Tag Archives: Bogusław Chrabota

Kaczyńskiego ręka nienawiści

Zwykły wpis

Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje” – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek powołanej przez Prezydenta Pawła Adamowicza Kapituły Nagrody Literackiej Miasta Gdańska – Europejski Poeta Wolności.

JUSTYNA KOĆ: Śmierć wpisana jest w nasze życie…

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Ale nie każda śmierć. Oczywiście, jak mówi św. Paweł, śmierć przychodzi „jak złodziej w nocy”. Natomiast śmierć tego rodzaju, z ręki zbrodniarza, jest nagłym porażeniem nas wszystkich. To jest otwarcie jakiejś przerażającej otchłani przed milionami ludzi. Tym bardziej, że z tej śmierci ten chory zbrodniarz zrobił spektakl, zrobił szokujące widowisko.

Proszę przy tym zwrócić uwagę na stare modlitwy: „Od nagłej a niespodziewanej śmierci uchroń nas, Panie”.

Wszyscy naturalnie nosimy w sobie lęk przed śmiercią, ale tak niespodziewanej, w pół życia, lękamy się podwójnie, groza takiego umierania jest większa.

To moment zadumy dla polityków czy bardziej dla społeczeństwa? Widzimy tłumy na ulicach, w marszach, przed Europejskim Centrum Solidarności, aby pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza.
Ale zarazem część społeczeństwa jest za to odpowiedzialna. Politycy, jacy by oni nie byli, są jednak krwią z naszej krwi i kością z naszej kości. Kogoś reprezentują, są nosicielami jakichś bardziej powszechnych nastrojów.

Poruszył pan temat, o którym mało się mówi: tacy politycy, jacy my sami?
Oczywiście.

I teraz – nagle – w tym czarnym lustrze śmierci społeczeństwo zobaczyło jakąś prawdę o sobie, o swojej istotnej części. I to zwłaszcza ta jego część odpowiada za wzniecanie czarnych nastrojów nienawiści, także poprzez zobojętnienie na zło.

Jest taki ewangeliczny obraz śmierci Chrystusa, w którym rozdziera się zasłona świątyni, co przeraża te ludzkie tłumy – tych, którzy są odpowiedzialni za ukrzyżowanie.

Tu ta zasłona, którą społeczeństwo sobie utkało, się rozdarła. Ta zasłona iluzji, zobojętnienia na zło. Nagle się okazało, że milcząc, zezwalając, pozwalają na to. To rodzaj zaczadzenia umysłów i wszyscy zostaliśmy zaczadzeni w tym zmaganiu dwóch sił: rządzącej i demokratycznej.

Wielokrotnie przed tym przestrzegałem, tą wojną dwóch plemion, chociaż nie przypuszczałem, że to Paweł padnie ofiarą. To jest podręcznikowy przykład kryzysu mimetycznego René Girarda, kryzysu naśladowczego, z którego wyjściem jest zawsze złożenie ofiary. Gdy dwie siły, jakie by nie były, w tej wielkiej rywalizacji zatracają w swoim dążeniu do władzy ostateczny cel, jakim jest sprawowanie dobrych rządów. Istotą staje się rywalizacja i w tym się upodobniły. Stawką było zniszczenie przeciwnika za wszelką cenę, nemezis. Jednak jest tu pewna różnica, której nie można bagatelizować. Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”.

Tu nie chodzi tylko o polityków, to wielka gra społeczna i zostaniemy w niej, możemy trochę się przeobrazić, ale te wielkie grupy społeczne, które toczą z sobą to zmaganie, nie przestaną istnieć. Zatem łatwo wysnuć wniosek, że nie tędy droga, wiedzieli już o tym starożytni.

Co dalej z nami?
Gdy zabito prezydenta Narutowicza, to jego główny konkurent, Maurycy Klemens Zamoyski, zawiesił działalność polityczną i wyjechał do Londynu. On nie był wprost odpowiedzialny za to zabójstwo ani za rozpętanie tej nienawistnej nagonki na Narutowicza. A jednak poczuł się moralnie winny i wyjechał. W tym kontekście warto zacytować ulubiony wiersz Jarosława Kaczyńskiego, czyli „Chorał” Kornela Ujejskiego:

O! Panie, Panie! ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas,

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Kara więc, tak myślę, powinna dosięgnąć także rękę, a nie tylko ślepy nóż… Ci zatem, którzy nie reagowali, choć należało to do ich obowiązków, ci, którzy uprawiali propagandę nienawiści w sposób absolutnie nieokiełznany, powinni wycofać się z polskiego życia publicznego.

Na razie zrezygnował Owsiak, a o tych, którzy powinni się wycofać, wiemy, że tego nie zrobią.
Ale powinniśmy wywierać na nich presję, nawet jeśli wiemy, że tego nie zrobią, ale powinniśmy. Ja

czuję się odpowiedzialny wobec Pawła, znaliśmy się od paru lat, zaprzyjaźniliśmy, choć nie należałem do ścisłego kręgu jego przyjaciół. Zresztą ktokolwiek by zginął z ręki zbrodniczego szaleńca, czułbym to samo. Nie wystarczy bowiem – trzeba to powiedzieć stanowczo – że ci, którzy są odpowiedzialni, będą uciekać teraz w patetyczne, podniosłe formułki i rytuały, że po faryzejsku umywszy ręce, będą głosili hasło „Kochajmy się”

