Tag Archives: Wojciech Czuchnowski

Dla PiS niepełnosprawni to nie elektorat

Zwykły wpis

Nie zostanie więc wprowadzony m.in. „urlop wytchnieniowy” dla tych wszystkich, którzy opiekują się takimi osobami ani elastyczny czas pracy i ochrona w pracy dla opiekunów osób niesamodzielnych. – „Wyrzucenie projektu ustawy do kosza jest symbolem tego, w jaki sposób władza traktuje osoby z niepełnosprawnością” – powiedziała posłanka PO Joanna Augustynowska.

W projekcie zapisano także urlop opiekuńczy do 6 miesięcy w celu sprawowania opieki, który pozwalałby „powrócić do pracy tym wszystkim, którzy chwilowo będą zobowiązani do tego, żeby się zająć swoimi bliskimi”. W Polsce przybywa bowiem osób starszych niesamodzielnych i niedołężnych, które wymagają opieki osób bliskich. Projekt zakładał, że rodziny i same osoby niesamodzielne miałyby dysponować specjalnym czekiem opiekuńczym o wartości 1000, 800 lub 600 złotych miesięcznie. Wysokość czeku zależałaby od orzeczonego stopnia niesamodzielności.

Debacie w tej sprawie chciał przysłuchiwać się Adrian Glinka, jeden z uczestników protestu niepełnosprawnych w Sejmie. Nie został jednak wpuszczony do budynku. Kancelaria Sejmu napisała, że „jego wstęp z uwagi na wcześniejsze jego zachowanie i na protest jest obecnie zawieszony”.Posłanka Augustynowska zapowiedziała, że złoży oficjalne zapytanie do Kancelarii Sejmu, jakie złe zachowanie Adriana Glinki powoduje, że ma zakaz wstępu do Sejmu.

Zdaniem Glinki najważniejszym zapisem w projekcie było powołanie asystenta osoby niepełnosprawnej. – „Nie powinniśmy się go domagać, powinniśmy go mieć. Nie powinniśmy o niego prosić, nie powinniśmy żadnych wniosków składać, tylko powinniśmy mieć to zagwarantowane przez poprzez opcję, która rządzi naszym krajem” – powiedział Glinka. Posłanka Marzena Okła-Drewnowicz zapowiedziała, że projekt ustawy Platforma złoży teraz w Senacie.

PiS jedno mówi, drugie robi 👉Właśnie odrzucił ustawę wspierającą osoby niesamodzielne 😡 nawet nie pozwolił na jej procedowanie 🤷🏻‍♀️

Holtei

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała…

View original post 3 700 słów więcej

Brunatni, Rydzyk i byleJaki. Polska upada na pysk

Zwykły wpis

Trzydzieści tysięcy wiernych złożyło swe podpisy pod zawiadomieniem do prokuratury w sprawie bilbordów z obliczem T. Rydzyka. W ramach akcji „Konwój wstydu” przedefilował on przez kawał Polski, by donieść rodakom, że między innymi właśnie duchowny z Torunia zgarnął 94 mln zł dotacji. „Wstyd, oddajcie kasę” – brzmiał napis umieszczony pod portretem wielebnego.

Zawiadomienie było gotowe i czekało na zainteresowanych na łamach „Naszego Dziennika”. Wystarczyło wyciąć, podpisać, włożyć do koperty i wysłać pod wskazany adres. I toruńscy wierni nie zawiedli.

Uprzejmie informuję, że przygotowanie oraz prezentowanie w miejscach publicznych oraz w mediach billboardu, na którym w sposób bezprawny zamieszczono wizerunek Ojca dr. Tadeusza Rydzyka CSsR, Dyrektora Radia Maryja, oraz nieprawdziwe i krzywdzące informacje o treści: „Tadeusz Rydzyk wziął 94 mln zł dotacji. Wstyd. Oddajcie kasę”, może stanowić czyn karalny. Mając na uwadze powyższe, wnoszę o zajęcie się sprawą” – brzmiała treść „dokumentu”.

Wyznawcy toruńskiej religii natknęli się jednak na opór śledczych, którzy uznali, że śledztwa nie będzie sprawie z powodu „braku interesu społecznego”.

