Tag Archives: Wojciech Mann

Błaszczaka doktryna wojenna ma podstawy w katastrofie Lecha Kaczyńskiego. Taki z niego szweja

Zwykły wpis

Błaszczak postanowił odnieść się do obecności Lecha Kaczyńskiego na wiecu w Gruzji w 2008 r.

>>>

Dyktaturka Kaczyńskiego szykuje się na defiladę

15 sierpnia w Święto Wojska Polskiego odbędzie się największa w historii III RP defilada na warszawskiej Wisłostradzie. Jacy rządzący najbardziej kochają defilady i co one symbolizują? Poczytaliśmy historyków, antropologów i filozofów. I zrobiło nam się niedobrze

Plany wielkiej defilady wojskowej, która odbędzie się 15 sierpnia na warszawskiej Wisłostradzie 8 sierpnia, opisała “Wyborcza” . Przemaszeruje:

  • 16 pododdziałów reprezentacyjnych sił zbrojnych, a także
  • przedstawiciele stacjonujących w Polsce wojsk sojuszniczych: amerykańskich, brytyjskich, rumuńskich i chorwackich,
  • przejadą amerykańskie czołgi Abrams,
  • polskie (produkcji niemieckiej) Leopardy II
  • polski czołg Twardy,
  • transportery amerykańskie Stryker
  • polskie transportery Rosomaki,
  • moździerze Rak i armatohaubice Krab.

Nad Wisłostrada przelecą także myśliwce F-16 i samoloty pasażerskie do przewozu VIP-ów. Na Wiśle mogłaby prężyć muskuły polska marynarka wojenna, ale zdaję się, że chwilowo jej nie mamy.

OKO.press nie analizuje przy tej okazji jak udała się modernizacja polskich sił zbrojnych przez trzy lata rządów PiS i czy rzeczywiście wojsko ma się czym pochwalić, by odstraszyć potencjalnego agresora. Można o tym poczytać w lipcowych raportach „Rzeczpospolitej” albo w wywiadzie b. szefa Sztabu generalnego gen. Mieczysława Gocuła dla „Polityki” z 10 lipca pod tytułem „Polskie siły rozbrojone”.

Nie piszemy także o kosztach tej operacji. W końcu bogaty kraj stać na takie gesty. Zajmiemy się aspektem politycznym i propagandowym takich manifestacji na przestrzeni dziejów.

Morawieckiego metody bolszewickie

Zwykły wpis

Podczas niedawnego pisowskiego objazdu po Polsce, politycy tej partii składali przeróżne obietnice. Nie inaczej zachowywał się Mateusz Morawiecki. Premier na spotkaniu z mieszkańcami Bystrzycy Kłodzkiej deklarował, że już niedługo powstanie droga ekspresowa, łącząca Kłodzko z Wrocławiem. O tym spotkaniu w artykule „Przypadkowe” mycie ulic przed przyjazdem Morawieckiego”.

„Projekt budowy S8 z Wrocławia do Kłodzka ma być gotowy na przełomie tego i przyszłego roku. Prace będzie można rozpocząć za półtora roku” – obiecywał w maju premier. Ale nie tylko Morawiecki mówił mieszkańcom o zbudowaniu bezpiecznej drogi. Wcześniej takie deklaracje składał także Andrzej Duda podczas kampanii wyborczej w 2015 r. Zapewniał, że „po wyborze na urząd prezydencki będzie aktywnie zabiegał o kompleksową realizację tej inwestycji – w razie konieczności wykorzysta przysługujące mu prerogatywy, które umożliwią ustawowe zabezpieczenie środków na jej budowę” – przypomina „GW”.

Teraz okazuje się, że w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nikt nie zajmuje się projektem tej trasy. Trwają jedynie prace nad – jak informuje rzecznik GDDKiA Jan Krynicki – „studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowym oraz koncepcją programową”. – „Zakończenie prac nad studium planowane jest na rok 2020. Decyzja o realizacji inwestycji zostanie podjęta po dokładnym poznaniu kosztów zadania i przyznaniu środków finansowych na ten cel” – powiedział „GW” Krynicki. Cóż, podobne obietnice bez pokrycia w wykonaniu Morawieckiego nie są niczym wyjątkowym.

Drobni handlarze liczyli, że Prawo i Sprawiedliwość wspomoże ich w walce z wielkimi sieciami handlowymi. Zapowiedzią spełnienia tych nadziei miało być wprowadzenie zakazu handlu w niedziele, który powszechnie wiadomo, że częściowo był motywowany chęcią uderzenia w działalność dyskontów i hipermarketów, kiedy w tym samym czasie małe sklepy miały przejąć ich rynek. Teoria ta okazała się jednak pozostać tylko w sferze wyobraźni decydentów i elektoratu, ponieważ statystyki efektów nowego prawa okazały się dla małych sklepikarzy druzgocące.

