Tag Archives: Wojciech Lemański

Jasna Góra – siedlisko złych duchów

Zwykły wpis

Jasnogórskie sanktuarium w Częstochowie wyglądało w sobotę niezwykle. Zamiast często widzianych  tu PiSowców, kiboli, narodowców, „prawdziwych patriotów” z  celtyckimi krzyżami oraz rasistowskimi hasłami, zjawili się działacze środowisk demokratycznych. Mieli ze sobą narodowe i unijne flagi, w rękach trzymali konstytucję.

Przybywszy z pielgrzymką, chcieli wziąć udział w mszy świętej za Ojczyznę, zwłaszcza, że jedną z jej intencji  miała być „Polska wolna od faszyzmu, nacjonalizmu i nietolerancji”.  Taka ofiara została w zakrystii przyjęta, a mszę zamówiła osoba, pragnąca pozostać anonimową.

…Poza nami, na mszy będą osoby postronne. Nasza obecność na tej mszy ma być przykładem/symbolem polskości. Wartości, o które walczymy. 
Jesteś katolikiem? Innowiercą? Ateistą? Agnostykiem? To Twój wybór. Ale Polska wolna od faszyzmu, nacjonalizmu, nietoleracji to nasz wspólny wybór. Przyjdź!

Przed rozpoczęciem mszy, intencje odczytywano przez kilkanaście minut, ale… pominięto tę za Polskę wolną od faszyzmu, nacjonalizmu i nietolerancji. Po mszy działacze demokratyczni chcieli się dowiedzieć w zakrystii dlaczego. Usłyszeli, że „to była prowokacja i próba upolitycznienia mszy”. „Było zresztą ogłoszone, że modlimy się za wyczytane i niewyczytane intencje, więc wszystko jest w porządku” – dodał obłudnie zagadnięty o to zakonnik.

Dzieje się tak nie pierwszy raz. Rok temu próbowała zamówić mszę za Polskę wolną od faszyzmu Jolanta Urbańska, częstochowska radna PO i założycielka stowarzyszenia Demokratyczna RP. Jak podaje Gazeta Wyborcza, Paulini odmówili jej odprawienia, twierdząc, że w Polsce nie ma faszyzmu, więc nie ma potrzeby modlenia się w takiej intencji.

Gdy w kwietniu tego roku działacze polityczni i społeczni oraz autorytety życia publicznego zaprotestowali przeciwko V Pielgrzymce Środowisk Narodowych  i ich wizycie w częstochowskim sanktuarium, usłyszeli od przeora klasztoru o. Mariana Waligóry: „Jasna Góra jest otwarta dla wszystkich”.

Pielgrzymka narodowców się odbyła. Od swojego kapelana ks. Romana Kneblewskiego przybyli usłyszeli na Jasnej Górze m.in., że „polski katolik musi być nacjonalistą” (choć polscy biskupi twierdzą, że nie da się pogodzić nacjonalizmu z nauczaniem Kościoła). Nikt też nie oponował, gdy nacjonaliści szli z pochodniami przez teren klasztoru, skandując: „Młodość, wiara, nacjonalizm”

Tym większe rozczarowanie i żal działaczy środowisk demokratycznych. „Na Jasnej Górze dano nam odczuć, że to nie nasze miejsce. Nie powiedziano do nas ani słowa, nie dano nam wsparcia” – komentowali oni swoją wizytę w Częstochowie.

Jeden z nich – ubrany w koszulkę „Konstytucja” – usłyszał wprost od Paulina,  że „chyba pomylił miejsce”. Szkoda, że żaden z jasnogórskich zakonników nie wpada na taką myśl,  gdy to święte miejsce dla katolików – bezczeszcząc je swoim zachowaniem – odwiedzają „kibole” i „narodowcy”.

Depresja plemnika

„Czas już pomyśleć o życiu poza polityką” – napisała niespodziewanie Krystyna Pawłowicz na Twitterze. Posłanka w toku dyskusji przyznała, że odchodzi z polityki.

Krystyna Pawłowicz złożyła życzenia świąteczne użytkownikom Twittera. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dyskusja, która miała miejsce w komentarzach pod jej wpisem. Sama Pawłowicz niespodziewanie zadeklarowała: „Mój czas w polityce w te Święta dobiegł końca, teraz młodzi”.

Dalsze komentarze Pawłowicz były w podobnym tonie. Posłanka stwierdziła że „czas już pomyśleć o życiu poza polityką, zobaczyć jeszcze miejsca rodzinne, pokurować zdrowie, posprzątać po sobie”.

„Mam już prawie 70 lat i trzeba wszystkie swoje sprawy pozałatwiać” – pisała również.

Do końca nie było jasne, czy Pawłowicz nie ma na myśli wyłącznie zakończenia aktywności w mediach społecznościowych. Zapytana jednak wprost, czy odchodzi z polityki, odparła, że tak.

„Chcę swą polityczną aktywność zakończyć,mam dużo spraw do załatwienia,życiowego zakończenia i uporządkowania. Może jesienią tu wrócę. Wpisywać się będzie można. Może wstawię…

View original post 3 276 słów więcej

 

PiS jak sanacja przed wojną: Swój do swego po swoje

Zwykły wpis

Nie od dzisiaj wiadomo, że „dobra zmiana” dąży do kontrolowania wszystkich obszarów życia publicznego, gospodarczego i społecznego. Idealnie w tym mieści się kolejny pomysł, czyli przygotowywana ustawa o Funduszu Dróg Samorządowych.

Rząd przyjął w miniony wtorek projekt tej ustawy, a Rządowe Centrum Legislacji opublikowało go w piątek. Oczywiście, nikogo nie powinno dziwić, że projekt ten nie przeszedł konsultacji, a prace nad nim toczą się w tempie błyskawicznym.

Ustawa o Funduszu Dróg Samorządowych przewiduje wsparcie budowy dróg gminnych i powiatowych, realizację programu „Mosty plus” oraz budowę dróg dla celów militarnych. Zgodnie z przyjętymi założeniami, ustawa da możliwość sfinansowania do 80% inwestycji, co dla samorządów będzie wielkim wsparciem. Pieniądze będą rozdzielane raz w roku pomiędzy województwa, które w drodze konkursu, przyznają je gminom. Listy inwestycji zakwalifikowanych do wsparcia trafią do ministra infrastruktury, który je zweryfikuje, a na końcu do premiera, bo to on podejmie ostateczną decyzję, komu i ile pieniędzy dać.

