Tag Archives: Andrzej Celiński

Unię Europejską rozwalają od wewnątrz takie partie jak PiS, a z zewnątrz Kreml. Władze unijne muszą przeciwdziałać

Zwykły wpis

We wrześniu Komisja Europejska zaproponowała zmianę prawa Unii Europejskiej, by umożliwić nakładanie sankcji na partie za bezprawne wykorzystywanie danych wyborców w celu wpływania na wyniki wyborów europejskich. KE chciała też, by państwa członkowskie chroniły się przed zewnętrznymi manipulacjami. Jean-Claude Juncker w swoim wystąpieniu na temat stanu UE, zaapelował do członków wspólnoty o zwiększenie przejrzystości internetowych reklam politycznych, a także by zwalczały kampanie dezinformacyjne. Wszystko to ma na celu ochronę przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

UE z niepokojem obserwowała doniesienia ze Stanów Zjednoczonych o rosyjskich działaniach nakierowanych na wpływanie na wynik wyborów wyborów prezydenckich w 2016 roku. Rosji zarzucono manipulowanie wynikami wyborów i referendów na Starym Kontynencie m.in. we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Frans Timmermans podkreślał – Nie możemy być naiwni: istnieją siły, które chcą zakłócić wybory do Parlamentu Europejskiego i dysponują w tym celu wyrafinowanymi narzędziami. Z tego właśnie powodu musimy jak najszybciej podjąć wspólne działania, by zwiększyć naszą odporność na te zagrożenia dla demokracji” – mówił we wrześniu wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

Cztery dni temu Unia Europejska fizycznie rozpoczęła walkę przeciwko rosyjskiej dezinformacji – “Byliśmy świadkami prób ingerowania w wybory i referenda, a dowody wskazują na to, że głównym źródłem tych kampanii była Rosja” – mówił kilka dni temu Andrus Ansip, prezentując plan zwalczania dezinformacji w Europie. Plan obejmuje utworzenie systemu szybkiego ostrzegania, mającego na celu rozpoznawanie kampanii dezinformacyjnych. Delegatury UE w krajach objętych polityką sąsiedztwa zostaną wzmocnione wyspecjalizowanymi pracownikami i narzędziami do analizy danych.

Został zwiększony budżet przeznaczony na wykrywanie “fake news” z 1,69 miliona funtów do 4,4 milionów. W planie są także ukierunkowane kampanie uświadamiające i promowanie umiejętności korzystania z mediów społecznościowych poprzez specjalne programy. To wszystko będzie wsparte zespołami niezależnych naukowców oraz podmiotami weryfikującymi fakty. Głównym założeniem jest budowa zdolności, umożliwiającej wykrywanie kampanii dezinformacyjnych.

Dzisiaj Onet opisuje dane zebrane przez organizację Alliance for Securing Democracy, na temat 600 kont na Twitterze promujących poglądy Kremla i zaangażowanych w protest “żółtych kamizelek” na ulicach Francji. Jako przykład “fake news” podawane jest wideo udostępniane na francuskich platformach społecznościowych, opisujące rzekomą odmowę wykonywania przez policję obowiązków w jednym z miast – “Niektórzy oficerowie na krótko zdejmowali z głów hełmy, ale tylko po to, by porozmawiać z protestującymi, a nie – jak sugerowano – by odmówić wykonywania obowiązków”. Film z fałszywą narracją został powielony przez Sputnik i Russia Today.

Dwa tygodnie temu w Polsce również mogliśmy odczuć, jak wygląda ingerencja dezinformacyjna Rosji w Polsce. W szczycie kryzysu rosyjsko – ukraińskiego do mieszkańców przygranicznych gmin w województwie podkarpackim, został wysłany fałszywy SMS o obowiązkowym stawieniu się w urzędach gmin, w związku z wydarzeniami na Morzu Azowskim.