Okazuje się bowiem, że zgodnie przewidywaniami rzeczywiście straciły największe hipermarkety, jednak ku zaskoczeniu równie mocno oberwały na zakazie właśnie małe sklepy. Paradoksalnie bowiem ustawa jeszcze bardziej pogorszyła sytuację drobnego handlu w walce z dyskontami. Z danych Euromonitor International wynika, że w tym roku można się spodziewać spadku obrotów w tradycyjnych sklepach o aż 5,1 procent. Dzieje się to w momencie, kiedy konsumpcja w Polsce dynamicznie rośnie, czyli realny spadek jest jeszcze bardziej dotkliwy. Spośród wymienionych, placówki oferujące używki, takie jak alkohol i papierosy radzą sobie stosunkowo dobrze, natomiast tradycyjne “spożywczaki” spadają w badaniach jeszcze mocniej, bo aż o 6,3 proc. W tym roku przewiduje się, że zostanie zamknięte kolejne 2 tysiące małych sklepów. Tym samym nadzieję prawicy, że dojdzie do przełomu i kontrofensywy drobnego handlu, okazały się płonne.

Przyczyną tej sytuacji jest zmiana preferencji konsumentów. Ci ostatni pozbawieni handlowej niedzieli wybierają się zamiast tego na większe zakupy w inne dni, a mowa o koszykach, których standardowo nie opłaca się wykonać w sklepie osiedlowym. Do takiej strategii dyskonty zachęcają konsumentów promocjami. Tym samym na nic się zdało przejęcie handlu w niedzielę, kiedy w inne dni tygodnia obroty spadły o 20-30%.

Tym samym populistyczny gest PiS okazał się zaszkodzić tym, którym miał pomóc. Jest to doskonały przykład, jak kończy się ustanawianie prawa przez niekompetentnych polityków, którzy wierzą, że są w stanie jednym przepisem poprawić wolny rynek. Niepoparte analizami działania przynoszą jednak najczęściej efekty odwrotne od zamierzonych.

Pismo zastępcy dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Kielcach do naczelników świętokrzyskich urzędów skarbowych ujawnił blog Białe Kołnierzyki, który zajmuje się tropieniem nieprawidłowości w działaniach urzędników.

Łapać tych, którzy mają majątek

Zgodnie z przesłaną przez jednego z pracowników skarbówki instrukcją „przed wytypowaniem podmiotu do kontroli trzeba przeprowadzić analizę jego sytuacji majątkowej, aby ocenić, czy kontrola może przynieść wymierny efekt finansowy (unikanie typowania podmiotów niewypłacalnych, w upadłości, w likwidacji itp).”.

I dalej: „Pracownicy muszą mieć świadomość, że efektywność kontroli oceniana jest poprzez faktyczne wpływy, a nie ustalenia dokonane w toku kontroli”. W skrócie: zabierajcie się za przedsiębiorców prowadzących realną działalność, bo od nich da się wydusić kasę. A przestępców, słupy i innych takich zostawcie w spokoju, i tak na nich nie zarobimy.

Takie postępowanie stoi w skrajnej sprzeczności z deklaracjami przedstawicieli rządu, z Mateuszem Morawieckim na czele, który zaczynał przecież polityczną karierę jako minister finansów odpowiedzialny właśnie za uszczelnianie podatków i kontrole podatkowe. Morawiecki wielokrotnie się chwalił tym, że uszczelnianie przyniosło wielkie wpływy do budżetu (choć ekonomiści uważają to za półprawdę, bo za zwiększenie wpływów odpowiada też wzrost gospodarczy, a część działań obecnego rządu to kontynuacja działań poprzedników).

Uczciwi nie mają się czego obawiać?

Z drugiej strony Morawiecki zawsze podkreślał, że dobro polskich przedsiębiorców leży mu na sercu, chce, żeby „małe firmy się stawały średnimi, a średnie wielkimi”. I oczywiście powtarzał, że kontrole podatkowe i działania uszczelniające podatki są wymierzone w przestępców, a uczciwi przedsiębiorcy nie mają się czego obawiać. „Staramy się pomagać małym, a równo traktować wielkich, a jednocześnie zwalczać przestępczość we wszystkich możliwych wymiarach, głównie poprzez nowoczesne instrumenty informatyczne” – mówił Morawiecki wiosną tego roku podczas European Start-Up Days w Katowicach.

Pismo, które wyciekło z kieleckiej administracji skarbowej, zadaje kłam tym deklaracjom. I trudno będzie przekonać kogokolwiek, że to jakiś wyskok, samodzielna inicjatywa nadgorliwego urzędnika. Administracja skarbowa należy do najbardziej zhierarchizowanych instytucji w kraju, trudno sobie wyobrazić tego rodzaju inicjatywy na poziomie lokalnym. Ktoś z góry musiał tego urzędnika mocno zachęcić do wprowadzenia takiej polityki, bo w efekcie rozesłał on pismo do podlegających mu naczelników, żądając od nich przykręcenia śruby.

Wyrwane z kontekstu? Nie sądzę

Kielecka Izba Administracji Skarbowej potwierdziła autentyczność tego pisma, choć twierdzi, że zaprezentowany fragment wewnętrznej korespondencji „jest wyrwany z kontekstu i nie oddaje kierunków obranych przez Izbę w woj. świętokrzyskim.
Przeprowadzanie kontroli podatkowej i celnoskarbowej ograniczone jest do tych przypadków, gdzie inne, mniej uciążliwe dla podatnika narzędzia nie znajdują zastosowania”. W te zapewnienia także trudno uwierzyć: cytowane fragmenty pisma są częścią większej całości, o „wyrwaniu z kontekstu” nie ma tu mowy.

