Tag Archives: Stefan Niesiołowski

Gang Kaczyńskiego tanio kupił Kałużę

Zwykły wpis

W środę dzięki Wojciechowi Kałuży Koalicja Obywatelska przegrała śląski sejmik.  Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk i wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podpisali porozumienie z radnym, który do sejmiku startował w wyborach z listy Koalicji Obywatelskiej.

Ubolewając nad tym, że wiele władzy opiera się na jednym, dwóch, trzech głosach, były wicepremier, minister gospodarki w rządzie PO-PSL Janusz Piechociński ocenił, w porannej rozmowie z Gazeta pl, iż „takie sytuacje tworzą społeczne wrażenie, że wszyscy ci, którzy pracują po tamtej stronie władzy to kandydaci na złodziei”.

Według Piechocińskiego, takie decyzje to korupcja polityczna. Najsmutniejsze jest to, że w tym procesie uczestniczył wysłannik premiera – ocenił były wicepremier. Dodał, że Kałuża jako nowy wicemarszałek sejmiku śląskiego ma zarabiać „skromne 12 tys. brutto przez 5 lat”.

* * *

Gang Olsena tanio kupił Kałużę.

Depresja plemnika

Krótko mówiąc: na froncie walki o sądy Nowogrodzka zarządziła odwrót.

Skąd ten zwrot w tył?

To może zaskakiwać, bo Partia Jarosława Kaczyńskiego cofa się bardzo rzadko. Jest przekonana, że samodzielna większość w Sejmie daje jej absolutne prawo, do kształtowania polskiej rzeczywistości. Zdarzało się już jednak w przeszłości, że PiS napotykał na tak wielki opór, że niezależnie od sejmowej arytmetyki musiał ustąpić.

Mimo nacisku części własnego zaplecza, obóz rządzący nie odważył się wprowadzić przepisów jeszcze bardziej utrudniających polskim kobietom dostęp do legalnej aborcji. Do zatrzymania się zmusiła PiS bezprecedensowa mobilizacja kobiet w całej Polsce. Ich protesty pokazały, że w Polsce nie ma społecznej zgody na dalsze zaostrzanie przepisów regulujących warunki przerywania ciąży. Kaczyński zrozumiał, że jeśli spróbuje ograniczyć wolność kobiet w tym zakresie, to słono za to zapłaci przy urnie wyborczej.

Także kwestii ustawy o IPN PiS zmienił stanowisko o 180 stopni. Zmianę wymusiło zderzenie się ze ścianą na…

View original post 2 293 słowa więcej

Macierewicz już się nie podniesie

Zwykły wpis

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Rodzina Morawieckich na swoim. Szwagier Plus

Zwykły wpis

>>>

Choć brzmi to w zasadzie jak dowcip z gatunku tych o szwagrach, mamy do czynienia z faktami. Wieloletni partner siostry premiera Mateusza Morawieckiego właśnie dostał państwową posadę – został zastępcą redaktora naczelnego Radia Wrocław – informuje TOK FM. Będzie odpowiedzialny za program publicznej rozgłośni.

Ów wieloletni partner to Jarosław Broda. Jak informuje portal. przez ostatnie 16 lat był dyrektorem Wydziału Kultury Urzędu Miasta Wrocławia i podwładnym prezydenta Rafała Dutkiewicza.

To, że nieformalny szwagier premiera Morawieckiego ma nową posadę, ostro skrytykowano na Twitterze. Padały argumenty, nawiązujące ironicznie do czołowych sloganów rządowych : „Rodzina na swoim”, „szwagier plus” czy „dojna zmniana”. Broda zapewnił swoich nowych podwładnych, że jego awans nie ma nic wspólnego z polityką.

Siostra premiera rządu PiS i partnerka Jarosława Brody, Anna Morawiecka, startuje w wyborach samorządowych. Będzie się ubiegać o funkcję burmistrza Obornik Śląskich.

>>>

Drastyczny wzrost kosztów życia:„co miesiąc statystyczne gospodarstwo domowe ma do zapłaty zobowiązania na kwotę 1572 zł, podczas gdy trzy lata temu było to 976 zł(…)kwoty comiesięcznych rachunków w porównaniu do badania z 2015 roku wzrosły zatem o 61%”

Hairwald

Najnowszy felieton posła Stefana Niesiołowskiego m.in. o abp. Głódziu.

Przemówienie Kaczyńskiego, wbrew zapowiedziom, zwłaszcza szefa sztabu PiS-u, było banalne, a przynajmniej rozczarowujące. Prezes zamiast mówić o wyborach samorządowych mówił o europejskich. Wykorzystał okazję, aby osłabić czy zaprzeczyć argumentom podnoszonym przez opozycję, że PiS szykuje nam Polexit. Skoro premier i prezes muszą dementować te informacje, to znaczy, że musiało im wyjść w sondażach wewnętrznych, że jest to poważny problem czy wręcz zagrożenie dla PiS-u – mówi w rozmowie z nami dr Marek Migalski, politolog. Pytamy też o strategię na kampanię w nadchodzącym maratonie wyborczym. – To prawda, że tu mamy do czynienia z tą samą sytuacją co w 2015 roku. Kaczyński, Macierewicz schodzą na dalszy plan, a na czoło wypuszcza się kogoś popularnego. Lokomotywą kampanii będzie premier Morawiecki.

JUSTYNA KOĆ: Za nami konwencja PiS-u, gdzie przemawiał od dawna niewidziany prezes, jednak widać było, że to Mateusz Morawiecki grał pierwsze skrzypce.

MAREK…

View original post 5 120 słów więcej

PiS obsuwa się. To już? Kaczyński i jego szemrane towarzycho winno myśleć ewakuacji do „ciepłego człowieka”

Zwykły wpis

Stefan Niesiołowski: Dość tego!

Dość tego, wydaje się, że powiedziały polskie kobiety i masowo wyszły na ulice w proteście przeciwko nieludzkiej, okrutnej, haniebnej i podłej w swoim głupim fanatyzmie, ustawie likwidującej w Polsce praktycznie legalną aborcję.

Jak zawsze szacunki w kwestii liczebności demonstracji są rozbieżne, pisowskie media i policja podają jakieś operetkowo niskie liczby. W dodatku reżimowe lizusy uciekają się do bezsilnych obelg i wyzwisk, przy których sformułowania o ubekach i lewakach wydają się być wzorem elegancji i kultury języka. Jako uczestnik demonstracji, a także wszystkich prawie antypisowskich centralnych manifestacji stwierdzam, że zakładając pewną rotację w godzinach 16-19 w Warszawie w proteście przeciwko drakońskiej, katoprawicowej ustawie protestowało około 100 tysięcy osób.

