Tag Archives: Zbigniew Ścibor-Rylski

Krystyna Pawłowicz, osóbka, która miano Polki sprowadziła do kołtunki

Zwykły wpis

>>>

Nie po raz pierwszy PiS–owska funkcjonariuszka Pawłowicz zabiera głos w sposób urągający zwykłej przyzwoitości. Tym razem nawet „nie o brak poprawności politycznej chodzi, lecz o brak kultury” – czytamy w mediach społecznościowych.

Pawłowicz wywołała burzę na Twitterze kontrowersyjnym komentarzem na temat planu budowy pomnika gen. Zbigniewa Ścibora-Rylskiego. Miałby on stanąć w 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

„Zbyt wiele kwiatów może pod tym pomnikiem nie być.” – napisała Pawłowicz, no i zaczęło się…

„Wdawanie się w dyskusję z tym sejmowym trollem powinno być karalne, – odpalił jej internauta. „Po co ten komentarz? W język się pani ugryźć nie może?” – zapytał dziennikarz Marcin Makowski.

Pawłowicz nie dając za wygraną odparła: „Komentarz jest bardzo delikatny, dla prawdy. Pan woli fałszować i brązowić. Pisnąć nie wolno, bo pouczą cię zaraz „strażnicy dobrych zwyczajów.” – stwierdziła.

Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski zmarł 3 sierpnia w wieku 101 lat. Był prezesem Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich i najstarszym stopniem żyjącym powstańcem. Brał udział w kampanii wrześniowej w 1939 r., a w trakcie wojny był zaangażowany w akowską konspirację, walczył również w Powstaniu Warszawskim, za co został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył go również Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Co to dla kogoś takiego jak Pawłowicz?

>>>

Duda z Błaszczakiem polecieli na antypody po złom

Zwykły wpis

Z 6-dniową wizytą leci do Australii 60-osobowa delegacja z Dudą i Błaszczakiem na czele. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski chwalił się dzisiaj, że jednym z jej efektów ma być „podpisanie listu intencyjnego na zakup fregat rakietowych typu Adelaide, które mają wzmocnić polską Marynarkę Wojenną”.

Okazuje się jednak, że jeden z tych okrętów ma zostać… zatopiony u wschodnich wybrzeży Tasmanii. Jak poinformowało ministerstwo obrony Australii, które cytuje TVN 24, jedna z wycofanych ze służby fregat typu Adelaide, ex-HMAS Darwin, „po długiej i znakomitej służbie dostanie nowe życie jako wrak dla nurków”. Strach pomyśleć, w jakim stanie są pozostałe dwa, które chce kupić Duda z Błaszczakiem…

O dziwo – zakupowi używanych fregat przeciwny jest pisowski minister gospodarki morskiej, choć podaje inny powód. – „Nie zgadzamy się z tym, aby pozyskiwać stare jednostki australijskie i w ten sposób hamować proces budowy w polskich stoczniach nowych okrętów obronnych. My stoimy na niezmiennym i jednoznacznym stanowisku, że okręty wojenne powinny być budowane w Polsce” – powiedział Marek Gróbarczyk w rozmowie z Portalem Stoczniowym. Nie do końca wiadomo, kogo ma na myśli, używając liczby mnogiej w swojej wypowiedzi, ale długo ministrem może już nie być…

Chodzi o sprzeczności w zeznaniach posłów PiS, których pytano o przeniesienie posiedzenia Sejmu do Sali Kolumnowej. – „Sąd Rejonowy w Radomiu rozpozna sprawę zażalenia prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa dot. złożenia fałszywych zeznań przez 233 świadków w postępowaniach dot. posiedzenia Sejmu RP w Sali Kolumnowej w grudniu 2016 r.” – poinformowało biuro prasowe Sądu Najwyższego.

Prokuraturę o podejrzeniu składania fałszywych zeznań przez posłów PiS powiadomił sędzia Igor Tuleya. Stwierdził, że prokuratura nie wyjaśniła, z jakiego powodu, kiedy i kto podjął decyzję o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej. Podkreślał rozbieżności w zeznaniach posłów PiS. Powoływał się m.in. na kluczowe zeznania posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. – „Pani świadek Pawłowicz zeznaje: „O tym, że tam mogą odbyć się obrady mówiono już od rana tego dnia; wiem, że ta sala była też od rana przygotowywana pod ewentualne obrady Sejmu. O tym, że obrady mogą być w Sali Kolumnowej wiedziałam na pewno już koło południa tego dnia. Była to w mojej ocenie wiedza powszechna dla posłów, którzy byli w Sejmie”. Zapewne dla posłów partii rządzącej” – mówił sędzia Tuleya. Więcej w artykule „Czy Kaczyński i Piotrowicz składali fałszywe zeznania w sprawie obrad w Sali Kolumnowej?”.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Zażalenie od tej decyzji złożył prezes warszawskiego Sądu Okręgowego. Miał je rozpatrzyć Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, ale złożył wniosek do SN o przekazanie tej sprawy do innego sądu równorzędnego. Mokotowski sąd uzasadnił, że jest jednostką bezpośrednio podległą administracyjnie Sądowi Okręgowemu. – „Fakt ten rodzić może obawę, że decyzja sądu wydana po rozpoznaniu zażalenia, w opinii publicznej może być uznana za pozbawioną obiektywizmu właśnie wobec istniejącej podległości służbowej” – napisano w uzasadnieniu. SN przekazał więc sprawę do rozpatrzenia Sądowi Rejonowemu w Radomiu. Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze atakach prawucy na Balcerowicza.

Bracia Karnowscy polują na autora polskiego cudu gospodarczego lat 90.

Na okładce propagandowego biuletynu „Sieci” z zeszłego tygodnia, wydawanego przez braci Karnowskich, widzimy twarz Leszka Balcerowicza i napis „Nasze śledztwo. Wiemy, kto brał kasę z GetBack. Za wykład na GetBack Forum Bussiness wziął 89 tys. zł”. Sugestia jest oczywista. Od razu trzeba też dodać: suma jest nieprawdziwa, grubo zawyżona.

To nie pierwszy przypadek, kiedy autor polskiego cudu gospodarczego lat 90. jest cynicznie i z premedytacją wmontowywany w aferę GetBack – firmy powiązanej z obozem „dobrej zmiany”. Próbując odwrócić uwagę od związków z aferą swoich ludzi, Karnowscy wmawiają opinii publicznej, że na GetBack wzbogacił się Balcerowicz. Ta brudna kampania kłamstw i oszczerstw zaczęła się w maju od artykułu Marka Pyzy, który zarzucił byłemu wicepremierowi „promowanie GetBack”. A to dlatego, że jesienią 2017 wygłosił odczyt na konferencji zorganizowanej przez tę firmę.

Publiczne wystąpienia po końcu kadencji to normalna praktyka

Byli politycy, ministrowie, premierzy, prezydenci – po zakończeniu kadencji i odejściu z urzędu – mają zgromadzony kapitał popularności i autorytetu, co pozwala im kontynuować misję w formie publicznych występów i udziału w różnego rodzaju gremiach, think tankach, komitetach. Wielu z nich zakłada fundacje, finansuje stypendia i granty, wygłasza odczyty na konferencjach i wykłada w szkołach wyższych.

Część z tej działalności odbywa się na zasadach komercyjnych – nie jest niczym dziwnym, że Barack Obama czy Bill Clinton, Lech Wałęsa czy Aleksander Kwaśniewski, Joschka Fischer czy Francois Hollande przyjmują zaproszenia od różnego rodzaju podmiotów publicznych, firm, koncernów, uczelni i za honorarium udzielają wykładów. Na ogół każdy z tych polityków ma ustalone stawki za występ i specjalne biuro, które się tym zajmuje.

To absolutny elementarz. Taka praktyka jest światową normą i osoba, która tego nie wie (albo udaje, że nie wie) jest albo skrajnym ignorantem, albo człowiekiem złej woli, celowo wprowadzającym innych w błąd. Przypadek Marka Pyzy, funkcjonariusza aparatu propagandy ze stajni braci Karnowskich, mieści się w tej drugiej kategorii.

26 maja Pyza opublikował na portalu wpolityce.pl tekst poświęcony odczytowi, jaki Leszek Balcerowicz wygłosił jesienią ubiegłego roku na konferencji GetBack Business Forum 2017 w Łodzi. Pyza napisał: – „Wystąpienie Balcerowicza nosiło tytuł „Dług państwa, dług przedsiębiorstw i wpływ na makroekonomię”. Po nim nastąpiła sesja Q&A (Questions & Answers – możliwość zadawania pytań ekspertowi)”. Pyza zasugerował, że gdyby powołano komisję śledczą do wyjaśnienia afery GetBack, Balcerowicz powinien być wezwany do złożenia zeznań: – „W czasie obrad komisji śledczej profesor na pewno chętnie opowiedziałby, co mówił na tej imprezie, czy wychwalał obligacje GetBack, jakie są jego relacje z Konradem Kąkolewskim, b. prezesem spółki, przez którą swoje oszczędności straciły tysiące Polaków, no i na ile wycenił swoje usługi promowania GetBack”.

Balcerowicz wysyła replikę, Karnowscy jej nie publikują

Stwierdzenie, że przyjęcie zaproszenia do wygłoszenia odczytu na konferencji jest „usługą promowania GetBack” właściwie kwalifikuje się do sądu. Choć z drugiej strony nie dziwię się byłemu wicepremierowi, że nie złożył pozwu – procesowanie się z ferajną braci Karnowskich przypomina taplanie się w łajnie i żaden normalny człowiek nie ma na to ochoty.

Balcerowicz wysłał jednak replikę do Marzeny Nykiel, figurantki Karnowskich, która w ich imieniu zarządza propagandowym portalem wPolityce.pl. Oto treść tej repliki, zatytułowanej „Normalność przedstawiana jako patologia”:

„Moja działalność zawodowa polega m.in. na wygłaszaniu wykładów w kraju i za granicą. Ogromną większość z nich przedstawiam w trybie akademickim, pozostałe – za pośrednictwem mego agenta, do którego trafiają komercyjne oferty firm i innych organizacji z kraju i z zagranicy, zainteresowanych spotkaniem ze mną. Zwykle polegają one na moim wykładzie dla pracowników i klientów zamawiającego i następnie dyskusji. To jest normalna praktyka na Zachodzie w przypadku osób, które niegdyś pracowały w sferze publicznej, a których poglądy w dalszym ciągu budzą zainteresowanie.

Tak było i w przypadku GetBacku, dla którego pracowników i klientów – w opisanym trybie, przedstawiłem 12 października 2017 wykład – na grubo, zanim jakiekolwiek informacje nt. problemów finansowych tej firmy pojawiły się w sferze publicznej. Komisja Nadzoru Finansowego przedstawiła swoje pierwsze reakcje na ten temat w kwietniu br.! Na tym tle tekst Marka Pyzy z dn. 26 maja, w którym m.in. insynuuje on, że mogłem wychwalać obligacje GetBacku, jest prymitywną i podłą insynuacją. Pominę już nawet jego grubą ironię nt. mojej działalności publicznej.

Wedle moich standardów M. Pyza, próbując w insynuacyjny sposób powiązać mnie z późniejszymi problemami GetBacku, łamie normy elementarnej przyzwoitości. Czy wybryk M. Pyzy jest zgodny ze standardami, jakie wyznaje redakcja wPolityce?”.

Oczywiście Nykiel odmówiła opublikowania tego tekstu, co należy rozumieć jako odpowiedź twierdzącą na powyższe pytanie: tak jest, insynuacje i oszczerstwa Pyzy są zgodne ze standardami, jakie wyznaje redakcja wPolityce.pl. Późniejsza publikacja i okładka papierowego tygodnika „Sieci” są tego dodatkowym potwierdzeniem.

Hipokryzja PiS osiąga kolejny poziom żenady w stosunku do bohatera Powstania Warszawskiego

Zwykły wpis

Setki osób towarzyszyło w ostatniej drodze generałowi Zbigniew Ściborowi-Rylskiemu, uczestnikowi kampanii wrześniowej, bohaterowi Powstania Warszawskiego, żołnierzowi Armii Krajowej, kawalerowi Krzyża Wojennego Virtuti Militari. – „Byłeś człowiekiem wielkim. Swoim życiem dowiodłeś, że zło nie wygrywa. Byłeś człowiekiem oddanym drugiemu człowiekowi i zawsze myślałeś o innych. Byłeś wolnym człowiekiem, potrafiłeś wybaczać i nie bałeś się śmierci” – powiedział wnuk generała Michał Kochański.

Oprócz rodziny i przyjaciół, w uroczystościach na warszawskich Powązkach wzięli udział m.in. wiceprezesi Związku Powstańców Warszawskich Halina Jędrzejewska i Zbigniew Galperyn, prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Leszek Żukowski, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, były prezydent Bronisław Komorowski, szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Pogrzeb odbył się z asystą wojskową, ale bez udziału zwierzchnika sił zbrojnych, czyli Andrzeja Dudy – odczytano jedynie jego list. Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej, kierowane przez Mariusza Błaszczaka, ograniczyło się – jak ustalił dziennikarz „Faktu” – do wysłania wiązanki kwiatów na pogrzeb generała brygady Wojska Polskiego!

„Pogrzeby też są swoje i obce. Na te obce wysyłamy wiązanki”; – „To jest ten szacunek dla historii i powstańców, o którym tak ochoczo mówi każdy polityk PiS w TVP”; – „A co się spodziewać po osobnikach przysięgających na Konstytucję z „Tak mi dopomóż Bóg”, którzy to plują na tę Konstytucję na Polskę, na Polaków i na Boga. Konstytucją, Bogiem, Narodem gęby sobie wycierają. Odszedł na wieczną wartę ostatni oficer II RP. Niech spoczywa w spokoju” – komentowali internauci.

Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli teraz Dudzie odegrać rolę ojca narodu. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy – mówi nam dr Marek Migalski, politolog. Pytamy o spór w PiS-ie i o słabnącego Kaczyńskiego. – Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uważa, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny – zaznacza.

JUSTYNA KOĆ: Prezydent „zastanawia się” nad zawetowaniem ustawy zmieniającej ordynację do Parlamentu Europejskiego. W co gra prezydent z PiS-em?

DR MAREK MIGALSKI: Tak naprawdę kwestia zmiany ordynacji do PE jest sprawą trzeciorzędną, w przeciwieństwie do ordynacji do parlamentu. To jest ważne, żeby zrozumieć, co się dzieje. Interpretując zachowanie prezydenta, można przyjąć dwie sprzeczne interpretacje. Pierwsza jest taka, że to ułożona gra między Dudą a Kaczyńskim. Doszło do porozumienia z Macierewiczem, nie ma zagrożenia frondą z PiS-u i Kaczyński uznał, że zmiana ordynacji nie jest potrzebna. Prezes pozwoli Dudzie odegrać rolę ojca narodu, psychodramę pt. prezydent wszystkich Polaków wsłuchujący się w głosy mniejszych partii, zjednoczyciel ponad podziałami. To by wskazywało, że reżyserem tego spektaklu jest Jarosław Kaczyński przy oscarowej roli Andrzeja Dudy.

Druga interpretacja jest z tym sprzeczna, ale równie logiczna. To jest de facto próba zapewnienia sobie przez Andrzeja Dudę w 2020 roku, na wypadek niepoparcia go przez PiS, jakichś struktur i sił, które mogłyby go poprzeć, zorganizować kampanię, zebrać podpisy i uczynić jego kandydaturę realną. Byłoby to szukanie alternatywy dla PiS. Stad kokietowanie Kukiza, ugrupowania Marka Jurka i mniejszych formacji politycznych.

To jest o tyle mniej prawdopodobny scenariusz, że jest niepodobny do Andrzeja Dudy. Taka chęć na samodzielność chyba przeszła prezydentowi po tym jak PiS odrzuciło mu referendum, jego ukochane dziecko. Gdybym miał wybierać, to bardziej prawdopodobny jest pierwszy scenariusz, chociaż drugi też jest realny. Trzeba sobie zdać sprawę, że kalendarz wyborczy działa na niekorzyść Dudy, bo najpierw są wybory parlamentarne na jesieni 2019 roku, gdzie to Duda jest potrzeby PiS-owi, a dopiero później są wybory prezydenckie, gdzie PiS jest potrzeby Dudzie.

Pojawiły się głosy, że nowelizacja ordynacji do PE miała zablokować Macierewicza, który groził, że wystawi własne listy do PE z poparciem toruńskiego redemptorysty. To możliwe?

To, o czym pani mówi, byłoby potwierdzeniem scenariusza pierwszego. Zagrożenie ze strony Macierewicza było realne, ale ono minęło, dlatego PiS nie musi się upierać przy tej zmianie, a przy okazji Andrzej Duda będzie miał możliwość występu w swojej ulubionej roli zjednoczyciela narodu i człowieka niezłomnego. Warto zaznaczyć, że

ta nowelizacja ordynacji miała uderzać nie tylko w rozłamowców jak Macierewicz, ale też w Kukiza, Korwina, narodowców i wszystkich innych prawicowych konkurentów PiS – po to, aby na pół roku przed wyborami parlamentarnymi dotarła do prawicowych, a nie PiS-owskich wyborców informacja, że jedynym realnie istniejącym bytem na prawicy jest PiS. To mogła być taka psychologiczna gra.

O tym, że to gra, może świadczyć szybki podpis prezydenta pod bardzo ważną nowelizacją o SN w 24 godziny po tym jak PiS zablokował referendum konstytucyjne?

Gdyby Duda chciał się usamodzielnić, to moment między zablokowaniem referendum, czyli jego flagowego pomysłu, jego dziecka, a podpisaniem ustaw niszczących de facto wymiar sprawiedliwości w Polsce był najlepszym na to momentem. To dałoby mu narrację, że oto jestem prezydentem wszystkich Polaków, chcę żeby to oni decydowali o najważniejszych sprawach, skoro PiS na to nie pozwala, to zablokuję ustawy, które mogłyby uczynić wymiar sprawiedliwości partyjnym narzędziem, i proszę, aby traktować mnie od tego momentu jako kandydata obywatelskiego. To byłoby obciążone ogromnym ryzykiem, ale miałoby sens. Teraz, po tym jak po odrzuceniu pomysłu referendum podpisał nowelę o SN, a kłóci się z PiS-em o trzeciorzędną sprawę, jaką jest zmiana ordynacji, wygląda to dziwnie i niewiarygodnie. Oczywiście

dobrze, żeby ta ordynacja została zablokowana, bo realnie podnosi próg wyborczy, co jest akurat w tych wyborach bezsensowne. Próg wyborczy jest słuszny w wyborach do parlamentu, aby eliminować maluchów, co pozwala na skuteczniejsze budowanie koalicji i rządu. Takie działanie w stosunku do wyborów do PE jest niezasadne, blokuje różnorodność i lepszą reprezentację.

Nowelizacja wymusiłaby też zjednoczenie opozycji?

To prawda, rzeczywiście, gdyby opozycja zachowała się mądrze, to mogłaby je wygrać. Gdyby było tak, że na jedną wspólną listę antypisowską, czy to komitetu obywatelskiego, czy jakkolwiek by się to nazywało, weszłyby nie tylko PO, Nowoczesna i PSL, ale również SLD, to mogłaby powstać pierwsza silna lista, która mogłaby wygrać wybory, co na pół roku przed wyborami parlamentarnymi byłoby nie do przecenienia. Taka kalkulacja też mogła być na Nowogrodzkiej.

Czy zatem kandydatura Andrzeja Dudy z ramienia PiS-u na II kadencję jest przesądzona?

Moim zdaniem nie. Jakkolwiek śmieszne to by się wydawało pani, naszym czytelnikom i mnie, Kaczyński uważa Dudę za zbyt samodzielnego. Jeśli Kaczyński tak uznaje, to przecież musi zakładać, bo jest inteligentnym człowiekiem, że w II kadencji Duda będzie jeszcze bardziej niezależny. To przypuszczenie plus starzejący się Kaczyński oznacza, że wpływy prezesa będą maleć wobec ciągle młodego urzędującego prezydenta w latach 2020-2025. W naturalny sposób wówczas duża cześć prawicy zaczęłaby się orientować na przyszłościowego polityka, jakim byłby Duda, niż na starzejącego się Kaczyńskiego. To może oznaczać, że

Kaczyński może woleć pozwolić przegrać jakiemuś innemu kandydatowi, którego wskaże, jak Morawiecki czy Szydło, niż pozwolić wygrać Dudzie, bo dla Kaczyńskiego najważniejsza jest partia. Dla prezesa Duda na II kadencję jest gorszy niż prezydent z PO.

Jest data przesłuchania Donalda Tuska przed  komisją śledczą Amber Gold, to 2 października, czyli tuż przed wyborami. Ta data nie jest przypadkowa?

Tak, bo ten spektakl wtedy powinien osiągnąć kulminację. Zresztą przewodnicząca Wassermann wspominała o tym już wcześniej, że Donalda Tuska chce sobie zostawić na deser. Natomiast na ile znam talenty Tuska i widzę talenty pani Wassermann, to mam wrażenie, że ten pojedynek może być nierówny. Oczywiście wiemy, jak przedstawią to „Wiadomości” TVP, natomiast dla wszystkich innych może okazać się jasne, że zwycięstwo odniósł Donald Tusk. Były premier nie raz pokazał, że umie grac mediami, a także ostro się konfrontować ze swoimi politycznymi przeciwnikami.

Gdyby mnie ktoś z PiS-u zapytał, chociaż oczywiście tak się nie zdarzy, to ja bym odradzał taką ryzykowną zabawę z Tuskiem. Przypominam, że już raz taka konfrontacja między najinteligentniejszym człowiekiem w PiS-ie, czyli Jarosławem Kaczyńskim, a Donaldem Tuskiem w 2007 roku zakończyła się tym, że wybory wygrała PO. Nie sądzę, żeby pani Wassermann była bardziej błyskotliwa niż Kaczyński.

Czy kandydatem PO w wyborach prezydenckich będzie Donald Tusk?

Nikt tego nie wie, dlatego że nie jest jeszcze co do tego przekonany Donald Tusk. Moim zdaniem on nie podjął jeszcze decyzji, ale jeżeli się zdecyduje, to Grzegorz Schetyna nie będzie miał wyjścia.