Tag Archives: WOŚP

Polityczna mafia

Zwykły wpis

Centralne Biurko Antykorupcyjne postanowiło zająć się prezesem Najwyższej Izby Kontroli – Marianem Banasiem.

CBA postanowiło wejść do mieszkań Mariana Banasia i jego córki. Sprawa dotyczy oświadczeń majątkowych szefa NIK.

Mec. Marek Małecki, pełnomocnik prezesa NIK – oświadczył że zachowanie CBA było niedopuszczalne w związku, z tym że prezesa NIK chroni immunitet.

Po kilku godzinach na zachowanie CBA odpowiedział NIK, rozpoczynając… kontrolę w Prokuraturze Krajowej.

– Działanie organów ścigania jest bez precedensu. Oznacza możliwość naruszenia niezależności naczelnego organu kontroli państwowej – napisał Marian Banaś do marszałek Sejmu Elżbiety Witek.

Rzeczniczka PiS odniosła się do zarzutów, że rządzący chcą sprawą Banasia przykryć gest Joanny Lichockiej w Sejmie (środkowy palec).

– CBA działa samodzielnie. To absurdalne zarzuty – skomentowała Anita Czerwińska.

***

Małgorzata Kidawa-Błońska (wicemarszałek, kandydatka na urząd prezydenta Polski): Słaba władza sięga po siłowe rozwiązania. Wewnętrzna wojna w PiS niszczy Polskę. Trzeba to zatrzymać, zanim będzie za późno i nienawiść zatruje nasze życie”.

Sławomir Nitras (poseł): Zaczyna mi to przypominać atmosferę roku 2007. Obóz rządzący sam się zniszczy. Sami się pozamykają i skompromitują nawzajem. Wypada życzyć powodzenia”.

Waldemar Kuczyński (publicysta): Rodacy co wyście zrobili z państwem polskim dopuszczając do władzy polityczną mafię, która robi teraz z niego pole wewnętrznego mordobicia. Co wyście zrobili z Polską, pytam, starzec nie tak daleki od grobu? Co wyście k***a zrobili z Ojczyzną!”.

Kuba Wątły (publicysta, Halo Radio): Ktoś musi paść twarzą w błoto. I będzie to oczywiście Marian Banaś, bo jego dotychczasowi koledzy-bandyci mają za dużo do stracenia, szczególnie, że już za chwilę walka o odcinek prezydencki. Nie zmienia to faktu, że wiadome z góry wyniki kontroli NIK, będę dla obozu bandytów niezwykle niewygodne. Oczywiście musimy przyjąć, że Marianowi Banasiowi znacznie bardziej opłaca się być z twarzą w błocie niż… no właśnie. Przecież logiczne jest, że nie pozwolą mu mówić i pokazywać co ma w szufladzie do której CBA nie dotrze nawet za 10 lat. A zatem w grę wchodzi wypadek lub samobójstwo”.

I najważniejsza rzecz na koniec: co takiego pisowscy bandyci chcą przykryć, robiąc ten bezsensowny cyrk z CBA w roli głównej? Bo, że chcą przykryć to przecież bardziej niż jasne… Dla jasności: PiS to bandyci. Chyba co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości?”.

Kmicic z chesterfieldem

Chciałoby się napisać, iż Marsz Tysiąca Tóg to sukces. Sukces w walce z bezprawiem PiS.

Ale… Kontekst jest przerażający, walczymy z własnym rządem, walczymy o standardy demokracji.

Zatem, czym jest rząd PiS? Najeźdźca, sowieci, naziści? Mając o czynienia z propagandą tej władzy, oglądając telewizję – dawniej publiczną – można mniemać, iż wrogiem są Polacy, którzy z tą władzą się nie godzą, czyli nie chcą kolaborować.

A więc TVP to zwykła gadzinówka, która szczuje. Rok temu z tej gadziej propagandy wykluł się Eligiusz Niewiadomski, który zabił prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza.

Obecnie TVP szczuje na marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego, można się zastanawiać, kiedy kolejny Eligiusz Niewiadomski jego zabije.

Co to za organizacja PiS, która rządzi, która niszczy urządzenia demokratycznego państwa – Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo?

