Tag Archives: Jacek Sasin

Rekonstrukcja pisowskiej koterii

Zwykły wpis

Kto dokonał rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego? Wszak autorstwo nie może sobie przypisać obecny premier. Pytanie należy do retorycznych, bo wiadomo wszem i wobec: kto.

Pytanie właściwe byłoby: po co zrekonstruowano ciało administracyjne, któremu premieruje Morawiecki? To, że niektórzy ministrowie dostali się do Parlamentu Europejskiego, nie jest powodem do nazywania rekonstrukcją rządu, lecz wypełnieniem braków, plombą np. po Beacie Szydło, która jedzie po sukces 1:27, a nawet po posadę szefowej Parlamentu Europejskiego, bo i z takim pomysłem wyskoczył jakiś akolita geniusza z Żoliborza.

Nie podejrzewam, aby w stolicy UE Brukseli i Strasburgu Szydło, Joachim Brudziński, bądź inna/inny zagrozili europejskim kabaretom, to w Polsce kabarety nie nadążają za awangardą pisowskiego surrealizmu.

Wesoło nam nie będzie, gdy nie znająca języka angielskiego Szydło i takiż poliglota Brudziński wyskoczą z jakimś wspólnym pomysłem politycznym z Marine Le Pen, bądź z Matteo Salvinim, którzy są na żołdzie (dosłownie) Władimira Putina.

Ta rekonstrukcja rządu, a w zasadzie jak tutaj nazwałem: plomba, służy tylko jednemu – przykryciu jednej z najważniejszych dat w naszej współczesności, 4 czerwca 1989 roku, której 30 rocznica jest obchodzona, a wkład polityków PiS w tamto wydarzenie jest prawie żaden, oprócz braci Kaczyńskich, których niefortunnie namaścił wielki Lech Wałęsa.

Z obchodów zapamiętamy arogancję premiera Morawieckiego, którego osiłkowie z ochrony odepchnęli prezydent Aleksandrę Dulkiewicz, gospodynię Gdańska, gdy chciała Morawieckiego zaprosić na symboliczną debatę przy Okrągłym Stole. Mateusz, jak jego rodzic Kornel pracuje na sławę rozwalacza, tatuś – rozwalał „Solidarność”, był jej folklorem, synek rozwala demokrację i praworządność, acz na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego, swego promotora.

Co warto wiedzieć o nowych plombach w rządzie PiS? Jacek Sasin został wicepremierem, opozycja winna się cieszyć, bo to ktoś pokroju Annoniego Macierewicza, będzie kompromitował się i PiS.

Swoją sytuację i pozostałym plomb zdefiniowała Elżbieta Witek, nowa szefowa MSWiA, która jest zielona w kwestiach bezpieczeństwa, ale zapewnia „będę się tego resortu uczyć”, bo „pan premier coś we mnie dostrzegł, co pomoże wypełnić tę misję”.

Jak widzimy zatem i słyszymy, ta rekonstrukcja to przesunięcia wewnątrz pisowskiej koterii, która ma bylejakie zdolności profesjonalne, za to duży ciąg na kasę i rozwalanie Polski. Można sobie tylko życzyć, aby ostatni raz się rekonstruowali, przestali zawracać nam głowy i odeszli w niesławie.

>>>

Pisowcy, myślcie do przodu. Kto będzie wam przynosił wałówki do kicia?

Zwykły wpis

– Bez istotnej zmiany kursu, na co jest już bardzo mało czasu, za rok stracimy władzę – mówi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z najważniejszych ministrów Mateusza Morawieckiego.

„SE” nie ujawnia tożsamości swojego rozmówcy. Jednak według niego, kłopoty sprawia teraz rządowi m.in. kwestia reformy wymiaru sprawiedliwości.

Z taką diagnozą nie zgadza się m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który powiedział w rozmowie z „SE”, że wygrana nie zależy od „subiektywnej oceny jednej osoby, która być może uległa jesiennemu przesileniu”. „A kurs trzeba stale korygować. Mamy dobrych sterników, którzy wiedzą kiedy i w jakim kierunku odchylić ster” – zapewnił.

