będzie decydować – osobiście (choć w teorii przez oddanych sobie prawników) – pan prezes. I słusznie, bo choć z wykształcenia prosty doktor prawa, intuicją moralną oraz instynktem prawniczym przewyższa zdecydowanie wszystkich brukselskich profesorów. On i tylko on będzie więc krynicą sprawiedliwości, z której czerpać będą obywatele w IV RP lepszego sortu (ci „gorszego” będą zaś w niej tonąć, jak za biblijnego potopu). Natomiast jedynym zadaniem gromady przychylnych formacji władzy prostych magistrów, doktorów i profesorów jest oblec wolę prezesa w formę choćby i nieistniejących – jak przy ostatniej nowelizacji ustawy o SN – paragrafów.

Po wczorajszej decyzji Sądu Najwyższego zawieszającej stosowanie przepisu o przechodzeniu sędziów w stan spoczynku, nie trzeba było długo czekać na reakcję PiS. Niezmordowana Krystyna Pawłowicz od razu ogłosiła, że „sędziowie poszli na rympał” i weszli w rolę polityków. Za tyleż barwną, co średnio decyzyjną w PiS panią poseł, poszły głosy poważnych konstytucyjnych organów państwa. Najpierw kancelaria prezydenta Dudy wydała oświadczenie, że decyzja SN nie ma podstawy prawnej i niczego nie zmienia, następnie prezes TK, Julia Przyłębska, zarzuciła sędziom łamanie konstytucji. Kolejni posłowie obozu władzy, jak Andrzej Mularczyk, wzywają do postawienia odpowiedzialnych za orzeczenie sędziów przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

Jeśli więc ktoś tu idzie na rympał to PiS – przynajmniej na poziomie retoryki. Ta sugeruje bowiem, że partia uzna orzeczenie za „nieistniejące” i zwyczajnie je zignoruje. Nie specjalnie nas to nawet zaskakuje – pamiętamy jak na początku kadencji PiS po prostu zignorował orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i odmówił ich publikacji. Jednak odmowa uznania postanowień SN oznacza kryzys państwa, przy którym spory o TK wspominać będziemy jako sielankę. Nawet PiS może się wahać przed takim ryzykiem.

Przełomowy wyrok

Choć na razie partia nie spuszcza z tonu i straszy swój elektorat „rokoszem sędziów”, blokujących reformy obdarzonego „mandatem suwerena” rządu. Taka narracja przychodzi PiS nawet łatwiej niż w przypadku sporu o TK. Tam konstytucja wprost stanowiła, że wyroki TK są ostateczne – ignorowanie ich przez PiS było po prostu deliktem konstytucyjnym, oczywistym dla wszystkich, poza sfanatyzowanymi zwolennikami tej partii.

Decyzję SN, choć zdaniem większości autorytetów prawniczych, absolutnie słuszną i uprawnioną, łatwiej będzie przedstawić opinii publicznej jako uzurpację. Sąd podjął decyzję przełomową i precedensową. Kierując zapytanie w kwestii ustaw sądowych do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, SN bezpośrednio zastosował traktaty europejskie, a dla zagwarantowania ich stosowania sięgnął po środek z kodeksu postępowania cywilnego: „zabezpieczenie roszczenia w postaci unormowania jakiegoś stanu”. Odnosi się je do roszczeń niematerialnych, takich jak np. roszczenie co do tego, czy sędziowie są dalej sędziami, czy zostali przeniesieni w stan spoczynku. SN uznał, że jeśli sędziowie SN zostaną faktycznie przeniesieni w stan spoczynku, zanim wyrok w tej sprawie wyda Europejski Trybunał Sprawiedliwości, wyrok ten będzie w istocie bezprzedmiotowy. Trzeba wiec zabezpieczyć prawnie przedmiot sporu – w tym wypadku aktywny status sędziów.

Rozumowanie SN wydaje się poprawne, ale jest też bardzo skomplikowane i PiS łatwo jest w tej sprawie mącić w głowach Polaków i Polek. Jego posłowie, sędziowie i publicyści już to robią. Przekaz dnia powtarza dwa argumenty. Pierwszy mówi, że przepisy kpc nie mają tu zastosowania, stroną w postępowaniu cywilnym nie może być bowiem ustawodawca. To jednak SN jest najwyższym organem orzekającym i stwarzającym wykładnię prawa cywilnego, a środowisko prawniczych autorytetów jest dość zgodne, że SN właściwie zastosował prawo.

PiSowcy, naprawdę jesteśmy w Europie!