W tym część pod siedzibą Episkopatu, co było jak stwierdził poseł Michał Kamiński pierwszą tak jaskrawie radykalnie antykościelną demonstracją w Polsce od czasów Insurekcji Kościuszkowskiej. Wówczas część Kościoła (obejmująca także niektórych biskupów) poparła Targowicę za wspieranie katolicyzmu oraz za walkę z orientacją liberalną i prozachodnią, zapisując jeden z najczarniejszych rozdziałów Kościoła w Polsce, za co przyszło później płacić wysoką, a w przypadku kilku biskupów bardzo wysoką cenę.

Niewątpliwie przełamana została kolejna bariera i pod względem pozycji Kościoła w Polsce nic już nie będzie takie jak przedtem. Koszmarnym błędem było bezpośrednie wzywanie przez Episkopat pisowskich polityków do uchwalania barbarzyńskiej ustawy i jeszcze dziękowanie przez jednego z „pasterzy” za posłuchanie tego wezwania.

Jest to klasyczny przykład państwa wyznaniowego, nie do pogodzenia z demokracją. Trudno odpowiedzieć na pytanie co w obliczu tak masowych i absolutnie nie zakończonych protestów zrobi coraz bardziej niedołężny Kaczyński. W każdym razie pokonanie kobiet i wspierających je z oczywistych moralnych, politycznych i patriotycznych motywów różnych środowisk nie będzie ani łatwe, ani możliwe na dłuższą metę. Zburzenie przez PiS kompromisu aborcyjnego, który już budził niezadowolenie i protesty lewicy, doprowadzi do uchwalenia znacznie bardziej liberalnej ustawy aborcyjnej, co będzie zdaje się jednym z trwałych efektów pisowskiej katoprawicowej dyktatury.

W mijającym tygodniu działo się tak wiele ważnych spraw, że siłą rzeczy skazany jestem na dokonanie pewnej selekcji przy ich omówieniu. Afera Morawieckiego, którą za wszelką cenę PiS będzie się starało przemilczeć i przykryć jest nie do ukrycia (Ks. Tomasz Jegierski twierdzi, że Kornel Morawiecki wymusił od niego 96 tys. zł w zamian za uzyskanie dotacji z banku WBK, którym kierował Mateusz Morawiecki) i praktycznie kończy nieudany eksperyment pod nazwą rząd Morawieckiego. Raczej nie wróci rozwrzeszczana i tracąca kontakt z realiami „chciwa niewiasta”.

Absurdalna „biała księga” będąca produktem kłamstwa, pychy i naiwności, że politycy Unii okażą się tak głupi, że nie dostrzegą, że jest ona powtórzeniem pisowskiej propagandy, nie przekonała nikogo i mam nadzieję, że tak samo pozorne „ustępstwa” PiS-u w sprawie sądów, publikowanie wyroków TK i kosmetyczne zmiany zostaną przez Unię wyśmiane i odrzucone. Mści się bezmyślne powtarzanie przez niektórych polityków, że wystarczą drobne „symboliczne” ustępstwa ze strony PiS-u i wszystko będzie dobrze. Panowie, zwłaszcza zwracam się do Pana Przewodniczącego Junckera specjalistą od pozornych ustępstw byli zawsze komuniści, a zwłaszcza Józef Wissarionowicz w Jałcie ze znanym skutkiem.

Pozostaje wystąpienie p. Czaputowicza na temat polityki zagranicznej. Było ono w części podstawowej w zasadzie identyczne pod względem formy jak marcowe i wiele innych wystąpienie Władysława Gomułki. Zdumiewające jak gomułkowska treść polityki pisowskiej rzutuje na formę. Kaczyński ze swoim skrzekliwym głosem, przeciąganiem końcówek i akcentem, miejscami Gomułkę przypomina uderzająco, ale Czaputowicz to był już czysty tow. Wiesław. Zwrócił na to uwagę jeden z portali internetowych zamieszczając obok siebie identycznie brzmiące fragmenty wypowiedzi Gomułki i Czaputowicza. (Przy okazji przepraszam tow. Gomułkę za porównanie go do Kaczyńskiego i zestawienia z PiS-em).

Pod względem treści wystąpienie Czaputowicza było zdecydowanie gorsze od nużących przemówień Waszczykowskiego, który na tle obecnego ministra spraw zagranicznych, wyglądał na męża stanu. Wysłuchaliśmy steku banałów, ogólników i pustych frazesów o reformie Unii i naszej mocnej pozycji w Unii i w świecie, pełnej samozadowolenia, propagandy sukcesu i absolutnej ślepoty na to co dzieje się na świecie niezależnie daleko czy blisko nas. Wygląda na to, że szczytowym osiągnięciem dotychczasowej pisowskiej polityki zagranicznej jest to, że Donald Trump zdaje się rozpoznaje p. Dudę i nie myli go z Kucowołochem lub Krymtatarem?

Czy jest gdzieś poza Polską, drugi taki cywilizowany kraj, w którym despotyczną władzę sprawuje jeden człowiek, na dodatek zakompleksiony i przesączony nienawiścią do tego wszystkiego, czego nie lubi i/lub nie toleruje, głównie z powodu niewiedzy? Ja nie znam takiego kraju.

Czy zna ktoś państwo, którego rząd działa wbrew jego racji stanu? Ja takiego nie znam!

Czy jakiekolwiek inne państwo w XXI w. postępuje, jak samobójca, tworząc wokół siebie jedynie krąg państw nieprzyjaznych? Państwo „pisowskie” jest w tej sferze prekursorem.

Czy zna ktoś rząd, który niszczy swoją własną państwowość poprzez nagminne łamanie obowiązującej konstytucji i niszczenie instytucji państwowych, z sądami włącznie? Nie sądzę. Myślę, że i tu dzisiejsza Polska jest liderem.

Czy istnieje drugie takie państwo, którego zdolności obronne w ciągu kilkunastu miesięcy spadły o kilkadziesiąt procent, a jego siły zbrojne stały się zabawką nieodpowiedzialnego człowieka, który wydaje się przy tym być z Marsa lub z Kosmosu w ogóle?! Nie znam!

Czy jest państwo, które chcąc uchodzić za demokratyczne, upolitycznia Policję, wojsko, służby i wszystko, co się tylko da, podporządkowując je partykularnym interesom partii i jej działaczy, z duce na czele? Nie, ja takiego nie znam, a jeśli gdzieś podobne rzeczy występują, to natychmiast reaguje system ostrzegawczy w postaci instytucji, które w RP już przepadły, o czym napisałem już wyżej.