Premier będzie mógł skreślić z listy konkretną gminę, nie wyjaśniając przyczyn. Będzie mógł też „mając na względzie poprawę dostępności komunikacyjnej obszarów o niższej zamożności, wyrównywanie szans rozwojowych regionów i budowanie spójności terytorialnej kraju lub zgodność z programami realizowanymi przez Radę Ministrów” zwiększyć wsparcie dla wybranej gminy czy powiatu.

Fundusz Dróg Samorządowych będzie dysponował wielkimi pieniędzmi, liczonymi w miliardach zł. Z budżetu państwa 1,1 mld zł (realizacja planu PO/PSL) rocznie, 1,4 mld zł od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ok 120 mln zł od Lasów Państwowych, uzyskanych ze sprzedaży drewna (teraz, w okresie wyborów samorządowych i później parlamentarnych, ma to był kwota 400 mln zł rocznie). Do tego mogą jeszcze dojść 2 mld zł z emisji papierów skarbowych. Jak widać, Fundusz będzie dysponował naprawdę sporą gotówką. To aż ¼ całości dochodów planowanych na dekadę.

Oddanie w ręce premiera decyzji o rozdziale tak dużych pieniędzy z FDS pokazuje jedno. Wyborcy muszą zapewnić PiS-owi zwycięstwo w wyborach samorządowych, jeśli chcą, by ich gminy i powiaty były dofinansowane. Wiadomo przecież, kogo premier wesprze. Przekaz jest aż nadto czytelny. Czy ten szantaż przyniesie zwycięstwo politykom PiS, zobaczymy.

Od kilku dni furorę w mediach robi nowe słowo – „ojkofobia”. Upowszechnił je pan prezes Kaczyński podczas wystąpienia w Olsztynie i odtąd „niechęć czy nawet nienawiść do własnego narodu” jest najmodniejszą z nadwiślańskich fobii, przynajmniej wśród przedstawicieli i zwolenników partii władzy.

Według szefa PiS, ta niemiła każdemu patriocie przypadłość jest w Polsce charakterystyczna dla środowisk sędziowskich i to bynajmniej nie tylko tych wielkomiejskich, zaangażowanych w konflikt wokół trójpodziału władzy i obronę Konstytucji. Zdaniem prezesa, patologia stanu sędziowskiego obejmuje bowiem także sędziów niższych instancji. Po czym poznać ojkofoba? Po tym, że wydawane przez niego wyroki nie służą „interesowi narodowemu”. A – według słów szefa partii rządzącej – służyć powinny.

Tymczasem sędziowie, co? Ano wydają decyzje o zwrocie majętności (lub odszkodowania) emigrantom bezprawnie pozbawionym mienia. Co jest – niestety – zgodne z literą prawa, no ale co z tego, skoro sprzeczne z aktualnym rozumieniem jego „ducha”! Bo żeby oddawać Niemcom?

I nie tylko to. Bo ojkofoby wypuszczają też z aresztu „aferzystów” z PO. Kwestionują wnioski prokuratury w sprawie KODziarzy. Uwalniają od zarzutów jednostki aspołeczne, występujące przeciw legalnej władzy, na przykład niejakiego Frasyniuka. No i uprawiają krytykę obozu rządzącego, tak w kraju, jak i – o zgrozo, o wstydzie – także za granicą. Kto tak czyni, z definicji staje się „ojkofobem”, czyli osobą działającą na szkodę swojego narodu, w związku z czym słusznie podejrzewaną też o nienawiść do własnej ojczyzny.

Nie tego „dobra zmiana” spodziewa się po dobrych sędziach, którzy objęli posady z rekomendacji ministra Ziobry. Bo trzymać się paragrafów każdy ojkofob potrafi. A tu chodzi o to, żeby sądzić sprawiedliwie i zgodnie z wolą Narodu, czyli pana prezesa Kaczyńskiego. Więc pan prezes sędziów po prostu nie lubi.

Tę niechęć, podszytą strachem, dzieli ze swoim szefem cały obóz władzy, co – skądinąd – też urasta już do rozmiarów patologii. Jest taka. Nazywa się „dikefobią” – lęk przed wymiarem sprawiedliwości.

Źródeł tego lęku może być kilka, na czele z całkiem realnym zagrożeniem odpowiedzialnością za poczynania partii władzy wobec ustroju państwa i jego instytucji. Może też chodzić o spór kompetencyjny. Bo prawnicy wciąż uzurpują sobie monopol na „prawo i sprawiedliwość” i sprawowanie „trzeciej władzy”. Tymczasem od wyborów władza jest – wiadomo – tylko jedna i sprawuje ją osobiście Jarosław Kaczyński!

No chyba, że pan prezes miał na myśli coś innego, a tylko tak mu się o tych sędziach powiedziało. Ale trudno podejrzewać, że prezesa dopadła, na przykład, „oj-KO-fobia,”, skoro Komitet Obywatelski we wszystkich sondażach przegrywa z Prawem i Sprawiedliwością.

Swój, do swego, po swoje. Fundusz Dróg Samorządowych będzie rozdawany centralnie, po uważaniu przez Mateusza Morawieckiego. Uczcie się dzieci, tak się buduje klientelizm polityczny.

Hairwald

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego rozpalił emocje zanim wszedł na ekrany polskich kin. O tym, że nie zobaczą go mieszkańcy Ostrołęki i jak reżysera potraktowała telewizja kierowana przez Jacka Kurskiego w artykule „Cenzura w TVP zaszalała. Smarzowskiego wycięto z gali Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych”.

Na temat filmu postanowił wypowiedzieć się na Facebooku jezuita Dariusza Kowalczyk. – „Mamy nowy etap. Do niedawna rodzime lewactwo ubolewało, że KK ma twarz Rydzyka, a powinien mieć twarz JPII. Ale teraz wraz z wejściem „Kleru” do kin lewactwo ogłosiło, że winnym pedofilii w KK jest JPII. Czyją w tej sytuacji twarz powinien mieć KK? Pieronka? Lemańskiego? Wiem! Michnika!”.

