Tag Archives: Tomasz Poręba

PiS z państwa zrobił piaskownicę

Zwykły wpis

Dzień wolny 12 listopada wprowadzony przez PiS jest wręcz symbolem braku profesjonalizmu stanowienia prawa w naszym kraju. W tej inicjatywie wszystko nie działało jak należy – brak racjonalnych przesłanek, przesadnie ekspresowe tempo i zero myślenia o konsekwencjach swoich działań. Tymczasem te ostatnie mogą okazać się dla wielu Polaków bardzo poważne i mogę oni nie prędko zapomnieć władzy to, co uczyniła. Sprawę głębiej naświetlił Roman Giertych, który wskazał jak bardzo destrukcyjny może się okazać nowy dzień wolny dla działania wymiaru sprawiedliwości:

“Co ma zrobić pracodawca (jak chociażby autor tych słów), który nie wie, czy 12.11 ma zaplanować pracownikom pracę i czy będzie można przyjmować klientów, czy nie. Nie wiemy, czy będą sądy czynne, czy nie. Czy terminy posiedzeń sądowych na ten dzień są aktualne, czy nie. Nie wiemy nawet, czy terminy procesowe np. apelacji, kasacji, odpowiedzi na pozew będą przedłużone do 13.12, jeśli wypadają na 11 lub 12.11. Na terminy w sądach ludzie czekają wiele miesięcy. Te wyznaczone na 12.11 zostaną zniesione, a następne wyznaczone pewnie na luty, marzec. Czy ktoś pomyślał o tych ludziach? O ich problemach?”

Nowe wolne uderzy zatem w nikogo innego jak zwykłych ludzi, którzy mogą spóźnić się teraz z dostarczaniem do sądów dokumentów, albo których sprawy będą rozpatrywane z wielomiesięcznym opóźnieniem. Jest to nie tylko stracony czas, ale także często koszty, opóźnienie decyzji sądu, to najczęściej bowiem zatrzymanie do czasu rozstrzygnięcia wielu innych decyzji.

Jednak nie ma wątpliwości, że podobnych zawirowań będzie więcej. Widać to na przykładzie zakazu handlu, który z racji kolizji przepisów nie powinien 12 listopada obowiązywać.

Roman Giertych podsumowuje twardo jakie świadectwo o sobie wydaje dobra zmiana opisanym bublem prawnym:

Postępowanie PiS świadczy o tym, że ludzie ci nigdy nie prowadzili własnych firm, nie wystawiała faktur, nie zatrudniali pracowników, nie wiedzą co to znaczy odpowiedzialność za termin itd. Rządzą nami skrajni ignoranci. Nawet dnia wolnego nie potrafią przegłosować w terminie, który umożliwiałby jego zaplanowanie.”

Zdaniem prawnika konsekwencją powstałego chaosu mogą być masowe pozwy, które skończą się ogromnymi odszkodowaniami, za które nie zapłaci PiS, ale wszyscy podatnicy. Możemy zatem mówić o wielkim marnotrawstwie. Chyba nie tak miało wyglądać słynne “dotrzymywanie słowa” przez PiS w rządzie.

“Co ma zrobić pracodawca (jak chociażby autor tych słów), który nie wie, czy 12.11 ma zaplanować pracownikom pracę i czy będzie można przyjmować klientów, czy nie. Nie wiemy, czy będą sądy czynne, czy nie. Czy terminy posiedzeń sądowych na ten dzień są aktualne, czy nie. Nie wiemy nawet, czy terminy procesowe np. apelacji, kasacji, odpowiedzi na pozew będą przedłużone do 13.12, jeśli wypadają na 11 lub 12.11. Na terminy w sądach ludzie czekają wiele miesięcy. Te wyznaczone na 12.11 zostaną zniesione, a następne wyznaczone pewnie na luty, marzec. Czy ktoś pomyślał o tych ludziach? O ich problemach?”

Holtei

>>>

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

Były prezydent Lech Wałęsa poinformował, że został zaproszony do udziału w obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości, ale odmówił.

Radio ZET poinformowało w tym tygodniu, że na oficjalne obchody stulecia niepodległości nie zostali zaproszeni ani Aleksander Kwaśniewski, ani Bronisław Komorowski.