Depresja plemnika

Jak Ziobro pomaga przestępcom – więcej >>>

Ktoś w PiS wymyślił, że trzeba czymś „przykryć” aferę KNF. I przykrył ją tak, że PiS będzie mieć teraz same kłopoty. Ciekawe, czy Kaczyński zaaprobował plan tej prowokacji, czy była to samodzielna inicjatywa Ziobry.

W 2007 roku, podczas kampanii wyborczej do parlamentu, wystąpił na konferencji prasowej ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, przedstawiając informacje o zatrzymaniu posłanki PO Beaty Sawickiej. „Polacy powinni wiedzieć, na kogo głosować” – mówił. I Polacy zagłosowali przeciwko PiS. Prowokacja przeciwko Sawickiej była widoczna gołym okiem. To, że posłanka uległa pokusie i wpadła w sidła zastawione przez CBA, nie świadczył o niej dobrze, ale bardziej szokujące było angażowanie tajnych służb do kampanii wyborczej, a słowa Kamińskiego to potwierdzały. Okazało się, że wyborcy są inteligentniejsi, niż sądzili działacze PiS.

Błąd Kamińskiego powtórzyli w ostatnich dniach prokuratorzy kierowani przez Ziobrę. Tyle że zrobili to jeszcze prymitywniej, sięgając po podlejsze chwyty.

Pomysł był…

View original post 2 354 słowa więcej

PiS musi przegrać, aby Polska wygrała

Zwykły wpis

PiS może liczyć na 40 proc. poparcia, a PO 27 proc. – wynika z najnowszego sondażu dla „Super Expressu”. W Sejmie znalazłoby się sześć ugrupowań, a koalicja „anty-PiS” złożona z PO, Nowoczesnej, SLD i PSL ma o 6 punktów procentowych więcej od partii rządzącej.

Instytut Badań Pollster przeprowadził dla „Super Expressu” najnowszy sondaż preferencji partyjnych. Zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość (a właściwie Zjednoczona Prawica, w skład której wchodzi PiS, Porozumienie i Solidarna Polska) z poparciem na poziomie 40 proc.

W porównaniu do poprzedniego badania tej samej sondażowni to spadek o jeden punkt procentowy.

Druga na podium uplasowała się Platforma Obywatelska, którą wskazało 27 proc. respondentów, a trzecie miejsce przypadło Kukiz’15 z poparciem rzędu 9 proc.

6 partii w Sejmie. Koalicja „anty-PiS” z przewagą

Poza tymi trzema ugrupowaniami do Sejmu weszłyby jeszcze: Sojusz Lewicy Demokratycznej (8 proc. poparcia), Polskie Stronnictwo Ludowe (6 proc.) i Nowoczesna (5 proc.). Pod progiem wyborczym, wynoszącym 5 proc. znalazły się natomiast Partia Razem i Wolność.

Przyjmując, że do PO i Nowoczesnej doliczy się poparcie na PSL i SLD, to koalicja „anty-PiS” ma w sondażu 46 proc. głosów, czyli o 6 punktów procentowych więcej niż PiS.

IPN umorzył śledzwo w sprawie podrabiania podpisów „Bolka”. „Będę dalej walczył o moje i mojej rodziny dobre imię” – napisał Lech Wałęsa.

Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku umorzył śledztwo w sprawie podrobienia przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa na szkodę Lecha Wałęsy, w okresie od dnia 21 grudnia 1970 roku do dnia 29 czerwca 1974 roku w Gdańsku, dokumentów umieszczonych w teczce personalnej i teczce pracy tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek” – poinformował Instytut Pamięci Narodowej.

Wałęsa zaprzecza, że kiedykolwiek był tajnym współpracownikiem SB. Śledztwo w sprawie podrobienia dokumentów operacyjnych Służby Bezpieczeństwa z lat 1970-1976 na szkodę byłego prezydenta zostało wszczęte 25 lutego 2016 roku po tym, jak Wałęsa publicznie stwierdził, że materiały dotyczące tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek” zostały sfałszowane.