Wywiad z Mateuszem Morawieckim dla niemieckiego „Die Welt” kompromituje go jako człowieka i jako Polaka. napisałem Polaka, a powinienem napisać „Polaka”, bo Polak nie może niszczyć Polski…

View original post 681 słów więcej

 

Kaczyńskiego ręka nienawiści

Zwykły wpis

Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje” – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek powołanej przez Prezydenta Pawła Adamowicza Kapituły Nagrody Literackiej Miasta Gdańska – Europejski Poeta Wolności.

JUSTYNA KOĆ: Śmierć wpisana jest w nasze życie…

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Ale nie każda śmierć. Oczywiście, jak mówi św. Paweł, śmierć przychodzi „jak złodziej w nocy”. Natomiast śmierć tego rodzaju, z ręki zbrodniarza, jest nagłym porażeniem nas wszystkich. To jest otwarcie jakiejś przerażającej otchłani przed milionami ludzi. Tym bardziej, że z tej śmierci ten chory zbrodniarz zrobił spektakl, zrobił szokujące widowisko.

Proszę przy tym zwrócić uwagę na stare modlitwy: „Od nagłej a niespodziewanej śmierci uchroń nas, Panie”.

Wszyscy naturalnie nosimy w sobie lęk przed śmiercią, ale tak niespodziewanej, w pół życia, lękamy się podwójnie, groza takiego umierania jest większa.

To moment zadumy dla polityków czy bardziej dla społeczeństwa? Widzimy tłumy na ulicach, w marszach, przed Europejskim Centrum Solidarności, aby pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza.
Ale zarazem część społeczeństwa jest za to odpowiedzialna. Politycy, jacy by oni nie byli, są jednak krwią z naszej krwi i kością z naszej kości. Kogoś reprezentują, są nosicielami jakichś bardziej powszechnych nastrojów.

Poruszył pan temat, o którym mało się mówi: tacy politycy, jacy my sami?
Oczywiście.

I teraz – nagle – w tym czarnym lustrze śmierci społeczeństwo zobaczyło jakąś prawdę o sobie, o swojej istotnej części. I to zwłaszcza ta jego część odpowiada za wzniecanie czarnych nastrojów nienawiści, także poprzez zobojętnienie na zło.

Jest taki ewangeliczny obraz śmierci Chrystusa, w którym rozdziera się zasłona świątyni, co przeraża te ludzkie tłumy – tych, którzy są odpowiedzialni za ukrzyżowanie.

Tu ta zasłona, którą społeczeństwo sobie utkało, się rozdarła. Ta zasłona iluzji, zobojętnienia na zło. Nagle się okazało, że milcząc, zezwalając, pozwalają na to. To rodzaj zaczadzenia umysłów i wszyscy zostaliśmy zaczadzeni w tym zmaganiu dwóch sił: rządzącej i demokratycznej.

Wielokrotnie przed tym przestrzegałem, tą wojną dwóch plemion, chociaż nie przypuszczałem, że to Paweł padnie ofiarą. To jest podręcznikowy przykład kryzysu mimetycznego René Girarda, kryzysu naśladowczego, z którego wyjściem jest zawsze złożenie ofiary. Gdy dwie siły, jakie by nie były, w tej wielkiej rywalizacji zatracają w swoim dążeniu do władzy ostateczny cel, jakim jest sprawowanie dobrych rządów. Istotą staje się rywalizacja i w tym się upodobniły. Stawką było zniszczenie przeciwnika za wszelką cenę, nemezis. Jednak jest tu pewna różnica, której nie można bagatelizować. Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”.

Tu nie chodzi tylko o polityków, to wielka gra społeczna i zostaniemy w niej, możemy trochę się przeobrazić, ale te wielkie grupy społeczne, które toczą z sobą to zmaganie, nie przestaną istnieć. Zatem łatwo wysnuć wniosek, że nie tędy droga, wiedzieli już o tym starożytni.