Kowalczykowi odpowiedział wymieniony przez niego ksiądz Wojciech Lemański. – „Ulało się jezuicie, co to się uważa za bardziej katolickiego od papieża Franciszka, co ślepy jest na bezduszność Polaków wobec uchodźców, co głuchy jest na bluzgi prezesa, kłamstwa premiera i nocne tweety prezydenta. Mam nadzieje, że twarz tego…

View original post 2 180 słów więcej

Pedofilia w Kościele nie ma końca

Zwykły wpis

Trzech kapłanów, którzy służyli w ordynariacie polowym Wojska Polskiego, molestowało nieletnich, czwarty jest oskarżony o posiadanie zdjęć pedofilskich – poinformował w czwartek „Rzeczpospolitą” biskup Józef Guzdek, ordynariusz diecezji polowej. Żaden z księży nie jest już kapelanem wojskowym, a jeden został usunięty ze stanu kapłańskiego i siedzi obecnie w więzieniu.

>>>

– My naprawdę nie jesteśmy jacyś źli Sarumani, z którymi nie da się rozmawiać, a tylko trzeba walczyć. Chcielibyśmy rozmawiać. Nie jesteśmy święci i każdy popełnia błędy, ale mosty spalił PiS – przekonuje w obszernym wywiadzie dla Onetu wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak.

  • W rozmowie z Andrzejem Gajcym przyznaje, że to politycy mają na sumieniu pogłębianie podziałów społecznych między Polakami, które doprowadziły do tak tragicznych wydarzeń jak choćby samospalenie Piotra Szczęsnego
  • Tutaj ryba psuje się od głowy. (…). Te emocje i ten kompletny brak wiedzy o sobie nawzajem się kumulują. To co widzimy na ulicach to jedno, ale dzisiaj nie da się być u cioci na imieninach, bo wujek jest za PiS, a ktoś inny za PO. Te podziały zeszły bardzo nisko i to jest tak naprawdę niszcząc – mówi Siemoniak
  • Wiceszef PO przyznaje, że mimo deficytu dialogu w życiu publicznym to nie podałby ręki Antoniemu Macierewiczowi, o którym mówi w ostrych słowach: – To zły, zdemoralizowany do cna człowiek
  • Sensem Koalicji Obywatelskiej i tego co się dzieje jest budowa szerokiego bloku, aby odsunąć PiS od władzy – przyznaje Siemoniak

>>>

>>>

wMaju 2015

Trzech kapłanów, którzy służyli w ordynariacie polowym Wojska Polskiego, molestowało nieletnich, czwarty jest oskarżony o posiadanie zdjęć pedofilskich – poinformował w czwartek „Rzeczpospolitą” biskup Józef Guzdek, ordynariusz diecezji polowej.

Hairwald

Sąd Apelacyjny uchylił orzeczenie Sądu Okręgowego, dotyczące pozwu PO w trybie wyborczym przeciwko premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.

Chodzi o wypowiedź Morawieckiego na wiecu wyborczym w Świebodzinie, kiedy to stwierdził, że podczas rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów. Politycy PO złożyli w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew w trybie wyborczym, zarzucając premierowi kłamstwo. Sędzia tego sądu Sylwia Urbańska postanowiła oddalić pozew, bo uznała, że Morawiecki nie jest uczestnikiem kampanii wyborczej.

PO złożyła zażalenie na tę decyzję do Sądu Apelacyjnego. – „Sąd przyznał nam rację. Podzielił wszystkie nasze argumenty, które dotyczyły trybu wyborczego. Uznał, że Mateusz Morawiecki jest uczestnikiem kampanii wyborczej, pod względem jego działalności jako osoba, która agituje na rzecz PiS-u, ale i również jako formalny przedstawiciel organów PiS-u” – poinformował poseł PO Mariusz Witczak.

Sąd Okręgowy ponownie zajmie się sprawą prawdopodobnie w poniedziałek. Witczak powiedział, że Sąd Apelacyjny zasugerował przesłuchanie uczestników postępowania, w tym samego Morawieckiego…

View original post 1 647 słów więcej

Kler jako agitatorzy PiS

Zwykły wpis

Coraz częściej słyszmy bulwersujące nas wypowiedzi przedstawicieli Kościoła, który od dawna nie ukrywa, że polityka stanowi znaczną część ich zainteresowań. Do grona tych, którzy nieraz skompromitowali się swoim zaangażowaniem na rzecz partii rządzącej, dołączył kolejny. Redaktor naczelny tygodnika „Niedziela” ks. infułat Skubiś.

Zaproszony na rozmowę do Radia Maryja duchowny nie omieszkał poinstruować wiernych, jak powinno wyglądać głosowanie w najbliższych wyborach. Jego słowa, że „katolik głosuje na katolika, a nie na totalną opozycję, lewaków i donosicieli do Brukseli nie przeszły bez echa. 

Dziennikarz Marcin Pulit zamieścił tę wypowiedź na Twitterze, co wywołało falę komentarzy. Krzysztof Król skomentował krótko, że „pewnie z biskupami Jędraszewskim i Depo kończył ten sam kurs, jak szkodzić kościołowi i odstraszać od niego Polaków.

Również ksiądz Lemański odciął się od tych słów ks. Skubisia, pisząc „Informacja dla wszystkich, dla których ma to jeszcze jakieś znaczenie. Ksiądz Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny katolickiego tygodnika „Niedziela”, wypowiadając się publicznie na temat zbliżających się wyborów, na temat „lewaków”, na temat „totalnej opozycji” i na temat „donosicieli do Brukseli” nie wypowiada się w imieniu Kościoła, ale w swoim własnym imieniu”. Podkreślił jednocześnie, że to nie redaktorzy katolickich mediów, nie nobilitowani księża decydują co i jak, ale prawa i obowiązki katolików określają ogólnokościelne gremia. Przypomina, że „był w historii najnowszej naszego kraju taki znany arcybiskup, który wypowiedział frazę bardzo podobną do tej, wygłoszonej przez księdza redaktora. Potem miał się z pyszna. Wtedy Polacy wybrali dokładnie wbrew instrukcjom arcybiskupa”.

Zaangażowanie kościoła w agitację wyborczą na rzecz PiS-u pokazuje jedno. Coraz większą wiarę, że tylko ta partia jest w stanie spełnić marzenia o państwie wyznaniowym. Państwie, z którego wykluczeni będą ci wszyscy, którzy nie będą spełniać oczekiwań Polskiej Instytucji Kościelnej (to nie to samo, co kościół oparty na naukach płynących z Watykanu)Wizja straszna, prawda?