Drugi argument mówi: przepisy o przechodzeniu sędziów w stan spoczynku są zgodne z polską konstytucją, przez co zapytanie do ETS jest bezprzedmiotowe, konstytucja stoi wszak ponad traktatami.

Z tym tłumaczeniem są dwa problemy. Po pierwsze, to PiS był siłą, który w ciągu ostatnich trzech lat konstytucję nie tylko regularnie łamał i naginał, ale także otwarcie znieważał. Konstytucja miała być poczęta w nieprawym, pookrągłostołowym łożu, stworzona dla zabezpieczenia postkomunistycznego układu, miała wymagać radykalnych zmian. PiS jako nagły obrońca konstytucji jest tak samo wiarygodny, jak ojciec Rydzyk jako piewca ewangelicznego ubóstwa.

Po drugie – co jest znacznie poważniejsze, niż hipokryzja PiS – wbrew deklaracjom rządzących, w Unii Europejskiej obowiązuje zasada pierwszeństwa traktatów europejskich przed prawem krajowym. Także w wypadku rozwiązań konstytucyjnych. Unia jest dziś konstrukcją opartą na podwójnym obywatelstwie: narodowym i europejskim. Polacy i Polki są obywatelami i Polski i UE. I żadna zmiana konstytucji nie może odebrać im praw, jakie mają, jako obywatele Unii. Np. prawa głosu w wyborach niezależnie od płci. Albo prawa do procesu przed uczciwym, bezstronnym sądem.

Zugzwang

PiS w sprawie sądów zachowuje się, jakby Polska nie była w Europie i jakby traktaty europejskie nie wyznaczały ram, w jakich każda władza (także ta z większym poparciem, niż to PiS) może realizować „mandat od suwerena”.

Obecność ETS, jako dodatkowej instancji w sporze PiS z sędziami SN komplikuje Nowogrodzkiej sprawę. Decyzje SN z wczoraj sprytnie sprawia partię w sytuacji, którą szachiści nazywają Zugzwangiem – gdy każdy możliwy ruch pogarsza ogólną strategiczną sytuację gracza.
PiS w retoryce „reformy sądów” zapędził się tak daleko, że nie może powiedzieć „szanujemy decyzję SN, wstrzymujemy wszelkie działania”. Elektorat uznałby to za kompromitujące wywieszenie białej flagi.

Pójście na pełny rympał też jednak jest dla PiS mocno ryzykowne. Jeśli obóz władzy wybierze dublerów do SN, to mamy sytuację dwuwładzy w jednym z najważniejszych sądów w kraju. Jeden uznawany przez środowisko SN i drugi, kadłubowy, złożony przez wybranych przez PiS dublerów. Towarzyszył będzie temu całkowity chaos w systemie sądowniczym oraz konflikt z Europą, którego PiS na dłuższą metę nie może wygrać. Część wyborców partii, który nie kocha może prezes Gersdorf i aroganckich sędziów, ale jeszcze bardziej nie znosi ciągłego chaosu w państwie, może wystawić za to PiS rachunek.

Najrozsądniejsze dla PiS byłoby skorzystać z przerwy wakacyjnej, by poczekać do jakiejś decyzji ETS. Fakt, że jak na razie wypowiadają się kancelaria prezydenta i rzecznicy Ziobry, a nie sam prezydent, czy szef resortu sprawiedliwości, może świadczyć, że PiS zostawia sobie uchyloną tę furtkę.

Nawet jeśli PiS uzna orzeczenia ETS, to walka o przejęcie SN się nie skończy. PiS zbyt dużo zainwestował, by się cofnąć – po wakacjach czekają nas pewnie kolejne nowelizacje, obliczone na to, by obejść postanowienia SN i wyprowadzić w pole Europę. Niezależnego sądownictwa nie ocalimy w Polsce inaczej, niż odsuwając PiS od władzy. Dopóki u władzy będzie PiS, także polska konstytucja i władza sądownicza tkwić będzie w mniejszym lub większym Zugzwangu.

– Rosja nie zaatakuje kraju silnego, który ma przyjaciół, bo będzie wiedziała, że jej się to nie opłaci. Musimy więc budować silną Polskę i dobre relacje z sąsiadami, bo tylko dobre alianse są gwarancją naszego bezpieczeństwa – powiedział podczas Pol’and’Rock Festival gen. Mirosław Różański.

2 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą rozpoczął się festiwal Pol’and’Rock. Nowy Przystanek Woodstock potrwa do soboty. Oprócz koncertów, uczestnicy festiwalu będą mieli okazję wziąć udział w spotkaniach w ludźmi ze świata kultury, polityki oraz Kościoła i mediów w ramach Akademii Sztuk Przepięknych. Pierwszego dnia Pol’and’Rock z festiwalowiczami spotkali się aktor Artur Barciś, fotograf Chris Niedenthal oraz dziennikarka Dorota Wellman. Dzień później w Kostrzynie pojawili się m.in. pisarka Katarzyna Puzyńska oraz Bogusław Wołoszański i gen. Mirosław Różański.