„SE” opisuje też, że rząd jest trawiony problemami wewnętrznymi. „O napiętej sytuacji w rządzie i samej partii świadczą też coraz częstsze spotkania na tzw. górze, czyli u Jarosława Kaczyńskiego na Nowogrodzkiej. Ostatnio prezes z premierem, najbardziej zaufanymi politykami oraz związanymi z partią ekspertami gospodarczymi spotkali się na tajnej naradzie ws. afery KNF. Takich pożarów do gaszenia jest coraz więcej, a płomienie powoli trawią niezmiennie wysokie od miesięcy poparcie” – czytamy.

Niektórzy pisowcy już przygotowują się na stratę władzy. Powinni poza tym pomysleć, kto będzie im przynosił wałówki do kicia.

Depresja plemnika

To „sprawdzam” dla ministra Ziobro – mówi opozycja i zapowiada złożenie  zawiadomienia do prokuratury w związku z zeznaniami Piotra P., jednego z głównych podejrzanych w tzw. aferze SKOK Wołomin, który twierdzi, że Jacek Sasin, czołowy polityk PiS-u, oraz dwóch senatorów PiS otrzymywało pieniądze ze SKOK Wołomin. – Padły oskarżenia o to, że osoby, które są oskarżone w tej aferze,  przekazywały wprost pieniądze politykom Prawa i Sprawiedliwości – tłumaczy Arkadiusz Myrcha z PO.

Oskarżenie polityka

Podczas procesów osób oskarżonych w tzw. aferze SKOK Wołomin jeden z głównych oskarżonych Piotr P., były oficer kontrwywiadu WSI, oskarżył kilku polityków PiS-u, w tym szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina, o przyjmowanie pieniędzy od osób oskarżonych w aferze SKOK.

Jacek Sasin w sprawie oskarżeń Piotra P. wydał oświadczenie, w którym nazwał jego twierdzenia „absurdalnym pomówieniem” – Afera SKOK Wołomin jest aferą WSI. Piotr P., były oficer WSI, to „mózg” tej afery – twierdzi Jacek…

View original post 4 081 słów więcej

PiS sprawdził nas na dno praworządności

Zwykły wpis

Zostanie opublikowany raport z badania, opracowanego przez niemieckich ekspertów Fundacji Bertelsmanna, dotyczący jakości rządów w 47 krajów UE i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Badanie przeprowadzane jest co kilka lat, wcześniej w 2011 i 2014 roku. Najnowsza odsłona raportu jest dla polskiego rządu i Polski miażdżąca. Spadliśmy w nim aż o 29 miejsc na niechlubną 37 pozycję, więc na piątą od końca.

– Główną przyczyną jest znaczące pogorszenie praworządności, w tym ograniczenie niezależności sądownictwa – powiedział “Rz” Daniel Schraad-Tischler, kierownik projektu badawczego. Nie bez wpływu na fatalne notowania Polski były także takie aspekty jak skrajne upolitycznienie mediów publicznych, ograniczenia podstawowych praw człowieka, inwigilacja obywateli, okrojenie wolności zgromadzeń, zmiany w kodeksie wyborczym, próby przejęcia kontroli nad organizacjami pozarządowymi, czy rosnąca brutalność policji.

Niestety, choć w zakresie naruszeń praworządności Polska jest niekwestionowanym liderem, to zjawiska podobne zaobserwowano w wielu innych krajach, ujętych w raporcie. Aż w 26 krajach m.in. na Węgrzech, w Rumunii, Meksyku, Turcji, ale też w USA mają miejsce zjawiska niepokojące z punktu widzenia utrzymywania demokratycznych reguł. Nawet w oazie demokracji, za jaką uchodzą Stany Zjednoczone Ameryki Północnej odnotowano spory spadek, bo aż o 9 miejsc.

Eksperci zauważają także z żalem, że mimo coraz większego naruszania modelu państwa demokratycznego, w części państw, w tym właśnie w Polsce społeczeństwo nie reaguje, a władze mogą się cieszyć zaufaniem i poparciem. Pierwszą odpowiedzią sympatyków partii rządzącej na wyniki z raportu Fundacji Bertelsmanna jest oczywiście podkreślanie faktu, iż jest to niemiecka organizacja, więc jako taka nie zasługuje na wiarę. 