Decyzję IPN Wałęsa skomentował na Twitterze. „Po tym jak napisałem list do Micka Jaggera, którego komentowano na całym świecie , hokus-pokus i pojawia sie komunikat IPN o umorzeniu sledztwa” – napisał.

„Przyznano mi rację, że sbecy podrabiali mój podpis i dokumenty, żeby mnie zniszczyć. Będę dalej walczył o moje i mojej rodziny dobre imię” – dodał były prezydent.

Jeśli Europa chce dostrzec swoje największe zagrożenie, powinna spojrzeć na Polskę. Tamtejszy rząd systematycznie demontował niezawisłość sędziów. Wielu Polaków obawia się dziś, że rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość ogranicza demokrację i spycha kraj w kierunku systemu autorytarnego, który w latach osiemdziesiątych obaliła Solidarność z Lechem Wałęsą na czele. To, co wydarzyło się w Polsce, spowodowało, że Europa znalazła się na rozdrożu* – donosi amerykański dziennik „Chicago Tribune”.

Autorzy komentarza rozpoczynają od podsumowania wizyty Donalda Trumpa w Europie: prezydent USA zganił przywódców państw NATO za to, że przeznaczają zbyt małą kwotę na wspólną obronność. Następnie Trump uznał, że Brexit to dobre rozwiązanie, udzielając poparcia eurosceptycznym posłom Partii Konserwatywnej. Na końcu stwierdził, że może zaprzyjaźnić się z prezydentem Rosji, Władimirem Putinem, który jest największym zagrożeniem dla stabilności Europy.

Jednak to nie Trump jest największym problemem Europy. Jeśli Europa chce dostrzec swoje największe zagrożenie, powinna spojrzeć na Polskę – konkludują dziennikarze „Chicago Tribune”. W Polsce nacjonalistyczny rząd systematycznie demontował niezawisłość sędziów. Sędziowie Sądu Najwyższego zostali zastąpieni przez tych wybranych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Podobnie stało się z Trybunałem Konstytucyjnym, który stoi na straży praworządności.

Wielu Polaków obawia się, że rząd ogranicza demokrację i pcha kraj w kierunku systemu autorytarnego, który w latach osiemdziesiątych obalił Lech Wałęsa. Sam Wałęsa, niegdyś przewodniczący Solidarności, znów zaczął protestować. Stwierdził także, że rząd PiS jest bardziej „perfidny”, niż reżim komunistyczny.

Jednak, w ocenie amerykańskich komentatorów, Polska to niejedyny kraj, który znalazł się w trudnym położeniu. To, co wydarzyło się w Polsce, spowodowało, że Europa znalazła się na rozdrożu. To, jak Unia Europejska poradzi sobie z rządem polskim, będzie wyznacznikiem tego, jak poradzi sobie z ruchami populistyczno-nacjonalistycznymi szerzącymi się w innych krajach Europy, jak Węgry, Włochy czy Austria.

Unia Europejska próbowała już wywrzeć nacisk na polski rząd. Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę ochrony praworządności, co może doprowadzić do skierowania sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jednak, zdaniem dziennikarzy „Chicago Tribune”, najlepszą bronią UE może być wstrzymanie dotacji. Wspólnota wysyła setki milionów dolarów na pomoc dla państw członkowskich. Wstrzymywanie pomocy dla rządów, które prowadzą brutalną politykę wobec rządów prawa, stanowiłoby silny sygnał, że Unia chce, aby Polska i inne prawicowe rządy wzięły pod uwagę europejskie wartości, które rzekomo mają spajać Europę.

Administracja Donalda Trumpa może pomóc polskiemu sojusznikowi, przypominając Warszawie, że ideały, które obecnie są zagrożone: rządy prawa, niezależność sądów, są tymi, których Polacy byli pozbawieni przez wiele lat będąc pod kontrolą Związku Radzieckiego.

Polska potrzebuje USA oraz całej wspólnoty państw NATO, by mieć odwagę, stojąc w obliczu wszechobecnego zagrożenia ze strony wschodniego sąsiada. Polski rząd ma więc wiele do przemyślenia i powinna zmienić kurs swojej polityki. Uwagi ze strony Waszyngtonu powinny być dla polskiego rządu bardzo pomocne – czytamy w „Chicago Tribune”.