Czy istnieje państwo, w którym najważniejsze stanowiska obsadzane są przez ludzi do tego nieprzygotowanych, i które to funkcje traktowane są, jako synekury? Tylko u nas!

Czy jest gdzieś tak gnuśny naród, którego przynajmniej część zgodziła się zrezygnować z tego, co człowiekowi jest najdroższe – z wolności i państwa prawa? Być może, ale nie na naszym kontynencie. Jesteśmy tu niechlubnym wyjątkiem. Gdzie to społeczeństwo z lat 80. i 90. XX w.? Co się z nami stało, że jednemu tchórzliwemu człowiekowi ulegliśmy jak niewolnicy, a jego sługusom niemającym niemal żadnych hamulców pozwalamy na wszystko?

Czy istnieje drugie tak oportunistyczne i nieświadome społeczeństwo, które do pełnienia władzy wybiera ludzi moralnie słabych i bardzo interesownych, jak Polsce?! W Europie się z tym nie spotkałem, przy czym mam na myśli tylko te państwa, które pretendują do miana demokratycznych.

Czy jest gdzieś druga tak „religijna i wyznająca Dekalog” społeczność, której nienawiść jest tak wielka, że nawet niektórzy z jej „pasterzy duchowych” życzą śmierci papieżowi? Nie, tu polscy pseudokatoliccy wiodą prym nie tylko w Europie; są światowymi liderami.

Czy w jakimkolwiek innym katolickim kraju jest Episkopat, który na tego rodzaju mowę nie reaguje? Nie znam takiego kraju!

Czy istnieje drugi taki kraj, którego władze pomimo rozdziału państwa i Kościoła działają na korzyść tego, wykonując, (choć nie zawsze oficjalnie) wszystkie jego życzenia?

Czy w jakimkolwiek kraju jeden zakonnik „trzęsie podstawami państwa” i kpi zarówno z władz, jak i z polskiej praworządności, w zamian za co jest obdarowywany milionami, będącymi własnością publiczną? Znam z historii dwóch: jeden to hiszpański inkwizytor Tomás de Torquemada działający w XV w., a drugi, bliższy naszym czasom, to Grigorij Rasputin – rosyjski „mnich”, który uwielbiał alkohol i inne używki, a jego największym nałogiem były kobiety. Widzę pewne podobieństwa do niektórych z naszych „ojców”!

Takich pytań w rodzaju „czy”, a dotyczących patologii dziejących się od ponad dwóch lat w Polsce mógłbym przytoczyć jeszcze bardzo wiele, jednak na tych – jako wybranych jedynie przykładach – tutaj poprzestanę. To nie jest tak, że nie widzę złych rzeczy, które charakteryzowały poprzednie rządy. Mało tego, zanim jeszcze władzę objęło PiS miałem także odwagę cywilną i do ich krytyki. I nie chodzi tu tylko o partie, ale także o wszelakie „Komitety Obywatelskie”, które takie były tylko z nazwy, a od kilku dziesięcioleci wciąż działają głównie w samorządach, zwykle w imię własnych, oligarchicznych interesów.

Jednak ta nasza dobra zmiana (a według mnie najgorsza z możliwych i dotychczasowych) przekroczyła już wszelkie dopuszczalne i akceptowalne „normy łamania zasad i prawa”, w imię swojego „pisowskiego prawa kaduka”.

Wzywam Polaków do przeciwstawienia się PiS i jego koalicjantom w nadchodzących wyborach samorządowych, a następnie parlamentarnych, w 2019 roku. Jeśli chcecie, aby Polska wróciła do statusu demokratycznego państwa prawnego, musicie, wy i ja, odebrać władzę tej tak bardzo szkodliwej koalicji, a następnie rozliczyć za zmarnowane pieniądze, za zniszczenie demokracji, za szerzenie nienawiści i podzielenie narodu, zaprzepaszczone może na zawsze szanse na lepsze miejsce czy też pozycję Polski w demokratycznym świecie. Obecnie nasz kraj stał się outsiderem Zachodu i jeśli to się nie zmieni, to nasze państwo – Polska – wróci w ramiona Federacji Rosyjskiej i samego Władimira Władimirowicza Putina lub w ręce jego następców!

Szef MON podpisał umowę na przeciwlotnicze i przeciwrakietowe zestawy rakietowe średniego zasięgu, w ramach programu „Wisła – 1 faza”.

gazeta.pl

m.facebook.com >>>

„Wydaje mi się, że ta propozycja jest niewystarczająca” – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” unijny komisarz Guenther Oettinger o zmianach, jakie PiS zaproponował Brukseli, by powstrzymać procedurę praworządności. Po czym dyplomatycznie dodaje, że w ostatnich tygodniach dystans między Warszawą a Brukselą przynajmniej się nie zwiększył. Unijny komisarz ds. budżetu spotkał się w poniedziałek w Warszawie z premierem Morawieckim i przedstawicielami parlamentu. Zasugerował, by Polska wpłacała więcej pieniędzy do unijnego budżetu. Polska strona zgodziła się.

A czy to, co robi rząd PiS z sądownictwem czy mediami obciąża negocjacje budżetowe i osłabia polską pozycję?

– Wciąż widzę możliwość na to, że się porozumiemy, a polski rząd zrobi wszystko, by zachować zasady państwa prawa. Jako komisja szanujemy każdy demokratycznie wybrany rząd. Mam od lat bardzo dobre kontakty z posłami i ministrami PiS. Jeszcze jako komisarz ds. gospodarki cyfrowej bardzo dobrze współpracowałem z obecnym premierem. Dlatego uważam, że powinniśmy prowadzić narady o przyszłym budżecie wolni od problemów związanych z praworządnością.

A jeśli nie dojdzie do tego porozumienia?

– Mimo wszysko nie będziemy wprowadzać sankcji, ale musimy sprawdzić, czy to nie będzie miało konsekwencji dla niektórych programów. Na pewno nie będzie to miało żadnych konsekwencji np. dla programu Erasmus Plus, bo przecież nie możemy karać młodego pokolenia za spór wokół praworządności.

Pan jednak niedawno powiedział w wywiadzie dla dziennika „Sueddeutsche Zeitung”, że „niektóre kraje członkowskie zaproponowały połączenie naszego systemu wartości z budżetem UE”. To zostało zrozumiane w Polsce jako groźba. Słusznie?

– Trzeba uszanować to, że inne, demokratycznie wybrane rządy np. we Włoszech, w Niemczech, czy w Holandii oczekują od członków UE poszanowania zasad państwa prawa. Takie samo zdanie na ten temat ma wielu europarlamentarzystów. Musimy jednak spojrzeć, co jest w ogóle zgodne z prawem na podstawie traktatów europejskich. I musimy przygotować propozycję, która zostanie poparta przez większość państw na Radzie Europejskiej. To musi być propozycja budżetu, którą zaprezentuje Komisja Europejska, ale którą na końcu musi przyjąć Rada Europejska i Parlament Europejski.