Tyle tylko, że wyniki z tego badania potwierdzają informacje, które inna organizacja zajmująca się kwestią praworządności, amerykańska Freedom House, prezentująca takie badanie corocznie. W tym opublikowanym w kwietniu tego roku (sprawę opisywał portal OKO.press), Polska również odnotował wielki spadek, a eksperci organizacji zwracali głównie uwagę na pozakonstytucyjną władzę szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego.

W praworządności PL pisowska znalazła się na dnie.

Holtei

>>>

– Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła sprawować funkcji. Wojewoda zwróci się do premiera o ustanowienie zarządu komisarycznego – powiedział na konferencji prasowej poseł PiS Jacek Sasin. – To kłamstwo – komentuje krótko w rozmowie z wiadomo.co prof. Marek Chmaj, specjalista w zakresie prawa administracyjnego. Według niego za taką wypowiedź polityk powinien zostać pozwany w trybie wyborczym. Hanna Zdanowska jest prezydentem Łodzi i kandydatką KO na ten urząd.

Konferencja prasowa Jacka Sasina

– Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że pani prezydent Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana prezydentem Łodzi, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła tej funkcji sprawować – powiedział na konferencji prasowej w Łodzi poseł PiS…

View original post 1 828 słów więcej

Afera podsłuchowa wywołała istny popłoch w PiS. Ogłupienie totalne

Zwykły wpis

Mazurek o taśmie PMM: Walczymy o jak najlepszy wynik, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo

– Wielokrotnie się do tego odnosiliśmy [do taśm]. To odgrzewany kotlet, z którego nic tak naprawdę niekorzystnego dla premiera nie wynika – stwierdziła Beata Mazurek na konferencji w Sejmie. – Zasadnicza różnica jest taka, że ten kotlet jest odgrzewany w momencie, kiedy mamy wybory samorządowe, natomiast on był znany sprzed kilku lat – dodała.

„Rozumiem, że teraz jesteśmy w okresie szczególnym, bo walczymy o jak najlepszy wynik w wyborach samorządowych, więc trzeba uderzyć w najsilniejsze ogniwo, a naszym najsilniejszym ogniwem jest premier Morawiecki, który ma dobre notowania, prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju, dzięki której Polakom żyje się lepiej i to pokazują badania opinii publicznej, więc należy uderzyć w to ogniwo, które jest najsilniejsze. Na to absolutnie się nie zgadzamy”

„SN wchodzi do gry w kampanii wyborczej” – ocenił szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. „Bardzo wyraźnie to widać” – oświadczył w Jedynce Polskiego Radia. Tym samym podpisał się pod wcześniejszymi doniesieniami i sugestiami prawicowego tygodnika „Sieci”, z którego dowiadujemy się, iż SN „toczy otwartą wojnę z rządem” i że wystarczyły mu trzy tygodnie, na zapoznanie z ponad 40 tomami akt afery taśmowej oraz udzielenie zgody na wgląd do materiału dziennikarzom Onetu. Na dodatek, SN wydał też taką samą zgodę m.in. tygodnikowi „Polityka” – można przeczytać w tygodniku.

Z pełnym przekonaniem powiedział Sasin w Jedynce: „Nie mam wątpliwości, ponieważ bardzo wiele wypowiedzi – chociażby rzecznika SN – ma bardzo mocno polityczny charakter. Bardzo wielu również sędziów SN zabiera głos i bardzo politycznie się wypowiada” – podkreślił.

„To nie jest przypadek, to pokazuje, że mamy do czynienia z zorganizowaną prowokacją, która ma uderzyć w pana premiera Morawieckiego, uderzyć samym faktem, że został nagrany, bo jeśli ktoś chciałby się zagłębić w to, co jest na tych taśmach rzeczywiście mówione, to nie ma niczego, co by premiera kompromitowało” – oświadczył Sasin.