Tego samego dnia doniesienia te skomentował prezydencki minister Wojciech Kolarski. Powiedział, że zaproszenia nie zostały jeszcze wysłane, ale trafią do obu prezydentów. 

– Prezydent Andrzej Duda co roku zaprasza wszystkich byłych prezydentów i premierów Polski. Zaproszenia wysyłane są zwykle na dwa, trzy tygodnie przed świętem. Zapewniam, że w tym…

View original post 2 224 słowa więcej

Stępka Morawieckiego i kołek Kaczyńskiego, czyli jak zrobić w bambuko ciemny lud

Zwykły wpis

Od pewnego czasu w mediach społecznościowych krąży wiadomość, że słynna szczecińska stępka to jedno z bardziej bezczelnych oszustw Prawa i Sprawiedliwości, osobiście firmowane przez samego szefa rządu Mateusza Morawickiego. Zaczęło się od tego, że podejrzenie bacznych obserwatorów wzbudził fakt, iż to „coś” jakoś dziwnie rdzewieje…

Czerwcowy „teatr” z premierem w roli głównej, w ramach którego uroczyście poświęcono potężny stalowy element, pod budowę promu dla Polskiej Żeglugi Morskiej okazał się w istocie nie być żadną stępką tylko na gwałt ściągniętym elementem z położonej nieopodal fabryki morskich elektrowni wiatrowych.

„Przyjechaliśmy tutaj, żeby dać z powrotem nadzieję na rozwój Stoczni Szczecińskiej i dać konkretne zamówienia, stworzyć popyt na okręty, na statki, może też na okręty, które będą tutaj budowane” – mówił bez mrugnięcia powieką Morawiecki, przybijając pamiątkową tabliczkę, po której nawiasem mówiąc wszelki ślad już zaginął.

„Pierwsze na świecie położenie stępki jeszcze przed rozpoczęciem projektowania” – już wtedy komentował internauta na Twitterze.

Dowodów na blagę daleko szukać nie trzeba. Jak ujawnił na Twitterze senator PO Tomasz Grodzki, nieszczęsny element został przywieziony na chwilę przed tym, jak Morawiecki miał wizytować stocznie.

Nie był to więc element statku, ale… rekwizyt i to z kiepskiej komedii adresowanej do „głupich ludzi”, równy tylko słynnemu słupkowi wkopanemu ostatnio przez Kaczyńskiego na Mierzei Wiślanej.

Internauci kpią bez litości: Gierek lepiej potrafił – piszą i z goryczą przypominają słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona o liderach Polski oraz Węgier: „Oni okłamują swoje narody”.

Kołek wkopany przez J. Kaczyńskiego w piach mierzei zniknął. (Info Wirtualnej Polski)
A ostrzegałem i radziłem, by postawić wartę w strojach regionalnych …

Holtei

Mierzeja Wiślana będzie przekopana i wybudowany zostanie tam kanał. Inauguracją inwestycji miało być symboliczne wbicie słupka geodezyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego. Jak jednak wynika z informacji „Gazety Wyborczej”, słupek zniknął.

O sprawie poinformował w sobotę rano użytkownik Twittera, który zniknięcie słupka zauważył podczas spaceru. – Nie ma słupka wykopanego przez Naczelnika Jarosława!!! Czy to znaczy, że trzeba będzie kolejny raz uroczyście rozpoczynać prace związane z przekopem Mierzei Wiślanej? – ironizuje zKaszebe.

Informację o zniknięciu słupka otrzymał też dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który potwierdził, że słupka na plaży już nie ma. – Słyszałem, że zniknął już na drugi dzień po wkopaniu. (…) Nie wiadomo, kto go zabrał, ale nie ma to większego znaczenia, bo przymiarek do rozpoczęcia budowy przekopu było już kilka i zawsze kończyły się tak samo – powiedział „Wyborczej” Krzysztof Swat, burmistrz Krynicy Morskiej.

Jarosław Kaczyński: Mamy pełną suwerenność na tych ziemiach

Uroczyste wbicie ostatniego słupka geodezyjnego, który wyznaczał granice przekopu Mierzei Wiślanej odbyło się 16…

View original post 1 020 słów więcej

Pisowskie jaja impotentów

Zwykły wpis

Powszechnie wiadomo, że w obozie dobrej zmiany nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystkie te z pozoru bezsensowne i nieprzemyślane ruchy mają swoje drugie dno, wynikają z mozolnie układanej i realizowanej strategii, w żadnym przypadku nie są wytworem chorej i nieposkromionej wyobraźni rządzących.