Były dowódca generalny polskich sił zbrojnych ocenił, że wojna już obecnie trwa. – To wojna gospodarcza, informacyjna i ona nas otacza. Jeśli nic się nie zmieni, to wojna może dotrzeć do Polski. Politycy budują nasze bezpieczeństwo. Jeśli nasz kraj dalej będzie dzielony przez polityków, którzy do tego źle traktują naszych sąsiadów i jeśli nasz potencjał gospodarczy będzie obniżany, to wojna tutaj też może nastąpić, tak jak na Ukrainie. To jest rzecz, na którą mamy wpływ. Każda wojna jest bowiem kontynuacją polityki państwa. To politycy tworzą niebezpieczne sytuacje i oni swoją polityką generują napięcie. Zła polityka przeradza się w konflikt zbrojny. A to my mamy wpływ na to, kto nami rządzi. Politycy grają na emocjach i budują na tym swoją popularność, ale od was zależy wyczuwanie prawdziwych intencji ich działania – tłumaczył.

Generał Różański krytycznie odniósł się do polityki zagranicznej prowadzonej przez polski rząd. – Nie lubimy Niemców, mamy problemy z Ukrainą. Dokładnie tak jak Syria ze swoimi sąsiadami. Społeczeństwo syryjskie jest podzielone, a u nas jest podział na lepszy i gorszy sort. Nasze elity są nieodpowiedzialne. Rosja może zaatakować słaby i zdestabilizowany kraj, do tego obrażony na UE i nie potrafiący dogadać się z NATO. Rosja nie zaatakuje kraju silnego, który ma przyjaciół, bo będzie wiedziała, że jej się to nie opłaci. Musimy więc budować silną Polskę i dobre relacje z sąsiadami, bo tylko dobre alianse są gwarancją naszego bezpieczeństwa – zaznaczył.

Skłócony z wiernymi proboszcz parafii w Łobodnie w gminie Kłobuck tuż przed zmianą miejsca posługi rzucił na swoich parafian klątwę. I opuścił parafię, zabierając nawet karnisze.

Wieloletni konflikt parafian z proboszczem spowodowany był głównie finansowymi wymaganiami księdza, który według mieszkańców Łobodna wyznaczał wysokie stawki za swoje usługi.

Standardowa „co łaska” za pogrzeb miała w wykonaniu księdza wynosić 1000 zł. Naraził się też parafianom oddaniem do komisu prezentu, który otrzymał z okazji komunii – figurki Chrystusa. Nie przypadła mu do gustu.

Skonfliktowani z księdzem wierni doprowadzili do jego usunięcia z parafii.

Zanim to jednak nastąpiło, proboszcz z ambony wyklął swoich wiernych.

– Osoby, które utrudniały mi życie, wyklinam – powiedział duchowny i opuścił parafię z – jak twierdzą wierni – z całym jej wyposażeniem, łącznie z karniszami.

Dwa dni później do Łobodna przyjechał biskup, który cofnął klątwę i przeprosił wiernych za zachowanie proboszcza.

Ksiądz pełni teraz swoją duszpasterską posługę w Małusach Wielkich w powiecie częstochowskim.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o sojuszu PiS z narodowcami.

Nacjonalistom świetnie się żyje w PiS-owskiej Polsce.

Są jak „święte krowy” – nacjonalistyczna ośmiorniczka, która coraz dłuższymi mackami zawłaszcza sobie nasz kraj. Jestem osobą empatyczną, mam wielkie zrozumienie dla niedomagań intelektualnych, próbuję z pewną pobłażliwością traktować tych o „bardzo małym rozumku”, ale czasami po prostu się nie da.

Rocznica Powstania Warszawskiego, dzień pamięci i jednego bohatera – żołnierzy powstańczych i ludności cywilnej, którzy przeżyli piekło. Pierwszy chyba raz od dawna bez gwizdów i buczenia podczas przemówień i składania wieńców Udało się tak, bo opozycja szanuje pamięć narodową i nie wykorzystuje jej do lansowania swoich politycznych ulubieńców.

