Tag Archives: Wrocław

Młotkowy Morawiecki i Duda, któremu Donald Tusk nie każe czekać w korytarzu

Zwykły wpis

Znowu wizyta za oceanem i znów obrazek, który może zaszkodzić prezydentowi Andrzejowi Dudzie (46 l.). Tym razem krótki filmik. Na nim prezydent śmieje się i rozmawia z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem (61 l.). Ot, normalność w każdym kraju. Nie u nas. Rozdzwoniły się telefony od polityków PiS. – Kolejny dowód, że nie może być naszym kandydatem! – mówią.

Scenka miała miejsce w kuluarach posiedzenia ONZ w Nowym Jorku. Duda i Tusk czekali na swoją kolej przemówień. Kamery wychwyciły dość długą rozmowę obu polityków. Obaj panowie rozmawiają i się śmieją.

– No proszę bardzo. Widać! Mógł Duda tylko się przywitać i odejść, usiąść gdzie indziej. A to jest po prostu demonstracja z jego strony – mówi nam pierwszy polityk PiS. Przyznaje się, oczywiście nieoficjalnie, że jest w grupie namawiającej prezesa Jarosława Kaczyńskiego (69 l.), by uniemożliwić Dudzie reelekcję.

Oficjalnie oczywiście nikt w PiS nie wyjdzie poza „przekazy dnia”. Te są takie, że rozmowa z Tuskiem to nic takiego, obaj panowie pośmiali się i posiedzieli sobie, a kto będzie kandydatem na prezydenta, rozstrzygnie się jesienią 2019 r. i wszyscy w PiS czekają na decyzję… Dudy.

– Oj, to się prezesowi nie spodoba, on nie cierpi Tuska – mówi kolejny polityk PiS, który z kolei uważa, że Duda powinien ubiegać się o reelekcję, a jego prezydenturę uważa za gwarant jedności i spokoju w układzie władzy PiS. Ma nadzieję, że ta sytuacja z Tuskiem rozejdzie się po kościach. Otoczenie Tuska nie chce podgrzewać atmosfery wewnątrz obozu rządzącego. – Nic nie powiem, nic nie mówimy – powiedział Faktowi Paweł Graś (54 l.), najważniejszy doradca szefa RE.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość znajdowało się w opozycji, wielokrotnie podkreślało, że gdy przejmą władzę w kraju to, w przeciwieństwie do rządzących z Platformy Obywatelskiej, nie będą się bać podejmowania trudnych decyzji. Teraz, gdy dzierżą niepodzielną władzę w kraju, przed takimi decyzjami uciekają, w sferze uzdrawiania sektora finansów publicznych zachowują się całkowicie beztrosko, przejadając rezerwy, pomniejszając oszczędności i rozdając publiczne pieniądze, a postawieni pod ścianą rozważają odwrócenie trudnych zmian, które poprzedni rząd wcielił w życie.

Taka właśnie sytuacja ma miejsce w przypadku przywilejów policjantów, które poprzedni rząd z powodzeniem ukrócił, zabierając funkcjonariuszom mocno nadużywane preferencje przy rozliczeniu zasiłków chorobowych czy przeprowadzając trudną, ale konieczną reformę wieku emerytalnego dla policjantów i innych służb mundurowych. Dziś, gdy rząd PiS boryka się z bezprecedensowym protestem policji, skutkującym już kilkudziesięciomilionowymi stratami (tylko w lipcu i sierpniu straty z tytułu niewystawionych mandatów szacuje się na 36 mln złotych) i perspektywą ogólnopolskiego protestu, resort spraw wewnętrznych i administracji zaczyna uginać się pod żądaniami związkowców, oferując nie tylko podwyżki (to akurat jest wskazane), ale i daleko idące przywileje tej grupy zawodowej.

Z ostatnich informacji wynika, że minister Joachim Brudziński złożył policjantom następującą propozycję:

  • nadgodziny płatne w 100 proc.
  • podwyżki w 2019 r. o 610 zł – płatne w dwóch transzach – od 1 stycznia i od 1 lipca
  • 100 proc. wynagrodzenia na zwolnieniu lekarskim dla funkcjonariuszy „pierwszej linii” (czyli biorących udział w akcjach policyjnych, zatrzymywaniu przestępców, rozpracowywaniu gangów itp.)
  • zdjęcie obowiązku ukończenia 55 lat przy przechodzeniu na emeryturę

Ta jednak została przez związkowców odrzucona – najwyraźniej zauważyli, że władza jest pod ścianą i skoro zaoferowała tak hojną propozycję, można przycisnąć ją jeszcze bardziej i ugrać jak najwięcej to tylko możliwe. Pozostają nieugięci i żądają podwyżek w łącznej wysokości 650 zł (na funkcjonariusza) od stycznia 2019 roku oraz 500 zł od stycznia 2020 roku. Ponadto – pisemnych gwarancji, iż takie kwoty zostaną im wypłacone. Oczekują też wprowadzenia 100-proc. odpłatności za nadgodziny, wprowadzenia pełnopłatnych zwolnień lekarskich za 30 dniu w roku oraz powrotu do dawnego systemu emerytalnego. Te m.in. żądania podtrzymali w podjętej w poniedziałek uchwale NSZZ Policjantów którą we wtorek przesłali do MSWiA. Jeśli do 2 października rząd się nie ugnie, protest zostanie przeprowadzony.

Joachim Brudziński ma więc nie lada problem. Pokazując swoją słabość i gotowość do dużych ustępstw sprowokował protestujących policjantów do dalszych protestów.Jeśli przystanie na wszystkie ich propozycje, to nie tylko mocno uderzy w budżet na przyszły rok, ale i zachęci inne grupy zawodowe (nie tylko mundurowe) do zaostrzenia protestów, których przecież w budżetówce nie brakuje.

Jak nie idzie, to nie idzie. Obóz władzy notuje ostatnio same porażki w procesie przejmowania władzy nad Sądem Najwyższym i złośliwi przewidują, że bez kolejnej, siódmej już nowelizacji kontrowersyjnej ustawy się nie obędzie. Nie od dziś wiadomo, że dla obecnego obozu władzy właśnie wykorzystywanie nieograniczonej możliwości kształtowania przepisów prawnych jest główną receptą na własną niemoc. Przekonanie, że przepis prawa, nawet jawnie sprzeczny z ustawą zasadniczą ma bezwzględną moc sprawczą jest w tym obozie bardzo silne, dlatego tak duże zniecierpliwienie i wrogość wywołuje powoływanie się przez przedstawicieli świata prawniczego na Konstytucję i jej bezpośrednie stosowanie. Właśnie okazuje się, że po raz kolejny będą jednak musieli uznać wyższość doświadczonych prawników z wieloma tytułami naukowymi nad niedouczonymi i często sfrustrowanymi swoimi zawodowymi niepowodzeniami magistrów.