Poradzili, że pokrzywdzony mógłby sam skierować samodzielny akt oskarżenia. Tymczasem, „Pokrzywdzony zawiadomienia o przestępstwie nie zgłosił – powiedział zastępca prokuratora rejonowego Toruń Centrum-Zachód Bartosz Wieczorek w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

„Brawo śledczy! Odwaga cywilna zaczyna być w cenie” – komentują decyzję śledczych internauci.

Ale taki np. ks. prof. Paweł Bortkiewicz – ten sam, który opozycję nazwał „bandą przygłupów”, której miejsce jest w więzieniu –  jest święcie oburzony decyzją śledczych. „Zdumiewa uzasadnienie prokuratury, zwłaszcza w czasach, w których doceniane są takie wartości, jak kapitał zaufania społecznego” – podkreśla.

Grzmi również biskup Ignacy Dec ze Świdnicy: „Obecność prawdy w życiu publicznym jest sprawą interesu publicznego. Jeżeli państwo i wymiar sprawiedliwości o to nie zadba, to będzie źle ze społeczeństwem” – zauważa duchowny.

A tak by się przydało… W wyemitowanym na antenie TVP materiale chciano pokazać protest mieszkańców niezgadzających się z decyzją władz Warszawy. Informacja o proteście widniała już na pasku informacyjnym TVP, a telewizyjny reporter rzucał się już na przechodniów z gradem pytań… Chodziło o projektowane zwężenie ulicy Górczewskiej. Na odcinku od alei Prymasa Tysiąclecia do ul. Młynarskiej jezdnia ma mieć po dwa pasy ruchu w każdym kierunku. Zwężenie ma spowodować zmniejszenie natężenia ruchu samochodów w tym miejscu i zwiększenie komfortu pieszych.

Nie udało się jednak, bo wbrew oczekiwaniom mieszkańcy najbliższej okolicy są wręcz za…

Górczewska to jedna z głównych arterii Warszawy, którą codziennie przejeżdżają tysiące samochodów. Pod koniec czerwca tego roku stołeczny ratusz wydał decyzję o zwężeniu odcinka ulicy z trzech pasów do dwóch. Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska tłumaczyła wówczas, że obecnie arteria „wtłacza” do stolicy za dużo pojazdów.

„Chcemy to zmienić. Budowa II linii metra, parkingów Parkuj i Jedź czy poprawa siatki połączeń komunikacji miejskiej to sposoby zachęcenia mieszkańców do tego, by korzystali z transportu zbiorowego. Dlatego też podjęliśmy decyzję o zwężeniu wolskiego odcinka ulicy Górczewskiej do dwóch pasów” – oznajmiła Kaznowska.

Reporter telewizji podchodził więc do mieszkańców, od których chciał się dowiedzieć, dlaczego są przeciwni zwężeniu arterii.

„Jaki problem spowoduje zwężenie ulicy Górczewskiej, jak państwa zdaniem ten komfort życia się pogorszy?”  – zapytał „protestujących”.

„Tutaj są dwa pasy w jedną stronę, to nie jest tak, że będzie jakiś armagedon. Ciężko powiedzieć, że to będzie zwężenie. Dla mnie to jest cywilizacja, czyli tak, jak to powinno wyglądać. Czyli drzewa, ławki dla starszych osób” – mówiła warszawianka. „Niestety wiemy, że samochody są główną przyczyną złej jakości powietrza” – dodała.

Reporter TVP zapytał więc o wypowiedź innego mieszkańca.

„Uważam, że ulica Górczewska powinna zostać zwężona. Jest bardzo duże niebezpieczeństwo, że ruch spoza stolicy będzie się kumulował na ulicy Górczewskiej.  Tutaj się nie da oddychać” – argumentował „protestujący”.  „Wszystkie chodniki będą zawalone samochodami i to będzie gigantyczny problem dla ludzi, którzy mieszkają tu, wzdłuż Górczewskiej, na Woli” – dodał mężczyzna.

Reporter TVP zapytał w końcu: – No tak… to zwęzić, czy nie zwężać? „Uważam, że zwężać” – zamknął dyskusję mieszkaniec, który miał protestować przeciwko decyzji władz Warszawy.