>>>

Tematem numer jeden są wciąż w mediach nagrody dla byłych już ministrów i innych, zasłużonych, dla „rozwoju” państwa. Nagrody, którymi uhonorowano ludzi zapewne na otarcie łez, bo odbierając im stanowiska w poszczególnych resortach, wyraźnie pokazano, że nie sprawdzili się. A mimo tego zasłużyli na taką kasę?

Naród oburzony, ale politycy PiS twardo stoją na stanowisku, że nic się nie stało, że jest w porządku. Oczywiście, na swoje usprawiedliwienie mają zawsze ten sam argument, który stał się już przysłowiowym symbolem rządzącej partii, czyli… odniesienie do czasów rządów PO/PSL. Wtedy to było złodziejstwo, rozpasanie i zepsucie, a teraz przecież jest lepiej, uczciwiej. Ciekawe jednak, gdy zostają zapytani o konkrety, proszeni o podanie przykładów to nagle zaczynają coś kręcić, nabierają wody w usta i zupełnie nie potrafią podać dowodów na potwierdzenie swojej tezy o fatalnym zarządzaniu Polską przez poprzednią ekipę rządzącą. To tak, jakby „brak dowodów jest najważniejszym dowodem”, że mają rację.

Wszystkich uderzyło niezwykle emocjonalne wystąpienie byłej premier, Beaty Szydło, która grzmiąc z trybuny sejmowej, przekonywała, iż nagrody jej ekipie należały się „jak psu zupa”, bo ciężko na nie zapracowała, dźwigając Polskę z kolan. Sam prezes Jarosław Kaczyński, stanął w jej obronie, oczywiście odwołując się do mrocznych czasów, sprzed rządów PiS. i w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl mówi – „Trzeba bronić tych nagród, bo nie można popadać w szaleństwo. W Polsce nielegalnie przejęto wielkie majątki, można to już od początku liczyć w bilionach. A tutaj mamy do czynienia z legalnymi nagrodami za ciężką pracę, dla ludzi, którzy z tymi zjawiskami przejmowania własności narodowej walczyli. Oczywiście można dyskutować, czy to dobre, czy to złe, czy takie sumy powinny być, czy inne, ale to absolutnie nie jest żaden skandal”.

Na tę uczciwość i prawość PiS zwrócił uwagę poseł PO Marcin Kierwiński, wrzucając na Twitterze swoją refleksję na ten temat – „Kaczyński broni nagród dla ministrów PiS bo „w Polsce przejęto nielegalnie wielkie majątki”. Wie co mówi sam w końcu w niejasnych okolicznościach majątek razem z komunistami przejmował-przypomnijmy Srebrna, Nowogrodzka, Ordona, Al.Jerozolimskie. #OligarchazWarszawy #Srebrnyukład”

Już kilka dni temu Andrzej Halicki, również poseł PO, poinformował, że „Klub PO powoła zespół śledczy ds. zbadania legalności przekształceń na mieniu Skarbu Państwa środowiska związanego z Jarosławem Kaczyńskim. Ten zespół w najbliższym tygodniu się sformalizuje. Posiedzenia będą dostępne, otwarte i będziemy – mam nadzieję – gromadzić taki materiał, który bez wątpienia będzie mógł być formalną podstawą powołania komisji śledczej w tej sprawie. Mam nadzieję, że także uruchomi odpowiednie instytucje państwa”, a jej celem będzie wyjaśnienie „jak doszło do przejęcia majątku państwowego przez grupę polityków ze środowiska Jarosława Kaczyńskiego, kto dysponuje tym wartym setki milionów majątkiem i w jaki sposób i czy politycy – bo wszystko na to wskazuje – wykorzystywali swoje funkcje, w szczególności chodzi o służby specjalne do tego, by ten majątek pomnażać, chronić, by dokonywać przekształceń na rzecz wzrastania wartości tego majątku”.

Jestem ciekawa, jak w tym przypadku PiS spróbuje okręcić kota ogonem.

Tamara Olszewska

Nieprofesjonaliści, niedołędzy zawsze więcej kosztują. Wszak nie płacimy im za potrzebną pracę, ale za to, że szkodzą. PiS dzisiaj nas ogromnie wiele kosztuje, ale gdy zostaną odsunięci od władzy, koszty wzrosną jeszcze bardziej. Szkodnika zawsze trzeba poprawiać, mimo że zawyżone koszty za jego obecność już ponieśliśmy. To tylko sfera materialna, a gdzie duchowa, psychologiczna?

Wypadek Beaty Szydło może posłużyć za przykład, jak to wygląda i będzie wyglądało. Skasowany został samochód z kolumny konwojującej byłą premier na odpoczynek, przez rok grupa śledczych do niczego nie doszła, pobierała pensje i za nią, i wszelakie ekspertyzy zapłacono 154 tys. zł.
To jednak nie koniec, bo młody kierowca seicento nie godzi się być kozłem ofiarnym, aby za nim ciągnął się smród polityków, którym wystaje słoma z pantofli. Koszty procesowe znowu spadną na państwo.

Pod tym względem Szydło ma rację: – „Ministrowie i wiceministrowie otrzymywali nagrody za ciężką, uczciwą pracę i te pieniądze im się po prostu należały”. Może nie jest tak ciężko coś zepsuć – limuzynę rządową bądź prawo konstytucyjne i sądownictwo – ale ciężko jest prowadzić felerne śledztwo i ustanawiać felerne ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, sądownictwie, KRS i Sądzie Najwyższym.

Napracowali się. To jednak nie wszystko, bo rzeczywiste koszty przed nami. Nadszarpnięta została reputacja Polski, szkodnicy nie uzyskają adekwatnych pieniędzy z budżetu unijnego. Więc zasadne jest dzisiaj pytanie: Czy PiS zapłaci Polsce reperacje za swoje szkodliwe nieudacznictwo?

Jeden z funkcjonariuszy PiS Marek Suski przynajmniej potrafił się zachować. Gdy dowiedział się o nagrodzie, że została przelana z automatu, oddał ją: – „Poszedłem do banku i odesłałem – 31 tys. zł”. Dobrze wiedzieć, że w PiS działa automat, który przelewa szmal o takiej wysokości. Suski jest szefem gabinetu politycznego Morawieckiego ledwie trzy miesiące, a już automat mu przelewa. A przecież nie jest jakimś Stańczykiem, lecz zwykłą „kupą śmiechu”. Ile zatem automat przelewa bardziej zasłużonym szkodnikom, hę?