Sędziowie Sądu Najwyższego, pozostając wierni zapisom ustawy zasadniczej zastosowali się dziś do nowych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, jednak z pewnością nie w sposób, jakiego oczekiwał obóz rządzący. Ustawa przewidywała bowiem obowiązek zwołania zgromadzenia sędziów izby w celu wybrania jej nowego prezesa, jeśli wskutek wejścia w życie wprowadzonych przez PiS zmian dojdzie do usunięcia dotychczasowego prezesa z piastowanej funkcji. Jako że prezydent niecałe dwa tygodnie temu stwierdził przejście w stan spoczynku sędziego Iwulskiego (prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN) oraz sędziego Zabłockiego (prezesa Izby Karnej SN), osoby zastępujące ich na czas nieobecności owszem zgodnie z ustawą zwołały zgromadzenia sędziów, jednak podczas tych posiedzeń uznały, że zwoływanie zgromadzenia w celu przedstawienia trzech kandydatów na stanowisko prezesa Izby jest bezprzedmiotowe. Z komunikatu zamieszczonego na stronie Sądu Najwyższego wynika bowiem, że zdaniem sędziów biorących w nich udział przedmiotowe stanowiska pozostają obsadzone.

– Mamy prezesów dwóch Izb, w związku z tym sędziowie zebrani na zgromadzeniach uznali, że nie ma zgłaszania kandydatur na te funkcje, które nie są funkcjami wakującymi, są funkcjami obsadzonymi – powiedział sędzia Krzysztof Rączka, który poinformował media o podjętej decyzji.

Mateusz Morawiecki ogłosił, że przemysł stoczniowy w Szczecinie się odradza, ale była to tylko mistyfikacja. Miał być prom – nie ma promu. Miały być okręty – nic z tego nie wyszło. A z ulg podatkowych nikt nie skorzystał. Trzy lata temu PiS obiecał Szczecinowi złote góry. I na obietnicach się skończyło.

>>>

„Główne zarzuty PO zostały odrzucone” – twierdzi rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. I właśnie dlatego premier opublikuje sprostowanie. Przecież to nie trzyma logiki.

Taka jest pisowska kupa.

Hairwald

To niewiarygodne, ale PiS znowu swoją ewidentną porażkę usiłuje przekuć w sukces. Tym razem chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego, który nakazał Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić za wygłoszone przez kłamstwo na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Mówił wtedy, że za rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów.

Otóż szef sztabu wyborczego PiS europoseł Tomasz Poręba napisał na Twitterze, że… Sąd Apelacyjny przyznał rację premierowi Morawieckiemu! – „1. Sąd nie nakazał przeprosin. 2. Wniosek został oddalony w części dotyczącej wnioskowanego oświadczenia, jak i zakazu rozpowszechniania informacji o braku budowy przez rząd koalicji PO-PSL dróg oraz mostów. 3. Sąd Apelacyjny przyznał rację PMM w zakresie wypowiedzi „nie było dróg i mostów”. 4. PMM ma wydać jedynie oświadczenie które zostanie opublikowane” – napisał Poręba.

W internecie zawrzało. – Panie Poręba, zmiłuj się, nie zaklinaj już tej rzeczywistości. Morawiecki powiedział nieprawdę, czyli skłamał”; – „Brzydko, panie Poręba, tak manipulować. A i z czytaniem ze zrozumieniem kłopoty”…

View original post 3 351 słów więcej

Prezes Kaczyński to najnikczemniejszy z nikczemnych. Przestrzegał przed takim Winston Churchill

Zwykły wpis

Marek Suski przetarł metalową płytkę i cofnął się, by z oddali spojrzeć na końcowy efekt swej pracy. Pokiwał głową, poprawił grzywkę, która w trakcie tego nieco się obsunęła, i cmoknął z zadowoleniem. Mosiężna tabliczka przymocowana do drabinki pod wezwaniem Niepokalanego Kolana prezentowała się elegancko i szlachetnie. Napis wyryty w błyszczącym metalu głosił: „Na tej drabince pan Prezes przebywał w chwili ogłaszania wyniku wyborów 2015 roku”.

Zapoczątkowany przez Karola Guzikiewicza rytuał oznaczania miejsc, które w przeszłości pan Prezes zaszczycił swą obecnością, zaowocował licznymi upamiętnieniami w całym kraju. Po sali nr 26 w Stoczni Gdańskiej tabliczki zawisły na ulicach, mostach i ławkach, a także na strzelistych turniach Beskidu Sądeckiego. „20 sierpnia 2017 r. tę górę zdobył pan Prezes w patriotycznej pelerynie z orłem” –  głosiła informacja przymocowana do drewnianej wieży widokowej na szczycie Koziarza (947 m nad poziomem morza).

Nikt nie dotarł tak wysoko jak pan Prezes. Było przed nim trochę śmiałków, którzy zdobyli szczyt tej niebotycznej góry, ale tylko garstka z nich wspięła się jeszcze po trzeszczących stopniach na podest strzelistej wieży, ze świstem wciągając do płuc rozrzedzone powietrze i zgarniając z twarzy kryształki lodu niesione przez porywisty wiatr. W tej garstce najodważniejszych z odważnych był i Pan Prezes. Jednak nie poprzestał na tym. Stojąc na drewnianym tarasie, zgarnął szron z czoła, rozstawił drabinkę i wspiął się na nią. Na pamiątkę tego wydarzenia do wieży przykręcono mosiężną tabliczkę, a minister Anna Zalewska wpisała na listę obowiązkowych lektur szkolnych w klasach maturalnych twitterowy wpis Joachima Brudzińskiego z 20 sierpnia 2017 r. o treści: „Wielu nas poznało dziś ‘smak’ górskiego deszczu i wiatru ale na Koziarza dotarli tylko najtwardsi”.