Wszystko to przypomina starą anegdotę z PRL: „Żeby w kraju się poprawiło, trzeba rozstrzelać 100 tys. złodziei” – mówi Kowalski. „A jak tylu się nie znajdzie?” – pyta Malinowski. „To się dobierze z uczciwych”. Najwyraźniej administracja skarbowa od tego dobierania z uczciwych chce zaczynać.

Bolszewickie zasady. Liczba złodziei ma się zgadzać z założeniami.
Gdy wieziono na Kołymę wagonami więźniów, umarłych uzupełniano z żywych mieszkających na trasie transportu.
Tak też działają instytucje pod władzą PiS.

vald2

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

„Kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy”

Obcy martwią się o Polskę. W jednym z najważniejszych dzienników globu „New York Times” piszą: – „W tym krytycznym momencie człowiek, który popchnął Polskę na obecny kurs, (…) jest w dużej mierze nieobecny”. Polska nie tylko z amerykańskiej perspektywy wygląda na chorego człowieka Europy. Przywódcę, który doprowadził do tego stanu zapaści, ma też chorego i prawdopodobnie „kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy” – kontynuuje NYT.

Stan zdrowia prezesa PiS jest tajemnicą równą co najmniej tajemnicy zdrowia sowieckich genseków w ZSRR: – „Jest bardziej ukryte niż zdrowie pierwszych sekretarzy za czasów Związku Radzieckiego”. W reżimach przywódcy są pod ochroną sacrum, a takie świętości nie mają prawa chorować, bo są nieśmiertelni, a gdy uda się im zejść z tego świata, dotyczy to tylko ciała, bo ich idea została – zamordyzm. I o ten zamordyzm toczy się „walka buldogów pod…

View original post 1 132 słowa więcej

Srankiewicz o katastrofie smoleńskiej. Taka sobie zrobiła kupę na głowę Stankiewicz

Zwykły wpis

„…należy się najwyższa kara, ten człowiek powinien ponieść najwyższą karę, specjalnie przywróconą do prawodawstwa polskiego w tej sprawie. Mówię tutaj o Donaldzie Tusku, który w drugim dniu oddał śledztwo w ręce Rosjan” – powiedziała dwa lata temu dyrektor artystyczna Telewizji Republika Ewa Stankiewicz, mówiąc o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

Teraz, na Twitterze zareagowała ostro na post posła Adama Andruszkiewicza, który atakuje PO za krytykę pomysłu, by w Święto WP, obywatele oglądali nowe samoloty rządowe.

„Platformo, za waszych rządów Prezydent RP zginął, bo musiał lecieć do Katynia starym sowieckim samolotem – a wy atakujecie rząd za to, że 15 VIII chce pokazać nowe, bezpieczne samoloty? Obrzydliwe!” – napisał Andruszkiewicz

Na te słowa natychmiast zareagowała Ewa Stankiewicz, prezes stowarzyszenia Solidarni 2010. „Prezydent zginął, bo Rosjanie wysadzili samolot w powietrze. Bardzo Pana szanuję. Jest Pan posłem a to zobowiązuje do wiedzy. Proszę zapoznać się z raportem technicznym państwowej podkomisji. Co jest? Żaden z posłów nie ma elementarnej wiedzy tylko swoje przeczucia i przekonania (pisownia oryginalna)” –  odparła Stankiewicz.

Ten dialog przerwał Radosław Sikorski, który wystosował ironiczne pytanie do Stankiewicz. „Czy mogę uprzejmie dopytać jaką rolę w zamachu odegrał Tusk, a jaką ja? Bo chyba nie chce Pani nas wieszać za niewinność?” – napisał i tak nawiązał do wypowiedzi, która padła z ust publicystki w 2016 roku, gdy domagała się kary śmierci dla Donalda Tuska. Powodem miał być brak dostępu do podstawowych dowodów – wraku samolotu i czarnych skrzynek.

Nie milkną echa okoliczności ceremonii pogrzebowej liderki zespołu Maanam – Kory. Zdarzenie do dziś komentują artyści, politycy i media. Swoje do powiedzenia mają także duchowni:

„Pierwszy raz się spotykam, aby duchowny duchownego wyzywał od „klechów”- napisał na Facebooku ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski.

„Na dodatek pisał to publicznie. Mam nadzieję, że ksiądz arcybiskup Grzegorz Ryś z Łodzi, w którego diecezji ks. Lemański ma teraz pełnić posługę kapłańską ustosunkuje się do tej skandalicznej sprawy, bo będąc biskupem pomocniczym w Krakowie często podkreślał, że wśród księży nie ma „równych i równiejszych”.

Tak ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski skwitował wypowiedź ks. Wojciecha Lemańskiego, który komentując słowa jednego z duchownych na temat świeckiej uroczystości żałobnej Kory napisał: Zamilknij klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza”.

W ten sposób nawiązał do molestowania seksualnego, którego – zdaniem artystki – dopuścił się wobec niej duchowny, gdy była dzieckiem.