P.Kukiz wprowadził do głównego nurtu polskiej polityki ludzi o poglądach prorosyjskich, antyukraińskich i nacjonalistycznych. Coraz częściej mówią oni językiem kremlowskiej propagandy. Polecam tekst w najnowszym „Newsweeku”.

>>>

Srankiewicz o katastrofie smoleńskiej. Taka sobie zrobiła kupę na głowę Stankiewicz

Zwykły wpis

„…należy się najwyższa kara, ten człowiek powinien ponieść najwyższą karę, specjalnie przywróconą do prawodawstwa polskiego w tej sprawie. Mówię tutaj o Donaldzie Tusku, który w drugim dniu oddał śledztwo w ręce Rosjan” – powiedziała dwa lata temu dyrektor artystyczna Telewizji Republika Ewa Stankiewicz, mówiąc o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

Teraz, na Twitterze zareagowała ostro na post posła Adama Andruszkiewicza, który atakuje PO za krytykę pomysłu, by w Święto WP, obywatele oglądali nowe samoloty rządowe.

„Platformo, za waszych rządów Prezydent RP zginął, bo musiał lecieć do Katynia starym sowieckim samolotem – a wy atakujecie rząd za to, że 15 VIII chce pokazać nowe, bezpieczne samoloty? Obrzydliwe!” – napisał Andruszkiewicz

Na te słowa natychmiast zareagowała Ewa Stankiewicz, prezes stowarzyszenia Solidarni 2010. „Prezydent zginął, bo Rosjanie wysadzili samolot w powietrze. Bardzo Pana szanuję. Jest Pan posłem a to zobowiązuje do wiedzy. Proszę zapoznać się z raportem technicznym państwowej podkomisji. Co jest? Żaden z posłów nie ma elementarnej wiedzy tylko swoje przeczucia i przekonania (pisownia oryginalna)” –  odparła Stankiewicz.

Ten dialog przerwał Radosław Sikorski, który wystosował ironiczne pytanie do Stankiewicz. „Czy mogę uprzejmie dopytać jaką rolę w zamachu odegrał Tusk, a jaką ja? Bo chyba nie chce Pani nas wieszać za niewinność?” – napisał i tak nawiązał do wypowiedzi, która padła z ust publicystki w 2016 roku, gdy domagała się kary śmierci dla Donalda Tuska. Powodem miał być brak dostępu do podstawowych dowodów – wraku samolotu i czarnych skrzynek.

Nie milkną echa okoliczności ceremonii pogrzebowej liderki zespołu Maanam – Kory. Zdarzenie do dziś komentują artyści, politycy i media. Swoje do powiedzenia mają także duchowni:

„Pierwszy raz się spotykam, aby duchowny duchownego wyzywał od „klechów”- napisał na Facebooku ks. Tadeusz Isakowicz–Zaleski.

„Na dodatek pisał to publicznie. Mam nadzieję, że ksiądz arcybiskup Grzegorz Ryś z Łodzi, w którego diecezji ks. Lemański ma teraz pełnić posługę kapłańską ustosunkuje się do tej skandalicznej sprawy, bo będąc biskupem pomocniczym w Krakowie często podkreślał, że wśród księży nie ma „równych i równiejszych”.

Tak ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski skwitował wypowiedź ks. Wojciecha Lemańskiego, który komentując słowa jednego z duchownych na temat świeckiej uroczystości żałobnej Kory napisał: Zamilknij klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza”.

W ten sposób nawiązał do molestowania seksualnego, którego – zdaniem artystki – dopuścił się wobec niej duchowny, gdy była dzieckiem.

Lemańskiego sprowokowały do tego m.in. słowa ks. Marka ubolewającego nad formułą pogrzebu: „Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec” – podsumował duchowny.

>>>

Jak PIS jest złośliwy nawet w stosunku do naszych artystów było widać na pogrzebie „Kory”.

Po co nam Ministerstwo Kultury, jak na pożegnaniu „Kory” nie było widać żadnego ich przedstawiciela.

PIS nie jest Polski.

Polish vodka

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach…

View original post 1 085 słów więcej

PiS to czysta bolszewia. Pilne jest, aby ich odsunąć od władzy

Zwykły wpis

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A Targowiczanie marzą o tym, aby Polskę wyprowadzić z UE. Przedbiegi w tej sprawie czyni już Kornel Morawiecki wielki przyjaciel Rosji”; – „Oczywiście, że Polska Zjednoczona Prawica Rzeczpospolitej nie uzna wyroku konkurencyjnego do PZPR organu władzy sądowniczej. Nie po to wstaliśmy z kolan. Gdzieś mamy Europę, niech żyje Wspólnota Niepodległych Państw”; – „Rzepliński, Strzembosz, Zoll, Sadurski, Gersdorf – vs Kaczyński, Ziobro, Wójcik, Piebiak, Kaleta. Profesorowie, znawcy prawa vs PiSbolszewicy. Wolna Polska vs Moskwa. Wybór należy do Ciebie…” – komentowali internauci.

Sławomir Marek, proboszcz parafii w Stanowicach na Dolnym Śląsku, „słynie” z komentowania na Twitterze bieżących wydarzeń. Postanowił zabrać głos także na temat pogrzebu Kory. Tę piękną i wzruszającą uroczystość tak podsumował: – „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”.

Tego było już za wiele dla ks. Wojciecha Lemańskiego, który na Facebooku napisał: – „Zamilknij, klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza. Nie martw się, była i msza w intencji zmarłej i Salve Regina. Gdybyś miał w sobie odrobinę miłosierdzia – sam byś taką mszę odprawił. A gdybyś miał w głowie choć kilka kropel oleju – milczałby w takiej chwili”. Ks. Lemański nawiązał do wyznania Kory, że w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez księdza.

Do wpisu proboszcza ze Stanowic odniósł się także jezuita Grzegorz Kramer. – „Najpierw księża mówią: Kora nie miała nic wspólnego z Kościołem, to nie powinno być katolickiego pogrzebu. Teraz, kiedy on rzeczywiście nie był katolicki, mówi ksiądz: „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec”. Czy my naprawdę nigdy nie zrozumiemy, że takim chamskim zachowaniem nikogo do Chrystusa i Kościoła nie przyciągniemy?” – napisał na Twitterze o. Kramer.