Pamiątkowymi tabliczkami oznaczono też inne miejsca związane z panem Prezesem. „W tej celi komuniści zamierzali umieścić pana Prezesa po internowaniu go 13 grudnia 1981 r.” – głosił napis na ścianie warszawskiego więzienia na Białołęce, a w gmachu w Alejach Ujazdowskich można było przeczytać: „W tym gabinecie miał urzędować pan Prezes jako premier pierwszego niekomunistycznego rządu Polski po upadku PRL” (jak wiadomo, nie doszło do tego w wyniku spisku, który wyniósł do władzy komunistycznego agenta Mazowieckiego). Na jednym ze skrzyżowań w Koszalinie umieszczono tabliczkę: „Tu stał kiosk, w którym 14 1ipca 1991 r. czytelnik kupił ‘Tygodnik Solidarność’ redagowany przez pana Prezesa”.

Moda na upamiętnienia ogarnęła też poszczególne osoby w drużynie Dobrej Zmiany. Mężczyźni nosili na ramionach i plecach naszywki „Tu poklepał mnie pan Prezes”, zaś kobiety tatuowały sobie na wierzchach dłoni wizerunek warg i datę. Tylko tyle. Każdy i tak wiedział, że za tym romantycznym symbolem kryje się komunikat: „Tę dłoń dnia takiego a takiego ucałowały usta pana Prezesa”.

Kłopot miała tylko Krystyna Pawłowicz. Bezradnie stała przy oknie trzymając w dłoni nieduże plastikowe pudełko i znacznie większą od niego tabliczkę. Na wszelkie sposoby próbowała dopasować oba przedmioty do siebie, ale jej wysiłki za każdym razem kończyły się niepowodzeniem. Była już bliska płaczu, gdy wreszcie zlitował się nad nią i pospieszył jej z pomocą niezwykle koleżeński i uczynny Mariusz Błaszczak.

– Co koleżanka chce zrobić? – zapytał.

– Staram się przymocować tabliczkę do tego pudełka, ale mi nie wychodzi – poskarżyła się płaczliwym tonem i pokazała mu plastikowe pudełko oraz mosiężną płytkę, na której wyryto napis: „Z tego pudełka 17 lutego 2018 r. Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę w Sejmie, gdzie przebywał pan Prezes”.

Ćwiczenia

  1. Porozmawiaj z przedstawicielami starszego pokolenia i na podstawie ich opowieści wskaż w swojej miejscowości miejsca związane z panem Prezesem, które zasługują na upamiętnienie.
  2. Oznacz w swoim mieszkaniu przedmioty związane z panem Prezesem (np. „W tym telewizorze mama wysłuchała konferencji prasowej pana Prezesa” albo „Na tym nocniku siada Piotruś, który dostał 500 plus od pana Prezesa”).

Pisowski obłęd trwa.

Za nami sobotnia konwencja wyborcza Koalicji Obywatelskiej. Czekałem na nią z niecierpliwością, zwłaszcza po przyłączeniu się do Koalicji środowiska Barbary Nowackiej. Od dawna piszę i nawołuję do tego, aby się konsolidować, bo taki jest nakaz chwili. Niestety, dalszej konsolidacji nie będzie. Do wyborów, przynajmniej tych samorządowych, pójdą trzy bloki, bo nie wierzę, aby Kosiniak-Kamysz był grabarzem własnej partii. Na gorąco skreślam kilka zdań o wczorajszym wydarzeniu. Zapraszam.

D’hondt jest nieubłagany. Metoda ta zawsze promowała i promować będzie duże partie lub duże bloki. Czego tutaj nie rozumie lewica, nie mam pojęcia. Jak można siedzieć tyle lat w polityce, dostawać kilka razy porządne lanie i nadal nie rozumieć, że w pojedynkę można być tylko opozycją na ulicy, czyli, mówiąc inaczej, żyć w świadomości garstki wyborców, ale kompletnie nie mieć na nic wpływu. Jak można po porażce 2015 roku, która dodała PiSowi miejsc w Sejmie, dzięki czemu ma on parlamentarną większość – właśnie dzięki metodzie d’Hondta, uparcie trwać w oczywistym błędzie? Widać ego jest ważniejsze. Cóż, taki wybór lewicy.

Zaraz usłyszę głosy, że lewica nie może się skumać z PO, bo PO nie jest lewicowa. Do cholery, ludzie, kiedy do was dotrze, że PO jest partią chadecką, otwartą na wrażliwość lewicową? Kiedy do was dotrze, że, być może (czas pokaże), PO wyciąga jednak wnioski z porażki w 2015 i jednak zdolna jest do zmian? Także dzięki politycznemu wyczuciu Grzegorza Schetyny. Można mieć do niego wiele uwag, ale nie można mu odmówić woli otwarcia się na inne środowiska, po to właśnie, aby budować blok jak najszerszy. Bo tylko duży blok może pokonać PiS i jego cichego koalicjanta, jakim bez wątpienia może być Kukiz’15.

Wczorajsza konwencja pokazała, że tylko Platforma jest zdolna zorganizować konkurencyjną do PiS konwencję wyborczą, równą rozmachem i pełną efektów przyciągających uwagę. Trzeba być ślepym, aby nie widzieć, że tylko PO ma porównywalne z PiS możliwości budowania struktur krajowych. Trzeba także nie rozumieć mechanizmów zachodzących w polityce, aby uparcie trwać w postanowieniu, aby nie dołączać do dużego, silnego bloku. W tym kontekście środowisko Barbary Nowackiej zrobiło jedyny sensowny ruch, jaki mogło zrobić, bacznie przyglądając się zapewne wcześniejszym działaniom Nowoczesnej Katarzyny Lubnauer.

Zatem to już pewne i moim zdaniem postanowione. Do wyborów pójdzie zjednoczona prawica, zjednoczone lewicowo-liberalarno-konserwatywne centrum oraz kompletnie rozbita lewica, bo tam nie ma żadnej woli, ani zrozumienia, czym jest współczesna polityka. Pytanie jedno pozostaje bez odpowiedzi – czy PSL chce zakończyć swój żywot już teraz, czy jednak pozostać na scenie politycznej nadal? Na to pytanie odpowiedź znajdzie się za kilka tygodni. Czas pokaże, czy Kosiniak-Kamysz pochowa swoją partię do grobu.

Co się wczoraj nie udało?

Transmisja na żywo w internecie. Przepraszam, ale nie do zaakceptowania są braki techniczne w tym względzie. Początek relacji zwłaszcza był katastrofalny, gdy na kilka minut dźwięk i obraz się zawiesił. Potem miało to miejsce jeszcze kilka razy, aż wreszcie przekaz się ustabilizował. Nie wiem kto był odpowiedzialny za tę część wydarzenia, ale powinno się z tego wyciągnąć zdecydowane wnioski.

Zabrakło młodych twarzy! Było lepiej, niż drzewiej bywało, głównie dzięki środowisku Lubnauer i Nowackiej, ale nadal Platforma nie potrafi wyjść z tego zaklętego kręgu znanych już od lat twarzy. A przecież w PO jest wielu fajnych, rzutkich i młodych polityków, których twarze nie są kompletnie znane. Nie mówię, że doświadczeni politycy mają nagle ustąpić miejsca młodemu i średniemu pokoleniu, ale radzę więcej odwagi. Jako jeden z założycieli Klubu Swobodnej Myśli deklaruję, że będziemy robić wszystko, aby więcej pokazywać takich właśnie polityków. Jak inaczej dotrzeć do młodzieży, a to ona będzie przecież kluczem do wyborczych zwycięstw w latach 2018-2020.

Był plan, aby na scenie pokazać osobę urodzoną z programu in vitro. Dlaczego to nie zostało zrealizowane?! Tyle się mówi o braku wiarygodności Platformy! Czyż walką z tym twierdzeniem nie byłoby właśnie pokazanie kogoś, kto urodził się dzięki temu programowi, skoro to sztandarowy dla PO program, którym słusznie się chwali? Doprawdy, nie mogę pojąć dlaczego tego zabrakło.

Co się udało?

Udało się przede wszystkim połączenie sił. Wystąpienie Schetyny było dobre. Konkretne, dobitne, momentami lekko sarkastyczne. Widać, że spece od PR pracują nad szefem PO. Dobre było też wystąpienie szefowej Nowoczesnej, choć nadal u Katarzyny Lubnauer zaważyć można pewien brak tak w polityce niezbędnego luzu. Przewodnicząca Nowoczesnej zyskiwałaby znacznie więcej, gdyby zechciała nad tym nieco więcej popracować. Wystąpienie Barbary Nowackiej chwilami traciło rytm, zwłaszcza pod koniec, ale tu też nie szukałabym dziury w całym. Najważniejsze, że każdy z występujących szefów swych ugrupowań położył akcent na inne tematy, dzięki czemu wystąpienia te nie były nudne. A co najważniejsze stały w mocnej kontrze do wystąpień Morawieckiego i Kaczyńskiego na konwencjach PiS. Morawiecki dawno już połknął kij na śniadanie, a prezes to sztandarowy przykład tego, jak można w publicznych wystąpieniach zanudzić słuchaczy, będąc wzorem przewidywalności aż do bólu.

Schetyna przedstawił główne punkty programu, Lubnauer położyła akcent na kobiety (bardzo dobrze!), a Nowacka dodała do tego dobrze doprawiony i wysublimowany dressing o smaku lewicowym. Naprawdę dobrze się to oglądało.

Podobało mi się także wyjście na scenę Jakuba Hartwicha i Adriana Glinki, którzy będą startować z list Koalicji. Na pokazaniu osób niepełnosprawnych akurat bardzo mi zależało, z racji tej, iż jest mi to temat osobiście bardzo bliski. Do tego PiS jest tu całkowicie niewiarygodny i żadne pokazywanie chorej osoby na zespół Downa niczego nie zmieni. Platforma ma w sprawie tej grupy społecznej dużo mniej na sumieniu, niż konkurencja polityczna i to bez wątpienia dobrze wróży na przyszłość, gdyż w kwestii środowiska osób niepełnosprawnych jest jeszcze wiele do zrobienia (także dla rodziców, opiekunów i terapeutów, którzy na co dzień z nimi pracują).

Silnym akcentem konwencji był sześciopak koalicyjny. Sześć głównych punktów programu, podanych w skondensowanej formie, jasno i przejrzyście, a przede wszystkim w kontrze do “piątki Morawieckiego”, która oparta jest głównie na kolejnym rozdawnictwie pieniędzy, fantasmagoriach i zwykłej ściemie, opakowanej w błyszczący papierek. Do tego zmierzającej wprost do gospodarczej katastrofy. Sześciopak KO jest dużo bardziej przemyślany i zdecydowanie bardziej odpowiedzialny, ukierunkowany też na Polskę przyszłości, a co najważniejsze, jest po prostu możliwy do wykonania. I dobrze, że w nie znalazło się w nim nic na temat 500 plus, bo tu jest rzecz o samorządach, a to niewiele ma z nimi wspólnego.

Piątka Morawieckiego kontra sześciopak Koalicji.

Porównajmy zatem. Propozycje PiS:

1. Obniżka od początku przyszłego roku podatku CIT dla małych firm z 15 do 9 proc., czyli najniższego poziomu w UE.

Ściema, nic to nie da małym przedsiębiorcom. Podatek dotyczy wyłącznie spółek prawa handlowego, czyli głównie dużych firm i korporacji. Przede wszystkim obcych. 

2. Wprowadzenie małego ZUS-u naliczanego proporcjonalnie do przychodów dla firm osiągających miesięczne obroty do wysokości 2,5 minimalnych pensji w Polsce. Im mniejszy zarobek, tym mniejszy ZUS.

Brzmi ciekawie, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. O ile konkretnie będzie ten ZUS niższy i od kiedy? Od 2025 roku? 

3. Wyprawka – 300 złotych na początku roku szkolnego dla każdego ucznia rozpoczynającego naukę w szkole podstawowej i średniej.

Kolejna kiełbasa wyborcza, jak pokazuje obecny rok, kompletnie bez większego znaczenia, za to kosztowna.

4. Nowy fundusz budowy dróg lokalnych o wartości co najmniej 5 miliardów złotych. Oznacza to tysiące kilometrów odnowionych dróg we wsiach, małych miastach, gminach i powiatach.

Plagiat schetynówek, jednego ze sztandarowych programów PO w latach 2007-2015. 

5. Program Dostępność+ – likwidacja barier dla osób niepełnosprawnych – ponad 20 mld złotych w ciągu 8 lat.

Całkowity brak wiarygodności po protestach rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie.

Propozycje Koalicji:

1. Szkoła równych szans, przyjazna dzieciom, rodzinie. Powszechny dostęp do dobrej edukacji publicznej, żeby dzieci z biedniejszych rodzin i biedniejszych regionów nie były skazane na niezasłużoną porażkę. Ciepły posiłek, aktywność sportowa, możliwość rozwijania talentów i zainteresowań wszystkich dzieci, a także likwidacja ciężkich tornistrów w podstawówkach (prace domowe mają być odrabiane pod opieką nauczyciela w szkole), przywrócenie prestiżu zawodu nauczyciela (przede wszystkim przez podwyższenie wynagrodzenia), program „złotówka do złotówki” (do każdej złotówki wydanej z budżetu miasta, gminy czy województwa na pensje, posiłki i zajęcia dodatkowe, pomoce naukowe czy nowe budynki koalicja zobowiązuje się dołożyć złotówkę z budżetu państwa).

Konkretne zobowiązania. 

2. Bezpłatny bilet komunikacji publicznej dla wszystkich dzieci i uczącej się młodzieży.

Nie sądzę, aby to przekraczało możliwości samorządów, zwłaszcza przy założeniu, że podatki mają zostawać w samorządach. 

3. Pomoc seniorom. Opieka nad seniorami ma być obligatoryjnym zadaniem dla wszystkich samorządów w Polsce (w każdym mieście i każdej gminie powstaną centra opieki nad osobami starszymi).

Podpowiadam: wprowadźcie program wytchnieniowy, czyli możliwość odpoczynku raz w roku dla rodzin i opiekunów osób starszych przewlekle chorych, aby rodzina mogła spokojnie pojechać na wakacje lub po prostu psychicznie odpocząć. 

4. Czyste powietrze. Zakończenie procederu sprowadzania do Polski śmieci i toksycznych odpadów, walka ze smogiem, obowiązek dbania przez władze o jakość powietrza (na sfinansowanie poprawy jakości powietrza w Polsce zostanie przeznaczone 0,5 proc. PKB).

To skandal, że PiS zrobił z Polski śmietnisko. Obowiązkiem odpowiedzialnej władzy jest z tym walczyć. 

5. Dokończenie projektu „schetynówek” i „orlików” (a więc budowa lub remont dróg lokalnych i budowa boisk piłkarskich).

To jeden z głównych programów rządów w latach 2007-2015. Z wysokim procentem wykonania. 

6. Decentralizacja władzy. Koniec z dublowaniem obowiązków urzędów wojewódzkich i marszałkowskich, a więc ma obowiązywać zasada, że jest jeden gospodarz w regionie (gospodarz samorządowy).

To podstawa filozofii rządzenia i państwa demokratycznego. PiS proponuje dokładnie odwrotną wizję Polski.

Reasumując, nie wszystko się na konwencji udało, ale jest dobry zaczyn, aby dalej to dobre wino robić. Jest duża szansa, że wyjdzie z tego markowy Pinot Noir, a nie fałszywy Chardonnay…

Książka naukowa „Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej” autorstwa prof. Tomasza Rudowskiego z Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW ukazała się przed rokiem. I już wtedy wzbudziła oburzenie i ironiczne komentarze w środowisku fizyków. Dopiero teraz jednak wybuchła prawdziwa burza.

Już przed rokiem książka prof. Rudowskiego była komentowana na blogu Młody Fizyk. A psycholog Tomasz Witkowski, znany krytyk wielu pseudonaukowych trendów i praktyk współczesnej psychologii, pisał: „sam tytuł wskazuje na to, że albo w Polsce dokonano (w głębokiej tajemnicy przed światem) przełomowych odkryć na miarę XXI wieku, albo mamy do czynienia z przekrętem polegającym na marnotrawieniu pieniędzy podatników na absurdalny pseudonaukowy bełkot”.

Ruchy obywatelskie przed wyborami stają w kłopotliwej sytuacji. Pod groźbą utraty wiarygodności nie wolno im poprzeć żadnej partii. Kampania to jednak czas targowania. Targujmy. Z opozycją — na nią mamy wpływ. Chcą naszych głosów.

Hairwald

To będzie bitwa o wolne samorządy – mówił podczas konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej lider PO Grzegorz Schetyna. Przedstawił 6 „kroków do przyszłości”, czyli kluczowych elementów programu wyborczego, w tym m.in. darmowy bilet dla dzieci i młodzieży, opiekę dla seniorów i ograniczenie kompetencji wojewodów. Także przewodnicząca Nowoczesnej przekonywała, że „stawka tych wyborów jest wysoka, bo jest nią Polska”. To ważny dzień. Szeregi KO zasiliło stowarzyszenie Inicjatywa Polska. – Trudne czasy wymagają wyjątkowej odwagi i jedności – mówiła Barbara Nowacka. Została powitana brawami. Z list KO będą startować także Adrian Glinka i Kuba Hartwich, którzy protestowali w Sejmie walcząc o prawa osób niepełnosprawnych.

Schetyna: Zaczyna się walka o przyszłość Polski

– Przed nami wybory samorządowe, może najważniejsze od 29 lat. Zaczyna się walka o przyszłość Polski. Bitwy, jedna po drugiej, które zdecydują, czy będziemy żyć na wschodzie, czy zachodzie Europy (…), czy będziemy wolni, równi i czy będziemy umieli być jedną wspólnotą…

View original post 2 940 słów więcej

Kaczyński i Morawiecki walczyć będą z księstwami i księstewkami

Zwykły wpis

Koalicja Obywatelska do kampanii samorządowej wyrusza z sześcioma hasłami wyborczymi – 1) Edukacja – przyjazna, nowoczesna szkoła; 2) Darmowy bilet dla dzieci i młodzieży; 3) Schetynówki , Orliki, ścieżki rowerowe: 4) Polska bez smogu: 5) Polska senioralna – szacunek i aktywność; 6) Jeden gospodarz regionu.

Większość tego programu dla Polski lokalnej jest obca PiS-owi, partii Kaczyńskiego przeszkadza samorządność, bo stoi przeciw centralizmowi, jaki przyświeca partii dążącej do autokratyzmu i pewnej formy reżimu, despotii.

Na warszawską konwencję Koalicji Obywatelskiej PiS odpowiedzial swoją – trzecią już – we Wrocławiu, w mieście, w którym ograbiono składki PCK przeznaczając je na pisowską kampanię wyborczą.

Do Wrocławia ściągnięto nawet Jarosława Kaczyńskiego, aby powarczał, jeszcze jedno ulubione słowo prezesa, właściwie określa stan jego świadomości, wg niego niektóre samorządy (niepisowskie, a w większych miastach tylko takie są) warczą na rząd. Taki też będzie główny cel PiS po tych wyborach: odebrać samorządom samodzielność.

Prezes PiS został odpicowany jak największa gwiazda filmowa po przejściach, pokaźną ilość pudru na jego obliczu było widać nieuzbrojonym okiem i na szczęście dla niego nie było wiatru, który mógłby zdmuchnąc makijaż. Prezes zrobił sobie zdjęcie z kandydatami z Dolnego Śląska i powiedzial kilka słów do mikrofonu na konwencji.