Byłoby wzruszająco, pięknie i godnie, gdyby znowu nie pokazali swojego „ja” właśnie narodowcy. Czy ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, jak na obchodach takiej rocznicy, jak w dniu czczenia pamięci tych, którzy byli ofiarami ideologii nazistowskiej, mogły pojawić się race, stały element nazistowskich marszy, tak dobrze nam znanych z historii? Jak właśnie w takim dniu można propagować faszyzm i nazizm tymi idiotycznymi hasłami i gadżetami, które mają więcej wspólnego z oprawcą Powstania Warszawskiego niż z polskim patriotyzmem? Jak można wrzeszczeć „sierpem i młotem czerwoną hołotę” w chwili, gdy cała Polska pochyla się z zadumą nad najtragiczniejszą kartą naszej historii?

Wyjaśnienie może być tylko jedno. Ci panowie i te panie nie mają pojęcia, czym dla Polski jest 1 sierpnia. Coś tam o Powstaniu wiedzą, ktoś im podrzucił jakiegoś gotowca, bardzo ogólnikowego i zapewne to im wystarczy, by… świętować tragedię ofiar, jednocześnie upajając się ideologią katów.

Imprezka narodowców została rozwiązana przez Urząd Miasta z powodu propagowania treści faszystowskich i nazistowskich, co bardzo nie spodobało się panu Brudzińskiemu. On nie widział niczego złego w patriotycznym marszu swoich pupili. Mało tego, nawet podziękował im za spokojny przemarsz na Plac Zamkowy i pogratulował, że nie dali się sprowokować. Ciekawe… to skąd w internecie tyle filmików i fotek, pokazujących ten „spokojny” przemarsz narodowców? Porozwalane stoliki kawiarenek, mijanych przez narodowców po drodze, szarpanina z ludźmi. Skrajnie prawicowi bojówkarze napadli na prezesa Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych Konrada Dulkowskiego oraz inne osoby, które stały przed Pałacem Prezydenckim. Trzej „patrioci” – cali w powstańczych symbolach, pijący piwo na podwórku jednej z kamienic i wykrzykujący swoje hasełka, wyważyli drzwi do mieszkania zajmowanego przez rodzinę z dziećmi ze Szwajcarii. Obcy to obcy…”trzeba ich lać”. Gdyby nie interwencja sąsiadów, mogłoby być z nimi krucho. Atak na Obywateli RP. Wrzaski i agresja… ależ trzeba być ślepym, by tego nie widzieć. A może wystarczy być po prostu Brudzińskim?

Dzisiaj narodowcy wraz z PiS to „przewodnia siła narodu”. Rosłe chłopaki, dbające o swoją sprawność fizyczną, z „napakowanymi” mięśniami mają jak w raju. Partia nic im nie zrobi. Partia zadba, by nie byli karani za swoją ideologię. Partia czuwa nad nimi i biada temu, kto chłopaczkom zagrozi. Coraz bardziej widoczni, robią mnóstwo hałasu, są wulgarni, a nadmiar testosteronu grozi śmiercią i kalectwem każdemu, kto myśli inaczej niż oni. Im wolno wszystko…

Kto by pomyślał jeszcze kilka lat temu, że neonaziści polscy będą sobie spokojnie głosili te swoje idiotyzmy i władza nawet nie wpadnie na to, że najwyższy czas już ich zdelegalizować. Prawie bezkarnie będą mogli atakować każdego, kto myśli inaczej, wygląda inaczej, wyznaje nie taką religię. Taki Jacek Międlar będzie mógł się panoszyć, głosząc swoje „prawdy”.

W niedzielę na rynku we Wrocławiu tenże Międlar organizuje spotkanie ze sobą w roli głównej i będzie promował „wybitne” dzieło swego autorstwa „Moja walka o prawdę”. Facet miał zaszczycić Wrocław już wczoraj, ale klub, który miał go gościć wycofał się pod naciskiem normalnie myślących. Tak więc ci, którzy są stęsknieni „międlarowskiej” prawdy muszą jeszcze chwilę poczekać. Jestem pewna, że na spotkaniu padną słowa, za które każdy inny od razu został by postawiony przed sądem. Każdy, ale nie Międlar.

To już chyba ponad rok minął, gdy żydowskie stowarzyszenie B’nai B’rith złożyło w prokuraturze warszawskiej doniesienie na Międlara. We Wrocławiu wciąż chyba nie zakończyło się śledztwo przeciwko niemu za nawoływanie do nienawiści wobec Żydów i Ukraińców (na wniosek szefostwa Prokuratury Krajowej z sądu wycofany został skierowany wobec niego akt oskarżenia, ale śledztwo formalnie trwa).