*Redakcja „Chicago Tribune” podziela opinię określoną przez członków zarządu, redaktora komentarza i wydawcę.

Hańbę w historii przerabialiśmy, wracają za sprawą Dudów, Kaczyńskich, Morawieckich.
Szykują nam kolejną katastrofę na skalę rozbiorów Polski.

Hairwald

>>>

Tusk: Prosiłem Morawieckiego o spotkanie ws. ustawy o IPN, ale nie zdecydował się na rozmowę

– To, że rząd nie wytrzymał tego nacisku ze strony Izraela [ws. ustawy o IPN], i także oczywiście Waszyngtonu, o tym wiemy, sam mógłbym godzinami opowiadać. Zresztą starałem się to wytłumaczyć premierowi Morawieckiemu w Brukseli, nawet prosiłem o spotkanie, ale nie zdecydował się na rozmowę wówczas, a miałem pomysł, żeby dużo szybciej wyjść z tego zakrętu – stwierdził Donald Tusk w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

„Gdyby Jarosław Kaczyński wystartował w wyborach prezydenckich, nie wahałbym się ani chwili” – odpowiedział w „Faktach po faktach” w TVN24 były premier Donald Tusk na pytanie o powrót do polskiej polityki. – „Proszę zapytać prezesa, czy podejmie wyzwanie” – dodał Tusk.

Przewodniczący Rady Europejskiej nie jest zdziwiony, że opozycja nie wzięła udziału w Zgromadzeniu Narodowym. – „Po pierwsze, dość kontrowersyjne było usadowienie uczestników tej uroczystości pod namiotem…

View original post 2 041 słów więcej

PiS już nikogo nie przekonuje, partia Kaczyńskiego dogorywa

Zwykły wpis

Ustalenia ekspertów poznała reporterka TOK FM. Opinia biegłych została przygotowana dla prokuratorów prowadzących śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej: nie ma dowodów na wybuch, a tym samym na zamach.

Ekspertyza biegłych to niemal cztery tysiące stron. Karolina Lewicka dotarła do tzw. Wniosków generalnych, czyli opinii biegłych po przeprowadzeniu prac, analiz. To najważniejsza część ekspertyzy przygotowanej dla prokuratury.

Biegli dowodzą, że fakt przecięcia lewego skrzydła tupolewa przez brzozę został bezspornie udowodniony. Przypomnijmy, że Antonio Macierewicz kwestionował taką możliwość. Przekonywał, że drzewo, by uszkodzić samolot, musiałoby „być pancerne”.

Po drugie: biegli nie odnaleźli żadnych śladów działania ognia, wysokiej temperatury czy zniszczeń, które spowodowałoby wysokie ciśnienie. Tym samym wykluczyli wybuch na pokładzie prezydenckiego samolotu.

Stwierdzili również, że w ziemię uderzyła niemal kompletna maszyna, uszkodzona jedynie w zakresie zderzenia z brzozą.Także rozkład szczątków samolotu na lotnisku Smoleńsk Północ nie budzi wątpliwości biegłych.

Antoni Macierewicz przekonywał, że ich rozrzucenie na dużej powierzchni musiało być efektem wcześniejszego wybuchu.

Dla biegłych – jak czytamy w opinii – „jest ono naturalnym i fizycznie uzasadnionym efektem zderzenia maszyny z ziemią lewym skrzydłem z kątem przechylenia około 140 stopni”.

– Z moich informacji wynika, że ta finalna ekspertyza była gotowa już w maju ubiegłego roku – mówi Karolina Lewicka. Dziennikarka TOK FM podkreśla, że opinia została zlecona przez zespół prokuratorów, których powołał Zbigniew Ziobro – minister sprawiedliwości-prokurator generalny.

Przypomnijmy, zmiany śledczych wyjaśniających katastrofę smoleńską dokonano wiosną 2016 roku.