Po PiS zostaną do zapłacenia ogromne rachunki i ten startup: automat przelewający szmal na konto.

PiS traci 12 pkt. w sondażu Kantar MB dla TVN

Tak prezentują się wyniki sondażu Kantar MB przeprowadzonego na zlecenie „Faktów” TVN:

PiS-SPZZ-Porozumienie – 28% (-12)

PO – 22% (+6)

Kukiz ’15 – 10% (+4)

SLD – 9% (+6)

Nowoczesna – 6% (-2)

Wolność – 5% (+2)

PSL – 5% (bz)

Razem – 2% (-1)

13% wybrało opcję „nie wiem” (-3).

Czy Morawiecki nie doznał urazu goleni prawej?

Zwykły wpis

Zbigniew Gryglas (kiedyś Nowoczesna, obecnie o Gowina przy PiS) wypowiedział się w programie „Rzecz o polityce” (Rzeczpospolita) na temat wyborów prezydenckich w Warszawie.

Mecenas Roman Giertych zareagował na uwolnienie Tomasza Komedy, który został niewinnie skazany na 18 lat więzienia.

Poseł Platformy Obywatelskiej Cezary Tomczyk, powołując się na informację Komendy Głównej Policji, podsumował na Twitterze koszty jakie ponieśli polscy podatnicy, z tytułu celebrowania kolejnych miesięcznic smoleńskich.

Okazuje się, że od 2015 roku, czyli od kiedy PiS przejęło władzę, ponad 32 tysiące policjantów ochrania imprezy na Krakowskim Przedmieściu, a ich organizacja pochłonęła dotąd blisko 3 mln złotych.

Żeby zwykły poseł Kaczyński mógł w należytym komforcie przeżywać to wydarzenie, co miesiąc na zabezpieczenie miesięcznic z całej Polski zjeżdżają się oddziały policyjne. Ostatnio pojawiły się także barierki, które w samym centrum stolicy, oddzielają wyznawców PiS od świata zewnętrznego, czyniąc je na jeden dzień fortecą wyłącznie do dyspozycji jednego człowieka. Wszystko to oczywiście pokrywane jest z naszych podatków.

Jak wiemy, za protesty wobec kolejnych miesięcznic policja zatrzymuje obywateli i stawia im zarzuty zakłócania wydarzenia o charakterze religijnym, chociaż wszyscy doskonale wiemy, że to nic innego jak cyklicznie powtarzana polityczna manifestacja lojalności wobec lidera PiS.

Wzrost liczby policjantów ochraniających miesięcznice smoleńskie, to zdaniem rządzących oczywiście wina polityków opozycji, którzy rzekomo wciąż zaogniają sytuację, a także Obywateli RP, którzy te miesięcznice chcą blokować, czym stwarzać mają zagrożenie dla uczestników tych pochodów.

Jednak w odczuciu zdrowo myślącego społeczeństwa konwencja comiesięcznych imprez na Krakowskim Przedmieściu to po prostu atak na wolność zgromadzeń i w tych ramach nieuzasadniony priorytet dla zgromadzeń cyklicznych. Chodzi o „twór” wymyślony dla satysfakcji samego Kaczyńskiego, zmierzającego do budowy mitu założycielskiego PiS-owskiej władzy, w postaci “tajemniczej śmierci” elity państwa w Smoleńsku. Z tym jednak zastrzeżeniem, że teraz to już chodzi wyłącznie o elity PiS.

Jacek Harłukowicz (Gazeta Wyborcza Wrocław) zareagował na wypowiedź Cezarego Gmyza (TVP) na temat prof. Ryszarda Krasnodębskiego.

Cezary Gmyz, jeden z czołowych dziennikarzy rządowej TVP, miał w grudniu minionego roku „chwilę słabości” i bez większego zastanowienia pogroził byłemu wicepremierowi, Romanowi Giertychowi.

„Giertych do wora, wór do jeziora” – w ten sposób telewizyjny korespondent w Berlinie skomentował na Twitterze wpis mecenasa, w którym wyraził on zdziwienie, iż rządowa telewizja obraziła się, za to „że w reklamie książki pt. „Kroniki Dobrej Zmiany” nazwaliśmy Kurskiego kłamcą”. „Ja nie obrażam się, gdy ktoś mi mówi, że jestem wysoki” – napisał wówczas Giertych.

Równocześnie mecenas poinformował, że „niemieckie organy ściągania rozpoczynają sprawę „nawoływania przez Cezarego Gmyza do zabicia go”. Nawiązując do niedawnego przykrego incydentu na wrocławskiej uczelni, dodał: „Dziwię się Panu Gmyzowi, że zajmuję się atakowaniem starszych profesorów. Powinien raczej przygotowywać się do obrony”. Wyjaśnił przy okazji, że sprawą zajmuje się niemiecka prokuratura, ponieważ Cezary Gmyz pracuje w Niemczech i z tego kraju „namawiał do zabicia”.  „Właściwość prokuratury niemieckiej wynika z pańskiego miejsca zamieszkania”- napisał krótko prawnik.

Powszechnie znany z nonszalancji i bezpardonowych ataków na przeciwników politycznych dziennikarz, z miejsca ruszył do kontrataku i w dość żałosnym stylu „odpalił”: „Podpowiecie mi jak nazywa się takich co Niemcom donoszą na rodaków?”

„O znowu kolejny, którego »Niemcy biją«. Zamiast teraz płakać trzeba było myśleć, zamiast hejtować” – zauważył były wicepremier.

W internecie pod tą wymianą zdań zawrzało. Ktoś przytomnie skomentował: Pan Giertych ma rację – w Niemczech „życzliwy” pisowski prokurator nie skręci sprawy, a i PAD nie uniewinni!!!”.

Dziennikarze Onetu Bartosz Węglarczyk i Janusz Schwertner informują o wywiadzie premiera Mateusza Morawieckiego dla niemieckiego portalu n-tv.de.

To pytanie może okazać się ze wszech miar zasadne, kiedy Jarosław Kaczyński zorientuje się, że namaszczony przez niego premier… niepochlebnie wypowiedział się na temat Węgier. Bo czym innym są mało przemyślane wypowiedzi dotyczące ustawy o IPN, jak choćby słynne już słowa z Monachium… Czym innym układanie historii na nowo, przeciw czemu protestował prof. Ryszard Krasnodębski… Te wypowiedzi z pewnością nie rażą uszu prezesa PiS.