Oczywiście teraz ważny jest czas i obrządek żałoby, teraz musimy wszyscy przejść przez ten gorzki stan, przez dramat. Nie może to jednak być działaniem zastępczym, czymś, co dość tanim kosztem dokona się zamiast poniesienia moralnej i politycznej odpowiedzialności. Nie mówiąc już o odpowiedzialności prawnej. To się zresztą rozmywa na tysiące wypowiedzi, na mnóstwo pochodzących z kręgu władzy aktów przyzwolenia na przemoc. Nie chodzi tylko o najwyższe elity „dobrej zmiany”. Chodzi też o średni i niższy aparat tej władzy. Choćby o taką panią prokurator Magdalenę Kołodziej, która orzeka, że młodzi mężczyźni bijący i znieważający kobiety podczas tzw. marszu niepodległości wyrażali tym sposobem swoje niezadowolenie. Albo o panią Mazurek, która mówi, że rozumie tych nacjonalistycznych łobuzów, co pobili działacza KOD-u w Radomiu, o prokuratorów, którzy umorzyli śledztwo w sprawie Młodzieży Wszechpolskiej przy tzw. aktach zgonu wystawionych Adamowiczowi i innym prezydentom miast… Ma pani rację, że

oni nie drgną, nie odejdą, że przywdzieją żałobne maski, ustroją się w patos powagi, zaczną gadać o jedności i porozumieniu nad grobem i ponad podziałami, ale to jest stanowczo za mało.

To nie jest pierwsza tragiczna śmierć, przez którą przechodzimy. Wspomniał pan Narutowicza, przychodzi mi jeszcze do głowy – choć to była śmierć naturalna – Jan Paweł II, po odejściu którego mówiono nawet o pokoleniu JPII – i nic. Teraz też tak będzie?
Przykładów tragicznej śmierci z ręki szaleńca inspirowanego politycznie czy religijnie jest wiele. Prawie zawsze były to przy tym akty wymierzone w kogoś, kto był przyzwoity, dążył ku dobru. Śmierć Lincolna, Henryka IV Burbona, Henryka III Walezego… To zresztą dość szczególne, że osoby o usposobieniu dyktatorskim rzadko albo wcale padają ofiarą skutecznych zamachów. Oczywiście, była próba zamachu na Hitlera, były zamachy na Stalina, Lenina, Napoleona, na inne osobistości autorytarne. Ale one się kryją za kordonami ochrony, tajnej i jawnej.

Widzieliśmy to podczas marszów na Krakowskim Przedmieściu – w kordonach policji, w mocnym oddzieleniu barierkami od suwerena, na którego tak często się powołują ludzie „dobrej zmiany”.

Dziś prezydent Adamowicz spoczął w Bazylice Mariackiej. Czy ten czas żałoby i wyciszenia, także politycznego, zakończy się wraz z ceremonią pogrzebową?
W wielu sercach pozostanie żal, także w moim. I poczucie utraty kogoś, kto bardzo kochał życie, kto był także mocno zaangażowany w sprawy kultury, co dla mnie jest ważne. To również takie memento mori – przestroga, że droga siewców złego wiatru prowadzi zawsze do tragedii.

I myślę, że ci, co bardziej godziwi z nich, zamilkną, opamiętają się.

W Polsce – warto to dodać – bardzo chętnie zawiązuje się doraźna wspólnota żałobna, mamy taką tradycję od XIX wieku. Niestety, szybko ta wspólnota się rozsypuje, każdy powraca do swoich domów, życia. Tak było po śmierci Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego czy po katastrofie smoleńskiej. A potem zaczyna się znowu polskie piekło. Oczywiście, władza teraz będzie starała się pokazać, że jest cicha, sprawna, ale jest już za późno. Krew została rozlana i zostawiła niezmywalne plamy – jak zawsze – na tej ręce, co popycha do zbrodni.

Depresja plemnika

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło…

View original post 1 567 słów więcej

 

Kaczyński zjeżdża z górki na pazurki wprost do kuwety

Zwykły wpis

TVN 24 podało wyniki late pool. Różnią się one od tych opublikowanych tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

Czytaj relację na żywo

Jak pokazują wstępne wyniki, frekwencja wyniosła 53,4 proc. Całościowe wyniki wyborów poznamy we wtorek lub środę.

W Warszawie w pierwszej turze – pokazują sondaże – zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski (54,1 proc.). Podobnie jak kandydaci Koalicji Obywatelskiej w innych miastach: Hanna Zdanowska w Łodzi (70,1 proc.) czy Jacek Jaśkowiak w Poznaniu (56,6 proc.).

Koalicja Obywatelska zwycięża w dużych miasta, często w I turze, z drugiej strony Zjednoczona Prawica wygrywa w sejmikach, choć opcja koalicyjna KO i PSL ma większe poparcie. – PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Być może zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów – komentuje dr Marek Migalski.

JUSTYNA KOĆ: Bardzo dobry wynik w Warszawie dla Rafała Trzaskowskiego. To dobry prognostyk dla Koalicji Obywatelskiej?