– Ostatnie wydarzenia i pogłoski wskazują, że Antoni Macierewicz jest w PiS skończony. Dlatego Ziobro odcina się od niego na gwałt – powiedział w TOK FM Tomasz Piątek komentując ustalenia Karoliny Lewickiej.

Nie ma dowodów na wybuch, a tym samym na zamach – mówią o tym tzw. „wnioski generalne”, najważniejsza część ekspertyzy biegłych, przygotowanej dla prokuratury, do której dotarła dziennikarka TOK FM Karolina Lewicka. Opinia biegłych została przygotowana dla prokuratorów prowadzących śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej.

Dziennikarz „Gazety Wyborczej” i autor bestsellerowej książki „Macierewicz i jego tajemnice” mówił w audycji Analizy, że pojawienie się takich informacji oznacza, że komitywa pomiędzy Antonim Macierewiczem a Zbigniewem Ziobrą, która trwała przez jakiś czas, już się skończyła. Piątek dodał, że świadczą o tym także inne sygnały, które dostaje.

Macierewicz jest w PiS skończony, a Ziobro, który jakiś czas temu zawarł z nim taktyczny sojusz – taktyczny, bo panowie się nie lubią – teraz odcina się na gwałt

– powiedział Piątek.

Jarosław Kaczyński wierzy w zamach?

Prowadząca rozmowę Agata Kowalska zwracała jednak uwagę, że zwolennikiem tezy, iż pod Smoleńskiem doszło do zamachu, jest sam Jarosław Kaczyński. Z tą opinią Piątek się nie zgadza. Jak przypominał, ostatnio przez parę miesięcy prezes PiS mówił już tylko, że nie dowiemy się, jaka była prawda już być może nigdy i chodzi jedynie o to, żeby postawić pomniki. Kaczyński, zdaniem Piątka, od dawna nie wierzy już w to, co twierdzi Macierewicz.

W tym, co dzieje się teraz, chodzi o wygaszenie Antoniego Macierewicza jako postaci na scenie politycznej. Myślę, że PiS do tego dąży i chce, by Macierewicz odszedł. Daje mu wyraźne sygnały, że powinien odejść

– mówił Piątek. Kowalska zauważyła jednak, iż te zdarzenia, w tym ujawniona przez TOK FM opinia biegłych dla prokuratury uderzają wprawdzie w Macierewicza, ale też, rykoszetem w cały PiS. Zdaniem Piątka rządząca partia wyjaśni to swojemu elektoratowi w bardzo prosty sposób: będzie udawać, że tego, co mówiło się wczoraj, nie było.

Przyszłość Antoniego Macierewicza

Tomasz Piątek jest zdania, że Antoni Macierewicz może chcieć jeszcze liczyć się w polityce, do dziennikarza docierają bowiem głosy, że były minister obrony może planować założenie własnej partii, „polskiego Jobbiku”, wykorzystać fakt, że polscy nacjonaliści nie mają przywódcy.

Zdaniem Piątka to, że prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie jego książki „Macierewicz i jego tajemnice”, może być rodzajem ostrzeżenia wobec Macierewicza – żeby takich ruchów politycznych nie podejmował.

Wiceszef KE Frans Timmermans zabrał głos ws. Białej Księgi polityków PiS wyjaśniającej zmiany w sądownictwie.

„To, co chcemy zobaczyć, to kroki do przodu. „Biała księga” nie zawiera konkretnych odpowiedzi na rekomendacje. Muszę podkreślić, że jeśli ta koncepcja, że masz prawo do reformowania wymiaru sprawiedliwości (…) jest rozumiana jako prawo do podporządkowania wymiaru sprawiedliwości kontroli politycznej, to mamy problem” – powiedział wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Dodał, że Bruksela będzie kontynuowała procedurę praworządności przeciwko Polsce.