Międlar, tak jak i jego kolesie, ma farta. Wszystkie sprawy, które „biedna” prokuratura musiała i musi brać pod lupę, bo ktoś był na tyle wredny i złożył skargę, ciągną się miesiącami. Zasada jest jedna – brać skarżących na przetrzymanie. A nuż znudzi im się oczekiwanie na jakiś wyrok, chłopców puści się po cichu, wolno i będzie spokój?

Nie ma co ukrywać. PiS potrzebuje narodowców. Nikt tak chętnie nie wejdzie w bezpośrednią konfrontację z opozycją. Nikt tak pięknie nie namiesza, przesłaniając kolejne, debilne pomysły władzy. Nikogo nie da się tak wspaniale poszczuć na obywateli jak właśnie ich.

Narodowcy to dzisiaj „kwiat polskiej młodzieży”. PiS jest przekonane, że prowadzi ich na smyczy, a kagańce, jakie trzyma w łapach, w każdej chwili będzie można założyć. Nic bardziej mylnego. Polski nacjonalizm rośnie w siłę. Przyjdzie moment, że i politycy PiS zaczną się go bać, ale będzie za późno, by nad nim zapanować. To skończy się wcześniej lub później tragedią, przelewem krwi i kto nas, naród, weźmie wówczas w obronę? Na pewno nie PiS, które podkuli tchórzliwie ogonek. Na pewno nie policja, która już dzisiaj pokazuje, że boi się tych mięśniaków i woli atakować opozycję uliczną. Pozostaniemy z tym problemem sami…

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co grozi Dudzie.

Jeszcze Andrzejowi Dudzie nie drży ręka przy podpisywaniu niekonstytucyjnych ustaw, ale łydka owszem. Nie jest to może skurcz tej części nogi, bo taki przyjdzie, gdy stanie przed Trybunałem Stanu. Na razie mamy do czynienia z drżeniem łydki, prezydent się boi, demolka sądownictwa nie idzie, jak to sobie jego zwierzchnik prezes PiS zamyślił.

Po zawieszeniu przez Sąd Najwyższy niektórych przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym – m.in. dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku – i skierowaniu pytań w ich sprawie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), Kancelaria Prezydenta opublikowała komunikat, w którym stwierdza, iż działanie Sądu Najwyższego „nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP ani jakiegokolwiek innego organu”.

Ale… Właśnie chodzi o „ale”. Ale zadrżała łydka Dudzie, bo ucieka od odpowiedzialności za komunikat Kancelarii, który nie został podpisany. Poseł Platformy Marcin Kierwiński mniema, że Duda widzi czarno swoją przyszłość, unika dowodów, które przed Trybunałem Stanu by go obciążały: – „Kto przygotował i kto podpisał się pod tym oświadczeniem? To ważne, kto w przyszłości i na podstawie jakich przepisów będzie za to odpowiadał. Jak rozumiem nie podpisał się pod tym PAD? To z obawy przed Trybunałem Stanu? On i tak już na niego czeka”.

Tomasz Lis także uważa, że „Duda całkiem poważnie myśli o Trybunale Stanu i śladu woli nie zostawiać”. Duda ucieka, „to jest krążenie opłotkami” (Tomasz Wołek). Duda liczy na to, że „nie zostawiając śladów zasłoni się odpowiedzialnością zbiorową, czyli żadną” (Marek Borowski).

Duda nie ma raczej szans wygrania z sędziami. Ludwik Dorn umieszcza konflikt PiS – sędziowie w opowiastce Fredry „Paweł i Gaweł”. PiS jest demolującym Gawłem, który nie zważa na skutki swoich zachowań – „wolnoć Tomku w swoim domku” – ale spokojny Paweł, jak sędziowie, ma plan utemperowania. U Fredry Paweł mieszkający u góry zalał człowieka demolkę.

Sędziowie i tak wygrają, ale jaki koszt poniesie Polska, gdyż pozwoliliśmy na niszczenie kraju? Podłoga się wypaczy, ściany zawilgotnieją, wejdzie w nie grzyb i trzeba będzie skuwać tynki. Zatem czeka nas roboty huk.

Właśnie Gawłowi PiS cieknie na łeb – zakutą pałę autokratyzmu. Komisja Europejska stwierdziła, że decyzja w sprawie pytań prejudycjalnych skierowanych przez polski Sąd Najwyższy należy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pisowcy pyszczą do mikrofonów i kamer, że Sąd Najwyższy nie miał prawa, ale wiaderkami już wybierają wodę, a że rozum u polityków PiS jest w deficycie i przecieka, więc będą bronić się przed potopem durszlakami. I tak się zatopią, aby jednak nie poszli na dno, bo ktoś będzie musiał stanąć przed sądem bądź Trybunałem. Łydki więc im drżą.