Nie inaczej jest z wprowadzonym naprędce nowym dniem wolnym, który czeka nas już za 3 tygodnie. Mowa oczywiście o 12 listopada, który to miłościwie nam rządzący postanowili ofiarować Polakom jako kolejny dzień wolny od pracy. Co tam gospodarka, co tam odpowiedzialność.

Teorii na to, czemu dobra zmiana zdecydowała się na wprowadzenie dodatkowego dnia wolnego od pracy zaraz po święcie niepodległości, jest co niemiara. Trzy najbardziej popularne zakładają, że:

1. Skoro wstaliśmy z kolan i odzyskaliśmy godność, to nie ma powodu, żebyśmy stali się pierwszym państwem w cywilizowanym świecie, które swoje święto niepodległości obchodzić będzie de facto przez dwa dni. Tak jest, kto bogatemu zabroni?

2. Inna teoria zakłada z kolei, że politycy obozu władzy tak hucznie podchodzą do świętowania najważniejszych obchodów państwowych, że przyda im się po prostu dzień wytchnienia, który pozwoli w domowym zaciszu wrócić szybko do formy. Na potwierdzenie tej tezy można znaleźć film z prezydentem Andrzejem Dudą, który tak hucznie świętował obchody rzezi na Wołyniu, że ledwo był w stanie utrzymać pion siedząc kościele.

Poseł Suski też pewnie wolałby mieć wtedy wolne niż z rana odpowiadać na trudne pytania dotyczące polityki.

3. Powód na tak szybkie procedowanie ustawy i na wprowadzenie dnia wolnego od pracy akurat 12 listopada może być jednak prozaiczny. W takim ujęciu nie ma on nic wspólnego z przedłużeniem obchodów święta niepodległości. Mianowicie 12 listopada 2018 roku obchodzimy 60. rocznicę wejścia do kin słynnego filmu “O dwóch takich, co ukradli księżyc”. W filmie tym główne role zagrali bracia Kaczyńscy: Lech i Jarosław.  

Który z tych powodów wydaje Wam się najbardziej prawdopodobny?

Pisowskie jaja – tylko tak się mówi – bo to są impotenci, bezjajeczni wielbiciele Kaczyńskiego, któremu libido poszło w ego.

Holtei

Czasem największe tajemnice potrafią ujrzeć światło dzienne z powodu urzędników z drugiego szeregu, którzy nie potrafią ocenić wagi posiadanych informacji rzucając je lekkomyślnie w obecności mediów. Możliwe jest, że byliśmy świadkami takiej właśnie sytuacji w toczącym się sporze rządu PiS z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W rządzie doszło bowiem do znamiennego dwugłosu. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł ogłosił bowiem wczoraj, że rząd przygotowuje nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, dzięki której będzie można zrealizować zabezpieczenie wymagane ze strony europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Tymczasem parę godzin później inny z wiceministrów, Michał Wójcik cytowanie wprost swojego kolegi nazwał manipulacją. Oba zdarzenia zdają się nie być jednak przypadkowe. Dziennikarz RMF FM Tomasz Skory doszedł do wniosków, które wyjaśniałyby grę realizowaną przez Prawo i Sprawiedliwość.

Nieporozumienie ministrów może bowiem wskazywać, że rządzący znaleźli sposób, aby w sporze z TSUE kupić bezcenny czas. Minister Warchoł natomiast był tym, który nie wiedział, że informacje o planach władzy ma…

View original post 2 348 słów więcej

Duda kolejny raz okazał się tylko dudkiem

Zwykły wpis

Spotkanie Andrzeja Dudy z Frankiem W. Steinmeierem jest od kilku dni omawiane jest zarówno w polskich, jak w niemieckich mediach. Zdenerwowanie polskiego prezydenta po serii pytań dziennikarzy oraz słynna już kwestia żarówek to, jak się okazuje, tylko wierzchołek góry lodowej. Kulisy organizacji polsko-niemieckiego spotkania pokazują jeszcze większą kompromitację strony polskiej.

