Tag Archives: Bartosz T. Wieliński

Glapiński, odejdź! Szparki sekretarki możesz mieć na prywatnej posadzie, a nie państwowej

Zwykły wpis

Od razu wyjaśniam! To nie jest fejk! Ona naprawdę to powiedziała! 🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️

Depresja plemnika

– Potencjalny elektorat PiS to mniej więcej połowa wyborców! – podkreśla Marcin Duma, szef IBRiS, komentując najnowszy sondaż przygotowany na zlecenie „Rzeczpospolitej”. 48 procent badanych deklaruje, że jest (albo wielka, albo tylko „pewna”) szansa, by zagłosowali na obecnie rządzące ugrupowanie – czytamy w portalu dziennika. Badanie pokazuje, że głównymi priorytetami dla tej części społeczeństwa są reforma sądownictwa oraz polityka socjalna.

Owe 48 proc. wyborców rozważających głosowanie na PiS jest dość podzielone na dwie grupy, z których jedna jest absolutnie zdecydowana (27 proc.), a druga tylko to rozważa (21 proc.). Z kolei grupa, która nie bierze tego pod uwagę (50 proc.), jest złożona niemal wyłącznie ze zdecydowanych przeciwników głosowania na PiS (48 proc.). Tylko 2 proc. nie wie, kogo wybierze. Wśród nich najbardziej konsekwentni są wyborcy SLD – 100 proc. elektoratu uważa, że „zdecydowanie nie ma szans, by zagłosowali na PiS”. Wśród sympatyków PO na PiS nie zamierza głosować 97 proc…

View original post 1 117 słów więcej

 

Dwór Glapińskiego utrzymywany z naszych podatków

Zwykły wpis

Więcej >>>

Depresja plemnika

Od dłuższego już czasu co niektórzy politycy zastanawiają się nad deglomeracją czyli przeniesieniem niektórych instytucji rządowych poza Warszawę. Jednym z orędowników tego pomysłu jest Jarosław Gowin, który już na konwencji PiS rzucił taką propozycję, tłumacząc, że ma to jakiś sens, bo „nie wszyscy Polacy się w Warszawie pomieszczą”. Zaproponował wówczas, by część instytucji przenieść do dawnych miast wojewódzkich, np. Chełma czy Jeleniej Góry. Dokładniej i w szczegółach omówi Gowin ten temat na najbliższym kongresie swojej partii Porozumienie.

Koncepcja ta ma swoich zwolenników. Pozytywnie wypowiadają się o niej m. in. Sasin z PiS, Andrzej Duda czy też Robert Biedroń. Według Piotra Trudnowskiego, prezesa prezes think tanku Klubu Jagiellońskiego, którego członkiem honorowym jest też Jarosław Gowin, wszystkie partie są za deglomeracją. Klub Jagielloński już jakiś czas temu zbierał podpisy za deglomeracją w Krakowie, licząc na przychylny stosunek do sprawy Witolda Kozłowskiego, nowego marszałka województwa małopolskiego, który nie ukrywał, że pomysł…

View original post 1 004 słowa więcej

 

Andrzej Duda – prawnik amator, prezydent amator

Zwykły wpis

„Trybunał posuwa się za daleko i zbyt dalece ingeruje w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich, co w moim przekonaniu jest niebezpieczne i to są praktyki, które są groźne dla suwerenności państw Unii Europejskiej. Uważam, że KE nie ma racji, pozostaję przy swoim zdaniu. Uważam również, że Trybunał Sprawiedliwości UE, orzekając w tej sprawie – w sprawie, która jest bez wątpienia sprawą wewnętrzną, bo regulacja organizacji wymiaru sprawiedliwości jest sprawą wewnętrzną – posunął za daleko” – powiedział w radiowej Trójce Andrzej Duda.

Chodzi oczywiście o postanowienie unijnego Trybunału, który zawiesił pisowską ustawę o SN, zmuszającą sędziów, którzy ukończyli 65. rok życia do przechodzenia w stan spoczynku.

Duda nie wycofał się z krytyki sędziów SN, którym podczas przemówienia w TK zarzucał anarchię i złamanie prawa. – „W moim przekonaniu przepis 178 ust. 1 Konstytucji został zwyczajnie naruszony, ponieważ państwo sędziowie zachowali się tak, jak gdyby nie uznawali obowiązującej cały czas ustawy, której nikt nie uchylił w tamtym momencie. Nie ma czegoś takiego, że orzeczenie TSUE uchyla czy zawiesza obowiązujące Polsce prawo” – stwierdził  prezydent.

Pan Andrzej Duda skrytykował orzeczenie TSUE w sprawie Sądu Najwyższego, uznając, że ingeruje ono w wewnętrzne sprawy Polski. W związku z czym wcześniej podpisał ustawę sankcjonującą decyzję TSUE. Uroczy prawnik amator” – skomentował Tomasz Lis. – „Tylko niestety jest to dr nauk prawnych, na dodatek reprezentujący cały naród. Żenada i w sumie smutek:( PAD powinien przez okres świąteczny wyciszyć emocje, bo są one już za bardzo widoczne” – podsumował inny internauta.

Depresja plemnika

Metropolita poznański i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki filmu „Kler” nie widział. Nie zawahał się jednak porównać go z propagandowym filmem „Żyd Süss”, nakręconym w czasach III Rzeszy. – „Kler” wyreżyserowano według klasycznego antysemickiego filmu „Żyd Süss”. To już było grane za Goebbelsa” – powiedział abp Gądecki w Radiu Poznań.

„Żyd Süss” powstał na zlecenie i pod osobistym nadzorem ministra propagandy III Rzeszy Josepha Gobbelsa. Przedstawia losy trzech Żydów, których postawa jest synonimem stereotypów, dotyczących tego narodu, takich jak chciwość czy skąpstwo. „Żyd Süss” służył nazistowskiej propagandzie m.in. do usprawiedliwiania zbrodni, których Niemcy dopuszczali się na ludności żydowskiej, łącznie z „ostatecznym rozwiązaniem”.

„Kler” dotychczas obejrzało ponad 5 mln widzów.

To trzeci najchętniej oglądany film w polskich kinach po 1989 r. A dlaczego metropolita poznański go nie zobaczył? Jak to stwierdził w Radiu Poznań, ponieważ nie jest pozbawiony rozumu do końca”. Czyżby?

„Trzy dni przed Sylwestrem posłowie…

View original post 3 067 słów więcej

 

Giertych natrząsa się z Morawieckiego

Zwykły wpis

Roman Giertych zastosował blef Morawieckiego. I co? Udało się.

>>>

Depresja plemnika

Wielu komentatorów politycznych komentowało dzisiejszy zwrot akcji w Sejmie jako świetne zagranie premiera Morawieckiego. Istotnie, szef rządu Prawa i Sprawiedliwości zaskoczył szykującą się do bombardowania jego osoby opozycję, która z pewnością gotowa była przedstawić bardzo długą listę jego zaniedbań, nie tylko w aspekcie najnowszej afery w Komisji Nadzoru Finansowego. Dzięki sprytnemu zagraniu w zasadzie odwrócił przebieg tej dyskusji, dając sobie okazję do chwalenie się swoimi (także wyimaginowanymi) sukcesami zamiast się bronić przed konkretnie sformułowanymi zarzutami ze strony PO, Nowoczesnej czy PSL. To należy mu niewątpliwie zapisać na plus, tym bardziej że jednocześnie postawił do pionu wewnątrzpartyjną opozycję.

Biorąc natomiast pod uwagę, że do świąt zostało już mniej niż dwa tygodnie, taki ruch ma spore szanse przynieść profity polityczne. Premier oprócz powtórzenia w pełnej dawce tępej propagandy, którą wyborcy PiS niemal codziennie słyszą na kanałach informacyjnych TVP, rzucił też zapowiedź ręcznego powstrzymania koniecznych podwyżek cen prądu, co z pewnością zostanie pozytywnie…

View original post 420 słów więcej

PiS skończy jak SKOK Wołomin

Zwykły wpis

Po zatrzymaniu byłych urzędników KNF i postawieniu im zarzutu „niewłaściwego nadzoru nad SKOK Wołomin” pan Ziobro wraz ze swoim prokuratorem krajowym, Bogdanem Święczkowskim, zorganizowali konferencję, na której z dumą ogłosili, że oto „to jest prawdziwa afera KNF”, przy której ta, związana z Chrzanowskim, to mało znaczący i zupełnie nie powiązany z PiS-em, epizod.

Zarzut postawiony urzędnikom wydaje się nieco naciągany. Wszyscy oni zajmowali się nadużyciami właśnie w SKOK Wołomin, a czterech z nich było autorami opublikowanego w październiku 2018 r. raportu o sytuacji w SKOK-ach, który pokazuje, że 78% pieniędzy było ulokowanych w kasach, wykazujących straty. W marcu tego roku odsetek ten wynosił zaledwie 9,5%. Wychodzi więc na to, że kryzys dotknął już największe kasy. Po opublikowaniu raportu zostali oni zwolnieni z pracy.

Decyzję o zwolnieniu tych urzędników podjął Marek Chrzanowski, szef KNF oraz Filip Czuchwicki, od lipca br. dyrektor w KNF odpowiedzialny za bankowość spółdzielczą i SKOK-i. Czuchwicki wcześniej pracował w Kasie Krajowej SKOK oraz był prokurentem w kancelarii prawnej rady nadzorczej Kasy Krajowej syna Grzegorza Biereckiego, jednego z „bohaterów” taśm Leszka Czarneckiego, od których zaczęła się afera KNF.

Kondycja finansowa SKOK-ów jest fatalna. „W ostatnich latach SKOK-i bankrutowały jeden po drugim. Upadłe kasy kosztowały już Bankowy Fundusz Gwarancyjny 4,3 mld złotych, a liczba poszkodowanych Polaków sięgnęła 250 tys. Najdroższy był upadek SKOK-u Wołomin, który kosztował aż 2,2 mld zł.

Wiadomo od dawna, że SKOK-i znajdują się pod szczególną ochroną PiS. Zapewne przez dłuższy jeszcze czas nikt by ich nie tykał, ale pojawił się Ziobro i namieszał. Chciał dobrze. Chciał znaleźć coś, co przesłoni aferę Chrzanowskiego i pozwoli kolejny raz tak rozegrać sprawę, by znowu całe zło znalazło się po stronie PO. Jednak pomysł z zatrzymaniem urzędników KNF i postawienie im zarzutu związanego z, jakoby, niewłaściwym nadzorem nad SKOK-iem okazał się bardzo nietrafiony. Nie dość, że nie przesłoni to ostatnich wydarzeń w KFN to jest też szansa, że tym razem nie uda się już zamieść problemów ze SKOK-ami pod dywan i wreszcie zostaną wyjaśnione wszelkie zależności oraz powiązania między nimi a partią rządzącą. To posunięcie Ziobry może sporo kosztować PiS w kolejnych wyborach.

Depresja plemnika

Rada do Spraw Ogólnych UE, czyli szefowie MSZ-tów państw unijnych, odbyli kolejna rundę dyskusji o stanie praworządności w Polsce i na Węgrzech. Na tę okazje Komisja Europejska przygotowała dokument podsumowujący, jak do tej pory Polska wywiązywała się z unijnych zaleceń w sprawie wymiaru sprawiedliwości poddanego „reformie” PiS.

Portal OKO.press zdobył ten dokument. Wynika z niego, że jedyne, co Komisja wita z zadowoleniem, to cofnięcie „wycinki” sędziów, który ukończyli 65 lat, z Sądu Najwyższego i NSA. Reszta rekomendacji dotyczących Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i sądów powszechnych nie została zrealizowana, a sytuację w polskim wymierzę sprawiedliwości Komisja ocenia źle.

KRS największym problemem

Z dokumentu wynika, że największym problemem jest w tej chwili Krajowa Rada Sądownictwa. To jej działalność sprawia, że w pozostałych dziedzinach – poza sytuacją w Trybunale Konstytucyjnym – dzieje się źle. KRS obsadza bowiem wolne miejsca sędziowskie w Sądzie Najwyższym, sądach administracyjnych i powszechnych, sama będąc ciałem – jak stwierdza Komisja – nieodpowiadającym europejskim standardom z powodu sposobu, w jaki pozbyto się z niej sędziów: przerywając kadencję…

View original post 2 356 słów więcej

Unię Europejską rozwalają od wewnątrz takie partie jak PiS, a z zewnątrz Kreml. Władze unijne muszą przeciwdziałać

Zwykły wpis

We wrześniu Komisja Europejska zaproponowała zmianę prawa Unii Europejskiej, by umożliwić nakładanie sankcji na partie za bezprawne wykorzystywanie danych wyborców w celu wpływania na wyniki wyborów europejskich. KE chciała też, by państwa członkowskie chroniły się przed zewnętrznymi manipulacjami. Jean-Claude Juncker w swoim wystąpieniu na temat stanu UE, zaapelował do członków wspólnoty o zwiększenie przejrzystości internetowych reklam politycznych, a także by zwalczały kampanie dezinformacyjne. Wszystko to ma na celu ochronę przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