Co dalej z nami?
Gdy zabito prezydenta Narutowicza, to jego główny konkurent, Maurycy Klemens Zamoyski, zawiesił działalność polityczną i wyjechał do Londynu. On nie był wprost odpowiedzialny za to zabójstwo ani za rozpętanie tej nienawistnej nagonki na Narutowicza. A jednak poczuł się moralnie winny i wyjechał. W tym kontekście warto zacytować ulubiony wiersz Jarosława Kaczyńskiego, czyli „Chorał” Kornela Ujejskiego:

O! Panie, Panie! ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas,

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Kara więc, tak myślę, powinna dosięgnąć także rękę, a nie tylko ślepy nóż… Ci zatem, którzy nie reagowali, choć należało to do ich obowiązków, ci, którzy uprawiali propagandę nienawiści w sposób absolutnie nieokiełznany, powinni wycofać się z polskiego życia publicznego.

Na razie zrezygnował Owsiak, a o tych, którzy powinni się wycofać, wiemy, że tego nie zrobią.
Ale powinniśmy wywierać na nich presję, nawet jeśli wiemy, że tego nie zrobią, ale powinniśmy. Ja

czuję się odpowiedzialny wobec Pawła, znaliśmy się od paru lat, zaprzyjaźniliśmy, choć nie należałem do ścisłego kręgu jego przyjaciół. Zresztą ktokolwiek by zginął z ręki zbrodniczego szaleńca, czułbym to samo. Nie wystarczy bowiem – trzeba to powiedzieć stanowczo – że ci, którzy są odpowiedzialni, będą uciekać teraz w patetyczne, podniosłe formułki i rytuały, że po faryzejsku umywszy ręce, będą głosili hasło „Kochajmy się”

Oczywiście teraz ważny jest czas i obrządek żałoby, teraz musimy wszyscy przejść przez ten gorzki stan, przez dramat. Nie może to jednak być działaniem zastępczym, czymś, co dość tanim kosztem dokona się zamiast poniesienia moralnej i politycznej odpowiedzialności. Nie mówiąc już o odpowiedzialności prawnej. To się zresztą rozmywa na tysiące wypowiedzi, na mnóstwo pochodzących z kręgu władzy aktów przyzwolenia na przemoc. Nie chodzi tylko o najwyższe elity „dobrej zmiany”. Chodzi też o średni i niższy aparat tej władzy. Choćby o taką panią prokurator Magdalenę Kołodziej, która orzeka, że młodzi mężczyźni bijący i znieważający kobiety podczas tzw. marszu niepodległości wyrażali tym sposobem swoje niezadowolenie. Albo o panią Mazurek, która mówi, że rozumie tych nacjonalistycznych łobuzów, co pobili działacza KOD-u w Radomiu, o prokuratorów, którzy umorzyli śledztwo w sprawie Młodzieży Wszechpolskiej przy tzw. aktach zgonu wystawionych Adamowiczowi i innym prezydentom miast… Ma pani rację, że

oni nie drgną, nie odejdą, że przywdzieją żałobne maski, ustroją się w patos powagi, zaczną gadać o jedności i porozumieniu nad grobem i ponad podziałami, ale to jest stanowczo za mało.

To nie jest pierwsza tragiczna śmierć, przez którą przechodzimy. Wspomniał pan Narutowicza, przychodzi mi jeszcze do głowy – choć to była śmierć naturalna – Jan Paweł II, po odejściu którego mówiono nawet o pokoleniu JPII – i nic. Teraz też tak będzie?
Przykładów tragicznej śmierci z ręki szaleńca inspirowanego politycznie czy religijnie jest wiele. Prawie zawsze były to przy tym akty wymierzone w kogoś, kto był przyzwoity, dążył ku dobru. Śmierć Lincolna, Henryka IV Burbona, Henryka III Walezego… To zresztą dość szczególne, że osoby o usposobieniu dyktatorskim rzadko albo wcale padają ofiarą skutecznych zamachów. Oczywiście, była próba zamachu na Hitlera, były zamachy na Stalina, Lenina, Napoleona, na inne osobistości autorytarne. Ale one się kryją za kordonami ochrony, tajnej i jawnej.

Widzieliśmy to podczas marszów na Krakowskim Przedmieściu – w kordonach policji, w mocnym oddzieleniu barierkami od suwerena, na którego tak często się powołują ludzie „dobrej zmiany”.