Kulisy organizacji polsko-niemieckiego spotkania poznał dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz Wieliński. Okazuje się, że przygotowania do debaty z udziałem Andrzeja Dudy z Frankiem Walterem Steinmeierem przebiegały burzliwie, choć zamierzenia niemieckich gospodarzy były zupełnie inne.

– Od początku chodziło o to, by prezydenci mieli bardzo dobre spotkanie. Stosunki bilateralne nie są najlepsze i w naszym interesie leżało, by je poprawić, a nie pogorszyć – powiedział „Wyborczej” informator z niemieckich kręgów dyplomatycznych.

Jednak prawdziwą skalę kompromitacji pokazuje pewne żądania strony polskiej. Niemcy zgodzili się wbrew protokołowi na warunek Polaków, że debata ma być współprowadzona przez polskiego dziennikarza. Jednak to nie wyczerpało żądań polskiej strony.

Polskim dziennikarzem okazał się Piotr Legutko z TVP. Przesłał organizatorom listę pytań dotyczących historii. I poprosił o listę pytań niemieckiej koleżanki Rosalii Romaniec, z którą miał współprowadzić debatę. Niemieccy organizatorzy odmówili, twierdząc, że nie będą ingerować w pracę niezależnej dziennikarki. I wtedy polscy dyplomaci zażądali ustalenia, kto z publiczności ma zadawać prezydentowi Dudzie pytania.

– Zapytaliśmy w żartach, czy mamy przedstawić życiorysy – mówi rozmówca „GW”. Odpowiedź była na poważnie. Strona polska chciała znać imię, nazwisko, instytucję, w której pracuje pytający. – Odmówiliśmy, przecież nie można było robić ustawki – dodaje.

Przypomnijmy, na Forum Polsko-Niemieckim, Andrzej Duda „zabłysnął” wypowiedziami o zwykłych żarówkach, których podobno nie może kupić, a których zakaz sprzedaży nałożony przez UE miałby być jedną z przyczyn Brexitu. Polski prezydent agresywnie opowiadał też o zmianach w polskim sądownictwie oraz zarzucał niemieckim mediom wybiórczość i poprawność polityczną.

Kaczyński: „W Polsce mamy wojnę totalną, którą wypowiedziała opozycja, my chcemy zgody i współpracy”. W tym SUPERFAŁSZU jest odpowiedź na pytanie co zrobi PiS po wyborach. WOJNA TOTALNA z większością narodu, by jak „nasze województwa” cała Polska stała się „nasza”, pisowska.

Holtei

Dominik Tarczyński już raz musiał przepraszać kandydata na prezydenta Kielc Bogdana Wentę – europosła PO. Został też zmuszony do wpłacenia 20 tys. zł na konto WOŚP. Przypomnijmy, że w pierwszej turze Wenta wygrał (37,62 proc. głosów) z popieranym przez PiS obecnym prezydentem miasta Wojciechem Lubawskim (29,20 proc.).

Przed drugą turą wyborów Tarczyński znów się uaktywnił. Na swoim profilu na Twitterze umieścił przerobiony plakat Bogdana Wenty, w którym część napisów została napisana po niemiecku. Poseł PiS swój wpis opatrzył podpisem „Hände hoch!”. W kolejnych wpisach przyznał, że plakat jest tzw. fake newsem, ale to nie przeszkodziło Tarczyńskiemu w jego powielaniu.

„Tytuł najbardziej żenującego posła października rozstrzygnięty”;

„Żeby tylko października. Ten pan jest liderem w wyścigu po nagrodę za całą kadencję. Choć posłanka Pawłowicz też jest mocna w tej konkurencji”; – „Kolejna wpłata na WOŚP? No w sumie… kto bogatemu zabroni…” – komentowali internauci.

Jeden z twitterowiczów napisał: – „Może poseł zająłby…

View original post 1 968 słów więcej

Polska jak czaszka Yoricka

Zwykły wpis

Nieprzypadkowo prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Koen Lenaerts sformułował pod adresem Polski (ciągle trzeba podkreślać przymiotnikiem: pisowskiej) kategoryczne ostrzeżenie: „Państwo, które nie jest gotowe do dalszego podporządkowywania się orzeczeniom TSUE, wpisuje się w proces podobny do brexitowego, w proces wyjścia. To decyzja o tym, czy być czy nie być w UE”.

Hamlet z czaszką Yoricka wypowiada najsłynniejszy dylemat: „być albo nie być”. Tą czaszką jest Polska, są aspiracje cywilizacyjne Polaków.

Prezes Koen Lenaerts odbiera niepokojące sygnały z Warszawy, która zwleka z podporządkowaniem się decyzji TSUE o zawieszeniu czystki emerytalnej w Sądzie Nawyższym. „Orły” w Polsce, jak Jarosław Gowin, nawet wyrażają się na temat negocjowania z TSUE. Ależ Trybunał nie jest stroną, wydaje postanowienia, jak wszystkie sądy na świecie, które są niezależne. Prezes Kaczyński nawet zapowiedział odwołanie się. Do kogo? Nie ma w tym wypadku takiej instancji odwoławczej.

PiS kradnie Polsce jeden z trzech filarów demokracji – niezależność sądownictwa – i jako złodziej demokracji będzie sądzony przez TSUE. Na razie mamy do czynienia z apelem pod adresm PiS po dobroci: oddajcie demokrację Polakom, przedstawicielom w wymiarze sprawiedliwości. Trudne to do pojęcia?

Złodziejowi zawsze jest trudno oddać łup, tym bardziej, że ma możliwość salwowania się poza działanie wymiaru sprawiedliwości, w tym wypadku mówimy o Polexicie.

Taką zapowiedzią Polexitu było skierowanie pytania przez Zbigniewa Ziobrę do polskiego Trybunału Konstytucyjnego: czy TSUE ma w ogóle prawo ingerować w sądownictwo krajów członkowskich?

Równie dobrze złodziej mógłby zapytać swojego Trybunału: owszem ukradłem, ale wniosek o ekstradycję u nas nie działa, bo ty Trybunale jesteś z naszego nadania – i co mi zrobicie?

Po wyborach samorządowych jeszcze PiS nie ogłosiło, że suweren (czyli my, Polacy) daje mu prawo do reformowania sądownictwa, ale już ustami szefa kampanii wyborczej Tomasza Poręby stwierdziło: „wyniki wyborów samorządowych to gigantyczny sukces PiS”. Ta gigantomachia PiS jest zniewalająca. W procentach PiS do Koalicji Obywatelskiej ma się jak 34 do 27, jeżeli do 27 dodamy wynik PSL, SLD, bądź lokalnych komitetów to wynik ten rzeczywiście będzie się przedstawiał jak w Warszawie zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego nad Patrykiem Jakim – 56 do 28.

Gdzie tu zatem gigantyczne zwycięstwo? A piszę o tej pisowskiej gigantomachii w kontekście autora wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego, ministra sprawiedliwości Ziobry, który walczy z Morawieckim o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Zakładnikiem w tej walce o przywództwo na prawicy jest „być albo nie być” Polski w UE, Polexit.

Ziobro okazuje się być za kulisami lepszy od Morawieckiego, bowiem w kluczowych sejmikach wojewódzkich dla PiS ma swoich radnych, którzy zadecydują, czy w nich będzie rządzić prawicowa większość. Ziobro szachuje Morawieckiego, który miał się pozbyć ministra spawiedliwości. Ta walka odbywa się kosztem przyszłości Polski, stąd takie kategoryczne ostrzeżenie prezesa TSUE.

>>>

Polucje Kaczyńskiego po wyborach. Jakie będą?

Zwykły wpis

W niedzielny wieczór władze PiS ogłosiły zwycięstwo, ale wszyscy widzą, że jest ono wątpliwe, a politycy robią tzw. dobrą minę do złej gry. Pomimo sondażowego zwycięstwa w sejmikach (33%) PiS ma szansę na samodzielną władzę w zaledwie trzech województwach: małopolskim, lubelskim i podkarpackim. W pozostałych, jeżeli PiS-owi nie uda się stworzyć koalicji, mimo wygranej partia nie będzie rządzić.

Przyjazne spojrzenia kierowane są w stronę PSL-u, które osiągnęło nadspodziewanie dobre wyniki w wyborach samorządowych, wbrew życzeniom Beaty Mazurek, która twierdziła, że „PSL powinien być wyeliminowany z życia publicznego.”  Tymczasem w partii pojawiają się spekulacje, kto odpowie za porażkę w wyborach samorządowych.

Czas rozliczeń nastąpi zapewne dopiero po II turze wyborów, ale już dzisiaj pojawia się kilka nazwisk. Jednym z nich jest szef sztabu wyborczego PiS, europoseł Tadeusz Poręba, któremu zarzuca się wypuszczenie spotu antyuchodźczego, który był, jak twierdzi Nowogrodzka „w żaden sposób nieotorbiony odpowiednią opowieścią”.

Również na Porębę spadnie odpowiedzialność za podświetlanie w Warszawie zreprywatyzowanych kamienic i brak stanowczej reakcji w związku z „taśmami Morawieckiego”.

Na razie panuje cisza wokół ministra Ziobry i jego poczynań, które spowodowały dyskusję na temat polexitu. Czy polityk, który ma poparcie u ojca Rydzyka i osiąga imponujące wyniki w wyborach, będzie w jakikolwiek sposób do ruszenia? Wszystko wyjaśni się po 4 listopada. Jedno jest pewne, PiS ma powody do obaw w związku z przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Jak sami politycy partii mówią: „Jeśli znowu wszyscy zjednoczą się przeciw PiS, to wygramy, ale władzy nie zdobędziemy. Musimy zacząć się wyciszać, zamykać fronty. Ale przyznam, że nasz obóz jest w tej sprawie podzielony.”

No, to czekamy po przegranych wyborach przez PiS na reakcję rozjuszonego Kaczyńskiego, który ma chore nie tylko kolano, ale coś ważniejszego, co znajduje się u góry każdego człowieka.

Holtei

„Przedłużenie głosowania przez PKW w związku z kolejkami w niektórych lokalach wyborczych nie znajduje oparcia w prawie” – napisał pełnomocnik wyborczy PiS Krzysztof Sobolewski w piśmie przesłanym do Komisji. Według niego stanowisko przewodniczącego PKW de facto przyzwalało na głosowanie po ustawowo określonym terminie. – „Stanowisko PKW pozostaje poza uregulowaniami prawnymi, rażąco wykracza poza ustawowe kompetencje tego organu i stwarza zagrożenie dla uczciwości, przejrzystości i równości wyborów” – dodał Sobolewski.

W niedzielę wieczorem przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński poinformował, że osoby które do godz. 21 ustawiły się w kolejkach do lokali wyborczych – czy to w lokalach, czy poza nimi – będą mogły zagłosować także po zakończeniu ciszy wyborczej. – „O godz. 21 przedstawiciele komisji obwodowych, w tych lokalach, gdzie wyborcy czekają, wyjdą i staną na końcu tej kolejki – to będzie koniec osób, które chcą zagłosować. Inne osoby, które po godz. 21 stawią się w tej kolejce, oczywiście, już nie będą…

View original post 648 słów więcej

Młotkowy Morawiecki i Duda, któremu Donald Tusk nie każe czekać w korytarzu

Zwykły wpis

Znowu wizyta za oceanem i znów obrazek, który może zaszkodzić prezydentowi Andrzejowi Dudzie (46 l.). Tym razem krótki filmik. Na nim prezydent śmieje się i rozmawia z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem (61 l.). Ot, normalność w każdym kraju. Nie u nas. Rozdzwoniły się telefony od polityków PiS. – Kolejny dowód, że nie może być naszym kandydatem! – mówią.

Scenka miała miejsce w kuluarach posiedzenia ONZ w Nowym Jorku. Duda i Tusk czekali na swoją kolej przemówień. Kamery wychwyciły dość długą rozmowę obu polityków. Obaj panowie rozmawiają i się śmieją.

– No proszę bardzo. Widać! Mógł Duda tylko się przywitać i odejść, usiąść gdzie indziej. A to jest po prostu demonstracja z jego strony – mówi nam pierwszy polityk PiS. Przyznaje się, oczywiście nieoficjalnie, że jest w grupie namawiającej prezesa Jarosława Kaczyńskiego (69 l.), by uniemożliwić Dudzie reelekcję.

Oficjalnie oczywiście nikt w PiS nie wyjdzie poza „przekazy dnia”. Te są takie, że rozmowa z Tuskiem to nic takiego, obaj panowie pośmiali się i posiedzieli sobie, a kto będzie kandydatem na prezydenta, rozstrzygnie się jesienią 2019 r. i wszyscy w PiS czekają na decyzję… Dudy.

– Oj, to się prezesowi nie spodoba, on nie cierpi Tuska – mówi kolejny polityk PiS, który z kolei uważa, że Duda powinien ubiegać się o reelekcję, a jego prezydenturę uważa za gwarant jedności i spokoju w układzie władzy PiS. Ma nadzieję, że ta sytuacja z Tuskiem rozejdzie się po kościach. Otoczenie Tuska nie chce podgrzewać atmosfery wewnątrz obozu rządzącego. – Nic nie powiem, nic nie mówimy – powiedział Faktowi Paweł Graś (54 l.), najważniejszy doradca szefa RE.

Gdy Prawo i Sprawiedliwość znajdowało się w opozycji, wielokrotnie podkreślało, że gdy przejmą władzę w kraju to, w przeciwieństwie do rządzących z Platformy Obywatelskiej, nie będą się bać podejmowania trudnych decyzji. Teraz, gdy dzierżą niepodzielną władzę w kraju, przed takimi decyzjami uciekają, w sferze uzdrawiania sektora finansów publicznych zachowują się całkowicie beztrosko, przejadając rezerwy, pomniejszając oszczędności i rozdając publiczne pieniądze, a postawieni pod ścianą rozważają odwrócenie trudnych zmian, które poprzedni rząd wcielił w życie.

Taka właśnie sytuacja ma miejsce w przypadku przywilejów policjantów, które poprzedni rząd z powodzeniem ukrócił, zabierając funkcjonariuszom mocno nadużywane preferencje przy rozliczeniu zasiłków chorobowych czy przeprowadzając trudną, ale konieczną reformę wieku emerytalnego dla policjantów i innych służb mundurowych. Dziś, gdy rząd PiS boryka się z bezprecedensowym protestem policji, skutkującym już kilkudziesięciomilionowymi stratami (tylko w lipcu i sierpniu straty z tytułu niewystawionych mandatów szacuje się na 36 mln złotych) i perspektywą ogólnopolskiego protestu, resort spraw wewnętrznych i administracji zaczyna uginać się pod żądaniami związkowców, oferując nie tylko podwyżki (to akurat jest wskazane), ale i daleko idące przywileje tej grupy zawodowej.

Z ostatnich informacji wynika, że minister Joachim Brudziński złożył policjantom następującą propozycję:

  • nadgodziny płatne w 100 proc.
  • podwyżki w 2019 r. o 610 zł – płatne w dwóch transzach – od 1 stycznia i od 1 lipca
  • 100 proc. wynagrodzenia na zwolnieniu lekarskim dla funkcjonariuszy „pierwszej linii” (czyli biorących udział w akcjach policyjnych, zatrzymywaniu przestępców, rozpracowywaniu gangów itp.)
  • zdjęcie obowiązku ukończenia 55 lat przy przechodzeniu na emeryturę

Ta jednak została przez związkowców odrzucona – najwyraźniej zauważyli, że władza jest pod ścianą i skoro zaoferowała tak hojną propozycję, można przycisnąć ją jeszcze bardziej i ugrać jak najwięcej to tylko możliwe. Pozostają nieugięci i żądają podwyżek w łącznej wysokości 650 zł (na funkcjonariusza) od stycznia 2019 roku oraz 500 zł od stycznia 2020 roku. Ponadto – pisemnych gwarancji, iż takie kwoty zostaną im wypłacone. Oczekują też wprowadzenia 100-proc. odpłatności za nadgodziny, wprowadzenia pełnopłatnych zwolnień lekarskich za 30 dniu w roku oraz powrotu do dawnego systemu emerytalnego. Te m.in. żądania podtrzymali w podjętej w poniedziałek uchwale NSZZ Policjantów którą we wtorek przesłali do MSWiA. Jeśli do 2 października rząd się nie ugnie, protest zostanie przeprowadzony.

Joachim Brudziński ma więc nie lada problem. Pokazując swoją słabość i gotowość do dużych ustępstw sprowokował protestujących policjantów do dalszych protestów.Jeśli przystanie na wszystkie ich propozycje, to nie tylko mocno uderzy w budżet na przyszły rok, ale i zachęci inne grupy zawodowe (nie tylko mundurowe) do zaostrzenia protestów, których przecież w budżetówce nie brakuje.

Jak nie idzie, to nie idzie. Obóz władzy notuje ostatnio same porażki w procesie przejmowania władzy nad Sądem Najwyższym i złośliwi przewidują, że bez kolejnej, siódmej już nowelizacji kontrowersyjnej ustawy się nie obędzie. Nie od dziś wiadomo, że dla obecnego obozu władzy właśnie wykorzystywanie nieograniczonej możliwości kształtowania przepisów prawnych jest główną receptą na własną niemoc. Przekonanie, że przepis prawa, nawet jawnie sprzeczny z ustawą zasadniczą ma bezwzględną moc sprawczą jest w tym obozie bardzo silne, dlatego tak duże zniecierpliwienie i wrogość wywołuje powoływanie się przez przedstawicieli świata prawniczego na Konstytucję i jej bezpośrednie stosowanie. Właśnie okazuje się, że po raz kolejny będą jednak musieli uznać wyższość doświadczonych prawników z wieloma tytułami naukowymi nad niedouczonymi i często sfrustrowanymi swoimi zawodowymi niepowodzeniami magistrów.

Sędziowie Sądu Najwyższego, pozostając wierni zapisom ustawy zasadniczej zastosowali się dziś do nowych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, jednak z pewnością nie w sposób, jakiego oczekiwał obóz rządzący. Ustawa przewidywała bowiem obowiązek zwołania zgromadzenia sędziów izby w celu wybrania jej nowego prezesa, jeśli wskutek wejścia w życie wprowadzonych przez PiS zmian dojdzie do usunięcia dotychczasowego prezesa z piastowanej funkcji. Jako że prezydent niecałe dwa tygodnie temu stwierdził przejście w stan spoczynku sędziego Iwulskiego (prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN) oraz sędziego Zabłockiego (prezesa Izby Karnej SN), osoby zastępujące ich na czas nieobecności owszem zgodnie z ustawą zwołały zgromadzenia sędziów, jednak podczas tych posiedzeń uznały, że zwoływanie zgromadzenia w celu przedstawienia trzech kandydatów na stanowisko prezesa Izby jest bezprzedmiotowe. Z komunikatu zamieszczonego na stronie Sądu Najwyższego wynika bowiem, że zdaniem sędziów biorących w nich udział przedmiotowe stanowiska pozostają obsadzone.

– Mamy prezesów dwóch Izb, w związku z tym sędziowie zebrani na zgromadzeniach uznali, że nie ma zgłaszania kandydatur na te funkcje, które nie są funkcjami wakującymi, są funkcjami obsadzonymi – powiedział sędzia Krzysztof Rączka, który poinformował media o podjętej decyzji.

Mateusz Morawiecki ogłosił, że przemysł stoczniowy w Szczecinie się odradza, ale była to tylko mistyfikacja. Miał być prom – nie ma promu. Miały być okręty – nic z tego nie wyszło. A z ulg podatkowych nikt nie skorzystał. Trzy lata temu PiS obiecał Szczecinowi złote góry. I na obietnicach się skończyło.

>>>

„Główne zarzuty PO zostały odrzucone” – twierdzi rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. I właśnie dlatego premier opublikuje sprostowanie. Przecież to nie trzyma logiki.

Taka jest pisowska kupa.

Hairwald

To niewiarygodne, ale PiS znowu swoją ewidentną porażkę usiłuje przekuć w sukces. Tym razem chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego, który nakazał Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić za wygłoszone przez kłamstwo na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Mówił wtedy, że za rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów.

Otóż szef sztabu wyborczego PiS europoseł Tomasz Poręba napisał na Twitterze, że… Sąd Apelacyjny przyznał rację premierowi Morawieckiemu! – „1. Sąd nie nakazał przeprosin. 2. Wniosek został oddalony w części dotyczącej wnioskowanego oświadczenia, jak i zakazu rozpowszechniania informacji o braku budowy przez rząd koalicji PO-PSL dróg oraz mostów. 3. Sąd Apelacyjny przyznał rację PMM w zakresie wypowiedzi „nie było dróg i mostów”. 4. PMM ma wydać jedynie oświadczenie które zostanie opublikowane” – napisał Poręba.

W internecie zawrzało. – Panie Poręba, zmiłuj się, nie zaklinaj już tej rzeczywistości. Morawiecki powiedział nieprawdę, czyli skłamał”; – „Brzydko, panie Poręba, tak manipulować. A i z czytaniem ze zrozumieniem kłopoty”…

View original post 3 351 słów więcej