Jak już pisaliśmy w ubiegły poniedziałek portal Onet opublikował artykuł „Afera taśmowa. Kelnerzy obciążają Morawieckiego”, w którym dziennikarze powołują się na akta afery taśmowej, do których mieli dotrzeć. Dowiadujemy się z nich, że kelnerzy skazani w wyniku afery taśmowej obciążyli w swoich zeznaniach obecnego premiera, w latach 2007-2015 prezesa banku BZ WBK. Na jednej z taśm – według portalu – „Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy”.

Dzień później Onet opublikował kolejną taśmę, z nagraniem rozmowy Morawieckiego z 2013 r. m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską. To w tej rozmowie pada kwestia kandydatury Morawieckiego na szefa resortu Skarbu Państwa w rządzie Donalda Tuska. Fragmenty stenogramu z tej rozmowy ujawniły w 2016 r. „Newsweek” i Radio Zet. Następnie w czwartek portal opublikował dalsze fragmenty rozmowy obecnego szefa rządu z Jagiełłą, Kilianem i Matuszewską, w której pojawia się kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1049243544114880513

Oświadczenie w sprawie napisu na . Podpisał i .

>>>

>>>

Minęło już dobrych kilka dni, a burza wokół kompromitujących tym razem premiera Mateusza Morawieckiego taśm z restauracji „Sowa i przyjaciele” nie tylko nie cichnie, ale nabiera na sile. Atmosferę podgrzewa jakby przestraszony własnym dziełem i dlatego wspierający dziś PiS – Marek Falenta. Swoje trzy grosze dodaje szalona, lecz zawsze do usług Krystyna Pawłowicz.

Na zasadzie tonący brzytwy się chwyta plotkują na Twitterze o tym, że istnieją sekstaśmy z Karpacza, które mogą pogrążyć obecnych liderów Platformy.

Gdy zabrakło rzeczowych argumentów do Platformy dotarło proste ostrzeżenie… że może „oberwać” seks taśmami swoich liderów.

Na pretekst długo nie trzeba było czekać, bo kiedy eurodeputowana PO, Lena Kolarska Bobińska, zwróciła uwagę, że Falenta miał chwalić się świetnymi relacjami z PiS, ten odpowiedział na Twitterze:

„Schetyna i Trzaskowski najpierw niech się wytłumaczą ze swoich wizyt w Western City w Karpaczu… Lepiej niech nie kłamią bo może się okazać, że Onet też ma tę sex taśmę…” – dodał w piątek Falenta.

Równolegle do natarcia ruszyły z miejsca PiS–owskie media, przypominając, że w październiku 2013 roku liderzy PO spotkali się w Karpaczu, by wybrać szefa regionu w Dolnośląskiem. Na tej podstawie przypuszczają, że to z tamtego wieczoru może pochodzić rzekome nagranie, o którym nikt nigdy wcześniej nie wspominał. I w tym miejscu pole do popisu dla siebie dostrzegła Krystyna Pawłowicz:

„Jeśli to, co jest na porno-taśmie o G.Schetynie i R.Trzaskowskim jest prawdą, to chociaż tej taśmy nie ma,  to obaj natychmiast powinni odejść z polskiej polityki …Natychmiast, jeszcze dziś wieczór !” – zażądała  PiS–owska funkcjonariuszka.

I śmieszno, i straszno, bo wniosek z tego taki, że nawet brak jakiejkolwiek taśmy jest dla Pawłowicz dowodem na sugerowaną winę obu polityków. Co na to lider Platformy? Po męsku, krótko i zwięźle: „To jest tak samo prawdopodobne jak to, że byłem w Karpaczu na pokazach rodeo z prezesem Kaczyńskim” – zakpił Grzegorz Schetyna, a Rafał Trzaskowski zapewnił, że w Karpaczu w ogóle go wówczas nie było.

Swoją drogą trudno się oprzeć komentarzom i sugestiom, iż plotka Falenty służyć ma podlizaniu się PiS-owi, bo jak wiadomo grozi mu 2,5 roku więzienia. Wyrok wydał sąd, a Falenta nie poszedł siedzieć, ponoć ze względu na stan zdrowia.

>>>

Sasin ma pomysła. Taśmy na Morawieckiego podrzucił Sąd Najwyższy. Wsiowy głupek.

