Tag Archives: Sandra Wilk

Korupcja wg PiS, nowotwór zawłaszczania państwa dotarł wszędzie

Zwykły wpis

Marek Szewczyk, były naczelny „Konia Polskiego” ujawnił na swoim blogu Hipologika.pl. skandaliczne praktyki odkryte w cieszących się do niedawna dobrą sławą polskich stadninach koni. Dowodzi, że unikatowe konie czystej krwi wywieziono z Polski za granicę na podstawie zeskanowanych podpisów. Chodzi głównie o urodzonego w marcu 2017 r. Ermitage jednego z najbardziej obiecujących ogierków w polskiej hodowli konia arabskiego syna multiczempionki Emandoriii. Dodaje, że w wątpliwy sposób dzierżawiono też inne cenne konie z Michałowa: klacze Emandorię, Pustynię Kahila i Galeridę oraz ogiera Equatora.

„Samo dzierżawienie nie jest niczym nietypowym.  Jednak pierwszy raz spotykam się z dzierżawą przeprowadzoną w taki niechlujny sposób” – pisze Szewczyk. „Niestety, sposób dzierżawy niektórych klaczy można uznać za okradanie stadnin. Pytanie tylko w czyim interesie” – mówi. „Przykładem może być Emandoria, która jest multiczempionką, a wydzierżawiono ją bez opłaty dzierżawnej, a zyskiem dla stadniny jest tylko ewentualne 50 proc. wygranych pieniężnych na pokazach” – mówi.

Co na to Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, któremu podlegają stadniny. Jak informuje „Rzeczpospolita” z dokumentów ośrodka, wynika, że bez umowy za granicą przebywał ogierek Ermitage. (…) „Pozostałe konie przebywały lub przebywają za granicą zgodnie z zawartymi umowami”– odpowiedział rzecznik KOWR Mariusz Rytel.

Milczeniem pominął fakt skanowanych podpisów, ale akurat tę informację potwierdziło Ministerstwo Rolnictwa w odpowiedzi na interpelację posła Jarosława Sachajki z Kukiz’15. „Skan umowy dostarczony 4.09.2018, podpis dzierżawcy również zeskanowany, podpis prezesa SK Michałów jest oryginalny” – taką adnotację ministerstwo zamieściło przy Pustyni Kahila i Galeridzie.

Ujawnia jednak fakt, że w umowie dotyczącej tej drugiej klaczy nie wszystko się zgadza. „Sprzeczne informacje – klacz zostaje przekazana nieźrebna, w dalszej części akapitu widnieje zapis, że klacz jest jednak źrebna” – pisze resort w odpowiedzi na interpelację.

Wiele wskazuje na to, że problemy z dzierżawą mogły mieć miejsce również w innej stadninie koni arabskich: w Janowie Podlaskim. Posłanka PO Joanna Mucha złożyła przed kilkoma dniami zawiadomienie do CBA w sprawie stadnin, a jednym z powodów jest sprawa dzierżawy słynnej janowskiej klaczy Pingi.

Pinga wygrała w tym czasie jeden z pokazów na Bliskim Wschodzie, stadnina zapewnia, że przelała nagrodę w wysokości 75 tys. euro, jednak zdaniem ministerstwa środki nie trafiły na konto stadniny. „Zachodzą podejrzenia o przywłaszczenie wyżej wymienionej kwoty przez członka zarządu stadniny”– pisze Mucha.

Sytuację w stadninach śledzi również Posłanka PO Joanna Kluzik-Rostkowska i przypomina, że „w 2016 r. prezesów stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie, czyli Marka Trelę i Jerzego Białoboka, odwołano m.in. z powodów rzekomych nieprawidłowości w dzierżawie klaczy. Przeprowadzono audyty w stadninach, których wyników nigdy nie poznaliśmy. Nieoficjalnie wiadomo, że zarzuty się nie potwierdziły. Za to porządny audyt przydałby się teraz – podpowiada Rostkowska.