Frans Timmermans powtórzył zastrzeżenia Brukseli dotyczące reform sądownictwa w Polsce. Stwierdził, że dotychczasowe odpowiedzi rządu w Warszawie i tezy zawarte w „białej księdze” nie odpowiadają na zastrzeżenia Komisji. Podczas posiedzenia unijnych ministrów do spraw europejskich przedstawiciele Niemiec, Hiszpanii, Francji i Holandii wskazywali także na błędne porównania zawarte w „białej księdze” z rozwiązaniami w ich systemach sądowniczych. Po raz kolejny ministrowie wrócą do dyskusji o Polsce w kwietniu.

Co na to pisowski rząd? Upiera się, że zarzuty Komisji wynikają z nieporozumienia, że w Polsce nie występuje ryzyko dla praworządności, a konstytucyjność żadnej z ustawy nie została podważona!

Stustronicowa „Biała Księga” polskich reform wymiaru sprawiedliwości nie zrobiła wrażenia w Komisji Europejskiej. Dziś upływa termin polskiej odpowiedzi na unijne zalecenia w ramach procedury naprawy praworządności w Polsce i Biała Księga nie została potraktowana jako odpowiedź na te zalecenia: „To, co chcemy zobaczyć, to kroki do przodu. Aby je wykonać, potrzebujemy konkretnych odpowiedzi na rekomendacje, które przesłaliśmy. Biała księga nie zawiera konkretnych odpowiedzi na rekomendacje”– stwierdził j wiceszef KE Frans Timmermans. Dalej było jeszcze gorzej: stwierdził, że polskie władze wykorzystują fakt, że Unia nie reguluje, jak konkretnie ma być zorganizowany wymiar sprawiedliwości do tego, by poddać go kontroli politycznej: „Jeśli prawo do reformowania wymiaru sprawiedliwości jest tak rozumiane – to mamy problem” – stwierdził.

Prezydencki wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański skomentował, że nie można polskiemu parlamentowi odbierać prawa do suwerennego decydowania o reformach wymiaru sprawiedliwości. Czyli stały repertuar PiS: Unia zamachuje się na polską suwerenność.

Polska otwarta na dialog, Komisja nie kupuje jej argumentów

Wypowiedź Timmermansa nie pozostawia wątpliwości: Komisja nie ma zamiaru udawać, że kupuje którykolwiek z argumentów polskiego rządu: że reforma jest konieczna dla poprawy sprawności i sprawiedliwości polskich sadów, że wprowadzane rozwiązania funkcjonują w innych krajach UE, i nikt się nie czepia, i że Polska jest otwarta na dialog.

Zapowiedziano kolejną dyskusję o polskiej praworządności na kwietniowym posiedzeniu unijnych ministrów ds. europejskich.

Co to oznacza?

Że weszliśmy w tryb permanentnego „dialogu”. Nie skończy się on ani wycofaniem się polskiego rządu z „reform”, ani głosowaniem nad sankcjami dla Polski, co jest ostatnim akordem procedury z art. 7 Traktatu o UE. Nie byłoby wymaganej jednomyślności, więc Unia okazałaby swoją słabość. Gorzej: bezradność w egzekwowaniu od państw członkowskich poszanowania wartości UE.

Po stronie polskich władz będzie zaś deklarowanie woli dialogu i – od czasu do czasu – jakieś ustępstwo, jak nagłe wycofanie z Sejmu nowelizacji ustawy o KRS przewidującej, że pierwsze posiedzenie KRS zwoła Julia Przyłębska. Po stronie Unii będzie stała presja i patrzenie polskiemu rządowi na ręce. Ale wiele to praworządności w Polsce nie uratuje.

Co może tej praworządności pomóc?

Trybunał Sprawiedliwości UE. Może on zrobić w sprawie sędziów to, co zrobił w sprawie Puszczy Białowieskiej: wydać postanowienie tymczasowe o wstrzymaniu egzekwowania wchodzącej w życie 3 kwietnia ustawy o SN, która usuwa z niego ponad połowę sędziów. I wstrzymaniu egzekwowania ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Jednak wcześniej Komisja Europejska musiałaby zaskarżyć do tego Trybunału ustawy o SN i KRS.

Andrzej Celiński i internauci odnieśli się do wypowiedzi marszałka seniora Kornela Morawieckiego na temat Żydów.

Janusz Palikot odniósł się do działań Kościoła ws. całkowitego zakazania aborcji w Polsce.

„NIK zbada drugie pensje PiS!! Zapasowe wynagrodzenia wypłacane „w systemie miesięcznym”. Uzasadnień brak, istnieje prawdopodobieństwo, że 70-75 tys. kwoty wypłacono pod pozorem „nagród”. Czołowi politycy PiS nie wiedzieli, że to są nagrody” – poinformował na Twitterze poseł PO Krzysztof Brejza. Do swojego wpisu dołączył zdjęcie dokumentu, pod którym podpisał się prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Decyzja Izby to odpowiedź na wniosek Brejzy złożony w połowie lutego. Poseł prosił NIK o pilną kontrolę systemu wynagradzania ministrów i wiceministrów w rządzie Beaty Szydło, włączając w to nagrodę przyznaną sobie samej przez byłą premier. Brejza chce, by ustalono: kiedy zostały przyznane nagrody, czy zostało sporządzone uzasadnienie do każdej z nich, a także czy „doszło do złamania prawa i stworzenia nieznanego polskiemu prawu systemu drugiej pensji, będącej stałym dodatkiem do wynagrodzenia za realizację swoich normalnych obowiązków”.

 „Wszystko wskazuje na to, że przyznane przez Beatę Szydło nagrody są tak naprawdę sposobem na ominięcie przepisów o wynagradzaniu ministrów. Świadczy o tym fakt, że bardzo wysokie nagrody w zbliżonej kwocie dostali bez wyjątków wszyscy ministrowie rządu, nawet ci, którzy zostali zdymisjonowani” – mówił Brejza po złożeniu wniosku. Według posła PO, mamy dziś do czynienia z „chciwą zmianą” PiS. – „To nie są żadne nagrody, to są drugie pensje” – ocenił poseł PO.

„Sejmowy festiwal pogardy i nienawiści do kobiet trwa. Właśnie odebrano głos organizacjom pozarządowym, posłom opozycji i przegłosowano projekt zakazu aborcji w Komisji „Sprawiedliwości” i „Praw Człowieka”. Nadal uważacie, że tego nie zrobią?” – pytają na Facebooku organizatorki „Czarnego Piątku” z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Odpowiedzią środowisk kobiecych na głosowanie posłów PiS ma być demonstracja zaplanowana w Warszawie o 16.00 w najbliższy piątek, 23 marca.

„Bądźcie z nami, szykujcie się na Warszawę. Cokolwiek się stanie, nie pójdzie im z nami tak łatwo” – piszą działaczki z OSK. – „Taki to jest moment. Taka to jest straszna, przedostatnia nasza walka o godność i wolność Polek. O to, żeby Polska nie była dla nas wyłącznie piekłem”.

Wystosowały też apel do polityków opozycji. – „Potrzebujemy – posłanki i posłowie – żebyście były i byli przy nas, żeby chronić nas przed coraz brutalniejszą policją, atakującą pokojowe zgromadzenia na funkcjonariuszy szeregowego posła Jarosława. Nie jedna posłanka. Nie jeden poseł” – czytamy na Facebooku OSK.

W organizację protestu włączyły się – poza OSK – Warszawskie i Łódzkie Dziewuchy, Radomska Inicjatywa Kobieca, Nie Składamy Parasolek z Katowic, Śląskie Perły, Feministyczna Brygada Rewolucyjna, Protest Kobiet i kilkanaście innych.

Tymczasem polski oddział Amnesty International zbiera podpisy pod apelem do prezydenta, premiera, parlamentarzystek i parlamentarzystów o odrzucenie projektu ustawy, zaostrzającej prawo aborcyjne. Organizacja przypomina, że polskie prawo aborcyjne już teraz jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie.