Tag Archives: Wacław Depo

Duda ośmieszył się i został ośmieszony. Pajac w Australii i Nowej Zelandii

Zwykły wpis

Tak jak w Australii, także w Nowej Zelandii w związku z wizytą prezydenta Andrzeja Dudy, protestuje część polskiej społeczności, niezadowolona z reformy sądownictwa – informuje Onet, powołując się na Radio New Zealand.

To pierwsza wizyta Prezydenta Polski w Australii. Andrzej Duda złożył wczoraj wizytę przy pomniku upamiętniających 800 polskich uchodźców, którzy w czasie II wojny światowej znaleźli wspomnienie w Nowej Zelandii. Wśród członków Polonii pojawili się ludzie, którzy sprzeciwiają się polityce prowadzonej przez PiS.

Protestujący ubrani byli w koszulki z napisem „Konstytucja”. Część z nich dzierżyła w dłoni białe róże, jeden z symboli pokojowego protestu przeciwko rządom skrajnie prawicowej partii. Polski rząd oddala się od zachodnich standardów demokratycznych, zmuszając 73 sędziów do wcześniejszego przejścia na emeryturę. W polityce zagranicznej sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców z regionów świata ogarniętych wojną – czytamy na stronie radia.

W ubiegłym miesiącu tysiące ludzi protestowało w centrum Warszawy przeciwko ustawie, która przyznawała rządowi większą kontrolę nad nominacjami sędziowskimi. Komisja Europejska sprawdza, czy swoim postępowaniem rządzący w Polsce nie naruszyli praworządności.

Marta Edgecombe, która znalazła się wśród protestujących, twierdzi, że Polacy obawiają się dalszego łamania prawa. – Ludzie odczuwają strach – mówi. Jej zdaniem wielu Polaków obawia się protestować ze strachu przed potencjalnymi represjami. – Boją się, że policja zapuka do ich domów o szóstej nad ranem – powiedziała kobieta, cytowana przez Onet.pl.

Zachowanie Edgecombe spotkało się z krytyką części rodzin polskich uchodźców, zdaniem których polityka nie powinna zakłócić obchodów uroczystości historycznej. Kobieta rozumie to, ale górę wzięła jej obawa przed bliskimi, którzy znajdują się w Polsce.

To kolejne protesty, z którymi spotkał się Duda podczas swojej podróży po Australii. Wcześniej sympatycy Komitetu Obrony Demokracji pojawili się także w Sydney i Melbourne.

Marcin Betkier, profesor prawa na Uniwersytecie Victoria w Wellington powiedział, że Polska znajduje się w głębokim kryzysie rządów prawa. – Od 2015 roku, kiedy prawicowy rząd przejął władzę, następuje systematyczny demontaż wymiaru sprawiedliwości. Kawałek po kawałku został kupiony przez partię rządzącą, która zniszczyła kilka instytucji kluczowych dla polskiej demokracji”.

Co z tego wszystkiego ma zrozumieć suweren? Z jednej strony sprawy poważne – niezgodny z prawem i nie transparentny nabór na sędziów Sądu Najwyższego oraz nierespektowanie przez nową KRS nadchodzącego i trwającego postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, z drugiej temat ważny, ale nie całkiem poważny, czy sędzia Muszyński, oficer wywiadu UOP chce czy nie chce być sędzią SN.

Wydawać by się mogło, że KRS to poważna instytucja, a Mariusz Muszyński wiceszef Trybunału Konstytucyjnego też powinien być w miarę serio. Tymczasem okoliczności zgłoszenia jego kandydatury do SN, potem niestawienie się na przesłuchanie, ostatecznie wycofanie z kandydowania, wygląda dość kabaretowo.  Tym bardziej, że wydarzenia rozciągnięte w czasie, podczas których sędzia najpierw nie potwierdzał spekulacji prasowych, potem nie zaprzeczał, a ostatecznie zabawę w kotka i myszkę zakończył rezygnacją, nie dodają powagi ani jemu, ani instytucjom z którymi jest związany. Trudno jednak uwierzyć, że tak po prostu sędzia wstał rano i rzekł, e tam, nie będę kandydował. Pewnie ta pisowska „gra w kulki” ma przesłonić coś ważniejszego…

Na razie w KRS trwają tajne przesłuchania.  Jaki będzie efekt końcowy nie wiemy.

I prawdopodobnie ten niepokój oraz troska o losy Polski spowodowały, że przed siedzibą KRS, na Rakowieckiej, zebrały się największe autorytety prawnicze. Zorganizowana konferencja prasowa dotyczyła właśnie nagłego posiedzenia nowej KRS oraz naboru na sędziów Sądu Najwyższego.

Zebrani: prof. Marcin Matczak (Zespół Ekspertów Prawnych Fundacji Batorego), dr Barbara Grabowska-Moroz (Helsińska Fundacja Praw Człowieka), sędzia Katarzyna Wróbel (warszawski oddział Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”), Maria Ejchart-Dubois (inicjatywa #WolneSądy, Komitet Obrony Sprawiedliwości – KOS) oraz Marek Tatała i Patryk Wachowiec (Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR) apelowali do Andrzeja Dudy: – „Apelujemy do prezydenta, żeby wstrzymał nabór sędziów do Sądu Najwyższego”.

Czy prezydent Andrzej Duda usłyszy ten głos? Czy to będzie głos wołającego na puszczy?

W ostatnim programie „Gość Wiadomości TVP” swoje przysłowiowe pięć minut miała prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Była przewodnicząca Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wypowiadała się na temat nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym nakazującej m.in. przejście w stan spoczynku sędziów, która jest sprzeczna z konstytucją.

“Sędziowie, jeśli uważają, że przepisy dot. przechodzenia w stan spoczynku są niezgodne z konstytucją, to powinni takie pytania skierować do TK. Obojętne, czy to się komuś podoba, czy nie, tak stanowi konstytucja – to TK bada zgodność przepisów z konstytucją. Tylko on jest do tego uprawniony” – powiedziała Przyłębska, dodając: – „Nie znam sytuacji, żeby ktoś w zakładzie pracy, kiedy pracodawca kieruje na emeryturę, a pracownik napisał list do pracodawcy, że uważa, że nadal jestem pracownikiem”.

Słowa nowej pani prezes wywołały kpiny ze strony internautów. „Hmm. Ja też nie znam takiej sytuacji, bo emerytura to uprawnienie, a nie obowiązek, i pracodawca nie ma „prawa” do „skierowania na emeryturę”, gdyż NIE MA TAKIEJ INSTYTUCJI JAK SKIEROWANIE NA EMERYTURĘ” – komentuje Krzysztof Paczkowski.

W dalszej części programu Przyłębska skrytykowała akcję wieszania koszulek z napisem „konstytucja”. „Koszulki z napisem “Konstytucja” na krzyżach są naruszeniem moich uczuć religijnych. Nieważne, co jest napisane na tych koszulkach. Po prostu krzyż nie jest miejscem do zawieszania czegokolwiek. Krzyż jest symbolem religijnym” – powiedziała Przyłębska.

Również i ta wypowiedź doczekała się odpowiedniego komentarza ze strony internautów: „Pani obecność w Trybunale Konstytucyjnym jest naruszeniem prawa. Proszę sobie odpowiedzieć, co jest ważniejsze.” – podsumował Bezczelny Lewak.

Udział Julii Przyłębskiej w programie telewizji publicznej potwierdza nie tylko stronniczość TVP, ale jest również przykładem manipulacji faktami i tworzenia jedynie słusznej, partyjnej narracji, która niestety trafia do szerokiego kręgu odbiorców. PiS odpowiedzialny za łamanie Konstytucji, słowami swojej prezes TK usiłuje przekonać, że wszelkie działania osób stających w obronie najważniejszego aktu prawnego – w tym sędziów – są bezprawne.

Trzaskowski, to ile żeś tych spotkań z ludnością już odbył? Oj, niewiele… A nie łaska tak wziąć przykład z Jakiego? Któremu naprawdę się chce, jest ambitny i gryzie trawę prawie jak Luka Modrić na mundialu. Tymczasem zblazowana warszawka uważa, że czy się stoi, czy się leży, to stolica się należy. Ale te czasy już nie wrócą. Czas wbić to sobie do głowy, bo jak nie, to… sam wiesz najlepiej, jak to było z pijaną zakonnicą w ciąży na pasach. Może z twoich apartamentów tego nie widać, ale ona już się zbliża.

Kandydat memiczny zaorał się sam

Z tą ławeczką to żeś się chłopie ośmieszył. Oczywiście trzeba się z warszawiakami spotykać i wysłuchiwać przez całą dobę, co im leży na sercu. Ale z głową, pogadać jak zwykły człowiek ze zwykłym człowiekiem, w normalnych okolicznościach przyrody, na bazarze albo pod blokiem. A tyś sobie postawił dizajnerską ławeczkę i teraz jesteś kandydatem memicznym.

Oj, Trzaskowski… A już mieliśmy nadzieję, że wreszcie załapałeś, jak się robi dobrą kampanię. Przecież dobrze wam życzymy, bo nie wolno oddać PiS-owi Warszawy. A ty co? Znów na laurach? A może sodóweczka ciągle nie wywietrzała? Kiedy było ostatnie spotkanie w Ursusie? PRZED-WCZO-RAJ! A potem nic, zero kampanii, przerwa w życiorysie. Tymczasem Jaki już o czwartej rano stał na patelni i częstował przechodniów kawą. Odpukać, ale te wybory raczej już są pozamiatane. Nie uciekniecie przed zakonnicą.

He he, co za debil, najpierw gadał z pszczołami, a teraz taśmą klejącą próbował skleić kobiecie drzwi… Facet do niczego się nie nadaje, sam się zaorał. No to kaplica.

Jaki pracuje nad wrażeniem, ale to Trzaskowski jest liderem

Medialne „analizy” kampanii warszawskiej

I tak dalej. Wybaczcie Państwo przejaskrawienia i złośliwości. Ale coraz trudniej wchłaniać kolejne porcje medialnych analiz z kampanii warszawskiej. Czasem wręcz mdli od nagromadzenia identycznych klisz, niezmiennie podawanych w tym samym paternalistycznym sosie. Nagle zaroiło się od domorosłych geniuszy politycznego marketingu, którzy zawsze świetnie wiedzą, co w kampaniach się sprawdza, a co nie. Bez ograniczeń mogą więc suflować kandydatom swoje złote rady. Zwłaszcza jednemu z kandydatów, który zawsze robi wszystko źle. W odróżnieniu od jego głównego rywala, który z kolei za każdym razem imponuje i zachwyca, nawet jeśli powszechnie wiadomo, że jego seryjnie wypluwane obietnice to zwykła ściema. Bez wewnętrznej logiki, bez szans na realizację, bez sensu.

Trzaskowski ma brać przykład z Jakiego?

Jasne, jakie deficyty ma Trzaskowski – każdy widzi. Czasem sam się podkłada. Nikt go w końcu nie zmuszał do narcystycznych wynurzeń z Geremkiem w tle ani trywialnych komentarzy na Święto Wojska Polskiego. To nie jest dobry kandydat na obecne czasy, a już zwłaszcza w zaistniałym kontekście. Bo jeśli jest się typowym przedstawicielem inteligenckiej socjety stolicy, a naprzeciwko staje rzutki chłopak z blokowiska, to nie ma zmiłuj. Natychmiast uruchamia się stereotyp „elyt” i człowiek musi walczyć już nie tyle z rywalem, co z samoistnie uszytym własnym wizerunkiem.

Ile w Polaku chłopa, ile Pana

A tu jeszcze media, teoretycznie obecnej opozycji przeważnie sprzyjające, uparły się ów stereotyp jeszcze bardziej umacniać. Bo nieustanne zaganianie Trzaskowskiego do roboty, całe to chóralne „więcej aktywności i zaangażowania”, „bierz przykład z Jakiego” wydobywa przede wszystkim niemożność sprostania oczekiwaniom.

Po klęsce Komorowskiego takie rady nawet wydają się sensowne. Tyle że kandydat PO nigdy przecież nie będzie dość rzutki, dość aktywny i dość pracowity. Nie skopiuje tupetu Jakiego, jego sprawności w przygodnych kontaktach z elektoratem, sprytu i refleksu. Nie będzie też równie zdeterminowany, skoro dla kandydata PiS polityka jest zapewne jedyną życiową opcją, podczas gdy Trzaskowski ma ich w zanadrzu całkiem szeroki wachlarz. Ale tym gorzej dla niego. W każdym epizodzie kampanii koniec końców musi potwierdzić stereotyp zblazowanego i leniwego liberała. Został na amen upupiony, i to głównie przez nominalnych sojuszników.

Prawdziwa stawka wyborów samorządowych

Kampania stanęła na głowie

Trudno nie zapytać także o media. A przynajmniej o sporą ich część, która popadła w daleko idące skretynienie i postawiła elementarne sprawy na głowie. Narodowym dajmy przy tym chwilowo spokój, inna jest bowiem logika ich działania, inne też cele.

Cóż takiego stanęło na głowie? Ano to, że głównym, a często i jedynym kryterium oceny kampanii politycznej stała się w bieżącym sezonie skuteczność w pozyskiwaniu głosów. Po raz pierwszy w takim zakresie rozlicza się polityków nie z wiarygodności składanych obietnic, lecz z biegłości w manipulowaniu emocjami wyborców. Intensywność prowadzenia kampanii okazuje się istotniejsza od tradycyjnych etycznych parametrów i programowej solidności. Przed laty dostało się Leszkowi Millerowi za obiecywanie gruszek na wierzbie. Niesłusznie, bo Miller, biorąc obietnicę w gruby ironiczny nawias, przede wszystkim zakpił sobie z ówczesnej solenności brania słów polityków poważnie. Teraz pewnie zostałby wyśmiany przez redakcyjnych spindoktorów za oldskulową narrację i brak konkretnych obietnic.

Pszczoły i kawa na patelni znaczą więcej niż predyspozycje

Co rusz dochodzi do skumulowanego absurdu, gdy media wymagają od kandydatów sprawozdań, ile odbyli spotkań z wyborcami. Po czym – jakby to była informacja w czymkolwiek wzbogacająca życie publiczne – pieczołowicie owe sprawozdania weryfikują, demaskując nieścisłości. Jakby pracowitość we wciskaniu kitu wyborcom zapowiadała przyszłą pracowitość na urzędzie. I tak gdzieś po drodze umyka sens całej rywalizacji. Realne predyspozycje do sprawowania władzy stają się marginalne. Ważniejsza są ławeczka, pszczoły, kawa na patelni i bazarowy small talk.

Z jednej strony trudno ignorować rzeczywistość. Politycy mają coraz więcej sposobów, aby komunikować się z wyborcami bez pośrednictwa mediów. Dawna arystokratyczna wyniosłość świata dziennikarskiego wobec marketingu politycznego dziś jedynie świadczyłaby o jego bezsilności. Niemniej bezrefleksyjne adaptowanie nowych reguł w jeszcze większym stopniu świadczy o kapitulacji i upadku mediów. Aktywnie przykładają bowiem rękę do utrwalenia zwyrodniałej hierarchii, która sprawia, iż polityka gorsza z zasady wypiera lepszą, a życie publiczne opanowuje wszechobecna i populistyczna tandeta. Na dłuższą metę to zresztą bez większego znaczenia, czy pisowska, czy też platformerska.

Paweł Rabiej: Obwinianie Rafała Trzaskowskiego za błędy PO jest nieuprawnione

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Arcybiskup Wacław Depo ogłosił, że ponad Konstytucję stawia Ewangelię. Podobny pogląd, acz innymi słowy wyraziła prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, dla której koszulki z napisem „Konstytucja” na krzyżach, które pojawiły na demonstracjach, naruszają uczucia religijne.

Władza PiS ukrzyżowała konstytucję, którą następnie złożona została przez nich do grobu. A my na polskiej Golgocie demokracji, wyrażamy nadzieję, że zmartwychwstanie za pomocą kartki wyborczej.

Konstytucja w kraju stała się dla władzy przekleństwem, wrogiem publicznym. Powoduje do tego stopnia wzmożenie, że władza ściga Polki i Polaków za ubieranie pomników w koszulki z napisem tego najbardziej popularnego obecnie słowa, a nawet dochodzi do sytuacji, iż podlizujący się władzy a nie reprezentujący aparatu partyjno-państwowego, nie chcą narażać jej na kontakt z ich przekleństwem, z ich wrogiem publicznym, z ofiarą ich egzekucji.

W Puławach restaurator Grzegorz Szostak w swojej niewielkiej restauracji na drzwiach wywiesił plakat z napisem Konstytucja. Do tego miasta miał przyjechać jeden z wrogów Konstytucji – nawet swego czasu sprecyzował na czym to miałoby polegać: ponad prawem jest naród – premier Mateusz Morawiecki. Więc rozpoczęto naciski na restauratora, aby nie drażnił władzy słowem dla nich wrogim, aby plakat zdjął z drzwi.

Wszak dla Morawieckiego, jak i dla prezesa Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy Konstytucją jest inna książeczka, statut ich partii. Obecny prezydent nawet chciał z tego powodu ogłosić referendum konstytucyjne, które w istocie byłoby referendum nad statutem PiS.

Obecna władza ukrzyżowała Konstytucję, ale to spowodowało powstanie nowych uczuć – uczuć konstytucyjnych, o których jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, że są istnieją, że nawet są możliwe.

Uczucia konstytucyjne są złożone z takich składników, jak: pielęgnowanie wolności, uwielbienie dla demokracji i przestrzeganie zasad równości wszystkich wobec prawa.

I gdy taki facet od rechrystianizacji jak Morawiecki napotyka na swojej drodze wyznawców uczuć konstytucyjnych dostaje wścieklizny, wodowstrętu, konstytucjowstrętu. Niestety Morawieccy, Kaczyńscy, Dudowie nie mają wpływu na to, że Konstytucja zmartwychwstanie, a oni skończą jak Annasz, Kajfasz i Piłat, bo są ich wcieleniem na polskiej ziemi w XXI wieku.

>>>

Co Duda bierze?

Zwykły wpis

Prezydent Andrzej Duda, po wizycie w Australii przeniósł się do Nowej Zelandii, gdzie w Auckland spotkał się z grupą Polaków, którym ten kraj udzielił schronienia w 1944 roku.

Podczas swojego wystąpienia – na konferencji prasowej – Duda nawiązał do tamtych dramatycznych czasów i do pomocy, jaką polskim uchodźcom zaoferowała wtedy Nowa Zelandia. W porywie wdzięczności jednak zamiast dziękować Nowozelandczykom i ich rządowi, dziękował… irlandzkiemu społeczeństwu i władzy.

„Nowa Zelandia stała się dla nich drugą, obok Polski, ojczyzną, przyjechałem też po to, aby za to podziękować. Podziękować społeczeństwu irlandzkiemu, władzom irlandzkim, złożyłem dzisiaj podziękowania na ręce pani premier za właśnie ten wielki akt człowieczeństwa i tę wspaniałą postawę” – palnął Andrzej Duda.

Prezes Julia Przyłębska jest niczym „Miś z okienka”

Odmawia ocen innym, ale sama nie ma żadnych hamulców przed ich wystawianiem. Przestrzega przed wyrażaniem światopoglądu, ale sama się z nim nie kryje. Sędzia Julia Przyłębska, niczym „Miś z okienka”, opowiada bajki w TVP Info.

W modzie jest sformułowanie: „Jawi mi się pani/pan jako osoba fascynująca”. Tak na Twitterze Zbigniew Boniek pisze do Krystyny Pawłowicz, a ona odpowiada w tym samym stylu. I choć wszystko podszyte jest ironią, to jednak zabawnie na swój sposób. Chciałbym napisać, że i mnie Julia Przyłębska jawi się jako „osoba fascynująca”. Nie mogę.

To nie był jednorazowy skok w bok

Na początku sierpnia Sąd Najwyższy skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pięć pytań prejudycjalnych związanych z przeforsowaną przez PiS ustawą o SN. Chodziło m. in. o zasadę nieusuwalności sędziów i odwoływanie ich ze względu na wiek. Równocześnie sąd postanowił zawiesić stosowanie przepisów trzech artykułów ustawy.

Postępowanie sędziów natychmiast skrytykowali politycy PiS i przedstawiciele Kancelarii Prezydenta (w sumie to chyba wszystko jedno). Głosili, że to niezgodne z Konstytucją. Pal sześć, politycy mówią, co chcą. Przyzwyczaili nas do tego.

Nieoczekiwanie stanowisko zajęła również prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Zadzwonili do niej z PAP, to powiedziała co myśli, a myśli, że prawo nie przyznaje Sądowi Najwyższemu kompetencji do „zawieszania stosowania przepisów”. Dzieje się tak „niezależnie od tego, z jakiego aktu normatywnego oznaczony przepis pochodzi, także z ustawy”.

Nawet jeśli Sąd Najwyższy istotnie nie miał podstaw, żeby zrobić to, co zrobił, nie od tego jest prezes TK, żeby telefonicznie komentować postępowanie niezależnej od niej instytucji. Pozwoliłem sobie nazwać to wtedy „wydawaniem wyroków na telefon”. Jednoosobowo, zaocznie.

Łudziłem się, że to tylko wypadek przy pracy, że panią Julię Przyłębską poniosły emocje i tylko na chwilę weszła w rolę, w którą wchodzić nie powinna. O naiwności ludzka.

(…)

Napiszę, że jawi mi się jako „Miś z okienka”. Tak jak misiek przed laty przybliżał dzieciom problemy skomplikowanego świata, tak prezes tłumaczy Polakom, co sądzić o opozycji i sędziach, którzy rzucają „dobrej” zmianie kłody pod nogi. Wyjaśni niezawodnie wszelkie zawiłości związane z wymiarem sprawiedliwości.

Miśkowi pomagał Bronisław Pawlik. Prezes, celnymi pytaniami, Michał Adamczyk. Tylko miejsce pozostało to samo – TVP.

Bajka to, czy nie, ale opowiastka zabawna, więc ją przytoczę. Po jednym z programów, Pawlik – myśląc, że nie jest już na wizji – miał powiedzieć: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w d…”.

Sąd uniewinnił protestujących pod Sejmem 16 grudnia. „Obwinieni to nie intruzi, którzy przyszli pod Sejm przeszkadzać organom państwa. Ich działanie było pożyteczne, wynikało z wrażliwości społecznej, troski o dobro państwa” – uzasadniał postanowienie sędzia Łukasz Biliński.

Postanowienie ma wymiar symboliczny. Nie tylko dlatego, że to pierwsza sprawa o tamte grudniowe protesty. Także dlatego, że zapada w czasie, gdy władza PiS przygotowała sobie już wszelkie możliwe instrumenty nacisku na sędziów: od odbierania im spraw, przez przenoszenie, obarczanie arbitralną decyzją prezesa dodatkowymi obowiązkami, do dyscyplinarnego wydalania z zawodu. To orzeczenie pokazuje, że sędzia mimo to może robić swoje – dzięki wewnętrznej niezawisłości.

Protest pod Sejmem w grudniu 2016 r. był wyjątkowy – ludzie przychodzili tam spontanicznie wieczorem i w nocy. Funkcjonariusz partii rządzącej Marek Kuchciński, wykorzystując władzę marszałka Sejmu, odebrał opozycji parlamentarnej możliwość brania udziału w głosowaniu, m.in. ustawy budżetowej. Ludzie odczytali to jako zamach na demokrację w samym jej sercu: parlamencie.

Władza postanowiła przestraszyć ludzi

Przypomnijmy: marszałek Sejmu, wobec okupowania przez opozycję mównicy w sali plenarnej (w proteście przeciwko wykluczeniu z obrad posła PO Michała Szczerby), przeniósł obrady do Sali Kolumnowej, gdzie mieści się jedynie połowa ustawowej liczby posłów. O obradach zawiadomiono posłów opozycji w ostatniej chwili i tak ustawiono krzesła, by zablokować im wejście, a potem składanie wniosków formalnych (potwierdziły to zeznania posłów PiS Pawłowicz i Terleckiego złożone w prokuraturze, która jednak sprawę umorzyła).

Pod Sejmem zebrało się kilka tysięcy ludzi. Byli naprawdę wkurzeni i zdeterminowani. Padło hasło, żeby blokować wyjazd posłom PiS. Rzeczywiście, niektórzy ludzie kładli się na ziemi przed wyjeżdżającymi z Sejmu limuzynami. Kamery zarejestrowały uśmiechniętą twarz wyjeżdżającego Jarosława Kaczyńskiego, któremu policja „sprzątała” ludzi sprzed samochodu.

Władza chyba się wtedy przestraszyła. I postanowiła postraszyć ludzi. Policja, bez podstawy prawnej, opublikowała zrobione – prawdopodobnie pod Sejmem – zdjęcia kilkudziesięciu osób, „które mogą mieć związek z wydarzeniami”. I komunikat, jaki daje się w przypadku poszukiwań przestępców: „Każdy, kto rozpoznaje te osoby lub posiada informacje mogące przyczynić się do ustalenia ich tożsamości, proszony jest o kontakt osobisty lub telefoniczny z policjantami…”.

Interweniował RPO Adam Bodnar, podkreślając, że działania policji są bezprawne. Ze zdjęć nie wynikało, żeby widoczne na nich osoby robiły cokolwiek nielegalnego.

Korzystali z prawa do demonstrowania

Wtedy też policja, po raz pierwszy od przejęcia przez PiS władzy, na masową skalę legitymowała i spisywała obywateli protestujących przeciw poczynaniom partii rządzącej. Trzynastu z nich stanęło we wtorek przed Sądem Rejonowym w Warszawie. Wszyscy dostali zarzut „nieopuszczenia miejsca zgromadzenia po jego rozwiązaniu”, a niektórzy blokowania ruchu drogowego.

Sądził sędzia Łukasz Biliński. Ten sam, który orzekał w sprawach blokowania miesięcznic smoleńskich i stwierdził, że nie są „zgromadzeniami”, bo nie spełniają ustawowej definicji: odgrodzone barierami i kordonami policji, nie są dostępne dla nieograniczonej liczby osób.

W sprawie obwinionych spod Sejmu sędzia Biliński uznał, że korzystali z prawa do demonstrowania. „Wszystkie organy władzy muszą się liczyć z tym, że ich decyzje mogą wzbudzać emocje i w związku z tym obywatele mogą wyrazić swój sprzeciw” – mówił, uzasadniając postanowienie. Stwierdził, że prawo do demonstracji jest ponad prawem drogowym, bo ustanawia je konstytucja. Powołał się przy tym na wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący właśnie pierwszeństwa wolności zgromadzeń nad prawem o ruchu drogowym. Ale też zauważył konkretne fakty: na czas demonstracji policja wstrzymała ruch na ulicy przy Sejmie, więc nikt nie mógł go blokować. Poza tym policja przedstawiła wiele godzin nagrań, ale na żadnym z nich nie było widać, by którykolwiek z obwinionych tamował ruch.

To była troska o dobro państwa

Sędzia Biliński odrzucił też zarzut „nieopuszczenia zgromadzenia po jego rozwiązaniu”. Wytknął policji, że formalnie zgromadzenie nie zostało rozwiązane, bo policja nie dopełniła należnych procedur – nie wezwano trzykrotnie do rozejścia się, nie podano podstawy prawnej decyzji o rozwiązaniu zgromadzenia ani uzasadnienia. To znaczy, że działania policji nie wywołały skutków prawnych.

PiS straszy sędziów postępowaniami dyscyplinarnymi za wyroki. Ale z sędzią Łukaszem Bilińskim ma kłopot. Jego orzeczenia mają konstytucyjny „oddech”, a jednocześnie orzeka niezwykle skrupulatnie. Powołuje się na konstytucję (co niedługo będzie deliktem dyscyplinarnym), ale też stosuje, rygorystycznie, przepisy ustaw. Widać to choćby w tym wtorkowym orzeczeniu. Nie zastępuje konstytucją ustawy, a jedynie ustawia argumenty według konstytucyjnego porządku. Do obrony prawa wykorzystuje prawo. Spokojnie, metodycznie, skrupulatnie. I niezawiśle.

Prawo i sprawiedliwość obronią się tak długo, jak długo sędziowie będą niezawiśli. Mimo zastraszania, mimo odbierania gwarancji tej niezawisłości.

>>>

Konstytucja jest wrogiem publicznym Morawieckiego

Zwykły wpis

Arcybiskup Wacław Depo ogłosił, że ponad Konstytucję stawia Ewangelię. Podobny pogląd, acz innymi słowy wyraziła prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, dla której koszulki z napisem „Konstytucja” na krzyżach, które pojawiły na demonstracjach, naruszają uczucia religijne.

Władza PiS ukrzyżowała konstytucję, którą następnie złożona została przez nich do grobu. A my na polskiej Golgocie demokracji, wyrażamy nadzieję, że zmartwychwstanie za pomocą kartki wyborczej.

Konstytucja w kraju stała się dla władzy przekleństwem, wrogiem publicznym. Powoduje do tego stopnia wzmożenie, że władza ściga Polki i Polaków za ubieranie pomników w koszulki z napisem tego najbardziej popularnego obecnie słowa, a nawet dochodzi do sytuacji, iż podlizujący się władzy a nie reprezentujący aparatu partyjno-państwowego, nie chcą narażać jej na kontakt z ich przekleństwem, z ich wrogiem publicznym, z ofiarą ich egzekucji.

W Puławach restaurator Grzegorz Szostak w swojej niewielkiej restauracji na drzwiach wywiesił plakat z napisem Konstytucja. Do tego miasta miał przjechać jeden z wrogów Konstytucji – nawet swego czasu sprecyzował na czym to miałoby polegać: ponad prawem jest naród – premier Mateusz Morawiecki. Więc rozpoczęto naciski na restauratora, aby nie drażnił władzy słowem dla nich wrogim, aby plakat zdjął z drzwi.

Wszak dla Morawieckiego, jak i dla prezesa Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy Konstytucją jest inna książeczka, statut ich partii. Obecny prezydent nawet chciał z tego powodu ogłosić referendum konstytucyjne, które w istocie byłoby referendum nad statutem PiS.

Obecna władza ukrzyżowała Konstytucję, ale to spowodowało powstanie nowych uczuć – uczuć konstytucyjnych, o których jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, że są istnieją, że nawet są możliwe.

Uczucia konstytucyjne sa złożone z takich składników, jak: pielęgnowanie wolności, uwielbienie dla demokracji i przestrzeganie zasad równości wszystkich wobec prawa.

I gdy taki facet od rechrystianizacji jak Morawiecki napotyka na swojej drodze wyznawców uczuć konstytucyjnych dostaje wścieklizny, wodowstrętu, konstytucjowstrętu. Niestety Morawieccy, Kaczyńscy, Dudowie nie mają wpływu na to, że Konstytucja zmartwychwstanie, a oni skończą jak Annasz, Kajfasz i Piłat, bo są ich wcieleniem na polskiej ziemi w XXI wieku.

Krystyna Pawłowicz leci na Bońka

Zwykły wpis

Chyba pierwszy raz się zdarza, że „ekspertka” od wiedzy wszelakiej, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz znalazła poparcie mediów społecznościowych. Tym razem dodała swoje trzy grosze do dyskusji o osiągnięciach polskich drużyn piłkarskich oraz klęsce na Mundialu. Na celownik wzięła Zbigniewa Bońka, po tym jak teraz w europejskich rozgrywkach pucharowych kompletną klapę poniosły Legia Warszawa, Lech Poznań i Jagiellonia Białystok.

Na Twitterze kompromitację polskich drużyn Pawłowicz skomentowała jednoznacznie zaczepiając szefa PZPN:

„Panie Bońku
Po wynikach polskich piłkarzy we wszelkich ligach, od gminnych po światowe, jako kierownik PZPN „jawi się Pan dla mnie kierownikiem fascynującym”
 – napisała.

Tak z kpiną nawiązała do dyskusji, która zrodziła się przy okazji mistrzostw świata 2018. Posłanka zapytała wówczas, czy jest sens dalszej gry Polaków w mundialu, gdy stracili szanse na wyjście z grupy.

Prezes PZPN zaprosił wtedy Pawłowicz na kawę i dodał „po tym wpisie, jawi się Pani dla mnie kobietą fascynującą”. Tym razem Boniek jeszcze nie odpowiedział na zaczepkę Pis–owskiej posłanki.

W komentarzach pod swoim wpisem Pawłowicz stwierdziła, że jej zdaniem to szef PZPN odpowiada za wyniki polskich drużyn. Odpadnięcie Legii z Football 1991 Dudelange określiła mianem klęski, a rywali nazwała „kelnerami z Luksemburga”.

„Po raz pierwszy w życiu muszę się z Krysią Pawłowicz zgodzić” – podsumował „dyskusję” internauta. „Ja bym do Bońka napisał coś innego: Panie Bońku, czy pan już w końcu wie jakie były przyczyny kompromitacji i blamażu na Mundialu??? Bo jak pan nie wie to można oczekiwać na imprezach mistrzowskich powtórki z historii: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor.”

Jak widać, „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”. Po klęskach piłkarzy, miłość partii rządzącej szybko przeniosła się na lekkoatletów. Ze zwycięzcami lepiej wychodzi się na zdjęciu i można ogrzać się w promieniach triumfu.

To jest plebiscyt za Polską demokratyczną albo autorytarną, zaściankową, antyeuropejską, tandetnym reżimem totalitarnym. Teraz trzeba iść wspólnym frontem w obronie demokracji, bo to jest najważniejsze – mówi w rozmowie z nami Jan Ordyński, publicysta, wiceprzewodniczący Towarzystwa Dziennikarskiego. – Niech SLD pójdzie po rozum do głowy. Każdy musi trochę ustąpić. To nie jest czas na własne ambicje, fochy, strojenie min. Trzeba ratować Polskę – dodaje, stwierdzając, że wspólny front powinien obejmować także lewicę. – Skończyła się jakakolwiek debata. Posiedzenia Sejmu są farsą, tandetnym cyrkiem. Z nor wyłażą teraz męty polityczne i nadają ton życiu publicznemu – ocenia pisowskie praktyki

KAMILA TERPIAŁ: Zacznę od końca. Jak to wszystko się skończy?

JAN ORDYŃSKI: Najbliższe wybory, poczynając od samorządowych, przez europejskie i parlamentarne, nie będą rutynową elekcją odbywaną w demokratycznym państwie prawa. Wszyscy, także opozycja, muszą to zrozumieć. To jest plebiscyt za Polską demokratyczną albo autorytarną, zaściankową, antyeuropejską, tandetnym reżimem totalitarnym. Teraz trzeba iść wspólnym frontem w obronie demokracji, bo to jest najważniejsze. Są miasta, w których udało się przedstawić wspólnego kandydata: Łódź, Rzeszów, Kraków, także Wrocław.

Wygrana w dużych miastach będzie swego rodzaju manifestacją i efektem propagandowym. Z ostatniego sondażu wynika, że szeroka koalicja jest w stanie pokonać PiS. Jeżeli tak się nie stanie, czarno to wszystko widzę.

Dobrym zalążkiem może być powołana przez PO i Nowoczesną Koalicja Obywatelska?

Tak, ale powinna być rozszerzona w lewą stronę.

Do tanga trzeba dwojga…

Niech SLD pójdzie po rozum do głowy. Każdy musi trochę ustąpić. To nie jest czas na własne ambicje, fochy, strojenie min. Trzeba ratować Polskę.

Czyli jedyną szansą jest szeroka koalicja anty-PiS?

Wolę określenie szeroki blok demokratyczny.

Nie chodzi tylko o PiS, coraz bliżej partii są narodowcy i ugrupowania faszyzujące. Sytuacja staje się bardzo niebezpieczna. Można temu zapobiec.

Dlaczego dochodzi do takiego zbliżenia?

To są coraz bardziej tożsame ugrupowania. W praktyce politycznej filozofia obozu skrajnie antydemokratycznego i PiS-u zbliżają się do siebie. Partia władzy robi to, co na pewno zrobiliby także oni – porywa się skutecznie na instytucje, które miały gwarantować Polsce demokrację, likwiduje trójpodział władzy, majstruje przy ordynacjach wyborczych, likwiduje parlamentaryzm, tworzy państwo teokratyczne.

Rozczarowała cię postawa Kościoła?

Tak. Skoro stał się częścią sceny politycznej, to powinien zabierać głos w obronie demokracji. A milczy…

Proboszczowie za to zachowują się jak politycy, mieszają się do najbardziej intymnych spraw Polek i Polaków. Skrajnym tego przykładem jest zachowanie Tadeusza Rydzyka. Według mnie on nie wierzy w Boga, po prostu realizuje swoje cele.

Nie ksiądz, tylko biznesmen?

I to spod ciemnej gwiazdy. Episkopat byłby w stanie ukrócić jego działania, przecież ma jakieś możliwości. Może interweniować w Watykanie. To jest człowiek, który wywiera negatywny wpływ na życie moralno-polityczne w Polsce. Są biskupi i księża, którzy to widzą, ale tylko rozkładają ręce.

Czy jest jakaś granica, której PiS nie przekroczy?

Nie wiem, przekroczył już kilka granic. Wysadził w powietrze Trybunał Konstytucyjny i sądy, zabiera się za Sąd Najwyższy. Dzieje się tak w XXI wieku, w państwie europejskim. Przecież to się w głowie nie mieści!

Nawet Donald Trump nie odważył się „zabrać” za sądy, bo to świętość. Gdyby stało się to, co u nas, to w Ameryce wybuchłoby powstanie.

Dlaczego u nas na ulice wychodzi w sumie niewiele osób?

W Polsce demokracja jest znacznie młodsza i nie jest tak zakorzeniona. Wielu ludzi jej nie rozumie i myśli o sprawach państwa tylko przez pryzmat siebie i swojego życia. Nie mam do nich pretensji, bo taka jest nasza rzeczywistość, ale trzeba zrobić wszystko, żeby ją zmieniać.

Jak?

Trzeba tak budować państwo polskie, żeby coraz więcej osób się z nim utożsamiało.

Winą poprzednich ekip było to, że nie zwracały uwagi na los ludzi, którymi trzeba było się zająć. Dlatego dali się złapać PiS-owi. Liczyliśmy na sztafetę pokoleń, a przyszedł prezes i wszystko po kolei wysadził w powietrze.

Jak „rozmawiać” z populistami?

Nie można pozwolić narzucić narracji, że nawet tym, którym nie wyszło, żyje się gorzej niż 30 lat temu. Po transformacji było trzeba każdej grupie podać rękę. PiS prowadzi politykę najprostszymi metodami, ale są i na to jakieś sposoby. Trzeba zebrać grupę socjologów, ekonomistów czy psychologów i postarać się opracować jakiś program. Jeżeli są w stanie pomóc rodzinom, to mogą pomóc także grupom społecznym.

Jesteś na każdej demonstracji?

Staram się być na wielu demonstracjach.

Cieszę się, że są ludzie, którym zależy. Przypuszczałem, że z czasem będzie ich coraz mniej, ale są… Zdecydowani, zdeterminowani, z jednoznacznymi postulatami, domagający się po prostu przestrzegania konstytucji.

To jest siła, która może wpłynąć na PiS? Niektórzy mówią, że władzę może obalić ulica.

Mam nadzieję, że nie dojdzie do kryterium ulicznego. To byłoby najgorsze i najbardziej niebezpieczne rozwiązanie. Ale jeżeli PiS podniesie rękę na proces wyborczy, to rzeczywiście może być nieuniknione. Tyle że to wyeliminowałyby nas z kręgu europejskiego.

Włączasz czasami tzw. media publiczne?

Rzadko. Nie jestem w stanie. Propaganda jest tak nachalna, jakiej nie pamiętam. Takiej sytuacji nie było od 30 lat. Brakuje wszystkiego, po prostu cepem wali się na odlew, tylko w interesie jednej strony. Prowadzący stali się stroną i judzą. Wstyd!

Nie przypuszczałem, że niektórzy z moich dawnych znajomych będą się w stanie w ten sposób zachować. A ja domagam się tylko przyzwoitości.

Co dzieje się z politycznym językiem? Był już „gorszy sort”, „ubeckie wdowy”, „zdradzieckie mordy”…

Pamiętam, jak się oburzaliśmy, kiedy Andrzej Lepper stwierdził w Sejmie, że „skończył się Wersal”. Teraz muszę stwierdzić, że to wystąpienie było Wersalem w porównaniu do tego, co się teraz dzieje.

„Olać to mogę twoją matkę” – tak na Twitterze „dyskutuje” poseł PiS Dominik Tarczyński.

I to odbywa się za przyzwoleniem Jarosława Kaczyńskiego. Poza tym w ogóle skończyła się jakakolwiek debata. Posiedzenia Sejmu są farsą, tandetnym cyrkiem. Z nor wyłażą teraz męty polityczne i nadają ton życiu publicznemu.

Jak zachowałbyś się na miejscu Marcina Mellera? To do niego skierowany był ten wpis.

Powinien wytoczyć mu proces o zniesławienie i ochronę dóbr osobistych.

Ten poseł powinien też od razu stanąć przed komisją etyki w Sejmie i mieć wymierzoną surową karę. To jest polityczny żul, który powinien być bojkotowany i znaleźć się poza nawiasem.

Dlaczego prezes przymyka na to oko?

Widocznie mu to odpowiada. Przecież sam też wyskoczył na mównicę i zwyzywał posłów opozycji.

Jaki to ma wpływ na społeczeństwo?

Fatalny. W taki sposób ludzie uczą się „mowy żuli”, bo jest na to przyzwolenie.

Podział przypomina ci ten z czasów PRL-u?

Jest gorzej. Momentem przełomowym była katastrofa smoleńska i to, co z nią później zrobiono. Od tego momentu puściły hamulce przyzwoitości. Mam prawo o tym mówić,

pochodzę z Rodziny Katyńskiej, a ja sam przez przypadek do Smoleńska poleciałem nie 10, a 7 kwietnia. Z tej strasznej katastrofy zrobiono teraz pośmiewisko. Część ludzi na to złapano, a politycy PiS-u robią z tego teatr z pełną świadomością. Przecież oni zdają sobie sprawę z tego, że to była katastrofa, a nie żaden zamach. Także z tego powodu doszliśmy w naszej słabej demokracji do krytycznego momentu.

Przewidywałeś ostatnio, że Antoni Macierewicz będzie wygaszany. Okazuje się, że ma dostać nową misję – ocenę stanu polskiej armii. O co chodzi?

To jest znowu jakaś zagrywka, ale uważam, że do rządu nie wróci. Przecież to on doprowadził do upadku polską armię. Audyt mogą robić fachowcy, a nie szamani. Jarosław Kaczyński zdezawuował go kończąc misję smoleńską.

Przecież cały czas jesteśmy bliżej prawdy…

Ale prezes zasugerował już, że być może prawdy nigdy nie poznamy. On wie, że nie ma żadnych tajemnic. Dopóki Antoni Macierewicz był potrzebny do tworzenia kłamstwa smoleńskiego, to prezes trzymał go w rządzie, a jak przestał być potrzebny, to go odepchnął.

Nie sądzę, żeby przed Antonim Macierewiczem była jakaś świetlana polityczna przyszłość, może na osłodę dostanie miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego.

Chciałabym, żebyśmy zakończyli rozmowę optymistycznie.

Jestem zbudowany postawą środowiska sędziowskiego, także, a może przede wszystkim tych z młodego pokolenia. Wydają wyroki sprawiedliwe, a nie zgodne z oczekiwaniami władzy i dają przykład, jak należy bronić demokracji. Tak powinniśmy zachowywać się w trudnych sytuacjach.

Kiedy ostatnio byłeś w Sejmie?

Czasami bywam…

Dziwne uczucie przedzierać się przez barierki.

Nawet w stanie wojennym tak nie było! Przecież

jeszcze niedawno teren Sejmu był otwarty dla wszystkich. Teraz jest zamknięty, problem z wejściem mają nawet dziennikarze. Straż marszałkowska stała się zbrojną armią.

Czego się boją?

Tego, co ich czeka w przyszłości. Dlatego stwarzają sobie pozory bezpieczeństwa.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o defiladzie.

A My trzymajmy mocno kciuki za to, by nikomu nie zechciało się na nas napadać

Wydawałoby się, że okres wakacyjny to taki klasyczny sezon ogórkowy. Politycy odpoczywają po „ciężkiej” pracy, rząd się nie wysila, bo też ładuje akumulatory. Cisza i spokój… A tu nic bardziej mylnego. Tyle się dzieje, newsy uderzają w nas z każdej strony i już nie wiadomo, gdzie ręce włożyć.

W minionym tygodniu na pewno na uwagę zasługuje Defilada Wojska Polskiego z okazji ich święta. Nie ukrywam, że już przed godziną 13.00 zasiadłam z kubkiem mocnej kawy w ręce przed telewizorem, by oddać się nastrojowi wydarzenia. Był to w końcu mój patriotyczny obowiązek, by wspólnie z partią panującą i żołnierzami przeżywać doniosłość tego dnia.

Nie rozczarowałam się. Było pięknie, dumnie i niezwykle patriotycznie. Nad głowami przeleciało nam 100 samolotów, począwszy od tych, z zespołu akrobacyjnego, skończywszy na śmigłowcach. Przed oczami przemaszerowały mi jednostki reprezentacyjnych Rodzajów Sił Zbrojnych,  pododdziały i poczty sztandarowe organizacji pro-obronnych, klas mundurowych, Szwadronu Kawalerii WP oraz Orkiestry Reprezentacyjnej WP.  I te Rosomaki, moździerze Rak, armatohaubice Krab, samochody humvee, transportery Stryker, czołgi Abrams, Twardy i Leopard,transportery minowania narzutowego Kroton oraz rampa szturmowa. Wow…

Nie zabrakło też żołnierzy amerykańskich, brytyjskich, rumuńskich i chorwackich. Wprawdzie oni nie tak całkiem nasi i ich wyposażenie nie jest polskim powodem do dumy, ale jak się nie ma co się lubi to warto było sięgnąć do Batalionowej Grupy Bojowej NATO stacjonującej w Orzyszu.

Trzeba przyznać, że miło było popatrzeć na dumnie prężących pierś żołnierzy Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej RP, Sił Powietrznych, Wojsk Specjalnych, Wojsk Obrony Terytorialnej i Żandarmerii Wojskowej. Chłopaki jak malowani. Czy w takim momencie warto było pomyśleć o problemach z umundurowaniem, kiepską jakością karabinów i innymi niedogodnościami, za które odpowiada MON? Ech…nie bądźmy drobiazgowi.

Był też czas na przemówienie pisowskich oficjeli, którzy już nawet nie zachowują pozorów, że są reprezentantami całego narodu. Wreszcie otworzyły mi się oczy na prawdę o bitwie warszawskiej. Według Dudy to „Pan Bóg stanął w obronie Polski, wsparł polskich żołnierzy, Matka Najświętsza wsparła swoich chłopców, swoje dzieci po to, żeby mogli się obronić przed sowiecką czerwoną nawałą, po to, żeby mogli obronić wolność, obronić niepodległość, ale przede wszystkim obronić chrześcijaństwo i życie”. Co my, biedni, bez tego Boga byśmy zrobili? Pewnie już by nas jako nacji, nie było. I czyż można się dziwić, że w kraju tak przez Boga umiłowanego, ewangelia powinna być ważniejsza od Konstytucji?

Padły też słowa o Ojczyźnie, Honorze. O wielkości, patriotyzmie, miłości ojczyźnianej. Padło tyle słów, które przyjęłam z pewnym niesmakiem. Jakże łatwo to, co wartościowe, zamienić w puste banały. Jakaż to hipokryzja, gdy ci, demolujący polski system, wycierają sobie gęby tym, co dla Polaków najważniejsze. Teraz, gdy społeczeństwo jest tak skażone politycznie, tak podzielone, pełne nienawiści i retoryki wręcz chamskiej, ten patos w ustach rządzących, odniesienie do symboli polskości, wydaje się tak miałki, że aż sztuczny. Ot taki erzac, co to nie ma nic wspólnego z prawdą.

Tak więc, miało być przebogato, wspaniale. Miała być pokazana siła polskiego wojska, której nasz ulubiony wróg ze Wschodu powinien przestraszyć się na Amen, podkulić ogonek i nigdy już nawet nie pomyśleć o zaatakowaniu nas. Szkoda tylko, że partia rządząca nie wpadła na to, iż znaczna część narodu nie da się nabrać na tego typu „igrzyska” Przecież od dawna wiadomo, że położyła ona nasze wojsko na obie łopatki. Sprzęt, który powoli bardziej nadaje się na złom niż do użytku. Leżące odłogiem programy modernizacyjne. Nominacje generalskie i pozostałe awanse tylko dla oddanych PiS-owi, a co za tym idzie, oddanie losów Polski w ręce prawie laików, których wiedza, umiejętności i doświadczenie wołają o pomstę do nieba. Jak mówi generał Waldemar Skrzypek „Polska zbrojeniówka jest zarządzana przez wrogów państwa polskiego Niech pan to koniecznie napisze! To wygląda jak działania rosyjskiej agentury wpływu. Polska armia nie spełnia żadnych warunków, żeby mówić o przygotowaniu bojowym. Sprzęt? Jaki sprzęt! Polska Grupa Zbrojeniowa ma długi, wszystko, co robią, to lipa i ściema. Zakupy amunicji leżą na łopatkach”.

No ale nic to. Defilada była piękna. Jak twierdzi MON aż 120 tysięcy ludzi oglądało ją na żywo. Jak widać, naród łaknie igrzysk. Szkoda tylko, że nie pojawia się tak tłumnie na ulicach stolicy, gdy odbywają się protesty wobec demolki państwa. A może po prostu tego nie widzą i nie rozumieją? Może górę bierze to zaufanie do PiS, które tak skutecznie wbiło im do głowy, że teraz wreszcie jest prawdziwa Polska, bo wcześniej to był chłam? I nikt im nie wmówi, że białe jest białe, a czarne czarne.

Akcentem wzmacniającym ten piękny, świąteczny dzień, był przemarsz narodowców. Trochę mnie chłopcy i dziewczynki rozbawili swoją niewiedzą. Darli się, składając hołd Piłsudskiemu, który do pewnego momentu był lewakiem (a nawet przywódcą Polskiej partii Socjalistycznej) i jednocześnie wygrażali tymże lewakom. Upajali się „cudem nad Wisłą”, nie mając pojęcia, jak bardzo Piłsudski nie znosił tego określenia. Plotka głosi, że termin ten wymyślił Roman Dmowski, chcąc w ten sposób nieco zminimalizować talent strategiczny wodza. Wydaje się też, że znacznie więcej było policji, pilnującej ich bezpieczeństwa niż samych maszerujących, ale to już drobiazg.

Niebawem wybory. Imprezka się odbyła. Jej rozmach przesłonił żenującą sytuację polskiej armii. Władza sobie pogratulowała, pokazała oblicze pełnego samozachwytu i… jest dobrze. Lud dostał to co chciał i zapewne w podzięce, odda swój głos właściwie, zgodnie z oczekiwaniem. A My? My trzymajmy mocno kciuki za to, by nikomu nie zechciało się na nas napadać, bo to dopiero będzie jatka.

W ocenie organizacji „Odpowiedzialność Biskupów” (Bishop Accountability) w latach 1950-2016 w Stanach Zjednoczonych około 6,7 tys. księży dopuściło się przestępstw seksualnych wobec nieletnich. Liczba dziecięcych ofiar molestowania szacowana jest na około 18,5 tys – informuje interia.pl

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim, Dydzie i fregatach.

W sile 60 chłopa, nie licząc wszak prezydentowej, poleciała do Australii delegacja prezydencko-rządowa, aby nie nabyć fregat rakietowych Adelaide, a jedynie podpisać list intencyjny, bo już raczej wiadomo, że do zakupu nie dojdzie. Tak zadecydował – jak media relacjonują – premier Mateusz Morawiecki, który nie kiwnie palcem w bucie, gdy mu na to nie pozwoli prezes Jarosław Kaczyński.

Jeszcze wczoraj szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch zarzekał się, że ten 30-letni pływający złom jest OK: „fregaty obronią nas na Bałtyku”, zaś szef kancelarii Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski wycierając pot z czoła zapewniał: „to „polsko-australijsko-amerykańskie porozumienie wojskowe”. Za to nic na ten temat nie mówił minister obrony Mariusz Błaszczak, bo był zajęty lekturą, co też prasa na świecie pisze o nim jako ekspercie od sodomitów.

Prezes Kaczyński mógł dojść do skądinąd słusznych uczuć patriotycznych, po kiego wyrzucać w błoto miliardy na złom australijski, kiedy za darmo jest rdzewiejąca stępka pod prom w Szczecinie.

Do pisowskiego wariatkowa przyzwyczailiśmy się, a nawet jesteśmy na takie newsy gruboskórni, impregnowani, nie wyzwala się w nas już większe oburzenie. Ot, kolejna głupawka rządzących. Australijczycy też mogą podobnie odczuwać, choć negocjacje były długie i wyczerpujące. Ale ambasadę mają przy Nowogrodzkiej, więc z tym klimatem absurdu są aż nadto zaznajomieni.

Prezydent Duda i tak nie miał w planach spotkania na antypodach z kimś ważnym, bodaj tylko z gubernatorem jednego ze stanów. Przynajmniej Agata Kornhauser-Duda będzie mogła zaprezentować kreację koktajlową. Jest problem, czym Duda ze swymi kompanami wypełnią czas, choć w dzień prezydent może poszusować na nartach wodnych. Mogę mu ponadto podpowiedzieć, by wybrał się na koncert Boba Dylana w Sydney, który jeszcze dziś i jutro koncertuje. Rozumiem, że Dylan to nie Doda i zadkiem nie zakręci.

Inny walor antypodów jest jeszcze taki, że na trasie kawalkady Dudy nie pojawią się protestujący z t-shirtami Konstytucja, ani nie będą w nie ubierać pomniki. Choć kto wie. Przy całej niezłomności Dudy można rzec, iż wybrał dobry kierunek rozwoju osobistego: coraz mniej w nim polityka, a więcej celebryty.

Kościół podporządkował sobie państwo. ONR chwalony przez senatora PiS

Zwykły wpis

Senator PiS Jan Żaryn był gościem Polskiego Radia gdzie wypowiedział się m.in. na temat ONR.

ONR ma prawo istnienia tak długo jak jest organizacją legalną. (…) Inwektywy pod adresem ONR nie od dzisiaj towarzyszą tej organizacji. (…) Sens dzisiejszego ONR, czyli wspaniała polska prawica i inteligencja, która wypracowała bardzo ciekawy przed wojną i w czasie wojny program patriotyczny – mówił Żaryn.

Trzaskowski składa do Prokuratora Generalnego wniosek o delegalizację ONR-u: Warszawa musi być wolna od faszyzmu

Święte daty dla Polaków, dla warszawiaków, są bezczeszczone przez ONR-owców. To miało miejsce 11 listopada, potem 1 sierpnia i teraz 15 sierpnia. Miarka się przebrała. Trzeba jasno mówić: to, co jest czarne, jest czarne, to, co jest brunatne, jest brunatne. Warszawa musi być wolna od faszyzmu, wolna od tego typu ludzi, którzy wykrzykują takie hasła. Polska powinna być od tego wolna, bo taką mamy tradycję” – mówił na konferencji prasowej Rafał Trzaskowski. 

Składam wniosek do Prokuratora Generalnego o delegalizację ONR-u, rozwiązanie stowarzyszenia. Ta organizacja po raz kolejny, uporczywie, łamie Kodeks karny. Albo jasno powiemy, że nie ma miejsca na tego typu zachowania, nie ma miejsca w Warszawie i Polsce, albo będziemy, jak niektórzy członkowie rządu PiS, starali się tego typu zachowania usprawiedliwić” – dodawał.

Trzaskowski: Nasze sondaże pokazują znacznie większą przewagę

Nasze sondaże pokazują znacznie większą przewagę. To jest w tym momencie nieważne. Od samego początku było jasne, że ta kampania jak się zacznie, będzie trwała do samego końca, że nic nie jest przesądzone, że walka będzie bardzo brutalna i że trzeba przez cały czas mocno pracować. Mądrze i mocno. Dopiero teraz zaczyna się kampania” – mówił w Poranku Radia TOK FM Rafał Trzaskowski.

Tak miało być. Najpierw rozmowa, przygotowanie programu, kilkunastu pakietów programowych, dokładne rozpoznanie problemów Warszawy, a potem kampania klasyczna” – dodawał.

Paweł Wroński usiłuje udowodnić, że „zasada skrupulatnego rozdzielenia państwa od Kościoła służy Kościołowi i państwu”. Niestety, Kościół już dawno zauważył, że jeszcze lepiej służy mu zasada podporządkowania państwa Kościołowi.

Duda przyspiesza >>>

Rok temu, przed posiedzeniem Rady Ministrów, miała miejsce dość dziwna sytuacja. Minister Szyszko przekazał ministrowi Błaszczakowi tajemniczą kopertę od pewnej tajemniczej córki leśniczego. Po ujawnieniu nagrania tego wydarzenia przez Polsat, Błaszczak odesłał kopertę, a wszyscy zaczęli zastanawiać się, co w niej było.

Szyszko, pytany o jej zawartość, podziękował Polsatowi za czujność, odwołał się do zamordowanej przez komunistów Danuty Siedzikówny „Inki”, która była córką leśnika i dodał, że jest dumny, iż „zwrócono uwagę na zawód leśnika„. Tak pokrętne wyjaśnienie jeszcze bardziej podkręciło ciekawość i zainteresowanie zawartością listu.

Również ówczesna pani premier odniosła się do sprawy, mówiąc, że „to jest wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć. Nie wiem, jaka była treść tej koperty i jakie to były dokumenty. Na pewno to będzie wyjaśnione”.

Ewangelia ważniejsza od Konstytucji. Bezwstydny i zdemoralizowany kler

Zwykły wpis

Powoli przyzwyczajamy się, że ważne święta katolickie są również miejscem do wystąpień politycznych. Tym razem zdarzyło się to w środę na Jasnej Górze, podczas uroczystości święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w której wzięło udział około 100 tysięcy pielgrzymów.

W homilii abp Depo nawiązując do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości i do Bitwy Warszawskiej powiedział: „Dzień 15 sierpnia 1920 głęboko wpisał się nie tylko w historię naszej ojczyzny – to był przełomowy moment obrony cywilizacji europejskiej, w której trwamy od pokoleń. Nie wszyscy chcą to uznać, że ten dzień i następujące po nim wydarzenia były cudem czynu militarnego za sprawą Maryi Zwycięskiej i cudem jedności Polaków, broniących po wielu latach zaborów odzyskanej ojczyzny”.

Następnie przekonując, że dziś chodzi przede wszystkim o zwycięstwo moralne, triumf prawdy i miłości, arcybiskup mówił: „W takim zwycięstwie nie ma wygranych i pokonanych, chyba że ktoś czuje się pokonanym poprzez prawdę i miłość do ojczyzny i jej dziejów…” a kończąc swą myśl hierarcha dodał: „bardzo boleśnie powróciły w ostatnim czasie wypowiedzi, że w Polsce rządzi Konstytucja, a nie Ewangelia, że Konstytucja ma iść przed Ewangelią”.

 

To nie koniec zaangażowania księży na Jasnej Górze. Do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości nawiązał też witający zgromadzonych wikariusz generalny Zakonu Paulinów – gospodarzy jasnogórskiego sanktuarium – o. Michał Lukoszek. Swój stosunek do prawa przedstawił w słowach: „Wdzięczni za dar wolności, nie chcemy ślepo przyjmować modelu wolności proponowanej przez ludzkie prawodawstwa, ale w szkole jasnogórskiej Maryi pragniemy uczyć się wolności kształtowanej przez Chrystusową Ewangelię, poprzez dekalog streszczony w przykazaniach miłości Boga i bliźniego”.

Jak widać duchowni zapomnieli, że Polska jest jeszcze państwem świeckim, w którym obowiązuje prawo i Konstytucja. A obchodzone od V wieku święto należące do najważniejszych i największych wydarzeń na Jasnej Górze, w polskiej tradycji nazywane świętem Matki Bożej Zielnej, przewiduje tego dnia podczas nabożeństw święcenie kwiatów i ziół oraz modlenia się o błogosławieństwo dla pól i plonów.

Władza PiS rozbroiła naszą obronność

Zwykły wpis

Według I Prezes SN, Komisja Europejska sprawia wrażenie, jakby wierzyła w otwartość polskiego rządu. – „KE uwierzyła, że są prowadzone realne, prawdziwe negocjacje i jakieś ustępstwa naszego rządu, a to było tylko przeciąganie na czas. Aktualna władza nauczyła nas nierespektowania wykładni i reguł, do których byliśmy przyzwyczajeni. Stało się to normalne i dopuszczalne” – powiedziała prof. Małgorzata Gersdorf w wywiadzie dla agencji Reuters.

Wezwała Unię Europejską do szybszego podjęcia działań w sprawie pisowskich zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości. W przeciwnym razie nastąpią nieodwracalne zmiany. – „UE podjęła działania zbyt późno. Sędziowie zostaną zwolnieni i wtedy rząd się cofnie, ale nie będzie już jak się cofać, bo sędziów nie będzie” – powiedziała prof. Gersdorf.

W Sądzie Najwyższym pojawią się nowi sędziowie i zdaniem I Prezes przez lata będą tam występować istotne trudności w rozstrzyganiu spraw, ze względu na ich brak doświadczenia i brak ciągłości postępowania sądowego. – „Upolitycznienie polskich sądów, przed którym ostrzegała UE, dopiero pokaże swój pełny wpływ na funkcjonowanie sądów” – stwierdziła I Prezes SN.

Prof. Gersdorf zapowiedziała, że zrezygnuje ze stanowiska Pierwszego Prezesa SN dopiero po powołaniu jej następcy w sposób zgodny z Konstytucją.

Wczoraj gen. Różański mówił.

– Dzisiejsza defilada była pierwszą, w której nie uczestniczyłem. Byłem bardzo zajęty, nie traktuję tego jako manifestacji politycznej – powiedział w „Faktach po Faktach” gen. Mirosław Różański. Dodał, że sposób w jaki formowane są Wojska Obrony Terytorialnej „nie zwiększa naszego bezpieczeństwa”.

Były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych skrytykował szerokie używanie żołnierzy do celów reprezentacyjnych. – Mamy za dużo świąt. Kilka razy w miesiącu mamy jakieś święto. To może doprowadzić do irytacji u żołnierzy. Powinniśmy ograniczyć się do dwóch świąt – dzisiejszego i świąt pułkowych. Jeżeli żołnierze są prezentowani przy świętach kościelnych czy na otwarciach instytucji cywilnych to nie wpływa to dobrze na ich samopoczucie – ocenił gen Różański.

– Święto to czas do refleksji. Dzisiejsza refleksja jest smutna. Trzy lata temu usłyszałem od ministra Macierewicza, że armia jest w fatalnym stanie. Przez te trzy lata nic nie zostało zrealizowane. Nie można zauważyć postępu w zakresie modernizacji armii. Stoimy w miejscu, czyli się cofamy – stwierdził generał.

Gość „Faktów po Faktach” porównał dwóch ostatnich ministrów obrony narodowej. – Różnią się formą przekazu. Antoni Macierewicz był bardziej ekspresyjny, a Mariusz Błaszczak jest bardziej stonowany. Jednak w zakresie modernizacji armii zmiana nie nastąpiła – powiedział Różański. Dodał, że po zmianie na stanowisku ministra „na pewno współpraca na linii MON – prezydent układa się lepiej”.

Generał odniósł się również do dzisiejszych nominacji generalskich dokonanych przez prezydenta Andrzeja Dudę. – Najbardziej dla mnie kuriozalny awans to awans dla dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej, formacji która się dopiero tworzy. Mamy czasy, gdy awanse są rozdawane za lojalność i za deklarację bezkrytycznej współpracy z politykami – wyraził opinię Różański.

– WOT są absolutnie potrzebne, powinny być uzupełnieniem sił zbrojnych. Natomiast jeżeli ktoś wysuwa te wojska na pierwszy plan to jest to wielka nieodpowiedzialność. Nie można ich tworzyć kosztem wojsk operacyjnych – zaznaczył. – Nowy sprzęt trafia w pierwszej kolejności do WOT. To jest rabunek wojsk operacyjnych na rzecz Obrony Terytorialnej. Budowanie tej formacji w ten sposób nie zwiększa naszego bezpieczeństwa. Jeżeli w obecnej sytuacji na świecie chcemy budować bezpieczeństwo naszego kraju poprzez budowę kolejnych oddziałów lekkiej piechoty, to jest to nieodpowiedzialne – powiedział gen. Mirosław Różański.

Homilia bp Wacława Depo na Jasnej Gorze w Częstochowie (Depo o Konstytucji od 10 min).

Bardzo boleśnie powróciły w ostatnim czasie wypowiedzi, że w Polsce rządzi Konstytucja, a nie Ewangelia, że Konstytucja ma iść przed Ewangelią – mówił Depo.

Według portalu Karnowskich i Biereckiego, Obywatele RP to „lewacy” 😂 Źli „lewacy” blokują dobry ONR 🤯

„To niedopuszczalne, że w Warszawie, która tyle wycierpiała ze strony nazistów, organizowane są przemarsze takie same jak te w Berlinie sprzed lat” – powiedziała „GW” Anna Trąbecka, jedna z kilkudziesięciu osób, które próbowały zablokować wczorajszy marsz ONR.

Blokadę pod hasłem „Nacjonalizm to nie patriotyzm” zorganizowali Obywatele RP. Usiedli na asfalcie i skandowali: „Warszawa wolna od faszyzmu!”. Kontrmanifestanci przynieśli transparenty: „Patriotyzm to nie nacjonalizm”, „Faszyzm nie przejdzie” i „Faszyści precz z naszych ulic”. Część miała w rękach białe róże.

Narodowcy maszerowali z okazji 98 rocznicy Bitwy Warszawskiej. Z flagami Polski oraz sztandarami Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej z falangą przeszli przez Warszawę. Skandowali hasła: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa”.

Policja siłą usunęła kontrmanifestantów z trasy przemarszu narodowców. Funkcjonariusze wylegitymowali ponad 50 osób, które blokowały przemarsz. – W stosunku do części z nich skierujemy wnioski do sądu o ukaranie. Jeden mężczyzna, który miał popychać i szarpać policjanta, został doprowadzony do komendy” – poinformował Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji.

Urzędnicy stołecznego Ratusza tym razem nie podjęli decyzji o rozwiązaniu marszu ONR. – „Zgromadzenie nie straciło pokojowego charakteru, nie pojawiały się też hasła, które nawoływałyby do działań niezgodnych z prawem. Ale bardzo dokładnie przeanalizujemy wszystkie materiały ze zgromadzenia pod kątem ewentualnych dalszych działań” – tłumaczyła „GW” Agnieszka Kłąb, rzeczniczka prasowa urzędu miasta.

Waldemar Mystkowski pisze o defiladzie.

Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza

Największa defilada wojskowa po 1989 roku miała do spełnienia w istocie jeden cel – propagandowy. Czy został osiągnięty? W mniemaniu władzy propagującej swoją wielkość – na pewno. Jak reagowała publiczność? Raczej bawiła się w czas wakacji, refleksje pozostawiając na później bądź fachowcom. Właśnie – co z fachowcami? Czy dadzą się oszukać? Albo inaczej postawmy pytanie – czy fachowca można orżnąć?

Kilka twardych danych. W Defiladzie Niepodległości pokazanych zostało 200 wojskowych maszyn, 100 samolotów, a Wisłostradą przemaszerowało około tysiąca żołnierzy i 900 rekonstruktorów. MON ponadto podał informację, iż paradę oglądało 120 tys. osób, znając tę władzę należy zakładać, że podana liczba jest bardzo zawyżona.

Zwraca uwagę duża grupa rekonstruktorów, która nie powinna brać udziału w czymś tak poważnym, lecz nie powinna dziwić, bo jej rolą jest zaciemnianie rzeczywistych problemów. Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza, prezesa. Przepowiadałem, że może jak Breżniew, prezes Kaczyński zechce pomachać rączką do publiki, lecz jego stan zdrowia nie pozwolił na tę rekonstrukcję.

Obserwujący defiladę attaché wojskowi znają się na uzbrojeniu, więc część sprzętu musiała wzbudzić uśmiechy politowania, gdyż niektóre wyposażenia wojska polskiego nadaje się tylko do muzeum bądź do sprzedaży krajom Trzeciego Świata, co zresztą zamierzał uczynić poprzedni rząd.

Fachowcy przede wszystkim nie zobaczyli żadnego nowego sprzętu, który podnosiłby zdolności obronne kraju. Tak naprawdę Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak rozbrajali i rozbrajają polską armię, czyniąc ją coraz bardziej bezsilną. A prezydent Andrzej Duda nie potrafi się temu przeciwstawić, jest bezwolny.

Jedyny zaprezentowany nowy sprzęt na defiladzie to samoloty dla VIP-ów. Czy w ten sposób władza chce powiedzieć – trawestując Jerzego Urbana – my się obronimy. Zamontują działka na pokładzie gulfstreama, czy boeinga, wezmą słuszny kurs ucieczki na Zaleszczyki – którymi dzisiaj może być Budapeszt Viktora Orbana, a ten i tak ich wyda, gdy agresorem okaże się Putin, bo kto inny.

Ta defilada wojskowa jest proweniencji wschodniej, bizantyjskiej. Lecz do moskiewskich defilad ma się nijak, bo pod Kremlem zawsze jest prezentowany nowy sprzęt, a wśród publiki odbywa się parada szpiegów, którzy zlatują się do Moskwy z całego świata, aby zobaczyć, co Kreml chowa pod plandekami.

Na Wisłostradzie oglądaliśmy defiladę rozbrojonej armii, a głównym rekonstruktorem był Mariusz Błaszczak, który w związku z nową ksywką Sodomita jest bohaterem rodem z commedii dell’arte. O defiladzie nie napiszą na świecie, ale o sodomicie owszem.

Także jego wyobrażenia o wyjątkowości pozycji artysty (ja, geniusz) były w gruncie rzeczy bardzo modernistyczne, a dzisiaj są nieco śmieszne. Jego przekora w dużej mierze była konformizmem à rebours – wy tak, to ja tak! Gdyby dziś żył, potratowałby pewno nadmuchanego Gombrowicza tak, jak kiedyś potraktował Sienkiewicza albo Młodziaków w Ferdydurke. Ale był też inteligentny i zabawny, a to się liczy często bardziej niż inne przymioty. No i jednak wielkim pisarzem był, a książka Suchanow jest bardzo dobra. Koniec i bomba.

Klementyna Suchanow, Gombrowicz. Ja, geniusz, Czarne 2017

>>>