Lemańskiego sprowokowały do tego m.in. słowa ks. Marka ubolewającego nad formułą pogrzebu: „Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec” – podsumował duchowny.

>>>

Jak PIS jest złośliwy nawet w stosunku do naszych artystów było widać na pogrzebie „Kory”.

Po co nam Ministerstwo Kultury, jak na pożegnaniu „Kory” nie było widać żadnego ich przedstawiciela.

PIS nie jest Polski.

Polish vodka

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach…

View original post 1 085 słów więcej

PiS to czysta bolszewia. Pilne jest, aby ich odsunąć od władzy

Zwykły wpis

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A Targowiczanie marzą o tym, aby Polskę wyprowadzić z UE. Przedbiegi w tej sprawie czyni już Kornel Morawiecki wielki przyjaciel Rosji”; – „Oczywiście, że Polska Zjednoczona Prawica Rzeczpospolitej nie uzna wyroku konkurencyjnego do PZPR organu władzy sądowniczej. Nie po to wstaliśmy z kolan. Gdzieś mamy Europę, niech żyje Wspólnota Niepodległych Państw”; – „Rzepliński, Strzembosz, Zoll, Sadurski, Gersdorf – vs Kaczyński, Ziobro, Wójcik, Piebiak, Kaleta. Profesorowie, znawcy prawa vs PiSbolszewicy. Wolna Polska vs Moskwa. Wybór należy do Ciebie…” – komentowali internauci.

Sławomir Marek, proboszcz parafii w Stanowicach na Dolnym Śląsku, „słynie” z komentowania na Twitterze bieżących wydarzeń. Postanowił zabrać głos także na temat pogrzebu Kory. Tę piękną i wzruszającą uroczystość tak podsumował: – „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”.

Tego było już za wiele dla ks. Wojciecha Lemańskiego, który na Facebooku napisał: – „Zamilknij, klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza. Nie martw się, była i msza w intencji zmarłej i Salve Regina. Gdybyś miał w sobie odrobinę miłosierdzia – sam byś taką mszę odprawił. A gdybyś miał w głowie choć kilka kropel oleju – milczałby w takiej chwili”. Ks. Lemański nawiązał do wyznania Kory, że w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez księdza.

Do wpisu proboszcza ze Stanowic odniósł się także jezuita Grzegorz Kramer. – „Najpierw księża mówią: Kora nie miała nic wspólnego z Kościołem, to nie powinno być katolickiego pogrzebu. Teraz, kiedy on rzeczywiście nie był katolicki, mówi ksiądz: „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”. Czy my naprawdę nigdy nie zrozumiemy, że takim chamskim zachowaniem nikogo do Chrystusa i Kościoła nie przyciągniemy?” – napisał na Twitterze o. Kramer.

I jeszcze jeden głos duchownego katolickiego – księdza Stanisława Walczaka.

Zobacz więcej

„Dziękowałem Bogu za tę kobietę. Kobietę, którą w dzieciństwie kapłan odtrącił od Boga… I potem nie znalazł się inny, który by jej ranę zabliźnił. Na pogrzebie Pani Kory nie raziła mnie nieobecność kapłana. Ksiądz jakoś nawet nie pasowałby do tego wydarzenia. Kościół zaś był obecny w swoich wiernych, szczególnie tych, którzy wyrażali wiarę w spotkanie zmarłej z jej matką, za którą tęskniła. Ludzie przyszli tłumnie, a wielu wierzyło, że śmierć nie może być końcem… A na koniec wspomniana w świeckiej pieśni „Czarna Madonna”, jakoś bardziej tu pasowała niż tradycyjne „Salve Regina”.

Ten moment, kiedy szukasz ucieczki przed lejącym się z nieba żarem, pogrążając się w teoretycznych rozważaniach, i dociera do ciebie, że oto stałeś się klasycznym Freudowskim przypadkiem.

Nienawidzę upału. Marzę o tym, żeby być teraz na archipelagu Svalbard na północ od Norwegii, w połowie drogi na biegun północny. Ale ponieważ utknąłem w domu, mogę tylko włączyć klimatyzację i poczytać… rzecz jasna o trwających falach upałów i globalnym ociepleniu.

A czytać jest o czym. Temperatury powyżej 50 stopni Celsjusza przestały już kogokolwiek dziwić, odkąd regularnie odnotowuje się je w rejonie półksiężyca rozciągającego się od Emiratów Arabskich po południe Iranu, na niektórych obszarach Indii czy w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Teraz okazuje się, że będzie jeszcze gorzej, bo zagrożenie dotyczy już nie tylko obszarów pustynnych. W Wietnamie już teraz z powodu nieznośnego upału wielu rolników śpi w ciągu dnia i pracuje w nocy.

Jeśli nie powstrzymamy globalnego ocieplenia, najgęściej zaludniony region świata – zamieszkała przez rzesze ludzi równina na północy Chin, między Pekinem a Szanghajem, skąd pochodzi spora część produkowanej w kraju żywności – wkrótce nie będzie się nadawał do zamieszkania. Przyczyną będzie zabójcze połączenie upału i wilgotności, mierzone jako temperatura „mokrego termometru” (WBT). Kiedy WBT sięga 35 stopni Celsjusza, ciało ludzkie nie jest w stanie schłodzić się przez pocenie i nawet zdrowy, siedzący w cieniu człowiek umiera w ciągu sześciu godzin.