DR MAREK MIGALSKI: To pokazuje, że nawet bardzo dobra kampania Patryka Jakiego była bez znaczenia, bo dostał zaledwie 4 punkty procentowe więcej niż Sasin 4 lata temu. Strukturalnie jest tak, że nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, bo to jest taki, a nie inny elektorat. Widać, że nastąpiła ogromna mobilizacja warszawiaków, bo to zwycięstwo Trzaskowskiego trzeba połączyć z wysoką frekwencją wyborczą w Warszawie. To pokazuje, że

na warszawiaków nie zadziałał ten szantaż, który całkiem otwarcie zastosował pan Guział odnośnie do funduszy dla samorządów. Warszawiacy pokazali, że w ten sposób z nimi postępować nie można i nie będą akceptować tego rodzaju polityki.

Sondaże dają wygraną KO w pierwszej turze w dużych miastach. Oprócz Warszawy to Łódź, Lublin, Poznań, prawdopodobnie Wrocław. 4 lata temu liberalni kandydaci nie mogli liczyć na takie poparcie. Co to oznacza?
To pokazuje, że PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Z jednej strony są duże miasta, w których PiS nie ma szans, a z drugiej strony jest polski interior, polska prowincja, gdzie w wielu miejscach liberalni kandydacie nie mają szans z PiS-em. To pokazuje, że

nasze społeczeństwo, być może, zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów.

Ten przykład Warszawy to pokazuje. Duże miasta, aglomeracje są liberalne, a prowincja konserwatywna.

32,3 dla PiS, 24,7 dla Koalicji Obywatelskiej, 16,6 dla PSL (to bardzo dobry wynik ludowców). Prezes Kaczyński mówił: wygraliśmy po raz czwarty.
To było przewidywane i mówiłem o tym już wcześniej, że PiS dostanie 1/3 a KO 1/4 głosów. To oznacza, że obydwie partie będą mogły ogłosić sukces. Z jednej strony PiS wygrało te wybory, a z drugiej KO powstrzymała marsz PiS-u w samorządach, bo większość w większości sejmików będzie oparta o dotychczasową współpracę KO czy PO z PSL. Wysoki wynik PSL to zapewni. Tu obydwie strony będą mogły ogłosić swoje zwycięstwo.

PiS wygrało w liczbach bezwzględnych, a KO będzie mówiła, że obroniła Polskę przed marszem PiS, ponieważ w zdecydowanej większości z 16 województw przetrwa koalicja PO-PSL.

5,7 proc. dla SLD. To dobry wynik dla partii Czarzastego?
Bardzo słaby. Apetyty SLD były znacznie większe. O ile PSL dostało więcej głosów niż się spodziewało, to SLD dostało mniej niż wszyscy się spodziewali. SLD miało nadzieje na 7-8, być może nawet 10 proc. Jedyne, z czego mogą się cieszyć, że są ciągle hegemonem na lewicy, dlatego że ich konkurenci, czyli partia Razem, dostała od nich jeszcze mniej. W jakimś sensie wygrali więc walkę o dominację na lewicy. Niemniej

SLD na pewno jest rozczarowane, że ich radni nie zawsze będą potrzebni do stworzenia koalicji.

W sztabie PiS-u zaraz po prezesie Kaczyńskim przemawiał premier Mateusz Morawiecki, twarz tej kampanii. To oznacza, że wynik PiS-u jest zadowalający, a akcje premiera ciągle wysoko stoją?
Rzeczywiście w ostatniej części kampanii wyborczej widać było, że szukają winnego, pewnie wiedzieli, jaki wynik osiągną. Widać było, że Morawiecki zastawia pułapki na Zbigniewa Ziobrę, a minister sprawiedliwości na Morawieckiego. Zatem

od woli Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, kto poniesie konsekwencje za ten jednak słabszy wynik niż oczekiwano.

Przez ostatnie kilka dni w konflikcie wewnątrz PiS-u widać było, że prezes stoi za premierem Morawieckim. To, że pozwolił mu wystąpić na konwencji, oznacza, że w dalszym ciągu będzie go popierał.

Teraz Kaczyński zjedzie z górki na pazurki – wprost do kuwety. Miau, miau.

Holtei

„Chcę podziękować mieszkańcom Warszawy za tak wielki kredyt zaufania, którym mnie obdarzyli”– powiedział Rafał Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie w Warszawie już w pierwszej turze. Uzyskał 54,1 proc. poparcia. Jaki uzyskał 30,9 proc.

W Łodzi Hanna Zdanowska zdetronizowała kandydata PiS i uzyskała 70,1 procW Poznaniu też wygrał w pierwszej turze Jacek Jaśkowiak 56,6 proc.

Według sondażu Ipsos dla w wyborach do sejmików wojewódzkich w skali kraju: PiS – 32,3 proc. ; Koalicja Obywatelska – 24,7 proc.; PSL – 16,6 proc.; Kukiz’15 – 6,3 proc.; Bezpartyjni Samorządowcy – 6,3 proc.; SLD-Lewica Razem – 5,7 proc.

Frekwencja według sondażu wyniosła 51, 3 proc.

„To nie jest komunikat o zwycięstwie” – tak politolodzy w studiu TOK FM komentowali słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów samorządowych.

W skali kraju wyniki do sejmików wojewódzkich wyglądają tak: PiS – 32,3, KO- 24,7, PS L- 16.6, Kukiz 6,3, Bezpartyjni –…

View original post 3 913 słów więcej

Świry pisowskie. Jedni chcieli referendum, drudzy stanęli przeciwko. Dlaczego? Bo naczelny świr tak nakazał

Zwykły wpis

W Senacie niemal bez szemrania przeszły kolejne nowelizacje ustaw dotyczących SN (szemrali nieco senatorowie PO). Teraz musi się opowiedzieć długopis leżący na biurku Prezydenta RP.