I jeszcze jeden głos duchownego katolickiego – księdza Stanisława Walczaka.

Zobacz więcej

„Dziękowałem Bogu za tę kobietę. Kobietę, którą w dzieciństwie kapłan odtrącił od Boga… I potem nie znalazł się inny, który by jej ranę zabliźnił. Na pogrzebie Pani Kory nie raziła mnie nieobecność kapłana. Ksiądz jakoś nawet nie pasowałby do tego wydarzenia. Kościół zaś był obecny w swoich wiernych, szczególnie tych, którzy wyrażali wiarę w spotkanie zmarłej z jej matką, za którą tęskniła. Ludzie przyszli tłumnie, a wielu wierzyło, że śmierć nie może być końcem… A na koniec wspomniana w świeckiej pieśni „Czarna Madonna”, jakoś bardziej tu pasowała niż tradycyjne „Salve Regina”.

Ten moment, kiedy szukasz ucieczki przed lejącym się z nieba żarem, pogrążając się w teoretycznych rozważaniach, i dociera do ciebie, że oto stałeś się klasycznym Freudowskim przypadkiem.

Nienawidzę upału. Marzę o tym, żeby być teraz na archipelagu Svalbard na północ od Norwegii, w połowie drogi na biegun północny. Ale ponieważ utknąłem w domu, mogę tylko włączyć klimatyzację i poczytać… rzecz jasna o trwających falach upałów i globalnym ociepleniu.

A czytać jest o czym. Temperatury powyżej 50 stopni Celsjusza przestały już kogokolwiek dziwić, odkąd regularnie odnotowuje się je w rejonie półksiężyca rozciągającego się od Emiratów Arabskich po południe Iranu, na niektórych obszarach Indii czy w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Teraz okazuje się, że będzie jeszcze gorzej, bo zagrożenie dotyczy już nie tylko obszarów pustynnych. W Wietnamie już teraz z powodu nieznośnego upału wielu rolników śpi w ciągu dnia i pracuje w nocy.

Jeśli nie powstrzymamy globalnego ocieplenia, najgęściej zaludniony region świata – zamieszkała przez rzesze ludzi równina na północy Chin, między Pekinem a Szanghajem, skąd pochodzi spora część produkowanej w kraju żywności – wkrótce nie będzie się nadawał do zamieszkania. Przyczyną będzie zabójcze połączenie upału i wilgotności, mierzone jako temperatura „mokrego termometru” (WBT). Kiedy WBT sięga 35 stopni Celsjusza, ciało ludzkie nie jest w stanie schłodzić się przez pocenie i nawet zdrowy, siedzący w cieniu człowiek umiera w ciągu sześciu godzin.

A więc co takiego się dzieje? Coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, jak ostatecznie niepewny jest nasz byt: wystarczy potężne trzęsienie ziemi, uderzenie wielkiej asteroidy czy śmiertelna fala upałów i już po nas. Jak pisze Gilbert Keith Chesterton, „odbierzcie to, co ponadnaturalne – a zostanie to, co nienaturalne”. Powinniśmy promować tę tezę, tyle że w sensie odwrotnym niż zamierzony przez Chestertona: powinniśmy zaakceptować, że natura jest „nienaturalna”, że stanowi wariacki spektakl warunkowanych wzajemnie aberracji bez wewnętrznego ładu i składu. Jednak dzieje się więcej, o wiele więcej.

Globalne ocieplenie uświadamia nam, że wraz z całą naszą duchową i praktyczną działalnością jesteśmy po prostu jednym z wielu gatunków żyjących na planecie Ziemi. Nasze przetrwanie zależy od pewnych naturalnych parametrów, które automatycznie uznajemy za oczywiste.

Globalne ocieplenie uczy nas, że wolność ludzkości była możliwa tylko w warunkach stabilizacji naturalnych parametrów życia na Ziemi (temperatura, skład powietrza, dostęp do źródeł wody i energii itp.). Człowiek może „robić, co chce” dopóty, dopóki jego obecność pozostaje na tyle marginalna, żeby nie stanowić poważnego zakłócenia tych parametrów. Kiedy nasza wolność rozwoju gatunkowego zaczyna wpływać na świat, przyroda w odpowiedzi tę wolność ogranicza, stając się czymś w rodzaju kategorii społecznej.

Celem nauki i techniki nie jest już jedynie rozumienie i odtworzenie naturalnych procesów, lecz generowanie nowych, zaskakujących form życia; chodzi już nie tylko o dominację nad przyrodą (w jej obecnej postaci), ale stworzenie czegoś nowego, większego, silniejszego niż zwyczajna natura, z nami samymi włącznie. Za przykład może tu posłużyć obsesja na punkcie sztucznej inteligencji, zmierzająca do wytworzenia mózgu potężniejszego niż ludzki. Napędem wysiłku technologicznego jest marzenie o procesie, który nie przynosi żadnych korzyści – procesie, który by sam się wykładniczo replikował i rozwijał.

Pojęcie „drugiej natury” jest dziś zatem aktualne bardziej niż kiedykolwiek do tej pory, w obu jego podstawowych sensach. Po pierwsze, rozumiane dosłownie, jako sztucznie wygenerowana nowa przyroda: wybryki natury, zdeformowane krowy i drzewa, czy – w bardziej optymistycznej wersji – genetycznie modyfikowane organizmy, dowolnie przez nas „poprawiane” .

W bardziej standardowym zaś ujęciu „druga natura” dotyczy autonomizacji wyników naszego działania: tego, że nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych czynów, z których rodzą się potwory żyjące własnym życiem. Szok i osłupienie wywołuje właśnie owo przerażenie nieprzewidzianymi skutkami naszych własnych działań, a nie moc natury, nad którą nie mamy kontroli.

Spod kontroli wymyka się już nie tylko społeczny proces rozwoju gospodarczego i politycznego, ale nowe formy naturalnych procesów, od katastrofy nuklearnej po globalne ocieplenie i nieprzewidziane konsekwencje inżynierii biogenetycznej. Czy jesteśmy w stanie choćby sobie wyobrazić potencjalne rezultaty eksperymentów nanotechnologicznych: nowe formy życia rozmnażające się jak komórki rakowe?

Wkraczamy zatem w nowy etap, w którym to po prostu sama przyroda „rozpływa się w powietrzu” (cytując Manifest komunistyczny). Konsekwencją naukowych przełomów w biogenetyce jest koniec przyrody. Należałoby zatem na nowo zinterpretować Freudowskie Unbehagen in der Kultur – dyskomfort w kulturze.

Wraz z ostatnimi wydarzeniami ów niepokój przenosi się z kultury na naturę: przyroda nie jest już „naturalna”, przestała być niezawodnym „gęstym” tłem naszego życia. Przypomina raczej kruchy mechanizm, który w każdej chwili może eksplodować, a konsekwencje mogą okazać się katastrofalne.

Rozmyślając nad falami upałów i gubiąc się w meandrach teoretycznych rozważań, w końcu udało mi się zapomnieć o przykrych realiach nieznośnego żaru. Krótko mówiąc, wpadłem w pułapkę tego, co Freud określał mianem fetyszystycznego zaprzeczenia: mam pełną świadomość tego, jak poważne jest zagrożenie, jednak nie mogę traktować go dość poważnie, bo nie wierzę, że naprawdę do niego dojdzie.

Może się niestety okazać, że przebudzenie nadejdzie za późno – w obliczu autentycznej katastrofy. A wtedy uświadomimy sobie, jak śmieszne są konflikty międzypaństwowe czy polityczne rozgrywki pod hasłami America First i Brexitu, podczas gdy cały nasz świat powoli się rozpada, a jedyna nadzieja leży w podjęciu wspólnego, kolosalnego, globalnego wysiłku.

>>>

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o nadziei dla opozycji.

To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas.

Kończy się pewna epoka i nie tylko dlatego, że umarła Kora. Na jej pogrzebie Wojciech Mann stan dzisiejszej Polski nazwał parodią demokracji. A w parodii naprawdę trudno żyć, bo to forma ekspresji, za pomocą której kontaktujemy się ze światem i nazywamy go.

A jeżeli coś się kończy, to musi się zacząć coś nowego. To, co nas czeka, to, co się wykluje, zależy tylko od nas. Musimy zmierzyć się z realnością, w tym wypadku z polityką i wziąć ją za twarz, aby była nam posłuszna.

Piotr Pacewicz w portalu oko.press zamieszcza kapitalną analizę na podstawie drobiazgowego sondażu IBRiS, do czego może dojść już w wyborach samorządowych, gdy naprzeciw PiS stanie tylko Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska i Nowoczesna), a zabraknie we wspólnocie opozycyjnej PSL, SLD i innego drobiazgu lewicowego. PiS może wygrać w 10 sejmikach na 16. Zaś w wypadku, gdy dojdzie do szerokiej platformy zjednoczenia taka zjednoczona Wielka Koalicja wygrywa z PiS 15 do 1.

A więc warto zewrzeć szeregi, aby nie żyć w parodii. Prof. Marcin Matczak proponuje przeorientowanie protestów i uczynienie z nich realnej siły jednoczącej opozycję. Mamy do czynienia z inflacją protestów. Protesty w sprawie sądownictwa odbywają się niemal codziennie, organizowane przez wiele podmiotów. To powoduje, że powszednieją i rozmieniają się na drobne.
Należy dotrzeć do szerokich grup społecznych, a wartości demokratyczne, liberalne, takie jak praworządność promować w sposób populistyczny. W tym wypadku niech to będą np. konstytucyjne miesięcznice. Profesor pisze: – „Protest organizowany w całej Polsce, w tym samym miejscu (pod Sądem Najwyższym), tego samego dnia (np. 3 dnia każdego miesiąca, aby przypominać o dniu, w którym haniebna ustawa o SN weszła w życie), miałby większą moc i bardziej wyrazistą wymowę”.

Kilka dni temu ukazał się w „Krytyce Politycznej” inny ważny głos Michała Sutowskiego w kwestii, który nas wszystkich obchodzi, aby przestać żyć w pisowskiej parodii demokracji. Eseista proponuje sojusz pokoleniowy – liberalni rodzice i lewicowe dzieci.

I wreszcie dzisiaj przeczytałem interesujący materiał Jacka Liberskiego z „Liberte”, który dzieli się uwagami, jak wygrać z PiS. Nawet nazwał to nowym słowem w polszczyźnie inprawizją, na którą to składają się: Integracja, Prawda, Wizja.

Coraz więcej głosów po stronie społeczeństwa obywatelskiego, które nie tylko krytykują PiS, ale przede wszystkim proponują konkretne i pragmatyczne rozwiązania, jak wygrać z PiS, aby nie żyć w słusznej ekspresji krytykowania PiS. Nie żyć w parodii demokracji. Jak Kora „iść z podniesioną głową i jasnymi poglądami”.

Jak PiS sfałszuje wybory?

Zwykły wpis

Wojciech Lemański skomentował działania wymiaru sprawiedliwości w sprawie księdza Marcina Ł. (parafia w Wyszkach) oskarżonego o trzykrotne zgwałcenie 14 latki.

Mowa oczywiście o podarowanych Tadeuszowi Rydzykowi samochodach od bezdomnego. Okazuje się, że prokuratura ma kłopot, ale nie darowizną dla Rydzyka, a z… zawiadomieniem, które złożył poseł Adam Szłapka z Nowoczesnej!

Zamiast zająć się badaniem sprawy, zajęto się treścią pisma polityka. – „Mogą próbować odwrócić sprawę i próbować udowodnić, że złożyłem zawiadomienie w złej wierze. Jeśli tak się stanie, to oznacza, że upolityczniona prokuratura będzie chciała zamknąć usta wszystkim, którzy zadają niewygodne pytania, dziennikarzom, organizacjom pozarządowym, watchdogom” – powiedział dziennikowi.pl Szłapka.

Co „bada” prokuratura”? – „Sprawa znajduje się na etapie czynności sprawdzających. Etap czynności sprawdzających służy m.in. analizie treści zawiadomienia w kontekście przesłanek warunkujących decyzję o wszczęciu postępowania – tą przesłanką jest przede wszystkim uzasadnione podejrzenie popełniania przestępstwa. Zawiadamiający – choć skierowane przez niego pismo nosi tytuł „zawiadomienie o podejrzeniu popełniania czynu noszącego znamiona korupcji” – nie podaje, na czym korupcja miałaby polegać, ani jaki miałby być jej domniemany mechanizm” – powiedział dziennik.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

„Czynności sprawdzające” zgodnie z przepisami mogą trwać 30 dni. Ale przecież w państwie PiS „wszyscy są równi wobec prawa”…

„Byłem w szpicy. Gleba. Trzech na mnie. Ręce skute na plecach. Niosą na dźwigniach na barki do radiowozu, wrzucają brutalnie do środka, nie bacząc na kajdanki na plecach, sadzają przemocą na siedzeniu. (…) Słyszę ,’Siadaj, k***o!’ i dostaję co najmniej trzy ciosy pięścią w twarz, co najmniej dwa od funkcjonariusza, którego nazwisko znam i którego pospolity bandytyzm opisałem w protokole późniejszego zatrzymania” – tak na Facebooku opisał swoje zatrzymanie 1 marca podczas blokowania marszu ONR dr Rafał Suszek, matematyk z Uniwersytetu Warszawskiego, działacz Obywateli RP.

Suszek zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury w sprawie zachowania policjantów. Poddał się obdukcji lekarskiej. – „Biją ze znawstwem. Mam stłuczoną przegrodę, ale w ciągu długiej nocy na komisariacie nie występują wybroczyny. Tylko trochę krwi z nosa. I ból. Ale to nie ból nosa, to ból kręgosłupa, na którym posadowiona jest moja godność człowieka i obywatela, na którym posadowiona jest moja kulturowa tożsamość. Tego bólu wam nie zapomnę” – napisał Suszek.

Na komisariacie przebywał od czwartku od 19.30 do 4.00 nad ranem w piątek. Suszek twierdzi, że policjanci utrudniali mu kontakt z prawnikiem, który dopiero po kilku godzinach został dopuszczony do uczestnictwa w czynnościach i spisywaniu protokołu.

Komenda Stołeczna Policji twierdzi, że opisana przez Suszka sytuacja nie miała miejsca. Na Twitterze napisano, że to naukowiec z UW zaatakował policjanta. – „Według wstępnych ustaleń nic nie wskazuje na to, by policjanci nadużyli siły” – powiedział „GW” Sylwester Marczak, rzecznik prasowy KSP.

Po próbie zablokowania marszu narodowców przez Obywateli RP policja wylegitymowała 78 osób, wystosowała 34 wnioski do sądu o ukaranie i wypisała 9 mandatów (po 500 zł) za zakłócanie zgromadzenia i blokowanie ruchu.

Miała być „zamrożona” – tak przynajmniej mówili o kontrowersyjnej ustawie o IPN prominentni politycy PiS, z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. A tymczasem fundacja Reduta Dobrego Imienia złożyła w Sądzie Okręgowym w Warszawie pierwszy pozew, w którym wykorzystane zostały przepisy tej ustawy.

Chodzi o artykuł, który pojawił się w argentyńskim portalu Pagina12. Zdaniem RDI, Argentyńczycy użyli do zilustrowania materiału o zbrodni w Jedwabnem zdjęcia pomordowanych polskich żołnierzy podziemia niepodległościowego, czyli żołnierzy wyklętych. – „Redakcja bezrefleksyjnie i celowo połączyła dwa okresy historyczne: II wojnę światową (Jedwabne – 1941 roku) i czasy komunistyczne (fotografia pochodzi z 1950 roku). Wydawca dokonując takiego zestawienia wykazał się ogromną ignorancją historyczną, za którą powinien oficjalnie przeprosić wszystkich Polaków – napisano na stronie internetowej Reduty.

Można by zapytać – nie wie lewica, co czyni prawica? RDI to przecież fundacja, której jednym z założycieli jest Maciej Świrski To także wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej, odpowiedzialnej za „słynną” pisowską kampanię billboardową o sądach.

Michał Kuczyński – portal crowdmedia.pl – wskazuje na to, jak PiS zamierza sfałszować wybory.

Uchwalona w olbrzymim pośpiechu, wbrew sugestiom ekspertów i Państwowej Komisji Wyborczej ordynacja wyborcza przed najbliższymi wyborami samorządowymi weszła już w życie. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że rozwiązanie w niej zawarte doprowadzą do niewyobrażalnego chaosu w ich organizacji – według PKW na ich przeprowadzenie już dziś brakuje ponad 600 mln złotych, a wiele rozwiązań zaproponowanych przez ustawodawcę jest niemożliwych do spełnienia.

System informatyczny do liczenia głosów jest niedostosowany, komisarze wyborczy jeszcze nie wybrani, a wielu z nich zostanie wybranych naprędce, bez zweryfikowania ich wiedzy na temat prawa wyborczego. Równie nierealne jest przeprowadzenie skutecznych transmisji ze wszystkich 28 tys. lokali wyborczych, co z pewnością stanie się przedmiotem tysięcy protestów wyborczych. Samo liczenie głosów, przez zmianę sposobu ich dokonywania może trwać ponad tydzień. O te wszystkie aspekty, o których członkowie PKW alarmują już od wielu miesięcy, pytany był dzisiaj w programie “Jeden na jeden” w TVN 24 Paweł Szefernaker, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. I trzeba przyznać, że jak na tak młodego urzędnika ma niebywały tupet. Okazuje się bowiem, że choć nowelizacją ordynacji wyborczej, całą władzę nad organizacją wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej, jej przedstawiciele nie zamierzają brać odpowiedzialności za niemal pewny chaos, jaki nas wszystkich czeka. Co więcej, w wypowiedziach wiceministra da się dostrzec wskazanie kozła ofiarnego, który będzie za ew. przekręty wyborcze odpowiadał – jest nim ustępująca szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj.

– Przede wszystkim na początku trzeba rozmawiać na konkretach i jestem przekonany że jeżeli dojdzie do takiego spotkania w najbliższym czasie, to będziemy rozmawiali z PKW nt. konkretnych wyliczeń, bo jestem przekonany że PKW i szefowa KBW, która obecnie pełni funkcję, nie przespała tych 2-3 miesięcy,które mamy za sobą odkąd ustawa była procedowana, że są specyfikacje, wyliczenia takie które wiarygodnie wskazują, że są takie propozycje rozwiązań ze strony PKW i KBW, które pokażą rzeczywiście jakie są realne potrzeby z tym związane. Musi być oszacowanie wartości tego zamówienia, potrzeb które nie są zabezpieczone w budżecie. Jeżeli będzie takie oszacowanie ze strony PKW, jestem przekonany że szefowa KBW dopełniła wszystkich obowiązków służbowych i przygotowała coś takiego. Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane czy przez szefową KBW. Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera. O wielu kwestiach dowiadujemy się dopiero z mediów. Jeżeli będą potrzeby związane z legislacją, ze znalezieniem dodatkowych środków, to one się oczywiście znajdą. Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby było inaczej, tylko musimy rozmawiać nie za pośrednictwem mediów, tylko w cywilizowany sposób – zarzuca PKW Szefernaker.

Oskarża także komisję, że z resortem komunikuje się za pośrednictwem mediów, zamiast usiąść do stołu i porozmawiać o spodziewanych problemach. Resort bowiem jest przekonany, że wybory przebiegną bez żadnych zakłóceń.

Warto jednak pamiętać, że za wielką władzą ile wielka odpowiedzialność i zaklinanie rzeczywistości na niewiele się tutaj zda. Jeśli potwierdzą się obawy Państwowej Komisji Wyborczej i jesienne wybory odbędą się w atmosferze olbrzymiego chaosu i wątpliwości co do ich rzetelności, to pełną odpowiedzialność poniesie minister Joachim Brudziński oraz jego zastępca Szefernaker.W przeciwieństwie do 2014 roku, to właśnie ich dymisji obywatele będą się domagać.

Macierewicz nie wie, ile jest ataszatów obrony. To był minister!

O tym i nie tylko pisze Waldemar Mystkowski.

Działaniom polityków PiS, a szczególnie Jarosława Kaczyńskiego, aż się prosi, aby nadać rangę literatury. Nie muszę podpowiadać, jaka to miałaby być kategoria estetyczna. Nie musiałby to być nazbyt wysoki diapazon „Dróg wolności” Sartre’a ani szorowanie o najgłębsze pokłady egzystencji Fiodora Dostojewskiego. Wystarczyłby Bareja bądź Mrożek z dramatów połączony z fabułą komedii ludzkich zakłamań Balzaca.

Nieprzypadkowo w ostatnich dniach mamy do czynienia z dwoma postaciami z podobnej bajki. Z Jarosławem Gowinem, któremu pensja ministerialna nie wystarczała do pierwszego i z drugim przypadkiem pozornie odwrotnym, bizantyjskim, z Antonim Macierewiczem, którego otoczenie przez półtora roku ze służbowych kart kredytowych i płatniczych używało sobie na kwotę 15 mln zł.

Wcale nie przypadkiem Gowina z Macierewiczem połączyła Beata Szydło, gdy w kampanii wyborczej zakłamywała rzeczywistość, iż ministrem od wojny będzie Gowin, a nie Macierewicz. Dlaczego to zrobiła? Wiadomo. Ważniejsza jednak jest odpowiedź o drugie dno: dlaczego naprawdę to zrobiła?

Kładę nacisk na „naprawdę”, bo to znaczy, że naprawdę nie chodzi o żadne umiejętności, ale o obsadzanie kolesi partyjnych, którzy nie są żadnymi fachowcami. Jakim znawcą wojska jest Macierewicz? Gdy rozwiązywał WSI i pisał raport o tym – tak zapędził się w grafomaństwie, że do tej pory nie opublikowano aneksu – naraził wojsko polskie na brak osłony wywiadowczej i kontrwywiadowczej, co skutkowało na misjach wojskowych i wśród siatki szpiegowskiej śmiercią wielu osób.

Nikogo to specjalnie nie przejęło, że wielu dało gardło za Polskę tylko dlatego, że Macierewicz jest lewusem. Większość, jeżeli nie każdy, wykazałby się podobną lewizną, jak były minister obrony w zerwaniu kontraktu na sprzęt wojskowy, gdyż do negocjowania potrzeba umiejętności i wiedzy, a przede wszystkim rozpoznania, co konkretnie potrzebne jest do obrony Polski w zobowiązaniach sojuszniczych i jaka doktryna jest właściwa dla naszej geopolityki.

Myślę, że każdy wykazałby się zdolnościami wraz z kolesiami z podwórka albo z knajpy, aby przewalić 15 mln zł w ciągu półtora roku. Co? Niektórzy z przepicia wykorkowaliby? Spokojnie – jest na to rada, wystarczy wyskoczyć do Nowego Jorku i w porządnym restaurancie bądź kasynie na Manhattanie puścić jednego wieczora tysiące dolców. Daliby radę. A czym się różni Mariusz Błaszczak od Macierewicza, którego zastąpił? Mniejszą fantazją wypłat z kart płatniczych, acz może się okazać, że nie doceniamy Błaszczaka. On też potrafi dawać radę. Ci panowie największe osiągnięcia mają, gdy nie szkodzą w ministerstwach, gdy łażą po mediach – niektórzy z nich nie wychodzą – i nie mają czasu na psucie. Najważniejszy dla nich cel – blichtr celebrytów.

Jakie osiągnięcia mają politycy PiS? Gdy się wezmą za pisanie ustaw, wychodzi jak z ustawą o IPN, konfliktem dyplomatycznym z najważniejszymi graczami na scenie globalnej. Gdy wezmą się za teorię politologiczną, to wychodzi, jak Mateuszowi Morawieckiemu w wywiadzie dla „Der Spiegla”. Nie ma już „państwa prawnego”, jest „narodowe”: – „Polska jest demokratycznym państwem narodowym„.

Od początku władza PiS korzysta z kredytu kart płatniczych, żyje na cudzy koszt. Andrzej Duda żyje na kredyt przyszłej konstytucji, bo obecną złamał i grozi mu odsiadka. Tak manipulują przy trójpodziale władzy, aby odpowiadać tylko przed sobą, a to znaczy, że zakładają nie oddać władzy. Zapłacą każdą cenę. Rychło o tym się przekonamy.

I jak to w grotesce, najlepsze złote myśli są autorstwa bohaterów groteski. Kaczyński w 2014 roku powiedział: – „Drugim kierunkiem działania jest likwidacja kart kredytowych, które finansowane są z pieniędzy państwowych„. Jest to cytat z oficjalnego konta PiS na Twitterze z 16 czerwca 2014. Wybitny pisarz i satyryk rosyjski z XIX wieku Michaił Sałtykow-Szczedrin napisał – jakby przewidział PiS: – „Jak władza dużo zaczyna mówić o patriotyzmie, to znaczy, że będą kraść„. Macierewicz mówił o patriotyzmie za 15 milionów zł.