Holtei

>>>

Tym jednym zdaniem na Twitterze Donald Tusk skomentował wypowiedź Mateusza Morawieckiego na wiecu wyborczym w Dębicy. W słowotoku, jakim on i Jarosław Kaczyński, uraczyli swoich zwolenników pojawiły się także takie słowa: – „My się nie lenimy, nie haratamy w gałę, ciężko pracujemy” – powiedział Morawiecki.

„Haratanie w gałę” to oczywista aluzja do zamiłowania m.in. Donalda Tuska do grania w piłkę nożną. Wieczorem były premier napisał na Twitterze: – „Haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”.

Wpis Donalda Tuska wywołał wiele komentarzy. – „Haratanie w gałę wymaga m.in. koordynacji ruchowej, jak i kondycji. Czyli tego czego nie ma większość pisowców. A JK nawet nie wie o czym mowa”; – „Proste, a jakie genialne, tylko proszę nie oczekiwać, że ci którzy myślą, że myślą, potrafią to zrozumieć”; – „Adresat nie zrozumie, za trudne :)”;

„Do haratania potrzeba: zespołu, zaufania, przestrzegania przepisów oraz, uwaga, niezależnego sędziego. Dlatego tamci mogą pograć w pokera…

View original post 4 139 słów więcej

Pisowcom czapka gore, ale to tyłek będzie przypiekany

Zwykły wpis

Mecenasi działający z upoważnienia Jarosława Kaczyńskiego mają działać w sprawie tekstów, które ukażą się… w przyszłości! Chodzić ma o rzekomo planowaną kontynuację publikacji dotyczących znajomości ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy Macieja Wąsika z urzędnikiem warszawskiego ratusza Jakubem R., odpowiedzialnym za reprywatyzację. – Wąsik i Kamiński powinni czym prędzej stanąć przed komisją weryfikacyjną – mówi Fakt24 kandydat na prezydenta stolicy Jan Śpiewak.

Po tym, jak „Gazeta Wyborcza” wielokrotnie opisywała na swoich łamach kulisy znajomości Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika z urzędnikiem stołecznego ratusza Jakubem R., w obawie przed kolejnymi publikacjami, włodarze obozu rządzącego postanowili zablokować inne teksty „na zaś”. Mecenasi dostali pełnomocnictwo do pozywania dziennikarzy za teksty, które ukażą się w przyszłości.

„R. jest w areszcie, postawiono mu zarzut przyjmowania milionowych łapówek. W listach rozsyłanych zza krat twierdzi, że Wąsik z Kamińskim mieli go namawiać do biznesu przy reprywatyzacji. Zyski miały zasilać konta partii. Pozostałe teksty są o powiązanej z PiS spółce Srebrna, która chce sprzedać grunt w centrum Warszawy. Folder dla rynku przygotowała cypryjska spółka należąca do warszawskiego dewelopera” – przypomina „Gazeta Wyborcza”.

Autorami tekstów byli Iwona Szpala i Wojciech Czuchnowski. Co ciekawe, żadna z opisanych przez dziennikarzy osób nie skierowała pozwu przeciwko gazecie. Jest za to pozew cywilny. W imieniu PiS. Przesłać miała go – zgodnie z relacją dziennikarzy „Wyborczej” – gdańska kancelaria adwokacka Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy.

– To jest nieprawdopodobne, że partia pozywa dziennikarzy. Kamińskiemu i Wąsikowi pali się grunt pod nogami. Panicznie boją się prawdy o zaangażowaniu środowiska PiS w aferę reprywatyzacyjną. Muszą stanąć przed komisją weryfikacyjną i to koniecznie przed wyborami samorządowymi. To jest wierzchołek góry lodowej – mówi w rozmowie z Fakt24 kandydat na prezydenta Warszawy Jan Śpiewak

„Od lat jest (w.w. kancelaria – red.) na liście płac partii Jarosława Kaczyńskiego. Tylko w 2017 r. zarobiła na tym prawie 0,5 mln zł. Często występuje w imieniu samego prezesa” – czytamy we wtorkowym wydaniu GW.