UE z niepokojem obserwowała doniesienia ze Stanów Zjednoczonych o rosyjskich działaniach nakierowanych na wpływanie na wynik wyborów wyborów prezydenckich w 2016 roku. Rosji zarzucono manipulowanie wynikami wyborów i referendów na Starym Kontynencie m.in. we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Frans Timmermans podkreślał – Nie możemy być naiwni: istnieją siły, które chcą zakłócić wybory do Parlamentu Europejskiego i dysponują w tym celu wyrafinowanymi narzędziami. Z tego właśnie powodu musimy jak najszybciej podjąć wspólne działania, by zwiększyć naszą odporność na te zagrożenia dla demokracji” – mówił we wrześniu wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

Cztery dni temu Unia Europejska fizycznie rozpoczęła walkę przeciwko rosyjskiej dezinformacji – “Byliśmy świadkami prób ingerowania w wybory i referenda, a dowody wskazują na to, że głównym źródłem tych kampanii była Rosja” – mówił kilka dni temu Andrus Ansip, prezentując plan zwalczania dezinformacji w Europie. Plan obejmuje utworzenie systemu szybkiego ostrzegania, mającego na celu rozpoznawanie kampanii dezinformacyjnych. Delegatury UE w krajach objętych polityką sąsiedztwa zostaną wzmocnione wyspecjalizowanymi pracownikami i narzędziami do analizy danych.

Został zwiększony budżet przeznaczony na wykrywanie “fake news” z 1,69 miliona funtów do 4,4 milionów. W planie są także ukierunkowane kampanie uświadamiające i promowanie umiejętności korzystania z mediów społecznościowych poprzez specjalne programy. To wszystko będzie wsparte zespołami niezależnych naukowców oraz podmiotami weryfikującymi fakty. Głównym założeniem jest budowa zdolności, umożliwiającej wykrywanie kampanii dezinformacyjnych.

Dzisiaj Onet opisuje dane zebrane przez organizację Alliance for Securing Democracy, na temat 600 kont na Twitterze promujących poglądy Kremla i zaangażowanych w protest “żółtych kamizelek” na ulicach Francji. Jako przykład “fake news” podawane jest wideo udostępniane na francuskich platformach społecznościowych, opisujące rzekomą odmowę wykonywania przez policję obowiązków w jednym z miast – “Niektórzy oficerowie na krótko zdejmowali z głów hełmy, ale tylko po to, by porozmawiać z protestującymi, a nie – jak sugerowano – by odmówić wykonywania obowiązków”. Film z fałszywą narracją został powielony przez Sputnik i Russia Today.

Dwa tygodnie temu w Polsce również mogliśmy odczuć, jak wygląda ingerencja dezinformacyjna Rosji w Polsce. W szczycie kryzysu rosyjsko – ukraińskiego do mieszkańców przygranicznych gmin w województwie podkarpackim, został wysłany fałszywy SMS o obowiązkowym stawieniu się w urzędach gmin, w związku z wydarzeniami na Morzu Azowskim.

Depresja plemnika

Jak Ziobro pomaga przestępcom – więcej >>>

Ktoś w PiS wymyślił, że trzeba czymś „przykryć” aferę KNF. I przykrył ją tak, że PiS będzie mieć teraz same kłopoty. Ciekawe, czy Kaczyński zaaprobował plan tej prowokacji, czy była to samodzielna inicjatywa Ziobry.

W 2007 roku, podczas kampanii wyborczej do parlamentu, wystąpił na konferencji prasowej ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, przedstawiając informacje o zatrzymaniu posłanki PO Beaty Sawickiej. „Polacy powinni wiedzieć, na kogo głosować” – mówił. I Polacy zagłosowali przeciwko PiS. Prowokacja przeciwko Sawickiej była widoczna gołym okiem. To, że posłanka uległa pokusie i wpadła w sidła zastawione przez CBA, nie świadczył o niej dobrze, ale bardziej szokujące było angażowanie tajnych służb do kampanii wyborczej, a słowa Kamińskiego to potwierdzały. Okazało się, że wyborcy są inteligentniejsi, niż sądzili działacze PiS.

Błąd Kamińskiego powtórzyli w ostatnich dniach prokuratorzy kierowani przez Ziobrę. Tyle że zrobili to jeszcze prymitywniej, sięgając po podlejsze chwyty.

Pomysł był…

View original post 2 354 słowa więcej

Morawiecki przygarnia do siebie coraz bardziej szemrane postaci, jak Zyzak. Szykuje sie nam piekło

Zwykły wpis

Paweł Zyzak został wicedyrektorem Departamentu Studiów Strategicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To nie pierwsze wysokie stanowisko w państwowej instytucji, które otrzymał autor słynnej książki o Lechu Wałęsie. Pojawia się jednak naturalne pytanie: czy naprawdę Zyzak potrzebny jest rządowi?

O Pawle Zyzaku Polska po raz pierwszy usłyszała w 2008 roku. Jego praca magisterska wywołała spore zamieszanie nie tylko w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Student przedstawił liczący 600 stron tekst, zatytułowany: „Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988 roku”. Praca została opublikowana przez wydawnictwo Arcana i rozpoczęła falę gorących dyskusji, w którą zaangażowały się najważniejsze osoby w państwie.

Stefan Niesiołowski nazwał publikację „prostytucją historyczną”, na Uniwersytecie Jagiellońskim pojawiła się kontrola z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a książka zyskała nieprawdopodobny rozgłos. W dyskusji nad pracą Pawła Zyzaka nie brakowało niczego, poza odrobiną zdrowego rozsądku. Opinie zawodowych historyków zostały zakrzyczane przez polityków PO (według których autor chciał uzyskać rozgłos za pomocą nazwiska noblisty) i polityków PiS (według których autor stał się symbolem walki o wolność nauki w III RP).

Po latach książka została zapamiętana tylko z jednego powodu. Zyzak opisał w niej, młodego Lecha Wałęsę, który oddaje mocz do kropielnicy (w opinii publicznej stała się chrzcielnicą). Oprócz tego przebił się jeszcze wątek nieślubnego dziecka laureata Nagrody Nobla. Naukowcy zwracali uwagę na błędy warsztatowe. Zdaniem dr Piotra Gontarczyka autor w zbyt dużym stopniu oparł się na anonimowych przekazach ustnych, co w zasadzie zamknęło możliwość naukowej dyskusji nad historią Lecha Wałęsy. „Każdy błąd warsztatowy popełniony przez Pawła Zyzaka został skwapliwie podchwycony przez przeciwników pisania o Wałęsie w tonie innym niż hagiograficzny” – ocenił historyk, który sam zasłynął napisaniem krytycznej książki o byłym prezydencie.

„Gorszy niż faszysta”

Dla absolwenta UJ rozpoczęły się ciężkie dni. Instytut Pamięci Narodowej najpierw odciął się od książki (faktycznie, IPN nie był jej wydawcą, nie musiał więc nawet wiedzieć o tym, co pisze Zyzak), a potem nie przedłużył umowy o pracę autorowi. Tutaj warto wyjaśnić jedną rzecz – Zyzak nie został z IPN zwolniony, do pracy wrócił jedynie pracownik, którego zastępował.

Historyk często wspominając ten okres przedstawiał siebie jako ofiarę III RP, która wydała na niego wyrok infamii. Szkoły nie chciały go zatrudniać, a żeby zarobić na utrzymanie rodziny, zatrudnił się jako magazynier w supermarkecie. Pomocną dłoń wyciągnął prof. Marek Jan Chodakiewicz z waszyngtońskiego Institute of World Politics, który zaoferował Zyzakowi kilkumiesięczne stypendium. Absolwent UJ powrócił do świata nauki, a raczej do świata publicystyki. Opublikowana w 2011 roku książka „Gorszy niż faszysta” to opis tego co działo się w Polsce po opublikowaniu pracy magisterskiej Zyzaka. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor bardzo chętnie przywoływał wszystkie krytyczne słowa, traktując je jak swoiste wyróżnienie. Słowa Lecha Wałęsy, który stwierdził, „faszyzm to mało”, stały się inspiracją do tytułu.

Przypinając słowa krytyki jak ordery, Zyzak zgłosił swój akces do obozu zwolenników PiS. Nigdy nie ukrywał swoich sympatii i poglądów, czemu dawał wyraz jeszcze przed publikacją swojej pierwszej i najsłynniejszej książki. W 2003 roku zadebiutował artykułem pt. „Czy diabeł jeździ na Woodstock?”, w którym opisywał szeroko pojętą zgniliznę moralną festiwalu Jurka Owsiaka. W innej publikacji porównywał homoseksualistów do zwierząt i wysłanników diabła.