Jedyny konkret Kaczyńskiego dotyczący samorządów padł w słowach określających układy w Polsce samorządnej, lokalnej: „w Polsce zaczną znikać, te różne, samodzielne, maleńkie, większe, a czasem i całkiem duże księstwa i księstewka”.

Na walkę z niezależnością sądownictwa ukuto termin „kasta”, na samorządy „księstwa”. Wiemy zatem pod jakim pretekstem odbędzie się walka PiS z samorządami, z Polską regionalną – „księstewka i księstwa”.

Dowieziony do Wrocławia prezes już się jednak nie liczy, widać to w fizycznym przekazie, jest trzymany w tej partii jak gensek Breżniew w KPZR, jego nastepcą jest tymczasowo Mateusz Morawiecki, na którego barkach opiera się kampania PiS. Morawiecki ma powszechna wadę polskich polityków – mówi nie na temat.

Gaworzył o gabinecie cieni, który ni przypiął, ni przyłatał ma się do samorządów. Odnotujmy slowa odnoszące się do PO: „Przecież przez 8 lat mieli tak naprawdę gabinet cieni.” Sadzacy się na wielkość Morawiecki jest cieniasem, który nie stanie w szranki debaty z liczącym się politykiem Koalicji Obywatelskiej, bo każde jego kłamstwo (a przypomnę, że ma przeciętną rekordową: 2,5 kłamstwa na jedno wygłoszone zdanie) zostałoby pokazany jak na dloni, a następnie paznokciami dialektyki zmiażdzone jak chityna wszy.

Konwencja PiS we Wrocławiu była negatywem konwencji Platformy. Kaczyńskiemu i Morawieckiemu w istocie nie chodzi o to, aby wygrać w jakimś dużym mieście, ale aby obrzydzić samorządność jako „księstewka”, a przede wszystkim obrzydzić opozycję „jako gabinet cieni”.

W tych wyborach i następnych decydujemy o Polsce nie tylko samorządnej, ale wolnej, otwartej, liczącej się w Europie. Musimy odzyskać kraj, aby PiS dalej nie degradował wszystkiego, co z takim trudem zdołaliśmy osiągnąć.

PiS i Kościół mogą kobiety cmoknąć

Zwykły wpis

Prof. Magdalena Środa o głosowaniu w Sejmie ws. wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji w Polsce.

Prof. Marcin Matczak i internauci skomentowali list prezydenta Andrzeja Dudy do sędziów.

Platforma nie odpuszcza i jak poinformował na Twitterze Paweł Olszewski razem z Cezarym Tomczykiem, „przedkładają premierowi Mateuszowi Morawieckiemu interwencję ws. legalności działań SKW po imprezie Bartłomieja Misiewicza w Białymstoku”. Pytają szefa rządu: „czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego zabezpieczyła monitoring w nocnym klubie? Na jakiej podstawie prawnej? Co się stało z tymi nagraniami? Czy Antoni Macierewicz miał na ten temat wiedzę?”.

Komentarz opatrzono zdjęciem dokumentu, zaadresowanego do premiera. Poza meritum czytamy w nim m.in., że „po incydencie w Białymstoku słowa takie jak limuzyna, ochroniarz z Żandarmerii Wojskowej, szastanie pieniędzmi, nagabywanie studentek i proponowanie pracy każdemu, kto rozpozna kim jest – stały się znakiem rozpoznawczym ówczesnego rzecznika”.

Poseł Paweł Olszewski, wspólnie z posłem Cezarym Tomczykiem wystąpili do premiera Morawieckiego z interwencją w sprawie działań Służby Kontrwywiadu Wojskowego w sprawie udziału Bartłomieja Misiewicza w opisywanej przez Fakt imprezie. Z ich informacji wynika bowiem, że funkcjonariusze mogli zostać wykorzystani do zabezpieczenia nagrań z monitoringu z klubu nocnego, gdzie bawił się ówczesny rzecznik MON. Proszą także o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

  • czy przedmiotowe nagrania z monitoringu zostały przez właściciela klubu WOW przekazane? Czy odbyło się to dobrowolnie czy po naciskach SKW?
  • czy działania SKW, związane z zabezpieczeniem monitoringu były zgodne z prawem?
  • czy doszło do przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy SKW?
  • czy SKW otrzymało kopię nagrania czy jego oryginał, a jeśli kopię, to czy SKW nakazała właścicielowi klubu zniszczenie oryginału?
  • jaka była podstawa prawna żądania wydania nagrań z monitoringu?
  • co SKW zrobiła z tymi nagraniami? Czy zostały one wykorzystane służbowo? Gdzie te nagrania obecnie się znajdują?
  • czy o podjęcie działań w zakresie zabezpieczenia nagrań naciskał Antoni Macierewicz czy była to własna inicjatywa zastępcy szefa SKW Marka Utrackiego?

Politycy Platformy Obywatelskiej domagają się, by premier odniósł się do tego skandalicznego wydarzenia.

O zabawie Misiewicza w Białymstoku informował wówczas „Fakt”. Ówczesny rzecznik MON na imprezę w klubie przyjechał luksusowym BMW, towarzyszył mu ochroniarz, którego przedstawiał jako funkcjonariusza Żandarmerii Wojskowej. Powołując się na relacje świadków, dziennik donosił, że Misiewicz miał kilkakrotnie nagabywać DJ-a, by ogłosił wszystkim, że tam jest. Miał próbować też podrywać bawiące się w lokalu dziewczyny, a jednej z nich podobno proponował pracę w MON.

W zasadzie należało się tego spodziewać. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu zakończyła postępowanie w sprawie wrocławskich funkcjonariuszy, którzy znęcali się na komisariacie nad Igorem Stachowiakiem i zadecydowała, że nie będą oskarżeni o nieumyślne spowodowanie jego śmierci.

Do tragedii doszło 15 maja 2016 r. Zatrzymany przez policję na wrocławskim rynku Igor Stachowiak, został przewieziony na komendę. Tam – kilkakrotnie rażony paralizatorem przez policjantów – zmarł.

Tymczasem oficjalny komunikat prokuratury brzmi: – „Wyczerpująco zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy nie daje podstaw do skierowania aktu oskarżenia w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora S.”. Z opinii biegłych z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi ma wynikać, że przyczyną śmierci była „niewydolność krążeniowo-oddechowa w przebiegu arytmii po epizodzie excited delirium spowodowanego zażyciem środków psychoaktywnych”. Biegli sporządzili ją w sierpniu. Przyczyną zgonu nie była sama obecność narkotyków w organizmie. Nie dało się też stwierdzić, że ucisk na szyję był „samoistną i bezpośrednią przyczyną zgonu”.

Biegli przyznają w opinii, że „obezwładnienie i unieruchomienie osoby z excited delirium dodatkowo nasila tę reakcję, co pośrednio może przyczynić się do zgonu”, jednak nie da się udowodnić z całą pewnością, że w tym wypadku te działania doprowadziły lub przyczyniły się do śmierci.

W tej sytuacji – jak wynika z najnowszego komunikatu śledczych – do sądu we Wrocławiu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Łukaszowi Rz., Adamowi W., Pawłowi P. i Pawłowi G., którzy pełnili służbę jako funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław – Stare Miasto. – „Działając wspólnie i w porozumieniu, przekroczyli [oni – przyp. red.] uprawnienia poprzez przeprowadzenie czynności przeszukania Igora S. z naruszeniem zasad wykorzystania środków przymusu bezpośredniego”– oceniła prokuratura.

Chodzi o użycie tasera przez Łukasza Rz. wobec Igora Stachowiaka – „nieproporcjonalnie do stopnia zagrożenia, jakie stwarzał swoim zachowaniem zatrzymany, a pozostali oskarżeni swoim zachowaniem umożliwili bezpodstawne użycie Tasera X2, używając nadto wobec pokrzywdzonego słów wulgarnych, uznanych powszechnie za obelżywe”. Za znęcanie się nad zatrzymanym i przekroczenie uprawnień czterem oskarżonym grozi kara do 5 lat wiezienia.

Przypomnijmy – nagranie z komisariatu Wrocław-Stare Miasto „Superwizjer” TVN wyemitował w maju 2017 r. Na pochodzącym z 2016 r. filmie z kamery umieszczonej na paralizatorze widać, jak 23-letni Igor Stachowiak wił się z bólu na podłodze policyjnej toalety. Do nagrania dotarł reporter Wojciech Bojanowski z TVN24.

W odpowiedzi na procedowany w Sejmie obywatelski projekt „Zatrzymaj aborcję” doszło dziś w stolicy do protestów i starć pomiędzy uczestnikami demonstracji a policją.

– „Sprzed budynku Uniwersytetu Warszawskiego studenci – w grupie około 100 osób – przenieśli się przed budynek Ministerstwa Zdrowia, a następnie przed kurię. Tam zaczęli mocniej pukać do drzwi, policja zaczęła odsuwać studentów. Prawdopodobnie wylegitymowano jedną osobę (dwie lub trzy – wynika ze zaktualizowanych danych), ale nikt nie został zatrzymany” – relacjonowała dziennikarka TVN24, utrzymując, że protestujący mieli napierać na bramę Pałacu. Policjanci starali się ich odsunąć od budynku. Najprawdopodobniej wtedy próbowano wylegitymować jedną z osób, co doprowadziło do szarpaniny między młodymi działaczami i funkcjonariuszami.

„Postanowiliśmy siedzieć na ziemi w ramach protestu. Okazało się, że policja próbuje nas spacyfikować, wypychać spod drzwi kurii, do której mamy prawo przyjść, tak jak kuria ma prawo przyjść do naszych domów i zakazywać nam aborcji lub kazać naszym dzieciom, młodzieży uczyć się religii” – tłumaczył Wojciech Łobodziński ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. – „Gdy policja zaczęła nas wypychać, trzy osoby rzuciły śnieżką w drzwi kurii i wtedy policjanci użyli przemocy bezpośredniej wobec nas. Uważamy, że rzucenie śnieżką to bardzo symboliczny wymiar oporu wobec Kościoła katolickiego w Polsce” – powiedział Łobodziński.

Zgromadzeni przedstawiciele Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego w porozumieniu z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet skandowali m.in. „Wolność, równość, aborcja na żądanie!”. Na piątek zaplanowana jest kolejna odsłona Czarnego Protestu, w trakcie którego środowiska feministyczne mają wyrazić sprzeciw wobec zmian w prawie aborcyjnym.

Dziś odwołano posiedzenie sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która miała dalej debatować nad tą inicjatywą. Rzecznik Episkopatu opublikował komunikat, w którym wyraził niepokój z powodu tempa prac nad projektem „Zatrzymaj aborcję”.

Biskupi proszą o modlitwę w intencji ochrony prawa człowieka do życia. – „Niepokoi fakt przedłużania się prac parlamentarnych nad obywatelskim projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”” – podkreślił rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik. Przypomniał, że projekt „Zatrzymaj aborcję” otrzymał pozytywną opinię sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, a teraz jest w kompetencji Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Zaznaczył, że sprawa ochrony życia wiąże się także z pomocą, którą państwo powinno udzielać rodzicom po narodzinach dziecka, szczególnie w przypadku dzieci chorych, wymagających specjalistycznego leczenia.

Waldemar Mystkowski pisze o polityce zagranicznej PiS.

Jarosław Kaczyński ze swoim PiS-em odniósł niewątpliwy sukces. Z państwa euroentuzjastycznego Polskę zamienili na eurosceptyczną. Polacy osiągnęli poziom nawet „lepszy” niż Brytyjczycy, którzy głosowali za Brexitem. Rodacy już dzisiaj w referendum opowiedzieliby się za Polexitem. Gdyby możliwy był mecz Polexit – Brexit, to byśmy w te klocki wygrali.

W bardzo solidnych badaniach (50 tys. ankietowanych) zleconych przez Fundację im. Kazimierza Pułaskiego 32,05 proc. badanych jest za tym, żeby opuścić Unię Europejską, a tylko 28,55 proc. za zmianą polityki i dostosowaniem się do zaleceń Komisji Europejskiej.

Mit euroentuzjastycznego Polaka legł w gruzach, stał się ruiną, wystarczyły do tego 2 lata rządów PiS. Jeszcze trochę politycy PiS popracują, a „nastukamy” bez żadnych problemów Brytolom w kwestii opuszczenia Unii Europejskiej, że hej. Mateusz Morawiecki może więc pisać kolejne „Białe Księgi” pisowskich kłamstw, na które w Brukseli nikt się nie nabierze, bo on sam – co ze zdziwieniem przyjmują do wiadomości nawet symetryści z „Rzeczpospolitej” – nie ma żadnego międzynarodowego obycia, nie potrafi się poruszać na europejskich salonach, prezentuje się jako marna osobowość ze słomą w butach.

Expose ministra dyplomacji Jacka Czaputowicza było tak niedojrzałe, jak nierozpoznawalna jest jego osoba. Tyle banałów, ile wygłosił minister, grozi jeszcze większym „sukcesem” PiS w kwestii międzynarodowej pozycji Polski.

– „Nowogrodzka polityka zagraniczna” – tak celnie podsumowała Czaputowicza szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer – jest „nieudolna, nieuświadomiona, bez celu i kierunku. Bez sensu. Tylko dramatycznie groźna dla Polek, Polaków i dla Polski”. Lubnauer zacytowała Wojciecha Młynarskiego, złote myśli tego kapitalnego tekściarza przekuwają w czyn politycy z partii Kaczyńskiego: – „Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze?”.

Grzegorz Schetyna nazwał tę politykę zagraniczną „partactwem i amatorszczyzną”. Przywołał porównanie z innej półki, z Józefa Piłsudskiego o walce na wszystkie fronty, gdy Polacy zostaną sami z szablami na Placu Saskim.

Były ambasador w Kanadzie Marcin Bosacki podsumował Czaputowicza: – „Zero koncepcji. Tylko instynktowny, zaściankowy jęk: UE jest groźna. To usłyszą partnerzy. I to jest groźne dla Polski”.

Panie i Panowie, Polexit się rozpoczął, do tego prowadzi nowogrodzka polityka zagraniczna. Wszak łatwiej chwycić naród za mordę, gdy nie będzie żadnych strofowań z Brukseli, Waszyngtonu, a z gospodarzem Kremla prezes i jego następcy – Morawiecccy – zawsze przybiją sobie żółwika.

Pokażmy, że

nie zgadzamy się

na to, że PiS i KK

mogą nam mówić

jak mamy żyć!

Policja nagrodzona za użycie paralizatora, Przyłębska za niekompetencje i lenistwo. PiS robi z Polaków przygłupów

Zwykły wpis

Jacek Harłukowicz (Gazeta Wyborcza, Wrocław) informuje o wysokich odprawach dla komendantów policji powiązanych ze sprawą Igora Stachowiaka.

Przemysław Szubartowicz i internauci skomentowali informację o nagrodzie dla Julii Julii Przyłębskiej.

Analizując działania rządzących jak na dłoni widać, że próby tworzenia nowej narracji historycznej nie ograniczają się wyłącznie do zmian w podstawie programowej nauczania w polskich szkołach. Ten front jest co prawda bardzo istotny, gdyż to od procesu kształcenia w dużej mierze zależy świadomość i wiedza historyczna przyszłych pokoleń.

Walka na froncie zmiany historii ma zatem podłoże propagandowe, mające na celu zakorzenić PiS jako partię, której nasz kraj zawdzięcza wszystko to, co najlepsze. To właśnie w ramach inżynierii historycznej polskie dzieci będą się uczyć o tym, że liderem Solidarności był de facto Lech, ale nie Wałęsa, a Kaczyński.

Jednakże ostatnie wydarzenia pokazują, że pisanie historii na nowo ma uzasadnienie znacznie głębsze niż tylko propagandowe. Tworzenie na nowo narracji o wydarzeniach z przeszłości pozwala rządzącym na zbieranie bieżących owoców politycznych, a przede wszystkim jest wykorzystywane jako oręż mający na celu odwrócenie uwagi i wytłumaczenie suwerenowi kolejnych wpadek i porażek miłościwie nam panujących.

Jak na dłoni widać to przy okazji ostatniego kryzysu dyplomatycznego związanego z uchwaleniem kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o IPN, która spotkała się z ostrym sprzeciwem nie tylko Izreala, ale naszego głównego sojusznika czyli USA. Na potrzeby zażegnania kryzysu natychmiast powstała narracja, że to komuniści mordowali Żydów, za mord w Jedwabnem odpowiadają Niemcy, zaś sami Żydzi nie robili nic, by przeciwdziałać Holocaustowi, co w podprogowym przekazie czyni ich pośrednio winnymi tego, co ich spotkało.

Pomimo że władza zarzeka się, że nie tworzy nowej historii, fakty mówią same za siebie.Dobra zmiana musi się przecież wytłumaczyć z kolejnych niepowodzeń. Robi to niestety na tyle nieudolnie, że sama udowadnia jak bardzo zaangażowana jest w inżynierię historyczną…

Kogo kryje Ziobro? Jest pokraką prawną, dlaczego jednak pozwalamy, aby taki kołtun niszczył nasz kraj?

Zwykły wpis

Prokuratura nie chce ujawnić, jak wyglądało śledztwo ws. śmierci Igora Stachowiaka, w stosunku do którego użyto paralizatora i zmarł na posterunku policji we Wrocławiu.

Ziobro jest pokraką intelektualną, co słychać, jak otworzy buzię, widać w nich szczerby umysłowe. Ale to nie tłumaczy, dlaczego oszwabia się Polaków.

Jest to bezprawie stosowane przez chromego magistra prawa Ziobrę.

Człowieka nieudolnego. Ale to Polacy pozwalają, aby ktoś tak nieudaczny był w ekipie rządzącej.

Polska kołtunów pozwala, aby taki insekt mentalny bredził w mediach i rządził. Ziobro to ktoś do imentu poniżej zera, jak kiedyś o komuchach śpiewało „Lady Punk”.

Błaszczakowi pomyliły się trociny we własnej głowie ze standardami, których nie potrafi trzymać, bo nie ma ich w charakterze

Zwykły wpis

Mariusz Błaszczak ma trociny w głowie. Potwierdza tym, iż dymisjonuje komendanta policji i jego zastępcę we Wrocławiu.

Bezpieczeństwo na ulicach to nie „Ucho prezesa”. Nowy komendant będzie taki, jak wymieniony, a może nawet gorszy.

Nie rzecz w nazwiskach, ale w wartościach, jakie przekazuje się ludziom, którzy mają wypełniać odpowiedzialne funkcje.

Nowy komendant, jak stary, słyszy i widzi, że nie są ważne standardy, ale faszyści z takiego ONR mają być chronieni przez policję.

Igor Stachowiak został zabity przez mentalnego faszystę.

Ale skąd ma to wiedzieć Błaszczak, który w mediach sepleni, a nie mówi. Taki minister zausznik prezesa z trocinami we łbie jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polaków.

Zagrożeniem jest Błaszczak, który nie posiadł charakteru  i wiedzy, ta ostatnia kształtuje osobowość. Ludzie z trocinami muszą odejść.

Możemy się pośmiać z Mariuszów w „Uszach prezesa”. Ale w rzeczywistości jest to haniebne.