– Kancelaria Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy próbowała w bardzo agresywny sposób oskarżyć mnie o zniesławienie czyścicieli kamienic z firmy ICON. Przegrała. Fakt, że PiS korzysta z usług właśnie tej kancelarii jest symboliczny – mówi nam Śpiewak.

Jakby tego było mało, Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy reprezentowali w wielu procesach przeciwko mediom Marka Falentę, który został następnie skazany na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą taśmową. Gdańscy prawnicy mieli też reprezentować firmę windykacyjną GetBack, a ich adres wskazany był jako siedziba firmy Solvere, którą w ub.r. założyli współpracownicy byłej premier Beaty Szydło. Firmy – twórcy spotów uderzających w polskich sędziów.

PiS chce przejąć Warszawę. Śpiewak rozjeżdża te plany!

Na światło dzienne wyszły kombinacje finansowe jakich wobec skarbu państwa dopuścił się prominentny polityk Prawa i Sprawiedliwości Jacek Sasin. Pomogła w tym wszczęta jeszcze dwa lata temu kontrola oświadczeń majątkowych… CBA wzięło wtedy pod lupę lata 2011 – 2015 po czym skierowała sprawę do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ta, mimo że doszukano się wielu nieprawidłowości, nie dostrzegła w nich znamion czynu zabronionego i sprawę umorzyła. Wszystko by może przycichło, gdyby nie dociekliwość dziennikarzy Wirtualnej Polski. Dotarli do prokuratorskiego postanowienia o umorzeniu śledztwa i wtedy wyszło na jaw, że aż dziewięć oświadczeń majątkowych Sasina budzi poważne zastrzeżenia.

„Wykazywana przez kontrolowanego wartość środków pieniężnych w walucie polskiej jest niższa od środków na rachunkach bankowych. W oświadczeniu nr 3, stan na 31 grudnia 2012, o 17.237,83 zł. W oświadczeniu nr 4, stan na 31 grudnia 2013 roku, o 13.928,27 zł. W oświadczeniu nr 5, stan na 31 grudnia 2013 roku, o 5.626,52 zł. W oświadczeniu nr 6, stan na 21 sierpnia 2015 roku, o 18.563,9 zł. W oświadczeniu nr 7, stan na 10 listopada 2015 roku, o 10.070,23 zł. W oświadczeniu nr 8, stan na 31 grudnia 2015 roku, o 15.657, 51 zł” – cytuje fragmenty akt sprawy.

Na tym jednak nie koniec, bo CBA ustaliło, że Jacek Sasin posiadał też polisę ubezpieczeniową w Towarzystwie Ubezpieczeniowym na Życie, której nie wykazał w swoich oświadczeniach. „Wartość polisy, stan na 7 listopada 2011 roku: 6.573,19 zł; na 31 grudnia 2015 roku: 12.766,83 zł”. – odnotowała prokuratura.

Na dodatek – jak informuje Wirtualna Polska – w oświadczeniu majątkowym na koniec 2012 roku Sasin nie wykazał kredytu gotówkowego o wysokości 190 239,44 zł. Pożyczkę wziął razem z żoną jesienią tamtego roku. W dwóch oświadczeniach majątkowych z 2011 i 2012 roku Sasin zawyżył kwotę posiadanych środków na koncie odpowiednio o 10.111,16 zł i 3.651,25 zł. Polityk nie wykazał również 25 tys. zł pożyczki z sejmowego funduszu świadczeń socjalnych z 29 lutego 2012 roku.

Co na to wszystko sam zainteresowany? Już w czasie przesłuchania Sasin tłumaczył się, że część nieujawnionej kasy zalegała w domu, a dalej w cytowanych przez portal aktach czytamy: „Ponadto jego żona posiada odrębny rachunek bankowy, do którego świadek nie jest upoważniony, a z informacji przekazywanych przez żonę wiedział, że środki gromadzone na tym rachunku były przeznaczane na bieżące wydatki. Zatem składając oświadczenie majątkowe Jacek Sasin wykazywał jedynie te kwoty środków pieniężnych, które osobiście posiadał”.

Pusty śmiech należy się temu tłumaczeniu, skoro Sasin przez cały ten okres pozostawał w małżeńskiej wspólnocie majątkowej. Rozliczał się z podatku dochodowego od osób fizycznych z żoną. Ale dochody małżonki, co potwierdza prokuratura, nie zostały ani razu zawarte w oświadczeniu majątkowym.

W osłupienie wprawia stanowisko prokuratury w sprawie nieumieszczenia polisy ubezpieczeniowej w oświadczeniu. „Zauważyć należy, że ubezpieczający jest niewątpliwie dysponentem środków znajdujących się w ramach polisy, dyskusyjne jest natomiast to, czy w trakcie jej obowiązywania jest ich właścicielem. Będzie nim na pewno beneficjent, ale dopiero w momencie śmierci ubezpieczonego oraz ubezpieczający w przypadku wypowiedzenia umowy. W przypadku niejednoznaczności regulacji prawnych w tym zakresie niemożliwe jest jednoznaczne przypisanie świadomego zatajenia informacji w tym zakresie” – twierdzi Monika Harasim, prokurator z prokuratury okręgowej z Warszawy, która umorzyła śledztwo.

Portal zwraca uwagę, że o polisie Sasin przypomniał sobie w oświadczeniu majątkowym w 2016 roku. Wtedy nie miał problemów z wpisaniem wartości ubezpieczenia.

Rozbrajająca i należna chyba tylko wysoko postawionemu funkcjonariuszowi Prawa i Sprawiedliwości jest ocena prokuratury: „Analizując zgromadzony materiał dowodowy, należy dojść do przekonania, że oświadczenia majątkowe, mimo że nierzetelne, zostały złożone bez zamiaru podania nieprawdy lub zatajenia prawdy. Odnośnie rozbieżności między ujawnionym w oświadczeniach majątkowych i rzeczywistym stanem zgromadzonych środków pieniężnych nie sposób przypisać Jackowi Sasinowi zamiaru popełnienia przestępstwa. (…) Ujawnił on niemal całość zgromadzonych środków. Brak wykazania środków pieniężnych na rachunku bankowym żony uznać należy za niewiedzę” – twierdzi wielce wyrozumiała prokurator Monika Harasim. I tak śledztwo umorzono 18 stycznia 2018.

Na tym tle z wyjątkowym natręctwem przychodzi na myśl „oburzająca” sprawa nieujawnionego w oświadczeniach majątkowych zegarka jednego z ministrów poprzedniego rządu…

W polskiej delegacji na prezydencką wyprawę do Australii i Nowej Zelandii nie znalazła się najsłynniejsza podróżniczka w rządzie #PiS Anna Maria #Anders. Ale Pani minister i tak tam poleci 🙃🙃 Anders ma pojawić się na antypodach 20.08.2018r. na spotkaniu z Polonią w Sydney…

Polish vodka

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Śmiechem z reżimem raczej się nie wygra, ale śmiech jest narzędziem, które wskazuje, w jakim stadium znajduje się autokracja. Wrocławska Pomarańczowa Alternatywa działała pod koniec lat 80-tych i ośmieszała komuszy kolor czerwony poprzez wprowadzenie alternatywnego pomarańczowego.

Jeszcze śmieszniejszy był Różowy Czołg czeskiego artysty Davida Czernego, na który to kolor przemalowany został przez niego sowiecki czołg, ten był symbolem dominacji sowietów nad dumnym narodem czeskim i usytuowany w centrum Pragi w dzielnicy – nomen omen – Smichov. Różowy Czołg wjechał do wyobraźni Czechów jako symbol wolności.

Czerny był nawet przez pewien czas ścigany, tak jak niektórzy modyści z KOD, którzy nakładają koszulki z napisem Konstytucja i o dziwo wszystkie t-shirty pasują pomnikowym modelom jak ulał. Tylko czekać, gdy na różowy zostanie przemalowany pomnik smoleński.

Temperatura ośmieszania władzy PiS osiągnęła wysoki poziom, t-shirty Konstytucja wskazują, że PiS ma się blisko upadkowi. Raut w warszawskim klubie Palladium z okazji…

View original post 1 043 słowa więcej