Zyzak zaliczał kolejne szkolenia i staże, wracając do pracy historycznej. W 2013 roku opublikował książkę pt. „Tajemnica Wilczego Jaru. Największa drogowa katastrofa PRL w świetle dokumentów i relacji”. Trzy lata później wydał dwutomową pracę pt. „Efekt domina. Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce?”, która opierała się na jego pracy doktorskiej, obronionej w 2015 roku na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Co Zyzak może dać rządowi?

Czy takie kwalifikacje wystarczą do objęcia funkcji wicedyrektora Departamentu Studiów Strategicznych? Mam pewne wątpliwości. Może zatem doświadczenie zawodowe przemawia na korzyść Zyzaka? Owszem, historyk pracował już na kierowniczym stanowisku. W 2016 roku został wiceprezesem Fundacji Centrum Innowacji FIRE, której 100-procentowym udziałowcem jest państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu.

Czym zajmowała się instytucja? M.in. opiniowała projekty i przyznawała dotacje na przedsięwzięcia z zakresu partnerstwa publiczno-prywatnego. Zyzak z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie zna się na swojej nowej pracy, posiada za to wielkie chęci do nauki.

Skoro już zakończył naukę, naturalną koleją rzeczy była praca na wysokim stanowisku w Kancelarii Premiera. Tam jednak nie będzie zajmował się dotacjami. Na czym właściwie polegać będzie praca Pawła Zyzaka? Na stronie Departamentu Studiów Strategicznych KPRM czytamy:

Departament Studiów Strategicznych realizuje zadania w zakresie:

1)    studiów strategicznych w sprawach wewnętrznych;

2)    studiów strategicznych w sprawach międzynarodowych;

3)    sporządzania analiz i prognoz na podstawie badań społecznych;

4)    opiniowania zgłoszeń do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Analizy, które wyjdą spod pióra Zyzaka mogą okazać się bardzo ciekawe. Recenzent jego pracy doktorskiej zarzucał mu skłonność do odbiegania od tematu i wybiórcze traktowanie źródeł. Faktycznie, można odnieść wrażenie, że umiarkowane opinie nie leżą w naturze historyka. – (Mateusz) Morawiecki u Netanjahu załatwił więcej niż Donald Trump u Kim Dzong-Una – mówił kilka miesięcy temu naukowiec na antenie radia WNET, komentując zmianę przez rząd ustawy o IPN.

Jak widać, kompetencje Pawła Zyzaka mogą budzić wątpliwości co do jakości jego pracy w Departamencie Studiów Strategicznych. Wątpliwości nie budzi natomiast jego poparcie dla rządów Prawa i Sprawiedliwości. Może jednak okazać się, że na tej współpracy więcej stracić może PiS, niż Zyzak.

Morawiecki przygarnia do siebie coraz bardziej podejrzane szemrane towarzystwo. Niejaki Paweł Zyzak.

Depresja plemnika

>>>

„Jestem pod wrażeniem postawy Pana Prezydenta Wałęsy. Dzisiejsza, odważna „manifestacja”, to kolejne potwierdzenie, dlaczego został liderem Solidarności, dlaczego szanują go ludzie na całym świecie, dlaczego zapisał się w historii. Mali zawistni ludzie tego nie zniszczą” – to reakcja jednego z internautów na założenie przez Lecha Wałęsy koszulki z napisem „Konstytucja” na pogrzeb prezydenta USA Georga H.W. Busha.

Prawicowe media i portale wręcz prześcigały się w dyskredytowaniu Wałęsy.

„Noblista uczestniczy w spotkaniu najważniejszych osób na świecie, nosi na sobie koszulkę-manifest, a prawicowi dziennikarze twierdzą, że nikt z Nim nie zamieni słowa. A dzięki temu manifestowi o łamaniu przez PiS Konstytucji napiszą jutro wszyscy. I to tych dziennikarzy boli” – skomentował na Twitterze prof. Marcin Matczak.

Lech Wałęsa na swoim profilu na Twitterze umieścił zdjęcia, na których widać, jak po uroczystości, witają się z nim Hillary i Bill Clintonowie oraz Barack Obama. – „A czy Andrzej Duda może pochwalić się takimi…

View original post 2 170 słów więcej