A więc co takiego się dzieje? Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, jak ostatecznie niepewny jest nasz byt: wystarczy potężne trzęsienie ziemi, uderzenie wielkiej asteroidy czy śmiertelna fala upałów i już po nas. Jak pisze Gilbert Keith Chesterton, „odbierzcie to, co ponadnaturalne – a zostanie to, co nienaturalne”. Powinniśmy promować tę tezę, tyle że w sensie odwrotnym niż zamierzony przez Chestertona: powinniśmy zaakceptować, że natura jest „nienaturalna”, że stanowi wariacki spektakl warunkowanych wzajemnie aberracji bez wewnętrznego ładu i składu. Jednak dzieje się więcej, o wiele więcej.

Globalne ocieplenie uświadamia nam, że wraz z całą naszą duchową i praktyczną działalnością jesteśmy po prostu jednym z wielu gatunków żyjących na planecie Ziemi. Nasze przetrwanie zależy od pewnych naturalnych parametrów, które automatycznie uznajemy za oczywiste.

Globalne ocieplenie uczy nas, że wolność ludzkości była możliwa tylko w warunkach stabilizacji naturalnych parametrów życia na Ziemi (temperatura, skład powietrza, dostęp do źródeł wody i energii itp.). Człowiek może „robić, co chce” dopóty, dopóki jego obecność pozostaje na tyle marginalna, żeby nie stanowić poważnego zakłócenia tych parametrów. Kiedy nasza wolność rozwoju gatunkowego zaczyna wpływać na świat, przyroda w odpowiedzi tę wolność ogranicza, stając się czymś w rodzaju kategorii społecznej.

Celem nauki i techniki nie jest już jedynie rozumienie i odtworzenie naturalnych procesów, lecz generowanie nowych, zaskakujących form życia; chodzi już nie tylko o dominację nad przyrodą (w jej obecnej postaci), ale stworzenie czegoś nowego, większego, silniejszego niż zwyczajna natura, z nami samymi włącznie. Za przykład może tu posłużyć obsesja na punkcie sztucznej inteligencji, zmierzająca do wytworzenia mózgu potężniejszego niż ludzki. Napędem wysiłku technologicznego jest marzenie o procesie, który nie przynosi żadnych korzyści – procesie, który by sam się wykładniczo replikował i rozwijał.

Pojęcie „drugiej natury” jest dziś zatem aktualne bardziej niż kiedykolwiek do tej pory, w obu jego podstawowych sensach. Po pierwsze, rozumiane dosłownie, jako sztucznie wygenerowana nowa przyroda: wybryki natury, zdeformowane krowy i drzewa, czy – w bardziej optymistycznej wersji – genetycznie modyfikowane organizmy, dowolnie przez nas „poprawiane” .

W bardziej standardowym zaś ujęciu „druga natura” dotyczy autonomizacji wyników naszego działania: tego, że nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych czynów, z których rodzą się potwory żyjące własnym życiem. Szok i osłupienie wywołuje właśnie owo przerażenie nieprzewidzianymi skutkami naszych własnych działań, a nie moc natury, nad którą nie mamy kontroli.

Spod kontroli wymyka się już nie tylko społeczny proces rozwoju gospodarczego i politycznego, ale nowe formy naturalnych procesów, od katastrofy nuklearnej po globalne ocieplenie i nieprzewidziane konsekwencje inżynierii biogenetycznej. Czy jesteśmy w stanie choćby sobie wyobrazić potencjalne rezultaty eksperymentów nanotechnologicznych: nowe formy życia rozmnażające się jak komórki rakowe?

Wkraczamy zatem w nowy etap, w którym to po prostu sama przyroda „rozpływa się w powietrzu” (cytując Manifest komunistyczny). Konsekwencją naukowych przełomów w biogenetyce jest koniec przyrody. Należałoby zatem na nowo zinterpretować Freudowskie Unbehagen in der Kultur – dyskomfort w kulturze.

Wraz z ostatnimi wydarzeniami ów niepokój przenosi się z kultury na naturę: przyroda nie jest już „naturalna”, przestała być niezawodnym „gęstym” tłem naszego życia. Przypomina raczej kruchy mechanizm, który w każdej chwili może eksplodować, a konsekwencje mogą okazać się katastrofalne.

Rozmyślając nad falami upałów i gubiąc się w meandrach teoretycznych rozważań, w końcu udało mi się zapomnieć o przykrych realiach nieznośnego żaru. Krótko mówiąc, wpadłem w pułapkę tego, co Freud określał mianem fetyszystycznego zaprzeczenia: mam pełną świadomość tego, jak poważne jest zagrożenie, jednak nie mogę traktować go dość poważnie, bo nie wierzę, że naprawdę do niego dojdzie.