Pisowska korupcja dotyka każdej dziedziny życia. Nawet w stadninach koni, z których wywieziono unikalne konie na podstawie podrobionych dokumentów.

Depresja plemnika

W miarę jak kolejne media ujawniają bulwersujące kulisy afery korupcyjnej w Komisji Nadzoru Finansowego, odsłaniając elementy przeprowadzanego z całą bezwzględnością procesu doprowadzania prywatnych banków na skraj upadku, by następnie je “uratować” poprzez przejęcie przez państwo, rośnie napięcie wewnątrz obozu władzy, a oczom obserwatorów ukazuje się bezwzględna walka frakcji walczących o wpływy. Oderwanie obozu władzy od rzeczywistości jest totalne – moment ujawnienia skandalicznego procederu i idącej w dziesiątki milionów rocznie łapówki wykorzystują nie do zdiagnozowania problemu i jego zwalczenia, a do zabezpieczenia własnych interesów, najlepiej kosztem politycznych rywali wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy.

Dobro państwa już dawno nie jest najważniejsze – liczy się władza i jej utrzymanie za wszelką cenę. Nie ma nawet cienia szansy na powołanie komisji śledczej czy rzetelne śledztwo, na które naciska opozycja oraz pewnie już wkrótce opinia publiczna. Do tej pory PiS był teflonowy i ujawnianie mniejsze lub większe afery (w sieci krąży już nawet lista 100 takich…

View original post 3 631 słów więcej

Jak PiS wrabia innych w swoje wypadki, przypadek Beaty Szydło

Zwykły wpis

No, proszę. Pisowskiemu ambasadorowi Sadosiowi zmiękła rura.

W najbliższą sobotę z inicjatywy Obywateli RP na fasadzie budynku PKiN zostanie wyświetlony napis „Konstytucja”. – Jeśli dziś konstytucja jest głosem w politycznym konflikcie, to dzieje się tak dlatego, że stroną tego konfliktu są siły dokonujące zamachu stanu – uważa Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

„Wyświetlmy napis KONSTYTUCJA na Pałacu Kultury i Nauki, niech każdy kandydat na prezydenta, radnego, burmistrza, posła do sejmiku wie, czego domagają się Polki i Polacy. Niech każdy wie, że konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej” – pisali Obywatele RP, rozpoczynając zbiórkę na swoją akcję w serwisie Zrzutka.pl.

Jak wyliczyli, by móc przez tydzień wyświetlać napis „Konstytucja” na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, potrzebują 30 tys. zł. „Niech każdy w Polsce wie, że konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej!” – zachęcali do zrzutki w mediach społecznościowych. Już zebrali ponad 41 tys. Proszą więc o wpłaty na kolejny tydzień.

Napis ma się pojawić na fasadzie budynku PKiN w najbliższą sobotę o godz. 18, a więc na dzień przed wyborami samorządowymi.

„Konstytucja” na fasadzie PKiN

– Nie bez powodów pojawią się z całą pewnością oskarżenia o naruszenie ciszy. W dzisiejszej sytuacji konstytucja – najwyższe prawo wszystkich stron każdego polskiego sporu – dzieli politycznie. Rzeczywiście jest polityczną deklaracją, choć konstytucja – równa dla każdego niezależnie od przekonań stanowiąca podstawę bytu wspólnego państwa – powinna być politycznie niewinna, doskonale obojętna wobec partyjnych preferencji – zwraca uwagę Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

Czy Sebastian K., oskarżony ws. wypadku Beaty Szydło, był skłonny zgodzić się na warunkowe umorzenie śledztwa ze wskazaniem jego winy? – Gdyby nie miał tej wiedzy, którą dostarczył mu obrońca, tak właśnie by było. Być może na podstawie tego, co zobaczyłby w aktach podjąłby błędne przekonanie, że jego sytuacja jest beznadziejna – ujawnia mec. Władysław Pociej.

  • – Prokuratura, a wcześniej minister Błaszczak, w sposób zupełnie nieograniczony, podali do publicznej wiadomości informacje z akt postępowania w pierwszych godzinach jego toku. Jestem tym zdumiony – mówi mec. Pociej
  • – Nawet gdy są użyte sygnały dźwiękowe oraz świetlne, to ta okoliczność nie zwalnia kierowcy pojazdu uprzywilejowanego z obowiązku zachowania zasady szczególnej ostrożności – tłumaczy prawnik
  • – Jeśli – jak donosiły media – wiceminister Piebiak rozmawiał z sędziami z Oświęcimia już po wypadku, to byłaby to oczywista presja na sąd, który będzie orzekał w tej sprawie – ocenia obrońca Sebastiana K.

***

Szymon Piegza, Onet: Dlaczego zdecydował się pan bronić Sebastiana K.?

Proszę przypomnieć sobie sytuację z dnia, w którym miał miejsce ten wypadek: bardzo młody człowiek, u progu dorosłości, wówczas nawet jeszcze nie maturzysta, staje sam wobec potężnych instytucji państwa oraz mediów i zostaje poddany natychmiastowemu osądowi. Tak nie może być. Trzeba było, by ktoś za nim stanął. Tak widzę swoją rolę jako adwokata: zrobić wszystko, aby prawa należne każdemu obywatelowi były w pełni respektowane w każdej sytuacji.

Każdy aplikant adwokacki pamięta z pierwszych wykładów z historii Adwokatury Polskiej następujący fakt: po odzyskaniu niepodległości Józef Piłsudski dekretem „w przedmiocie statutu tymczasowego Palestry Państwa Polskiego” powołał do życia Adwokaturę Polską. Powiedział wtedy, że tylko adwokat jest w stanie podjąć się obrony obywatela przed państwem. Miał rację.

Przewaga państwa nad obywatelem

Na czym polega przewaga państwa w tej sprawie?

Między innymi na tym, że jako obrońca jestem zagrożony zarzutem karnym z art. 241§1 kk, jeśli ujawnię jakiekolwiek wiadomości z postępowania przed ujawnieniem takich wiadomości na rozprawie głównej. Zwróćmy uwagę, że prokuratura, a wcześniej minister Błaszczak w sposób zupełnie nieograniczony podali do publicznej wiadomości informacje z akt postępowania w pierwszych godzinach jego toku. Jestem tym zdumiony. Na jakiej podstawie, a przede wszystkim, w jakim celu minister i prokuratura podejmują takie działania?

Kolejny przykład to sytuacja związana z niedopuszczeniem mnie do czynności przesłuchania pani premier Beaty Szydło, mimo iż dostałem oficjalne zawiadomienie o terminie i miejscu. O tym, że nie zostanę dopuszczony do przesłuchania dowiedziałem się już po jego rozpoczęciu. Informację tę przekazała mi protokolantka. Niestety zgodnie z obowiązującym mnie prawem nie wolno mi było komukolwiek udzielić żadnej informacji o tej odmowie, a jednak wiadomość o tej decyzji prokuratury pojawiła się w internecie kilka minut później. Po prostu prokuratura powiadomiła o tym media. Dlaczego jednej stronie procesu wolno udzielać w nieskrępowany sposób każdej informacji o postępowaniu, a druga strona jest takiej możliwości pozbawiona?

Nie można się było odwołać od tej decyzji?

W takiej sytuacji nie przysługują żadne środki odwoławcze.

Złożył pan natomiast zażalenie na niesłuszne zatrzymanie Sebastiana K. w dniu wypadku.

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu wydał postanowienie, że to zatrzymanie było legalne, ale bezzasadne, czyli nie było przyczyny dla której mój klient został zatrzymany. Przypominam, że zatrzymanie jest formą pozbawienia wolności. Człowiek zostaje pozbawiony możliwości dysponowania własną osobą w nieskrępowany sposób.

Dla jakiej przyczyny zastosowano zatrzymanie? To był uczestnik zdarzenia, który nie uciekał, nie stawiał oporu, nie był pod wpływem narkotyków lub alkoholu. Wystarczyło spisać jego dane i wezwać na przesłuchanie następnego dnia. W jakim celu ktoś podjął decyzję, żeby postawić zarzut i przesłuchać go jeszcze tego samego dnia? Moje doświadczenie zawodowe wskazuje, że w sprawach o wypadki komunikacyjne takie działanie się nie zdarza. Zarzut został postawiony mojemu klientowi niemal tuż po zdarzeniu.

Przypomnijmy, że prokuratura prowadziła śledztwo przez ponad półtora roku i winy nadal nie udowodniono.

Chcąc być lojalnym wobec trojga prokuratorów, którzy stanowili zespół prowadzący czynności w tej sprawie, muszę powiedzieć, że długotrwałość tego postępowania na pewno w znacznej części była powodowana koniecznością prowadzenia dowodów w ramach pomocy zagranicznej. Pojawiło się wiele dokumentów, które podlegały rygorom tłumaczenia przez tłumaczy przysięgłych.

Jednak końcowy wniosek prokuratora okręgowego, który był wnioskiem o warunkowe umorzenie tego postępowania, był oczywiście nie do przyjęcia dla mojego klienta.

Dlaczego?

Zarysowałem mojemu klientowi wszelkie konsekwencje; plusy i minusy związane z tym rozstrzygnięciem. Obrońca nie ma prawa wymagać od klienta, żeby zajął takie a nie inne stanowisko. Jego rolą jest udzielenie klientowi wszelkich możliwych informacji, ale decyzja zawsze należy do klienta. Dokonałem mojej oceny tej sytuacji i uznałem, że okoliczności, które nie zostały na początku wyjaśnione, mogą decydować o tym, czy on jest winny czy nie.

Wydaje się, że w trakcie wypadku doszło do wielu zaniechań. O jakich dokładnie okolicznościach mówimy?

Okoliczności te były przedmiotem wyjaśnień mojego klienta na pierwszej rozprawie, w dniu wczorajszym. Wobec treści postanowienia Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, zakazującego upubliczniania wyjaśnień oskarżonego, zmuszony jestem do odmowy udzielenia odpowiedzi na to pytanie.

Wątpliwości od samego początku dotyczyły też tego, czy kolumna rządowa poruszała się w sposób uprzywilejowany.

Nie do mnie, a do sądu należy rozstrzygnięcie czy samochody rządowe używały sygnałów uprzywilejowania, a jeśli tak to jakich. Media powoływały się na relacje świadków, którzy twierdzili, że sygnałów dźwiękowych nie było. Proszę nadto zważyć na jedną ważną okoliczność: nawet, gdyby były użyte sygnały dźwiękowe oraz świetlne, to ta okoliczność nie przesądza o sprawstwie.

Kolumna uprzywilejowana czy pojazd uprzywilejowany nie mają prawa jechać bez zwracania jakiejkolwiek uwagi na innych użytkowników ruchu. Także te pojazdy muszą się poruszać z zasadą zachowania szczególnej ostrożności. Co to oznacza w praktyce? Jeśli inny użytkownik ruchu nie daje pierwszeństwa przejazdu, to pojazd uprzywilejowany ma obowiązek jechać tak, aby nie spowodować wypadku. Jeśli warunki tego wymagają to kolumna, choć uprzywilejowana, ma bezwzględny obowiązek nawet się zatrzymać.

Pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: ostateczna treść zarzutu, który usłyszał mój klient to nieumyślne spowodowanie wypadku poprzez nieustąpienie pierwszeństwa samochodowi uprzywilejowanemu, a nie kolumnie uprzywilejowanej. W jaki sposób był oznakowany ten samochód uprzywilejowany? Procedury mówią jasno: samochód uprzywilejowany musi mieć zamontowane światła uprzywilejowania w taki sposób, by były one widzialne w promieniu 360 stopni od tego samochodu, czyli tylko na dachu. Czy tak było w tym przypadku? Odpowiedź na te pytania musi dać proces, który właśnie się rozpoczął.

Jak się szybko okazało, ze świadkami również był problem, ponieważ kierowcom, którzy byli najbliżej całego wypadku BOR natychmiast kazał odjechać z miejsca zdarzenia.

Tu znów dotykamy okoliczności, które były przedmiotem wyjaśnień mojego klienta na rozprawie.

Brak dowodów w sprawie

Prokuratura przez ponad półtora roku nie znalazła jednoznacznych dowodów potwierdzających, że kolumna rządowa poruszała się w sposób uprzywilejowany. Czy w takiej sytuacji brak tak naprawdę jasnych dowodów na winę Sebastiana K.?

W moim przekonaniu tak właśnie jest. Od samego początku czekaliśmy na ewentualne całkowite umorzenie postępowania przeciwko mojemu klientowi wobec braku winy. Mamy ostatecznie akt oskarżenia.

Do tej pory prokuratura chciała warunkowego umorzenia śledztwa ze wskazaniem winy oskarżonego Sebastiana K. Trzy miesiące temu nie zgodziliście się na takie zakończenie. Sebastian powiedział mi, że gdyby nie pana pomoc, sam byłby skłonny przyjąć taką propozycję, by jak najszybciej zakończyć sprawę i mieć święty spokój.

Gdyby nie miał tej wiedzy, którą dostarczył mu obrońca, tak właśnie by było. Być może na podstawie tego, co zobaczyłby w aktach podjąłby błędne przekonanie, że jego sytuacja jest beznadziejna. Rolą obrońcy jest pokazać mu elementy, które wskazują na jego korzyść.

Warunkowe umorzenie jest przesądzeniem wyłącznej winy. Oskarżony ponosi wtedy odpowiedzialność za całość zdarzenia. Z jego polisy OC są pokrywane szkody naprawy rządowej limuzyny. Mój klient podjął decyzję, że nie da sobie przypisać winy za to zdarzenie.

Co z zasadą domniemania niewinności?

Zdaję sobie sprawę z tego, w jak niezwykle trudnej sytuacji stoi obywatel w sporze z państwem. Absolutna przewaga instytucji państwa na każdym polu powoduje, że obywatel staje przed ogromnym wyzwaniem. Prokuratura zbiera materiały i twierdzi, że ów obywatel jest winien. Powstaje zatem pytanie, czy państwo poprzez prokuraturę prawidłowo oceniło tę sytuację?

POLECAMY: Siedem wielkich niewiadomych ws. wypadku premier Szydło

Sebastian obawiał się również, że w momencie wzięcia na siebie winy poszkodowani członkowie BOR oraz pani premier mogliby wytoczyć proces ze względu na uszczerbek poniesiony na zdrowiu.

Jest to teoretycznie możliwe. Wtedy szkody na osobach, które doznał uszczerbku, są również regulowane z OC.

Wczoraj przed oświęcimskim sądem rejonowym ruszył proces w sprawie zderzenia FiataSeicento i kolumny BOR, do którego doszło 10 lutego 2017 roku. Przypomnijmy, że wcześniej ten sam sąd chciał, by sprawa była rozpatrywana w Krakowie.

Było oficjalne wystąpienie Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, żeby przenieść sprawę do innego sądu. Sąd Apelacyjny w Krakowie odmówił temu wnioskowi uznając, że skoro wypadek zdarzył się w Oświęcimiu, to rozpozna tę sprawę sąd właściwy wg zasad ogólnych.

Jak pan skomentuje doniesienia medialne mówiące o tym, że w tym samym sądzie w ubiegłym roku pojawił się wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak i miał rozmawiać z sędziami o tej sprawie?

Jeśli, jak donosiły media, wiceminister Piebiak rozmawiał z sędziami z Oświęcimia już po wypadku to byłaby to oczywista presja na sąd, który będzie orzekał w tej sprawie. Podkreślam, iż informacja taka dotarła do mnie tylko z mediów. Jest oczywistym, że dla obrońcy to poważny sygnał ostrzegawczy.

Ma pan jakieś obawy w sprawie samego procesu?

Powstaje pytanie, z jakąś częstotliwością sąd będzie wyznaczał terminy rozpraw. Zupełnie nieprzewidywalna jest, jak zawsze w sprawach z wieloma dowodami osobowymi, kwestia stawiennictwa świadków, których w tej sprawie jest dużo. Nie mam na razie żadnych przesłanek do utraty zaufania do składu sędziowskiego i wierzę głęboko, że tak pozostanie.

Konstytucja zawędruje na miejsce symboliczne dla Warszawy, na Pałac Kultury i Nauki.

Holtei

Morawiecki chciałby Ziobrę wyrzucić?

„Nie mam żalu do Ziobry” – zapewniał w Polsat News prezes Kaczyński, ale wydaje się, że to tylko dobra mina do złej gry, co potwierdzają wypowiedzi innych polityków partii rządzącej.

Sprawa dotyczy wniosku, jaki na początku października minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. Nie informując nikogo prokurator generalny chce, aby TK uznał „art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE, który umożliwia sądom krajowym zadawanie pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE, został uznany za niezgodny z Konstytucją RP, jeśli pytania będą dotyczyć „ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej”.

Samowolka Ziobry, która wyszła na jaw tuż przed wyborami samorządowymi i która stawia wyraźne pytanie co do przyszłości Polski w UE, wywołała złość wśród partyjnych kolegów.

Minister sprawiedliwości próbuje ratować sytuację tłumacząc, że wywoływanie polexitu to zwykła manipulacja. W wystosowanym oświadczeniu zapewnił, że wniosek nie jest próbą wyprowadzenia Polski z UE, ale jego istotą „jest zbadanie kompetencji…

View original post 3 196 słów więcej

Przeciw PiS pojedynczo protestują ludzie

Zwykły wpis

Sandra Wilk w „Polityce” pisze o rozszerzającym się w Polsce proteście samotnych ludzi przeciw władzy PiS.

„Po akcie samopodpalenia pojedyncze „demonstracje” pojawiły się w wielu polskich miastach. Organizują je zwykli ludzie.

Po tym, co się wydarzyło 19 października pod Pałacem Kultury, nasiliły się samotne protesty. Zaczęło się od oddolnych akcji w Warszawie, ale podobne działania podjęli także ludzie z innych miast.

Wychodzą zazwyczaj w dzień. Mają przy sobie kartki wydrukowane na domowej drukarce, przezroczystą taśmę, co odważniejsi także spray. Na płotach, murach zostawiają list Szarego Człowieka, czyli mężczyzny, który dokonał aktu samospalenia. Na chodnikach malują datę – 19.10.17 – i wybrany z jego listu cytat. Najczęściej ten najbardziej wymowny, ujmująco ludzki: „Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”.

Rafał Ziemkiewicz w TV Republika kpił z samospalenia Piotra S. z Niepołmic. I zaproponował, aby inni poszli w te ślady.

Taki to prawicowy kaszalot. Ziemkiewicz kpił z protestów samotnych ludzi, z „Szarego Człowieka”.

Napisała o tym dzielna, mądra, cudna Dziewczyna – Gabriela Lazarek. Wielki ukłon ode mnie.

Polacy są wielcy. I dlatego z nikczemnikami pisowcami wygramy.