Nie mam wątpliwości, że nie zabraknie w nim tuszu. Prezydent zapewne jest już dogadany w sprawie pogrzebania referendum konstytucyjnego i karmi się złudzeniami w sprawie poparcia swojej kandydatury na drugą kadencję przez PiS, więc pewnie zalegalizuje to pisane naprędce, akcydensowe prawo. Choć warto przypomnieć, że rok temu zawetował dwie ustawy sądowe tłumacząc, że dają one zbyt duży wpływ ministrowi sprawiedliwości na sądownictwo. Działanie nowej KRS pokazuje, że wpływy ministra sprawiedliwości w sądownictwie zamiast się zmniejszyć, rosną. Teoretycznie precedens może się powtórzyć. Gdyby jednak nie, podpisanie nowelizacji przyspieszy wybór nowego, podległego PiS pierwszego prezesa SN i doleje oliwy do buchającego wysoko ognia konfliktu na szczycie wymiaru sprawiedliwości.

Podpisując zmiany w prawie prezydent musi mieć świadomość, że partii rządzącej w mniejszym stopniu może chodzić o ingerowanie w indywidualne postępowania sądowe, a w większym o szybkie przejęcie Trybunału Stanu, na którego czele stoi Pierwszy Prezes SN, a resztę składu wybiera Sejm. Kontrolowany w ten sposób Trybunał może orzekać o eliminowaniu z życia publicznego, min. poprzez pozbawienie biernego prawa wyborczego, każdego polityka. Jeśli ten instrument zostanie intencjonalnie użyty przeciw opozycji w nadchodzących wyborach, odpowiedzialność za to spadnie również na Andrzeja Dudę. I z pewnością nie zapomną o tym podręczniki historii. Czy ma tego świadomość?

– Jedni mijając nas, czytających codziennie manifest Szarego Człowieka, przechodzą obojętnie, a inni wyzywają nas od bydła, hołoty, lewaków… Kiedy staliśmy zimą, ktoś rzucał w nas śnieżkami. Ostatnio ktoś inny spluwał na nasz widok, inny stukał się w głowę – mówi Gabriela Lazarek, właścicielka salonu fryzjerskiego w Cieszynie, która codziennie od października ubiegłego roku protestuje przeciwko polityce PiS.

Elżbieta Turlej, Newsweek: Od 21 października ubiegłego roku, codziennie o 17-tej wychodzi Pani protestować przed biurem PiS w Cieszynie…

Gabriela Lazarek:Stoimy na cieszyńskim Rynku. Biuro PiS i gmach sądu są schowane. A my chcemy być widoczni. Wchodzić z interakcje z ludźmi, którzy niekoniecznie dzielą nasze poglądy. A to jest możliwe właśnie na Rynku, przez który codziennie przechodzą dziesiątki osób.

Najpierw stała tam Pani sama, potem dołączyła grupa innych, protestujących przeciwko ograniczaniu demokracji w Polsce. Czy ta grupa rośnie, maleje?

Cieszyńska grupa nie zmienia się. Dołączają do nas ludzie spoza Cieszyna. Przyjeżdżają regularnie z okolicznych miast. Staliśmy się bliskimi przyjaciółmi. Łączą nas więzi nieomal rodzinne: wiemy o wszystkich ważniejszymi wydarzeniach w swoim życiu. Jedna z koleżanek urodziła tydzień temu dziecko (chodziła na protest przez cały okres ciąży) i zabrała je na jedną z naszych tzw. codziennic, ktoś zachorował, komuś innemu przez ten czas zmarł ktoś bliski… Czasem mam wrażenie, że ludzie którzy do mnie dołączyli są mi bliżsi i bardziej mnie rozumieją niż dawni przyjaciele. To wynik wspólnoty przeżyć np. konieczności znoszenia obelg.

Obelg?

Tak, bo jedni mijając nas, czytających codziennie manifest Szarego Człowieka, przechodzą obojętnie, a inni wyzywają nas od bydła, hołoty, lewaków… Kiedy staliśmy zimą, ktoś rzucał w nas śnieżkami. Ostatnio ktoś inny spluwał na nasz widok, inny stukał się w głowę. Niedawno ktoś inny, używając wulgaryzmów usiłował nas przepędzić. Jakoś to trzeba znieść, wystać, nie dać się sprowokować. Próbować, mimo wszystko dotrzeć do innego człowieka i przedstawić mu swój punkt widzenia na temat tego, co teraz dzieje się w Polsce.

Ale czy to ma sens? Czy ludzie chcą słuchać? A może też boją się słuchać czy rozmawiać, żeby nie być posądzonym o przejście na stronę opozycji?

W Cieszynie i w mniejszych ośrodkach widać ten strach lepiej niż w Warszawie. Tu aktem odwagi staje się założenie koszulki z napisem Konstytucja, albo głośna rozmowa na temat tego, co PiS robi z sądownictwem. Ostatnio miałam podobną sytuację na poczcie. Komentowałam z koleżanką dobór wyłożonych gazet, czyli nadreprezentację tytułów prawicowych. Podeszła do nas jakaś kobieta i zapytała, czy nie boimy się o tym mówić głośno.

Wasza stała grupka protestujących nie powiększa się o nowych właśnie ze strachu płynącego z braku anonimowości?

