Tag Archives: Joanna Mucha

Korupcja wg PiS, nowotwór zawłaszczania państwa dotarł wszędzie

Zwykły wpis

Marek Szewczyk, były naczelny „Konia Polskiego” ujawnił na swoim blogu Hipologika.pl. skandaliczne praktyki odkryte w cieszących się do niedawna dobrą sławą polskich stadninach koni. Dowodzi, że unikatowe konie czystej krwi wywieziono z Polski za granicę na podstawie zeskanowanych podpisów. Chodzi głównie o urodzonego w marcu 2017 r. Ermitage jednego z najbardziej obiecujących ogierków w polskiej hodowli konia arabskiego syna multiczempionki Emandoriii. Dodaje, że w wątpliwy sposób dzierżawiono też inne cenne konie z Michałowa: klacze Emandorię, Pustynię Kahila i Galeridę oraz ogiera Equatora.

„Samo dzierżawienie nie jest niczym nietypowym.  Jednak pierwszy raz spotykam się z dzierżawą przeprowadzoną w taki niechlujny sposób” – pisze Szewczyk. „Niestety, sposób dzierżawy niektórych klaczy można uznać za okradanie stadnin. Pytanie tylko w czyim interesie” – mówi. „Przykładem może być Emandoria, która jest multiczempionką, a wydzierżawiono ją bez opłaty dzierżawnej, a zyskiem dla stadniny jest tylko ewentualne 50 proc. wygranych pieniężnych na pokazach” – mówi.

Co na to Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, któremu podlegają stadniny. Jak informuje „Rzeczpospolita” z dokumentów ośrodka, wynika, że bez umowy za granicą przebywał ogierek Ermitage. (…) „Pozostałe konie przebywały lub przebywają za granicą zgodnie z zawartymi umowami”– odpowiedział rzecznik KOWR Mariusz Rytel.

Milczeniem pominął fakt skanowanych podpisów, ale akurat tę informację potwierdziło Ministerstwo Rolnictwa w odpowiedzi na interpelację posła Jarosława Sachajki z Kukiz’15. „Skan umowy dostarczony 4.09.2018, podpis dzierżawcy również zeskanowany, podpis prezesa SK Michałów jest oryginalny” – taką adnotację ministerstwo zamieściło przy Pustyni Kahila i Galeridzie.

Ujawnia jednak fakt, że w umowie dotyczącej tej drugiej klaczy nie wszystko się zgadza. „Sprzeczne informacje – klacz zostaje przekazana nieźrebna, w dalszej części akapitu widnieje zapis, że klacz jest jednak źrebna” – pisze resort w odpowiedzi na interpelację.

Wiele wskazuje na to, że problemy z dzierżawą mogły mieć miejsce również w innej stadninie koni arabskich: w Janowie Podlaskim. Posłanka PO Joanna Mucha złożyła przed kilkoma dniami zawiadomienie do CBA w sprawie stadnin, a jednym z powodów jest sprawa dzierżawy słynnej janowskiej klaczy Pingi.

Pinga wygrała w tym czasie jeden z pokazów na Bliskim Wschodzie, stadnina zapewnia, że przelała nagrodę w wysokości 75 tys. euro, jednak zdaniem ministerstwa środki nie trafiły na konto stadniny. „Zachodzą podejrzenia o przywłaszczenie wyżej wymienionej kwoty przez członka zarządu stadniny”– pisze Mucha.

Sytuację w stadninach śledzi również Posłanka PO Joanna Kluzik-Rostkowska i przypomina, że „w 2016 r. prezesów stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie, czyli Marka Trelę i Jerzego Białoboka, odwołano m.in. z powodów rzekomych nieprawidłowości w dzierżawie klaczy. Przeprowadzono audyty w stadninach, których wyników nigdy nie poznaliśmy. Nieoficjalnie wiadomo, że zarzuty się nie potwierdziły. Za to porządny audyt przydałby się teraz – podpowiada Rostkowska.

Pisowska korupcja dotyka każdej dziedziny życia. Nawet w stadninach koni, z których wywieziono unikalne konie na podstawie podrobionych dokumentów.

Depresja plemnika

W miarę jak kolejne media ujawniają bulwersujące kulisy afery korupcyjnej w Komisji Nadzoru Finansowego, odsłaniając elementy przeprowadzanego z całą bezwzględnością procesu doprowadzania prywatnych banków na skraj upadku, by następnie je “uratować” poprzez przejęcie przez państwo, rośnie napięcie wewnątrz obozu władzy, a oczom obserwatorów ukazuje się bezwzględna walka frakcji walczących o wpływy. Oderwanie obozu władzy od rzeczywistości jest totalne – moment ujawnienia skandalicznego procederu i idącej w dziesiątki milionów rocznie łapówki wykorzystują nie do zdiagnozowania problemu i jego zwalczenia, a do zabezpieczenia własnych interesów, najlepiej kosztem politycznych rywali wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy.