Jednak uderzanie przez Morawieckiego w Węgry – jedynego sojusznika PiS – może mieć swoje konsekwencje. Onet.pl pisze o wywiadzie, który został opublikowany w niemieckim portalu „n-tv.de” w połowie lutego. Przeszedł on niezauważony, bo został „przykryty” przez wspomnianą już wypowiedź Morawieckiego w Monachium, która odbiła się szerokim echem w świecie i zaostrzyła konflikt z Izraelem.

W wywiadzie dla niemieckiego portalu Morawiecki, mówiąc o stosunkach na linii Polska-UE, stwierdził: – „Jesteśmy w Polsce bardzo daleko od sytuacji poważnego naruszenia zasad praworządności. Gdy porównuję sytuację w Polsce, która ma bardzo niski poziom korupcji i kwitnącą demokrację, z sytuacją u naszych przyjaciół z Bułgarii, Rumunii albo Czech – gdzie wszędzie jest pełno korupcji – albo do Węgier, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać”. Prowadzący wywiad dopytał: – „Skoro to takie jasne, to dlaczego Unia Europejska tego nie dostrzega?”. – „Dobre pytanie” – odparł Morawiecki. Tyle i aż tyle!

Onet poprosił o komentarz do tych zaskakujących słów premiera rzeczniczkę rządu Joannę Kopcińską. W odpowiedzi przesłała dane dotyczące korupcji z raportu Transparency International (tak na marginesie – od kiedy PiS przejmuje się raportami międzynarodowych organizacji?). Nie odniosła się jednak do meritum sprawy, czyli atakowaniu przez Morawieckiego najbliższego sojusznika PiS… Jedno jest pewne – kiedy słucha się premiera, to rzeczywiście nie wiadomo: śmiać się czy płakać i ta uwaga dotyczy większości jego wystąpień.

Paweł Cywiński – brat Piotra Cywińskiego (dyrektor Muzeum Auschwitz) opisuję nagonkę prawicy na jego brata.

Od kilku miesięcy Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz jest atakowany i przez PiS, i prawicowe media, i przez hejterów. Sam Piotr Cywiński w rozmowie z onet.pl przyznał, że żyje „w sytuacji największego i najdłuższego hejtu”, jaki mu się przytrafił od momentu objęcia stanowiska, a było to w 2006 r.

Piotra Cywińskiego broni jego brat Paweł. Na Facebooku opisuje, z czym musi mierzyć się dyrektor Muzeum Auschwitz. – „Od 50 dni najpaskudniejsze odmęty polskiej prawicy rozpętały wobec niego niezwykle potężną nagonkę. Zbudowaną na co najmniej kilkunastu kłamliwych zarzutach. Wielokrotnie dementowanych i wielokrotnie odżywających. Dziesiątki artykułów na szemranych portalikach, setki zaangażowanych kont tweeterowych, tysiące podobnie brzmiących tweetów, wulgaryzmy, memy, groźby, oszczerstwa, donosy. Do wyrzygania”.

Opisuje też działalność Piotra Cywińskiego: – „Mój brat pracuje na jednym z najcięższych odcinków walki o pamięć, której zadaniem jest obrona ludzi przed ich najstraszniejszymi instynktami. Walka ta jest niezwykle trudna, bo chodzi w niej nie tylko o pamięć polską, ale poniekąd całej ludzkości. A jak wiadomo – różnie się pamięta. Piotr od dwunastu lat jest dyrektorem Auschwitz Memorial / Muzeum Auschwitz. Dwanaście długich lat pracy w jednym z najstraszliwszych miejsc na świecie”.

W obronie Piotra Cywińskiego wystąpiła także Polska Rada Chrześcijan i Żydów. – „Znamy osobiście dr. Cywińskiego, jego kompetencje i poświęcenie w pracy na rzecz pamięci o tragedii, jaka się w tym miejscu dokonała. Znamy liczne krajowe i międzynarodowe niezwykle pozytywne opinie o funkcjonowaniu Muzeum Auschwitz-Birkenau, którym Cywiński umiejętnie i ofiarnie kieruje od 2006 r. Znamy kształt muzealnej ekspozycji na terenie Miejsca Pamięci i ogrom wykonywanej tam pracy, także edukacyjnej. Można by jedynie życzyć polskim instytucjom kultury tak kompetentnego kierownictwa i tak dalekosiężnej wizji” – napisano w oświadczeniu.

Według Rady, kontrowersje wokół Auschwitz-Birkenau to „ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje nasza ojczyzna. Wyrażamy nasze poparcie dla dyrektora Piotra Cywińskiego i apelujemy o wsparcie dla niego do wszystkich ludzi dobrej woli. Ewentualne personalne rozgrywki wokół Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau z pewnością odbiłyby się szerokim echem w całym świecie, ukazując Polskę w fatalnym świetle”. Pod oświadczeniem podpisali się współprzewodniczący Rady ze strony żydowskiej Stanisław Krajewski i współprzewodniczący ze strony chrześcijańskiej Zbigniew Nosowski.

NIESIOŁOWSKI O DEGRADACJI JARUZELSKIEGO I KISZCZAKA: HAŃBA. ODCZEPCIE SIĘ OD ZMARŁYCH. ONI SĄ JUŻ NA INNYM SĄDZIE

W #TYLKONATEMAT ciekawy wywiad z Michałem Kamińskim, kiedyś spin doctorem PiS, potem PO, obecnie członkiem poselskiego klubu Unii Europejskich Demokratów.

Michał Kamiński odniósł się najpierw do najnowszej akcji PO zapoczątkowanej ustawieniem przed siedzibą PiS na Nowogrodzkiej billboardów, przypominających, ile pieniędzy zgarnęli dla siebie ministrowie obecnego rządu. Wreszcie działanie, które można ocenić pozytywnie, bo jak twierdzi „odwołuje się do chyba największej z tych bomb zegarowych, tykających pod koalicją Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i Porozumienia”. Pazerność władzy na pieniądze jest, obok klerykalizmu i narastającej izolacji Polski na arenie międzynarodowej, tym co może PiS-owi już niedługo najbardziej zaszkodzić. „Gdy ludzie widzą, że Beata Szydło sama sobie przyznała 65 tys. nagrody, to siadają przy rodzinnym stole i zaczynają przeliczać, co oni mogliby by z taką sumą zrobić…”, a co za tym idzie, zaczynają rozumieć, że wcale nie jest tak, jak im się mówi.

Kolejną bombą jest polska polityka zagraniczna. Dziennikarz, prowadzący rozmowę zauważa, że wprawdzie wydaje się ona być niewypałem, bo „przecież mądre głowy mówią, iż zwykłych Polaków sprawy międzynarodowe nie interesują. I powiedziałbym tak, gdyby nie fakt, że przez dwa dni z rzędu jednym z najchętniej czytanych w naTemat tekstów był ten o opinii Andrzeja Dudy na temat UE”słusznie, więc twierdzi Michał Kamiński, że jednak coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, iż to my, obywatele zapłacimy największą cenę za „awanturnictwo polityków PiS”. „Realne kłopoty w realizacji życiowych planów, strata pieniędzy i utrata dumy z polskiego paszportu” odbiją się mocno na poparciu dla władzy Jarosława Kaczyńskiego.

Michał Kamiński podkreśla, że prezes PiS świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie dokonał zmiany na stanowisku premiera. Beatę Szydło zastąpił Mateusz Morawiecki, który miał poprawić nasz wizerunek i relacje na arenie międzynarodowej. Niestety, nowy premier zupełnie sobie z tym nie radzi. Dostał bowiem „taki bagaż od partii, iż nie podołał postawionemu przed nim zadaniu. I już wiadomo, że nie podoła mu w przyszłości”. Polityk zwraca uwagę, że „Proces zużywania się tej władzy – z czego część mądrych ludzi w PiS już zdaje sobie sprawę – postępuje szybciej niż można było się spodziewać. Główną siłą Zjednoczonej Prawicy pozostaje tylko to, że ludzie na razie nie uwierzyli w żadną alternatywę. Jednak choćby ostatnie przedterminowe wybory w Nadarzynie pokazują, że obywatelski kandydat może rozłożyć na łopatki nawet kandydata cieszącego się osobistym poparciem premiera Morawieckiego. Jednocześnie coraz bardziej jest zmobilizowany obóz „antypisowski”, co źle wróży rządzącej partii.

W rozmowie nie zabrakło również tematu związanego z klerykalizmem, który według Michała Kamińskiego, jest trzecią, mocno tykającą, bombą. Połączona „pazerność księży z pazernością władzy, musi skończyć się potężnym wybuchem. I on tę władzę prędzej czy później wywróci”. Trudno nie zgodzić się z tymi słowami.

Michał Kamiński nie chciał rozmawiać o PO i Grzegorzu Schetynie, uznając, że to nie czas, by prowadzić jakieś tam walki w obrębie opozycji. Natomiast chętnie opowiadał o współpracy swego klubu poselskiego z PSL, podkreślając, że to uczciwy układ. PiS liczyło, że przejęcie posła PSL, Mieczysława Baszko, doprowadzi do likwidacji klubu ludowców. Jednak wsparcie właśnie UED pomogło zażegnać to niebezpieczeństwo. Tak więc teraz oba kluby współpracują ze sobą w parlamencie, zachowując jednak prawo do różnienia się i realizacji zadań, wynikających z ich założeń programowych.

Warto na zakończenie przytoczyć słowa Mariusza Kamińskiego, który mówi – „Taktyka opozycji na walkę z PiS musi przypominać polowanie na wieloryba, a nie strzelanie do wróbla. Polując na wróbla, można zakładać, że on zginie od jednego celnego strzału. PiS jest tymczasem wielorybem, którego łatwo nie da się położyć. Najpoważniejszym błędem mentalnym środowisk opozycyjnych jest to, iż wszyscy spodziewają się, że jedna afera zrujnuje „dobrą zmianę”. Nic z tego! Źródła poparcia dla nich są bowiem tak mocne, że boleśnie zapłacą dopiero za całą sumę rozpętanych afer”. Tak więc, czekamy….

Walka PiS z niewygodną prawdą historyczną trwa w najlepsze. W związku z obchodami 50 rocznicy Marca’68 IPN usunął Adama Michnika, jednego z głównych bohaterów tego wydarzenia, ze swojego spotu. Teraz, jak informuje czytelników oko.press, do tej niechlubnej akcji manipulowania historią dołączyła Polska Fundacja Narodowa.

Mieszkańcy „dekomunizowanych” ulic w Warszawie otrzymują pocztą broszurkę „Godność Niepodległej”, w której znajdują się fotografie i krótkie notki biograficzne nowych patronów oraz tych, niezdekomunizowanych. Jedna z ulic, kiedyś 17 Stycznia, to dzisiaj Komitetu Obrony Robotników. W biogramie nie znalazło się jednak miejsce dla Adama Michnika, a na zdjęciu KOR-u jego twarz została przesłonięta wielkim stemplem z napisem „po dekomunizacji”. Na fotografii są Antoni Macierewicz, Adam Michnik, ksiądz Stanisław Małkowski, Jacek Kuroń (leży), Kazimierz Wóycicki, Konrad Bieliński, Mariusz Wilk i Kazimierz Janusz, a została ona zrobiona podczas głodówki w kościele św. Krzyża, jaką prowadzili członkowie KOR w październiku 1979 roku. Wszyscy są bardzo wyraźnie pokazani, tylko ten jeden, niewygodny, „zastemplowany”.

Na wszystkich pozostałych zdjęciach, które znajdują się w broszurze, stempel znajduje się z boku, by nie przesłaniać osób na fotografii, tylko w tym przypadku jest inaczej.

Takie przekłamanie historyczne firmuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Instytut Pamięci Narodowej, których logotypy również znajdują się na broszurce. I taka „przekłamana” broszurka ma też trafić do mieszkańców innych miejscowości w Polsce. Wszędzie tam, gdzie „zdekomunizowano” ulice. Do tego banery, plakaty… i wszystko to, jakże zgodne z polityką historyczną obecnej władzy. Ciekawe, kto jeszcze zostanie „zagumkowany” a kto znajdzie się na piedestale „nowych bohaterów”, co to z tymi rzeczywistymi niewiele mają wspólnego.

Trochę dziwi mnie też zaangażowanie PFN w tego typu działania. Przecież instytucja ta powstała w 2016 roku po to, by „promować Polskę za granicą”. Miała być niezależna politycznie, rzetelna i uczciwa w swych działaniach, a jednak jej „prorządowość” aż bije po oczach. Jak na razie, za otrzymane 243 miliony zł, Polska Fundacja Narodowa zasłynęła akcją „Sprawiedliwe Sądy”, mającą usprawiedliwić reformę sądownictwa, no i teraz ta nieszczęsna broszurka. Trzeba przyznać, że to niezła kasa za takie „osiągnięcia”.

Waldemar Mystkowski pisze i Beacie Szydło.

Nie znamy wyroków historii. Beata Szydło też nie zna. Czy będzie zapamiętana z „sukcesu” 1:27 w walce z rodakiem Donaldem Tuskiem, czy z wypadku samochodowego w Oświęcimiu 10 lutego ubiegłego roku? Jednakże dla mnie pozostanie potwierdzeniem spostrzeżenia Włodzimierza Lenina, iż państwie prawa i sprawiedliwości komunizmu może rządzić kucharka.

W komunie do tego ewenementu nie doszło, Nadieżdę Krupską ubiegł Józef Stalin, ale doszło do tego w Polsce. Jarosław Kaczyński nie chciał ubiec Szydło, która potwierdza regułę, iż osoby bez kompetencji w jakiejkolwiek dziedzinie mogą dać się wszystkim we znaki, jednak z chwilą zniknięcia stają się obojętne. Zapominamy o nich z westchnieniem ulgi: och, jak fajnie, że ich zasłużenie już nie ma na agendzie publicznej.

Przeszło rok prokuratorzy badali przyczyny prostego wypadku, w którego spowodowanie chcieli wrobić bogu ducha winnego młodego kierowcę seicento, Sebastiana K. Była nawet supozycja, aby zlecić badanie przyczyn wypadku niemieckim rzeczoznawcom. Nie doszło jednak do tego, bo nie wszystkie narody mają poczucie humoru Mrożka i Barei.

Faktyczny stan prawny z wypadkiem Szydło na dzisiaj mamy następujący. Prokurator regionalny rozpatrzył wniosek prokuratora okręgowego o rozwiązanie zespołu prokuratorów śledczych. Jednocześnie prokurator okręgowy wysłał do sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko kierowcy seicento.

To powinno zamknąć sprawę badania wypadku z udziałem Szydło. Specjalnie nie używam nazwisk prokuratorów, bo nie są godni żadnego zapamiętania, a śledztwo jest nawet bardziej skomplikowane, niż tutaj opisuję, a to z tej przyczyny, aby publika nie zrozumiała, że organa państwa dały ciała. Jest to typowe pisowskie „chachmęctwo do imentu”. Tak naknocić, aby nikt nie chciał dotknąć się tego zakalca.

Sypała się już wcześniej koncepcja oskarżenia Sebastiana K. Mianowicie trzech prokuratorów śledczych odmówiło prokuratorowi okręgowemu oskarżenia wyłączenia ze śledztwa dowodów wskazujących, czy rządowe auta były kolumną uprzywilejowaną w ruchu, a więc czy miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe oraz niewątpliwej winy funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu.

Tak prostego faktu prokuratura nie potrafiła dociec, czy używano sygnałów. Nawet padło pod adresem Sebastiana K. takie oto oskarżenie: „nie zachował należytej ostrożności „. Co to znaczy? Wiadomo – nic, ale działa jako oskarżenie. A w gruncie rzeczy winą młodego kierowcy jest to, iż śmiał jechać drogą publiczną.

Umorzenie w sądzie ma ten walor prawny, iż prokurator nie chce sądzić Sebastiana K., ale zwala winę na niego, uznaje go winnym bez skazania. W ten sposób prokuratura sama siebie ustanawia sądem. Zauważmy, iż bez porozumienia stron. Ale „winny nieskazany” nie godzi się na takie potraktowanie. Obrońca Sebastiana K., mec. Władysław Pociej zapowiada walkę o prawdę przed sądem.

I słusznie! Prawne państwo polskie zostało sknocone do imentu, odbiera się honor niewinnym osobom, uznając ich łaskawie za winnych nieskazanych. Ale to Beata Szydło walnęła w przysłowiowe drzewo i znalazła się na śmietniku historii. Oby tam została na zawsze.

iustitia.pl

Dudę, Szydło i innych pisowskich mącicieli nie wpuszczać na Zachód

Zwykły wpis

Niedługo może dojść do sytuacji, o którą dzisiaj apeluje Lech Wałęsa. Mianowicie, niszczycieli demokracji w Polsce nie wpuszczać na Zachód.

Niech pisowskie kołtuny jeżdżą do ciepłego człowieka Łukaszenki.

Nareszcie Parlament Europejski podjął jakąś decyzję w stosunku do rządu Szydło.

A Duda swoje, tj. człowiek, który uwłacza godności Polaka i funkcji prezydenta.

Zakłamany, ale przede wszystkim amoralny Duda.

PiS to komusza czkawka.

Oby nam sie nie dobiła zanadto. Będzie co po nich sprzątać.

Pomniki Lecha Kaczyńskiego wywieźć do muzeum socrealizmu

Zwykły wpis

Stefan Niesiołowski w ciekawym wywiadzie – jak zwykle – dla „Wyborczej” twierdzi, że reżim PiS można przegonić z ziemi polskiej tylko w sposób pokojowy. PiS obalić mogą stu- lub dwustutysięczne manifestacje w Warszawie, które nie schodzą z ulicy, domagając się wcześniejszych wyborów.

Porównuje do swojej historii:

– Mam nadzieję, że żadna z tych młodych osób nie pójdzie w ślady moich pomysłów wysadzania, bo to by była straszna głupota. Ja uderzałem w symbole – zrzuciłem tablicę Lenina na Rysach, ale aresztowali mnie, zanim wysadziłem muzeum Lenina – bo wtedy to się wydawało jedyną możliwością – mowi Niesiołowski.

I dalej:

– Wtedy, w 1970, gdybym usłyszał: poczekaj, najpierw obalimy komunizm, a potem zlikwidujemy jego pomniki, tobym się w głowę pukał. 20 lat później to się stało i lekcja z tego płynie taka, że prawidłowa kolejność to najpierw obalić dyktaturę, a potem likwidować jej symbole.

Pomniki Lecha Kaczyńskiego zaś wywiezie się do Galerii Sztuki Socrealizmu w Kozłówce.

– Nie ma potrzeby atakowania symboli PiS, to im by tylko dodało siły. Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki już po pokonaniu PiS. Przemoc to nie jest opcja – Niesiołowski wskazuje kierunek.

I nie wchodzić do gmachu przy Nowogrodzkiej, jeszcze Kaczyński zrobiłby sobie krzywdę i wyskoczył oknem, jak z płonącego budynku.

„Ja wiem, że aż kusi, żeby wejść do gmachu przy Nowogrodzkiej i zobaczyć, jak skaczą z okien ci tchórze, ale to byłby wielki błąd i nie wolno tego zrobić. Żadnej okupacji Sejmu, przeganiania Dudy z Pałacu, bo nie tylko nie wiadomo, do czego to mogłoby doprowadzić, ale byłby to polityczny błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły”.

Niesiołowski nie mówi o trumnie na Wawelu. Należy pomysleć o jeszcze jednej ekshumacji Lecha K. i odesłać jego truchło bratu Jarosławowi na Żoliborz. Będzie miał go pod nosem i codziennie ubolewał, że doprowadził do śmierci (możliwe, że samobójczej) pod Smoleńskiem.