„Kiedy chciałeś udowodnić, że wszyscy są przeciwni cywilizowaniu miasta, a okazuje się, że okoliczni mieszkańcy domagają się większej liczby drzew, dróg rowerowych i uspokojenia ruchu samochodów!”  Tak reportaż TVP skomentowała na Facebooku organizacja Warszawski Alarm Smogowy, która walczy o poprawę jakości powietrza nad Warszawą i okolicami.

Nie w smak to telewizji publicznej, zwłaszcza że plany stołecznego ratusza dotyczące ul. Górczewskiej krytykował Patryk Jaki. Zapowiadał, że gdy zostanie prezydentem Warszawy, zwężenie arterii nie dojdzie do skutku.

Waldemar Mystkowski pisze o nowych ustaleniach w sprawie afery podsłuchowej.

Władysław Pasikowski realizując „Pokłosie” chciał nam uzmysłowić, jak w imię dumy narodowej zakłamuje się historię, jak w imię tej dumy dokonuje się zbrodni. Jedwabne było pokłosiem międzywojennego antysemityzmu, źle pojętego polonizmu, który tworzył fałszywe klisze historyczne i narodowe. Tak było kiedyś, tak też jest dzisiaj. Takim założonym z góry fałszem była nieszczęsna ustawa o IPN – i tak naprawdę była w swoim rdzeniu antypolska. Każdy fałsz jest wstydem, a źle pojęta duma narodowa jest wstydem zbiorowym.

Źle pojętą dumę narodową odświeża PiS, partia, która propaguje wartości, bo te pod ich powierzchnią, pod pozłotką są fałszywe, bezwartościowe, bezrefleksyjne.

PiS staje także na czele nowego pokłosia. Zdobycia i utrzymania władzy za pomocą wszelkich dostępnych środków, w tym bezprawnych, a także za pomocą ludzi podejrzanego autoramentu.

Afera podsłuchowa, która wybuchła w 2014 roku i spowodowała poważne – i zdaje się decydujące – tąpnięcie zaufania Polaków do wówczas rządzącej koalicji PO-PSL, od początku wyglądała na sztucznie wykreowaną. Na taśmach z restauracji „Sowa @ Przyjaciele” padło kilka mocnych słów, niekoniecznie miłych dla ucha określeń, np. Polskie Inwestycje Rozwojowe to „ch…j, du…a i kamieni kupa”. Taka tam publicystka w knajackim wydaniu, zaś niektórzy politycy zamawiali u podsłuchujących ich kelnerów ośmiorniczki.

Były to czasy bardzo spokojne i takie nic wywołało polityczne trzęsienie ziemi. Donald Tusk wówczas sugerował, iż podsłuchy mogą mieć inspirację z zewnątrz.

Dzisiaj coraz więcej dowiadujemy się o zleceniodawcach podsłuchów, które skutkują pokłosiem politycznym w postaci rządów PiS. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” pisze, iż zleceniodawca podsłuchów Marek Falenta zaofiarował je w 2013 roku politykom PiS, a ci tak je rozegrali, iż podejrzenia nie padło na PiS ani na media związane z partią Kaczyńskiego.

Zauważmy, podsłuchy były rozgrywane przez Mariusza Kamińskiego, którego wiarygodność jest zerowa, bo to facecik z wysokim wyrokiem, choć został ułaskawiony wbrew prawu przez Andrzeja Dudę.

Jeżeli tę aferę rzucimy na większy ekran historii, ukażą się kolejne poszlaki. Przede wszystkim Falenta był biznesmenem, który handlował z Rosjanami paliwami i który z nimi miał nieuregulowane rachunki. Czy stamtąd nie doszło do pomocy i inspiracji? A przy tym PiS jest wygodnym ugrupowaniem politycznym dla Kremla, dzisiaj nawet toczka w toczkę realizuje program rozbijania Unii Europejskiej.

Podobnie Kreml rozgrywa politykę wewnętrzną we Włoszech, w Austrii, pomysłem Putina wydaje się być Donald Trump.

Oczywiście, poruszamy się wśród poszlak i miękkich podejrzeń, bo szpiegostwo, agenci wpływu, a nawet pożyteczni idioci są zwykle bezkarni, gdy mamy do czynienia z korzyściami, jakie odnosi duża – w tym wypadku rządząca – formacja polityczna. Afera podsłuchowa ma więc swoje pokłosie w postaci rządów PiS.

Więcej – władza PiS w tym kontekście wygląda na z nieprawego politycznie i bezprawnego łoża. Bękart, bastard. Afera podsłuchowa czeka na swojego Tomasza Piątka, który poświęci ogrom czasu jej pokłosiu i zaryzykuje.

>>>

Pokłosie afery podsłuchowej

Zwykły wpis

Władysław Pasikowski realizując „Pokłosie” chciał nam uzmysłowić, jak w imię dumy narodowej zakłamuje się historię, jak w imię tej dumy dokonuje się zbrodni. Jedwabne było pokłosiem międzywojennego antysemityzmu, źle pojętego polonizmu, który tworzył fałszywe klisze historyczne i narodowe. Tak było kiedyś, tak też jest dzisiaj. Takim założonym z góry fałszem była nieszczęsna ustawa o IPN – i tak naprawdę była w swoim rdzeniu antypolska. Każdy fałsz jest wstydem, a źle pojęta duma narodowa jest wstydem zbiorowym.

Źle pojętą dumę narodową odświeża PiS, partia, która propaguje wartości, bo te pod ich powierzchnią, pod pozłotką są fałszywe, bezwartościowe, bezrefleksyjne.

PiS staje także na czele nowego pokłosia. Zdobycia i utrzymania władzy za pomocą wszelkich dostępnych środków, w tym bezprawnych, a także za pomocą ludzi podejrzanego autoramentu.

Afera podsłuchowa, która wybuchła w 2014 roku i spowodowała poważne – i zdaje się decydujące – tąpnięcie zaufania Polaków do wówczas rządzącej kolaicji PO-PSL, od początku wygladała na sztucznie wykreowaną. Na taśmach z restauracji „Sowa @ Przyjaciele” padło kilka mocnych słów, niekoniecznie miłych dla ucha określeń, np. Polskie Inwestycje Rozwojowe to „ch…j, du…a i kamieni kupa”. Taka tam publicystka w knajackim wydaniu, zaś niektórzy politycy zamawiali u podsłuchujących ich kelnerów ośmiorniczki.

Były to czasy bardzo spokojne i takie nic wywołało polityczne trzęsienie ziemi. Donald Tusk wówczas sugerował, iż podsłuchy mogą mieć inspirację z zewnątrz.

Dzisiaj coraz więcej dowiadujemy się o zleceniodawcach posłuchów, które skutkują pokłosiem politycznym w postaci rządów PiS. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” pisze, iż zleceniodawca podsłuchów Marek Falenta zaofiarował je w 2013 roku politykom PiS, a ci tak je rozegrali, iż podejrzenia nie padło na PiS, ani na media związane z partią Kaczyńskiego.

Zauważmy, podsłuchy były rozgrywane przez Mariusza Kamińskiego, ktorego wiarygodność jest zerowa, bo to facecik z wysokim wyrokiem, choć został ułaskawiony wbrew prawu przez Andrzeja Dudę.

Jeżeli tę aferę rzucimy na większy ekran historii, ukażą się kolejne poszlaki. Przede wszystkim Falenta był biznesmenem, który handlował z Rosjanami paliwami i który z nimi miał nieuregulowane rachunki. Czy stamtąd nie doszło do pomocy i inspiracji? A przy tym PiS jest wygodnym ugrupowaniem politycznym dla Kremla, dzisiaj nawet toczka w toczkę realizuje program rozbijania Unii Europejskiej.

Podobnie Kreml rozgrywa politykę wewnętrzną we Włoszech, w Austrii, pomysłem Putina wydaje się być Donald Trump.

Oczywiście, poruszamy się wśród poszlak i miękkich podejrzeń, bo szpiegostwo, agenci wpływu, a nawet poliezni idioci są zwykle bezkarni, gdy mamy do czynienia z korzyściami, jakie odnosi duża – w tym wypadku rządząca – formacja polityczna. Afera podsłuchowa więc ma swoje pokłosie w postaci rządów PiS.

Więcej – władza PiS w tym kontekście wygląda na z nieprawego politycznie i bezprawnego łoża. Bekąrt, bastard. Afera podsłuchowa czeka na swojego Tomasza Piątka, który poświęci ogrom czasu jej pokłosiu i zaryzykuje.

Duda podpisze, a kryminaliście ministrowi Kamińskiemu się upiecze. Na razie

Zwykły wpis

Prezydencki minister Andrzej Dera zapowiada, że Andrzej Duda podpisze ustawę o Sądzie Najwyzszym, który zostanie rozwiązany i nowy powołany. Będziemy mieli kolejną atrapę taką, jak Trybunał Konstytucyjny.

Jakieś nieistotne drobne poprawki sugerowane przez Dudę zostaną uwzględnione w Parlamencie. Nie jest to istotne, to tylko pozór. Działania sądów nie zostanie usprawnione, tylko upartyjnione.

A że PiS ma na stanie tylko Misiewiczów, będziemy mieli prawo republiki bananowej, godne śmiechu i przez obcych pogardzane.

Polska pod władzą PiS winna zmienić nazwe na Pogarda, w takim poważaniu ma nas Kaczyński i jego kmiotki.

Dlaczego tak się śpieszą z demolką Sądu Najwyższego, przecież mogliby tego dokonać po wakacjach? Wojciech Czuchnowski podejrzewa – i slusznie – iż PiS chce zdążyć przed 9 sierpnia, kiedy to Sąd Najwyższy ma rozpatrywać w drugiej instancji, co dalej z koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim i jego zastępcą Maciejem Wąsikiem.

Siedmiu sędziów wcześniej orzeklo, iż akt łaski wydany wobec Kamińskiego i Wąsika przez Dudę jest nieważny.

Sąd Najwyższy najprawdopodobniej podtrzymałby orzeczenie niższej instacji i doszłoby do apelacji w sprawie wyroku 3 lat więzienie dla ministra Kamińskiego i jego zastępcy.

A tak Sąd Najwyższy zostanie zlikwidowany, sprawa się nie odbędzie, a kryminalista nadal będzie ministrem. Takie są rządy PiS. Bezprawie.

Zamiast gnić w celi, Kamiński jest ministrem. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Do celi Kamińskiemu zostanie kiedyś dorzucony Duda i Kaczyński oraz kilku innych kryminalistów, którzy będa wiedzieli jak zaprzyjaźnić się z tymi bananami.

PiS zbiera haki na opozycję i społeczeństwo obywatelskie

Zwykły wpis

Niemal pewne było, iż za aferą podsłuchową w restauracji „Sowa & Przyjaciele” stoi PiS. Ta afera rozpoczęła się w 2014 roku i nie skończyła do dzisiaj. Pozwoliła PiS-owi dorwać się do koryta. Choć doszło do procesu przeciw Markowi Falencie, który zlecił kelnerom podsłuchy, okazuje się on być mało istotnym elementem gry o władzę.

Wszystko wskazuje, że aferę skonstruował – cały przemysł podsłuchu – Mariusz Kamiński, wiceprezes PiS, dzisiaj minister koordynator służb specjalnych z wyrokiem 3,5 lat więzienia bez zawiasów, którego bezprawnie ułaskawił Andrzej Duda.

Przecież to siatka przestępcza. Taką mamy władzę.

Analizując i za pomocą wiedzy od informatorów publicysta „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski czarno na białym udowadnia, iż afera podsłuchowa jest dziełem PiS.

PiS w ten sposób doszedł do władzy i w ten sam sposób zastrasza opozycję. Ma na nich haki, w dalszym ciągu podsłuchiwana jest opozycja i społeczeństwo obywatelskie.

Tak sądzi też Waldemar Kuczyński. Wielce prawdopodobne, że w ten sposób zrobiono aferę z Mateuszem Kijowskim i niemal rozbito KOD.

Niestety, mamy niewielu dziennikarzy, jak Czuchnowski. Reszta to pożyteczni idioci i tacy byli wykorzystani (wystarczy tych dziennikarzy – niestety z Onetu i „Rzecpzospolitej” – poczytać) przy aferze z Kijowskim.

Mordor PiS i żenua Dudy

Zwykły wpis

Dziennikarz „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski jest zastraszany i nękany przez prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego, którego sylwetka jest wielce charakterystyczna dla obecnie panującego PiS.

Święczkowski dał sie poznać w pierwszej IV RP (2005-2007) – przy śmierci Barbary Blidy. Tacy amoralni ludzie bez kompetencji dzisiaj robią kariery. Czuchnowski pisał do jakiej dojdzie sytuacji, gdy prawo będzie bezprawiem, a będzie w sytuacji zależności sądów od polityków.

„Proces” Franza Kafki. Zjawiają się ciemni panowie i „ten-tego” prowadzą na rzeź.

Śmierć jak na komisariacie we Wrocławiu przy użyciu paralizatora. To jest obraz obecnej władzy. Groteska i głupkowatość, a przy tym możliwość mordu.

To jest Mordor PiS.

Groteskową stronę tej władzy z kolei pokazuje Andrzej Duda, bo inaczej nie można nazwać jego zachowania w Brukseli, gdy uniósł dwa kciuki, jakby się naćpał, dostał choroby filipińskiej, albo przesłał via media dwa zajączki Ruchadełku leśnemu. Po prostu zrobił z siebie idiotę, jakiegoś Borata niespełna rozumu.

– To ciąg dalszy upadku autorytetu naszego prezydenta – komentuje prof. Jan Zielonka. Żenada, żenua.

Duda ma zmory. Wybrał je, sprzeniewierzając się zawodowi polityka

Zwykły wpis

Warto znać nazwisko człowieka, który „czuwa nad śledztwem dotyczącym Donalda Tuska”. Czy to nie o takich kolesiach mówi postać w „Psach” grana przez Bogusława Lindę: „Czasy się zmieniają, a pan zawsze jest w komisjach”?

O karierze Puławskiego pisze Monika Olejnik.

„Puławski od 1984 r. pracował w warszawskiej prokuraturze, a już w III RP weryfikował śledczych. A przypomnę jeszcze słynnego prokuratora Piotrowicza, który macha nam przed oczami konstytucją”.

Czy to nie nazywa się sprzedajnością, najstarszym zawodem świata?

Albo weźmy kolesia Witolda Waszczykowskiego, którego wiarygodność w świecie dyplomacji jest zerowa. Zawsze kłamie. A kwestia „Tusk” winduje go w „najstarszości” zawodowej na czołowe miejsce. Tuż za prezesem Ka.

Czy Andrzej Duda poczuł strach, gdy coś tam bąknął, że zastanowi się nad ustawą o KRS, która skraca sędziom kadencję? Czyżby Duda bał się, że jego kadencja zostanie skrócona? Tak sugeruje Wojciech Czuchnowski.

„Krajowa Rada Sądownictwa jest organem państwa, którego członkowie mają w konstytucji zagwarantowaną pełną kadencyjność. Oprócz KRS taką gwarancję ma w konstytucji tylko Prezydent RP. Jeżeli dzisiaj obecna władza zmieni tą zasadę odnośnie do Rady, to Andrzej Duda nie może mieć pewności, że władza następna (albo nawet jeszcze ta sama) nie zrobi tego w stosunku do jego urzędu.

Sprzeciw prezydenta to nie „przebudzenie”. To strach.”

Duda lubi stwierdzić, że „rozważy”, „zastanowi się” – i w nocy podpisuje. On ma zmory nocne, bo wie, że po PiS przyjdzie normalna władza działająca wg obowiązującego prawa, będzie musiała go postawić przed Trybunałem Stanu.

Duda nie wywiązuje się z obowiązków prezydenta. Rzymska zasada głosi, iż nieistotna jest twoja wiedza o prawie, nie przestrzegając prawa, staniesz przed Prawem.

Obecnie rządzący politycy nie uprawiają politykę, ale najstarszy zawód świata. I za to bekną. Polityka to nie jest używanie, to jest oidpowiedzialność.