Dobro państwa już dawno nie jest najważniejsze – liczy się władza i jej utrzymanie za wszelką cenę. Nie ma nawet cienia szansy na powołanie komisji śledczej czy rzetelne śledztwo, na które naciska opozycja oraz pewnie już wkrótce opinia publiczna. Do tej pory PiS był teflonowy i ujawnianie mniejsze lub większe afery (w sieci krąży już nawet lista 100 takich…

View original post 3 631 słów więcej

Dla PiS niepełnosprawni to nie elektorat

Zwykły wpis

Nie zostanie więc wprowadzony m.in. „urlop wytchnieniowy” dla tych wszystkich, którzy opiekują się takimi osobami ani elastyczny czas pracy i ochrona w pracy dla opiekunów osób niesamodzielnych. – „Wyrzucenie projektu ustawy do kosza jest symbolem tego, w jaki sposób władza traktuje osoby z niepełnosprawnością” – powiedziała posłanka PO Joanna Augustynowska.

W projekcie zapisano także urlop opiekuńczy do 6 miesięcy w celu sprawowania opieki, który pozwalałby „powrócić do pracy tym wszystkim, którzy chwilowo będą zobowiązani do tego, żeby się zająć swoimi bliskimi”. W Polsce przybywa bowiem osób starszych niesamodzielnych i niedołężnych, które wymagają opieki osób bliskich. Projekt zakładał, że rodziny i same osoby niesamodzielne miałyby dysponować specjalnym czekiem opiekuńczym o wartości 1000, 800 lub 600 złotych miesięcznie. Wysokość czeku zależałaby od orzeczonego stopnia niesamodzielności.

Debacie w tej sprawie chciał przysłuchiwać się Adrian Glinka, jeden z uczestników protestu niepełnosprawnych w Sejmie. Nie został jednak wpuszczony do budynku. Kancelaria Sejmu napisała, że „jego wstęp z uwagi na wcześniejsze jego zachowanie i na protest jest obecnie zawieszony”.Posłanka Augustynowska zapowiedziała, że złoży oficjalne zapytanie do Kancelarii Sejmu, jakie złe zachowanie Adriana Glinki powoduje, że ma zakaz wstępu do Sejmu.

Zdaniem Glinki najważniejszym zapisem w projekcie było powołanie asystenta osoby niepełnosprawnej. – „Nie powinniśmy się go domagać, powinniśmy go mieć. Nie powinniśmy o niego prosić, nie powinniśmy żadnych wniosków składać, tylko powinniśmy mieć to zagwarantowane przez poprzez opcję, która rządzi naszym krajem” – powiedział Glinka. Posłanka Marzena Okła-Drewnowicz zapowiedziała, że projekt ustawy Platforma złoży teraz w Senacie.

PiS jedno mówi, drugie robi 👉Właśnie odrzucił ustawę wspierającą osoby niesamodzielne 😡 nawet nie pozwolił na jej procedowanie 🤷🏻‍♀️

Holtei

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała…

View original post 3 700 słów więcej

Opozycja coraz bliżej zwycięstwa. PiS zamieść na śmietnik historii, a Kaczyńskiego postawić przed Trybunałem

Zwykły wpis

>>>

Miliony złotych przeznaczone na przeciwdziałanie przestępczości, idą na konferencje i kampanie reklamowe o rodzinie i rozwoju społecznym – promujące politykę rządu PiS. Organizują je stowarzyszenia i fundacje powiązane z PiS. Wszystko to za sprawą zmian w funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości, wprowadzonych w 2017 roku przez Zbigniewa Ziobrę

Jeszcze niedawno środki z Funduszu Sprawiedliwości przeznaczane były na pomoc pokrzywdzonym w wyniku przestępstw i osobom zwalnianym z więzień po odbyciu kary. Programy wsparcia przygotowywały znane organizacje, które miały ekspertów i doświadczenie w tej dziedzinie.

Ale to się zmieniło. Dziś pieniądze z Funduszu trafiają do organizacji powiązanych z PiS, których nazwy większości Polaków nic nie powiedzą. A potem dalej – do zaprzyjaźnionych firm i agencji reklamowych. Idą m.in. na konferencje z udziałem rządzących i kampanie reklamowe, promujące politykę rządu PiS – które na siłę podciąga się pod „przeciwdziałanie przestępczości”.

Szczegóły tych projektów trudno poznać. Jak pisaliśmy wczoraj na OKO.press, Ministerstwo Sprawiedliwości, które decyduje o rozdziale pieniędzy z Funduszu, odmówiło nam udostępnienia informacji o działaniach organizacji opisywanych w dzisiejszym tekście, przywołując absurdalne argumenty – 0 RODO, tajemnicy przedsiębiorstwa i ryzyku kradzieży pomysłów na „innowacyjne działania”.

Anty-Rama i 8Bteam: „Prawa rodziny”

14 października 2017 roku. W Sejmie rozpoczyna się pierwsza ogólnopolska konferencja „Prawa rodziny – rdzeń współczesnej demokracji”. Wśród gości m.in. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i szefowa resortu pracy, Elżbieta Rafalska. Są też posłowie PiS i Solidarnej Polski. Patronat dał prezydent Andrzej Duda.

Organizatorem konferencji jest Narodowy Komitet Obchodów Dnia Praw Rodziny, powołany w 2017 roku z inicjatywy Parlamentarnego Zespołu na rzecz Katolickiej Nauki Społecznej (przewodniczącym Komitetu jest szef zespołu – poseł Tadeusz Woźniak, wiceprzewodniczącymi ministrowie z kancelarii premiera i prezydenta – Beata Kempa i Andrzej Dera, a członkami m.in. ministrowie Ziobro i Rafalska).

Dzień wcześniej – 13 października – na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości pojawia się ogłoszenie. Resort zaprasza do udziału w I konkursie o granty ze środków Funduszu Sprawiedliwości, na przeciwdziałanie przyczynom przestępczości. Na złożenie ofert jest tylko tydzień. Na realizację projektów – półtora miesiąca.

Jedną z dotacji w I konkursie – 525 953 złote – dostaje łódzkie Stowarzyszenie Anty-Rama. Środki mają zostać przeznaczone na zorganizowanie 16 wojewódzkich konferencji zatytułowanych „Prawa rodziny – rdzeń współczesnej demokracji” – identycznie jak konferencja w Sejmie z 14 października.

W broszurze podsumowującej projekt, Anty-Rama napisze potem: „Cykl konferencji wojewódzkich został zapoczątkowany 14 października w Sejmie, gdzie odbyła się pierwsza ogólnopolska konferencja z okazji obchodów Dnia Praw Rodziny”.

Stowarzyszenie Anty-Rama powstało w 2010 roku. Swoją misję opisuje szeroko: od „działań na rzecz integracji i reintegracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym”, przez upowszechnianie sportu, po promocję Polski za granicą. Ale ślady jego działania trudno znaleźć – strona internetowa nie działa, a dwa posty na Facebooku są z października 2017 roku. Nie odpowiedziało też na pytania OKO.press.

Do czerwca 2018 roku

szefem Anty-Ramy był Grzegorz Dębowski – członek Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego; w latach 2011-2015 dyrektor biura senatora PiS prof. Michała Seweryńskiego (obecnie wicemarszałka Senatu).

Dębowski jest też głównym właścicielem spółki 8Business i „business menagerem” w agencji wizerunkowej 8Bteam, która mieści się pod tym samym adresem, co Anty-Rama. To 8Bteam odpowiadała za pracowanie graficzne, skład i korektę wspomnianej wcześniej broszury, podsumowującej cykl konferencji zorganizowanych przez Anty-Ramę ze środków Funduszu Sprawiedliwości.

Fundacja Narodowego Dnia Życia: „Rodzina – źródło podstaw i relacji”

Do pomocy w organizacji 16 wojewódzkich konferencji o prawach rodziny Anty-Rama zaprosiła Fundację Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia.

Od kilkunastu lat fundacja ta organizuje kampanie związane z obchodami Narodowego Dnia Życia. W marcu 2018 roku organizowała Narodowy Kongres Rodziny, na Stadionie Narodowym w Warszawie. Prelegentami byli: wicepremier Beata Szydło, ministrowie Rafalska i Ziobro, a także senator Michał Seweryński. A głównym sponsorem – PZU. Za marketing Kongresu, działania PR-owe, stworzenie strony internetowej, relację foto odpowiadała agencja 8Bteam.

W czerwcu 2018 roku Fundacja Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia dostała 867 240 zł w III edycji konkursu o dotacje z Funduszu Sprawiedliwości. Nie odpowiedziała na pytania OKO.press, na co przeznaczy lub przeznaczyła pieniądze. Jednak na jej stronie internetowej można znaleźć ogłoszenie o przetargu na realizację kampanii informacyjno-promocyjnej “Rodzina – źródło postaw i relacji”. Prawdopodobnie właśnie na tę kampanię otrzymała dofinansowanie z Funduszu Sprawiedliwości.

Przetarg na realizację kampanii – za 319 tys. złotych – ogłoszony przez Fundację wygrała spółka 8Business,

Fundacja Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia dostała również dofinansowanie w IV konkursie o środki z Funduszu Sprawiedliwości. Postępowanie przebiegło ekspresowo – 29 czerwca 2018 roku na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości ukazało się ogłoszenie o konkursie, a już 18 lipca Fundacja przesłała gotową ofertę. Była jedynym podmiotem, który się zgłosił (a do rozdysponowania było 25 mln złotych). 30 lipca ogłoszono zwycięzcę – czyli Fundację. Nie podano jednak do publicznej wiadomości, ile pieniędzy dostanie.

W informacji o rozstrzygnięciu konkursu resort napisał, że „o wysokości kwoty przyznanej dotacji oraz o szczegółach zawarcia umów, podmiot [czyli Fundacja – przyp red.] zostanie poinformowany w oddzielnej korespondencji”.

Wiadomo tylko, że Fundacja ma zorganizować kampanię na temat „właściwych zachowań niechronionego uczestnika ruchu drogowego”. W ramach akcji przygotowane zostaną broszury dla wszystkich uczniów szkół podstawowych w Polsce oraz kamizelki odblaskowe. Towarzyszyć jej będzie kampania medialna.

Fundacja Wyszehradzka: kongres polityczno – społeczny  

W I i III edycji konkursu o dotacje z Funduszu Sprawiedliwości pieniądze dostała również Fundacja Wyszehradzka. Zarejestrowano ją w Łodzi, 31 maja 2017 roku – niespełna pięć miesięcy przed ogłoszeniem I konkursu. Jej prezes – Alan Paczuszka uczestniczył w co najmniej czterech konferencjach o prawach rodziny, organizowanych przez Stowarzyszenie Anty-Rama, we współpracy z Fundacją Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia. Ale Fundacja Wyszechradzka nie opowiedziała nam na pytanie o związki łączące Paczuszkę z tymi organizacjami.

Na swojej stronie internetowej Fundacja pisze, że „mając na względzie obecną sytuację geopolityczną stawia sobie za cel budowanie, oraz doskonalenie wzajemnej współpracy i relacji pomiędzy państwami V4” oraz, że jej ambicją jest „promocja tradycji słowiańskich, oraz regionalnych Polski, Węgier, Czech i Słowacji”. Jedynym wydarzeniem, którym się chwali, jest konferencja dotycząca przyszłości polskiej polityki zagranicznej, zorganizowana na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Alan Paczuszka (rocznik 1993) był przewodniczącym koła naukowego „Expressis Verbis” działającego na tym wydziale.

W ramach I konkursu Fundacja Wyszehradzka dostała 253 341 złotych. Nie odpowiedziała nam, na co konkretnie wydała pieniądze. Napisała jedynie, że chodziło o „organizację konferencji i debat dotyczących przeciwdziałania przyczynom przestępczości”.

Nie wiemy też, ile Fundacja dostała w III konkursie – Ministerstwo Sprawiedliwości nie opublikowało tej informacji. Wiadomo jednak, że musi to być duża kwota, bo Fundacja zorganizuje z niej w październiku 2018 roku w ICE Kraków Congress Centre dwudniowy „polityczno-ekonomiczny kongres”, w trakcie którego formułowane będą „postulaty zmiany prawa oraz rekomendacje służące rozwojowi gospodarczemu i społecznemu.” Przewodniczącym rady programowej kongresu jest prof. Arkadiusz Adamczyk – doradca marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Sam Kuchciński ma być gościem imprezy. Weźmie w niej również udział minister Ziobro.

Fundacja zorganizowała już przetarg na „kompleksową organizację i obsługę dwudniowej konferencji dla maksymalnie 1000 osób”. Na złożenie ofert było osiem dni. Zgłosiła się jedna firma – 8Business. Będzie odpowiadała za wszystko – od obsługi technicznej i budowy strony internetowej, przez scenografię, po dostarczenie reklamowych smyczy i upominków.

Drugi przetarg – na „obsługę wideo, obsługę fotograficzna i realizację spotu reklamowego” wygrał Kamil Holwek, prezes 8Business. Także był jedynym oferentem.

Fundusz już Prawa i Sprawiedliwości 

Fundusz Sprawiedliwości działa od 2012 roku. Od początku jego podstawowym celem były:

  • pomoc pokrzywdzonym, świadkom przestępstw i ich najbliższym
  • oraz pomoc osobom zwalnianym z zakładów karnych i członkom ich rodzin.

Fundusz dysponuje setkami milionów złotych, które pochodzą m.in. z nawiązek nakładanych przez sądy na skazanych oraz z potrąceń od wynagrodzeń więźniów, którzy pracują w czasie odsiadki.

Kiedyś zadania z pieniędzy Funduszu mogły realizować głównie NGO-sy (z bardzo niewielkimi wyjątkami). Pieniądze – na konkretne projekty – dostawały takie organizacje jak Centrum Praw Kobiet, Fundacja „Dzieci Niczyje” czy Fundacja SOS Dla Rodziny.

Zasady radykalnie zmieniono w połowie 2017 roku. Teraz środki z Funduszu mogą otrzymywać nie tylko NGO-sy, ale też podmioty publiczne (sądy, prokuratury, policja). Zmiany skrytykowały organizacje pozarządowe. Druzgocący raport o funkcjonowaniu Funduszu po zmianach opracowała Najwyższa Izba Kontroli. Alarmowała, że Ministerstwo Sprawiedliwości złamało prawo przekazując 25 mln złotych z Funduszu na… działalność CBA. Aż 100 mln złotych zasiliło Ochotniczą Straż Pożarną. Pisaliśmy o tym szczegółowo w ubiegłym miesiącu.

W Funduszu wprowadzono także inną istotną zmianę. Ministerstwo Sprawiedliwości może teraz finansować z niego projekty, które mają „przeciwdziałać przyczynom przestępczości”. To bardzo szerokie i ogólnikowo opisane zadania, jak np.: organizowanie akcji i przedsięwzięć informacyjnych, konferencje, przygotowywanie broszur i publikacji.

Do tej pory odbyło się pięć konkursów o dofinansowanie działań związanych z „przeciwdziałaniem przyczynom przestępczości” (II konkurs został unieważniony). W każdym pula pieniędzy była inna – od 10 do 25 mln zł.

Jak pisaliśmy na OKO.press, wiele organizacji, które dostały pieniądze w tych konkursach, nie miało żadnego doświadczenia w przeciwdziałaniu przyczynom przestępczości. Większość pielęgnowała za to wartości chrześcijańskie. Pieniądze dostały m.in. Fundacja Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka (641 200 złotych) oraz założona przez Rydzyka Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu (145 785 złotych).

Wyniki V edycji konkursu nie są jeszcze znane. Na liście 32 zgłoszonych projektów, znów znajdują się Fundacja Lux Veritatis  oraz Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Mam prośbę do wszystkich zwolenników poglądu, że PO to w istocie to samo, co PiS. Niech pokażą zestawienie ile Platforma przekazała środków z budżetu na pana Rydzyka w latach 2007-2015. Te dane na pewno są dostępne. Można zapytać też – będzie wiedział. To czekam.

Wybory samorządowe już za mniej niż dwa miesiące – 21. października 2018 roku pójdziemy do urn wyborczych, by wybrać rządzących naszymi lokalnymi ojczyznami. Będą to też pierwsze wybory od 2015 roku, gdy całkowitą władzę w kraju przejęło Prawo i Sprawiedliwość, które systematycznie przejmuje kolejne instytucje państwa oraz centralizuje władzę, przekonując że to Komitet Polityczny PiS, urzędujący w siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie najlepiej wie, co jest najlepsze dla obywateli, najlepiej zadba o sprawiedliwość w sądach, zarządzanie w urzędach i spółkach Skarbu Państwa oraz najlepiej zagwarantuje sprawne funkcjonowanie samorządów.

Przez trzy lata rządów, krok po kroku partia rządząca obdzierała z kompetencji organy władzy samorządowej, nieraz dublując i stawiając wyżej uprawnienia wojewodów. Mniejszą samorządność jednostek samorządu terytorialnego obciąża na dodatek wieloma dodatkowymi zobowiązaniami, wynikającymi z realizowania polityki rządowej – jak chociażby obsługę flagowego programu “Rodzina 500+”, wdrożenie fatalnej deformy edukacji czy ostatnio postawienie wyżej interesów deweloperów, którzy będą mogli ignorować plany zagospodarowania przestrzennego gmin, byle tylko udało się choćby częściowo zrealizować program “Mieszkanie Plus”. Warto zauważyć, że w takim działaniu jest pewna perfidia – zasługi z tytułu funkcjonowania tych programów czy reform zgarnia władza centralna, zaś ewentualne problemy z ich funkcjonowaniem obciążają lokalnych włodarzy. Dziś jednak, gdy rozpoczyna się kampania samorządowa i nadchodzi czas przedstawienia konkretnych rozwiązań stricte samorządowych, Prawo i Sprawiedliwość zdaje sobie sprawę, że jest nagie. Tym bardziej, gdy opozycja w końcu odrobiła lekcje i przeszła do długo nie widzianej ofensywy programowej, braki programowe partii rządzącej są bardzo widoczne.

Miniony tydzień, pierwszy w ramach oficjalnej już kampanii wyborczej pokazuje, że pomysł PiS na ten wyścig może bardzo mocno wyjść partii bokiem. Tylko w ciągu ostatnich siedmiu dni zaliczyli na wyborczym ringu dwa knock-downy. Pierwszym było kuriozalny spin o tym, że Platforma Obywatelska nie ma żadnego programu dla samorządów i skupia się jedynie na przekazach anty-PiS. Nie minął dzień i okazało się, że program PO od października zeszłego roku wisi na stronach internetowych tej partii, tymczasem na stronie PiS można znaleźć jedynie program z 2014 roku. Na dodatek politycy opozycji skierowali do premiera Morawieckiego wezwanie – kontrę, by program samorządowy partii rządzącej przedstawili, skoro tak dużo o nim mówią – wówczas w sztabie, dowodzonym przez europosła Tomasza Porębę, zrobiło się gorąco. Po telefonie na Nowogrodzką, ze znanym z kultowego filmu “Apollo 13” stwierdzeniem “Nowogrodzka, mamy problem!”, wymyślono naprędce spot z pytaniami do Platformy Obywatelskiej.

Niestety, w gruncie rzeczy akcja “Pytania do opozycji” tylko podkreśliła mizerię programową PiS w zakresie polityki samorządowej. Na czym bowiem się skupiono? Na kwestii wieku emerytalnego, na 500+, na 300+ czy na uszczelnieniu systemu podatkowego – czyli na programach w oczywisty sposób niezwiązanych z polityką samorządową. Co gorsza, pytanie o treści “co opozycja zrobiła dla uszczelnienia VAT” jest dla rządzących zabójcze, bowiem ostatni raport NIK wprost ujawnił, że to właśnie uchwalone w poprzedniej kadencji solidarna odpowiedzialność dostawców w branżach wrażliwych oraz przede wszystkim Jednolity Plik Kontrolny są głównym, obok oczywiście koniunktury gospodarczej, źródłem sukcesu podatkowego obecnego obozu. Umyka także fakt, iż to PiS zniosło wyspecjalizowane w walce z mafiami podatkowymi Urzędy Kontroli Skarbowej oraz zainicjowało zniesienie sankcji za oszustwa podatkowe. Posłowie Platformy Obywatelskiej nie przespali okazji i celnie to wypunktowali, niwecząc całkowicie cel, jaki miał osiągnąć naprędce wymyślony post.

Kolejnego dnia było jeszcze gorzej. Rządzący na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej, promującej hasło #DobryProgram oraz prezentujący billboard “PiS odebrał złodziejom miliony i dał je dzieciom”, mający być odpowiedzią na akcję opozycji, po raz kolejny obnażyli, że w ramach samorządu nie mają się czym pochwalić. Znów usłyszeliśmy o 500+, wzroście PKB czy spadku bezrobocia. W kwestii programu samorządowego jedyne, co sztab Tomasza Poręby może w tej chwili zaoferować, to ogłaszane systematycznie w regionach obietnice 5 kluczowych działań dla danego województwa. Tyle tylko, że i tutaj mizeria jest olbrzymia – tylko okazjonalnie pojawiają się tam zapowiedzi leżące w kompetencjach samorządów. Większość to zapowiedzi nowych szlaków komunikacyjnych, nowych linii kolejowych, “Mieszkanie Plus” czy dofinansowanie wybranych placówek medycznych (też decyzje centralne). Program dla regionów Prawa i Sprawiedliwości jawi się niczym oferta do obywateli – zrezygnujcie ze swojej samorządności na rzecz zarządzania centralnego, a my o Was zadbamy tak, jak nikt inny nie zadbał. Zresztą to oferta “kopiuj – wklej” do tej, która ma miejsce w kwestii demontażu trójpodziału władzy, gdzie władza wykonawcza oferuje dbałość o każdy aspekt naszego życia i stanie na straży prawa i sprawiedliwości w nadziei, że ta gigantyczna władza nie będzie nadużywana.

Politycy opozycji, w końcu zmobilizowani nie tylko w bezpośrednich starciach ale i w sieci bezlitośnie przyciskają PiS do muru, zmuszając polityków partii rządzącej do wpadek i nerwowych ruchów. Jeśli cała kampania wyborcza będzie taka, jak jej pierwszy tydzień, to PiS wcale nie może być pewne końcowego wyniku i wyborczej wygranej.

>>>

>>>

Władza PiS rozbroiła naszą obronność

Zwykły wpis

Według I Prezes SN, Komisja Europejska sprawia wrażenie, jakby wierzyła w otwartość polskiego rządu. – „KE uwierzyła, że są prowadzone realne, prawdziwe negocjacje i jakieś ustępstwa naszego rządu, a to było tylko przeciąganie na czas. Aktualna władza nauczyła nas nierespektowania wykładni i reguł, do których byliśmy przyzwyczajeni. Stało się to normalne i dopuszczalne” – powiedziała prof. Małgorzata Gersdorf w wywiadzie dla agencji Reuters.

Wezwała Unię Europejską do szybszego podjęcia działań w sprawie pisowskich zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości. W przeciwnym razie nastąpią nieodwracalne zmiany. – „UE podjęła działania zbyt późno. Sędziowie zostaną zwolnieni i wtedy rząd się cofnie, ale nie będzie już jak się cofać, bo sędziów nie będzie” – powiedziała prof. Gersdorf.

W Sądzie Najwyższym pojawią się nowi sędziowie i zdaniem I Prezes przez lata będą tam występować istotne trudności w rozstrzyganiu spraw, ze względu na ich brak doświadczenia i brak ciągłości postępowania sądowego. – „Upolitycznienie polskich sądów, przed którym ostrzegała UE, dopiero pokaże swój pełny wpływ na funkcjonowanie sądów” – stwierdziła I Prezes SN.

Prof. Gersdorf zapowiedziała, że zrezygnuje ze stanowiska Pierwszego Prezesa SN dopiero po powołaniu jej następcy w sposób zgodny z Konstytucją.

Wczoraj gen. Różański mówił.

– Dzisiejsza defilada była pierwszą, w której nie uczestniczyłem. Byłem bardzo zajęty, nie traktuję tego jako manifestacji politycznej – powiedział w „Faktach po Faktach” gen. Mirosław Różański. Dodał, że sposób w jaki formowane są Wojska Obrony Terytorialnej „nie zwiększa naszego bezpieczeństwa”.

Były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych skrytykował szerokie używanie żołnierzy do celów reprezentacyjnych. – Mamy za dużo świąt. Kilka razy w miesiącu mamy jakieś święto. To może doprowadzić do irytacji u żołnierzy. Powinniśmy ograniczyć się do dwóch świąt – dzisiejszego i świąt pułkowych. Jeżeli żołnierze są prezentowani przy świętach kościelnych czy na otwarciach instytucji cywilnych to nie wpływa to dobrze na ich samopoczucie – ocenił gen Różański.

– Święto to czas do refleksji. Dzisiejsza refleksja jest smutna. Trzy lata temu usłyszałem od ministra Macierewicza, że armia jest w fatalnym stanie. Przez te trzy lata nic nie zostało zrealizowane. Nie można zauważyć postępu w zakresie modernizacji armii. Stoimy w miejscu, czyli się cofamy – stwierdził generał.

Gość „Faktów po Faktach” porównał dwóch ostatnich ministrów obrony narodowej. – Różnią się formą przekazu. Antoni Macierewicz był bardziej ekspresyjny, a Mariusz Błaszczak jest bardziej stonowany. Jednak w zakresie modernizacji armii zmiana nie nastąpiła – powiedział Różański. Dodał, że po zmianie na stanowisku ministra „na pewno współpraca na linii MON – prezydent układa się lepiej”.

Generał odniósł się również do dzisiejszych nominacji generalskich dokonanych przez prezydenta Andrzeja Dudę. – Najbardziej dla mnie kuriozalny awans to awans dla dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej, formacji która się dopiero tworzy. Mamy czasy, gdy awanse są rozdawane za lojalność i za deklarację bezkrytycznej współpracy z politykami – wyraził opinię Różański.

– WOT są absolutnie potrzebne, powinny być uzupełnieniem sił zbrojnych. Natomiast jeżeli ktoś wysuwa te wojska na pierwszy plan to jest to wielka nieodpowiedzialność. Nie można ich tworzyć kosztem wojsk operacyjnych – zaznaczył. – Nowy sprzęt trafia w pierwszej kolejności do WOT. To jest rabunek wojsk operacyjnych na rzecz Obrony Terytorialnej. Budowanie tej formacji w ten sposób nie zwiększa naszego bezpieczeństwa. Jeżeli w obecnej sytuacji na świecie chcemy budować bezpieczeństwo naszego kraju poprzez budowę kolejnych oddziałów lekkiej piechoty, to jest to nieodpowiedzialne – powiedział gen. Mirosław Różański.

Homilia bp Wacława Depo na Jasnej Gorze w Częstochowie (Depo o Konstytucji od 10 min).

Bardzo boleśnie powróciły w ostatnim czasie wypowiedzi, że w Polsce rządzi Konstytucja, a nie Ewangelia, że Konstytucja ma iść przed Ewangelią – mówił Depo.

Według portalu Karnowskich i Biereckiego, Obywatele RP to „lewacy” 😂 Źli „lewacy” blokują dobry ONR 🤯

„To niedopuszczalne, że w Warszawie, która tyle wycierpiała ze strony nazistów, organizowane są przemarsze takie same jak te w Berlinie sprzed lat” – powiedziała „GW” Anna Trąbecka, jedna z kilkudziesięciu osób, które próbowały zablokować wczorajszy marsz ONR.

Blokadę pod hasłem „Nacjonalizm to nie patriotyzm” zorganizowali Obywatele RP. Usiedli na asfalcie i skandowali: „Warszawa wolna od faszyzmu!”. Kontrmanifestanci przynieśli transparenty: „Patriotyzm to nie nacjonalizm”, „Faszyzm nie przejdzie” i „Faszyści precz z naszych ulic”. Część miała w rękach białe róże.

Narodowcy maszerowali z okazji 98 rocznicy Bitwy Warszawskiej. Z flagami Polski oraz sztandarami Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej z falangą przeszli przez Warszawę. Skandowali hasła: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa”.

Policja siłą usunęła kontrmanifestantów z trasy przemarszu narodowców. Funkcjonariusze wylegitymowali ponad 50 osób, które blokowały przemarsz. – W stosunku do części z nich skierujemy wnioski do sądu o ukaranie. Jeden mężczyzna, który miał popychać i szarpać policjanta, został doprowadzony do komendy” – poinformował Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji.

Urzędnicy stołecznego Ratusza tym razem nie podjęli decyzji o rozwiązaniu marszu ONR. – „Zgromadzenie nie straciło pokojowego charakteru, nie pojawiały się też hasła, które nawoływałyby do działań niezgodnych z prawem. Ale bardzo dokładnie przeanalizujemy wszystkie materiały ze zgromadzenia pod kątem ewentualnych dalszych działań” – tłumaczyła „GW” Agnieszka Kłąb, rzeczniczka prasowa urzędu miasta.

Waldemar Mystkowski pisze o defiladzie.

Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza

Największa defilada wojskowa po 1989 roku miała do spełnienia w istocie jeden cel – propagandowy. Czy został osiągnięty? W mniemaniu władzy propagującej swoją wielkość – na pewno. Jak reagowała publiczność? Raczej bawiła się w czas wakacji, refleksje pozostawiając na później bądź fachowcom. Właśnie – co z fachowcami? Czy dadzą się oszukać? Albo inaczej postawmy pytanie – czy fachowca można orżnąć?

Kilka twardych danych. W Defiladzie Niepodległości pokazanych zostało 200 wojskowych maszyn, 100 samolotów, a Wisłostradą przemaszerowało około tysiąca żołnierzy i 900 rekonstruktorów. MON ponadto podał informację, iż paradę oglądało 120 tys. osób, znając tę władzę należy zakładać, że podana liczba jest bardzo zawyżona.

Zwraca uwagę duża grupa rekonstruktorów, która nie powinna brać udziału w czymś tak poważnym, lecz nie powinna dziwić, bo jej rolą jest zaciemnianie rzeczywistych problemów. Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza, prezesa. Przepowiadałem, że może jak Breżniew, prezes Kaczyński zechce pomachać rączką do publiki, lecz jego stan zdrowia nie pozwolił na tę rekonstrukcję.

Obserwujący defiladę attaché wojskowi znają się na uzbrojeniu, więc część sprzętu musiała wzbudzić uśmiechy politowania, gdyż niektóre wyposażenia wojska polskiego nadaje się tylko do muzeum bądź do sprzedaży krajom Trzeciego Świata, co zresztą zamierzał uczynić poprzedni rząd.

Fachowcy przede wszystkim nie zobaczyli żadnego nowego sprzętu, który podnosiłby zdolności obronne kraju. Tak naprawdę Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak rozbrajali i rozbrajają polską armię, czyniąc ją coraz bardziej bezsilną. A prezydent Andrzej Duda nie potrafi się temu przeciwstawić, jest bezwolny.

Jedyny zaprezentowany nowy sprzęt na defiladzie to samoloty dla VIP-ów. Czy w ten sposób władza chce powiedzieć – trawestując Jerzego Urbana – my się obronimy. Zamontują działka na pokładzie gulfstreama, czy boeinga, wezmą słuszny kurs ucieczki na Zaleszczyki – którymi dzisiaj może być Budapeszt Viktora Orbana, a ten i tak ich wyda, gdy agresorem okaże się Putin, bo kto inny.

Ta defilada wojskowa jest proweniencji wschodniej, bizantyjskiej. Lecz do moskiewskich defilad ma się nijak, bo pod Kremlem zawsze jest prezentowany nowy sprzęt, a wśród publiki odbywa się parada szpiegów, którzy zlatują się do Moskwy z całego świata, aby zobaczyć, co Kreml chowa pod plandekami.

Na Wisłostradzie oglądaliśmy defiladę rozbrojonej armii, a głównym rekonstruktorem był Mariusz Błaszczak, który w związku z nową ksywką Sodomita jest bohaterem rodem z commedii dell’arte. O defiladzie nie napiszą na świecie, ale o sodomicie owszem.

Także jego wyobrażenia o wyjątkowości pozycji artysty (ja, geniusz) były w gruncie rzeczy bardzo modernistyczne, a dzisiaj są nieco śmieszne. Jego przekora w dużej mierze była konformizmem à rebours – wy tak, to ja tak! Gdyby dziś żył, potratowałby pewno nadmuchanego Gombrowicza tak, jak kiedyś potraktował Sienkiewicza albo Młodziaków w Ferdydurke. Ale był też inteligentny i zabawny, a to się liczy często bardziej niż inne przymioty. No i jednak wielkim pisarzem był, a książka Suchanow jest bardzo dobra. Koniec i bomba.

Klementyna Suchanow, Gombrowicz. Ja, geniusz, Czarne 2017

>>>

Rydzyk dostał już 40 mln zł od rzadu PiS. Tak nas okradają

Zwykły wpis

Wczoraj Platforma dogrzebała się tego, iż PiS dał zarobić o. Tadeuszowi Rydzykowi przeszło 6 mln zł.

Opublikowana infografika mogła wstrząsnąć.

Rydzyk pewnie się zaśmiał, bo ten szmal to kropla w morzu.

Posłanka PO Joanna Mucha się nie poddała i zaczęła szperać głębiej. Mucha doszukiwała się konktretnych odpowiedzi, ile dokładnie pieniędzy popłynęło w stronę toruńskiego redemptorysty.

I co?

Kwota poraża. Po-ra-ża.

Imperium Rydzyka otrzymało 40 milionów złotych. 

To żadne 6 mln zł, to 40 mln.

Ten proceder transferu pieniędzy w stronę Rydzyka można tylko nazwać okradaniem państwa.

Jest to program 40 milionów plus dla Rydzyka. Jak pączek w masle żyje skromny zakonnik.