Dziś prezydent Adamowicz spoczął w Bazylice Mariackiej. Czy ten czas żałoby i wyciszenia, także politycznego, zakończy się wraz z ceremonią pogrzebową?
W wielu sercach pozostanie żal, także w moim. I poczucie utraty kogoś, kto bardzo kochał życie, kto był także mocno zaangażowany w sprawy kultury, co dla mnie jest ważne. To również takie memento mori – przestroga, że droga siewców złego wiatru prowadzi zawsze do tragedii.

I myślę, że ci, co bardziej godziwi z nich, zamilkną, opamiętają się.

W Polsce – warto to dodać – bardzo chętnie zawiązuje się doraźna wspólnota żałobna, mamy taką tradycję od XIX wieku. Niestety, szybko ta wspólnota się rozsypuje, każdy powraca do swoich domów, życia. Tak było po śmierci Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego czy po katastrofie smoleńskiej. A potem zaczyna się znowu polskie piekło. Oczywiście, władza teraz będzie starała się pokazać, że jest cicha, sprawna, ale jest już za późno. Krew została rozlana i zostawiła niezmywalne plamy – jak zawsze – na tej ręce, co popycha do zbrodni.

Depresja plemnika

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło…

View original post 1 567 słów więcej

 

Macierewicz już się nie podniesie

Zwykły wpis

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Duda z „Solidarności” życzy najgorszego, Morawiecki oszwabia

Zwykły wpis

Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda komentował dzisiaj wieczorem pierwszą niedzielę z zakazem handlu.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o walce PiS z Owsiakiem.

Nowa ustawa umożliwi władzy zablokowanie każdej kwesty, jeśli tylko przyjdzie jej do głowy, że cel zbiórki kłóci się z zasadami współżycia społecznego i godzi w interes publiczny.

Ustawa o zbiórkach publicznych tylko na chwilę zaprzątnęła powszechną uwagę. Bo przecież nie uwiera ani USA, ani Izraela i sprzeczna jest jedynie z Konstytucją oraz demokratycznym prawem Polaków do organizowania się wokół spraw, których rząd nie potrafi rozwiązać. Nic szczególnego…
Nowa ustawa po prostu umożliwi władzy zablokowanie każdej kwesty, jeśli tylko przyjdzie jej do głowy, że cel zbiórki kłóci się z zasadami współżycia społecznego i godzi w interes publiczny.
Normalnie, jak to w państwie autorytarnym, decyzja, czy dana zbiórka narusza owe reguły, będzie należała do ministra, który oczywiście utożsami sobie interes publiczny z interesem partyjnym oraz zdefiniuje zasady współżycia społecznego według wskazań samozwańczego przywódcy narodu. Na mocy przepisów prawa minister spraw wewnętrznych, a więc polityk, samodzielnie i swobodnie oceni działalność i cele każdej pozarządowej organizacji społecznej. Na przykład Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Że co? Że to niemożliwe? Że fundacja Jurka Owsiaka ma wśród Polaków zbyt duże poparcie? No i co z tego? Podobnie wysokie notowania miał przecież tuż przed wyborami prezydent Komorowski. A Trybunał Konstytucyjny to nie miał poparcia? A Sąd Najwyższy i KRS? Nie takie instytucje udało się już zaanektować. Poza wszystkim mam twardy dowód, że PiS planuje zablokowanie i zapewne także przejęcie fundacji WOŚP: otóż minister Joachim Brudziński, komentując upublicznione obawy Jurka Owsiaka, zapewnił w tweetach, że absolutnie nikt tego nie planuje! Również inni funkcjonariusze, zgodnie z partyjnym przekazem dnia, wzruszają ramionami, rozkładają ręce i pytają: – „A niby po co nam taka fundacja? I niby jak rząd miałby ją przejąć?”.

Tym razem nie popisali się PiS-owscy spece od propagandy, bo oba pytania są niemal retoryczne. Odpowiedzią na pierwsze jest rekordowy wynik ostatniej edycji WOŚP. 126 mln zł z dużymi groszami to nie w kij dmuchał nawet dla premiera – bankiera. Za te pieniądze może przecież przez 25 lat rozdawać premie ministrom albo przez następne 20 lat pokrywać koszty funkcjonowania smoleńskiej podkomisji Macierewicza! Równie łatwo odpowiedzieć na pytanie drugie, że niby w jaki sposób PiS miałby przejąć fundację Jurka Owsiaka? Ano tak, jak Kaczyński zawłaszczał dotąd instytucje demokratyczne. Wielokrotnie już przećwiczoną metodą spuści ze smyczy swoje buldogi z Wydziału Propagandy i Agitacji KC PiS, gdzie przygotują obrazki na billboardy oraz tajną instrukcję z odpowiedziami na wszelkie możliwe pytania. Wierni nauczą się jej na pamięć, a cyngle Kaczyńskiego przydzieleni zostaną do poszczególnych mediów, by głosić chwałę kolejnego symptomu „dobrej zmiany”. I będzie się działo!

Co usłyszymy w tej kampanii, obliczonej na spacyfikowanie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Z pewnością to, co dotychczas, tylko w bardziej napompowanej wersji. Że Jurek Owsiak demoralizuje młodzież, namawiając dzieciaki, by robiły, co chcą, a dzieci oczywiście robią rozmaite świństwa, na co są liczne przykłady. Że pieniądze z publicznej zbiórki wydawane są na organizowanie rockowego festiwalu, gdzie promowane jest moralne bezhołowie, seks i narkotyki. I że sam Jerzy Owsiak z pewnością niejedną publiczny milionik uszczknął sobie na boku, a jeśli nie ma na to dowodów, to najlepszy dowód, że złodziejskie machlojki są ogromne, skoro tyle wysiłku włożono, by te przekręty aż tak szczelnie zamaskować…

Z pewnością w kampanii opluwania znienawidzonej przez władze Orkiestry nie zabraknie też argumentów świeżych, czerpanych z dotychczasowych doświadczeń zawłaszczania państwa. Takich na przykład, że cel zbiórki jest sprzeczny z interesem społecznym i niekonstytucyjny (co w każdej chwili potwierdzi Trybunał mgr Julii Przyłębskiej), ponieważ preferuje jedną grupę kosztem innej. Z niezrozumiałych bowiem powodów Owsiak już od lat kupuje sprzęt dla noworodków, jakby nie zauważył, że noworodki to dzieci już po urodzeniu, więc nie wymagające uwagi i jakiejś szczególnej troski. Owszem, ostatnio szef WOŚP zainteresował się również dotowaniem starców – zapewne z egoistycznych względów, bo chyba sam czuje się przytłoczony wiekiem i hulaszczym trybem życia. Jednak nie dociera do niego, że preferowanie tej grupy wiekowej kłóci się z interesem ekonomicznym państwa, bo przecież im dłużej ludzie żyją, tym bardziej pogłębiają deficyt funduszu emerytalnego. A poza tym, jeśli obsługuje się i niemowlaków, i starców, to nie wystarcza na sprzęt dla innych – choćby dla obywateli w wieku partyjnym i poselskim.

Kolejnych argumentów deprecjonujących WOŚP dostarczy bez wątpienia minister spraw wewnętrznych. Bo przecież takie zbiórki nie mogą być bezpieczne. Masowe imprezy to zawsze obiekt zainteresowania terrorystów, którzy mimo wysiłków władz przenikają do nas z krajów multi-kulti. Poza tym nieletni uczestnicy imprez około orkiestrowych, spacerujący ulicami po 22.00, sami proszą się o kłopoty, a młodzi z puszkami pełnymi pieniędzy to już otwarcie prowokują napady. Z drugiej strony, czy nie może się zdarzyć, że jacyś wolontariusze znikną razem ze skarbonkami wypełnionymi wdowim groszem? Jeszcze jak może…

Bez trudu da się wymyślić wiele argumentów, które ukażą światu obraz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pozbawionej zarówno wielkości, jak i świątecznego anturażu. I w końcu władza ze smutkiem poinformuje, że chociaż dotąd przyglądała się życzliwie tej pożytecznej inicjatywie społecznej, to wobec porażających faktów zmuszona jest jednak zakończyć nieodpowiedzialne harce pana Owsiaka. Fundacja będzie oczywiście marudzić i odwoływać się od decyzji ministra, ale szanse ma zerowe, bo w sądach powstanie taka specjalna komórka do rozstrzygania sporów miedzy władzą a NGOS-ami, obsadzona sędziami dobranymi przez „nareszcie demokratyczny i niezależny” KRS. A potem pieniądze zebrane dotąd przez WOŚP zostaną odebrane i przekazane na jakiś starannie wybrany, jedynie słuszny cel.

Rzecz jasna Wielka Orkiestra nie zostanie zlikwidowana, bo samej idei zbierania kasy od ludzi nie wolno zaprzepaścić. Idea Orkiestry będzie kontynuowana, ale już bezpiecznie i roztropnie. Zmieni się tylko nazwę na bardziej narodową, patriotyczną i katolicką, a kierownictwo na jakieś bardziej odpowiedzialne. Zapewne ogłoszony zostanie konkurs, w którym nie będzie się wymagało od kandydatów wykształcenia, wiedzy czy zaangażowania społecznego. Wystarczy, by nowy szef Wielkiej Orkiestry Narodowej (WON) posiadał doświadczenie w krzewieniu katolickiej nauki społecznej oraz praktyczną umiejętność prowadzenia wielkich zbiórek pieniędzy. Nie wiadomo, kto wygra ten konkurs, ale coś mi się zdaje, że siedziba WON będzie w Toruniu.

***

Oczywiście, nie wierzę w ten snuty powyżej scenariusz. Ale nie wierzyłem również, że po latach bezczelnej propagandy PRL-u znajdzie się w Polsce ktoś, kto ukradnie nam wspólne media, by znowu opluwać myślących samodzielnie i politycznych konkurentów. Nie wierzyłem, że ludzie wywodzący się na ogół z dawnej opozycji potrafią powrócić do ręcznego sterowania prokuraturą i że te swoje uświnione łapy wyciągną też po sądy, domagając się butnie, by sprawiedliwość stała wyłącznie po ich stronie. Jeszcze dwa lata temu do głowy by mi nie przyszło, że legalni wybrańcy narodu będą publicznie podcierać się kartkami wydartymi z Konstytucji, powołując się przy tym na wolę suwerena. Nie wpadło mi do głowy, że Polska może się cofnąć aż o 50 lat, do mrocznych czasów, które Stefan Kisielewski nazwał „dyktaturą ciemniaków”. Wtedy też rozmaite „niemożliwe” stawało się koszmarnie realne.

Waldemar Mystkowski pisze o krętactwach finansowych Morawieckiego.

Mateusz Morawiecki ma problemy ze sobą – zwykł mówić rzeczy, które nie przystoją osobie na jego stanowisku, bo takimi są stwierdzenia typu, iż w Polsce mamy ustrój demokracji narodowej, a nie państwa prawnego. Jakiekolwiek byśmy nie wertowali podręczniki politologii, natrafimy na najbliższy tej definicji opis państwa autorytarnego. W mentalność rządzących polityków PiS tak wdrukowany został ustrój stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego, iż mają przeświadczenie, że nie obowiązuje Konstytucja, ale widzimisię prezesa.

Demokracja jest więc rozumiana jak pokraczność logiczna, w której rządzi większość niezwiązana prawem. Dlatego mamy fasadę Trybunału Konstytucyjnego, a nie Trybunał Konstytucyjny, a władza sądownicza jest zależna od politycznej i nie jest jednym z filarów trójpodziału władzy właściwym dla standardu demokracji.

Świat zachodni nam nie odpuści tej pokraczności, acz PiS może długo zwodzić felernymi intelektualnie Białymi Księgami, której najnowszy wytwór został przez Morawieckiego zawieziony do Brukseli.

Pokrętność Morawieckiego dotyczy także jego stanu posiadania. Rodzaj Białej Księgi majątku Morawieckiego próbują sporządzić dziennikarze w nowym numerze „Newsweeka”. Morawiecki ukrywa swój stan posiadania poprzez sztuczki zaksięgowania, przenosząc własność na małżonkę i nie ujmując milionowych wartości nieruchomości w oświadczeniach majątkowych.

Bank Zachodni WBK, w którym Morawiecki był prezesem zarządu, udzielił w 2008 roku kredytu 2 mln franków szwajcarskich firmie jego żony Iwonie Morawieckiej, firmie założonej ledwie dwa tygodnie wcześniej. Zabezpieczeniem była willa na warszawskim Mokotowie warta ok. 5 mln zł, która w 2015 roku została przepisana na Morawiecką, gdy Morawieccy podpisali dwa lata wcześniej częściową rozdzielność majątku.

Morawiecki tej willi w Warszawie, jak i innych nieruchomości we Wrocławiu nie ujmuje w oświadczeniu majątkowym. Powód jest iście polityczny, Morawiecki ukrywa przed opinią publiczną swój stan posiadania. Dziennikarze „Newsweeka” zadali pytania dotyczące tej kwestii premierowi i Bankowi Zachodniemu WBK. Nie dostali żadnej odpowiedzi.

Rządzeni powinni wiedzieć, czy wszystkie transakcje między małżonkami były przeprowadzone zgodnie z arkanami prawa i jakiemu podlegały opodatkowaniu. Najważniejsze, Morawiecki dwukrotnie żonglował przepisywaniem swojego majątku na żonę w momentach, gdy wchodził w politykę. Raz, gdy przymierzał się w 2013 roku do współpracy z rządem Donalda Tuska, ale został potraktowany z nieufnością. A po raz drugi w 2015 roku kombinował z majątkiem, gdy skumał się z Jarosławem Kaczyńskim i wszedł do pisowskiego rządu i został wreszcie jego premierem.

Ze względu na pełnioną funkcję Morawieckiemu powinna zostać sporządzona pełna Biała Księga jego stanu posiadania. Nie może być ona tak niewiarygodna, jak ta dotycząca demokracji w kraju, którą zawiózł do Brukseli.

Morawiecki swoje nieczyste intencje zechce przykryć zmniejszeniem rządu, które ma być ogłoszone w poniedziałek. Przykrywanie to stała praktyka żonglowania opinią publiczną. Taka jest anatomia krętactwa PiS.

– Pozdrawiam czytelników ‚Dużego Formatu’. Pozdrawiam was ciule – mówi Jarosław Kaczyński. A właściwie Jarek, bo tak lalkę szefa PiS nazywa Klaudia Jachira. Satyryczka już własnymi ustami dodaje: – Nie będzie więcej mówił dla ‚Gazety Wyborczej’. Bardzo mi przykro.

Na początku była gliniana rzeźba głowy, później odlew na butaforze, czyli masie papierowej. Tak samo powstały dłonie. Reszta ciała Jarka wykonana jest z gąbki. Oprócz włosów – te są prawdziwe, przygotowane przez perukarnię Opery Wrocławskiej. Garnitur kupiony był w sklepie z ubrankami do chrztu, buty w używanej odzieży. Animowana lalka Jarosława Kaczyńskiego występuje tylko w części jej programów satyrycznych. W internecie opublikowała też wideo ‚Pała+’. Parodiowała w nim prezenterkę TVP. Wideo nie wszystkim się podobało. Cztery miesiące temu Jachira została wezwana na policję w sprawie naruszenia artykułu 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Postawiono jej zarzut. Grożą jej nawet 2 lata pozbawienia wolności.

Jest aktorką, ale od małego interesowała się polityką. Gdy miała 7 lat zaczęła angażować się w polityczne spory w swojej szkole. Wszyscy popierali Lecha Wałęsę, ale ona czuła, że musi bronić kandydata wspieranego przez jej mamę – Aleksandra Kwaśniewskiego. Czekała na dowód osobisty nie po to, by móc kupić alkohol. Chciała w końcu móc głosować. W 2015 roku startowała do Sejmu z list Nowoczesnej. Nie dostała się, ale spot wyborczy był początkiem jej kariery jako satyryczki politycznej. Jednak okazało się, że można z jej powodu być w Polsce oskarżoną i narażoną na karę więzienia.

– Nie złamiecie mnie, jestem osobą przekorną – zapowiada Klaudia Jachira.