Tak. Ludzie boją się do nas przyłączyć, żeby nie podpaść pracodawcy, sąsiadowi, może komuś z rodziny. Koleżanka niedawno przyznała: „Popieram was, ale za bardzo boję się przyznać do tego publicznie, stanąć obok”. Jest też duża grupa osób, które nie chcą do nas dołączyć bo są – jak mówią – apolityczni. Z dwojga złego szybciej zrozumiem tych pierwszych. Obojętność jest gorsza od lęku, bo oznacza przyzwolenie. Ale wracając do pytania o sens naszych codziennych protestów: tak, to ma sens. Powtarzalność, żmudne codzienne stawanie w tym samym miejscu z tym samym przesłaniem może i jest pozbawione fajerwerków, ale ma siłę przekonywania. Świadczy o tym, że ludzie robią to nie dla profitów, ale z przekonania i z wiarą. Ale spotyka nas też wiele miłych gestów ze strony przechodniów.

Cieszyn jest wyjątkiem? 

Nie. Na rynek do Cieszyna przyjeżdżają ludzie z Rybnika, Katowic, Bielska. Wiem, że podobne protesty odbywają się w Wejherowie, Gryfinie. Tam przeciwko niszczeniu demokracji w Polsce sprzeciwiają się jednostki. W Gryfinie wychodzi ze swoim „Nie” pani Beata. W Wejherowie pan Longin.

To co się dzieje w Warszawie jest dla nich punktem odniesienia? 

Dla mnie udział w stołecznych akcjach Obywateli RP był ważnym doświadczeniem. Zaszczepił mnie odwagą. Ale dla tych, którzy dziś pojechaliby z jakiegoś małego ośrodka do stolicy, niekoniecznie byłoby to tak dojmujące. Byłam w ubiegłym tygodniu w Warszawie, pod Sejmem. Większość protestujących, a była ich garstka, to byli przyjezdni. Miałam wrażenie, że warszawiacy (poza stałą, bardzo zaangażowaną grupą) nie byli zainteresowani protestami i patrzyli na nas jak na dziwaków. Siedzieli w ogródkach, robili zakupy w centrach handlowych, zajmowali się sobą. Kiedy my szarpaliśmy się z policją, oni nie mieli poczucia, że mogą coś stracić, że państwo może w jakikolwiek sposób przeszkodzić w ich stylu życia.

W Cieszynie to zagrożenie jest bardziej widoczne?

Na pewno bardziej wyczuwalny jest strach, że jeśli będę myśleć inaczej niż nakazuje władza, zostanę ukarany. Dla mnie ten strach już świadczy o postępującym zagrożeniu demokracji. Bo przecież wszystko zaczyna się w głowie.

Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w W-wie dla Onet: „Wczorajszy wyrok TSUE będzie miał również znaczenie przy naszych wnioskach ekstradycyjnych do innych państw, ponadto sądy państw UE będą mogły powoływać się na niego też w sprawach cywilnych i gospodarczych”.

Hairwald

Senat nie zgodził się na proponowane przez Andrzeja Dudę referendum ogólnokrajowego w sprawie zmian w Konstytucji. Za głosowało 10, przeciw 30, wstrzymało się 52 senatorów. Do wyrażenia przez Senat zgody na przeprowadzenie referendum konieczna była bezwzględna większość głosów, czyli 47 głosów.

Dodajmy, że PiS w 100-osobowym Senacie ma większość – 63 senatorów. Od głosu wstrzymało się 50 senatorów PiS, m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Adam Bielan oraz Jan Maria Jackowski. Za referendum Dudy głosował m.in. Jan Żaryn.

Jeszcze przed głosowaniem senator PO Bogdan Klich mówił: – „Nie będziemy przykładać ręki do inicjatywy, która jest efektem rozgrywki wewnątrz PiS. Prezydent próbuje wzmocnić swoją pozycje, próbuje stać się bardziej widoczny poprzez zgłoszenie takiego wniosku. To nie jest sprawa PO, to jest spór wewnętrzny w PiS. My w tej grze, jaka dokonuje się między prezydentem i jego współpracownikami oraz resztą PiS, nie chcemy uczestniczyć”. Senatorowie PO głosowali przeciw pomysłowi Dudy.

>>>

View original post 2 224 słowa więcej

Pisowskie sądownictwo. PRL pis bis

Zwykły wpis

Manowska: Zgłosiłam swoją kandydaturę na sędziego SN

– Jedyne, co mogę powiedzieć, to że zgłosiłam swoją kandydaturę na sędziego Sądu Najwyższego. Dziwią mnie natomiast sugestie, jakobym miała ubiegać się o stanowisko I prezesa. Przecież wyboru dokonuje Zgromadzenie Ogólne, które samo wybiera pięciu kandydatów. A więc informacje o tym, że sama planuję zgłoszenie swojej kandydatury, są błędne i wynikają z nieznajomości prawa – stwierdziła Małgorzata Manowska w rozmowie z Onetem. – Wszystko, co pojawiło się w mediach w tym kontekście, to plotki. Ja przebywam na urlopie, nie myślę o tym i nie chcę tego komentować – dodała.

To nie jest lapsus.  PiS–owską faworytką do fotela Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego ma być prof. Małgorzata Manowska, dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Nie stoi na przeszkodzie fakt, iż nie jest sędzią SN i wcale nie kandyduje na szefa SN. Dodatkowo, pani sędzia nie zgłosiła nawet swojej kandydatury do składu Sądu.

Z kolei według „Dziennika” prof. Małgorzata Manowska jest już „po słowie” z ministrem Zbigniewem Ziobrą, który jak wiadomo pełni równolegle funkcję Prokuratora Generalnego, co w zasadzie nadaje całej sprawie kształt kiepskiej farsy…

Problemem zainteresował się bliżej dziennikarz Tomasz Skory z RMF FM i na Twitterze pokazał jak bezceremonialny jest skok PiS na najważniejszy sąd w Polsce.

Dziennikarz napisał, że procedura wymaga by najpierw stanąć do konkursu na sędziego Sądu Najwyższego w Krajowej Radzie Sądownictwa. Potem trzeba otrzymać nominację. Następnie musi zebrać się 80 sędziów SN, którzy wybiorą kilku kandydatów na Pierwszego Prezesa. Najlepszego wskaże prezydent Andrzej Duda.

„Miło wiedzieć, kto wygra już dziś, nie?” – kończy z należnym przekąsem Skory.

Nie wiem, czy tak właśnie wyobrażał sobie przed laty Jarosław Kaczyński reformowanie polskiego sądownictwa. Kordony policji przed Sejmem, barierki broniące dostępu, a naprzeciw protesty, megafony i transparenty. Groteskowe wwożenie obywateli na teren parlamentu w bagażniku samochodowym, sankcje wobec posłów i brutalna agresja służb porządkowych.

A w ostatnich dniach stało się to, co prędzej czy później stać się musiało. W tumulcie doszło do przepychanek, polała się krew, zostali poszkodowani ludzie. Pytam, czy tak to sobie wyobrażał Jarosław Kaczyński, bo obrazy, które widzimy, nie mają nic wspólnego z wcześniej deklarowaną wizją poprawy państwa. Estetyka, którą nas karmią rządzący, to obrazy rodem ze stanu wojennego, pełne konfrontacji, brutalnej siły i przemocy. O konsensusie, czy przynajmniej kompromisie, który winien służyć poprawianiu ustroju, nikt już nie pamięta.

Jarosław Kaczyński pewnie powie: „warcholstwo, opór łże-elit przeciw potrzebnym zmianom”. Czyżby? Niektórzy mogli w to wierzyć tuż po wyborach, ale nie dziś, kiedy rządząca partia stosuje skrajnie niedemokratyczne metody w Sejmie (30 sekund od posła Piotrowicza na wypowiedź w dyskusji na forum komisji sejmowej), a jej twarzą są ludzie tak bardzo epatujący wulgarnością jak niesławna poseł Pawłowicz.

Zmiany legislacyjne też mówią same za siebie. Konieczność przeprowadzenia już piątej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym pokazuje, jak słabe i nieprzemyślane były poprzednie regulacje. Jak bardzo akcydensowy, uzależniony od chwilowych potrzeb partii rządzącej staje się proces uchwalania prawa. Cała ta operacja bardziej przypomina łatanie dziurawego prześcieradła niż reformowanie państwa.

Nie mam złudzeń, że kiedyś, może już niedługo, historia przejmowania Sądu Najwyższego trafi do podręczników jako przykład skrajnie nieudolnego, dokonywanego w złej wierze zawłaszczania instytucji państwa. Bo z pewnością w całej tej operacji nie chodzi o lepszą i sprawiedliwszą ojczyznę. O co więc chodzi? Odpowiedź pozornie jest prosta. Chodzi o przejęcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości, a nie o usprawnienie sądownictwa (w tej ostatniej sprawie był w Polsce konsensus). Ale jaki jest szczegółowy cel polityczny? Bo z pewnością nie jest nim taka pajęczyna sądowych zależności jak w Polsce Ludowej.

Jestem przekonany, że w zmianach chodzi przede wszystkim o szczyty wymiaru sprawiedliwości. W mniejszym stopniu o funkcję kontroli wyborczej SN. Myślę, że celem numer jeden jest przejęcie Trybunału Stanu, na którego czele stoi pierwszy prezes Sądu Najwyższego i który jest w stanie wyeliminować z życia publicznego każdego polityka, na przykład pozbawiając go biernego prawa wyborczego.

Czy w kontekście zbliżających się wyborów pośpiech PiS w sprawie usunięcia prof. Małgorzaty Gersdorf i zastąpienia jej własnym nominatem nie jest aby teraz bardziej zrozumiały? Myślę, że to jest prawdziwa stawka gry, która tak bardzo szkodzi polskiej demokracji i naszej reputacji w świecie. A więc czysta władza. Wyabstrahowana z wartości. Tylko ta zaspokoi egoistyczne poczucie sukcesu jednego człowieka. Szkoda tylko, że scenografia, w której to wszystko się dzieje, jest tak przeraźliwe pusta: obywatele w swojej masie gdzieś przepadli. Bo przecież w tle tej walki o sądy jest kompletnie nieczuła i milcząca Polska. To ona jest siłą PiS.

Pisowskie tchórze barykadują się, gdzie mogą. Po kraju i świecie rozchodzi się kaczy smród

Zwykły wpis

Tchórze się barykadują. Nie dzisiaj, to jutro zostaną wykurzeni.

Od niedawna przebojem wszedł do języka prawniczego termin: „abolicja indywidualna”. Ma to być inny rodzaj dawnego prawa łaski, przewidywanego w polskich konstytucjach od Konstytucji 3 maja.

Prawo łaski – jak pamiętamy – dotyczyło prawomocnie skazanych. „Abolicja indywidualna”, którą opisuje wczorajszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ma być prawem szerszym, zezwalającym głowie państwa na uwolnienie sprawcy (lub nie sprawcy) w każdej fazie postępowania. Nie musi być więc sądu, można osądzonego w pierwszej instancji zwolnić z odpowiedzialności karnej w trakcie postępowania przed drugą instancją. Można przed wyrokiem wydanym przez pierwszą. Logika formalna podpowiada, że zawsze, czyli konsekwentnie w każdej fazie postępowania. Ale właściwie od kiedy? Kiedy się zaczyna postępowanie, do którego prezydent może zastosować „abolicję indywidualną”?

Na studiach prawniczych można się dowiedzieć, że pierwszą fazą postępowania karnego jest postępowanie przygotowawcze, uruchamiane przez prokuratora (pod nadzorem sądu). Skoro zatem prawo przysługuje prezydentowi w każdej fazie postępowania, to logicznie już od samego początku postępowania przygotowawczego, a więc już sekundy po zajęciu się przez prokuratora sprawą. Chwileczkę. A czyż policja nie stosuje skodyfikowanego postępowania już od pierwszych swoich czynności? Oczywiście też. Dlaczego więc prawo prezydenta miałoby nie dotyczyć postępowań policyjnych? Nie ma żadnego argumentu przeciw.

A więc prawo prezydenta daje mu możliwość ingerencji przy pierwszych czynnościach organów ścigania, w takiej na przykład sytuacji, gdy złodziej schwytany jest na gorącym uczynku. Wystarczy telefon adwokata (lub taty) złodzieja do kogoś z prezydenckiego kręgu, by schwytany in flagranti został uwolniony w trybie natychmiastowym (po przedstawieniu stosownego pisma z sygnaturą głowy państwa). Redukcja do absurdu? Czyżby? Właśnie tak działają dyktatury. Tak działali dawni satrapowie. Skoro mieli prawo, to z niego korzystali, tryb się nie liczył.

Ktoś powie: państwo prawa, majestat prezydenta uchroni nas przed patologiami. Państwo prawa właśnie rozmontowujemy, o majestacie wolę pomilczeć. Ale nawet jeśli Andrzej Duda ma jeszcze odrobinę przyzwoitości, to skąd wiadomo, że jego następca będzie ją miał w ogóle?

– W Polsce doszło do takiej sytuacji, że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mogą być niekonstytucyjne – stwierdził Andrzej Rzepliński, były prezes TK. Skomentował w ten sposób w programie Onet Rano orzeczenie ws. uniewinnienia przez prezydenta Andrzeja Dudę Mariusza Kamińskiego, który nie był jeszcze prawomocnie skazany.

We wtorek Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym uznał, że prezydent miał prawo do ułaskawienia Mariusza Kamińskiego jeszcze przed prawomocnym wyrokiem sądu. Trybunał uznał, że przepisy odnoszące się do postępowań karnych są niekonstytucyjne „w zakresie w jakim nie czynią aktu abolicji indywidualnej negatywną przesłanką prowadzenia postępowania”. TK rozpoznał sprawę w składzie pięciu sędziów. Zdanie odrębne do wyroku zgłosił sędzia Leon Kieres.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez prezydenta

– To, co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym, to jest „nawarstwienie patologii” i „ogromna strata dla każdego Polaka – powiedział w internetowej telewizji Onetu Andrzej Rzepliński. Ocenił, że aby naprawić sytuację wokół TK należałoby w przyszłości „wydać ustawę konstytucyjną” stawiającą Trybunał i jego kompetencje ponownie na „właściwe tory”. – To, co rządzący zrobili z TK degraduje Polskę – podkreślił.

Zdaniem Rzepińskiego, „nadzieję na zmianę obecnej sytuacji w Polsce należy pokładać w samych Polakach, a nie w Brukseli”.

– Rządzą nami tchórze – dodał i podkreślił znaczenie zbliżających się wyborów samorządowych.

Rostowski: Dla mnie jest zupełnie ewidentne, że ta komisja ds. Amber Gold została powołana po to, aby przykryć te afery PiS-u, które czasami codziennie się ujawniają

„Dla mnie jest zupełnie ewidentne, że ta komisja została powołana po to, aby przykryć te afery PiS-u, które czasami codziennie, a na pewno co miesiąc, się ujawniają. Afery na gigantyczną skalę finansową. Na pierwszym miejscu straty w SKOK-ach, które wynoszą 5 mld złotych, za które Polacy musieli zapłacić swoimi składkami na BFG. SKOK-i upadły, bo PiS utrudniał przez lata przejęcie nadzoru nad SKOK-ami przez KNF. Ostatnio mamy aferę GetBack na 2,5 mld złotych. To jest pięć razy straty, które ludzie ponieśli na skutek oszustwa Marcina P.” – mówił przed przesłuchaniem były minister finansów, Jan Rostowski.

Rostowski przed komisją ds. Amber Gold: Dla nas najważniejszą podstawą działania była konstytucja, praworządność. Wassermann: Przejdziemy do tego jak praworządność była traktowana w latach 09-12

Wtedy, kiedy PO rządziła, kiedy ja i wielu kolegów piastowaliśmy wysokie funkcje w państwie, to dla nas najważniejszą podstawą działania była konstytucja, ustawy zgodne z konstytucją i praworządność. Tego, niestety, dzisiaj nie można powiedzieć” – mówił w trakcie swobodnej wypowiedzi podczas przesłuchania przed komisją śledczą ds. Amber Gold były minister finansów, Jan Rostowski.

Dla nas najważniejsze jest to, żeby był porządek, uczciwość, sprawiedliwość, żeby przestępcy byli w więzieniach, a ludzie niewinni nie dostawali politycznych wyroków” – odpowiadała przewodnicząca komisji, Małgorzata Wassermann.

Aby to było możliwe, to konieczna jest praworządność, szanowanie konstytucji” – dodawał Rostowski.

Przejdziemy do tego, jak praworządność była traktowana przez okres 2009-2012 i jak przestrzegaliście państwo przepisów i jak to jest możliwe, że mamy szkodę na poziomie 851 mln złotych” – zakończyła dyskusję Wassermann.

Czarzasty: Przyjdzie nowa władza i wsadzi połowę towarzystwa PiS-owskiego do więzienia

– Przyjdzie czas, nowa władza, daj Boże, wsadzi po prostu połowę tego towarzystwa PiS-owskiego do więzienia, a tych, których nie będzie mogła wsadzić do więzienia, bo będzie ich bronił różny status prawny, da im Trybunał Stanu, który się zakończy tym, że nigdy w życiu do polityki nie wrócą – stwierdził Włodzimierz Czarzasty w rozmowie z Piotrem Witwickim w „Politycznym Graffiti” Polsat News.

Czarzasty: PiS nie będzie wieczny

– Nie będzie PiS wieczny w Polsce. Po prostu nie będzie. Trzeba im to mówić. Trzeba mówić ich rodzinom, żeby wracali do domów w tej chwili i żeby ich żony, mężowie mówili: przestań się wygłupiać, przestań łamać prawo, przestań się ku**ić po prostu – stwierdził Włodzimierz Czarzasty w rozmowie z Piotrem Witwickim w „Politycznym Graffiti” Polsat News.

Gersdorf: Uważam, że jestem I prezesem SN do 2020 roku

– Według mnie jestem [I prezesem SN]. Prezydent uważa, że nie, a ja uważam, opierając się na Konstytucji, że jestem I prezesem SN do 2020 roku i tego nikt nie zmieni, bo Konstytucja jest Konstytucją – stwierdziła Małgorzata Gersdorf w rozmowie z dziennikarzami. Jak podkreśliła, ostatni projekt PiS zmierza do tego, żeby szybko obsadzić jej stanowisko.

Gersdorf: Walczę o państwo, praworządność i zachowanie konstytucyjne

– Walczę o państwo, praworządność i zachowanie konstytucyjne – stwierdziła Małgorzata Gersdorf w rozmowie z dziennikarzami. Jak dodała:

„Ostatnio nasiliły się ataki na mnie i nasiliły się ataki związane z tym, że grozi mi postępowanie dyscyplinarne. Od strony ministra Ziobro i od strony posłów. Bardzo bym prosiła, żeby oni się wstrzymali z tymi wypowiedziami, takimi agresywnymi, bo to nie przystoi. Nie przystoi na I prezesa SN, żeby władza parlamentarna tak napadała, a nawet na byłego I prezesa, jeśli oni tak chcą. To w ogóle niedopuszczalne w cywilizowanym świecie”

Gersdorf: Bezprecedensowa jest napaść na Iwulskiego. To najlepszy sędzia z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych w SN

– Uważam, że bezprecedensowa jest napaść na sędziego Iwulskiego. To najlepszy sędzia z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych w SN. To, że był przydzielony przymusowo do sądów wojskowych w stanie wojennym, to tylko młodzi ludzie mogą nie wiedzieć, jakie były konsekwencje nieorzekania w tych sprawach. To były konsekwencje więzienia. Tak, jak on powiedział. Bo to niewykonanie rozkazu, pod sąd wojenny jakby się nadawało – stwierdziła Małgorzata Gersdorf w rozmowie z dziennikarzami.

Trafiła nam się stonka zrzucona z samego Kremla. Morawiecki i Kaczyński lubia kartofle i buraki ogryzać.
Taka ich pokraczność.

Hairwald

„To jest taka fikcja, jak w „Roku 1984”, gdzie Ministerstwo Prawdy zajmowało się propagandą, Ministerstwo Pokoju – wojną. A Krajowa Rada Sądownictwa ma tyle wspólnego z sądownictwem, że je niszczy, a osoby, które tam zasiadają, są po prostu grabarzami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Obecna Krajowa Rada Sądownictwa nie ma nic wspólnego z sądownictwem” – powiedział sędzia Igor Tuleya w TVN 24. Według niego, „wszystko zmierza w złym kierunku”.

Przyznał, że był rozczarowany, kiedy I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf poszła na urlop. – „Jestem mile zaskoczony tym, że I prezes skróciła swój urlop i pokazała się w Sądzie Najwyższym, to dobrze wróży. Jestem dumny z takiej prezes Sądu Najwyższego” – podkreślił Tuleya.

Uważa bowiem, że sędziowie powinni „aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym, obywatelskim” i brać udział…

View original post 1 171 słów więcej