Może się niestety okazać, że przebudzenie nadejdzie za późno – w obliczu autentycznej katastrofy. A wtedy uświadomimy sobie, jak śmieszne są konflikty międzypaństwowe czy polityczne rozgrywki pod hasłami America First i Brexitu, podczas gdy cały nasz świat powoli się rozpada, a jedyna nadzieja leży w podjęciu wspólnego, kolosalnego, globalnego wysiłku.

>>>

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o nadziei dla opozycji.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku, gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.
Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech to będą np. konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: – „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę”.

Kilka dni temu ukazał się w „Krytyce Politycznej” inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS. Nawet nazwał to nowym słowem w polszczyźnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS. Nie żyć w parodii demokracji. Jak Kora „iść z podniesioną głową i jasnymi poglądami”.

Jak przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji

Zwykły wpis

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Jak wielce inteligentnie zauważył na jej pogrzebie Wojciech Mann, który stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to co się wykluje, zależy tylko od nas. Nie możemy pozostać w ekspresji, choćby ona była jak najbardziej szlachetna, musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz na portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.

Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech np. to będą konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę.”

Kilka dni temu ukazał się w Krytyce Politycznej inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS, nawet nazwał to nowym słowem w polszczyżnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS, nie żyć w parodii demokracji, jak Kora „iść z poniesioną głową i jasnymi poglądami”.

Pisowcom czapka gore, ale to tyłek będzie przypiekany

Zwykły wpis

Mecenasi działający z upoważnienia Jarosława Kaczyńskiego mają działać w sprawie tekstów, które ukażą się… w przyszłości! Chodzić ma o rzekomo planowaną kontynuację publikacji dotyczących znajomości ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy Macieja Wąsika z urzędnikiem warszawskiego ratusza Jakubem R., odpowiedzialnym za reprywatyzację. – Wąsik i Kamiński powinni czym prędzej stanąć przed komisją weryfikacyjną – mówi Fakt24 kandydat na prezydenta stolicy Jan Śpiewak.

Po tym, jak „Gazeta Wyborcza” wielokrotnie opisywała na swoich łamach kulisy znajomości Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika z urzędnikiem stołecznego ratusza Jakubem R., w obawie przed kolejnymi publikacjami, włodarze obozu rządzącego postanowili zablokować inne teksty „na zaś”. Mecenasi dostali pełnomocnictwo do pozywania dziennikarzy za teksty, które ukażą się w przyszłości.

„R. jest w areszcie, postawiono mu zarzut przyjmowania milionowych łapówek. W listach rozsyłanych zza krat twierdzi, że Wąsik z Kamińskim mieli go namawiać do biznesu przy reprywatyzacji. Zyski miały zasilać konta partii. Pozostałe teksty są o powiązanej z PiS spółce Srebrna, która chce sprzedać grunt w centrum Warszawy. Folder dla rynku przygotowała cypryjska spółka należąca do warszawskiego dewelopera” – przypomina „Gazeta Wyborcza”.

Autorami tekstów byli Iwona Szpala i Wojciech Czuchnowski. Co ciekawe, żadna z opisanych przez dziennikarzy osób nie skierowała pozwu przeciwko gazecie. Jest za to pozew cywilny. W imieniu PiS. Przesłać miała go – zgodnie z relacją dziennikarzy „Wyborczej” – gdańska kancelaria adwokacka Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy.

– To jest nieprawdopodobne, że partia pozywa dziennikarzy. Kamińskiemu i Wąsikowi pali się grunt pod nogami. Panicznie boją się prawdy o zaangażowaniu środowiska PiS w aferę reprywatyzacyjną. Muszą stanąć przed komisją weryfikacyjną i to koniecznie przed wyborami samorządowymi. To jest wierzchołek góry lodowej – mówi w rozmowie z Fakt24 kandydat na prezydenta Warszawy Jan Śpiewak

„Od lat jest (w.w. kancelaria – red.) na liście płac partii Jarosława Kaczyńskiego. Tylko w 2017 r. zarobiła na tym prawie 0,5 mln zł. Często występuje w imieniu samego prezesa” – czytamy we wtorkowym wydaniu GW.

– Kancelaria Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy próbowała w bardzo agresywny sposób oskarżyć mnie o zniesławienie czyścicieli kamienic z firmy ICON. Przegrała. Fakt, że PiS korzysta z usług właśnie tej kancelarii jest symboliczny – mówi nam Śpiewak.

Jakby tego było mało, Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy reprezentowali w wielu procesach przeciwko mediom Marka Falentę, który został następnie skazany na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą taśmową. Gdańscy prawnicy mieli też reprezentować firmę windykacyjną GetBack, a ich adres wskazany był jako siedziba firmy Solvere, którą w ub.r. założyli współpracownicy byłej premier Beaty Szydło. Firmy – twórcy spotów uderzających w polskich sędziów.

PiS chce przejąć Warszawę. Śpiewak rozjeżdża te plany!

Na światło dzienne wyszły kombinacje finansowe jakich wobec skarbu państwa dopuścił się prominentny polityk Prawa i Sprawiedliwości Jacek Sasin. Pomogła w tym wszczęta jeszcze dwa lata temu kontrola oświadczeń majątkowych… CBA wzięło wtedy pod lupę lata 2011 – 2015 po czym skierowała sprawę do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ta, mimo że doszukano się wielu nieprawidłowości, nie dostrzegła w nich znamion czynu zabronionego i sprawę umorzyła. Wszystko by może przycichło, gdyby nie dociekliwość dziennikarzy Wirtualnej Polski. Dotarli do prokuratorskiego postanowienia o umorzeniu śledztwa i wtedy wyszło na jaw, że aż dziewięć oświadczeń majątkowych Sasina budzi poważne zastrzeżenia.

„Wykazywana przez kontrolowanego wartość środków pieniężnych w walucie polskiej jest niższa od środków na rachunkach bankowych. W oświadczeniu nr 3, stan na 31 grudnia 2012, o 17.237,83 zł. W oświadczeniu nr 4, stan na 31 grudnia 2013 roku, o 13.928,27 zł. W oświadczeniu nr 5, stan na 31 grudnia 2013 roku, o 5.626,52 zł. W oświadczeniu nr 6, stan na 21 sierpnia 2015 roku, o 18.563,9 zł. W oświadczeniu nr 7, stan na 10 listopada 2015 roku, o 10.070,23 zł. W oświadczeniu nr 8, stan na 31 grudnia 2015 roku, o 15.657, 51 zł” – cytuje fragmenty akt sprawy.

Na tym jednak nie koniec, bo CBA ustaliło, że Jacek Sasin posiadał też polisę ubezpieczeniową w Towarzystwie Ubezpieczeniowym na Życie, której nie wykazał w swoich oświadczeniach. „Wartość polisy, stan na 7 listopada 2011 roku: 6.573,19 zł; na 31 grudnia 2015 roku: 12.766,83 zł”. – odnotowała prokuratura.

Na dodatek – jak informuje Wirtualna Polska – w oświadczeniu majątkowym na koniec 2012 roku Sasin nie wykazał kredytu gotówkowego o wysokości 190 239,44 zł. Pożyczkę wziął razem z żoną jesienią tamtego roku. W dwóch oświadczeniach majątkowych z 2011 i 2012 roku Sasin zawyżył kwotę posiadanych środków na koncie odpowiednio o 10.111,16 zł i 3.651,25 zł. Polityk nie wykazał również 25 tys. zł pożyczki z sejmowego funduszu świadczeń socjalnych z 29 lutego 2012 roku.

Co na to wszystko sam zainteresowany? Już w czasie przesłuchania Sasin tłumaczył się, że część nieujawnionej kasy zalegała w domu, a dalej w cytowanych przez portal aktach czytamy: „Ponadto jego żona posiada odrębny rachunek bankowy, do którego świadek nie jest upoważniony, a z informacji przekazywanych przez żonę wiedział, że środki gromadzone na tym rachunku były przeznaczane na bieżące wydatki. Zatem składając oświadczenie majątkowe Jacek Sasin wykazywał jedynie te kwoty środków pieniężnych, które osobiście posiadał”.

Pusty śmiech należy się temu tłumaczeniu, skoro Sasin przez cały ten okres pozostawał w małżeńskiej wspólnocie majątkowej. Rozliczał się z podatku dochodowego od osób fizycznych z żoną. Ale dochody małżonki, co potwierdza prokuratura, nie zostały ani razu zawarte w oświadczeniu majątkowym.

W osłupienie wprawia stanowisko prokuratury w sprawie nieumieszczenia polisy ubezpieczeniowej w oświadczeniu. „Zauważyć należy, że ubezpieczający jest niewątpliwie dysponentem środków znajdujących się w ramach polisy, dyskusyjne jest natomiast to, czy w trakcie jej obowiązywania jest ich właścicielem. Będzie nim na pewno beneficjent, ale dopiero w momencie śmierci ubezpieczonego oraz ubezpieczający w przypadku wypowiedzenia umowy. W przypadku niejednoznaczności regulacji prawnych w tym zakresie niemożliwe jest jednoznaczne przypisanie świadomego zatajenia informacji w tym zakresie” – twierdzi Monika Harasim, prokurator z prokuratury okręgowej z Warszawy, która umorzyła śledztwo.

Portal zwraca uwagę, że o polisie Sasin przypomniał sobie w oświadczeniu majątkowym w 2016 roku. Wtedy nie miał problemów z wpisaniem wartości ubezpieczenia.

Rozbrajająca i należna chyba tylko wysoko postawionemu funkcjonariuszowi Prawa i Sprawiedliwości jest ocena prokuratury: „Analizując zgromadzony materiał dowodowy, należy dojść do przekonania, że oświadczenia majątkowe, mimo że nierzetelne, zostały złożone bez zamiaru podania nieprawdy lub zatajenia prawdy. Odnośnie rozbieżności między ujawnionym w oświadczeniach majątkowych i rzeczywistym stanem zgromadzonych środków pieniężnych nie sposób przypisać Jackowi Sasinowi zamiaru popełnienia przestępstwa. (…) Ujawnił on niemal całość zgromadzonych środków. Brak wykazania środków pieniężnych na rachunku bankowym żony uznać należy za niewiedzę” – twierdzi wielce wyrozumiała prokurator Monika Harasim. I tak śledztwo umorzono 18 stycznia 2018.

Na tym tle z wyjątkowym natręctwem przychodzi na myśl „oburzająca” sprawa nieujawnionego w oświadczeniach majątkowych zegarka jednego z ministrów poprzedniego rządu…

W polskiej delegacji na prezydencką wyprawę do Australii i Nowej Zelandii nie znalazła się najsłynniejsza podróżniczka w rządzie #PiS Anna Maria #Anders. Ale Pani minister i tak tam poleci 🙃🙃 Anders ma pojawić się na antypodach 20.08.2018r. na spotkaniu z Polonią w Sydney…

Polish vodka

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Śmiechem z reżimem raczej się nie wygra, ale śmiech jest narzędziem, które wskazuje, w jakim stadium znajduje się autokracja. Wrocławska Pomarańczowa Alternatywa działała pod koniec lat 80-tych i ośmieszała komuszy kolor czerwony poprzez wprowadzenie alternatywnego pomarańczowego.

Jeszcze śmieszniejszy był Różowy Czołg czeskiego artysty Davida Czernego, na który to kolor przemalowany został przez niego sowiecki czołg, ten był symbolem dominacji sowietów nad dumnym narodem czeskim i usytuowany w centrum Pragi w dzielnicy – nomen omen – Smichov. Różowy Czołg wjechał do wyobraźni Czechów jako symbol wolności.

Czerny był nawet przez pewien czas ścigany, tak jak niektórzy modyści z KOD, którzy nakładają koszulki z napisem Konstytucja i o dziwo wszystkie t-shirty pasują pomnikowym modelom jak ulał. Tylko czekać, gdy na różowy zostanie przemalowany pomnik smoleński.

Temperatura ośmieszania władzy PiS osiągnęła wysoki poziom, t-shirty Konstytucja wskazują, że PiS ma się blisko upadkowi. Raut w warszawskim klubie Palladium z okazji…

View original post 1 043 słowa więcej

Waldemar Mystkowski: Burzyć mury to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Zwykły wpis

Polski katolicyzm to dziwna odmiana chrześcijaństwa. „Dziwna” – to zresztą bardzo lekkie określenie. Kilku egzorcystów diecezji płockiej opublikowało apel wzywający rodziców, aby nie pozwolili swoim dzieciom uczestniczyć w „inicjatywie zwanej Halloween”. Apel opublikowany został przez Katolicką Agencję Informacyjną, najważniejsze katolickie portale „Gościa Niedzielnego” i tygodnika „Niedzieli”. Tym samym – jakby – ten apel był oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Czym jest ten apel? Jego pierwszy cel to wyzwolić lęk przed innością. Lęk to najlepsze narzędzie manipulacyjne, zalękniony zamienia się w agresora. Dziwna odmiana polskiego chrześcijaństwa działa ręka w rękę z dzisiejszą władzą. Ten lęk wyzwolił w dużej części Polaków bojaźń przed imigrantami i uchodźcami, przed mniemaną islamizacją, przed laicyzacją i przed przemianami kulturowymi, takimi jak gender.

Rządzący osiągnęli w tym sukces. Polska zalękniona jest łatwa do rządzenia, bo to Polska wycofana. naród wówczas nie żyje, nie jest otwarty, tylko broni się przed życiem, przed pełnią życia.

Znienawidzony przez władze PiS wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wygłosił w Watykanie kapitalne przemówienie o swoim chrześcijaństwie: – „Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my. Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca”.

Słowa Timmermansa są trawestacją z Dziejów Apostolskich, które mógł napisać św. Piotr, którego uważam za największego polityka w dziejach świata. To on swoimi misjami wywalczył przestrzeń dla chrześcijaństwa, dla tego imperium wiary, które dwa tysiące lat po nim wciąż jest największe.

Polski ryt chrześcijański w istocie jest antychrześcijański, bo nie ma w nim naczelnej wartości – solidarności. Bycie z drugim, pomaganie innemu. I znowu na pomoc przychodzi nam Timmermans, który w Watykanie mówił: – „Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie – i musimy to naprawić”.

W Polsce przeżywamy kryzys wartości. Polityk polski potrafi powiedzieć z trybuny w Sejmie do innych: kanalie, mordy zdradzieckie, zaliczyć nas do gorszego sortu. Na tym ma być ufundowana Polska? Na nienawiści, odrazie, negatywnych odczuciach do bliźniego?

Wracam jeszcze raz do Piotra S., do którego będziemy co rusz wracali, obyśmy nie zmarnowali tego, co nam zostawił. Im dalej od jego samospalenia i śmierci, tym więcej dowiadujemy się, jakim był człowiekiem, ale dowiadujemy się też więcej o sobie.

Przede wszystkim Piotr S. to Piotr Szczęsny. W te dni zaduszne otwórzmy się na Piotra z Niepołomic: – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”.

Mamy o czym myśleć, a jeszcze więcej – działać. – „Musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość” (Timmermans). Musimy burzyć mury lęku, bo nimi podzieleni zostaniemy tchórzami, dla których wolność jest zbędna.

Dziś rano w programie Wojciecha Manna w Trujce (d. Trójce) taką oto piosenkę zaśpiewał Piotr Bukartyk: